anilah777
05.10.06, 03:13
Proszę, o wypowiedzenie sie na forum osób, które mają podobną sprawę za sobą. Mój mąż zarabia miesięcznie ok.10tys. zł. Pracuje rocznie ok. 8 miesięcy. Urlop nie jest płatny, czyli wychodzi jakieś 6,7tys. miesięcznie. Ja nie pracuję i od początku małżeństwa nie pracowałam. Ponieważ zauwazyłam, że coraz mniej daje mi i córkom na zycie, ponadto nasze życie zamieniło się w nieustającą kłótnię, wyliczanie każdej złotówki. przy czym mąż nie dość, że przelał nasze wspólne pieniądze na swoje konto, do którego ani ja ani córki (studiujące) nie mamy dostępu, nie znamy numerów, ani nie mamy upowaznienia. sam prowadzi wygodne i dostatnie zycie-kupuje sobie markowe garnitury, jada w restauracjach (po kryjomu ovczywiście). W dom od dawna nic nie zainwestował. chciałabym wystąpic do sądu o rozwód. Na jakie alimenty mogłabym liczyć? Jedna córka studiuje w Warszawie, druga na miejscu. Wiem, że powinnam isć do adwokata,nawet byłam, ale oni nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, ile mogłabym żądać alimentów. Dlatego zwracam się do Was, kochani forumowicze o odpowiedź. Może ktoś miał lub ma podobną sytuację? Moze jest wśród Was jakiś prawnik, czy osoba, która miała do czynienia z takim przypadkiem (podobna pensja i sytuacja życiowa)?
Uprzedzając z reguły krytyczne wypowioedzi meskiej części forum, informuje, ze nie pracuję, ponieważ mąż tego ode mnie wymagał-pod groźbą rozwodu zabraniał mi isć do pracy. Żądał całkowitego oddania się sprawom domowym. Teraz, majac tyle lat przerwy w pracy, mogę liczyć co najwyżej na pracę w hipermarkecie za maks. 700zł miesięcznie. Po rozwodzie niewiele mogłabym pomóc córkom. Dlatego proszę o życzliwosć i podzielenie się ze mną uwagami.