e-mka
24.10.05, 08:35
Trzy sceny. Głośne spektakle. Nazwiska. Na Kamionku mamy scenę, która
współtworzy historię polskiego teatru i jednocześnie chce przyciągać młodych
twórców. „Teatr, który się wtrąca” (cytat z Z. Hübnera) otwiera się na
współczesną dramaturgię, reżyserów młodego pokolenia i młodzieżową widownię.
Wszystko to w Garażu Poffszechnym, trzeciej już scenie przy Zamoyskiego,
otwartej w dawnej pracowni krawieckiej (więcej -
www.powszechny.art.pl/garaz)
Jeśli Powszechny kojarzy się Wam jedynie z klasyką spod znaku Arystotelesa,
Elektrą, Fredrą i Czechowem – porzućcie płonne nadzieje : ) Dziś Powszechny
eksperymentuje, szokuje, stawia niewygodne pytania. Np. w premierowym
(22.10.) przedstawieniu sztuki „Dotyk” wg sztuki Marka Modzelewskiego, w reż.
Małgorzaty Bogajewskiej. Rzecz o homoseksualnym coming-out. Ich czworo. Mąż –
żona. Ojciec – syn. On wyznaje jej całą prawdę o sobie (ma romans z
mężczyzną). Syn otwiera się przed ojcem (jest gejem). Altmanowskie
zadzierzgnięcie wątków. Łzy, przekleństwa, szok. 40 minut emocjonalnego
sprintu (tyle trwa sztuka). Brzęk rozpadającego się na kawałki świata
bohaterów. Sztuka o najtrudniejszych rozmowach w naszym życiu. Obcość, która
przerasta, bo doznana od najbliższych. Bolesny oksymoron współczesności. Brr,
można stracić oddech od nagłego deja vu. Do tego bardziej niż oszczędna
scenografia. Brązowo-wrzosowe czółenka bohaterki i żółte tulipany (żółty to
kolor zazdrości) to najbardziej widoczne rekwizyty. Poza tym - materac,
fotel, taboret, wódka. Aha, i tabletki przeciwbólowe. Tyle że na ból
istnienia nie pomagają, bo sztuka nie daje żadnych odpowiedzi. Fizyczna
bliskość aktorów i widowni. Teatr, chociaż z definicji musi udawać, tutaj
staje się prawie-życiem. Wszelka forma brzmiałaby fałszywie. „Dotyk” to nie
jest wielki teatr. Raczej teatr niewygodny. Niedoskonały jak my. Prawda, albo
święty spokój. Jeśli macie odwagę zmierzyć się z własnymi tajemnicami –
wybierzcie się do Garażu Poffszechnego : )
Sobotni spektakl skłonił mnie do myślenia o Teatrze Powszechnym. Jak
myślicie, czy po spektakularnym odejściu Krystyny Jandy teatr się obroni? Czy
lifting wizerunku najważniejszej praskiej sceny to dobry pomysł? Jakie macie
wspomnienia związane z Powszechnym? Które spektakle zapamiętaliście
najlepiej? Czy ktoś mógłby przypomnieć historię teatru i budynku, w którym
się mieści? Co było tam przed wojną? A jeśli się wybierzecie na jakąś sztukę –
koniecznie napiszcie recenzję! em.