Dodaj do ulubionych

Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angielką;)

16.10.05, 22:00
więc udałam się do kosmetyczki w celach kobieco-pielęgnacyjnych. Na wstępie
oczywiście typowe: jak się czyta moje imię, więc mówię wyraźnie i wolno,
oczywiście następuje konsternacja i wita nerwowy uśmieszek, więc następują
moje zapewnienia żeby się nie przejmować, że tak mam co chwila, blalaa...
więc dziewczyna pyta się o różne rzeczy, głównie o Polskę, więc opowiadam
jej. Po 15 minutach pyta się kobitka: 'a gdzie właściwie jest ta Polska?'
nawet nie byłam specjalnie zdziwiona, w końcu nie każdy musi dokładnie
wiedzieć, więc tłumaczę. Widzę że dziewczę jest trochę zdziwione, pyta się
mnie: 'a co to jest za kraj, koło Anglii, a powyżej Francji i Niemiec?' (!).
Więc tłumaczę, Szwecja, Dania...za chwilę rozmawiamy o tym, że się zmieniły
czasy od kiedy Polska weszła do EU. Panienka stwierdza: 'ale przecież UK nie
jest w UE? a może jest?'....
mój mąz stwierdził że przynajmniej ma pracę adekwantną do umiejętności;)
chociaż się do wielu rzeczy przyzwyczaiłam tutaj, do niewiedzy ANglików na
temat historii Europy/geografii/ekonomii (podstaw) to jednak czasem się
dziwię....i nie wiem czy się śmiać czy płakać...
Obserwuj wątek
    • basia313 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 16.10.05, 22:08
      Oj plakac, plakac...
    • kama67 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 16.10.05, 22:11
      Jagienkaa, Ty sie nie dziw takim rzeczom. Ja ostatnio zapowietrzylam sie, kiedy
      wiekowa rodowita Angielka zapytala mnie, czy Polska to bardzo ucierpiala w
      czasie drugiej wojny i czy tez byla bombardowana, bo Anglia to straaaaasznie...
    • balbi6 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 16.10.05, 22:15
      Ta ich niewiedza to czasami powala... Chodzilam kiedys na ESOL (wieczorami) do
      tutejszego adult education. W jednym z tekstow , ktory akurat czytalismy byla
      mowa o Moskwie. Nauczycielka patrzy na mnie i pyta " A Moskwa to stolica
      Polski?". Towarzystwo bylo mieszane a Polka ja jedna. Nauczycielka bardzo sie
      zdziwila gdy odpowiedzialam , ze to stolica Rosji. No ale poziom nauczania tez
      maja tutaj do tylu.
      • ula.mac Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 16.10.05, 22:43
        mnie sie na przyklad zapytano kiedys czy w polsce rosna kwiaty... bo myslano ze
        jest gdzie na bieguie polnocnym i wlasciwie nie ma tam zadnej roslinnosci...bez
        komentarza....
        • mgna Ja jestem z Afryki... 16.10.05, 23:12

          • mgna Re: Ja jestem z Afryki... 16.10.05, 23:20
            przycisnelo sie za wczesnie...

            w Angli jeszcze nie spotkalam sie z ignorancja na temat lokacji Polski, ale
            zadko kto zeman wchodzi na ten temat. W Ameryce jednak owszem (najczesciej w
            posrod uczniow ktorzy neistety z geografia maja na bakier). Kiedys chlopak ze
            szkoly myslal ze Polska graniczy z poludniowa granica USA (nie, Meksyk
            wytlumaczylam), wiec ktos w grupie powiedzial ze Polska chyba jest w Europie,
            na to ten pierwszy chlopak neiuwiezyl (wedlug niego Europa to Francja, Anglia i
            Niemcy, TYLE!!!), rece opadly, ludzie w grupie wymienili wzrok ze ten chlopak
            to chyba sie wyglupia, ale mina nie wyglupajacego sie ale glupiego, wiec ja nie
            chcac wiecej oswiecac powiedzialam ze jest w Afryce. Uwiezyl!
        • pati.zop78 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 00:55
          rozmawialam niedawno z jednym z naszych nauczycieli (magister j. ang + doktorat
          z czegos tam) o pogodzie. on w pewnej chwili: ‘a w Polsce zima to temperatury
          jak nisko schodza? -15 czy nizej? bo to kraj tak na polnocy polozony.’ ale sie
          zdziwilam. tym bardziej, ze facet chwalil sie, ze duzo podrozowal. do Polski
          chyba jednak nie dotarl. pewnie mu bylo za daleko bylo:)
          no i potwierdza sie, ze jak ktos ma wyksztalcenie kierunkowe to juz klapki na
          oczach i o innych dziedzinach pojecia nie ma.
          a najczesciej slysze, ze polska jest/byla czescia Rosji/ZSRR (i nikt nie ma
          wtedy na mysli okresu rozbiorow)
          • coolaga1 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 11:22
            Tak wieczne pytania o pogode w Polsce i brak wiary w to, ze w Polsce moze byc
            goraco. Ale ostatnio myslalam ze spadne z lawki w saunie, jak po krotkiej
            pogawedce jeden ze starzych panow zapytal sie mnie czy Polska lezy nad morzem i
            czy w listopadzie woda w morzu bedzie ciepla, bo wybiera sie na wakacje i nie
            jest jeszcze pewnien gdzie. Acha, czesc z moich wspolpracownikow
            ogladala "Ucieczke z Sobiboru" i tez zadaja mi pytania czy wszystkie kobiety w
            Polsce nosza chustki na glowach i czy przy kazdym kosciele sa takie wielkie
            dzwony.
    • sylvia6 ale... 17.10.05, 13:14
      przynajmniej te osoby, o ktorych piszecie mialy niesamowite szczescie natknac
      sie na tak tolerancyjne, nieosadzajace, wyrozumiale osoby jak Wy...
      xxx
      • basia313 Re: ale... 17.10.05, 13:20
        Alez Sylvia6,
        to zwykla ignorancja. PEwne braki swiadcza o czlowieku, zwlaszcza o tych,
        ktorzy chodzili do szkoly. Mapa polityczna Swiata czy chocby aktualne problemy,
        nawet bez wchodzenia w szczegoly sa wazne i dlatego dziwne sa te braki.
      • jagienkaa Re: ale... 17.10.05, 13:21
        pewnie ze tak - dziewczyna mi podziekowala ze tyle sie nauczyla, naprawde;)
        • star_sand Niewiedza jest wszedzie 17.10.05, 13:37
          Mysle, ze winny jest system nauczania. Anglicy bardzo wczesnie wybieraja w
          szkolach przedmioty, na ktorych sie koncentruja juz do konca. Oznacza to, ze w
          praktyce nie maja np. bladego pojecia o geografii.
          Ja z kolei spotkalam sie z niewiedza ze strony wykladowcy na jednym z tutejszych
          uniwersytetow. Siedzimy na zajeciach, facet stara sie nam przedstawic sklad
          jakiegos roztworu i nagle wtopa. Pisze jony (zdaje sie, ze wszyscy to
          przerabiamy na chemii w szkole sredniej) i okazuje sie, ze absolutnie nie zna
          ich wartsciowosci. Zaczyna zagladac w swoje notatki, do ksiazki w koncu pyta czy
          ktos wie. Niesmialo mowie wiec co i jak i tak przypadkowo stalam sie ekspertem
          od jonow:).
    • azbestowestringi Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 14:04
      mnie raz anglik - wiedzac ze pochodze z warszawy - zapytal jak sie mieszkalo w
      moskwie... poprawilam go a on na to ze no wlasnie jak to jest w tej moskwie, bo
      przeciez warszawa to dzielnica moskwy....isn't it?
    • princessjobaggy Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 14:52
      Moja brytyjska kolezanka z pracy byla zdziwiona, ze do Polski tak krotko sie
      leci, a pozniej zapytala czy Polska jest w ogole w Europie :0

      Widzialam kiedys fragment czegos w stylu 'Ukrytej kamery' w Stanach. Pod
      pretekstem jakiegos tam sondazu kazano ludziom wymienic jakis kraj i zaznaczyc
      go na mapie. Mapa byla spreparowana tak, ze w miejscu Australii umieszczono np.
      Francje, Irak, Iran i inne kraje. I nikt z ludzi bioracych udzial w sondazu sie
      nie zorientowal. Ja rozumiem, ze takiego Amerykanina moze nie obchodzi jakie
      jest dokladne rozmieszczenie krajow na innych kontynentach, ale zeby nie
      wiedziec, ze Francja nie jest duza wyspa lezaca daleko od Europy :0
      • latarnik Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 18:07
        Znajomosc geografii u Anglikow stoi na okropnym poziomie. Pracuje w branzy
        morskiej, znajomy z ktorym pracowalem obslugiwal serwis srodziemnomorski.
        Kiedys jechalismy razem samochodem i jego dziewczyna pyta sie go, gdzie jest
        Tunis, bo slyszala ze tam warto sie wybrac na wakacje. Na to Tim - "Tunis jest
        w Turcji". Odpowiedzialem mu, ze jest stolica Tunezji, to mi nie uwierzyl. Ba,
        pokazalem mu to na mapie w biurze, na co stwierdzil ze slyszal juz o mapach z
        bledami... A naprawde jest calkiem otwartym czlowiekiem :)

        Natomiast bardziej przeraza mnie nie to, ze nie wiedza. Przeraza mnie to, ze
        sie nie ucza i uwazaja ze to ich swiete prawo nie wiedziec. Dla mnie jest to po
        prostu brak szacunku dla rozmowcy. Juz nuza mnie powtarzane co kilka tygodni
        pytania o to czy w Polsce topnieje czasem snieg - zadawane przez TYCH SAMYCH
        ludzi, ktorzy dwa miesiace wczesniej juz o to pytali! I ktorym wytlumaczylem
        gdzie jest Polska i jaki ma klimat.

        Zauwazylem jednak ze taka nieznajomosc geografii jest bardziej zauwazalna na
        prowincji. W Londynie wiekszosc moich znajomych wie gdzie jest Polska, wie w
        jaki sposob Zwiazek Radziecki na nas napadl i ze pozniej wykorzystywal nas
        ekonomicznie, ba, wiedza ze polskie kopalnie sa na Slasku. I ze papiez byl
        goralem, a gory sa na poludniu. No, wiadomo, nie wszyscy to wiedzieli na
        poczatku, ale po kilku spotkaniach w pubach wiedza.
        Za to Ci na prowincji nie byli rowniez pewni wielu rzeczy o wlasnym kraju.
        Notorycznie mylili polozenie Bostonu z Bristolem, nie znali glownych miast
        sasiednich hrabstw, itd.

        Ale chcialem napisac jeszcze o jednym - o angielskim poczuciu odleglosci.
        Zawsze jak mowie, ze gdzies chce pojsc piechota, to dowiaduje sie ze to
        superdaleko i bede szedl godzinami. Ze bez samochodu to wyprawa na caly dzien.
        Nawet jesli w praktyce to dwie mile i nie wiecej niz pol godziny marszu. Jak
        sie pytalem na samym poczatku ile zajmie mi podroz samochodem do Dover
        (musialem zdazyc na prom), to dowiedzialem sie ze minimum 4-5 godzin, bo jade w
        nocy, zas w dzien 6 godzin. Jechalem z Suffolk i trwalo to... 2,5 godziny.
        Zgodnie z przepisami, zeby nie bylo watpliwosci. Czytalem kiedys ksiazke
        pewnego amerykanina, "Wspomnienia z Malej Wyspy" - doskonale tam to opisal.
        Ogolnie jego spostrzezenia byly bardzo trafne. Jak macie szanse, to
        przeczytajcie :)
        • eballieu Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 22:06
          Pracownik Wydzialu Kultury UM w miescie Brugii - "a to Polska lezy nad
          morzem" . Odpowiadam - Tak. "A nad jakim" odpowiadam bez chwili
          namyslu: "Grenlandzkim" Po chwili zadumy - ten sam pracownik "a tak, tak
          wlasnie".
          Wiecie co, ja juz nie mam ochoty na nawiazywanie nowych znajomosci czasami. Nie
          chce mi sie po prostu odpowiadac na te same pytania, bo nie wiem czy zmyslac
          czy wysmiewac czy co?
          A poniewaz mieszkam we wsi, gdie w kazdym domu siedzi kobitka z dziecmi lub
          kotem czy psem, to jako kury domowe spotykamy sie na spacerach roznych w polu.
          I wtedy to sie naslucham - ze to w Polsce to ciezko musi byc, bo tak czy tak.
          A pozniej jakies inne pytania i nagle olsnienie - ze ta kurteczka to z Polski,
          ze buty owszem tez, itp., itd.
          Najbardziej dziwili mnie znajomi meza, ktorzy mysleli, ze w Polsce to za 10
          euro w hotelu 4 gwiazdkowym przenocuja i od razu mysleli ze przyjechali do raju
          taniochy. A ja im wtedy serwowalam wszystko naj. I zdziwieni byli, ze dobre
          wakacje w Polsce to kosztuja tyle samo co w Hiszpanii. Przynajmnie nie
          wyjezdzali z przekonaniem, ze Polska to kraj gdzie wszystko za darmo.
          Bosz, juz nawet nie chce mi sie pisac.
          Temat ten po prostu po mnie juz splywa. Nie mam ochoty odpowiadac na pytania co
          w Polsce i jak.

        • mgna Do Latarnik 18.10.05, 00:07
          Czy "Wspomnienia z Malej Wyspy" zostala napisana przez faceta ktory spedzil
          jakis czas na Gallapagos?
          • latarnik Re: Do Latarnik 18.10.05, 00:21
            Musze przyznac, ze nie jestem pewien. Autor nazywa sie Bill Bryson, natomiast
            przekrecilem troche tytul: w polskim tlumaczeniu brzmi "Zapiski z malej wyspy".
            No i jest opowiescia o podrozy sentymentalnej po Wielkiej Brytanii, jaka autor
            urzadzil sobie przed powrotem do Stanow, po przemieszkaniu w UK 17 lat.
            Polecam, zwlaszcza dla ludzi ktorzy juz tu jakis czas sa. Czytajac to w Polsce
            pewnie nie zwrocilbym uwagi na przepiekny fragment o niesmiertelnej muzyczce
            Pearl&Dean przed seansem w kinie - po prostu nic by mi to nie mowilo ;)

            Przy okazji - teraz zaczalem czytac niedawno wydana ksiazke pt. "Watching the
            English - The hidden rules of English Behaviour". Tez niezla, autorka,
            antropolozka, opisuje rozne rodzaje mitow i prawd o Anglikach w dosc
            humorystyczny sposob. Jest miedzy innymi rozdzial o rozmowach o pogodzie i o
            mowieniu 'przepraszam' gdy ktos Ciebie potraci :)
            • princessjobaggy Re: Do Latarnik 18.10.05, 00:27
              latarnik napisał:

              > Przy okazji - teraz zaczalem czytac niedawno wydana ksiazke pt. "Watching the
              > English - The hidden rules of English Behaviour".

              Latarnik,
              Mozesz podac nazwisko autorki powyzszej ksiazki?
              • latarnik Re: Do Latarnik 18.10.05, 00:42
                Napisala to Kate Fox. Zielona okladka. W wiekszosci ksiegarni jest tutaj :)
                • plonaca.zyrafa ide do ksiegarni :) n/txt 18.10.05, 15:37

                  • izabelski rowniez polecam te ksiazke 18.10.05, 22:47
                    nareszcie zrozumialam po co i kiedy anglicy mowia - "How are you" :-)
                    • jaleo Watching the English 18.10.05, 23:32
                      Ja tez polecam te ksiazke. Dobrze sie czyta i rzeczywiscie odniesienie do
                      rzeczywistosci jest, jak to sie mowi, uncanny.
              • pati.zop78 Re: Do Latarnik 18.10.05, 00:53
                Kate Fox
                • princessjobaggy Re: Do Latarnik 18.10.05, 15:00
                  Dzieki Latarnik i Pati :)
            • mgna Re: Do Latarnik 18.10.05, 00:43
              W takim razie o innej ksiazce mysle...musze wygrzebac liste ksiazek do
              przeczytania i sprawdzic autora...podobno ksiazka smiesznie napisana...

              Tak na temat czytania ksiazek, czy ktos moglby mi pozyczyc kilka(nascie) godzin
              swojego czasu poniewaz na moim stoliku jest stos ksiazek i sama nie wiem do
              ktorej sie zabrac i tak czytam wszystkie naraz.... Z gory jestem wdzieczna :P
              • agazat Re: Do Latarnik 18.10.05, 16:16
                Moze to klasyczny George Mikes (czyt Mikesz) i jego "How to be an alien"??
        • mama5plus Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 19.10.05, 17:58
          latarnik napisał:

          > Znajomosc geografii u Anglikow stoi na okropnym poziomie. Pracuje w branzy
          > morskiej, znajomy z ktorym pracowalem obslugiwal serwis srodziemnomorski.
          > Kiedys jechalismy razem samochodem i jego dziewczyna pyta sie go, gdzie jest
          > Tunis, bo slyszala ze tam warto sie wybrac na wakacje. Na to Tim - "Tunis
          jest
          > w Turcji". Odpowiedzialem mu, ze jest stolica Tunezji, to mi nie uwierzyl.
          Ba,
          > pokazalem mu to na mapie w biurze, na co stwierdzil ze slyszal juz o mapach z
          > bledami...

          Szkola podstawowa w Polsce. Lekcja geografii i jakies tam luzniejsze zajecia bo
          swieto czy cos wiec gramy w panstwa, miasta. Rzeka na K. Nasza grupa podaje
          Kolorado.
          Nauczycielka geografii: nie ma takiej rzeki! 8-OOO
          Jak nie ma???!Tlumaczymy gdzie...ze pisownia polska, na C w oryginale...
          Nie ma absolutnie!! Na `c` tez nie ma!
          W ogole to pierwsze slyszy....:-?
          Walczyla zazarcie wpierajac nam, ze nie ma.

          Gdybym przy tym nie byla to bym chyba nie uwierzyla:-?
          Nauczycielka geografii...
          Poza tym byla calkiem normalna ;-)
          I tej geografii uczyla w sumie tez normalnie. Tylko, ze pewnie zakres materialu
          tylko ten co na zajeciach :-/
          • latarnik Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 19.10.05, 19:01
            Wlasnie, czy Anglicy tez w mlodosci grywali w panstwa-miasta? Czy dzisiaj
            dzieci w to grywaja? Ehh, przypomnialy mi sie stare czasy :)

            Za to u nas nie ma chyba takiej kultury quizow w pubach, ktora tu mi calkiem
            odpowiada. Chociaz niestety nie wypadam najlepiej, bo tutejszej kultury masowej
            prawie nie znam :/
            • ewmag Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 20.10.05, 11:43
              Ktos mi mowil, ze w szkole bawil sie w ukladanie brzydkich wyrazow ze skrotow
              nazw pierwiastkow z tablicy Mendelejewa, ale nie wiem, czy to jest powszechne.
    • rozyczko Re: Teatrzyk Zielona Gęś: swiat wg. Amerykanina : 17.10.05, 22:44
      • rozyczko Re: Teatrzyk Zielona Gęś: swiat wg. Amerykanina : 17.10.05, 22:45
        no i poszlo bez tresci :(

        A co powiecie na taka mape swiata ? :)
        www.iranian.com/Anyway/2004/March/Images/america.jpg
        Ewa
        • mgna Re: mapa wedlug USA 18.10.05, 00:16
          Hee...hee...hee... ale to be fair, w ostatnich 10-15 latach coraz to wiecej
          Amerykanow podrozuje i odkrywa nasza planete i coraz to mniej ignorantow na
          temat ogolnej geografi.
    • jaleo Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 22:45
      To ja rzuce pare kwiatkow z rodzimego ogrodka:

      Pan Ratownik nad jeziorem Solina, przysluchujac sie mojemu mezowi i
      synowi: "Prosze pani, a po jakiemu oni mowia?" Ja na to: "po angielsku". Na
      to pan Ratownik: "Naprawde, po angielsku? Bo ja sie wlasnie od pieciu lat ucze
      angielskiego".

      Gazeta Wyborcza: "znany angielski historyk Norman Davies".

      Fakt, ze tzw. "wiedza ogolna", zwana rowniez erudycja, nie jest najmocniejsza
      strona Brytyjczykow, ale przyznam sie, ze spotkalam sie rowniez z zadziwiajaca
      wrecz ignorancja na temat Wielkiej Brytanii wsrod Polakow, i to tych
      mieszkajacych w UK od dluzszego czasu lub czesto przyjezdzajacych do UK. Wielu
      Polakow tak oburzajacych sie np. na zaliczanie Polski do bylych republik
      radzieckich, nie zdaje sobie np. sprawy, ze nieodroznianie Walijczykow czy
      Szkotow od Anglikow to jest gafa jeszcze wiekszego kalibru, bo o ile Polacy i
      Rosjanie maja wspolne pochodzenie slowianskie, Celtowie i Anglo-Saxoni to jest
      zupelnie inna kultura i etnicznosc. I tak jak dla nas jest niezrozumiale, ze
      ktos nie potrafi odroznic rosyjskiego od polskiego, tak dla mieszkancow Wysp
      jest komplentie niepojete, jak ktos moze goscia o nazwisku Walliams, mowiacego
      ze spiewnym akcentem nazwac Anglikiem.
      • princessjobaggy Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 23:00
        jaleo napisała:

        > Fakt, ze tzw. "wiedza ogolna", zwana rowniez erudycja, nie jest najmocniejsza
        > strona Brytyjczykow, ale przyznam sie, ze spotkalam sie rowniez z
        zadziwiajaca
        > wrecz ignorancja na temat Wielkiej Brytanii wsrod Polakow, i to tych
        > mieszkajacych w UK od dluzszego czasu lub czesto przyjezdzajacych do UK.
        Wielu Polakow tak oburzajacych sie np. na zaliczanie Polski do bylych republik
        > radzieckich, nie zdaje sobie np. sprawy, ze nieodroznianie Walijczykow czy
        > Szkotow od Anglikow to jest gafa jeszcze wiekszego kalibru, bo o ile Polacy i
        > Rosjanie maja wspolne pochodzenie slowianskie, Celtowie i Anglo-Saxoni to
        jest
        > zupelnie inna kultura i etnicznosc. I tak jak dla nas jest niezrozumiale, ze
        > ktos nie potrafi odroznic rosyjskiego od polskiego, tak dla mieszkancow Wysp
        > jest komplentie niepojete, jak ktos moze goscia o nazwisku Walliams,
        mowiacego
        > ze spiewnym akcentem nazwac Anglikiem.


        Oj, racja, racja! Podejrzewam tez, ze wielu Polakow nie ma zielonego pojecia
        jaka jest roznica miedzy Anglia, Wlk Brytania i UK, i czesto uzywa tych nazw
        wymiennie, choc nie zawsze powinni.
        • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 00:20
          >Oj, racja, racja! Podejrzewam tez, ze wielu Polakow nie ma zielonego pojecia
          >jaka jest roznica miedzy Anglia, Wlk Brytania i UK, i czesto uzywa tych nazw
          >wymiennie, choc nie zawsze powinni.
          To prawda, niedawno ktos na tym lub "Z Dala od Polski" forum popelnil ta gafe.
      • ralphos Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 23:25
        jaleo napisała:
        > Pan Ratownik nad jeziorem Solina, przysluchujac sie mojemu mezowi i
        > synowi: "Prosze pani, a po jakiemu oni mowia?" Ja na to: "po angielsku". Na
        > to pan Ratownik: "Naprawde, po angielsku? Bo ja sie wlasnie od pieciu lat
        > ucze angielskiego".

        No, zależy jeszcze z jakim akcentem mówili. Ostatnio dzwoniłem w sprawie
        ubezpieczenia mojego samochodu i trafiłem na faceta, który mówił chyba po
        szwedzku - rozum mi mówił, że to był angielski, ale do dziś nie mogę w to
        uwierzyć. Dotarło do mnie zaledwie KILKA słów. Jak można kogoś takiego
        zatrudniać w call-center???
        A tak ogólnie to podejrzewam, że bardzo wiele ludzi znających wcześniej tylko
        American English po przyjeździe do UK miało spore problemy z dogadaniem się...
        • ula.mac Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 23:32
          z tym call centre to jest teraz tak, ze wiekszosc poprzenosili do indii i czy
          pakistanu bo o wiele taniej, tylko ze oni tak mamrocza po angielsku ze sie
          wciec mozna, dlatego niektore banki sie reklamuja ze maja tylko angielska
          obsluge w call centers aby przyciagnac czy zatrzymac klientow...zawsze mnie
          doprowadzja do szalu a wlasciwie doprowadzaly bo sie zarestrowlama zeby to
          zablokowac rozmowy z indii (mozna poznac jak odbierzesz telefon bo jest dluga
          przerwa na poczatku)jak dzwonili z jakims info i ledwo moglam go zrozumiec...a
          uwierz mi po 8 latch przyzwyczajilam sie do roznych akcentow...
        • effata Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 17.10.05, 23:37
          Fakt, że ja jestem cała w stresie jak muszę rozmawiać z kimś z call centre, bo
          niestety często ludzie mają tak silny akcent, że ja tego nie rozumiem za żadne
          skarby świata.
          >trafiłem na faceta, który mówił chyba po
          > szwedzku - rozum mi mówił, że to był angielski, ale do dziś nie mogę w to
          > uwierzyć.

          to mógł być Szkot z północy Szkocji. Niektórzy Szkoci mówią dialektem, który
          brzmi jak norweski (co zresztą nie jest dziwne - w końcu to potomkowie
          Wikingów :)). Byłam kiedyś świadkiem rozmowy między Szwedką mieszkającą w
          Norwegii i Szkotem. Byli zszokowani jak wiele podobnych słów jest w ich języku.
          Albo to był po prostu Szwed mówiący łamanym angielskim, w co mi się nie chce
          wierzyć, bo Szwedzi na ogół mówią świetnie po angielsku począwszy od małolatów,
          skończywszy na staruszkach bo w ichniejszej telewizji w czasie filmów czy
          importowanych programów często-gęsto nie ma dubbingu ani lektora tylko napisy.

          Princess - zrozumiałam aluzję! Powinnam nazwać forum: Polki w Wielkiej
          Brytanii. Ale wiesz, tak było krócej ... :-DDDD
          • princessjobaggy Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 00:32
            effata napisała:

            > Albo to był po prostu Szwed mówiący łamanym angielskim, w co mi się nie chce
            > wierzyć, bo Szwedzi na ogół mówią świetnie po angielsku począwszy od
            małolatów,
            > skończywszy na staruszkach bo w ichniejszej telewizji w czasie filmów czy
            > importowanych programów często-gęsto nie ma dubbingu ani lektora tylko napisy.

            Tez uwazam, ze to malo prawdopodobne, ze ten, ktory dzwonil byl Szwedem.



            > Princess - zrozumiałam aluzję! Powinnam nazwać forum: Polki w Wielkiej
            > Brytanii. Ale wiesz, tak było krócej ... :-DDDD

            A wiesz, Effata, ze o tym akurat nie pomyslalam :-DDD
        • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 00:37
          > No, zależy jeszcze z jakim akcentem mówili. Ostatnio dzwoniłem w sprawie
          > ubezpieczenia mojego samochodu i trafiłem na faceta, który mówił chyba po
          > szwedzku - rozum mi mówił, że to był angielski, ale do dziś nie mogę w to
          > uwierzyć. Dotarło do mnie zaledwie KILKA słów. Jak można kogoś takiego
          > zatrudniać w call-center???
          > A tak ogólnie to podejrzewam, że bardzo wiele ludzi znających wcześniej tylko
          > American English po przyjeździe do UK miało spore problemy z dogadaniem się...

          Ja podnosze reke do gory. Obsluchana bylam tylko z amerykanskim, australijskim
          z miast i poludniowo angielskim akcentem, wiec kiedy przenioslam sie na polnoc
          Angli ciezko mi bylo zrozumiec osoby ktore poslugiwaly sie lokalnymi akcentami.
          Pamietam kiedys taksowkaz zapytal sie "jak duzy jest nasz ogrod", ale naprawde
          (Mark mi przetlumaczyl na poprawny angielski) zapytal sie "jak duzy jest nasz
          garaz" (nie wiem po co jemu byla potrzebna ta wiadomosc?). Z kolei Mark'a
          klientka i teraz moja znajoma, ktora pochodzi ze Szkocji ile razy sie
          zagalopuje ze swoim akcentem to prosze ja zeby przystopowala i dopiero wtedy
          mozemy sie dogadac :) Nastepne: ile razy ide do manikurzystki to obawiam sie ze
          dorwie mnie dziewczyna z Preston, ktorej akcent strasznie ciezko mi zrozumiec,
          nie wspominajac juz ile razy dzwonie do banku (placowka w Szkocji) i czasami
          przepraszam na telefonie ze niestety nie rozumiem ich akcentu i oddaje
          sluchawke mezowi poniewaz piate przez dziesiate rozumiec co oni mowia i ciagle
          proszenie o powtorzenie tego co powiedzieli to zadna rozmowa i jest strasznie
          frusturjace. ACHHRRRRRR!!!!

          Z kolei moi mezolek ile razy przylatuje do NYC to biedak pada z suchoty
          poniewaz nikt nie rozumie kiedy prosi o wode. Maz musi mnie wolac o pomoc i
          ja "przetlumaczam" o co jemu chodzilo (maz mowi Queen’s English akcentem).

          Jaki wspanialy jest swiat z tyloma roznorodnosciami! :)
          • princessjobaggy Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 14:44
            mgna napisała:

            Nastepne: ile razy ide do manikurzystki to obawiam sie ze
            >
            > dorwie mnie dziewczyna z Preston, ktorej akcent strasznie ciezko mi zrozumiec
            (...)

            Tez mialam w pracy kolezanke z tych okolic i na samym poczatku podczas lunchu,
            gdy okazywalo sie, ze siedzimy same, wychodzilam z pomieszczenia pod pretekstem
            wyjscia do lazienki, po kawe, herbate itd. Bylo mi po prostu glupio po sto razy
            mowic 'Pardon?'. Jednak bardzo szybko sie do jej akcentu przyzwyczailam i
            pozniej juz nie obawialam sie rozmow z nia. Poza tym z tego co zauwazylam, to
            niektorzy Brytyjczycy z moich okolic tez nie zawsze ja rozumieli.
    • pentelka Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 10:31
      Nie sposob nie skomentowac tego watku. Na spotkaniach towarzyskich w pewnym
      momencie wyczerpuja sie tematy. I wtedy zazwyczaj rozmowa zamienia sie na
      krytykowanie wszysktiego, co tylko sie trafi. No bo przeciez w Polsce system
      edukacyjny jest nastawiony na teorie, a na Zachodzie na praktyke. No i dlatego
      jestesmy gorsi od innych itp. A przyklad ignorancji dotyczacej geografii Europy
      swietnie ilustruje teze, ze czasami teoria sie przydaje.
      Niewiedze, o ktorej tutaj mowa, ciezko przypisac tylko jednej spolecznosci.
      Nigdy nie zapomne widoku eleganckich kobiet nad wodospadem Niagara. Lato, upał,
      jakies 30 stopni w cieniu. Panie ubrane w przepiękne... futra. Nie sposob bylo
      ich nie zaczepic. Przyjechały z pobliskiego Buffalo, myslały, ze skoro Kanada
      jest na polnocy, to trzeba sie odpowiednio ubrac :-)))
      Z drugiej strony, czasami dzieki powierzchownej wiedzy, wyniesionej ze szkoly,
      mozna wyjsc na eksperta w jakiejs dziedzinie (przyklad jonów). Pare lat temu,
      kiedy dizelnie chodziłam do szkoły jezykowej, wzbudzilam ogromny podziw wsród
      Koreanczykow. Wpadly mi w ucho nazwiska owczesnych prezydentow Korei i podczas
      rozmowy o totalitaryzmie gdzies je wypowiedzialam. Pozniej wszyscy skosnoocy
      przychodzili mnie ogladac, zyskalam sobie (chyba) ich sympatię :-)
      Reasumując - vivat teoria! ;-)
    • aitee Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:05
      Ale przeciez gdyby Anglicy oznaczali sie tak wielka wiedza ogolna jak Polacy, to jak biedni Polacy mogliby sie czuc lepsi?
      Przepraszam, ale nie wiem skad w Polakach bierze sie ta ogromna potrzeba wytykania wad/brakow/niedociagniec/ulomnosci/niewiedzy itp. u innych? Czy naprawde WY mozecie sie pochwalic znajomoscia na przyklad nazw regionow Indii? Czy jestescie w Stanie wymienic wszystkie stany USA z ich "stolicami"? Itp
      Przeraza mnie czytanie co chwila o tym, jakie te INNE narody sa glupie, niewyksztalcone, brzydkie, tluste, itp. Czy to przejaw jakichs polskich kompleksow, ze ciagle trzeba sie dowartosciowywac?
      • aniek133 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:14
        Bosz.... I jak tu nie odpisac na taki post?!

        Czy gdziekolwiek znalazlas/znalazles w tym watku, zeby ktokolwiek wymagal od
        Anglika tudziez innego obywatela swiata znajomosc wojewodztw w Polsce wraz z
        nazwami miast wojewodzkich???????? Wiec nie wymagaj od nas, zebysmy znali
        regiony w kazdym panstwie na swiecie! Roznica polega na tym, ze my przynajmniej
        wiemy, gdzie jaki kraj sie znajduje, nie tylko, na ktorym kontynencie ale nawet
        znamy jakies ogolne dane geograficzne. Wiem, czy panstwo ma dostep do morza, do
        jakiego, co jest stolica, jakie sa gory itp. NAJWAZNIEJSZE informacje.

        Jezeli przeraza Cie to co my tu wypisujemy to moze nie warto w ogole wchodzic
        na to forum, czytac naszych wypowiedzi i sie w ogole odzywac?
        • aitee Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:29
          Proponuje wiec dopisanie do zasad forum:
          - obowiazuje jednomyslnosc

          PS. To CO czytam, na KTORE posty odpisuje i GDZIE wchodze to MOJA sprawa, MOJ wybor i naprawde darujmy sobie zezwolenia, przyzwolenia i porady tego typu?
          • aniek133 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:34
            Proponuje wiec dopisanie do zasad forum:
            > - obowiazuje jednomyslnosc

            A ja proponuje dopisac: obowiazuje czytanie ze zrozumieniem :)


            > PS. To CO czytam, na KTORE posty odpisuje i GDZIE wchodze to MOJA sprawa, MOJ
            w
            > ybor i naprawde darujmy sobie zezwolenia, przyzwolenia i porady tego typu?

            Oczywiscie - jestes wolnym czlowiekiem :) Ale jesli od poczatku swojej wizyty
            na tym forum zabierasz sie za krytykowanie naszych wypowiedzi i one Cie tak
            bardzo PRZERAZAJA - to moze dla walsnego dobra daj sobie spokoj i znajdz inne
            forum.

            • aitee Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:37
              Chyba ci sie cos pomylilo z tym poczatkiem ;) Fakt, ze nie pisze 20 postow dziennie nie oznacza, ze jestem tu pierwszy raz.
              Czytam ze zrozumieniem i powtarzam, przeraza mnie jak latwo WIELU Polakom (bo fakt, nie powinnam uogolniac) przychodzi ocenianie, krytykowanie itp. innych ludzi (innych narodowosciowo, rasowo, religijnie, wygladowo, jezykowo, edukacyjnie itp itd).
              • violus22 cos wtrace :) 18.10.05, 16:47
                dajcie juz spokoj z ta ogolna wiedza z geografii czy sytuacji politycznej i
                przestancie sie wywyzszac czy krytykowac

                czy mam zaczac krytykowac polowe z was o ile nie wiekszosc za nieznajomosc
                podstaw matematyki?:)

                ps.moze troche przyszufladkowalam, ale z moich obserwacji wynika ze wiekszosc
                ludzi nie zna nawet wzoru na pole kwadratu, nie wspominajac juz o innych
                podstawach
                przestancie juz bo ta dyskusja do niczego nie prowadzi.zebym zaczela wymagac od
                ludzi podstawowej znajomosci matematyki i traktowala to jako obowiazek to chyba
                popadlabym w paranoje.
                tylko nie piszcie mi ze to nijak sie nie ma to znajmosci stolic kraju czy
                polozenia - ot wiedza, jak kazda inna.
                • effata Re: cos wtrace :) 18.10.05, 18:32
                  A tu ci Violus przyznam racje. Ostatnio się strasznie głowiłam i nawet SZUKAŁAM
                  WZORU W INTERNECIE i na dodatek wkurzałam się, że nie mogę znaleźć odpowiedzi
                  na pytanie: jak się oblicza obwód trójkąta. Z niecierpliwością czekałam na
                  powrót męża z pracy (było mi to obliczenie niezbędne do jakiegoś testu i głupi
                  trójkąt popsuł mi całą zabawę). Uśmiał się chłopak setnie....
                  • violus22 Re: cos wtrace :) 18.10.05, 21:24
                    Magda, nastepnym razem nie czekaj na meza tylko napisz do mnie:)
                    • effata Re: cos wtrace :) 18.10.05, 21:29
                      Acha! Ty i tak mnie nieźle rozgryzłaś, a ja ci się jeszcze mam przyznawać czego
                      nie umiem z matmy?! :)))
                      • violus22 Re: cos wtrace :) 18.10.05, 21:33
                        to zaden wstyd :) moge podszkolic ;D
                        • effata Re: cos wtrace :) 18.10.05, 21:47
                          E, nieeee, aż tak to nieeee. Ja nawet maturę zdawałam z biologii. Do równań z
                          dwoma niewiadomymi jakoś sobie daję radę, wzory można znaleźć w interncie :DDD,
                          a z matematyki to najbardziej lubię książkę "Dzieci ze specyficznymi
                          trudnościami w uczeniu się matematyki" (genialna książka, w której babka pisze
                          dlaczego ludzie nie radzą sobie z matematyką - niestety przeczytałam, jak już
                          było za późno:))
                          • pati.zop78 Re: cos wtrace :) 19.10.05, 01:37
                            "Dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się matematyki"

                            mozesz podac autora?
                            • effata Re: cos wtrace :) 19.10.05, 13:47
                              Edyta Gruszczyk-Kolczyńska, z tym że zaznaczam, że to taka książka bardziej dla
                              nauczycieli, niż beletrystyka, niemniej pokazująca różne ciekawe mechanizmy,
                              które też mogą się przydać rodzicom np. jak kształtować pojęcie liczby, a
                              przede wszystkim jak kształtować tak zwane myślenie matematyczne.
                  • jaleo Obwod trojkata?? 18.10.05, 21:33
                    effata napisała:

                    > na dodatek wkurzałam się, że nie mogę znaleźć odpowiedzi
                    > na pytanie: jak się oblicza obwód trójkąta.

                    Ludzie kochani, z Anglikow sie smiejecie. A jaki Ty wzor na obwod trojkata
                    chcesz znalezc dziecko?!?!?!
                    • violus22 Re: Obwod trojkata?? 18.10.05, 21:35
                      np trojkata rownobocznego :)
                      3a
                      • jaleo Re: Obwod trojkata?? 18.10.05, 21:52
                        violus22 napisała:

                        > np trojkata rownobocznego :)
                        > 3a

                        No tak, bez wzoru pomnozyc dlugosc ramienia przez trzy to juz ani rusz ;-) A
                        jak nie bedzie rownoboczny? Trzeba bedzie szukac w necie wzoru na zsumowanie
                        dlugosci bokow :-)))))) No ale przynajmniej wiemy, gdzie lezy Mozambik.
                        • effata Re: Obwod trojkata?? 18.10.05, 21:53
                          Jaleo, to była autoironia i załamywanie się nad własną głupotą i chwilowym
                          zaćmieniem, dla rozładowania atmosfery w tej gorącej dyskusji. Skoda, że nie
                          załapałaś.
                          I dlaczego od razu 'per dziecko' do mnie?
                          • jaleo Re: Obwod trojkata?? 18.10.05, 21:58
                            effata napisała:

                            > I dlaczego od razu 'per dziecko' do mnie?

                            Jejku, co tu wszyscy tacy drazliwi???
                            • jermaldan Re: Obwod trojkata?? 18.10.05, 22:48
                              > Jejku, co tu wszyscy tacy drazliwi???
                              A moze wina nalezy obarczyc pelnie ksiezyca. Proponuje, aby wszystkie panie i
                              panowie troche sie rozluznili, albo kieliszek czegos mocniejszego. A ja dzisiaj
                              tylko o tym jednym;)
                              • mgna Re: Obwod trojkata?? 18.10.05, 22:50
                                No tak, ty mnie kusisz kieliszkiem, a ktos tam pieczenie ciasta czekoladowego
                                wspomnial! Tak ze w licho moja dieta, meza wyslalam po czekolade ktora teraz
                                wcinam! PYCHA! :)
      • basia313 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:14
        Alez my piszemy o brakach podstawowych, a nie regionach w Indiach. Zreszta, nie
        jestesmy jedynymi, ktorzy sie smieja z innych. Nie slyszalas nigdy
        amerykanskiego powiedzenia : Glupi jak Polak?
        Z wysmiewaniem innych narodow spotkasz sie wszedzie. Przeciez nie dyskutujemy
        tylko o tym. o wielu innych sprawach tez. WYluzuj.
        • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:35
          poza tym przecież forum jest od dyskutowania. I od wyrażania swoich poglądów.
          Wcale nie uważam się Anglicy/Brytyjczycy są głupi, wręcz przeciwnie, ale ich
          wiedza ogólna wg mnie utyka. Owszem, z jednej strony podoba mi się że
          przeważnie Anglicy znają coś 'praktycznie', ale z drugiej strony to brak
          podstawowej znajomości geografii czy historii (nie mówiąc o tym że dziewczyna
          nawet nie wiedziała że UK jest w Unii) mnie zastanawia i denerwuje. Wcale się
          nie uważam za lepszą czy coś ale czy naprawdę nie można skomentować takiego
          incydentu?
          • aniek133 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:42
            Oczywiscie, ze mozna i jest to jak najbardziej zrozumiale :) Liczba wypowiedzi
            ludzi, ktorzy mysla podobnie jest chocby w tym watku (a zdaje mi sie, ze cos
            podobnego bylo juz jakis czas wczesniej) znaczaca i wskazuje, ze my, Polacy,
            wiemy przynajmniej, jak prezentuje sie swiat, na ktorym zyjemy i znamy
            polozenie nie tylko miejsca, do ktorego wybieramy sie na wakacje. Ignorancja
            niektorych ludzi przekracza wszelkie granice i nic dziwnego, ze nas to razi.
            Jak sie okazuje, jestesmy tutaj jednomyslne i chyba kogos zdenerwowalo, ze jak
            to moze byc, ze oni na tym forum tacy zgodni :)
      • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:31
        Chyba tak Aitee...za to Polakow mozna krytykowac jak ciagle to oni krytykuja i
        poprzez to wychodza w sobie zadumani (choc Polacy nie jedni tak siebie
        widza...Argentynczycy tez i rowniez maja kompleksy nie z tej ziemi) i jak ktos
        slawny to najprawdopodobniej polskiego pochodzenia...
        • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:37
          Dziewczyny, jeden z powodow dlaczego duzo z nas wynioslo sie z "Z Dala od
          Polski" i przenioslo tutaj, to to ze niedaj Boze ktos swoj poglad wyglosil
          (na "Z Dala od Polski") to zaraz do gardla im skakano. Tutaj atmosfera byla
          owiele przyjemniejsza gdzie mozna bylo omowic rozne tematy, czytajac rozne
          (kontrowersyjne czy nie) poglady bez obecnosci hien i bez awantur. Zapewne
          Effacie byloby szalenie przykro gdyby i jej forum tak opustoszalo i tak nudnym
          sie stalo jak na "Z Dala od Polski" ???
          • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:40
            ale zaraz: to jeśli ja skrytykuję kogoś załóżmy za coś co mi się nie podoba, to
            czy to ja jestem tą złą osobą że śmiałam wyrazić swój pogląd czy może złą osobą
            będzie ten, co mi powie że nie powinnam krytykować?!
            • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:43
              Wiesz Jagienka, to chyba zalezy jak sie pisze/lub jak to co piszesz zostanie
              odebranym. Czasami zamiast sie upewnic piszemy za agresywne i nieprzyjemne
              odpowiedzi, a przeciez mozna dyskutowac z osoba o totalnie innych pogladach bez
              denerwowania sie i bez awantury?

              To jest ta nadchodzaca sobota w ktora sie spotykamy? Jak ten czas szybko leci!
              • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:47
                ano ta sobota (i Big Impreza w Leigh)
                ja się czasem już gubię w tych wszystkich wypowiedziach na forum. Zawsze się
                ktoś znajdzie, komu się coś nie spodoba, jest 'politically incorrect', albo
                wyciera sobie gębę nietolerancją...
                przecież każdy ma swoje upodobania, preferencje, spostrzeżenia, ale to nie
                znaczy że jeśli moim ulubionym kolorem jest czerwony to wszystkie inne są ble?
                Czy zawsze powiedzenie czegoś negatywnego musi się spotkać z krytyką?
                • aitee Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:56
                  No tak, po tej GEBIE to juz chyba mi odeszla chec spotkania sie na uniwerku ;)
                  • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:03
                    Dziewczyny nie bierzcie sobie wszystkiego do serca, to jest wirtualny
                    swiat...to co tu pisane nie koniecznie jest prawdziwym pogladem tego piszacego!

                    Effata!!!! Twoje "dzieci" sie zle zachowuja! ;)
                  • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:10
                    oj Iwona, nie czepiaj się słówek, przecież to tylko takie wyrażenie i nie
                    odnosiłam się do Ciebie, tylko ogólnie. Nie bierz sobie tego do serca.
                    Prawdziwa cnota krytyki się nie boi, co?;)
                    PS widzisz na uniwerku to Cię będą jeszcze uczyć o ważności critical thinking:)
                    • aitee Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:13
                      Ano sie nie boi ;)
                      Ja ciezarna, na mnie krzyczec nie wolno ;p
                      • mgna Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:16
                        Moze tak dla wyrownania napiszemy kilka anegdotek o Polakach?
                        • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:19
                          NIe wiem czy ktokolwiek ze Śląska pamięta teleturniej Telefoniada?!
                          to dopiero był popis wiedzy Polaków;)
                          • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:23
                            www.kibice.net/forum/viewtopic.php?t=5243&sid=1
                      • jagienkaa Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 17:17
                        ja się Ciebie boję, jeszcze na mnie natrzesz ze zdwojoną siłą:)
            • aitee Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:53
              Jagienka, tak tak to ja jestem ta ZLA ;)
              Wiesz, ja nie mam nic przeciwko wyrazaniu swojego zdziwienia faktem, ze ktos nie wie, gdzie jest Polska. Bynajmniej. I moja wypowiedz nie odnosi sie do twojego postu jako tego zlego ;) Pisze raczej o tendencji, ktora u Polakow zauwazam w wiekszym stopniu niz u innych narodowosci. O fakcie, ze wielu Polakow wlasnie uwaza za konieczne wrecz podkreslenie brakow u innych. Zawsze mi sie przypomina fragment postu jakiegos pana tutaj czy na drugim forum o tlustych wielorybach w kostiumach kapielowych, ktore psuja widoki atlantyckich plaz ;), albo pisanie ogolne o glupich Angolach/innych narodach. Przeciez, jak gdzies ktos obcy powie/napisze, ze Polacy to lenie i pijacy to sie unosimy i oburzamy, ze to uogolnienie, krzywdzacy stereotyp itp. Nigdzie nie spotkalam sie ze slicznym okresleniem wzgledy estetyczne ;) w odniesieniu do osob powyzej tuszy modelki, ktore osmielily sie ubrac w cos innego niz worek.
              Pewnie zakrecilam ;)
              Chodzi mi o fakt, ze niewiedza/innosc/brak to sprawa tak naprawde TEJ osoby, nie nasza. Co innego, gdyby osoba bez znajomosci geografii uczyla tejze geografii nasze dzieci...
              Nikt z nas nie jest idealny i dlatego nie widze potrzeby w podkreslaniu brakow u innych. Bo ok oni nie wiedza gdzie jest Polska, a ja zapewne nie mam pojecia o czyms, co dla nich jest oczywiste.
          • aniek133 Re: Teatrzyk Zielona Gęś: krótka rozmowa z Angiel 18.10.05, 16:45
            Na pewno nie opuscimy Effaty - nie ma mowy :) Ale nie dopuscimy tez, zeby nas
            obrazano. Niech to forum pozostanie takim jak bylo (moze ta reklama na
            pierwszej strony Gazety wcale nie byla takim dobrym pomyslem!).
            • mgna Devil's Advocate 18.10.05, 16:50
              A czasami czytajac odpowiedzi ktore sa sprzeczne z tym z czym wiekszosc sie
              zgadza, nie zastanowilyscie sie ze moze ta odpowiedz zostala dopisana dla
              rozmaicenia mysli, pogladow, a nie dla "wykrzyczenia" wiekszosci? Czyz nie
              rozsadniej jest spokojnie rozmyslic za i przeciw tego argumentu,
              zamiast "skakac do gardla" tej osobie ktora smiala sie napisac cos wbrew
              ogolnych zapatrzen?
              • aniek133 Re: Devil's Advocate 18.10.05, 17:16
                Z moich spostrzezen dotyczacych tego forum wynika, ze wlasnie tutaj dystkutuje
                sie spokojnie. Dlatego, jesli ktos pisze o naszym forum: "Przeraza mnie
                czytanie co chwila o tym, jakie te INNE narody sa glupie, niewyksztalcone,
                brzydkie, tluste, itp" to niestety - nie mozna spokojnie zareagowac, bo to nie
                jest prawda. Jesli ktos nasze forum ocenia wylacznie negatywnie (bo jakos o
                pozytywach nic nie wspomina) to nie widze powodu, dla ktorego ta osoba w ogole
                odwiedza nasze forum, ale to oczywiscie jej sprawa i jej wybor. Szkoda tylko,
                ze takie wypowiedzi psuja przyjacielski klimat tego forum. I dlatego trzeba na
                nie reagowac.
              • effata O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 17:17
                Oj, dziewczyny, dziewczyny.
                I co ja mam napisać??? Jak zauważyłyście, unikam takich gorących wątków (nie
                pisałam nic o rasiźmie ani o szkołach prywatnych), bo ... hmmm, jakby to ująć -
                ja mam czasami bardzo ostre i bardzo skrajne poglądy i po prostu nie chcę ich
                tu pisać, bo wiem, że rozpętałabym burzę. Może to metoda uników, ale niestety
                po podczytywaniu innych for tak robię i już.

                Osobiście uważam, że najfajniej by było gdyby wszyscy uczestnicy CZYTALI ZE
                ZROZUMIENIEM i bez zaperzania się to, co napisali poprzednicy, bo najczęściej
                (albo w ogóle na tym forum) nikt nie ma ochoty kogoś obrażać czy prowokować.
                Czasami ktoś nie wypowie dokładnie tego co by chciał i już awantura na 100
                fajerek.

                I jak już wielokrotnie mówiłam, czyjś odmienny punkt widzenia skłania mnie
                raczej do refleksji, a nawet modyfikacji poglądów niż do robienia złośliwych
                przytyków (co niestety niektórzy robią w stosunku do mnie, ale że ja nie jestem
                obrażalska to wasz zysk :))))

                Już kiedyś pisałam tutaj o stereotypach i uogólnieniach i nadal
                podtrzymuję swoją opinię.

                Co do ignorancji w różnych sprawach to: owszem Polska nie jest pępkiem świata,
                ale to dość duże państwo, w Europie, w UK i nieświadomość w tej dziedzinie
                (szczególnie jak jest Europejczykiem) to dla mnie niestety ale świadczy o
                osobniku bardzo źle. I wcale się nie podbudowuję tym, że ja mogłabym wymienić
                bez zająknięcia co najmniej 3/4 angielskich hrabstw i powiedzieć gdzie leżą,
                ale po prostu jest mi przykro, że ciągle jak spotykam jakiegoś Amerykanina czy
                Anglika czy innego 'imperialistę' (to oczywiście żart!) i słyszę, że 'Poland
                sounds kind of exotic to me' to mnie skręca.

                Myślę, że często ogniskiem zapalnym dla niektórych dyskusji jest to, że
                dziewczyny mają mężów Anglików i krytykowanie Anglików dotyka je mocniej. Ale
                na to to ja już nie mam żadnego wpływu :)))) Miłośc nie wybiera :)

                Ale to nie zmienia faktu, że powinniśmy mieć prawo do wypowiadania swojego
                zdania, myśląc jednocześnie o tym, żeby nie ranić innych.

                Nie uważam, żeby Jagienka (ani inni "dyskutańci") powiedzieli coś oraźliwego.

                No i na koniec moich przydługich wywodów: No co wy, dziewczyny! Nie
                zostawiajcie mnie! Atmosfera jest naprawdę fajna i liczę na to, że tak zostanie.
                ---
                Don't guess.
                --
                Always look on the brigh side of life.
                • mgna Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 17:23
                  Mala dziewczynka z warkoczykami i w okularach wlazla na stol i krzyknala:
                  "Did you hear that!? Your Mama has spoken!"
                  :P
                • aniek133 Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 17:23
                  Podoba mi sie to wszystko, co napisalas i calkowicie zgadzam sie z Toba! :))

                  Przyczyna wiekszosci sporow, ktora wymieniasz, jest tez baaaardzo trafna :)
                  Juz dawno to zauwazylam, ale nie mialam odwagi jej wskazywac, zeby nie rozpetac
                  burzy, wiec ciesze sie, ze to wyszlo od Ciebie, bo jako krolowa matka cieszysz
                  sie szacunkiem i powazaniem :)
                  • jagienkaa Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 17:29
                    Effata: mosz recht (czyli masz rację, to tak czytając o tej Telefoniadzie mi
                    się po śląsku zachciało godoć). Ale skoro ja mam męża Anglika i to ja
                    skrytykowałam Angielkę, to gdzie mnie to stawia? I dlaczego znowu ja jestem na
                    tapecie?! ja sobie wypraszam;)
                    to ja się już nie odzywam.
                    • mgna Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 17:32
                      ...(Ludwik Hieronim Morstin) Mieliśmy kilka takich nie bardzo mądrych dowcipów-
                      anegdot, które za każdym razem, gdyśmy się spotkali z Tuwimem, musieliśmy sobie
                      na nowo opowiedzieć. Taką była m.in. anegdotka o pewnej pani z mieszczańskiego
                      środowiska, której zginęła córka. Po kilku dniach szukania przychodzi służąca i
                      mówi:
                      - Proszę pani, panienka jest!
                      - Gdzie?
                      - Wisi za kotarą, powiesiła się.
                      - No widzi Mania, jak Mania sprząta! - pani na to.
                • aitee Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 21:42
                  effata napisała:
                  > Osobiście uważam, że najfajniej by było gdyby wszyscy uczestnicy CZYTALI ZE
                  > ZROZUMIENIEM i bez zaperzania się to, co napisali poprzednicy,
                  Jezeli to do mnie, to nigdzie nie napisalam, ze mam na mysli poglady osob z TEGO forum czy jedynie tego forum ;) Skrytykowalam pewna tendecje i nie ja jedna to zauwazylam.
                  >
                  > I jak już wielokrotnie mówiłam, czyjś odmienny punkt widzenia skłania mnie
                  > raczej do refleksji, a nawet modyfikacji poglądów niż do robienia złośliwych
                  > przytyków (co niestety niektórzy robią w stosunku do mnie, ale że ja nie jestem obrażalska to wasz zysk :))))
                  Czy zrobilam jakis zlosliwy przytyk? To raczej mnie od razu postawiono do pionu, rozliczono ze stazu na forum, poradzono, bym sie wyniosla.
                  > Co do ignorancji w różnych sprawach to: owszem Polska nie jest pępkiem świata,
                  > ale to dość duże państwo, w Europie, w UK i nieświadomość w tej dziedzinie
                  > (szczególnie jak jest Europejczykiem) to dla mnie niestety ale świadczy o
                  > osobniku bardzo źle. I wcale się nie podbudowuję tym, że ja mogłabym wymienić
                  > bez zająknięcia co najmniej 3/4 angielskich hrabstw i powiedzieć gdzie leżą,
                  > ale po prostu jest mi przykro, że ciągle jak spotykam jakiegoś Amerykanina czy
                  > Anglika czy innego 'imperialistę' (to oczywiście żart!) i słyszę, że 'Poland
                  > sounds kind of exotic to me' to mnie skręca.
                  Bo jestesmy dla nich exotic. Dlaczego to Polakow tak boli???
                  >
                  > Myślę, że często ogniskiem zapalnym dla niektórych dyskusji jest to, że
                  > dziewczyny mają mężów Anglików i krytykowanie Anglików dotyka je mocniej. Ale
                  > na to to ja już nie mam żadnego wpływu :)))) Miłośc nie wybiera :)
                  Tak, moj maz jest Anglikiem (wychowanym w Anglii Irlandczykiem konkretnie) i doskonale wie, gdzie jest Polska ;) I nie widze w jego wiedzy zadnych brakow, choc nie ukonczyl Oxfordu. Wie znacznie wiecej niz wielu moich polskich znajomych w tym samym wieku. I dlatego wkurza mnie takie generalizowanie. Bo kilka osob to nie narod. Moze dla porownania przepytajmy polskie kosmetyczki z geografii, historii itp.
                  Was przeraza fakt, ze Anglicy nie wiedza gdzie jest Polska? A mnie przeraza fakt, ze ludzie pisza w rodzimym jezyku z bledami, ze nie znaja historii wlasnego kraju, itp. Naprawde jestescie takie pewne, ze potraficie powiedziec o kazdym kraju europejskim kilka zdan: stolica, jezyk narodowy, polozenie geograficzne, glowne rzeki, klimat itp? Ja tego taka pewna nie jestem jesli chodzi o moja wiedze. Ale wiem jak szukac danej informacji. I nie uwazam sie za wszechwiedzaca :)
                  • effata Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 22:09
                    Aitee, nie pisałam nic do ciebie, tylko ogólnie o wszystkich wątkach (nie tylko
                    tym). Dlaczego niektórzy biora wszystko do siebie?
                    > Bo jestesmy dla nich exotic. Dlaczego to Polakow tak boli???
                    A jakbyś chodziła z kimś do klasy przez parę lat i ten ktoś by nawet nie znał
                    twojego imienia to uważałabyś, że to normalne i nie czułabyś się delikatnie
                    mówiąc zignorowana?

                    A w ogóle to ten wątek mnie mierzić zaczyna, a sądzę, że Jagienka rozpoczęła go
                    trochę z przymrużeniem oka (myślę, że jej mąż na przykład też wie, gdzie jest
                    Polska :)
                    • jagienkaa Re: O skakaniu sobie do gardeł 18.10.05, 22:40
                      oczywiście że nie miałam zamiaru wywołać takiej dyskusji! na szczęście
                      więkoszość osób też potraktowała ten temat z przymrużeniem oka a nie jako
                      najazd na UK czy pozbycie się kompleksów (tymbardziej że ja akurat się nie
                      zgadzam z argumentem że ci, którzy coś krytykują to sami mają jakieś kompleksy)
                      w ogóle to są inne wątki krytykujące....mówiłam Mgna: gdybym nisko oceniała
                      Anglików to nie tylko nie wyszłabym za jednego, ale jeszcze nie mieszkałabym w
                      kraju gdzie pełno takich 'tępaków';)
                      w ogóle ta kosmetyczka, o której mowa, to sama przyznała że poziom w szkołach
                      brytyjskich jest niski, że ona prawie nie miała goeografii i tylko 2 lata
                      historii, a biologii chyba rok. Za to była najlepszą specjalistką u jakiej
                      byłam na 'zabiegu'
                      Natomiast naprawdę większość ludzi których tu poznałam, nie ma pojęcia o
                      Polsce, nie mówię tu o historii, klimacie czy ekonomii ale też o goegrafii.
                      Ktoś tu napisał, że na co im ta wiedza. To samo z językami: po co im je znać?
                      wszędzie mówią po angielsku, a jak jadą gdzieś na wakacje to kupują przewodnik
                      i już. I widocznie nie mają kompleksów na tym punkcie...
              • ewmag Re: Devil's Advocate 18.10.05, 17:30
                Tak sobie czytam ten watek od jakiegos czasu i w koncu sie dopisze. Mnie tez
                czesto dziwi, ze ktos nie wie czegos, co dla mnie jest oczywiste. Ale to, co
                dla mnie oczywiste, wcale nie musi byc oczywiste dla innych. Dziwne, ze
                Angielka nie wie, ze mieszka w kraju, ktory nalezy do UE, moze powinna wiedziec
                o tym, jakie inne kraje sa w UE tez. Ale dlaczego ludzie maja sie wykazywac
                jakas specjalna wiedza o Polsce? Spotkalam kilka osob, ktore myslaly, ze Polska
                jest gdzies pod biegunem polnocnym, ale przyjmowali do wiadomosci wyjasnienie,
                ze nie i chociaz sie dziwili, ze w Polsce nie panuje wieczna zima, to cieszyli
                sie, ze dowiaduja sie czegos nowego. Ja wole raczej komus powiedziec cos
                ciekawego na temat Polski niz dziwic sie, ze czegos nie wie. A Polacy wcale tak
                wiele nie wiedza o innych krajach, co z tego, ze potrafia wymienic stolice?
                Spotkalam kiedys dziewczyne z Etiopii i jak sie zastanowilam to wyszlo na to,
                ze nic o Etiopii nie wiem, poza tym gdzie lezy na mapie. I co mam z tej wiedzy?
                Nie mam pojecia o kulturze, ludziach, miastach, krajobrazach itp. itd. Dla
                kogos innego to moze byc podstawowa wiedza. Nie wiem dlaczego mialabym wymagac
                wiedzy na kazdy temat od kazdego czlowieka. Nie pisze tu o totalnej ignorancji.
                A za przejaw takiej uwazam nie brak wiedzy na jakis temat, ale brak checi
                dowiedzenia sie czy nauczenia czegokolwiek, tak jak ktos napisal o ludziach,
                ktorzy co kilka miesiecy zadaja to samo pytanie.
                • eballieu Tiaaaaaaaaaaa 18.10.05, 17:47
                  No to tak MArek KAminski (to taki zdobywca biegunow, podroznik, zalozyciel
                  fundacji, itp.) mawia: "Nie musimy sie ze soba zgadzac. Dopoki ze soba
                  rozmawiamy, to jest dobrze"
                  Dziewczyny, ja mam czesto bardzo sprecyzowane zdanie w tematach, w ktorych
                  zabieram glos. I czesto jest to kontrowersyjny glos. Ale nie potrafie inaczej.
                  Bo ja tu nie mam nick'a, ja tu jestem soba. A taka wlasnie jestem.
                  I jesli mowa o np. kuchni angielskiej, to no coz tak jak prezydent Francji moze
                  bym tego nie ujela, ale obludna bym byla, gdybym zachwalala. Kuchni jako takiej
                  nie, ale pewne skladniki, produkty - tak.
                  Krytykowac - lubie:-)
                  I wiecie zdanie czasami mialam inne jak jeszcze mieszkalam w Londynie. Ale
                  teraz mieszkam we wsi zabitej dechami i powiem Wam jedno - mam wiecej
                  krytycznych uwag dt. Anglikow.
                  Ale zawsze tez dodaje to, ze ja sie do tego kraju przyzywczajac nie musze, bo
                  moze gdybym musiala to i bym bardziej polubila.
                  A teraz jade na przejazdzke, pieknymi wiejskimi drogami. Czasem przejezdzam
                  przez wawozy jak w KAzimierzu DOlnym. A to wszystko w Essex. Najbardziej
                  wysmiewanym regionie UK.
                  Ach i jeszcze jedno - ja nie potrafie napisac czegos co sie mija z prawda.
                  Bo jak np. jestem przeciwnikiem emigracji w ciemno, to ciezko mi napisac:
                  bedzie dobrze, poradzisz sobie z dziecmi i bedzie ciezko, ale pozniej juz
                  dobrze. Ja tak nie umiem. Mam inna wizje.
                  Milo sie czytalo Wasza dyskusje.
                  Od razu widac, ktora z nas ma pierwszy dzien cyklu:-)
                  To byl oczywiscie zart:-)
                  • ewmag Re: Tiaaaaaaaaaaa 18.10.05, 18:05
                    A ja myslalam, ze najbardzie wysmiewane jest Yorkshire;-) Cos w tym chyba jest,
                    bo jak tam mieszkalam, to mi sie duzo wiecej rzeczy nie podobalo, niz teraz i
                    ludzi tez innych spotykalam. Chyba cos jest w tym powiedzeniu: "punkt widzenia
                    zalezy od punktu siedzenia". A jesli chodzi o ignorancje to tez w moim rankingu
                    Yorkshire wiedzie prym. Chociaz jeden z najinteligentniejszych ludzi jakich
                    znam jest z Yorkshire (ma w sobie polska krew, stad chyba taki madry hehe).
                    • izabelski Re: Tiaaaaaaaaaaa 18.10.05, 22:59
                      na poludniu anglii Esssex girl i Essex boy to sa zdecydowane stereotypy :-)
                • jofin Re: Devil's Advocate 18.10.05, 18:04
                  To fakt ewmag. Kazdy z nas moze sie licytowac wiedza na temat tego, co wiemy
                  o ..o innych krajach, kontynentach, narodach. Tak naprawde to Anglikom ta wieza
                  o Polsce niewiele jest potrzeban, w przeciwienistwie do Polakow, dla ktorych
                  wiedza o Anglii niestety ale czesto bardzo jest przydatan. Po prostu inny
                  charakter interesow. Kiedys znajomy z Afryki mieszskajacy przez dlugi czas w
                  Polsce narzekal , ze ma juz dosc powtarzania Polakom, ze teemperatura w jego
                  kraju wcale nie przekracza 40 stopniu. W koncu zaczal im przytakiwac, aby byli
                  z siebie i zw swojej wiedzy zadowoleni. Bo co innego wiedza, a co innego nasze
                  przekonania, ze cos wiemy o innych narodach.
                  tak czytam ten watek i zastanwiam sie, ze ja to najkis dziwnych ludzi wciaz
                  trafiam. Bo ci, ktorych spotykam, to tych, pytan, ktore tutaj padaly, mi nie
                  zadaja, jaks wiedze o Polsce maja, w Polsce nawet bywali. Teraz moj instruktor
                  od jazdy wybiera sie do Polski, w ktorej juz nawet kiedys byl i o innych
                  krajach czasem moge z nim sobie spokojnie porozmawiac, choc oczywiscie co do
                  wyzszosci Anglii nad innym jest mocno przekonany. W innym kraju jedna z
                  poloznych, gdy rodzilam codziennie przychodzila do mnie aby moc choc chwilke
                  wlasnie o Polsce porozmawiac, inna z kolei miala bliskich znajomych w naszym
                  kraju. I tak narpawde to chyba innych ludzi spotykam po prostu.
                  • latarnik Re: Devil's Advocate 18.10.05, 22:30
                    To ja sie tez wypowiem. Troche sie po tej Europie krecilem, mam znajomych w
                    roznych zakatkach. I musze przyznac, ze po przyjezdzie do Anglii bylem
                    przerazony. Nie tylko niewiedza na temat geografii Europy. Ale rowniez
                    niewiedza na temat wlasnego kraju, zwyklych informacji praktycznych (podatki,
                    urzedy, administracja), odleglosci, a takze przede wszystkim wyobrazni. Z taka
                    ignorancja nie spotkalem sie ani u dumnych Francuzow, ani u zamknietych w sobie
                    Niemcow, ani u panikujacych Wlochow czy wychowanych przez Anglikow Maltanczykow.

                    Zapytalem sie znajomego Anglika, troche lepiej wyksztalconego i stojacego wyzej
                    na drabinie spolecznej. Jego wytlumaczenie trafilo mi do przekonania.
                    Powiedzial, ze w Anglii odpowiadaja za to kolonie i spoleczenstwo klasowe.
                    Wedlug niego wszyscy inteligentni i przedsiebiorczy ludzie wyjechali przed
                    wiekami do kolonii. Pozostali tutaj niezdecydowani, Ci bez polotu, lub tacy
                    ktorym sie za dobrze wiodlo. Potomkowie tych pierwszych tak nas teraz wkurzaja.
                    Potomkowie tych drugich siedza w miastach, lub tez wyjechali - ale na prowincji
                    sie ich nie spotka generalnie.

                    Moglbym sie dlugo wypowiadac na temat glupoty panujacej wsrod przecietnie
                    wyksztalconych Anglikow. I w niczym nie umniejsza to mojego szacunku do nich
                    jako ludzi. Drazni mnie to, ale nie zamierzam przez to ich traktowac z gory.
                    Juz predzej potraktowalbym z gory tepych Polakow, bo i u nas na prowincji
                    czesto moglbym znalezc podobna glupote jak tutaj. Natomiast wydaje mi sie, ze
                    rzecza ktora naprawde razi mnie u Anglikow jest ich brak ambicji, brak poczucia
                    ze mogliby cos zmienic na lepsze. I tutaj Polacy, a takze wiele innych nacji
                    wypada przy Anglikach bardzo kontrastowo. Owszem, tez ma to swoje korzenie w
                    historii i kulturze, ale to temat na bardzo dlugi wywod. Zreszta sami Anglicy
                    nie odzegnuja sie od tych uogolnien - pelne odbicie tej sytuacji znajdziemy w
                    ich kulturze masowej - ksiazki Pratchetta czy Douglasa Adamsa (Autostopem przez
                    galaktyke), telewizyjne seriale Monthy Pythona, pani Bukietowej, czy chociazby
                    ostatnio Little Britain (ktorej notabene nie lubie, jakos do mnie nie
                    przemawia).

                    A teraz koncze ten temat, bo w Trojce zaczyna sie Powtorka z Rozrywki - pora
                    sie posmiac z samych siebie teraz :)
                    • mgna Re: Devil's Advocate 18.10.05, 22:42
                      Choinka pelnia ksiezyca wczoraj byla, dzisiaj wszystkie baby dostaly
                      miesiaczke! Elzbieta zgadla, to musi byc jedyne wyjscie na te humory...
                  • akamas Re: Devil's Advocate 18.10.05, 22:57
                    Warszawa lezy jakies 1000 mil na wschod od Londynu. Czyli w doswiadczenu
                    rodzicow mlodego pokolenia - za zelazna kurtyna. Nie ma powodu zeby duzo o
                    Polsce wiedzieli. Interesy ekonomiczne, polityczne, powiazania historyczne,
                    turystyczne itd brytyjczykow skierowane byly i lezaly gdzie indziej. Ja zadaje
                    sobie zawsze pytanie : a ile ja wiem o krajach na wschod od Polski. No, skrece
                    troche na poludnie zeby bylo ciekawiej. Te 1000 mil to okolice Morza
                    Azowskiego. I co ja bez oszukiwania o tym terenie wiem? Co z ich spraw
                    rozumiem? Jakich spraw??

                    Posmiac sie z glupoty ludzkiej lubie jak kazdy. Bez przywiazywania wiekszej
                    wagi do ich adresu czy miejsca urodzenia. I wole nadrabiac wlasne braki, zajac
                    sie czyms co lubie robic, zrobic cos pozytecznego lub poobijac sie niz
                    generalizowac negatywne uwagi na miliony ludzi ktorzy sa najprawdopodobniej
                    zwyklymi ludzmi.
                    • deadeasy tez dodam od siebie 19.10.05, 00:37
                      Zgodze sie z toba. Zelazna kurtyna i kanal robia swoje. Ale to sie zmieni,
                      Polska jest w EU, kurtyny nie ma, sa tanie loty. Powoli jest nas tu wiecej,
                      obywatele Polski przestana byc kims kto sie tu "dostal" tzn. przeszedl
                      kontrole imigracyjna. Dajcie im czas a beda wiedziec, ze Polska graniczy z
                      Niemcami i ma dostep do morza. Ze jest jednym z wielu krajow Europy.

                      Dodam jeszcze tylko to: ile Polakow wie, ze Anglia byla bombardowana podczas II
                      Wojny Swiatowej? Ja sie od razu przyznam, ze o tym dowiedzialam sie bedac
                      dopiero tu. Na lekcjach historii w Polsce byla jakas wzmianka o Dywizjomie
                      303, ktory bronil Wielka Brytanie przed Niemcami. Pewnie, ze zniszczenia i
                      tragedi ludzkiej nie mozna porownywac "tu-i-tu" ale nie mozna twierdzic, ze
                      tylko kontynent ucierpial podczas wojny. A tak nas nauczali (nie wiem czy
                      takie teorie nadal kraza w szkolach), ze front zatrzymal sie na kanale i Wlk.
                      Bryt. ogladala walki na kontynencie przez lornetki ;o) ewentualnie z samolotow.

                      Zgodze sie, ze ogolnie obywatele tego kraju niewiele wiedza o naszym kraju, ze
                      ogolnie nie maja pojecie co sie dzieje poza wyspa. Ale dla mnie to takie
                      jakby "przedluzenie" tego, ze im to oglnie wszystko wisi: w pizamie sie idzie
                      do sklepu rano, nikt nie sarka na kobiety o rubensowkich ksztaltach, ze nosza
                      wydekoltowane bluzki obsypane cekinami i sie swietnie bawia na dyskotekach.

                      Jedyna aspekty geograficzne jakie ich obchodza to jutrzejsza temperatura i czy
                      spadnie snieg, ktory wywola paraliz w kraju.

                      Na zakonczenia dodam, mimo tej ignorancji i braku zaintersowania innymi krajami
                      potrafili sobie "wybudowac" niezle panstewko i wyrobic pozycje na rynku
                      ekonomicznym, a i sytuacja w kraju nie jest najgorsza. Niezle by bylo gdybysmy
                      tak, jako narod, mogli stracic czesc naszej wiedzy ogolnej na rzecz
                      spokojniejszego rynku pracy, wiekszego poszanowania jednostki i ogolnie
                      wyluzowania.
                      ;o)

                      PS: A ja nie mam pojecia o Kazachstanie czy innej republice Rosji. Nie wiem
                      dokladnie gdzie jest Czeczenia. Z geografia u mnie na bakier (i nie mogalbym
                      jednym tchem wymienic wszystkich stolic panstw Europejskich). Ne wymienie
                      wszystkich panstw graniczacych z Luksemburgiem. Do niedawna myslalam, ze Iran
                      to jedna wielka "pustynia" z temperaturami nie spadajacymi ponizej 30 stopni.

                      PS2: Jak ktos juz tu wczesniej wspomnial. Edukacja jest tu taka, ze mozna sobie
                      wybierac przedmioty do studiowania. Gdyby w Polsce tak bylo za moich czasow to
                      nie wybralabym ani geografii ani historii bo te przedmioty mnie kompletnie nie
                      intersowaly - ale wtedy bylabym jeszcze wieksza noga niz jestem ;o)
    • mabmab wyedukowani Polacy 18.10.05, 18:59
      odpowiedzi na teleturniejach
      • edavenpo Re: wyedukowane kosmetyczki 18.10.05, 23:21
        Jaga, musze przyznac ze sie usmialam jak przeczytalam twoj post ;-)))) Juz mowie dlaczego... Wlasnie
        wrocilam z wakacji w Polsce. Jak zwykle odwiedzilam kosmetyczke na oczyszczanie. Moj maz dal sie
        namowic na wizyte upiekszajaca i okazalo sobie ze w gabinecie pracowala dziewczyna ktora mowi
        swietnie po angielsku wiec on poszedl do niej. Po wyjsciu pytam jak poszlo. Liam mowi ze rozmawiali
        o: wojnie w Iraku i reakcji europejskiej na ten konflikt, problemach politycznych w Rosji i ich zrodlach w
        rosyjskiej historii, historii Polski (rozbiory etc). Liam skomentowal to tak (doslownie) "No tak, a w UK
        kosmetyczka nazywa sie Charlene, mowi do wszystkich "Babe" lub "Darlin' " i nawet nie wie gdzie jest
        Polska...." Serio ;-))))
        • jagienkaa Re: wyedukowane kosmetyczki 18.10.05, 23:23
          :D I rest my case:)
          PS u mnie mówi się per 'duck' lub 'duckie'...
        • jaleo Re: wyedukowane kosmetyczki 18.10.05, 23:39
          edavenpo napisała:

          > Lia
          > m mowi ze rozmawiali
          > o: wojnie w Iraku i reakcji europejskiej na ten konflikt, problemach
          polityczny
          > ch w Rosji i ich zrodlach w
          > rosyjskiej historii, historii Polski (rozbiory etc).

          No ale czy taka dziewczyna sie nie marnuje smarujac ludziom pryszcze mazidlem
          zamiast jakis bardziej "glowkowy" zawod sobie wybrac?
          • princessjobaggy Re: wyedukowane kosmetyczki 18.10.05, 23:44
            jaleo napisała:

            > No ale czy taka dziewczyna sie nie marnuje smarujac ludziom pryszcze mazidlem
            > zamiast jakis bardziej "glowkowy" zawod sobie wybrac?
            >

            Dlaczego? Moze nalezy do niezbyt duzego grona Polakow, ktorzy lubia swoja
            prace? To jest cos takiego, o czym ktos juz wczesniej na forum pisal, ze mozna
            spotkac oczytanego i inteligentnego rzeznika. Dlaczego od razu mialby pracowac
            glowa, a co to praca rzeznika gorsza?
          • edavenpo Re: wyedukowane kosmetyczki 18.10.05, 23:46
            Czy ja wiem.. Moze b. lubi swoja prace. Moja praca na przyklad ma niewiele wspolnego z moimi hobby.

            Poza tym w mojej anegdotce chodzilo bardziej o wiedze ogolna i zainteresowanie tym co sie dzieje w
            swiecie.

            "Like most intellectuals, he's intensely stupid."
            Marquise de Merteuil, Dangerous Liasons
            • jermaldan Re: wyedukowane kosmetyczki 18.10.05, 23:58
              Ja rowniez znam 'wyedukowana kosmetyczke' w Polsce. Jest inteligentna,
              oczytana, zna biegle angielski, niemiecki i bardzo lubi swoja prace, ktora
              rowniez jest jej hobby. Jaki z tego wniosek?... ale to chyba temat na inny
              watek.
              • violus22 inteligencja 19.10.05, 00:20
                na jakiej podstawie twierdzicie ze ktos jest lub nie jest inteligentny? bycie
                inteligentnym tak naprawde ma malo wspolnego z wyuczona wiedza, z madroscia.

                do sprawdzenia poziomu wlasnej inteligencji polecam testy na inteligencje.
                wyjdzie szydlo z worka;)
                • effata Re: inteligencja 19.10.05, 00:33
                  CHe,che np. taki: test na inteligencję, w którym właśnie się zakręciłam z tym obwodem trójkąta
                  (pytanie o to w jakiej odległości są od siebie samochody) - tak się chciałam
                  dowartościować. No to teraz już prawie wszystko jasne (na swoje
                  usprawiedliwienie podam tylko że 'samo mi wyskoczyło - wiem, wiem brnę coraz
                  dalej). Nie powiem wam, jaki był wynik, bo jakby był dobry, to powiecie że się
                  chwalę, jak średni, to wyjdzie żem mierna, a jak zły to się nasłucham, żem
                  głupia (to żart, ŻART, ŻaRt).

                  A tak swoją drogą Jagienka, to gratuluję pierwszego wątku na forum, który
                  przekroczył stówkę (nie liczę oczywiście wątków 'zapoznaniowych'). Już ktoś
                  na 'Z dala od Polski' chyba ci gratulował tasiemcowego wątku 'Lista mam z
                  Wielkiej Brytanii' w słowach 'JESTEŚ WIELKA' (a co na to twój trener od
                  fitnessu?)
                  --
                  Don't guess.
                  --
                  Always look on the brigh side of life.
                  • jagienkaa Effata 19.10.05, 09:39
                    ja tam dziękuję za taki wątek;) to się nazywa 'infamous':)
                    będę z wami szczera i powiem, że - tak jak Z Dala od Polski - teraz na pewno 3
                    razy się zastanowię zanim założę jakiś wątek, czy ewentualnie się dopiszę -
                    żeby nie posypał się grad krytyki o...nic.
                    No jeśli chodzi o moją wielkość, to nihil novi - ani na plus ani na minus...ale
                    przynajmniej się lepiej czuję.
                    A w ogóle to ja nie znoszę testów na inteligencję, bo z matematyki nigdy nie
                    byłam dobra
                    • jagienkaa Re: Effata 19.10.05, 09:41
                      ojej za wcześnie się wysłało.
                      Z Matematyki nigdy nie byłam dobra (za to języki mi łatwo przychodzą) ani nie
                      umiem myśleć przestrzennie.
                      "Is IQ a good measure of intelligence?
                      Whether IQ tests actually test general intelligence, or g, is debatable. Many
                      see IQ tests as an assessment of an individual’s problem solving ability rather
                      than general intelligence. However, they are not even a comprehensive test of
                      someone's problem solving ability. Although they may assess analytical and
                      verbal aptitude well, they aren't an accurate test of creativity, practical
                      knowledge, and other skills involved in problem solving. So how can IQ tests be
                      seen as a measure of intelligence? Some argue that they just show how good the
                      individual is at IQ tests" (bbc.co.uk)
                      • princessjobaggy Re: Effata 19.10.05, 13:45
                        jagienkaa napisała:

                        > "Is IQ a good measure of intelligence?
                        > Whether IQ tests actually test general intelligence, or g, is debatable. Many
                        > see IQ tests as an assessment of an individual’s problem solving ability
                        > rather
                        > than general intelligence. However, they are not even a comprehensive test of
                        > someone's problem solving ability. Although they may assess analytical and
                        > verbal aptitude well, they aren't an accurate test of creativity, practical
                        > knowledge, and other skills involved in problem solving. So how can IQ tests
                        be seen as a measure of intelligence? Some argue that they just show how good
                        the individual is at IQ tests" (bbc.co.uk)

                        To jakbym czytala wlasna opinie na ten temat testow na inteligencje...
              • mgna Re: wyedukowane kosmetyczki 19.10.05, 13:34
                > Ja rowniez znam 'wyedukowana kosmetyczke' w Polsce. Jest inteligentna,
                > oczytana, zna biegle angielski, niemiecki i bardzo lubi swoja prace, ktora
                > rowniez jest jej hobby. Jaki z tego wniosek?... ale to chyba temat na inny
                > watek.
                Ze my kobiety mamy dobrze :) Zagonilysmy naszych mezolkow do pracy tak abysmy
                same mialy czas na nasze hobby, oczytanie, kosmetyczki, na to forum...i jesli
                pracujemy to na taka prace w jakiej nam jest wygodnie ;) To jest
                emancypacja :DDD
          • ralphos Re: wyedukowane kosmetyczki 19.10.05, 00:47
            Czasem to nie jest proste, w Polsce wykształcenie i wiedza mają niewielki wpływ
            na możliwość znalezienia porządnej pracy. Rozmawiałem kiedyś ze sprzedawczynią
            z małego sklepiku w ogromnym centrum handlowym w Warszawie, okazało się że we
            wszystkich sklepach na tym samym piętrze pracowały dziewczyny po studiach...
            • pentelka wlasne zdanie a popularnosc w grupie 19.10.05, 10:33
              Odbiegajac od obecnego watku, aczkolwiek nawiazujac do wczesniejszych postow -
              znacie test cyprysa, ktory okresla nasz poziom szarosci w grupie? (byc moze
              ktos juz poruszal ten temat, jesli tak to ups, jesli nie, to polecam) Troche
              absurdalny, wyimaginowany, moze i glupi, ale INTRYGUJACY ;-)
              testcyprysa.rezonet.com.pl
              Im wiecej procent, tym jestesmy bardziej szarzy, ale i zarazem bardziej lubiani
              w grupie (toć grupa nie przepada za indywiduami;-)
              • monia72 watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 12:11
                Moi drodzy, dziwny sie zrobil ten watek (a mialam sie nie dopisywac, ale coz).
                Gratuluje Jagience, ze udalo sie jej stworzyc "tasiemca" :) Wiecej luzu i
                poczucia humoru zycze co poniektorym. A z inteligencja to moze jak z
                pieniedzmi? Dzentelmeni o nich nie mowia, dzentelmeni je maja :) Pozdrawiam i
                mielgo dnia
                • jofin Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 13:08
                  Dalczego uwazacie ten watek za zly. Nie rozumiem. Wszak wymienilismy tylko
                  swoje opinie. A ile nas jest, tak tyle tych opinii, choc czasem sie one
                  pokrywaja. Trudno zebysmy wszyscy postrzegali swiat jednakowo.
                  • ewmag Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 13:31
                    A jak by nudno bylo gdyby jedni drugim tylko racje przyznawali. Wlasnie to jest
                    fajne, ze tyle jest opinii i zrobila sie z tego calkiem ciekawa wymiana
                    pogladow. Przeciez po to jest forum. I podba mi sie to, ze nikt nikomu nie
                    ubliza, co na wielu innych forach rzadko sie zdarza. Jagienkaa, niezle Ci
                    wyszlo:-)
                    • pentelka Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 16:55
                      uhm, widze ze wszyscy chca sobie zrobic test na szarosc...
                      ja zrobilam i szara myszka jestem :-/

                      zrobcie, zrobcie, nie chce sie czuc tak samotnieeeeeeee :-(

                      ;-)))
                      • jagienkaa Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 16:57
                        mnie wyszło 51% cokolwiek to znaczy:)
                      • plonaca.zyrafa Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 19:09
                        "Indywidualistka ale nie do końca

                        W całym twoim indywidualnym życiu jest jakieś miejsce dla niewielkiej szarości.
                        Czasami uda Ci się, zupełnie przypadkowo być fajną średnią osobą. Ale Twoja
                        szanse na bycie szarą są nikłe. Lepiej zostań już nieypową do końca. Jak już coś
                        robić, to robić to do końca porządnie."

                        57%

                        :)
                        • princessjobaggy Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 22:53
                          Zyrafko, mnie tez wyszlo dokladnie 57%

                          :)
                          • edavenpo Re: watek zakrecajaco-skrecajacy 19.10.05, 23:31
                            Wow! Mnie wyszlo 96%. Taka szara jestem?
    • effata Muszę ... 26.01.06, 02:52
      Sorry, że odgrzebuję temat (Jagienka, nie proś mnie o skasowania wątku :)))
      ale nie mogę się powstrzymać ...
      Dzisiaj na kursie migowego przerabialiśmy nazwy krajów Unii.
      I zatrzymało się na ... Polsce. To chyba przez grzeczność, ze względu na mnie,
      inaczej by stanęło na Niemcach. Po Niemczech i Polsce pan wymienił tylko
      Czechosłowację, a gdy ktoś mu zwrócił uwagę, że już są Czechy i Słowacja, to
      tylko machną ręką i powiedział, że .... inne kraje (czyli wszystkie na
      południowy wschód od Niemiec (z wyjątkiem Grecji oczywiście)I TAK NAS NIE
      OBOWIĄZUJĄ, a zresztą to on nawet nie wie, jak to się miga. W razie nagłej
      potrzeby można przeliterować.
      Ehhhh .....

      --
      Don't guess.
      • jaleo Re: Muszę ... 26.01.06, 11:15
        Wiecie co, ja mysle ze pochodzicie to tej znajomosci geografii bardzo
        etnocentrycznie. Kiedys sie kilku Polakow smialo, ze na "Who Wants to Be a
        Millionaire" glupi Angol nie wiedzial, do jakiego morza wpada Wisla. Zapytalam
        sie ich, czy w takim razie wiedza, jaka jest glowna rzeka w UK i do jakiego
        morza wpada. Nikt nie mial zielonego pojecia, ktos tam rzucil niepoprawnie,
        ze "Tamiza".

        Co takiego przecietnego Anglika obchodza Czechy, Slowacja, czy Polska. Nigdy
        tam nie byl, nic go z tymi krajami nie laczy. Ale nie znac podstawowej
        geografii kraju, w ktorym sie zamieszkalo??? W wielu przypadkach, od lat, i w
        wielu przypadkach, na stale?? I to nie jest odosobniony przyklad, ja nagminnie
        spotykam sie wrecz z karygodna nieznajomoscia historii, geografii, kultury
        brytyjskiej przez Polakow tu mieszkajacych.
        • eballieu Re: Muszę ... 26.01.06, 11:22
          No to nie jestem pierwsza i odosobniona z ta moja opinia.
          Tez reaguje podobnie do Jaleo.
          • effata Re: Muszę ... 26.01.06, 11:30
            Wiesz Jaleo, ale to nie chodzi o przeciętnego Anglika, tylko o potencjalnych
            nauczycieli. To trochę tak jakby mnie w koledżu uczyli jak są po angielsku
            ziemniaki, ale już np. karczochy nie - bo mało kto w Polsce je karczochy.
            Wiem, że nie można nauczyć się wszystkiego na jednej lekcji, ale po co w takim
            razie rzucać temat: Kraje europejskie.
            A poza tym nie chodziło mi stricte o wiedzę, tylko o to lekceważące machnięcie
            ręką, jakiego raczej nie oczekiwałabym od nauczyciela.
            --
            Don't guess.
            • robak.rawback Re: Muszę ... 26.01.06, 17:16
              ale to tak sama z ta europa wschodnia jak z afryka. nikt przecietny w polsce
              nie wie jaka jest stolica burkina faso. i wszyscy sie smieja z tego panstwa -
              takie zawsze sa smiechy hihy o botswanie i burkinie jako przykladowych dwoch
              miejscach o ktorych nikt nic nie kuma.
              ja akurat wiem gdzie i jakie stolice, bo specjalnie wczesniej sprawdzilam i
              przeczytalam o tych krajach bo pomyslalam ze fajnie cos wreszcie sie
              dowiedziec; ale ze szkoly sredniej to niestety nie wiedzialam.
              albo co wiemy o slawnych ludziach z liberii,,,,, prawda, ze nic? wiec rownie
              dobrze ktos moze nie wiedziec ze papiez albo walesa byl polakiem.
              jeszcze nie wiem kto z liberii jest slawny (to tak na marginesie hehe) zaraz
              tez sprawdze ta stolice -
              oh shit, wlasnie sprawdzilam - monrovia (kiedys to wiedzialam i znowu nie
              pamietalam, ale sito....
              • ania.eastwood a u mnie w szkole.... 26.01.06, 21:26
                dzieci pytaja sie mnie zazwyczaj w tej kolejnosci:
                - skad jestes? (mowie skad)
                - czy tam jest zimno? (mowie, ze teraz nawet bardzo, ale latem upaly)
                - upaly???? (no tak....)
                - a sa tam niedzwiedzie polarne? (?????!!!!!)

                dzieci jak slysza POLE to tylko a north pole kojarza....

                nauczyciel na lekcji kiedys narysowal prowizoryczna mapke europy. mowie mu -
                swietny pomysl, bo wiekszosc dzieci nie wie gdzie jest polska. polska? no
                tak.... tutaj (do dzieci) popatrzcie jest taki MALUTKI kraj - to wlasnie polska
                (dobrze ze chociaz znal stolice....)

                wyzalilam sie potem mojemu znajomemu dyrektorowi z pewnej podstawowki.
                powiedzial - to normalne. polski nie ma curriculum.......

                • jennifer_e Re: a u mnie w pracy.... ;) 26.01.06, 23:06
                  Hmm... zawsze przy tego typu dyskusjach powraca właśnie podobny przykład, że przecież my nie wiem jaka jest największa rzeka w UK, albo co jest stolicą Burkina Faso. Ale ja myślę, że tu nie chodzi o tak ekstremalne przykłady.
                  Wydaje mi się, że jest jakaś taka elementarna wiedza o otaczającym świecie, którą "wypada" posiadać. I moim zdaniem wymienianie nazw rzek w Niemczech czy Francji nie jest aż tak istotne. Ale orientacja jakie kraje leżą w Europie już raczej tak.

                  Mnie zawsze na kolana rzucały niektóre sytuacje w pracy. Pracowałam w agencji wizowej i mieliśmy stały kontakt z dużymi agencjami turystycznymi, dla których robiliśmy wizy.
                  Więc dzwoni na przykład do nas taki specjalista z agencji turystycznej i pyta czy obywatel Turcji podróżujący z Londynu do Manchaster potrzebuje wizy!
                  Albo dzwoni panienka z innego biura podróży i ona potrzebuje pomocy, bo na naszej stronie internetowej są tylko nazwy krajów, a jej klient leci do Genevy i ona nie wie jaki to kraj...
                  Pytania o to czy jest granica pomiędzy Anglią a Szkocją i czy trzeba brać paszport pojawiały się również w miarę regularnie.
                  I podkreślam, że nie były to pytania od obcokrajowców/klientów tylko od osób, które żyją w tym kraju całe swoje życie i pracują w firmach sprzedających usługi turystyczne.

                  Czepiam się? Może... ale jeśli pomyśleć, że podobny poziom wiedzy w swoich zawodowych dziedzinach prezentują pracownicy innych branży to ogarnia mnie lekkie przerażenie...
                  • eballieu Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 08:53
                    Juz po raz drugi lecac z UK na Wyspy Kanaryjskie sprawdzano, czy jako Polka nie
                    potrzebuje wizy i czy aby na pewno moge na dowod.
                  • jaleo Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 11:23
                    jennifer_e napisał(a):

                    > > Pytania o to czy jest granica pomiędzy Anglią a Szkocją i czy trzeba brać
                    paszp
                    > ort pojawiały się również w miarę regularnie.
                    > I podkreślam, że nie były to pytania od obcokrajowców/klientów tylko od osób,
                    k
                    > tóre żyją w tym kraju całe swoje życie i pracują w firmach sprzedających
                    usługi
                    > turystyczne.

                    Jennifer, zabij mnie, ale nie uwierze, ze Anglicy pytaja sie, czy zeby pojechac
                    z Anglii do Szkocji potrzebuja paszport. No nie uwierze. Moze raz sie zapytal
                    ktos z learning difficulties albo jakis zartownis. Ale nie uwierze i juz, ze
                    sie to zdarzalo "regularnie".

                    Co innego do Irlandii Polnocnej i Eire, bo tam akurat zaleca sie obywatelom UK
                    posiadac paszport lub inna identyfikacje fotograficzna, co sie bardzo przydaje,
                    a przynajmniej przydawalo sie w okresach pomiedzy zawieszeniem broni, gdzie
                    czesto byly kontrole drogowe i na checkpoints pomiedzy Eire in NI.
                    • jennifer_e Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 12:03
                      jaleo napisała:

                      > jennifer_e napisał(a):
                      >
                      > > > Pytania o to czy jest granica pomiędzy Anglią a Szkocją i czy trzeb
                      > a brać
                      > paszp
                      > > ort pojawiały się również w miarę regularnie.
                      > > I podkreślam, że nie były to pytania od obcokrajowców/klientów tylko od o
                      > sób,
                      > k
                      > > tóre żyją w tym kraju całe swoje życie i pracują w firmach sprzedających
                      > usługi
                      > > turystyczne.
                      >
                      > Jennifer, zabij mnie, ale nie uwierze, ze Anglicy pytaja sie, czy zeby pojechac
                      >
                      > z Anglii do Szkocji potrzebuja paszport. No nie uwierze. Moze raz sie zapytal
                      >
                      > ktos z learning difficulties albo jakis zartownis. Ale nie uwierze i juz, ze
                      > sie to zdarzalo "regularnie".
                      >
                      > Co innego do Irlandii Polnocnej i Eire, bo tam akurat zaleca sie obywatelom UK
                      > posiadac paszport lub inna identyfikacje fotograficzna, co sie bardzo przydaje,
                      >
                      > a przynajmniej przydawalo sie w okresach pomiedzy zawieszeniem broni, gdzie
                      > czesto byly kontrole drogowe i na checkpoints pomiedzy Eire in NI.
                      >

                      Jaleo zabijać nie będę ;) ale na coś takiego sama bym raczej nie wpadła :P
                      Takie pytania zadają pracownicy biur podróży w imieniu swoich klientów, często obcokrajowców, bynajmniej nie learning difficulties.
                      Po tym pytaniu o Turku jadącym do Manchesteru mi też się dostało sporo żartów czy mam wizę do mojego Bromley a nasza szefowa poważnie się zastanawiała czy powiedzieć pracodawcy tej osoby.
                      O pytaniach typu "Po co wam mój paszport? Nie możecie mi samej wizy przysłać?" albo dołączanie do wniosku o wizę zdjęć wakacyjnych, chociaż wyrażnie napisane jest, że ma być paszportowe, już nawet nie wspomnę bo pewnie i tak nie uwierzycie.

                      A tak na marginesie... słyszałyście to tych badaniach, według których więcej Brytyjczyków woli być pięknym i sławnym niż inteligentnym? Chociaż z drugiej strony to żadne to zaskoczenie, inteligencja i wiedza nigdy chyba nie były modne i trendy...
                      • jaleo Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 12:15
                        To trzeba bylo od razu pisac, ze dla obcokrajowcow, a nie dla Anglikow ;-)
                        Zreszta, jakby sie mnie jakis Turek zapytal, czy do Szkocji ma brac paszport,
                        to bym mu tez poradzila, ze brac.

                        Skad brytyjczycy mieszkajacy w UK maja wiedziec, co Turek potrzebuje do
                        Szkocji. Moze mu w hotelu beda chcieli wize sprawdzac, czy cos.

                        Mnie tez sie wydawalo dziwne, jak nas w Irlandii Polnocnej wylegitymowano, i
                        wszyscy brytyjczycy w naszym samochodzie tez musieli sie paszportami
                        legitymowac (to bylo przed wprowadzeniem fotograficznego prawa jazdy).
                        Przeciez to w koncu jeden kraj.

                        Ja po przygodzie, jak mnie raz nie chcieli WYPUSCIC z Maroka, mimo, ze tam
                        jezdzilam kilka razy przedtem, wole ze sprawami paszportowo/wizowymi nie zdawac
                        sie na zdrowy rozsadek.
                        • jennifer_e Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 12:26
                          ... nie chcę już być drobiazgowa, ale chodziło o to, czy ten Turek potrzebuje wizę do Manchesteru a nie paszport. Wizę, żeby przejechać z jednego miasta do drugiego w tym samym kraju.
                          • latarnik Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 13:01
                            I niestety, zdecydowanie podpisuje sie pod tym, ze ogromna rzesza Anglikow jest
                            kiepsko wyedukowana. Ktos rzucil przyklad, czy wiemy jaka jest najwieksza
                            (chyba najdluzsza?) rzeka w Wielkiej Brytanii. Nie wyobrazam sobie, zeby
                            _ktorykolwiek_ z moich dawnych znajomych z Felixstowe to wiedzial. Nie wiem
                            nawet czy ktokolwiek z nich slyszal o rzece Severn. Zreszta testowo zapytalem
                            przed chwila 10 osob u mnie w biurze w Londynie - wszyscy slyszeli o Severn
                            River, ale nikt nie wymienil jej jako najdluzszej, wszyscy wymienili Tamize.

                            Mnie u Anglikow przeraza to, ze nie znaja sie na tym, co cale zycie robia. Tak
                            jak pisze Jennifer. Pamietam moje zdziwienie u mechanika samochodowego, ktory
                            zamawial mi sprzeglo. Przez dluzsza chwile meczyl sie jak to napisac... w koncu
                            napisal 'cloth'. Na szczescie zamawial przez telefon i samochod zostal
                            naprawiony, ale ja nie moglem uwierzyc, ze ktos od 20 lat w zawodzie nie wie
                            jak napisac jedna z popularniejszych czesci samochodowych.

                            Takich drobnych przykladow na codzien jest zatrzesienie. Faktycznie, glownie u
                            osob mniej wyksztalconych, ale to i tak razi. Mam niejasne wrazenie, ze po
                            prostu niewyksztalcone i niedoedukowane osoby tutaj zyja na nieporownywalnie
                            wyzszym poziomie od ich odpowiednikow w Polsce, dlatego nas tak razi. W Polsce
                            ludzie, ktorych stac na jako takie zycie, z reguly cos soba reprezentuja. Tutaj
                            nikt sie nie stara nawet nic soba reprezentowac, w kwestii wiedzy panuje tu
                            totalne rozprezenie. Niezbyt mi sie to podoba. Nie przeszkadza to w
                            znajomosciach - ludzie sa mili, sympatyczni, szanuja innych, ale przeszkadza
                            sie z takimi ludzmi czasem zaprzyjaznic - za duzo roznic wychodzi :( A dobrze
                            wyksztalceni ludzie znacznie latwiej popadaja w snobizm, tak przynajmniej z
                            moich obserwacji wynika.
                          • deadeasy Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 13:14
                            Wiesz Jennifer, moze kiedys i tak bylo, ze przy wjezdzie wklepywalo sie wize i
                            trzeba bylo podac miejsce pobytu (pamietamy Wszyscy te biale tekturowe
                            karteczki?). Moze klient (ten Turek) sie wystraszyl, ze musi wypelniac podanie
                            i skladac o nowa wize jak sie przemieszcza po kraju i zazadal zeby sie wypytac
                            w jego imieniu? Moze on pierwszy raz nos wysciubil poza swoj kraj? Sa jeszcze
                            ludzie nieobyci "turystycznie", ci ktorzy nigdy samolotem nie lecieli na
                            przyklad. Skad taka osoba mialaby wiedziec? Sami tubylcy popelniaja bledy z
                            niewiedzy. Wiekszosc wyjezdza na wakacje z biur podrozy i ma za nich wszystko
                            organizowane (bilety, ubezpieczenie, transport na miejscu). Raz chcielismy
                            wziac znajomych do Polski. Kupilismy im bilety lotnicze i zalozylismy, ze oni
                            wykupia ubezpieczenie. Okazlo sie, ze oni nie mieli zupelnie zielonego
                            pojecia, ze musza ubezpieczenie zlatwic, nawet o tym nie pomysleli. Skonczylo
                            sie na tym, ze oni nie mogli jechac (facet mial noge amputowana) na szczescie
                            zwrocono nam czesc pieniadzorow za niewykorzystane bilety. Dla mnie to
                            oczywiste, ze jak wyjezdzam to kupuje ubezpieczenie.

                            Albo: Para znajomych nigdy wczesniej nie leciala samolotem. Jedno z nich nie
                            wiedzialo, ze musi czekac na walizki wiec koles sobie szedl za ludzmi i sie
                            nagle znalazl w poczekalni. Jak sie zorientowal to chcial zawrocic i sie
                            zdziwil, ze mu straz graniczna nie pozwolila. Nie musze chyba dodawac, ze
                            druga polowa nie zauwazyla jak facet odszedl. Dzieki k-ce wszyscy
                            sie "odnalezlismy".

                            Ludzie, ktorzy sie malo/nie przemieszaczaja po kontynencie/tach maja niewielkie
                            pojecie co-i-jak. No i w sumie nie dziwota... Jak ktos jezdzil co roku do
                            Balckpool na wakacje to moze byc nieco "zakrecony" jak ma wyruszyc za wode ;)
                            • jennifer_e Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 13:56
                              Napisałam, że dzwonią do nas pracownicy biur podróży a nie sami klienci.
                              Nie są to ludzie, którzy nosa nie wyściubili poza swoje miasto tylko jak to mówią reklamy "well travelled, experienced advisers"!
                              Specjaliści od podróży, którzy nie wiedzą, czy pomiędzy Anglią a Szkocją jest granica państwowa czy nie. Doradcy w travel office w dużych, poważnych firmach, którzy nie wiedzą, że wiza jest potrzebna gdy się przekracza granicę a nie gdy się jedzie z miasta do miasta i nie ważne czy to Turek czy Chińczyk.

                              wiecie co... nie chce mi się już wdawać w jakieś bezsensowne szczegółowe tłumaczenia i dyskusje.
                              Zapodałam anegdotkę, bynajmniej nie zmyśloną, żart z mojej własnej działki.
                              Nie wiem co to jest, że na niemal każdym wątku, cokolwiek by człowiek nie napisał to zaraz się ktoś przyczepi, bo przecież wie lepiej.
                              Naprawdę odechciewa się dzioba w ogóle otwierać...
                              • chihiro2 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 14:17
                                Jennifer, zgadzam sie z Toba w 100%. Rozumiem, ze ktos moze nie wiedziec, ale
                                nie ktos, kto powinien byc specjalista. Ale wielu ludzi tutaj - mam na mysli
                                UK, nie forum (i wszedzie indziej byc moze tez) wrecz szczyci sie tym, ze nie
                                zasmiecaja sobie glowy niepotrzebnymi informacjami, bo przeciez wszystko mozna
                                sprawdzic. Stad te pogardliwe okreslenia: nerd, geek itp. A jednoczesnie
                                zasmiecaja sobie glowe faktami z zycia bohaterow Big Brothera czy wiedza, jaka
                                diete stosuje Victoria Beckham (dzieki lekturze Heat). Bardzo mnie to dziwi i
                                negatywnie nastawia na tego rodzaju osoby. Mam pare takich osob w pracy. Kiedys
                                jedna z moich "kolezanek" zapytala, czy ogladalam ostatni odcinek czegos tam.
                                Odparlam, ze nie, ze nawet nie mam telewizora. Na to ona wielce zaskoczonym
                                tonem: "So what do you do in your free time?!". Zrobilo mi sie slabo i nawet
                                nie mialam ochoty odpowiadac... Niestety, ale to zdanie moglaby zadac spora
                                czesc ludzi, i to nie tylko Anglikow, bo takie podejscie (uznawanie erudycji za
                                kujonstwo) to raczej wyznacznik klasy czlowieka i jego osobowosci (a moze braku
                                takowej?), a nie cecha narodowa.

                                PS. Zgadzam sie tez, Jennifer, ze strasznie duzo osob na tym forum sie jakos
                                dziwnie czepia, brakuje im troche dystansu i spokoju ducha... Ale to inna
                                kwestia.
                                Pozdrawiam :) - aha - przesliczne sa Twoje zdjecia!!! Moze przyjedziesz do
                                Oxfordu? Tu bys miala wiele inspiracji...
                                • edgar2005 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 14:47
                                  Ktoś pisał w innym wątku, że kwestia klasowości społecznej wśród Polaków nie
                                  jest w pełni uświadamiana. Otóż, co się tyczy erudycji, właśnie klasowość ma tu
                                  zastosowanie. Kiedyś w USA byłem w szoku, gdy jak powiedziedziałem, ze jestem z
                                  Białegostoku, to rozmówcy wiedzieli że jest blisko Białorusi i że są tam jakieś
                                  duże lasy (a ktoś żydowskiego pochodzenia wiedział także że przed wojną było to
                                  miasto z największym odsetkiem ludności żydowskiej na świecie). Wiedziano nie
                                  tylko o Wałęsie, ale także np. o kwestii uwłaszczenia nomenklatury itp. Ale
                                  było to w collegu, do którego tacy jak ja dostają się tylko przypadkiem i przez
                                  pomyłkę. Podejrzewam że w UK jest jeszcze większy podział. Myslę że absolwenci
                                  Eaton też doskonale znają klimat Europy Srodkowej i Wschodniej, a kosmetyczka
                                  nie wie gdzie się Europa zaczyna i kończy. Polacy jednak kształcili się w
                                  społeczeństwie socjalistycznym, gdzie poziom był wyrównany, a w jednej klasie
                                  były dzieci przedwojennego profesora, pierwszego sekretarza komitetu
                                  wojewódzkiego i sprzątaczki (autentyczny przykład). Nowe pokolenie Polaków
                                  wychowane w wiekszości na SMS-ach i idiotele tez nie będzie wiedzieć gdzie jest
                                  Mozambik i jaki klimat jest w UK, chyba że akurat tam będzie pracował ich tata.
                                  • basia313 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 15:01
                                    Geografia to fakt mysle, ze raczej tu kuleje. Pewnie wielu z Was slyszalo o
                                    tym, ze np Polske czy Czechy zalicza sie w UK do Europy srodkowej mimo, ze
                                    przeciez Warszawa to stolica europejska najblizej polozona srodka Europy, co
                                    czyni z nas panstwo Europy srodkowej a nie wschodniej.
                                    A tak przy okazji losowano dzis grupy do Eliminacji do mistrzostw Europy.
                                    Polska znmalazla sie w jednej grupie z Kazachstanem (nie wiedzialam ze to
                                    Europa!)a Anglia z Izraelem. To dopiero jest Europa.
                                    • basia313 CIekawostka 27.01.06, 15:03
                                      www.lizardpoint.com/fun/geoquiz/index.html
                                      • aniaheasley Re: CIekawostka 27.01.06, 15:20
                                        No wiec na dobry poczatek na samym wstepie pomylilam Belgie z Holandia. Ameryki
                                        Poludniowej w ogole nie ma sensu zebym otwierala. No i co z tego, czy to o
                                        czyms swiadczy, z wyjatkiem tego ze bardzo dawno mialam ostatnia w zyciu
                                        klasowke z geografii?
                                        • ralphos Re: CIekawostka 27.01.06, 20:54
                                          Fajna zabawa.
                                          W Europie wyłożyłem się częściowo na byłej Jugosławii, w Azjii pomyliłem
                                          Tadżykistan z Kirgistanem, czyli po prostu okazało się że nie nadążam za
                                          zmianami na mapie.
                                          Ameryki bezproblemowo, za to totalnie rozłożyłem się na Afryce, pomyśleć że
                                          kiedyś znałem nawet stolice każdego państwa. No cóż, organ nieużywany zanika,
                                          nigdy nie planowałem wyjazdu na ten kontynent, jest tam zdecydowanie za gorąco,
                                          preferuję wysokie zimne góry :P
                                    • edgar2005 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 15:08
                                      I tu jeszcze ciekawostka gograficzna. Mało kto np. w Polsce wie że Cypr jest w
                                      UE choć leży w Azji. A gdyby jeszcze uwzględnić posiadłości zamorskie, chocby
                                      Francji. to EU jest na wszystkich kontynentach. Podobno Izrael też ma się
                                      przyłączyć.
                                      • basia313 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 15:23
                                        ale czy nie przypadkiem tylko grecka czesc Cypru? Zdaje sie, ze Turcy nie
                                        chcieli wejsc do EU, wiec tylko grecka czesc Cypru weszla do unii.
                                        A czy uni pisze sie przez 2 i czy przez jedno? Juz mi sie zapomnialo.
                                        • chihiro2 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 16:04
                                          Przez dwa "ii" :)
                                        • edgar2005 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 16:13
                                          No tak, tylko że grecka część Cyptu, czyli państwo Cypr lezy w Azji, ajk cała
                                          wyspa.
                                • princessjobaggy Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 22:34
                                  chihiro2 napisała:

                                  > Ale wielu ludzi tutaj - mam na mysli
                                  > UK, nie forum wrecz szczyci sie tym, ze nie
                                  > zasmiecaja sobie glowy niepotrzebnymi informacjami, bo przeciez wszystko
                                  mozna
                                  > sprawdzic. A jednoczesnie zasmiecaja sobie glowe faktami z zycia bohaterow
                                  Big Brothera czy wiedza, jaka diete stosuje Victoria Beckham (dzieki lekturze
                                  Heat). Bardzo mnie to dziwi i negatywnie nastawia na tego rodzaju osoby. Mam
                                  pare takich osob w pracy. Kiedys jedna z moich "kolezanek" zapytala, czy
                                  ogladalam ostatni odcinek czegos tam.
                                  > Odparlam, ze nie, ze nawet nie mam telewizora. Na to ona wielce zaskoczonym
                                  > tonem: "So what do you do in your free time?!". Zrobilo mi sie slabo i nawet
                                  > nie mialam ochoty odpowiadac...

                                  Chihiro, bede szczera. Rozumiem, ze bardzo szczycisz sie swoim trybem zycia i,
                                  jak juz nie raz pisalas, 'niepopularnym' do niego podejsciem. Niestety z wielu
                                  Twoich postow przebija poczucie wyzszosci. Dla mnie wlasnie ograniczeni ludzie
                                  zamykaja sie na innych tylko dlatego, ze zyja nieco inaczej od nich. Dla mnie
                                  madrze jest dac wszystkim szanse, czerpac przyjemnosc z odkrywania
                                  nowopoznanych osob i nie skreslac ich tylko dlatego, ze poza ogladaniem
                                  telewizji nie maja zadnego zajecia po pracy. Moja dobra brytyjska znajoma jest
                                  osoba wyksztalcona, inteligentna, ogolnie - babka na poziomie.
                                  Kiedys 'przylapalam' ja na przegladaniu jakiegos brukowca (nie wiem, moze byl
                                  to wspomniany Heat) i jakos mi to do niej nie pasowalo. Pozniej pomyslalam
                                  sobie - czy to cos zmienia? Czy cos jej ujmuje? Nie. Jeden woli wrocic po pracy
                                  i walnac sie do lozka, inny idzie jeszcze na silownie, a potem do poznej nocy
                                  czyta ksiazke. Mnie to naprawde nie obchodzi. Przy Twoim podejsciu do ludzi,
                                  ujrzawszy kolezanke z Heatem w lapie, powinnam od razu ja skreslic (oj, rany,
                                  rany, seriale tez oglada!). I wiesz co? Stracilabym okazje do poznania
                                  wspanialej osoby.

                                  Moze zamiast tego powinnas podsunac znajomej kilka pomyslow na spedzenie
                                  wolnego czasu? A jesli po prostu nie nadajecie na tych samych falach, trudno.
                              • jagienkaa Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 16:20
                                jennifer - widzisz ja też chciałam tylko anegdotkę zapodać na forum i proszę
                                jak się wątek rozrósł. I nie wiem czemu niektórzy tak zaciekle próbują
                                Brytyjczyków i ich podstawowe luki w goografii jakoś wytłumaczyć.
                                • jaleo Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 16:43
                                  jagienkaa napisała:

                                  > I nie wiem czemu niektórzy tak zaciekle próbują
                                  > Brytyjczyków i ich podstawowe luki w goografii jakoś wytłumaczyć.

                                  Czemu? Bo nie ma dzemu.
                                  • jagienkaa Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 16:49
                                    "chłop żywemu nie przepuści"...
                                    • jaleo Chlop?? 27.01.06, 16:53
                                      jagienkaa napisała:

                                      > "chłop żywemu nie przepuści"...

                                      Chyba jakies nieporozumienie...
                                      • jagienkaa Re: Chlop?? 27.01.06, 16:58
                                        a to taki cytat z piosenki tak mi się skojarzył.
                                • benala Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 20:36
                                  jagienkaa napisała:

                                  I nie wiem czemu niektórzy tak zaciekle próbują
                                  > Brytyjczyków i ich podstawowe luki w goografii jakoś wytłumaczyć.

                                  od razu pisze, ze nie rzucam sie, ani nie obruszam, ani nikogo nie pragne
                                  obrazic, ale tak sobie pomyslalam, ze moze niektore tak zaciekle bronia
                                  Brytyjczykow poniewaz oni sami bronic sie tutaj nie moga bo forum nie czytaja??
                                  A moze dlatego, ze czasem ta krytyka to brzmi tak: 'glupi angole nie wiedza
                                  takich podstawowych rzeczy, nie to co my Polacy'. I wierze, ze wszystkie
                                  anegdotki jakie przytoczylyscie sie zdarzyly, ale czy slyszalyscie nie dalej
                                  jak w zeszlym tygodniu o nauczycielce w polskiej szkole, ktora bez
                                  wyksztalcenia i przygotowania kilka lat dzieci uczyla i to jakich glupot? A czy
                                  Waszym zdaniem polski przecietny mechanik samochodowy umie poprawnie napisac
                                  sprzeglo albo tym podobne? Gdyby to byly tylko przytaczane anegdotki byloby
                                  moim zdaniem ok. Ale z nich wyciagany jest wniosek, ze Angole to nic nie
                                  wiedza, a to nie jest prawda. Po raz kolejny widzimy, ze nie powinnismy
                                  generalizowac. Pozdrawiam :)
                                  • latarnik Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 20:47
                                    Juz to kiedys pisalem, dawno temu. Wcale nie uwazam, ze generalizowanie jest
                                    zle. Owszem, nie nalezy tego robic bezkrytycznie i potem byc slepym na
                                    rzeczywistosc, ale przeciez samo w sobie generalizowanie nie jest niczym negatywnym.

                                    Pisalem dzisiaj posta do watku o dzieciach i edukacji, ale komputer mi sie
                                    zawiesil i w koncu nie wyslalem. W kazdym razie ktos rzucil przyklad, czy wiemy
                                    jaka jest najdluzsza rzeka w Wielkiej Brytanii. Pomyslalem sobie, ze to troche
                                    zle podejscie. Nie mam problemu ze Anglicy nie wiedza, jaka jest najdluzsza
                                    rzeka w Polsce. Nie podoba mi sie, ze nie wiedza jaka jest najdluzsza rzeka u
                                    siebie w domu, w UK! Zapytalem 10 osob u siebie w biurze, zeby sprawdzic.
                                    Lacznie z dzialem logistyki, kto jak kto, ale oni geografie powinni znac.
                                    Odpowiedzi byly rozne, ale prawidlowej... zadnej. Dwie osoby nawet nie
                                    wiedzialy, ze istnieje cos takiego jak Severn.

                                    I niestety - wydaje mi sie ze w Polsce kazdy mechanik samochodowy napisze
                                    sprzeglo przez 'rz'. Nawet Ci z dysortografia.

                                    Koniec koncow wydaje mi sie, ze najbardziej nam przeszkadza w Wielkiej Brytanii
                                    ten ich tumiwisizm. Nawet nie to, ze nie wiedza podstawowych rzeczy, ale ze
                                    uwazaja taka niewiedze za swoje swiete prawo.


                                    (A co do atmosfery na forum - wydaje mi sie, ze niektorzy z nas nie zdaja sobie
                                    sprawy z tonu swoich wypowiedzi. Z tego, jak ofensywne one sa, lub oskarzajace.
                                    A potem sa zdziwione, ze dyskusja zrobila sie mniej przyjemna. Miejmy wiecej
                                    dystansu, nie atakujmy tak bezposrednio, a chyba bedzie latwiej).
                                    • latarnik Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 20:53
                                      Ja zdecydowanie zadam, zeby ten tydzien sie juz skonczyl :(

                                      Nic mi nie wychodzi, powtarzam sie, nie moge sie skupic... Oczywiscie o rzecze
                                      Severn napisalem dwa razy. Taaa, zachcialo mi sie pouczac o glupocie innych ;(

                                      Ide spac, moze sie szybciej ta zla passa skonczy.
                              • deadeasy Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 16:35
                                A ja napisalam, ze to klient *moze* zazadal zeby biuro podrozy sie w jego
                                imieniu zapytalo... *moze* facet sidzial babie na karku i sluchal czy sie pyta
                                tak jak on chcial. Sytuacja nie jest az tak "niemozliwa" do zaistnienia. Sama
                                mialam sytacje jak mi jedna baba dyszala za plecami a ja musialam sie pytac
                                Immigration Officer o "work permit" dla mnie, ktorego wcale nie potrzebowalam
                                bo to wynilkalo jasno z mojej pieczatki w paszporcie. Ja to wiedzialam i
                                Immigration Officer po drugiej stronie telefomu to wiedziala ale rozmowe
                                musialam wykonac w obecnosci szefowej bo mi baba na slowo nie chciala wierzyc.
                                Palenie glupa do Immigration Officer nie nalezalo do przyjemnosci.

                                Oczywiscie, w Twoim wypadku, bardziej prawdoppodobne bylo, ze kobieta nie miala
                                zielonego pojecia i pytala sie z wlasnej (ehem!) "inicjatywy".


                                > Nie wiem co to jest, że na niemal każdym wątku, cokolwiek by człowiek nie
                                napis
                                > ał to zaraz się ktoś przyczepi, bo przecież wie lepiej.

                                A ja nie wiem co to jest, jak ktos osmieli podsunac inna "teorie"/"mozliwosc"
                                to sie zaraz ktos musi obruszac, obrazac, wyrzucac zabawki z wozka i zabierac
                                foremki z piaskownicy bo ktos smial przedstawic badz co badz nie az tak
                                niemozliwa sytuacje, podsunac pra-pra-prawdopodobna alternatywe.

                                Nie powinnas brac wszystkiego do siebie, ostateczne to tylko dyskusja o
                                nieznajomosci geografii. Tym co napisalam nie zamierzalam podwazac Twoich
                                kompetencji wchodzic na Twoja dziale.


                                > Naprawdę odechciewa się dzioba w ogóle otwierać...
                                To nie otwieraj jak masz byc niemila.
                                :(

                                PS: Mam nadzieje, ze mi sie tylko tak wydaje, ze zaczela tu panowac moda na
                                rzucanie sie ludziom do gardel o byle glupote. Ostatnio, jak podpatruje
                                niektore watki to sie boje je nawet otwierac zeby nie dostac rykoszetem ;o)
                                Wlaczanie sie do samej dyskusji nawet mi w glowie nie postanie. Zenujace.
                                • asica74 Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 17:16
                                  PS: Mam nadzieje, ze mi sie tylko tak wydaje, ze zaczela tu panowac moda na
                                  rzucanie sie ludziom do gardel o byle glupote.

                                  deadeasy! ale przeciez to wlasnie robisz! Na dodatek wciaz udowadniasz ze masz
                                  racje (nawet jak jej nie masz :()

                                  Juz dawno temu przestalam sie wczytywac w watki, wlasnie z tego powodu. Bulka
                                  bulczana, maslo maslane, cebula cebulowa i tak dalej. I nawet juz przestalam
                                  sie zastanawiac czemu tak jest. Brakuje mi tu zwyklej zyczliwosci i dystansu.

                                  A mogloby byc tak pieuknie...

                                  I myslisz sie, ze Jenni jest niemila. Po prostu wie co pisze i umie to napisac
                                  w rzeczowy i konkretny sposob.

                                  Asia
                                • jennifer_e Re: a u mnie w pracy.... ;) 28.01.06, 01:54
                                  deadeasy napisała:

                                  > A ja nie wiem co to jest, jak ktos osmieli podsunac inna "teorie"/"mozliwosc"
                                  > to sie zaraz ktos musi obruszac, obrazac, wyrzucac zabawki z wozka i zabierac
                                  > foremki z piaskownicy bo ktos smial przedstawic badz co badz nie az tak
                                  > niemozliwa sytuacje, podsunac pra-pra-prawdopodobna alternatywe.
                                  >


                                  Nie wspomniałam nigdzie ani słowem o obrażaniu się i wyrzucaniu zabawek z wózka, musiałaś mnie chyba z kimś pomylić.

                                  Po prostu zdumiewa mnie to zjawisko, dosyć powszechne na forum, kiedy zamiast dyskusji na bieżący temat zaczyna się wyszukiwanie z postu czegoś, do czego można się przyczepić.
                                  I że na podstawie jednego, niezbyt zresztą dokładnie przeczytanego zdania, skrótowo i w uproszczeniu opisującego sytuację, zaraz wysnuwanych jest tyleż teorii, analiz i alternatyw.

                                  Nie mam problemu z tym, że ktoś ma odmienne zdanie, ale nie lubię gdy ktoś mi sugeruje, że moja wypowiedź to jakieś wymysły.

                                  I rzeczywiście może moja wypowiedź pod Twoim postem Deadeasy odbiła się rykoszetem, ale po prostu zirytowało mnie to, że do jednej głupiej anegdotki trzeba dołączać cztery posty wyjaśnień i tłumaczeń zupełnie nieistotnych dla tematu wątku.

                                  W każdym razie ja, gdy kupuję bilet do Londynu przez telefon to wolę się upewnić czy płacę za przelot do Londynu w UK czy Londynu w Kanadzie.
                                  Chociaż podobno tam też mają fajny Covent Garden...

                                  • karolinazuk Re: a u mnie w pracy.... ;) 28.01.06, 12:11
                                    Mnie tez bardzo denerwuje takie wszechwiedzace podejscie. Ja akurat
                                    wypowiadalam sie w watku "kontrowersyjnym" i dla przeciwwagi powszechnego
                                    narzekania, podalam kilka przykladow ludzi z mojego otoczenia, ktorym udalo sie
                                    w Polsce cos osiagnac. Ale oczywiscie piszac ten post nie zdawalam sobie sprawy
                                    ze te osoby to "synowie tatusiow", ktorzy notorycznie musza sie ponizac (tam
                                    akurat zostalo uzyte bardziej dosadne wyrazenie "wchodza komus w d...") albo po
                                    prostu sa to "s...synowie"(mnie takie slowa nawet przez gardlo nie przechodza).
                                    I po paru postach w ktorych staralam sie wyjasnic sytuacje opisanych przeze
                                    mnie osob, prawde mowiac odechcialo mi sie calej tej dyskusji, poniewaz nawet
                                    pomijajac jej bezsensownosc stalo sie ona obrazliwa.
                                    • kai_30 Re: a u mnie w pracy.... ;) 28.01.06, 13:04
                                      Oj, karolina, teraz to Ty przesadzasz. Mowa byla o tym, ze w Polsce trudno
                                      dostac prace bez znajomosci, a nie o tym, ze Twoi znajomi wlazili komus w d*.

                                      Nieumiejetnosc dyskusji, a zwlaszcza bardzo personalne podejscie i obrazanie sie
                                      jest chyba naprawde nasza cecha narodowa :/
                                      • karolinazuk Re: a u mnie w pracy.... ;) 28.01.06, 13:32
                                        Kai ja sie nie obrazam. Nie wiem czy dokladnie przeczytalas powyzszy watek ale
                                        dokladnie takie wypowiedzi padly jak je opisalam. Umiejetnosc prowadzenia
                                        dyskusji chyba polega na uwaznym sluchaniu drugiej osoby i przynajmniej
                                        minimalnym zaufaniu do niej. Jezeli za kazdym razem ktos podwaza albo
                                        kontestuje wypowiedz drugiej osoby to taka dyskusja nie ma sensu. Jesli ja
                                        uwazam ze dana osoba mija sie z prawda, to po prostu z nia nie dyskutuje.
                  • ania.eastwood Re: a u mnie w pracy.... ;) 27.01.06, 19:09
                    jennifer_e napisał(a):


                    > Czepiam się? Może... ale jeśli pomyśleć, że podobny poziom wiedzy w swoich
                    zawo
                    > dowych dziedzinach prezentują pracownicy innych branży to ogarnia mnie lekkie
                    p
                    > rzerażenie...
                    >

                    nie, jennifer, nie czepiasz sie. oto przyklad z mojej szkoly jeszcze jeden:

                    nauczycielka uczy dzieci pisac pamietnik. mowi ze piszemy go w pierwszej
                    osobie. potem daje dzieciom jakistam fragment tekstu i kaze odszukac wszystkie
                    zdania napisane w pierwszej osobie. wiedzialam ze chodzi jej o 1sza liczby
                    pojedynczej, wiec nie chcac dzieciom macic w glowach na zapas chcialam sie
                    upewnic czy mam "we" w ogole poruszac czy pominac. wiec pytam - czy mamy
                    zaznaczac tylko "I" czy "we" tez. a ona mi na to ze "we" to przeciez 3cia
                    osoba!!!!
                    • jaleo Wiecie co... 28.01.06, 11:22
                      Ja z ciekawoscia obserwuje, jak w pewnym momencie zamiast komentowac posty,
                      sytuacje, stanowiska, zaczyna sie komentowanie piszacych.

                      Te wszystkie "czemu niektorzy", "zaraz sie znajda tacy", albo moje ulubione "sa
                      tu takie osoby" (to ostatnie godne sekretnych spotkan Stalina z NKVD - wiecie
                      towarzysze, sa tu takie osoby, co ideologi marksistowsko-leninowskiej nie
                      wziely sobie do serca" ;-)

                      Podobno na polskich uniwersytetach sa teraz zajecia z debaty - podobne do
                      debating clubs na brytyjskich. Gdzie sie losuje stanowisko, jakie sie zajmuje
                      w dyskusji, i trzeba wynalezc argumenty na to losowo wybrane stanowisko. A
                      potem w polowie debaty sie zmienia strony, i znowu trzeba przedstawiac to inne
                      stanowisko albo sie "przyczepiac" jak kto woli. To uczy separowania osoby od
                      wypowiedzi/pogladow i wypowiadania sie ad meritum a nie ad personam.
                      • ollie1 Re: Wiecie co... 28.01.06, 13:07
                        Na szczescie nie jestesmy w uniwesyteckim klubie debaty gdzie losujemy swoje
                        poglady i musimy udowadniac swoja erudycje i zdolnosci argumentowania.
                        Jestesmy na zwyklym forum internetowym, gdzie kazdy ma swoje wlasne
                        doswiadczenia, poglady, zapatrywania, gdzie jedni znaja sie osobiscie a inni
                        nie, gdzie sa sympatie i antypatie.
                        Co do jednego sie zgadzam, czytanie postow ze zrozumieniem i wypowiadanie sie
                        na temat zamiast czepiania sie pierdulek zdecydowanie pomaga.
                        • jaleo Re: Wiecie co... 28.01.06, 15:24
                          ollie1 napisała:

                          > Na szczescie nie jestesmy w uniwesyteckim klubie debaty gdzie losujemy swoje
                          > poglady i musimy udowadniac swoja erudycje i zdolnosci argumentowania.

                          Oj chyba nie za bardzo mnie zrozumiales (as) albo ja sie niejasno wyrazilam.
                          • annamaria0 Re: Wiecie co... 28.01.06, 17:03
                            Nie czytalam calego watku, wiec wybaczcie, jesli ktos juz o tym wspomnial. Gwoli
                            sprawiedliwosci chcialabym powiedziec, ze bardzo wielu Polakow nie zdaje sobie
                            sprawy z podzialu UK na kilka krajow, nie wie o tym, ze w Walii uzywa sie oprocz
                            angielskiego rowniez walijskiego, nie wie o etnicznym podziale miedzy
                            Anglo-Saksonami a Celtami... Na pewnym forum Polka (podajaca, ze ma wyzsze
                            wyksztalcenie) pytala, czy w UK "tak jak w Polsce dominuje katolicyzm"...
                            Ale rzeczywiscie mozna tu dojsc do doktoratu, a mimo to nie wiedziec, gdzie lezy
                            Slowenia czy jakie miasto jest stolica Norwegii, tak jak moj skadinad
                            inteligentny znajomy.
                            • jagienkaa a w ogóle 28.01.06, 17:06
                              to dzisiaj znowu byłam u kosmetyczki. Dziewczyna się zapytała czy w Polsce jest
                              gorąco (to coś nowego!), ale najlepsze pytanie to: czy w Polsce nie jest ciemno
                              (is it dark in Poland)? Bo jak jeździ na wakacje do Hiszpanii czy Grecjii tam
                              się robi ciemno dopiero o 22-23:)
                              • jaleo Re: a w ogóle 28.01.06, 17:17
                                jagienkaa napisała:
                                > (is it dark in Poland)? Bo jak jeździ na wakacje do Hiszpanii czy Grecjii tam
                                > się robi ciemno dopiero o 22-23:)

                                Pomiedzy miejscem, gdzie mieszkam w UK i np. Warszawa jest ponad godzina
                                roznicy w zapadaniu ciemnosci (tzn. u nas jest dluzej jasno). Jak pojade na
                                kontynent, to sie bardzo rzuca w oczy, szczegolnie w lecie. To tak w ramach
                                ciekawostki, zeby nie bylo, ze kogos znowu usprawiedliwiam ;-) Ciekawe, czy
                                jakies forumki mieszkajace np. w Szkocji tez to zauwazyly?

                                A propos tej "wizy na miasta" to tez mialam cos napisac (bo taka juz czepialska
                                jestem z natury, a co) tylko nie zdazylam. W zamierzchlych czasach, kiedy
                                trzeba bylo miec Polska wize, z ta wiza szlo sie na komende policji, i oni
                                odnotowywali, gdzie taki osobnik ma przebywac na terenie Polski. Jak sie
                                pojechalo do innego miasta na dluzej niz na dzien, to trzeba sie bylo tam na
                                policji tez meldowac po stempelek w paszporcie. Pamietam jak z moja swietej
                                pamieci matka chrzesna latalam na te komendy w Warszawie i w Ustrzykach
                                Dolnych, bo ona sie bardzo bala, ze jak nie dostanie stepelka w Ustrzykach, to
                                ja zaaresztuja. A ze wtedy nie bylo w Polsce irlandzkiej ambasady, i nie
                                mialby kto o nia negocjowac :-))

                                Co nie umniejsza faktu, ze oczekiwanie podobnych restrykcji dla obcokrajowcow w
                                UK wskazuje jednak na brak "obycia".

                                Dobra, ide, bo mi sie goscie zwalaja za chwila.
                                • ollie1 Re: a w ogóle 28.01.06, 17:49
                                  to tez sie poczepiam, a co tam i proponuje jednak przeczytac jeszcze raz watek
                                  rozpoczynajacy, bo dwa razy tam jest napisane, ze pytan owych nie zadawali
                                  przypadkowi ludzie z ulicy tylko specjalisci.
                                  Cale sedno i sens tej dyskusji zdaje sie byl w tym, ze Anglicy, nie Polacy,
                                  pracujacy i specjalizujacy sie w turystyce nie maja zbyt wielkiego pojecia o
                                  tym co robia.
                                  Ale wszystko bardzo ciekawie skrecilo do udowodniania w stylu, ze lekarz to
                                  wcale nie musi wiedziec do czego sluzy watroba, bo jak znajomej pani Stasi zeba
                                  usuwali to jej az tak nie bolalo.

                                  > Co nie umniejsza faktu, ze oczekiwanie podobnych restrykcji dla obcokrajowcow
                                  > w UK wskazuje jednak na brak "obycia".

                                  Jak widac latwiej kontynuowac zlosliwe komentarze i prawic o standardach
                                  dyskusji zamiast przyznac, ze sie wdalo w dyskusje nie przeczytawszy zbyt
                                  dokladnie o czym jest mowa.
                                • ania.eastwood jasniej / ciemniej 28.01.06, 19:36
                                  jaleo napisała:
                                  > Pomiedzy miejscem, gdzie mieszkam w UK i np. Warszawa jest ponad godzina
                                  > roznicy w zapadaniu ciemnosci (tzn. u nas jest dluzej jasno). Jak pojade na
                                  > kontynent, to sie bardzo rzuca w oczy, szczegolnie w lecie. To tak w ramach
                                  > ciekawostki, zeby nie bylo, ze kogos znowu usprawiedliwiam ;-) Ciekawe, czy
                                  > jakies forumki mieszkajace np. w Szkocji tez to zauwazyly?

                                  to wynika z faktu, ze polska zegarowo jest tylko o godzine do przodu, ale
                                  geograficznie jakby o 2. rozpracowywalismy to kiedys z moim mezem - widac kiedy
                                  sie przeanalizuje globus :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka