Dodaj do ulubionych

"U studni"

29.01.09, 14:51
Wiadomość poranna: „Zdobyliśmy właśnie prastary gród Kraka.
Czy można was nawiedzić? Bylibyśmy wieczorem”.
Odpowiedź wykrzyczana euforycznie brzmi: TAK!
Przyjaciele. Tacy prawdziwi, z którymi konie można kraść.
Znamy się od lat a ostatni raz widzieliśmy się w poprzednim
milenium. Toż to tysiąc lat temu!
Przybyli ok. 21. Chaotyczna serdeczna ceremonia powitalna, zasiadamy
do gościnnego stołu i...
Symboliczna ilość napojów szlachetnych, bo jutro skoro świt trzeba
ruszać do jednostki nadrzędnej na jakieś szkolenie z obowiązkową
obecnością (termin dawno zaklepany).
W czasie szkolenia telefon do szefa z prośbą o urlop. Boć przecie
sytuacja nadzwyczajna! a i urlopu zaległego jeszcze trzy tygodnie.
Odpowiedź brzmi jak wyrok: Jest sprawa do załatwienia niecierpiąca
zwłoki właśnie przyszło pismo, będzie też radca prawny (a spraw do
załatwienia wiele), zapowiedziało się kilka „osobistości” na
spotkanie. itd. itp.
Wracam wieczorem. Symboliczna ilość napojów szlachetnych...
Nazajutrz skoro świt stawiam się w pracy zwarty i gotowy.
Od rana młyn. Udaje się jakoś (choć kosztem dodatkowej godziny)
przewalić wszystko. Dostaję urlop.
Wykończony, lecz szczęśliwy wracam do chałupinki jak na skrzydłach.
Nareszcie! Można zapomnieć o wszystkim. Można z szklanicą w dłoni
zasiąść i jak drzewiej „długie nocą prowadzić rozmowy” aż po świt.
Niestety. Goście jutro ruszają w drogę powrotną. Muszą. Praca.

Praca; „największe dobro człowieka”. Jak szybko i łatwo wpojono nam
ten slogan...
Mniemać można, że onegdaj najszczęśliwszym człowiekiem musiał być
niewolnik! Wszak on bogactwa tego miał „сколько угодно”.
Przecie praca zarobkowa jest jedynie sprzedawaniem się. A to od
dawna zostało już nazwane słowem powszechnie znanym i rozumianym!
To zwykłe prostytuowanie się. I bez znaczenia jest czy sprzedajemy
siłę swych kończyn, swe szare komory, czy inną część siebie.
Bo czy sprzedając się nie tracimy wolnej swej woli?
Czy naprawdę nic nie tracimy na swej godności, honorze?
Czy sprzedając swój umysł mamy pewność, że myśl nasza jest nadal
naszą? nieskrępowaną żadnymi pętami?
Co podmiotem tu jest a co przedmiotem...?
Niewolnik nie z własnej woli „zawierał” umowę „na czas
nieokreślony”... A myśmy są przecie wolni. Ponoć.

Cóż... Za kilka lat spotkamy się „u studni”...
Spotykać się nam wolno. jeszcze...

Najniższe ukłony!
Smętny jak nieszczęście M.J.
Obserwuj wątek
    • le.chujarek nie nadziugaliśta się trzy razy, tylko raz, tak? 29.01.09, 14:58
      i o to ten cały ambaras?
      • wuzet21 Re: nie nadziugaliśta się trzy razy, tylko raz, t 29.01.09, 15:17
        Zdarzenie, jak wiele innych, ale zastanowić się nad marnością naszą
        i życia w ogóle, można i chyba trzeba...
    • piwi77 Re: "U studni" 29.01.09, 15:18
      Praca jest największym dobrem człowieka, ale pod jednym ważnym
      warunkiem. Pod warunkiem, że jak najmniej w niej pracy, a jak
      najwięcej marności. A zwykle tak jest, że liczba należnych za pracę
      marności jest odwrotnie proporcjonalna do pracy w pracy.
    • Gość: pastazcukinia Re: "U studni" IP: *.t-mobile.co.uk 29.01.09, 15:59
      Ja tak od dwoch lat na narty sie wybieram. Tez z przyjaciolmi, choc coraz
      czesciej ten wyraz traca mi w myslach sarkazmem. Mysle, jestem wolny, mimo
      pracy, bo wybor mam. Wybieram chyba niezbyt szczesliwie, o czym przekonam sie
      pewnie o wiele za pozno, ale to moj wybor, a nie szefow, czy okolicznosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka