mjot1
01.01.03, 09:39
Hej! Dzień się budzi!
Właśnie wstałem! Wszyscy jeszcze śpią...
W mej drewnianej starusieńkiej chatce zagubionej na bezludziu w „krzakach”
cichusieńko. Tylko sikory szaleją za oknem na słonice...
A ja sobie tak dumam, że gdybyż tak, choć jeden procencik spełnił się z tego,
co mi życzono w tym „okresie wielkich życzeń”.
Ech! Byłbym najzdrowszym człowiekiem na świecie!
Żyłbym pewnie w nieskończoność. Byłbym królem matuzalemów!
Byłbym krezusem nad krezusami!
Kobiety, pałace, samochody, podróże,... itd. itd.
Po cóż, więc życzymy? Jakiż to ma cel?
Po co tyle słów mówionych i pisanych rzucamy na wiatr?
Czyż dzieje się tak tylko, dlatego że życzymy nieszczerze?
Najniższe ukłony!
Chyba jakiś taki... nie bardzo noworoczny? M.J.