23.01.06, 16:56
Wielce sie zdziwilem jakim ogromnym powodzeniem cieszy sie w Anglii brukiew
(zwana potocznie karpielem, a po angielsku swede). W Polsce brukiew byla
sztandarowym menu w obozach koncentracyjnych (np. w Oswiecimiu). Jest to tak
niesmaczne warzywo, ze az dziw bierze, ze tak chetnie go kupuja. Czyzby jego
wartosci zdrowotne rekompensowaly smak?
Obserwuj wątek
    • kasia799 Re: Brukiew 23.01.06, 17:02
      Mnie to nie dziwi
      Nie zebym sie zajadala, ale od czasu do czasu...
      Ja tam przyzwyczajenia zywieniowe z Polski odlozylam w kat.
      Tutaj wybor jest zdecydowanie wiekszy i ciesze sie, ze moge co roz odkrywac
      nowe smaki.
      • edavenpo Re: Brukiew 23.01.06, 17:13

        Ja tam ta brukiew bardzo lubie ;-) Tak samo jak pasternak i biala rzepa ktore u
        nas sa malo wykorzystywane a tutaj owszem. Szczegolnie takie pieczone w
        piekarniku, pycha!
        • jagienkaa Re: Brukiew 23.01.06, 17:16
          przyznam że nie jem brukwi ale wspomniany pasternak uwielbiam:)
        • agazat Re: Brukiew 23.01.06, 22:14
          Te warzywa to dla mnie najwieksze kulinarne odkrycie w UK, dorzuce jeszcze
          butternut squash. Pieczony pasternak do Sunday roast mniam mniam. A do puree z
          brukwi dodaje marchew i troche pieprzu, tez mniam mniam.
    • edgar2005 Re: Brukiew 23.01.06, 17:16
      Starszym osobom w Polsce np. chleb razowy też kojarzy sie z nędzą, zsyłką i
      obozami. A tymczasem prawdziwy razowiec robi się coraz bardziej eitarny,
      podobnie jak kasza jaglana. A czy ktoś jada pasternak (parsnip)?
      • edavenpo Re: Brukiew 23.01.06, 17:30
        edgar2005 napisal:
        A czy ktoś jada pasternak (parsnip)?
        __

        Ja owszem jadam, najbardziej lubie jak zrobi go moja tesciowa. Wklejam wam
        zdjecie z Christmas Lunch 2005 u tesciowej gdzie wcinalam pasternak i marchew z
        piekarnika (po lewej rzeczone warzywka, po prawej stuffing, ktorego nie znosze ;-/

        img213.imageshack.us/img213/5162/pict01293yf.jpg
      • izabelski Re: Brukiew 23.01.06, 17:30
        no i bawarka - tez sie w polsce zle kojarzy :-)
        • eballieu Re: Brukiew 23.01.06, 19:41
          Ja lubie. Czesto gotuje ja razem z zimniakiem i selerem, pozniej miksuje i
          dodaje galke muszkatolowa, smietane, masla troche i jest supe rdo datkiem do
          ciemnych pieczonych mies, do takeij wolowiny na przyklad - ale ot tez sie zle
          kojarzy. To takie super zimowe warzywo. Alternatywa dla zimnej surowki?
          A kojarzycie skorzonere? W ksiazce kucharskiej - "Przysmaki polskiego stolu"
          tyle przepisow z nia. A w sklepach, poza delikatesami w wielkich maistach w
          Polsce nei zobaczysz. To bylo tak popolarne warzywo kiedys w Polsce! A mzoe
          wyamrlo tylko na MAzowszu i Dolnym Slasku?
          • edavenpo Re: Brukiew 23.01.06, 20:44
            Skorzonera (lub salcefa) nazywa sie tutaj salsify i widzialam ostatnio jak
            Gordon Ramsey robil z niej cos dobrego (ale nie pamietam co ;-) Niestety nie
            moge znalezc przepisu ;-(
            • jaleo Re: Brukiew 23.01.06, 21:27
              Kiedys we Francji mnie raczyli w stolowce zakladowej takimi bialymi podluznymi
              wynalazkami, ktore sie nazywaly salsifis. Byly polane calkiem smacznym bialym
              sosem. Bardzo bylam zafascynowana, ze w Europie odkrylam warzywo, ktorego nigdy
              przedtem nie widzialam na oczy ;-)) Niby znam polskie slowo skorzonera, ale
              jakos nie skojarzylam tych dwoch pojec.

              Co do brukwi, to ja uwielbiam zarowno te zolta (swede) i te biala (turnip).
              Jak mozecie mowic, ze to niedobre?? Puree z brukwi z odrobina kwasniej
              smietanki i maselkiem jest pycha.

              Pasternak tez lubie, polany oliwa, pieczony w piekarniku. Niedawno ktos mi
              podsunal pomysl, ze mozna je przed pieczeniem polac lekko miodem, wtedy sie
              ladnie zrumienia.
            • jagienkaa Re: Brukiew 23.01.06, 21:49
              a ja znam na to słowo salsefia?
              • hanula Terminologia 23.01.06, 22:16
                Żeby nie było wątpliwości, mówimy już o czterech różnych roślinach. :-)

                PL salsefia, kozibród porolistny
                EN salsify, oyster plant, vegetable oyster
                LAT Tragopogon porrifolius

                PL skorzonera (wym. skor-zonera), wężymord
                EN scorzonera
                LAT Scorzonera hispanica

                PL brukiew, karpiel
                EN swede, Swedish turnip, rutabaga
                LAT Brassica napus

                PL rzepa
                EN turnip
                LAT Brassica rapa

                Ja brukiew wrzucam do beef stew z ale albo robię puree z ziemniaków i brukwi; za
                pasternakiem nie przepadam, ale jak teść upiekł z syropem klonowym, to owszem,
                zjadłam. Reszty nie jadam... Ale nie dla zasady, tak jakoś wyszło. :-)
                • jaleo Re: Terminologia 23.01.06, 22:32
                  hanula napisała:

                  > PL rzepa
                  > EN turnip
                  > LAT Brassica rapa

                  A "rzepa" to nie jest czasem taki korzen z czarna skorka i bialym, szczypiacym
                  miazszem? Bo "turnip" to jest bardzo lagodne warzywo.
                • edavenpo Re: Terminologia 23.01.06, 22:34

                  Hanula ja tez jestem zakrecona teraz z ta skorzonera vel salcefia ;-)

                  Ja bylam przekonana ze to to samo tym bardziej ze mialam to na dzialce za czasow
                  dziecinnych.

                  No ale powiedzcie mi co to za roznica? Wyniki z Google ponizej:

                  Skorzonera



                  Salcefia
                  • edavenpo Re: Terminologia 23.01.06, 22:37
                    A tu z kolei wyglada to na jedna rosline ale z dwoma nazwami

                    tiny.pl/mht4
                    • jagienkaa Re: Terminologia 23.01.06, 22:41
                      akurat mam Kuchnię Polską więc cytuję: " salsefia jest bardzo podobna
                      doskorzonery w smaku, ale ma jasnokremowy korzeń. Można z niej przyrządzać
                      takie same potrawy jak ze skorzonery'.
                      "skorzonera była znana pod nazwą wężymord, gdyż stosowaną ją jako lek przeciw
                      ukąszeniu żmii (...) można ją gotować jak szparagi, można robić zupy, zapiekać
                      w cieście beszamelowym, dusić i smazyć'
                      • jaleo Re: Terminologia 23.01.06, 22:43
                        jagienkaa napisała:

                        > akurat mam Kuchnię Polską więc cytuję: " salsefia jest bardzo podobna
                        > doskorzonery w smaku, ale ma jasnokremowy korzeń. Można z niej przyrządzać
                        > takie same potrawy jak ze skorzonery'.

                        Ale po angielsku salsify obejmuje rowniez black salsify, czyli skorzonere.
                        • jagienkaa Re: Terminologia 23.01.06, 22:47
                          ja tu tylko cytuję:) ale tak naprawdę to bardziej wierzę polskim źródłom niż
                          angielskim, ale to taka moja osobista refleksja po tym jak się okazało jak
                          Brytyjczycy znają warzywa:)
                • jaleo Skorzonera i salsefia 23.01.06, 22:38
                  hanula napisała:

                  > Żeby nie było wątpliwości, mówimy już o czterech różnych roślinach. :-)
                  >
                  > PL salsefia, kozibród porolistny
                  > EN salsify, oyster plant, vegetable oyster
                  > LAT Tragopogon porrifolius
                  >
                  > PL skorzonera (wym. skor-zonera), wężymord
                  > EN scorzonera
                  > LAT Scorzonera hispanica

                  Hmm, obydwie na obrazkach wygladaja bardzo podobnie. Moze to dwie odmiany z
                  tej samej rodziny:
                  Skorzonera - kwiatek:
                  www.rz.uni-karlsruhe.de/~db50/FOTO_-_Archiv/Scorzonera%20austriaca%20BotKA%20F5.jpg
                  Salsefia kwiatek:
                  www.cees.iupui.edu/Research/Restoration/ARBOR/Images/Flora_Fauna/20020621_western-salsify-flower2.JPG

                  Skorzonera - korzen:
                  upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/10/Scorzonera,_Iduns_kokbok.jpg/200px-Scorzonera,_Iduns_kokbok.jpg
                  Salsefia - korzen:
                  www.vegiworks.com/salsify.jpg
                  • jaleo Re: Skorzonera i salsefia 23.01.06, 22:41
                    Heh, jakiegos botanika nam tu trzeba ;-)

                    Kiedys pamietam podobna dyskusje na temat pumy i pantery, co bylo jeszcze
                    bardziej skomplikowane, bo po angielsku puma i panther to nie sa jeden-do-
                    jednego odopwiedniki polskiego puma i pantera. Az w koncu sie jakis zoolog
                    dopisal, i wyjasnil (a raczej zamieszal jeszcze bardziej)
                    • hanula Re: Skorzonera i salsefia 23.01.06, 22:52
                      > po angielsku puma i panther to nie sa jeden-do-
                      > jednego odopwiedniki polskiego puma i pantera.

                      A co jest tak naprawdę jeden do jednego? :-) Zauważyłyście na przykład, jak tu
                      się używa słowa "bread"? Spokojnie obejmuje też bułki; np. "bread" podawany z
                      zupą często okazuje się bułką. Albo takie proste słowo "hand": niby ręka, a
                      przecież często oznacza samą dłoń, podczas gdy "ręce i nogi" to "arms and legs".
                • ania.eastwood Re: Terminologia 24.01.06, 20:11
                  hanula napisała:

                  > Żeby nie było wątpliwości, mówimy już o czterech różnych roślinach. :-)
                  (....)


                  no.... wreszcie cos zrozumialam , bo ani pasternaku, ani brukwi nawet na oczy
                  nie widzialam, nie mowiac o jedzeniu! musze sprobowac, skoro w uk teraz sie
                  zywie ;)
                  • hanula Re: Terminologia 24.01.06, 21:27
                    > no.... wreszcie cos zrozumialam , bo ani pasternaku, ani brukwi nawet na oczy
                    > nie widzialam, nie mowiac o jedzeniu!

                    Co ty, w supermarkecie nie byłaś? :-) A widziałaś taką piękną, dorodną
                    pietruszkę korzeniową? To pasternak właśnie. Nawet w Polsce niektóre
                    (nieuczciwe) supermarkety sprzedają pasternak jako pietruszkę - pasternak jest
                    tańszy, bo ma wyższą wydajność z hektara. (Skąd ja wiem takie rzeczy? Musiałam
                    gdzieś na jakimś forum przeczytać...)
                    • jagienkaa Re: Terminologia 24.01.06, 21:40
                      no pewnie na Forum Kuchnia hehe też czytałam ten wątek;)
                      • hanula Re: Terminologia 24.01.06, 21:54
                        > no pewnie na Forum Kuchnia hehe też czytałam ten wątek;)

                        A nie, tam nie bywam, musiało być gdzie indziej, widać common knowledge. Zresztą
                        sprzedawania pasternaku jako pietruszki moja mama doświadczyła na własnej
                        skórze, zasadziła sobie tę "pietruszkę", bo chciała wyhodować natkę, a wyrosło
                        coś zupełnie nieoczekiwanego.

                        Dla odmiany na pewnej liście dyskusyjnej mieszkająca w Polsce Angielka dziwiła
                        się, że my mamy taki rachityczny pasternak. :-)
    • formaprzetrwalnikowa Re: Brukiew 23.01.06, 22:54
      ja tam sie nie dziwie. w kraju, w którym je sie frytki z octem, kanapki z
      frytkami, herbate z mlekiem, prawie wszystko z wyjątkiem słodyczy jest za
      słone, natomiast slodycze są za słodkie a w tzw 'wziętej' knajpie w miescie
      potrafią zepsuc nawet kurczaka, juz niewiele mnie zdziwi. moze niesmaczne
      jedzenie jest elementem anglikanskiej filozofii purytanizmu?
      ;-)
      • jaleo Do Formy 23.01.06, 22:56
        formaprzetrwalnikowa napisała:

        > w tzw 'wziętej' knajpie w miescie
        > potrafią zepsuc nawet kurczaka, juz niewiele mnie zdziwi. moze niesmaczne
        > jedzenie jest elementem anglikanskiej filozofii purytanizmu?
        > ;-)

        A ktora "wzieta knajpa" to byla, zebym widziala ktora omijac szerokim lukiem?
        • formaprzetrwalnikowa Re: Do Formy 23.01.06, 23:20
          A nie powiem :P nie ma jak niespodzianki ;-)
          • jaleo Re: Do Formy 24.01.06, 22:07
            formaprzetrwalnikowa napisała:

            > A nie powiem :P nie ma jak niespodzianki ;-)

            Zolza ;-)

            W ktoryms watku kiedys pisalam o restauracjach w Newcastle, ale tak dla
            inspiracji, to polecam goraco Panis. Jest w malej uliczce High Bridge, ktora
            odchodzi prostopadle od Grey Street, po tej samej stronie co Theatre Royal.
            Szczegolnie uwielbiam fregole z owocami morza.
      • hanula Re: Brukiew 23.01.06, 23:09
        > prawie wszystko z wyjątkiem słodyczy jest za
        > słone,

        Ciekawe, ja powiedziałabym, że jest dokładnie odwrotnie: wszystko tu jest
        niedosolone. Teraz już się przyzwyczaiłam, ale na początku wszystko dosalałam.

        > moze niesmaczne
        > jedzenie jest elementem anglikanskiej filozofii purytanizmu?

        A może oni lubią się przez cały tydzień katować, żeby w niedzielę zaserwować
        sobie roast? Z warzywami. Z gravy. I pieczone ziemniaki. Polane gravy. I
        Yorkshire pudding. I jeszcze gravy, dużo dużo gravy.

        A może żeby przeżyć we mgle, potrzeba dużo tłuszczu? Bo jak się nad tym
        zastanawiam, to ja angielskie jedzenie lubię (full English breakfast, fish and
        chips itp.), tylko że ono jest tak potwornie tłuste, że muszę go jeść mało i
        rzadko.
        • jaleo Re: Brukiew 23.01.06, 23:14
          hanula napisała:


          > A może oni lubią się przez cały tydzień katować, żeby w niedzielę zaserwować
          > sobie roast? Z warzywami. Z gravy. I pieczone ziemniaki. Polane gravy. I
          > Yorkshire pudding. I jeszcze gravy, dużo dużo gravy.

          W tradycyjnym gravy prawie wcale nie ma tluszczu, a w kazdym razie w porownaniu
          z polskimi sosami to nie jest tluste jadlo. Co do innych
          wyspiarskich "wynalazkow" wymienionych, to sie zgadzam.

          Najwiekszym paradoksem jest to, ze jak w latach 40, 50, 60 ludzie jedli prawie
          wylacznie "tradycyjne" brytyjskie jadlo - na bazie suet, dripping, lard,
          fish&chips i inne takie, to populacje mieli jedna z najszczuplejszych w
          Europie. A jak zaczela sie moda na kuchnie srodziemnomorska, (w zadnym innym
          Europejskim kraju, poza srodziemnomorskimi, nie spozywaja tyle oliwy z oliwek,
          co w UK), celebrity chefs proponujacych cuda-niewidy itp, to sie spoleczenstwo
          roztylo na potege.

          Wiem, wiem, to oczywiscie jest wynik dramatycznych zmian w trybie zycia, ale
          zawsze mi sie z tego chce smiac...
        • formaprzetrwalnikowa gravy 23.01.06, 23:18
          to jest osobne zjawisko, jeszcze o nim nie pisałam. kupiłam raz jakies gravy -
          wybralam najdrozsze w sklepie, zeby zminimalizowac ryzyko kupienia szmelcu;
          chciałam mięso polac, zeby bylo ładnie i smacznie, no- jak w reklamie ;-)
          W zyciu nie jadłam czegos tak bez smaku.
          bo yorkshire pudding z warzywami i duzo, duzo gravy -ładnie wgladający i
          ZUPELNIE pozbawiony zapachu i smaku został kupiony w supermarkecie jakies 2 tyg
          pozniej.
          wylądował w koszu. moze to wina gravy?
          ;)
          • hanula Re: gravy 24.01.06, 10:52
            Raz zrobiłam gravy z granulek i natychmiast po zrobieniu wylałam do zlewu. Gravy
            trzeba robić w domu, bo to banalnie proste: sokami z pieczenia mięsa rozprowadza
            się mąkę, zalewa bulionem i tyle. Można dodać wino albo inne jakieś dodatki
            smakowe typu cebula, jeśli ktoś jest ambitny (można np. upiec cebulę razem z
            mięsem, a potem przetrzeć ją do gravy). A tak w ogóle gravy w podstawowym tego
            słowa znaczeniu to są właśnie te soki z pieczenia mięsa.
            • ania.eastwood Re: gravy 24.01.06, 20:09
              hanula napisała:

              > Raz zrobiłam gravy z granulek i natychmiast po zrobieniu wylałam do zlewu.
              Grav
              > y
              > trzeba robić w domu, bo to banalnie proste: sokami z pieczenia mięsa
              rozprowadz
              > a
              > się mąkę, zalewa bulionem i tyle. Można dodać wino albo inne jakieś dodatki
              > smakowe typu cebula, jeśli ktoś jest ambitny (można np. upiec cebulę razem z
              > mięsem, a potem przetrzeć ją do gravy). A tak w ogóle gravy w podstawowym tego
              > słowa znaczeniu to są właśnie te soki z pieczenia mięsa.



              ale jak sie nie je mesa, to pozostaje tylko granulowany :)
              polecam sainsbury's - moim zdaniem najlepszy
          • jaleo Re: gravy 24.01.06, 22:02
            formaprzetrwalnikowa napisała:

            > kupiłam raz jakies gravy -
            > wybralam najdrozsze w sklepie, zeby zminimalizowac ryzyko kupienia szmelcu;
            > chciałam mięso polac, zeby bylo ładnie i smacznie, no- jak w reklamie ;-)

            No co Ty, w granulkach nie kupuj. Pieczesz mieso, podlewasz go przy okazji
            oliwa, troche winem, i na dole brytfanki robi Ci sie taki sosik jakby. Do tego
            najlepsza jest metalowa brytfanka z wkladana kratka. Jak miesko sie upiecze,
            wyjmujesz je razem z kratka, a brytfanke stawiasz na palniku, doprawiasz sosik
            bulionem, winka tez mozna wlac, ja dodaje tez troche cranberry sauce,
            zageszczasz maka, lub oryginalnie po angielsku arrow root, doprawiasz i masz
            pyszne gravy.
      • edavenpo Re: Brukiew 23.01.06, 23:18
        formaprzetrwalnikowa napisała:

        moze niesmaczne
        > jedzenie jest elementem anglikanskiej filozofii purytanizmu?
        ___

        Ja mysle ze to akurat jest wynikiem wygodnictwa i rozbestwienia w
        spoleczenstwie. Oryginalna angielska kuchnia nie jest tak oddalona od polskiej -
        duzo roznych odmian chleba i jego pochodnych w przeroznych pies i pasties,
        ziemniaki, sporo miesa, dziczyzny no i te podroby flaki=tripe.

        Problem na dzien dzisiejszy polega na tym ze wiekszosc jedzenia ktore jest
        uznawane za typowo angielskie jest gotowana niedbale i z uzyciem slabej jakosci
        skladnikow bo ludzie chca szybko i tanio.

        Angielskie (lub moze brytyjskie) sery uwazam za wspaniale, no i ta roznorodnosc!
        To samo odnosi sie do ryb i owocow morza.

        Mozna tutaj dostac znakomitej jakosci jedzenie tylko ze nalezy omijac szerokim
        lukiem supermarkety. Ja chodze co tydzien na rynek rolniczy (farmer's market) i
        przychodze obladowana skarbami m.in warzywami ktore byly wyzej omawiane, ktore w
        Polsce owszem mamy ale sie ich rzadko lub wcale nie uzywa. Ryba ze sklepu
        rybnego, mieso od rzeznika i koniecznie organic.

        Tak na marginesie to na poczatku marudzilam troche bo myslalam sobie "tyle
        pieniedzy na jedzenie i trzeba chodzic w piec roznych miejsc" ale jak sie to
        dobrze wykombinuje, gotuje sie z sezonowych warzyw to wychodzi to samo jak nie
        taniej niz z supermarketu.






        • mallgosha Re: Brukiew 24.01.06, 21:09
          Ryba ze sklepu rybnego, mieso od rzeznika, a warzywa od rolnika ... Szkoda, ze
          w miejscowosci , w ktorej mieszkam nie ma powyzszych. Moze rzeznik by sie
          znalazl. Pozostaja wiec supermarkety, niestety.
          Nie wiedzialam, ze brukiew ma tylu zwolennikow wsrod Polakow, poniewaz w Polsce
          nie byla mi znana. Jest natomiast bardzo popularna w Niemczech. Jadlam tam
          pyszna zupe na wedzonce.
          • edavenpo Re: Brukiew 24.01.06, 21:21
            mallgosha napisała:

            > Ryba ze sklepu rybnego, mieso od rzeznika, a warzywa od rolnika ... Szkoda, ze
            > w miejscowosci , w ktorej mieszkam nie ma powyzszych. Moze rzeznik by sie
            > znalazl. Pozostaja wiec supermarkety, niestety.
            ___
            Ja mam raz na tydzien farmer's market z ktorego targam siaty co niedziele zeby
            starczylo na tydzien, po mieso i ryby czesto jezdze na Borough Market, czasami
            kupuje z farmer's market jak jest pani z kurczakiem i dziczyzna i facet z
            rybami. Wiec to nie jest tak do konca ze wychodze z domu i mam ;-)

            Widzialam na watku o sasiadach ze mieszkasz w Reading (jesli to wciaz aktualne).
            Tu masz super rynek rolniczy na ktorym widze prawie wszystko, warzywa, ryby,
            mieso, wiecej niz na moim malym ryneku w niedziele ;-) POwodzenia. ja tam wierze
            ze you are what you eat ;-)

            www.thamesvalleyfarmersmarket.co.uk/cgi-bin/market.cgi?marketid=2
          • jagienkaa Re: Brukiew 24.01.06, 21:39
            mallgosha, mimo że mieszkam wśród pięknych pastwisk to u mnie nie ma farmer's
            market - mam jakiś organic shop niedaleko ale raz tam byłam i ....nic tam nie
            było ale bardzo drogo. Rzeźników mam dwóch, ale naprawdę nie sprzedają niczego
            innego niż w supermarketach, a za to drożej, nie ufam że mają świeższe mięso
            niż w Sainsbury's. Tzn w piątki i soboty w Ripley jest farmers market ale jest
            to jedno stoisko z owocami i warzywami które wyglądają jak kupione w Tesco, a
            reszta to rajstopy, ciastka itp.
            Jak byłam na Borough Market to mi oczy wyszły z orbit bo czegoś takiego nie
            widziałam nigdzie w moich okolicach, nawet namiastki tego... może to i dobrze
            bo na wstępie wydałam 10 funtów za owoce:)
            • edavenpo Re: Brukiew 24.01.06, 22:01
              jagienkaa napisala:

              Jak byłam na Borough Market to mi oczy wyszły z orbit bo czegoś takiego nie
              widziałam
              __

              Fakt... Samo stoisko z rybami jest niesamowite - mozna kupic calego mini rekina
              - z ta trojkatna pletwa oczywiscie. ;-)

              Poza tym to mozna zamowic sobie vegetable box. Co tydzien przywoza ci pudlo
              warzyw, tylko sezonowe. kiedys tak robilam i najlepsze bylo to ze dowozili co
              tydzien inny zestaw a z niekorymi warzywami nie wiedzialam co zrobic ale to mnie
              zmusilo do kreatywnosci kulinarnej ;-)
              • mallgosha Re: Brukiew 25.01.06, 02:04
                Dzieki za wskazowki. Tem Market odbywa nawet blisko od miejsca, w ktorym
                mieszkam. Troche sie zdziwilam, ze go nie zauwazylam mieszkajac w Reading ponad
                1.5 roku. Rozwiazaniem zagadki jest moj nocny tryb zycia, tzn klade sie spac
                ok.6.00 -7.00 rano, a wstaje ok 14.00-15.00. nawet, gdy nie pracuje.
                Jakiekolwiek zaburzenie tej rytmu odbija sie pozniej fatalnie na moim
                samopoczuciu. Pozostaje wiec zamowic pudelko ze swiezymi warzywami do domu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka