Dodaj do ulubionych

Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcją.

24.12.05, 13:20
Nie będzie o numerologii. Nie bedzie o urojonych widzeniach. Bedzie o
naginaniu z przemedytacja treści NT.

Wpływ Psalmów na Nowy Testament trudno przecenić. Jest on olbrzymi. Gdyby nie
Psalmy, być może, nie byłoby w ogóle Nowego Testamentu, ponieważ, być może,
nie byłoby chrześcijaństwa.
Psalmy wpływały na ducha narodu żydowskiego, rozpalały wyobraźnię. Stanowiły
obok Pięcioksięgu oraz Pism Prorockich jeden z najważniejszych składników
Świętych Ksiąg żydowskich. Ewangeliczny Jezus mówi:

Łk 24,44b «Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie
Mojżesza, u Proroków i w Psalmach.»

W czasach Jezusa powszechne było wśród Żydów przekonanie o prorockim
znaczeniu ich świętych ksiąg. Miały tam znajdować się przepowiednie dotyczące
oczekiwanego przez nich mesjasza. Nie ulega wątpliwości, że to przekonanie
musiało udzielić się również samemu Jezusowi, jego uczniom, pierwszym
chrześcijanom oraz autorom ewangelii. Nie będę tutaj szczegółowo omawiał
odniesień do Psalmów w tekstach ksiąg NT, gdyż jest to temat - rzeka i byłoby
to dosyć nużące, a tego chciałbym uniknąć. Skupię się tu jedynie na kilku
ważnych aspektach tej sprawy.
Oczywiście nie można tu pominąć najsłynniejszego chyba psalmu 22.
Ps 22,2-19
2 Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Daleko od mego Wybawcy słowa mego
jęku.
3 Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, [wołam] i nocą, a nie
zaznaję pokoju.
4 A przecież Ty mieszkasz w świątyni, Chwało Izraela!
5 Tobie zaufali nasi przodkowie, zaufali, a Tyś ich uwolnił;
6 do Ciebie wołali i zostali zbawieni, Tobie ufali i nie doznali wstydu.
7 Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u
ludu.
8 Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, rozwierają wargi, potrząsają
głową:
9 «Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje».
10 Ty mnie zaiste wydobyłeś z matczynego łona; Ty mnie czyniłeś bezpiecznym u
piersi mej matki.
11 Tobie mnie poruczono przed urodzeniem, Ty jesteś moim Bogiem od łona mojej
matki,
12 Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko, a nie ma wspomożyciela.
13 Otacza mnie mnóstwo cielców, osaczają mnie byki Baszanu.
14 Rozwierają przeciwko mnie swoje paszcze, jak lew drapieżny i ryczący.
15 Rozlany jestem jak woda i rozłączają się wszystkie moje kości; jak wosk
się staje moje serce, we wnętrzu moim topnieje.
16 Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia,
kładziesz mnie w prochu śmierci.
17 Bo [sfora] psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców. Przebodli ręce
i nogi moje,
18 policzyć mogę wszystkie moje kości. A oni się wpatrują, sycą mym widokiem;
19 moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię.

Któż nie zna tego tekstu? Któż nie uległ jego „magicznemu” powiązaniu z
opisami męki Jezusa? Spośród osób, których lektura tego psalmu nie powala na
kolana, zdecydowana większość uważa, że opisy ukrzyżowania Jezusa zawarte w
ewangeliach były naginane „pod” psalm 22.
Dla porządku przytoczę jeszcze fragment przypisu do Ps 22 z Biblii
Tysiąclecia.
22,17c-19 Wiersze te obrazowo opisują zadawanie śmiertelnych cierpień
prześladowanemu (por. Iz 53,5 i Za 12,10). Tłumaczenie "przebodli" opiera się
na najstarszym tłum. greckim; TM2 ma w tym miejscu trudne do zrozumienia "jak
lew".
Tekst tego psalmu mógł właśnie skłonić Jezusa do „spełnienia” tego proroctwa.
A oto inny psalm „podejrzany” o takie działanie na Jezusa:
Ps 116,12-19
12 Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?
13 Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego.
14 Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem.
15 Drogocenną jest w oczach Pana śmierć Jego czcicieli.
16 O Panie, jam Twój sługa, jam Twój sługa, syn Twojej służebnicy: Ty
rozerwałeś moje kajdany.
17 Tobie złożę ofiarę pochwalną i wezwę imienia Pańskiego.
18 Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem.
19 na dziedzińcach domu Pańskiego, pośrodku ciebie, Jeruzalem.

Wprawdzie treścią tego psalmu jest skierowane do Boga podziękowanie za
ocalenie od śmierci (patrz: Ps 116,1-9) i właśnie dlatego psalmista chce
złożyć ofiarę w Jerozolimie "przed całym ludem". Pierwotne znaczenie w.15
było - Bóg nie chce śmierci swoich czcicieli. Ale znów w przypisie do tego
wiersza można przeczytać:

116,15 Tzn. Bóg nie pragnie śmierci swoich czcicieli, lecz ratuje ich od niej
(w. 8); por. Ps 16[15],10n; Ps 72[71],14. Przekłady starożytne pod wpływem
nauki o zmartwychwstaniu ciał zmieniły sens wyrażenia, uważając śmierć za
drogę połączenia się z Bogiem i otrzymania nagrody. Tak rozumie ten wiersz
także chrześcijańska liturgia i Martyrologium.
Kolejna ważna sprawa - rzekome zapowiedzi zmartwychwstania Jezusa zawarte w
Psalmach. Jego uczniowie oraz Paweł znaleźli tu takie oto „zapowiedzi” tego
wydarzenia:
Ps 16,8-117
Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy, nie zachwieję się, bo On jest po mojej
prawicy.
Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje, a ciało moje będzie
spoczywać z ufnością, bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie
dozwolisz, by wierny Tobie zaznał grobu.
Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u Ciebie, rozkosze na wieki po
Twojej prawicy.
Ps 2,78
Ogłoszę postanowienie Pana:
Powiedział do mnie: «Tyś Synem moim, Ja Ciebie dziś zrodziłem.

Porażające. W odróżnieniu od Ps 22 te psalmy raczej na kolana już nie
rzucają.
Szczerze mówiąc (pisząc), zastanawiam się, dlaczego akurat te psalmy tak
zafascynowały apostołów, a nie na przykład te:
Ps 71,20
Zesłałeś na mnie wiele srogich utrapień, lecz znowu przywrócisz mi życie i z
czeluści ziemi znów mnie wydobędziesz.
Ps 86,12-13
Będę Cię chwalił, Panie, mój Boże, z całego serca mojego i na wieki będę
sławił Twe imię, bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie i życie moje
wyrwałeś z głębin Szeolu.
Na zakończenie trochę statystyki. Z pobieżnych wyliczeń wynika, że w około
100 miejscach ksiąg Nowego Testamentu zacytowano ok. 70 fragmentów Psalmów. W
wyliczeniu tym pomijam Apokalipsę, w której aż roi się od cytatów z ksiąg
Starego Testamentu.
Obserwuj wątek
    • palnick Apokalipsa pisana pod wpływem sporyszu. 24.12.05, 13:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=4399766
    • llukiz Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 24.12.05, 13:32
      Nie za bardzo się zorientowałem jekie wnioski płyną z tego przydługiego postu.
      Umknęła mi konkluzja po prostu. Więc jeśli to możliwe to proszę o takową...
      • palnick Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 24.12.05, 13:38
        llukiz napisał:

        > Nie za bardzo się zorientowałem jekie wnioski płyną z tego przydługiego postu.
        > Umknęła mi konkluzja po prostu. Więc jeśli to możliwe to proszę o takową...
        ----------
        "Autorzy" NT wykorzystali psalmy jako gotowy scenariusz do opisu najważniejszej
        części Życia ich bohatera o imieniu Jezus. Chodzi o mękę, śmierć i
        zmartwychwstanie. Dlatego opis życia Jezusa kończy się kiedy osiąga on 12 lat a
        zaczyna w wieku 33.
        Poprzetykano ten scenariusz opisami Harrypoterowskich czarów nie odnotowanych
        przez żadnego współczesnego historyka.
        Moze to również świadczyć o powszechnej w tych czasach praktyce wskrzeszania
        umarłych, uzdrawiania ślepych, wykarmiania tłumów 5 chlebami :)
        • bloczek4 I co? 24.12.05, 14:03
          • Gość: Echo Re: I co? IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 24.12.05, 14:14
            "Poprzetykano ten scenariusz opisami Harrypoterowskich czarów nie odnotowanych
            przez żadnego współczesnego historyka."

            Ano podejrzewam ze gdyby Chrystus dzisiaj przyszedl na ziemie, nie odnotowalaby
            tego zadna lewicowa, antyreligijna prasa. Zaden liczacy sie historyk ktory
            czytal Ewangelie w sposob krytyczny, nie jest w stanie zaprzeczyc jej
            autentycznosci.

            Najciekawsze jest to ze Chrystus, ta nie istniejaca zwida, jest tak gwaltownie
            atakowany i zwalczany przez millenia. Zazwyczaj ci co walcza ze zwidami koncza w
            wyspecjalizowanych zakladach leczniczych, czego Ci Palnicku nie zycze.
            Wesolych Swiat Bozego Narodzenia!!!
            • palnick Re: I co? 25.12.05, 19:29
              Gość portalu: Echo napisał(a):

              > "Poprzetykano ten scenariusz opisami Harrypoterowskich czarów nie odnotowanych
              > przez żadnego współczesnego historyka."
              >
              Ano podejrzewam ze gdyby Chrystus dzisiaj przyszedl na ziemie, nie odnotowalaby
              tego zadna lewicowa, antyreligijna prasa. Zaden liczacy sie historyk ktory
              czytal Ewangelie w sposob krytyczny, nie jest w stanie zaprzeczyc jej
              autentycznosci.
              -------
              Według ciebie nikt nie odnotowałby wskrzeszenia i całej serii pomniejszych
              niezwykłości? Nie sądzę.
              Jest tłum historyków wykazujących ST i NT cechy starej baśni.
              ------
              Najciekawsze jest to ze Chrystus, ta nie istniejaca zwida, jest tak gwaltownie
              atakowany i zwalczany przez millenia. Zazwyczaj ci co walcza ze zwidami koncza
              w wyspecjalizowanych zakladach leczniczych, czego Ci Palnicku nie zycze.
              Wesolych Swiat Bozego Narodzenia!!!
              -------
              Postać Jezusa jast tak pokręcona, a jego historia tak nieprawdopodobna, że
              zaden twórca, żadnej sekty nie mógłby wymyślić czegoś tak chorego i liczyć na
              to, że ktokolwiek pójdzie za tym. Tylko szczęśliwy splot wydarzeń historycznych
              i okropne położenie rzymskich niewolników mogły stworzyć grunt dla wiary w
              takie głupstwa. Także dzisiaj widać, że wszędzie tam, gdzie jest konkurencja w
              postaci buddyzmu czy islamu, tam misjonarze chrześcijańscy nie mają szans z
              tymi swoimi głupimi mitami. Zresztą głupocie tych wypocin zawdzięczmy
              prześcignięcie wyżej rozwiniętych cywilizacji Wschodu. Tylko dzięki bijącemu w
              oczy idiotyzmowi chrześcijańskiej doktryny, umysły Europejczyków mogły łatwo
              zerwać z zabobonem i zwrócić się w stronę rozumu i wolności.
              Islamiści np. mają silną wiarę, która nie pozwala im na rozwój umysłowy.
              • llukiz Re: I co? 27.12.05, 11:31
                Tylko dzięki bijącemu w
                > oczy idiotyzmowi chrześcijańskiej doktryny, umysły Europejczyków mogły łatwo
                > zerwać z zabobonem i zwrócić się w stronę rozumu i wolności.

                no naprawdę zajebista teoria :) , ale ja bym jeszcze dodał że ograniczenia jakie
                nakładało na wyznawców chrześcijaństwo również pomogły zerwać z zabobonem i
                zwrócić się ku rozumowi
                • palnick Co powiedział szczery duński pastor? 27.12.05, 12:41
                  Niewierzący pastor.

                  Jacek Pawlicki 03-09-2003, ostatnia aktualizacja 03-09-2003 17:56

                  Duńczyk Thorkild Grosboll udowodnił, że można być pastorem, brać pieniądze za
                  szerzenie wiary w Jezusa i publicznie mówić o tym, że nie wierzy się ani w
                  Boga, ani w zbawienie. Niewiara pastora obnażyła słabości duńskiego Kościoła
                  luterańskiego

                  Wszystko zaczęło się w maju 2003 r. w rybackim miasteczku Lyngby-Taarbaek na
                  północ od Kopenhagi. 55-letni Thorkild Grosboll, luterański pastor z 25-letnim
                  stażem 22 maja udzielił wywiadu dość popularnej gazecie "Weekendavisen".
                  Powiedział w nim m.in., że "nie wierzy w Boga ani w dziewicę Marię".

                  Cytat: "Nie ma Boga w niebie, nie ma życia wiecznego, nie ma zmartwychwstania",
                  szybko obiegł świat. Media, nie tylko duńskie, przytaczały co celniejsze
                  sformułowania Grosbolla - np. porównujące Jezusa do Robin Hooda. Sam pastor
                  przyznał wprawdzie, że jego słowa wyjęto z kontekstu, ale nie wyparł się braku
                  wiary.

                  Boskość tak, Bóg nie

                  Przełożona pastora biskup Lise-Lotte Rebel z diecezji w Elsynor wezwała go na
                  dywanik, zażądała publicznego odwołania tych słów i przeprosin. Odmówił. Po
                  spotkaniu z panią biskup powiedział dziennikarzom, że wierzy "w coś boskiego,
                  ale nie w Boga, który stworzył człowieka i mrówkę".

                  Rebel nie czekała ani chwili - zawiesiła go w obowiązkach i oskarżyła o
                  podważanie tradycyjnych wartości kościelnych. Kościoły luterańskie dopuszczają
                  bowiem sporą różnorodność, jeśli chodzi o formy nabożeństwa i nauczania,
                  przywiązują natomiast ogromne znaczenie do manifestowania wspólnej wiary.

                  Pani biskup nie przeszło nawet przez głowę, że słuszna z punktu widzenia
                  Kościoła decyzja wywoła istną burzę w Lyngby-Taarbaek. Parafianie murem stanęli
                  za Grosbollem, domagając się, by natychmiast przywrócono mu urząd. Na początku
                  czerwca ulicami miasteczka przeszły marsze poparcia. - Jeśli w naszym Kościele
                  nie ma miejsca dla pastora Grosbolla, to nie ma go i dla wielu z nas - groził
                  Lars Heilesen, przewodniczący komitetu parafialnego.

                  Biskup Rebel stara się jednak trzymać twardą linię: - Pastor jest pracownikiem
                  państwowym, który ma określone obowiązki i nie może mówić publicznie
                  wszystkiego, co mu ślina na język przyniesie, powołując się na gwarantowaną
                  przez konstytucję wolność słowa.

                  Luteranizm jest w Danii religią państwową, Kościołem dotowanym przez rząd
                  (dotacje stanowią 12 proc. jego budżetu), więc duchowni - podobnie jak
                  ministrowie czy urzędnicy - są pracownikami państwowymi. W ostateczności spory
                  między zwierzchnikami Kościoła a niższą kadrą rozwiązuje minister ds. wyznań
                  lub parlament.

                  Pustka za fasadą

                  W sprawie Grosbolla na szczęście nie trzeba było uciekać się do ostateczności.
                  Pod koniec lipca pastor dogadał się z biskup Rebel. Ta pod naciskiem parafian
                  przywróciła mu po siedmiu tygodniach zawieszenia urząd kapłański. Musiał tylko
                  złożyć oświadczenie, iż żałuje, że poddał w wątpliwość autorytet Kościoła
                  luterańskiego. Nie zająknął się jednak ani słowem o zadeklarowanym wcześniej
                  braku wiary w fundament chrześcijaństwa, czyli w zmartwychwstanie! Wiernym to
                  nie przeszkadzało, ale w sierpniu 158 duchownych wystosowało list otwarty, w
                  którym potępiają zbyt kompromisową decyzję biskup Rebel.

                  W liczącej 5,5 mln mieszkańców Danii luteranie stanowią ok. 85 proc. Masowa
                  przynależność do Kościoła słabo przekłada się jednak na prawdziwą wiarę, a
                  jeszcze słabiej na uczestnictwo w życiu Kościoła i nabożeństwach (praktykuje 5-
                  6 proc. wiernych). Wielu krytyków państwowego luteranizmu ostrzega, że za jego
                  fasadą kryje się pustka. Zdaniem komentatorów bunt Grosbolla obnażył słabości
                  Kościoła. Cytowany przez francuski dziennik "Le Monde" duński doktor teologii
                  Theodore Jorgensen uważa, że Kościół jako instytucja przeżywa kryzys tożsamości
                  i wiarygodności, gdyż zbyt długo był przekonany o tym, że jego podwaliną jest
                  samo słowo boże.

                  O rozmiarach kryzysu świadczą choćby wyniki czerwcowego sondażu - 15 proc.
                  ankietowanych Duńczyków stwierdziło, że można być pastorem, nie wierząc w
                  zmartwychwstanie.

          • palnick Pierwowzorem Jezusa byl bog grecki Iasion/Iasus 25.12.05, 19:47
            ktorego czczono 6-7 setek lat przed Chrystusem. Podobnie jak Chrystus byl on
            herosem, czyli synem kobiety/dziwicy i Boga, zostal przez Boga zabity, po
            czym zmartwychwstal. Podobnie jak Jezus czynil cuda i byl opiekunem ludzi.
            Byl najbardziej ukochanym z greckich Bogow. Wiele wskazuje, ze kult Chrystusa
            zostal wpisany w juz istniejacy w Grecji i Rzymie kult Iasiona, nic wiec
            dziwnego, ze chrzescijanstwo przyjelo sie w Grecji i Rzymie, a nie wsrod
            Zydow. Ciekawe, ze w Rzymie najwieksza swiatynia Iasiona/Iasusa znajdowala
            sie ponoc na wzgorzu watykanskim.
            Jezus jest postacią literacką. Nawet jeżeli żył, nie był taki jakim opisują go
            bajki nowotestamentowe.

            members.iinet.net.au/~quentinj/Christianity/iasion.html


            • palnick Pierwowzorem Jezusa byl też bog Mitra 25.12.05, 23:53
              Cennym przykładem chrześcijańskiej propagandy milczenia, mijania się z prawdą,
              jest tak ważny dla wyznawców tej wiary dzień 25
              grudnia. Obchodzone, co roku tzw. Boże Narodzenie gromadzi tysiące nie
              świadomych ludzi, niezdających sobie sprawy z podstępnej
              mistyfikacji, mającej swe korzenie w IV w. Czy świętując dzień 25 grudnia
              świętujemy tylko i wyłącznie narodziny Chrystusa? Czy
              Boże Narodzenie jest, jak nam się wydaje, dniem charakterystycznym jedynie dla
              chrześcijaństwa? Podszyte kłamstwem Boże
              Narodzenie, dnia 25 grudnia, nieustannie potwierdza Kościół, ale na szczęście,
              obłudy tej nie potwierdza historia, lecz tą z kolei
              znają tylko nieliczni, z powody rozmiłowanej w fałszu ambonie.

              W starożytnej Persji za Achemenidów, ok. 550 – 330 r. p.n.e. czczony był dość
              powszechnie Mitra – indoeuropejski bóg
              światła, wspomniany już w najstarszej z indyjskich Wed (XIV w. p.n.e.). W I
              wieku kult Mitry szerzył się w Rzymie przenoszony,
              głównie przez żołnierzy wojsk stacjonujących na Wschodzie oraz kupców z Azji
              Mniejszej. Wiadomym jest, że tajemniczy rytuał Mitry,
              dotyczący wyłącznie mężczyzn, przewidywał siedem stopni wtajemniczenia i
              ciężkie, surowe próby. Obszerna legenda Mitry obejmuje,
              ponadto jego narodziny ze skały w praczasach, próbę sił z bogiem Słońca
              zakończoną przymierzem, a dokładniej rzecz ujmując
              identyfikacją oraz walkę z kosmicznym bykiem, uważanym za protoplastę całej
              przyrody. Od II – V w. na terenie Rzymu kult
              Mitry uznawany był oficjalnie, a sam Mitra został jednym z bogów państwowych.
              Swą niezwykłą popularność zyskiwał dzięki idei,
              zakładającej konieczność aktywnej walki ze złem.

              Przejdźmy jednak do meritum. Powszechnie znany i czczony Mitra - Sol invictus,
              czyli niezwyciężony bóg słońca stał się niestety
              celem ataku chrześcijaństwa, które w owym czasie rozrastało się w potężną siłę.
              Chrześcijaństwo walczące do tej pory z religią
              pogańską, odkryło nowego „wroga” znacznie bardziej niebezpiecznego, bo „wroga”
              łatwo przechodzącego do
              świadomości i obyczajowości ludzi, dzięki głoszonej wierze w nieśmiertelność,
              zmartwychwstanie i Sąd w zaświatach. Legenda Mitry
              dawała ludziom nadzieję na życie pośmiertne i skuteczną walkę ze złem, dlatego
              też była dla chrześcijaństwa pierwszorzędnym
              oponentem. Oprócz wiary w nieśmiertelność i Sąd Ostateczny występuje szereg
              innych, zaskakujących analogii pomiędzy
              chrześcijaństwem a kultem Sol invictus: chrzest, komunia, konfirmacja, Trójca
              święta Mitry (znacznie starsza od chrześcijańskiej),
              nabożeństwa w świątyniach, a nawet arka i potop, żeby wymienić najważniejsze z
              nich.

              Walka między tymi religiami była zażarta i krwawa. Chrześcijaństwo nie cofało
              się nawet przed najokrutniejszymi czynami, siłą
              zdobywało wyznawców Mitry, a co najważniejsze, przejęło dzień 25 grudnia –
              dzień narodzin Mitry, jako obchodzone obecnie
              Boże Narodzenie. Zburzono w tamtym czasie mitreum w Dieburgu, a w mitreum
              saarburskim odnaleziono szkielet związanego kapłana,
              którego zwłoki wrzucono tam, w celu zbezczeszczenia świątyni.

              Analogie występujące między chrześcijaństwem a kultem Mitry świadczą przede
              wszystkim o potędze Mitry, którego wyznawców
              chrześcijanie zdobywali nie tylko siłą, ale także przez przejmowanie, niemalże
              kradzież motywów i świąt przynależnych Sol invictus
              tj. Trójca święta Mitry, wybór przez chrześcijan niedzieli, jako dnia
              świątecznego, zamiast soboty, czyli biblijnego Sabatu (wg
              H. Lawera)
              Nie ulega wątpliwości, chrześcijaństwo to znakomity demagog, bo któż lepiej
              operuje fałszem i banałem? Chrześcijaństwo - kreator
              prawdy na własny użytek a w rzeczywistym rozrachunku kreator czystej fikcji.

              www.geocities.com/judaizm_humanistyczny/boe.htm
              • palnick Re: Pierwowzorem Jezusa byl też bog Mitra 27.12.05, 01:49
                www.iranchamber.com/religions/mithraism_influence_on_christianity.php
        • Gość: Kagan Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 11:33
          palnick napisał:

          > Poprzetykano ten scenariusz opisami Harrypoterowskich czarów nie odnotowanych
          > przez żadnego współczesnego historyka.
          Takiego geniusza jak ty również (jak na razie) nie odnotował żaden współczesny
          historyk.
    • husyta mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną 24.12.05, 14:18
      1 Kor
      1,18 Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast
      dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.
      1,19 Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność
      roztropnych odrzucę.
      1,20 Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie
      obrócił w głupstwo mądrości świata?
      1,21 Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej
      mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie.
      1,22 Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują,
      1,23 my zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie
      zgorszenie, a dla pogan głupstwo,
      1,24 natomiast dla powołanych - i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa,
      który jest mocą Bożą i mądrością Bożą.
      1,25 Bo głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza
      niż ludzie.
      • palnick Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina :-) 25.12.05, 18:39
        Drogi Jerzy, ta twoja stara baśń jest wewnętrznie sprzeczna. Czy to bóg jest
        stukniety?

        A OTO GARŚĆ NIEKONSEKWENCJI Z NOWEGO TESTAMENTU:
        1.
        Mateusz 15:4, Marek 7:10 i 10:19, Łukasz 18:20 mówia, że Jezus potwierdza
        przykazanie; "Czcij ojca swego i matkę swoją"
        potem mówi:
        Łukasz 14:26 - Nikt nie może być ucznbiem moim, kto nie znienawidzi rodziców
        swoich, żony, dzieci, braci i sióstr.
        ale jednocześnie twierdzi:
        Jan 3:15 - Ten kto nienawidzi brata swego jest mordercą.
        dodaje jeszcze:
        Jan 4:20 Ktokolwiek twierdzi, że kocha Boga a nienawidzi brata jest kłamcą ( bo
        to niemożliwe).
        PROSZĘ WYJAŚNIJ TO!
        2.
        Mateusz 27:46-50, Marek 15:34-37.
        Ostatnie słowa Jezusa umierającego na krzyżu: "Boże mój Boże dlaczego mnie
        porzuciłeś?"
        Lukasz 23:46 - "Ojcze w twoje ręce oddaje duszę moja."
        Jan 19:30 - "Wypełniło się"
        PROSZĘ WYJAŚNIJ TO a sprawa jest powazna bo pierwsza wersja wskazuje, że Jezus
        nie uznawał siebie za syna bożego i część trójcy - był zwyczajnie po ludzku
        przerażony i nie wiedział o zmartwychwstaniu, odkupieniu grzechów itp.
        bzdurach. Drugi cytat to pełne rezygnacji oddanie sie w rece Boga - to tez nie
        jest wypowiedź syna bozego, który przecież musiałby wiedziec, że Ojciec po to
        go przysłał na ziemię aby Jezus zginął dla odkupienia grzechów.
        Dopiero trzecia wersja to objaw zadowolenia. Te trzy wersje nie mogą jednak
        dotyczyć prawdziwej wypowiedzi tej samej osoby.
        3.
        Mateusz 27:54 - Centurion rzekł "Zaprawdę to był syn Bozy"
        Łukasz 23:47 - Centurion rzekł "Zaprawdę ten człowiek był niewinny"
        WYJAŚNIJ TO.
        Wyraźnie widać, że pierwszą wersję podliftowano pod z góry założony obstalunek.
        4.
        Mateusz 26:49-50, Marek 14:44-46
        Jezus został zdradzony przez Judasza, który ucałował Pana (żeby go wskazać) a
        potem został schwytany.
        Jan 18:2-9 - Jezus dobrowolnie wystąpił spośród uczniów dla zidentyfikowania
        siebie co czyni całkowicie zbędnym działanie Judasza dla wskazania go. Nie ma
        tu mowy o Judaszowym Pocałunku.
        WYJAŚNIJ TO bo w drugim przypadku wszystkie te bajania o zdradzie, Judaszowych
        srebrnikach i dalszych losach pełnego wyrzutów sumienia Judasza to bzdura.
        Takich fragmentów są dziesiatki.

        Do pracy Jerzy! Czekam na wyjasnienia!
        pozdr.
        P.


        • Gość: Echo Re: Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina :-) IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 25.12.05, 19:02
          Biblia to dzielo pisane przez kilkudziesieciu ludzi przez kilka tysiecy
          lat. Dlatego rzeczywiscie jest wielowatkowa bo odzwierciedla wiele
          kulturowych sytuacji. Jesli jednak sie skupisz na Biblii jako historii Objawienia,
          zapowiedzi przyjscia Mesjasza i spelnienia proroctw, wtedy tak jak Pascal
          wpadniesz w oslupienie jak ci rozni ludzie mogli napisac cos o takiej ciaglosci.
          Dla ulatwienia dodaje, ze Pascal to bardzo inteligentny czlowiek, ktory w
          przeciwienstwie do domoroslych krytykow doskonale znal Biblie i nie byl ani
          fundamentalista (jak pan Jerzy) ani nie okazywal myslenia wybiorczego jak Palnick.

          Dekonstrukcja Biblii to jak dekonstrukcja umyslu ludzkiego. Na koncu zostaje
          troche wody i kupka popiolu. Dekonstrucjonista wtedy wykrzykuje tryumfalnie:
          Aha!!!! Umysl ludzki to tylko popiol i woda!!! Czlowiek to tylko dwunog
          bezpiory! Takie "odkrycia" sa strasznie plytkie.
          • palnick Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina 1 25.12.05, 19:10
            Naukowcy to paskudne środowisko!
            Orientaliści odcyfrowują tabliczki z pismem klinowym. Również w starożytnych
            tekstach znad Nilu znaleźć można informacje o tym, jak wyglądała prawdziwa
            historia Hebrajczyków.
            Chwieje się historyczna podstawa Biblii. Ostatnio zadał jej cios Israel
            Finkelstein, szef wykopalisk prowadzonych przez uniwersytet w Tel Awiwie. W
            swojej książce "Nie było trąb jerychońskich" stwierdza, że najważniejsze
            biblijne teksty nie mówią prawdy:
            - Wyjście plemion żydowskich z Egiptu nigdy nie miało miejsca.
            - Ziemia Kanaan - wbrew opisom z Księgi Jozuego - nie została podbita przemocą.
            - Pierwsze "wspaniałe" królestwa Dawida i Salomona nie były takie wspaniałe. Ci
            izraelscy królowie panowali tylko nad "nieistotnymi, peryferyjnymi obszarami"
            (Finkelstein).

            Również rozwój monoteizmu przebiegał zupełnie inaczej niż nam to przedstawia
            Pismo Święte. Tam Bóg występuje jako istota wieczna. Stoi poza czasem - nigdy
            nie został zrodzony i nigdy nie umrze.
            Już patriarcha Abraham składał ofiary (ponoć około 1800 lat p.n.e.) tej
            wszechmocnej istocie. Również Mojżesz, po tym jak Pan ukazał mu się w gorejącym
            krzewie, uznawał, że "jest jeden Bóg". Z tego powodu konserwatywni badacze
            Biblii bardzo często uznawali lud Izraela za nadzwyczajny naród. Obecnie
            archeologia pokazuje jednak, że również Bóg ma swoje skromne początki.
            - Początkowo Jahwe był tylko bogiem pogody - wyjaśnia Dirk Kinet. - Gwarantem
            płodności, którego seksualny aspekt był powoli spychany na dalszy plan.
            Szczególnie w Ugarit, 400 kilometrów na północ od Jerozolimy, mroczna
            przeszłość religii Izraela ujawnia się dobitnie, jak to ujął francuski
            archeolog André Caquot. Odkryto tam rytualne teksty i złote posążki. Jedno ze
            znalezisk przedstawia mężczyznę z brodą. To mądry starzec i niebiański ojciec
            El - pierwotna forma Boga. Przekonanie, że Pan rozwinął się z pogańskiego bożka
            może być bolesne.
            Eksperci niczym przez teleskop patrzą na tę odległą w czasie chmurę, w której
            doszło do narodzin Wszechmocnego. Nauka uzyskuje coraz wyraźniejszy
            obraz "metafizycznego placu budowy", na którym krok po kroku utworzono tę
            potężną istotę.
            Pobożni egzegeci bardzo chętnie przypisywali Hebrajczykom szczególną pozycję w
            historii.
            "Z pełną świadomością doniosłości wyznawanej idei" semicki ród pasterzy "wyzbył
            się wszystkich dóbr tego świata, znosił cierpienia i oddał swoje życie", pisał
            Simon Dubnow w swojej dziesięciotomowej "Historii powszechnej narodu
            żydowskiego".
            Prawdą w tych peanach jest to, że przez Kanaan, jak przez żaden inny obszar w
            starożytności, przetaczały się częste wojny. Wyciągali rękę po tę krainę a to
            faraonowie, a to Babilończycy, którzy przeprowadzali tam masowe deportacje.
            Później przyszli Persowie i Grecy. W końcu zjawili się Rzymianie i zamienili
            ten obszar w swoją kolonię.
            Rzymski cesarz Wespazjan podczas wielkiego powstania żydowskiego w 70 roku n.e.
            ustawił pod murami Jerozolimy tarany i balisty. Pod miasto nadciągnęło 20 tys.
            legionistów. Zbuntowani wieśniacy stawiali zaciekły opór. Swoje domy łączyli
            tunelami umożliwiającymi ucieczkę. Na nic się to zdało. W sierpniu owego roku
            obrońcy twierdzy na górze Syjon byli wyczerpani.
            Legioniści przełamali szeregi wroga i zdobyli szturmem wzgórze, na którego
            szczycie stała wielka świątynia Jahwe. Podłożyli pod nią ogień. Historyk Józef
            Flawiusz, świadek tych zdarzeń, przejmująco zrelacjonował przebieg zbrodni.
            Opisywał ustawione wzdłuż ulic szeregi drewnianych krzyży, do których przybito
            buntowników. W takiej scenerii zwycięzcy zagrabili skarby świątynne, w tym
            siedmioramienny świecznik - menorę, i wywieźli je do Rzymu.
            Liczne upokorzenia, rozpacz i narodzone z gniewu fantazje o potędze znalazły
            swój wyraz w Biblii. Jej autorzy jednym pociągnięciem pióra zamieniali wieżę
            Babel w wieczny plac budowy (w rzeczywistości ta wysoka na ponad 90 metrów
            konstrukcja została ukończona). U Ezechiela Bóg rzuca się na faraona niczym
            wściekłe zwierzę: "Ziemię twego wylewu, napoję twoją krwią aż do gór".
            Ale dopiero teraz, ponad 2 tys. lat po stworzeniu tych mitów i religijnych
            wizji, zaczęło się ich logiczne, naukowe analizowanie. Badacze docierają do
            korzeni Starego Testamentu - i te korzenie podcinają. Coraz jaśniejsze staje
            się, że Słowo Boże, "Księga Ksiąg" pełna jest przeinaczeń. Jedna grupa
            fałszerzy, zwana "deuteronomistami", zajmowała się preparowaniem historii,
            zniekształcaniem rzeczywistości, zatajaniem niewygodnych faktów i zmyślaniem
            dziejów Ziemi Obiecanej.
            Dalecy jeszcze jesteśmy od wyjaśnienia, jak przebiegało to w szczegółach.
            Biblijny urząd cenzury działał sprytnie - jego wersja dziejów bardzo dobrze
            przystawała do prawdziwej historii.
            Pewne jest tylko miejsce przestępstwa: była to świątynia jerozolimska, do
            której prowadzą wszystkie wątki. Na wzgórzu, na którym obecnie wznoszą się
            meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale, znajdowało się niegdyś główne sanktuarium
            miasta. Wewnątrz jego murów przechadzali się brodaci kapłani, w szatach
            obwieszonych sznurkami, dzwonkami i drogimi kamieniami. Machali kadzielnicami i
            zabijali zwierzęta ofiarne. Podczas jednego z rytuałów nacierali sobie uszy
            krwią barana.
            Po przebyciu całej długości świątyni docierało się do "świętego świętych", do
            debir. Tam w półmroku stały dwa pozłacane cherubiny (uskrzydlone lwy z ludzkimi
            twarzami) strzegące tronu Jahwe.
            Trzy obozy
            Ten brak, ta wielka negacja - oddająca przenośnie nieskończoność ducha -
            uchodzi za pionierskie osiągnięcie żydowskiej teologii. Podczas gdy wkoło żyły
            jeszcze dzikusy czczące bożków, Żydzi zakazali tworzenia wizerunków bóstwa i
            wkroczyli w sferę bytu uniwersalnego.
            Czy jest to jednak prawda? Również ten pionierski - w sferze duchowej - wyczyn
            Hebrajczyków jest kwestionowany. Problem daty powstania Pisma Świętego jest
            przedmiotem gorącej debaty. Ścierają się w niej trzy obozy:
            - Tradycjonaliści utrzymują, że główne teksty Biblii powstawały od ok. roku
            1000 p.n.e.
            - Umiarkowani optują za datą ok. 600 lat p.n.e.
            - "Minimaliści" uznają Stary Testament za "dzieło hellenistyczne". W swej
            zasadniczej części miało powstać dopiero po roku 330 p.n.e., czyli po śmierci
            greckich filozofów Sokratesa i Platona.
            Wiara w chronologię
            Pewien człowiek z Heidelbergu idzie jeszcze dalej. 63-letni Bernd Jörg Diebner
            mówi szybko, ma rzadkie włosy i od 30 lat wykłada teologię. Na początku roku
            2002 wydział ewangelicki zdecydował się - po długich wahaniach - nadać mu tytuł
            profesorski. Wykładana drewnem aula wypełniona była do ostatniego miejsca,
            kiedy ten świeżo mianowany profesor wygłaszał wykład inauguracyjny. W swoim
            wystąpieniu mówił o mistycznej wielkości Izraela, a następnie opisał Torę jako
            dokument dyplomatycznego kompromisu, który był poddawany przeróbkom być może
            jeszcze do 50 roku n.e.
            Dla Diebnera Biblia jest wynikiem zmagań o religijne przywództwo, prowadzonych
            przez arcykapłanów jerozolimskich, którzy przekręcali fakty historyczne i w ten
            sposób realizowali swoje marzenia o dawnej potędze.
            Księga ta pełna jest dramatycznych historii, w których nie brak gwałtów i
            bratobójstw. Ludzie zamieniają się w słupy soli, sprzedają swoje prawo do
            dziedziczenia za miskę soczewicy, czy - jak Hiob - pokrywają się cali wrzodami.
            Występuje tam ponad 20 proroków. W "Pieśni nad Pieśniami" znaleźć można lirykę
            miłosną. Księga Koheleta z kolei przypomina rozprawę filozoficzną.
            Również główna postać traktowana jest tam na różne sposoby. Czasem nazywa się
            Jahwe, w innych miejscach El lub Elohim. Niekiedy Bóg objawia się jako chmura,
            w innym miejscu przyjmuje postać ognistego słupa, który wskazuje drogę
            Mojżeszowi.
            • palnick Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina 2 25.12.05, 19:14
              Najstarsze jak dotąd znalezione zwoje pism, zawierające teksty biblijnych
              proroków, pochodzą z Qumran nad Morzem Martwym. Niektóre strzępy zwojów poddano
              badaniu metodą węgla radioaktywnego: najwcześniejsze z nich powstały około roku
              240 p.n.e.
              Według opinii badaczy początków Biblii i jej proroków należy szukać dużo
              wcześniej. Zwoje z Qumran były tylko odpisami z odpisów. W Biblii wymienione są
              dziesiątki nazw miejscowości i dziesiątki imion różnych osób. Dane te posłużyły
              do stworzenia chronologii, która przez obóz badaczy konserwatywnych do dziś
              jest uznawana za obowiązującą. Według niej patriarchowie żyli około roku 1800
              p.n.e., a około roku 1250 p.n.e. Izraelici wyszli z Egiptu.
              Te wczesne dzieje Izraela (które miałyby przypadać na epokę brązu) zostały
              przedstawione w pierwszej księdze Pięcioksięgu Mojżeszowego - Księdze Rodzaju.
              Wszystko zaczyna się od Abrahama, pasterza pochodzącego z Ur (na terytorium
              współczesnego Iraku). Na rozkaz Boga wyrusza on stamtąd do Kanaanu.
              "Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi" - mówi
              Wszechmogący Abrahamowi. Ten stawia Bogu ołtarze koło Betel i Sychem. Po
              krótkim pobycie w Egipcie Abraham wraca do Palestyny, gdzie umiera w wieku 175
              lat, "syt życia".
              Jego syn Izaak, płodzi Jakuba, od którego 12 synów wywodzi się 12 plemion
              Izraela. Najbardziej zarozumiały z nich Józef zostaje przez swoich krewnych
              zwabiony w pułapkę i sprzedany karawanie zdążającej do Egiptu.
              W bardzo żywy sposób Księga Rodzaju opowiada, jak Józef, dzięki swojemu darowi
              objaśniania snów, awansuje nad Nilem do rangi ministra. Niedługo potem w
              Kanaanie wybucha klęska głodu. Bracia Józefa proszą w Egipcie o pomoc. Józef,
              którego spichrze są pełne, triumfuje.
              Później jednak los się odmienia. Do władzy dochodzi nowy faraon, który zmusza
              Żydów do "prac na polu". Muszą oni też nosić cegły w Ramses - nazwa ta odnosi
              się do położonej w Delcie metropolii Pi-Ramzes, której budowa zaczęła się około
              1270 roku p.n.e.
              Ucisk nadzorców jest nieludzki. Biblijni autorzy użyli najciemniejszych barw do
              odmalowania cierpień Ludu Bożego. Ale wtedy pojawia się Mojżesz.
              Fałszerze pisma
              Hebrajski podrzutek, wychowany na dworze faraona, staje się narzędziem w ręku
              Pana. Ten twórca nowej religii wyprowadza swój lud z "domu niewoli" nad Nilem.
              Dotychczasowy dramat rodzinny nabiera wymiarów masowego spektaklu.
              "Około sześciuset tysięcy mężów pieszo" wyrusza wraz z Mojżeszem. Jahwe
              rozdziela wody Morza Czerwonego i otwiera w ten sposób przejście na Synaj. Tam
              Bóg osobiście ("palcem Bożym") wypisuje w kamieniu dziesięć przykazań i daje je
              swojemu słudze, który umieszcza je w Arce Przymierza. Jednak Mojżesz wkrótce,
              zobaczył jak jego lud tańczy wokół złotego cielca. Ostra reprymenda położyła
              temu kres.
              Za Jozuego, następcy Mojżesza, prowadzone są też podboje militarne. Mury
              Jerycha rozpadają się na dźwięk trąb bojowych. A Pan raz za razem przychodzi z
              pomocą i ochroną. Czasem spuszcza "deszcz kamieni", a pod Gibeon zatrzymuje
              nawet słońce, żeby Żydzi jeszcze przy dziennym świetle zdążyli pobić ostatniego
              wroga.
              Cóż za wspaniała historia "ojców-założycieli"! Takiej wersji zdarzeń trzymali
              się też dawniej archeolodzy. Kiedy podczas wykopalisk w pobliżu Jerycha
              znaleziono potężne, zburzone mury, natychmiast uznano, że zostały one obalone
              za pomocą trąb jerychońskich.
              Dopiero stosunkowo niedawno ten sposób odczytywania Biblii zaczęto coraz
              mocniej kwestionować. Abraham stale jeździł np. na wielbłądach. Jak to możliwe?
              Jako zwierząt jucznych zaczęto ich przecież używać dopiero po roku 1000 p.n.e.
              Wkrótce zaczęto podejrzewać, że i Mojżesz jest postacią mityczną. Według
              dawnego mniemania autor opisu zdarzeń, jakie miały się rozegrać na Synaju, żył
              około roku 950 p.n.e. i był nadwornym pisarzem króla Dawida. Tylko dlaczego w
              Księdze Wyjścia, w rozdziale 42., Żydzi płacą za zboże metalowymi pieniędzmi?
              Najstarsze monety pochodzą z Azji Mniejszej i zostały wynalezione dopiero w VII
              wieku p.n.e.
              Nie ma wątpliwości: Pięcioksiąg Mojżeszowy, czczony przez Żydów jako Tora, nie
              stanowi wiarygodnego źródła historii epoki brązu. Dobrze obeznani z pismem
              fałszerze (jak mówi Krauss) nadali mu jedynie sztuczną patynę starości.
              • palnick Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina 3 25.12.05, 19:15
                Fałszerze pisma

                Hebrajski podrzutek, wychowany na dworze faraona, staje się narzędziem w ręku
                Pana. Ten twórca nowej religii wyprowadza swój lud z "domu niewoli" nad Nilem.
                Dotychczasowy dramat rodzinny nabiera wymiarów masowego spektaklu.

                "Około sześciuset tysięcy mężów pieszo" wyrusza wraz z Mojżeszem. Jahwe
                rozdziela wody Morza Czerwonego i otwiera w ten sposób przejście na Synaj. Tam
                Bóg osobiście ("palcem Bożym") wypisuje w kamieniu dziesięć przykazań i daje je
                swojemu słudze, który umieszcza je w Arce Przymierza. Jednak Mojżesz wkrótce,
                zobaczył jak jego lud tańczy wokół złotego cielca. Ostra reprymenda położyła
                temu kres.

                Za Jozuego, następcy Mojżesza, prowadzone są też podboje militarne. Mury
                Jerycha rozpadają się na dźwięk trąb bojowych. A Pan raz za razem przychodzi z
                pomocą i ochroną. Czasem spuszcza "deszcz kamieni", a pod Gibeon zatrzymuje
                nawet słońce, żeby Żydzi jeszcze przy dziennym świetle zdążyli pobić ostatniego
                wroga.

                Cóż za wspaniała historia "ojców-założycieli"! Takiej wersji zdarzeń trzymali
                się też dawniej archeolodzy. Kiedy podczas wykopalisk w pobliżu Jerycha
                znaleziono potężne, zburzone mury, natychmiast uznano, że zostały one obalone
                za pomocą trąb jerychońskich.

                Dopiero stosunkowo niedawno ten sposób odczytywania Biblii zaczęto coraz
                mocniej kwestionować. Abraham stale jeździł np. na wielbłądach. Jak to możliwe?
                Jako zwierząt jucznych zaczęto ich przecież używać dopiero po roku 1000 p.n.e.

                Wkrótce zaczęto podejrzewać, że i Mojżesz jest postacią mityczną. Według
                dawnego mniemania autor opisu zdarzeń, jakie miały się rozegrać na Synaju, żył
                około roku 950 p.n.e. i był nadwornym pisarzem króla Dawida. Tylko dlaczego w
                Księdze Wyjścia, w rozdziale 42., Żydzi płacą za zboże metalowymi pieniędzmi?
                Najstarsze monety pochodzą z Azji Mniejszej i zostały wynalezione dopiero w VII
                wieku p.n.e.

                Nie ma wątpliwości: Pięcioksiąg Mojżeszowy, czczony przez Żydów jako Tora, nie
                stanowi wiarygodnego źródła historii epoki brązu. Dobrze obeznani z pismem
                fałszerze (jak mówi Krauss) nadali mu jedynie sztuczną patynę starości.

                Zwłaszcza Księga Jozuego kompletnie przekręca fakty. Jozue jako wódz prowadzi
                wojnę błyskawiczną, szybko przechodzi Jordan i - kierowany przez swego
                gniewnego Pana - ściera z powierzchni ziemi tubylczą ludność tych terenów i jej
                liczne bóstwa.

                Chaty jak pałace

                Nowe wykopaliska, prowadzone przez Izraelski Urząd Starożytności, pokazują, jak
                wielkie są rozmiary oszustwa. - Zasiedlenie Kanaanu przebiegało w
                rzeczywistości pokojowo i powoli - wyjaśnia Finkelstein.

                Faktem jest, że około roku 1200 p. n. e. semickie plemiona pasterskie
                przenikały z pustyni na górzyste tereny na Zachodnim Brzegu Jordanu i tam się
                osiedlały. Ludzie ci spali na prostych drewnianych łóżkach i nie jedli
                wieprzowiny. Ich domy mogły pomieścić 4-5 osób.

                Północ regionu, tereny po jezioro Genezaret, oferowały nowym osadnikom niezłe
                warunki. Między łagodnymi wzgórzami uprawiali oni winorośl i oliwki. Na
                południu zaś między Jerozolimą a Hebronem warunki były dużo surowsze. W
                skalistych wąwozach rosły tylko cierniste zarośla, mało było zbiorników wodnych.

                W sumie koło roku 1000 p.n.e. w górach Kanaanu mieszkało zaledwie około 50 tys.
                ludzi. Południe, jako szczególnie niegościnne, było wyjątkowo słabo zaludnione.

                Do tego ciągle dochodziło do zatargów z sąsiadami. W pobliżu mieszkali Edomici
                i Moabici. Nad morzem, na żyznej równinie, wielkie miasta pobudowali Filistyni.
                Dalej na północy swoje osady mieli Fenicjanie, podstępni morscy kupcy, którzy
                swoim bogom składali ofiary z dzieci.

                Absolutnym panem tej ziemi był jednak faraon. To on eksploatował tamtejsze
                kopalnie miedzi. Około roku 1250 p. n. e. Ramzes II nakazał wzniesienie
                ciągnącej się przez cały kraj sieci warowni i wodopojów. Była to Droga Horusa -
                trasa, wzdłuż której armie egipskie przeprowadzały wypady na północ.

                Trudno sobie wyobrazić, by ktoś taki, jak sypiający pod namiotem Mojżesz, mógł
                na tym dobrze obwarowanym przez faraonów obszarze przeprowadzać jakieś kampanie
                wojenne. W 1207 roku p.n.e. nazwę plemienia Izrael zapisano wprawdzie na steli
                faraona Merenptaha, ale tekst dotyczy ekspedycji karnej króla Egiptu, który
                stwierdza brutalnie: "Izrael jest zniszczony, jego nasienie nie istnieje".

                Władca kraju piramid wymuszał od swoich poddanych trybut. Kto chciał uniknąć
                przymusowych robót, uciekał w góry. Żyli tam uciekinierzy i ludzie wyjęci spod
                prawa. Wielu ekspertów wywodzi określenie "Hebrajczyk" od słowa hapiru, które
                znaczyło mniej więcej tyle co "włóczęga".

                I to właśnie w tej ubogiej, jałowej krainie Kanaan miały, według Biblii,
                powstać wspaniałe królestwa. Tam, gdzie w rzeczywistości mieszkali tylko
                brodaci pasterze odziani w wełniane płaszcze, miało się jakoby rozciągać
                imperium Dawida.

                Nie ma wątpliwości - Stary Testament zmyśla. Chaty podnosi do rangi pałaców.
                Podbój ziem Kanaanu to nonsens. Kto zmanipulował obraz dziejów? Jaki miał w tym
                cel?

                Widmo Asyrii

                Znalezienie odpowiedzi na te pytania nie jest wcale łatwe. Autorzy Pisma
                Świętego bardzo zręcznie wywiązywali się ze swojego zadania. Im głębiej
                naukowcy zapuszczają się w badaniach Tory, tym więcej napotykają pułapek.

                Nad samym Pięcioksięgiem Mojżeszowym pracowało co najmniej czterech autorów.
                Jednym z nich był "Jahwista", który imię Boga zapisywał zawsze tetragramem JHWH
                ("jestem ten, który jest"). Zapewne jego korzenie wywodzą się z Jerozolimy.
                Inny ("Elohista") pochodził z północy kraju. Ten nazywa Boga Elohim lub El.

                Sytuację komplikuje fakt, że Boża Księga zawiera nie tylko poezje i fantazje.
                Niektóre części Biblii przypominają wręcz leksykon historyczny.

                Konkretnych faktów dostarczają na przykład Księgi Królów. Opowiadają one o
                czasach między rokiem 1000 a 587 p.n.e., kiedy to rozpadło się bajkowe imperium
                Salomona i ukształtowały dwa państwa: Izrael i Juda (zwana później Judeą).

                Niezwykle szczegółowo autorzy opowiadają o kopaniu kanałów, dekretach
                podatkowych i wojnach w obu tych bliźniaczych krajach. W sumie księgi
                wymieniają 42 królów i podają okresy ich panowania.

                Czyżby wykorzystano tu stare kroniki i listy władców? Badacze przebadali pod
                tym kątem mezopotamskie archiwa tekstów klinowych. I rzeczywiście: znaleźli w
                nich imiona pięciu biblijnych królów.

                Najistotniejszy dowód odkryty został w 1993 roku w Tell Dan, stanowisku
                osadniczym w północnym Izraelu. Znaleziono tam stelę, na której pojawia się
                nazwa "Dom Dawida". A więc protoplasta żydowskich królów istniał naprawdę, choć
                był tylko mało ważnym księciem państwa-miasta.

                W świetle nowych znalezisk na Pustyni Negew i w Samarii mroczna "epoka królów"
                ukazuje się nam nieco wyraźniej. Około roku 950 p.n.e. Egipt traci kontrolę nad
                swoimi wasalami. Z powstałej próżni władzy mogli skorzystać hebrajscy wodzowie
                plemienni. Najpierw na północy ukształtowało się prapaństwo Izrael. W roku 884
                p.n.e. na tron wstępuje w nim - jak tego dowodzą inskrypcje - niejaki król
                Omri. Kraj ten miał wówczas 100 tys. mieszkańców.

                W IX i VIII wieku p.n.e. nad Tygrysem wyrosło jednak nowe mocarstwo, które
                coraz jawniej dążyło do władzy nad ówczesnym światem: Asyria.

                Maszerując na wygnanie

                Asyryjczykom bardzo zależało na podporządkowaniu sobie szlaków karawan
                handlowych. Kupcy przewozili nimi kadzidło i przyprawy z Jemenu aż do Gazy. Kto
                miał kontrolę nad tą stacją końcową, mógł z tego czerpać wielkie zyski.

                W roku 732 p.n.e. król Tiglatpilesar III przypuścił atak. Jego armia szybko
                doszła do Morza Śródziemnego, podporządkowując sobie ogromne obszary - w tym
                również państewko Izrael. Jako prowincja o nazwie Samaria zostało ono wcielone
                do imperium asyryjskiego. Biedną Judeę los na razie oszczędził.

                Volkmarowi Fritzowi, archeologowi z Giessen, udało się wykazać, jak brutalnie
                poczynali sobie zdobywcy. Badacz ten prowadzi wykopaliska w Kinneret
                • palnick Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina 4 25.12.05, 19:17
                  Volkmarowi Fritzowi, archeologowi z Giessen, udało się wykazać, jak brutalnie
                  poczynali sobie zdobywcy. Badacz ten prowadzi wykopaliska w Kinneret nad
                  jeziorem Genezaret. Ta licząca 500 mieszkańców wieś została zasypana gradem
                  żelaznych grotów strzał - opowiada. - Później żołnierze zburzyli domy.

                  Częścią polityki najeźdźców były też deportacje. 13 500 Izraelitów zmuszono do
                  opuszczenia ojczyzny. Znaleziony w Niniwie relief przedstawia przygarbionych
                  Żydów, z workami na plecach, maszerujących na wygnanie.

                  Judea, mniejsze bliźniacze państewko, również była zagrożona. Rzeka uchodźców
                  uciekających przed wojną zalała Jerozolimę. Jej ludność wzrosła z 2 tys. do być
                  może 15 tys. Była przy tym bezbronna wobec ewentualnego ataku wojowniczego,
                  potężnego sąsiada.

                  Narodowy epos

                  Jak sądzą umiarkowani krytycy Biblii z obozu Finkelsteina, w tej sytuacji
                  zagrożenia dokonał się cud: narodziny wiary w jednego Boga.

                  W rozpaczliwej sytuacji, wciśnięta między dwa mocarstwa, Egipt i Asyrię, mała
                  Judea zdecydowała się szukać ratunku w ofensywie. A ponieważ nie miała wielkiej
                  armii, broniła się za pomocą metafizyki. "Projekt Jahwe" miał zostać
                  zapoczątkowany przez króla Jozjasza (639-609 rok p.n.e.). Biblia wysławia go
                  jako człowieka, który nastał po to, żeby wyeliminować ślady obcych kultów i
                  poprzez ścisłe przestrzeganie praw boskich doprowadzić naród izraelski do
                  zbawienia.

                  Przypuszcza się, że król zwołał swoich kapłanów, kazał im wynaleźć boskiego
                  opiekuna i spisać "narodowy epos" o Ziemi Obiecanej. Przede wszystkim chodziło
                  o wzmocnienie poczucia własnej wartości narodu i obronę przed wpływami obcych
                  kultur. - Kapłani postawili więc na separację - jak mówi Finkelstein.

                  Kiedy wczytać się uważniej w Biblię, uderza w niej mnogość reguł i tabu.
                  Wyznawcom Jahwe nie wolno było na przykład spożywać mięsa świni, zająca czy
                  wielbłąda. Potrawy mleczne nie mogły mieć styczności z mięsem.

                  Podczas Paschy wspólnota wiernych spożywała przaśny chleb. W soboty zabronione
                  było rozpalanie ognia. Niemowlętom płci męskiej ósmego dnia po narodzinach
                  mohel (rzezak) obcinał napletek. Przestrzegany był też zakaz mieszanych
                  małżeństw.

                  Obok tych przepisów, którymi wspólnota religijna w Judei stopniowo odgradzała
                  się od świata zewnętrznego, Jozjasz miał też położyć większy nacisk na
                  wierzenia. Dotychczas Jahwe był ewidentnie tylko bożkiem pioruna, czczonym jako
                  bóstwo lokalne w Jerozolimie na górze Syjon. Teraz stał się uniwersalnym
                  mocarzem.

                  Tylko jeden Bóg

                  Prawie wszyscy badacze Biblii żywią podejrzenie, że ostatnia część Pięcioksięgu
                  Mojżeszowego, słynna Księga Powtórzonego Prawa (Deuteronomium) odzwierciedla
                  wyniki reformy kultu przeprowadzonej przez Jozjasza. Uderzający jest język,
                  jakim tę księgę spisano, język, jakiego nie spotykamy w innych źródłach. Dzieło
                  to bezkompromisowo potępia oddawanie czci innym bogom i grozi straszliwymi
                  karami tym, którzy ten zakaz złamią. Bóg przedstawiany jest jako istota
                  odległa, całkowicie transcendentna. Ponadto Księga zawiera pewien kategoryczny
                  zakaz: rytuał ofiarny dla Jahwe może się odbywać wyłącznie w świątyni w
                  Jerozolimie i nigdzie indziej.

                  Tymi dekretami kapłani z Syjonu dążyli do uzyskania monopolu na wiarę. Chcieli
                  w ten sposób wyeliminować konkurencję ze strony swoich kolegów po fachu,
                  poddanych asyryjskiemu jarzmu w bratnim państwie Izrael. Ci bowiem, na odległej
                  od Jerozolimy o 50 kilometrów górze Garizim, zarządzali inną wielką świątynią
                  Jahwe.

                  Ów spór między Judeą a Izraelem można odczytać między wierszami całego Starego
                  Testamentu. Jerozolimczycy oczerniali swoich sąsiadów z północy, gdzie tylko
                  się dało. W Księgach Królewskich np. mieszkańcy Izraela występują najczęściej
                  jako trwożliwi nieudacznicy, a prawie wszyscy ich władcy to świętokradcy i
                  grzesznicy. W Judei zaś żyją ludzie pobożni i bogobojni.

                  Kapłani syjońscy nie cofali się nawet przed oszustwem i fałszowaniem
                  dokumentów. Aby podbudować swoje roszczenia do monopolu kultowego, obmyślili
                  wyrafinowany plan.

                  Druga Księga Królewska opowiada, jak w 622 roku p.n.e. podczas prac
                  porządkowych w świątyni jerozolimskiej arcykapłan Chilkjasz znalazł starożytną
                  Księgę Prawa. W rzeczywistości, zdaniem ekspertów, atrament, którym tę księgę
                  spisano, ledwo zdążył obeschnąć. Kryje się za nią bowiem świeżo napisana Księga
                  Powtórzonego Prawa.

                  Z punktu widzenia umiarkowanych badaczy Biblii sprawy wyglądają więc
                  następująco: około roku 630 p.n.e. "deuteronomiści" spisali najważniejsze
                  teksty Biblii. Wymyślili postaci Abrahama i Mojżesza, a ich czyny umieścili w
                  odległej przeszłości.

                  Frakcja minimalistów uważa za przesadę mówienie o reformie kultu za Jozjasza.
                  Historia z rzekomo prastarą, ściśle monoteistyczną Księgą Prawa miałaby zostać
                  zmyślona jeszcze później.

                  Bieżące odkrycia archeologiczne wspierają tę opinię. Likwidacja politeizmu
                  ciągnęła się o wiele dłużej niż dotychczas sądzono. Jeszcze około roku 600
                  p.n.e. ludność Judei była równie politeistyczna jak jej sąsiedzi. - Nie
                  istniały żadne różnice między jej religią a religiami kultur sąsiadujących -
                  wyjaśniania Herbert Niehr, badacz Starego Testamentu z Tybingi.

                  Naga towarzyszka

                  Istotne ustalenia na temat tego, co naprawdę działo się wówczas w odległej,
                  górzystej krainie wokół Jerozolimy, nauka zawdzięcza szwajcarskiemu
                  specjaliście od badań nad Starym Testamentem, Othmarowi Keelowi. Dzięki
                  mozolnej pracy przebadał on 8500 pieczęci z obszaru Syropalestyny. Jego
                  wniosek: w Kanaanie roiło się od bożków.

                  Na szczycie prawie każdego wzgórza składano ofiary całopalne. Przed domami
                  chłopów stały małe ołtarze z wapienia. Tam rolnicy oddawali cześć swoim
                  przodkom. Ponadto, według Keela, około roku 650 p.n.e. w kraju nastąpił boom na
                  wierzenia astralne. Modne stały się kulty zwycięskiego mocarstwa Asyrii.

                  Wszędzie padano do stóp miotającego pioruny Baala. - Jak u wszystkich ludów
                  rolniczych, również w Lewancie najwyższą pozycję w panteonie zajmowały bóstwa
                  pogody - mówi Niehr. - A boga pogody Baala czczono w wielu lokalnych odmianach.
                  Jedną z nich był Jahwe.

                  Najwyższego przedstawiano początkowo z błyskawicą i włócznią. Miał też
                  towarzyszkę: boginię miłości Aszerę. Duńska badaczka Tilde Binger nazywa tę
                  niebiańską damę "małżonką" Pana. Zupełnie naga, tylko w dziwacznej koronie na
                  głowie - tak przedstawiano to uosobienie płodności.

                  Sam Jahwe około roku 600 p.n.e. też nie był jeszcze taki odległy i
                  bezpostaciowy, jak sugeruje to Księga Powtórzonego Prawa. Religioznawca Niehr
                  jest pewien: W świątyni w Jerozolimie stał wówczas jeszcze kultowy posąg Boga.

                  Całą pokrytą złotem, stojącą milcząco w "świętym świętych" i strzeżoną przez
                  cherubinów - tak można sobie wyobrażać tę figurę. Modlono się do niej zapewne
                  (jak to podaje Biblia) jako do "Pana Chwały".

                  Mit Ziemi Obiecanej

                  Dopiero w roku 587 p.n.e. doszło do zdarzenia przełomowego dla monoteizmu.
                  Pewnego letniego dnia od północnego wschodu pod mury twierdzy jerozolimskiej
                  nadciągnęła olbrzymia armia. Już z daleka słychać było brzęk włóczni i turkot
                  wozów bojowych. Babilończyk Nabuchodonozor ciągnął z wyprawą na Egipt.

                  Oblężenie miasta trwało 18 miesięcy. Od strzał babilońskich łuczników niebo
                  robiło się ciemne, drewniane tarany uderzały w miejskie bramy. Dopiero po
                  zażartej walce obrońcy ulegli.

                  Jak to było wówczas w zwyczaju, z pokonanymi postąpiono dość brutalnie. Królowi
                  jerozolimskiemu Sedecjaszowi wyłupiono oczy. Tak więc również Judea, mniejsze z
                  bliźniaczych państw, utraciła swoją niezależność.

                  Bezbożny wróg nie oszczędził miejsca najświętszego: świątynia jerozolimska
                  spłonęła. Część warstw wyższych społeczeństwa (ponoć 15 tys. ludzi) zwycięzcy
                  powlekli do Mezopotamii. W Babilonie powstała wkrótce kolonia żydowska.

                  Coraz więcej badaczy uznaje, że dopiero tam, w diasporze, u stóp olbrzymiej
                  wieży Etemenanki (wysokiej na 91,5 metra; na jej szczycie
                  • palnick Re: Biblia to sprzeczna wewnetrznie paplanina 5 25.12.05, 19:19
                    Mit Ziemi Obiecanej

                    Dopiero w roku 587 p.n.e. doszło do zdarzenia przełomowego dla monoteizmu.
                    Pewnego letniego dnia od północnego wschodu pod mury twierdzy jerozolimskiej
                    nadciągnęła olbrzymia armia. Już z daleka słychać było brzęk włóczni i turkot
                    wozów bojowych. Babilończyk Nabuchodonozor ciągnął z wyprawą na Egipt.

                    Oblężenie miasta trwało 18 miesięcy. Od strzał babilońskich łuczników niebo
                    robiło się ciemne, drewniane tarany uderzały w miejskie bramy. Dopiero po
                    zażartej walce obrońcy ulegli.

                    Jak to było wówczas w zwyczaju, z pokonanymi postąpiono dość brutalnie. Królowi
                    jerozolimskiemu Sedecjaszowi wyłupiono oczy. Tak więc również Judea, mniejsze z
                    bliźniaczych państw, utraciła swoją niezależność.

                    Bezbożny wróg nie oszczędził miejsca najświętszego: świątynia jerozolimska
                    spłonęła. Część warstw wyższych społeczeństwa (ponoć 15 tys. ludzi) zwycięzcy
                    powlekli do Mezopotamii. W Babilonie powstała wkrótce kolonia żydowska.

                    Coraz więcej badaczy uznaje, że dopiero tam, w diasporze, u stóp olbrzymiej
                    wieży Etemenanki (wysokiej na 91,5 metra; na jej szczycie stało obserwatorium
                    astronomiczne), Hebrajczycy stworzyli nostalgiczny mit "Ziemi Obiecanej" -
                    właśnie dlatego, że ją utracili. Na ich koncepcję boga oddziaływały na
                    obczyźnie nowe, pochodzące z Persji impulsy. Duchowy przewodnik Persów
                    Zaratustra głosił doktrynę, w której występują anioły i która bazuje na
                    przeciwieństwie dobra i zła.

                    Ahuramazda, główny bóg Persów, też był istotą bez wizerunku. Herodot pisał, że
                    Persowie nie budowali ołtarzy: "O tych, którzy to robią, mówi się jako o
                    głupcach. Najwyraźniej, w odróżnieniu od Greków, swoich bogów nie wyobrażają
                    sobie jako istot podobnych do ludzi".

                    Rezydujący daleko na wschodzie nowi władcy ze wszystkich sił wspierali
                    rozkwitający kult Jahwe. W 538 roku p.n.e. zezwolili Żydom na powrót do
                    ojczyzny.

                    Około 30 tys. ludzi powędrowało wówczas do Judei - wśród nich wielu kapłanów.
                    Na górze Syjon niezwłocznie odbudowano ze zgliszcz świątynię.

                    Według minimalistów to dopiero teraz, jako administratorzy perskiej prowincji
                    Jehud (która ciągnęła się w promieniu 30 km od Jerozolimy), radykalni żydowscy
                    reformatorzy naprawdę przystąpili do działania. Podobnie jak średniowieczne
                    klasztorne szajki fałszerzy, którzy przerabiali daty oficjalnych dokumentów,
                    tak i oni przewertowali hebrajskie pisma i napisali je na nowo, zmyślając przy
                    tym całe nieistniejące królestwa.



                    Głusi na nowinki

                    Dopiero dzięki archeologii zyskujemy obecnie jakieś pojęcie o tym, co naprawdę
                    działo się w tamtej epoce. Szczególnie niezwykłe jest pewne zagadkowe
                    sanktuarium. Leży ono przy drodze 443, prowadzącej z Jerozolimy na północ w
                    kierunku Ramot. Oficjalnie miejsce to nazywa się "Nebi Samuel" - Prorok Samuel.

                    Za zardzewiałymi płotami kryje się obejmujące prawie tysiąc metrów kwadratowych
                    miejsce kultu. Wielkim nakładem pracy prawie cały szczyt wzgórza został kiedyś
                    idealnie wyrównany. Na skraju stoją resztki pras do wina i stajni dla bydła
                    ofiarnego.

                    Wstępny raport wykopaliskowy (opublikowany tylko po hebrajsku) stwierdza, że
                    plemiona Izraela modliły się tu do niebios o deszcz i odprawiały inne "ważne
                    rytuały religijne". Miejsce to było używane jeszcze "w II wieku przed
                    Chrystusem".

                    Co za odkrycie! Wynika z niego, że na górze leżącej niespełna dziesięć
                    kilometrów od Jerozolimy, niemalże w zasięgu wzroku kapłanów wielkiej świątyni
                    Jahwe, jeszcze w czasach hellenistycznych odprawiano pogańskie tańce zaklinaczy
                    deszczu.

                    Wobec takich zadziwiających odkryć Bernd Jörg Diebner, wezwał swoich kolegów
                    do "krytycznego przeglądu źródeł". Jego motto: bądźcie nieufni przy czytaniu
                    Biblii.

                    Na wydziałach teologicznych wykluwają się obecnie niewygodne koncepcje.
                    Żydowscy ortodoksi wolą raczej zamykać uszy na takie "nowinki". Nawet
                    umiarkowanego badacza, jakim jest Finkelstein, oskarżają o to, że kala własne
                    gniazdo.

                    Tora jest wprawdzie wybitnym rezultatem ludzkiej wyobraźni (Finkelstein), jest
                    też świadectwem triumfu homo sapiens, który wyzwolił się z więzów mitów natury
                    i przeszedł do sfery prawa etycznego. Jednak Pismo serwuje nam także pobożne
                    kłamstwa.
                    • Gość: Echo No widzisz!!! IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 25.12.05, 20:40
                      >Postać Jezusa jast tak pokręcona, a jego historia tak nieprawdopodobna, że
                      >zaden twórca, żadnej sekty nie mógłby wymyślić czegoś tak chorego i liczyć na
                      >to, że ktokolwiek pójdzie za tym.

                      Zaczynasz pisac jak katolik. Wlasciwie to parafrazujesz slowa Tertuliana
                      "credo quia absurdum". Tertulian wyciaga odwrotne wnioski: tego sie nie da
                      wymyslic a wiec musi byc prawda.

                      Mozesz pisac przez cale zycie, ale nie jestes w stanie twierdzic jednym tchem ze
                      Apostolowie opowiadali fikcje i oddawali za nia zycie. Te "fikcje" w listach
                      Piotra czy Jakuba Apostola jakos dziwnie zgadzaja sie z Ewangeliami pisanymi
                      innymi rekami. Widzisz, cale zycie posluguje sie racjonalizmem i dla mnie
                      wlasnie ludzie tacy jak Ty, dosyc obsesyjnie "zwalczajacy fikcje" w 2000 lat po
                      Apostolach dobitnie ilustruja ze maja do czynienia z czyms realnym.
                      • wanda43 Re: No widzisz!!! 25.12.05, 22:47
                        Ewangelie nie byly pisane przez apostolow.Najwczesniejsza datowana jest na
                        koniec I w. n.e.Mateuszowa pisana byla pod dyktando Pawla,tworcy religii
                        jezusowej.Pawel w jednym z listow sam przyznal,ze Jezusa nie znal i nigdy na
                        oczy nie widzial.To Pawel dowodzil,ze Jezus,to starotestamentowy
                        chrystos-pomazaniec.Zresztą początkowo Jezusa nie uznawano za bostwo,boskosc
                        przypisano mu w drodze glosowania dopiero ok.polowy IV wieku na jednym z soborow
                        i to niewielką przewagą glosow.

                        • lenore13 Re: No widzisz!!! 25.12.05, 22:58
                          wanda43 napisała:

                          > Ewangelie nie byly pisane przez apostolow

                          Z wyjątkiem Jana. Ale i tak uważa się, że wszystkie wywodzą się ze wspólnego
                          źródła, które zaginęło.
    • lenore13 Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 25.12.05, 22:37
      porównjąc Stary i Nowy Testament, można dostrzec uderzające podobieństwo między
      historią Jezusa a postaciami i wydarzeniami z historii Izraela.Także obrazy i
      symbole są podobne(np. Króla-Pasterza).
      Dotyczy to nie tylko Psalmów(porównaj sobie np. cuda Eliasza czy Elizeusza i
      cuda Jezusa)

      Wniosek może być moim zdaniem dwojaki:

      -oficjalna interpretacja:Stary Testament zawiera proroctwa
      -autorzy Ewangelii modelowali historię Jezusa na świętych tekstach judaizmu,
      często "na siłę", aby tylko udowodnić, że był on faktycznie Mesjaszem

      Wybór należy do ciebie:-)
      • palnick Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 25.12.05, 23:25
        lenore13 napisała:

        > porównjąc Stary i Nowy Testament, można dostrzec uderzające podobieństwo
        między
        >
        > historią Jezusa a postaciami i wydarzeniami z historii Izraela.Także obrazy i
        > symbole są podobne(np. Króla-Pasterza).
        > Dotyczy to nie tylko Psalmów(porównaj sobie np. cuda Eliasza czy Elizeusza i
        > cuda Jezusa)
        >
        > Wniosek może być moim zdaniem dwojaki:
        >
        > -oficjalna interpretacja:Stary Testament zawiera proroctwa
        > -autorzy Ewangelii modelowali historię Jezusa na świętych tekstach judaizmu,
        > często "na siłę", aby tylko udowodnić, że był on faktycznie Mesjaszem
        >
        > Wybór należy do ciebie:-)
        ---------
        Ja już wybrałem :)
        • lenore13 Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 25.12.05, 23:37
          zwróć też uwagę na zabieg zastosowany w Ewangelii Mateusza: jest tam mnóstwo
          cytatów z ksiąg Proroków, często niedokładnych, powyrywanych z kontekstu i
          zinterpretowanych przez autora "po swojemu"
          Mateusz popełnia mniej więcej to, co katolicy zarzucają dziś Świadkom Jechowy.
          • lenore13 Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 25.12.05, 23:41
            Jehowy, chciałam napisać
    • supaari A Ty, Palnicku, rozumiesz słowo "plagiat"? 25.12.05, 22:42
      Nie rozumiałeś wiosną, nie rozumiesz teraz...
      Mam nadzieję, że wiesz o czym piszę.
    • Gość: pionek z mafii Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: 82.177.166.* 26.12.05, 03:12
      lUDZIE WIEDZĄ CO BYŁO DWA TYSIĄCE LAT TEMU? POJĘCIA NIE MAJĄ CO DZIEJE SIĘ
      OBECNIE! OPISZ CO OBECNIE SIĘ DZIEJE, JEŚLI UZNAM ZA TRAFNĄ TWOJĄ OCENĘ MOŻE CI
      UWIERZĘ.
    • Gość: Daria Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 26.12.05, 03:34
      Ten "palancik" ma adekwatna ksywke!
      Nie mam pojecia jak wam sie chce odpisywac takiemu palantowi, oszolomowi ktory
      byle co pieprznie.
      • palnick Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 26.12.05, 11:51
        Gość portalu: Daria napisał(a):

        > Ten "palancik" ma adekwatna ksywke!
        > Nie mam pojecia jak wam sie chce odpisywac takiemu palantowi, oszolomowi
        ktory byle co pieprznie.
        ----------
        Strach, brak argumentów, agresja - klasyczna trójca katolicka :)
        • supaari Przyganiał kocioł garnkowi 26.12.05, 12:09
          palnick napisał:
          > Strach, brak argumentów, agresja - klasyczna trójca katolicka :)

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23487584&a=23711227
          A może byłeś wówczas katolikiem?
          • palnick Re: Przyganiał kocioł garnkowi 26.12.05, 13:06
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23487584&a=23519354
            • kynos2 Re: Przyganiał kocioł garnkowi 26.12.05, 13:48
              Boskość Jezusa to temat zmała od 2000 lat.Ale Jezus nie był synem boga,był
              synem Józefa,był człowiekiem z krwii i kości,było w nim tyle boskości co we
              mnie.Jezus niebył synem boga bo boga niema.Niema dowodu na istnienie
              boga,jedyny dowód to tzw.Ontologiczny dowód św.Anzelma,który został
              skrytykowany przez doktora kościoła Tomasz z Akwinu.Ludzie boga niebyło,niema i
              niebędzie.
              • Gość: jedt Bóg Re: Przyganiał kocioł garnkowi IP: 82.177.166.* 26.12.05, 13:58
                Nie ma Boga ale Ty się nim ogłaszasz i każesz ludziom w swoje prawdy wierzyć-
                dlaczego?
                • kynos2 Re: Przyganiał kocioł garnkowi 26.12.05, 14:02
                  Ja jestem Bogiem sam dla siebie,niech nikt mi nie mówi,że zależe od kogoś albo
                  od czegoś.Ludzie słabi jeszcze przed starożytnymi filozofami wymyślili
                  tzw.Boga,bo bali się wziąć swój los we własne ręce.
                  • Gość: jest Bóg Re: Przyganiał kocioł garnkowi IP: 82.177.166.* 26.12.05, 14:17
                    Czy każdy, któremu dadzą jeść i pić na silnego wyrasta?
                    Oddaj jedzenie i picie bogu jeden!
                    • kynos2 Re: Przyganiał kocioł garnkowi 26.12.05, 14:59
                      Bóg to wojna,Bóg to choroba,Bóg to korupcja,Bóg to głód,Bóg to cierpienie w
                      każdym znaczeniu tego słowa.Bo przecież czyż nie w imię Boga człowiek
                      działa.Według ciebie Bóg stworzył człowieka,więc niech Bóg za niego odpowiada.
                  • Gość: Asia Re: Przyganiał kocioł garnkowi IP: *.245.123.247.Dial1.SanJose1.Level3.net 26.12.05, 21:42

                    > Ja jestem Bogiem

                    Ostatnio cos takiego slyszalam w domu wariatow
            • supaari Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 19:12
              palnick napisał:

              > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23487584&a=23519354

              Tym bym się nie chwalił...
              Po pierwsze cytujesz sam siebie.
              Po drugie - nie najlepszy Twój post.
              Po trzecie - zupełnie nie na temat.
              • kynos2 Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 19:41
                Nazwy niema jest.. jest.. jest przysłowie,owca w sukni.


                Moim zdaniem; fides quarens intelektum
                • supaari Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 19:52
                  kynos2 napisał:

                  > Nazwy niema jest.. jest.. jest przysłowie,owca w sukni.
                  >
                  >
                  > Moim zdaniem; fides quarens intelektum

                  "Niema"???
                  Owca niemowa? A może Kynos z brakami w zasadach polskiej pisowni?
                  A w jakiej sukni? I czy na pewno o suknię chodzi?
                  I czy jesteś Palnickiem?

                  Moim zdaniem: In scirpo nodum quaeris
                  • kynos2 Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 20:23
                    "Człowiek genialny nie myli się,jego pomyłki są zamierzone,są bramą prowadzącą
                    do odkryć"

                    nuda vertinas
                    • supaari Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 20:31
                      kynos2 napisał:

                      > "Człowiek genialny..."


                      Dziękuję!
                      • Gość: Asia Re: Przyganiał kocioł sam sobie IP: *.245.123.247.Dial1.SanJose1.Level3.net 26.12.05, 21:49
                        Palnick napisal(a):

                        "Naukowcy to paskudne środowisko!
                        Orientaliści odcyfrowują tabliczki z pismem klinowym. Również w starożytnych
                        tekstach znad Nilu znaleźć można informacje o tym, jak wyglądała prawdziwa
                        historia Hebrajczyków.
                        Chwieje się historyczna podstawa Biblii. Ostatnio zadał jej cios Israel
                        Finkelstein, szef wykopalisk prowadzonych przez uniwersytet w Tel Awiwie."

                        Geniusz z tego Finkelsteina. Wystarczy jedno slowo Israela i Palnick wyrzuca
                        Biblie do kosza. To samo slyszalam kiedy znalezli teksty Qumran. Najpierw bylo
                        na pierwszych stronach czolowych gazet, a potem... cisza. Zeby przynajmniej
                        mieli na tyle uczciwosci zeby sie przyznac do propagandy.
                        • supaari Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 21:55
                          Gość portalu: Asia napisał(a):

                          > Geniusz z tego Finkelsteina. Wystarczy jedno slowo Israela i Palnick wyrzuca
                          > Biblie do kosza. To samo slyszalam kiedy znalezli teksty Qumran. Najpierw
                          bylo
                          > na pierwszych stronach czolowych gazet, a potem... cisza. Zeby przynajmniej
                          > mieli na tyle uczciwosci zeby sie przyznac do propagandy.

                          Kudy tam Finkelstainowi do Palnicka....
                          • kynos2 Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 22:37
                            Supaari rozśmieszył Kynosa.Kynos go polubił!


                            Omnis mundi creatura est Supaari et Kynos
                            • supaari Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 22:50
                              kynos2 napisał:

                              > Supaari rozśmieszył Kynosa.Kynos go polubił!
                              >
                              Kynos rozśmieszaył Supaariego wcześniej za pomocą słowa "vertinas". Dobra
                              ilustracja cytatu, który był wcześniej... Ale Supaariego na nic nie
                              naprowadziło...

                              > Omnis mundi creatura est Supaari et Kynos
                              et consortes, jak mniemam?
                              • kynos2 Re: Przyganiał kocioł sam sobie 26.12.05, 23:10
                                Supaari lubię ciebie,ale jesteś mało domyślny.

                                Hmmm ale nikt nie jest doskonały.

                                Dlatego wybaczę ci Supaari.
                                • Gość: andy Re: Przyganiał kocioł sam sobie IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 27.12.05, 00:05
                                  Te rozważania palnicka są funta kłaków warte. Zapytajmy - cóż takiego ważnego
                                  znajdują archeologowie - skorupy, broszki, zapinki i inne śmieci oraz zapiski,
                                  których wartości tak naprawdę nigdy nie jesteśmy w stanie ocenić. Archeolog
                                  badający polskie gazety z 2005 roku za 1000 lat doszedłby na pewno do
                                  śmiesznych z naszego punktu widzenia wniosków. Dlaczego? Ano dlatego, że
                                  przetrwałyby tylko gazety na najlepszym papierze - a więc kolorowe magazyny,
                                  które bezdyskusyjnie najczęściej piszą o Dodzie i Mandarynie. Kto wie jaka na
                                  tej podstawie teoria naszego zabawowego i rozpasanego społeczeństwa, o poziomie
                                  demoralizacji równym późnemu Rzymowi wyklułaby się w głowie badacza naszych
                                  czasów? To jeden z tych magazynów napisał wielki tekst o córce prezydenta Tuska
                                  w numerze, który ukazał się tuż pod wyborach, bo założyli z góry że wygra je
                                  Tusk. A gdyby to tylko ten numer przetrwał do przyszłych czasów?

                                  Podobnie z punktu widzenia archeologa za 1000 lat, który z jakichś przyczyn
                                  (np. katastrofy nuklearnej) nic nie wiedziałby o naszej cywilizacji, nie da się
                                  logicznie wytłumaczyć przeznaczenia czegoś tak absurdalnego jak np. skocznia
                                  narciarska. Doszedłby zapewne do najłatwiejszego wniosku, że to przedmiot
                                  dziwacznego kultu. Pamiętajmy o tym zachwycając się rezultatami badań o
                                  czasach, o których tak naprawdę nie wiemy nic. One często niczego nie dowodzą.

                                  A wszelka argumentacja - że królestwo czy władza jakiegoś władcy nie były takie
                                  wielkie, tylko inne - nie ma absolutnie żadnego praktycznego znaczenia. Nie
                                  mamy żadnej skali porównawczej i prawie żadnych źródeł na temat realiów tamtych
                                  czasów poza powoływanymi przeze mnie z sarkazmem rozbitymi skorupami itp.
                                  Równie łatwo twierdzenia Biblii w tym względzie przyjąć, co je obalić. Nie
                                  rozumiem jak można na podstawie badań archeologicznych dojśc do wiosku, że
                                  jakaś kraina była zajmowana pokojowo. To hipoteza, nic więcej. Ta sama
                                  archeologia nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy bitwa na Psim Polu
                                  (ledwie tysiąc lat temu!) miała w ogóle miejsce czy nie. Podobnie wciąż nie
                                  wiemy czym był meteoryt tunguski sprzed stu (!) lat. I mam uwierzyć, że
                                  jakiemuś profesorkowi udało się w sposób niezbity stwierdzić to, o czym pisze
                                  palnick?

                                  Biblia była pisana przez Żydów, była ich księgą i oczywiście, że wszystko
                                  pisane jest z ich punktu widzenia. Ale jest również niezaprzeczalnie źródłem
                                  historycznym, które trzeba interpretować ostrożnie, a czasem metaforycznie,
                                  pamiętając kto i ile lat temu ją pisał. Np. potop - jego motyw powtarza się w
                                  prawie wszystkich starych religiach, więc zjawisko takie musiało istnieć, ale
                                  jak wyglądało dokładnie - nie wiemy, możemy wysnuwać tylko hipotezy. I znów -
                                  wytłumaczyć potopu nie umiemy, bazujemy na przekazach religijnych. A ludzie
                                  tłumaczyli sobie potop tak, jak umieli.
                                  A co do rozdymania, wymyślania wydarzeń czy ich znaczeń - toż i dzisiaj dzieje
                                  się to samo w naszych mediach. Ale nie tylko - wszak nasze książki do historii
                                  napawają się bitwą pod Grunwaldem, która z punktu widzenia historii Europy
                                  Zachodniej czy też historii powszechnej jest jedynie ciekawostką. O naszych
                                  powstaniach litościwie nie wspomnę. I znowu - co by było, gdyby dla przyszłych
                                  pokoleń przetrwała tylko polska książka do historii i to jeszcze z lat PRL-u? A
                                  gdyby przetrwały tylko objawienia Smitha, pierwszego mormona czy pisma świadków
                                  Jehowy?

                                  Wniosek - sorry, ale nie ma się co ekscytowac tą dyskusją, bo pamiętajmy, że
                                  tak jak człowiek Biblię pisał, tak człowiek chce ją obalić. Wszystko jest
                                  jednak obarczone ludzkimi błędami, niedokładnością, czasem głupotą, wreszcie
                                  brakiem odpowiednich danych. Mam świadomośc, że w ciągu całego mojego życia
                                  pojawi się jeszcze ze stu naukowców, którzy będa Biblii przeczyć i stu, którzy
                                  na podstawie tych samych skorup jej autetyczność potwierdzą. A Biblia będzie
                                  dalej istnieć. I bardzo dobrze.

                                  pozdrawiam
          • palnick Po co ewangelie? 27.12.05, 01:20
            Ewangelie daja nadzieje. Towar "zycia pozagrobowego" jest przesprytny. Jeszcze
            nikt nie potwierdzil, ze w tym worku jest kot. A kase pobiera sie za zycia.
            Caritasy ponaddto oddzielaja darczynce od obdarowanego. Zloty interes. KK jest
            geniuszem biznesowym i pierwszą globalną korporacją. Potrzebuje jakiegoś
            chwytliwego hasła marketingowego - no to wymyślili Jezusa. Doskonałe.
            • palnick Re: Po co ewangelie? Sedno... 27.12.05, 12:02
              Polska schizma w kościele w St. Louis

              Marcin Gadziński, Waszyngton 27-12-2005, ostatnia aktualizacja 27-12-2005 07:23

              2 tys. wiernych wzięło udział w sobotniej pasterce w polskim kościele w St.
              Louis. Nie zważali na ostrzeżenia arcybiskupa, że popełniają grzech śmiertelny
              i przyłączają się do schizmy

              Na pasterkę w małym XIX-wiecznym kościółku św. Stanisława Kostki w północnej
              części St. Louis, największego miasta stanu Missouri, przyszło tyle samo ludzi
              co na uroczystą mszę wigilijną w miejscowej katedrze.

              Pasterkę u św. Stanisława odprawiał 31-letni polski ksiądz Marek Bożek.
              Nabożeństwo w katedrze - arcybiskup Raymond Burke, który kilka dni wcześniej
              ogłosił ekskomunikę, czyli wykluczenie z Kościoła zarówno ks. Bożka, jak i
              całej rady parafialnej.

              Arcybiskup kontra Bożek

              W parafialnym rejestrze kościoła św. Stanisława jest dziś wpisanych zaledwie
              450 dusz, więc frekwencja na wigilijnej mszy zaskoczyła wszystkich.

              Setki wiernych słuchały mszy po polsku i angielsku w pobliskim domu parafialnym
              na telewizyjnych ekranach. Do polskiego kościółka zjechali się bowiem ludzie z
              całej okolicy, w większości Amerykanie, by zademonstrować poparcie dla parafii
              w trwającym od lat sporze z arcybiskupem Burkem.

              Hierarcha zabronił parafii zatrudniania księdza, odprawiania mszy, a wiernym -
              uczestniczenia w niej i przyjmowania komunii. Ci, którzy się nie
              podporządkowują - ostrzegł - popełniają grzech śmiertelny.

              Komunię przyjęły jednak w sobotę setki wiernych.

              Parafianie wierzą, że arcybiskup chce przejąć kontrolę nad ocenianym na 9 mln
              dol. majątkiem parafii. W całej Ameryce katolickie parafie przeżywają bowiem
              finansową zapaść z powodu odpływu wiernych oraz miliardowych odszkodowań, jakie
              diecezje musiały wypłacić ofiarom molestowania seksualnego przez księży. W
              całej Ameryce zamknięto w ostatnich latach lub przewidziano do likwidacji setki
              parafii katolickich, w tym przynajmniej kilkadziesiąt świątyń tradycyjnie
              polskich.

              Arcybiskup Burke nigdy nie potwierdził, że jego głównym celem jest zamknięcie
              parafii i przejęcie jej majątku.

              Korzenie sporu

              Parafia została utworzona w 1880 r. przez biednych imigrantów z Polski i
              Irlandii. Pod koniec wieku wybudowali oni kościół. Ówczesny biskup St. Louis
              zgodził się na nietypowy status parafii - rada parafialna na zawsze miała
              pozostać właścicielem całego majątku parafii.

              Jednak już w latach 40., i później kolejni biskupi St. Louis próbowali zmienić
              status parafii, twierdząc, że został nadany niezgodnie z prawem kanonicznym.
              Dziś parafia św. Stanisława jest podobno jedyną w całych Stanach Zjednoczonych,
              gdzie lokalny biskup nie ma kontroli nad majątkiem i finansami parafii.

              Wieloletnie naciski nie przynosiły skutku. W 2004 r., gdy władzę nad
              archidiecezją St. Louis objął Raymond Burke, sytuacja się zaogniła. Po
              kolejnych odmowach rady parafialnej arcybiskup pozbawił parafię wszystkich
              księży i zabronił odprawiania tam mszy.

              W sporze nie pomogły mediacje polskich biskupów i wysłanników z Watykanu.
              Polscy parafianie prosili o pomoc Jana Pawła II, ale Watykan kilkakrotnie
              poparł stanowisko arcybiskupa Burke'a.

              Mimo że rejon parafii nie jest już tak zdominowany przez emigrantów z Polski
              jak przed laty, w radzie parafialnej ekskomunikowanej przez arcybiskupa są
              wyłącznie ludzie o polskich nazwiskach: John Baras, William Bialczak, Edward
              Florek, Stanley Novak, Joseph Rudawski i Robert Zabielski.

              Wyznanie księdza

              Gdy rada parafialna przekonała do przeprowadzki do St. Louis młodego polskiego
              księdza Marka Bożka, arcybiskup zarzucił mu schizmę (niepodporządkowanie się
              Kościołowi) i także go ekskomunikował.

              W Wigilię ks. Bożek odprawił jednak pasterkę i od Bożego Narodzenia czuje się
              proboszczem parafii św. Stanisława.

              Podczas kazania niespodziewanie dla wszystkich przyznał, że kłopoty z władzami
              kościelnymi miał również w Polsce.

              W 2000 r. musiał odejść z seminarium w Olsztynie, gdyż zarzucano mu
              homoseksualizm. Przyjechał do Ameryki, gdzie ukończył seminarium i został
              ordynowany. Swoją pierwszą mszę odprawiał właśnie w parafii św. Stanisława w
              St. Louis, dlatego czuje się związany z miejscowymi parafianami.

              - Każdy może zostać pasterzem. Kościół to nie księża, nie biskupi, nie papież.
              Kościół to wy! - mówił podczas kazania ks. Bożek. Swoją decyzję o podjęciu
              pracy u św. Stanisława motywował chęcią "służenia wiernym" pozbawionym
              sakramentów świętych od półtora roku.

              Gdy przed pasterką wszedł do kościoła, witał go aplauz, jakby był gwiazdą
              rocka.

              - Arcybiskup nie może nas odgrodzić ani od Boga, ani od Kościoła - mówili
              lokalnym dziennikarzom wierni.
    • palnick Religijność i chemia mózgu 27.12.05, 01:03
      Religijnosc jak milosc ma podstawy biochemiczne. Np. schizofrenicy, ktorzy
      podlegają sie nadmiernemu dzialaniu dopaminy w pewnych regionach mozgu
      (dopamina to neurotranmiter rozkoszy, milosci i wszelakiej przyjemnosci) sa na
      ogol hiperreligijni, wielu uwaza sie za bogow, aniolow, swietych itp. Natomiast
      podawanie im antypsychotykow, lekow ktore hamuja dzialanie dopaminy, bardzo
      oslabia ich uczucia religijne. Podobnie jest z endogennymi peptydami
      opiatowymi, ich nadmierne wydzielanie sie podczas obrzadkow religijnych czy
      modlitwy u niektorych ludzi, moze wywolywac silne uzaleznienie. Nie na prozno
      mowiono, ze religia to opium dla mas;)
      • Gość: Asia Re: Religijność i chemia mózgu IP: *.245.125.5.Dial1.SanJose1.Level3.net 27.12.05, 03:02
        Dlatego narkomani to przewaznie ateisci. Caly ruch dzieci-kwiatow
        byl antyreligijny, pro-seksualny, pro-aborcyjny etc. Mozna wiec bez ryzyka
        powiedziec ze falszywe religie opieraja sie na narkotykach.


        > Religijnosc jak milosc ma podstawy biochemiczne. Np. schizofrenicy, ktorzy
        > podlegają sie nadmiernemu dzialaniu dopaminy w pewnych regionach mozgu
        > (dopamina to neurotranmiter rozkoszy, milosci i wszelakiej przyjemnosci) sa na
        > ogol hiperreligijni, wielu uwaza sie za bogow, aniolow, swietych itp. Natomiast
        >
        > podawanie im antypsychotykow, lekow ktore hamuja dzialanie dopaminy, bardzo
        > oslabia ich uczucia religijne. Podobnie jest z endogennymi peptydami
        > opiatowymi, ich nadmierne wydzielanie sie podczas obrzadkow religijnych czy
        > modlitwy u niektorych ludzi, moze wywolywac silne uzaleznienie. Nie na prozno
        > mowiono, ze religia to opium dla mas;)
        • czuk1 Re: Religijność i chemia mózgu 27.12.05, 10:05
          Liczby Asiu ....liczby. Tylko te moga mnie przekonać. I uchronic Twoją chorą
          wyobraznię o ateistach-szatanach.
          m
      • husyta Ktoś ci przedawkował antypsychotyki, Palnicku 28.12.05, 00:03
        A to co napisałeś, można przetransponować np tak

        > Areligijnosc jak milosc ma podstawy biochemiczne. Np. schizofrenicy, ktorzy
        > podlegają sie nadmiernemu dzialaniu dopaminy w pewnych regionach mozgu
        > (dopamina to neurotranmiter rozkoszy, milosci i wszelakiej przyjemnosci) sa na
        > ogol hiperareligijni, wielu odrzuca Boga i samych siebie uwaza sie za bogow,

        (Negując Boga, stawiasz się na jego miejscu)

        Natomiast podawanie im antypsychotykow, lekow ktore hamuja dzialanie dopaminy,
        bardzo oslabia ich uczucia religijne. Podobnie jest z endogennymi peptydami
        > opiatowymi, ich nadmierne wydzielanie sie podczas obrzadkow areligijnych czy
        > antyreligijne mantry u niektorych ludzi, moze wywolywac silne uzaleznienie.
        • palnick Jerzy,ty znawca starej baśni,co powiesz o psalmach 28.12.05, 00:08
          Ustosunkuj się do postu otwierającego wątek a nie piernicz mi tu od rzeczy.
          Twoi fani liczą na Ciebie!
    • Gość: pionek z mafii R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? IP: 82.177.166.* 27.12.05, 10:02
      Wychowanie dziecka nic nie kosztuje to zła ekonomia takie złudzenie stwarza!

      Połowa idiotów jak brakuje dzieci politykę pro rodzinną wprowadza jak już
      dzieci pod dostatkiem druga połowa idiotów nie chce na czyjeś dzieci łożyć i
      znów `kapitalizm" od nowa!
      Normalność zaś czeka z boku na odkrycie.
      Można prościej i lepiej lecz nie z uczonymi cymbałami.
      Pracujący płacą przez 40 lat po 200 zł ze swojej pensji (średnia
      płaca 2500 zł)za swoje dzieciństwo podobnie jak płaci się na swoją emeryturę
      (skromne 200 zł bo poprawne 400 zł mogłoby zawały serca niektórym
      przysporzyć)
      a dzieci otrzymują z tych pieniędzy przez 20 lat po 400 zł swojej
      przedwstępnej płacy, którą następnie zwracają płacąc przez 40 lat po 200 zł.
      (ta pula zawsze dzielona jest na liczbę dzieci)
      Nikt nikomu nic nie daje, likwidujemy wszystkie fundacje Caritasy,
      Orkiestry
      pomagające dzieciom, likwidujemy instytucję zajmującą się alimentami, a w kilka
      pokoleń i wszystkie więzienia. Łaski dzieciom
      nikt nie robi(rodzice przestają bić i zabijać `darmozjadów') a z czasem
      prawa wyborcze przyznamy dzieciom i wreszcie dojdzie do demokracji i de
      komunizmu! Po co żyć w ułudzie, że dzieci są gorsze od nas i pomocy
      potrzebują jak i tak nie możemy im udowodnić, że gorzej od nas będą
      pracowały
      a tylko idiota lepszym pomaga.



      • Gość: miesiekido Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? IP: 80.54.28.* 27.12.05, 16:21
        Jeżeli zatem wszystko jest chemią to czemu nie stworzycie idealnego antidotum
        na głupotę,barbarzyństwo i całe zło ? Dajcie szczepionki naszym politykom i
        będziemy mieli raj ! Jeżeli uważacie że wszelkie uczucia to chemia to czemu
        uważacie się za lepszych od zwierząt ? Zatem wasza wiedza Panowie też musi
        tylko być chemią ! A jak zatem mnie przekonacie że to co twierdzicie jest
        dobrym związkiem chemicznym a nie tanią podróbą made in CCCP ?
        • kynos2 Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? 27.12.05, 16:45
          Dajcie mi dowód albo chociaż cień dowodu,że bóg istnieje.Ciągle tylko
          biblia,dogmaty i inne brednie o natchnieniu przez boga.Bóg to wymysł
          człowieka,dodam słabego człowieka.A dodam,że muszę się zgodzić z
          moimprzedmówcą,że Jezus był schizofrenikiem,który sobie ubzdurał,że jest synem
          boga.

          "Ze zrozumienia przychodzi wyzwolenie"
          TKU
          • Gość: miesiekido Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? IP: 80.54.28.* 27.12.05, 19:48
            Gdybym mógł ci dać dowód na to to po co komu wiara.Choć miałem mnóstwo
            wątpliwośći to jednak zawsze w biegu życia wracałem do Boga.Jeżeli wierzę to
            czuję jego opiekę, choć może to dla innych shizofremia...Kiedyś czytałem jako
            młody człowiek książkę "Człowiek stworzył bogów " i prawie dałbym się
            przekonać.Późniejsze życie ciągle utwierdzało mnie w przekonaniu że jestem pod
            opieką "kogoś".Dawno przestałem być katolikiem ale jestem chrześcijaninem i
            jeżeli to komuś przeszkadza to przykro mi ale nie zaprę się wiary.Jeżeli potem
            gdy odejdę nie znajdę nic to trudno.
            Całe życie karmiono mnie hasłami i sloganami wybitnych i zmuszano do wiary w
            socjalizm , patriotyzm ,wolność i demokrację i co teraz ?
            Dajcie mi dowód choć jeden wy "boscy" wykształceni że wierzycie w to co
            mówicie ! Bowiem za "parę groszy" sprzedajecie sumienia i manipulujecie
            narodem.Na wszystko macie receptę ? To czemu Polska jest ciągle dupą świata ?
            Czemu nie stworzyliście do tej pory lepszego świata opartego na waszych
            ideałach ? Jaka ideologia jest przyjazna dla człowieka ? I jeszczo jedno -
            gdybym nie miał wiary w sobie i sumienia to już dawno nie jednemu mądrali
            kupiłbym bilet do innego świata ! Więc cieszcie się że jest jescze coś co
            powstrzymuje takich jak ja aby wyrównać rachunki !
            • palnick Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? 27.12.05, 22:40
              Gość portalu: miesiekido napisał(a):

              I jeszczo jedno - gdybym nie miał wiary w sobie i sumienia to już dawno nie
              jednemu mądrali kupiłbym bilet do innego świata ! Więc cieszcie się że jest
              jescze coś co powstrzymuje takich jak ja aby wyrównać rachunki !
              -------
              Ty chrześcijanin rozważasz możliwość pozbawienia życia innego człowieka?
              Przychodzi ci w ogóle do głowy taka opcja? Jakie rachunki można wyrównać
              zabijając ludzi?
              • Gość: miesiekido Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? IP: 80.54.28.* 28.12.05, 15:49
                Nie , nie rozważam zabijania lecz gdybym nie opierał się na moralności
                chrześcijańskiej nie znosił bym pokornie tego wszystkiego co się w kraju
                dzieje!
                • palnick Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? 30.12.05, 21:56
                  Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                  > Nie , nie rozważam zabijania lecz gdybym nie opierał się na moralności
                  > chrześcijańskiej nie znosił bym pokornie tego wszystkiego co się w kraju
                  > dzieje!
                  ---------
                  To błąd. Masz prawo do sprzeciwu, jeżeli łamane są Twoje prawa.
          • Gość: Asia Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? IP: *.245.119.31.Dial1.SanJose1.Level3.net 28.12.05, 02:42
            > Dajcie mi dowód albo chociaż cień dowodu,że bóg istnieje

            Dajcie mi dowód albo chociaż cień dowodu,że bóg NIE istnieje
            • palnick Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? 28.12.05, 08:02
              Gość portalu: Asia napisał(a):

              > > Dajcie mi dowód albo chociaż cień dowodu,że bóg istnieje
              >
              > Dajcie mi dowód albo chociaż cień dowodu,że bóg NIE istnieje
              -----------
              Ok. daj mi dowód że Dionizos nie istnieje.
      • palnick Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? 28.12.05, 00:53
        Chrześcijaństwo
        System religijny przypisywany Jezusowi Chrystusowi, a w rzeczywistości
        stworzony przez Platona i św. Pawła, udoskonalony przez Ojców Kościoła, sobory,
        komentatorów, a od czasu do czasu poprawiany przez Kościół dla ratowania dusz
        ludzkich. Od czasu powstania tej boskiej religii narody stały się mądrzejsze,
        bardziej oświecone i szczęśliwe niż dawniej. Od tej pory ludność nie zna
        niezgody, waśni, masowych morderstw i występków, co dowodzi niezbicie boskiego
        pochodzenia chrześcijaństwa. Trzeba więc być niegodziwcem, żeby z nim walczyć i
        głupcem, by wątpić w jego rzeczywistość.
        • Gość: miesiekido Re: R. Jezus fikcją pomoc rzeczywistością? IP: 80.54.28.* 28.12.05, 16:00
          Zatem lepiej wieryć czy nie ?
          • palnick Szukaj,myśl,bądź dumny ze swojego człowieczeństwa 28.12.05, 16:50
            Gość portalu: miesiekido napisał(a):

            > Zatem lepiej wierzyć czy nie ?
            > Może i mylę ale na jakich podstawach moralnych budujesz ten humanizm ?
            > Skąd je wytrzaśniesz ?
            ---------
            Zainteresuj się historią i filozofią Grecji i Rzymu. Poczytaj coś z buddyzmu,
            który jest systemem filozoficznym skierowanym na dążenie człowieka do
            doskonałości poprzez ciągłą pracę nad sobą.

            Przeczytaj porady Dalajlamy:

            - Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim
            ryzykiem.
            - Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji.
            - Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa
            odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
            - Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym
            zrządzeniem losu.
            - Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać.
            - Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń.
            - Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki aby go
            naprawić.
            - Codziennie spędź trochę czasu w samotności.
            - Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
            - Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią.
            - Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał,
            będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz.
            - Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia.
            - Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej sytuacji,
            a nie przywołuj przeszłości.
            - Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności.
            - Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi.
            - Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś.
            - Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna miłość
            przewyższa Wasze wzajemne potrzeby.
            - Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować aby go
            osiągnąć.
            - Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem.

            „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest
            tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja
            prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
            meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
            jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszystko
            czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności,
            niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek
            w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani
            poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni czy
            prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpienia
            będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama.

            Poznaj dekalog liberała:
            (według Bertranda Russella)

            1. Nie bądź niczego w stu procentach pewien.

            2. Nie wyobrażaj sobie; ze opłaca się ukrywać fakty. Pewnego dnia z pewnością
            wyjdą one na jaw.

            3. Nigdy nie próbuj zniechęcać bliźnich do myślenia, bo z pewnością ci sie to
            powiedzie.

            4. Kiedy napotykasz sprzeciw, ze strony osób z którymi pracujesz lub swojej
            rodziny, staraj się przekonać ich do własnych racji za pomocą argumentów, a nie
            autorytetu, bo zwycięstwo oparte na autorytecie jest nieprawdziwe i złudne.

            5. Nie przejmuj sie autorytetami. Zawsze znajdą się autorytety głoszące coś
            przeciwnego.

            6. Nie staraj sie tłumić siłą szkodliwych w twoim mniemaniu poglądów, bo jeśli
            to zrobisz, poglądy te przytłoczą ciebie.

            7. Nie obawiaj sie wygłaszać ekscentrycznych opinii. Każda uznana dzisiaj
            opinia była kiedyś ekscentryczna.

            8. Znajduj większe upodobanie w inteligentnym sporze niż biernej zgodzie,
            jeżeli bowiem cenisz inteligencję tak jak należy, spór może zakładać głębsze
            porozumienie niż bierne przytakiwanie.

            9. Bądź zawsze wierny prawdzie, nawet kiedy jest dla ciebie niewygodna, bo
            stanie sie jeszcze bardziej niewygodna, gdy spróbujesz ja ukryć.

            10. Nie zazdrość szczęścia mieszkańcom raju głupców, bo tylko głupiec może coś
            takiego uważać za szczęście.

            Szukaj, myśl i bądź dumny ze swojego człowieczeństwa !


            • Gość: miesiekido Re: Szukaj,myśl,bądź dumny ze swojego człowieczeń IP: 80.54.28.* 28.12.05, 17:07
              O to już powtórka .
              Jestem prostym człowiekiem idącym przez życie-uczciwie.Staram się brać życie
              jak jest i wyciągać z tego wnioski.Nauka trwa całe życie , zagadek mnóstwo a ty
              od razu chcesz żebym korzystał ze ściągawek ?
              • palnick Re: Szukaj,myśl,bądź dumny ze swojego człowieczeń 28.12.05, 17:13
                Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                > O to już powtórka .
                > Jestem prostym człowiekiem idącym przez życie-uczciwie.Staram się brać życie
                > jak jest i wyciągać z tego wnioski.Nauka trwa całe życie , zagadek mnóstwo a
                ty od razu chcesz żebym korzystał ze ściągawek ?
                --------
                Niczego od ciebie nie chcę.
                • Gość: Asia Re: Szukaj,myśl,bądź dumny ze swojego człowieczeń IP: *.245.114.28.Dial1.SanJose1.Level3.net 28.12.05, 22:23
                  Co do szukania: "proscie a bedzie wam dane, szukajcie a znajdziecie,
                  kolaczcie a otworza wam." Chrzescijanstwo to racjonalna religia ktora
                  zawsze nawolywala do poszukiwan, transformacji a takze wiary i nadziei
                  ze te wszystkie zmagania maja sens.

                  >9. Bądź zawsze wierny prawdzie, nawet kiedy jest dla ciebie niewygodna, bo
                  >stanie sie jeszcze bardziej niewygodna, gdy spróbujesz ja ukryć.

                  Wlasnie co to jest prawda? Tylko ktos kto powiedzial "Jam jest prawda, droga
                  i zyciem." wiedzial o czym mowil. Reszta to sa plewy, jak pisal sw. Pawel
                  (tak naprawde to pisal "gowno")
                  • palnick Re: Szukaj,myśl,bądź dumny ze swojego człowieczeń 28.12.05, 22:39
                    Gość portalu: Asia napisał(a):

                    > Reszta to sa plewy, jak pisal sw. Pawel(tak naprawde to pisal "gowno")
                    --------
                    Też uważam, że to co pisał Paweł to gó.. (z małymi wyjątkami) :))))))))
                    • Gość: Asia Re: Szukaj,myśl,bądź dumny ze swojego człowieczeń IP: *.245.114.28.Dial1.SanJose1.Level3.net 28.12.05, 23:43
                      A co myslisz o tym co tu wypisuje niejaki Palnick?
                      • Gość: Asia Boze Narodzenie bylo przed poganskim swietem!!!! IP: *.245.114.28.Dial1.SanJose1.Level3.net 29.12.05, 01:00
                        25 grudnia 274 cesarz Aurelian wprowadzil swieto "Niepokonanego Slonca"
                        jako poganska alternatywe do Bozego Narodzenia. Tak wiec wasze rozwazania
                        nt. poganskiego pochodzenia Bozego Narodzenia nie sa warte funta klakow.


                        Calculating Christmas

                        William J. Tighe on the Story Behind December 25

                        Many Christians think that Christians celebrate Christ’s birth on December 25th
                        because the church fathers appropriated the date of a pagan festival. Almost no
                        one minds, except for a few groups on the fringes of American Evangelicalism,
                        who seem to think that this makes Christmas itself a pagan festival. But it is
                        perhaps interesting to know that the choice of December 25th is the result of
                        attempts among the earliest Christians to figure out the date of Jesus’ birth
                        based on calendrical calculations that had nothing to do with pagan festivals.

                        Rather, the pagan festival of the “Birth of the Unconquered Son” instituted by
                        the Roman Emperor Aurelian on 25 December 274, was almost certainly an attempt
                        to create a pagan alternative to a date that was already of some significance to
                        Roman Christians. Thus the “pagan origins of Christmas” is a myth without
                        historical substance.

                        A Mistake

                        The idea that the date was taken from the pagans goes back to two scholars from
                        the late seventeenth and early eighteenth centuries. Paul Ernst Jablonski, a
                        German Protestant, wished to show that the celebration of Christ’s birth on
                        December 25th was one of the many “paganizations” of Christianity that the
                        Church of the fourth century embraced, as one of many “degenerations” that
                        transformed pure apostolic Christianity into Catholicism. Dom Jean Hardouin, a
                        Benedictine monk, tried to show that the Catholic Church adopted pagan festivals
                        for Christian purposes without paganizing the gospel.

                        In the Julian calendar, created in 45 B.C. under Julius Caesar, the winter
                        solstice fell on December 25th, and it therefore seemed obvious to Jablonski and
                        Hardouin that the day must have had a pagan significance before it had a
                        Christian one. But in fact, the date had no religious significance in the Roman
                        pagan festal calendar before Aurelian’s time, nor did the cult of the sun play a
                        prominent role in Rome before him.

                        There were two temples of the sun in Rome, one of which (maintained by the clan
                        into which Aurelian was born or adopted) celebrated its dedication festival on
                        August 9th, the other of which celebrated its dedication festival on August
                        28th. But both of these cults fell into neglect in the second century, when
                        eastern cults of the sun, such as Mithraism, began to win a following in Rome.
                        And in any case, none of these cults, old or new, had festivals associated with
                        solstices or equinoxes.

                        As things actually happened, Aurelian, who ruled from 270 until his
                        assassination in 275, was hostile to Christianity and appears to have promoted
                        the establishment of the festival of the “Birth of the Unconquered Sun” as a
                        device to unify the various pagan cults of the Roman Empire around a
                        commemoration of the annual “rebirth” of the sun. He led an empire that appeared
                        to be collapsing in the face of internal unrest, rebellions in the provinces,
                        economic decay, and repeated attacks from German tribes to the north and the
                        Persian Empire to the east.

                        In creating the new feast, he intended the beginning of the lengthening of the
                        daylight, and the arresting of the lengthening of darkness, on December 25th to
                        be a symbol of the hoped-for “rebirth,” or perpetual rejuvenation, of the Roman
                        Empire, resulting from the maintenance of the worship of the gods whose tutelage
                        (the Romans thought) had brought Rome to greatness and world-rule. If it
                        co-opted the Christian celebration, so much the better.

                        A By-Product

                        It is true that the first evidence of Christians celebrating December 25th as
                        the date of the Lord’s nativity comes from Rome some years after Aurelian, in
                        A.D. 336, but there is evidence from both the Greek East and the Latin West that
                        Christians attempted to figure out the date of Christ’s birth long before they
                        began to celebrate it liturgically, even in the second and third centuries. The
                        evidence indicates, in fact, that the attribution of the date of December 25th
                        was a by-product of attempts to determine when to celebrate his death and
                        resurrection.

                        How did this happen? There is a seeming contradiction between the date of the
                        Lord’s death as given in the synoptic Gospels and in John’s Gospel. The
                        synoptics would appear to place it on Passover Day (after the Lord had
                        celebrated the Passover Meal on the preceding evening), and John on the Eve of
                        Passover, just when the Passover lambs were being slaughtered in the Jerusalem
                        Temple for the feast that was to ensue after sunset on that day.

                        Solving this problem involves answering the question of whether the Lord’s Last
                        Supper was a Passover Meal, or a meal celebrated a day earlier, which we cannot
                        enter into here. Suffice it to say that the early Church followed John rather
                        than the synoptics, and thus believed that Christ’s death would have taken place
                        on 14 Nisan, according to the Jewish lunar calendar. (Modern scholars agree, by
                        the way, that the death of Christ could have taken place only in A.D. 30 or 33,
                        as those two are the only years of that time when the eve of Passover could have
                        fallen on a Friday, the possibilities being either 7 April 30 or 3 April 33.)

                        However, as the early Church was forcibly separated from Judaism, it entered
                        into a world with different calendars, and had to devise its own time to
                        celebrate the Lord’s Passion, not least so as to be independent of the rabbinic
                        calculations of the date of Passover. Also, since the Jewish calendar was a
                        lunar calendar consisting of twelve months of thirty days each, every few years
                        a thirteenth month had to be added by a decree of the Sanhedrin to keep the
                        calendar in synchronization with the equinoxes and solstices, as well as to
                        prevent the seasons from “straying” into inappropriate months.

                        Apart from the difficulty Christians would have had in following—or perhaps even
                        being accurately informed about—the dating of Passover in any given year, to
                        follow a lunar calendar of their own devising would have set them at odds with
                        both Jews and pagans, and very likely embroiled them in endless disputes among
                        themselves. (The second century saw severe disputes about whether Pascha had
                        always to fall on a Sunday or on whatever weekday followed two days after 14
                        Artemision/Nisan, but to have followed a lunar calendar would have made such
                        problems much worse.)

                        These difficulties played out in different ways among the Greek Christians in
                        the eastern part of the empire and the Latin Christians in the western part of
                        it. Greek Christians seem to have wanted to find a date equivalent to 14 Nisan
                        in their own solar calendar, and since Nisan was the month in which the spring
                        equinox occurred, they chose the 14th day of Artemision, the month in which the
                        spring equinox invariably fell in their own calendar. Around A.D. 300, the Greek
                        calendar was superseded by the Roman calendar, and since the dates of the
                        beginnings and endings of the months in these two systems did not coincide, 14
                        Artemision became April 6th.

                        In contrast, second-century Latin Christians in Rome and North Africa appear to
                        have desired to establish the historical date on which the Lord Jesus died. By
                        the time of Tertullian they had concluded that he died on Friday, 25 March 29.
                        (As an aside, I will note that this is impossible: 25 March 29 was not a Friday,
                        and Passover Eve in A.D. 29 did not fall on a Friday and was not on March 25th,
                        or in March at all.)

                        Integral Age

                        So in the East we have April 6th, in the West, M
                        • Gość: Asia Kolejne bzdury Palnicka: IP: *.245.114.28.Dial1.SanJose1.Level3.net 29.12.05, 01:07
                          Boze Narodzenie bylo obchodzone conajmniej w III wieku. Nawet najwieksi
                          propagandysci marksistowscy nie sugerowali w tym czasie "krwawej walki"
                          chrzescijanstwa z innymi religiami, pomijajac rozszarpywanie niewinnych ludzi
                          przez bestie na Forum Romanum. Teraz podobne bestie buszuja na tym forum.

                          "Walka między tymi religiami była zażarta i krwawa. Chrześcijaństwo nie cofało
                          się nawet przed najokrutniejszymi czynami, siłą
                          zdobywało wyznawców Mitry, a co najważniejsze, przejęło dzień 25 grudnia –
                          dzień narodzin Mitry, jako obchodzone obecnie
                          Boże Narodzenie."
                          • Gość: Asia Re: Kolejne bzdury Palnicka: IP: *.245.116.255.Dial1.SanJose1.Level3.net 29.12.05, 06:29
                            Palnick jest typowym przykladem rozwodnionego myslenia ktore on nazywa
                            racjonalizmem a inni cwiercinteligencja.

                            Dotychczas zaden z szanujacych sie historykow nie zauwazyl ZADNEGO
                            zwiazku miedzy mitraizmem a chrzescijanstwem. Palnick przytacza dowody
                            ze troche wiedzy jest zawsze szkodliwe. Tutaj cos w oparciu
                            o dane historykow a nie pisemek propagandowych:

                            tektonics.org/copycat/mithra.html
                            • Gość: Asia Re: Kolejne bzdury Palnicka: IP: *.245.116.255.Dial1.SanJose1.Level3.net 29.12.05, 07:06
                              Przyklady:

                              1. Mitra nie urodzila dziewica tylko urodzil sie ze skaly. Pasterze, owszem
                              byli ale pomagali mu sie wydostac ze skaly i dali mu owoce (a bylo to jak
                              wiecie rozumiecie 25 grudnia).

                              2. Ponoc Mitra byl zwany "mistrzem" ale nie wiadomo czy czegos uczyl bo nie
                              ma zadnych zapiskow. A wiadomo ze Persowie pisac umieli i chrzescijanstwo
                              nigdy nie opanowalo Persji czy Indii zeby zniszczyc te literature jakby chcial
                              Palnick. Wiec byl mistrzem czy nie byl? Jesli byl to czego uczyl?

                              3. Nigdzie nie ma ze Mitra mial 12 uczniow. Iranski Mitra mial jednego
                              towarzysza (Veruna). Rzymski mial dwie podobizny z pochodnia: Cautes i
                              Cautopatres. Mial tez zwierzecych towarzyszy: weza, psa, lwa i skorpiona
                              ale nie bylo ich 12.

                              4. Co do pogrzebu i zmartwychwstania Mitry: nie ma nawet dowodow ze kiedykolwiek
                              umarl!

                              5. Podobno gdzies na kosciele jest jego rzezba jak zabil byka jadac na nim tylem.

                              No coz to moze byc prawda ale co to ma wspolnego z chrzescijanstwem.

                              Nie wiem dlaczego ludzie na forum marnuja tyle czasu zeby bredzic?
                              Zreszta niektore gazety tez balamuca jakoby gmina zydowska odkupila kamienice
                              w Wadowicach i dala Polakom ktorzy juz masowo dziekowali na tym forum
                              i bili sie w piersi jacy jestesmy jak te marne robaki. Przyznam sie ze
                              to wszystko wyglada mi na dosyc celowa robote: a moze sie przyklei!!!
                              • palnick Majaki Asi. 29.12.05, 09:02
                                Gość portalu: Asia napisał(a):

                                > Przyklady:
                                >
                                > 1. Mitra nie urodzila dziewica tylko urodzil sie ze skaly. Pasterze, owszem
                                > byli ale pomagali mu sie wydostac ze skaly i dali mu owoce (a bylo to jak
                                > wiecie rozumiecie 25 grudnia).
                                ----------
                                Dziewica, skała, piana morska - kogo to obchodzi. To zwykłe baśnie, których
                                celem jest przedstawienia pozaludzkiego rodowodu danej postaci literackiej aby
                                mogła pretendować do miana boga, syna bożego etc.
                                25 grudnia jest datą urodzin całych tuzinów bożków związanych z kultrm światła,
                                światłości, zwycięstwa nad ciemnością itp. :-)
                                ---------
                                > 2. Ponoc Mitra byl zwany "mistrzem" ale nie wiadomo czy czegos uczyl bo nie
                                > ma zadnych zapiskow. A wiadomo ze Persowie pisac umieli i chrzescijanstwo
                                > nigdy nie opanowalo Persji czy Indii zeby zniszczyc te literature jakby chcial
                                > Palnick. Wiec byl mistrzem czy nie byl? Jesli byl to czego uczyl?
                                ----------
                                Żaden współczesny mu historyk nie odnotował osoby o imieniu Jezus za którą
                                biegały tłumy wyznawców, który konflitował się z kapłanami świątyni, wskrzeszał
                                umarłych, uzdrawiał ślepców i chorych na trond, mnozył w tysiące kilka chlebów
                                i butli wina. Więc istniał w rzeczywistości? A jeżeli tak to jaki był ten
                                człowiek naprawdę?
                                ----------
                                > 3. Nigdzie nie ma ze Mitra mial 12 uczniow. Iranski Mitra mial jednego
                                > towarzysza (Veruna). Rzymski mial dwie podobizny z pochodnia: Cautes i
                                > Cautopatres. Mial tez zwierzecych towarzyszy: weza, psa, lwa i skorpiona
                                > ale nie bylo ich 12.
                                ----------
                                NT podaje, że Jezus miał 12 apostołów ale wymienia 13. Jest jeszcze Maria
                                Magdalena.
                                ----------
                                > 4. Co do pogrzebu i zmartwychwstania Mitry: nie ma nawet dowodow ze
                                kiedykolwiek umarl!
                                ---------
                                Co do śmierci na krzyżu i zmartwychstania Jezusa nie ma najmniejszych dowodów,
                                że miało to miejsce naprawdę :)
                                ---------
                          • palnick Re: Kolejne bzdury Palnicka: 29.12.05, 08:23
                            Gość portalu: Asia napisał(a):

                            > Boze Narodzenie bylo obchodzone conajmniej w III wieku. Nawet najwieksi
                            > propagandysci marksistowscy nie sugerowali w tym czasie "krwawej walki"
                            > chrzescijanstwa z innymi religiami, pomijajac rozszarpywanie niewinnych ludzi
                            > przez bestie na Forum Romanum. Teraz podobne bestie buszuja na tym forum.
                            >
                            > "Walka między tymi religiami była zażarta i krwawa. Chrześcijaństwo nie cofało
                            > się nawet przed najokrutniejszymi czynami, siłą
                            > zdobywało wyznawców Mitry, a co najważniejsze, przejęło dzień 25 grudnia –
                            > ;
                            > dzień narodzin Mitry, jako obchodzone obecnie
                            > Boże Narodzenie."
                            -------
                            www.geocities.com/judaizm_humanistyczny/boe.htm
                            • Gość: Asia Wyszlo szydlo z worka IP: *.245.117.134.Dial1.SanJose1.Level3.net 29.12.05, 17:56
                              Palnick, starszy brat w wierze opiera sie na
                              judaistyczno-humanistycznych zrodlach.
                              • palnick Re: Wyszlo szydlo z worka 29.12.05, 20:12
                                Gość portalu: Asia napisał(a):

                                > Palnick, starszy brat w wierze opiera sie na judaistyczno-humanistycznych
                                zrodlach.
                                --------
                                Brak argumentów prowadzi u niektórych prostaków do konkluzji jak wyżej :-)
                                • palnick Matactwa KK 02.01.06, 16:43
                                  Jak katolicyzm zaczął być systemem i jakich dopuścil się krętactw:

                                  -póki zyli apostołowie Kościół trzymał sie nauk Jezusa,potem tajemnica
                                  nieprawości zaczęła powoli działać

                                  -lata 321-380 -zmiana dekalogu, usunięto II przykazanie zabraniające kultu
                                  wizerunków. Kościół tłumaczy to tylko symbolami, ale poganie którzy czcili
                                  symbole byli nazywani barbarzyńcami a ich praktyki bałwochwalstwem. Liczba
                                  przykazań sie zgadza bo z ostatniego zrobiono dwa.

                                  -zmiana swiętowania -niedziela zamiast soboty venerabili die Solis i Konstantyn
                                  Wielki, synod w Orleanie z 538,represje za papy Grzegorza I od roku 595
                                  /prorok David mówił: będzie zamierzał zmieniać czasy i Prawo/

                                  -431 -początek kultu Maryjnego /od soboru w Efezie/to znaczy ze matka urodziła
                                  Maryje w sposób nadrzyrodzony więc Jezus nie jest jedynym/ Dogmat o
                                  wniebowzięciu maryjnym oglosił 54 lata temu papa PIUS XII.

                                  -508-władze świeckie podlegają kościołowi kosciół podporządkował sobie całą
                                  Europę Zachodnia /od Chlodwiga się zaczęło/a Biblia związek władzy świeckiej z
                                  Kościołem nazywa "nierządem"

                                  -538r-wywyższenie biskupa Rzymu /dekret cesarza Justyniana/

                                  -593r.-papa Grzegorz wymyślił i wprowadził w życie naukę o czyścu zaczęła sie
                                  wiec komercja na całego-sprzedaż odpuszczenia grzechów/apogeum handlu to już
                                  reformacja zapoczątkowana przez Lutra.

                                  -ok.600r-pośrednictwo Maryi i innych swietych,
                                  Jezus nakazywał modlić sie do Boga, kościół wymyślił pośredników, bo na tym
                                  można też zarobić.
                                  -wprowadzenie łaciny jako języka liturgicznego /a po co mówić tak zeby wierni
                                  rozumieli?/

                                  -709r-wprowadzenie całowania nóg papy /usankcjonowanie pogańskiego zwyczaju/

                                  -1079r.-wprowadzenie celibatu /ewidentne łamanie prawa naturalnego i BIBLII,
                                  ale jak jest zona i dzieci to jest wydatek a chodzi o powiekszanie dóbr a nie
                                  uszczuplenie/

                                  -1163r-początek inkwizycji-władze świeckie mają więzić wszystkich, których
                                  kościół uzna za heretyków, konfiskata majątkow a kasa do podziału więcej kasy
                                  to więcej uznanych za heretyków-matematyka nie historia

                                  -1200r-zmiana formy chrztu przedtem chrzczono tyklo dorosłych zeby wiedział i
                                  rozumiał zasady wiary niemowle nie spełnia tego warunku z oczywistych względów

                                  -1215-spowiedz i hostia sobór laterański ustanowił spowiedz uszną /po co,
                                  wystarczy pomyślec,jeśli się potrafi/
                                  zdefiniowanie zasady transsubstancjacji i co za tym idzie w bardzo uproszczonym
                                  toku myślenia oddawanie hostii takiej samej czci jak bogu.

                                  -1229r-zakaz czytania Biblii - księga ta znalazla się na indeksie kościelnym :)

                                  -1252r.-wprowadzenie tortur /bulla AD extripanda / wobec heretyków tortury,
                                  głód ,miażdżenie kośći, palców, głowy, oślepianie itp

                                  -1414r-zmiana komunii - tylko w postaci "ciala" dla plebsu. Księża dalej
                                  popijają "krew".

                                  -1545r.-wywyższenie tradycji/trydencki-ludzkie tradycje są takim samym
                                  autorytetem jak Pismo Swięte, dokonywanie poprawek w biblii.

                                  -1870-nieomylność papieza. Kazdy człowiek sie myli tylko Bog jest nieomylny ale
                                  co to kogo obchodzi odstępcza moc jest nazwana w Biblii gr.antichristos

    • palnick W to można najwyżej wierzyć :) 29.12.05, 10:17
      Taki Bóg jak w Biblii, który najpierw stwarza super skomplikowany ogromny
      piękny wszechświat a potem z nudów wybiera sobie plemię nomadów, każe mu
      wędrować przez pustynię, zbudować sobie świątynię i arkę, wymyśla różne istotne
      i mniej istotne przepisy, przy okazji niszcząc ludzkość (potop), burząc miasta
      (Sodoma i Gomora), dokonując masakr (pierworodni w Egipcie)istnieć nie może. To
      raczej baśniowe rojenie plemion pasterskich porażonych słońcem pustyni.
      Potem w celu przebłagania samego siebie za niegodziwość ludzi wysyła na ziemię
      część siebie (1/3 dokładnie)jako syna bożego. Zabija go poprzez ukrzyżowanie,
      wskrzesza a wszystko to niczego wśród ludzi nie zmienia. Najśmieszniejsze, że
      tego wielokrotnego mordercę i częściowego samobójcę określa się jako istotę
      wszechmiłosierną :-)
      Jeśli istnieje Bóg to raczej jako jakaś bezosobowa energia.
      • Gość: Asia Re: W to można najwyżej wierzyć :) IP: *.245.117.134.Dial1.SanJose1.Level3.net 29.12.05, 17:58
        > Najśmieszniejsze, że
        >tego wielokrotnego mordercę i częściowego samobójcę określa się jako istotę
        >wszechmiłosierną :-)

        Milosierdzie Boga polega na daniu ci prawa do wiecznego zycia.
        • palnick Re: W to można najwyżej wierzyć :) 29.12.05, 20:14
          Gość portalu: Asia napisał(a):

          > > Najśmieszniejsze, że
          > >tego wielokrotnego mordercę i częściowego samobójcę określa się jako istotę
          wszechmiłosierną :-)
          ----
          > Milosierdzie Boga polega na daniu ci prawa do wiecznego zycia.
          ----
          Cudownie! A co oferują inne postacie baśniowe?
          • Gość: miesiekido Re: W to można najwyżej wierzyć :) IP: 80.54.28.* 30.12.05, 11:15
            Im dłużej śledzę tę dyskusję dochodzę do wniosku że głupota jest wprost
            proporcjonalna do wykształcenia .
            • palnick Re: W to można najwyżej wierzyć :) 30.12.05, 21:57
              Gość portalu: miesiekido napisał(a):

              > Im dłużej śledzę tę dyskusję dochodzę do wniosku że głupota jest wprost
              > proporcjonalna do wykształcenia .
              ------------
              Uzasadnij :)
              • Gość: miesiekido Re: W to można najwyżej wierzyć :) IP: 80.54.28.* 31.12.05, 19:42
                mniej wykształcony w związku z tym że mniej bredzi mniej głupot wygaduje a im
                wyżej tym ...Coś jeszcze niedoszły kanoniku ?
                • palnick Re: W to można najwyżej wierzyć :) 31.12.05, 21:10
                  Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                  > mniej wykształcony w związku z tym że mniej bredzi mniej głupot wygaduje a im
                  > wyżej tym ...Coś jeszcze niedoszły kanoniku ?
                  -------
                  Jest odwrotnie ...niewolniku baśni :)
                  • Gość: miesiekido Re: W to można najwyżej wierzyć :) IP: 80.54.28.* 01.01.06, 13:18
                    Nie jestem niewolnikiem "baśni" jak ty to określasz , jestem wolnym
                    chrześcijanem z własnego wyboru i nieprzymuszonej woli choć nie pozostaję w
                    związku z żadnym wyznaniem .Ale nie jestem też złodziejem nadziei.Tym co wierzą
                    być może tylko nadzieja z wiary pozostaje a ci którzy chcą ich od wiary
                    odwracać , za wszelką cenę udawadniać że inni się mylą są takimi
                    złodziejami .Być może odebrać komukolwiek wiarę oznacza odebranie sensu
                    życia .Czy masz do tego prawo ?
                    • palnick Re: W to można najwyżej wierzyć :) 01.01.06, 15:02
                      Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                      > Nie jestem niewolnikiem "baśni" jak ty to określasz , jestem wolnym
                      > chrześcijanem z własnego wyboru i nieprzymuszonej woli choć nie pozostaję w
                      > związku z żadnym wyznaniem .Ale nie jestem też złodziejem nadziei.Tym co
                      > wierzą być może tylko nadzieja z wiary pozostaje a ci którzy chcą ich od
                      > wiary odwracać , za wszelką cenę udawadniać że inni się mylą są takimi
                      > złodziejami .Być może odebrać komukolwiek wiarę oznacza odebranie sensu
                      > życia .Czy masz do tego prawo ?
                      --------
                      Czy nie uważasz, że oferowanie człowiekowi nadziei za pieniądze jest złem?
                      Wiem, że są ludzie którzy borykają się z problemami egzystencjalnymi, ponieważ
                      nie mają siły brać życia jakim jest. Dla nich wiara jest swego rodzaju terapią,
                      lekiem na całe zło. W porządku.
                      Jest jednak wielu ludzi, potencjalnie mogących wyrwać się z tego zaklętego
                      kręgu, obudzić świadomość, krytyczne myślenie i znaleźć w tej wolności
                      połączonej z odpowiedzialnością za siebie i innych - prawdziwe szczęście.
                      Nie zamierzam nikogo odwracać od wiary, kraść mu nadziei. To co piszę jest
                      rodzajem oferty dla ludzi, którzy nie potrzebują terapii religijnej a nie do
                      końca zdają sobie z tego sprawę.
                      • Gość: miesiekido Re: W to można najwyżej wierzyć :) IP: 80.54.28.* 02.01.06, 16:33
                        Oczywiście że nadzieja za pieniądze to nie jest dobro.Ale to zupełnie inny
                        temat- wiara a herarchie , dogmaty, odstępstwa itp.Jeżeli chcesz wiedzieć to
                        przyznaję że właśnie dlatego nie należę do żadnego " kościoła" - czy wyznania
                        jak kto woli inerpretować.Dla mnie to nie terapia to sposób życia i
                        interpretacji tego świata w dążeniu do zrozumienia sensu i celu życia.Opierasz
                        się w swoich wywodach na filozofiach i filozofach Gadammera czy Jaspera czy
                        innych , sam pewnie jesteś filozofem no i dobrze.Tylko że ja szukam żeby
                        zrozumieć , czy interpretować a ty wypowiadasz się w sposób dogmatyczny.
                        Dlatego często odbieram twoje wywody jako przesłanie - każdy kto myśli inaczej
                        jest w błędzie ! Czy też masz klauzulę nieomylności jak papież ?
                        I jeszcze małe ale ...
                        Są pewne żeczy albo zdarzenia z mojego życia które każą mi myśleć że istnieje
                        coś więcej niż doczesne życie.Nigdy nikomu o tym nie mówiłem lecz muszę się
                        przyznać że też byłem jako młody człowiek buntowniczy , wątpiący , opierający
                        się tylko na namacalnym, obiektywnym i zbadanym.
                        • palnick Re: W to można najwyżej wierzyć :) 02.01.06, 16:47
                          Dla uporządkowanie komunikacji miedzy nami przejdźmy do wyjaśnienia istoty
                          pewnych pojęć.

                          Religia i religijność. Religia oznacza relację człowieka z sacrum i boskością,
                          a wyraża się poprzez: 1) wiarę w elementy (na ogół: dogmaty) jej doktryny; 2)
                          czynności związane z kultem; 3) zorganizowanie na płaszczyźnie społecznej
                          (kościół, wspólnota religijna); 4) religijność indywidualną (mistyka); 5) chęci
                          zbliżenia do sacrum towarzyszy zarazem system pewnych tabu.

                          Ateizm, od greckiego atheos znaczy 'bez boga'. Bezbożność jest zatem zasadniczą
                          treścią pojęcia ateizm. To że treść ta bywa często utożsamiana z
                          niereligijnością wynika z tego, że bezbożnicy na ogół byli również ludźmi
                          niereligijnymi, materialistami. Nie przesądza to jednak, że ateista nie może
                          być człowiekiem religijnym, nastawionym na transcendencję, nadprzyrodzoność,
                          myślenie magiczne, kult, sacrum; i nie jest to bynajmniej wyłącznie domeną
                          czasów współczesnych, że spotykamy religijnych ateistów. Jakkolwiek jest to
                          nieczęste, jednak się zdarza.

                          Co jest mi bliskie? Racjonalizm, humanizm i w jakimś zakresie buddyzm.

                          Buddyści mówią o naukach Buddy po prostu Nauka. Nie ma w niej dogmatów w które
                          trzeba wierzyć bo nie sa weryfikowalne lub sprzeczne z logiką. Buddyzm
                          porównywany jest do systemu filozoficznego lub psychologii ale sami buddyści
                          twierdzą, że oba porównania nie wyczerpują całkowicie jego istoty.

                          Zobacz jak sam budda o tym mówi:

                          "Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas
                          obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi
                          od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny
                          to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że
                          jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że
                          brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za
                          zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po
                          długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym"

                          Teraz możemy rozmawiać ;)
                          • Gość: miesiekido Re: hmm 2 IP: 80.54.28.* 02.01.06, 17:48
                            No widzisz i już interpretuję inaczej - " nie wierzcie w to co inni .. itp "
                            To jak mogę uwierzyć i w słowa Buddy ? To się zaprzecza samo w sobie czyli
                            wracamy do "wiem że nic niewiem"
                            • tempus Re: hmm 2 03.01.06, 05:46
                              Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                              > No widzisz i już interpretuję inaczej - " nie wierzcie w to co inni .. itp "
                              > To jak mogę uwierzyć i w słowa Buddy ? To się zaprzecza samo w sobie czyli
                              > wracamy do "wiem że nic niewiem"

                              Nie rozumiesz o co chodzi. Po prostu używaj swojego rozumu!!!
                              • Gość: miesiekido Re: hmm 2 IP: 80.54.28.* 03.01.06, 11:22
                                właśnie to robię - skoro ktoś mówi nie wierz nikomu , niczemu więc natychmiast
                                przestaje wierzyć i jemu . Logo nie ?
                                • palnick Re: hmm 2 05.05.06, 16:07
                                  Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                                  > właśnie to robię - skoro ktoś mówi nie wierz nikomu , niczemu więc
                                  natychmiast przestaje wierzyć i jemu . Logo nie ?
                                  ------
                                  Dalej nie łapiesz. Przeczytaj to jeszcze raz.
    • palnick Kilka pytań do chrzescijan - zwlaszcza katolików. 01.01.06, 16:41
      Powiedzcie jak poslugujac się logiką i doswiadczeniem wyjasnić takie ciekawe
      zagadnienia jak:

      1.Genezę i trwanie grzechu pierworodnego - tego naznaczenia przestępstwem
      wszystkich nowo narodzonych. Toż przecież rabi Jeszua częściowo zginąl na krzyżu
      po to, zeby "odkupic" ten grzech. Nie udalo się? Za malo cierpial?

      2.Sens śmierci na krzyżu boga zywego w 1/3 calosci - część: "syn bozy". Jak to
      mozliwe, że dobry "trójjedyny" bóg zamordowal w mękach swoją część po to, żeby
      przed soba samym odkupić grzechy ludzi? Czy ten wszech-genialny twór nie mógl
      znaleźć logiczniejszego i bardziel milosiernego sposobu?

      3.Rabi Jeszua mówil, że przyszedl odnowić Zakon. Jak to mozliwe, że ni z gruchy
      ni z pietruchy św. Pawel (geniusz marketingowy) a potem sobór nicejski (Turcja)
      uznal go za część Jahwe? Jeszua nic takiego nie mówil! Byl prawowiernym Żydem.

      4.Jak to naprawdę bylo ze "zmartwychwstaniem" i dlaczego jest tyle
      niekonsekwencji w ewangeliach w tej sprawie? To powoduje, ze ta baśń jest tylko
      baśnią.

      5. Jak tlumaczyć masę niekonsekwencji logicznych, co do czasu i miejsca
      zdarzeń w NT, w tych momentach, kiedy na silę ewangeliści próbuja wykazać
      spelnianie sie proroctw ST w sprawie mesjasza? Po co potrzebny by
      ten "certyfikat" rabiemu J.? Dlaczego NT jest w bardzo wielu miejscach
      plagiatem starotestamentowych psalmów?

      6. Skad tyle zapozyczeń z religii bliskowschodnich i tradycji greckich w
      opisach "dzialań" Rabiego J.?

      7. Dlaczego żadne inne źródla (poza NT), żródla historyczne nie potwierdzają
      dokonywanych przez rabiego Jeszuę "cudów"? Wyobraźcie sobie, że nagle ktos
      dzisiaj karmi 5000 ludzi paroma chlebami i butelkami wina, wskrzesza umarlego,
      leczy slepca i co tam jeszcze chcecie. Toż to bylby head line w każdej stacji!!!
      Żaden uczciwy historyk nie móglby pominać takich dokonań rabiego J. - gdyby to
      byla prawda.

      8. Skad wywiedziono (b. późno wprowadzony, dla ochrony kasy kosciola) celibat
      księży? Czyzby bóg oczekiwal kwestionowania celu stworzenia?

      9. Kto byl pierwszym papieżem? Jakub czy Kefas? Skąd pochodzą i jakie sa dowody
      na pobyt Kefasa w Rzymie?

      10. Jak wyjaśnia sie dzieworództwo Miriam? Skąd pomysl o dziewictwie? Wedlug
      nauki Jeszua musialby być w takiej sytuacji kobietą!

      11. Po co komu i jak uzasadniane jes "wniebowzięcie Miriam". Tego nie ma w NT!

      Jestem ciekaw odpowiedzi.
      To wszystko sprawia, że chrześcijaństwo, poczęte przez Pawla w aurze oszustwa i
      baśniowego bredzenia nie zasluguje na szacunek ludzi myslących.


      • Gość: miesiekido Re: hmm IP: 80.54.28.* 02.01.06, 17:14
        at.1 jak zawsze interpretacja zmienna , potem dogmat.Ja uważam że zrobił swoje.
        at.2 czy obce ci pojęcie że nie ma "ojca bez potomstwa" .Zapewne mógł ale wybór
        należał do syna - człowieka .Ludzie ludziom zgotowali ten los ?
        AT.3Każdy kto w Boga wierzy jest jego częścią .Jako człowiek Jezus był jednym z
        nas - ludzi.(musi Judaszów było więcej )
        at.4 .jakna prawdę było tego nie wie nikt nie było wtedy monitoringu nie da się
        odtworzyć kto chce to uwierzy kto nie to nie - wybór należy do ciebie.
        at.5 widocznie juz wtedy potrzebne były listy polecające a paszportów ani
        dowodów nie było a nie robiono badań genetycznych zatem była potrzeba oprcia
        się na pismach .Czyżbyś nie opierał się na innych spisanych filozofiach
        będącymi często plagiatami innych z póżniejszymi zmiankami.
        At6.Wynika z tego że to nie było ani w Poznaniu ani krakowie tylko na bliskim
        wschodzie .
        At7.Czy znasz uczciwych historyków - przecież wszyscy doskonale wiedzą że
        prawda historyczna jest zawsze elastyczna w zależności od potrzeb.Nie znasz
        tego z naszej historii współczesnej ? Tylko czrnych dziur i białych plam nie da
        się do końca wyjaśnić a może się mylę ?
        at.8 To co później wprowadzili "Judasze " wiąże się z tym że to był koniec
        pierwotnego kościoła.
        at.9 Ja myślę że tę otoczkę wprowadzono później j/w
        At.10 To też już w drodze manipulacji j/w
        To nie oznacza że wszystkie przekręty są akceptowane przez wierzących .
      • supaari Ślepyś czy masz sklerozę? 03.01.06, 02:29
        Zerknij tu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23487584&a=23602904
        ... i na następne (oraz wcześniejszy - chyba dokładnie taki, jak ten, na który
        odpowiadam) wpisy w owej gałęzi.
        A najchętniej zwóciłbym Ci po raz kolejny uwagę, że nie rozumiesz słów, którymi
        się posługujesz (np. "plagiat" w poście otwierającym wątek). I jeszcze na to,
        że się powtarzasz...
        Jak nie chcesz, żebym się czepiał, to mi napisz "Goń się!", bedzie to "Strach,
        brak argumentów, agresja - klasyczna trójca katolicka" (patrz
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=33943985&a=33975813)
        Może nawet posłucham...
        • palnick Re: Ślepyś czy masz sklerozę? :) 03.01.06, 20:21
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23487584&a=23610712
          • supaari Tu l'as voulu, Georges Dandin 04.01.06, 19:04
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23487584&a=23660557
            Myślałem, że odrobiłeś lekcje i chociaż poprawiłeś te brednie o winie... Ale
            gdzie tam!
        • palnick Re: Ślepyś czy masz sklerozę? 12.01.06, 02:35
          Moja najlepsza rada dla każdego, kto chce wychować szczęśliwe, zdrowe na umyśle
          dziecko: trzymajcie ją czy też jego jak najdalej od kościoła. Jeśli tylko
          zbliżycie się z dzieckiem do jakiegokolwiek kościoła, popadniecie w tarapaty.
          Pomysł by budować całą tę desperacką socjologię na pomyśle, że istnieje Facet w
          Chmurach, który ma Wielką Księgę, który wie, czy jesteście źli czy dobrzy, i
          którego to obchodzi - budować to wszystko na tym, ludzie, to przecież myślenie
          godne szympansa.
          Jeśli o mnie chodzi, to każdy, kto odczuwa potrzebę przynależności do jakiejś
          religii, ma do tego prawo. Popieram to. Jednak byłbym wdzięczny, gdyby ludzie
          ci okazali więcej szacunku tym, którzy nie podzielają ich poglądów, religijnego
          entuzjazmu i wiary w nekroegzystencję.
          Zastanówcie się przez chwilę nad regułami chrześcijaństwa. Co zjadł Adam, a
          czego nie powinien był zjeść?. To nie było zwykłe jabłko - to był owoc z Drzewa
          Wiadomości Dobrego i Złego.
          Podtekst? "Jak będziesz chciał być za mądry, to ci tak wpie.., że się nie
          pozbierasz" - mówi Pan. Bóg jest najmądrzejszy i nie życzy sobie żadnej
          konkurencji.
          • supaari Re: Ślepyś czy masz sklerozę? 12.01.06, 09:12
            palnick napisał:

            > Moja najlepsza rada dla każdego, kto chce wychować szczęśliwe, zdrowe na
            umyśle
            >
            > dziecko: trzymajcie ją czy też jego jak najdalej od kościoła. Jeśli tylko
            > zbliżycie się z dzieckiem do jakiegokolwiek kościoła, popadniecie w tarapaty.
            > Pomysł by budować całą tę desperacką socjologię na pomyśle, że istnieje Facet
            w
            >
            > Chmurach, który ma Wielką Księgę, który wie, czy jesteście źli czy dobrzy, i
            > którego to obchodzi - budować to wszystko na tym, ludzie, to przecież
            myślenie
            > godne szympansa.
            > Jeśli o mnie chodzi, to każdy, kto odczuwa potrzebę przynależności do jakiejś
            > religii, ma do tego prawo. Popieram to. Jednak byłbym wdzięczny, gdyby ludzie
            > ci okazali więcej szacunku tym, którzy nie podzielają ich poglądów,
            religijnego
            >
            > entuzjazmu i wiary w nekroegzystencję.
            > Zastanówcie się przez chwilę nad regułami chrześcijaństwa. Co zjadł Adam, a
            > czego nie powinien był zjeść?. To nie było zwykłe jabłko - to był owoc z
            Drzewa
            >
            > Wiadomości Dobrego i Złego.
            > Podtekst? "Jak będziesz chciał być za mądry, to ci tak wpie.., że się nie
            > pozbierasz" - mówi Pan. Bóg jest najmądrzejszy i nie życzy sobie żadnej
            > konkurencji.

            Dziękuję za "najlepszą radę". Jestem wprawdzie trochę rozczarowany, bo miałem
            nadzieję, że ustosunkujesz się do treści postu, na który odpowiadasz, ale
            trudno...
            Chcesz ode mnie jeszcze więcej szacunku? Napisz w jaki sposób miałbym Ci go
            okazać. Na przykład nazywając wieprzem, jak Ty mnie nazwałeś?
            ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=23711454&a=23961321 )
            Historia stworzenia i upadku pierwszych ludzi ma nieco inne znaczenie niż
            napisałeś i nie o karę za poznanie reguł rządzących światem tam chodziło.
            Wcześniej Bóg nakazał ludziom czynić ziemię poddaną. Przyprowadził także do
            Adama wszystkie zwierzęta, a ten je nazwał. Rozróżnienie i nazwanie zwierząt to
            działalność niewiele różiąca się od identyfikacji i nazywania komórek, atomów,
            procesów fizycznych, mechanizmów psychologicznych... Zjedzenie owocu miało
            jednak uczynić ludzi równych Bogu. Nie tylko pod względem mądrości, ale decyzji
            co ma być dobrem, a co złem. Nie uczyniło...
            • Gość: +- Re: Ślepyś czy masz sklerozę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 14:26
              Ustosunkuje ?!?!? Dobre sobie, palnick tylko kopiuje i wkleja. Zeby się
              ustosunkować do czegoś trzeba mieć jakąś wiedzę na dany temat. Jak widać palnic
              nie ma takiej wiedzy o chrzescijanstwie. Szkoda polemiki.
    • edico Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcją 02.01.06, 18:47
      Ojciec Jeshua zwał się Pantera, Pantara bądź też Panthera!
      PRAWDZIWYM ojcem niejakiego Jeshua - był rzymski legionista Tyberiusz Juliusz
      Abdes Panther - pisze już o tym Orygenes w swym dziele "Contra Celsum"-cyt:
      "Maria zostala odrzucona przez jej meża, z zawodu cieślę, po tym jak została
      skazana (uznana winną) za niewierność.
      Wyrzucona przez meża, i tułajaca się
      na pustkowiu w niesławie, wtedy w opuszczeniu urodziła Jezusa z pewnego
      żołnierza Panthery" - dla tego też wśród współczesnych sobie Żydow Jeshua
      nazywany był czesto "ben Miriam" (syn Marii), choć miał prawo do używania
      imienia swego ojczyma (Jozefa), gdyż ten go w końcu uznał (porządny musiał to
      być chłop z tego Józka), lecz Żydzi wytykali mu nie tyle "bękarctwo", co nie
      zgadzali się w ten sposob na wywodzenie swego pochodzenia od rodu króla Dawida,
      a był to jak wiemy warunek do tytulu Mesjasza.

      Informacje te możnaby traktować jako plotkę zawistnych wspołmieszkanców, gdyby
      nie FAKT, że odkryto w Nadrenii w Bigensbruck koło Bingen (w dawnym rzymskim
      forcie Bingium) GROB rzymskiego legionisty Tyberiusza Juliusza Abdes-Panthery,
      pochodzacego z Sydonu w poludniowym Libanie, który to zacny wojak został
      przeniesiony wraz ze swą 1-szą kohortą łucznikow w tamten rejon gdzieś około 9
      r.n.e., zapewne w celu zmocnienia rzymskich garnizonow po klesce Warrusa w
      Teutoburskim Lesie, gdzie Germanie wycieli niemal w pien 3 rzymskie legiony
      (17,18,19) zdobywajac godła tych legionow, co bylo jednym z owych słynnych
      "utrapień" Oktawiana Augusta (pułki o tej numeracji NIGDY już nie zostały
      sformowane, choc Rzymianie odzyskali swe legionowe orły).
      W tejże Nadrenii poczciwy ten żolnierz zmarł w wieku lat 62 po 40 latach słuzby
      w legionach Imperium.
      Na uwagę zasługuje tu fakt posłużenia się przydomkiem Panther, który w tamtych
      czasach był niezmiernie rzadki.

      Reasumujac: ISTNIEJACE źrodła wyraźnie przemawiają za tym, że Maria zaręczona
      z Józefem (zapewne już od niemowlęctwa, bo takie wówczas panowały obyczaje wśród
      Izraelitow), puściła się z rzymskim legionistą z Sydonu Abdes-Pntherem, za co
      groziło jej wedle obyczajów Żydowskich ukamienowanie (sprawcy tego "owoca"
      NIC nie mogły Żydki zrobić, gdyż jako żolnierz i obywatel rzymski znajdował się
      poza ich jurysdykcją) - w tej sytuacji "do akcji" wkroczył Józek, który pomimo
      hańby ożenil się z Miriam i usynowił tego "owoca" - ukręciło to "łeb" całej
      sprawie, ale nie zamkneło pysków ludziom, którzy nazywajac Jeshua - ben Miriam,
      wytykali mu w ten sposob NIEPRAWE pochodzenie......

      To było by na tyle o "tatku" Jeshua. Co do tzw. "nowego dowoda" w postaci urny
      Jakuba, figlarni dziennikarze "zapomnieli dopisać drobny szczegół, który podaje
      Lemair. ,Mmianowicie to, że nie może to być ten fakt ŻADNYM NIEZBITYM dowodem,
      ponieważ w owym czasie w tamtym rejonie żyło CO NAJMNIEJ 20 Jakubów, którzy
      mieli ojca Jozefa oraz brata Jezusa, które to imię jak widać było dość popularne
      w tamtych czesach (a wśród Portoryków jest niezmiernie popularne do dzisiaj).

      Ponadto trzeba jeszcze pamiętać o tym, że w owych czasach okupacji przez
      Cesarstwo Rzymskie Judei i Samarii takich "Jeszu-rewolucjonistów" siało się jak
      grzybków po deszczu, którzy co rusz to pretendowali do tronu mesjanistycznego,
      aby poźniej zawisnąć na krzyżu.

      Sanhedryn zaś tych rewolucjonistów niszczył będąc w pozycji władcy udzielnego
      rządu (marionetkowego) Cesarstwa i na rozkaz Cesarza wszystkie bunty
      antyokupacyjne zwalczał dajac wymagany cynk Cesarzowi, który z kolei wysyłał
      półki i tłumił te rozróby mesjanistyczno-wyzwoleńcze.

      Współpracowali więc jak Judenrat z Gestapo!!!
      PS. Przypomina mi się tutaj podobieństwo takiego duetu jak Miller-Jankowski ;((

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=3355053&a=3367384
      • supaari Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj 03.01.06, 01:27
        Całość "rewelacja"!!!
        A fragment "Sanhedryn [...] wszystkie bunty antyokupacyjne zwalczał dajac
        wymagany cynk Cesarzowi, który z kolei wysyłał półki i tłumił te rozróby
        mesjanistyczno-wyzwoleńcze" rzuca nowe światło na działania Józefa. Nie chcąc
        konkurencyjnych "półek" made in Italy usynowił syna Marii...
        Nie ma to jak naciski ekonomiczne...
        Ech, Edico... naprawdę uważasz, że przydomek "pantera" był tak rzadki wśród
        rzymskich legionistów? I naprawdę uważasz, że pamfleciści nie mogli użyć tak
        prostackich pomysłów?
        I najważniejsze - czy to, co pisał Orygenes było cytatem z Celsusa, czy jego
        oryginalnym twierdzeniem? Wiem, że masz problemy z odróżnieniem cytatów od
        twierdzeń, więc sprawdź, proszę...
        I nigdy nie twierdź, że określiłem twe wywody mianem "rewelacja" bez
        cudzysłowu. OK?
      • Gość: miesiekido Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: 80.54.28.* 03.01.06, 11:39
        A ile odkryć archeologicnych ,okrzyczanych i sławnych okazało się tylko fix-
        ideą mającą na celu wybicie się dla sławy ?
        A jaką mam gwarancję że odkycie takowe nie jest zręczną manipulacją wrogów
        chrześcijaństwa stworzoną na zasadzie powrotu do przeszłości czyli - zabij
        dziadka a okaże się że już nie istniejesz ?
        Gdyby nie KK wielu ateistów nie miało by sensu życia .Ci produkują cuda a
        reszta je demaskuje.Chreścijanin wierzy w Boga a ateista wierzy że go nie
        ma .Zatem i wy ateiści też jesteście wierzący tylko inaczej !

    • Gość: DIVERSE ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.pl / 80.50.77.* 03.01.06, 00:45
      PISAłEM JUż NA POSTACH WYSZłO OKOłO ......

      300-500 NA ZIEMI,
      100.000.000.000 GWIAZD na DRODZE MLECZNEJ
      100.000.000 GALAKTYK (WIęKSZYCH I MNIEJSZYCH OD NASZEJ) =

      X00.000.000.000.000.000.000 ...... A JAKBY BYłO 1/100 Z TEGO TO:

      x000.000.000.000.000.000 WYZNAń/RELIGII/KULTUR

      JAK WOGOLE WIDZIMY CHOCIAż 1% WSZECHSWIATA I 1% WYMIARóW ISTNIENIA ISTOT LUB
      INACZEJ ENERGII WE WSZECHśWIECIE....

      I TA NASZA WIARA JEST COOL!!!!! I JEDYNA PRAWDZIWA..... SPOKO....

      LUDZIE ZACZNIJCIE MYśLEć I POJMOWAć żE CZASEM MOżNA ZADAć PYTANIE WBREW
      PRZYJęTYM WBITYM NA SIłę DO MóZGU ZASADOM !!!!!!

      ISTNIEJE BóG......NAPEWNO, ALE NASZE MóZGI NIE MOGą POJąć TEGO ISTNIENIA.....
      NAWET NIE JESTEśMY W STANIE OPISAć NICZEGO ZWIąZANEGO Z TYM.....

      A CO DOPIERO BAJKI O LUDACH KOCZOWNICZYCH ZAMIESZKUJąCYCH PUSTYNIE W
      NAMIOTACH..... CZEKAM NA ODPOWIEDZI KATOLIKóW

      diverse69@interia.pl



      • supaari Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? 03.01.06, 01:35
        Gość portalu: DIVERSE napisał(a):

        > PISAłEM JUż NA POSTACH WYSZłO OKOłO ......
        >
        > 300-500 NA ZIEMI,
        > 100.000.000.000 GWIAZD na DRODZE MLECZNEJ
        > 100.000.000 GALAKTYK (WIęKSZYCH I MNIEJSZYCH OD NASZEJ) =
        >
        > X00.000.000.000.000.000.000 ...... A JAKBY BYłO 1/100 Z TEGO TO:
        >
        > x000.000.000.000.000.000 WYZNAń/RELIGII/KULTUR
        >
        > JAK WOGOLE WIDZIMY CHOCIAż 1% WSZECHSWIATA I 1% WYMIARóW ISTNIENIA ISTOT LUB
        > INACZEJ ENERGII WE WSZECHśWIECIE....
        >
        > I TA NASZA WIARA JEST COOL!!!!! I JEDYNA PRAWDZIWA..... SPOKO....
        >
        > LUDZIE ZACZNIJCIE MYśLEć I POJMOWAć żE CZASEM MOżNA ZADAć PYTANIE WBREW
        > PRZYJęTYM WBITYM NA SIłę DO MóZGU ZASADOM !!!!!!
        >
        > ISTNIEJE BóG......NAPEWNO, ALE NASZE MóZGI NIE MOGą POJąć TEGO ISTNIENIA.....
        > NAWET NIE JESTEśMY W STANIE OPISAć NICZEGO ZWIąZANEGO Z TYM.....
        >
        > A CO DOPIERO BAJKI O LUDACH KOCZOWNICZYCH ZAMIESZKUJąCYCH PUSTYNIE W
        > NAMIOTACH..... CZEKAM NA ODPOWIEDZI KATOLIKóW
        >
        > diverse69@interia.pl
        >
        >
        >

        Po pierwsze - wyłącz caps-locka, a będziesz miał większe możliwości ekspresji.
        Po drugie - czy w swych wyliczeniach uwzględniłeś wyznania "wymarłe"? Jeśli
        nie, to zawsze możesz to zrobić...
        Po trzecie - czy w swych rachubach traktujesz "katolików" (przepraszam,
        KATOLIKÓW) jako odrębne wyznanie, czy może znasz coś takiego, jak
        chrześcijństwo?
        Po czwarte, po piąte i po szóste też mogę bez problemu wymysleć...
        • Gość: Echo Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 03.01.06, 08:39
          Najpierw musisz udowodnic ze istnieje jakiekolwiek zycie poza Ziemia
          Potem musisz udowodnic ze to jest zycie inteligentne, a dopiero potem porozmawiamy
          o religii. Widzisz, bez inteligencji nie ma religii. Zwierzeta nie wyznaja
          zadnej religii.
          • Gość: DIVERSE Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.pl / 80.50.77.* 03.01.06, 18:57
            i tu się pojawia problem .... tak samo można by powiadzieć że pasowałoby
            najpierw żebyś Ty udowodnił że jezus istniał i był tym kim był.... naprawdę poza
            demagogią i zapiskami z 3-4 wieku naszej ery (tak 400 lat po jego życiu) nie ma
            namacalnego dowodu..... oczywiście będą zachwile krzyki....

            ale chodzi oto że nie można założyć że poza ziemią nie ma życia..... jest tak
            jak jest na ziemi ..... zresztą tylko w naszym układzie słonecznym jest kilka
            planet i komet z atmosferą na których mogłoby ono istnieć....

            a jeśli je znajdziemy te inteligentne formy to jak będzie wygdlądała ideologia
            chrześcijańska ?? przecież nikt nie myślał w testamentach o świecie jak o
            wszechświecie tylko o ziemi.... inne planety to owoc zakazany dla ludzi...

            a prawdopodobienstwo jest takie życie to jak trafienie piłką do kosza z
            odległości bliższej niż metra....

            pozatym która ideologia z ziemskich religii jest ta prawdziwa .... jeśli chodzi
            o liczebność to muzułmanie jeśli o zaciekłość chyba to islam....
            chrześcijaństwo jest jedną z wielu religii po środku..... i czy istnieje jakiś
            dowód że jest to ta jedyna prawdziwa wiara?? a inne są głupie i nieprawdziwe ???
            a dlaczego one są nieprawdziwe ?? bo są inne ?? a skoro tak nie można powiedzieć
            to KK to poprostu bujda ideologiczna stworzona w średniowieczu do kotroli nad
            cesarzami, królami itp......

            a teraz prosiłbym o konkretne argumenty, rzeczowo a nie w stylu: "żebym pisał
            małymi literami....." hehe

            • supaari Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? 03.01.06, 19:16
              Nie zamierzam udowadniać, że Jezus istniał. Jak jest jednak możliwe, że dopieo
              w III-IV wieku pisano o Jezusie, którego wyznawców prześladowano już w I w. (to
              tek prorokowany przez Ciebie "krzyk"?)?
              Jeśli zakładasz, że istnieje życie (inteligentne) poza Ziemią, to równie dobrze
              możesz założyć, że są tam chrześcijanie...
              W kwestii domniemanego odróżnienia między muzułmanami i islamem zachowam
              powściągliwe milczenie.
              Konkretne argumenty zachowam dla podobnych, bo z domniemaniami i slekulacjami
              trudno polemizować inaczej niż kpiną. Stanąłem metr od kosza z piłką lekarską i
              dwukrotnie nie trafiłem. A mój siostrzeniec z podobnym skutkiem rzucał pięć
              razy... Prawdopodobieństwo (zbadane!)= 0?
              • Gość: DIVERSE Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.06, 19:28
                no tak ...... tak jest bo tak musi być bo tak zawsze było jak ktoś mówi inaczej
                to do piekła.... spoko!!!

                a może poza klapkami na oczach to jakieś przemyślenia?? jeżeli twierdzisz że ja
                mówię nieprawdę bez argumentów to jakimi argumentami i konkretnymi dowodami
                można poprzeć KK ???

                w obudwu przypadkach nie można nic odrzucać..... ale TYLKO JEDEN Z NICH może być
                tylko prawdziwy....

                niestety poczekamy ....zobaczymy.... tylko odpowiedz na jedno pytanie co będzie
                jak ludzie zaczną się naprawdę masowo klonować..... to już jest dziś możliwe bez
                żadnego problemu...

                a co będzie jak prestaną umierać ??? już niedaleko bo mózg można regenerować w
                dzisiejszych czasach.... mase organów także.... już niedaleka droga....

                ------------------------
                może jakieś argumenty ?? odpowiedzi rzeczowe ?? a nie kpiny że nie trafiłbyś
                piłką do kosza ....

                • supaari Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? 03.01.06, 19:53
                  Gość portalu: DIVERSE napisał(a):

                  > no tak ...... tak jest bo tak musi być bo tak zawsze było jak ktoś mówi
                  inaczej
                  > to do piekła.... spoko!!!
                  >
                  > a może poza klapkami na oczach to jakieś przemyślenia?? jeżeli twierdzisz że
                  ja
                  > mówię nieprawdę bez argumentów to jakimi argumentami i konkretnymi dowodami
                  > można poprzeć KK ???
                  >
                  > w obudwu przypadkach nie można nic odrzucać..... ale TYLKO JEDEN Z NICH może
                  by
                  > ć
                  > tylko prawdziwy....
                  >
                  > niestety poczekamy ....zobaczymy.... tylko odpowiedz na jedno pytanie co
                  będzie
                  > jak ludzie zaczną się naprawdę masowo klonować..... to już jest dziś możliwe
                  be
                  > z
                  > żadnego problemu...
                  >
                  > a co będzie jak prestaną umierać ??? już niedaleko bo mózg można regenerować w
                  > dzisiejszych czasach.... mase organów także.... już niedaleka droga....
                  >
                  > ------------------------
                  > może jakieś argumenty ?? odpowiedzi rzeczowe ?? a nie kpiny że nie trafiłbyś
                  > piłką do kosza ....
                  >



                  Dalekośmy odeszli od "Jezus fikcją". Teraz wybiegamy daleko (!) w przyszłość.
                  Co będzie jak ludzie będą się klonować i przestaną umierać? Będzie duże żniwo,
                  a robotników pewnie mało. Podobne dylematy męczyły pewnie ludzi przed
                  stuleciami: "Co będzie jak ktoś wejdzie na górę?", "Co będzie jak przepłynie
                  morze?", "Co będzie jak poleci na księżyc?"
        • Gość: DIVERSE Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.pl / 80.50.77.* 03.01.06, 19:10
          jeżeli chodzi o wymarłe .... to za 100.000 lat chrześcijaństwo, to jedyne
          prawdziwe takie też może być - wymarłe.... bo chodzi oto żeby myśleć szerzej
          ..... narazie ta ideologia ma tylko 2000 lat... smiesznie mało.... za 100.000
          lat dalej będzie??? czy może się okaże że ludzie przestaną umierać bo nauczymy
          się za np.1000 lat regenerować całkowicie swoje organizmy ???

          a katolicy - odbrębne wyznanie --
          • Gość: miesiekido Re: jeszcze żyję IP: 80.54.28.* 03.01.06, 20:28
            nikt z dziadków nie wbijał mi niczego do głowy a zgodnie z wszelkim filozofiami
            czy to ateistycznymi czy chrześcijanskimi człowiek dokonuje wyboru i tego
            dokonołam sam. Wierzę bo chcę wierzyć - to mój styl życia ,jestem wolny i
            świadomy mojego wyboru.Nie jestem katolikiem , żle czytałeś uważam się za
            wolnego chrześcijanina to jest tak jak z ludzmi - człowiekiem nikt się nie
            rodzi - człowiekiem się stajesz dokonując wyborów.Co do przyszłości to powiem
            ci że klonowanie czy regeneracja wyjdzie bokiem wszystkim a wczesniej
            doczekasz się wszczepienia mikroprocesora pod skórę co może sie wiązać z 666
            czyli przyjęciem znaku .A co będzie za ... to dla mnie pikuś jutro może mnie
            nie będzie , co za znaczenie.Nie mam strachu przed śmiercią ani przed
            przyszłością , nie boję się niczego . Nie liczę gwiazd bo po co , wyznań też
            nie - to job dla statystyki ,liczą się czyny .Czyny to są fakty a to oznacza
            istnienie .Przypadek to jest że umiesz pisać a rozumienie inaczej , nie oznacza
            głupoty czytającego tylko interpretację , czyli rozumienie lub przekład.
            • Gość: tempus Re: jeszcze żyję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.06, 10:07
              Gość portalu: miesiekido napisał(a):

              > nikt z dziadków nie wbijał mi niczego do głowy a zgodnie z wszelkim
              > filozofiami
              > czy to ateistycznymi czy chrześcijanskimi człowiek dokonuje wyboru i tego
              > dokonołam sam. (...)

              Przypuszczam, że tak Ci się tylko wydaje. Jak sądzisz, dlaczego ludzie
              wychowywani w jakiejś religii stają zazwyczaj się jej wyznawcami? Bo pranie
              mózgu od dzieciństwa przynosi efekty. I o to chodzi czarodziejom z Watykanu,
              Mekki, Tybetu itp.
              • mala.mi74 Re: jeszcze żyję 04.01.06, 10:11
                Gość portalu: tempus napisał(a):

                > Gość portalu: miesiekido napisał(a):
                >
                > > nikt z dziadków nie wbijał mi niczego do głowy a zgodnie z wszelkim
                > > filozofiami
                > > czy to ateistycznymi czy chrześcijanskimi człowiek dokonuje wyboru i tego
                >
                > > dokonołam sam. (...)
                >
                > Przypuszczam, że tak Ci się tylko wydaje. Jak sądzisz, dlaczego ludzie
                > wychowywani w jakiejś religii stają zazwyczaj się jej wyznawcami? Bo pranie
                > mózgu od dzieciństwa przynosi efekty. I o to chodzi czarodziejom z Watykanu,
                > Mekki, Tybetu itp.

                Niestety ale...wielu ludzi nawraca się w dorosłosci (ze mna włacznie) za to
                wielu ludzi "szkolonych" religijnie w dziecinstwie od wiary odchodzi (pewnie z
                Toba włącznie).I to nie sa wyjatki.
                • Gość: DIVERSE Re: jeszcze żyję IP: *.pl / 80.50.77.* 04.01.06, 17:56
                  racja.... mądre słowa....

                  tylko gdyby KK nie wpajał tego wszystkiego odrazu od dzieciństwa tylko każdy w
                  wieku nastu lat zacząłby się sam edukować i ewoluować emocjonalnie ???

                  czy KK w polsce miałby 15% może 20% wiernych statystycznych w społeczeństwie
                  (odwalających mszę w niedziele na jakiejś wiosce) ???

                  zresztą ilu ich tak naprawdę jest ?? 30-50% tych którzy uznają całkowicie
                  ideologię KK,
                  a praktykujących, dokładnie idących ścieżkami ideologii KK ???
                  nie mówię o statystykach ale o tych którzy gorliwie i prawdziwie wierzą i każdym
                  swym czynem idą drogą KK....

                  20% z wszystkich zapisanych do KK ??? .....nie powiecie mi że więcej.

                  • palnick Re: jeszcze żyję 06.01.06, 18:59
                    Gość portalu: DIVERSE napisał(a):

                    > racja.... mądre słowa....
                    >
                    > tylko gdyby KK nie wpajał tego wszystkiego odrazu od dzieciństwa tylko każdy w
                    > wieku nastu lat zacząłby się sam edukować i ewoluować emocjonalnie ???
                    >
                    > czy KK w polsce miałby 15% może 20% wiernych statystycznych w społeczeństwie
                    > (odwalających mszę w niedziele na jakiejś wiosce) ???
                    >
                    > zresztą ilu ich tak naprawdę jest ?? 30-50% tych którzy uznają całkowicie
                    > ideologię KK,
                    > a praktykujących, dokładnie idących ścieżkami ideologii KK ???
                    > nie mówię o statystykach ale o tych którzy gorliwie i prawdziwie wierzą i
                    każdym swym czynem idą drogą KK.... 20% z wszystkich zapisanych do
                    KK ??? .....nie powiecie mi że więcej.
                    ------
                    Myślę, że mniej.
      • Gość: DIVERSE Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.pl / 80.50.77.* 03.01.06, 22:52
        sorki ludziska ale to zaczyna zalatywać sekciarstwem i klapkami na oczach.....

        nikt nie chce nawet myśleć że może być inaczej i może coś z tych żeczy to
        nieprawda - "bo tak nie wolno myśleć" nie chodzi mi oto że chce wszystko negować
        ale oto że jak się zada pytanie bez odpowiedzi dla danej ideologii to pojawia
        się pusta demagogia typu....

        "bo tak ma być bo ja w to wierze a jak jest albo będzie inaczej to mnie to nie
        obchodzi" - spoko ideologia!!!

        niestety mało ludzi ma odwage myśleć w ten sposób że dlaczego tak a nie inaczej
        i dlaczego wogóle tak...

        chodzi oto że z momentem gdy:
        -ludzie zaczęli latać w kosmos i poszukują innego życia;
        -obalono defnicję człowieka (niektóre gatunki małp też posługują się zrobionymi
        przez siebie narzędziami - polecam national geografic),
        -klonowanie stało się faktem, zapłodnienie invitro, itp......
        -życie wieczne jest nie tak odległą perspektywą,
        -pracuje się nad sztuczną inteligencją z ogromnymi efektami i postępami,
        -oraz dziesiątki innych...

        wystarczy ze 1 z tych celów zostanie osiągnięty i wykorzystany masowo i co wtedy
        z ideologią KK ????
        zmienimy ją ?? tak żeby ludzie mogli w coś tam wierzyć ??

        wtedy cała ułożona ładnie ideologia chrześcijaństwa zaczyna się rozwalać

        pozdro....
        • Gość: miesiekido Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: 80.54.28.* 04.01.06, 09:30
          W twojej fascynacji postępem życzę ci żebyś papusiał tylko to co
          zmodyfikowane , sklonowane i miał zregenerowaną żonę i zmutowane dzieci - nie
          będzie religi , wyznań ,sekt itp.Będzie pewnie pięknie - "Jaskiniowcy - nowa
          generacja "
          • Gość: DIVERSE Re: ILE WYZNAŃ WE WSZECHSWIECIE ??? IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.06, 17:45
            to te argumenty ??
            • Gość: tatar bleblanie IP: *.85-237-178.tkchopin.pl 04.01.06, 20:05
              wszystko jest plagiatem czegoś,bo wszystko już było
            • Gość: miesiekido Re: Argument a sens IP: 80.54.28.* 05.01.06, 08:42
              Twierdzenie z uporem że wybór - wierzyc to wynik prania mózgu jest dla mnie
              absurdem , na mój wybór złożyło się kilka a może trochę i wiecej lat
              przemyśleń, wątpliwości i poszukiwań. Mój "powrót " nie był powrotem do KK ,do
              żadnej sekty.Zdałem sobie sprawę że w mojej interpretacji tego świata będąc
              ateistą odrzuciłbym wszelkie wzorce moralne i większość ludzkich autorytetów a
              to wiązałoby się z tym że byłbym zupełnie kim innym ale nie sobą.Trudno
              zachować szacunek i wierność "autorytetom" ludzkim gdy na codzień spotykasz się
              ze zjawiskiem dwulicowości ,fałszu i nagminnej nieuczciwości.Czy byłbym lepszy ?
              Jesli zatem mam dążyć przez życie wybierając między dobrem a złem , uczciwością
              a nieuczciwością ,prawem a bezprawiem - mój wybór - wierzyć.
              Czy odrzucając wszelkie hamulce byłbym dalej człowiekiem ?
              A pozatym spotkałem się parokrotnie w życiu z "czymś " czego do tej pory nikt
              racjonalnie mi nie wyjaśnił. ( juz widzę te uśmieszki )
              • palnick Re: Argument a sens 05.01.06, 19:36
                Gość portalu: miesiekido napisał(a):

                > Zdałem sobie sprawę że w mojej interpretacji tego świata będąc ateistą
                > odrzuciłbym wszelkie wzorce moralne i większość ludzkich autorytetów
                > a to wiązałoby się z tym że byłbym zupełnie kim innym ale nie sobą.
                ---------
                Obawiamn się, że mylisz pojęcia. Ateizm nie oznacza odrzucenia wszelkich zasad
                moralnych. To jedynie odrzucenie boga i nic więcej.
                ---------
                > Trudno zachować szacunek i wierność "autorytetom" ludzkim gdy na codzień
                > spotykasz się ze zjawiskiem dwulicowości ,fałszu i nagminnejnieuczciwości.Czy
                > byłbym lepszy ?
                --------
                Ja nie mam autorytetu w człowieku. To po prostu niemożliwe. Szanuję
                jednocześnie pewien zbiór cech posiadanych przez różnych ludzi. Jak dotąd nie
                spotkałem nikogo, kto miałby je wszystkie. Sądzę, że takiego człowieka może nie
                być wcale. Nie jest to jednak powód do smutku :)
                -------
                > Jesli zatem mam dążyć przez życie wybierając między dobrem a złem ,
                > uczciwością a nieuczciwością ,prawem a bezprawiem - mój wybór - wierzyć.
                --------
                Co do tych wyborów ma wiara? Czy ty sam nie wiesz , nie czujesz co jest złe a
                co dobre?
                --------
                > Czy odrzucając wszelkie hamulce byłbym dalej człowiekiem ?
                ------
                Dlaczego stawiasz sprawę tak : wierzę to mam hamulce, nie wierzę nie mam? Czy
                bez wiary podszedłbyś do staruszki na przystanku i uderzył ją bejsbolem w głowę?
                ------
                > A pozatym spotkałem się parokrotnie w życiu z "czymś " czego do tej pory nikt
                > racjonalnie mi nie wyjaśnił. ( juz widzę te uśmieszki )
                -------
                Ta sprawa jest bardzo płynna. Jeszcze niedawno nie potrafiono wyjaśnić wielu
                zjawisk fizycznych i przyrodniczych, które teraz zostały wyjaśnione. To kwestia
                czasu.
                • Gość: Echo Palnick nie istnieje!!! IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 19:53
                  Co jasno widac z niekonczacych sie kopii tych samych
                  tematow rok w rok na tym forum. To musi byc jakis komputer.
                  • palnick Re: Echo nie istnieje!!! 05.01.06, 21:55
                    To chyba jasne :)
                • Gość: miesiekido Re: Argument a sens IP: 80.54.28.* 06.01.06, 12:54
                  Wybacz Palnick że wycofam się z tej dyskusji bo nie - potrafię przytoczyc
                  racjonalnych argumentów.Intencją z mojej strony nie jest przekonanie żeby
                  ciebie zmusić do wiary niemniej jednak upór przy wierze z mojej strony jest
                  moją osobistą koniecznością.Być może , a pewnie na nasze wybory wpływają
                  również nasze temperamenty którymi obdarzyła nas natura.Będę strzelał - ty
                  jesteś sangwinik , ja byc może flegmatyk z zabarwieniem melancholicznym i
                  odrobinę sangwinika czyli charakter słaby.
                  Nie twierdzę że ateista musi porzucić moralność i być złym człowiekiem ,nie
                  twierdzę że każdy wierzący jest dobrym człowiekiem.Wydaje mi się jednak że
                  czasem doszukujesz się usprawiedliwienia , czy może uznania że będąc ateistą
                  można być człowiekiem w prawdziwym słowa tego znaczenia. Nie wątpię.
                  Tak czy siak obecnie , większość ludzi w społeczeństwie ocenia to wszystko jako
                  frajerstwo nieprzydatne do życia - wystarcza stwierdzenie "życie jest
                  brutalne"
    • palnick Zaskakujący stosunek Watykanu do Biblii. 06.01.06, 19:01
      Rzym przez wieki zakazywał czytania Biblii, a swoją doktrynę budował w oparciu
      o Tradycję, która często przeczyła Biblii. Aby te sprawy nie wyszły na jaw,
      Biblię zamykano przed ludźmi. Oto przykłady:

      Papież Grzegorz VII (1073-1085) oświadczył królowi czeskiemu ...:
      „Panu Bogu upodobało się i podoba jeszcze dziś, żeby Pismo Św. pozostało
      nieznane, ażeby ludzi do błędów nie przywodziło” ...
      Sobór w Tuluzie w 1229 roku wydał pierwszy zakaz czytania Biblii ...
      Papież Grzegorz IX (1227-1241) wydał zakaz czytania Biblii w ogóle...
      W 1622 roku papież Grzegorz XV zakazuje katolikom czytania Biblii. Następnie
      Kościół katolicki zabrania jej rozpowszechniania.
      W roku 1634 synod katolicki w Warszawie wydaje oświadczenie, iż samodzielne
      czytanie Biblii jest inspirowane przez samego szatana. Stanowisko to zostaje
      zatwierdzone przez papieża.
      Papieże Innocenty XI (1676-1689), Klemens XI (1700-1721) i Klemens XIII (1750-
      1769) zakazywali ludowi czytania Biblii.
      Grzegorz XVI (1831-1846) nazwał towarzystwa biblijne powszechną zarazą ...
      Pius IX nazwał Biblie „trucizną” ...
      Leon XIII wydał w roku 1897 wykaz ksiąg zakazanych (Index librorum
      prohibitorym) i w nim figuruje także Biblia, jeśli jest tłumaczona na język
      ojczysty.

      Sobór Trydencki (1545-1563) nie uznaje Pisma Świętego za jedyne i wystarczające
      źródło objawienia Bożego oraz najwyższe kryterium prawdy. Do kanonu Biblii
      dodaje 7 ksiąg, uznawanych do tej pory za apokryficzne. (Reformatorzy nie
      włączyli ich do kanonu Biblii).

      Według najnowszego Katechizmu Katolickiego, Słowo Boże nie jest synonimem
      Biblii czy Pisma Świętego. Według tego Katechizmu Słowo Boże to Pismo Święte
      oraz Tradycja, która obejmuje nawet to, co głoszą księża. Wezwanie do
      posłuszeństwa wobec Słowa Bożego oznacza zatem wezwanie do posłuszeństwa wobec
      nauki głoszonej również przez księży katolickich.
      • Gość: Echo Re: Zaskakujący stosunek Watykanu do Biblii. IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 06.01.06, 19:27
        Rzym budowal doktryne w oparciu o Biblie, inaczej nie spisalby nowego Testamentu.
        Jedyna obiekcja KK polegala na tym, ze Biblia jest bardzo skomplikowana
        i bez znajomosci kontekstu i bez dodatkowych informacji w postaci Tradycji,
        bardzo latwo jest naprodukowac sekt i odlamow co dobitnie ilustruja
        ruchy protestanckie oparte na Biblii. Nie byloby z tym problemu gdyby sekty nie
        skakaly sobie do gardla jak to bylo w czasach reformacji. Kosciol ma wizje,
        i sw. Piotr mowil "Pismo nie jest do indywidualnej interpretacji." Reszta
        to brednie.
        • Gość: tempus Re: Zaskakujący stosunek Watykanu do Biblii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 15:12
          Gość portalu: Echo napisał(a):

          > Rzym budowal doktryne w oparciu o Biblie, inaczej nie spisalby nowego
          Testament
          > u.
          > Jedyna obiekcja KK polegala na tym, ze Biblia jest bardzo skomplikowana
          > i bez znajomosci kontekstu i bez dodatkowych informacji w postaci Tradycji,
          > bardzo latwo jest naprodukowac sekt i odlamow co dobitnie ilustruja
          > ruchy protestanckie oparte na Biblii.

          Największą sektą jest jest kościół rzymskokatolicki który interpretuje biblię
          po swojemu (podobnie jak inne kościoły chrześcijańskie). Kościół
          Rzymskokatolicki różni się od nich tym, że w ciągu swojego istnienia nawymyślał
          wiele głópot sprzecznych z biblią. Np. kult tzw. świętych (wg. Biblii złotych
          cielców), kult Miriam i jej "wniebowzięcie" :).

          > Nie byloby z tym problemu gdyby sekty nie
          > skakaly sobie do gardla jak to bylo w czasach reformacji.

          Skąd te rewelacje???

          > Kosciol ma wizje,
          > i sw. Piotr mowil "Pismo nie jest do indywidualnej interpretacji." Reszta
          > to brednie.

          Zgadza się. :))) Kościół watykański ma wizję jak skutecznie strzyc swoje
          owieczki.
          • palnick Re: Zaskakujący stosunek Watykanu do Biblii. 07.01.06, 16:12
            Gość portalu: tempus napisał(a):

            > Zgadza się. :))) Kościół watykański ma wizję jak skutecznie strzyc swoje
            > owieczki.
            ------
            Jakoś tak dziwnie, zawsze dochodzimy do sedna sensu funkcjonowania KK :)
            • Gość: Echo Re: Zaskakujący stosunek Watykanu do Biblii. IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 07.01.06, 18:43
              > > Zgadza się. :))) Kościół watykański ma wizję jak skutecznie strzyc swoje
              > > owieczki.

              Pojedz do osrodkow dla niepelnosprawnych dzieci w Polsce i przyznaj (uczciwie
              jesli cie na to stac) czy ludzie w habitach zakonnych maja jakies pieniadze dla
              siebie i czy ktokolwiek by tak pracowal za nic. Pojedz do Afryki, i zobacz
              jak zyja tamtejsi ksieza. Najbogatszy mial chatke bambusowa, moskitiere i
              motocykl, ktory mu zreszta ukradli. Znam wielu protestantow ktorzy sie nawrocili
              wlasnie obserwujac poswiecenie i ubostwo zakonnikow i ksiezy w Afryce. Ale do
              ciebie czy tempusa takie rzeczy nie dotra niestety.
          • Gość: Echo Re: Zaskakujący stosunek Watykanu do Biblii. IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 07.01.06, 18:37
            Piszesz "głópoty" tempus. Ale czego mozna oczekiwac na twoim poziomie.
            To nie jest warte odpowiedzi.
            • Gość: Echo Ubostwo umyslowe i materialne Polakow IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 07.01.06, 18:50
              Wlasciwie, czytajac tyle nt. "kasy" rozumiem ze jest to mentalnosc
              polska. Jesli ktos ma odrobine wiecej, to musi krasc, strzyc etc.
              Widac ze wiekszosc Polakow ma zerowe zrozumienie jak dzialaja instytucje
              i ze budzet jest czescia skladowa kazdej operacji w tym charytatywnej.
              Amerykanie to rozumieja instynktownie, zakladaja rady parafialne i zbieraja duze
              pieniadze
              na budowy szkol, kosciolow etc. To zerowe zrozumienie u Polakow bierze sie
              chyba z ubostwa umyslowego komunizmu w ktorym kazdy chlop ktory mial troche
              wiecej pola to byl "kulak." Zycze horyzontow intelektualnych!!!
              • Gość: Echo Re: Ubostwo umyslowe IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 07.01.06, 19:05
                Dobrze by bylo gdybyscie zamiast wypisywania propagandowych glupot,
                poczytali chocby takiego kardynala Newmana ktory sie nawrocil probujac
                udowodnnic ze KK nie jest zgodny z Biblia. Gdy zaczal udowadniac, wszystko
                wyszlo mu na odwrot. Dlatego zamiast przytaczac jakies propagandowe broszurki
                z sekt protestanckich albo "racjonalisty" przytoczcie troche "Apologia pro vita
                sua." Zademonstrowalibyscie choc troche horyzontow intelektualnych.
                • Gość: tempus Re: Ubostwo umyslowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 21:50
                  Gość portalu: Echo napisał(a):

                  > Dobrze by bylo gdybyscie zamiast wypisywania propagandowych glupot,
                  > poczytali chocby takiego kardynala Newmana ktory sie nawrocil probujac
                  > udowodnnic ze KK nie jest zgodny z Biblia. Gdy zaczal udowadniac, wszystko
                  > wyszlo mu na odwrot. Dlatego zamiast przytaczac jakies propagandowe broszurki
                  > z sekt protestanckich albo "racjonalisty" przytoczcie troche "Apologia pro
                  vita
                  > sua." Zademonstrowalibyscie choc troche horyzontow intelektualnych.

                  A co u Ciebie z tymi "horyzontami intelektualnymi" ?
                  • Gość: Echo Re: Ubostwo umyslowe IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 07.01.06, 23:01
                    > A co u Ciebie z tymi "horyzontami intelektualnymi" ?

                    Tak sie zdarza ze duzo czytalam Newmana, w tym "Apologia pro vita sua".
                    Dlatego drazni mnie ten poziom dyskusji imputujacy ze KK nie jest
                    oparty o Biblie. To po prostu zalosne!!!
                    • palnick Re: Ubostwo umyslowe 08.01.06, 17:21
                      Gość portalu: Echo napisał(a):


                      > Tak sie zdarza ze duzo czytalam Newmana, w tym "Apologia pro vita sua".
                      > Dlatego drazni mnie ten poziom dyskusji imputujacy ze KK nie jest
                      > oparty o Biblie. To po prostu zalosne!!!
                      ------
                      Uwielbiam bojowników o "horyzonty intelektualne" szarżujących po przeczytaniu
                      jednej książki :)

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=33943985&a=34290501
                      • Gość: Echo Re: Ubostwo umyslowe IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 08.01.06, 20:15
                        > Uwielbiam bojowników o "horyzonty intelektualne" szarżujących po przeczytaniu
                        > jednej książki :)

                        Obelga jest zawsze najlepsza jesli sie nie ma argumentow. No przytocz cos
                        z racjonalisty bo nie widze zeby cie bylo stac na przytoczenie ksiazki.
                        • palnick Re: Ubostwo umyslowe 08.01.06, 23:21
                          Na drzwiach sąsiada jes napisane kredą K+M+B. Co to do cholery jest?
                          • Gość: Echo Re: Ubostwo umyslowe IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 08.01.06, 23:30
                            > Na drzwiach sąsiada jes napisane kredą K+M+B. Co to do cholery jest?

                            Kacper + Melchior + Baltazar (koleda jest na pamiatke wizyty trzech kroli).
                            • palnick Re: Ubostwo umyslowe - trzej królowie to baśń :) 08.01.06, 23:34
                              Gość portalu: Echo napisał(a):

                              > > Na drzwiach sąsiada jes napisane kredą K+M+B. Co to do cholery jest?
                              >=====
                              > Kacper + Melchior + Baltazar (koleda jest na pamiatke wizyty trzech kroli).
                              ------
                              Co naprawdę oznacza "K+M+B"?

                              AA 06-01-2006, ostatnia aktualizacja 06-01-2006 17:12

                              K+M+B - piszemy na drzwiach przed świętem Trzech Króli. Czy słusznie?


                              Trzej królowie mieli imiona Kacper, Melchior i Baltazar - tak większość z nas
                              wytłumaczy, dlaczego 6 stycznia piszemy kredą litery "K+M+B". - Po pierwsze,
                              nie królowie. Ewangelista Mateusz wspomina o mędrcach, czyli magach albo
                              astrologach - mówi ks. dr Andrzej Rojewski z Wyższego Seminarium Duchownego w
                              Płocku. W Biblii nie ma słowa o ich imionach. A skąd wiadomo, że było ich
                              trzech? - Na podstawie liczby darów: złota, kadzidła i mirry - odpowiada ks.
                              Rojewski.

                              Zwyczaj pisania kredą na drzwiach pojawił się w średniowieczu. Na początku
                              pisano "C+M+B". Znaki te zawierają najprawdopodobniej
                              błogosławieństwo "Christus Mansionem Benedicat": "Niech Chrystus błogosławi
                              temu mieszkaniu". Potem, gdy łacina wyszła z użycia, a w świadomości wiernych
                              pojawiła się legenda o trzech królach, łacińskie "C" zastąpiono polskim "K".

                              • Gość: Echo Re: Ubostwo umyslowe - trzej królowie to baśń :) IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 08.01.06, 23:37
                                I Palnick ze swoim doskonalym aparatem badawczym ustalil to w A.D. 2006.
                                Odtad, wszyscy juz wiedza.

                                Serdeczne gratulacje!
                                • palnick Re: Ubostwo umyslowe - trzej królowie to baśń :) 08.01.06, 23:41
                                  A echo pisze, że to na pamiątkę wizyty 3 króli, których nie było :)))))) I tak
                                  jest z nią w każdej sprawie :)
                                  • lenore13 Re: Ubostwo umyslowe - trzej królowie to baśń :) 09.01.06, 15:25
                                    mag - słowo to w starożytności miało jednoznaczny sens- kapłan zoroastryzmu
                                    • palnick Re: Ubostwo umyslowe - trzej królowie to baśń :) 15.04.06, 00:40
                                      lenore13 napisała:

                                      > mag - słowo to w starożytności miało jednoznaczny sens- kapłan zoroastryzmu
                                      --------
                                      To po co przyjechali do Jeshuy ben Miriam
    • palnick Obudźcie rozum ! 12.01.06, 02:40
      Etyka i moralność nie zależą od takiej czy innej religii. To tylko religie
      przywłaszczają sobie pewne pojęcia moralne, obowiązujące w danym środowisku:
      sankcjonują je i głoszą.

      Straszną jest rzeczą, że gdziekolwiek człowiek się urodzi, pewne twierdzenia
      zostają mu wpojone w dzieciństwie wraz zapewnieniem, że nigdy nie będzie mógł
      wątpić na ich temat, pod karą utraty wiecznego zbawienia.

      Krótko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy.
      I cóż pozostaje tu innego, jak przejąć gotowy pogląd od innych, zamiast
      wypracować go samemu ? To takie łatwe.
      • Gość: Echo Re: Obudźcie rozum ! IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 12.01.06, 05:27
        Europa obudzila rozum i... oszalala. Zaczela brac pigulki, kondomy, narkotyki,
        pozbyla sie dzieci i oglosila ze kieruje sie wylacznie "rozumem". Nastepnym
        etapem jest samozaglada.
        • palnick Re: Obudźcie rozum ! 15.02.06, 01:24
          Gość portalu: Echo napisał(a):

          > Europa obudzila rozum i... oszalala. Zaczela brac pigulki, kondomy, narkotyki,
          > pozbyla sie dzieci i oglosila ze kieruje sie wylacznie "rozumem". Nastepnym
          > etapem jest samozaglada.
          -----------
          Chwileczkę, proszę o wytłumienie napiecia miesiączkowego i powrót z
          argumentami :)
          • supaari Re: Obudźcie rozum ! 15.02.06, 08:44
            palnick napisał:
            > Chwileczkę, proszę o wytłumienie napiecia miesiączkowego i powrót z
            > argumentami :)

            Palnick, nie bądź złośliwy!
            Taki apel z miesięcznym opóźnieniem?
            I przedrostek gdzieś Ci wcięło...
            • palnick Re: Obudźcie rozum ! 15.02.06, 13:06
              supaari napisał:

              > I przedrostek gdzieś Ci wcięło...
              -------
              Nie. Przedrostek jest na miejscu i w dobrej formie :)
              • supaari Re: Obudźcie rozum ! 15.02.06, 13:14
                palnick napisał:
                > Nie. Przedrostek jest na miejscu i w dobrej formie :)

                To dlaczego go nie widać? Pewnie dlatego, że w "formie". Forma to nie jest
                najlepsze miesce dla przedrostka.
                Bo ja miałem na myśli przedrostek "przed-"... a Ty? :-)
                • palnick Re: Obudźcie rozum ! 15.02.06, 17:06
                  supaari napisał:

                  > palnick napisał:
                  > > Nie. Przedrostek jest na miejscu i w dobrej formie :)
                  >
                  > To dlaczego go nie widać? Pewnie dlatego, że w "formie". Forma to nie jest
                  > najlepsze miesce dla przedrostka.
                  > Bo ja miałem na myśli przedrostek "przed-"... a Ty? :-)
                  ----------
                  Ja też :)))))
    • palnick NT plagiatem Paslmów. Jezus fikcją.Całun oszustwem 17.04.06, 00:02
      Jak wiadomo, wszystko, co ma zwiazek z religia milosciwie nam panujaca,
      ma "druga strone" medalu...
      Oto Calun Turynski z nieco innego punktu widzenia...

      Ponad 6 wieków temu papież Klemens VII, wiedząc, że tak zwany obecnie
      całun turyński jest fałszerstwem, pozwalał wystawiać go publicznie i
      wierzyć gawiedzi, że jest to prawdziwe płótno grobowe Jezusa. Dziś
      Kościół sam je wystawia, a gawiedĄ tak samo wierzy.

      Gdzieś w 1357 roku kanonicy z małego kościółka w Lirey, nieopodal Troyes
      we Francji, wystawili na pokaz płat lnianego płótna. Miało to być
      autentyczne płótno grobowe, w które zawinięte zostało ciało Jezusa po
      zdjęciu z krzyża i na którym odbiła się jego naga postać. Początkowo z
      Francji, a wkrótce z całej Europy, do Lirey napływały tłumy, zaś do
      właścicieli całunu płynął strumień pieniędzy - nie tylko zresztą do
      nich, bo wokół płótna rozkwitł szybko cały interes: sprzedawano różne
      dewocjonalia i pamiątki, w tym ołowiane medaliony z podobizną całunu, a
      trzeba było również zapewnić nocleg i wyżywienie tysiącom pielgrzymów.
      Oczywiście nie darmo. Lirey, maleńka mieścina, stała się w krótkim
      czasie jednym z ważniejszych miejsc chrześcijańskiego świata.

      (...)
      Jak został zrobiony całun turyński?

      Wyjaśnienie tajemnicy spreparowania płótna tkwi w samym płótnie - to
      rzecz pewna. Trzeba się go tylko dopatrzeć. Pytanie otwierające drogę do
      rozwiązania zagadki brzmi: przez co utworzony jest obraz postaci lub
      inaczej: co ten obraz tworzy?

      Wizerunek ciała nie jest malowidłem. Nie dlatego, że nie ma na nim
      kierunkowości, czyli śladów po prowadzeniu pędzla, jak argumentują
      całuniści. Można bowiem sporządzić malowidło bez kierunkowości i bez
      pędzla, nakładając pigment palcami, za pomocą szmatki albo posłużyć się
      mocno rozcieńczoną farbą wodną. Wizerunek ciała nie jest malowidłem z
      innego powodu: bo nie jest utworzony przez farbę. Są na nim wprawdzie
      cząsteczki tlenku żelazowego, który często wchodzi w skład pigmentów
      malarskich, ale jest ich zdecydowanie za mało - nie tylko, by utworzyć
      obraz ciała, ale nawet, by go wzmocnić. Wizerunek istnieje dzięki czemu
      innemu.

      Tworzy go "dehydratycja", czyli "odwodnienie" celulozowych włókien
      samego płótna, za sprawą którego pojawia się na nim kolor ciemnej sepii.
      "Dehydratycja" brzmi uczenie, lecz nie trafia w sedno, a i "odwodnienie"
      nie jest najlepszym określeniem. Słowo, które oddaje istotę rzeczy jest
      inne: obraz powstał na skutek - przypalenia. Płótno zostało tak
      przypalone, by powstał na nim wizerunek ciała Jezusa.

      Tak, to znaczy jak? Czy można w taki sposób przypalić płótno, by
      odwzorował się na nim jakiś obraz? Oczywiście, że można.

      Dwie cechy całunu wskazują na sposób, którym posłużył się średniowieczny
      twórca. Są nimi: tak zwana trójwymiarowość i negatywowość wizerunku. Czy
      można w taki sposób przypalić płótno, by nie tylko odwzorował się na nim
      jakiś obraz, ale także by zawierał informację o trójwymiarowości i był
      negatywem? Nic trudnego.

      Przypomnijmy sobie znaną wszystkim ołówkową nacierankę, w którą
      bawiliśmy się jako dzieci: kładzie się papier na monecie i pociera ją
      ołówkiem, otrzymując negatywowy wizerunek monety z zawartą w nim
      informacją o trójwymiarowości pieniążka, a więc obrazek mający takie
      same cechy, jakie ma wizerunek z całunu turyńskiego. Tyle że ten nie
      powstał za sprawą zwykłego ołówka - funkcję ołówka pełniło co innego.
      Czy domyślacie się już jak został zrobiony całun turyński?

      Zamiast monety bierzemy płaskorzeĄbę przedstawiającą postać Jezusa,
      miast papieru lniane płótno, a zamiast ołówka kawałek rozgrzanego
      żelaza. Kładziemy płótno na płaskorzeĄbie i wodzimy po nim gorącym
      żelazem, które, przypalając płótno, odtwarza w negatywie wizerunek
      znajdującego się pod nim reliefu. Ołówek maluje papier grafitem,
      rozpalony "ołówek całunowy" maluje płótno spalenizną. Całun turyński
      jest zwykłą nacieranką, tyle że wykonaną za pomocą rozgrzanego żelaza.

      Wszystkie cechy konstytutywne dla całunu turyńskiego mogłaby zreplikować
      każda gospodyni domowa, tak jak zrobiła to moja babcia Fela, sprawnie
      posługująca się żelazkiem na duszę. (Można i elektrycznym). A według
      całunowych specjalistów wizerunek powstał na skutek fotonowego błysku i
      promieniowania z ciała Jezusa. Jasne, że na skutek promieniowania -
      każda gorąca rzecz promieniuje. Znaczy się leci ciepło. Tyle że
      promieniowanie było nie to, które mieli na myśli i nie wydobywało się z
      ciała Jezusa, ale z żelazka. Szkoda, że mówiąc o fotonowym błysku nie
      błysnęło im w głowach, że klepią głupstwa. Widać w fotonowym błysku z
      ciała Jezusa stracili ostatnie przebłyski rozumu.

      Są całunowi specjaliści ze swoim fotonowym błyskiem i jest babcia Fela z
      żelazkiem. Kto jest lepszy? Specjaliści nie potrafia swoją metodą
      sporządzić repliki wizerunku, a babcia Fela może - i to nawet ze dwie
      dziennie. (Od tej pory będziemy Babcię Felę pisać z dużych liter).
      Całuniści poświęcili zresztą Babci Feli dużo miejsca - chociaż nie mają
      o tym pojęcia. Piszą o Niej, że człowiek, który potrafiłby stworzyć
      takie płótno musiałby być "obdarzony nieludzką inteligencją" i odznaczać
      się "nadludzką mądrością". Babciu Felu! Nie znałem Cię od tej strony! Z
      jeszcze wyższym podziwem, a nawet z czymś więcej, wyraził się kiedyś o
      Niej rzecznik króla włoskiego Emanuela I, baron Manno, powiadając, że
      ten kto potrafiłby sporządzić twarz z całunu musiałby być Bogiem.
      Baronie: ale się zbłaĄniliście!

      Znamy już metodę, więc powiedzmy teraz trochę więcej o rekwizytach i o
      szczegółach. Jaka powinna być płaskorzeĄba przedstawiająca postać Jezusa
      i z czego średniowieczny artysta mógł ją zrobić? Relief musi być
      stosunkowo płaski, by wydobyć na płótnie w miarę ostre kontury i detale.
      Musi mieć pewną liczbę stopni gradacji, ale musi być jednocześnie
      "raczej płaski". PłaskorzeĄba głęboka nie da ani dobrych konturów, ani
      szczegółów - będą tylko niewyraĄne, niewiele mówiące plamy. Relief nie
      może być zbyt głęboki, ale nie może być też zbyt płaski, gdyż wówczas
      gradacja półtonów będzie zbyt stroma, czyli będzie zanikać sławetna
      trójwymiarowość wizerunku.

      Głębokość reliefu powinna być niewielka także z innego powodu. Wydobycie
      przejść tonalnych od najciemniejszego przypalenia do najsłabszego może
      wymagać wciśnięcia płótna w zagłębienia płaskorzeĄby tak, by miejsca
      słabiej przypalone nie kontaktowały się bezpośrednio z gorącym
      żelazkiem. Zbyt duże zagłębienia w płaskorzeĄbie (gdyby płótno było w
      nie wtłoczone) powodowałyby deformację fragmentów wizerunku, która
      ujawniłaby się po rozprostowaniu płótna. Relief musi być odpowiedni, ale
      to nie znaczy, że tylko ten konkretny relief, którym posłużył się
      sprawca jest jedynie dobry dla stworzenia przekonującego wizerunku na
      płótnie. W istocie istnieje pewien przedział płytkości-głębokości
      reliefu, w ramach którego da on dobry nacierankowy obraz.

      Powiedzmy teraz parę słów o "całunowym ołówku", czyli o rozgrzanym
      kawałku żelaza, czy też po prostu o żelazku. Jego rozmiary też nie są
      obojętne dla uzyskania dobrego wizerunku: nie może być ani zbyt duży, bo
      byłoby trudno nim operować, ani za mały - nie może bowiem wchodzić w
      głąb dolin i zagłębień reliefu. Biorąc pod uwagę detale i rozmiary
      wizerunkowej postaci, wielkość żelazka wydaje się odpowiednia.

      Z rozpalonym żelazem wiąże się coś jeszcze: cząsteczki tlenku
      żelazowego, które są na wizerunku, choć jest ich bardzo mało (10
      miligramów na obu odbiciach łącznie). Pochodzą one od tarcia rozgrzanym
      żelazem po płótnie. Nic, tylko podziwiać McCrone'a, że je wykrył.

      No i co tam z fotonowym błyskiem z ciała Jezusa rzekomo koniecznym do
      powstania wizerunku na płótnie? A nie wystarczy czasem zwykłe żelazko?

      Wykonanie nacieranki za pomocą gorącego żelaza nie jest trudne -
      wszystko wychodzi samo, jak widać na przykładzie dzieci, pocierających
      monetę ołówkiem. Efekt zależy pr
      • Gość: +- Re: NT plagiatem Paslmów. Jezus fikcją.Całun oszu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 00:10
        Zajmij się czyms pożytecznym. Jak dotąd twoje torie to stek bzdur. Na czele, z metoda tworzenia całunu. Jak dotąd nikomu nie udało się go odtworzyć. Dla naukowców jego powstanie to ciągle zagadka. Nawet eksperci NASA nie są w stanie. Wręcz przeciwnie. Odkryli, że całun zawiera trójwymiaowy wizerunek, któy powstał pod wływem nieznanej, silnej energii.
    • Gość: Kagan Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 11:31
      I znowu mamy Supermana Palnicka z maniackim uporem wklejającego te same
      artykuliki przy okazji najważniejszych świąt Chrześcijaństwa.
      Przy okazji, nie tacy jak ty próbowali zniszczyć świętą wiarę katolicką.
      • Gość: 12 Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 14:23
        Najlepiej jest go ignorować, znudzi mu się i przestanie wklejąc ten propagandowe
        artykuliki.
        Widocznie cały czas jest wierny propagandzie partii ;)
      • palnick Benek nr 16 powiedział w tej sprawie: 05.05.06, 16:11
        "Papież przypomniał, że zmartwychwstanie stanowi centralne wydarzenie
        chrześcijaństwa i podstawową prawdę, której trzeba bronić. Podkreślił, że
        negowanie tej prawdy oznacza uczynienie wiary daremną."
        -------
        Przekładając na zrozumiały język:

        DOGMAT o zmartwychwstaniu jest jedyną podstawą istnienia chrześcijaństwa a z
        prawdą nie ma nic wspólnego. Negowanie tej baśni stanowi ogromne zagrożenie dla
        sprawnego funkcjonowania globalnej korporacji sprzedającej złudzenia jaką jest
        KK.

        • Gość: marta nie logowana Re: Benek nr 16 powiedział w tej sprawie: IP: 213.17.137.* 06.05.06, 01:06
          Palnick jest chory/bezrobotny (nudzi się)/głupi/cierpi na jakąś manię?
          Wszędzie to samo.
          Kleć ty lepiej te swoje rymowanki albo przepisuj cudze wierszyki.
          • palnick Re: Benek nr 16 powiedział w tej sprawie: 19.05.06, 15:29
            Biedna marta, pewnie grzechu niewarta - to się miota :-)
    • Gość: Grzesiek Re: Nowy Testament plagiatem Paslmów. Jezus fikcj IP: *.gdynia.mm.pl 06.05.06, 10:57
      Według mnie to oni coś tam ćpali o ile istnieli :) A pozatym dlaczego mamy wiezyć w książke jeżeli jej treść była zmieniana lub usuwano większość tekstów na przełomie wieków to dlaczego to wszytko ma być prawdą? Tak jak ostatnio ewangelia wedlug Judasza zmienia wszytko iż jednak Judasz nie był zdrajcą
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka