Dodaj do ulubionych

Wiara nadaje sens życia...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.05, 07:09
... wierzącemu. A jak go znaleźć gdy jest się niewierzącym, wątpiącym,
poszukującym?
Jak między gotowaniem jednego gara pomidorowej a drugim (matka i żona),
jak między jedną kampanią reklamową a drugą (osoba ceniąca sukces zawodowy)?
Jak go znaleźć nie mieszając w to Boga i zbawienie?

Obserwuj wątek
    • Gość: Witold to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastapi IP: *.dsl.irvnca.pacbell.net 18.03.05, 09:39
      Czesc Jola
      www.optymista.us/
      zacznij czytac rozne ksiazki, to moja rada
      Magia wiary Joseph Murphy
      anpisz na ten email, jezeli cie to interesuje
      witoldmail-forum@yahoo.com
      Witold
      • Gość: Jo Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.05, 19:50
        O mój boże, a cóż za bzdury na tej stronie? jeden wielki "hamerykański" bełkot.
        No, ale jak autor poleca książkę Louise Hay, która jest mistrzynią tępego
        infantylizmu, to czego się spodziewać...
        • Gość: drikon Buddyzm to religia, która nie wymaga wiary IP: *.chello.pl 20.03.05, 19:53
          "Religia przyszłości będzie religią kosmiczną. Powinna ona przekraczać koncepcję
          Boga osobowego oraz unikać dogmatów i teologii. Zawierając w sobie zarówno to,
          co naturalne, jak i to, co duchowe, powinna oprzeć się na poczuciu religijności
          wyrastającym z doświadczania wszelkich rzeczy naturalnych i duchowych jako
          pełnej znaczenia jedności. Buddyzm odpowiada takiemu opisowi. (...) Jeżeli
          istnieje w ogóle religia, która może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to
          jest nią buddyzm."
          Albert Einstein

          www.buddyzm.edu.pl
          • akielich Re: Buddyzm to religia, która nie wymaga wiary 20.03.05, 21:36
            O ile mi wiadomo buddyzm nie jest religia a jedynie filozofia.
            • Gość: Kafar Re: Buddyzm to religia, która nie wymaga wiary IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.05, 22:53
              akielich napisała:

              > O ile mi wiadomo buddyzm nie jest religia a jedynie filozofia.
              ----------
              Pomylieś akcenty - powinno być:

              Buddyzm jest filozofią a nie jedynie religią.
              • ton9 Re: Buddyzm to religia, która nie wymaga wiary 21.03.05, 08:27
                Człowieku pierwsze poczytaj, co to jest filozofia, a dopiero później wypisuj takie dyrdymały. Buddyzm nie może być filozofią :(((
                • palnick Re: Buddyzm to nie religia, więc nie wymaga wiary 21.03.05, 18:53
                  Buddyści mówią o naukach buddy po prostu Nauka.
                  Nie ma w niej dogmatów w które trzeba wierzyć dlatego bo nie sa weryfikowalne
                  lub sprzeczne z logiką - nie jest to więc nie tylko religia ale i wiara.
                  Buddyzm porównywany jest do systemu filozoficznego lub psychologii ale sami
                  buddyści twierdzą, że oba porównania nie wyczerpują całkowicie jego istoty.
                  NIGDY natomiast buddyzm nie jest określany jako wiara lub religia
                  • Gość: Marcinlet Re: Buddyzm to nie religia, więc nie wymaga wiary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 19:10
                    Można zwać ten buddyzm jak się chce. Dla mnie osobiście ma on taką samą wartość
                    jak chrześcijaństwo i inne religie. Dochodzę do takiego wniosku gdy widzę tych
                    wszystkich narcystycznych guru i innych "oświeconych" pogrążających się w
                    jakimś chorym samouwielbieniu. A oddający im boską cześć wyznawcy buddyzmu to
                    osobny problem.
      • ipekakuana Re: Wiara nadaje sens życia... 18.03.05, 19:55
        > zacznij czytac rozne ksiazki, to moja rada
        > Magia wiary Joseph Murphy

        Nie polecaj ludziom durnych książek.
      • Gość: TorV Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap IP: *.devs.futuro.pl 20.03.05, 19:30
        Witold, to Ty napisałeś te brednie o zastrzeleniu bez pistoletu? Demonizujesz
        kwasa... Albo sam to napisałeś pod wpływem LSD. Dam Ci dobrą radę: przestań
        wierzyć w urban legends, bo jak nie, to kosmici ze strefy 51 rzucą Cię na
        pożarcie aligatorom z nowojorskiej kanalizacji!
      • Gość: Aquide@wp.pl Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.05, 07:37
        Sensu nie doszukasz się w życiu będąc ateistą. Twoim sensem jest jak przeżyć
        następny dzień. A przecież życie się nie kończy na tym tutaj. Przecież
        wszechświat jest nieskończony (prawieże) tak samo jest przestrzeń czasowa.
        Jestem pewien że gdzieś w tej przestrzeni jest Bóg. A gdyby nawet nie było to
        śmierć nie jest końcem ostatecznym. Bo jak mówiłem wszechświat jest
        nieśkończony w przestrzeni i czasie. I napewno kiedyś jak nie za 1000000lat to
        za 10000 razy więcej gdzieś powstanie życie które wymrze i tak w kółko. To po
        1000000 miliardach takich żyć lub 100000 razy więcej gdzieś powstanie człowiek
        o twoim układzie synaps w mózgu gdzie będziesz ty bo to wg mnie to nadaje
        poczucie "myślę więc jestem". Przemyśl to. //Aquide Polska// //Aquide@wp.pl//
        • soren Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap 21.03.05, 10:29
          Wszechświat JEST skończony zarówno w przestrzeni jak i w czasie.
        • blinski Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap 01.04.05, 21:06
          by być ateistą, szczerym (tzn. którego ateizm nie wyrasta po prostu ze
          sprzeciwu bądź złości wobec religii), trzeba być - większym lub mniejszym - ale
          racjonalistą. a racjonalistom takie problemy jak uniwersalnie rozumiany 'sens
          życia' (w cudzysłowiu, czyli sens życia jako otwierające wszyskie bramy
          zaklęcie) snu z oczu nie spędzają. dla mnie to tak samo idiotyczny temat do
          rozważań jak to, czy istnieje dusza, ufo, bóg itp.
          szczery (nazwijmy go tak, chociaż wiem że niestety to słowo pachnie
          radykalizmem) ateizm nie polega na czystej negacji boga, duszy itp., ile po
          prostu nie zajmowanie się w ogóle takimi sprawami - jako względny racjonalista
          uważam za stratę czasu i energii myślenie nad czymś, co NIGDY nie zaprowadzi
          mnie do żadnych wniosków; co najwyżej zwariuję dochodząc i tak w końcu do
          wniosku że jestem nic nie znaczącym pyłkiem kurzu w bezkresnym wszechświecie.
          ważny jest osobisty sens życia, dla każdego zupełnie odmienny - do którego
          dochodzi się po czasie samemu, a nie wysłuchawszy recept tzw. mądrzejszych.
          • abaddon_696 Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap 01.04.05, 23:49
            a racjonalistom takie problemy jak uniwersalnie rozumiany 'sens
            > życia' (w cudzysłowiu, czyli sens życia jako otwierające wszyskie bramy
            > zaklęcie) snu z oczu nie spędzają. dla mnie to tak samo idiotyczny temat do
            > rozważań jak to, czy istnieje dusza, ufo, bóg itp.

            Bez przesady. Jest to kwestia dla człowieka niewierzącego w szczególności
            ważna, bo dla niego lepsze życie w niebie nie istnieje.

            > szczery (nazwijmy go tak, chociaż wiem że niestety to słowo pachnie
            > radykalizmem) ateizm nie polega na czystej negacji boga, duszy itp., ile po
            > prostu nie zajmowanie się w ogóle takimi sprawami - jako względny
            racjonalista
            > uważam za stratę czasu i energii myślenie nad czymś, co NIGDY nie zaprowadzi
            > mnie do żadnych wniosków;

            To, o czym piszesz, bardziej się odnosi do agnostycyzmu. Choć głębszych różnic
            między tymi dwoma światopoglądami nie ma.

            • blinski Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap 02.04.05, 00:05
              > a racjonalistom takie problemy jak uniwersalnie rozumiany 'sens
              > > życia' (w cudzysłowiu, czyli sens życia jako otwierające wszyskie bramy
              > > zaklęcie) snu z oczu nie spędzają. dla mnie to tak samo idiotyczny temat
              > do
              > > rozważań jak to, czy istnieje dusza, ufo, bóg itp.
              >
              > Bez przesady. Jest to kwestia dla człowieka niewierzącego w szczególności
              > ważna, bo dla niego lepsze życie w niebie nie istnieje.


              sam sems życia jest ważny (napisałem o tym), ale nie jego uniewarsalne
              rozumienie. bo w końcu jakie jest uniwersalne rozumienie sensu życia dla
              ateisty? ja nie znam, po prostu nie zajmuję się tym.


              > To, o czym piszesz, bardziej się odnosi do agnostycyzmu. Choć głębszych
              różnic
              > między tymi dwoma światopoglądami nie ma.
              >


              niby tak, ale dla mnie jest pewna różnica między 'być może bóg jest, a może go
              nie ma' (agnostycyzm) a 'zarówno nie wierzę w boga, jak i w niego nie-nie
              wierzę' (ja:). agnostycy dopuszczają istnienie boga, ja po prostu się tym nie
              zajmuję - rozumiesz? tak jakby nikt nigdy boga nie wymyślił i tej kwestii w
              ogóle by nie było.
              :)
          • Gość: mary Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap IP: *.limes.com.pl 02.04.05, 09:54
            bycie ateistą to JEST zaprzeczanie istnienia Boga. sprawdź w słowniku. to o
            czym piszesz to postawa agnostyczna - nie zajmowanie się takimi sprawami,
            których nie można naukowo zbadać
            • blinski Re: to o czym myslisz najbardziej, w koncu nastap 02.04.05, 10:10
              dobrze, masz rację. choć często agnostyków określa sie mianem 'wątpiących', a
              to zupełnie nie oddaje moich poglądów na tę kwestię..
    • hubkulik Re: Wiara nadaje sens życia... 18.03.05, 19:23
      > ... wierzącemu. A jak go znaleźć gdy jest się niewierzącym, wątpiącym,
      > poszukującym?
      > Jak między gotowaniem jednego gara pomidorowej a drugim (matka i żona),
      > jak między jedną kampanią reklamową a drugą (osoba ceniąca sukces zawodowy)?
      > Jak go znaleźć nie mieszając w to Boga i zbawienie?

      Po prostu znalezc te elementy zycia, ktore sa pozytywne i ktore zawsze
      wspieraja.

      Pozdrawiam Hubert
    • goga13 Re: Wiara nadaje sens życia... 18.03.05, 21:46
      Życie człowieka jest nierozerwalnie związane z Bogiem. Nie może stworzenie
      funkcjonowac bez Stwórcy.
      Poza tym każdy z nas w coś wierzy, więc lepiej wierzyć w kogoś (czyt.Jezusa)
      niż w "coś" co nie ma mocy i nie może pomóc.
      Moja propozycja: nawet jeśli nie wierzysz, to zacznij szukać Jezusa a On
      usłyszy Cię i zareaguje na Twoje wołanie. Zrobi to, gdyż to On umarł za Ciebie
      na krzyżu i kocha Cie jak NIKT!!!Akceptuje Cie jak NIKT!!!
      Umarł po to abyś Ty mogła byc szczęśliwa (patrz: List do Rzymian 5,6-11)

      Pozdrawiam.

      ******************************************************
      www.forum.strefaspichlerz.pl
      • Gość: agaj Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.client.insightBB.com 20.03.05, 14:10
        Oj goga, goga; bardzo jestes zarliwa. Troche za bardzo dla mnie.

        Pisze jako wierzacy, ale mam wiele znajomych ateistow. Musze Ci pwiedziec, ze
        wiekszosc z nich funkcjonuje calkiem dobrze i maja szczesliwe zycie zawodowe i
        rodzinne. Wbrew temu co mozesz myslec, ludzie wierzacy i niewierzacy, lub
        wierzacy ale w innego Boga maja podobne zycie. Podobnie ciesza sie z sukcesow i
        martwia kleskami. Jezeli jest jakas roznica to tylko taka, ze wierzacym jest
        latwiej, stad dramatyczny pierwszy post.

        Jesli chodzi o Boga, to proponuje wieksza wiez z Bogiem-Ojcem, niz z
        Bogiem-Synem. Uniknie sie wtedy kilku rozterek intelektualnych i latwiej o
        porozumienie z religia zydowska i muzulmanska.
        • Gość: TorV Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.devs.futuro.pl 20.03.05, 19:52
          Są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy wierzą i ci, którzy wiedzą. goga należy do tej
          drugiej kategorii. To z niej rekrutują się wszelkiej maści fanatacy i terroryści.
          • Gość: cox Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.adsl.inetia.pl 20.03.05, 23:20
            Niemiło i bez sensu insynuujesz. Po co? Nie zauważyłam fanatyzmu w
            wypowiedzi "gogi".
            • blinski Re: Wiara nadaje sens życia... 01.04.05, 21:11
              > Życie człowieka jest nierozerwalnie związane z Bogiem. Nie może stworzenie
              > funkcjonowac bez Stwórcy.


              czy nie brzmi ci to jak kwestia wypowiadania przez terrorystów tuz przed
              wysadzeniem w powietrze siebie i niewiernych:)?
      • Gość: zibi Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 05:52
        wiara to ucieczka ludzi przed życiem i smiercią. Nie sa w stanie bez bajeczek
        stanać twarzą w twarz z prawdziwym życiem, z jego sensem i bezesensem, z jego
        radosciami i smutkami. porzućcie wiarę i zacznijcie żyć tępusy katolickie i inne
    • richard_the_taxidriver Re: Wiara nadaje sens życia... 18.03.05, 22:44
      wiara w co ? w rozmowy niedokończone czy w rozmowy w toku, a może w religię
      Jedi ? Np. kult wielkich cycków i jędrnych posladków nie powiem jest wiarą
      stymulącą dość znacząco uklad hormonalno-emcjonalny
    • Gość: Betty Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.chello.pl 18.03.05, 22:46
      wszystkie DOBRE drogi prowadzą do DOBREGO, które przyczynia się do naszego
      wewnetrznego rozwoju, co osobiście rozumiem min jako wyzbycie się egoizmu
      (strasznie cięzka praca:)), a to wiedzie do Miłości,

      dla wierzących tą najdoskolanszą Miłością jest Bóg

      a co jest nią dla Ciebie?
      Co dla Ciebie jest szczęściem takim na dłużej i wiekszym/ ważniejszym niż
      wygrana w Toto?
      Szukaj swojego szczęścia, trzymam kciuki
      • Gość: agaj Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.client.insightBB.com 20.03.05, 14:18
        Niezaleznie od wieray w Boga, etyka wierzacego i niewierzacego jest podobna.
        Dlatego wystarczy byc po prostu dobrym - miec dobre mysli, ktore wioda do
        dobrych uczynkow.

        Co do dazenia do doskonalosci (Boga, jako najdoskonalszej milosci) to bardzo
        przestrzegam przed tym. Brzmi dobrze dla mlodych i naiwnych. Potem okazuje
        sie, ze osiagniecie nawet namiastki doskonalosci jest niemozliwoscia. Reakcja
        na takie rozczarowanie jest odzucenie Boga, jako bytu nierealnego. Tak jak
        osoba palaca zniecheca sie "tyle razy rzucalem/am palenie i nie udalo sie -
        dlatego po co sie meczyc?".
      • blinski Re: Wiara nadaje sens życia... 01.04.05, 21:19
        szczęściem jest posiadanie najbliższych, na których zawsze możesz liczyć,
        którym zależy na tobie i na których rózwnież tobie zależy. a jeśli nawet ich
        nie ma, to szczęsćie mozna znaleźć we wszystkim, w każdym pojedynczym
        przedmiocie, zdarzeniu.. w zwykłych uśmiechach, w cieple innych, w tym że i oni
        są szczęścliwi.. słowem - w czymś, co jest namacalne, co widać i czuć, coś
        takiego jak bóg nie może mi przynieść szczęścia.
    • palnick Boga wymyslili ateiści :) 18.03.05, 23:01
      Bóg jest mitem wymyslonym przez ateistów. Słuzy skanalizowaniu lęków ludzi
      niewykształconych, tak żeby zajęli się czymś wirtualnym, bo realne życie ich
      przerasta :)
      • vacia Re Na szczęście Bóg istnieje 19.03.05, 12:28
        palnicku, czemu jesteś mitomanem, czemu wolisz fałsz niż prawdę.
        Bóg istnieje, ale Ty wolisz nie zbliżać się do niego ,aby nie musieć
        podporządkowywać sie różnym prawom Bożym, wolisz robic co ci się zachce nie
        patrząc czy to jest dobre czy złe.
        Potem będziesz żałował ,że tak przeżyłeś życie
        • po_godzinach Re: Re Na szczęście Bóg istnieje 19.03.05, 12:32
          Ech, palnicku ... czego to my sie dowiadujemy o Tobie ... nie odrozniasz dobra
          od zla, zle przezywasz zycie - przyznaj sie lepiej, co masz na sumieniu !!!
          • Gość: TorV Re: Re Na szczęście Bóg istnieje IP: *.devs.futuro.pl 20.03.05, 19:54
            Skąd wziął się wszechświat? Odpowiedź na to pytanie jest trudna i być może nigdy
            jej nie poznamy.

            Skąd wziął się bóg? Który? Dowolny... My go stworzyliśmy, na nasz obraz i
            podobieństwo.
        • stamp Re: Re Na szczęście Bóg istnieje 20.03.05, 14:19
          vacia napisała:

          > Bóg istnieje (..)

          ... podobnie jak UFO, duchy przodków, reinkarnacja i parę innych rzeczy "ponad
          wszelką wątpliwość"...
          • Gość: agaj Re: Re Na szczęście Bóg istnieje IP: *.client.insightBB.com 20.03.05, 14:30
            Mimo Pism swietych, obrazow religijnych i codziennych kazan w kosciolach,
            synagogach i meczetach, natura i istnienie Boga wydaja sie bardzo skomplikowane.
            Nie traktuj ich ironicznie. Nasze wyobrazenia na pewno sa bledne, ale nie
            oznacza to, ze samo istnienie Boga jest bledem. Moze to po prostu Duch, ktory
            przenika wszystko i przez to jest wszechobecny (co nie znaczy wszechmocny)?
            Jezeli tak, to dyskusje o istnieniu Boga i dowodow na to istnienie nie maja sensu.
          • vacia Re: Re Na szczęście Bóg istnieje 20.03.05, 15:12
            słuchaj stamp , możesz wierzyc lub nie ale to nie zmienia faktu,że i tak Bóg
            istnieje,niezaleznie co sobie pomyslała Twoja głowa.
            A swoją drogą taki inteligentny człowiek jak Ty powstał w drodze ewolucji od
            małpy???
            • Gość: wirusx Re: Re Na szczęście Bóg istnieje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 16:35
              Vacia, oczywiście że nie ewolucyjnie. Ludzie tak inteligentni, jak Ty powstali
              z żebra Adama, w co możesz wierzyć, albo nie, ale to nie zmienia faktu, prawda?
              A ten Adam, to z czego, mogłabyś przypomnieć? Dziękuję niezależnie od tego, co
              sobie pomyślała Twoja głowa.
              • vacia Re: Re Na szczęście Bóg istnieje 20.03.05, 17:22
                Gość portalu: wirusx napisał(a):

                > Vacia, oczywiście że nie ewolucyjnie. Ludzie tak inteligentni, jak Ty
                powstali z żebra Adama, w co możesz wierzyć, albo nie, ale to nie zmienia
                faktu, prawda?
                A ten Adam, to z czego, mogłabyś przypomnieć? Dziękuję niezależnie od tego, co
                sobie pomyślała Twoja głowa.

                Moja głowa sobie pomyślała,ze ironizujesz a tu jest poruszany powazny temat :
                sensu naszego zycia.
                Ja powstałam z żebra a Ty z prochu ziemii. Jednak oboje jesteśmy jednakowo
                inteiigentni, przynajmniej mam taka nadzieję a jeżeli tak jest, to jaki jest
                sens Twojego życia? Mam nadzieję ,że odpowiedni do Twojej inteligencji.

              • meerkat1 Adam mial DOOPE zamiast glowy!!! 20.03.05, 19:33
                Dowod: dal sie Ewie w konia zrobic i z raju go wykopali! :-(((
                • meerkat1 Nie mam ODTRUTKI DLA PAN!! :-(((((( 20.03.05, 19:39
                  Niestety!

                  Bo Panom , to moge poradzic zeby po prostu kazdego ranka golili sie dokladnie
                  BRZYTWA OCKHAMA i cala ta metafizyczna szczecine dokladnie splukiwali do
                  kanalizacji.

                  Z drugiej strony, jak ktos mocno kuleje, i rozpaczliwie potrzebuje PROTEZY....
                  • Gość: TorV Re: Nie mam ODTRUTKI DLA PAN!! :-(((((( IP: *.devs.futuro.pl 20.03.05, 19:58
                    A propos brzytwy Ockhama: ateizm to też rodzaj wiary. Ja wybrałem ateizm właśnie
                    dlatego, że wymaga przyjęcia zdecydowanie mniejszej liczby założeń, niż wiara w
                    jakiegokolwiek boga.
                    • rs_gazeta_forum Ateizm jako wiara 04.04.05, 20:20
                      Jak się ateizm wybiera, to rzeczywiście można go traktować jako rodzaj wiary.
                      Ale wtedy zachodzi podejrzenie, że się nie jest ateistą, tylko "ateistą".
                      W końcu jakby co, można wybrać co innego, jak rękawiczki.
                      Nie za mocno biję?
            • Gość: Melasa Wiem, ze nic nie wiem - Sokrates IP: 80.51.194.* 20.03.05, 16:49
              Nic autorytatywnie nie wiadomo. Ty uważasz że Bog istnieje. A ja - że nie. I
              oboje pozostańmy przy swoich racjach. Obie są dopuszczalne. Obie są na swój
              sposób prawdziwe. Powiesz zaraz ze to trąci relatywizmem moralnym. Nie będę Ci
              robił wykładu z aksjologii czy filozofii ale pamiętaj, iż już Heraklit z Efezu
              rzekł "pantha rhei" - wszystko płynie, wartości też.
              • vacia Re :Melasa prawda jest tylko jedna a nie dwie 20.03.05, 17:31
                Gość portalu: Melasa napisał(a):

                > Nic autorytatywnie nie wiadomo. Ty uważasz że Bog istnieje. A ja - że nie. I
                > oboje pozostańmy przy swoich racjach. Obie są dopuszczalne. Obie są na swój
                > sposób prawdziwe. Powiesz zaraz ze to trąci relatywizmem moralnym.

                Prawda jest jedna. To chyba jest oczywiste. Albo Bóg istnieje i to jest wtedy
                jedyna prawdą albo nie istnieje ,co wyklucza porzednie stwierdzenie.
                A ponieważ Bóg istnieje to Ty negując ten fakt żyjesz w nieprawdziwym świecie,
                Dlaczego nie szukasz prawdy???
                Bo to wymaga wysiłku? A może musiałbyś wtedy żyć inaczej niz teraz i dlatego
                wolisz jednak nie brac takiej ewentualności pod uwagę, ja tylko tak snuję
                domysły, bo nie mągę zrosumieć jak można nie wierzyć w Boga

                • Gość: Melasa Do: vaci IP: 80.51.194.* 20.03.05, 17:43
                  Bóg - o ile założymy jego istnienie (co ja personalnie odrzucam: I Ty np. ze
                  względów koniunkturalnych, utylitarnych bądź psychologicznych możesz zakładać
                  inaczej)- daje człowiekowi wolną wolę. Z niej wynika nawet to iż ja go mogę -
                  na takiej właśnie podttaswie - zanegować. I nie chodzi tu o żaden wysiłek czy
                  chęć pozowania. Wartością samą w sobie jest życie (czyli człowiek), jego
                  przeżycie zgodnie ze sobą, wychowanie dziecka na porzadnego obywatela i
                  czlowieka tego świata. Z mojego punktu widzenia to jest wartość najwyższa, a do
                  tego nie jest mi potrzebny żaden Absolut czy personalna osoba władająca tym
                  światem. A prawd jest tyle ile ludzi - chodzi tylko o to aby w tym kłębowisku
                  wartośći, etykietek czy ocen znaleźć kompromis i modus vivendi czyli
                  porozumienie się z "innym" człowiekiem; tzw. minimum aksjologiczne....A do tego
                  idea Boga też jest nam ludziom nie potrzebna. Ale Twoja wolna wola jest inna i
                  ja ją szanuję - szanuj też więc moją.
                  • vacia Re: Do: vaci 20.03.05, 17:58
                    Gość portalu: Melasa napisał(a):

                    wychowanie dziecka na porzadnego obywatela i
                    > czlowieka tego świata. Z mojego punktu widzenia to jest wartość najwyższa,

                    Możesz byc pewny że Ciebie szanuję, skoro Bóg dał ludziom wolna wolę tym
                    bardziej my musimy ją sobie dawać.,
                    Ale pamiętaj,że wychowanie dziecka na uczciwego ,porządnego czlowieka bez Boga
                    będzie bardzo trudne. Owszem powiesz mi ,ze Ty jesteś porządny i wielu innych
                    ludzi też ale trzeba wziąc pod uwagę,że jednak szacunek do Boga pomaga
                    przestrzegać pewnych wartości takich jak: prawdomówność, uprzejmość, uczciwość,
                    trzeźwość i tak dalej ...
                    • Gość: Melasa Re: Do: vaci IP: 80.51.194.* 20.03.05, 18:04
                      To przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka jest podtswaą wychowania i
                      odpowiednie wzory osobowe.W imię Absolutu można tak samo popełniać zbrodnie jak
                      w imię ideologii czy filozofii. A pytanie jakie stawiua nam S.zweig
                      mowiąc "..dlaczego ludzie wierzący są bardziej fanatyczni i bezkompromisowi od
                      niewierzących i ateistów ?" i odpowiada od razu, iż "słyszą bowiem głos
                      bezposrednio od Boga nie czuli są więc na głosy innych ludzi". wartpośćią -
                      powtarzam jeszcze raz - jest człowiek, czyli życie (należy jeszcze zdefinować
                      pojęcie życia i ustalić kiedy się ono zaczyna - wg mnie chodzi o świadome i
                      odpowiefdzialne życie, nie embrionalne czy "warzywne"...). Tak więc
                      autoświadmość jest podtswąwszystkiego. Czekam nA DALSZE posty bo mi się z Tobą
                      dobzre dyskutuje. Pozdro.
                      • vacia Re: Do: vaci 20.03.05, 18:25
                        Gość portalu: Melasa napisał(a):

                        > To przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka jest podtswaą wychowania i
                        > odpowiednie wzory osobowe.

                        Zgadzam się w tym z Tobą.

                        Dlaczego ludzie wierzący są bardziej fanatyczni i bezkompromisowi od
                        > niewierzących i ateistów ?" i odpowiada od razu, iż "słyszą bowiem głos
                        > bezposrednio od Boga nie czuli są więc na głosy innych ludzi"

                        Takie niebezpieczeństwo istnieje i czasami sie tak niestety zdarza ale ratuje
                        nas przed tym pokora, uniżenie umysłu, dostrzeganie zalet innych ludzi, którzy
                        wprawdzie nie podzielają naszych poglądów ale zalety mają.
                        Uważna lektura Ewangielii uwrażliwia na drugiego człowieka, z tym że nie od
                        razu każdego, nieraz przychodzi to po latach.

                        Też Cię pozdrawiam ;)


                        .
                        • Gość: Melasa Re: Do: vaci IP: 80.51.194.* 20.03.05, 18:36
                          Lekturę Ewangelii (i tych kanonicznych i apokryfow - bo takie też są i one może
                          nawet więcej mówią o czasach w których tworzyło się chrześcijaństwo)traktować
                          moge jedynie z punktu mego racjonalizmu i empiryzmu; to takie samo źródło
                          informacji jak Koran, Tora czy Bhagawadgita. To nie one kształtują czlowieka,
                          ale ludzka i personalna (przede wszystkim krytyczna refleksja nad treściami tam
                          zawartymi). Co dla jednego może być płaszczyzną dla działań na "rzecz dobra"
                          dla drugiego będzie źródłem zła, nienawiści i zdeprawowania. Pantha rhei - jak
                          Ci już napisałem. Wartości tak jak i inne pojęcia- w tym Boga- podlegają
                          również ewolucji; np. dla ludożercy zabicie czlowieka (by go zjeść)jest
                          podstawą egzystencji, nie anty-wartością jak dla nas. Ale są to przecież też
                          ludzie.Może to drastyczny przykład ale aby osiągnąć w miarę wyważony sąd należy
                          brać pod uwagę skrajne przyklady. Pozdro.
                          • vacia Re: Do: vaci 20.03.05, 18:52
                            Gość portalu: Melasa napisał(a):

                            >. To nie one kształtują czlowieka,
                            > ale ludzka i personalna (przede wszystkim krytyczna refleksja nad treściami
                            tam >zawartymi). Co dla jednego może być płaszczyzną dla działań na "rzecz
                            dobra"

                            Jeśli czytasz ewangelie i zauważasz,że Twoja krytyczna i racjonalna myśl zgadza
                            się z treściami tam zawartymi to odczuwasz nieprzeparte przekonanie,że to musi
                            byc prawda. ja tak to odczuwam. Człowiek ani przez chwilę nie przestaje myśleć,
                            tak więc nie czyta się Biblii bezkrytycznie.
                            A że jak piszesz niektórzy czynili zło mimo tej lektury ,to mogło wynikac z
                            tego,że albo nie zrozumieli tekstu albo świadomie wybrali zło wiedząc jaka jest
                            wola Boga.
                            Co do ludożerców to ja ich nie rozumiem, bo przecież człowiek ma jeszcze
                            sumienie i rozum. Ale biorąc pod uwagę całą ludzkość ludożerstwo to rzecz
                            wyjątkowa na szczęście.
                    • Gość: ateista Re: Do: vaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 18:10
                      widze, ze masz vacio klapki na oczach - nie ma takiego czegos jak bóg
                      • vacia Re: Do: vaci 20.03.05, 18:14
                        Gość portalu: ateista napisał(a):

                        > widze, ze masz vacio klapki na oczach - nie ma takiego czegos jak bóg

                        widzę ateisto,ze masz klapki na oczach bo nie ulega wątpliwości ,ze jest Bóg.
                        ale życzę ci miłego wieczoru
                        Wiara w Boga jest dobrowolna.
                        • Gość: ateista Re: Do: vaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 18:17
                          racjonalista.pl moze znajdziesz cos dla siebie

                          Co do adama i ewy to nie powstalismy od nich tylko powstalismy w toku ewolucji.

                          • vacia Re: Do: vaci 20.03.05, 18:29
                            Gość portalu: ateista napisał(a):

                            >> Co do adama i ewy to nie powstalismy od nich tylko powstalismy w toku
                            ewolucji.
                            > Ewolucja to przestarzała teoria ,która się nie sprawdziła.

                            >
                            • Gość: Melasa Re: Do: vaci IP: 80.51.194.* 20.03.05, 18:40
                              No tu przesadziłaś. Kreacjonizm za to jest wg Ciebie naukową i racjonalnie
                              udowodnioną teorią. Wiara - jeśli traktujesz ją poważnie i nieutylitranie - nie
                              może podlegać - sama to przeznawałaś w poprzednicj postach - koniunkturze bo
                              jest sacrum. Teraz, rzucając swą wiarę na szalę dyskusji naukowo-empirycznych
                              przyznajesz mi rację iż wszystko jest subiektywne. Zdecyduj się więc na coś
                              wacio.
                              • vacia Re: Do: vaci 20.03.05, 18:58
                                Gość portalu: Melasa napisał(a):

                                > No tu przesadziłaś. Kreacjonizm za to jest wg Ciebie naukową i racjonalnie
                                > udowodnioną teorią. Wiara - jeśli traktujesz ją poważnie i nieutylitranie -
                                nie > może podlegać - sama to przeznawałaś w poprzednicj postach -
                                koniunkturze bo > jest sacrum. Teraz, rzucając swą wiarę na szalę dyskusji
                                naukowo-empirycznych > przyznajesz mi rację iż wszystko jest subiektywne.
                                Zdecyduj się więc na coś
                                >
                                Nie twierdzę,że kreacjonizm jest naukowo i racjonalnie udowodniona teorią
                                tylko piszę ,że Darwinizm jest nienaukowy.

                            • meerkat1 PORAZKA TEORII EWOLUCJI REWOLUCJI!:-))) 20.03.05, 19:31
                              "Ewolucja to przestarzała teoria ,która się nie sprawdziła."

                              Rzeczywiscie, jak sie widzi takie osobniki jak Urban, Lepper Giertych, Oleksy
                              czy Rydzyk, to staje sie ewidentne ze ewolucja zatrzymala sie na etapie homo
                              sovieticus i dalej juz ani dudu :-(((
                              • Gość: Melasa Re: PORAZKA TEORII EWOLUCJI REWOLUCJI!:-))) IP: 80.51.194.* 21.03.05, 06:29
                                Prymitywny meerkacie, twoje debilne posty i ograniczone widzenie świata nie
                                pasuje do tej dyskusji. Wyność się więc na ine fora gdzie byś mógł szerzyć swą
                                nienawiść, prymitywizm i arogancję. Tu nie pasujesz...Tfu, przepadnbij maro
                                nieczysta. A w ogóle to co ty wiesz o ewolucji ? Napisałęś przede wszystkim o
                                sobie.
                        • Gość: Justyna Re: Do: vaci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.05, 00:03
                          Jak to nie ma watpliwosci? Vacia popraw mnie, jesli sie myle, ale chyba
                          katolicyzm polega na tym, ze sie WIERZY, ze bog istnieje, a WIE sie o tym, czy
                          tak jest naprawde dopiero po smierci. Tak mnie uczyli na religii, ale moze po
                          prostu nie uwazalam. :(
                          • Gość: Melasa Re: Do: vaci (II) IP: 80.51.194.* 21.03.05, 06:40
                            Droga vaciu. Chodzi tylko o wzajemny szacunek i tolerancję dla "innego"
                            czlowieka. I to wszystko. A czy czlowiek wierzy w Boga czy w Diabla czy w nic
                            nie wierzy to tak na prawdę dla jego oceny czy postrzegania jako mikrokosmosu
                            nie ma znaczenia żadnego. Chcę tylko aby mnie nikt nie nawracał, nikt nie
                            wartościował moich wyborów i światopoglądu. A odczuwam, że Wy ludzie głęboko
                            wierzący odczuwacie a prior do agnostykow i ateistow niechęć, oceniacie ich z
                            góry (z tytułu ich niewiary) jako gorszych i traktujecie jako "materiał do
                            nawrócenia".Prezypisujecie sobie i swej wierze dobro, będące z góry dane Wam od
                            waszego Boga. I tu tkwi głowny dysonans tej dysputy.Zastanów się więc nad swoją
                            wiarę i zadaj pytanie o pysznośc i egocentryzm jej wymiaru ? Czy stawianie swej
                            wiary na równi z absolutnym dobrem, prawdą i pięknem nie jest arogancją, niczym
                            nieuprawnionym wywyższaniem się wobec "innego" czlowieka i przypisywaniem sobie
                            nie wypływających z wiary w Boga prerogatyw.
                            • vacia Re: do Melasy 21.03.05, 08:05
                              Gość portalu: Melasa napisał(a):

                              > Droga vaciu. Chodzi tylko o wzajemny szacunek i tolerancję dla "innego"
                              > czlowieka. I to wszystko.

                              Własnie o ten szacunek jest najtrudniej, a człowiek prawdziwie pobożny szanuje
                              ludzi niezaleznie od ich światopoglądu. Raczej problemem jest znalezienie
                              takich prawdziwie pobożnych ludzi bo chociaż wielu z nas deklaruje się jako
                              wierzący w Boga to niestety z uwagi na nasze grzechy często my wierzący
                              utrudniamy innym zbliżenie się do Boga.


                              Chcę tylko aby mnie nikt nie nawracał, nikt nie wartościował moich wyborów i
                              światopoglądu.

                              Jeśli ktoś cię zaprasza do poznawania Boga kierując się życzliwością do Ciebie
                              to tak jakby niewidzialny Bóg zapraszał Cię do rozmowy.


                              A odczuwam, że Wy ludzie głęboko > wierzący odczuwacie a prior do agnostykow i
                              ateistow niechęć, oceniacie ich z > góry (z tytułu ich niewiary) jako gorszych
                              i traktujecie jako "materiał do > nawrócenia".Prezypisujecie sobie i swej
                              wierze dobro, będące z góry dane Wam od waszego Boga. I tu tkwi głowny
                              dysonans tej dysputy.Zastanów się więc nad swoją wiarę i zadaj pytanie o
                              pysznośc i egocentryzm jej wymiaru ?

                              Jest jakaś prawda w tym co napisałeś, może trudno jest nam wczuć sie w to co
                              przezywa człowiek niewierzący w Boga i stąd to ranienie niechcąco jego uczuć.
                              Ale spróbuj zrozumieć co my przezywamy, naszym zdaniem ateista tkwi w
                              błędzie,który nie jest takim sobie malutkim błędem,bo odrzucenie przez niego
                              Boga powoduje że jak gdyby odrzuca tez to życie wieczne ,które mu Bóg
                              ofiarowuje,zobacz jak ludzie postepują wobec osoby,która kierując sie wolną
                              wolą zdecydowała skoczyc z dachu i popełnic samobójstwo, to naturalne jest,ze
                              wysyła się do niej strażaków ,psychologów i wysyła karetkę, perswaduje się jej
                              na wszystkie sposoby ,ze życie jest cenne. Nikt nie patrzy obojetnie mówiąc
                              sobie niech ona skacze jak chce.
                              tak samo patrz na osoby które chcą nawracac niewierzących tez chca ratować im
                              życie,bo wierzą ,ze nasze obecne życie to tylko wstep do zycia wiecznego.

                              Pozdrawiam Cię i życzę miłego dnia.








                              • Gość: Melasa Do: vaci (III) IP: 80.51.194.* 21.03.05, 09:57
                                Dziękuję za próbę nadążenia za moim tokiem myślenia i odczuwania. Jako sceptyk
                                i pesymista (pesymista to optymista który przejrzał na oczy)a także pragmatyk i
                                scjenstysta zarazem nie mogę zgodzić się na rozumowe traktowanie Boga jako
                                oddzielnego bytu. Ale podzielam Twoje mniemanie iż może niektórym (z tego co
                                widzę większości ludzi) potrzbna jest - pardon za porównanie - taka proteza
                                mentalna, którą jedni zowią Bogiem, inni Diabłem a jeszcze inni Naturą. I tu
                                zawiera się moje zdanie z wczorajszego postu o "wielości prawd" .....Myślę, iż
                                nasz interpersonalny dyskurs i antynomie polegają na braku porozumienia i
                                nieprecyzyjności ludzkiego slowa, które nie jest w stanie oddać bogactwa myśli
                                i odczuć człowieczych. Ta ułomność naszej mowy względem percepcji i mniemań
                                doprowadza do nieporozumień, konfliktow czy nienawiści. O Bogu wg mnie
                                najpiękniej powiedził X-ciowieczny mistyk muzułmański Ibn Mansur: "..Jestem
                                Bogiem, którego kocham, a Bóg którego kocham jest mną; jesteśmy dwoma duchami
                                co w jednym mieszkają ciele. Kiedy spoglądasz na mnie widzisz zarazem Boga i
                                mnie". A chrześcijański filozof Szkot Eriugena dodaje - to przyczynek do
                                naszych tu rozważań: "Bóg jest wszystkim i jest też niczym". Jeśli uważacie
                                ludzie wierzący, iż Bóg jest ideą i sacrum zarazem to jest on niepoznawalny,
                                czyli arozumowy i aempiryczny. Należy sacrum w takim razie czcić w samotności,
                                skupieniu i alienacji od innych. To po co w takim razie kościoły, pielgrzymki,
                                umartwiania, liturgia, kult, procesje etc ? Vaciu - E.Durkheim, francuski
                                socjolog uważa np. komunizm za swoiście świecką religię, z kultem, religią i
                                sztafarzem innych parareligijnych przedsięwzięć. Religia jest obecna w kulturze
                                czlowieka od dawna lecz nie jest powiedziane czy będzie tak na zawsze.
                                Ale w tym momencie już przesadziłem. W każdym bądź razie cenię Twe poglądy, bo
                                widzę iż jesteś do nich przekonana i nie odczuwam w nich prozelityzmu w
                                stosunku do mojej osoby czy moich przekonań. I jeszcze jedno - ja nie chcę abyś
                                mnie zbawiała, bo to co czynię i myślę i odczuwam zrobiłem świadomie i
                                odpowiedzialnie. Z Bogiem rozstałem się po przyjacielsku i jako tako (jeśli
                                zakładamy już jego istnienie)ON MNIE ZROZUMIE.Więc po co Wy go jeszcze
                                mielibyście wyręczać ? Dziękuję za życzenia i je odwzajemniam.
                                • vacia Re: Do: vaci (III) 21.03.05, 18:22
                                  Gość portalu: Melasa napisał(a):

                                  . Należy sacrum w takim razie czcić w samotności,
                                  > skupieniu i alienacji od innych.

                                  Napewno też ale również w gromadzie. Oba sposoby sa dobre.

                                  >. W każdym bądź razie cenię Twe poglądy, bo
                                  > widzę iż jesteś do nich przekonana i nie odczuwam w nich prozelityzmu w
                                  > stosunku do mojej osoby czy moich przekonań. I jeszcze jedno - ja nie chcę
                                  abyś
                                  >
                                  > mnie zbawiała, bo to co czynię i myślę i odczuwam zrobiłem świadomie i
                                  > odpowiedzialnie. Z Bogiem rozstałem się po przyjacielsku i jako tako (jeśli
                                  > zakładamy już jego istnienie)ON MNIE ZROZUMIE.Więc po co Wy go jeszcze
                                  > mielibyście wyręczać ? Dziękuję za życzenia i je odwzajemniam.

                                  Bóg na pewno Cie rozumie ale Bóg jak kochający Ojciec chciałby aby wszyscy do
                                  niego powrócili, Ty również.
                                  Oczywiście dobrowolnie,bez jakiejkolwiek presji.
                                  To naturalne,że kazdy się cieszy,gdy drugi człowiek podziela jego poglądy ale
                                  to z twojej strony musiałaby byc inicjatywa przyjęcia mojego punku widzenia bo
                                  ja i tak nie mogłabym Cię zbawić ;) nawet gdybyś tego chciał bo to sprawa Twoja
                                  i Boga.Prawdę mówiąc miedzy nami ludźmi jest tak dużo podziałów, są takie
                                  wielkie różnice w poglądach ,że trudno znależć osobę o podobnym światopoglądzie.
                                  To bardzo utudnia porozumienie miedzy ludźmi,bardziej niż braki w słownictwie
                                  o którym pisałeś przedtem. To cud ,ze i tak jakoś ludzie współpracują ze sobą
                                  momo takich dużych różnic w myśleniu.Ale miło się z Tobą rozmawiało.
        • Gość: agnostyczka Re: Re Na szczęście Bóg istnieje IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.03.05, 15:59
          Dlaczego tak wielu "prawdziwym Polakom-katolikom" się zdaje, że ateiści to
          ludzie nie kierujacy się w życiu zadnymi zasadami moralnymi???!!! Nie macie
          wyłączności na dekalog!!!
          • Gość: Melasa Do: agnostyczki IP: 80.51.194.* 20.03.05, 16:52
            Masz zupelności rację. W tym ich zakłopotaniu i zachwianiu ich pewności (my
            jesteśmy tym zachwianiem i utwierdzeniem ich w ich niepewności, którą chcieliby
            otrzymać od swojego Boga)widzę prozelityzm i przemożną chęć "przerobienia" nas
            na swoją "dobroć". Pamiętajcie - co jest dobre dla mnie nie musi być dobrem dla
            brata mego....
      • Gość: EM Re: Boga wymyslili ateiści :) IP: *.tkchopin.pl 02.04.05, 08:12
        I NIEŹLE NA TYM ZARABIAJĄ
    • smutniak Re:Sensu zycia nie szukaj,bo zycie nie ma zadnego 19.03.05, 00:24
      sensu,jest tylko trwanie.Od nas zalezy ,w jaki sposob to nasze trwanie
      przezyjemy.
    • magic00 Re: Wiara nadaje sens życia... 19.03.05, 12:55
      Coż, przeżyć życie jak najlepiej się potrafi. Coś wziąć dla siebie, coś dać
      innym. Życie pojedynczej istoty niestety, jak dla mnie nie jest opatrzone
      jakimś głębszym metafizycznym sensem. Miliardy ludzi chodzi po świecie, trudno
      mi uwierzyć, aby każdemu z tych istniej przypisany był jakiś wielki sens. Nic,
      żadna tajemnica, zagadka przeznaczenia nie kryje się za prostym i codziennym
      faktem, że się urodziłam.
      Znacznie lepiej rozpatrywać więc sens swego istnienia w skali własnego
      najbliżego otoczenia, mikorświata, tu twoje, czy moje istnienie ma jakiś sens,
      jest tu jakaś rola do odegrania, pole do popisu. A tak globalnie to nic nie
      znaczymy.
      • jollaa Dzięki magic 19.03.05, 18:31
        czasami mnie nachodzi, jak spotykam okrucieństwo, agresję, niesprawiedliwą,
        bezsensowną śmierć.
        Mija, bo minąć musi i jest lepiej.
        Dziękuję za wszystkie mądre słowa
      • Gość: agaj Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.client.insightBB.com 20.03.05, 14:38
        magic00 napisała:
        > Życie pojedynczej istoty niestety, jak dla mnie nie jest opatrzone
        > jakimś głębszym metafizycznym sensem.

        > Znacznie lepiej rozpatrywać więc sens swego istnienia w skali własnego
        > najbliżego otoczenia, mikorświata, tu twoje, czy moje istnienie ma jakiś sens,
        > jest tu jakaś rola do odegrania, pole do popisu. A tak globalnie to nic nie
        > znaczymy.

        I tak i nie. Z jednej strony zgadzam sie z tymi stwierdzeniami, ale z drugiej
        wierze w statystyke. W to, ze na xxx urodzonych, yyy jest geniuszy naukowych,
        zzz jest geniuszy muzycznych, vvv jest wybitnie uzdolnionych aktorsko, itd.
        Dlatego kazde z istnien chyba jednak ma sens globalny. Jezeli chodzi o nasza
        role w tworzenie i ksztaltowanie mikroswiata to zgadzam sie w 100%.
    • Gość: wrocławiankaa Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 14:03
      Joluu, z twego postu widzę, że nie jesteś osobą niewierzącą. Samo
      sforuowanie "wątpiący i poszykujacy" nie jest obce nawet sługom kościoła, wierz
      mi. Jeśli też zadajesz sobie pytanie na temat "zbawienia" to znaczy, że
      podejrzewasz jego istnienie. Dlaczego więc tracisz wiarę ? ...to już tylko Ty
      sama wiesz. Pod wpływem jakiego wydarzenia.
      Ludzie którzy nie hołdują religii, nie mają takich wątpliwości, bo widzą sens
      życia w pomidorowej i w pracy właśnie :)))).
      Pozdrawiam.

      (choć czasami podejrzewam, że te fora wymyśla jakiś socjolog, żeby prowokować i
      zebrać materiał do badań :).
    • elfhelm Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 14:10
      zawodowe sukcesy, kasa, przyjaciele, rodzina, spełnianie marzeń itd.
    • Gość: ziut Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.nat.tvk.wroc.pl 20.03.05, 14:19
      To jak żyli ludzie przed .Jesli uważasz ze tylko z wiara to jestes
      nawiedzony.Czesi maja w nosie wiare i zyja bardziej uczciwie.Gdzie religia tam
      śmierc i krew.Wystarczajaco duzo wyrżneli ludzi w imie boga i wiary.
      • mirmilecki Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 14:54
        Ja bym się zanstanowił nad samym pytaniem : "Jaki jest sens naszego życia".
        Zrozumienie słowa sens opiera się na naszych życiowych doświadczeniach. Np.
        sensem gotowania pomidorowej jest zjedzenie jej, sensem jedzenia jest chęć
        zaspokojenia głodu itd. Chcąc uzasadnić więc sensowność jakiegoś procesu
        odnosimy się do innego zjawiska, które wykracza poza tą czynność, choć stanowi
        jej owoc.
        Pytanie o sens życia jest więc pozbawione sensu ( tzn. nie może mieć żadnej
        odpowiedzi) ponieważ musielibyśmy się odnieść do procesu lub zjawiska które
        jest poza życiem. Można co prawda powiedzieć: sensem gotowania jest to by dobrze
        gotować albo sensem jedzenia jest to by dobrze przeżuwać itd. Mógłbym powiedzieć
        : sensem życia jest to by żyło się przyjemnie ale sądzę że taka odpowiedź nikogo
        nie zadowala. Aby odpowiedzieć na pytanie o sens życia trzeba więc umieścić to
        życie w jakimiś większym porządku. Mówiąc życie z kolei też mamy najczęściej na
        myśli rzeczywistość w ogóle tzn. dom, ziemia kosmos, wszechświat. Znaczyłoby to,
        że musimy tą rzeczywistość umieścić w meta rzeczywistości tzn. rzeczywistości
        przez nas nie postrzeganej która zawiera nasz świat . Absurdem też byłoby gdyby
        wiedząc ( nie chodzi o wiarę, ale o faktyczną wiedze), że jest Bóg zapytać: Jaki
        sens ma istnienie Boga i świata przez niego stworzonego ?. Ok dosyć tego
        "fanzolenia"
        Bądźmy dobrzy dla siebie i innych choćby Boga nie było, bo póki co jesteśmy na
        tym padole skazani tylko na siebie.
      • Gość: zeter1 Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 00:02
        Ziutku, kochanienki, a w Czechach był? I to dłużej? Widział? Doswiadczył? Ręczę
        ci, że w liczbie samobójstw, dewiacji psychicznych itp. zachowań są o
        wiele "lepsi" od nas. To, co ich chyba jeszce trzyma, to "charakter narodowy",
        dość flegmatyczny, "chłopski", i tradycja ciężkiej pracy.
        Ten charakter narodowy jest b.ważny, pomyśl, jak by było z nami źle, gdyby nie
        było temperującego działania wiary i Kościoła.
    • io23 A dla mnie... 20.03.05, 14:47
      ...Sensem życia może być odrzucenie sztywnych, konfekcjonowanych rozwiązań
      typu "Bóg" i podjęcie samodzielnych poszukiwań w dziedzinie ontologii i
      epistemologii:

      Życie jako okazja w rękach właściciela, sens i cel jest kwestią wyboru.
      • mirmilecki Re: A dla mnie... 20.03.05, 14:57
        io23 napisał:

        > ...Sensem życia może być odrzucenie sztywnych, konfekcjonowanych rozwiązań
        > typu "Bóg" i podjęcie samodzielnych poszukiwań w dziedzinie ontologii i
        > epistemologii:
        >
        > Życie jako okazja w rękach właściciela, sens i cel jest kwestią wyboru.

        no, można by.
    • Gość: sjoefn7 Mi pomógl Jean-Paul Sartre IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 15:14
      Witaj Jolu,

      Ja jestem ateistka od zawsze, moi rodzice podjeli rozumna decyzje nie-
      ochrzczenia mnie, postanawiajac ze jak dorosne to sama wybiore religie do
      której chce przynalezec. Jestem im za to niesamowicie wdzieczna.

      Jak bylam nastolatka, to trapily mnie rozne watpliwosci co do zycia i mojej
      roli w nim. Zapisalam sie wtedy na kurs filozofii, i pomogl mi on niesamowicie.
      Dowiedzialam sie ze ludzi od wiekow trapia te same watpliwosci, i ze znajdywali
      one na nie odpowiedz bez wymyslania sil wyzszych. Najwiekszy wplyw wywarly
      jednak na mnie rozwazania francuskiego filozofa dwudziestego wieku, Jean-Paul
      Sartre. Twierdzi on ze jestesmy kowalami wlasnego losu, ze nic nami nie rzadzi
      i jestesmy wrecz na ta wolnosc skazani. Najlepiej sa te jego wnioski wylozone w
      krotkiej ksiazeczce pod tytulem "Egzystencjalizm jest humanizmem". Wydalo ja w
      Polsce wydawnictwo chyba o nazwie Spectrum, powinna byc dostepna w duzych
      ksiegarniach albo bibliotekach.

      Co do mnie, to uwazam ze sensem zycia jest bycie szczesliwym. Jesli nie
      jestesmy szczesliwi, to wszytko inne co robimy jest sensu pozbawiona.
      Pozdrawiam serdecznie,
      Marta
      • Gość: inny Re: Mi pomógl Jean-Paul Sartre IP: 5.2.* / *.chello.pl 20.03.05, 15:43
        A co to jest szczęście? Czy dla wszystkich to samo?
      • Gość: wirusx Re: Mi pomógl Jean-Paul Sartre IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 16:57
        Jolu nie daj sobie zabełtać błękitu w głowie martwą od lat filozofijką tego
        komuchowatego grafomana, który jeździł do stalinowskiego ZSRR zachwycać się
        tamtejszym "humanizmem", a po powrocie do tego okropnego Paryża tęsknił do
        prawdziwej wolności za żelazną kurtyną. Widocznie KGB podsuwało mu w Moskwie za
        darmo ładniejszych chłopców, niż mągł mieć w Paryżu za franki. Nie ma co się
        dziwić, bo ta jego Simone była tylko trochę ładniejsza od kwitu na węgiel.
        Lenin takich palantów jak Sartre nazywał "użytecznymi idiotami", więc sensu
        życia szukaj gdzie indziej, skoda czasu.
    • Gość: pak Re: Wiara nadaje sens życia... IP: 5.5R6D* / 213.95.11.* 20.03.05, 15:19
      Wierzacy nie uzywaja wiary do nadania swiatu i zyciu sensu.
      To co zastalismy przychodzac na swiat, przy uzyciu odrobiny zdrowego rozsadku i
      logiki, kaze wierzyc, ze istnieje poza naszym naukowym zrozumieniem cos, co
      chrzescijanie nazywaja Bogiem.
      Wiara jest konsekwencja, skutkiem, a przyczyna.

      Niemniej jednak masz racje, ze osoba niewierzaca niejako z definicji nie moze
      mowic o jakimkolwiek sensie zycia, logice, czy wartosciom.
      To wszystko musi miec swoje zrodlo gdzie i ndziej i, jak sie okazuje ma.
      Powodzenia w szukaniu.
      • lores Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 16:10

        > Powodzenia w szukaniu.
        Wiara to wielka laska. Prosmy Boga o ta laske
      • Gość: cienki filozof Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.autocom.pl 20.03.05, 16:26
        W moim zyciu nie mam czasu na zadna religie.Moja religia jest moje
        sumienie.Mysle, ze zycie czlowieka ma sens jezeli istnieje reinkarnacja. Na
        dojscie do Boga nie wystarczy jedno nawet bardzo ciezkie zycie. Bog jest wielka
        tajemnica.
        • Gość: Pies "Zastanawiaj sie gleboko nad swoimi slabosciami, IP: *.bos.east.verizon.net 20.03.05, 16:34
          a przyjde do CIEBIE!" -DOG
      • vacia Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 17:39
        myślę ,że masz pak rację, moje wiara jest skutkiem tego ,co zobaczyłam
        przychodząc na ten świat.
        Jak człowiek niewierzący może znależć sens życia skoro neguje tego który go
        stworzył??
        • Gość: Melasa Do: vaci... IP: 80.51.194.* 20.03.05, 17:46
          Nie uważam że On mnie stworzył. Myśl ludzka nas stworzyła i autoświadomość
          która nadaje znaczenia pojęciom, etykietkom, opiniom czy wartościom sens i
          realne znaczenie w doczesnym świecie. Pozdro.
          • vacia Re: Do: vaci... 20.03.05, 18:00
            Gość portalu: Melasa napisał(a):

            > Nie uważam że On mnie stworzył.

            Czy nigdy nie miałeś wątpliwości???
            • Gość: Melasa Re: Do: vaci... IP: 80.51.194.* 20.03.05, 18:09
              Wątpliwości są zawsze. Myślę więc jestem (Descartes). A ja ponadto uważam iż
              czuję więc jestem. Zastanawiać się można - myśląc: potem podejmujemy decyzję i
              wątpliwości muszą ustąpić miejsca może nie pewności ale "brakowi rozterek". Bo
              to prowadzi do nieporząku wewnętrznego i braku logiki. A odwracam pytanie- czy
              Ty nie masz wątpliwosci ? Choć wiara jako sfera pozarozumowa trzebi doskonale -
              tak sądzę - z wszelkich rozterek i wątpliwości. Ale czy bezrefleksyjność i
              pewność absolutna to domena czlowieka czy właśnie Boga ? Pomyśl i przeanalizuj
              tę konstrukcję myślową.
              • vacia Re: Do: vaci... 20.03.05, 18:39
                Gość portalu: Melasa napisał(a):

                >. A odwracam pytanie- czy > Ty nie masz wątpliwosci ? Choć wiara jako sfera
                pozarozumowa trzebi doskonale - tak sądzę - z wszelkich rozterek i wątpliwości.
                Ale czy bezrefleksyjność i pewność absolutna to domena czlowieka czy właśnie
                Boga ? Pomyśl i przeanalizuj > tę konstrukcję myślową.

                Nie wiem dlaczego ale nigdy nie miałam wątpliwości,że Bóg istnieje.

                Myslę,że ludzie wierzący w Boga czasem mają wątpliwości ale innej natury i nie
                do przyjęcia jest stwierdzenie,że Bóg który stworzył myślących ludzi sam jest
                bezrefleksyjny.
                • Gość: agaj refleksyjny Bog IP: 128.163.110.* 20.03.05, 20:13
                  Nie tworzmy obrazu Boga na podobienstwo wyidealizowanego czlowieka. Jezeli Bog
                  jest mysla, to jak mozna implikowac, ze jest refleksyjny? - toz refleksja to
                  Bog. Mysl to Bog, duch to Bog, ewolucja to Bog, itd. Bog przenika wszystko,
                  dlatego we wszystkim uczestniczy - w dobrym, ale tez w zlym; w stworzeniu
                  rzeczy dobrych, ale tez i zlych. Czy Bog jest wszechmocny i jest miloscia
                  doskonala? Jezeli tak, to nie w ludzkim rozumieniu tych pojec.
      • Gość: wierzący Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 20.03.05, 21:54
        Dopowiem coś więcej, wiara w Boga daje więcej niż tylko sens życia, daje
        wytrwałość, wsparcie duchowe, poczucie bezpieczeństwa, pokory i spokoju ducha.
    • Gość: pr Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.03.05, 18:02
      Ech Jola, Jola. Kiedyś i tak kopniesz w kalendarz, zeżrą Cię robaki i dopiero
      wtedy będzie Ci głupio, jak zobaczysz, że to jednak koniec.
    • Gość: mimo.wszystko Jolu taki moment jest darem od losu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 18:25
      gdyż otwierają się wtedy nowe drogi i tylko od Ciebie zależy którą wybierzesz.
      Nie ustawaj w zadawaniu pytań i w poszukiwaniach odpowiedzi, a te same do Ciebie
      trafią we właściwym momencie. Prawdziwa wiara wynika z wiedzy! Ufaj swojej
      intuicji! Pozdrawiam. :)
      • jollaa Re: Jolu taki moment jest darem od losu 20.03.05, 19:08
        Drogi pr, kiedyś jak to pięknie ująłes, walnę w kalendarz, a jakie mam wyjście.
        Czy mnie zeżrą robaki, czy ogień, to oczywiście nie będzie miało żadnego
        znaczenia, choć ze względów czysto "estetycznych" wolałabym to drugie.
        Z mojego "uporządkowanego" życia próbuję czerpać maksimum radości, różne
        sytuacje wyrywają mnie z tego "błogostanu", np czyjaś "niesprawiedliwa" śmierć
        i ta tragedia spowodowała pytanie o sens naszego istnienia.

        mimo.wszystko masz rację dopóki człowiek zadaje pytania i szuka odpowiedzi, to
        istnieje.
        Dziękuję za wszystkie mądre słowa.
    • Gość: TorV Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.devs.futuro.pl 20.03.05, 19:50
      Osobiście - jako ateusz - sądzę, że sensem każdego życia jest przedłużenie
      istnienia własnego gatunku. Czyli - strasznie upraszczając - w przypadku
      człowieka niechybnie sprowadza się to do prokreacji a następnie odchowania
      potomstwa i zapewnienia mu jak najlepszego startu...

      Takie podejście ma wiele zalet:
      1) jest do zaakceptowania dla ludzi religijnych (co najwyżej poprzedzą to
      stwierdzeniem, że pierwotnym sensem istnienia jest jakiś bóg);
      2) jest zgodne z proponowaną przez socjobiologię teorią "samolubnego genu",
      która bardzo dobrze wyjaśnie też takie zjawiska jak np. altruizm.

      Wszystkie inne rzeczy typu własna kariera, czerpanie przyjemności w życiu i tp.
      to tylko drugorzędne cele. Kto sądzi inaczej, oszukuje naturę (wierzący: za
      'naturę' możecie podstawić 'Boga') i samego siebie.
      • Gość: agaj Re: Wiara nadaje sens życia... IP: 128.163.110.* 20.03.05, 20:24
        Prokreacja jako sens zycia??? Trudno o wieksze nieporozumienie tak w
        odniesieniu do ludzi jak i zwierzat. Czy naprawde myslisz, ze celem istnienia
        bobrow, jaskolek, bizonow, itd jest rozmnozenie sie??? Nie, celem ich zycia
        jest przezycie, zdobycie pozywienia, sen, itd. Od czasu do czasu w programie
        tez jest kopulacja.

        Z instynktow zwierzecych - ludzi i zwierzat - pociag sexualny jest jednym z
        najslabszych. Najsilniejsze to glod i strach.
        • Gość: echtom Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.05, 20:47
          Przesadzasz, ontogeneza i filogeneza nie wykluczają się, tylko uzupełniają.
          Przeżycie jednostki to może cel bardziej świadomy, natomiast przedłużanie
          gatunku jest procesem w dużej mierze nieuświadomionym. Np. najwięcej dzieci
          rodzi się po wojnach i innych wyniszczających kataklizmach. Nie sądzę, że pary
          mówią sobie: "Straciliśmy dużo ludzi, teraz musimy to nadrobić", po prostu
          ulegają podświadomie temu mechanizmowi.
          • plik00 Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 21:16
            kilka (6?) miliardów indywidualnych powołań,indywidualnych planów,indywidualnych
            sensów-Bóg jest nieskończony,Jego Miłość jest nieskończona,ludzkie pragnienie
            Boga jest nieskończone.tak sobie czytam te posty i zdumiewa mnie kpina z homo
            sovieticus a jednocześnie wygłaszanie jako własne poglądy wypisz wymaluj wzięte
            żywcem z tamtych czasów (zmienił sie tylko język-myśl została);zdumiewa mnie
            również dokonywanie prostych przełożeń:człowiek wierzący w osobowego
            Boga=ekstermista religijny etc.tak jakby przez 3/4 ubiegłego wieku środkowa
            europa nie tkwiła w niewoli ideologii raczej wrogiej Bogu.
            pozdrawiam vacie.
            • Gość: TorV Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.devs.futuro.pl 20.03.05, 21:50
              Może za bardzo uprościłem... Wiem, że niektórzy będą się ze mnie śmiać, ale w
              przypadku ludzi osobiście nierozeralnie wiążę prokreację z miłością. To tyle
              jako człowiek.

              Ale sens i cel istnienia jest właśnie taki - przetrwanie genów. I wszystko o
              czym ktoś napisał powyżej - spanie, jedzenie, unikanie drapieżników - jest tylko
              środkiem do tego celu. I nie zmienia tego nawet fakt, że kopulacja w porównaniu
              do tych czynności zajmuje pomijalnie mało czasu.
          • plik00 Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 22:57
            kilka (6?) miliardów indywidualnych powołań,indywidualnych planów,indywidualnych
            sensów-Bóg jest nieskończony,Jego Miłość jest nieskończona,ludzkie pragnienie
            Boga jest nieskończone.tak sobie czytam te posty i zdumiewa mnie kpina z homo
            sovieticus a jednocześnie wygłaszanie jako własne poglądy wypisz wymaluj wzięte
            żywcem z tamtych czasów (zmienił sie tylko język-myśl została);zdumiewa mnie
            również dokonywanie prostych przełożeń:człowiek wierzący w osobowego
            Boga=ekstermista religijny etc.tak jakby przez 3/4 ubiegłego wieku środkowa
            europa nie tkwiła w niewoli ideologii raczej wrogiej Bogu.
            pozdrawiam vacie.
    • bagutek Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 20:08
      Sensem życia może być rodzina. Dzieci, jeżeli ktoś ma. Praca, pod warunkiem że nie jest uprawiana tylko dla czystego zarobku, a daje nam chociaż trochę satysfakcji. Przyjaciele i spotkania z nimi, dzielenie się smutkami i radościami. Własne hobby. Coś, co robisz i co po Tobie pozostanie. To, jakim Cię zapamiętają bliscy. Wiara nie wszystkim jest potrzebna.
      • Gość: ololek Sens życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 20:44
        Dla mnie jedynym sensem życia jest życie dla kogoś...
        • Gość: WilliamWillson Re: Sens życia IP: *.magma-net.pl 02.04.05, 21:23
          Polecam książkę Lwa Szestowa "Dostojewski i Nietzsche. Filozofia tragedii."
          Po jednej stronie stawia on Rozum, a po drugiej Wiarę.
          Rozum jako coś, co nas mami, co daje nam idee i złudzenia, że możemy i potrafimy
          sobie wytłumaczyć ten świat.
          Szestow twierdzi, że ponad 2000 letnia tradycja naukowa, filozoficzna, etyczna -
          to bzdura, idejki wymyslane przez dumnego człowieka w przekonaniu, że wie, że
          zrozumie. Z kolei Dostojewksi wykonuje eksperyment ala Kartezjsuz. Stawia
          pytanie, co będzie, gdy zanegujemy istnienie Boga. Wtedy wszystko traci sens.
          Ani dobro (po co być raczej dobrym niż złym?), ani piękno, ani prawda się nie
          ostoją. To prowadzi Dostojewskiego do Boga. I Szestow, i Dostojewksi odrzucają
          Rozum - warto poczytać i sprawdzić, do czego ich to doprowadziło.

          I jeszcze jedno przeciwko Rozumowi:
          "Co wymyśli jeden rozum, drugi może obalić. To tylko kwestia talentu."
          Więc to raczej nie jest dobry punkt oparcia.
          Pozdrawiam
    • Gość: nike Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.do.pl / *.generacja.pl 20.03.05, 21:59
      Wiara może daje sens zycia, nie neguję tego. Dla mnie nie ma to żadnego
      znaczenia. Jest mi zupełnie obojetne czy mam do czynienia z wierzacymi czy też
      nie. Dla mnie istotne jest wyłącznie to czy ludzie ci respektują wartości,
      które sa uniwersalne.Nigdy nie mialam zadnych problemów ze znalezieniem sensu
      życia.
    • Gość: racjonalista Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 22:15
      Nawet nie próbuję szukać odpowiedzi na pytanie "jaki jest sens życia?",
      ponieważ nie wiem, o co w tym pytaniu chodzi. Pytać o sens zycia, to jakby
      pytać np. o sens kwadratu.
    • Gość: pak Re: Wiara nadaje sens życia... IP: 5.5R6D* / 213.95.11.* 20.03.05, 22:38
      Wszystkim wierzacym i niewierzacym polecam ksiazki CS Lewis'a.
      Byl jednym z najwybitniejszych filozofow 20 wieku. Byl Chrzescijaninem i malo
      kto jak on potrafil logicznie wyjasnic na czym tak na prawde Chrzescijanstwo
      polega oraz czym ono nie jest.
      Szczegolnie warte zainteresowania, moim zdaniem, sa:
      * Mere Christianity
      * Miracles

      Kolekcje 7 najpopularniejszych klasykow Lewis'a mozna nabyc tutaj:
      www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/0060506083/qid=1111353880/sr=2-2/ref=pd_bbs_b_2_2/104-0898804-0403903


      Poslkie spoleczenstwo jest o tyle ciekawe, ze prawie 100% (97%) z nas
      deklaruje, ze jest wierzacmy/a.
      Zwykle wiara kojarzy sie z brakiew wyksztalcenia, ciemnota, zabobonami,
      niechecia do poznawania swiata. Oczywiscie zdarza sie, ze wierzacy sa swojego
      rodzaju fanatykami i poza, czesto zle rozumiana wiara (religijnoscia), nie
      widza i nie chca widziec nic wiecej.
      Mysle, ze nie jest dla nikogo zaskoczeniem, iz to wlasnie osoby gleboko
      wierzace polozyly podwaliny pod zdecydowana wiekszosc dyscyplin wspolczesnej
      nauki. I o takich wlasnie ludziach mysle, kiedy mowie o wierzacych.
      Mysle, iz postawe wierzacych (naukowcow) trafnie przedstawil swego czasu Kepler:
      "Since we astronomers are priests of the highest God in regard to the book of
      nature, it befits us to be thoughtful, not of the glory of our minds, but
      rather, above all else, of the glory of God."
    • Gość: rasta ja wierze w jah, jestem rasta i nie znosze koscola IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.03.05, 22:56
      spalic watykan!!! To mafia!
    • Gość: Lancing Re: Wiara nadaje sens życia... IP: 62.29.199.* 20.03.05, 23:03
      Jestem ateistą i daltego jestem gorszy? Nie ma celu w życiu? Nie kieruje się żadnymi wartościami? Przeceiż to sią największe bzdury o jakich słyszałem. Mam styczność z ludźmi bardzo religijnymi ale wielu z nich nie potrafi dogadać się nawet z najbliższymi. Uważam że wiara powinna pomagać w życiu, a nie stawać się jego celem i głosić jego jedyne prawdy. A głosy tak zacięcie broniące wiary to nic innego jak głośno wypowiadane wątpliwości co do niej. Bronicie wiary przed innymi bo sami nie jesteście do końca jej pewni.
      • osiba Re: Wiara nadaje sens życia... 21.03.05, 09:30
        nie ma ludzi gorszych i lepszych dla mnie,ja nie klasyfikuję niczyjej wartości wg tego w co sie wierzy.
        Wszyscy jesteśmy takimi samymi ludzmi.Można żyć różnie ,mieć różne wartości,ale coś wam powiem
        chcę doświadczyć takiej wiary (jak powiedział Jezus) żeby przenosić góry "i nic niemożliwego dla was
        nie będzie"powiedział.Co wy na to?
    • klarak Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 23:30
      Nie potrafie uwierzyc w Boga ani w zycie pozagrobowe, to jakies za latwe i za
      piekne. A sens zycia? Staram sie doskonalic, wychowuje dzieci w duchu milosci,
      ciezko pracuje, dbam o moje malzenstwo, pomagam ludziom na miare swoich
      mozliwosci, dzialam spolecznie, staram sie byc odwazna w swoich sądach, szukam
      piekna, cos tam tworze, cos tam naprawiam, ratuje przed zniszczeniem...
      Oczywiscie, jestem i czuje, ze jestem ulomna i przyznaje sie do tego, ale tez
      wiem, ze za dobre uczynki nie spotka mnie zadna nagroda po smierci. Moze sie
      myle, ale wydaje mi sie to odwazna postawa i wydaje mi sie, ze moje zycie ma sens.
      • palnick Re: Wiara nadaje sens życia... 20.03.05, 23:45
        klarak napisała:

        > Nie potrafie uwierzyc w Boga ani w zycie pozagrobowe, to jakies za latwe i za
        > piekne. A sens zycia? Staram sie doskonalic, wychowuje dzieci w duchu milosci,
        > ciezko pracuje, dbam o moje malzenstwo, pomagam ludziom na miare swoich
        > mozliwosci, dzialam spolecznie, staram sie byc odwazna w swoich sądach, szukam
        > piekna, cos tam tworze, cos tam naprawiam, ratuje przed zniszczeniem...
        > Oczywiscie, jestem i czuje, ze jestem ulomna i przyznaje sie do tego, ale tez
        > wiem, ze za dobre uczynki nie spotka mnie zadna nagroda po smierci. Moze sie
        > myle, ale wydaje mi sie to odwazna postawa i wydaje mi sie, ze moje zycie ma
        sens.
        ---------
        Klaro, to co piszesz jest piękne, pelne odwagi i dobra. Widzę, że nie
        potrzebujesz religijnej narkozy, żeby godnie przejść przez życie.
        Pozdrawiam serdecznie,
        P.

        • Gość: wk Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.salk.edu 01.04.05, 21:20
          Pytanie o sens zycia jak bylo tak i wciaz pozostaje bez odpowiedzi. Czy znaczy
          to, ze zycie nie ma sensu? W zwierciadle jakim jest nasz umysl sens nie jest
          obiektywna cecha wszechswiata tak jak nia nie jest dobro zlo wiara czy nauka.
          No wlasnie nauka ta obecnie wszechobecna zastepujaca religie odurzjaca i
          mianujaca siebie obiektywnym widzeniem rzeczywistosci jest rowniez tylko
          zwierciadlem naszego kategoryzujacego umyslu zbyt malego aby ogarnosc zlozonosc
          wiec szukajacego podobienst, praw natury i porzadku w tym malym wycinku
          wszechswiata ktory udalo sie wybrac aby pasowal do obrazu.
          A wiec tak, wiara nadaje sens zycia niektorym tak jak i nauka nadaj sens zycia
          rowniez niektorym. I sczesliwi beda Ci ktorym nadala albowiem prostota jest
          narkotykiem umyslu. Kiedy jednak dostrzezesz, ze cos jest krzywe to lat wielkiej
          samodyscypilny trzeba aby sie wyprostowalo. Szczesliwi wiec Ci ktorzy malo
          wiedza jak rowniez sczesliwi Ci ktorym wydaje sie ze wszystko wiedza.
      • Gość: klin Re: Wiara nadaje sens życia... IP: 81.219.99.* 21.03.05, 00:00
        kiedys bylem bardzo wierzacy, teraz sklaniam sie ku niewierze, albo wierze,
        tylko bez dogmatow i innych nalecialosci, moze i jest jakies zycie po
        smierci,ale nie determinuje ono mojego postepowania, chce byc tak jak klarak
        uczciwym czlowiekiem, szanowac ludzi za to,ze sa,a nie dlatego,ze tak cos
        nakazuje. Wcale nie uwazam, ze wiara pomaga wychowywac dzieci, widac to po to
        szczegolnie w naszym skorumpowanym kraju, ktory babrze sie w korupcji przy tak
        wierzacym spoleczenstwie...mysle czasem o smierci, ale bez strachu, bede
        szczesliwy, gdy bede umieral z mysla,ze zylem w zgodzie z soba...taki jest sens
        mojego zycia
        • jollaa Do Klary, Panilcka i Klina 21.03.05, 07:48
          Wychowana w domu katolickim, ze wszystkimi wtajemniczeniami (chrzest itd.),
          byłam, moim zdaniem, tzw. katolikiem "ludowym". Wzięłam ślub kościelny i
          ochrzciłam dzieci. Uważałam, że moim obowiązkiem jest "dociągnać" ich do czasu,
          kiedy decyzję - czy wierzą - podejmą sami.
          Mój "ludowy" katolicyzm nie przetrwał, zaczęłam patrzeć na Mszę św. jak na
          swego rodzaju "teatr", nie mogąc dostrzec sacrum.
          Nie wiem, czy kiedykolwiek to się zmieni, wielkiego wpływu na mnie i na moich
          bliskich to nie ma, ale pytania pozostały.

          • jandecorator Re: Do Klary, Panilcka i Klina 21.03.05, 11:37
            wypisz wymaluj to samo czuje.
          • Gość: DBWM!!! Re: Do Klary, Panilcka i Klina IP: *.damovo.com 21.03.05, 14:56
            jollaa...nie wiem czemu tak się dzieje ale coraz więcej ludzi mysli jak Ty. Ja
            odbieram to jako zbliżanie się czasów ostatecznych, czasów, w których każdy z
            nas osobiście stanie przed Bogim i zda mu relacje z każdego słowa, mysli,
            czynu. Nie ważne wtedy będzie czy miało się w domu osoby duchowne czy nie.Czy
            byłe/aś dobrym człowiekiem czy nie. Wazne-czy przestrzegałeś/aż Jego praw.

            Ja też wychowałam się w domu katolickim (wierzący, czasem praktykujacy). 2 lata
            temu,będąć w pewnym charyzmatycznym kościele protestanckim,odkryłam,że Bóg to
            nie jest odległa postac, która gdzieś tam sobie jest ale tak daleko,że az
            nierealna. Zaczęłam odczuwać Jego istnienie w każdym dniu mojego życia.Oddałam
            Mu swoje zycie (w sensie duchowym-żeby nikt mnie nie posądził o to, że jestem
            zakonnicą!!!!! :)) ). Teraz jest super. Mam Boga tak mocno w swoim sercu, że
            nierealne dla mnie teraz jest to,że mogłabym wrócić do tego niebytu w KK.

            Jeśli czujesz,że Go potrzebujesz, to wołaj do Niego.ON odpowie.
            Pozdrawiam ciepło.

            **************************************

            www.forum.strefaspichlerz.pl
      • Gość: piegus Re: Wiara nadaje sens życia... IP: *.daimi.au.dk 01.04.05, 18:40
        Czyli dla Ciebie sensem zycia jest rozwijac sie jako czlowiek, odkrywac i
        wykorzystywac poklady dobra i piekna, ktore w Tobie tkwia.
        A po co? To juz inne pytanie - nie o sens, ale o cel zycia. Wiara odpowiada
        przede wszystkim na to drugie pytanie - wierzac w zycie pozagrobowe, wierze, ze
        dobry i piekny czlowiek, jakim sie staje przez cale zycie, ma swoje spelnienie w
        niebie.
        Zatem wiara nie jest konieczna, aby znalezc sens zycia.
        Majac sens zycia: jesli wierze (w Boga, zycie po smierci), to jestem jak
        artysta, ktory tworzy piekne dzielo sztuki, po to aby inni je podziwiali przez
        lata; jesli nie wierze, jestem jak artysta, ktory wie, ze po stworzeniu to
        piekne dzielo ulegnie zniszczeniu, a mimo to warto je stworzyc chocby na chwile!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka