mjot1
06.04.09, 21:05
Starał się żyć najlepiej jak potrafił. A żył nie tylko dla siebie...
Przez życie swe podążał drogą niełatwą. W tę swą podróż wyruszył
wcześnie, już w latach szczenięcych. Dokonał tego wyboru pod
wpływem „wewnętrznej potrzeby”, którą niektórzy zwą powołaniem.
Narzędziem, którym się posługiwał było słowo. Słowem tym, w które
wkładał całego siebie, całe swe wnętrze; potrafił zapalić wielu,
szczególnie młodych.
Nie były to słowa ciepłe, pochlebcze na poklask łatwy obliczone a
wręcz przeciwnie ostre i oskarżycielskie.
Piętnował szarą naszą codzienną rzeczywistość przesłaniając ją
zwiewną mgiełką historii.
Wytykał zawiść, pazerność, skąpstwo, nienawiść, przekupstwo,
hipokryzję i władzy rządzę ot zwykłe ludzkie przywary od wieków
będące motorem działań naszych.
Akcentując zło powodował, że w ostrzejszym świetle, niejako
wyraźniej zaczęliśmy widzieć dobro ba! w ogóle dostrzegać jego
istnienie.
Ojczyznę ukochał nade wszystko. Nawet wówczas, gdy los cisnął go hen
w kraj daleki o niej ciągle myślał i starał się jej służyć tak jak
potrafił.
Byli tacy, którzy jedynie (u)śmiechem go kwitowali, lecz jakże wielu
gdzieś w ciemnych mieszkaniach rozświetlonych drgającym płomyczkiem
świec słuchało słów jego z wypiekami na twarzach i z okiem
błyszczącym (nierzadko błyszczącym łzy diamentem).
I nadszedł czas, gdy nieodgadnioną wolą swą Opatrzność odebrała mu
to czym żył, to co miał jedyne; głos.
I zamilkł... I ciszy kolejny już mija rok...
Kilku jeszcze o Tobie pamięta Jacku.
Najniższe ukłony! M.J.