Dodaj do ulubionych

One już się nie boją

27.12.05, 14:55
Relacja z Ośrodka Interwencji dla kobiet ofiar przemocy domowej. Ich święta w
tym roku choć kątem w PKPS, to spokojne, bez wyzwisk, awantur i bicia tyranów
mężów.
One już się nie boją...

"Kobiety, które musiały uciekać

Kobiety z warszawskiego ośrodka dla ofiar przemocy próbują na nowo ułożyć
sobie życie. Bez przemocy, bez mężów, bez domów...
Ośrodek Interwencji Kryzysowej Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej
odwiedziliśmy dzień przed Wigilią. Już od progu witał nas zapach świeżego
świerku. W oknach kolorowe zasłony, na framugach przyklejone Gwiazdy
Betlejemskie i płatki śniegu, wszędzie czyściutko, w pokojach przytulnie,
domowo. Mówię, że już na pierwszy rzut oka widać tu kobiecą rękę.
- I dobrze, że tej męskiej brak - słyszę w odpowiedzi.
Oliwia: nie chcę być ofiarą
Większość mieszkanek szykuje się do wyjazdu. Chcą chociaż Wigilię spędzić z
matką, siostrą, koleżanką.
- Ale od widoku męża zachowaj nas, Panie - zastrzegają.
Tylko Oliwia Boże Narodzenie spędziła w ośrodku.
- W tym roku nie ma świąt. Święta to rodzina, a ja jej nie mam - mówi.
Uciekła przed mężem z drugiego końca Polski. Boi się tak bardzo, że nie podaje
prawdziwego imienia. - Przemoc i alkohol były w mojej rodzinie zawsze -
opowiada. - Mąż pił dużo, ale dobre trunki, w dobrych knajpach, w białych
koszulach, które sama mu prałam... - zawiesza głos.
Pił i bił. Nawet za to, że szklanki stały nie tam, gdzie zwykle. A ona
myślała, że tak jest wszędzie. Że to jej wina. Że jak mąż bije, to ma za co.
W połowie lat 90. poszła na terapię. Dopiero wtedy zrozumiała, że nie musi się
godzić na takie życie. Podała męża do sądu. Dostał trzy wyroki w zawieszeniu.
Rozwiodła się. Po prawie 20 latach małżeństwa sąd przyznał jej ze wspólnego
majątku... 10 tys. złotych.
Od rozwodu minął już jakiś czas, ale Oliwia wciąż żyje z syndromem ofiary. -
Muszę to przezwyciężyć, w przeciwnym razie nie będę mogła normalnie żyć - mówi.
Małgorzata: marzę o własnym kącie
Była z mężem 21 lat. Kochała go. Ale cztery lata temu zaczął więcej pić - i
bić. Za to, że nie chciała oddawać mu całej pensji, tylko część zostawiała na
swoje wydatki.
Pani Małgorzata wyprowadziła się, wynajęła pokój. Wydawało się jej, że
wszystko się ułoży. Ale 25 listopada straciła pracę, nie miała z czego opłacić
czynszu i trafiła do ośrodka PKPS.
Z mężem się rozwiodła, lecz nadal nie potrafi pogodzić się ze swoim losem.
Jest pod opieką psychologa. Wierzy, że może w życiu jeszcze wiele osiągnąć.
Marzy o własnym kącie i pracy. I o tym, żeby dzieci chciały z nią spędzić
następne święta. Bo o tym, że w te nie chcą jej widzieć, dowiedziała się dzień
przed Wigilią. - Mąż, były mąż - poprawia się szybko - tak do mnie nastawił
dzieci - mówi.
Sylwia: już się nie boję
Pani Sylwia z pięcioletnią Moniką i siedmioletnim Damianem byli pierwszymi
mieszkańcami ośrodka. Trafili tu z innej placówki dla ofiar przemocy. - Mąż
uważał, że go zdradzam - twierdzi.
W bracie, który mieszkał z nimi, nie miała oparcia.
- Obaj wypominali mi, że nic nie robię, więc poszłam do pracy - opowiada.
W fabryce kosmetyków była jeden dzień. Mąż i brat uznali, że wcale nie była w
pracy, tylko spotkała się z kolejnym kochankiem. Pobili ją. 1 lipca uciekła z
domu. Jej rozwód jest w toku. Gdy go dostanie, ma szansę na własny kąt - jest
już na liście oczekujących na mieszkanie komunalne
Zapytana o to, czego życzyć jej na święta, odpowiedziała, że uśmiechu dzieci,
który widzi teraz: - Bo tu nikt ich nie skatuje, jak nie posprzątają na czas
zabawek -mówi.
Tylko Sylwia zgodziła się na zdjęcie. - Niech mój mąż widzi, że ja się nie
boję - mówi.
KAROLINA BACA
Ośrodek dla ofiar przemocy działa od listopada. Adres placówki nie jest
podawany do publicznej wiadomości ze względu na bezpieczeństwo jej
podopiecznych. Informacji o ośrodku można szukać w dzielnicowych ośrodkach
pomocy społecznej i w PKPS."
Rzeczpospolita.pl
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka