patrycja1983
17.01.06, 18:08
Tragedia hitlerowskich obozów śmierci, a także migracje w roku 1968 ocalałej
z wojennej zawieruchy ludności żydowskiej, doprowadziły do faktycznego końca
narodu żydowskiego w Polsce. Statystyki, w zależności od źródła, podają różne
dane. Prawdopodobnie w Polsce żyje obecnie ok. 25 000 osób pochodzenia
żydowskiego. Przetrwał jednak w naszej ojczyźnie antysemityzm, a raczej
przeświadczenie o nim, co zaowocowało powstaniem czegoś w rodzaju
antyantysemityzmu.
Czy to otworzymy "Gazetę Wyborczą", czy to włączymy telewizor, od razu
dowiemy się, jakimi strasznymi antysemitami są Polacy, jak to każdy członek
Młodzieży Wszechpolskiej jest faszystą czy wręcz rasistą. Dlaczego tak się
dzieje? Pomijając kwestię demokratyczno-liberalnej propagandy uprawianej
przez media, nie sposób nie zwrócić uwagi na powtarzającą się chyba w każdych
czasach potrzebę posiadania rzeczywistego, czy też urojonego wroga. Tak jak w
czasach minionej epoki wrogiem byli "imperialiści", tak w III RP (która być
może za niedługo ewoluuje w IV RP), tym wrogiem
są "antysemici", "wszechpolacy", "Radio Maryja", "skrajna prawica"- inaczej
mówiąc "oszołomy", "moherowe berety", "ciemnogród". Osobiście, mam
wymienionym z nazwy organizacjom i rozgłośniom wiele do zarzucenia, ale nie
mam jakiejś obsesji, dopatrywania się w nich wszystkiego co najgorsze. Jak
wiemy, każdy ma wady i zalety. Szczególną grupę w tym "złu wcielonym",
stanowią dla jasnogrodzian antysemici. Kim właściwie jest antysemita?
Najprościej mówiąc, antysemita to taki człowiek który czuje antypatię do
Żydów. Jednak w naszym kraju nie trzeba czuć antypatii do Żydów, żeby stać
się antysemitą!! W naszym kraju wystarczy wymówić na głos słowo "Żyd", a już
dostaje się wlepkę "antysemita".
W ostatnim czasie, kiedy rozmawiałam na pewnym oficjalnym przyjęciu z moim
znajomym o chorobie pana premiera Ariela Sharona, powołałam się na izraelską
gazetę codzienną. Mówiąc o niej powiedziałam; żydowska gazeta (i tu nazwa
wspomnianego pisma) informuje, że Sharon nie powróci do polityki. Użyłam
słowa "żydowska", aby określić miejsce jej wydawania, w ten sam sposób
mogłabym powiedzieć "francuska" lub "rosyjska". Po tych słowach jednak,
człowiek stojący za mną, zapytał mnie: "masz coś do żydów?!". Doskonały to
przykład chorej alergii na słowo "Żyd" panującej w Polsce, nawet jeżeli słowo
to wymawiane jest w całkowicie neutralnym kontekście. Pomijam już szczyt
bezczelności, jaką wykazał się ów człowiek, wtrącając się do mojej rozmowy.
Powyższy przykład bardzo dobrze obrazuje nam sytuację ludzkich umysłów. Jedni
ludzie widzą wszędzie spiski masońskie, drudzy widzą wszędzie antysemitów.
Kiedyś ktoś zarzucił mi, że jestem antysemitką. Owszem, przyznaję,
judaistyczny kodeks etyczny uważam za relatywny i zdecydowanie go nie
pochwalam. Nie czuję też fascynacji kulturą żydowską. Zarzucono mi jednak, że
jestem swego rodzaju "antysemitką krwi"- to znaczy, że nie lubię każdego w
którego żyłach płynie choć kropla krwi narodu wybranego. "Antysemitką krwi",
czyli po prostu rasistką nigdy nie byłam, nie jestem ani nie będę. Nie ma dla
mnie znaczenia jaką kto ma krew, z jakiej jest grupy etnicznej, czy jest
wysoki czy niski, chudy czy gruby. Dla mnie liczy się wychowanie, poziom
cywilizacji. A judaistycznego naginania etyki i judaistycznej mentalności nie
darzę większą sympatią. Zostałam jednak oskarżona o antysemityzm, nienawiść
do człowieka za jego krew, co przyznam szczerze mnie zabolało.
Bardzo boleję nad niskimi horyzontami myślowymi, poziomem wiedzy i
inteligencji osób, dla których każdy, kto kocha swoją cywilizację i jej
dziedzictwo, żąda dla niego szczególnie uprzywilejowanego miejsca w życiu
społecznym, co musi się wiązać z odrzuceniem myśli o wielokulturowości, a
więc przyznaniem m.in. kulturze żydowskiej miejsca równego cywilizacji
łacińskiej, jest rasistą, czy też antysemitą. Ludzi kształtuje wychowanie,
nie krew. Każdy może być członkiem naszej cywilizacji. Musi tylko tego chcieć.