lucasa
26.02.06, 22:52
prosze o opinie w troche nietypowej sprawie
pokrotce:
czy wypada zadzwonic do osoby (faceta) z ktorym sie jest tylko na stopie
profesjonalnej i poprosic o "pokazanie Londynu" znajomej kolezance...
wydaje mi sie, ze nie wypada :) ale bardzo mnie kusi aby to zrobic :). wiem,
troche swirniety pomysl, ale np, jak pytalam meza czy mialby cos przeciwko
takiemu spotkaniu w czasach kawalerski, to odpowiedz byla, ze nie... (ale juz
moj pomysl uwaza za "embarassing")
(dla tych, ktorzy sa na tak, albo nie na calkiem na nie prosze o
konstruktywne uwagi :))
a rozwijajac powyzsze: mam kilka dobrych kolezanek, ktore sa inteligentne,
wyksztalcone, ladne, z poczuciem humoru, niezalezne, a same. a sensownych
facetow jak na lekarstwo - wszyscy zajeci :). a powyzszy facet jest
profesjonalny w tym co robi, przystojny (nawet bardzo), o ujmujacym sposobie
bycia, samotny. raz go widzialam, teraz rozmawiamy ok raz w miesiacu przez
telefon. w sumie jakby jakos strasznie krepujaco wyszlo to moge przestac sie
z nim komunikowac, ale gdyby wyszlo na dobre (nawet jakby to mialo byc milo
spedzone popoludnie) - to pokusa za duza...
a tak troche obok tematu ale w tym samym watku: co myslicie o aranzowanych
malzenstwach? dla mnie to byla nowosc jak przyjechalam do Anglii, ale znam
kilka par, z pochodzenia z Indii, ktore wydaja sie byc bardzo szczesliwe. czy
z instytucja swatki nie byloby niekiedy latwiej? choc teraz, w gdy duzo jest
par "internetowych" i tak sa osoby ktorym nie odpowiada taki sposob
zapoznawania sie. nie wspominajac juz o tradycyjnych biurach matrymonialnych
(a ja z tych ostatnich tez znam kilka bardzo pozytywnych przykladow).
i co myslicie?
A