Dodaj do ulubionych

Newsweek - cykl - o mniejszościach narodowych

24.05.05, 14:02
Poniżej tylko fragment artykulu, bo tyle jest on-line. Newsweek rozpoczyna
cykl tekstów o innych kulturach. To świetny pomysł, więc po prostu zachęcam do
kupowania Newsweeka.

"Tatarski ślad
Polski Tatar ma dwie ojczyzny. Pierwszą jest Rzeczpopolita, druga to
Kruszyniany. Otwieramy cykl tekstów o bogactwie kulturowym mniejszości
narodowych. Na mizarze w Kruszynianach obok siebie stoją nagrobki z napisami
po polsku, rosyjsku i arabsku. Dzieje i ludzkie biografie plączą się tutaj jak
nigdzie w kraju. Tu leżą carski pułkownik Zachar Korycki, sztabskapitan
artylerii Iwan Murzin, Adam Mucharski, obrońca Port Artur, czy Aleksander
Połtorzycki, syn Chalila, zmarły w 1924 roku urzędnik wojskowy w II
Rzeczypospolitej. Łączą ich potomkowie ściągający tu z całego świata.
Jarosław Żurawski jest przedsiębiorczym 40-latkiem z Warszawy. Pracuje jako
kierownik w dużej firmie zagranicznej, stać go na wygodne wakacje w ciepłych
krajach czy weekendowe wypady samolotem. Jednak od dwóch lat w piątki pakuje
swoją rodzinę do samochodu i pędzi 300 kilometrów na "dziki Wschód", tam gdzie
kończy się mapa Polski. We wsi Kruszyniany kupił siedlisko i 150-letni dom.
Dla Żurawskiego nie są to tylko zwyczajne wypady na daczę - z Kruszynian
pochodzi tatarska rodzina jego matki. On sam wychowany jest w wierze
katolickiej. Z Tatarami wiążą go wschodnie rysy - ciemne włosy i skośne oczy.
Wśród miejscowych, którzy są, jak mówi - prości, uczciwi i pracowici, czuje
się jak u siebie. - Mój pradziadek powtarzał, że Kruszyniany są
najszczęśliwszym miejscem na świecie. Tu zawsze mieszkali obok siebie
muzułmanie, prawosławni, katolicy, a przed wojną jeszcze żydzi i ewangelicy.
Żyli w zgodzie, a weselić się można było prawie przez cały rok, bo co chwila
któraś wiara miała swoje święto - opowiada."

Newsweek polska nr 21
Obserwuj wątek
    • dachs Re: Newsweek - cykl - o mniejszościach narodowych 24.05.05, 14:45
      ijaw napisała:

      > Poniżej tylko fragment artykulu, bo tyle jest on-line. Newsweek rozpoczyna
      > cykl tekstów o innych kulturach. To świetny pomysł, więc po prostu zachęcam do
      > kupowania Newsweeka.

      Czy to ten tygodnik, ktory zamiescil artykul o spuszczaniu koranu do klozetu?
      Pare osob zaplacilo zyciem za uczciwosc tamtejszych dziennikarzy.
      Ja oszczedzam. Newsweeka i NIE nie kupuje.

      • ijaw Re: Newsweek - cykl - o mniejszościach narodowych 24.05.05, 14:48
        To mi zadałeś ból. Nie czytałam tego o Koranie. Podoba mi się inicjatywa, ta
        promująca wielokulturowość.
        Coż, jednak wydam 4,5 PLN, najwyżej utopię w klozecie, mhm
        • dachs Re: Newsweek - cykl - o mniejszościach narodowych 24.05.05, 21:47
          Nie chcialem Ci sprawiac bolu. :)
          Ani sklaniac do oszczedzania. Mnie jest latwo bo ja i tak nie mam dostepu :))
          Kiedys prenumerowalem nawet angielska wersje. Ale to juz dawno bylo

          pozdrawiam Cie

          borsuk
          • ijaw Re: Newsweek - o Kaszubach- Godome po kaszebsku 03.06.05, 21:54
            W numerze 22 jest artykuł o Kaszubach. Cały dostępny w wersji papierowej.
            Tu tylko fragment.

            "Godome po kaszebsku
            Kaszubi uzyskali prawo do używania w lokalnych urzędach swojego języka. I tak
            zaczęły się problemy.
            Dworzec autobusowy w Kartuzach. - Gdze wa chcete jechac? - pyta pani w kasie. -
            Do Płecka - pada odpowiedź. - To je dwadzesce ćtere piądzesąt - informuje
            kasjerka. - Richtig! - odpowiada klientka.
            Czternaście lat walczyli Kaszubi o to, aby swego języka używać nie tylko w
            prywatnych rozmowach, ale też w urzędach i na dokumentach. 1 maja tego roku
            dzięki ustawie o mniejszościach narodowych, etnicznych i o języku regionalnym
            uzyskali takie prawo. I chcą z niego korzystać. Bo dziś być Kaszubem jest "trendy".
            Ustawa wymienia dziewięć mniejszości narodowych, cztery etniczne i jeden język
            regionalny - właśnie kaszubski. W gminach, w których przynajmniej co piąty
            mieszkaniec używa języka regionalnego, jest on traktowany jako język pomocniczy
            - a więc można po kaszubsku rozmawiać z gminnymi urzędnikami, przesyłać w tym
            języku do nich oficjalne pisma i uzyskiwać po kaszubsku odpowiedzi. W tym języku
            mogą być także pisane - obok polskich nazw - nazwy miejscowości i ulic.
            Dziś już 10 kaszubskich gmin - od Helu po Chojnice - zamierza skorzystać z tych
            przywilejów. Pierwsze chce być Parchowo, w którym ponad 80 proc. mieszkańców
            przyznaje się do związków z Kaszubszczyzną.

            Tomasz Zając"
            • dachs Re: Newsweek - o Kaszubach- Godome po kaszebsku 04.06.05, 00:22
              a wiesz ze jest strona poswiecona mowie kaszubskiej w zastosowaniach
              elektronicznych?

              kaszed.zk-p.pl/
              • witekjs Re: Newsweek - o Kaszubach- Godome po kaszebsku 04.06.05, 03:20
                Myślę, że mogą zainteresować Was również i te posty.

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10311&w=24438571
                Witek
                • ijaw Re: Newsweek - o Kaszubach- Godome po kaszebsku 04.06.05, 19:15
                  witekjs napisał:

                  > Myślę, że mogą zainteresować Was również i te posty.
                  >
                  > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10311&w=24438571
                  > Witek

                  Zainteresowały. Z jednego linków mały cytat:

                  "A jo z duszą i ze sercem Polok jem jak oni,
                  Me Kaszube, jesz strzeżeme Polsci morsciech granic,
                  A w Warszawie naszy braca mają naju za nic.

                  Profesor Baudouin de Courtenay stwierdził: kaszubszczyzna jest bardziej polska
                  niż polszczyzna sama. Uwaga ta odnosiła się do mowy, tkwią w niej bowiem dotąd
                  formy i dźwięki, które już z polskiego języka znikły. Można ją także odnieść do
                  folkloru zwyczaju, zachowania. Mimo ubóstwa panował u Słowińców surowy styl
                  życia, Nie było tu morderstw, kradzieży, pijatyk i hulanek. Prawdziwie piękny
                  był to lud i tym większy tragizm jego upadku, losu Gryfitów. Nie doczekali się
                  połączenia z macierzą po 1918 r."

                  To ze strony -bezuprzedzen-
                  Ciekawe, prawda? Bo komuż do głowy przyjdzie, że polszczyzna jest mniej polska
                  od kaszubszczyzny?

                  Dziękujemy za linki.
                  • ijaw Kajko i Kokosz - kaszubski komiks 17.06.05, 10:28
                    Dzięki wydawnictwu Egmont ukaże się wkrótce pierwszy komiks po kaszubsku. Więcej
                    nt w artykule:

                    "Jest już kaszubska Biblia i elementarz. Wkrótce ukaże się pierwszy komiks w tym
                    języku - przemówią nim legendarni Kajko i Kokosz - postaci wymyślone przez
                    sopocianina Janusza Christę.
                    Po kaszubsku wydany zostanie album "Na wczasach": do Mirmiłowa - sielskiego
                    grodu, w którym mieszkają główni bohaterowie - przybywa Referent do spraw
                    Turystyki i Wypoczynku. Przywozi skierowanie na wczasy, ale... tylko jedno!
                    Wiadomo, że na takie wyróżnienie zasłużyli przede wszystkim dwaj bohaterscy
                    wojowie - Kajko i Kokosz. Kasztelan ma nie lada dylemat, któremu z nich je
                    przyznać. Koniec końców skierowanie dostaje Kajko, a Kokosz - jego nieodłączny
                    towarzysz - wyrusza na wakacje na gapę.
                    Specjalizujące się w komiksach wydawnictwo Egmont długo poszukiwało tłumacza,
                    który podjąłby się przygotowania kaszubskiej wersji opowieści. Wstępną zgodę
                    wyraził Zbigniew Jankowski, aktor Teatru Miejskiego im. W. Gombrowicza w Gdyni,
                    tłumacz i popularyzator kultury kaszubskiej (ostatnio przełożył na kaszubski
                    "Tryptyk Rzymski" Jana Pawła II).
                    - Szczęść Boże! - życzy wydawcy prof. Józef Borzyszkowski, jeden z największych
                    znawców kaszubszczyzny. - Jeśli wszystko się uda, dodam jeszcze: Bóg zapłać po
                    wielokroć!
                    Inicjatywa wydawania komiksów w języku regionalnym jest zupełnie nowa. Większość
                    publikowanych obecnie po kaszubsku książek to literatura poważna, czasem wręcz
                    pomnikowa: Biblia, Księga Psalmów, zbiory poezji. Egmont ma nadzieję, że
                    kaszubski komiks zainteresuje dzieci i młodzież uczące się tego języka.
                    - To jest bardzo potrzebne dzieciom, które uczą się języka kaszubskiego. Myślę
                    głównie o uczniach szkół podstawowych. Te materiały, które są dostępne, dziś już
                    często nie wystarczają - uważa Eugeniusz Pryczkowski, znany działacz regionalny,
                    który ma być redaktorem albumu. - Powiedzmy sobie szczerze: elementarz,
                    podręczniki często okazują się zbyt nudne dla dzieci, one potrzebują czegoś
                    innego, żywego. Dużo skuteczniej uczyłyby się kaszubskiego, gdyby produkowano w
                    tym języku filmy, gry komputerowe i inne tego typu materiały."

                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2769209.html
              • ijaw Re: Newsweek - o Kaszubach- Godome po kaszebsku 04.06.05, 19:08
                dachs napisał:

                > a wiesz ze jest strona poswiecona mowie kaszubskiej w zastosowaniach
                > elektronicznych?
                >
                > kaszed.zk-p.pl/

                Nie znałam tej strony. Dzięki wielkie, bo wzbogaca nasze forum, pewnie przyda
                się nie jednej osobie. Trochę poczytałam, choć ze zrozumieniem kaszubszczyzny
                mam poważne kłopoty.
    • ijaw Re: Newsweek - Karaimka kocha cię 04.07.05, 13:05
      Artykuł o Karaimach z numeru 26, w całości.

      "Karaimka kocha cię
      Polskich Karaimów jest tak mało, że mogliby się pomieścić w trzech autobusach.
      Czy kolejna (po Tatarach) z opisywanych przez nas mniejszości narodowych zdoła
      zachować swoją tożsamość? Wśród Karaimów radosne poruszenie - na sierpień
      wszystkich zaproszono na ślub. Z tradycyjnym kieleszmiakiem, czyli spisaniem
      umowy małżeńskiej, z wykupem panny młodej i atamanem, który zadba o dobrą
      zabawę. I choć weselisko odbędzie się w Trokach na Litwie, cieszą się na nie
      współbracia w całej Polsce, gdyż od ostatniego karaimskiego ślubu minęło u nas
      21 lat. Ale w świecie duchowym Karaimów, którzy nigdy nie mieli własnego
      państwa, granice mają umowne znaczenie. Oni czują się u siebie w Warszawie,
      Gdańsku, Wrocławiu, ale też w Trokach, Wilnie, Haliczu i na Krymie - wszędzie
      tam, gdzie sięgają ich korzenie. Mówi się o nich - najmniejszy naród, największa
      rodzina.
      Oficjalnie w Polsce mieszka tylko 45 Karaimów - tak wynika z ostatniego spisu
      powszechnego w 2002 r. Spis jednak prawdy nie oddaje. Karaimów jest co prawda
      niewielu, ale w jednym autobusie zmieścić ich nie sposób. Prof. Szymon Pilecki,
      specjalista od budowy samolotów wojskowych na WAT i emerytowany pracownik
      Polskiej Akademii Nauk, opowiada, że wprawdzie deklarował swoje karaimskie
      pochodzenie, ale rachmistrzyni GUS takiej narodowości nie miała w ściągawce.
      Wobec tego jej nie uwzględniła. Bo któż to jest Karaim? Anna Sulimowicz,
      turkolog z wykształcenia, przedstawiając się kiedyś jako Karaimka, usłyszała od
      dystyngowanej pani: - To dlaczego ma pani tak bladą twarz? Przecież wam na tych
      Karaibach słońca nie brak.
      A do Marioli Abkowicz, przewodniczącej Związku Karaimów w Polsce, zadzwonił
      niedawno fotograf, który chciał zrobić reportaż dla "National Geographic" o
      życiu codziennym Karaimów.
      - Myślał, że zarzynamy barany na podwórzu i chodzimy w spódniczkach z plecionej
      trawy - uśmiecha się ta praprawnuczka skośnookich uchodźców, którzy
      przywędrowali do Europy z terenów dzisiejszej Turcji.
      Słowo "karaim" oznacza zarówno przynależność etniczną, jak i religijną. Ich
      wiara opiera się na Starym Testamencie, jej podstawą jest Pięcioksiąg. Odrzuca
      natomiast Talmud, Nowy Testament i Koran. Wierni mają obowiązek studiowania
      ksiąg. Stąd też duchowni - hazzanowie - są wybierani przez wyznawców i jedynie
      przewodzą modłom.
      Polscy Karaimi to głównie potomkowie repatriantów z dawnych Kresów
      Rzeczypospolitej. Na tereny obecnej Litwy sprowadził ich z Krymu w XIV w. książę
      Witold. Po II wojnie światowej Karaimi osiedlili się m.in. na Dolnym Śląsku, na
      Wybrzeżu i w Warszawie.
      Dziś polscy Karaimi sami oceniają swoją społeczność na około 120 osób, gdy przed
      30 laty szacowano ją na około dwieście dusz. Coraz ich mniej. Ale też przez
      wieki, zgodnie z tradycją, szukali kandydatów na współmałżonków wyłącznie wśród
      swoich i w końcu małżeński rynek bardzo się zawęził. Więc ci, co się nie
      pożenili w młodości, zwykle trwają dożywotnio w kawalerskim lub panieńskim stanie.
      - A i dzietność spada, u nas przypada tylko 0,18 dziecka na rodzinę - narzeka
      80-letni prof. Pilecki, przewodniczący Karaimskiego Związku Religijnego w
      Polsce. I dodaje, że drugim nieszczęściem, mogącym prowadzić do rozpłynięcia się
      karaimskich genów w obcym żywiole, jest wzrastająca liczba mieszanych małżeństw.
      Tak po prawdzie profesor mógłby sam uderzyć się w piersi, bo ma tylko jedną
      córkę, a jego druga żona jest Polką (choć wielką miłośniczką karaimskiej
      kultury). Ale tak się złożyło. Nie bardzo jest jak i gdzie szukać partnera.
      Jedną z nielicznych okazji do nawiązywania bliższych kontaktów, także
      matrymonialnych, są zjazdy społeczności karaimskiej z Polski, Litwy, Ukrainy i
      Rosji. Jednak i na nich ostatnio coraz rzadziej udaje się skojarzyć jakąś parę.
      W Trokach starsze kobiety wypatrują młodych, którzy przyjeżdżają w odwiedziny, i
      zaraz snują plany, za kogo by wydać przybysza.
      - To trudna sprawa - przyznaje Anna Sulimowicz, niezamężna, choć nie wolna.
      - Bo my się wszyscy w naszym środowisku od dziecka znamy. Opatrzyliśmy się sobie
      i niełatwo się zakochać. W tych znajomościach brak tajemniczości - sama uśmiecha
      się tajemniczo.
      Jej babcia z Halicza wychowywała się obok przyszłego męża, ale do głowy jej nie
      przyszło, że za niego wyjdzie. Dopiero jak wyjechał do Ameryki, wrócił po latach
      i znalazł posadę na kolei - ukazał się jej w innym świetle. I wyszła za niego, a
      nie za Szymka Ickowicza, syna kowala, co się w niej kochał na zabój.
      Anna Sulimowicz mówi o sobie, że jest karpolem, czyli w połowie Karaimką, a w
      połowie Polką - po matce. Ojciec przed wojną studiował turkologię, ostatni
      egzamin miał zdać we wrześniu 1939 roku, ale wybuchła wojna i zamiast do
      profesora poszedł do wojska.
      Z wojny (służył m.in. w II armii Wojska Polskiego) wrócił jako oficer, a potem
      został dyrektorem biblioteki wojskowej. Córka poszła w jego ślady i też
      skończyła turkologię. Bo w przeciwieństwie do słabego wskaźnika dzietności
      poziom wykształcenia jest wśród Karaimów niesłychanie wysoki. Prawie każdy
      kończy wyższe studia.
      Adam i Hanna Pileccy potwierdzają tę regułę: on - informatyk po matematyce, ona
      - teatrolog i filolog. A w dodatku są jedną z nielicznych rozwojowych rodzin
      karaimskich. Mają trójkę dzieci. Jurek skończył właśnie liceum i czeka na wyniki
      matury, Marcin jest w gimnzajum, a Zosia w drugiej klasie podstawówki. Po
      chłopcach widać turecką urodę - ciemnowłosi, śniadzi. Zosia natomiast jest
      blondyneczką o wyrazistych jasnych oczach.
      Siedzimy wszyscy w dużym pokoju, na stole talerz z kybynami - karaimskimi
      pierogami, które specjalnie upiekł pan Adam. Jest ortakiuń, 14. dzień miesiąca
      baszkuschan-aj 5766 roku - czyli wtorek, 21 czerwca 2005 roku. Karaimi posługują
      się kalendarzem opartym na fazach Księżyca, stąd ta drobna różnica.
      To właśnie wesele Adama i Hanny przed 21 laty było ostatnim w Polsce, na którym
      starano się zachować karaimską obrzędowość. Jak to u Karaimów bywa, Adam i Hanna
      znali się od piaskownicy i Hanna w ogóle nie była nim zainteresowana. Ale kiedyś
      tak się złożyło, że razem wracali pociągiem z wesela kuzynki. I gdzieś między
      Warką a Kielcami coś między nimi zaiskrzyło. Jak pociąg się wtoczył na Dworzec
      Główny w Krakowie, nie chcieli się już rozstawać. Wesele mieli w srogą zimę 1984
      roku.
      Ojciec Hanny, orientalista i pracownik UJ, prowadził uroczyste modlitwy. Były
      tradycyjne bułki ślubne - okrągła dla panny młodej i podłużna dla pana młodego.
      Wodzirej zwany atamanem, uzbrojony w pałkę, czyli trzy leszczynowe witki
      związane czerwoną wstążką, zachęcał do zabawy, wymyślał atrakcje. Było porwanie
      panny młodej, którą świeżo upieczony mąż musiał wykupić. - Kosztowało mnie to
      trzy torty i dwie butelki krupniaku, naparu z miodu i przypraw na spirytusie -
      przypomina Adam Pilecki. Swoje dzieci starają się wychowywać zgodnie z karaimską
      tradycją. Obchodzą doroczne święta, zwłaszcza trzy najważniejsze - Wielkanoc,
      Święto Tygodni i Święto Trąb. W czasie wielkanocnego postu jedzą tylko potrawy z
      niezakwaszonego ciasta. Żadnych jogurtów, zwykłego chleba, mięs. Pieką tymbyły,
      sucharki, które są podstawą postnego menu. Kiedyś mały Marcin pochwalił się
      dzieciom w piaskownicy, że umie już piec tymbyły, i nie mógł zrozumieć, dlaczego
      nie wzbudziło to należnego podziwu.
      Chociaż Pileccy starają się żyć w zgodzie z tradycją, na katolickie Boże
      Narodzenie stawiają choinkę i przygotowują postne, wigilijne potrawy. Nie
      uważają tego za odstępstwo od wiary. - To taki ukłon w stronę większości, wśród
      której żyjemy - uśmiecha się pani Hanna.
      Zdają sobie sprawę, że nie sposób żyć we własnym, odrębnym świecie. Swoich
      dzieci też nie zamierzają zmuszać, żeby związały się w przyszłości z Karaimami.
      Pójdą za głosem serca. Ale jeśli to będzie ktoś z ich społeczności, to tylko
      przyklasną.
      Jasnowłosa Zosia Pilecka zna już dobrze dwa zdania po karaimsku: "Mień kiczi
      karajczech" i "Mień sieni siuwam". Znaczy
      • ijaw Re: Newsweek - Karaimka kocha cię 04.07.05, 13:08
        Jasnowłosa Zosia Pilecka zna już dobrze dwa zdania po karaimsku: "Mień kiczi
        karajczech" i "Mień sieni siuwam". Znaczy to: Jestem małą Karaimką oraz Kocham
        cię."

        Jerzy Danilewicz

        newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=12855&Strona=1
        • ijaw o Karaimach 04.07.05, 13:21
          rozmawialiśmy w innym wątku, podaję linki

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=18502104&wv.x=1&a=20812929
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=18502104&wv.x=1&a=20847270
          w drugim jest portal Karaimów polskich.

          ps. przepraszam Gepida, do Karaimów zapomniałam napisać,
          dziś napiszę:))
          • witekjs Re: o Karaimach 04.07.05, 18:09
            ...znajdziecie trochę informacji i tutaj:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=20054074&a=26018212
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=20054074&a=21089666
            Pozdrawiam. Witek
            • ijaw Re: o Karaimach 04.07.05, 20:45
              Wielkie dzięki Witku:))
              Kiedy to przeczytam? Przejrzałam kilka linków, i ze strony tureckiej
              wyciągnęłam linka o polskich Karaimach.
              www.turkiye.net/sota/karapol.html
              Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka