Gość: 46332987
IP: 134.146.212.*
23.01.04, 12:00
Na dniach kupiłem moje trzecie kolejne mieszkanie w Warszawie, do którego za
jakiś czas będę się przeprowadzał. Pierwsze było na Woli, drugie (aktualne)
jest na Woli, i to trzecie też jest na Woli. O ile wolska lokalizacja
pierwszego nie miała przy podjęciu decyzji specjalnego znaczenia, o tyle w
przypadku kolejnych świadomie dawaliśmy preferencje tej właśnie dzielnicy.
W pierwszym mieszkaniu za oknami miałem odległe o kilkadziesiąt metrów fasady
sąsiednich budynków, ze wspaniałą panoramą na fakturę sfatygowanego już tynku
i cegieł, linearne kompozycje rynien i piorunochronów, festiwal kwiatów i
kotów na parapetach a pierzyn na balkonach, oraz doskonale widoczne seanse
życia rodzinego w przeciwległych oknach. W kolejnym mieszkaniu po jednej
stronie miałem mniej więcej to samo, choć w wyższym standardzie i z górną
połową wieżą Daewoo w tle, a po drugiej stronie znowu to samo, choć stojąc
nieco z boku w prześwicie można było spojrzeć ponad Muranowem na stare
Intraco. A w tym trzecim....
W tym trzecim jest zupełnie inaczej. Mieszkanie odwrócone jest do centrum
tyłem, a frontem stoi do Woli. Chociaż z dwu bocznych okien i wychylając się
z balkonu można spojrzeć w kierunku Żoliborza, Ochoty, a nawet ciut ciut
Śródmieścia, to jednak z reprezentacyjnych okien trzech pokoi i z kuchni
rozciąga się panorama prościutko na zachód, hen daleko ponad dachami Woli, od
kolejowych rejonów przy Dworcu Zachodnim do kolejowych rejonów przy lasku na
Kole. Gdyby udało się kupić mieszkanie ciut wyżej, na dwucyfrowym piętrze, to
panorama byłaby chyba pełna; niestety, w odległości może stu metrów stoją
dziewięciopiętrowe bloczyska, które na mojej wysokości częściowo zasłaniaja
widok i pomiędzy którymi można patrzeć tylko w prześwitach. Nieba jest za
oknami aż za dużo, bieżący przegląd zjawisk meteorologicznych dostępny jest
od Janek do Łomianek. Samoloty startujące głównym pasem z Okęcia nabierają
wysokości na wprost okien pokoju dziecinnego, zanim zakręcą we właściwą
stronę na wprost okien kuchennych, ewentualnie polecą dalej na północ kursem
na Gdańsk i Sztokholm na wprost okien salonu; codzienne powietrzne ptasie
wesela odbywają się dokładnie na naszej wysokości i po kursie, którego
zmienną trajektorię mogą obliczyć tylko najpotężniejsze komputery. Wschodu
słońca niestety nie widzimy, choć w prześwicie między blokami można zobaczyć
pomarańczowy Marriot i Intraco II na tle jaśniejącego nieba. Za to zachody...
latem mogę sobie tylko wyobrazić... Na razie styczniowe słońce chowa się za
jednym ze wspomnianych bloków, w lutym jest szansa że zobaczę w prześwicie
jak zanurza się gdzieś na wschodnim Bemowie, w marcu pewnie zasłoni mi
ostatni kwadrans zachodu kolejny blok, ale od późnego kwietnia pewnie już
będzie nurkować gdzieś za Chomiczówką, zanim późnym latem znowu zacznie marsz
w kierunku punktu docelowego, który wskazuje linia Górczewskiej.
Jak się zapoznam, opiszę co widać bardziej szczegółówo.