IP: *.bartoszyce.sdi.tpnet.pl 12.12.03, 22:06
Tak wiele synowe piszą o złych teściowych nie widząc swojego zachowania i
swoich wad.Można zapewnić synom i ich żonom na początku małżeństwa extra
warunki, a i tak nie potrafią tego docenić, traktując cię jedynie jako
dostarczyciela przyjemności, dzięki pieniądzom które jeszcze zarabiasz.
Synowe w stosunku do swoich rodziców, nawet jeśli się za bardzo z nimi nie
dogaduje, potrafią spełniać jakieś obowiązki, wynikające z tzw.obowiązku
trudnej miłości. W stosunku do rodziców męża takich obowiązków nie odczuwają,
zwłaszcza jeśli jej rodzice mieszkają w tym samym mieście, a teściowie dalej.
Na pewno jest w tym też wina synów.
Podyskutujmy o granicach pomocy dla swoich dorosłych dzieci.
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: Synowa 13.12.03, 09:53
      Niestety, czesto obserwuje typowa postawe roszczeniowa wobec rodziców zony i
      meza, zwłaszcza gdy maja dzieci.Wtedy babcia i dziadek maja obowiazek pomagac
      finansowo- to sposób myslenia tych ludzi.
      Z drugiej strony znam przypadki kompletnego braku zainteresowania dziadków
      wnukami, pomocy zadnej, nawet tej niematerialnej, jak przypilnowanie czasem
      dziecka- nie poczuwaja sie.
      Chore sytuacje.
      • Gość: Lena Re: Synowa IP: 80.48.96.* 15.12.03, 12:42
        Najczęstszą sytuacją wśród moich znajomych jest radzenie sobie samemu. Zdarzają
        się osoby pomieszkujące do czasu załatwienia swojego lokum lub /dużo rzadziej/
        mieszkające na stałe z teściową /tesciami/ albo takie, które od razu
        przeprowadzają się na swoje /on lub ona ma swoje mieszkanie - kupione przez
        rodzica, otrzymane ze spółdzielni, służbowe lub wynajmują razem obce miezkanie.
        Nie znam wśród rodziny lub znajomych osób potrzebujących materialnej pomocy od
        rodziny a już nie wyobrażam sobie takich wymagających tego. Tylko jedna matka
        mojej koleżanki opiekowała się wnukiem /synem tejże koleżanki/, reszta albo
        brała urlop wychowawczy albo szukała opiekunki. Matka mojej koleżanki sama
        zadeklarowała swoją pomoc, bo akurat przeszła na emeryturę pomostową a
        pierworodnego wnuka uwielbia.
        Nasz stosunek do teściwej zależy też od samej tesciowej a stosunek naszych
        synowych /ja nie będę miała bo mam córkę/ zależy też od nas. Od kilku lat
        opiekuję się siostrą teściowej. Bywam u niej 1-2 razy w tygodniu, robię zakupy,
        zabieram większe pranie /np. posciel/, porozmawiam, telefonuję przyjnajmniej co
        2-3 dni /mieszka ok.60 km od nas/ i ona wie, że u nas jest domownikiem i może
        przyjechać kiedy ma na to ochotę. Z teściową nigdy nie będziemy miały takich
        stosunków, bo dla mojej teściowej "dobre stosunki" panują wtedy gdy ona innymi
        rządzi, manewruje i czuje, że "trzyma ich w garści" a dla jej siostry dobre
        stosunki to przyjazne ciepłe, życzliwe rozmowy, pomoc.
        Myślę że kiedyś z zięciem dogadam się. Z jednej strony życzliwie a z drugiej
        wiem czego trzeba wymagać we wzajemnych stosunkach. Tyle dawać z siebie ile
        wymagać i być sprawiedliwym. Nie wiem jaki będzie ten człowiek ale jakoś w
        życiu wszystkim daję kredyt zaufania ...
      • Gość: Babcia Re: Synowa IP: *.proxy.aol.com 14.02.04, 00:56
        Nie ma prawa,ktore mowi ,ze dziadkowie powinni pomaga, Pomoc z ich strony to
        ich sprawa moga wziasc wnuka na spacer pobwaic sie z nim kupic mu prezent ale
        nie musza wspierac finansowo. A jakie prawo maja dorosle dzieci do swoich
        starych rodzicow?????czy oni tak naprawde pala sie do pomocy dla nich??
        DLACZEGO ZAWSZE RODZICE MUSZA SIE POSWIECAC?ONI SWOJE ZROBILI WYCHOWALI/ MOZE
        DO 30 LAT / dali wyksztalcenie ubierali w miare mozliwosci modnie, karmili i
        wiele innych poswiecen z ich strony bylo wiec wydaje mi sie ,ze teraz przyszedl
        dla nich czs ZYCIA .Czasy sie zmieniaka rodzice starzy tez maja swoje
        prawa.Znam syna,ktory mieszka od swojej matki tylko pare/PARE/ domow i nigdy
        nie ma CZASU dla niej w niczym jej nie pomaga ona przez 20 lat pomagala mu jak
        mogla/3dzieci/sama ma tylko rete ale on nigdy nie zapytal sie czy wystarczy jej
        reta czy ma co jesc jutro itp.kazdy dom ma sowja historie ,lecz jak zblizona do
        kazdej rodziny nie ma rodziny,gdzie by rodzice nie spieszyli z pomoca ale nie
        jest to i odwrotnie wiec pytam sie dlaczego dziadkowie MUSZA pomagac doroslym
        dzieciom? dlaczego ,gdy tego nie zrobia sa krytykowani ,obgadani i wiele innych
        rzeczy dlaczego?uwazam, ze kazdy dorosly czlowiek musi uporac sie ze swoimi
        troskami sam.Bo najlepiej jest uszanowac wszystko ,gdy dorabia sie wlasnymi
        rekami,bo co przychodzi latwo nie daje zadowolenie.Zostawmy dziadkow w spokoju
        lecz nie zapominajmy o nich .Kazdy jest kowalem swojego zycia i nie obarczajmy
        naszych starych rodzicow swoimi klopotami,pomyslmy tylko na chwile co MY dla
        nich robimy?czy my mamy dla nich czs?nie zagladajmy do nich tylko w dniu rety
        lub emerytury zagladajmu kazdego dnia to i oni sie zmienia.
        • kawka Re: Synowa 14.02.04, 20:39
          Gość portalu: Babcia napisał(a):

          > Nie ma prawa,ktore mowi ,ze dziadkowie powinni pomaga, Pomoc z ich strony to
          > ich sprawa
          Akurat to nie do końca prawda, bo jest takie prawo. Jeśli wnuki są w tragicznej
          sytuacji np., to na dziadkach ciąży obowiązek alimentacyjny. Ale to oczywiście
          przypadki skrajne, a nie obyczajowe.
          Chcę powiedzieć wszystkim kochanym teściowym: chcecie być kochane, szanowane,
          witane z radością - dajcie żyć swoim synowym i zięciom ich własnym życiem.
          Fakt, niejedno małżeństwo, zwłaszcza na starcie, musi z konieczności korzystać
          z pomocy rodziców. Najczęściej to wy same tę pomoc proponujecie. Potrzebujecie
          tego dla samych siebie, to wypływa z waszego zatroskanego macierzyństwa. Ale to
          macierzyństwo jest obarczone taką dozgonną troską, która bywa dla dzieci
          toksyczna. Przypadki dobrze mi znane: teściowa kupuje IM dywan - ale koniecznie
          czerwony, bo taki lubi, a ONI NIE CIERPIĄ czerwonego. Teściowa jest
          rogoryczona. ONI kupili sobie mieszkanie, mają biednie i pusto, ale są
          szczęśliwi. Teściowa w tajemnicy, kiedy są na wakacjach, urządza im wszystko od
          a do z. ONI wracają i... szlag ich trafia, bo chcieli po swojemu, a nie po
          MAMOWEMU! teściowa jest rozgoryczona. IM brakuje pieniędzy, jest właśnie małe
          dziecko, tylko jedna pensja... wiadomo. Teściowa wykłada szczodrze sumkę. A
          potem staje się ICH księgową: bo zmarnowali, bo wydali na duperele, bo ona to
          by tak i tak rządziła. ONI mówią - to nasze życie! Teściowa jest rozgoryczona...
          Mogę tak długo jeszcze, ale po co? Pewnie w każdej tej opowieści jakaś kochana
          teściowa się rozpozna... i oburzy. No właśnie. Mam propozycję, kochane
          teściowe: zróbcie rachunek sumienia. Która z Was daje coś tak zupełnie
          bezinteresownie? Mówicie, że kochacie. Prawdziwa miłość, także ta macierzyńska,
          DAJE, ale nie ROZLICZA JAK URZAD SKARBOWY. Dawać nie musicie, ale nie próbujcie
          za to, co dajecie, uzurpowac sobie praw do ICH życia. ONi będą was kochać i
          tęsknić za wami, jeśli znajdą w was dobroć i ostoję, a nie wiecznch sędziów.
          Nawet jeśli nie będziecie nic dawać. Synowe o wiele częściej skarżą się na brak
          serca niż na brak dywanów czy pieniędzy.



          • Gość: camel Re: Synowa IP: *.dip.t-dialin.net 14.02.04, 22:04
            > Akurat to nie do końca prawda, bo jest takie prawo. Jeśli wnuki są w
            tragicznej
            >
            > sytuacji np., to na dziadkach ciąży obowiązek alimentacyjny. Ale to
            oczywiście
            > przypadki skrajne, a nie obyczajowe.

            Zalezy jaka to sytuacja i kto do niej doprowadzil. Wnuka narkomana biegajacego
            po ulicy, dziedkowie nei maja obowiazku utrzymywac.
            Ale fakt faktem. Dziwne czasy nastaly, gdzie nikt si edo niczego nie poczuwa.
            Dziadkowie nie cha dac wnukom pieniedzy, dzieci maja w nosie rodzicow i wspolny
            czas (np Boze Narodzenie), wola wypady ze znajomymi. Wnuczkowie oddaja dziedkow
            do domu starcow i nie maja zamiaru odwiedzac, mlodzi ludzie nei chca wogole
            dzieci, bo przeszkadzaja w karierze itp... jakas paranoja.

            camel
            • Gość: Maxia Re: paranoja IP: *.rasserver.net 15.02.04, 05:18
              Gość portalu: camel napisał(a):

              > Ale fakt faktem. Dziwne czasy nastaly, gdzie nikt si edo niczego nie poczuwa.
              > Dziadkowie nie cha dac wnukom pieniedzy, dzieci maja w nosie rodzicow i
              wspolny
              > czas (np Boze Narodzenie), wola wypady ze znajomymi. Wnuczkowie oddaja
              dziedkow
              > do domu starcow i nie maja zamiaru odwiedzac, mlodzi ludzie nei chca wogole
              > dzieci, bo przeszkadzaja w karierze itp... jakas paranoja.


              Zastanawia: z czego zaczyna się ta "paranoja"?
              Na jakich przesłankach opierają się nasze kontakty pomiędzy
              najbliższymi, a w dalszej kolejności, nasze kontakty z innymi ludźmi?
              Jest wiele budujących przykładów wzajemnej pomocy w rodzinach,
              jakby niebyło - tego pierwszego miejsca, w którym uczymy się od
              dziecka wybierać co dobre, a co złe. Jednak co powiedzieć o tych złych
              relacjach? Otóż, jeśli za młodu nie zostaną wpojone pewne odwieczne wartości,
              - tę lukę później zajmie egoizm, brak szacunku dla drugiego człowieka i
              destruktywny materializm.
              Po prostu zabraknie miłości i poświęcenia dla drugiej osoby.
              I wtedy nie dziwmy się, jak kiedyś odczujemy to na własnej skórze.
              • bilala Re: paranoja 16.02.04, 11:04
                Jestem już teściową i babcią i nie narzekam. Nie narzekałam również na moje
                dwie teściowe kolejne, a moi mężowie nie narzekali na moją Mamę. Ale oczywiście
                to nie zawsze się tak dobrze układa, bo ludzie bywają zupełnie różni. Warto by
                pamiętali o tym, że stosunki w rodzinie powinny opierać się na miłości, a nie
                na jakichś "mają prawo". Dorosłe dzieci powinny żyć na własny rachunek - na tym
                chyba m.in. polega dorosłość. Ale jeśli ich sytuacja jest fatalna - to chyba
                miłość rodziców polega na tym, żeby jednak jakoś pomóc. Teściowie - dziadkowie
                przepracowali swoje życie i chcieliby odpocząć - ale jeśli widzą, że konieczna
                jest pomoc przy wnukach - to serce powinno im powiedzieć, że trzeba tej pomocy
                udzielić. Starzy ludzie nie powinni być nikomu ciężarem - ale jeśli są chorzy,
                niezaradni, nie mają na lekarstwa - to dzieciom serce powinno powiedzieć, że
                rodzice potrzebują pomocy i trzeba im pomóc. Ale jeśli nie mogliśmy się nigdy z
                dziećmi dogadać, to jak liczyć na to, że dogadamy się z obcą osobą, zięciem czy
                synową? Pracujemy na to długie lata przedtem, zanim dzieci założą rodziny.
          • Gość: midgeure Re: Synowa IP: 195.94.207.* 16.02.04, 14:58
            Wszystko zależy od człowieka. ja nie dzielę ludzi na teść/teściowa,
            zięć/synowa. Patrzę na człowieka. Są teściowe, od których zięć/synowa dostają
            duzo miłości, a są i takie, od których lepiej uciekać. To CZŁOWIEK i tylko od
            niego zależy jakie stworzy relacje w kontaktach teściowa-zięć/synowa lub
            zięć/synowa-teściowa (od teściach celowo nie wspominam, bo nie wzbudzają aż
            takich emocji). Chcę wspomnieć o moich sąsiadach. Mam sąsiadkę, której syn
            mieszka z rodziną piętro wyżej. I jakaż jest sytuacja. Sąsiadka wstaje wcześnie
            rano i idzie na górę do syna, by ich obudzić, bo oni bez jej budzenia nie
            wstaną. Robi im zakupy na śniadanie, w kolejności obiad, kolacja też się
            zdarza. Spotykam ją zabieganą i zmęczoną. Nie raz słyszę, że troszkę odpocznie
            jak dzieci i wnuki wyjadą na urlop. Nie raz mam ogromną ochotę powiedzieć coś
            temu niedojrzałemu facetowi (on ma 40 lat!), żeby odpuścił i sam zadbał o
            siebie i swoją rodzinę (w końcu oboje z żoną pracują i mają wysokie zarobki!) i
            wraz z żoną pomogliby tym razem matce, by dali jej odpocząć i może role by się
            odwróciły, to znaczy - by zatroszczyć się o mamę, by jej niczego nie brakowało.
            Wychowano mnie w poczuciu szacunku do rodziców - co oznacza, że jestem
            zwolenniczką takiego wychowania dzieci, że karmię, płacę aż do ukończenia
            edukacji lub w razie problemów finansowych czy mieszkaniowych; a jak dzieci
            pracują (i dobrze zarabiają) to już mogą same sobie radzić. I nie przesadzajmy
            z tym stereotypem teściowych. Powtarzam po raz n-ty, wszystko zależy od
            CZŁOWIEKA.
            • Gość: kolorka2 Re: Synowa IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.02.04, 00:19
              A ja powiem coś prowokującego. Po co natura sprawiła, że człowiek żyje długo,
              nie umiera po odchowaniu dzieci? Dlaczego kobiety tracą z wiekiem zdolność
              rozrodczą? Ano po to, żeby zajmować się wnukami - ludzie młodzi rodzą, starzy
              mają im pomagać w wychowaniu. Takie jest oficjalne stanowisko antropologów w
              sprawie tesciowych, teściów i innych takich:)
              • Gość: Darek Kolorka jako wykopalisko antropologiczne IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.02.04, 03:52
                Kolorka twoi rodzice powinni w takim razie zyc jeszcze bardzooooo dlugo bo ty
                sie chyba nigdy w zyciu juz nie odchowasz. Po prostu zestarzejesz sie razem ze
                swoja glupota.
                • Gość: kolorka2 mhmmm, co za poziom dyskusji.... IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.02.04, 04:49
                  Najwyraźniej nie masz pojęcia o:
                  1. zasadach dyskusji

                  2.antropologii społecznej


                  Rozmowa z tobą nie ma sensu, więc nie spodziewaj się że zachowam się po mnie
                  zachowania na swoim poziomie.
                  • sloggi_so Re: mhmmm, co za poziom dyskusji.... 18.02.04, 12:12
                    Jeśli decydujesz się na dzieci, to Ty je powinnaś odchować. Jeśli Wasi rodzice
                    chcą Wam pomóc - to mogą, ale muszą.
                    Dla mnie zmuszanie dziadków do opieki to jest wysługiwanie się. Kolega w pracy
                    co tydzień w piątek obdzwania rodziców i teściów, zeby wcisnąc im swoje
                    pociechy, bo idzie z żoną albo na imprezę, albo na dyskotekę.
                    Wiadomo, ze poproszeni nie odmówia.
                    No niestety, jeśli decydujesz się na posiadanie potomstwa, to rownież na zmianę
                    trybu życia.
                    Wiem, ze jestem potworem, ale dokąd mieszkałem z rodzicami zbuntowałem się i
                    nie pozwalałem, aby siostra ze szwagrem co weekend podrzucali nam swoją córkę.
                    Preteksty były rozmaite, kombinacje też. A to jada na zakupy i dziecko sie
                    zmęczy, a to przyjdą goscie którzy palą dużo papierosów, a to poszliby
                    potańczyć. No moment - rozmnażasz się, to ponoś tego konsekwencje - człowiek to
                    nie jest kukułka.
              • Gość: Babcia Re: Synowa IP: *.proxy.aol.com 18.02.04, 07:19
                "starzy maja pomagac im w wychowaniu" kazdy czlowiek ma inny system
                wychowania,ja uwazam,ze wychowanie dziecka to sprawa rodzicow i na nich
                spoczywa ten obowiazek.Rodzice musza czuc sie odpowiedzialnymi za swoje dzieci
                a nie dziadkowie/to moja poinia/ jestem babcia 9 lat ale nie wpycham nosa w
                wychowaniu wnukow ,owszem interesuje sie ich zyciem ale decyzje pozostawiam
                moim dziecia Oni musza wiedziec co to znaczy wychowanie dziecka.To przechodzi z
                pokolenia na pokolenie ,jezeli ja bede wychowywac moje wnuki jaka gwarancje
                mam,ze moja corka bedzie dobrze wychowywac swoje wnuki?Moja rola babci,jest
                przekazanie tradycji rodzinnej,pomoc TYLKO w naglych przypadkachi ,trzymanie
                nosa z daleka od zycia moich doroslych dzieci.Kazdy jest kowalem swego
                losu ,jezeli My dziadkowie bedziemy zawsze wspierac nasze dorosle
                pociechy,kiedy dla nas sie zacznie czs zycia?a Oni zawsze "COS" potrzebuja.Ile
                jest dziadkow co wnuki ,dzieci czekaja tylko na dzien renty lub emerytury i w
                tym dniu dziadkowie sa najbardziej kochani i w tym dniu synowa przyszle swoja
                pocieche z obiadkiem dla babuni i dziadunia.A gdy dziadkowie noc nie dadza
                wowczas sasiedzi slysza jacy ci tescie sa wredni,jaka ta tesciowa jest skapa a
                tesc, i po co to wszystko, po co opowiadanie ludzia "histori".To jest Twoje
                zycie a nie sasiada a dziadkowie nie sa wredni oni poprostu chca troche zyc.
              • Gość: midgeure Kolorka2 i pewna dygresja IP: 195.94.207.* 18.02.04, 10:13
                No i rzeczywiście sprowokowałaś ludzi... Ciekawe tylko czy ty naprawdę tak
                myślisz? Jeśli tak - to już wyobrażam sobie ciebie wychowanej przez dziadków
                oczywiście (według twojego założenia), a twoi rodzice pewnie bawili się, fikali
                od jednej balangi do drugiej, i ty również po urodzeniu dziecka będziesz bawić
                się na całego (boś młoda i masz prawo), a twoi rodzice bądą niańczyć
                wnuka/wnuczkę/wnuki, bo już się nabawili, są starzy i ich rola to ciężka praca
                przy wnukach. To wszystko zgodnie z twoją teorią. Ciągnijmy dalej ten temat -
                kiedy twoje dziecko zrobi sobie dziecko, twoim obowiązkiem będzie się nim
                zająć, boś stara i twój okres rozrodczy dobiegł końca, już nie masz prawa do
                życia. Ciekawe czy potrafisz siebie wyobrazić w tym modelu współczesnej
                rodziny, stworzonym przez ciebie oczywiście. Tak łatwo zrezygnujesz z życia,
                gdy twoj okres rozrodczy się zakończy? Czy mając ponad 50 lat nie będziesz
                chciała spędzić miło czas z jakimś przystojnym, inteligentnym 50-latkiem? Pójść
                na kawę, do kina czy teatru, pojechać gdzieś w urocze miejsce? No tak, nie masz
                prawa, jesteś (piszę przyszłościowo oczywiście) stara i nie możesz mieć już
                czasu dla siebie. Chyba że twoje dziecko nie będzie rodzicem... Chyba że ty nie
                będziesz rodzicem... Co wtedy będziesz robić, gdy dobijesz 50-tki? Zgodnie z
                twoją prowokacją, miało to być poświęcenie dla wnuków, ale jeśli tych wnuków
                nie ma?... Mam nadzieję, że to była tylko prowokacja, że myślisz zupełnie
                inaczej. Ale jeśli jednak nie - współczuję twoim dziadkom, rodzicom i twojej
                przyszłej rodzinie, ale nie takiemu podejściu do życia.
                • kolorka2 a propos czytania ze zrozumieniem... 18.02.04, 19:11
                  Chyba nie doczytałaś dobrze tego co napisałam. Nie pisałam nigdzie jakie jest
                  MOJE zdanie na temat roli starszej osoby w rodzinie. Pisałam co na ten temat
                  sądzi antropologia, która doprawdy nie opiera się na argumentacjach typu "mając
                  ponad 50 lat będziesz chciała spędzić miło czas z jakimś przystojnym,
                  inteligentnym 50-latkiem". Ta dziedzina nauki analizuje związki pomięzy wpływem
                  natury i kultury w ewolucji człowieka - antropolodzy badają m.in. zagadkę
                  długowieczności życia człowieka. Bo nie jest to tak oczywista sprawa, wyobraź
                  sobie; człowiek stosunkowo od niedawna może sobie po 50tce spędzac czas z
                  przystojnym 50latkiem :P Przez tysiące lat rola człowieka starszego w stadzie
                  była hmmm nieco inna niż we współczesności :P :P :P

                  Gdybyś chciała porozmawiać na ten temat, albo dowiedzieć się czegoś więcej
                  (temat uwazam za ciekawy, ale nie podchodzę do niego w personalny sposób) -
                  chetnie pogadam. I bez wycieczek osobistych prosze :)
                  • Gość: midgeure Zmiana tematu IP: 62.233.166.* 18.02.04, 19:28
                    OK, przepraszam, jeśli uraziłam. Nie miałam na celu, aby kogokolwiek urazić.
                    Naprawdę. Wkurzają mnie tylko teksty tego typu jak temat wiodący obecnego forum
                    SYNOWA. Działa to na mnie jak czerwona płachta na byka, bowiem mam sąsiadkę,
                    która jest wykorzystywana przez swoje dzieci (zwłaszcza przez dorosłego syna,
                    który ma 40 lat) i wnuki MAKSYMALNIE! Godzi się na wszystko, bo pewnie uważa,
                    że tak trzeba. Syn z rodziną mieszka piętro wyżej, a ona (moja sąsiadka) budzi
                    ich rano, robi im śniadanko, zakupy, zajmuje się dziećmi, potem obiad, pewnie i
                    kolacja, i znowu dzieci. Kobieta nie ma czasu dla siebie i mówi, że odpocznie
                    jak oni wyjadą na urlop. Sorry, ale często mam ochotę temu niedojrzałemu
                    synkowi coś dobitnie powiedzieć, bo to totalny wstyd tak wykorzystywać matkę.
                    Kobieta ma takie samo prawo do życia jak on i jego rodzina. I nic mnie nie
                    przekona, że jest inaczej... I to jest ten kontrowersyjny temat. Natomiast ty
                    poruszasz bardzo ważną kwestię od strony antropologii. Bardzo chętnie pogawędzę
                    i dowiem się czegoś więcej. Grzecznie i kulturalnie, jeszcze raz przepraszam :-)
                  • miriammiriam Re: a propos czytania ze zrozumieniem... 18.02.04, 23:35
                    kolorka2 napisała:

                    > Chyba nie doczytałaś dobrze tego co napisałam. Nie pisałam nigdzie jakie jest
                    > MOJE zdanie na temat roli starszej osoby w rodzinie. Pisałam co na ten temat
                    > sądzi antropologia, która doprawdy nie opiera się na argumentacjach
                    typu "mając
                    >
                    > ponad 50 lat będziesz chciała spędzić miło czas z jakimś przystojnym,
                    > inteligentnym 50-latkiem". Ta dziedzina nauki analizuje związki pomięzy
                    wpływem
                    >
                    > natury i kultury w ewolucji człowieka - antropolodzy badają m.in. zagadkę
                    > długowieczności życia człowieka. Bo nie jest to tak oczywista sprawa, wyobraź
                    > sobie; człowiek stosunkowo od niedawna może sobie po 50tce spędzac czas z
                    > przystojnym 50latkiem :P Przez tysiące lat rola człowieka starszego w stadzie
                    > była hmmm nieco inna niż we współczesności :P :P :P

                    dziecko drogie, przez te jak mawiasz tysiace lat ludzie żyli znacznie krócej,
                    ile wynosiła średnia życia w średniowieczu? 30 z hakiem, czy cos koło tego..

                    > Gdybyś chciała porozmawiać na ten temat, albo dowiedzieć się czegoś więcej

                    dowiedzieć się? pani antropologowa raczy żartować

                    > (temat uwazam za ciekawy, ale nie podchodzę do niego w personalny sposób) -
                    > chetnie pogadam. I bez wycieczek osobistych prosze :)



                    • Gość: kolorka2 nie tylko czytać, ale i ODPOWIADAC z sensem proszę IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 16:38
                      miriammiriam - czy to nie ty jestes tą lasencją, która tu i ówdzie podawała
                      sie niegdyś za zakonnicę? Nieważne, choc to "dzieckowanie" mogłoby na to
                      wskazywać... :)


                      Bez względu na ton poufałości w twoim poście usciślijmy - co zamierzałaś
                      udowodnić zdaniem "przez te jak mawiasz tysiace lat ludzie żyli znacznie
                      krócej, ile wynosiła średnia życia w średniowieczu? 30 z hakiem, czy cos koło
                      tego.." ? Bo jakoś to zdanie (te zdania??) jest bełkotliwe - tak na poziomie
                      konstrukcji, jak i sensu.

                      A więc podsumujmy:
                      zanim podejmiesz z kimś dyskusję - spróbuj zdobyc choć minimalną wiedze na
                      temat, na który usiłujesz rozmawiać.

                      zanim zdecydujesz się wysłać post - upewnij się, że jest on zrozumiały, a także
                      ze WNIESIE on coś do toczącej się rozmowy.

                      I dla twojej wiadomości - antropologia to drugi skonczony przeze mnie kierunek.
                      W tym sensie użyty przez ciebie zwrot "pani antropologowa" jest jak najbardziej
                      na miejscu.
                      • miriammiriam miła kolorko 19.02.04, 16:52
                        niezmiernie rzadko w sposób dosłowyny wyrażam się o głupocie forumowiczów, ale
                        w tym wypadku nie zawaham się; kolorko jesteś skończoną debilką do potegi n-
                        tej, gdyby głupota była letalna robaki już dawno by cie zjadły.
                        życze miłego dnia
                        • Gość: kolorka2 ouu tak!! IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 17:04
                          Jestem debilką. I podobno ty masz na to dowody :DD

                          Cieszę się z twojego odkrycia razem z tobą i trzymam kciuki. Może kiedyś ci się
                          poprawi!!

                          A teraz wybacz, ale nie mam zwyczaju wchodzić w pyskówki. Nie działam na tym
                          poziomie. Papa i bez odzewu.
                          • miriammiriam Re: ouu tak!! 19.02.04, 17:13
                            Gość portalu: kolorka2 napisał(a):
                            >Nie działam na tym
                            > poziomie.

                            własnie, nie chce mi się schylać do poziomu paniusi antropologówny
    • Gość: Tesciowa Re: Synowa IP: *.proxy.aol.com 18.02.04, 07:58
      To jest bardzo ciekawy temat i warto,go trzymac na forum to jest cos o czym my
      wszyscy bardzo czesto mowimy.Moj przyklad jest bardzo prosty nie jestem
      zwoleniczka pomocy dla doroslych dzieci -dlaczego? moj syn ozenil sie 25 lat
      temu po dwoch latach przyszlo na swiat dziecko pracowali onoje nie oszczedzali
      ZYLI bo mlodzi na moje uwagi sluszalam odpowiedz synowej "a co tam mama wie"
      wnuk byl wychowywany przez tamta babcie,ja bylam babcia niedzielna chociaz
      mieszkamy tylko o pare domow od siebie. Po 6 latach okazalo sie,ze nie maja
      gdzie mieszkac dostali wypowiedzenie od nowego wlasciciela domu/stary
      wlasciciel zmarl/ co robic oboje przyszli do mnie,gdyz wiedzieli ,ze mam troche
      gotowki zaczela sie rozmowa oboje poprosili o wsparcie nie odmowilam
      pomoglam /drugie dziecko przyszlo na swiat/ wzieli pozyczke z banku /troche
      mojej gotowki/i kupili sobie dom.Synowa nigdy nie byla gospodynia calym domem
      plus dziecmi zajmowal sie syn/gotowanie ,pranie,lekcje/ pomagalam wychowywac
      wnuka robilam wszystko wraz z synem pozyczke w banku splacali w pierwszej
      kolejnosci druga splata miala byc dla mnie i tu sie zaczelo dopiero "zycie"
      pierwsze dwa miesiace oddawali pieniadze a potem synowa powiedziala mi wprost
      po co mamie pieniadze mama jest stara nie potrzebuje ich tak jak my nie dalam
      za wygrana stanowczo powiedzialam dla syna ,ze musza mi oddawac bo tak sie
      umowilismy sama mialam na wychowaniu wnuka /syn corki/ u mojego syna przyszlo
      trzecie dziecko pomagalam na dal gotowalam ,robilam zakupy za swoja rente bo
      tam sa dzieci bo tam sie nie przelewa itp.syn nie pracowal , dzieci rosly wnuk
      jyz 17 letni powiedzial mi te same slowa co synowa "po co babci pieniadze"
      podjelam ja 70 letnia babcia prace na pol etatu aby bylo mi troche lzej.Corka
      naciskala syna na podjecie pracy zawsze to samo a kto bedzie gotowal itp/nie
      mial ochoty isc do pracy/ wrescie po duzej klotni z corka poszedl za praca mial
      pracowac jako dozorca i to co uslyszalam dech mi zaparlo jego syn oswiadczyl,ze
      nie ma sie wazyc podjac taka prace bo co jego koledzy powiedza.Az trudno
      uwierzyc w to w domu bieda ja POMAGAM jak moge a ty tu ladna historia.On ojciec
      nie poczuwa sie do opieki swoich dzieci a ja babcia MUSZE to robic o nie WY
      jestescie rodzicami i to wasz obowiazek synowa sie rozloscial jak mama moze tak
      mowic,mamy obowiazek jest nam pomagac bo to mamy syn a gdzie pomoc Twoich
      rodzicow? /ojciec dentysta/zapytalam sie jej moi rodzice mieszkaja
      daleko /45km/ i nie jest im latwo a dla mnie latwo?GDYBY NIE MOJA PRACA MAM
      DZIS 79 LAT TEZ BY NIE BYLO LATWO .Mam jeszcz dwie corki ale zadna z nich nie
      wolala o pomoc same sobie radzily jak mogly/jednej tylko wychowywalam dziecko/
      jedna mi pomaga jak moze,nie ma dnia aby nie zadzwonila mieszka daleko i nie
      spytala sie o pomoc,a moj syn i synowa ciagle wyciagnieta maja reke daj i daj a
      skad ja mam brac?maz nie zyje 14 lat jestem zaradna i to uczylam swoje dzieci
      ale synowa byla i jest innego zdania .Oszczedzac maja dziadkowie bo to ich
      obowiazek jest utrzymac wnokow. Wiec ja sie pytam,gdzie jest to
      powiedziane,bylam chora to syn moj nie zajrzal do mnie ani synowa bo nie maja
      czasu ale w dniu renty drzwi sie nie zamykaja u mnie a po recie jest cichutka.
      I teraz ja sie pytam czy ja jestem zla tesciowa?? zla babcia??? babciu ja
      potrzebule buty babciu ja potrzebuje spodnie ,kurtke,czapke itp co roku ta sama
      historia a gdzie twoja kurtka stara? a nie wiem,gdzis tam lezy ,lezy? TO
      POWIEDZ MAMIE ABY JA WYPRALA I BEDZIE DOBRA JESZCZE co ty babcia stara kurtka?
      tez cos tak odpowiada moj wnuk 17 i moja wnuczka 12 i co czy ja musze kupic ta
      kurtke?? a gdzie moja kirtka,moje buty.kto mi kupi? czy ja nie mam prawa do
      zycia??? pracowalam cale moje zycie mlodosc zabrala mi wojna dorobilam sie z
      mezem nikt nam nie pomagal a teraz ja MUSZE POMOC dlaczego.Chlep zapracowany
      wlasnymi rekami smakuje lepieji to powtarzam moim dzieciom ale do nich to nie
      dociera .Ja musze im dac i koniec czy to ludzkie?
      • Gość: potomek do TEŚCIOWEJ IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.04, 03:47
        Serce mi się kraje jak to czytam i nie wiem co napisać, pocieszyć, szczerze
        współczuję . Pozdrowienia, powodzenia.
      • Gość: anik Re: Synowa IP: *.206-201-80.adsl.skynet.be 21.02.04, 14:03
        Wspolczuje takiej sytuacji.Szkoda tylko,ze pani sie na to godzi.Sama jestem
        mezatka i nie wyobrazam sobie powiedziec do moich rodzicow(a tym bardziej do
        tesciowej)ze NALEZY mi sie pomoc.Jestem wdzieczna za wychowanie,za to ze
        zadbali o moje wyksztalcenie,starali sie jak mogli(3dzieci).Moi dziadkowie tez
        nie maja obowiazku pomagania.Nigdy nie mialam odwagi i czelnosci powiedziec
        im;ze potrzebuje na buty czy kurtke,oni sami(gdy uwazaja za sluszne)wetkna w
        dlon jakis banknot.Ciesze sie,ze rodzice nauczyli nas zaradnosci,ze dajemy
        sobie rade,zawsze pamietamy o swoich imieninach,urodzinach;gdziekolwiek
        jestesmy wysylamy do dziadkow kartki,robimy drobne prezenty.Domyslam sie ,ze
        oni pewnie odkladaja dla nas grosiki,ale bylabym szczesliwsza gdyby
        przeznaczyli to na swoje przyjemnosci.Pomoc jest wola a nie obowiazkiem.Jest
        pani pelna ciepla i wyrozumiala,ale niestety osaczona przez pasozytow.Na pewno
        ciezko sie teraz zmienic,ale prosze sprobowac byc bardziej stanowcza(a juz
        szczegolnie do wnukow,w ich postawie nie ma naleznego pani szacunku)Pani ciezko
        pracowala i zasluguje na swoje przyjemnosci,juz najwyzsza pora zeby powiedziec
        DOSC.I choc bedzie sie pani czuc winna(niepotrzebnie)to stanowcze NIE powinno
        dac do myslenia zerujacej synowej i podporzadkowanemu jej mezowi.Zycze
        poodzenia!!
    • Gość: Hanka Re: Synowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.04, 11:16
      Tak sobie czytam i wydaje mi sie ze te relacje zawsze bedą obarczone jakimś
      niezrozumieniem. A od niezrozumienia do wrogości niedaleko.
      Jestem synową. Na początku - kiedy, mieszkalismy z mężem jeszcze na kocią łapę -
      mama męża nie bardzo mnie tolerowała. I ja ją też. Myslę że wynikało to z
      absolutnie odmiennych charakterów, podejścia do zycia, potrzeb itd. mnie
      wydawało że ona się wtrąca, buntuje synka - fakt miała czasami powalajace
      komentarze(nie przecze czasami było mni przykro zwłaszcza kiedy na wiadomość o
      ślubie - z rozbrajającą szczerością spytała się po co się pobieramy), jest
      niepozbierana, niegospodarna. Jej z kolei, ze ja mam totalitarny charakter,
      pyskuję, i bede ustawiać jej synka jak w obozie, bede miała niebotyczne
      wymagania, pretensje, żądania. POza tym wydawało sie jej ze jesteśmy wyj atkowo
      nieudanym zwiazkiem - i fakt mega awantury były bardzo czesto - miedzy innymi
      na temat mamusi meza.
      Trwało to pare lat.
      Po jakimś czasie - okazało sie że jednak : ))) z mezem dajemy sobie rade- nie
      dochodzi do rekoczynów, ja toleruje jego kosztowne hobby, nie jestem
      upierdliwa, nie mam niebotycznych żadań, mamy własne mieszkanie, nie wisimy na
      portfelu teściów, a po urodzeniu dziecka nie zwalilismy się do nich z bezradnym
      co teraz?
      po 6 latach znajomości moge napisać ze moja teściowa jest fajną kobietą !
      Róznimy sie w podejściu do wielu spraw, ale bardzo ją lubię. Lubie jej lekkie
      zakręcenie, lekkie szaleństwa a ona lubi moje.
      Ona w pełni akceptuje nasz styl zycia i sposób wychowania dziecka, a ja
      akceptuje jej sposób prowadzenia domu i nigdy, nigdy nie osmieliłabym
      się "robić porządku" w jej rzeczach, jej kuchni, jej szafach.
      Do głowy nam nie przyszło, żebyt w związku z tym że jestesmy małżeństwem z
      dzieckiem miec jakiekolwiek roszczenia wobec naszych rodziców. Że mają
      obowiązek kupić nam mieszkanie, samochód zajmować sie dzieckiem, dotować.
      Wychodze z załozenia, że jeśli dorosli ludzie chcą sie bawić w dom i prokreację
      muszą się nad tym dobrze zastanowić i mieć ku temu warunki - a nie obarczać tym
      rodziców. Niestety, tak sie czesto zdarza - czasami - zwłaszcza na edziecku
      pojawiają sie głosy oburzenia ze teściowie pojechali na Majorkę a ona - matka
      nie ma za co kupić dzieciom butów. No musze przyznać powala mnie ta
      argumentacja. Na miejscu tesciowej kupiłabym synowej paczkę prezerwatyw i
      podręcznik ekonomii. Dlatego pewnie bede "tą złą teściową".
      pozdrawiam Hanka

      • Gość: midgeure Hanka - super! IP: 195.94.207.* 18.02.04, 11:55
        Słuchaj, napisałaś bardzo fajny, mądry tekst! Nie jestem synową jeszcze. Nie
        wiem czy kiedykolwiek będę. Pewnie trudno wypowiadać się na temat relacji
        teściowa/synowa jak się teściową/synową nie jest. Ale układ bez ślubu to
        również sytuacja życiowa i tym mogę się wytłumaczyć i zabrać głos w dyskusji.
        Otóż, Hanka, zgadzam się z Tobą w 100%! Bo nie zwalajmy wszystko na teściowe i
        synowe. To są ludzie i tylko od człowieka zależy jakie tworzy relacje z innymi.
        Jeśli jestem zła, zaborcza, konfliktowa z natury, to bez względu czy jestem
        teściową/synową czy nie, i tak moje relacje z drugim człowiekiem są wtedy
        chore. Natomiast, gdy jestem pogodna, życzliwie nastawiona do ludzi, to moje
        relacje z innymi (również z synową/teściową) będą dobre. Na pewno na początku
        nowej drogi jest trudno, ale wszystko zależy od nas samych. Ja z moim partnerem
        mieszkamy bez ślubu, nie oznacza to, że otoczenie nie traktuje nas jak
        małżeństwo. Ani moja Mama, ani jego Mama nie ingerują w nasz związek, wspólne
        życie i zajmowanie się domem. Jak pojawiają się problemy finansowe, nie
        biegniemy z płaczem o pomoc, staramy się sami wyjść z tej sytuacji. Chodzi o
        to, żeby spróbować się dogadać. Jeżeli napotykamy na opór z drugiej strony,
        czujemy, że nie jesteśmy lubiane przez teściową (najczęściej tak jest) wyjściem
        nie jest obsmarowanie ich na forum internetowym, tylko jakaś pomoc ze strony
        rodziny, przyjaciół, psychologów. Nie ogólniajmy, nie wszyscy są tacy. Człowiek
        to jednostka i każdy jest inny. A stereotypy trzeba obalać.
        • Gość: chochlik Re: Hanka - super! IP: *.lublin.mm.pl 18.02.04, 13:33
          Jesteme teściową. Mam dwójkę dorosłch wnucząt, jedno przed maturą, drugie po
          studium pomaturalnym. Jeszcze nie pracują. Mieszkamu blisko, ale osobno.
          Kontakty częste. Jak trzeba, to sobie pomagamy w miarę możliwości. Nigdy nie
          usłyszałam od synowej,"Ech, co tam mama wie" Szanujemy sie wzajemnie. Jest
          dobrze choć bardzo skromnie.. Przydałoby się więcej pieniążków. Zobaczę na co
          stać moje wnuki.
      • Gość: Ulka Re: Synowa IP: *.proxy.aol.com 20.02.04, 00:52
        Hanka dziekuje Ci bardzo za ta wypowiedz to jest to o czym ja zawsze mysle.Mam
        bratowa nie gospodyni,balaganiara nie potrafi nic zorganizowac,itp.jest w
        naszej rodzinie prawie 25lat my sie do nich nie wtracamy .ich zycie jest ich
        problemem lecz Ona mysli inaczej Ona uwaza,ze my musimy jej pomagac bo Oni sa
        biedni /stac ja na taksowke kazdego niemal dnia z pracy do domu tj.moze 10km/
        ciagle ma pretensje o wszystko ,gdy jej powiedzialam kazdy sam pracuje na
        siebie oburzyla sie bardzo i twierdzi ze MY MUSIMY IM POMAGAC. Moja biedna mama
        to robi,bo mowi tam sa dzieci /3/ ja staram sie pomagac mojej mamie a on
        wsadza im wszystko bo bieda wiec stanowcz powiedzialam jeszcz raz uslysze o
        nich przestane interesowac sie domem na razie pomoglo jak dlugo nie wiem
        zabraniam kategorycznie mojej mamie niesc im pomoc ja mieszkam w bloku pracuje
        ciezko siostra mieszka w bloku ma syna pracuje chalupniczo w domu skreca
        dlugopisy by utrzymac siebie i syna /chlopak ma rete po ojcu/ a moj brat ma
        dom,dzieki mojej mamie i nie mysli o zadnej pracy bo po co jezeli babcia
        wszystko kupuje.Jeszcze raz dziekuje ci Hanko za to zaraz to odbije na
        prynterze i wyszle dla mojej mamy .ze sa jednak ludzie co mysla jak ja
        tz,chcesz bawic sie w dom to rob to z glowa.pozdrawiam ciebie serdecznie.
    • Gość: józia Re: Synowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 07:06
      Opowiem Wam o mojej teściowej.
      Moja teściowa mieszka ze swoją córką i jej mężem i żyje ich życiem.
      Najciekawsze jest to, że kupiła im mieszkanie oddalone od swojego o jakieś 500m
      i dalej z nimi mieszka. Kobieta jest czynna zawodowo, a oprócz tego zajmuje się
      wnuczką (nawet z nią śpi), gotuje, sprząta itd.
      Nie jest to normalne i w sumie żal mi tych młodych ludzi. Oni to zaakceptowali,
      ba chyba już się do tego przyzwyczaili i jest im tak bardzo dobrze. Na pytanie:
      kiedy mama się wyprowadzi jest odpowiedź: no nie wiem ale ja cały czas jestem
      im potrzebna. I tak się zastanawiam czy to ona jest im potrzebna czy oni jej.
      Na szczęście ja nie muszę tego często oglądać, bo mieszkam daleko od nich, a
      spotykamy się dość rzadko. I jestem z siebie dumna, bo osiągnęliśmy z mężem
      wiele bez niczyjej pomocy. Choć teściowa w ogóle tego nie docenia. Ale to już
      jej zmartwienie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka