Dodaj do ulubionych

KOPERNIK, XXXIII l.o.

IP: *.chello.pl 12.01.02, 22:30
Bywają tu czasem ucznoiwie Kopernika??? :)))
Obserwuj wątek
              • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 23.04.02, 11:49
                taka urocza facjata i mam nie zająć nią choć kawałka ściany? :) Oczywiście pod
                zdjęciem jest tablica pamiątkowa i palą się dwie świeczki. No i regularnie
                zmieniam kwaitki w wazoniku. Wcale a wcale nie zrobiłam węzła szubieniczego :)).

                co do radiowęzła to działa- choć nieregularnie, jeden dzień lub jedną przerwę
                milczy, póżniej gra pełną parą- to działa. No i okupują go sami
                przystojniacy :).
                • ptasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 23.04.02, 17:23
                  co do radiowęzła to działa- choć nieregularnie, jeden dzień lub jedną przerwę
                  > milczy, póżniej gra pełną parą- to działa. No i okupują go sami
                  > przystojniacy :).

                  czyli się niewiele zmieniło, my byliśmy pierwszymi "od radiowęzła", puszczaliśmy
                  muzykę wtedy, kiedy nam się chciało, ale było gdzie siedzieć :-); chociaż co do
                  tych przystojniaków to nie wiem. Nie wiesz czasem, czy przemalowali ściany - tzn.
                  przez ostatnie 5 lat?
                  • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 23.04.02, 19:55
                    przystojniak, rzecz względna= długie włosy+ glańce :)

                    co do ścian to oczywiście, przemalowali- na ten sam szpitalny kolor! wnętrze
                    ogólnie jest żółtawobeżowawokremowonijakie (jak skończę tą szkołę przemaluje
                    tak sobie pokój, niezapomniana to barwa :) no i zniszczyli nasze grafitti w
                    szatni! to grafitti dawało nam choć złudzenie wolności...wam pewnie też..teraz
                    wszystko pochłonęła żółta maż. zgroza! na o sale geograficzna i historyczna
                    zostały skrzywdzone jeszcze bardziej, wejdz to pierwszego lepszego szpitala i
                    spójrz na pierwszą lepszą ścianę...wszystkie są koszmarnie zielonkawe..sic!

                    na szczęście sama szkoła poziom trzyma :)
                    pzdr.
                    czeko
                    • ptasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 23.04.02, 20:41
                      to mnie zasmuciłeś, bo wiem, że jeszcze 3 lata temu radiowęzeł był pomalowany.
                      sama malowałam kafle, no i przez lata narastało grafiti... beznadziejnie, że
                      przemalowali szatnię, ale cóż, za moich czasów już i tak maznęły im się ściany
                      przy schodach do szatni/barku, więc... ale szkoda. Pzdr i thanx za nowinki :-)))
                      • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 26.04.02, 13:16
                        eeej wkradł się błąd. Chodziło o to, że przemalowali całą szkołę, ale
                        radiowęzeł jest cały czas ostoją wolnego wypowiadania myśli przy użyciu
                        flamasterka i ściany :).W którym roku skończyłaś szkołę i co teraz robisz? Tak
                        tylko, może się dowiem, co robią absolwenci :).
                        • ptasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 26.04.02, 17:16
                          hurrah!!! bo naprawdę przeżyłam bolesne chwile myśląc o przemalowanym węźle :-
                          ))). A wyszłam z tego nadobnego przybytku w roku 1997, teraz próbuję skończyć
                          magisterkę, uczę ang. i tłumaczę, jak wielu po Koperniku, choć większość to
                          akurat mi się wydaje poszła na SGH; z tego co wiem, wiele z mojego rocznika
                          pracuje po różnych firmach, mniejszych lub większych (asystentki i inne tam)
                          firmach, ma żony, mężów, niektórzy dzieci... to, co wszyscy, nic specjalnego :-
                          ))). Ale kontakt utrzymuję właściwie tylko z 2-3 osobami, które mi ew. mówią,
                          co tam u innych.
                          • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 27.04.02, 11:46
                            Hie hie...czy my jesteśmy skazani na te tłumaczenia? Czy każdy z kopernika
                            wynosi brzemie nauczyciela angielskiego? :))) Uczysz dzieci czy dorosłych?

                            Może to wzniosłe pytania, ale czy to, że skończyłaś akurat tą szkołę dało ci
                            coś w życiu, oprócz ang? No i czy kończyłaś IB, czy jeden z "polskich"
                            kierunków?

                            pozdr.
                            czeko

                            wow...dzieci? nie za wcześnie? :)
                            • ptasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 27.04.02, 22:08
                              Gość portalu: czeko napisał(a):

                              > Hie hie...czy my jesteśmy skazani na te tłumaczenia? Czy każdy z kopernika
                              > wynosi brzemie nauczyciela angielskiego? :))) Uczysz dzieci czy dorosłych?
                              No niestety :-(((, choć nie wydaje mi się to teraz tak tragiczne, jak w LO. A
                              uczę dorosłych, ale czasem czuję się tak, jakbym uczyła rozbrykanych
                              siedmiolatków...
                              > Może to wzniosłe pytania, ale czy to, że skończyłaś akurat tą szkołę dało ci
                              > coś w życiu, oprócz ang? No i czy kończyłaś IB, czy jeden z "polskich"
                              > kierunków?
                              Kończyłam humana. Czy coś mi to dało...? Na pewno bezstresowe 4 lata, które moi
                              znajomi z innych szkół spędzali kując i żeby się wyluzować, przychodzili balować
                              do nas. Niestety, brak luzu czy wyżycia się w odpowiednim momencie czasem odbija
                              się na późniejszym życiu. Ale nie mam poczucia przynależności do jakiejś 'elity',
                              nie mam też poczucia, że LO nadało mi jakieś poczucie kierunku czy coś w tym
                              stylu. Owszem, sporo mi dało czy sporo się nauczyłam, ale niekoniecznie w sferze
                              akademickiej :-))), ale też byłam wówczas prawie zupełnie wyzuta z ambicji.
                              Jednak to, że mogłam sobie bujać w obłokach, siedzieć w radiowęźle czy czytać na
                              zajęciach i jechać spokojnie na średniej 3,5-3,7 b. mi wówczas odpowiadało, i za
                              to jestem Kopernikowi wdzięczna. Poznałam fajnych ludzi, pobawiliśmy się razem,
                              potem się trochę popsuło, ale akurat skończyliśmy szkołę, więc - no hard
                              feelings. Lo nie było dla mnie miejscem 'serio', miejscem do osiągania celów,
                              budowania sobie przyszłości; takim miejscem czy okresem w moim życiu były studia.
                              W LO to było dorastanie, i tyle.
                              > wow...dzieci? nie za wcześnie? :)
                              Ja też tak myślę :-))
                              Pozdrawiam.

                            • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 29.04.02, 09:28
                              Kurcze no....eee....trochę się pozmieniało...
                              Bezstresowe lata to już stanowczo nie teraz :)
                              Co prawda można żyć bezstresowo ale osiąga się średnią minimum i leci na
                              korkach...Coś za coś :)
                              Trochę zazdroszcze i mimo wszystko trochę niedowierzam :)
                              pzdr.
                              czeko
                              • ptasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 29.04.02, 10:11
                                Gość portalu: czeko napisał(a):

                                > Trochę zazdroszcze i mimo wszystko trochę niedowierzam :)
                                ale to prawda! w trzeciej LO w maju w ogóle zajęć nie było, bo to 1-3.05, potem
                                matury, a potem 2/3 klasy pojechało na pielgrzymkę, a reszta się nie stawiła do
                                szkoły przez te 2 tyg; koleżanka i ja nawet raz przyszłyśmy, ale nikogo poza tym
                                nie było... Nikt się tym specjalnie nie przejął. Oczywiście, były też wyjątki,
                                osoby które się uczyły itd, ale mam wrażenie, że było ich niewiele, a reszta
                                pogrążała się w mniej czy bardziej zaawansowanym leserstwie; tyle, że do matury
                                naprawdę się uczyłam, no i miałam duże lepsze wyniki niż przez całe LO - po i co
                                mi były wcześniej lepsze wyniki..? Szkoda, jeżeli się zmieniło, ale to zależy co
                                kto lubi... Zresztą, pamiętam, że z mojego rocznika też parę osób zrezygnowało,
                                bo sobie nie dawały rady - ale one miały szczęście z niektórymi matematykami,
                                jeśli wiesz o czym (a właściwie o kim) mówię... :-))) Pzdr, i naprawdę nie
                                zmyślam!


                    • Gość: Lelis Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.10.04, 13:18
                      o w morde, ale przechlapane ze zamalowali grafitti! szafeczki tak slicznie
                      sobie malowalismy, kazdy jak mu/jej w sercu gralo.. uczy jeszcze Pani Zaslona
                      (angielski)? Pamietam napis 'Bo zupa byla Zaslona' ;) Jest Pani Humiecka?
                      dzieki niej zdalam bez kursow i innych bzdur na anglistyke, teraz zaczynam
                      czwarty rok, czyli koncze impreze i w zasadzie bede miec mgr bezbolesnie.
        • Gość: Lelis Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.acn.waw.pl 04.10.04, 13:29
          ej, nie pisz zle o Likowskiej , jestem z 82 i akurat Ja wspominam bardzo
          dobrze, tyle wiadomosci ile Ona miala, sposob w jaki je przekazywala.. pelen
          profesjonalizm! Jestem na 4 roku anglistyki (UW) i w zeszlym roku po
          przejrzeniu notatek z liceum zdalam sobie ot tak z biologii na lesnictwo na
          SGGW i szczerze powiem ze wiekszosc tam wykladajacych wiedziala o przyrodzie
          znaczniej mniej niz Prof. Likowska.. :P
        • Gość: Aga Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 12:48
          Widać w tej szkole nic się nie zmienia ( ja chodziłam w latch 80-tych). Pani Choim trudno powiedziec, że
          czegokolwiek uczy. Moim zdaniem nigdy nie powinna wykonywać zawodu nauczyciela. Uczyła mnie przez
          rok i o rok za długo. Dopiero na studiach polubiłam historię starożytną. Ze wzruszeniem wspominam
          tylko profesora Radomskiego, który niestety zmarł chyba w 1985.
        • Gość: Aga Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 12:48
          Widać w tej szkole nic się nie zmienia ( ja chodziłam w latch 80-tych). Pani Choim trudno powiedziec, że
          czegokolwiek uczy. Moim zdaniem nigdy nie powinna wykonywać zawodu nauczyciela. Uczyła mnie przez
          rok i o rok za długo. Dopiero na studiach polubiłam historię starożytną. Ze wzruszeniem wspominam
          tylko profesora Radomskiego, który niestety zmarł chyba w 1985.
    • menot Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 03.05.02, 05:26
      Czesc, pozdrawiam absolwentow! Jestem niestety starsza od Was i skonczylam
      liceum gdzies w 1985 roku. Teraz siedze w Kanadzie i jezyk obcy mam na codzien
      i nie jest on juz obcy. Mieszkalam od dziecinstwa tuz przy szkole - cale moje
      mlode lata sa zwiazane z ta okolica - chodzilam tez do podstawowki ktore jest
      w drugiej czesci budynku. Stoma jest chyba niesmiertelny. Nie moglam uwierzyc
      ze jeszcze jest dyrektorem. Uczyla mnie oprocz tego Alicja Piatkiwicz chemii i
      Chojmowa historii (to z tych co jeszcze ucza) wiec moze znacie.
    • Gość: lolo Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 14.06.02, 12:09
      Byłem uczniem Kopernika w latach siedemdziesiątych. Była to wtedy elitarna
      szkoła, jak to się mówiło –„z wykładowym angielskim”. Ewenement jak na tamte
      czasy. W klasie mieliśmy kilku obcokrajowców oraz parę osób po tzw. placówkach,
      czyli dłuższych pobytach na Zachodzie. Pamiętam, że patrzyliśmy na tych naszych
      zachodnich kolesiów jak w obrazek. Nosili fajne ciuchy, których nie można było
      kupić nawet w Peweksie i opowiadali nam o Zachodzie, który wtedy był marzeniem
      każdego. Zachód kojarzył się nam z rajem, a oni przybywali stamtąd; ubrani byli
      w Levi Straussy i na rękach mieli Seiko automatiki. Mieli też dolary w
      kieszeniach i byli gotowi je wydać a wtedy za dwa dolce w Peweksie można było
      kupić Wyborową, pomarańczowy grecki sok Dodoni i paczkę amerykańskich Marlboro
      (oryginałów w twardym opakowaniu – smakowały bosko, nie to co dzisiejsze
      dziadostwo pod tą samą nazwą) i można było za takie pieniądze nieźle się
      uchlać. Przybysze z Zachodu byli w przeciwieństwie do nas wyluzowani i
      traktowali nauczycieli jak starszych kolegów, co budziło nasze zdumienie i
      wściekłość kadry pedagogicznej przywykłej do totalitarnego sposobu traktowania
      ucznia. A niestety kadra pedagogiczna Kopernika w tamtych czasach nieźle dawała
      nam popalić. Lekcje z nimi to była groza: wieczne odpytywanie, niezapowiedziane
      kartkówki, nerwowa atmosfera i niepewność: postawią dwóję czy trzy z dwoma. Jak
      się wtedy mówiło: na piątkę umie Pan Bóg, na czwórkę nauczyciel, na trójkę
      dobry uczeń a na dwóję reszta.
      Więc trzeba było taka sytuację jakoś odreagować. Na szczęście co tydzień ktoś z
      klasy organizował prywatkę. Kupowało się wtedy Egri Bikawer, paczkę Kentów u
      szatniarza w Hotelu Forum i leciało się potulić do dziewczyn z klasy.
      Pamiętam też jak pojawił się w naszej szkole nauczyciel o nazwisku Stoma.
      Chodził ubrany w czarną, skórzaną marynarkę i uwielbiał naloty na kibel w
      poszukiwaniu palaczy. Zawsze kończyło się to spisaniem nazwisk i powiadomieniem
      rodziców. Był bezwzględny i nikomu nie odpuścił. Pamiętam, jak kiedyś udało się
      nam z kolegą zabarykadować w kabinie, staliśmy wtedy na muszli klozetowej żeby
      nie było widać nóg a on walił w kabinę i krzyczał „Wychodzić!” Kończyliśmy,
      maksymalnie zestresowani, Dunhilla kupionego za bony dolarowe w Peweksie, bo
      żal było taką fajkę wyrzucić. Dym walił górą a on stał i czekał. Wyobraźcie
      sobie, jakie było jego zdziwienie jak po otwarciu kabiny zastał nas dwóch w
      jednej kabinie uwędzonych jak dorsze.

      • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 14.06.02, 21:53
        "Pamiętam też jak pojawił się w naszej szkole nauczyciel o nazwisku Stoma.
        Chodził ubrany w czarną, skórzaną marynarkę i uwielbiał naloty na kibel w
        poszukiwaniu palaczy. Zawsze kończyło się to spisaniem nazwisk i powiadomieniem
        rodziców. Był bezwzględny i nikomu nie odpuścił. Pamiętam, jak kiedyś udało się
        nam z kolegą zabarykadować w kabinie, staliśmy wtedy na muszli klozetowej żeby
        nie było widać nóg a on walił w kabinę i krzyczał „Wychodzić!” "

        Buhahahahahahahahahaha.....ilekroć teraz spojrzę na pana dyrektora....skórzana
        kurta...teraz kible są oblegane przez palaczy i nic się nie dzieje, a pan
        dyrektor przecież jest masta w szkole, mógłby coś z tym zrobić...

        ...widać wyrósł z młodzoieńczego biegu ku zdrowiu...i ze skórzanej kurty...

        wielkie dzięki za tego posta
        czeko
          • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 19.06.02, 07:34
            Wczoraj opowiadał nam to profesor Nowak...jaki przypadek :). Powiedział, że to
            wszystko wina robotników, którzy podgrzewali smołę i poszli sobie na piwo, a
            smoła jak to smoła :) Palił się tylko dach, a straż zdewastowała całą szkołę,
            no i podobno mieliście krótszy rok szkolny (uh...).

            A budynek rzeczywiście piękny :)
            • Gość: lolo Re: KOPERNIK płonął żywym ogniem. IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 19.06.02, 09:40
              Przeżyłem ten pożar. Mięliśmy wtedy lekcje polskiego na ostatnim piętrze. Ktoś
              poczuł zapach dymu i postanowił zajrzeć na korytarz. Otworzył drzwi od sali
              lekcyjnej i wtedy buchnął taki dym, że aż czarno zrobiło się w klasie. Wszyscy
              zaczęli uciekać w popłochu. Na klatce schodowej trwała już ewakuacja niższych
              pięter. Nauczyciele łapali za dzienniki lekcyjne i też wiali ile sił w nogach.
              Starzy i młodzi gnali równo. Okazało się wtedy, że kadra pedagogiczna Kopernika
              mimo stałych narzekań na stan zdrowia ma się dobrze i biega jak na mityngu
              lekkoatletycznym.
              Jak już zbiegliśmy przed szkołę to wtedy zobaczyliśmy, że płomienie objęły cały
              dach. Żywy ogień miał taką wysokość, że z powodu wysokiej temperatury nie
              sposób było zbliżyć się do budynku. Wybiegliśmy więc aż na pobliski nasyp
              kolejowy, by stamtąd obserwować akcję dzielnych strażaków. Przyjechało chyba z
              dziesięć załóg. Zdewastowali wszystko, bo uruchamiali węże na poziomie ulicy,
              stawali na drabinie i podnoszeni byli w górę razem ze strumieniem wody, która
              uderzając pod ciśnieniem wybijała okna na kolejnych kondygnacjach. W ten sposób
              zalali wodą całą szkołę. Ale ogień ugasili i nikt nie ucierpiał. Pamiętam, że
              największy strach dotyczył pracowni chemicznej, gdzie zgromadzonych było trochę
              niebezpiecznych substancji, ale na szczęście skończyło się tylko na strachu.
              Ponieważ większość ocen była już wtedy wystawiona a dzienniki się uratowały,
              więc po kilku dniach oznajmiono nam, że mamy wakacje.
                • Gość: Menot Re: KOPERNIK płonął żywym ogniem. IP: 142.59.22.* 20.06.02, 05:14
                  Jak to sie stalo ze ja tego nie pamietam? Mieszkalam przeciez w sasiednim
                  budynku! Mialam wprawdzie 11 lat, ale to nie usprawiedliwia sklerozy. Dziwne.
                  A tory kolejowe stanowily dla mnie plac zabaw przez wiele lat. Byl tam kiedys
                  taki fajny skwerek gdzie lapalo sie chrabaszcze.
                  A tak z innej gruszki, u mnie w klasie tez bylo duzo zlotej mlodziezy z
                  placowek dyplomatycznych. Jedna kolezanka po szkolach kanadyjskich :-) nawet
                  miala powazne problemy z przystosowaniem sie do poziomu w Koperniku i w koncu
                  nie zdala. Mialo to towarzystwo dobre samochody, zagraniczne ciuchy i duzo
                  wewnetrznego luzu. Dodawalo kolorytu calej szkole.
                  • Gość: czeko Lolo IP: *.chello.pl 23.06.02, 18:57
                    Mam do ciebie prośbę- zgodziłbyś się na przedrukowanie twoich wypowiedzi do
                    naszej cudownej prasy szkolnej? Taka prawda- Koperek jako gazetka jest nudnawy
                    i drętwy, a opowieść np o pożarze (o którym na pewno wiele osób nie wie), albo
                    o Stomie w skórzanej kurcie na pewno dodałaby stronom kolorytu, szczególnie
                    napisana w takim stylu. Think about it.
                    pozdr.
                    czeko
              • Gość: beata_ Re: KOPERNIK płonął żywym ogniem. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.06.02, 00:50
                Gość portalu: lolo napisał(a):

                > Przeżyłem ten pożar. Mięliśmy wtedy lekcje polskiego na ostatnim piętrze. Ktoś
                > poczuł zapach dymu i postanowił zajrzeć na korytarz. Otworzył drzwi od sali
                > lekcyjnej i wtedy buchnął taki dym, że aż czarno zrobiło się w klasie. Wszyscy
                > zaczęli uciekać w popłochu. Na klatce schodowej trwała już ewakuacja niższych
                > pięter. Nauczyciele łapali za dzienniki lekcyjne i też wiali ile sił w nogach.
                > Starzy i młodzi gnali równo. Okazało się wtedy, że kadra pedagogiczna Kopernika
                >
                > mimo stałych narzekań na stan zdrowia ma się dobrze i biega jak na mityngu
                > lekkoatletycznym.
                > Jak już zbiegliśmy przed szkołę to wtedy zobaczyliśmy, że płomienie objęły cały
                >
                > dach. Żywy ogień miał taką wysokość, że z powodu wysokiej temperatury nie
                > sposób było zbliżyć się do budynku. Wybiegliśmy więc aż na pobliski nasyp
                > kolejowy, by stamtąd obserwować akcję dzielnych strażaków. Przyjechało chyba z
                > dziesięć załóg. Zdewastowali wszystko, bo uruchamiali węże na poziomie ulicy,
                > stawali na drabinie i podnoszeni byli w górę razem ze strumieniem wody, która
                > uderzając pod ciśnieniem wybijała okna na kolejnych kondygnacjach. W ten sposób
                >
                > zalali wodą całą szkołę. Ale ogień ugasili i nikt nie ucierpiał. Pamiętam, że
                > największy strach dotyczył pracowni chemicznej, gdzie zgromadzonych było trochę
                >
                > niebezpiecznych substancji, ale na szczęście skończyło się tylko na strachu.
                > Ponieważ większość ocen była już wtedy wystawiona a dzienniki się uratowały,
                > więc po kilku dniach oznajmiono nam, że mamy wakacje.

                Pozwolę sobie zauważyć, że nieco ubarwiasz - ale z wdziękiem:-))) Z kim polski
                miałeś, bo ja w tym samym czasie, też na górze, z prof. Żebrowską.
                Żeby było śmieszniej - był to piątek, 13-go i rada pedagogiczna miała być.
                I niech mi kto powie, że to feralny dzień był!:-)))

                Pozdrawiam
                  • Gość: beata_ Re: KOPERNIK płonął żywym ogniem. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.06.02, 23:10
                    Gość portalu: Menot napisał(a):

                    > Ja tez mialam polski z prof. Zebrowska. Bylam nia
                    > zachwycona, podobalo mi sie wiazanie historii sztuki z
                    > literatura. Niestety uczyla mnie tylko rok ale
                    > pamietam ja do dzis.

                    Ja byłam nią mniej zachwycona - głównie dlatego, że jej w końcu głupio podpadłam:-
                    )) Dopiero nieco później zmądrzałam i doceniłam ją. Nie wiem jaka była kiedy
                    uczyła ciebie, ale za moich czasów język miała ostry jak żyleta i niźle przygadać
                    potrafiła, złośliwa potrafiła być okropnie. Nie zmienia to faktu, że wiązanie
                    historii sztuki z historia literatury, to było właśnie to, o co chodzi.
                    • Gość: DAREK Re: KOPERNIK płonął żywym ogniem. IP: *.gtn.net 01.07.02, 08:24
                      Ale P.O. bylo fajne!!! Taki maly, bez poczucia humoru. Nie pamietam jak sie
                      nazywal.
                      Choim byla moja wychowawczynia. Sama radosc. Czy jeszcze uczy?
                      Bede w Warszawie za 3 tygodnie i musze odwiedzic ten piekny budynek.Czy sa
                      organizowane jakies zloty bylych uczniow? A pamietacie te dwie, ktore uczyly
                      angielskiego? Jedna mala, jedna b. duza (panna chyba)
                      • Gość: beata_ Re: KOPERNIK płonął żywym ogniem. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 01.07.02, 21:52
                        Gość portalu: DAREK napisał(a):

                        > Ale P.O. bylo fajne!!! Taki maly, bez poczucia humoru. Nie pamietam jak sie
                        > nazywal.
                        > Choim byla moja wychowawczynia. Sama radosc. Czy jeszcze uczy?
                        > Bede w Warszawie za 3 tygodnie i musze odwiedzic ten piekny budynek.Czy sa
                        > organizowane jakies zloty bylych uczniow? A pamietacie te dwie, ktore uczyly
                        > angielskiego? Jedna mala, jedna b. duza (panna chyba)

                        P.O. prowadził "Uszatek", ale żeby mnie kto zabił nie pamiętam jak miał na
                        nazwisko. Komendy na wszelkich apelach w jego wykonaniu - to dopiero radocha
                        była:-))
                        Nie wiem, czy ta b. duża (jak ją nazywasz), to nie Basia Sobczak - moja
                        wychowaczyni zresztą, małej nie kojarzę:(
                        • Gość: lolo Re: Uszatek. IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 03.07.02, 12:51
                          Pamiętam jak na którejś z lekcji P.O. Uszatek starał się przekonać nas do
                          niesłuchania Radia Wolna Europa....bo niektórzy to skrycie wieczorami kręcą
                          gałką swego radioodbiornika po to by wśród warkotu zagłuszaczy słuchać tego
                          kłamliwego, wrogiego Polsce programu..- takimi to mniej więcej słowami nas
                          uświadamiał.
                          Kiedyś Uszatek zorganizował też próbną ewakuację naszej szkoły. Jaja były jak
                          berety.
                          A tak w ogóle P.O. to fajny przedmiot był. Jego zadaniem było poprawienie
                          średniej na świadectwie. Każdy uczeń miał z P.O. piątkę. Na drugą piątkę mógł
                          liczyć z WF-u. Dwie piatki na świadectwie z Kopernika to było już coś:)
                          • Gość: beata_ Re: Uszatek. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 03.07.02, 21:21
                            Gość portalu: lolo napisał(a):

                            > Pamiętam jak na którejś z lekcji P.O. Uszatek starał się przekonać nas do
                            > niesłuchania Radia Wolna Europa....bo niektórzy to skrycie wieczorami kręcą
                            > gałką swego radioodbiornika po to by wśród warkotu zagłuszaczy słuchać tego
                            > kłamliwego, wrogiego Polsce programu..- takimi to mniej więcej słowami nas
                            > uświadamiał.
                            > Kiedyś Uszatek zorganizował też próbną ewakuację naszej szkoły. Jaja były jak
                            > berety.
                            > A tak w ogóle P.O. to fajny przedmiot był. Jego zadaniem było poprawienie
                            > średniej na świadectwie. Każdy uczeń miał z P.O. piątkę. Na drugą piątkę mógł
                            > liczyć z WF-u. Dwie piatki na świadectwie z Kopernika to było już coś:)

                            Mnie się przypomniało jak nas uczył strzelania - najpierw "na sucho" w klasie.
                            Pokazywał jak sie ustawiać, gdzie która ręka itd. Za nic nie mogłam go przekonać,
                            że ja muszę wszystko odwrotnie - całe szczęście nie od strony lufy:-)), bo słabo
                            widzę na jedno oko:-)))
                              • Gość: beata_ Re: już nie - Uszatek. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 05.07.02, 22:15
                                Gość portalu: Menot napisał(a):

                                > PO nie utkwilo mi specjalnie (moze mam jednak skleroze). Czy kogos uczyla
                                > angielskiego Brzoska? Albo Blotnicki? Ja u Zebrowskiej mialam od razu piatke -
                                > moze dlatego tak ja polubilam :-)

                                Ja też miałam (5 u Żebrowskiej)- od razu i bardzo długo, ale potem nawaliłam i
                                nie miałam...Ją ciężko było lubić:-)) Cenić - ooooo, to tak! Angielski i rosyjski
                                miałam z kim innym - o angielskim pisałam wyżej, tajniki języka naszych
                                przyjaciół wpajała mi najmilsza pod słońcem p. Słomnicka! Kto nie miała z nią do
                                czynienia, ten nie wie co stracił!!!!!
                                • Gość: Menot Re: już nie - Uszatek. IP: 142.173.132.* 10.07.02, 03:26
                                  Slomnicka postawila kiedys calej klasie dwoja wypytujac sadystycznie.
                                  Przyczyna: nie zlozylismy jej zyczen z okazji imienin i nie kupilismy
                                  kwiatkow. Cos mi sie kolacze po glowie ze nawet spodziewala sie wiecej niz
                                  kwiatki. Wyjatkowa byla zolza, zeby nie powiedziec dosadniej. Ciekawe co sie z
                                  nia stalo. Uczyla mnie chyba dwa lata i wryla sie dokladnie w pamiec.
                                  • Gość: lolo Re: już nie - Uszatek. IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 10.07.02, 09:07
                                    To były piękne dni: Słomnicka i Radomski w duecie. Trafiało się na jedno z nich i
                                    nie było rady, bo nikt inny ruska nie uczył poza nimi. Oboje mięli podobne metody
                                    nauczania, poprzez ciągły stres. Ale muszę przyznać, że potrafili zmusić ludzi do
                                    nauki. No i „Sputnik” z kiosków Ruchu schodził jak świeże bułeczki. Pamiętacie,
                                    jak wszyscy ołówkiem zaznaczali akcenty w artykułach ze „Sputnika”. Na lekcjach
                                    czytaliśmy te artykuły i jak „udarenie było płochoje” to była dwója. Trzy pomyłki
                                    w akcencie przy czytaniu fragmentu artykułu równało się bańce. Podobnie było z
                                    klasówkami, których w semestrze było mnóstwo. Klasówki pisało się w specjalnym
                                    zeszycie. Dziewięć błędów na klasówce to była bańka. Ale osiem to już wybawienie
                                    czyli trzy z dwoma. Każdy błąd mniej to coraz wyższa ocena była.
                                    Kiedyś był taki przypadek, że jeden z kolegów nie mógł poprawnie wymówić „Łondon”
                                    po rosyjsku. Słomnicka parokrotnie mu demonstrowała prawidłową wymowę a on dalej
                                    źle wymawiał, bo po angielsku. Wtedy ona nie wytrzymała. Wzięła do ręki taką małą
                                    drewnianą ekierkę, podeszła do niego i wsadziła mu ją do ust mówiąc. „No pawtari –
                                    Łondon.............”. Dziś ten kolega jest reżyserem filmowym. Ale kładę zakład,
                                    że dalej nie wymówi poprawnie Łondon po rosyjsku.
    • Gość: Menot Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.ab.hsia.telus.net 11.07.02, 04:57
      A pamietacie taka pania od geografii (Pelagia miala na imie czy tylko taka
      ksywe?). Czesala sie w kok i ubierala sie w ciuchy o kolorze odblaskowym.
      Miala ciagle katar i jej "podejdz do mapy" brzmialo jak "podejdz do baby".
      Kiedys kolega na wezwanie by przyjsc do tablicy odparl "alez nie moge pani
      psor gdyz mnie razi" (mowa oczywiscie o kolorach strojow tej pani). Strasznie
      byla nudna kobieta. Jak ona sie nazywala? A mieliscie moze jezyk polski z
      takim czlowiekiem o tatarskich rysach twarzy? Byla to osobowosc ale za nic nie
      pamietam nazwiska.
      Usmialam sie z London...
      • Gość: lolo Re: Pelaśka IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 11.07.02, 09:20
        Pelagia Pęśko. To ona uczyła mnie geografii. Była osobą bardzo łagodną i nie
        powodowała u mnie żadnego stresu. Miała jasny i przejrzysty sposób odpytywania.
        Pytała po trzy osoby na każdej lekcji geografii zaczynając od początku listy.
        Każdy wiedział dokładnie kiedy będzie odpowiadał. Oczywiście brało się poprawkę,
        że ktoś może się rozchorować. W związku z tym przygotowywały się zawsze cztery
        kolejne osoby z listy, tak dla bezpieczeństwa.
        Kiedyś ktoś wpadł na pomysł, żeby sobie samemu wpisać ocenę do dziennika i tak
        zrobił, a nawet z rozpędu wpisał czwórkę dwóm następnym osobom z dziennika.
        Wyobraźcie sobie jaka była konsternacja na lekcji, gdy do odpowiedzi zostały
        wezwane jak zwykle trzy kolejne osoby. Oczywiście były kompletnie nieprzygotowane
        i dostały po bańce. Jedna z tych osób wkurzona całym tym zamieszaniem podeszła do
        Pelaśki i oznajmiła...”Pani profesor ale ja miałam odpowiadać dopiero za
        tydzień...to jakaś pomyłka z pani strony.....”
        Pelaśka oniemiała...ale sposobu odpytywania nie zmieniła. Nie wykryła też, że
        oceny w dzienniku były podrobione i cała afera rozeszła się po kościach.
        • Gość: beata_ Re: Pelaśka IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 12.07.02, 01:15
          Gość portalu: lolo napisał(a):

          > Pelagia Pęśko. To ona uczyła mnie geografii. Była osobą bardzo łagodną i nie
          > powodowała u mnie żadnego stresu. Miała jasny i przejrzysty sposób odpytywania.
          >
          > Pytała po trzy osoby na każdej lekcji geografii zaczynając od początku listy.
          > Każdy wiedział dokładnie kiedy będzie odpowiadał. Oczywiście brało się poprawkę
          > ,
          > że ktoś może się rozchorować. W związku z tym przygotowywały się zawsze cztery
          > kolejne osoby z listy, tak dla bezpieczeństwa.
          > Kiedyś ktoś wpadł na pomysł, żeby sobie samemu wpisać ocenę do dziennika i tak
          > zrobił, a nawet z rozpędu wpisał czwórkę dwóm następnym osobom z dziennika.
          > Wyobraźcie sobie jaka była konsternacja na lekcji, gdy do odpowiedzi zostały
          > wezwane jak zwykle trzy kolejne osoby. Oczywiście były kompletnie nieprzygotowa
          > ne
          > i dostały po bańce. Jedna z tych osób wkurzona całym tym zamieszaniem podeszła
          > do
          > Pelaśki i oznajmiła...”Pani profesor ale ja miałam odpowiadać dopiero za
          > tydzień...to jakaś pomyłka z pani strony.....”
          > Pelaśka oniemiała...ale sposobu odpytywania nie zmieniła. Nie wykryła też, że
          > oceny w dzienniku były podrobione i cała afera rozeszła się po kościach.

          Miałam to niewątpliwe szczęście, że Pelagia dostała wychowawstwo naszej klasy,
          kiedy 'nasza Basia kochana' poszła dziecię rodzić!:-)))
          Możecie sobie wyobrazić co sie działo - eeeeee, chyba nie możecie:-)))
          Po jednej naszej ucieczce wpisała do dziennika (dosłownie!!!): "na ostatniej
          jednostce lekcyjnej klasa była mocno sfragmentaryzowana" - to chyba było zanim tą
          naszą "wychowawczynią" się stała...
          Nosiła rzeczywiście odblaskowe bluzeczki i długie spódnice, za diabła do nich nie
          pasujące, no i buty na koturnie - takim gruuuuuubym. Ona robiła wszystko, żeby
          się podwyższyć - nieduża była - stąd też jej pomysł na koczek-gniazdo. Różne
          rzeczy w tym gniazdku miała:-)))

          Ps
          Pelagia była niezdolna do wykrycia czegokolwiek - może się tylko maskowała??! :-))
      • Gość: czeko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 17.07.02, 09:40
        Beata_, to który ty w końcu jesteś rocznik?

        Kojazysz może profesor Likowską, naucza w szkole pięęęęknej (yh) biologii.
        Teraz to jest zasuszona kobieta obcięta na jakiegoś tam jeża. Podobno 20 lat
        temu (w szkole uczy od 30 lat) miała romans z pierwszoklasistą. A Wajs, pan od
        informatyki? Jego żona też była jego uczennicą.

        Kopernik....FREE LOVE ! ŁAMIEMY GRANICE WIEKU! CHCESZ ZNALEZC PARTNERA- DO
        KOPERNIKA JAK W DYM ! :)
        • Gość: beata_ Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 17.07.02, 20:21
          Gość portalu: czeko napisał(a):

          > Beata_, to który ty w końcu jesteś rocznik?
          >
          > Kojazysz może profesor Likowską, naucza w szkole pięęęęknej (yh) biologii.
          > Teraz to jest zasuszona kobieta obcięta na jakiegoś tam jeża. Podobno 20 lat
          > temu (w szkole uczy od 30 lat) miała romans z pierwszoklasistą. A Wajs, pan
          od
          > informatyki? Jego żona też była jego uczennicą.
          >
          > Kopernik....FREE LOVE ! ŁAMIEMY GRANICE WIEKU! CHCESZ ZNALEZC PARTNERA- DO
          > KOPERNIKA JAK W DYM ! :)

          Rocznik??? - ten najlepszy, oczywiście!!!:-)))

          Likowską pamiętam raczej z nazwiska - mnie uczyła Misiowa. O romansie z
          pierwszoklasistą nie słyszałam - mogło to być wcześniej, albo później:-)))

          Za moich czasów nikt jeszcze nie słyszał o informatyce!:-)) (w szkole)
      • Gość: a Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.02, 20:44
        cześć... moim wychowawca był Nowak (zawsze zaczynał rozwiazywanie zadania
        mówiąc -"prosta sprawa" - ciekawe- nadal tak robi???), uczyła mnie Pelagia
        Pęśko (pamiętacie jej "ekspozycję stałą"???), a angielskiego przez rok Olgierd
        Błotnicki, którego później spotkałam jako anglistka w innej szkole:) - wspólnie
        zasiadalismy w komisji maturalnej......pozdrawiam wszystkich
          • Gość: lolo Re: Zbyszek Nowak przełamał mój strach.... IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 22.07.02, 08:41
            Profesor Zbigniew Nowak. Nie wyglądał na profesora, gdy pojawił się w
            Koperniku. Był świeżo po studiach i zaczynał dopiero swoją karierę. Pamiętam,
            że był strasznie chudy i nosił długie włosy oraz miał wąsy, które zresztą potem
            zgolił. Zawsze był przygotowany, wszystko u niego było zapięte na ostatni
            guzik. Jako człowiek i jako nauczyciel zebrał u mnie najwyższe notowania. To on
            przełamał we mnie strach przed matematyką i sprawił, że potem z powodzeniem
            studiowałem na Zachodzie nie mając żadnych kompleksów wobec matematyki i
            fizyki. Zrozumiałem, że te przedmioty wymagają tylko niesamowitej
            systematyczności i pracowitości.
            Kiedyś spotkałem go w Warszawie i sobie pogadaliśmy jak kumple. Jestem mu
            naprawdę wdzięczny. Dziś to wszystko procentuje i pozwala mi żyć godziwie.
            Piszę to wszystko do tych, co jak ja kiedyś, dostają drgawek na myśl o lekcji
            matmy. Nie bójcie się matmy!!!
    • Gość: Kasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: 2.3.STABLE* / 172.20.6.* 22.07.02, 12:26
      O, jak milo!! Skonczylam Koperka w 95 (chyba). Ech... szkoda!
      Po pierwsze - jak to, zamalowali grafitti w szatniach na dole?!?! Kto smial!?!
      Po drugie - mialam matme z Prof. Nowakiem, to bylo wprost niesamowite! Wtedy
      drzelismy ze strachu, a teraz wspominam te lekcje z sentymentem... czwartki
      byly najgorsze - w srody transmitowane byly mecze pilki noznej, i wszyscy
      trzymalismy kciuki, zeby Polska wygrala, bo inaczej - masakra pod tablica. Albo
      slynne haslo wielkimi lierami wypisane na scianie: "Dzien bez matematyki to
      dzien stracony"! I aktualna lista notowan z Listy Przebojow Marka
      Niedzwiedzkiego! Ale fakt - matme umial wytlumaczyc, nawet zakutym humanistom:)
      Ktos wczesniej wspomnial prof. Truszczynskiego - pamietam go jako idealiste i
      pasjonata. Mialam z nim chemie. Kazal nam sie uczyc na pamiec definicji po
      angielsku (do dzis pamietam, co to jest "chemia") i tlumaczyl bardzo obrazowo
      i "lopatologicznie" ruch elektronow: "I one sie tak lapia za raczki, cap!" -
      no, slodki po prostu!
      Prof. Choim - ooooo maaaatko! Przelozenie klasowki = zakup atlasu
      historycznego. Ciekawe, czy nadal uczy - coz to za osobowosc byla! Mimo terroru
      sianego na kazdej lekcji, lub tych strasznych pytan na klasowkach typu: "Rozwoj
      miast dunskich w szesnastym wieku":-))) Przed matura przepytala wszystkich, na
      jakie kierunki sie szykujemy, i kazdego posumowala krotko: "Beeeeznadziejnie".
      Coz, mimo tego, z historia mialam potem jeszcze do czynienia przez piec lat...:-
      ))
      Bardzo milo wspominam lata w Koperniku. A najmilej cudna Prof. Humiecka, z
      ktora mialam angielski - tak, jak ona uczyla angielskiego, nie potrafi nikt! I
      chwala jej za to. Ciekawe, czy jeszcze uczy - bo od zawsze powtarzala, ze juz
      ma ochote na emeryture... Toz to strata dla ludzkosci! Za to wole nie wspominac
      pani Konkowskiej od polskiego, ktora byla subiektywna, jak malo kto, a na
      dodatek uwielbiala mowic: "Wczoraj u mnie w telewizorze..." - widocznie miala
      prywatny pokaz Wiadomosci tylko dla siebie. Uch.
      A czy bufet kolo szatni nadal serwuje pyszne hot-dogi? Kiedys byly tam fajki na
      sztuki, ale chyba teraz to nie? A te metalowe szafki na ciuchy sprowadzone z
      jakiejs zawodowki - jeszcze zyja?
      Pozdrawiam wszytskich Kopernikow - ale fajnie zajrzec na taki watek!
      • Gość: Menot Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.ab.hsia.telus.net 23.07.02, 05:44
        Za naszych czasow - (10 lat przed Toba) nie bylo bufetow z jedzeniem tylko bar
        Perelka na Wolskiej. Pamietacie moze ten zakazany smak coca-coli (zakazany bo
        droga byla i rzadko sie ja pilo) i w-zetek? Niestety Nowak mnie nie uczyl, a
        szkoda bo zawsze lubilam matematyke. Najukochanszego matematyka mialam juz tu
        w Kanadzie - calki to byla czysta przyjemnosc. Kopernika tez wspominam milo,
        oprocz samego poczatku. Przyszlam sobie do tej szkoly optymistyczna z
        podstawowki za winklem i od razu zostalam sprowadzona na ziemie dostajac 5
        dwoj w pierwszych trzech tygodniach. Myslalam ze sie zaplacze! Jednyna dwoje w
        podstawowce dostalam z przyszywania guzikow! A tu takie zaskoczenie. Jedna
        pamietam byla u Piatkowskiej z chemii, jedna z angielskiego i wiecej grzechow
        nie pamietam.
        • Gość: lolo Seria dwój godziła jak kule z Kałasznikowa........ IP: *.ien.com.pl / 192.168.100.* 23.07.02, 08:34
          Muszę Ci Menotku powiedzieć, że nie Ty jedna zaczynałaś ugodzona serią dwój. W
          moim przypadku było tak samo. Wracało się po wakacjach rozprężonym, chciało się
          tylko opowiadać kolegom i koleżankom o wakacyjnych przygodach a tu nic tylko
          zapowiedzi powtórek i klasówek. W konsekwencji w pierwszych tygodniach września
          zawsze dostawałem kilka dwój, nieraz po dwie dziennie. Działały jak zimny
          prysznic i trzeba było szybko zapomnieć o wakacjach.....
    • Gość: czeko NOWAK... IP: *.chello.pl 27.07.02, 00:15
      ...musze powiedzieć, że za nim nie przepadam. Ok, może troche plusów- kartkówki-
      zapowiadajki, nieczesto, klasówki rzadziutko. Ale wiedza, sprawdzana przy
      tablicy- nijak się ma ocena do wiedzy ucznia. Nowak ma zły humor, najlepszego
      ucznia tak będzie się czepiał, że wyjdzie na to, że umie na jakies 2. A
      przychodzi jakiś koleś na 1 lekcję w tygodniu i Nowak tak się cieszy, że
      przyszedł, że postawi mu 4. Słońce świeci- masz 5, zajdzie za chmurę- masz 1.
      Super. Tylko słuchac pana Wicherka i przewidywac humor Nowaka.

      Jest bardzo pocieszny w swoich tekstach lub Mistrzostwach Tabliczki Mnożenia,
      wielki społecznik, zawody w biegach, ale ta cecha u nauczyciela, który przeciez
      powinien byc OBIEKTYWNY tylko razi i irytuje.

      pzdr.
      czeko
        • Gość: DAREK Re: haj... IP: *.gtn.net 23.08.02, 07:54
          To milo uslyszec, ze tak wszyscy spikling englisz bez problemowo i plynnie..
          Wiadomo XXXIII - cie.
          Na Mazurach bylo fajnie. Plynac na zaglowce (taka sama jak "OPTY" Teligi) w
          pozycji "regatowej", czyli w jednej rece lina, w drugiej Zywiec, pomyslalem
          sobie o tym naszym LO. Gdzie sie te wszystkie ludziska podzialy. Moze bysmy
          sobie wymienili informacje o tych, o ktorych cos wiemy ?
          EEEEEEEEEEEEEEEE NIE ! Glupi pomysl.
          Buzka
          • Gość: Menot Re: haj... IP: 5.3R2D* / 142.59.22.* 27.08.02, 03:37
            Czesc wszystkim. Wrocilam z dwu tygodniowego rejsu pod zaglami na jeziorze
            Shuswap w British Columbii. Slonce, cieplo...Luz. Tez, zeby nie byc gorsza
            mialam w reku Zywiec Okocim lub EB obok liny a wieczorami likierek miodowy
            krupnik (skrzyneczke przywiezlismy z domu).
            Ostatnio zaopatrzenie w monopolowych sie nam urozmaicilo o produkty polskie.
            Teraz blues pourlopowy i przezycia w nowej pracy. Bu
    • Gość: Lucy Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: 217.153.44.* 18.10.02, 15:11
      Nie wiem czy bywaja, ale ja znalazlam i pare innych jak widze osob tez. Az mi
      sie buzia sama smiala do ekranu jak glupi do sera jak czytalam sobie tutaj
      poruszane watki. Konczylam K. w 1993 r.i jestem z klasy p.Ani Drozdz -
      historia, polskiego uczyl mnie p. Darek Marcinkowski, biologii oczywiscie
      p.Likowska, chemi ukochana p. Piatkiewicz, fizyki w pierwszej klasie prof.
      Truszczynski - "bierzemy wiaderko z wodo" a pozniej p. Jarek Kulpa (w swoim
      kanarkowym sweterku). Matma to roznie p. Lyziak/kochany p. dyrektor - zajecia w
      IV klasie mielismy wlasnie z nim - dobrze ze byly komplety z p. Lyziak, bo
      polowa zajec byla odwolana, bo p. Stoma mial spotkanie albo cus innego mu
      wypadlo. PO mialam z Uszatkiem - oj pamietam te zajecia z pierwszej pomocy, jak
      sobie glowy zawijalismy bandazami, no i oczywiscie strzelanie "na sucho" w sali
      na IV p. a takze co-lekcyjne opowiesci z powstania; muzyka i WF - 2 w 1 z tym
      samym nauczycielem czyli z p. Machowskim - nawet na SKS chodzilam w siatkowke
      pograc!; przed p. Slomnicka sie ustrzeglam, ale za to mialam francuski z przy
      najmniej 8 nauczycielami - zmieniali sie srednio raz na semestr w zwiazku z
      czym moj poziom tego jezyka ma dobrze przyswojone tylko pierwsze zajecia (no
      oczywiscie kazdy nowy zaczynal od material od nowa), za to angielski to byla
      poezja! - p.Humiecka (chociaz nie bylam orlem z angielskiego to i tak moj
      poziom jest wyzszy niz przecietnego pracownika w mojej firmie. Jak sie zreszta
      okazalo "kopernikowcy" sa wszedzie - p. Prezes w mojej firmie tez konczyla K.:-
      ) Nie wiem kogo pominelam, ale tych najcharakterystyczniejszych wymienilam.
      Pamietam oczywiscie wprowadzenie szafek zamykanych; palarnie w szatni
      (dozwolone od 3 klasy); sklepik szkolny z papierosami na sztuki; radiowezel,
      ktory albo nie gral albo gral za glosno; kible poprzeplatane pietrami na I i
      III damski/meski na II i IV, z ktorych i tak korzystalo sie niezaleznie od plci
      w celu wypicia winka lub zapalenia papieroska:-))) Acha pamietam jeszcze
      wycieczki mlodziezy z innych krajow dziwiacych sie na widok wegla na podworku
      szkoly - zawsze przed ich wyjazdem byly komentarze, ze oni sie spodziewali, ze
      my w workach zgrzebnych chodzimy, bo u nas takie sredniowiecze:-))) Pamietam
      jeszcze cukiernie "Perelka", w ktorej zbierali sie wszyscy spoznialscy przed
      nastepna lekcja a takze bar po drugiej stronie Wolskiej, do ktorego chodzilo
      sie na fasolke po bretonsku:-))) Oj jest co wspominac.....
      • amidala Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 21.10.02, 11:38
        No nareszcie ktoś wspomniał cudowną profesor Humięcką!!! Mam nadzieję, że
        jeszcze uczy. To jedyna kobieta w tej szkole, która wzbudzała we mnie nie
        dość, że szacunek, to prawdziwie ciepłe uczucia. Uczyła angielskiego jak nikt
        na świecie, do wszystkich zwracała się pełnym imieniem i była po prostu
        genialna. "Anna, czy tam Katarzyna, please explain... itp". Piękne.Kobieta
        przy tym z wielką klasą i bezstronnością. Jakiś czas jeszcze utrzymywałam z
        nią kontakt, ale jakoś się rozmyło. No cóż, latka lecą. KOńczyłam szkołę w
        1991 roku. Wychowacą był u nas NOwak, który nabawił mnie nerwicy i uwielbiał
        gnębić dziewczyny przy tablicy. Krótka spódnica pomagała. Raz moja koleżanka
        przyszła w spodniach, została wywołana do tablicy i jęknęła z rozpaczy: "I co
        ja teraz zrobię, przecież spodni nie podwinę". Był naprawdę wredny i
        stronniczy, przyczepiał się do ulubionych ofiar, które orłami z matmy nie były
        i gnębił je przy każdej okazji - psychicznie parę osób nie wytrzymało. Gdy go
        zobaczyliśmy po pięciu latach od matury, wyciągnął jakąś ohydną nalewkę i
        chciał nas częstować, upił się, a potem przepytał z tabliczki mnożenia na
        czas - żałosne.
        Jako mat-fiz trafiliśmy na koszmarny rok dla fizyków - zmieniało się ich chyba
        pięciu przez cztery lata, a co jeden to większy szajbus: Jastrzębski (grał na
        skrzypcach w T.Bandzie!!!), ZIelicz, Borowski - importowany egzemplarz ze
        Stanów, który nas uczył fizyki na poziomie Amerykańskim, czyli żadnym.
        RZucaliśmy jajkami w prześcieradła i takie tam inne..., na koniec Kulpa, który
        jedną ręką pisał wzory na tablicy, drugą ścierał, wchodził na kosz do śmieci i
        potem go przepraszał. A już szczyt wszystkiego był, gdy grałyśmy z koleżanką w
        tylnej ławce w okręty, Kulpa tworzył coś wielkiego na tablicy, a ona nagle do
        mnie krzyknęła: Kantujesz! Kulba przerażony się odwrócił: "Nie, słowo honoru,
        to tak jest!" Popłakałyśmy się ze śmiechu. ZResztą w tamtych czasach niewiele
        nam brakowało do ryczenia ze śmiechu. I tego tylko żałuję z czasów
        szczenięcych - człowiek beztrosko się cieszył z życia.

        Pozdrawiam!
      • Gość: 75-tka Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: 217.11.141.* 09.12.04, 14:37
        ooo to wszystko brzmi mi podobnie
        tyle ze ja rok pozniej matura '94
        Marcinkowski rowniez byl moim wychowawca chyba od II klasy
        Choim to byl koszmar dnia i nocy
        z sie dziwie ze pamietacie tyle nazwisk ...
        palarnia to byl azyl! ale pozniej sie zmienilo i strasznie ganiali
        ale tak ogolnie to nie wspominam jakos szczegolnie milo tej szkoly ...
    • Gość: gosia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.se.com.pl / 10.0.116.* 19.11.02, 11:34
      A czy ktoś pamięta jak się nazywała "fioletowa" pani od ZPTów??
      Mieliśmy zajęcia w takiej małej kanciapie, na końcu korytarza.
      Niestety nieliczni byli w stanie doprowadzić swoje pismo techniczne do
      perfekcji :))
      A informatyke u pana Kotowskiego i poniżające Czi-Kung ćwiczone na korytarzu,
      ku uciesze wszystkich przechodzących obok chłopców.
      A "Gdy słońce było bogiem" Zenona Kosidowskiego i pierwsza klasówka u pani
      Choim??

      To były cudowne lata...

      Pozdrawiam rocznik '76.

            • ptasia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 09.04.03, 19:52
              zaniedbałam wątek, ale informuję, że chi-kung z panią
              Trzmiel też ćwiczyłam.
              dodam, że opisałam (a działo się to bodajże w 1994 r.)
              panią Trz. i jej konflikt z jedną z dziewczyn w klasie w
              Filipince. Zmieniłam przemyślnie :))) nazwisko pani T. na
              Bąkowska :)), ale i tak gazetka krążyła podobno po pokoju
              nauczycielskim. nikt nie doszedł, ze to ja, bo
              opublikowano jako anonim.
              a Humięcka była (jest?) the best. kiedyś opowiadała nam,
              jak była na maturach z ang. w Sorbonie bodajże i jak ktoś
              powiedział (opisując obrazek): "St. Bernard's do carry
              rum to the frost human body" :))
              a z panią Konkowską się nie lubiłyśmy z wzajemnością :)
              • Gość: ma Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: *.chello.pl 10.04.03, 01:07
                czesc, Ptasiu, i cała reszto
                zwracam sie szczególnie do Ptasi bo z byłyśmy przez 2 lata w jednej klasie.
                widziałam twoje wpisy, ale uznałam że to było już tak dawno, że pewnie tu juz
                nie zaglądasz. dawno Cie nie widziałam. ostatnio chyba jakośw okolicach
                Uniwerku, co tam słychać daj znać na maila: magdusia78@gazeta.pl
                co do p. Trzmiel to oczywiście pamietam Filipinkę, czi kung na korytarzu
                i klasówkę z mięśni, co zapisywałyśmy coś na kartkach?? pamiętasz jak stałyśmy
                wszystkie rozstawione po całym korytarzu i strasznie ją wkurzało jak ktoś
                zaczynał się śmiać, albo jak była nauka oddychania, albo układy taneczne, dla
                niewtajemniczonych rodzaj rozrywki zależał od tego na jaki kurs ona akurat
                chodziła. a i zawsze mówiła ćwiczcie, ćwiczcie a będziecie wyglądać tak jak ja,
                hihihi. za żadne skarby świata!!!
                jeszcze DujDuj która robiła naloty na radiowęzeł?? a 18-nastki w radiu, fajnie
                bywało.
                jak to szybko leci
                pozdrawiam
                magda konarska
    • Gość: aa Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: proxy / 10.10.10.* 24.12.02, 13:29
      Ja do Kopernika przyszedłem chyba w 1970, udało mi się zrobić 2 klasy w 3 lata
      i ze szkołą się rozstałem. Było rozrywkowo - wspominam te czasy bardzo
      ciepło. Niestety nie pamiętam wielu nazwisk. Wśród "grona" byli prof. Momot
      (polonista), Mroczkowska (historyczka), Żebrowska (polonistka), Kupczyńska
      (geografia), znienawidzony Radomek-Radomski (rusycysta) i Błotnicki vel
      Błotnik. Reszty kurczę nie pamiętam. Dyrektor był mojej postury,
      czyli 1.50 w kapeluszu o wyglądze beczki (dlatego ksywka Baryła). I oczywiście
      wspaniała pani dentystka która ratowała delikwentów w opresji. Uprzednio
      ubłagana wzywała delikwenta na badania w trakcie niewygodnej lekcji. Podobno
      jej syn ożenił się z koleżanką z mojej klasy.
      Co do klasy, chyba "F", to siedziałem razem z "Rafałem" w ostaniej ławce pod
      ścianą. W klasie byli także "Kowal", Rypson...kurczę to było 32 lata temu -
      eeh.


    • Gość: trufla Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: 80.48.187.* 29.12.02, 21:16
      Hej! Mam pytanie do obecnych uczniow Kopernika. Czy nadal uczy Pani Humiecka
      czy moze juz przeszla na emeryture, o ktorej tak czesto mowila? Ta kobieta to
      prawdziwy wzor najcudowniejszego nauczyciela. Potrafila nie tylko zaprzyjaznic
      sie z nami ale rowniez tak wiele nas nauczyla... A Pani Skonka i Matysiak? One
      sa raczej z mlodszego pokolenia ;) ale zastanawiam sie czy zostaly w naszej
      szacownej szkolce. Podrawiam
      • Gość: Gosia Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. IP: 195.94.204.* 26.03.03, 10:46
        Witam wszystkich. Strasznie sie ucieszylam, ze znalazlam wreszcie forum o
        naszej szkole, a strasznie dlugo go szukalam.
        Konczylam Kopernika w '89 w klasie p. Humieckiej. Ale zanim to sie stalo
        zaczynalismy jako klasa Radomskiego. Niestety po kilku miesiacach, dkladnie
        dzien po Czernobylu (coz za zbieg okolicznosci) zszedl z tego swiata... dopiero
        wtdy go docenilismy... Pamietam jak oczekujac na zwolnienie z ruska (bylam
        jedna z placowkowiczek) musialam starac sie nadgonic klase... Wyobrazcie to
        sobie, dal mi na to bodajze miesiac czasu. Odpytujac mnie po tym czasie z
        deklinacji (trzeba bylo umiec spiewajaco) mial wrecz rozanielona mine... Ja
        stalam przy jego biurku i spiewajaco czytalam wszystko z kartki u kolezanki na
        pierwszej lawce. W koncu Radom rzekl: no i co? mozna sie bylo nauczyc? Bardzo
        dobrze! 2+ siadaj... Ten kto go znal wie, ze byla to rewelacyjna ocena.
        Usiadlam wiec szczesliwa jak malo kiedy. Ale najlepiej bylo na klasowce. Za 9
        bledow byla banka, ale ja dostalam 2!! (23 bledy...) Niektore pamietam do dzis:
        Oni ze soba koresponduja to wedlug mnie bylo: Ani korespondujut z saboj... No i
        co Wy na to, czyz nie bosko? Ale tego samego dnia dostalam zwolnienie z ruska i
        odetchnelam z ulga...
        Pozniej przejal nas Tukalski (matematyk). Fajny gosc chociaz podobno homo.
        Ubieral sie w rozowe koszulki i spodnie biordowki. W II-giej klasie przejela
        nas Pelagia Turska-Pesko i dolaczyla nas do swojej ekspozycji stalej. Jak
        czytalam o jej sposobie odpytywania to przypomnialo mi sie jak my z tego
        wybrnelismy. Wystarczylo sie wykuc na pamiec i zglosic do odpowiedzi
        (uwielbiala jak sie zglaszalismy) i piateczka murowana...
        Bardzo chcialismy zeby nas wziela Humiecka bo akurat "zdala" IV klase, ale
        dopiero po 2 latach sie udalo. Wyobrazcie sobie okrzyk radosci jak na sali
        gimnastycznej Stoma powiedzial, ze IIIC ma isc (bodajze) do 166 lub 168
        (zaczynam miec watpliwosci co do numeru).
        Z Humiecka korespondowalam jeszcze bedac na studiach za rganica. Pozniej jakos
        sie urwalo - zaluje.
        Pamietam jeszcze p.Mis "obzerve ander de majkroskolp, drol end mark..."
        Duzo tych wspomnien...
        Pozdrawiam
      • slunko Re: KOPERNIK, XXXIII l.o. 05.12.03, 13:48
        zajrzalam na strone kopernika - przypadkowo i mnie powalilo. bo ja pamietam,
        jak w koperniku zakladali internet. mielismy taka strasznie dluga i waska salke
        na parterze, gdzie na koncu stal 1 komputer (podlaczony do internetu!).
        korzystalo z niego nie wiecej niz piec osob. a nauczyciele mieli mgliste
        pojecie o tym, co to w ogole jest komputer...
        czy zaglada tu moze ktos z mojej klasy? matura ib 97.
        pozdrawiam wszystkich serdecznie,
        magda
      • jackie.brown bez przesady 23.07.03, 21:35
        szkola jest fajna. zadna z moich kolezanek z klasy nie byla napastowana przez
        dyr. moze to sie naislilo w ostatnich latach. stoma ma dobra pamiec wzrokowa-
        ja nigdy nie maialm z nim zadnych blizszych kontaktow, a po ilus tam latach
        spotkalam go na wycieczce w grecji i mnie pamietal.
        polecam te szkole, szczegolnie dla kobiet, bo Choim mnie nauczyla jak miec
        mocna osobowosc. wogole to bylo fajnie, szkoda, ze malo facetow.
          • Gość: Gosia Re: prosba o informacje IP: 195.94.204.* 08.09.03, 13:32
            No nieeee... nie przesadzajmy... Nie jest tak źle.
            Owszem potrafi przepytać 13-15 osób na lekcji, stawiając przy tym tyle samo
            pał, ale robi to z niespotykaną wręcz gracją. Za moich czasów pytała
            delinkwenta tak długo aż się zaciął i wtedy... bańka... (teraz pewnie pała).
            Zaczynała zawsze z góry albo z dołu listy i szła kolejno numerami. Na szczeście
            byłam 14. na liście i zazwyczaj mi się udawało dotrwać szczęśliwie do dzwonka.
            No ale przecież jakoś to wszyscy przetrwaliśmy i nawet jeszcze z chemii sporo
            pamiętam... bo przecież zawsze trzeba było być w pogotowiu. A jak fajnie sie
            wspomina! No i przecież p. Alicja to taaaaaka miła i delikatna kobieta...
            Ciekawe jak teraz wygląda? Bądź co bądź maturę zdawałam w 1989, a to
            straaaasznie dawno temu.
            Życzę powodzenia.
        • Gość: kepernicusa Re: prosba o informacje IP: 148.228.174.* 08.09.03, 18:46
          ja mialam lekcje z piatkiewiecz ale nic nie pamietam co sie dzialo. a to wogole
          bylo tak:
          najpiwrw mielismy osuchowska, ona byla bardzo mila, pozniej osuchowska chyba
          byla w ciazy, dostalismy piatkiewicz. osuchowska wrocila. napisalismy podanie,
          ze chcemy znow chemie z osuchowska, przydzielili nam osuchowska. osuchowska
          sie zmienila i byla straszna, chyba dlatego, ze poronila. pamietam, z eniektore
          dziewczyny dostawaly histerii przez osuchowska. napisalismy znow podanie, ze
          chcemy piatkiewicz:::::)))))
          ja bylam dobra z chemii, wiec nie mialam problemow. wogole nie pamietam co sie
          dzialo u piatkiewicz, tak jak swietnie pamietam prawie kada lekcje z
          choim!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • Gość: dzieki prosba o informacje IP: *.brpo.gov.pl 09.09.03, 11:09
          Dziękuje za wszystkie wyjasnienia. Zapomniałam dopisać, że jestem w klasie
          humanistycznej a do tej pory (w gimnazjum) to chemię znam tylko z nazwy. Stąd
          moje obawy! Jak widać zasadne!
          Co za szczęscie że do 17 mam okreś ochronny!

          Pozdrawiam serdecznie
          Pierwszoklasistka