solar_breeze
17.06.05, 00:32
bedzie o seksie, zdradzie, frustracji i bedzie dlugo.
nie dopadlo mnie jak mialam lat nascie, wiec dopadlo teraz? w stalym zwiazku
od lat nastu, ustawieni zyciowo na maxa, dzieci brak z wyboru. do tej pory
czerpalam z zycia bez oporow: podroze, hobby, szalone pomysly.
no i mnie dopadl - wyz seksulany. zaczelo sie, od tego, ze polecialam z
kumpelami tylko na wakacje w cieple kraje. zaliczylam jeden niewinny flirt,
ktory pisze do tej pory, ze czeka i teskni, ale musial sie z takim ryzykiem
liczyc. wrocilam - a tu wspolnik z interesu nagle sie podejrzanie uczuciowy
zrobil. plus odezwala sie stara milosc ( nie rdzewieje), ktora naciska na
odnowienie kontaktow. a mi hormony w duszy graja.
sex z moim M jest ok. zna wszystkie guziki - co i jak nacisnac. ale te
rozmowy z reszta wielbicieli nabraly bardzo erotycznych podstaw. moze tylko
ja to tak widze, bo uwazam to za normalke. kazdy je obiad wiec czesto sie
slyszy kto co gotuje. prawie kazdy ma seks, wiec dlaczego to ma byc tabu.
problem w tym, ze jeszcze nie odkrylam co jest skutkiem / przyczyna czego.
czy napierw nastapily moje wyze i uwalniajace sie hormony zwabiaja
wielbicieli/ samcow. czy tez ten zbieg okolicznosci wycisnal na mnie pietno.
dzis mialam taaka rozmowe z moim partenrem od interesow, ze odplynelam. w
ogole nie jest w moim typie, ale zaczynam sie powaznie zastanawiac nad
skokiem w bok. wiem, wiem. nieetyczne i niemoralne. i z reguly nie rozrabiam
w domu i okolicach. tylko na wypadach.
ale czegos takiego nie spodziewalam sie. zaskoczylo mnie totalnie.
powiedzcie. czy to wiosna czy ze mna cos nie tak.