Dodaj do ulubionych

Emigracja.

12.04.06, 05:18
Mysle ze nasza droga emigracyjna , stosunek do Polski , emocje zwiazane z
jezykiem i kultura Ojczyzny maj tez wplyw na nasze dzieci.
A poza tym ciekawa jestem Waszych historiismile))
Tu post ktory poelnilam na innym forum:

Dzisiaj sobie uswiadomilam
ze w tym roku mija tyle samo czasu mojego zycia w Polsce i zagranica.
Dwadziescia trzy lata Wroclaw , dwadziescia trzy lata emigracja.
Wyjechalam bo moj owczesny narzeczony nie wyobrazal sobie zycia w Polsce a
mnie bylo wszystko jedno gdzie mam mieszkac byle z nimsmile
Nie czuje sie nigdzie u siebie , najbardziej chyba zakorzenilam sie w
Niemczech , najdluzej tam mieszkalam , tam urodzily sie moje dzieci.
Francja to byla wesola przygoda jeszcze bez dzieci , obowiazkow, z
przyjaciolmi z Polski i poznanymi juz w Paryzu.
Norwegii nie lubie i nie czuje sie tu kompletnie u siebie choc za cztery lata
minie mi tu 12 lat , tyle ile mieszkalam w DE.
Zawsze powtarzam ze gdybym mogla wybierac miejsce zamieszkania to bylby to
Wroclaw, moze dlatego ze swoja piastowska architektura przypomina mi moje
ukochane Monachiumsmile)) I oczywiscie Rodzina , przyjaciele , znajomi, bliskie
miejsca ...
Tylko ze jak przyjade do Wroclawia to pierwsza karczemna awanture wywoluje
najpozniej drugiego dnia po przyjezdzie.
Ofiara padaja panienki w banku , motorniczowie tramwajow , kierowcy
komunikacji miejskiej lub kasjerki w sklepie.
Wszystko mnie drazni i meczy , jestem wredna harpia , nie moge zniesc wielu
rzeczy.
Jednak Polska zdecydowanie sie zmienia ( albo ja sie starzeje i trace impet )
bo okazji do awantur mam z roku na rok mniej.Sløwo honorusmile)))

Nie wiem czy wroce do Polski, nie wiem czy sie zestarzeje w Norwegii. A moze
spelnie od dawna pielegnowane marzenie i zamieszkam w Kartaginie?
Ale wiem ze potrafie godzinami ogladac Atlas Architektury Wroclawia,
spacerowac
w myslach po wroclawskich ulicach, czytac wszystko co mi wpadnie w rece na
temat mojego ukochanego Breslau , Wroclaw , Vratislavia...
Do zycia w kolejnych krajach przystosowywalam sie latwo ale tez nigdzie nie
czulam sie zakorzeniona tak zeby byc naprwde u siebie.
Moze gdybym lata mojej emigracji spedzila w jednym miejscu moglabym
powiedziec
ze mam swoje miejsce ma swiecie.
Kran
Obserwuj wątek
    • bachula_gr Re: Emigracja. 12.04.06, 08:52
      To ja tez przekleje z innego forum, a co wink

      Moim marzeniem nigdy nie bylo mieszkac w Grecji. Gdyby 10 lat temu ktos mi
      tak powiedzial to popukalabym sie w glowe. A jednak... Zanim zwiazalam sie z
      moim mezem to nawet nie bylam w Grecji ani mnie tutaj nie ciagnelo.
      Hiszpania, Portugalia, Wlochy- tak ale Grecja jakos nieszczegolnie.
      Na poczatku naszych wspolnych polsko-greckich planow uwazalismy, ze
      sprawiedliwie bedzie osiedlic sie w kraju neutralnym np w Anglii gdzie sie
      poznalismy, zwlaszcza, ze oboje mamy w zyciorysie edukacje po angielsku a
      nawet wlasne lokum. Potem probowalismy zainwestowac w Polsce ale nie wyszlo-
      rosyjska mafia w zydowskiej dzielnicy Krakowa nas skutecznie przegonila. No i
      wyladowalismy tutaj. W tym roku piata roczniac osiedlenia sie.
      Z perspektywy czasu a zwlaszcza w kontekscie dziecinnym uwazam, ze to
      rozwiazanie jest najlepsze. Choc sa tego dobre i zle strony.

      Nie wiem czy kiedykolwiek do konca bede sie tu czula jak w domu ale z kazdym
      rokiem jest LEPIEJ. O ile na poczatku ciagle mowilam "a bo u Was to tak i tak a
      u nas (w Polsce) to tak" to teraz czesto lapie sie na tym, ze tlumacze mojej
      mamie np ze "u nas (w Grecji) to cos tam a nie jak u Was (w Polsce) wink)

      Poza tym wspolczesne wynalazki sa bardzo pomocne. Juz teraz nie wyobrazam sobie
      zycia bez internetu, cyfry plus, 2godzinnych sesji telefonicznych za 5 euro
      (niech zyja karty pre-paid), sms-ow, merlin.pl, gazeta.pl. Mimo, ze kiedys
      prowadzilam rozbudowana korespondencje za posrednictwem tradycyjnej poczty to
      chyba nie dalabym sobie rady na emigracji jakies 20 lat temu w dobie
      listow/paczek/zamawiania rozmow miedzynarodowych u telefonistki....
      Z drugiej strony nie znioslabym zycia w ukochanym Krakowie z wiecznie
      niezadowolonym Poludniowcem, ktory pewnie nie mial by nawet swojego
      forum "Grecy w Polsce" czy "Tatusie wielojezycznych dzieci" ))))

      Emigrantka z Poludnia
    • wyspowamatka Re: Emigracja. 12.04.06, 09:22
      Ja zawsze zastanawiam sie kiedy bedzie koniec mojego cierpenia na emigracji.
      Czytajac twoj post obawiam sie ze raczej nigdy sie nie zakonczy. Cale zycie o
      niej marzylam a jednak kiedy wyemigrowalam okazalo sie ze tesknota za tym co
      polskie jest wieksza niz to co daje nam nowe zycie. Kiedy czytam posty jak
      powyzsze potwierdzam sie ze nie jestem jakims odmiencem jak mi kazdy wmawia
      tylko mysle ze jest to jednak normalne. Wielokrotnie zadaje pytania czy
      uczestnicze w dyskusjach typu "dobra zla emigracja" i szukam odpowiedzi na moje
      odczucia czy faktycznie tak inna jestem czy moze zle podchodze do tematu. Kazdy
      probuje mi wytlumaczyc ze potrzeba czasu ale ja chyba juz jednak znalazlam
      odpowiedz na moje pytanie. Nie istnieje jeden zloty srodek ktory mozna byloby
      zastosowac na emigracyjne smutki i nie mozna przykladac jednej miary do
      wszystkich. Sa poprostu ludzie ktorzy nawet po 20 latach na emigracyjnych
      sciezkach nie beda czuli sie jak u siebie i ja napewno do nich naleze.

      A teraz troche do tematu forum. Mysle ze w wielu przypadkach z tego powodu
      powstaje chec nauczania swoich dzieci ojczystego jezyka. Podswiadomie marzymy i
      tesknimy za Polska myslac ze moze jednak przyjdzie dzien ze wrocimy a nasze
      dziecko wtedy bedzie znalo swoj jezyk ojczysty i bedzie mu latwiej. Dla odmiany
      moj maz dobrze czuje sie za granicami i zawsze sie tam odnajduje. Jego zdaniem
      duzy nacisk na nauke jezyka polskiego (mieszkajac w Anglii na stale) nie ma
      potrzeby bo 5 letnie dziecko kiedy bedzie zyc i dorastac w tym srodowisku
      najprawdopodobniej nigdy go nie wykorzysta a napewno nie bedzie czulo potrzeby
      jego znania.

      Patrzac na przyklady dzieci Polakow ktorzy wyemigrowali po II wojnie faktycznie
      wiekszosc z nich a moze i nikt nie powrocil do polski ani tego jezyka nie
      wykorzystuje w jakichkolwiek potrzebach zyciowych. Dodam jeszcze ze malo kto go
      wogole pamieta. Mam znajoma ma 54 lata z rodzicow powojennych emigrantow
      polakow ona urodzona w UK. Rodzice zawsze rozmawiali po polsku w domu a ona nie
      zna ani jednego polskiego slowa nawet dzien dobry. Bo nigdy ani ona ani rodzice
      nie uwazali ze jest jakas potrzeba nauczania polskiego jezyka. Tu byla ich
      ojczyzna i ich dziecka wiec po co mialoby znac tak egzotyczny i niepotrzebny
      jezyk.

      Tu motto mojego monologu:

      Jezel tesknisz i myslisz o swojej ojczyznie na emigracji masz wielka potrzebe
      pilegnowac to co kochasz i starsz sie przakazc ta wizje swoim dzieciom i
      nauczasz ich jezyka i tradycji. A jak dobrze asymilujesz sie z nowym
      spoleczenstwem i odnajdujesz sie w nowym emigracyjnym zyciu nie masz takich
      potrzeb no chyba ze z nudow lub presji innych (od polskiej babci na przyklad).
      • novalee1 Re: Emigracja. 12.04.06, 11:26
        A ja coz? Na emigracji dopiero rok i 7 miesiecy.W tym roku po raz pierwszy
        spedzam swieta wielkanocne z mezem i corka,pierwszy raz w SWOJEJ rodzinie.I co?
        Mam naprawde dziwne odczucia.Moj maz nie jest katolikiem,nie rozumie
        tradycji,to dla niego cos zupelnie egzotycznego,polskie jedzenie mu raczej nie
        smakuje.Ja do tej pory swieta zwykle spedzalam u rodzicow ktorzy sa bardzo
        praktykujacymi katolikami.Po raz pierwszy w zyciu mam okazje zadac sobie
        pytanie kim ja naprawde jestem i jakie wartosci chce przekazac dziecku?Co warto
        pielegnowac a co jest zbedne?Na pewno nasze malzenstwo bedzie sztuka
        kompromisow,bez tego sie nie obedzie.Przyznam,od kiedy wyprowadzilam sie od
        rodzicow z katolicyzmem bylam na bakier i tu na obczyznie nie bylam jeszcze na
        ani jednej mszy.Wczoraj po raz pierwszy rozmawialam z polskim ksiedzem przez
        telefon z okazji chrztowych dylematow i zaprosil mnie na swiecenie pokarmow i
        rozmowe na ktora chce rowniez wyciagnac meza.Po tej rozmowie zdalam sobie
        sprawe jak bardzo jestem zagubiona kulturowo.Decyzja na chrzest to wielka
        odpowiedzialnosc bo zobowiazuje do wychowania katolickiego a czy ja naprawde
        tego chce? Nie czuje ze akurat ta religia jest najlepsza,jest to religia moich
        rodzicow i teoria grzechu pierworodnego caly czas tkwi w mojej swiadomosci jak
        blizna chociaz czuje sie agnostyczka.Chcialabym raczej dziecku przekazac
        informacje:tak bylo w Polsce u moich rodzicow,a to jest to co ja czuje a ojciec
        na pewno przekaze swoj swiatopoglad i corka sama wybierze sobie droge.Rodzice
        zawsze bardzo naklaniali mnie do katolicyzmu nie znoszac sprzeciwu,zabijajac
        samodzielne myslenie.Mysle ze emigracja jest to dla mnie ucieczka ze wzgledow
        nie tylko ekonomicznych,rowniez duchowych dopiero teraz jestem i czuje sie na
        tyle wolna ze wyborow moge dokonywac sama,w porozumieniu z mezem jesli dotyczy
        to dziecka.Wiem ze chce nauczyc corke jezyka polskiego,ze chce jej opowiedziec
        duzo o Polsce i o zyciu tam,zeby wiedziala jak bylo.Ale co do chrztu i
        wychowania katolickiego nie czuje sie wystarczajaco zmotywowana.Jak matka
        zagubiona kulturowo moze ksztaltowac umysl dziecka?Ja sama wciaz
        szukam.Przepraszam jesli troche zboczylam z drogi ale takie sa wlasnie moje
        emigracyjne dylematy.
        matka Polka,ojciec Anglik,corka 3,5mies.,mieszkamy w Anglii
        • risando o religii 18.04.06, 12:21
          > Na pewno nasze malzenstwo bedzie sztuka
          > kompromisow,bez tego sie nie obedzie.Przyznam,od kiedy wyprowadzilam sie od
          > rodzicow z katolicyzmem bylam na bakier i tu na obczyznie nie bylam jeszcze na
          > ani jednej mszy.Wczoraj po raz pierwszy rozmawialam z polskim ksiedzem przez
          > telefon z okazji chrztowych dylematow i zaprosil mnie na swiecenie pokarmow i
          > rozmowe na ktora chce rowniez wyciagnac meza.Po tej rozmowie zdalam sobie
          > sprawe jak bardzo jestem zagubiona kulturowo.Decyzja na chrzest to wielka
          > odpowiedzialnosc bo zobowiazuje do wychowania katolickiego a czy ja naprawde
          > tego chce?

          Dla katolikow w "mieszanych" rodzinach nielatwo jest znalezc kompromisu, poniewaz nauka kosciola katolicka narzuca katolikom obowiazek wychowywania dzieci "po katolicku".

          Jestesmy "mieszana" rodzina, zona jest katoliczka, ja jestem protestantem. Zawieralismy zwiazek malzenski w katolickim kosciele, corka nalezy do kosciola katolickiego. Pewne obszary wiary katolickiej, obrzedow, tradycji pozostana dla mnie juz na zawsze obce. Jednak "chodze" do katolickiego kosciola i uczestnicze w ramach tego, na co kosciol katolicki i moje osobiste przekonania/przyzwyczajenia pozwola, w zyciu religijnym rodziny. Dla mniej wazne jest przekazanie corce podstawowych zasad chrzescijanskich. W tym pomagam, ale juz nie w nauce typowo katolickich obrzedow i praktyk.
        • sabi35 Re: Emigracja. 19.04.06, 14:19
          Możesz jej przekazać kulturę i wartości humanistyczne. Byłam ostatnio na
          przygotowaniu do komunii mojej córeczki i dopiero wtedy zrozumiałam jak okropne
          jest mówienie do małych dzieci o grzechach, grzechu pierworodnym, nieczystym
          sumieniu. Dopiero wtedy zrozumiałam jak głęboko sięga katolickie wychowanie i
          jak wzbudza w nas poczucie wstydu i przekonanie, że większość tego, co robimy
          jest złe, nieczyste, niegodne. I jak odbiera nam zdolność samodzielnego
          myślenia i decydowaniu o swoim życiu. Nie dając żadnej alternatywy.
      • risando Re: Emigracja. 18.04.06, 09:18
        > A teraz troche do tematu forum. Mysle ze w wielu przypadkach z tego powodu
        > powstaje chec nauczania swoich dzieci ojczystego jezyka. Podswiadomie marzymy
        > i tesknimy za Polska myslac ze moze jednak przyjdzie dzien ze wrocimy a nasze
        > dziecko wtedy bedzie znalo swoj jezyk ojczysty i bedzie mu latwiej.

        Dla mnie jest to bardzo wazny argument. Nigdy nie planowalem sie przeprowadzic za granica, po prostu tak sie stalo. Czuje sie dobrze, gdzie mieszkam , ale nie moge jednak wykluczac, iz ze wzgledu rodzinnych czy zawodowych bede po wielu latach wracac do stron ojczystych (moze nie na stale, ale moze na rok, dwa).

        > na nauke jezyka polskiego (mieszkajac w Anglii na stale) nie ma
        > potrzeby bo 5 letnie dziecko kiedy bedzie zyc i dorastac w tym srodowisku
        > najprawdopodobniej nigdy go nie wykorzysta a napewno nie bedzie czulo potrzeby
        > jego znania.

        Nie malo jest w Polsce cudzoziemcow-managerow gotowych zaplacic spore sumy na szybka i bezbolesna nauke jezyka polskiego. Dla nich kilkuletni pobyt w Polsce czesto nie jest marzeniem, ale niezbednym warunkiem awansu zawodowego w swoim miedzynarodowym koncernie.

        Nie wiem, kim bedzie moje dziecko, moze bedzie nalezalo do tych osob, ktore nie wyobrazaja sobie wyprowadzki nawet z miasta rodzinnego. Nie wiem, czy corka bedzie chciala moze studiowac czy pracowac za granica. Ale czuje jakis obowiazek zostawic jej pewne mozliwosci wyboru. Skoro mam mozliwosc przekazac corce znajomosc dodatkowego jezyka, zrobie to. Czy ona bedzie kiedys z tego korzystala, to juz jej sprawa.
      • jan.kran Re: Emigracja. 18.04.06, 10:29
        wyspowamatka napisała:


        > moj maz dobrze czuje sie za granicami i zawsze sie tam odnajduje. Jego zdaniem
        > duzy nacisk na nauke jezyka polskiego (mieszkajac w Anglii na stale) nie ma
        > potrzeby bo 5 letnie dziecko kiedy bedzie zyc i dorastac w tym srodowisku
        > najprawdopodobniej nigdy go nie wykorzysta a napewno nie bedzie czulo potrzeby
        > jego znania.

        -----------> O tym co jest dla pięcioletniego a nawet starszego dziecka dobre a
        złe rozstrzygają rodzice. Moje doświadcznie emigracyjne i życiowe mówi mi że
        znajomośc języków obcych jest bardzo ważna w dzisiejszych czasach migracji
        globallizacji. Wielojęzyczność , czyli oprócz znakomitej znajomości języka
        świadomość kultury i mentalności kilku krajów i lekkośc tłumaczenia
        skomplikowanych niuansów to posag jaki my możemy dać naszym dzieciom.


        > Patrzac na przyklady dzieci Polakow ktorzy wyemigrowali po II wojnie faktycznie
        >
        > wiekszosc z nich a moze i nikt nie powrocil do polski ani tego jezyka nie
        > wykorzystuje w jakichkolwiek potrzebach zyciowych. Dodam jeszcze ze malo kto go
        >
        > wogole pamieta. Mam znajoma ma 54 lata z rodzicow powojennych emigrantow
        > polakow ona urodzona w UK. Rodzice zawsze rozmawiali po polsku w domu a ona nie
        >
        > zna ani jednego polskiego slowa nawet dzien dobry. Bo nigdy ani ona ani rodzice
        >
        > nie uwazali ze jest jakas potrzeba nauczania polskiego jezyka. Tu byla ich
        > ojczyzna i ich dziecka wiec po co mialoby znac tak egzotyczny i niepotrzebny
        > jezyk.

        -----------> Pisałam na innym wątku o Zosi córce emigrantów powojennych która
        mówiła znakomicie po polsku nigdy w PL nie będac. Znam więcej takich przykładów.
        Znam sporo rodziców np. Risandosmile))) którzy nauczyli sie polskiego żeby brać
        udział czynny w dwujęzycznym wychowaniu dzieci.Przykład Twojej znajomej jaki
        podałaś jest dla mnie chory. Nawet jeżeli ta dziewczyna nie zna polskiego
        czynnie to jak mogła żyć pod jednym dachem zrodzicami którzy rozmawiali między
        sobą w nieznanym Jej języku? Ani jednego słowa po polsku nie umie ani nie
        rozumie ? Dla mnie to niepojęta sytuacja.

        Tu motto mojego monologu:

        > Jezel tesknisz i myslisz o swojej ojczyznie na emigracji masz wielka potrzebe
        > pilegnowac to co kochasz i starsz sie przakazc ta wizje swoim dzieciom i
        > nauczasz ich jezyka i tradycji. A jak dobrze asymilujesz sie z nowym
        > spoleczenstwem i odnajdujesz sie w nowym emigracyjnym zyciu nie masz takich
        > potrzeb no chyba ze z nudow lub presji innych (od polskiej babci na przyklad).

        -----------> Może powyższe motto odnosi się do Ciebie. Z pewnością nie do mnie i
        wielu moich ptzyjaciół. Pierwszy przykład z brzegu to moja paryska
        przyjaciólłka , żona Francuza. Jest zasymilowana całkowicie , nie wróci na pewno
        do PL a nie dość że dzieci nauczyła po polsku to mąż Francuz nauczył się
        znakomicie pisać i cytać po polsku.
        Większość emigrantów mojego pokolenia wyjechało z PL z biletem w jedną stronę.
        Koniecznością była asymilacja w nowym kraju. Wszystkie dzieci moich znajomycjh
        a jest ich sporo grupa rozsiana po świecie przynajmniej rozumieją po polsku a
        większośc mówi i to nieżle.
        Ja w momencie urodzenia mojej córki nie miałam żadnych szans na odwiedzenie Kraju.
        Musiałabym się zrzec polskiego obywatelstwa a nie miałam wtedy kilku tysięcy
        marek które były do tego potrzebne.
        Kiedy wreszcie zaczęlam starania o zrzeczenie się obywatelastwa nastał rok 1989
        i mogłam po siedmiu latach pojechać do PL.
        Podejmując decyzję o nauczniu moich dzieci języka polskiego miałam świadomość że
        ja może nigdy do Polski nie pojadę.
        I nie ulegałam niczyjej presji tylko kierowłm się sercem i rozumem.
        Po 23 latach emigracji czuję się wszędzie dobrze , myślę zę nie mam
        najmniejszych problemów asymilacyjnych.
        I mam dwoje dzieci z którymi mogę śpiewać piosenki Kabaretu Starszych Panów smile)))
        Kran
    • marieroos Re: Emigracja. 12.04.06, 11:53
      Janie.Kranie jestes patriotka z sercem ciagle w Polsce! Zycze bys znalazla w
      koncu Swoje Wlasciwe Miejsce na Ziemi, gdzie poczujesz sie w pelni szczesliwasmile

      Z drugiej jednk strony znalezienie owego miejsca gdzies poza ojczyzna nie jest
      pewnie latwe. Gdziekolwiek by sie bylo - to niestety tylko substytut. Ciagle
      czegos brak. A Polska z perspektywy lat na obczyznie tez nie spelnia juz
      naszych oczekiwan.
      No coz. Ja jeszcze ciagle nie mam doswiadczenia. Moja przygoda z emigracja
      dopiero sie zacznie, niebawem. Choc jestem lotna dusza bo nigdzie na dluzej nie
      moge zagrzac miejsca, to jednak obawiam sie troche mojej emigracji (wprawdzie
      niedaleko, bo tylko do Francjiwink).
      Ja mam juz przeciez 30 lat! Kran wyjechala z kraju gdy miala ponad dwadziescia.
      Bylo jej bardziej wszystko jedno. Mi w tej chwili trudno jest rozstac sie z
      krajem. Zostawiam tu: mieszkanie, prace, rodzicow, przyjaciol. We Francji
      doslownie zaczne od podstaw -nauka jezyka,nowe otoczenie, moze jakas praca (na
      poczatek pewnie fizyczna). Wiem, ze poczatki nie sa latwe.
      Ciesze sie ze, jest we mnie ciekawosc Nowego i Nieznanego. Wierze, ze jakos
      wszystko sie pouklada a za kilka lat bede mogla opisac swoje wrazenia i
      doznania na temat emigracji na Tym forumsmile Wiekszosc z Was jest dobrym
      przykładem na to, ze wszystko sie ulozylo.
      Na moje szczescie w moich dolach i niedolach towarzyszyc mi beda dwie ukochane
      osoby- corcia i mezus big_grin
      Pozdrawiam wszystkich,
      Iza
      • skir.dhu Re: Emigracja. 12.04.06, 15:29
        Postaram sie krotko choc to kawalek zycia smile
        Moi rodzice znalezli sie w Polsce przypadkiem - po smierci Stalina czesc
        wywiezionych wczesniej Polakow zza polarnego kola zostala wsadzona w transporty
        i z powrotem wyslana do Polski. W takim transporcie znalezli sie tez moi
        rodzice, ktorzy nie byli Polakami ale wiekszosc zeslania spedzili z Polakami.
        Tata byl Ormianinem z Armenskiej Republiki, mama Ormianka urodzona w
        Budapeszcie, wychowana w Wiedniu. Ich losy to temat chyba na ksiazke sad
        Wyladowali w Polsce. Ja urodzilam sie w Warszawie w 1956 roku. Bylismy obcy,
        moi rodzice duzo bardziej niz ja. Ale ja tez czulam sie zawsze "inna". Choc
        Warszawe i Powisle kocham do dzis smile Przez cale lata moi rodzice
        probowali "wydostac sie" z Polski - wiekszosc rodziny mojej mamy osiedlila sie
        po wojnie we Francji, tam tez diaspora ormianska jest bardzo silna. Bylam
        okropna nastolatka, dalam moim rodzicom niezle "w kosci". Za moimi plecami
        ukartowali wiec wyslanie mnie na studia do Brukseli (chciali dla mnie lepszego
        zycia i chyba liczyli na to, ze kompletna samodzielnosc pomoze mi szybciej
        dorosnac) - zaraz po maturze oplacili mi wycieczke (to byly juz czasy Gierka w
        Polsce i wycieczki Orbisu na Zachod byly dosc popularne)do krajow Beneluxu. W
        Brukseli mialam przekazac list jednej z kuzynek mojej mamy. No i tam sie
        dowiedzialam, ze jesli chce, to moge zostac - tamtejsza rodzina pomoze itd.
        Najpierw bylam wsciekla na rodzicow, ze zdecydowali poza mna i ze pewnie mnie
        nie chca (dzieci maja takie mysli wink ale po bardzo milym dniu z nowo-poznanym
        wujkiem, ktory wzial mnie na wycieczke do Antwerpii i tlumaczyl sens zostania,
        uznalam ze czemu nie. Potem byly jeszcze jakies spotkania z prawnikiem itp. ale
        w sumie caly proces emigracyjny przeszedl jakby obok mnie - wujostwo o wszystko
        zadbali i wszystko poszlo jakos tak dziwnie gladko. Gdy slucham historii
        emigracyjnych innych ludzi, jest mi najczesciej dosc glupio, ze u mnie to bylo
        tak jakby mimochodem. Podobnie wygladal moj wyjazd do Kanady. Po studiach
        pracowalam przez semestr na mojej brukselskiej Alma Mater gdy odezwala sie do
        mnie jedna z moich wczesniejszych profesorek. Byla gosciem na Laval University
        w Quebec, w Kanadzie i moglam do Niej dolaczyc do wspolnej pracy. Pojechalam
        wiec, glownie z ciekawosci innego kontynentu. Najpierw mialam jeden kontrakt,
        potem drugi kontrakt, potem poznalam mojego meza i w jakims momencie
        pozalatwialam sprawy papierow, potem zostalam obywatelka Kanady. Moja
        przynaleznosc do tego kraju rosla wraz z moja corka smile Lara jest w 100%
        Kanadyjka i poprzez Nia ja tez smile
        Moim rodzicom udalo sie w koncu wyjechac z Polski ale dlugo sie Francja nie
        nacieszyli, po kilku latach oboje zmarli w dosc krotkim czasie od siebie. Na
        koniec zycia moja mama zaczela tesknic do Polski sad Wszedzie dobrze, gdzie nas
        nie ma?
        Na te wakacje moja Lara jedzie do Armenii jako wolontariuszka. Ja tam nigdy nie
        bylam - to Ona bedzie dotykac naszych korzeni przede mna. Bardzo mnie to
        wzrusza.
        Skir Dhu
    • moni-bel Re: Emigracja. 12.04.06, 23:11
      Na poczatku chcialam powiedziec ,ze bardzo ciekawe sa badzo wasze wypowiedzismile

      Ja wiekszosc swojego doroslego zycia spedzilam na emigracji.Wyjechalam do Belgi
      w wieku 20lat.Takze zycie w polsce pamietam tylko z perspektywy dziecka i
      nastolatki.Wyjezdzajac mysle ze do konca nie uswiadamialam sobie co taki wyjazd
      na stale ze soba niesie.Na poczatku ogromna tesknote za rodzina ,miastem
      (Wroclawwink),znajomymi itp.Czlowiek mlody naiwnie mysli,ze przeciez sa
      telefony,samoloty,w ciagu 12godzin mozna byc w polsce.Tylko nie zawsze mozna ze
      wzgledu na, prace,szkole itp.
      Ja mialam szczescie ze poznalam duzo fajnych ludzi, w ciagu tych 11 lat kilku
      zostalo dobrymi przyjaciolmi.Udalo mi sie "wrosnac"w to zycie tutaj ale
      stopniowo i nie na sile.Czuje sie tutaj _prawie_ u siebie.Prawie bo nie moge
      przestac przygladac sie ludzim troche z dystansu.Mimo wszystko nadal mam
      poczucie "ja "i "oni" chociaz naprawde niezle sie tu czuje.
      Moje dzici sa swiadome swojej polskosci mimo ze nie mowia jeszcze dobrze po
      plsku to wyczuwam zainteresowanie Polska ,filmami,ksiazkami , coraz czesciej
      jezykiem z czego sie bardzo ciesze.Nigdy im tego nie narzucalam bo uwazam z
      enic na sile,ale ta polskosc byla zawsze obeca.


    • aldona75 Re: Emigracja. 13.04.06, 19:53
      moja rodzina emigruje od zawsze...
      moj pradziadek wyskoczyl na pare lat do Stanow. moj dziadek w mlodosci raczej
      migrowal niz emgirowal, ale po 60-tce nadrobil i zaczal emigrowac.
      cala rodzina ze strony mojej Mamy jest poza Polska: Kanada, Australia i Stany.
      czasami mam wrazenie, ze emigracje mamy we krwi :o))
      moi Rodzice wyemigrowali do Kanady w 1992r, razem z moja mlodsza siostra. po
      roku ja dolecialam (mialam 18 lat). moja starsza siostra nie dostala pobytu
      stalego i jako jedyna zostala w Polsce.
      na poczatku klelam na Kanade, chcialam wrocic do Polski, nie moglam sie
      przystosowac. po pol roku mialam juz swoja grupe znajomych i wtedy musialam
      przeniesc sie z London do Mississauga. mialam znajomych i tu i tam.
      z perspektywy czasu widze, ze lata spedzone w Kanadzie nie byly zmarnowane:
      liceum, college, angielski, przyjaciele i w kazdy weekend wypad gdzies w Kanade.

      ale zawsze mowilam, ze wroce do Polski i wrocilam.
      dostalam dobra prace, poszlam na studia, mialam mieszkanie.
      i poznalam Thomasa.
      i po 6 latach w Polsce wyemigrowalam do Szwecji.
      mialam 29 lat, Majke, i bylam w ciazy z Amelka.
      mieszkam tutaj, ale moje zycie jest w Polsce, moj dom jest w Kanadzie.
      mam nadzieje, ze z czasem przyzwyczaje sie do Szwecji.
      a jak sie juz przyzwyczaje to podejrzewam, ze znowu gdzies wyruszymy...
      i tak w kolko
    • sabi35 Re: Emigracja. 19.04.06, 14:11
      Wyjechałam 13 lat temu i na początku strasznie tęskniłam. Czym zatrułam sobie
      większość życia wink
      Potem zmieniłam swoje życie w Niemczech, nauczyłam się bardzo porządnie języka,
      mam nareszcie świetną pracę, jestem niezależna.
      Zaczęłam cenić sobie niemiecki styl życia, szczególnie po rozstaniu z mężem
      (nikt się nie wtrąca i nie bulwersuje) i po ... niedawnych wyborach w Polsce.
      Nie wyobrażam sobie już życia w tak nachalnie katolickim kraju, w zależności od
      opini innych i księdza proboszcza, z wicepremierem po szkole rolniczej.
      Nie żałuję że wyemigrowałam, bo kto wie czy rozwinęłabym się w takim stopniu,
      no i nie poznałabym mojego obecnego jeszcze niemęża.
      Mam problemy w kontaktach z Niemkami, są na mój gust za mało wyemancypowane i
      zbyt bardzo zależne od męskiej kieszeni.
      Uwielbiam jeździć do Polski, kocham Kraków i góry, odwiedzam przyjaciół,
      zajadam się polskimi potrawami i chętnie wracam do domu.
      Nie przeszkadza mi, że moje dzieci będą się czuły emocjonalnie związane z
      niemiecką ojczyzną.
      Chętnie podkreślam że jestem Polką i nigdy się tego nie wstydziłam. Jako
      pierwsza chyba zadzwoniłam do MediaMarkt żeby zaprotestować, ale zadzwoniłabym
      też gdyby obrażano inne narody.
      A na starość, kto wie, może wyemigrujemy do Hawany żeby wygrzewać się na plaży?
      Możliwe że stałam się ... Europejką. Kto wie?
      • filomena1 Rany boskie ! 19.04.06, 15:56
        Moi Mili.
        Jaka EMIGRACJA??

        Zmieniliscie miejsce zamieszkania, dokonaliscie wyboru, na wlasne zyczenie,
        zamieszkaliscie tam gdzie wypadlo, gdzie lepiej, gdzie praca. Do miejsca
        urodzenia, do miesca wychowania, do miejsca skad sie wywodzie, wyrosliscie,
        gdzie wasze korzenie, mozecie ZAWSZE , kiedy tylko zapragniecie
        pojechac.WRocic!
        Wy chyba nie wiecie co to jest emigracja doslownie! co to znaczy spalic za
        soba mosty! co to sa koszmarne sny emigranckie. Co to jest zyc z mysla , ze
        nigdy nie bedzie mozna znow siedziec w fotelu babci, przegladac sie w
        lustrze Mamy! siegnac do biblioteki Taty.
        Naprawde, Kochani zastanowcie sie najpierw czym jest emigracja i co to
        nparawde jest. Szczegolnie dzis, gdy swiat jest wsia, przemieszczanie sie
        kosztuje grosze i trwa moment, gdy komunikacja jest zawsze i wszedzie i w
        kazdej chwili.

        Jesli mowicie to chyba o asymilacji w nowym miejscu zamieszkania.
        O tesknoscie za przszloscia.
        MOze kiedys napisze Wam wiecej.Wlasciwie napisalam juz o tem opowiadanie.
        Ale narazie nie mam sil by je tu publikowac. Teraz wybaczcie , stalo sie cos w
        moim zyciu co spowodowalao ze wyblako ono i jest jak czarno bialy film.
        pozdrawiamserdecznie.
        Filomena
          • filomena1 Re: Witaj Filomeno ! 19.04.06, 16:37
            Witaj,
            zgoda Ty , ja i jeszcze ktos, ale to bylo do 1989 roku. do pazdziernika. Od
            tej daty nie ma emigracji !
            Teraz, obecnie ani Ty ani ja nie jestesmy na emigracji.
            A skoro juz o emigrowaniu mowa, to ja np. nie emigorwalam. Wyjechalam na
            wakacje z coreczka z letnimi ciuszkami, dojechal maz na jesienne wycieczki po
            Alpach, no i mielsimy zostac do B.N, poniewaz w Pl bylo dosc nieciekawie by
            nie powiedziec niebezpiecznie. Stan wojenny odcial nas od "naszego swiata".
            Zostalismy na wakacjach przedluzonych z przymus, te wakacja trwaja do dzis,
            tylko przy okazji pracujemy . To trwa juz... ech policz sama.
            pozdrawiam Fil.
        • sabi35 Emigracja ma różne oblicza, nie tylko polityczne 19.04.06, 16:54
          Jasne że jest to emigracja, tylko nie polityczna. Nie jest to przeprowadzka z
          Ełku do Warszawy, ani z Zakopanego do Krakowa. Emigracja nie oznacza, że nie ma
          powrotu, nie jesteśmy uchodźcami politycznymi, ale jesteśmy emigrantami.
          Potrzebujemy zgody na osiedlenie się, nie mamy prawa wyborczego, nie są
          uznawane nasze dyplomy i wykształcenie, mówimy innym językiem, mamy inne
          zwyczaje. I możemy, ale nie musimy się zasymilować.
          A czym jest emigracja polityczna wiem pośrednio, bo mieszkam z byłym uchodźcą
          politycznym, który dopiero po 6 latach mógł pojechać na wakacje do swojej
          ojczyzny i raczej nie może wrócić do niej na stałe.
          • filomena1 Re: Emigracja ma różne oblicza, nie tylko polityc 19.04.06, 17:44
            NIby tak, niby slownik PWN mowi co mowi, aleeee...
            taka Szwajcaria to kraj 4 jezykow, a 3 kultur.
            Czy ktos z Tesynu jedzie do Basylei to emigruje ?
            tak emigruje z kantonu do kanotnu, z jezyka i kultury, ale nawet nie z panstwa.
            Ciesze sie , ze doszlismy do tego, iz jest to calkowicie osobiste odczucie.
            DZis w europie zjednoczonej , bez granic emigracja zmiejsca na miejsce ma
            zupeln8ie inny sens i wymiar niz emigracja gorali podhalanskich do Hameryki,
            a powstancow styczniowych i listopadowych gdzies w swiat chocby do Turcji do
            Polonezkoy- Adampolu.
            I przed rokiem 1989 byla emigracja nie tylko polityczna, lecz ekonomiczna,
            i taez dziewczyny wychodzily za maz za cudzoziemcow, ale one mogly jezdic do
            domu, tamci nie, bo kurtyna byla zelazna, bez wzgledu na powody emigracji.
            POworze sie, mowiac iz jest to odczucie bardzo osobiste.I kazdy je czuje
            inaczej.
            pozdrawiam Fil.
        • risando Re: Rany boskie ! 19.04.06, 17:15
          Z ciekawosci zagladalem do slownika wyrazow obcych PWN (mam wydanie z 1980 r.):

          emigracja: wychodzstwo, dobrowolne opuszczanie kraju ojczystego

          emigrowac: wyjechac z kraju ojczystego w celu stalego lub czasowego osiedlenia sie w obcym panstwie

          Okreslenia "emigracja" odnosnie mojej przeprowadzki do Polski raczej nie uzywam, ale wedlug podanej definicji chyba moglbym. Kazdy inaczej odbiera zmiane swojego miejsca zamieszkania, dla jednego czlowieka to drobiazg, dla innego to stresujace przezycie, nawet jesli jak najbardziej dobrowolnie wyjechal.

          W dziedzinstwie Polska byla dla mniej krajem bardziej odleglym niz np. Stany Zjednoczone. Mieszkalem niedaleko granicy niemiecko-niemieckiej i wszystko za tymi plotami i wiezami to byl dla mniej inny swiat. Dobrze, ze tego muru juz nie ma. Mozna emigrowac, przeprowadzac sie, wyjechac w miare swobodnie tam i z powrotem. Jedno, jak to sie nazywa, wazne, ze moznasmile))

          • skir.dhu Re: Rany boskie ! 21.04.06, 02:14
            Ja przepraszam ale rozwazan Filomeny w ogole nie rozumiem. Swiat sie moze i
            skurczyl, komunikacja jest latwiejsza i wyjazd z kraju urodzenia nie musi sie
            laczyc z latami niewidzenia bliskich ale zaprzeczanie istnieniu emigracji
            wydaje mi sie nieco dziecinne. Ten "maly" swiat jest przeciez podzielony na
            tysiace "malych ojczyzn" (heimat - czy tak, Risando?) i przeprowadzka z jednej
            do drugiej to najczesciej cos w rodzaju prywatnej, intymnej rewolucji
            obyczajowo-spolecznej. Nie mowiac juz o ekonomicznej. Jesli ktos tego nie widzi
            to w sumie bardzo wiele traci nie doswiadczajac bogactwa roznic jakie miedzy
            nami smile
            Skir Dhu
            • basiadahl emigracja 24.04.06, 08:58

              W moim przypadku wyjazd do Szwcji byl jednym z latwiejszych decyzji w moim
              zyciu. Po prostu zakochalam sie w Szwedzie. Po przyjechaniu do Szwecji
              pomyslalam sobie, ze "jakby cos nie wyszlo", to zawsze mozna wrocic do Polski,
              tylko morze dzieli POlske od Szwecji. I tak mieszkam tu od 5 lat i tu mam swoj
              dom. Chociaz ja zwyklam mowic, ze mam 2 domy- jeden w Szwecji a drugi w
              POlsce. I jezdzimy tak tak czesto, jak nam czas i pieniazki pozwalaja.
              Nie zaluje decyzji o wyjezdzie z Polski, wracam tu czesto ale zaczynam coraz
              czesciej myslec o moich rodzicach. Co bedzie, jak beda niesamodzielni,
              chorzy????Kto sie Nimi zaopiekuje?
              POzdr
              basia
            • filomena1 Re: Rany boskie ! 24.04.06, 20:48
              skir.dhu napisała:
              Moze masz i racje, nie neguje, Jednak w dalszym ciagu twierdze. ze
              a/ nie wyjechałam w celu opuszczenia kraju.
              b/niewroclam bo nie moglam
              c/w efekcie zmienilam miejsce zamieszkania z przyczyn ode mnie niezaleznych,
              Niestety ale nie widze zadnego --bogactwa doswiadczen
                • filomena1 Kalina i skir.dhu ! 25.04.06, 09:02
                  zgadzam sie caöökowicie z wypowiedziä Kaliny.
                  Skir. doprawdy nie masz mi czego wspolczuc, uwielbiam podroze , ktore nei sa dla mnie przygoda
                  powierzchowna, lecz przezywam je i kontenpluje,( nie pluje katem)
                  Zmiana miejsca egzystencji w calkiem nowe warunki , geograficzne i kulturowe to ogromne wyzwanie,
                  ktoremu nie kazdy ma sile podolac. A jeszcze czesciej nie kazdy potrafi wchlonac duchowo i pozostaje
                  na powierzchownych doznaniach.
                  Dzieje sie tak , poniewaz jest zmuszony do walki o prace i srodki materialne na przetrwanie, a nie ma
                  czasu na przezywanie i korzystaanie z przezyc kultury i geografii.
                  Z cala pewnoscia wszelkie zmiany w zyciu sa wzbogacajace jego swiat doznan i doswiadczen.
                  Problem w tym , ze nie kazdego to uszczesliwia.
                  pozdrawiam
                  Filomena
                  • filomena1 Re: Kalina i skir.dhu ! 25.04.06, 09:14
                    i jeszcze
                    nie uszczesliwia , albowiem czasem jak to Kalina slusznie zauwazyla migracja nie zawsze musi byc
                    zmiana na lepsze. zZmiana na korzystniejsza sytuacje materialna, nie oznacza wcale, ze wszystko
                    zmienia sie na korzysc.
                    Nic w przyrodzie i w zyciu nie jest za darmo, cos za cos.
                    Wazne aby bilans byl na plus.
                    Pozdr.Fil.
                    PS. musialam zostawic za soba wszytsko, kariere(akurat bylam u jej szczytu), sukcesy, wlasny kat,
                    spuscizne po dziadkach, a podrozowac moglam ile chcialam, wiec to kurta nie byl dla mnie punkt.
                    Przyszlo mi zaczynac od zera absolutnego, od nowa na kazdej plaszcznie, ale z obowiazkiem i
                    odpowiedzialnoscia za dziecko i meza, co choc piekne to jednak ogromnie mnie ograniczalo, by nie
                    powiedziec uniemozliwil do powort do " poprzedniej kariery". Znalazla sobie inne pole dzialania.
                    Oczywiscie widze to jako korzysc, bo ja na ogol jestem zawsze zadwolona z zycia.
                    co dla jednych jest cecha plusowa a dla innych ujemna(malo ambitna).

      • naganoga Re: Emigracja. 25.04.06, 21:54
        to ciekawe, ze i dla ciebie niemki sa zbyt malo wyemancypowane. i ja tak uwazam.
        mnie jednak razi u nich jeszcze jedna kwestia. wdg. mnie sa one ekstremalne.
        jesli sie juz decyduja na zycie zawodowe, to dzieci nie wchodza w rachube. malo
        jest takich kobiet, ktore maja odwage godzic dwie rzeczy.

        mi bardzo ten fakt doskwiera. wlasnie wchodze w zycie zawodowe. niestety nie
        uznano mi moich studiow z polski i robilam moje studia w niemczech praktycznie
        od poczatku. mialam co prawda mase praktyk i pracowalam w czasie studiow, ale
        oni jakos tego nie doceniaja. mam bardzo utrudniony start, gdyz pracodawcy
        czepiaja sie, ze 30, ze mezatka i ze pewnie wkrotce dziecko.

        nie potrafie sobie psychicznie poradzic z ta sytuacja.
        • sabi35 Re: Emigracja. 26.04.06, 00:51
          masz rację.
          A z karierą powolutku i może się wszystko udać. Sama wyjechałam z Polski
          rezygnując z kariery na uniwersytecie aby odkryć że całe moje studia
          wystarczyły na uznanie matury i pozwolenia na studia tylko humanistyczne. Długo
          trwało zanim otrząsnęłam się z szoku, studiowałam germanistykę, potem zostałam
          tłumaczem przysięgłym, w międzyczasie urodziłam dziecko i walczyłam z byłą
          teściową i rodziną, bo nie satysfakcjonowała mnie kariera gospodyni domowej
          (czego wymagało całe otoczenie). Zrezygnowałam ze studiów, poszłam do szkoły,
          dziecku znalazłam świetlicę, zostałam informatykiem, znalazłam świetną pracę i
          po 2 latach mam stałą umowę o pracę, wraz z uznaniem szefa (co wyznał mi na
          ostatniej rozmowie podsumowującej rok pracy). W grudniu urodziłam drugie
          dziecko, szef się nie bulwersował tylko bardzo idzie mi na rękę (po wakacjach
          wracam na pół etatu, z czego część mogę przepracować z domu), podobno bardzo na
          mnie czekają wink.
          Naprawdę myślałam, że już nic mi się nie uda, a jednak opłaciło się. I ciągle
          jestem dowodem na to, że można pogodzić pracę zawodową z wychowywaniem dzieci.
          Mam kilka takich koleżanek w pracy, co nie zmienia jednak faktu, że
          samoświadomość niemieckiej kobiety jest często na poziomie sprzed 100 lat, z tą
          różnicą, że nie gotują, a jak już decydują się na dzieci, to przynajmniej
          zewnętrznie przestają być kobietami.
          • naganoga Re: Emigracja. 26.04.06, 08:45
            sabi, jak milo sie ciebie czyta. takie pokrzepiajace i pelne otymizmu.
            gratuluje ci sukcesu. ile masz teraz lat i w jakim wieku urodzilas pierwszego
            dzidziusia.
            co do niemek, to niestety musze sie z toba zgodzic. znam co prawda ze studiow
            kilka milych kolezanek, ale one sa takie w ramach wyjatku. wiekszoc niestety....
            albo sie decyduja na tzw. kariere, albo na dziecko. multitasking u nich nie
            istnieje.
            moj maz byl w takim samam duchu wychowany. teraz dziekuje bogu, ze wybral za
            zone jednak polke (mimo ze choleryczke, niestety nerwus jestemwink
            skutecznie mu wybilam z glowy te niemieckie fanaberie. teraz nawet uczy sie
            sprzatania i gotowania, bo z domu nie wyniosl. fakt, ze na razie to on wiecej
            pracuje, i ja przejelam obowiazki domowe. wdrazam go jednak profilaktycznie.
            fakt, ze trzeba bylo kupic nowy odkurzacz (bo uchwyt zlamal), ale to nic. teraz
            uczy sie prasowac.
            • risando Re: Emigracja. 26.04.06, 09:08
              > moj maz byl w takim samam duchu wychowany.
              > skutecznie mu wybilam z glowy te niemieckie fanaberie. teraz nawet uczy sie
              > sprzatania i gotowania, bo z domu nie wyniosl. teraz
              > uczy sie prasowac.

              W obronie rodakow stwierdzic musze, iz jest i takich Niemcow, ktorzy gotowac, sprzatac i prasowac potrafia, poniewaz zostaly im przekazane podstawowe umiejetnosci w tym zakresie wlasnie w domu rodzinnymsmile)






            • sabi35 Re: Emigracja. 26.04.06, 11:39
              Pierwszego urodziłam na studiach jak miałam 28 lat. Potem siedziałam w domu, bo
              nie miałam pomysłu na coś innego i nie dałam rady dojeżdżać 50km na
              uniwersytet. Ale na urlopie wychowawczym zdałam egzamin na tłumacza
              przysięgłego i jakiś czas pracowałam jako tłumacz na telefon.
              Potem poszłam do Urzędu Pracy i pani zapytała mnie co chcę robić po
              germanistyce (studiowałam nauczanie języka niemieckiego). Nie miałam pojęcia,
              wobec czego zaproponowała mi solidne przeszkolenie w kierunku informatycznym
              (chodziłam do klasy mat-fiz). Chodziłam 2 lata do szkoły (dziecko posłałam do
              przedszkola a potem do świetnej świetlicy), następnie odbyłam bezpłatną
              praktykę w bardzo znanej firmie, która przejęła mnie na okres próbny (byłam już
              po trzydziestce wink. Potem jeszcze raz przedłużono mi okres próbny, a od roku
              mam stałą umowę o pracę. Dlatego też zdecydowałam się na drugie dziecko. I od
              lipca wracam na pół etatu. Dziećmi ma się zajmować au-pair i na to nas stać. I
              nie mam osobiście nic przeciwko temu.
              Zaznaczyć muszę że pracuję z samymi facetami w typowo męskim zawodzie, więc tym
              bardziej cieszy mnie uznanie szefa.
              A co studiujesz?
              • jan.kran Re: Emigracja. 26.04.06, 19:11
                Sabi masz bardzo schematyczne spojrzenie na kobiety będące w domu.
                Nie mam czasu w tej chwili ani ochoty na ciągniecie tej dyskusji bo
                przerabiałam ten temat wielokrotnie na kilku forach.
                Ja byłam i kobietą domową i kobietą pracującą , mieszkałam w kilku krajach ,
                mam sporo lat i zapewniam Cię ze nie jest to tak czarno - biało jak Ty to
                przedstawiłaś.
                Może pociągnę ten temat kiedyś tu albo otworzę dyskusję na Kobiecej Polonii i
                podrzucę tu linka.
                Pozdrawiam
                Kransmile
                • sabi35 Re: Emigracja. 27.04.06, 08:49
                  ja też nie mam czasu i siły na bezowocne dyskusje. Przerabiałam też i jedno i
                  drugie i mam zdanie, którego nie zmienię. Może bo mam świetną pracę, jestem
                  spełnioną matką dwóch dziewczynek, mam zainteresowania, jestem zadbana i nie
                  marzę o mężu utrzymującym nas wszystkie. Chciałam tylko dziewczynę pocieszyć,
                  że wszystko jest możliwe, a przy pomocy i wsparciu partnera nie koniecznie jest
                  się zagonioną i zmęczoną, zmuszoną do zarobkowania kobietą.
          • jan.kran Re: Emigracja. 26.04.06, 09:18
            sabi napisała:

            *Naprawdę myślałam, że już nic mi się nie uda, a jednak opłaciło się. I ciągle
            jestem dowodem na to, że można pogodzić pracę zawodową z wychowywaniem dzieci.
            Mam kilka takich koleżanek w pracy, co nie zmienia jednak faktu, że
            samoświadomość niemieckiej kobiety jest często na poziomie sprzed 100 lat, z tą
            różnicą, że nie gotują, a jak już decydują się na dzieci, to przynajmniej
            zewnętrznie przestają być kobietami.

            --------> Nie ma jedenej przeciętnej niemieckiej kobiety podobnie jak trudno
            mówić o przeciętnej Polce czy Francuzce.
            Oczywiście że w każdym kraju jest pewien model rodziny zdominowany przez
            ekonomię i tradycję oraz warunki na rynku pracy.
            Ja w ciągu 12 lat miałam multum niemieckich koleżanek. Nie pracowały bo nie
            musiały , pensja męża wystarczyła na utrzymanie czteroosobowej rodziny z co
            najmniej jednym samochodem.
            Niestety presja środowiska i warunki zawodowe były takie że wiele świetnie
            wykształconych kobiet siedziało w domu z dziećmi.
            Niektóre z nich po odstawieniu dziecka do szkoły wróciły do zawodu. Niektóre
            mimo wyższych studiów a nawet doktoratu nie dały rady po macierzyńskiej
            przerwie kontynuuować pracy zawodowej.
            Moje znajome gotowały , opiekowały sie dziećmi a poza tym były nowoczesnymi ,
            inteligentymi , zadbanymi kobietami.
            Czasem myśląc o nich porównuję do moich zestresowanych norweskich koleżanek
            wrzucających małe zaspane dzieci do żłobka i pędzące do pracy bo życie i
            ekonomia je do tego zmusza.
            Nie podoba mi się modek francuski i norweski gdzi kobieta jest wtedy coś warta
            jak pracuje i jest do tego zmuszana przez środowisko i ekonomię.
            Model niemiecki nie byłby najgorszy gdyby dawał kobietom 30 + powrót do pracy
            zawodowej po odchowaniu dzieci.
            Nie ma idelnego wyjścia kiedy się zostaję matką można atylko wybrać mniejsze zło.
            Kran
            • naganoga Re: Emigracja. 26.04.06, 10:29
              ale model niemiecki takiej szansy nie dajesad nie daje tej szansy rowniez
              mlodym, bezdzietnym mezatkom. w ostatnich latach sporo sie tutaj pozmienialo na
              jeszcze gorsze.
              nie mam porownania do sytuacji norwezek, ale wydaje mi sie, ze one maja
              przynajmniej gdzie pozostawic swoje dzieci pod opieka. to, ze nie jest to
              latwe.... wiadomo.
              w niemczech kobiety pracujace w duzej czesci nie maja dzieci. skoro nie ma dla
              nich mozliwosci rozwoju zawodowego z dziecmi, to ich zwyczajnie nie posiadaja i
              poswiecaja sie jedynie karierze. nie podoba mi sie to. sama nie moge dostac
              pracy, poniewaz z wczesniej wymienionych przyczyn nie moglam zaczac zycia
              zawodowego wczesniej. teraz jest mi b. ciezko, gdyz kazdy widzi we mnie
              potencjalna matke.

              jesli chodzi o nowoczesnosc kobiet niemieckich, to roznie z tym bywa. wydaje mi
              sie, ze jest to pjecie wzgledne (tak mi sie tylko wydaje). mozna byc
              pseudokonserwatywna osoba i realizowac sie w zyciu zawodowym, a mozna byc
              pseudonowoczesna osoba i nie miec ambicji na wlasna realizacje zawodowa, za to
              znac sie na najnowszych nowinkach kosmetycznych. nie zebym chciala kogos
              obrazac ( nie o to mi chodzi). podalam tylko przykladowo.
              gdyby kobiety niemieckie b. chcialy rownouprawnienia, to inaczej podchodzilyby
              do sprawy. przeciez bylo nie bylo, maja glosy wyborcze. gdyby byly
              solidarniejsze i sie zmobilizowaly jako lobby, moze satuacja wygladalyby
              inaczej.
            • sabi35 Re: Emigracja. 26.04.06, 11:30
              > Ja w ciągu 12 lat miałam multum niemieckich koleżanek. Nie pracowały bo nie
              > musiały , pensja męża wystarczyła na utrzymanie czteroosobowej rodziny z co
              > najmniej jednym samochodem.

              Właśnie, to jest typowa niemiecka mentalność, nie pracuję bo nie muszę, mąż
              zarabia dosyć na utrzymanie, wakacje i mercedesa. I tak siedzą sobie kobiety w
              domu, rząd popiera tylko rodziny, wobec czego nie ma żłobków, całodziennych
              szkół na poziomie, a przedszkola to tragedia. I dziwi się potem, że tak źle
              wypadają w rankingach międzynarodowych. A jak mąż nagle znajduje kobietę życia,
              to okazuje się że nie ma gdzie wrócić do pracy, nie ma emerytury i trzeba
              wynająć adwokata, żeby o wszystko walczyć.
              Takie czekanie na męża, rodzenie dzieci i siedzenie w domu, czyli uzależnienie,
              jest dla mnie właśnie oznaką braku wewnętrznej emancypacji, czyli zależności
              kobiety.

              > Moje znajome gotowały , opiekowały sie dziećmi a poza tym były nowoczesnymi ,
              > inteligentymi , zadbanymi kobietami

              I z własnego podwórka, sama siedziałam w domu i wiem, że choćbyś nie wiem co
              robiła, obniża się poziom intelektualny. Ulubionym zajęciem gospodyni domowej
              są ploteczki z przyjaciółkami, sprzątanie domu na błysk, urządzanie i
              przystrajanie domu na każde okazje i wymiana przepisów na ciasta (gotuje się
              produkty półgotowe lub gotowe). Oglądanie seriali i innych fantastycznych
              rzeczy w TV.

              > Nie podoba mi się modek francuski i norweski gdzi kobieta jest wtedy coś warta
              > jak pracuje i jest do tego zmuszana przez środowisko i ekonomię

              Każdy człowiek jest coś wart kiedy pracuje. Dlaczego mężczyzna może realizować
              się w pracy a kobieta tylko w domu?
              Wiem, że można wszystko pogodzić i być w miarę niezależną. Mam czas dla siebie,
              uprawiam sport i czasem nawet chodzimy tańczyć salsę. I jestem, jak sądzę,
              zadbana, bo po pierwsze lubię a po drugie muszę wyjść z domu. A jak jest
              naprawdę, to wystarczy rozglądnąć się w poczekalni u pediatry wink

              > Niestety presja środowiska i warunki zawodowe były takie że wiele świetnie
              > wykształconych kobiet siedziało w domu z dziećmi

              Nie dałam się presji środowiska, poszłam do szkoły, pół roku pracowałam za
              darmo w firmie, która mnie później przejęła.

              > Model niemiecki nie byłby najgorszy gdyby dawał kobietom 30 + powrót do pracy
              > zawodowej po odchowaniu dzieci.

              No i to kobiety muszą walczyć o swoje prawa, powrót do pracy, mają możliwości
              ustawowe, ale o nie nie walczą, w innym razie nie wybierałyby od dziesiątków
              lat parti CSU w Bawarii, która słynie z opieki nad matką siedzącą w domu.
      • bluejanet Re: Emigracja- mala poprawka 25.04.06, 19:16
        ja tez szczerze mowiac nie czuje sie - ze wyemigrowalam,
        niebo to samo, krowy laciate tez sa, to ze ludzie inaczej na ulicach mowia i sa
        roznokolorowi jest dla mnie normalne,
        po prostu zmienilam miejsce zamieszkania,
        moze gdyby to bylo 30 lat temu, bez telewizji polskiej, bez internetu, bez
        skype, z listami dochodzacymi albo i nie, wtedy bym inaczej to czula, teraz
        praktycznie wiem co sie codziennie dzieje na biezaco w Polsce, co oni ogladaja
        w telewizji, nie czuje sie wyobcowana w Polsce - bo nadal mam kontakt z polska
        kultura, telewizja, wiem co w trawie piszczy, czaje bazewink i najzwyczajniej w
        swiecie mnie to interesuje, nie rozpaczam z tego powodu, ze w sklepie nie maja
        ogorkow kiszonych, ale maja co innego wink
        niemeicka kulture tez poznaje, ogladam telewizje, czytam wspolczesne ksiazki po
        niemiecku, obserwuje sobiewink

        musialabym chyba miec palmy za oknami, albo bambusy, zeby czuc sie jak na
        emigracji, obcowink


        • katajina Re: Emigracja- mala poprawka 26.04.06, 04:04
          bluejanet napisała:

          > musialabym chyba miec palmy za oknami, albo bambusy, zeby czuc sie jak na
          > emigracji, obcowink

          Ja wlasnie widuje te palmy i bambusy za oknem i choc jestem w Japonii dosc
          krotko, to jednak czuje sie emigrantka. Kiedy mysle, ze byc moze zwiaze z tym
          krajem cale dalsze zycie, to jakos nie moge nazwac tego inaczej, jak wlasnie
          moja emigracja.

          Nie zgadzam sie z filomena1, ze wspolczesne wyjazdy z kraju pochodzenia nie sa
          emigracja. Moim zdaniem kazdy wyjazd z kraju z zamiarem zostania na dluzej,
          jest emigracja a to, ze nie jest to emigracja polityczna, to tylko znak czasow.
          Inne czasy, inny rodzaj emigracji. Jednak nadal jest to emigracja.

          pozdrawiam

          katajina

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka