theorema
05.05.09, 22:27
Słuchajcie, ja się tak sobie od czasu do czasu udzielam na forach to tu, to tam, raczej bez zapalczywości, bo dyskusje na ogół nie są jakieś bardzo poważne. Tym razem jednak, chciałabym się poradzić, poznać Waszą opinię w sprawie, która nurtuje mnie od paru miesięcy i nie mam pojęcia, co powinnam z tym zrobić.
Kilka miesięcy temu, pewien mężczyzna, sprawujący funkcję dyrektora jednej z najważniejszych placówek kulturalnych w Polsce, próbował mnie uwieść stosując metody obrzydliwe i bardzo dla mnie krzywdzące. Wiedząc jak bardzo ważne są dla mnie sprawy mojej "kariery" próbował stworzyć wrażenie impresaria, kogoś, kto chętnie zostanie moim agentem. Cały czas dawał do zrozumienia przy tym, że on pogardza panienkami, które robią karierę przez łóżko, zresztą, jeśli ja jej jeszcze do tej pory nie zrobiłam, to głównie dzięki swojej nieugiętej postawie przeciwko takim praktykom:) Historia jakich wiele, ja naiwna -on cynik, wydawałoby się. Ale nie mogę jakoś spokojnie myśleć o tym, że facet, który wyciera sobie gębę nazwiskami znanych artystów, których znam osobiście, streszcza rozmowy, które nigdy się nie odbyły, powołuje na znajomości, których nie posiada, wreszcie wciąga w swoje ohydne gierki nic nie winnych, szanowanych powszechnie ludzi, którzy wzięli udział w farsie zupełnie nieświadomie i byli w szoku, kiedy postanowiłam zweryfikować fakty... że ten facet pełni funkcje publiczne! I szlag mnie trafia, że pewnie już ułowił następną ofiarę i ją wykańcza. Mnie ta znajomość kosztowała kłopoty z sercem, nerwicę i psychozę, ale miałam super wsparcie w postaci rodziny, współpracowników, chłopaka i jakoś się wyrwałam z jego szponów, przysięgając sobie nigdy nie próbować współpracy z managerami mężczyznami. Ale nie każda młoda kobieta ma takie wsparcie, a facet jest wytrawnym graczem, stosuje wredne esbeckie metody manipulacji, zastraszania, szantażu emocjonalnego. Radziłam się znajomego, czy zgłosić to gdzieś, gdzie podejmuje się decyzje o mianowaniu na wysokie stołki takich panów, np. w ministerstwie. Ale usłyszałam- a myślisz, że tam jacyś inni siedzą? No i sama nie wiem. Na policję nie pójdę, bo to chyba nie podpada pod żaden paragraf, nawet próba gwałtu - byłam z nim w tym cholernym miejscu dobrowolnie...Dać sobie spokój, czy walczyć, dla idei, żeby takie potwory jak ten facet były odsunięte od jakichkolwiek stanowisk i dokonały dni sprzedając sałatę na bazarze? A może jestem naiwna? Nie chcę nagłaśniać sprawy w mediach, bo mi jeszcze życie miłe, wolałabym -jeśli to w ogóle możliwe - załatwić drania bez konfrontacji.Co o tym myślicie?