Dodaj do ulubionych

"Pan Tadeusz II" - Księga XI

05.11.06, 09:43
Bardzo chciał iść walczyć, ale nie mógł wcale
Wiec jął Tadek Zosi streszczać swoje żale.
Zosia nic nie mówiąc tylko go słuchała,
Ale tak naprawdę cholera ją brała,
Bo się umówiła w swiątyni dumania
Razem z Telimeną na lekcję kochania.
Lecz co było robić? Męża słuchać trzeba,
A za tą cierpliwość można pójść do nieba.
Tymczasem we dworze coraz bardziej wrzało.
Coraz więcej szlachty wzięło się zbierało.
Wszyscy chcieli głowy Grzegorza Lucasa,
A każdy miał oręż przypięty do pasa.
Czasu było mało, by powstrzymać jego
Przed puszczeniem w obieg kopii filmu tego,
W której to historia dworu z Soplicowa
Dzieje się w kosmosie vel "Nadzieja nowa".
Lecz ciągle czekano: może Tadeusza
Najdzie sił na tyle, by mógł on się ruszać.
Mogli iść bez niego lecz z nim było raźniej.
W końcu on był młody i widział wyraźniej.
Zebrał więc się wreszcie chłopstwa oddział srogi
I wszyscy czekali na rozkaz do drogi.
Robak był do rządu message wystosował,
By tą demonstrację zalegalizował.
Na wariata bowiem oni iść nie chcieli,
A wszystko legalnie załatwić woleli.
W końcu zobaczyli w wieczornym dzienniku,
Że premier się zgodził. Ale było krzyku!
Wszyscy się cieszyli, ruszać chcieli teraz,
Bo każdy chciał głowy pana reżysera.
Lecz zapał ostudził Wojski wraz z Robakiem:
- "Czekajmy do rana! Może wraz z chłopakiem
Pójdziemy w tą drogę?! Może wyzdrowieje?!
W końcu dużo się tu cudów przecież dzieje!"
No i przeczekali nockę śpiąc w śpiworach
Aż nastał już ranek - bardzo wczesna pora.
Nagle drzwi od dworu z hukiem się otwarły.
Wszystkie serca naraz z wrażenia zamarły.
W drzwiach stanął Tadeusz z takimi słowami
- "Czekajcie panowie, zaraz pójdę z wami!!!"
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka