iweta2
07.10.05, 17:44
witajcie,
jestem w UK od miesiaca, mieszkam w Hampshire, pracuje jako support worker w
care home dla niepelnosprawnych. Podpisalam kontrakt na pol roku, praca poki
co mi sie podoba, nie mam tez zadnych problemow z pracownikami. No ale..
poprosilam w interview (jeszcze w Polsce) o duze miasto gdyz najwazniejszy
powod, dla ktorego zrezygnowalam z pracy w Polsce i wyjechalam tutaj to nauka
jezyka a w duzym miescie mam wieksze mozliwosci wyboru szkoly jezykowej.
Firma ma domy w Southampton, ja jednak wyladowalam w Ringwood, ladnym
miasteczku ale nie odpowiadajacym moim oczekiwaniom. Znalazlam szkole w
niedalekim Bornemouth, mam zamiar tam dojezdzac, wiec niby wszystko bedzie w
porzadku, oprocz tego ze dojazd do innego miasta bedzie mnie kosztowal wiecej
niz podroz w obrebie tego samego miasta, gdybym mieszkala w Southampton.
Poprosilam juz a zmiane domu, odpowiedzieli mi, ze przeniose sie w grudniu
albo styczniu. Zapewne tego nie zrobie, bo w styczniu bedzie mi brakowalo
tylko miesiaca do kontraktowego pol roku i sie zwine z tej firmy.
Drugi i o wiele wiekszy problem to kwestia dojazdu do pracy. Moj care home
jest w odleglosci 8 mil od mieszkania. Niby niewiele ale niestety nie ma tam
zadnego dojazdu. Autobusy kursuja rzadko, w dodatku trzeba dojsc okolo 1,5 od
przystanku. Moglabym kupic samochod ale nie mam prawa jazdy i nie moge nawet
zaczac go robic w pierwszym polroczu mieszkania w UK. Pies z kulawa noga sie
mnie nie zapytal o prawo jazdy na interview. Ponadto pamietam, ze zapytalam
sie podczas rozmowy kwalifikacyjnej o dojazd, odpowiedzieli mi, ze wszedzie
sa autobusy. Nawet gdy przyjechalam tutaj firma twierdzila, ze jest mozliwy
dojazd do pracy autobusem. Nie dodali tylko, ze od tego przystanku trzeba sie
troszke przejsc. No i znowu, nie mialabym nic przeciwko spacerkom gdybym byla
o tym poinformowana wczesniej i miala jakis wybor. Co wiecej, dom polozony
jest na terenie New Forest, gdzie po drogach chodza konie, krowy i osly.
Drogi sa waskie, dwa samochody ledwo sie mijaja no i trzeba uwazac na te
zwierzaki, ktore zachowuja sie tam troche jak swiete krowy w Indiach - zejda
z drogi jak zechca. New Forest jest fajnym miejscem na wycieczki rowerowe
latem - piekne widoki i te zwierzaki sa rzeczywiscie warte zobaczenia. No ale
ja mam tam jezdzic do pracy. Firma stwierdzila, ze ci, ktorzy nie maja
samochodu musza sobie sami znalezc srodek transportu, najlepiej rower. Rower
oczywiscie mam sobie kupic sama. No i teraz mam pytanie do was, co mam zrobic
w takiej sytuacji. Ja sobie po prostu nie wyobrazam pedalowania na rowerku
jesienia czy zima po ciemku, w deszczu, w srodku lasu, modlac sie, zeby mnie
nie potracil jakis niedzielny kierowca (co sie zdarzylo innemu rowerzyscie w
tym tygodniu a kierowca samochodu w dodatku zwial) albo zebym nie miala
blizszego kontaktu ze sploszonym koniem czy oslem. Nie mam zamiaru ryzykowac
zdrowia czy zycia dla firmy, ktora mnie nie uprzedzila o problemach z
dojazdem. W zasadzie nie nie uprzedzila a oszukala, bo o dojazd sie pytalam.
Tak samo olali sobie moja prosbe o duze miasto. Podpisalam umowe najmu
mieszkania na pol roku, wiec nawet jakbym sprula z firmy to nie moge zmienic
adresu. Jezeli teraz odejde z firmy to policza mnie za juz odbyte treningi i
za samolot. No i co ja mam z tym wszystkim zrobic?
Iwona