Dodaj do ulubionych

Anglicy i łamanie prawa

14.06.05, 14:04
Kiedyś Tata podsunął mi artykuł o Anglikach. Było tam napisane, że bardzo
przestrzegają prawa. Pomyślałam, ze to oczywiście tylko stereotyp, dopóki nie
poznałam ukochanego.

Nie mogę ściągać programów telewizyjnych ani filmów z netu na jego
komputerze, bo to "against the law". Nigdy nie przekroczy dozwolonej
prędkości bo to "against the law". Klucza drugiego nie mógł dorobić bo
to "breach of contract" i trzeba landlord'a zapytać.
Mogłabym jeszcze wymieniać...

Czy Wasi znajomi Anglicy też tacy są? Czy tylko ja mam "przerąbane"? :-)
Obserwuj wątek
    • agataanna1 Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 14:21
      hej, tez zauwazylam ich silne przywiazanei do przestrzegania prawa i porzadku i
      jest to chyba przejawem wiary w sprawiedliwosc spoleczna. najlepszym tego
      przykladem sa kolejki na przystankach autobusowych, gdy zapytalam sie o powod
      tych kolejek, uslyszalam ze to jest sprawiedliwe (fair) gdy pierwsza osoba
      ktora przyszla na przystanek wsiada do autobusu pierwsza... w sumie czemu nie,
      pomysl dobry!!!!!!!!!!1
    • jagienkaa Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 14:22
      mój mąż też taki jest:) i raz mnie opieprzył że ściągałam na egzaminie (można
      za to ze szkoły wylecieć i niegdy nie dostać pracy!).
      A, no mój M przekracza prędkość, zwłaszcza jak ma mnie odebrać z lotniska i się
      spóźnia godzinę:)
      mój M to robi wszystko by the book:)
      • aga_optymistka Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 14:39

        ale z innej strony, my Polacy mamy gdzieś prawo i przepisy i mamy jak mamy.
        Pewnie, że moze śmieszy ć takie drobiazgowe przestrzeganie, ale najpierw
        odpuszczamy sobie drobiazgi a potem mamy afere Rywina
      • natalia.brzeska Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 14:46
        mój M to robi wszystko by the book:)

        Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie jestem z tym "problemem" osamotniona
        :-)))
        • jagienkaa Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 14:48
          powiem Ci że lubię to u niego...to takie niepolskie;)) hehe
          po prostu mu więcej dzięki temu ufam i nie boję się że z czymś głupim
          wyskoczy;) (ps dostałaś mejla?)
          • natalia.brzeska Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 20:23
            (ps dostałaś mejla?)
            Tak, tak dostalam :-)) Odpowiem wieczorkiem bo to dużo czasu trzeba, żeby
            odpowiedzić :-)
    • deadeasy Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 16:38
      Nie wszyscy maja takie poczucie prawa/lewa ;)

      Niektorzy moi znajomi sciagaja filmy z Internetu, inni maja cala
      videoteke "piracka", jacys znowu maja odkodowane pudelko telewizji kablowej i
      sobie wszystko moga ogladac za "pol ceny". Nie wspomne o oprogramowaniu
      Windows (Office). Wszyscy oni Anglicy z dziada-pradziada. Jesli jednak chodzi
      o np. ubezpiecznie, tax, car tax, ogolne stanie w kolejkach (Ang. sa mistrzami
      w tej dyscyplinie) to wszyscy grzecznie placa i stoja. Jak na autostradzie
      jest twarde pobocze to ludziom do glowy nie przychodzi zeby tym "pasem" jechac
      w godzinach szczytu. Wszyscy grzecznie sie ladnie "korkuja". Ogolnie mozna
      chyba powiedziec, ze Ang. bardziej przestrzegaja prawo drogowe niz Pol. Nie
      bede sie rozwodzic o wiekszej kurtuazji na drogach bo to bylo w innym
      dziale "Bezpieczenstwo na drogach". :)
    • tiffany7 Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 20:50
      No ja mam "szczescie" znac Anglikow, ktorzy robia/ili takie przekrety, ze Polak
      by sie na to nie zdobyl. My, Polacy mamy we krwi kombinatorstwo, ale robimy to
      tak, zeby nie byc zlapanym, dlatego mozna to nazwac nasza zaleta. Natomiast
      Angole, ktorych znam w zasadzie robia rzeczy, ludzac sie, ze zauwazone w
      przyszloci nie beda zauwazone. Ostatnio znajomy znajomego, manager wielkiej
      niemieckiej firmy zostal aresztowany wraz z innymi managerami za to, ze przez
      ponad 10 lat wynosili z firmy i sprzedawali na czarnym rynku goods. Moim
      polskim zdaniem trzeba by byc glupim zeby wierzyc, ze nikt nie zauwazy strat,
      ktore w ciagu lat doszly do milionow £.
      Pomijam watek kombinowanie z placeniem podatku przez self-employed, bo "moze
      tym razem sie uda". Nie udaje sie :D
    • mama5plus Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 21:29

      Moj Matt tez tak ma i jak najbardziej mnie to cieszy :)
      Uwazam, ze to zaleta nie problem ale kwestia spojrzenia na pewno.
      Mnie strasznie draznilo i drazni polskie kombinatorstwo wiec
      to mila odmiana.
      Oczywiscie czasem ciut przegina - np. gdy byl chory, biegal do pracy.
      Tlumaczylam, ze to bez sensu bo tylko ludzi zaraza.
      Zwlaszcza, ze nie choruje wcale czesto a to akurat nie byl jakis tam katarek
      a paskudne przeziebienie.
      W koncu dal sie przekonac, poszedl do lekarza i wyszlo, ze ma zap. oskrzeli.
      Nastepnym razem gdy cos paskudnego zlapal - juz nie musialam tlumaczyc.
      Zwlaszcza, ze zlapal od kolegi w pracy - tez takiego nadgorliwca :)

      Jezdzi naprawde ostroznie. Wszystko musi byc zrobione na czas i zgodnie
      z prawem. Zadne tam piraty. Glowne pytanie to `is it legal`:)
      Klamstwem sie nie skala. Dla mnie to ogromna zaleta.
      Uwazam, ze znacznie latwiej sie zyje z ludzmi o tak wyostrzonym sumieniu.


      Ale wcale nie uwazam, ze caly narod angielski jest taki nieskazitelny.
      Tesc robil jakies przekrety rachunkowe prowadzac swego czasu wlasna firme
      (wspomnienia Matta). Tesciowa tez wiem, ze czasem wymawiala sie choroba gdy
      potrzebny jej byl dzien wolny. Pewnie jeszcze jakies grzeszki tego typu.
      • edavenpo Re: Anglicy i łamanie prawa 14.06.05, 22:04
        Ja sie zgadzam z mama5plus

        Kilka lat temu na King's X podszedl do nas na stacji zlodziej i mial jakies ksiazki na sprzedaz, widac ze
        kradzione z WHSmith ktory jest piec metrow dalej. Ja zagadalam z gosciem, pytam co ma, ile, juz
        prawie sie dogaduje a nagle moj maz mnie odciagnal i tyle itp. Moj maz (nice middle class background)
        o malo nie dostal zawalu. Na poczatku ja w ogole nie przywiazalam do tego uwagi ale po paru
        minutach spytalam w czym problem, mial koles tanie ksiazki, mozna bylo cos na podroz kupic.
        Liam dal mi caly wyklad na temat

        1. Wszyscy sa odpowiedzialni za nasze spoleczenstwo miedzy innymi angielski business ktory daje
        ludziom zatrudnienie
        2. Kupowanie kradzionych rzeczy znaczy ze nie kupujesz ich w sklepie, sklep traci podwojnie - strata
        towaru i strata klienta
        3. Jesli sklep nie nie przynosi dochodu, to go zamkna i ludzie straca prace
        4. Jesli sklep nie bedzie kupowal od wydawnictw to autorzy nie dostana pieniedzy ktore naleza im sie
        za sprzedaz ich ksiazki... itd. itp......
        5. It's a matter of principle - I will not buy stolen goods as it compromises my integrity.. bal bla bla

        I wiecie co, mial racje. Ja tez juz nie kombinuje....
    • tuti Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 10:41
      my filmy sciagamy, poza tym muzyki duzo tez (inna sprawa ze moj anglik ma z
      2000oryginalnych cd, dvd tez wiele)
      jezdzi bezpiecznie, raczej nie przekracza predkosci
      ale nie jest jakos zbzikowany
      i wiecie, duzo rozumiek, zmojej polskiej mentalnosci;)
      no ae wiem, jets wyjatkowy:)
      • tuti Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 10:43
        ah no tak, i pelno pudelek po oryginalnych programach komputerowcyh:)
    • basia313 Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 11:27
      Mo coz, przyznam, ze opinie napisane o praworzadnosci i uczciwosci Anglikow sa
      dla mnie zaskoczeniem. W NIemczech w srodku nocy, zero samochodow, ale pieszy
      czeka na zielone swiatlo. W ANglii przeciez kazdy przechodzi przez ulice, gdzie
      mu sie chce wlacznie z policjantami. Ilu to ludzi kombinuje z podatkami? Tu
      pewnie jedna trzecia spoleczenstwa korzysta z nielegalnej sily roboczej (typu
      sprzataczki, budowlancy). To wlasnie w Anglii od zawsze bylo tysiace Polakow, a
      przeciez wtedy bylo to nielegalne, tzn np praca byla nielegalna. Wymieniac
      moznabym bez konca. Pamietam tez, jak jeden z moich nauczycieli wmawial nam, ze
      UK to panstwo prawa! Smial sie jak to we Wloszech to, a w Hiszpanii tamto, ale
      o wlasnych smieciach to zapomnial.
      oj wydaje mi sie, ze Anglicy kombinuja jak kazdy inny narod, tylko wierzyc chca
      inaczej.
      • latarnik Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 22:33
        Polemizowalbym z przykladem z zielonym swiatlem. Pierwsze slysze ze Niemcy sa
        tacy porzadni pod tym wzgledem, ale zawsze uwazalem to za specyfike typowo
        polska - w Szwajcarii powiedzieli mi, ze przechodzenie na czerwonym w Europie
        nie jest nielegalne, tylko niewskazane - to znaczy samochod ma pierwszenstwo
        wtedy, ale jesli nic nie jedzie, to mozna przejsc. Po prostu swiatlo przesadza
        o winie w razie wypadku i jest duzym ulatwieniem przy natezeniu ruchu, ot co.
        To samo zreszta mi potwierdzil policjant w Londynie, gdy bylem tu jeszcze jako
        turysta pare ladnych lat temu.

        Praworzadnosc i trzymanie sie zasad bardzo mi sie u Anglikow podoba. Na tyle,
        ze sam sie zaczalem do tego stosowac, a musze przyznac ze kiedys nie zawsze sie
        poprawnie zachowywalem.

        Natomiast jest jedna rzecz, ktorej wedlug mnie Anglicy naduzywaja bez umiaru -
        nieprzychodzenie do pracy i tylko dzwonienie, ze sie ktos zle czuje. OK - jesli
        jest sie chorym, to w porzadku, ale wiekszosc znanych mi Anglikow wykorzystuje
        to minimum raz w miesiacu zeby nie przyjsc do pracy na kacu. I wcale sie wtedy
        nie przejmuja, ze ktos inny ma akurat urlop, lub na ten dzien mieli zaplanowane
        jakies wazne zadania, ktorych sie nie da odsunac i w zwiazku z tym spadaja na
        innych. Ekstremalna grupe stanowia tez kierowcy - w okresie jesiennym okolo 30-
        35% brytyjskich kierowcow nie stawia sie do pracy. Miedzy innymi dlatego
        angielscy pracodawcy tak chetnie zatrudniaja polskich kierowcow ciezarowek.
        Dzisiaj mielismy wlasnie z dwoma firmami trasnportowymi dyskusje na ten temat :)
        • jaleo Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 22:44
          latarnik napisał:

          > Po prostu swiatlo przesadza
          > o winie w razie wypadku i jest duzym ulatwieniem przy natezeniu ruchu, ot co.
          > To samo zreszta mi potwierdzil policjant w Londynie, gdy bylem tu jeszcze
          jako
          > turysta pare ladnych lat temu.

          Zgadzam sie. Pieszy przechodzacy przez ulice na czerwonym lub na przelaj, nie
          przez pasy, nie lamie prawa, tylko sie naraza na niebezpieczenstwo. W Polsce
          slyszalam, ze to jest wykroczenie.

          Natomiast w UK wykroczeniem dla kierowcy samochodu jest nie zatrzymanie sie na
          przejsciu dla pieszych bez swiatel, kiedy pieszy czeka na przejscie przez
          ulice. A to dlatego, ze pieszy czekajacy przy pasach ma pierszenstwo.
          Natomiast w Polsce mozna sobie (zwlaszcza w Warszawie) stac i 10 minut
          przy "zebrze", zanim sie ktos zatrzyma.


          > Natomiast jest jedna rzecz, ktorej wedlug mnie Anglicy naduzywaja bez umiaru -

          > nieprzychodzenie do pracy i tylko dzwonienie, ze sie ktos zle czuje. OK -
          jesli
          >
          > jest sie chorym, to w porzadku, ale wiekszosc znanych mi Anglikow
          wykorzystuje
          > to minimum raz w miesiacu zeby nie przyjsc do pracy na kacu.

          Heh, u nas w pracy wisza plakaty z napisem "Bed it, don't spread it", bo ludzie
          sie skarzyli, ze rozni zagrypieni przychodza do pracy, zamiast w domu
          siedziec. Ale u nas sami ksiegowi, ktorzy z definicji sa sumienni i pracusie,
          wiec moze dlatego ;-) Ale masz racje ogolnie z tym naduzywaniem chorobowego.
          Chociaz gdzies czytalam jakies zestawienia, z ktorych wynikalo, ze w UK wcale
          tak duzo ludzie chorobowego nie biora, w porownaniu z innymi krajami EU. Ten
          artykul byl tak a propos ogolnej nagonki w mediach swego czasu na
          brytyjska "sickie culture".
          • ralphos Re: Anglicy i łamanie prawa 21.10.05, 00:02
            jaleo napisała:

            > Natomiast w Polsce mozna sobie (zwlaszcza w Warszawie) stac i 10 minut
            > przy "zebrze", zanim sie ktos zatrzyma.

            Ja mam dokładnie odwrotne spostrzeżenia - w Polsce zatrzymałoby się już 10
            samochodów zanim tu pieszego przepuści jakiś kierowca. Co prawda nie na pasach,
            bo pasów tutaj praktycznie nigdzie nie ma, ale np. w centrum mojego miasteczka
            są ewidentne miejsca z wysepką pośrodku, a praktycznie zawsze muszę stać i
            czekać, czekać, czekać, nawet jak turlają się powoli 10km/h to żaden nie
            zatrzyma się choćby na 3 sekundy. W Londynie przeraziło mnie wręcz chamstwo
            niektórych kierowców wpychających się prosto pod nogi.
            • jaleo Re: Anglicy i łamanie prawa 23.10.05, 18:56
              ralphos napisał:

              > Ja mam dokładnie odwrotne spostrzeżenia - w Polsce zatrzymałoby się już 10
              > samochodów zanim tu pieszego przepuści jakiś kierowca. Co prawda nie na
              pasach bo pasów tutaj praktycznie nigdzie nie ma,

              Jesli probujesz przesc w miejscu nieoznakowanym, to sie nie dziwie, ze sie nie
              zatrzymuja. Dla kierowcy to jest wykroczenie, kwalifikuje sie na "obstructing
              traffic". I nie bez powodu tak jest. Jesli jeden kierowca zatrzymalby sie,
              zeby Ciebie w srodku drogi przepuscic, to drugi moglby go probowac wyminac. Ty
              w tym czasie przechodzisz sobie na druga strone ulicy... i wypadek
              gotowy. "Wysepki" jak to nazywasz, bez zebry, tez nie sa dla pieszych.
              • ralphos Re: Anglicy i łamanie prawa 24.10.05, 00:23
                jaleo napisała:

                > Jesli probujesz przesc w miejscu nieoznakowanym, to sie nie dziwie, ze sie nie
                > zatrzymuja. Dla kierowcy to jest wykroczenie, kwalifikuje sie na "obstructing
                > traffic". I nie bez powodu tak jest. Jesli jeden kierowca zatrzymalby sie,
                > zeby Ciebie w srodku drogi przepuscic, to drugi moglby go probowac wyminac.

                No właśnie nie ma jak wyminąć, bo jest wysepka tuż przed skrzyżowaniem, musiałby
                jechać pod prąd, wszyscy i tak muszą zwolnić i prawie się zatrzymać, bo muszą
                ustąpić pierwszeństwa nadjeżdżającym z boku i z naprzeciwka, ale przeważnie
                wszyscy turlają się zderzak w zderzak i ani im przez myśl nie przejdzie
                zrobienie kilku metrów odstępu.

                > Ty w tym czasie przechodzisz sobie na druga strone ulicy... i wypadek
                > gotowy. "Wysepki" jak to nazywasz, bez zebry, tez nie sa dla pieszych.

                No tak... tylko znajdź mi proszę oznakowane przejście, bo ja jakoś nie mogę...
                W moim miasteczku jest tylko kilka tam gdzie są światła (2 rządki białych kropek
                na jezdni, żadna zebra), a gdzie indziej można sobie tylko je wyobrazić. W
                Polsce pasy są ewidentne, często spotykane i generalnie wszyscy z nich
                korzystają, tutaj jednak pasy (a raczej rzędy kropek) są wielką rzadkością. Jak
                w takim razie chodzić po mieście nie robiąc "obstructing traffic"?
        • basia313 Re: Anglicy i łamanie prawa 21.10.05, 05:21
          Polemizowac zawsze mozna, ale tam gdzie ja w Niemczech mieszkalam przez rok tak
          wlasnie bylo. Nie przechodzilo sie przez ulice gdziekolwiek, tylko zawsze na
          pasach, a w srodku nocy przy pustej ulicy tez ludzie czekali na zielone swiatlo.
    • figazmakiem1 Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 13:14
      wg mnie owszem przestrzegaja prawa przepisow etc ale tylko wowczas gdy obawiaja
      sie ze ktos ich moze przyuwazyc. Oj znam sciagajacych filmy muzyke. A skad te
      psie kupy na trawnikach. jesli idziesz za takim delikwentem i widzisz czy
      sprzata po swoim psie+ to owszem sprzatnie, ale gdy jest sam z pieskiem na
      wybiegu to juz niekoniecznie.
    • leggetta Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 14:14
      a mnie ciekawi czy angole naduzywaja swojego miejsca pracy?
      no wiecie: prywatne telefony, jakies drukowanie a moze wynoszenie czegos??? (
      glugopisow dla coreczki... - jak w Pl)
      • netimka Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 14:26
        z tym naduzywaniem to najbardzie TAK, przynajmnie u mnie w firmie... dyrektorzy
        to sobie biora co im sie tylko chce, sprzet biurowy drobny a raz sie
        zdarzylo,ze jeden wzial sobie ciezarowke (jest w trakcie budowy domu) i znikna
        z nia na 2 dni i nie moglismy zadnej dostawy robic... robimy tez takie wielkie
        lampy 4-5m, inny sobie wzial ja na weekend aby sobie party w ogrodzie oswietlic
        a dodam,ze lampa byla u nas zostawiona przez klienta ktory ja podrzucil na
        przeglad... pewnie i jeszcze inne przypadki sie znalazly.. a i telefony syn
        jednego z dyr jest na wycieczce dookola swiata, telefon na jego komorke lokalna
        w tunezji na godzinnke... wiecej "ciekawostek" mi na razie nie przychodzi do
        glowy a pracuje tu niecale pol roku, wiec pewnie wiecej sie tu dzialo
        wczesniej ;-)
    • mgna Re: Anglicy i łamanie prawa 20.10.05, 22:49
      Oprocz jezdzenia samochodem za szybko (jak do tej pory, tfu! tfu! nie zostalam
      przylapana), ja jestem winna przestrzegania prawa to jest "against the law" a
      to byloby "breach of contract." Moi Angielscy znajomi juz brzika przy mnie
      dostaja, kiedy ja ich przylapuje na sciaganiu muzyki i filmow z internetu
      i...ach nie wyjawnie ich przestepst ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka