Dodaj do ulubionych

O socyalizmie

IP: 140.159.68.* 29.07.03, 05:55
Kościół a socjalizm.
Nieraz można usłyszeć pytanie: "dlaczego Kościół potępia socjalizm?" I mnie
niedawno to pytanie postawiono. Obiecałem dać odpowiedź w "Rycerzu", niech
więc teraz obietnicę spełnię.

Szczupłe ramy artykuliku nie pozwalają mi na obszerne omówienie zaczątków,
istoty, rozwoju i różnych objawów socjalizmu; ograniczę się więc tylko do
ogólnego ujęcia zasadniczych jego podstaw w ich stosunku do Kościoła. Każdy
system czy to polityczny, czy ekonomiczny, czy w ogóle społeczny musi się
oprzeć na istotnym realnym stanie rzeczy, a nie hołdować twierdzeniom
nieuzasadnionym i mrzonkom wybujałej wyobraźni. - A jednak socjalizm właśnie
na to choruje.

Twierdzenia bezpodstawne - to powtarzanie w nieskończoność, a nigdy nie
udowodnione zdanie, że nie ma Boga, duszy nieśmiertelnej, życia
pozagrobowego, nieba, piekła itd.

Ten, zdaniem Mussoliniego, już przeżytek dla naszych czasów, jeszcze wciąż
pokutuje w umysłach szerokich mas; i na tych to podstawach wznosi się
socjalizm. Posłuchajmy mistrzów. Bebel: "Nie bogowie stworzyli ludzi, lecz
ludzie stworzyli bogów i Boga". Liebknecht: "Co do mnie, z religią dawno się
załatwiłem. Pochodzę z czasów, gdy studenci niemieccy wcześnie wtajemniczeni
byli w zasady ateizmu". Hoffmann uważa tajemnicę Trójcy Przenajświętszej,
Bóstwo Pana Jezusa, nieśmiertelność duszy i zbawienie wieczne za najbardziej
utopijną utopię.

Dietzgen: "Jeżeli religia polega na wierze w pozaświatowe, nadziemskie
istoty, w siły wyższe, duchy i bóstwa, to demokracja bezreligijna być musi".
Przyjaciel zaś Marksa Leon Frankel pisze w swoim testamencie: "Nie wierzę ani
w niebo, ani w piekło, ani w nagrody, ani w kary". A na posiedzeniu
parlamentu 31 grudnia 1881 Babel wyraźnie powiedział: "W dziedzinie
politycznej dążymy do republiki, w dziedzinie ekonomicznej do socjalizmu, a w
tym, co się nazywa dziedziną religijną, do ateizmu".

Wzrok więc socjalisty, świadomego swojego celu, nie sięgnie poza trumnę, nie
wydostanie się ponad świat czysto materialny. Zasklepiony w materii, całe
swoje szczęście upatruje w zwierzęcym używaniu świata, a idealniejszy może o
nauce i sztuce pomyśli.

Czy nie za mało to dla człowieka, którego myśl przenika atmosferę, gwiazdy i
mknie w przestworza, którego rozum wciąż żądny poznania przyczyn, dociera aż
do pierwszej przyczyny i ostatniego celu wszechrzeczy, którego serce żądne
posiadania chwały, szczęścia, im więcej zdobyło, tym więcej pragnie i czuje,
że nic określonego, chociażby najszerszą, ale zawsze granicą, go nie napełni.
Ono pragnie dobra, ale dobra - Nieskończonego! Spytajmy sami siebie, czy
chcielibyśmy nałożyć naszemu szczęściu pęta granic? I ci ludzie o tak ciasnym
umyśle, zasklepieni w grubym materlialiźmie, śmią ludzkości zapowiadać
szczęście? A może zdołają oni uszczęśliwić ludzkość środkami materialnymi?
Może obsypią każdego złotem, otoczą sławą i dadzą możność używania wszelkich
rozkoszy?

Złudzenie chorobliwej wyobraźni. Już zaznaczyłem, że wszystko, co świat dać
może, nie wystarczy jeszcze dla człowieka. Wszystkie te dobra mają swoje
granice, rozczarowywują i budzą pragnienie większego, trwalszego szczęścia, a
gdy tego zabraknie, przesyt, znudzenie i jakaś ciemnia ogarnia duszę. Czuje
ona, że zmyliła drogę do szczęścia - o ile zastanowić się jest jeszcze
zdolna.

Ale czyż chociażby tego dobra ziemskiego potrafi socjalizm dostarczyć aż do
syta? - i to nie.

Wolność, równość, braterstwo - piękne to zasady, ale socjalizm, po zgwałceniu
natury ludzkiej, pragnącej szerszych horyzontów i dążącej do nieskończoności,
niezdolny jest ich dostarczyć: za szlachetne one i za wysokie.

Wolność. Socjalizm znosi własność prywatną, lub przynajmniej (własność)
środków produkcyjnych. Więc rząd wyznacza pracę, rząd ją ocenia, rząd daje
płacę. I to ma być wolność. Przypomina mi się tu rozmowa z wieśniakiem w
Zakopanem. Wróciwszy z niewoli rosyjskiej, zachwycał się bolszewickimi
zasadami, by iść i brać od bogatych. Gdym go jednak zapytał, co się stanie
wówczas z jego skrawkiem pola, rozumował, że on je będzie uprawiał. - A
gdybście nie chcieli pracować? - spytałem. - Wtedy inni mają obowiązek
przymusić (tu urwał) , ale wolę ja mój mały skrawek i żebym mógł robić kiedy,
co i jak mi się podoboba, aniżeli żeby mi kto miał stać nad głową.

Oto odruch naturalny wrodzonej wolności, którą socjaliści w imię wolności?!
Chcą zgnieść.

A równość? Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga, bo wszyscy jesteśmy dziełem rąk
Jego, wszyscy Krwią Boga-Człowieka odkupieni, wszyscy mamy tego Boga za cel
ostateczny, wszyscy żyjemy tylko dlatego, by dać Mu dowód naszej wierności i
tak zasłużyć na posiadanie Go na wieki po śmierci. W tym wszystkim istnieje
równość. Ale czy możliwa jest na ziemi równość pod każdym względem? Tylko
wtedy by to być mogło, gdybyśmy mogli wszyscy razem istnieć w tym samym
czasie, w tym samym (ściśle) miejscu i w takich samych warunkach, tak z
natury jak i z otoczenia. Ale to jest fizycznie niemożliwe.

Różnimy się wiekiem, miejscem urodzenia, zdolnościami, skłonnościami,
zdrowiem, pracowitością, przezornością, różnymi wypadkami w życiu i
czynnościami. Wszystko to pochodzi z natury rzeczy; więc zmienić tego nie
można. Muszą być też rodzice i dzieci, i przełożeni, i podwładni.

Braterstwo. Wzniosłe braterstwo, tak polecone przez Chrystusa Pana. Czyż może
ono kwitnie w socjalizmie? Mam tu pod ręką sprawozdanie
korespondenta "Kuriera Warszawskiego" z Sopotu, który tak między innymi
pisze: "Tutejsze kabarety rosyjskie obliczone są na publiczność, która nie
liczy się z groszem. Są dla nich homary świeże, ananasy i brzoskwinie mrożone
w szampanie, winogrona, cukry, lody w płonącym ponczu. A publiczność, która
zna ten język. Przeważnie więc żydzi. Przy lepszych stołach i przy butelkach
w barze - bolszewicy. W gdańskich nowiutkich garniturach, z gwiazdą
bolszewicką na klapie, na grubym palcu sygnet z wyrżniętym na kamieniu
świecznikiem Salomona Dostojnicy sowieccy w Sopocie nie liczą się z groszem.
Uciekli na wypoczynek z miast zasłanych trupami ludzi, zmarłych z głodu - i
po zrabowaniu cerkiewnych skarbów - rzucają pieniądze na grę, szampana i
wszelkie uciechy".

A obok także urywek z listu z Odessy wydrukowanego w "Dzienniku
Wołyńskim":"Cóż z tego, że zarabiam dziennie 300.000 rubli, jeżeli pud mąki
kosztuje 12.000.000, pszennej 20.000.000, funt chleba 300.000, białego
500.000, funt masła 1.500.000, słoniny również 1.500.000, jaja po 100.000
sztuka itd. Epidemia przybiera straszne rozmiary. Przedtem leżały nieraz w
ciągu kilku dni na torturach trupy ludzi zmarłych z głodu Obecnie leżą, prócz
niech, trupy zmarłych na cholerę, tyfus plamisty, dżumę itd. A ludzi grzebie
się w ziemi jak psy, gołych, gdyż najtańsza trumna nie heblowana kosztuje 10
milionów rubli. Dzieci Twe rwą się do Ciebie, chcą przedostać się, przelecieć
do Ojczyzny. Ale twarda ręka sowiecka trzyma trwale w rękach swych wielkie i
ostre nożyce, którymi podcina skrzydła tym, co rwą się do lotu. Wszyscy
przebyliśmy tyfus plamisty, a jak wiesz, po przebyciu tej ciężkiej choroby
trzeba się należycie odżywiać, lecz skąd czerpać na to środki? W razie
przeciwnym czeka nas tyfus powrotny, a wiemy, co z sobą on niesie: śmierć.
Lecz wolę śmierć spowodowaną chorobą zakaźną, gdy człowiek umiera w gorączce,
niż powolne dogorywanie z głodu

Czyż to ma być głoszone przez bolszewików braterstwo, równość? Czyż to ma być
ów wymarzony raj Marksa? Nie tędy droga.

Przyznać trzeba, że klasa robotnicza była w większej części upośledzona, że
socjalizm się za nią ujął, ale ubolewać należy, że uderzył on na Kościół,
usiłuje wydrzeć robotnikowi, a nawet dziecku najdroższy skarb wiary i
najwznioślejsze a wrodzone ideały. Wszedłszy tak na błędną drogę, stwarza
tylko niewolę i tyranię rządu nad obywatelami i zapoznaje dążenia wzniosłej i
wolnej nat
Obserwuj wątek
    • Gość: M. Kolbe Re: O socyalizmie - dok. IP: 140.159.68.* 29.07.03, 05:57
      Czyż to ma być głoszone przez bolszewików braterstwo, równość? Czyż to ma być
      ów wymarzony raj Marksa? Nie tędy droga.

      Przyznać trzeba, że klasa robotnicza była w większej części upośledzona, że
      socjalizm się za nią ujął, ale ubolewać należy, że uderzył on na Kościół,
      usiłuje wydrzeć robotnikowi, a nawet dziecku najdroższy skarb wiary i
      najwznioślejsze a wrodzone ideały. Wszedłszy tak na błędną drogę, stwarza
      tylko niewolę i tyranię rządu nad obywatelami i zapoznaje dążenia wzniosłej i
      wolnej natury ludzkiej.

      Zboczenia te jednak nie są czymś wypadkowym: to planowa robota "Braci" spod
      młota i kielni, którzy wyzyskują każdą sposobność do tego, by wypełnić dewizę
      uchwaloną w roku 1717: "Zniszczyć wszelką religię, a zwłaszcza chrześcijańską".

      Stosunki społeczne się rozwijają i udoskonalają. Wiele rzeczy wymaga naprawy,
      ale tej naprawy nie osiągnie się nigdy w sposób niezgodny z prawdą i z naturą
      ludzką. Czyż wobec tych danych trzeba jeszcze odpowiedzi na pytanie: dlaczego
      Kościół zabrania swym dzieciom być socjalistami?

      "Rycerz Niepokalanej" 2(1923) 17-21

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka