Dodaj do ulubionych

Pitawal grochowski

01.09.05, 10:54
czyli wątek sensacyjny, dozwolony od lat 18 : ) zbierzmy rozproszone na tym
forum różne historie kryminalne, nierozwikłane zagadki, trupy w szafie...
stwórzmy galerię typów występnych, prawdziwych i wyobrażonych... zabawmy się
w pd. praskich detektywów, pociągnijmy ludzi za języki... grochowskie
kamienice, parki, piwnice kryją niejedną tajemnicę : )
niech powstanie jedyna w swoim rodzaju kronika : ) i konkurencja dla Agathy
Christie, Raymonda Chandlera i Joe Alexa : ))
ja zaczynam, kto ma ochotę – niech dopisze kolejne rozdziały : )
em. (jak zwykle - z przymrużeniem oka ; )
Obserwuj wątek
    • e-mka Rozdział I –Melina, wybuch i dwa trupy na Szaserów 01.09.05, 10:56
      Wiosna 1997. Kupuję moje pierwsze warszawskie mieszkanie. Wybieram Grochów.
      Ulica Szaserów. Blisko do centrum. Stare drzewa za oknem. Kawalerka po
      remoncie. Niedroga. Nie dziwi mnie brak podstawowych urządzeń sanitarnych. Nie
      dziwi brak licznika gazu. Ani wykładzina przyklejona bezpośrednio do betonowej
      podłogi. Nie dziwi nerwowy właściciel, który zmusza mnie do zapłaty gotówką –
      transportuję reklamówkę z górą banknotów bez obstawy. Kto by tam chciał mnie
      napaść : )
      Transakcja dochodzi do skutku. Polecony notariusz gwarantuje, że wszystko jest
      w porządku.
      Z zapałem układam panele. Kleję glazurę. Buduję antresolę. Jest pięknie.
      Pierwsza wizyta w administracji. Nogi uginają się pode mną. „Kupiła pani
      zadłużony lokal. Zajęty nielegalnie. Wnuczek właściciela zerwał pieczęcie. Tam
      był wybuch! Melina znana na całą Pragę!” – informuje urzędniczka. – „Musieliśmy
      ewakuować cały pion. Staruszka z I piętra prawie dostała zawału. Wywieźliśmy
      stamtąd dwa kontenery śmieci. Wszystko się ruszało od robaków. Był jeden trup.
      Ze dwa dni leżał. I drugi. Ten właściciel, co wyskoczył przez okno. Po wybuchu.
      Pożar był. Gazety pisały. Okna musieliśmy wstawić, bo mróz”. Sufit zaczyna
      niebezpiecznie kołysać się nad moją głową. Chyba zaraz zemdleję. Muszę kiepsko
      wyglądać, bo urzędniczka pociesza: „Wie pani, nawet lepiej, że ten wybuch był.
      Robaki wypaliło”. Fakt. Robaków bym nie zniosła : )
      Na szczęście okazało się, że wnuczek długi spłacił. Tylko że ja już nie chcę
      mieszkać na Szaserów! Boję się trupów. Boję się zasnąć. Na szczęście żadne
      duchy mnie nie nachodzą : ) Powoli jakoś się przyzwyczajam do myśli o barwnej
      przeszłości mojego mieszkania. Pocztą dostaję wezwania do płacenia alimentów
      (tzn. śp. właściciel dostaje). Raz ktoś próbuje wprosić się „na jednego”. Poza
      tym spokój. Po kilku latach zapominam o wybuchu, melinie i trupach.
      I tylko osmalony kawałek kaloryfera, przebijający spod oblazłej farby olejnej,
      przypomina, że to wszystko zdarzyło się naprawdę : )
      • andrzej_b2 Jak organista zabił organiścinę 01.09.05, 11:13
        Pracował kiedyś w kościele na pl. Szembeka organista, nazwijmy go umownie panem
        B. (uwaga, ochrona danych osobowych czuwa!), o pięknym barytonowym głosie i był
        wirtuozem gry organowej. Zajęcie w parafii łączył z pracą w Państwowej Wyższej
        Szkole Muzycznej, gdzie był profesorem w klasie organów. Miał zwyczaj, że po
        każdym nabożeństwie dawał próbkę swych możliwości wirtuozerskich. Wielu
        melomanów specjalnie czekało na te okazje, podczas których najczęściej z tego,
        co pamiętam wykonywał: Toccatę i Fugę Bacha oraz różne parafrazy znanych
        utworów np.: Ave Marya Gounoda, i Schuberta a nawet Poematu Fibicha.
        Był przykładnym ojcem i mężem, miał dwoje dzieci: Lucynę i Maćka (imiona
        zmyślone także z ww. powodów), z którymi chodziłem do szkoły. Pewnego dnia
        małżeństwo kupiło sobie samochód osobowy„dekawkę”, swego rodzaju symptom
        luksusu. Dla niewtajemniczonych, był to niemiecki samochód typu DKW, o
        karoserii z dykty. Nic nie wróżyło wówczas jeszcze tragedii, gdy nagle po
        Grochowie rozeszła się wieść: „organiścina nie żyje!”. Okazało się, że pewnej
        niedzieli pan B. z małżonką wybrali się na wycieczkę samochodową, w czasie
        której pojazd uległ rozbiciu o drzewo i to tak nieszczęśliwie, że na miejscu
        zginęła żona.
        Organista nie pozostawał długo samotnie, po pewnym czasie związał się z pewną
        kobietą, i mieszkał z nią bez ślubu. Zgorszenia tego nie mogły znieść
        świątobliwe miejscowe niewiasty. Tak długo dręczyły ks. Sztukę, naszego
        proboszcza, aż ten zwolnił pana B. i zapanowała cnota.
        Po panu B. było wielu organistów, ale już nie tej miary. W tym miejscu
        chciałoby się sparafrazować poetę: „było organistów wielu, ale żaden nie śmiał
        zagrać przy...panu B”.
        Pozdrawiam
        • e-mka Re: Jak organista zabił organiścinę 01.09.05, 11:36
          czy to oznacza, że organista najpierw miał romans, a potem postanowił pozbyć
          się małżonki, pozorując wypadek?
          kiedy zdarzenie miało miejsce? czy prowadzono jakieś dochodzenie? czy pisały o
          tym gazety?
          no bo jeśli to była zbrodnia, to niełatwo byłoby ją ukryć, mając na uwadze, jak
          eksponowaną osobą był pan B.?
          czy może był to nieszczęśliwy wypadek, a konkubina pojawiła się w życiu pana B.
          dopiero później?
          czy dramatis personae (tj. organista + konkubina) nadal żyją?
      • pantalon Re: Rozdział I –Melina, wybuch i dwa trupy 01.09.05, 11:15
        a propos trupow. Bedzie okologrochowsko :)
        Ja wynajmowalem mieszkanie i spalem na lozku na ktorym umarl poprzedni wlasciciel.
        Ale mam mile wspomnienia - ech te kawalerskie czasy :)
        A poznie jwynajmowalismy (juz z zona jako mlode malzenstwo) mieszkanie gdzie tez
        umarla poprzednia wlascicielka. Rowaniez na lozku. Oczywiscie zona kategroycznie
        stwierdzila - lozko won. No i trzeby bylo kupic nowe :)
        Obydwa mieszkania to Ochota

        sciskam

        PanTalon

        P.S.
        a na listach zajmujacych sie sprawami remontow mieszkan to zawsze takie
        dramatyczne püosty - na pomoc kupilem mieszkanie z trupem . A tu prosze mozna
        mieszkac hue hue hue
        ponuce sobie teraz Zembatego - w prosektorum najweselej jest nad ranem :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka