Dodaj do ulubionych

Zwiazki na odleglosc

12.09.05, 17:25
Czy jestescie w takich, w moze byliscie?

Przed przyjazdem tutaj bylismy 9 miesiecy "na odleglosc" i byc moze bedziemy
musieli przezyc kolejnych 8.
Mimo ze widzielismy sie srednio raz na 6 tygodni i rozmawialismy przez
telefon codziennie, byl to dla mnie bardzo trudny okres.
Nie wiem czy znowu chce przechodzic przez cos takiego.

Podzielcie sie prosze swoimi doswiadczeniami.
Pozdrawiam,
Troche smutna NB
Obserwuj wątek
    • glasscraft Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 18:01
      Czesc Natalia,
      Stuart i ja mowimy znajomym ze pobralismy sie bo bylo taniej niz "dojezdzanie"
      na zmiane (jednego miesiaca ja lecialam do Londynu, nastepnego - on do
      Warszawy)- mam nadzieje ze nikt nam nie wierzy!!!
      Nie bylo latwo, telefon i mail nie zastepuje kontaktu (na szczescie tylko (!!!)
      8 miesiecy).
      Trzymam kciuki, chociaz nie jest latwo to czekanie bedzie warte!!!
      Pozdrowienia

      Ania
    • jennifer_e Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 18:05
      Ja bym za nic nie chciała jeszcze raz...
      Wybacz, bo pewnie Cię to nie pocieszy, ale chyba jedni ludzie dłuższe rozstania
      znoszą lepiej inni gorzej.
      Ja swojego Nowozelandczyka poznałam w Stanach, byliśmy razem jakiś czas. Gdy
      skończyły nam się amerykańskie wizy postanowiliśmy, że on poleci do Londynu
      wynająć mieszkanie i znaleźć pracę a ja do Polski zakończyć kilka spraw,
      przepakować się itp. Planowaliśmy, że przyjadę do niego za 3-4 miesiące. Jednak
      już po pierwszym miesiącu miałam kupiony bilet do Londynu i pakowałam wszystko
      na wariata.
      Fakt, że był to dopiero pierwszy rok naszego związku i może w przypadku par z
      dłuższym stażem jest nieco łatwiej. Ale my oboje po prostu strasznie się
      męczyliśmy na odległość.
      • mama5plus Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 18:34
        Nie jest latwiej :)
        Ja po tych nastu latach razem tez bym nie chciala :/
        Z uplywem czasu nawet chyba coraz bardziej.
        Jestesmy fanatycznie nierozlaczni.
        Nawet w odwiedzimy do Pl na krotko nie jade sama. Swego czasu przesladowaly
        mnie sny - koszmary. Ze jade i nie moge wrocic, do dzwonic sie, gubie bilet,
        nie mam pieniedzy, wystukuje nr i ciagle sie myle.
        Powiedzielismy sobie, ze never again z wlasnej i nieprzymuszonej woli.
        3 lata i troche zwiazku na odleglosc wystarczylo nam za wszystkie czasy ;)
        • princessjobaggy Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 20:17
          My przez caly okres studiow, czyli przez 5 lat zylismy na odleglosc. Najdluzej
          kiedy nie widzielismy sie bez przerwy to ok. 3 miesiace. Czlowiek po jakims
          czasie sie przyzwyczaja, choc to tez bywa niebezpieczne. Znam takich, ktorzy
          tak sie przyzwyczaili do bycia osobno, ze pozniej nie mogli sie przestawic na
          bycie razem... Oczywiscie wszystko zalezy od stazu, dojrzalosci i wielu innych
          czynnikow. Jestem zdania, iz takie rozlaki choc sa ciezkie, duzo daja. Glowa do
          gory, bedzie dobrze.
          • werrka Re: Zwiazki na odleglosc 13.09.05, 09:49
            O boooożesz! to princessjobaggy napisała o mnie:). Zdecydowanie lepiej, pogodniej, z najwyższą troską i uprzejmością traktujemy się na odległość:))), poprostu jest cudownie. Wystraczy 4-5 lat bezrozłąkowych i zaczyna się równia pochyła. Ale opatrzność czuwa, jak już dochodzi do totalnego kryzysu to moja połówka wyjeżdża, mimo że nie planował niczego podobnego i znowu zaczyna się robić ciut lepiej... dobrze... bardzo dobrze... wspaniale. Jednym słowem cały czas diabelskie koło... góra-dół.
    • jagienkaa Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 18:38
      ja już Ci kiedyś pisałam, ale my też przez pewien okres z Neilem musieli
      wytrzymać bez widzenia się...ja musiałam skończyć liceum, a jemu się skończył
      kontrakt i wrócił do UK (a właściwie przenieśli go na krótki kontrakt do Cork).
      Widzieliśmy się może co 2 miesiące, a były to czasy przed Unią więc loty
      strasznie drogie (i to Polska-Irlandia, z przesiadką!), strach na granicy czy
      mnie wpuszczą, zapomnij o telefonach z Telediscount:)
      Ale opłacało się. Okazało się że nie możemy jednak bez siebie żyć, zdałam
      świetnie maturę, moje uczucia do Neila się ucementowały .
      Nie przejmuj się na zapas. Dacie sobie radę.
      • eballieu Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 20:17
        To nie dla mnie. NIGDY W ZYCIU. Zylismy tak, bo ja studiowalam we Wroclawiu, a
        maz mieszkal w Plocku. Dojazd zajmowal 4,5 - 8 godzin. Znalam an pamiec
        wszystkie drzewa po trasie Kutno -Wroclaw, znamlam juz twarze ludzi w pociagu,
        pozdrawialam sie z konduktorami. Pamietam ten poniedzialkowy koniec nocy -
        poranek, jak jechalismy razem do Kutna i tam buzi na peronie i czekanie do
        czwartku. To byl straszny okres. Bylam jak struta. Zylam tylko mysla o
        powrotach.
        Ja nie bede rozlaczac sie juz nigdy. Staram sie nie jezdzic sama do Polski.
        Nawet teraz kiedy mam dziecko i nie pracuje,a przeszkod finansowych nie ma.
        Jade na 5 dni sama teraz juz za pare dni i jest to dla mnie katastrofa
        uczuciowa. Bede czekac na ten piaty dzien, bo wtedy odbiore meza na Okeciu i
        bedzie tak jak kiedys - strasznie dobrze ze juz znowu razem.
        Moj dom tu gdzie jestesmy razem.
        • agazat Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 20:58
          My pobralismy sie po 4,5 roku zwiazku na odleglosc, mielismy dosc i jak jedna z
          Was wspomniala, tak bylo taniej :) I co?? I choc mieszkamy razem, nadal
          jestesmy razem na odleglosc, bo Andrew pracuje 500 kilometrow od domu i nie ma
          go przez tydzien co drugi tydzien. Ma to swoje plusy i minusy. Ja lubie myslec
          pozytywnie, wiec ... tydzien mam dla siebie i dziecka i domu, robie co mi sie
          podoba i jak mi sie podoba, nie musze wygladac ladnie itp itd. Tydzien z Andrew
          to zycie rodzinne w 150%, bo on nie musi isc do pracy ani w domu nic zwiazanego
          z praca robic. Mamy ten czas wylacznie dla naszej trojki.
          Ale nie chcialabym wrocic do czasow, gdy widywalismy sie co kilka miesiecy. Do
          Polski pojade wiosna sama z dzieckiem (chyba ze cos sie zmieni i A. do nas
          dolaczy)i wcale mnie ta perspektywa nie cieszy.
          • violus22 Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 21:32
            obserwowalam zwiazek na odleglosc mojego przyjaciela. poznali sie w mragowie
            ona z plocka, on z bialegostoku, a zaiskrzylo miedzy nimi dopiero po jakims
            czasie w noc sylwestrowa w plocku wlasnie. tesknili za soba, wzdychali,
            spotykali sie raz w miesiacu, moze kilka, ale gdy przyszedl moment ze mieli
            okazje pomieszkac razem to juz przestalo byc tak kolorowo... nie potrafili sie
            dogadywac. pozniej znow oddzielnie i znow plomienna milosc.. i znow gdy dluzej
            razem to spiecia maksymalne:/ ten zwiazek trwa juz prawie dwa lata i naprawde
            ta odleglosc mu sluzy. za kilka miesiecy maja razem zamieszkac juz tak na
            powaznie, a nie na tydzien czy dwa. zobaczymy jak bedzie.....

            sa ludzie, ktorym odpowiadaja takie zwiazki (chyba czesciej mezczyzni:/), maja
            pewne poczucie stabilnosci, wiedza ze gdzies tam daleko jest ktos kto na nich
            czeka i kocha. ale czy tak samo bedzie gdy ten ktos bedzie oddychal tym samym
            powietrzem? trudno zgadnac...
    • greentea2 Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 22:49
      Od dwoch i pol miesiaca zyje w zwiazku na odleglosc. Na szczescie to tylko
      Londyn-Bruksela.
      Widzimy sie co dwa, trzy tygodnie. Rozmawiamy co najmniej trzy razy dziennie.
      Tesknimy bardzo, ale praca i zmeczenie nie pozwala mi za duzo o tym myslec.
      Wlasnie w tej chwili maz sie pakuje, bo rano wraca. W piatek ja do niego jade
      swietowac nasza pierwsza rocznice slubu:)

      Nie wiem jak dlugo wytrzymam, czas bez niego to czas stracony.
    • formaprzetrwalnikowa Re: Zwiazki na odleglosc 12.09.05, 23:21
      byłam- dwa razy: ten poprzedni- porazka: kiedy były tylko weekendy, było ok,
      kiedy został raz na dłuzej - zrozumiałam, ze nie wytrzymam z tym człowiekiem. i
      nie dowiedziałabym się tego, gdybym ni pomieszkała z nim dłuzej. zakonczyłam
      ten niby-związek.
      drugi raz- z moim aktualnym tzw narzeczonym (cholera, mógłby jakiś pierscionek
      kupić, c'nie? ;-)) - przez 1,5 roku mieszkalismy na dwa domy: 'tylko' 80 km od
      siebie, ale poniewaz on miał 'jeżdzoną' pracę - widywaliśmy się w weekendy i to
      nie we wszystkie(czasem w weekend gdzies musiał byc, np na jakims zebraniu w
      wawie), czasem 1-2 dni w tygodniu. okropnie to przezywałam:tęskniłam, żyłam od
      spotkania do spotkania (chociaz generalnie jestem bardzo niezalezną osobą),
      było tez trochę zgrzytów między nami, kiedy on wolał zamiast ze mną, spotkać
      się w weekend z kumplem. Jedynym sposobem na to, by spokojnie móc zamieszkac
      razem i pracowac w miejscu zamieszkania był wyjazd - tako też jestemy oboje w
      UK i -puk-puk- odpukac, wszelakie kłopoty skonczyły sie. nie chciałbym już
      powtarzac tego 'wyczynu'.
      Tym bardziej, ze z zawodowego doswiadczenia wiem, ze zwiazki na odległosc to
      nic dobrego. jesli to porawdziwy zwiazek, dwojga dojrzałych , kochajacych się
      osób - to jest to trudne doswiadczenie. jesli obojgu nie przeszkadza taki
      układ - cóz.. nie nazwałabym tego związkiem, jest to jakis tam układ (finansowo-
      seksualno-przyjacielski): tu nie ma czasu ani miejsca, zeby cos budowac.

      Ale mam też dobry przykład: moj ojciec, zanim ożenił się ze swoją drugą zoną, a
      takze rok po slubie - był w zwiazku na odległośc: pisali do siebie listy (ha,
      jego zona pokazywała mi nawet sporą kupkę listów przewiazaną-a, jakże!-
      czerwoną wstążeczką), dzwonili, widywali się raz na 2-3 miesiące. w koncu, po
      podajze 2 latach zamieszkali razem i chyba są szczesliwi. ale oni byli już po
      50-tce - pewnie było im łatwiej niz młodym 20-30 latkom, kiedy to jeszcze tak
      bardzo pragie się fizycznej bliskosci drugiej osoby...

      Natalia: a nie ma innego wyjscia? zwykle są conajmniej dwa wyjscia z jakiejs
      sytuacji... u nas było to: albo ja się przeprowadzę do niego i starcę prace,
      albo on do mnie- i straci pracę, albo się oboje wyniesiemy do UK...
      • agnieszkadydycz Re: Zwiazki na odleglosc 13.09.05, 00:04
        hej ja mialam takie doswiadczenie ze moja polowka byla w londynie 8 miesiecy a
        ja w polsce i powiem NIGDY WIECEJ
        mamay dlosyc dlugi staz bo prawie szesc lat zwiazku ale nie widzieliscy sie w
        czasie tych 8 miechow przez 6 miesiecy a pozniej kolejne trzy i mimo ze byl
        necik rozmowy godzinne w weekendy to ja bardzo zle to znioslam i w koncu nie
        wytrzymalam spakowalam walizki i dojechalam
        tesknote jak bylam w Polsce probowalam zwalczyc praca i cala masa zajec po
        prostu nie zostawilam sobie dnia i minuty wolnej ale to tez nie jest dobre
        wyjscie bo tylko mozna sie zarobic i niezle umeczyc wiec w sumie to polecam i
        nie no juz jak kto woli ale cos z czasem trzeba zrobic:(
        jednak po tej rozlace stwierdzialm ze sa w zyciu rzeczy wazne i wazniejsze a
        czasu ktory spedzilismy osobno nikt nam nie odda
        ale zeby nie zdolowac dodam ze da sie wytrzymac jest ciezko ale sie da :)
        wiec glowa do gory w koncu nie rozstajecie sie na cale zycie
        pozdrawiam
        i na oslode dodoam ze prawdziwa przyjacolka co jest w stanie wysluchac
        pojekiwania i placze rozlaki z ukochanym jest w tym okresie niezastapiona
        • agnieszkadydycz Re: Zwiazki na odleglosc 13.09.05, 00:06
          sorki mialo byc za ukochanym:):):)
    • aitee Re: Zwiazki na odleglosc 13.09.05, 08:24
      Poznalismy sie w listopadzie 2000 i od razu zostalismy para. Pierwsze spotkanie na dwa dni na Sylwestra. Potem 10 dni w lutym, 3 tygodnie w kwietniu. Tydzien w sierpniu na zlozenie dokumnetow do slubu i nastepne spotkanie w przeddzien slubu. W sumie 10 miesiecy na odleglosc, ale z przerwami. Internet, telefon. Po slubie on musial wracac do UK, ja do nowoposlubionego meza dojechalam po miesiacu. Od tego czasu jestesmy jak to okreslila mama5plus "fanatycznie nierozlaczni". Rozstalismy sie dwa razy na kilka dni, kiedy ja pojechalam do Polski. I za kazdym razem jest to ogromne cierpienie :(
    • effata Wady i zalety 13.09.05, 11:39
      Jak zaczęliśmy być razem, to ja mieszkałam w Krakowie, a on w Warszawie. Było
      ciężko, szczególnie,że ja byłam bez pracy, więc Intercity odpadało. Tłukłam się
      nocnymi po 5 godzin, o 2 w nocy odbierał mnie z dworca tato (mój nie miał
      samochodu). Poranna randka w okolicach 8. Potem on szedł do pracy na 11.
      Wieczorna randka o 19. Trochę nieciekawie. Ale wtedy było to o tyle dobre, że
      nie marnowaliśmy czasu na głupoty. Tylko wkładaliśmy cały czas i energię, żeby
      się intensywnie poznać. On nie miał dostępu do internetu, telefony drogie, więc
      pozostawały klasyczne listy (jak fajnie do nich czasami zajrzeć). Taki związek
      to intensywne emocje, często z przeciwległych końców skali. Ale też uczy
      cierpliwości i doceniania każdej chwili, nie uważania pewnych rzeczy za
      oczywiste.
      Drugie rozstanie - na 8 miesięcy - było już parę lat po ślubie, jak on wyjechał
      do Anglii, a ja zostałam sama z dwójką dzieci, studiami i ... musiałam
      wprowadzić się na jakiś czas do rodziców. I takie rozstania są, moim zdaniem,
      dużo gorsze. Bo już się zasmakowało życia razem, bo już ma się baaardzo wspólne
      wszystko i ... u nas to chyba zamieniło w ciężkie i nieuleczalne uzależnienie
      się od siebie nawzajem ;). Ale jest też mała zaleta: tęsknota powoduje, że się
      dużo szybciej zaopomina o wadach, a bardziej docenia się zalety.
      Choć generalnie uważam, że związki na odległość są niebezpieczne, bo siłą
      rzeczy człowiek jest bombardowany różnymi myślami i jak nie ma tego jak
      zweryfikować, to czasami może się ukształować w nas zupełnie inny obraz tej
      drugiej osoby. Ale też wiele zależy od charakteru i temperamentu.
      • natalia.brzeska Re: Wady i zalety 13.09.05, 15:57
        No wiec postanowione. Bedziemy znowu przez to przechodzic - 8 miesiecy...
        Albo to wzmocni nasz zwiazek, albo go rozwali. Co ma byc to bedzie.


        Dziekuje za wszystkie wypowiedzi, jak rowniez mejle i rady na blogu :-)*
        • formaprzetrwalnikowa Re: Wady i zalety 13.09.05, 15:58
          mozna i tak. albo-albo.
          trzymam kciuki :)
          i powodzenia po tamtej stronie kanalu :)


          • eballieu Re: Wady i zalety 13.09.05, 17:48
            Och jejku - zazdroszcze ci tego po tamtej stronie kanalu - gdzie kolwiek by to
            nie bylo.
            Steskniona za kontynentem,
            Ela.
            Powodzenia. A i na forum zagladaj.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka