beduinka NORWEGIA 06.11.03, 22:44 Jak norweska minister chciała unowocześnić islam w swym kraju Wypowiedź norweskiej minister o konieczności "modernizacji" islamu w Norwegii wywołała konsternację wśród tamtejszych muzułmanów i... u luterańskiego biskupa Oslo. Tak naprawdę chodzi o coś więcej niż słowa - Muzułmanie żyjący w Norwegii muszą pogodzić się z tym, że są mniejszością w postępowym i zorientowanym na równouprawnienie społeczeństwie - powiedziała kilka dni temu gazecie "Aftenposten" minister Erna Solberg, odpowiadająca m.in. za integrację imigrantów i rozwój regionalny. - Islam w Norwegii musi się modernizować - dodała. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. O wyjaśnienia do pani minister zwróciły się organizacje muzułmańskie. Przedstawiciele World Islamic Mission w tym kraju zapytali Solberg wprost, co miała na myśli, mówiąc o "modernizacji". Minister słynąca zarówno z politycznej odwagi, jak i niewyparzonego języka odpaliła, że czas zakazać przymusowych i aranżowanych z góry małżeństw, których ofiarami padają kobiety, że trzeba ułatwić procedury rozwodowe muzułmańskim kobietom i wymusić na muzułmańskiej społeczności, by przyznała równe prawa dziewczynkom i kobietom. W Norwegii liczącej ok. 4,4 mln ludzi i zamieszkałej w 95 proc. przez etnicznych Norwegów (ok. 3-4 proc. to norwescy Finowie) żyje około 70 tys. muzułmanów. Część z nich to potomkowie imigrantów z Maroka czy Pakistanu, ok. 2 tys. to osoby, które z różnych powodów przeszły na islam. Z wydanego niedawno norweskiego studium o integracji kobiet muzułmanek pt. "Female Integration" wynika, że na drodze integracji muzułmanów stoi głównie zwyczaj aranżowanych małżeństw. Aż 82 proc. kobiet córek Marokańczyków żyjących w Norwegii poślubiło - często wbrew własnej woli - innych Marokańczyków, nierzadko członków tych samych rodzin czy klanów. W przypadku Pakistańczyków odsetek ten wynosi 76 proc. Za winnych polityki izolacji muzułmanów w Norwegii Solberg uznała immamów jako strażników konserwatyzmu. Jej zdaniem nie mogą się oni przyzwyczaić do tego, że żyją w kraju, w którym ich religia nie jest i nie będzie dominująca. - Religijni przywódcy nie mogą być ot tak sobie sprowadzani do Norwegii z krajów, w których islam jest wiodącą religią - tłumaczyła, podkreślając, że "powinni uczyć się w Europie". - Immamowie, którzy przyjeżdżają do Norwegii, są zobowiązani uczyć się norweskiego i orientować się w narodowej tradycji - polemizował z minister Solberg Amber Khan z norweskiego oddziału World Islamic Mission. Do debaty przyłączył się Gunnar Staalsett, luterański biskup Oslo. Skrytykował on wypowiedź minister, twierdząc, że zbytnio upraszcza ona obraz islamu. - Oczywiście jest potrzeba unowocześnienia społeczności religijnych, ale wszystkich - nie tylko muzułmańskiej - powiedział w norweskiej telewizji NRK. źródło: gazeta.pl Jacek Pawlicki 06-11-2003 Odpowiedz Link
corregidor Re: NORWEGIA 24.02.04, 21:05 rzeklbym ze imamowie w islamie, jak ksieza katoliccy sa ostoja najwiekszego betonu i reakcjonizmu nic nowego wystarczy posluchac chwile naszych biskupow czlowiekm odf razu ma ochote przejsc na ateizm Odpowiedz Link
beduinka Mein Kampf? 09.11.04, 17:22 Mein Kampf? źródło: Kosciol.pl Główni członkowie norweskiej prawicowej partii Kristiansand ośwadczyli, że "Mein Kampf" Hitlera oraz Koran są tym samym gatunkiem książki, która wzywa do nienawiści. Powiedzieli też, że chcą, by islam w Norwegii został zdelegalizowany. - Nie jesteśmy jedynymi, którzy się tego domagają - powiedział Halvor Hulaas, szef partii - ta opinia jest dobrze zakorzeniona w krajach skandynawskich. Teraz ściągamy tu ludzi, którzy praktykują swoja religię w takiej samej formie, jak robili to w roku 600. Jesli ich nie powstrzymamy, to już niedługo wolność religijna w Norwegii może się skończyć ale dla nas. Karina Udnæs, również jedna z przywódczyń partii idzie jeszcze dalej, mówiąc: - Najwyższy czas by Europa i Norwegia zdelegalizowały jak jest to w przypadku nazizmu - przecież im prorok Mahomet kzał zabijać wszystkich "niewiernych". Halvor Hulaas podkreśla, że Udnæs nie jest odosobniona w swoich poglądach. - Islam tak, jak jest praktykowany stanowi zagrożenie dla naszego systemu społecznego i stylu życia. Szef Kristiansand dodał, ze obecnie dużą groźbą jest budowanie wciąż nowych meczetów w norweskich miastach. Odpowiedz Link
tut_ets Re: Mein Kampf? 07.12.06, 14:30 Niestety, kraja arabskie legalnie drukuja, czytaja i popieraja Mein Kampf. A zatem jest o co sie bac. Szczegolnie w tolerancyjnym kraju. Inaczej wolnosc slowa bedzie naduzywana w imie prawa do neofaszystowskich i terrorystycznych celow. Odpowiedz Link
tut_ets Re: Mein Kampf? 07.12.06, 14:35 www.intelligence.org.il/eng/sib/3_05/mein_kampf.htm christianactionforisrael.org/antiholo/arabmk.html Nie mowiac juz o tym ,ze owczesny Mufti Jerozolimy sam proponowal Hitlerowi pomoc uczniem Muftiego Jerozolimy, i szedl pieknie w jego slady. Wiecej historii... www.tellthechildrenthetruth.com/gallery/index.htm A zatem, jest sie czego bac. Polaczenie islamu z nazizmem dobre na pewno nie jest i nie bedzie. Dla danego panstwa, regionyu czy dla calego swiata... Odpowiedz Link
beduinka FRANCJA 11.11.03, 17:53 Za prawnym zakazem noszenia "widocznych oznak religijnych w szkole", czyli głównie chust muzułmańskich dziewczyn, opowiada się 55 proc. Francuzów - wynika z sondażu instytutu CSA w "Le Figaro". Prezydenta Chiraca, który oświadczył ostatnio, że "laickość nie podlega negocjacjom", popiera w tej sprawie 62 proc. sympatyków prawicy i aż 58 proc. mężczyzn. Bardziej wstrzemięźliwe są kobiety (mimo wszystko 53 proc. za zakazem chust) oraz młodzi w wieku 18-24 lata (51 proc.). 42 proc. Francuzów chce kompromisu w sprawie miejsca islamu w szkole. Tylko 19 proc. jest kategorycznie przeciw usuwaniu niepokornych dziewczynek ze szkół. ŹRÓDŁO: GAZETA WYBORCZA, RS 09-11-2003 Odpowiedz Link
chaladia Re: FRANCJA 11.11.03, 21:02 No to i krzyżyki proponuję wsadzić pod bluzki, żeby ich nie było widać... Ciekawe, jak się ma sprawa z tałesami, pejsami itp? W ostatecznym rozrachunku Sikhowie mają też "religijne" (a może bardziej kulturowe) nakrycia głowy wynikające z tego, że się nigdy nie strzygą i podobny kołtun można nosić tylko pod turbanem, jeśli się nie chce wyglądać nieestetycznie. Odpowiedz Link
rudebear Re: FRANCJA 25.11.03, 22:23 "Ciekawe, jak się ma sprawa z tałesami, pejsami itp?" Antysemityzm we Francji jest straszliwy - to nie przesada. Liczba ataków na Żydów wciąż rośnie - za znaczną ich częścią stoją mieszakający tam muzułmanie, ale nie jest to wyłącznie ich domena. Ksenofobia francuska daje o sobie znać. Odpowiedz Link
tut_ets Re: FRANCJA 07.12.06, 14:53 Hmmm... A tutaj swiezy artykul o muzulmanskich atakach na zydow w Berlinie. I to sa tylko dzieci!!! W wieku PODSTAWOWKI/gimnazjum!! www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061207/swiat/swiat_a_8.html Odpowiedz Link
beduinka Czy laickość Francji dotyczyć ma też rachunków... 12.11.03, 23:02 Czy laickość Francji dotyczyć ma też rachunków żony prezydenta Chiraca? Obrońcy laickości zaatakowali we Francji prezydenta Chiraca za kosztowny wyjazd jego żony do Rzymu na beatyfikację Matki Teresy. "Laickości się nie negocjuje" - to twarde stwierdzenie Jacquesa Chiraca sprzed kilku dni ściągnęło na jego głowę gromy obrońców laickości we Francji, gdy satyryczny tygodnik "Canard Enchaine" ujawnił, że pobyt żony prezydenta Bernadette, premiera Jean-Pierre'a Raffarina i ok. 40-osobowej delegacji Francuzów podczas beatyfikacji Matki Teresy w Rzymie kosztował 100 tys. euro. W ataku "Canard Enchaine" pod adresem żony prezydenta jest oczywiście wiele złośliwości (Pierwsza Dama Francji musi się przecież zatrzymywać w hotelach o pewnym standardzie), ale laicy wykorzystali tę publikację, by zaatakować Chiraca za to, iż inną miarę przykłada on do islamu, a inną do chrześcijaństwa. W poniedziałek w Valenciennes na północy Francji prezydent wypowiedział się o zaogniającym się ostatnio sporze o chusty islamskie noszone przez młode muzułmanki w republikańskich szkołach. Ostrzegł, że jeśli będzie trzeba, prawnie zakaże takich praktyk. Ostatnio ze szkół usunięto wiele młodych dziewczyn właśnie za chusty - najgłośniejsza była sprawa sióstr Levy wyrzuconych z liceum na północy Paryża. - Laickość stanowi dla każdego obywatela fundamentalną ochronę - gwarancję, że nie tylko jego przekonania będą respektowane, ale też że przekonania innych nie zostaną mu nigdy narzucone - mówił Chirac. - Francja nigdy nie pozwoli, by przeszkody obce prawu naszej demokracji wpływały na nasze serca, umysły i zwyczaje. Choć to ostrzeżenie adresowane było do muzułmanów, to komentatorzy podkreślali także, iż z podobnych pobudek Chirac jest zdecydowanym przeciwnikiem umieszczenia w preambule konstytucji Unii zapisów o "chrześcijańskich korzeniach" Europy. Czyni tak także ze względów politycznych - podobna wzmianka ściągnęłaby na niego niechybną krytykę całej lewicy, co pogrzebało szansę na ratyfikację konstytucji w ewentualnym referendum we Francji (a Chirac się nad nim zastanawia). Właśnie o konstytucji rozmawiać miał w weekend w Rzymie z sekretarzem stanu Watykanu Angelo Sodano premier Raffarin - co zdradził mediom... prezydent Aleksander Kwaśniewski (Stolica Apostolska i urząd premiera milczą na ten temat). Okazją do jego przyjazdu do Rzymu była beatyfikacja Matki Teresy z Kalkuty. Wybrała się na nią delegacja na czele z panią prezydentową, premier z żoną, wieloma deputowanymi, ich doradcami itd. Jak donosi "Canard Enchaine" Francuzi przylecieli dwoma Falconami, zatrzymali się w jednym z najdroższych rzymskich hoteli Hassler, wydali huczne przyjęcie z udziałem wielu kardynałów w Villa Bonaparte, siedzibie ambasady Francji przy Watykanie. Tylko rachunek za hotel wyniósł 100 tys. euro. Jean-Francois Kahn, redaktor naczelny lewicowej "Marianne", uznał to w środę wieczorem w popularnym radiu RTL za niedopuszczalną rozrzutność, kontrastującą ze skromnością Matki Teresy, opiekunki hinduskich biedaków, oraz podkreślał sprzeczność między deklaracjami prezydenta o laickości a wizytą oficjalnej delegacji w Watykanie. W dyskusji radiowej polemizowano z nim: Francja jest laicka, ale żyją w niej też katolicy (właśnie Papież mianował trzech Francuzów kardynałami). Swej religijności pani Chirac nigdy zresztą nie ukrywała. źródło: Gazeta Wyborcza Robert Sołtyk Odpowiedz Link
beduinka kobieta wykluczona ze składu ławników za noszenie 25.11.03, 21:54 kobieta wykluczona ze składu ławników za noszenie muzułmańskiej chusty Muzułmanka została wykluczona ze składu ławników za noszenie na głowie chusty. Decyzję w tej sprawie podjął we wtorek minister sprawiedliwości Dominique Perben. Jego zdaniem chusta na sali sądowej w Bobigny pod Paryżem łamała wpisaną do francuskiej konstytucji zasadę świeckości instytucji państwowych. We Francji trwa gorąca debata na temat noszenia chust w szkołach i urzędach publicznych. Dziennik "Le Parisien" skontaktował się z mężem kobiety, który stwierdził, że w pełni rozumie decyzję. Poinformował, że jego żona cieszy się, że nie będzie musiała wypowiadać się w trudnej sprawie o próbę morderstwa. źródło: GW, 25-11-2003 Odpowiedz Link
beduinka Francja: Kościoły chrześcijańskie nie chcą zakazyw 13.12.03, 22:43 Francja: Kościoły chrześcijańskie nie chcą zakazywać nosić muzułmańskich chust w szkołach O niezakazywanie muzułmańskim dziewczętom noszenia chust na głowach w szkołach zaapelowali do prezydenta Jacques'a Chiraca francuscy przywódcy Kościołów katolickiego, protestanckiego i prawosławnego. Ich zdaniem o wiele poważniejszym problemem niż chusty jest to, że Francji nie udaje się zintegrować ze społeczeństwem 5 mln muzułmańskich obywateli. We Francji toczy się gorąca debata, czy chusty są sprzeczne z laickim charakterem państwa. źródło: gw, afp, 08.12.03 Odpowiedz Link
beduinka Czy francuski parlament zakaże symboli religijnych 13.12.03, 22:48 Czy francuski parlament zakaże symboli religijnych w szkołach publicznych? Za wprowadzeniem ścisłego zakazu noszenia "ostentacyjnych" oznak religijnych w szkołach publicznych we Francji opowiedziała się wczoraj grupa ekspertów pod kierunkiem Bernarda Stasiego. W raporcie dla prezydenta proponują oni, by najważniejsze święta muzułmańskie i żydowskie stały się dniami wolnym od lekcji Spór o muzułmańskie chusty, które nosi w publicznych szkołach niespełna 1,5 mln młodych Francuzek wyznania muzułmańskiego, podzielił kraj na dwa obozy. Zatwardziali obrońcy laickości chcieli jednoznacznego zakazu - najlepiej w formie ustawy. Miałby on dotyczyć wszelkich oznak religijnych - nie tylko w szkołach, ale i w służbach publicznych. To zdanie zwyciężyło. Część prawicy i związki wyznaniowe ostrzegały, że zakazy prawne to fałszywa droga, gdyż doprowadzi do zerwania dialogu z dziewczynkami w chustach i ich rodzicami oraz umocni przekonanie wielu muzułmanów, iż są prześladowani. Jednak republikańska Francja jest dumna ze swych standardów laickości i nie chce ustąpić mniejszości, którą na dodatek uważa za manipulowaną przez islamskich radykałów. Raport komisji Stasiego (stanie się on zapewne podstawą do napisania ustawy) stara się znaleźć równowagę, ale w głównym punkcie jest zgodny z opinią "laików" - w szkołach należy zakazać chust islamskich, dużych krzyży oraz żydowskich kip. Byłyby za to dozwolone, jak obecnie, małe medaliki, krzyżyki lub gwiazdy Dawida na łańcuszku, małe Korany itp. Te zasady miałyby zostać przyjęte także na uniwersytetach, w szpitalach, zakładach pracy. Nie byłoby też można zasłaniać się przekonaniami religijnymi, by odmówić udziału w przewidzianych programem lekcjach (niektóre małe muzułmanki odmawiały uczestnictwa w gimnastyce, biologii, a nawet historii). Dodatkowo, i to jest wielka nowość, wolne od zajęć szkolnych byłyby żydowskie święto Jom Kippur (Sądny Dzień) oraz muzułmańskie Id al Adha (Święto Ofiarowania) - tak samo jak chrześcijańskie Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Pracownicy w zakładach pracy mieliby mieć prawo wyboru, które ze świąt religijnych wolą jako dzień wolny - co nie będzie zapewne trudne do wprowadzenia w życie, zwłaszcza w dużych fabrykach, dotąd zamykanych np. 25 grudnia. By ułatwić zbliżenie i dialog między młodzieżą - w 60-mln Francji jest ok. 6 mln muzułmanów i 600 tys. żydów - w szkołach ma być obchodzony Dzień Marianny (symbol Republiki) w czasie Tygodnia Walki z Rasizmem - nauczyciele będą wówczas rozmawiać z uczniami o laickości. W stołówkach szkolnych menu ma uwzględniać potrawy odpowiadające uczniom wszystkich wyznań. Komisja Stasiego opowiada się także za wprowadzeniem do szkół nauki arabskiego oraz uzupełnieniem w programach historii wykładów na temat niewolnictwa, kolonizacji i imigracji. Za noszenie chust z francuskich szkół usunięto już dziesiątki dziewczynek, a mimo to ich liczba nie spadła. Problem dotyczy marginesu, ale jest on często wyolbrzymiany. Pierwsze reakcje na propozycje komisji były ostrożne. Można jednak oczekiwać, że raport dyskusji o laickości we Francji nie zakończy. Wręcz przeciwnie. źródło: GW, Robert Sołtyk 11-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka Chirac za zakazem chust muzułmańskich 19.12.03, 12:31 Chirac za zakazem chust muzułmańskich Prezydent Francji wypowiedział się za ustawą, która zakaże noszenia "ostentacyjnych oznak religijnych" w szkole. Chodzi przede wszystkim o chusty muzułmańskie W przemówieniu wygłoszonym w środę w Pałacu Elizejskiemu prezydent Jacques Chirac wypowiedział się za przyjęciem wniosków raportu komisji ekspertów pod kierunkiem Bernarda Stasi w sprawie obrony laickości szkoły francuskiej. "Laickość jest jednym z największych osiągnięć Republiki. Odgrywa kluczową rolę dla harmonii społecznej. Nie możemy sobie pozwolić na jej osłabienie" - powiedział prezydent. Jednocześnie jednak prezydent odrzucił inne zalecenia komisji w kwestii wprowadzenia do kalendarza szkolnego obok chrześcijańskiego Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy dwóch dodatkowych dni świątecznych z okazji muzułmańskiego święta Id Al Adha (Święto Ofiarowania) i żydowskiego Jom Kippur (Sądny Dzień). Decyzja Chiraca została ogłoszona, gdy w szkołach rozgorzała wojna o prawo do chust. Z zakazem wojuje już 1500 uczennic muzułmańskich, które są bohaterkami w swoim środowisku. Republikańska Francja, przywiązana do laickości szkoły ale też wystraszona tym co uważa za zagrożenie ze strony źle zasymilowanych imigrantów arabskich, poparła ideę zakazu. W sondażu tuż przed decyzją prezydenta prawie 60 proc. Francuzów opowiedziało się za ustawowym zakazem noszenia chust muzułmańskich przez uczennice. Jednak od aprobaty dla raportu do samej ustawy droga jest jeszcze daleka. Rząd musi opracować projekt, a parlament musi go przyjąć. źródło: gw, afp, mak 17-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka O decyzji Chiraca w sprawie ustawy o zakazie chust 19.12.03, 12:42 O decyzji Chiraca w sprawie ustawy o zakazie chust Poparcie prezydent Francji dla zakazu noszenia chust islamskich komentuje redaktor naczelny katolickiego dziennika "La Croix" Guillaume Goubert Guillaume Goubert redaktor naczelny katolickiego dziennika "La Croix" Ustawa odpowiada na zaniepokojenie elektoratu francuskiego, który widzi rosnący wpływ muzułmanów. W trakcie debaty doszło do dziwnego sojuszu ksenofobów antyarabskich i obrońców laickości. Przede wszystkim nie podoba nam się samo ograniczanie obecności symboli religijnych w szkole. Nasza redakcja była też przeciwna załatwianiu problemu ustawą, kiedy można było to zrobić zwykłymi rozporządzeniami. Akt prawny tej rangi może być odebrany jako napiętnowanie chusty islamskiej, usztywni stanowiska, zmniejszy pole manewru szkoły, a nie zwiększy go. Być może sama zapowiedź jego wprowadzenia sprawi, że kolejne młode muzułmanki rzucą wyzwanie państwu i przyjdą do szkoły w chuście. Przecież laickość szkoły jest już zapisana w przepisach, którymi rządzi się szkoła. Trzeba było jedynie wesprzeć nauczycieli, którzy mają dziś do czynienia z ofensywą niektórych środowisk muzułmańskich. Przy całej naszej dezaprobacie i my jesteśmy zwolennikami szkoły świeckiej, która nie może być miejscem prozelityzmu religijnego. Medalik na szyi dla katolików, symboliczna zasłona na włosy - mówimy tak. Jednak czador albo chusta, która zasłania całą postać - na to się nie zgadzamy. Prezydent nie podchwycił natomiast innej sugestii raportu ekspertów wprowadzenia dodatkowych świąt religijnych - żydowskiego i muzułmańskiego. ŹRÓDŁO: GW, not. mak 17-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka Protest przeciw zakazowi noszenia chust we Francji 28.12.03, 20:52 Protest przeciw zakazowi noszenia chust we Francji Około 3 tysięcy osób demonstrowało w niedzielę na ulicach Paryża przeciw rządowemu projektowi ustawy zakazującej noszenia we francuskich szkołach publicznych muzułmańskich kobiecych chust na głowę, jarmułek i dużych krzyży. Wśród demonstrujących dominowali muzułmanie, było wiele młodych kobiet z chustami na głowach. Protestujący przeszli przez centrum Paryża niosąc transparenty z napisami: "Moja chusta, mój głos", czy "Chusta, krzyż, jarmułka - pozwólcie nam wybierać". W czasie demonstracji spalono flagę Francji oraz dowody osobiste tego kraju. "We Francji obowiązuje wolność słowa. Na razie korzystali z niej ci, którzy chcą wprowadzić nową ustawę. Teraz nasza kolej" - powiedziała Wuassilla, jedna z organizatorek protestu. Wcześniej w środę prezydent Francji Jacques Chirac przedstawił propozycję ustawy zakazującej noszenia we francuskich szkołach publicznych muzułmańskich kobiecych chust na głowę, jarmułek i dużych krzyży. "W pełni świadomie uważam, że noszenie strojów lub symboli, które w wyraźny sposób deklarują przynależność religijną, powinno być w szkołach zakazane" - oświadczył Chirac w transmitowanym przez telewizję przemówieniu. "W tym celu niezbędna jest ustawa" - dodał prezydent, wzywając parlament do jej uchwalenia jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego we wrześniu 2004 roku. Sprawa chust, noszonych przez muzułmańskie uczennice, stała się jednym z głównych tematów publicznych dyskusji we Francji po tym, gdy w kilku przypadkach zakaz chust zaowocował bojkotem zajęć szkolnych. źródło: gw, PAP 22-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka Francja miała prawo zakazać kobietom muzułmańskim 02.01.04, 11:59 Francja miała prawo zakazać kobietom muzułmańskim noszenia chust - uważa egipski imam, przywódca sunnitów Francja miała prawo zakazać kobietom muzułmańskim noszenia chust - uważa egipski imam, przywódca sunnitów. Egipski szejk Muhammad Sajed Tantawi, uważany za duchowego przywódcę około miliardowej społeczności sunnitów na świecie, spotkawszy się z odwiedzającym Kair ministrem spraw wewnętrznych Francji Nicolasem Sarkozym oświadczył, że jego kraj "miał prawo zakazać noszenia islamskich chust w miejscach publicznych, zwłaszcza szkołach, a muzułmanie we Francji powinni się poddać temu zakazowi". źródło: GW, ricz, pap 30-12-2003 Odpowiedz Link
mru9 fatwa z Al-Azharu 02.01.04, 22:15 moze ten link wyjasni nieco sytuacje: islamonline.net/fatwaapplication/english/display.asp?hFatwaID=108898 Odpowiedz Link
beduinka Nieudany zamach na muzułmańskiego prefekta we Fran 26.01.04, 23:30 Nieudany zamach na muzułmańskiego prefekta we Francji Przed świtem w niedzielę wyleciał w powietrze samochód należący do mianowanego w ub. tygodniu pierwszego od ośmiu lat muzułmańskiego prefekta (wojewody) we Francji Aissa Dermouche'a. Eksplozja nastąpiła o 4.40 rano, 20 metrów od domu prefekta w Nantes. Prokuratura nie podejrzewa, kto mógłby być sprawcą, prefekt nie otrzymywał pogróżek, ale zamach był starannie przygotowany Prezydent Chirac potępił zamach i zażądał surowego ukarania sprawców. źródło: gazeta.pl, AFP, rs 18-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Nieudany zamach na francuskiego prefekta z imigrac 26.01.04, 23:40 Nieudany zamach na francuskiego prefekta z imigracji Druga bomba w prefekta "z imigracji". Ładunek wybuchowy domowej roboty eksplodował w niedzielę rano przed wejściem do wyższej szkoły handlowej w Nantes kierowanej od 1989 r. przez Aissę Dermouche'a, urodzonego w algierskiej Kabylii Francuza, nowo mianowanego prefekta (wojewody) departamentu Jura, pierwszego od ośmiu lat muzułmanina na tak wysokim stanowisku państwowym. Tydzień temu w powietrze wyleciał samochód prefekta zaparkowany przed jego domem w Nantes. W obu zamachach nikt nie został ranny. Policja myślała początkowo, że motywy nieznanych wciąż zamachowców były prywatne, ale nie wyklucza też inspiracji politycznej. źródło: gazeta.pl, RS 25-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Imigrant idealny 30.01.04, 17:00 Imigrant idealny Nominacja urodzonego w Algierii muzułmanina na prefekta nie uspokoi coraz radykalniejszych francuskich islamistów. Aissa Dermouche miał 18 lat, gdy po raz pierwszy postawił stopę na francuskiej ziemi w 1976 r. Młody Algierczyk, pochodzący z zacofanego południa tej byłej francuskiej kolonii, zamieszkanego przez berberyjski lud Kabilów, przywiózł do Francji jedynie ręce do pracy i niezwykły upór. Dekadę później był już doktorem, a wkrótce został rektorem Wyższej Szkoły Handlowej w Nantes. Ale nie zapomniał o swych algierskich korzeniach i nie przestał chodzić do meczetu. Premier Jean-Pierre Raffarin i minister spraw wewnętrznych Nicolas Sarkozy, szukający "idealnego imigranta" do wyniesienia na eksponowane stanowisko, nie mogli znaleźć lepszego kandydata. 14 stycznia Dermouche, nowo mianowany prefekt Jury na wschodzie Francji, był na ustach wszystkich. Aż 59 proc. Francuzów uznało, że nominacja Dermouche'a była ważnym wydarzeniem. Rzeczywiście, wyniesienie urodzonego poza granicami Francji muzułmanina na dość wysoki urząd to wyraźna deklaracja rządu, który chce zaprosić do aktywniejszej współpracy 5 mln mieszkańców Francji pochodzących z krajów arabskich, głównie z Algierii. Problem w tym, że gest ten może okazać się już nieco spóźniony. Jarosław Giziński (jgizinski@newsweek.pl), Maciej Zagrodzki Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 05/04 na stronie 55 Odpowiedz Link
beduinka Demonstracje w Europie przeciw zakazowi noszenia c 26.01.04, 23:32 Demonstracje w Europie przeciw zakazowi noszenia chust islamskich 10 tys. demonstrantów w Paryżu, drugie tyle w innych większych miastach Francji, demonstracje także w Berlinie, Londynie, Sztokholmie, Oslo i stolicach Bliskiego Wschodu - muzułmanie protestowali w sobotę przeciw planom władz francuskich prawnego zakazu noszenia przez dziewczyny muzułmańskie chust islamskich w szkołach. Prezydent Jacques Chirac zapowiedział uchwalenie specjalnej ustawy przed początkiem roku szkolnego we wrześniu 2004, podobne prawo dyskutowane jest także w Belgii oraz wielu landach Niemiec. Choć problem jest marginalny, bo we Francji dotyczy ok. 1,5 tys. dziewczynek na niemal 6 mln wyznawców islamu nad Sekwaną, to zdaniem władz zakaz jest konieczny, gdyż dziewczynki te najczęściej odmawiają także udziału w pewnych lekcjach (WF, biologia, nawet historia czy literatura), będąc pod wpływem radykalnych antyzachodnich imamów. Protestujący w Paryżu skandowali: "Jedna chusta - jeden głos", "Nie odzierajcie nas z naszej godności", "Gdzie jest francuska tolerancja". Twierdzą, że chusta islamska jest elementem tradycji, a nie znakiem politycznym, jakby to chciały widzieć władze. Feministyczne organizacje kobiet islamskich twierdzą z kolei, że jest wręcz przeciwnie - chusta to według nich symbol podporządkowania kobiet w islamie patriarchalnej władzy. Nowe prawo popiera zdecydowana większość Francuzów, a zapowiedź jego przyjęcia dała prezydentowi Chiracowi wielki przypływ popularności (plus osiem punktów w sondażach w styczniu br., po wielu miesiącach systematycznego spadku - ponad połowa opinii pozytywnych). W Wielkiej Brytanii rząd zapowiedział, że nie zamierza zakazywać chust ani innych symboli religijnych. Tu integracja muzułmanów nie pociąga za sobą asymilacji, jak chcieliby to robić Francuzi poprzez laicką szkołę. źródło: gazeta.pl, Robert Sołtyk 18-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Czy Francja zabroni noszenia bród - symboli religi 26.01.04, 23:36 Czy Francja zabroni noszenia bród - symboli religijnych w miejscach publicznych? Planowany zakaz noszenia w szkołach chust islamskich, kip, i "zbyt dużych" krzyży poszerzony zostanie o bandany i brody, o ile będą noszone z przyczyn religijnych - poinformował francuski minister oświaty Luc Ferry. Zwolnione mają być natomiast sikhijskie turbany, gdyż Sikhowie przekonali władze, że turban ma dla nich znaczenie kulturalne, a nie religijne. źródło: gazeta.pl, dw 22-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Projekt ustawy o zakazie chust zaakceptowany przez 29.01.04, 14:37 Projekt ustawy o zakazie chust zaakceptowany przez rząd francuski Rząd francuski zatwierdził projekt ustawy zakazującej uczniom szkół publicznych noszenia "znaków i ubiorów, które ostentacyjnie wskazują przynależność religijną", w tym chust islamskich, mycek żydowskich i dużych krzyży chrześcijańskich. Przewodniczący posiedzeniu rządu prezydent Jacques Chirac stwierdził, że projekt potwierdza neutralność szkół i respektuje laickie tradycje i wartości Republiki. Jeśli przegłosują go parlamentarzyści, zacznie obowiązywać od września, czyli od nowego roku szkolnego. źródło: gazeta.pl, afp, mar 28-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Francja bez chust i krzyży 14.02.04, 22:10 Francja bez chust i krzyży Kontrowersyjna ustawa uchwalona. Francuscy muzułmanie, żydzi i chrześcijanie nie będą mogli manifestować swej wiary w szkołach - zdecydowało we wtorek zdecydowaną większością głosów Zgromadzenie Narodowe Za ustawą, która od wielu tygodni wzbudzała we Francji gorące emocje, głosowało 494 posłów rządzącej prawicy i socjalistycznej opozycji, przeciw było tylko 36. W tej sprawie musi się jeszcze wypowiedzieć Senat, jest jednak prawie pewne, że po wakacjach uczennice i uczniowie francuskich szkół publicznych nie będą mogli stawić się w klasach w muzułmańskich chustach, żydowskich kipach czy z dużymi krzyżami na piersiach. Takich symboli "ostentacyjnie" manifestujących przynależność do jakiejś religii zakazuje bowiem ustawa. Problem pojawił się, gdy do szkół zaczęło trafiać coraz więcej dziewcząt w muzułmańskich chustach. Według różnych źródeł jest ich od kilkuset do kilku tysięcy. Sprawy kilku - szczególnie sióstr Levy ze szkoły w Aubervilliers pod Paryżem - stały się jednak głośne, gdy dyrekcja postanowiła je wyrzucić, ponieważ uparcie odmawiały zdjęcia chust. Zdarzało się, że niektóre dziewczęta, argumentując to względami religijnymi, odmawiały udziału w zajęciach wf. czy lekcjach biologii o rozmnażaniu. Prezydent Jacques Chirac, kierując się prośbami nauczycieli, postanowił uregulować tę sprawę ustawowo. Projekt ustawy zaproponowała specjalnie zwołana komisja. Według sondaży zakaz noszenia wyraźnych symboli religijnych popiera ok. 70 proc. Francuzów, w tym 40 proc. muzułmanów. Zwolennicy powołują się na bardzo silną we Francji tradycję rozdziału państwa od Kościoła. Argumentują, że brak muzułmańskiej chusty umożliwi dziewczętom lepszą integrację w społeczeństwie, a rodzice nie będą mogli ich zmusić do zakrywania głowy. Za projektem opowiedziała się większość nauczycieli. Socjaliści chcieli nawet, by został on zaostrzony i zakazywał wszelkich widocznych symboli religijnych. Kampanię przeciw ustawie prowadziły m.in. niektóre organizacje muzułmańskie, skrajnie lewicowe i broniące praw człowieka. Ich zdaniem ustawa narusza swobody obywatelskie, może przyczynić się do jeszcze większych napięć między muzułmanami a resztą społeczeństwa i do usztywnienia stanowiska tych z nich, którzy dotychczas nie bronili swych symboli. We Francji mieszka najliczniejsza [w Europie?] mniejszość muzułmańska - od 5 do 7 mln osób, głównie pochodzących z Afryki Północnej, i 600 do 700 tys. Żydów [narodowość: Ż, wyznanie: ż; albo: wyznawców judaizmu]. Najwyżsi hierarchowie Kościoła katolickiego we Francji opowiedzieli się przeciw ustawie, lecz niektórzy biskupi są innego zdania. Francuską debatę z zainteresowaniem śledzono w innych krajach, które mają podobny problem. Brytyjskie władze zapowiedziały, że nie zamierzają wprowadzać podobnych zakazów. Gdy siostry Levy wyrzucano ze szkoły, Trybunał Konstytucyjny w Niemczech orzekł, że nie można zakazać noszenia chusty muzułmańskiej nauczycielce. Niektóre kraje arabskie groziły Francji pogorszeniem stosunków w razie przyjęcia ustawy. źródło: gazeta.pl, Reuters, AFP, dp 10-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Arabowie wybaczą Francuzom decyzję o chustach - mó 14.02.04, 22:12 Arabowie wybaczą Francuzom decyzję o chustach - mówi prof. Janusz Danecki Dla "Gazety" prof. Janusz Danecki, szef Zakładu Arabistyki Uniwersytetu Warszawskiego Głosowanie sprawy chust we francuskim parlamencie to niepotrzebne zaostrzanie związanego z nimi konfliktu. Myślę, że cała sprawa dosyć szybko by "przyschła", gdyby nie nadano jej takiego rozgłosu. Spór o chusty odżył m.in. z powodu reakcji Zachodu na atak z 11 września 2001 roku. W ostatnich kilku często wszystkich muzułmanów utożsamiano z islamskim ekstremizmem, czy nawet terroryzmem. Ich odpowiedzią jest więc podkreślanie i obrona własnej tożsamości - chusta jest ostatnim znakiem religijnym noszonym przez muzułmanki mieszkające w miastach. Jaka będzie reakcja państw arabskich na decyzję Francuzów? Zasadniczo mogą liczyć oni na szybkie wybaczenie - Arabowie ich po prostu lubią. Co innego, gdyby takie prawo przyjęli Amerykanie - na arabskim Bliskim Wschodzie wybuchłaby wtedy ogromna burza. źródło: gazeta.pl, not. tobi 10-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Dlaczego muzułmanki noszą chusty? 14.02.04, 22:14 Dlaczego muzułmanki noszą chusty? "O proroku! Powiedz swoim żonom i swoim córkom, i kobietom wierzących, aby się szczelnie zakrywały swoimi okryciami. To jest najodpowiedniejszy sposób, aby były poznawane, a nie były obrażane". To jeden z wersetów Koranu służących teologom muzułmańskim do określenia miary przyzwoitości kobiecego stroju. Większość jest zdania, iż kobieta musi zasłaniać włosy, nosząc chustę (hidżab), oraz że ubranie nie powinno ukazywać kształtów ciała. Ponieważ Koran nie mówi wprost o elementach ubioru kobiety, podstawą do ustalenia szczegółów stroju pobożnej muzułmanki stały się hadisy - opowieści o życiu Mahometa i przekazy jego wypowiedzi. Jeden z nich mówi: "Gdy do Proroka przyszła Asma, córka Abu Bakra, Prorok rzekł do niej: Asmo, gdy kobieta dojrzeje, nie powinna ukazywać więcej niż tyle - następnie Prorok wskazał na swą twarz i dłonie". Stąd tradycyjni teolodzy obstają przy nakazie zasłaniania całego ciała oprócz twarzy i dłoni; niektórzy jednak doszukiwali się nakazu okrywania również twarzy, dłoni i stóp. Dostosowanie się kobiet do nakazów teologów i prawników muzułmańskich zależało w dużym stopniu od ich pozycji społecznej, wykształcenia, od epoki, w której żyły, polityki państwa, a nawet od czynników ekonomicznych. Symboliczny akt wrzucenia hidżabu do morza, dokonany przez egipską feministkę Hudę Szarawi w 1923 r., potwierdza zależność między emancypacją kobiet arabskich a ich ubiorem. źródło: gazeta.pl, rps na podstawie arabia.pl Odpowiedz Link
beduinka Komentarz francuski - za ustawą 14.02.04, 22:16 Komentarz francuski - za ustawą Dla "Gazety" komentuje Bernard Teper, prezes Unii Rodzin Laickich, za ustawą: - Tę ustawę popiera nawet większość muzułmanów. Sprawi ona bowiem, że muzułmańscy fundamentaliści nie będą mogli wywierać presji na dziewczęta. Jestem przekonany, że większość zastosuje się do ustawy. To fundamentaliści każą dziewczętom nosić chusty, nie pozwalają im uczestniczyć w zajęciach w.f., chodzić na basen, słuchać o reprodukcji na lekcjach biologii, kwestionują też niektóre informacje historyczne. To utrudnia integrację młodych muzułmanek w społeczeństwie. Wyznawcy islamu, tak jak katolicy, żydzi i wszyscy inni, muszą respektować francuskie prawo. Ta kwestia to kontynuacja walki, która toczy się już od wieku. Gdy sto lat temu przyjmowano ustawę o rozdziale państwa i Kościoła, Kościół katolicki był temu przeciwny. A dziś w większości popiera ustawę o zakazie symboli religijnych. Tu chodzi o prawo kobiet do emancypacji, o to, by mężczyźni nie narzucali im, co mają robić. To ta sama bitwa o równość mężczyzny i kobiety, o antykoncepcję, prawo do aborcji, rozwodu, równej płacy za równą pracę, która toczy się od dziesięcioleci. Chusta jest symbolem podporządkowania kobiety mężczyźnie. źródło: gazeta.pl, not. dp 10-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Francuski głos przeciw ustawie 14.02.04, 22:18 Francuski głos przeciw ustawie Dla "Gazety" komentuje Sonia Meddour, działaczka organizacji Młodzi Muzułmanie we Francji, przeciw ustawie: - Ta ustawa pogorszy sytuację dziewcząt muzułmańskich. Wykluczanie ze szkoły tych, które nie chcą zdjąć chusty, nie jest żadnym rozwiązaniem. Nie będą miały dostępu do edukacji, życia społecznego. W zamian nic im się nie proponuje. Do niedawna te, które nie chciały chodzić do szkoły, mogły korzystać z kursów korespondencyjnych. Ostatnio, gdy sprawa stała się głośna, odmawia się im jednak tych kursów. Zdecydowana większość dziewcząt nosi chusty dobrowolnie. Nie wiem, jaką podejmą decyzję - czy zdejmą chusty, czy przestaną chodzić do szkoły. Dziewczęta, które są zmuszane do noszenia chust przez rodzinę, stanowią na szczęście niewielką mniejszość. Jestem jednak przekonana, że ich rodzice nie zmienią zdania. Wypiszą je ze szkół. Dla nich nie będzie już żadnego wsparcia, odnalezienie się w społeczeństwie będzie prawie niemożliwe. Autorzy tej ustawy nie myślą, jakie przyniesie ona skutki długoterminowe. Muzułmanów przekonuje się, że chodzi tylko o szkołę. Tak naprawdę muzułmańskie kobiety są jednak stygmatyzowane wszędzie. Bardzo trudno im znaleźć pracę, nawet w prywatnych przedsiębiorstwach. Zdarza się nawet, że kobiety popadają z tego powodu w depresję. I to ma być integracja muzułmanów w społeczeństwie? źródło: gazeta.pl, not. dp 10-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Manifestacje muzułmanów w Paryżu za chustami 16.02.04, 20:20 Manifestacje muzułmanów w Paryżu za chustami Setki muzułmańskich kobiet w chustach wyszły w niedzielę na ulice Paryża, Marsylii, Lyonu, Lille i kilku innych miast francuskich w proteście przeciwko zakazowi chust islamskich w szkole. Rząd jest zdecydowany wprowadzić ustawę, którą parlament przyjął w ubiegły wtorek. Prawo, które zabrania noszenia ostentacyjnych oznak religijnych w szkołach, cieszy się poparciem 70 proc. Francuzów. We wtorek trafi do francuskiego senatu. Przeciwnicy ustawy nie liczą na sukces manifestacji, natomiast wzywają 5 mln potencjalnych wyborców muzułmańskich, by w odwecie zagłosowali przeciwko partii Chiraca w marcowych wyborach regionalnych. źródło: gazeta.pl, mak 15-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Brigitte Bardot broni zwierząt zabijanych podczas 14.02.04, 22:19 Brigitte Bardot broni zwierząt zabijanych podczas muzułmańskiego święta Brigitte Bardot, była gwiazda filmowa dziś broniąca praw zwierząt, próbuje przekonać francuskich muzułmanów, by w bardziej humanitarny sposób zabijali barany podczas dorocznego święta Id al Kebir. W środę gwiazda przekonywała imama paryskiego meczetu, by przed poderżnięciem gardła zwierzętom podawano środki usypiające. Imam Dalil Boubakeur zgodził się, że jakieś znieczulenie być może będzie możliwe. - To wspaniale, dajecie mi najlepszy prezent w życiu - cieszyła się gwiazda. W 2000 r. Bardot została skazana za podżeganie do nienawiści rasowej, gdy w książce skrytykowała muzułmańską praktykę. źródło: gazeta.pl, ap, dp 12-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Le Pen oskarżony o podsycanie nienawiści rasowej 14.02.04, 22:21 Le Pen oskarżony o podsycanie nienawiści rasowej Lider francuskich nacjonalistów Jean-Marie Le Pen został w piątek oskarżony o podsycanie nienawiści rasowej. Paryska prokuratura żąda dla niego kary dwóch miesięcy więzienia w zawieszeniu. Powodem oskarżenia jest wypowiedź Le Pena, jaką dziennik "Le Monde" opublikował w kwietniu ubiegłego roku: "W dniu, w którym będziemy mieli nie pięć milionów, ale 25 milionów muzułmanów we Francji, będą oni u władzy. Francuzi przylgną do murów, ustąpią z chodników, spuszczą oczy". Prokurator zażądał także zakazania Le Penowi brania udziału w życiu publicznym przez rok oraz ukarania go grzywną w wysokości 8 tysięcy euro. Prawnicy Le Pena nie uczestniczyli w piątkowej sprawie w paryskim sądzie. Wcześniej poprosili o oddalenie sprawy twierdząc, że ich klient nie podsycał nienawiści rasowej. Sąd ma wydać wyrok w tej sprawie 2 kwietnia. źródło: gazeta.pl, PAP 14-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka 15 islamistów zatrzymanych pod Paryżem 05.04.04, 14:54 15 islamistów zatrzymanych pod Paryżem 15 osób zatrzymały w poniedziałek francuskie służby bezpieczeństwa w operacji przeciwko islamskim fundamentalistom prowadzonej w regionie paryskim - poinformowało francuskie MSW. Celem operacji byli podejrzani o udział w zamachach terrorystycznych w Casablance (Maroko) z 16 maja ubiegłego roku, w których zginęło 45 osób. We Francji toczy się śledztwo w sprawie śmierci w tych zamachach trzech obywateli francuskich. Prywatne radio Europe 1 podało, że to sąd prowadzący śledztwo dał zielone światło do operacji przeciwko fundamentalistom. Oficjalnie nie wspomina się o ewentualnych powiązaniach aresztowanych z zamachami bombowymi w Madrycie. Jedno ze źródeł Reutera powiedziało jednak, że niektórych z nich podejrzewa się o kontakty z marokańskim ugrupowaniem fundamentalistycznym GICM, które mogło brać udział w przygotowaniach madryckich zamachów. To właśnie organizacja GICM jest obarczana odpowiedzialnością za zamachy w Casablance i powiązania z al-Qaidą. W zatrzymaniu dziewięciu mężczyzn i sześciu kobiet wzięły udział ekipy kontrwywiadu DST i elitarne jednostki policyjne RAID. Operację przeprowadzono rano w podparyskich miasteczkach Mantes-la- Jolie oraz Aulnay-sous-Bois. W obu mieszka wielu imigrantów. Zgodnie z francuskim prawem, w ciągu 96 godzin należy spodziewać się formalnego wszczęcia śledztwa przeciwko aresztowanym, albo ich zwolnienia. źródło: onet.pl, PAP, mat /2004-04-05 ps. jak ja "lubię" to określenie "islamiści" Odpowiedz Link
beduinka Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. 27.04.04, 14:22 Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. Francuscy muzułmanie źródło: gazeta.pl - duży format, Olga Stanisławska 17-09-2003 Czują, że Francja ich nie chce. Nie są już jednak Tunezyjczykami, Algierczykami czy Marokańczykami. Są stąd Czternaście młodych kobiet. Czternaście karnacji, od jasnych po całkiem ciemne. Pod czapkami frygijskimi czarne, kręcone włosy. Na frontonie Zgromadzenia Narodowego w Paryżu zawisły w święto narodowe ogromne portrety dziewczyn z przedmieścia - nowych wcieleń Marianny, symbolu francuskiej Republiki. Co chciały powiedzieć te dziewczyny? To oczywiste - nasze twarze, tak różne, to właśnie jest Republika. Ale Francja nie przywykła jeszcze do tego nowego obrazu, jaki odsyła jej lustro. I każego dnia ktoś stawia twoje miejsce w tym kraju pod znakiem zapytania, jeśli masz na imię Leila czy Samira - albo Nadir czy Ahmed. Claude Debussy i Dywizja Leclerca Na balkonie w Venissieux Said czyta książkę. Venissieux - zastępy szarych bloków wyrosłe u boku Lyonu. Wiatr przesuwa po asfalcie pomięte papiery. Daleko do sklepu, daleko do kina. Trudne przedmieście, mówi się. Said Bouanane wychował się po nieparzystej stronie Boulevard Lenine. Hamid, najstarszy brat Saida, zabraniał mu przechodzić na parzystą stronę. Po parzystej stronie było centrum handlowe i tam najczęściej biły się chłopaki. Tłukły się całe osiedla - na przykład "Claude Debussy" przeciw "Dywizji Leclerca". - Miałem siedem lat, gdy w wiadomościach dawali reportaż z Venissieux - opowiada Said. - Zobaczyłem tłum, a w tłumie siebie, jak rzucam kamieniem w policyjny samochód. "Said, to nie ty?!" - krzyknął któryś z braci, ale Hamid szturchnął go na czas. Nie chcieliśmy, żeby mama się martwiła. O co były tamte zamieszki? O eksmisje. Wysiedlano rodziny, które nie miały na czynsz. Said pamięta, jak ludzie spostrzegli, że w czasie manifestacji policja omija kobiety. Odtąd to one stawały w pierwszym szeregu. Aż kiedyś policjanci postanowili przejść mimo wszystko. - Wiesz - mówi Said - gdy chłopak z przedmieścia zobaczy kobietę taką, jak moja matka, z zakrwawioną głową, to mu się robi ciemno przed oczami. Matka Saida przyjechała do Lyonu za mężem. To były lata 60., lata nagłego rozwoju, i Francja ściągała po najodleglejszych osadach Anatolii czy Afryki Północnej setki tysięcy mężczyzn do pracy przy taśmie. Ludzi przywykłych do znoju, często niepiśmiennych, uważano za najlepszą siłą roboczą, wytrzymałą, uległą. Naganiacze podawali im ręce, ale nie był to gest powitania. Sprawdzali, czy ich dłonie są dość szorstkie. - Jechali najbiedniejsi - mówi Amina, siostra Saida. - Wszyscy jesteśmy dziećmi biedaków. Kryzys paliwowy gwałtownie przerwał lata prosperity. W 1974 roku Francja wstrzymała masowy nabór robotników. Ci, którzy mieli już pracę w Lyonie czy Roubaix, bali się wyjechać - drzwi mogły zatrzasnąć się za nimi na zawsze. Pozwalali się wykorzystywać, znosili pogardę. Niebawem - wierzyli - mieli przecież wrócić do domu. Tymczasem powoli przenosili się z imigranckich hoteli robotniczych czy baraków w obozach przejściowych do bloków stawianych naprędce na peryferiach miast. Coraz bardziej tęsknili do bliskich. Francja, kraj praw człowieka, przyznała im prawo sprowadzenia rodzin. Nie wiedzieć jak, wyrosło nowe pokolenie. Pokolenie, które nie miało już domu innego niż Francja. Jak Said. Said urodził się tutaj, w Lyonie. Schowajcie strzelby Miał dziesięć lat, gdy nauczył się prowadzić samochód. W Venissieux, mówi, szybko się dorasta. Pierwsza fala dzieci maghrebskich imigrantów, która się wychowała we Francji, wierzyła w szkoły i uniwersytety. Les Beurs - mówili o sobie. Słowo "Beur" było slangową przeróbką słowa "Arabe", ale miało już znaczyć jakby coś innego. Rachid Taha, muzyk, pamięta, jak latem jeździł z rodzicami do Algierii. Nie miał prawa zasnąć po drodze - musiał czytać ojcu francuskie drogowskazy. Odkąd chodził do francuskiej szkoły, lepiej od niego dawał sobie radę we Francji. Dzieci imigrantów patrzyły, jak urzędnicy kpili z ich taty, który robił błędy wypełniając formularze. Jak lekceważyli mamę, która nie umiała czytać i pisać. Ale ich życie miało już być inne. W wielu rodzinach ciułano każdy grosz, żeby dać im lepsze wykształcenie. Powoli jednak rozwiewała się ich wiara w dyplomy. Zaczynały się lata 80. i Francja odkrywała nagle, co znaczy bezrobocie. Arabskie nazwisko nie pomagało w staraniach o pracę. Venissieux - wystarczał czasem adres, żeby podanie lądowało w koszu. We Francji obowiązuje "prawo ziemi". Każdy, kto tu się urodził i tu mieszka, po skończeniu 18 lat ma prawo do francuskiego paszportu. Said, jak jego siostra Amina, byli więc Francuzami. Okazało się jednak, że są Francuzi lepsi i gorsi. Przedmieście, jak soczewka, ogniskowało społeczne problemy. Upalnego lata 1981 roku Minguettes, osiedle, na którym wychował się Said, trafiło na pierwsze strony gazet. Rodea, podczas których bandy wyrostków ścigały się w kradzionych samochodach, były wstrząsem - Francja odkrywała rozkład, jaki trawił przedmieścia. Gdy w 1981 roku wybory wygrał Fran(ois Mitterand, lewica, tłumy świętowały na ulicach. Na przedmieściach nie zmieniło się wiele. O ósmej wieczorem 9 lipca 1983 w osiedlu Courneuve na przedmieściu Paryża 48- letni pracownik transportu miejskiego Rene Aigueperse wyciągnął z szafy strzelbę i podszedł do okna. Na dworze dokazywały dzieci. Rodzice pozwolili im się bawić petardami - było święto, ostatni dzień ramadanu. Rene Aigueperse, wyczerpany upałem, źle znosił hałas. Kula trafiła w pierś 9-letniego Toufika Ouannesa. Godzinę później Toufik zmarł w szpitalu. Rene Aigueperse został skazany na pięć lat, z tego dwa w zawieszeniu. To nie było pierwsze zabójstwo imigranta z Maghrebu. Rene Aigueperse nie był pierwszym zabójcą, który dostał śmiesznie niski wyrok, Toufik nie był też pierwszym postrzelonym dzieckiem. Ale tamtego lata przepełniła się miara. To właśnie młodzi z Minguettes wpadli na pomysł marszu Beurów na rzecz równości i przeciw rasizmowi. "SOS-Przyszłość Minguettes" - nazwali swoje stowarzyszenie. Na ekrany wchodził właśnie film o Ghandim. Martin Luther King i Ghandi - to byli ich idole. Gdy marsz ruszał z Marsylii, nie było dziennikarzy. Ale gdy kilka dni później pijani legioniści wyrzucili z pędzącego pociągu młodego Marokańczyka, Francja przeżyła szok. Marsz zakończył się tryumfalnym pochodem stu tysięcy ludzi na ulicach Paryża. "Schowajcie strzelby - pisali w ulotce młodzi z Minguettes. - Polowanie skończone". Francuzi zdali sobie nagle sprawę, że Beurowie byli częścią Francji i mieli już nią pozostać. Mitterrand osobiście odwiedził Minguettes. "Nie ruszaj mojego kolegi!" - kraj pokrył się naklejkami stowarzyszenia SOS-Rasizm, które powstało na fali marszu. Ale młodzi z przedmieść poczuli nagle, że nie chodzi już o nich. Partia Socjalistyczna na gwałt chciała poprawić sobie wizerunek, i SOS-Rasizm dało jej się uwieść. Rzucano ogólnobrzmiące hasła, organizowano darmowe koncerty. Przychodziły tłumy. Ale nikt już nie mówił o konkretnych problemach. O życiu w blokowiskach, o dyskryminacji w pracy. Policja nadal inaczej traktowała tych, co mieli zbyt kręcone włosy. Gdy rok później ich ojcowie, imigranci, organizowali strajk w zakładach Talbota, politycy tłumaczyli Beurom, że prawa imigrantów to nie jest ich sprawa. Oni byli już przecież Francuzami. Tymczasem na osiedlach młodsi bracia dorastali, patrząc na gorycz starszego rodzeństwa. Dorywcza praca. Bezrobocie. Siedzenie na balkonie, łażenie po okolicy. Znów jakaś praca. Dyplomy? Co im przyszło z dyplomów? Coraz trudniej było wychowywać dzieci rodzicom w Venissieux. Pamięć imigrantów Said, jak wielu, zostawił szkołę, gdy miał 15 lat. Chciał mieć własne pieniądze. I miał - drogie koszule, złote łańcuszki. - Lubiliśmy to, Odpowiedz Link
beduinka Re: Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. 27.04.04, 14:31 Pamięć imigrantów Said, jak wielu, zostawił szkołę, gdy miał 15 lat. Chciał mieć własne pieniądze. I miał - drogie koszule, złote łańcuszki. - Lubiliśmy to, co się rzuca w oczy - mówi. Gdy skończył osiemnastkę, jeździł BMW. Pod skórą na głowie do dziś ma ziarna śrutu. To skinhedzi. Jeszcze w areszcie, gdzie ich razem zamknięto, bili się dalej. Blizna we wnętrzu dłoni? Gołą ręką chwycił za nóż, który chciał mu wsadzić w brzuch jakiś Tunezyjczyk. Jeden z braci sprzedawał na osiedlu haszysz. Matka znalazła paczuszkę: - Co to jest? - pytała przez łzy. - Gdy policjanci przyprowadzili go w kajdankach, wszyscy akurat byliśmy w domu - mówi Said. - Aż się w nas gotowało! To matka nas powstrzymała... Policjanci przeszukali cały dom, nie weszli tylko do jej pokoju. Brat dostał cztery lata. Matka Saida kiwa głową, słuchając jego słów. Rozumie po francusku, lecz nie mówi za dobrze. Rzadko wychodzi z domu. Źle się czuje w tłumie. Woli popatrzeć na telewizję, wytrzeć kurze. W kafelkach jej kuchni można się przeglądać. - Tęskni za Algierią - mówi Said. Wstaje od stołu, zbiera naczynia, przeciera blat gąbką. Ojcowie w Venissieux wracali do domu zmęczeni, przybici. Pogrążali się często w milczeniu. "Przykro mi, że nie mogę porozmawiać z ojcem o miłości, o codziennym życiu, pójść z nim do kina czy kawiarni - mówił Rachid Taha. - To kwestia synowskiego szacunku. A przynajmniej tak im powiedziano." Yamina Benguigui, wychowana we Francji tak jak Taha, przełamała tabu. Nakręciła dokument "Pamięć imigrantów". Starzy mężczyźni ocierali łzy, opowiadając po raz pierwszy o życiu przeżytym z dala od domu, o brzemieniu obcości, o upokorzeniach, o wszystkich tych latach poświęconych po to, żeby ich dzieci miały lepsze życie. Said siada na dywanie w pokoju. Na biurku podręcznik do nauki arabskiego, na półce przy łóżku wiersze libańskiego poety Khalila Gibrana. W milczeniu skręca papierosa. W ogóle Said niewiele mówi. - Ot, takie tam historie - wzrusza ramionami. - Historie z przedmieścia. - Czego najbardziej się w życiu wstydzę? Że skłamałem matce - odpowiada Said bez wahania. Ojciec Saida umarł na raka kilka lat po przyjeździe. Said prawie go nie pamięta. Matka wychowała ośmioro dzieci sama. Większości się udało - może być z siebie dumna. Amina jest księgową, gra w amatorskim teatrze, Lahsen został informatykiem, Samir ma bistro w centrum Lyonu. Said też dawno się ustatkował. Znalazł pracę w organizacji humanitarnej - budował dom dziecka w Rumunii, jeździł w konwojach do Sarajewa. Potem przejął ze znajomymi bar w pobliskim bloku. Sprzedaje papierosy i gazety, przyjmuje zakłady na wyścigi. Wciąż mieszka z matką - potrzebny jej w domu mężczyzna. Był, owszem, czas, gdy chciał wynająć mieszkanie. Miał pracę, zarabiał dosyć. Trzy razy agencja złożyła mu propozycje. Wszystkie trzy razy w Minguettes. Said patrzy za okno. Na horyzoncie ciemny pas rzeki i dachy Lyonu. Daleko, za daleko, żeby odróżnić budynki. - To tak, jakby człowiek, który raz mieszkał w Minguettes, już nie mógł zamieszkać gdzie indziej - mówi. - Jakby trzymali nas tu w jakimś zoo. Milknie. A potem dodaje: - To nie jest kraj dla mnie. Tylko gdzie jest kraj dla Saida? Francja - Algieria 4:1 Gdy w 1998 roku Francja wygrała Mundial, Francuzi na moment stracili głowę. W zwycięskiej drużynie byli piłkarze, których rodziny pochodziły z Bretanii i kraju Basków, z Armenii i Ghany, z Antyli i Nowej Kaledonii. Na ich czele stał nowy bohater narodowy - Zineddine Zidane, syn kabylskich imigrantów z Algierii wychowany na marsylskim przedmieściu. Wszyscy walczyli dla Francji. Jak niegdyś Algierczycy czy Senegalczycy na skinienie imperium przelewali krew pod Verdun, tak teraz zdobywali puchar świata. Cud się dokonał. Integracja wydawała się faktem. "W narodzie francuskim można pochodzić skądkolwiek, jeśli dokądś się razem zmierza" - entuzjazmował się prawicowy dziennik "Le Figaro". - E, Brazylijczycy sprzedali ten mecz - mówił Said. - Nie widziałaś, jak marnie grał Ronaldo? Życie przyzwyczaiło go - nie ufać. Mit narodzony tamtego lata szybko się zresztą rozwiał. Pierwszy w historii towarzyski mecz Francja - Algieria miał oficjalnie przypieczętować przyjaźń między oboma narodami. Część miejsc rozprowadzono po przedmieściach Paryża, wśród chłopaków, których rzadko stać jest na bilet. Ale młodzi Beurowie wygwizdali Marsyliankę, a potem na oczach oniemiałego francuskiego premiera wybiegli z algierskimi flagami na murawę tego samego stadionu, na którym Francja zdobyła niegdyś mistrzostwo świata. To było tak, jakby kazano im wybrać duchową ojczyznę - i instynktownie stanęli po stronie Algierii, tej połowy ich samych otaczanej we Francji pogardą. Nie chcieli zmarnować okazji, by choć na chwilę wedrzeć się na ekrany. Oznajmić swój bunt wobec świata francuskich polityków, który zawsze ich lekceważył. Po co ściągnięto ich tu, na ten stadion? Żeby patrzyli, upokorzeni, jak Algieria nieuniknienie wychodzi ze spotkania z Francją przegrana...? Francja prowadziła właśnie 4:1. Nazajutrz w Algierii gazety pisały o chuliganach, którzy przynieśli jej wstyd. I nie zrozumieli historycznego znaczenia meczu. Jak je mieli zrozumieć? Algieria była dla nich mitem, legendą, i czasem jeszcze słonecznym pejzażem wakacji. O jej historii - swojej historii - nie wiedzieli wiele. Nie uczyła ich o niej szkoła, nie uczyli rodzice. - To była dla nas tajemnica - powiada Malek Boutih, do niedawna przewodniczący SOS-Rasizm. - Nasi rodzice walczyli o niepodległość Algierii, a potem emigrowali do Francji... Po obu stronach morza Śródziemnego rany wciąż są świeże. We Francji do niedawna brutalną algierską wojnę nazywano oficjalnie "operacją utrzymania porządku". Opublikowane dwa lata temu wspomnienia emerytowanego francuskiego generała wywołały burzę - generał opisywał stosowane przez jego ludzi tortury. Ale znów spory dotyczyły tylko metod prowadzenia wojny, nie samej jej istoty - obrony francuskiego panowania nad Algierią. Francja do dziś nie zaczęła rozliczać się ze swoją kolonialną przeszłością. W Algierii jej władza trwała najdłużej. Jak bez pamięci tych 130 wspólnie przeżytych lat - lat pogardy, nienawiści, miłości - zrozumieć, czym są dziś Francja, i Algieria, i co znaczy być Algierczykiem we Francji? Gdy w 1962 roku Algieria zdobywała niepodległość, przepełnionymi statkami opuszczały ją setki tysięcy Francuzów, którzy, jak Albert Camus, przyszli na świat w Oranie czy Algierze. Wieźli z sobą poczucie krzywdy. Podobnymi statkami wracali do domu żołnierze. Milion francuskich oficerów i poborowych przeszło w tamtych latach przez Algierię. Zamknęli się w swoim milczeniu, samotni, z pamięcią pacyfikacji, odwetów, tortur, gwałtów, egzekucji. Całymi rodzinami płynęli też do Francji harki, Algierczycy, którzy walczyli po francuskiej stronie. Przepełniała ich gorycz - byli niedobitkami oddziałów, które Francja zostawiła na śmierć w Algierii. W porcie w Marsylii śledziły ich spojrzenia algierskich robotników. Bo ani wojna w Algierii, ani jej niepodległość nie przerwały strumienia rąk do pracy, który płynął do Francji od lat 50. Gastarbeiterom algierskim harki wydawali się zdrajcami narodu. Ale ich też dręczyły pytania. Czy sami nie sprzeniewierzali się temu, co Camus nazywał "rozdzierającą nadzieją jego rodzinnej ziemi"? Dopiero w 1973 roku, gdy fala rasistowskich morderstw we Francji kosztowała życie ponad 50 Algierczyków, rząd Bumediena wstrzymał falę wyjazdów. Bo Algieria mogła być niepodległa. Ale nie wszyscy Francuzi umieli zakończyć żałobę po Algierii Francuskiej. Podżegacze i recydywiści Wydawałoby się, że Algierczycy czy Marokańczycy, gdy stawali przy taśmie w zakładach Citro(na, kroczyli przetartą drogą. Wcześniej we Francji znalazły dom setki tysięcy Włochów, Belgów, Polaków, Ormian, Hiszpa Odpowiedz Link
beduinka Re: Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. 27.04.04, 14:37 Podżegacze i recydywiści Wydawałoby się, że Algierczycy czy Marokańczycy, gdy stawali przy taśmie w zakładach Citro(na, kroczyli przetartą drogą. Wcześniej we Francji znalazły dom setki tysięcy Włochów, Belgów, Polaków, Ormian, Hiszpanów, Rosjan, Portugalczyków. Co trzeci Francuz ma przynajmniej jednego dziadka lub babcię cudzoziemkę. To były narody europejskie - mówi skrajna prawica. Potrafiły się zaadaptować. Nikt nie pamięta już dziś ksenofobii, jaką wzbudzały tamte fale imigrantów. Jeszcze w początku XX wieku mówiono, że Włosi i Polacy są zbyt religijni, by wtopić się w laicką Francję. Jedni i drudzy żyli w kręgu własnych stowarzyszeń. W każdym Włochu - jak dziś w każdym Arabie - widziano terrorystę. Gdy w 1894 roku prezydent Francji Carnot zginął z rąk włoskiego anarchisty, wielu Włochów musiało uciekać z Lyonu, ogarniętego antywłoskimi zamieszkami. W latach 30. Polacy stanowili ponad jedną trzecią mieszkańców kopalnianych zagłębi na północy. Antoine de Saint-Exupery, wstrząśnięty, opisywał sceny wydalania polskich robotników - wagony pełne zmęczonych ludzi, oderwanych nagle od wszystkiego, co zdobyli przez lata, pelargonii na parapecie, ogródka pokrytego węglowym pyłem. "Bardzo odmienny z etnicznego punktu widzenia od rasy francuskiej, a zwłaszcza od naszych ras południowych, Polak trudno asymiluje się we Francji" - pisał w naukowej rozprawie Henri Baroin, doktor nauk prawniczych. Prawie co drugi mieszkaniec Venissieux był w tamtych latach obcokrajowcem. Gdy wiosną 1936 roku stanęły w Venissieux zakłady Berlieta, prawicowa prasa lyońska pisała o gwałtowności Włochów i Polaków: "Mieszkańcy naszego miasta ujrzeli pochód tych podżegaczy, rabusiów, recydywistów, którzy, gdy trafi się okazja, rzucą się na ich kramy i podpalą im domy..". Robotnicze protesty pozwoliły dzieciom Polaków czy Włochów spełnić dwie najważniejsze potrzeby, sprzeczne tylko na pozór - wyrazić bunt wobec społeczeństwa, które je odrzucało, i znaleźć w nim swoje miejsce. Ruch związkowy wytyczał ramy ich rewolty i pomagał zdobyć szacunek dla siebie. Czy ramię w ramię z rodowitymi Francuzami nie walczyli o lepsze życie dla wszystkich? Ale wypalił się robotniczy etos. Dzieciom imigrantów z Maghrebu zabrakło struktur, które nadałyby sens ich buntowi. Ich rewolty są autodestrukcyjne. Skierowane przeciw symbolom porządku i państwa - skrzynkom na listy czy budkom telefonicznym. Przeciw własnemu otoczeniu, przeciw własnym najbliższym, przeciw samym sobie. Barbarzyńcy u wrót W każdej niemal paryskiej kamienicy jest dziś na liście lokatorów arabskie nazwisko. Po cichu rośnie maghrebska klasa średnia, pracowita, ambitna. Dyskretni inżynierowie, urzędniczki. Wielu intelektualistow z Maghrebu znalazlo schronienie we Francji. Ale gdy mówi się o imigracji maghrebskiej, na myśl zawsze przychodzi Minguettes. Francja boi się dziś swoich przedmieść. Ludzie z centrum nie zapuszczają się na peryferie, jakby otaczał je niewidzialny kordon sanitarny. Minguettes opisuje się tylko przez przeczenia. Nieładne. Niebezpieczne. Nie po drodze. Jak włączyć w krwioobieg miast te osiedla, źle pomyślane i zaniedbywane przez lata? Francuska prasa, pisząc o przedmieściach, nieodmiennie pisała o nich - imigrantach z Maghrebu. Problemy przedmieść miały dowodzić, że Maghrebczycy nie potrafili przystosować się do życia we Francji - jakby te same problemy nie nękały innych wielkich metropolii, od Moskwy przez Warszawę po Mexico City. "Osiedla" lub "dzielnice" - to eufemizmy, ukute we Francji na określenie tych obcych przestrzeni. "Młodzież z dzielnic" - oto barbarzyńcy, którzy stanęli u wrót miast. Sa drugim pokoleniem, ktore sie wychowuje we Francji. Odkąd słowa "Beur" zaczęli używać politycy, oni sami mówią "Reubeu". Złości ich, gdy słyszą ciągle, że jak im się coś nie podoba, mogą wrócić do swojego kraju - oni, urodzeni pod Paryżem czy Lyonem, wychowani na Louis de Funesie! Złości ich, że przy każdej okazji wspomnia się o islamie, który, według statystyk, praktykuje tylko jeden na pięciu. Czują, że Francja ich nie chce. Nie są już jednak Tunezyjczykami czy Algierczykami - jak ich koledzy nie są Senegalczykami czy Kurdami. Są stąd - z Minguettes. Na osiedlu wszyscy podobnie się ubierają. Nike'i, dżinsy z opuszczonym krokiem, dresy - jak na innych przedmieściach, od Tarchomina po Bronx. Akcent wszyscy już mają podobny. Dzieci Francuzów witają się przykładając dłoń do serca, jak dzieci Algierczyków. Bywa nawet, że poszczą z nimi w ramadan - niektóre obyczaje muzułmańskie wślizgnęły się do osiedlowej subkultury. Stały się znakiem tożsamości przedmieścia, jak rap albo rai. Rai, zrodzone w Algierii, łączy popularną arabską muzykę z rytmami rocka czy popu. Rai to radość życia, i gorycz. "Mam dosyć barów w sobotnie wieczory, wciąż tylko whisky, kobiety i jakieś historie..." Histoires rymuje się z nudhul dar - "wracam do domu". To algierski dialekt. W domu mówi się pół na pół, po francusku i po arabsku, czasem po kabylsku. Rai jest ich dumą - arabskie rytmy dawno wdarły się na listy przebojów i do modnych klubów Paryża. Ich samych bramkarze tam nigdy nie wpuszczą. Kręcone włosy, śniada skóra... Możesz być zresztą blondynem - nie wejdziesz, jeśli wyglądasz jak z przedmieścia. Na przedmieściach wszyscy już noszą to samo piętno. Nie etniczne już tylko, ale terytorialne. Nie trzeba mieć śniadej cery, żeby poczuć się w Minguettes za kratami. Popsuła się winda społeczna. W latach 60. na stu przyjętych do elitarnych uczelni francuskich było siedemnaścioro dzieci robotników. Dziś jest ich ledwie siedmioro. Młodzi z Minguettes wierzą, że społeczeństwo ma wobec nich dług. Brak nadziei, gorycz, kryzys tożsamości - wszystko to odgrywają na dziewczynach. Dwadzieścia lat temu córki imigrantów walczyły o swoje prawa i wierzyły w ideały Republiki. Prawda - rzadziej stykały się z rasizmem, niż chłopcy. Wychodziły za mąż za rodowitych Francuzów, przenosiły się do lepszych dzielnic. Ale subkultury blokerskie rzadko sprzyjają dziewczynom. Gdy rozregulowują się normy społeczne, one są zwykle pierwszymi ofiarami. Wyrostki na osiedlu traktują dziewczyny jak towar, ale w domu zmieniają się w strażników honoru sióstr. Obwołują się obrońcami magrebskiej tradycji - ale tej tylko, której pętami mogą krępować kobiety. I nowe Marianny z przedmieścia czują dziś, że mają mniej wolności, niż miały ich starsze siostry. Policja wszędzie, sprawiedliwość nigdzie To policja uosabia w oczach chłopakóch z bloków system, który zepchnął ich na margines. Prawie wszystkim sprawom w sądzie dla nieletnich towarzyszą oskarżenia o obrazę munduru czy opór wobec policji. Nienawiść jest wzajemna - policja gra na przedmieściach w chorą grę prowokacji. Drobne kradzieże czy włamania zbyt często kończą się motocyklem rozbitym o mur w ucieczce przed policyjnym samochodem, strzałem w nocy z policyjnej broni. Sąd zwykle bierze stronę policjantów. "Policja wszędzie, sprawiedliwość nigdzie"- mówią napisy na murach. Aresztowania w Minguettes wyglądają dziś jak akcje komandosów - policjanci znikają, zanim w proteście zaczną płonąć samochody. - Dlatego dziś nawet do brygady antykryminalnej próbują rekrutować ze szczurów - mówi Said. - Znasz to słowo? Szczur to taki jak my. Poza prawem. Z przedmieścia. Byłam w Lyonie u księdza Christiana Delorme. Ojciec Delorme jest tu postacią mityczną. To on zainicjował przed laty strajk głodowy w obronie wydalanych młodych Algierczyków, i był wśród inicjatorów marszu Beurów 1983 roku. - Nie posuwamy się naprzód - powtarza ojciec Delorme - bo nasz stosunek do tych ludzi pozostał kolonialny. Prawda, to Francja dała światu ideał wolności, równości i braterstwa wszystkich ludzi. Ale ideał ten potrafił żyć w dziwnej harmonii z inną wizją - wizją ras jakoby niżej stojących w ewolucji człowiek Odpowiedz Link
beduinka Re: Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. 27.04.04, 14:39 Prawda, to Francja dała światu ideał wolności, równości i braterstwa wszystkich ludzi. Ale ideał ten potrafił żyć w dziwnej harmonii z inną wizją - wizją ras jakoby niżej stojących w ewolucji człowieka. To właśnie na tej wizji, wizji "ras spóźnionych", zbudowano ideologię kolonialną. - Kiedy kolonie uzyskiwały niepodległość, całe rodziny z roli "tubylców" przechodziły prosto do roli "imigrantów" - ciągnie ojciec Delorme. - Czy w ten sam sposób, w jaki niegdyś mówiono o "tubylcach", nie mówi się dziś o "młodzieży z przedmieścia"? Arab na niby Said nie lubi określenia "Beur". To bękarcie słowo, głupi eufemizm, jakby słowo "Arab" było obelżywe. Jakby on wziął się znikąd, a nie był dzieckiem swych rodziców, Arabów. Synem swojej matki, która urodziła się w arabsko- kabylskiej wsi, i do dziś dnia na twarzy ma tatuaż, który w tamtych czasach miały wszystkie dziewczyny w okolicy. Matka Saida w Venissieux mieszka od 40 lat. Wielu imigrantów, jak ona, we Francji spędziło większość życia. Tu mają dzieci i wnuki. I nawet ci, którzy nigdy nie nauczyli się dobrze po francusku, są już innymi ludźmi, niż byli przed laty. "Oni nie tylko budowali czy odbudowywali Francję - pisze historyk imigracji Gilles Desrumaux. - Oni są Francją, w jej różnorodności i bogactwie." Od 30 lat mówi się o przyznaniu cudzoziemcom prawa do głosu w wyborach do władz miast, w których mieszkają. Projekt jednak coraz bardziej się oddala. - Nie, nie jestem żadnym tam "Beurem" - mówił Said. - Jestem Arabem. Arabem z Francji. Pod dworcem w Lyonie minął nas mężczyzna, mówiący do komórki po arabsku. - Libańczyk - pokiwał głową Said. - Jak ja bym chciał mówić tak jak on ! Szliśmy chwilę w milczeniu. - No, bo ja jestem takim Arabem na niby. Arabem z czekolady - rzucił raptem Said. Zaśmiał się, ale poczułam nagle, że nie jest mu do śmiechu. Że naprawdę boli go ta jego jakby niepełna arabskość. Jakby był w tym podwójny wstyd. Być Arabem - i nawet to nie naprawdę. Po arabsku Said rozmawia właściwie tylko z matką. Algieria? Nie, w Algierii nie był od dziecka. Algierczycy mogliby go powołać do wojska i nie pomógłby mu francuski paszport. Cóż, że dla innych rekrutów zawsze byłby tylko Francuzem - Algieria uważa, że ma prawo do synów imigrantów. - Gdybym miał ojca - odezwał się znowu Said - może mówiłbym lepiej po arabsku? To było jeszcze zimą. Chłodno było, światła na nabrzeżach Rodanu odbijały się na mokrej jezdni. Nie obejdzie się bez śniegu, mówił Said. W radio w samochodzie Tracy Chapman śpiewała blues bycia Czarnym w Ameryce. Didżej nagabywał słuchacza z Bretanii: - Jak mówicie po bretońsku "morze"?" Z jakiej mąki robi się u was naleśniki na święta? - Słyszysz? - powiedziałam. - Ludzie powoli się przyzwyczają, że nie wszyscy są tacy sami. - E tam - wzruszył ramionami Said. - Zanim oni się przyzwyczają do nas... Nasi przodkowie Galowie "Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali systemu, który przepuściłby wszystkich przez jedną foremkę, tworząc kopie stereotypowego Anglika" - zapewniał w 1966 roku brytyjski minister spraw wewnętrznych. Wielka Brytania, jego zdaniem, potrzebowała raczej atmosfery tolerancji, w której może rozkwitnąć różnorodność kultur. Francja wybrała jednak inny model. O różnorodności kultur zbyt często się tu nie mówi. Chwali się raczej "metissage culturel", melanż. Francja chce być tyglem, w którym rozmaite tradycje na trwale stopią się w jedno. Francuzi są dumni ze swojej koncepcji Republiki, która miała jednoczyć wszystkich. Od Rewolucji 1789 roku narodowość nie łączyła się tu z ideałem czystości etnicznej - oznaczała więź polityczną Czym miał być naród? Zespołem wspólników, których przedstawiciele zasiadają w jednym parlamencie. Skąd pochodzę, w co wierzę - to miały być sprawy prywatne. Organizacja nowoczesnego państwa wymagała jednak wspólnego języka i punktów odniesienia. Szkoła i wojsko promowały jedną, oficjalną kulturę. Bretończycy i Baskowie, Korsykanie i Alzatczycy musieli zwolna nauczyć się mówić po francusku. Narody opierają się nie tylko na pamięci, lecz i na zapomnieniu - pisał Ernest Renan. Francuzi zapomnieli, jak się niegdyś różnili. Zapomnieli o bratobójczych walkach i stworzyli mit wspólnej historii - Francuzem był każdy, kto czerpał dumę z walczącego z Rzymianami Wercengetoryksa. "Nasi przodkowie Galowie mieli jasne własy i niebieskie oczy" - powtarzały arabskie i afrykańskie dzieci w szkołach kolonialnych. Oficjalna doktryna mówiła, że skoro Bretończycy dali się przetworzyć we Francuzów, czemu nie mieli dać się przetworzyć mieszkańcy francuskich kolonii? Laurent Danchin przez 30 lat uczył w tych szkołach na przedmieściach Paryża, gdzie w ławkach siedzą dzieci Chińczyków i Malijczyków, Francuzów i Turków. Wpada w furię na myśl, że wobec dzieci imigrantów stosuje się te same metody wychowawcze, jakie stosowano wobec ich dziadków w koloniach. "Trzeba zerwać z hipokryzją 'abstrakcyjnego obywatela', bez żadnego określonego pochodzenia" - pisał niedawno w dzienniku "Liberation". Rolą szkoły jest połączyć prywatną, rodzinną historię dziecka z historią z podręcznika. Dlaczego w podręcznikach wciąż nie ma pozytywnych postaci z historii Algierii czy Wietnamu, które pozwoliłyby wielu uczniom poczuć po raz pierwszy, że szkoła mówi także i do nich? Trzeba rozumieć, skąd się przychodzi, żeby wiedzieć, dokąd się zmierza! Krok w jego stronę Czasy francuskich szkół z ich "przodkami Galami" wycisnęły swe piętno na Magrebie. Język francuski - mawiał Kateb Yacine - był jego łupem wojennym. Yacine nie był jedynym pisarzem algierskim, który domagał się niepodległosci Algierii, ale pisał w języku Moliera - wzbogacając za jednym zamachem literaturę francuską i algierską. W Algierze po francusku wychodzi dziś kilkanaście dzienników. W kawiarniach Tunisu młodzi ludzie, którzy w życiu nie wychynęli za rogatki miasta, wtrącają w rozmowie francuskie słowa. Francuzi jednak przez lata kolonii traktowali Arabów czy Afrykanów jak rasy niższe. Dziś o rasie wstyd mówić - mówi się o przenoszonej z pokolenia na pokolenie religii i kulturze, której się nie da pogodzić z demokracją i wartościami europejskimi. Jakby przypadki kurczowego powrotu do tradycji nie były przejściowym efektem przenosin w nowe warunki. Jakby ludzie nie potrafili dokonywać wyborów, a kultura francuska utraciła swe magnetyczne działanie. Prawda, zawsze nowe fale imigrantów ściągały na siebie ksenofobię, pozwalając odetchnąć tym, którzy przyjechali wcześniej. Tym razem jednak na odruchy ksenofobii nałożyły się dodatkowo elementy rasizmu i kolonialnych nawyków, a potem i strach przed fundamentalizmem islamskim. Socjologowie uważają jednak, że to właśnie imigranci z Maghrebu trybem życia najbardziej przypominają rodowitych Francuzów. Przeciętni Algierczycy lepiej sobie radzą z kulturą i biurokracją francuską niż choćby Portugalczycy, którzy przyjeżdżali masowo do Francji w latach 70. Są mniej religijni, i częściej zawierają mieszane małżeństwa. Na Portugalczyków - największą grupę imigrantów - nikt nie zwraca już dzisiaj uwagi. Algierczycy wciąż są solą w oku. "Paradoksalnie, to właśnie sukces integracji jest we Francji przyczyną dyskryminacji - mówi Malek Boutih. - W Londynie w nocnych klubach nie ma dyskryminacji, bo Czarni nie mają ochoty spotykać się z Białymi, a Biali z Czarnymi." Tylko co to właściwie ma znaczyć - integracja? - Mówi się, że Algierczycy gorzej się integrują, niż Tunezyjczycy czy Marokańczycy. Że zawsze robią jakieś problemy - oburza się Sadek Sellam, Algierczyk od lat mieszkający we Francji. - Ale ten bunt znaczy właśnie, że się integrują lepiej! Przez lata kolonii Francja powtarzała im, że są Francuzami. Czy można się dziwić, że teraz się domagają równości? Za przykład integracji Francuzi wolą jednak stawiać Azjatów. Imigracja z Azji była mniej m Odpowiedz Link
beduinka Re: Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. 27.04.04, 14:42 Za przykład integracji Francuzi wolą jednak stawiać Azjatów. Imigracja z Azji była mniej masowa - jechali najzaradniejsi. Chińczycy, nauczeni doświadczeniem wieków diaspory, stworzyli w Paryżu własny świat. Nie rzucać się w oczy - oto ich zasada. W teorii Francuzi potępiają brytyjski model odrębnych etnicznych społeczności. Czy imigranci nie powinni mieszać się z innymi, uczyć się języka, brać udział w życiu kraju...? W praktyce Francja ceni tę chińską społeczność, która żyje za dyskretnie zamkniętymi drzwiami. Sklepy, w których wszystkie napisy są po chińsku, bawią Francuzów swoją egzotyką. Arabów bezustanku wzywa się do większej integracji. To oni - tak bliscy, a tak dalecy - pozostają w Europie symbolicznym Obcym. Sami ściągają na siebie rasizm, gdy mówią na ulicy po arabsku - potrafią tłumaczyć niektórzy. Jakby wystarczyć miało, żeby Arabowie przeszli na francuski, by nadszedł kres dyskryminacji. Czy fale antysemityzmu w zachodniej Europie nie brały niegdyś za cel Żydów doskonale zasymilowanych? Czy oskarżany o zdradę kapitan Dreyfus, którego bronił Zola, nie był oficerem francuskiej armii? Ta umiejętność asymilacji była wręcz jednym z zarzutów, które stawiano Żydom - wróg zdawał się groźniejszy, bo był niewidoczny. - Integracja to proces, który musi przebiegać w dwie strony - powtarzał mi w Lyonie ojciec Delorme. - Cudzoziemiec, to jasne, musi wykonać największy wysiłek. Ale choćby nie wiem jak się starał, niczego nie zdziała, jeżeli my nie zrobimy kroku w jego stronę. Źródło wszystkich problemów Nie wszyscy jednak mają ochotę na ten krok. To Francja jest krajem Europy, w którym najsilniej urosła skrajna prawica. Francuzi nie zdawali sobie z tego sprawy aż do lata ubiegłego roku. To wtedy ku ogólnemu zdumieniu Jean-Marie Le Pen, szef Frontu Narodowego, stanął naprzeciw Jacquesa Chiraca w drugiej turze wyborów prezydenckich. "Cudzoziemcze, tyś źródłem wszystkich naszych problemów..." - śpiewał z ironią Rachid Taha. Właśnie to mówił Le Pen najbiedniejszym Francuzom, bezrobotnym, rozgoryczonym. Francja była ofiarą spisku. Na zewnątrz czyhała na nią Unia Europejska, która chciała pożreć jej suwerenność. Od wewnątrz zagrażali jej imigranci. Nieważne, że wielu z tych, których Le Pen wskazywał palcem, urodziło się i wychowało we Francji. Imigrant to ten, kto ma ciemniejszą cerę i niewysokie zarobki. W dyskursach skrajnej prawicy słowo "imigrant" zastąpiło słowa "Żyd", "Arab", czy "Murzyn". Imigracja to bieda, anarchia, przestępczość... - wyliczał Le Pen. Front Narodowy miał położyć kres temu wszystkiemu. - Francuzom wydaje się dzisiaj, że przyjmując imigrantów zrobili dobry uczynek - mówił mi z goryczą ojciec Delorme. - Zapomnieli już, że sprowadzali ich po to, żeby wypracowali dobrobyt dla Francji! W halach Citro(na jeszcze w latach 80. trzy czwarte robotników było cudzoziemcami. Ale i dziś, gdy zamyka się coraz więcej fabryk, imigranci są potrzebni. Bez imigrantów, legalnych i nielegalnych, stanęłyby betoniarki w Paryżu czy Marsylii. To oni zamiatają chodniki, zmywają naczynia. Każdy milion bezrobotnych we Francji - mówi Le Pen - to milion imigrantów za dużo. Ale to fałszywy rachunek. Większość ekonomistów sądzi przeciwnie - aby utrzymać swój poziom rozwoju, Francja musi przyjmować nowych imigrantów. Przed drugą turą wyborów Francuzi, wstrząśnięci, masowo wyszli na ulice przeciw Le Penowi. Honor Republiki - zdawałoby się - został ocalony. Ale czy na pewno? Politycy francuskiej prawicy odcinają się od Le Pena stanowczo. Ale ich hasła jakby coraz bardziej zbliżają się do jego haseł. - Politycy boją się Le Pena - mówił mi rok temu Sadek Sellam. - Wierzą, że może skomentować ich decyzje tak, że stracą wyborców. Obawiają się, że w ludziach drzemie rasizm... Sondaże przyznają im rację. W końcu lat 90. aż 40 procent Francuzów przyznawało, że ma poglądy choć trochę rasistowskie. Dziś najpopularniejszą postacią francuskiego rządu jest minister spraw wewnętrznych. Nicolas Sarkozy, ambitny młody polityk prawicy, przeforsował nowe, restrykcyjne prawa - jakby przemoc i wykluczenie dało się zlikwidować, nie likwidując przyczyn, które je wywołują. Prawo karze odtąd za zbieranie się na klatkach schodowych albo żebranie na ulicy - a przecież nie powstały nowe domy kultury czy bezpłatne stołówki. Do Afryki wylatują czartery z wyłapanymi na ulicy nielegalnymi imigrantami. Le Pen i jego partia pewnie już nigdy nie osiągną podobnego tryumfu, co latem 2002 roku. Bo i kto jeszcze potrzebuje Le Pena? Pociechy państwa Ben Ali Zapada wieczór. W Minguettes ludzie wyłączają telewizor dopiero, gdy idą spać. Po talerzach anten satelitarnych można poznać, kto ogląda Algierię czy Maroko. Dwie francuskie stacje kablowe nadają już programy po arabsku i po kabylsku. Ale w głównych programach francuskiej telewizji Said i Amina zobaczą niemal wyłącznie przedmioty, na które ich nie stać i ludzi, którzy nie wyglądają jak oni. Kiedy się kończy ramadan, w wiadomościach trafią na reportaż, jak arabska rodzina przygotowuje święto. Ale gdy telewizja pokazuje, że dzieci mają za ciężkie tornistry, nieodmiennie filmuje pociechy państwa Dupont, a nie państwa Ben Ali. "Telewizja dowodzi, jak społeczeństwo postrzega samo siebie" - zauważa z goryczą Calixte Beyala, kameruńska pisarka mieszkająca we Francji. We Francji nie ma mowy o "pozytywnej dyskryminacji", jaka w USA zwiększyła liczbę czarnej czy latynoskiej młodzieży na studiach, i wprowadziła na ekrany aktorów z mniejszości etnicznych. Nikogo nie wolno prześladować za kolor skóry, pochodzenie czy wiarę - ale nikt też nie może korzystać z przywilejów. Ta zasada to podstawa Republiki. Nie wolno jej zmieniać - uważa Malek Boutih, do niedawna przewodniczący SOS-Rasizm. We Francji, jego zdaniem, zasady są dobre - tylko praktyka zła. "Telewizja wciąż przenosi stereotypy na temat mniejszości - powiada Beyala. - A przecież dobry film z czarną czy arabską obsadą byłby lepszym antidotum na rasizm, niż dziesięć lat manifestacji!" Prawda, że moda na tele-realite dodała barw telewizji. We francuskich odpowiednikach "Big Brothera" czy "Idola" są Beurowie i Czarni. Dobrze sprzedają się Khaled i Faudel - śpiewają, wiecznie uśmiechnięci, słodkawe piosenki o miłości. Furorę robi Jamel Debbouze, zabawny aktor z "Amelii". I kto wie, czy najbardziej znanym Francuzem na świecie nie jest dziś Zineddine Zidane. Ale Zidane rzadko się wypowiada. Agenci kontrolują każde jego słowo. Boją się, że w kibicach także drzemie rasizm. "Moje zwycięstwo jest też zwycięstwem mego ojca. Zwycięstwem wszystkich Algierczyków dumnych ze swojej flagi, którzy poświęcali się dla swoich rodzin, ale nigdy nie porzucili swej kultury" - powiedział przed laty Zidane autorowi książki o francuskim futbolu. Z drugiego wydania książki zdanie to wykreślono. Panie Boutih, niech pan wytłumaczy... Sport i rozrywka, to więc ich domeny. Mogą bawić tłumy. Ilu deputowanych, senatorów, prefektów czy merów wywodzi się z imigracji z krajów Maghrebu? - zapytywał półtora roku temu tygodnik "Nouvel Observateur". Odpowiedź była wstrząsająca. Żaden. W parlamentach Wielkiej Brytanii, Holandii czy Niemiec zasiadają dzieci Turków czy Pakistańczyków. We Francji po marszach lat 80. Beurowie wrócili do swoich przedmieść. Działali na osiedlach, zostawali pedagogami społecznymi. Czasem trafiali do rady miasta. "To pasowało politykom - uważa Malek Boutih. - Politycy nie chcieli równości. Chcieli mieć pośredników, takich szefów bambusów, którzy załatwiliby im święty spokój. Jeszcze dziś słyszę czasem: 'Panie Boutih, niech no pan wytłumaczy swoim ludziom...'." Podczas wyborów wśród kandydatów francuskich partii pojawia się zwykle ktoś o arabskim nazwisku - trzeba przyciągnąć jakoś głosy Beurów. Na liście zwykle jednak będzie ostatni Tylko do Parlame Odpowiedz Link
beduinka Re: Szukali siły roboczej, a przyjechali ludzie. 27.04.04, 14:44 Podczas wyborów wśród kandydatów francuskich partii pojawia się zwykle ktoś o arabskim nazwisku - trzeba przyciągnąć jakoś głosy Beurów. Na liście zwykle jednak będzie ostatni Tylko do Parlamentu Europejskiego trafiają czasem deputowani o pochodzeniu arabskim. Lewica nie była tu lepsza od prawicy - dopiero Jacques Chirac latem 2002 roku wprowadził do rządu Tokyę Saifi, pierwszą minister z korzeniami w imigracji maghrebskiej. Stanowisko zajmowała niezbyt ważne, ale miała rangę symbolu. Jak te Marianny z przedmieścia, których portrety zawisły na Zgromadzeniu Narodowym w rocznicę zdobycia Bastylii. "Ciągle nie bierze się pod uwagę myśli, że Francja jest wielorasowa, bogata różnorodnością twarzy i krzyżujących się kultur, że wspólny los zbudowany jest z rozmaitych wkładów i że przyszłość tego kraju leży też w rękach milionów cudzoziemców" - pisał 20 lat temu Tahar Ben Jelloun, francuski pisarz urodzony w Maroku. Żadnemu narodowi nie jest łatwo przemyśleć na nowo swą tożsamość, nawet jeśli ma w swej historii kolonialne imperium, wzniesione dzięki pracy ludzi wszystkich kolorów skóry. Francuzi wprowadzali niegdyś swoją kulturę w koloniach - dziś patrzą z obawą, jak inne kultury zapuszczają korzenie w ich ziemi... Lecz można by pomyśleć, że Francja coraz bardziej zaczyna się przyzwyczajać do myśli, że jest krajem mulitietnicznym, i że taka, multietniczna, już będzie Europa. Że zaczyna rozumieć, że z jej historii nie da się wykreślić tego roku, gdy jej pośrednicy dotarli do wsi pod Biskrą, gdzie urodzili się ojciec i matka Saida. Bo było tak, jak mówił szwajcarski pisarz Max Frisch - szukano siły roboczej, a przyjechali ludzie. Odpowiedz Link
kontrkultura GW // Europa i muzulmanie 24.07.04, 11:24 http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,42786,2195906.html ks. Marek Łuczak 23-07-2004 , ostatnia aktualizacja 23-07-2004 19:44 Niech politycy francuscy zakazujący noszenia chust myślą raczej o godności człowieka - pisze ks. Marek Łuczak W mediach nie milkną głosy na temat zakazu noszenia muzułmańskich chust we francuskich szkołach publicznych. Niektórzy dziwią się katolickim środowiskom, które w większości stają po stronie wyznawców Allaha. Punktem wyjścia rozważań nie zawsze muszą być względy aksjologiczne. Warto uwzględnić kwestie czysto utylitarne: ograniczanie swobód religijnych kogokolwiek jest podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. W kontekst sporów na styku islamu z kulturą zachodnią wpisuje się najnowsza książka Oriany Fallaci "Siła rozumu". Włoska dziennikarka nie oszczędza nikogo, kto w jakikolwiek sposób pomaga muzułmanom. O zgrozo - w przypadku Kościoła katolickiego - jej krytyka dotyczy nawet działalności charytatywnej wśród imigrantów. To prawda, że katolicy, przynajmniej większość z nich, negatywnie oceniają decyzję francuskich władz zakazującą noszenia chust. Jednak nie jest to wyraz żadnego tchórzostwa, jak chciałaby Fallaci, ale racjonalnej kalkulacji. Niestety, o ile rozum pojawia się w tytule ostatniego jej bestselleru, o tyle znika już na następnych stronach książki, wyparty przez zwykłą furię. Siła aksjomatu Zarzutu nieracjonalności nie można postawić osobom, które wydały ten zakaz. I chyba na tym polega szkopuł. Zresztą nie tylko w przypadku wspomnianego sporu, ale wszędzie tam, gdzie pojawia się przestrzeń dla jakiejkolwiek rzeczowej dyskusji. Niewłaściwe zrozumienie jej przebiegu może prowadzić do niebezpiecznego wniosku, że ktoś po drodze popełnił błąd. A źródłem rozminięcia się jest nie tyle błąd logiczny, ile założenie przyjęte na wstępie każdego rozumowania. Jeśli chodzi o francuski punkt widzenia, mamy do czynienia z prawidłowym wnioskowaniem. Z właściwych przesłanek wynika właściwy wniosek. Podobnie jest w przypadku przeciwnego poglądu. Stąd brak porozumienia, więcej nawet - brak szans na jakikolwiek konsensus. Jeśli ktoś w swoim myśleniu wyjdzie z przekonania, że najważniejsze jest dobro Republiki i świecki charakter państwa, to będzie skazany na myślenie przeciwne przekonaniu kogoś, dla kogo najważniejsza będzie godność osoby i wolność religijna. Więc na różnicy przyjętych założeń polega cała różnica zdań. Laickość religią panującą Autorzy francuskiego zakazu opowiadają się po stronie Republiki. Jednak prawdopodobnie do końca nie zdają sobie sprawy ze złożoności problemu. należałoby bowiem zapytać: o jaką republikę chodzi? Niestety, za sprawą coraz powszechniejszego relatywizmu konieczne jest dziś określanie pojęć dodatkowymi przymiotnikami. Ponieważ zbyt wiele jest wieloznaczności, domagają się tego elementarne zasady metodologii. Zatem dla Francji wartością jest nie tyle Republika, ile republika laicka. Laickość nie jest neutralnością - tak jak nie jest nią wyznaniowość państwa będąca na przeciwległym biegunie. Czyli dla państwa wyznaniowego nie jest alternatywą państwo laickie, jak chcieliby Francuzi. Nie może być mowy o neutralności, gdy w ramach wspólnego państwa jedni ograniczają prawa drugich. W momencie zaistnienia takowej sprzeczności interesów każde rozwiązanie jest patowe. Przegrani poczują się albo zwolennicy zakazu, albo przeciwnicy. Byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby państwo w ogóle nie ingerowało w sprawy tak delikatne jak ludzkie sumienie. Echem dyskusji o chustach jest opinia, że laicyzm we Francji staje się ideologią. Dla innych koncepcja państwa bardzo wyraźnie akcentująca rozdział Kościoła (bez przymiotnika "przyjazny") jest nie tyle ideologią, ile - paradoksalnie - rodzajem religii. Niestety, choć w pluralistycznej rzeczywistości byłoby to do przyjęcia, francuski kazus pokazuje coś niepokojącego: laicyzm staje się religią panującą, przez co paradoks jest nie tylko wyraźniejszy, ale wprawia w jeszcze większe zdumienie. W tym miejscu warto przypomnieć naukę św. Augustyna. Już przed wiekami uznał on Kościół i państwo za porządki doskonałe, które mają osobne cele i wystarczające środki do ich realizowania (na tym ostatnim polega ich doskonałość). Każdy spełnia właściwą sobie funkcję, co nie oznacza żadnej sprzeczności, ale wręcz szansę na wzajemne uzupełnienie. Prokreacja zamiast wojny W „Gazecie Świątecznej” z 13 czerwca br. ukazał się artykuł Miłady Jędrysik pt. „Rozum w cieniu furii” traktujący o najnowszej książce Fallaci. Odnosząc się do francuskiego zakazu noszenia chust, autorka przywołuje argument demograficzny. Pisze, że już dziś w Europie mieszka kilkadziesiąt milionów muzułmanów i ich liczba stale rośnie. Stawia też następujące pytanie: „Czy spowoduje to, że za kilkadziesiąt lat wyznawcy islamu w Europie osiągną »masę krytyczną « i zgodnie z duchem demokracji będziemy musieli uznać ich żądania, by żyli według własnych reguł?”. Może moja obawa jest bezpodstawna, ale nie potrafię nie zapytać: a jeśli za kilkadziesiąt lat nie tylko przegłosują, że mogą nosić chusty i mamy im na to pozwolić, ale że my musimy się zachowywać jak oni, bo takie jest święte prawo większości? Gdyby demokratycznie przegłosowali, że islam staje się religią państwową, byłaby to tragiczna konsekwencja dzisiejszej polityki Francji, która zmusza muzułmanów do zdejmowania chust. Oby Francuzi nie musieli ich sami nosić. Europa zna z historii zasadę Cuius regio, eius religio (Czyja władza, tego religia). Widać historia nie zawsze jest nauczycielką życia. Bracia muzułmanie Kiedy chrześcijaństwo pojawiło się na mapie starożytnego świata, niewolnictwo było rozpowszechnione. Jak wynika z biblijnych przekazów, nikomu nie zależało na rewolucyjnych zmianach porządku społecznego. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że Chrystus i Apostołowie szanowali (akceptowali) ten porządek. Jednak znana jest scena, w której do chrześcijanina św. Pawła przychodzi niewolnik Onezym. Skarży się na swojego pana, od którego uciekł. Paweł chciał nawet na początku zatrzymać sługę przy sobie, ale ostatecznie postanawia odesłać go do właściciela. Jednocześnie pisze najkrótszy tekst Nowego Testamentu, List do Filemona, w którym zawiera wyjątkowe przesłanie: przyjmij go, ale nie jako niewolnika, lecz brata. Niektórzy w tym wydarzeniu widzą początek ewolucji, która doprowadziła do tego, że niewolnictwo straciło rację bytu. Gdy rozpowszechniła się świadomość godności człowieka, nie wypada akceptować tego, co się tej godności sprzeciwia. Decyzja Pawła jest przykładem chrześcijańskiej pedagogii, wychowywania do szacunku dla drugiego człowieka. Święte prawo sumienia Jeden z ważniejszych dokumentów Soboru Watykańskiego II traktuje o wolności religijnej. Taki też polski tytuł ma deklaracja z 1965 roku. Wymowne jest, że w łacińskim tytule zawarte jest słowo "godność" ("Dignitatis humanae"). Choć, jak czytamy w dokumencie, w dzisiejszych czasach ludzie coraz bardziej uświadamiają sobie godność osoby ludzkiej, francuski przykład wydaje się temu przeczyć. Ojcowie soborowi w następujący sposób sformułowali ogólną zasadę wolności religijnej: "Osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia". Opłacalna inwestycja Może we francuskim rozumowaniu należałoby zmienić punkt wyjścia? Zamiast akcentować pierwszeństwo Republiki, politycy winni raczej uwzględniać godność człowieka. To samo zadanie stoi także przed wszystkimi, którzy chcą "cywil Odpowiedz Link
gajasirocco Re: GW // Europa i muzulmanie 24.07.04, 12:05 Dzięki- warto przeczytać! Pzdr!!! Odpowiedz Link
beduinka Ćwierć miliona "nielegalnych" we Francji 12.10.04, 21:08 Ćwierć miliona "nielegalnych" we Francji We Francji żyje ćwierć miliona ludzi, którym w ostatnich latach odmówiono azylu - alarmują media. Wśród nich są radykalni islamiści, którzy bez przeszkód mogą krążyć po całej Unii, montując np. terrorystyczne siatki Tajny raport francuskiej administracji trafił na czołówkę środowego "Le Figaro". Dotyczy głównie tego, że nielegalni przybysze kosztują Francję dziesiątki milionów euro. Wynika z niego jednak też jasno, że tolerowani nad Sekwaną cudzoziemcy mogą być dla Europy śmiertelnym zagrożeniem. Nielegalni imigranci, którym odmówiono prawa do azylu, pochodzą we Francji głównie z muzułmańskich państw Afryki. Po odmownym rozpatrzeniu ich wniosku zwykle udaje im się uniknąć odesłania do ojczyzny i po prostu "rozpływają się" we Francji, znikając spod kontroli władz. Zwykle lądują u krewnych lub znajomych na przedmieściach wielkich miast, gdzie żyją pozbawieni wszelkich praw i zazwyczaj też źródeł utrzymania (części udaje się uzyskać pomoc socjalną) z poczuciem odrzucenia przez Zachód. Tam zaś łatwo mogą ich pozyskać islamiści, którzy werbują ochotników do Dżihadu. Szeregi tych wykluczonych, zwanych we Francji "ludźmi bez dokumentów", rosną od lat. W 1998 r. starających się azyl we Francji było 28 tys., a w 2003 r. już 61 tys. W tym roku z 40 tys. rozpatrzonych wniosków 34 tys. odrzucono, głównie od przybyszów z muzułmańskich państw Afryki. Mimo to najwyżej co piątego z nich udało się deportować lub zachęcić do wyjazdu dobrowolnie. Raport sugeruje, by organizować azylantom lekcje języka oraz dać możliwość pracy, np. sezonowej. Wszystko po to, by nie pozostawali bezczynni i się nie alienowali. To jednak problemu nie rozwiąże. Według cytowanego przez "Le Figaro" adwokata Alaina Jakubowicza, który w merostwie Lyonu zajmuje się sprawami azylantów, osoba, której wniosek odrzucono, zwykle "schodzi do podziemia". Nawet jeśli zostanie złapana, to nie sposób jej wyrzucić - wystarczy, że ukryje przed Francuzami kraj pochodzenia, a wtedy deportacja staje się niemożliwa. - Ta część ludności jest niezwykle mobilna. Może podróżować z kraju do kraju, wrócić do swoich ojczyzn, a potem znów przyjechać do Francji z wizą turystyczną - mówi Jakubowicz. Jego zdaniem konieczne jest pilne, by we Francji skrócono procedury rozpatrywania wniosków o azyl. źródło: gazeta.pl, Robert Sołtyk, Strasburg 15-09-2004 Odpowiedz Link
beduinka FRANCJA - linki 18.10.04, 19:59 www.imarabe.org/ www.oumma.com/ www.musulmane.com/ www.islamfrance.com/ lnmf.net/ Odpowiedz Link
beduinka Na egzaminy można w chustach 10.06.05, 12:38 Na egzaminy można w chustach IAR, 2005-06-08 Począwszy od jutra muzułmańskie maturzystki we Francji mogą przychodzić na egzaminy maturalne w chustach. Muszą jednak pozwolić się skontrolować, czy nie ukrywają pod chustą słuchawek lub innych niedozwolonych przedmiotów. Na tę wyjątkową sytuację podczas egzaminów końcowych zezwala ustawa o neutralności światopoglądowej w szkołach. Informując o tym, media francuskie przytoczyły wypowiedź rzecznika ministerstwa edukacji, który oświadczył, że wszystkie uczennice i uczniowie poddawani są takiej samej kontroli przed wejściem na salę egzaminacyjną, a więc muszą przedstawić dowód tożsamości i pozwolić na kontrolę teczek. Uczennice i uczniowie noszący długie włosy będą sprawdzani, czy nie kryją pod nimi słuchawek. Specjalne przepisy dotyczące egzaminów zawarte są w ustawie o neutralności światopoglądowej w szkołach, która weszła w życie jesienią ubiegłego roku. Na jej mocy, uczniom nie wolno nosić wyraźnych oznak świadczących o ich przynależności religijnej. Obok muzułmańskiej chusty zaliczono do nich żydowską kipę, sikhijski turban i duży krzyż. Odpowiedz Link
beduinka Wojna Arabów z Romami w Perpignan 10.06.05, 23:08 Wojna Arabów z Romami w Perpignan Robert Sołtyk, Paryż 30-05-2005 Perpignan, miasto gorącego południa Francji znane dzięki festiwalom kulturalnym, od tygodnia żyje w strachu. By powstrzymać zamieszki między Cyganami i Arabami, ściągnięto trzy kompanie sił specjalnych policji Wszystko zaczęło się w niedzielę tydzień temu. Arab ukradł Cyganowi samochód. Na wieść o tym banda młodych Cyganów uzbrojonych w kije baseballowe i żelazne drągi wtargnęła do arabskiej kawiarenki, gdzie na oczach licznych świadków zakatowała na śmierć młodego Mohameda Bey-Bachira. By inni zapamiętali, że Cyganom aut się nie kradnie. Wśród coraz liczniejszej w Perpignan społeczności arabskiej zawrzało. Młodzi postanowili zemścić się na Romach. Żyją oni na południu Francji od wieków, nadając tamtejszej kulturze, zwłaszcza muzyce, charakterystyczny klimat. Obie społeczności należą do społecznych nizin. W Perpignan od 50 lat żyją niemal na tych samych ulicach, ale osobno - bez mieszanych małżeństw, wspólnych sklepów czy zabaw. Arabska zemsta spełnić się jednak nie mogła. Romowie pozamykali w domach żony i dzieci, wystawili na rogach ulic uzbrojone bojówki. Pojawiła się także policja - zdaniem Arabów zamiast aresztować morderców Mohameda i rozbroić Romów, zaczęła ich chronić. Młodzi Arabowie co noc na starówce podpalali więc z zemsty samochody na chybił trafił, demolowali sklepy. W sobotę odbył się niemal pięciotysięczny marsz milczenia społeczności arabskiej ku czci zabitego. W niedzielę, dniu referendum nad konstytucją europejską, wybuchły otwarte starcia. Z samochodu, który krążył po mieście, strzelano do przypadkowych Arabów. Zginął kolejny mężczyzna, którego personaliów nie podano, dwie osoby zostały ranne od kul, w tym jedna - ponoć kobieta - w głowę. Wywołało to regularną bitwę między uzbrojonymi w maczety i noże kilkuset Arabami a policją francuską na centralnym placu Cassanyes. Wynik: cztery osoby ranne od broni białej, dwie trafione butelkami, w tym jeden policjant, kilkadziesiąt spalonych aut i całkowicie zdewastowane sklepiki w historycznym centrum. Napięcie nie spada. Romowie twierdzą, że żyją w ciągłym strachu przed Arabami, którzy nic nie robią, a zaczepiają ich kobiety. Arabowie skarżą się, że to Cyganie nie pracują, a stać ich na drogie limuzyny. Francuscy mieszkańcy Perpignan skarżą się, bo - jak podsumowuje "Libération" - w starciu obu społeczności stali się naraz zakładnikami i rozjemcami mimo woli. Odpowiedz Link
beduinka HOLANDIA 13.11.03, 20:11 Integracja społeczna imigrantów po holendersku Holenderscy politycy prześcigają się w pomysłach na zintegrowanie społeczne imigrantów, ale niektórzy z nich nie przebierają w słowach. Tak jak jeden z liderów opozycyjnej Partii Pracy, który nazwał Marokańczyków... cipami! Tego skandalicznego - jak na wciąż przecież tolerancyjną wobec imigrantów Holandię - sformułowania użył niedawno w Amsterdamie Tjalling Halbertsma, lokalny lider Partii Pracy - PvdA. Podczas jednego z wieców dotyczącego cięć w budżecie dla organizacji młodzieżowych miał według świadków krzyczeć na cały głos: "Rozprawimy się z tymi cipami Marokańczykami, jeśli nie będą słuchać". Brzydkie słowo na "c" (Halbertsma użył słowa "kut", co w języku holenderskim jest wulgarnym określeniem kobiecych narządów płciowych) wywołało wielką konsternację w PvdA. Sam Halbertsma wyjaśniał, że przekręcono jego słowa. Media przypomniały szybko i jemu, i partii, że już w zeszłym roku z takim epitetem zwracał się do Marokańczyków inny z liderów PvdA niezadowolony z tego, że zawiódł się na ich poparciu w kampanii wyborczej. Obelgi, podobnie jak i inne przejawy nietolerancji wobec cudzoziemców w ogóle i muzułmanów (którzy stanowią 6 proc. mieszkańców) w szczególności, to w Holandii wciąż rzadkość. Niestety, sen o wieloetnicznym społeczeństwie skończył się w 2002 roku wraz z pojawieniem się populistycznego i antyimigranckiego ruchu Pima Fortuyna. Zamordowanie jego lidera (na szczęście dla imigrantów - przez rodowitego Holendra) na kilka dni przed wyborami sprawiło, że problem imigracji nabrał nowego wymiaru. Politycy głównych partii establishmentu zorientowali się, że na rosnącej niechęci do imigrantów i strachu przed szalejącymi po ulicach miast gangami marokańskich nastolatków populiści mogą zbić całkiem niezły kapitał, w tym partia pogrobowców Fortuyna - Liście Pima Fortuyna. Dostojni politycy zaczęli więc mnożyć własne programy oswajania, integrowania czy wreszcie sprowadzania ze złej drogi przybyszów z Afryki Północnej, z byłych kolonii itd. Ucz się, płać i płacz I tak podczas niedawnej debaty parlamentarnej nad nową ustawą imigracyjną światło dzienne ujrzało kilka dość kontrowersyjnych pomysłów dotyczących losu kandydatów na obywateli Holandii. Odpowiedzialna za tę dziedzinę minister - wywodząca się z liberalnej partii VVD Rita Verdonk - zaproponowała, by imigranci skończyli kursy języka holenderskiego i historii Holandii, i to zarówno nowi, którzy już na takie kursy muszą chodzić, jak i od dawna tu przebywający, w tym ludzie starsi. Co więcej, za te kosztujące kilka tysięcy euro kursy musieliby sami zapłacić. Zdając sobie sprawę, że zdecydowana większość imigrantów to ludzie bez pieniędzy, minister powiedziała, że gminy powinny udzielać im korzystnych kredytów na takie kursy. Niewykluczone, że część kosztów zwracałoby państwo. Tak wyglądałaby marchewka. A kij? Kijem - zdaniem pani minister - byłoby np. odebranie przywilejów socjalnych, zapomóg czy zasiłków tym, którzy nie zdaliby egzaminów bądź w ogóle nie stawiliby się na kursach. Odbieranie przywilejów to ulubiona sankcja minister Verdonk. Kilka tygodni temu powiedziała, że trzeba się zastanowić, czy nie wprowadzić takich właśnie kar wobec rodziców nieletnich imigrantów dopuszczających się przestępstw. Była to reakcja na wstrząsające doniesienia o terroryzowaniu pacjentów podamsterdamskiego domu starców przez gang nastoletnich Marokańczyków. Takie gangi zalazły za skórę wielu Holendrom, a jak wskazują sondaże, obywatele Niderlandów uważają, że marokańska młodzież będzie stawała się jeszcze bardziej agresywna i groźna. Lekcje z Holocaustu u imama? Obecnemu rządowi nie wypada stosować recepty populistów, czyli nasilenia przymusowych deportacji nielegalnych imigrantów. Stąd minister Verdonk uważa, że warto by zastosować "filtry" w krajach, z których przybywa ich najwięcej. Ci, którzy chcieliby przyjechać do Holandii z Turcji czy Maroka (właśnie z tych krajów napływa najwięcej imigrantów) w celach matrymonialnych bądź łączenia rodzin, musieliby zdać elementarny egzamin z "holenderskości" już w swoim kraju. Pozostający w opozycji socjaliści i partia pracy krzywo patrzą na pomysły pani minister. Są też inicjatywy idące jeszcze dalej. Ayaan Hirsi Ali, deputowana z tej samej liberalnej partii VVD, zaproponowała, by wziąć pod baczną obserwację działające legalnie 43 szkoły islamiczne i odcinać dopływ publicznych i prywatnych funduszy do nich, jeśli okazałoby się, że są one gniazdem nietolerancji, antysemityzmu i nienawiści rasowej czy agresji skierowanej przeciw mniejszościom seksualnym. Holenderskie służby specjalne zmroziły jakiś czas temu opinię publiczną informacją, że część tych szkół może być wylęgarnią islamskich ekstremistów, ewentualnych adeptów al Kaidy. Być może dlatego Ayaan Hirsi Ali chciałaby, aby szkoły te wprowadziły do swoich programów lekcje z historii Holocaustu i edukację seksualną. W szkołach islamicznych miałyby się też odbywać lekcje mówiące o różnych preferencjach seksualnych. Na tak rewolucyjne posunięcie nie chce się zgodzić nawet minister Verdonk. W umowie koalicyjnej sprzed kilku miesięcy znalazł się znaczący zapis: "Ktokolwiek chce pozostać w naszym kraju, musi odnaleźć się w holenderskim społeczeństwie, uczyć się języka holenderskiego, rozumieć holenderskie wartości i żyć zgodnie z nimi". Prowadzona dotąd "holenderyzacja" polegająca na uczestnictwie "nowych" imigrantów w kursach językowych przyniosła efekty. Według danych MSW liczba podań o azyl spadła w ostatnim roku aż o 70 proc.! Jeden z ministrów poprzedniego rządu planował rozciągnięcie obowiązku znajomości holenderskiego również na imamów z ponad 450 działających w Niderlandach meczetów. Według tych porzuconych planów islamski kleryk, który oblałby egzamin z języka swego nowego kraju, musiałby się liczyć z utratą prawa do pobytu. Nowy rząd nie wrócił do tego pomysłu. ŹRÓDŁO: Gazeta Wyborcza, Jacek Pawlicki 13-11-2003 Odpowiedz Link
beduinka Holandia: Najpopularniejsze imię dla dziecka 13.05.04, 14:28 Imię Mohammed nie jest już najpopularniejszym imieniem w Amsterdamie. Jak przypomniał holenderski dziennik "De Telegraaf" to imię od 20 lat utrzymywało się na pierwszym miejscu wśród imion najczęściej nadawanych chłopcom urodzonym w stolicy Holandii. Wszystko wskazuje na to, że po latach królowania na liście amsterdamskich imion w tym roku Mohammeda zastąpi Lukas. Mohammed spadł na drugie miejsce, a tuż za nim uplasował się Sam. Wśród dziewczynek najpopularniejszym imieniem w tym roku jest Sara, która utrzymuje się na pierwszym miejscu od 1990 roku. Na drugim miejscu znalazła się Eva, a trzecie zajmuje Charlotte. źródło: onet.pl, IAR, MFi /2004-05-13 Odpowiedz Link
beduinka Holandia coraz bardziej muzułmańska 23.10.04, 02:17 Holandia coraz bardziej muzułmańska źródło: IAR, 2004-10-20 Po raz pierwszy chrześcijanie stanowią w Holandii mniejszość. Zwiększa się za to liczba muzułmanów. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez dziennik "Trouw" i Holenderskie Towarzystwo Biblijne, jedynie 33 procent Holendrów jest lub czuje się członkami kościołów protestanckiego lub katolickiego. Pozostali są ateistami lub wyznawcami innych religii. Jeszcze 8 lat temu chrześcijanie stanowili połowę mieszkańców Holandii. Dziś najczęściej nadawanym imieniem jest w tym kraju "Muhammad". Zdaniem profesora socjologii z Uniwersytetu w Amsterdamie dane te są godne uwagi, gdyż w ostatnich latach twierdzono, iż następuje powrót do religii. "Okazuje się, że jest wręcz odwrotnie" - uważa profesor Hijme Stoffels. Najniższa w historii jest też liczba osób, posiadających Biblię w domu. Jedynie połowa pytanych ma ją w domu. Wielu jej nie czyta, bo "jest ksiegą starej daty". Jedynie 20 procent uważa, że Biblia zawiera wciąż aktualne treści. Odpowiedz Link
beduinka Ayaan Hirsi Ali 28.10.04, 19:48 Ayaan Hirsi Ali Ayaan przyznała publicznie, że przestała wierzyć w Allaha. W Holandii rzecz normalna, ponad połowa ludności nie należy do żadnej gminy wyznaniowej. Dla Ayaan jednak według szariatu, religijnego prawa, jest to podpisanie wyroku śmierci na siebie. To niesłychana zdrada. Islamska społeczność wybuchła nowym protestem. O Ayaan Hirsi Ali, Somalijce, która została liberalną holenderską parlamentarzystką, pisze Sasza Malko "Ile masz dzieci, babciu?" - pytała mała Ayaan. "Jedno" - odpowiadała babcia, bo jej osiem córek się nie liczyło. Uważała też, że ma tylko jednego wnuka. "A my?" - pytały Ayaan i jej siostra. "Wy będziecie naszej rodzinie rodzić synów". "Mam się stać fabryką synów" - myślała Ayaan. "Masz być posłuszna - mówiła babcia. - Masz być cierpliwa. Masz słuchać Boga, ojca, męża, brata, rodziny, klanu. Od tego zależy twój honor. Za to dostaniesz nagrodę na tamtym świecie. Dla kobiet są tam daktyle i winogrona". Ayaan i jej siostra były w połowie szkoły, kiedy matka zakazała dziewczynkom dalej do niej chodzić. Po co im to mieszanie w głowach? I tak za parę lat zostaną wydane za mąż. Niech się lepiej uczą prowadzenia domu - orzekła. W obronie córek, ich edukacji stanął ojciec. Zagroził matce, że ją przeklnie na zawsze. Przeklnie ją też - powiedział - jeśli jego dziewczynki zostaną obrzezane. Ale ojciec rzadko bywał w domu. "Do tej pory nie wie - mówi Ayaan - że mama i babcia dopięły jednak swego". Ayaan opowiada po latach chłodno, pobieżnie. "Islam wymaga, by dziewczyna wychodziła za mąż jako dziewica. Dogmat dziewicy jest gwarantowany przez wycięcie klitoris, zaszycie warg sromowych i zamknięcie dziewczyny w domu". Ayaan urodziła się w Somalii w 1969 r. Jej ojciec, przywódca demokratycznej opozycji Hirsi Magan, siedział w więzieniu. Zobaczyła go po raz pierwszy, gdy miała sześć lat. Ojciec wyszedł na wolność i wyemigrował do Arabii Saudyjskiej. Rodzina pojechała za nim. Po roku przeprowadzili się do Etiopii, w końcu zacumowali w Kenii. Ojca prawie nigdy nie było w domu. Znikał na rok, czasami na parę lat, miał inne żony, które też czekały na niego latami. Bo dla ojca najważniejsza była sprawa. Od rodziny też wymagał pełnego poświęcenia dla ojczyzny i opozycji. "Gdy narzekałyśmy, że chcemy mieć tatę jak wszyscy, mówił, że to zaszczyt być powołanym do wyższego celu, że musimy nieść nasz los z podniesioną głową" - opowiada Ayaan. W Nairobi Ayaan poszła do elitarnego liceum Moslem Girls Secondary School. Były tam dziewczęta z Kenii, Jemenu, Somalii, Pakistanu, Indii. „Zdolne, inteligentne dziewczyny. Znikały po kolei, na porannym apelu coraz częściej było słychać »nieobecna «, czyli wydana za mąż. Spotykałam je po roku, dwóch, grube, w ciąży, z dzieckiem na ręku. Wola walki, światełko w oczach, wszystko zgasło. Stały się fabryką synów. Dzięki Bogu, że ojciec mieszkał wtedy z nami, bo i ja zostałabym wydana za mąż w 16. urodziny”. Była połowa lat 80. Ayaan przez chwilę opanowała - ku uciesze matki - ortodoksyjna religijność. "To była fascynacja naszą cudowną uduchowioną nauczycielką islamu. Poddam się bez reszty woli Allaha, powtarzałyśmy za nią". Zawinięta w czarne płótno hołdowała z całego serca czystości i powściągliwości. Ale zakochała się, były cielęce zaloty, całowanie po kątach, wszystko surowo zakazane religijnym prawem. Jej wiara zaczęła się kruszyć. W 1991 r. Ayaan miała 22 lata. W domu pojawił się nagle daleki kuzyn z Kanady. "Czas na małżeństwo i dzieci" - oświadczył ojciec. Nawet on, taki postępowy, nie wyobrażał sobie innego sposobu na wejście w dorosłe życie. "Wierz mi, to dla ciebie najlepsze". O dyskusji nie było mowy. Ayaan uciekła w dzień ślubu. Uciekła z Kenii, okrywając hańbą ojca i cały klan. Już z Holandii napisała list, błagając o zrozumienie. Ojciec list odesłał z dopiskiem, że dziewczyna, która go zdradziła, nie ma prawa uważać się za jego córkę. Sześć lat milczał, aż pewnego wieczoru zadzwonił do akademika w Leiden. "A be - powiedział do słuchawki - moje dziecko". Pierwsze miesiące w Holandii musiały być szokiem dla zbuntowanej, ale jednak wierzącej afrykańskiej mahometanki. Cała Holandia wydała się jej kompletnie nieprzyzwoita. Dziewczyny w spódniczkach ledwie zakrywających pupę, mężczyźni i kobiety w krótkich spodenkach na rowerach, na trawie obściskujące się pary. I to przyzwolenie w gruncie rzeczy na wszystko, abyś tylko innym nie przeszkadzał żyć - absolutna odwrotność jej świata zakazów. "Stanęłam przed potwornym dylematem: według mojej wiary byłam sto razy lepsza, a musiałam przyznać, że pogańscy Holendrzy radzą sobie w życiu lepiej niż my". Najpierw mieszkała w ośrodku dla azylantów. Uczyła się holenderskiego, pracowała jako sprzątaczka, sortowała listy. Nosiła czarną chustę, najpierw z trochę odsłoniętym czołem, potem na pół zsuniętą na tył głowy, ku zgorszeniu lokalnej somalijskiej społeczności. Aż pewnego dnia wyszła na ulicę z odkrytą głową. Przeniosła się do akademika. Skończyła politologię w Leiden. Zamieszkała ze swoim holenderskim chłopakiem. Znalazła dobrą pracę w przedsiębiorstwie farmaceutycznym. I byłaby, jak się w Holandii mówi, azylowym yuppies, gdyby nie to, że przez całe studia dorabiała jako tłumaczka somalijskiego w pomocy społecznej, w klinikach aborcyjnych, w domach dla bitych kobiet. Wstąpiła do socjaldemokratów. Wtedy właśnie wybuchła afera imama El Moumni z Rotterdamu. Głosił swoim wiernym, że Holendrzy to zwyrodnialcy, homoseksualizm to zaraźliwa, groźna choroba, a cały Zachód stoi niżej niż psy. Ktoś to w końcu przetłumaczył i w kraju zawrzało. Pod pręgierz go, do sądu - grzmiały organizacje gejów. Do czego to podobne - wołali politycy - wydajemy miliony na integrację obcokrajowców, a ich kapłani hodują nam wrogie pokolenia. No tak - mądrzyli się publicyści - z drugiej jednak strony nie wolno odbierać ludziom ich kultury; i kto niby ma kontrolować kapłana? Sam imam był zdziwiony zamieszaniem. "Ja nie uprawiam żadnej polityki - powtarzał w telewizji - tylko głoszę od lat te same prawdy wiary". "I wtedy zrozumiałam - mówi Ayaan - że Somalia dopadła mnie w Holandii". Porzuciła biznes. Zatrudniła się w fundacji Wiardi Beckman, instytucie naukowym przy partii socjaldemokratów. Zaczęła publikować precyzyjnie logiczne artykuły o tym, że islamska społeczność w Holandii wcale nie jest tak zintegrowana, jak by chcieli wierzyć politycy. Że polityka integracyjna nie może bazować na równości kultur, kiedy hierarchiczna kultura islamu jest zaprzeczeniem indywidualistycznej kultury Zachodu. Pisała, że dopóki szariat rządzi umysłami mahometan w Holandii, dopóty kultywowanie "integracji z zachowaniem własnej osobowości" za pomocą ogromnych subsydiów równa się popieraniu swoistego apartheidu, a rezultatem jest frustracja. Pisała o kulcie męskości, o przemocy w rodzinie, o podrzędnej pozycji kobiet, o tym, że mrzonką jest emancypacja islamskiej młodzieży w Holandii, gdy jest wychowywana przez matki-analfabetki i wszechwładnych ojców. Przez dziesiątki lat holenderscy politycy uważali, że pozostawienie mahometańskiej mniejszości wszystkich jej wartości jest rozsądniejsze niż przymusowa asymilacja. Nigdzie w Europie nie ma więc tylu meczetów, islamskich szkół, organizacji i mediów co w Holandii. Efektem był społeczny spokój nieporównywalny z sytuacją Niemiec, nie mówiąc już o Francji. Ale też zjawiska opisywane przez Ayaan Hirsi Ali. Zamknięcie się większości we własnym środowisku. Dyktat grupowych poglądów i opinii. Ulice i dzielnice miast rozpoznawalne nie tyle po przeważającym typie ubioru i specyficznych sklepach, ale i po talerzach anten telewizyjnych na każdym balkonie skierowanych w jedną stronę. Dawniej nazywano je "talerzami nostalgii", ostatnio mówi się o "talerzach propagandy". Imigranckie dzielnice masowo rezygnują z kabli, czyli z h Odpowiedz Link
beduinka cd Ayaan Hirsi Ali 28.10.04, 19:48 Przez dziesiątki lat holenderscy politycy uważali, że pozostawienie mahometańskiej mniejszości wszystkich jej wartości jest rozsądniejsze niż przymusowa asymilacja. Nigdzie w Europie nie ma więc tylu meczetów, islamskich szkół, organizacji i mediów co w Holandii. Efektem był społeczny spokój nieporównywalny z sytuacją Niemiec, nie mówiąc już o Francji. Ale też zjawiska opisywane przez Ayaan Hirsi Ali. Zamknięcie się większości we własnym środowisku. Dyktat grupowych poglądów i opinii. Ulice i dzielnice miast rozpoznawalne nie tyle po przeważającym typie ubioru i specyficznych sklepach, ale i po talerzach anten telewizyjnych na każdym balkonie skierowanych w jedną stronę. Dawniej nazywano je "talerzami nostalgii", ostatnio mówi się o "talerzach propagandy". Imigranckie dzielnice masowo rezygnują z kabli, czyli z holenderskiej telewizji. "Jak można liczyć na zdrowy rozwój chłopców - pisze Ayaan Hirsi Ali - kiedy w domu i w telewizji słyszą, że są panami stworzenia i że kobiety można tłuc dla ich własnego dobra, a w holenderskiej szkole muszą słuchać nauczyciela-geja albo nauczycielki w T-shircie. Jak można liczyć na normalny rozwój dziewcząt, gdy ich wychowanie oparte jest na zaprzeczeniu ich samodzielności i odpowiedzialności za siebie. Fizyczne i psychiczne rozdzielenie mężczyzn i kobiet daje nikłą szansę na rozwój umiejętności komunikowania, tak koniecznej w rodzinie. Mahometańskie kobiety skarżą się, że mężowie prawie z nimi nie rozmawiają. Małżeństwa są aranżowane przez rodziny. Chłopcy są obarczani odpowiedzialnością za dziewczynę, której prawie nie znają. Wszystko to prowadzi do niezrozumienia, złości i bezsilności, skąd jeden krok do przemocy". Ayaan cytuje partyjnych kolegów, holenderskich socjaldemokratów. "Nie przesadzaj, z czasem przejdzie samo, zwyczajne problemy społecznych dołów, należy tych ludzi popierać, a nie atakować". "30 lat temu mieliśmy podobne problemy z katolikami i wszystko się wyrównało". Dyskusje te odbywały się w rodzinnym kręgu partii pracy, w czasopismach o wąskim zasięgu. Mało kto wiedział, że u socjaldemokratów pracuje młoda Somalijka, która niczego nie owija w bawełnę, nie okrywa płaszczem miłości, a do tego świetnie pisze. Pozostałaby najpewniej lokalną znakomitością, ewentualnie dyżurnym specjalistą od komentarzy prasowych, ale nadszedł 11 września. Niechciany, niezręczny, dotąd omijany temat islamu stał się z dnia na dzień najważniejszy. W ciągu kilku miesięcy Ayaan Hirsi Ali została gwiazdą telewizyjną. Konfrontowano ją z konserwatywnymi imamami. Dyskutowała z agresywną arabską młodzieżą w czarnych chustach. Spierała się z islamskimi inteligentami pełnymi zrozumienia dla motywów terroryzmu ("zamach sam w sobie jest zły, ale rzeczywistość i uczucia wiodące do niego są usprawiedliwione"). Młoda, piękna dziewczyna mówiła cicho i z namysłem, w nienagannym holenderskim. Jej rozmówcy po kolei dostawali szału, obrażali ją, krzyczeli - jak śmie dyskutować ze starszymi. Telewizji nie może się przydarzyć nic lepszego niż kłótnia na żywo. Ayaan była zapraszana coraz częściej i mówiła rzeczy straszne dla mahometan. Dotykała spraw najbardziej intymnych. Mówiła: "Z dogmatu bezkrytycznej wiary, z kompleksu honoru i wstydu wynika totalne zaprzeczenie - w zaparte i do końca - czegokolwiek złego ze strony wierzących". "Nie da się rozdzielić kultury i religii, jeśli wola Allaha objawiona w Koranie określa ideologię, politykę, prawo, osobowość jednostki i jej stosunek do społeczeństwa. Religia jest kodeksem regulującym myśl i zachowanie. Bez zadawania pytań na temat wiary nie mamy szans na uczciwe spojrzenie na siebie samych" - twierdziła, a jej rozzłoszczeni rozmówcy wychodzili ze studia w trakcie programu. Dziesiątki organizacji przy meczetach, tureccy radni, marokańscy posłowie - wszyscy potępiali Ayaan Hirsi Ali i żądali przeprosin. "Przewodniczący liberalnych mahometan Mehmet Kaplan zażądał kategorycznie, by socjaldemokraci wyrzucili mnie z pracy. Dał mi do wyboru: albo nigdy więcej nie powiem słowa na temat islamu, albo mam iść na kurs religii do imama. Mój szef Paul Kalma, dyrektor socjaldemokratycznej fundacji naukowej, był przy tej rozmowie. Zszokowany zapytał: "Jeśli pan jest mahometańskim liberałem, to jacy są wasi konserwatyści?". To mnie wtedy uderzyło. Partia, która najwięcej mówi o wielokulturowym społeczeństwie, nie ma pojęcia, co się w tym społeczeństwie dzieje". Na marokańskich stronach internetowych można było przeczytać, że Ayaan Hirsi Ali jest renegatką, która wyrzekła się Boga. Anonimowi autorzy wymieniali pomysły, jak by tu seksualnie zaspokoić tę małpę, żeby zamknęła gębę. Czara przepełniła się pod koniec zeszłego lata. Coraz częściej zaczęło padać proste stwierdzenie, że tej k... trzeba poderżnąć gardło. Policja potraktowała pogróżki poważnie i poradziła Ayaan wyjechać na parę miesięcy. Poleciała do znajomych do Stanów. Partia pracy zapłaciła za podróż. Lokalna społeczność somalijska donosiła ojcu Ayaan o jej wyczynach. W międzyczasie przeniósł się do Londynu i ożenił na nowo z pierwszą żoną, tą sprzed matki Ayaan. "Ma 73 lata, jest szanowaną osobą i działaczem, choć - informuje nas Ayaan mailem - od 13 lat w Somalii nie ma rządu, nie ma więc też opozycji". Ojciec wspierał Ayaan w jej walce o prawa kobiet, ale gdy publicznie zakwestionowała Koran, nie zdzierżył. Jego córka w jednym szeregu z Rushdim, przeklęta przez wiernych? Wyrzekł się jej po raz drugi. Powiedział w wywiadzie, że o żadnych pogróżkach nie słyszał, jego córce mitomance przewróciło się w głowie. "Rozczarowałam go. Znów okryłam hańbą. Żal mi go i jednocześnie jestem na niego zła - bo kocha swoje dzieci warunkowo. Zawsze gdy musi wybrać między dziećmi i swoją społecznością, wybiera to drugie. To boli. Od października nie miałam z nim żadnego kontaktu". Partia pracy też znalazła się w kropce. Oczywiście socjaldemokraci są jak najbardziej zwolennikami praw kobiet, emancypacji. Jednak co innego być stroną w tak kontrowersyjnej sprawie. Nie mówiąc już o antagonizowaniu półtora miliona wyznawców islamu w Holandii, którzy tradycyjnie głosują na socjaldemokratów. Trzeba być ostrożnym. Islam jest w tej chwili drugim wyznaniem w kraju po katolicyzmie, ale już przed tradycyjnym holenderskim protestantyzmem. Holenderscy liberałowie z partii VVD nie mają problemu z islamskimi społecznymi dołami. To nie jest ich krąg wyborców. W tym czasie mieli za to ogromny problem z populistycznym konkurentem, krótko później zastrzelonym Pimem Fortuynem, który błyskawicznie rósł w siłę dzięki twardej antyislamskiej, antyimigranckiej postawie. Liberałowie wysłali więc do Ameryki mądrą kobietę, byłą minister transportu, by przekabaciła Ayaan Hirsi Ali. Ayaan wróciła do Holandii późną jesienią już jako członek liberalnego VVD, sztandarowy krytyk islamu z zapewnionym miejscem w parlamencie po następnych wyborach. Napisała kilka artykułów, równie uczciwych i bolesnych jak poprzednie. Tłumacząc zmianę orientacji, dobrała się do skóry socjaldemokratom. Pisała o hipokryzji politycznej poprawności i zagłaskiwaniu imigrantów. Pisała, że "troska o słabszych wypisana na sztandarach socjaldemokracji kończy się tam, gdzie zaczyna się islamska społeczność: tam nagle w oczach socjaldemokratów ważniejsze od konstytucyjnych praw jest zachowanie grupowej osobowości imigrantów". Jeśli cierpią na tym ich kobiety, to trzeba się z tym pogodzić. "Socjaldemokraci cytują na okrągło własne optymistyczne raporty. Tymczasem kliniki aborcyjne i domy dla kobiet wypełnione są żonami i córkami imigrantów, a w rodzinie kobiety pozostają własnością grupową ojca, męża, braci, rodziny". Na początku grudnia upadł w atmosferze skandalu prawicowo-populistyczny rząd. Ayaan ruszyła w podróż przedwyborczą po kraju. Zdobyła miejsce w parlamencie ogromną ilością głosów, ponad dwa razy Odpowiedz Link
beduinka Re: cd Ayaan Hirsi Ali 28.10.04, 19:49 Na początku grudnia upadł w atmosferze skandalu prawicowo-populistyczny rząd. Ayaan ruszyła w podróż przedwyborczą po kraju. Zdobyła miejsce w parlamencie ogromną ilością głosów, ponad dwa razy większą niż potrzeba. Wybory wygrali chadecy i socjaldemokraci. Liberalna partia Ayaan - VVD - współodpowiedzialna za chaos upadłego rządu, z trudem wyszła na swoje. Zwycięstwo Ayyan jest w tym świetle jeszcze bardziej spektakularne. Pojawiła się na zaprzysiężeniu nowego parlamentu jak zwykle promiennie uśmiechnięta. Przy drzwiach jednak stanął ochroniarz, holenderski BOR-owiec. Któryś z posłów powiedział wtedy z mównicy, że jest mu wstyd za społeczeństwo, w którym człowiek musi chodzić z ochroną z powodu własnych poglądów. Umiarkowane organizacje islamskie również wyraziły żal z tego powodu, ale i zrozumienie dla współwyznawców. Charakterystyczne były wypowiedzi dyrektora meczetu Aya Sofia w Amsterdamie Haci Karacaera: "Ayaan Hirsi Ali mówi o skrajnościach. Licznych, zasługujących na potępienie, ale skrajnościach. Setki tysięcy imigranckich rodzin żyją w spokoju i szacunku dla siebie - mówił. - Prowadzą normalne życie, dzieci chodzą do szkoły, coraz więcej studiuje. Nie dość, że dzień w dzień muszą udowadniać Holendrom swoją wartość, to czują się teraz niesprawiedliwie zaatakowani przez dziewczynę z ich środowiska". Tu akurat Karacaer ma rację. W Holandii jest wiele młodych osób w ortodoksyjnych chustach i nakryciach głowy, które biorą normalny udział w życiu publicznym. Noszą się dumnie, twierdząc, że są nowoczesnymi mahometanami. Nareszcie - twierdzą - powstało pokolenie oddzielające codzienność od religii, pokolenie społecznego awansu, aktywne i jednocześnie wierzące. Czują się obrażeni wypowiedziami Ayaan Hirsi Ali. Haci Karacaer też należy do tego pokolenia. Jest nie tylko dyrektorem meczetu, lecz także przewodniczącym tureckiej organizacji religijnej Milli Görüs w Holandii. Losy tej organizacji są kolejnym przykładem holenderskiej specyfiki. W Niemczech Milli Görüs jest ekstremalnie prawicowo-religijną, podejrzaną, w efekcie zabronioną organizacją. Holendrzy natomiast uznali Milli Görüs początkowo za ruch nieprzyjazny, ale z oczywistymi korzeniami w tureckiej mniejszości. Mimo wszystko Milli Görüs istniał i był zapraszany do rozmów. Stał się jednym z partnerów rządu. Przez to odpowiedzialnym za to, co mówi i czyni. W tej chwili to jedna z największych organizacji społeczno-religijnych, mahometańsko-umiarkowana, zawsze na barykadach o unowocześnienie islamu. Jej przewodniczący Haci Karacaer ma Ayaan Hirsi Ali za złe, że „jej słowa brzmią jak: »Won z powrotem do waszego islamskiego kąta, z całym waszym zacofaniem «”. Chrześcijański dziennik "Trouw" pod koniec stycznia opublikował wywiad z nową posłanką Ayaan Hirsi Ali w formie współczesnego komentarza do dziesięciu przykazań. Mówiąc o przykazaniu "Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremnie", Ayaan powiedziała: "Według mnie to okropne, że ja, żyjąc w demokratycznym państwie, gdzie wolność słowa jest dobrem najważniejszym, ciągle jeszcze mam do czynienia z szantażem zza grobu proroka Mahometa". Powiedziała też: "Mierząc naszą współczesną, zachodnią normą, prorok Mahomet był po prostu plemiennym tyranem jak ben Laden czy Chomeini. Był też perwersyjnym człowiekiem, bo jak inaczej określić jego ożenek z Aiszą, dziewięcioletnią córeczką swego najlepszego przyjaciela". Po raz pierwszy Ayaan używa słów "my", "nasze" w innym niż dotąd kontekście. Nie mówi już w imieniu "nas, mahometan", tylko w imieniu "nas, ludzi Zachodu". Krótko przedtem Ayaan przyznała publicznie, że przestała wierzyć w Allaha. W Holandii rzecz normalna, ponad połowa ludności nie należy do żadnej gminy wyznaniowej. Dla Ayaan jednak według szariatu, religijnego prawa, jest to podpisanie wyroku śmierci na siebie. To niesłychana zdrada. W islamskiej społeczności wybuchł nowy protest. Bluźnierstwa z ust wiarołomnej! Prorok Mahomet według niej to tyran i pedofil! "To nierozsądna, niesmaczna wypowiedź" - przyznali politycy włącznie z lewicą. Do rozmowy włączyli się teolodzy i socjolodzy, ministrowie i posłowie, rozpętała się kolejna narodowa dyskusja o wolności słowa i granicy tolerancji. Jedni twierdzili, że nie wolno obrażać uczuć religijnych. Inni - że prorok Mahomet faktycznie miał związek seksualny z dziewięcioletnim dzieckiem. Pytanie, jak to teraz nazwać. Pedofilia to pedofilia, w Holandii dostaje się za to 12 lat więzienia. Jeszcze inni wspominali burzę sprzed 30 lat, kiedy największy holenderski pisarz Gerard Reve epatował naród swoją erotyczno-mistyczną wersją kultu maryjnego. Wykwintna holenderska intelektualistka, żona marokańskiego poety i księgarza, powiedziała mi, z trudem ukrywając chłodną niechęć: "Jeśli Ayaan Hirsi Ali chce udawać staroświecką ateistkę, to jej sprawa. Niech jednak nie plecie głupstw. Po pierwsze, obrzezanie kobiet to nie mahometański, lecz afrykańsko-pogański obyczaj zakorzeniony w niektórych krajach islamu, w Sudanie, Somalii, Egipcie, a na przykład w Maroku zupełnie nieznany. Po drugie, ożenek z dzieckiem był w czasach Mahometa na porządku dziennym. To historyczna prawda - przez tysiące lat dziewczynka po pierwszej menstruacji szykowana była za mąż. Dzieciństwo jako takie to w zasadzie XIX-wieczny wynalazek, przedtem traktowano dzieci jak nierozumnych dorosłych". 26 lutego na pierwszych stronach gazet pojawiła się wiadomość złożona wielką czcionką, że 56 krajów skupionych w Organisation of the Islamic Conference (OIC) żąda od lidera liberałów Gerrita Zalma, by zmusił swoją posłankę Ayaan Hirsi Ali do odszczekania jej "niedopuszczalnych wypowiedzi" i do publicznych przeprosin. 21 ambasadorów islamskich krajów przekazało list tej treści Zalmowi, kopie poszły do przewodniczącego parlamentu i do rządu. Był to nad wyraz kategoryczny list pisany w gorączce zbliżającej się wojny z Irakiem. Mowa w nim była o obrażaniu półtora miliarda mahometan na świecie. List wyrażał "nadzieję, że wypowiedzi Ayaan Hirsi Ali nie doprowadzą do podziału, polaryzacji i starcia między różnymi grupami w holenderskim społeczeństwie". Gerrit Zalm zareagował lakonicznie. Jego partia nie ma stanowiska w sprawach wiary lub niewiary - powiedział - a każdy poseł ma pełne prawo udzielać prywatnie wywiadu, o czym i komu chce. Inni politycy nie byli tak małomówni. "Niedopuszczalne naciski", "hucpa", "ukryte groźby", "reżimy i dyktatury", "Sudan, Iran, Irak chcą nas uczyć, co to wolność słowa?". Rząd powiedział mniej więcej to samo w okrągłych, dyplomatycznych zdaniach. Nadszedł marzec. Zbliżająca się wojna wyparła wszystko inne z publicznej uwagi. Sprawa posłanki Hirsi Ali przeniosła się na dalekie strony opinii w gazetach, ku cichemu zadowoleniu wszystkich. "Czas kończyć z tym Ayaan show" - głosił komentarz redakcyjny bulwarowej gazety "Algemeen Dagblad". Innymi słowy, czas wrócić do sytuacji, w której wszystko jest spokojne i mdłe, jak to w Holandii zwykło być. Ale Ayaan jest jak zadra, jak pchła w futrze. Podgryza. "Pewnie, że chciałabym mieć dzieci, spokojnie pisać książki i nie myśleć o niczym więcej - powiedziała ostatnio w wywiadzie. - Życie z ochroniarzami odziera człowieka z prywatności. To dość dziwaczna egzystencja, zawsze na patelni. Nic to, nie poddam się, za dużo ludzi na mnie liczy. W międzyczasie będę posłanką, chyba napiszę doktorat". Ayaan jest córką swego ojca. Jej sprawa jest inna, poświęcenie to samo. Misja przede wszystkim. 8 marca, z okazji Dnia Kobiet, Ayaan Hirsi Ali w dzienniku "NRC Hnadelsblad" pisze, że mahometańskie dziewczęta w Holandii też chciałyby wyjść sobie na ulicę, ot tak, kiedy im się spodoba. Też chciałyby palić lub nie palić, móc podróżować, mieć przyjaciela, ewentualnie nie mieć dzieci w małżeństwie lub zdecydować się na miłość z przyjaciółką. Za te chęci spot Odpowiedz Link
beduinka 4 Ayaan Hirsi Ali 28.10.04, 19:50 8 marca, z okazji Dnia Kobiet, Ayaan Hirsi Ali w dzienniku "NRC Hnadelsblad" pisze, że mahometańskie dziewczęta w Holandii też chciałyby wyjść sobie na ulicę, ot tak, kiedy im się spodoba. Też chciałyby palić lub nie palić, móc podróżować, mieć przyjaciela, ewentualnie nie mieć dzieci w małżeństwie lub zdecydować się na miłość z przyjaciółką. Za te chęci spotyka je kontrola tysięcy oczu, pobicie, czasami porwanie. Te, które się zdecydują, czeka odrzucenie i samotność. Tym razem Ayaan skierowała swoje słowa do holenderskich feministek. Zaproponowała Trzecią Falę Emancypacji poświęconą wyłącznie kobietom islamu. Pisała wyjątkowo oględnie, jak parlamentarny dokument. Ale w krótkich wywiadach czuć jej ironię i zniecierpliwienie: Holenderki dyskutują niemrawo o ezoterycznych aspektach kobiecej osobowości, a pod ich nosem dzieją się rzeczy wołające o pomstę do nieba. Jedno jest więc pewne - nadeszła kolej na holenderskie feministki. źródło: Sasza Malko 12-04-2003 Odpowiedz Link
beduinka Theo van Gogh zamordowany 02.11.04, 22:49 Theo van Gogh zamordowany W Amsterdamie został rano zamordowany kontrowersyjny holenderski reżyser filmowy i pisarz Theo van Gogh. Holendrzy są zszokowani zamordowaniem kontrowersyjnego reżysera i pisarza Theo van Gogha. 47-letni artysta został zastrzelony rano w centrum Amsterdamu. Policja potwierdziła, że reżyser został zaatakowany także nożem. Theo van Gogh został zaatakowany przed 9.00 rano. Świadek zdarzenia powiedział w Radiu 1 Journal, że sprawca strzelił, a następnie przez jakiś czas pochylał się nad leżącym reżyserem, po czym uciekł. Świadek widział na ofierze list. Policja potwierdziła, że zatrzymany przez policję sprawca wbił w ciało ofiary list. Nie chciała jednak ujawnić szczegółów. Wcześniej świadkowie mówili, że był napisany po arabsku, inni, że były to wersety z Koranu. Reżyser Theo van Gogh krytycznie oceniał islam. W pościgu za mordercą w okolicach Oosterparku i Mauritskade doszło do ponownej strzelaniny, w której niegroźnie ranni zostali policjant i sprawca. Zabójcą holenderskiego reżysera jest 26-letni mężczyzna posiadający obywatelstwa marokańskie i holenderskie. Theo van Gogh współpracował z walczącą o prawa kobiet muzułmańskich deputowaną holenderską, ale pochodzącą z Somalii Ayaan Hirsi Ali. Wspólnie zrealizowali kontrowersyjny film telewizyjny "Submission", po którym reżyser otrzymywał pogróżki. W grudniu miała się odbyć premiera jego filmu o zamordowanym dwa lata temu kontrowersyjnym polityku Pimie Fortuynie. Premier Holandii zaapelował o powstrzymanie się od spekulacji na temat motywów mordu. Policja wysłała na ulicę większą liczbę policjantów w obawie przed antymuzułmańskimi zamieszkami. Wieczorem w centrum Amsterdamu zapowiedziano manifestację upamiętniającą reżysera. źródło: IAR, Gal /2004-11-02 Odpowiedz Link
beduinka Reżyser zabity za film o losie muzułmań. kobiet 02.11.04, 22:56 Reżyser zabity za film o losie muzułmańskich kobiet W Amsterdamie w biały dzień zamordowano reżysera Theo Van Gogha, który swoim oskarżycielskim i obrazoburczym filmem oburzył społeczność muzułmanów w Holandii. We wtorek jadącego na rowerze Van Gogha zaatakował mężczyzna w tradycyjnej marokańskiej galabii (długiej sukni). Kilka razy wystrzelił z pistoletu, a następnie sztyletem przygwoździł do ciała ofiary zapisaną kartkę - nie wiadomo jednak, co na niej napisał. Zabójca został zatrzymany po krótkiej wymianie ognia z policją. Ma 26 lat, obywatelstwo holenderskie i marokańskie, nie był wcześniej karany. 47-letni reżyser zapłacił życiem za swój ostatni film - "Submission" ("Poddanie"), w którym przedstawił pożałowania godną - jego zdaniem - sytuację kobiet w kulturze islamu. Główną bohaterką fikcyjnej historii jest systematyczne upokarzana przez męża kobieta. Zgwałcona przez wuja, zostaje brutalnie ukarana przez męża za rzekome cudzołóstwo. W jednej ze scen występuje w przezroczystej tunice, pod którą widać piersi zapisane cytatami z Koranu i ślady od uderzeń batem. Latem tego roku, po emisji filmu w holenderskiej telewizji, zawrzało w milionowej mniejszości muzułmańskiej (5 proc. społeczeństwa). Napięcie potęgował fakt, że "Submission" powstała we współpracy z uważaną za zdrajczynię przez środowiska muzułmańskie w Holandii Ajaan Hirsi Ali. Jako młoda dziewczyna, uciekła ona z Somalii przed ślubem zaaranżowanym przez rodziców. Dziś, po 12 latach, Ajaan walczy w holenderskim parlamencie z tak okrutnymi zwyczajami stosowanymi przez muzułmanów, jak np. obrzezanie dziewczynek. Publicznie wyrzekła się swej dawnej wiary i krytykuje imigrantów, którzy w Holandii słabo się asymilują. Zarówno ona, jak i Van Gogh wielokrotnie otrzymywali pogróżki i często korzystali z ochrony policji. - Sytuacja jest nerwowa, na ulice posłano masę policji - mówi "Gazecie" Jan Minkiewicz, polski dziennikarz mieszkający w Holandii. Burmistrz Amsterdamu zwołał na wieczór wiec, który ma uczcić pamięć zamordowanego. - W tej sytuacji nie potrzeba ciszy, ale hałasu! - mówił. - Głośno i jasno wykrzyczymy, jak ważna jest dla nas wolność wypowiedzi. Liczę, że na mój apel masowo odpowiedzą islamscy imigranci. Są już pierwsze głosy potępienia zbrodni ze strony muzułmanów. - Jego wizja islamu wywołuje w nas odrazę, ale żaden motyw nie usprawiedliwia morderstwa - powiedział o zabitym Ayhan Tonca, przedstawiciel muzułmanów w kontaktach z rządem. Van Gogh często utrzymywał, że jest praprawnukiem Vincenta van Gogha, bodaj najmodniejszego spośród najwybitniejszych malarzy. W grudniu w internecie miała odbyć się premiera jego kolejnego filmu, tym razem opowiadającego o populistycznym polityku Pimie Fortuynie, gorącym orędowniku zaostrzenia prawa imigracyjnego, zabitym dwa lata temu przez lewaka i obrońcę zwierząt. źródlo: gazeta.pl; mz 02-11-2004, Odpowiedz Link
kasiaa10 Re: Reżyser zabity za film o losie muzułmań. kobi 09.11.04, 12:13 W Holandii swego czasu zawieszono w TV emisje programu ,,Koopspijkers" w ktorym przedstawiano w satyryczny sposob Premiera i Krolowa i inne osoby ze swiata polityki i biznesu.Nic w tym programie nie bylo gorszacego,teksty kulturalne a karykatury przedstawianych osob nawet ladniejsze niz te osoby sa w rzeczywistosci,a jednak Premier kilkakrotnie atakowal tworcow programu za teksty i karykatury.Krolowa nie miala nic przeciwko,ale Premier byl wyjatkowo oburzony.Teraz po smierci dziennikarza Theo,ktory byl zdecydowanie antymuzulmanski i wcale nie liczyl sie ze slowami,ten sam Premier mowi o wolnosci slowa.Pytam -gdzie tu konsekwencja?Czy wolnosc slowa ma dwa oblicza?Ma jedno,ale na pewno ma granice!Nikt nie ma prawa w sposob wulgarny obrazac czyjes uczucia religijne.Zabijanie nie jest rozwiazaniem,ale przyslowie mowi,zeby nie wsadzac kija w mrowisko.Moze powtarzam pewne mysli po kims,ale nie kopiuje a jedynie podpisuje sie pod tym,ze wolnosc tez ma swoje granice i nikt nie ma prawa do godzenia w czyjes uczucia,w czyjas tozsamosc.To ma sie nazywac wolnosc?To jest podrzeganie do nienawisci i niestety taka niebezpieczna gra nie tylko w tym przypadku skonczyla sie tragicznie. I jeszcze jedno:nie tak dawno Niemiec zastrzelil holenderskiego policjanta,jeszcze pozniej Holender bestialsko zabil swoja ex-zone i jej partnera...W mediach oczywiscie obie sprawy wspomiano,ale bez emocji a przeciez to tez byly zabojstwa,tez zgineli ludzie.Dlaczego nie rozpetano w tych sytuacjach nagonki jaka probuje sie rozpetac po zabojstwie Theo?Moze dlatego,ze tam nie brali udzialu muzulmanie,ze nie chodzilo o islam.Ale jesli tak ,to znowu mamy do czynienia z dyskryminacja.Dla mnie czlowiek to czlowiek,bez wzgledu na to kim jest i smierc jednego nie powinna byc zalosniejsza niz drugiego. Odpowiedz Link
beduinka Śmierć reżysera Theo van Gogha dzwonkiem alarmowym 13.11.04, 18:41 Śmierć reżysera Theo van Gogha dzwonkiem alarmowym dla Holandii źródło: gazeta.pl, Jacek Pawlicki 03-11-2004, Gdyby Theo van Gogh przeżył, nakręciłby zapewne film o zamachu na siebie samego. Zszokowani jego zabójstwem Holendrzy zastanawiają się, co stało się z ich krajem. Czy to koniec holenderskiej tolerancji? 47-letni reżyser i gazetowy komentator, praprawnuk brata słynnego malarza Vincenta van Gogha, został brutalnie zamordowany we wtorek rano w Amsterdamie przez 26-letniego fanatyka z podwójnym obywatelstwem, holenderskim i marokańskim. Część gazet pisze, że zanim sięgnął po nóż, oddał do niego osiem - dziewięć strzałów, a do ciała przyczepił kartkę z wersetem z Koranu. Siedem minut hałasu Powód zamachu nie jest do końca jasny, ale wszystko wskazuje na to, że była to zemsta za oskarżycielski i obrazoburczy dla muzułmanów film van Gogha - "Submission" ("Podporządkowanie") przedstawiający straszny los muzułmańskich kobiet. Policja twierdzi, że zabójca utrzymywał kontakty z jednym ze 150 islamskich terrorystów z czarnej listy holenderskich służb specjalnych. Chodzi o Samira Azzuza, który planował zamach na lotnisko Schiphol pod Amsterdamem. We wtorek późnym wieczorem blisko 20 tys. Holendrów, w tym również muzułmańscy imigranci, wyszło na ulice centrum Amsterdamu ze świecami, trąbami, garnkami, by zademonstrować "głośne" poparcie dla ofiary nietolerancji. O "siedem minut hałasu" w obronie wolności słowa, której hołdował van Gogh, prosił sam burmistrz Amsterdamu Job Cohen. Porównał on reżysera do Voltaire'a - przedstawiał jako artystę szczerego i wygadanego, niezgadzającego się z establishmentem, broniącego własnego zdania za wszelką cenę. Film "Submission" zrobiony we współpracy z somalijską emigrantką, a dziś holenderską deputowaną Ayaan Hirsi Ali przedstawiał historię muzułmańskich kobiet bitych, gwałconych i zmuszanych do małżeństwa, proszących w końcu Allaha o pomoc. Gdy tę zaledwie 10-minutową produkcję holenderska telewizja wyemitowała w sierpniu w środowiskach muzułmańskich rozpętało się piekło, bo film zawierał obrazoburcze dlań treści, w tym wersety Koranu na nagim ciele kobiety. Mimo gróźb van Gogh nie chciał policyjnej ochrony. Stygmat Fortuyna "Podporządkowanie" miało być pierwszą częścią kontrowersyjnego tryptyku. Reżyser przygotowywał też inny film - "06-05" o zabójstwie populisty Pima Fortuyna (zamordował go 6 maja 2002 roku holenderski lewicowy radykał). Polityczny mord na Fortuynie, który miał szansę zostać nawet premierem Holandii, wstrząsnął dwa lata temu krajem, podobnie jak dziś zabójstwo van Gogha. Co więcej, wyniósł chwilowo do władzy wrogo nastawionych wobec imigrantów populistów i choć dziś są oni w rozsypce, ich program odziedziczył częściowo centroprawicowy rząd Jana Petera Balkenendego. Jakie będą skutki zabójstwa van Gogha? - Nie wykluczam dalszej radykalizacji nastrojów w środowiskach muzułmanów (900 tys. osób w 16-milionowej Holandii) - mówi "Gazecie" holenderski politolog Jean Tillie. - Wszystko w odpowiedzi na rosnącą niechęć do nich ze strony zwyczajnych Holendrów - dodaje. Według Tilliego podwaliny słynnego kiedyś w całej Europie wieloetnicznego społeczeństwa Holandii zaczęły chwiać się już sześć lat temu, ale dramatyczny ich rozpad rozpoczął się po 11 września 2001 roku. - Podstawą spójności holenderskiego społeczeństwa i jego filarów: protestanckiego, katolickiego, ateistycznego i środowisk muzułmańskich, była tolerancja, dzięki niej dogadywały się one między sobą. Teraz zamiast tolerancji mamy dezintegrację i rozpad - mówi Tillie. Zdaniem politologa odpowiedzią na zaistniałą sytuację nie może być zaostrzenie prawa wobec imigrantów i ich przymusowe wydalanie (co planuje rząd), ale odbudowa więzi między poszczególnymi społecznościami. Odpowiedz Link
beduinka Wojna religijna w Holandii? 13.11.04, 18:44 Wojna religijna w Holandii? źródło: gazeta.pl, rs, jap 08-11-2004 W odwecie za zabójstwo reżysera Theo van Gogha przez radykała islamskiego próbowano podpalić meczety i podłożono bombę pod szkołą. Islamiści grożą ścinaniem politykom głów W poniedziałek o 3.30 nad ranem potężna eksplozja obudziła mieszkańców jednej z dzielnic Eindhoven. Wybuch poważnie uszkodził wejście do szkoły islamskiej Tarik Ibnoe Ziyad. Nikt nie zginął, ale straty materialne są duże. A ludzie w szoku. To kolejny akt niepokojów, które ogarniają Holandię od tygodnia, gdy muzułmański fanatyk zabił Theo van Gogha. Van Gogh był autorem filmu "Podporządkowanie" o ciężkim losie kobiet w islamie, dla części muzułmanów - bluźnierczego, bo pokazywał np. wersety Koranu wypisane na nagim ciele. W ubiegły wtorek Mohammed Bouyeri, z pochodzenia Marokańczyk, strzela do reżysera, o potem dźga go śmiertelnie nożem. Gazety spekulują, że to zemsta, dżihad... Jeszcze we wtorek 20 tys. mieszkańców Amsterdamu wychodzi na ulice, by protestować przeciw "mordowaniu wolności słowa". W środę policja aresztuje przyjaciół Marokańczyka. Pojawiają się spekulacje, że miał kontakty z al Kaidą - z siatkami w Casablance i Hiszpanii. Holenderska skrajna prawica krzyczy: "Dosyć islamu w Holandii!". Słowa przechodzą w czyny. W miniony weekend dochodzi do nieudanych prób podpaleń meczetów, m.in. w Rotterdamie, Bredzie, Utrechcie. Do meczetu w Amsterdamie ktoś wrzuca świńską głowę. Policja podejrzewa się, że stoją za tym bojówkarze skrajnej prawicy. Działają też radykałowie muzułmańscy. Dwóch z nich publicznie grozi obcięciem głowy przywódcy populistycznej prawicy Geertowi Wildersowi, który zapowiadał, że będzie "walczyć z islamizmem zalewającym Holandię". W sobotę policja ich aresztuje. W 16-mln Holandii żyje 900 tys. muzułmanów. Ich masowy napływ zaczął się w latach 60. Jeszcze niedawno Holendrzy żyli w zgodzie z imigrantami. Teraz wydaje się, że budowane mozolnie na tolerancji i poszanowaniu odmienności społeczeństwo wieloetniczne jest podzielone i leży w gruzach. Holendrzy boją się fundamentalizmu islamskiego, a potomkowie imigrantów z Maroka czy Turcji - nietolerancji. W sondażu telewizji RTL Nieuws niemal połowa Holendrów deklaruje, że od morderstwa van Gogha jest mniej tolerancyjna wobec islamu. Konflikt ma echa w sąsiedniej Belgii. Szef belgijskiego MSW Patrick Dewael, liberał, zapowiedział wczoraj ostry rządowy plan walki z radykalnym islamizmem. Meczety i szkoły koraniczne mają być inwigilowane, by wyłapywać duchownych wzywających do przemocy. - Holendrów dopadła islamofobia - mówi "Gazecie" profesor Herman L. Beck, badający islam w Holandii na Uniwersytecie w Tilburgu. - Mam nadzieję, że na krótko. Większość muzułmanów rozumie, że w Holandii nie ma miejsca na szariat, a Holendrzy wiedzą, że nie wszyscy muzułmanie to fundamentaliści. Odpowiedz Link
beduinka Znów posypały się świńskie łby 13.11.04, 18:46 Znów posypały się świńskie łby - historyk religii o ostatnich wydarzeniach w Holandii źródło: gazeta.pl, Rozmawiał Jacek Pawlicki 08-11-2004 Rozmowa z Hermanem L. Beckiem, profesorem fenomenologii religii na Uniwersytecie w Tilburgu i historykiem islamu w Holandii Jacek Pawlicki: Coś się psuje w państwie holenderskim. Świńskie łby w meczecie, bomba przed muzułmańską szkołą, sondaże zwiastujące koniec polityki tolerancji... Herman L. Beck*: - Odżyła niechęć do islamu i antymuzułmańskie nastroje, ukrywane w holenderskim społeczeństwie od setek lat, a narastające od zamachów 11 września. Zamachy w USA i w Madrycie w marcu br. spowodowały, że Holendrzy zaczęli obawiać się islamskiego fundamentalizmu. Groźni są tylko nieliczni młodzi radykałowie, ale nawet garstka ludzi może spowodować nie lada problemy. To jest główny powód ostrej reakcji na morderstwo Theo van Gogha. Dwa lata wcześniej Holendrów zradykalizował polityczny mord Pima Fortuyna, populistycznego polityka krytykującego islam i wzywającego do zaostrzenia polityki wobec imigrantów. Tamto zabójstwo nie miało nic wspólnego z islamem [Fortuyna zabił holenderski lewak], ale pokazało, że w Holandii są politycy przeciwni, a nawet wrodzy, islamowi. Według nich fundamentem holenderskiego społeczeństwa jest spuścizna judeochrześcijańska. Odrzucają fakt, że muzułmanie też mają swój wkład w kulturę europejską, chociażby poprzez przekazywanie spuścizny greckiej. Kto jest odpowiedzialny za obudzenie tych antyislamskich nastrojów? Te nastroje nie narodziły się teraz, sięgają czasów średniowiecza. Chociaż mieszkańcy obecnych ziem, na których leży Holandia, nie mieli wówczas prawie nic wspólnego z islamem, funkcjonował bardzo negatywny obraz islamu, utwierdzany przez Kościół katolicki. To był przecież czas krucjat do Ziemi Świętej i rekonkwisty Hiszpanii. Reformacja nic tu nie zmieniła? Podejście protestantów do islamu nie było lepsze, dla nich prorok Mahomet był antychrystem. Taki wizerunek islamu jedynie umocnił się w wyniku doświadczeń kolonialnych, np. podczas panowania w holenderskich Indiach (dzisiejszej Indonezji). Władze długo przekazywały Holendrom obraz islamu jako religii agresywnej, antyholenderskiej. Od lat 60. XX w. mamy w Holandii muzułmańskich imigrantów z Turcji i Maroka, ale zawsze jednak działo się coś niedobrego, a związanego z islamem na świecie. Stare uprzedzenia nieustannie odżywały w holenderskim społeczeństwie. Mówi pan o uprzedzeniach czy o łagodnej formie rasizmu? To rodzaj islamofobii. Oczywiście teraz do głosu dochodzą radykalni prawicowi politycy. Wszystko to nakłada się na rosnące poczucie niepewności z powodu tego, co się dzieje na świecie, wojnę z terroryzmem, Irak, gdzie są holenderskie wojska oraz decyzję UE o ewentualnym rozpoczęciu negocjacji członkowskich z Turcją. Dla prawicowych polityków i części społeczeństwa muzułmanie są idealnym celem oskarżeń o wszelkie zło i niepewność. Czy nie obawia się pan radykalizacji postaw obu stron? Na razie wybuchają niegroźne ładunki pod szkołami muzułmańskimi, ale może być przecież gorzej? Nie sądzę, choć niepokoje społeczne mogą jeszcze potrwać nawet kilka tygodni. 20 lat temu było dużo gorzej. Wtedy świńskie łby posypały się po raz pierwszy do meczetów, a była to reakcja na niechęć społeczności muzułmańskiej wobec homoseksualizmu. Holendrzy wyszli na ulicę, by protestować przeciw tej nietolerancji, sprofanowano wówczas kilka meczetów. Wszystko rozeszło się jednak po kościach. Co będzie dalej ze stosunkiem Holendrów do muzułmanów? W Holandii nie ma miejsca na szariat i większość muzułmanów doskonale to rozumie. Muzułmańscy intelektualiści i umiarkowani immamowie będą przypominać muzułmanom - i już to robią - że jeśli chcą żyć w Holandii, muszą szanować panujący tu styl życia, być tolerancyjni, przestrzegać prawa. Nikt nie jest jednak w stanie przewidzieć, co zrobi mała grupka fundamentalistów. Czekają nas kolejne zamachy? Mogą spróbować zamordować Ayaan Hirsi Ali [holenderską poseł pochodzenia somalijskiego, scenarzystkę filmu Theo van Gogha], już jej zresztą grozili. Jestem jednak pewien, że większość holenderskich muzułmanów nie opowie się po stronie fundamentalizmu, gdyż Holandia jest ich ojczyzną, miejscem, w którym się urodzili i robią kariery. A co stanie się z holenderskim modelem społeczeństwa wielokulturowego, z kulturą tolerancji? Przetrwa, choć teraz sytuacja wygląda nie najlepiej. Odpowiedz Link
beduinka Płoną meczety w Holandii 13.11.04, 18:51 Płoną meczety w Holandii źródło: gazeta.pl, Grzegorz Rzeczkowski, afp, pap 09-11-2004 Podpalane są meczety, w powietrze wyleciała szkoła. Muzułmanie w Holandii drżą o życie Kontrowersyjny reżyser Theo van Gogh zginął tydzień temu z ręki marokańskiego fanatyka - zapłacił życiem za nakręcenie filmu o muzułmankach wykorzystywanych przez mężów. Kilka dni po zabójstwie w płomieniach stanęły pierwsze meczety. W czasie weekendu nieznani sprawcy podpalili świątynie w Rotterdamie, Utrechcie, Bredzie oraz w Huizen w okolicach Amsterdamu. Kolejny meczet w Rotterdamie pokryły antyarabskie napisy, a mury amsterdamskiego centrum pomocy imigrantom oblano czerwoną farbą. Jednak najpoważniejszy incydent wydarzył się wczoraj. W szkole koranicznej w Eindhoven wybuchła bomba i poważnie uszkodziła budynek. Choć w żadnym z ataków nikt nie ucierpiał, na muzułmanów żyjących w Holandii padł blady strach. Przerażenia nie kryją też holenderskie władze. - Nie możemy dopuścić do zdestabilizowania sytuacji. Musimy skończyć ze wzajemnym obwinianiem się - alarmował burmistrz Eindhoven Alexander Sakkers. Ostatnie badania opinii społecznej pokazują, że aż 47 proc. Holendrów czuje niechęć do imigrantów z krajów muzułmańskich. Takie nastroje to woda na młyn dla nacjonalistów, którzy zorganizowali już kilka antyarabskich marszów. Rasistowskie wybryki doprowadziły nawet do zamknięcia strony internetowej poświęconej van Goghowi - tyle było na niej wyzwisk. W 16-milionowej Holandii żyje około 900 tys. muzułmanów - jedna trzecia z nich pochodzi z Maroka. Odpowiedz Link
beduinka Pogranicznicy zaprzeczają, by szykanowali holender 06.06.05, 14:26 Pogranicznicy zaprzeczają, by szykanowali holenderską wycieczkę gazeta.pl; PAP 02-06-2005 Straż Graniczna zaprzecza zarzutom stawianym im przez opiekunów i uczniów z holenderskiej wycieczki, która po odprawie na przejściu granicznym w Ludwigsdorf-Jędrzychowice (Dolnośląskie) poskarżyła się na zbyt długie procedury i potraktowanie uczniów "w sposób dyskryminujący i rasistowski" Do incydentów miało dojść podczas wjazdu i wyjazdu z Polski 24 i 26 maja. Skargę na zachowanie pograniczników przekazano ambasadzie RP w Hadze. Rzeczniczka ambasady Małgorzata Zdzienicka potwierdziła w rozmowie z PAP, że we wtorek do placówki dotarł list opisujący incydent. Nie zdradziła szczegółów, ale sprawę określiła jako "niezwykle przykrą" Dodała, że gdy tylko list trafił do ambasady, został przekazany Komendzie Głównej Straży Granicznej, "by wyjaśnić, do czego na przejściu granicznym rzeczywiście doszło" Jak powiedział PAP rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Aleksander Chećko, sprawa jest wyjaśniana. Dodał, że z dotychczasowych ustaleń wynika, że "relacje holenderskich mediów są przesadzone" Jak poinformował PAP rzecznik prasowy Łużyckiego Oddziału Straży Granicznej Leszek Duczyński, postępowanie wyjaśniające nie potwierdziło zarzutów o "rasistowskim, ksenofobicznym, czy wręcz seksualnym kontekście zachowania funkcjonariuszy ani polskiej, ani niemieckiej straży granicznej". Dodał, że polski strażnik nie rozmawiał z nikim oprócz opiekunki grupy. "Wiele wątpliwości budzi też to, w jakim języku miałby czynić niestosowne uwagi. Strażnik nie mówi ani po niderlandzku, ani angielsku, ani arabsku, tym bardziej turecku, czy filipińsku" ? powiedział Według Duczyńskiego, zgodnie z procedurą, do autokaru weszło dwóch pograniczników: Niemiec i Polak. Pierwszeństwo kontroli przysługiwało niemieckiemu strażnikowi. "Stwierdził on, że wśród pasażerów znajdowały się osoby z innych krajów niż unijne, a wobec nich wymagana jest kontrola paszportowa. Mieli być jej poddani obywatele Maroka, Turcji i Filipin. Niemiecka kontrola wykazała, że jeden Marokańczyk nie ma wizy i jego pobyt w Niemczech jest nielegalny. Został ukarany mandatem" ? powiedział Według pograniczników, kolejne dwie osoby pochodzenia marokańskiego miały ważne wizy, ale nie posiadały ważnych paszportów. Jedna Marokanka legitymowała się paszportem matki, druga nie miała paszportu, ale była wpisana na listę uczestników wycieczki. Niemcy potwierdzili ich tożsamości w Amsterdamie i wystawili zastępcze dokumenty podróży Duczyński mówił, że po tych czynnościach, które trwały mniej więcej od godz. 11 do godz.13, do autokaru wszedł ponownie polski funkcjonariusz. Odebrał od opiekunki grupy paszporty i poinformował, że ich sprawdzenie zajmie ok. 30 minut. "Żeby nie przedłużać czasu odprawy, poprosił kierowcę autobusu, aby ten wykorzystał przerwę na wykupienie opłaty drogowej. O godz. 13.30 zakończyła się polska odprawa graniczna i autokar opuścił przejście" ? dodał rzecznik. Podkreślił, że nieprawdą jest, że podobnym "szykanom" poddano wycieczkę podczas powrotu do Holandii "Chciałbym wyrazić ubolewanie, a wszystkich pokrzywdzonych i czujących się poszkodowanymi - przeprosić. Sprawa będzie ona przedmiotem szerszego omówienia i wyciągnięcia wniosków, aby takie sytuacje już nigdy nie miały miejsca" - dodał Duczyński Sprawa wzbudziła duże zainteresowanie holenderskich mediów. Jeden z zajmujących się nią dziennikarzy, Cees Grimbergen telewizji NCRV powiedział PAP w czwartek, że choć uczestnicy wycieczki nadal utrzymują że w czasie przekraczania granicy doszło ze strony straży granicznej do "zachowań rasistowskich, seksistowskich i dyskryminujących", on byłby ostrożny w wydawaniu takich opinii Jego zdaniem, błędnie zinterpretowano zachowania straży - pobyt autokaru na granicy był dłuższy, gdyż nie wszyscy uczestnicy wycieczki posiadali wymagane polskim prawem dokumenty. Według niego, również pytanie, czy w wycieczce jadą normalne dzieci, które miał zadać jeden ze strażników, mogło wynikać z odmienności kulturowej. "Polska nie jest tak wielokulturowa i bogata etnicznie jak Holandia; pytanie nie musiało mieć podtekstu rasistowskiego" - powiedział Dodał, że w czwartek wieczorem w programie w telewizji holenderskiej spotkają się uczestnicy wycieczki i przedstawiciele polskiej placówki dyplomatycznej w Hadze by porozmawiać m.in. o "granicznym incydencie".(PAP) jur/ ktl/ kot/ dsr/ malk/ itm/ Odpowiedz Link
beduinka Holandia - pożar meczetu 15.06.05, 15:09 Holandia - pożar meczetu IAR, 2005-06-15 W Rotterdamie spłonął w nocy jeden z tamtejszych meczetów. Przyczyna pożaru nie jest znana. Sala modlitw meczetu została całkowicie zniszczona. Pożar wybuchł dzień po skazaniu na rok więzienia mężczyzny, który jesienią zeszego roku podpalił inny meczet w Rotterdamie. Stało się to wkrótce po zamordowaniu przez muzułmańskiego fanatyka reżysera filmowego Theo van Gogha. W swoich filmach krytykował on dyskryminację kobiet w muzułmańskich społecznościach. Po śmierci van Gogha w Holandii doszło do fali ataków na muzułmańskie obiekty. Odpowiedz Link
beduinka Telefon komórkowy dla wyznawców islamu 23.09.05, 19:52 PAP, JP /22.09.2005 21:55 Telefon komórkowy dla wyznawców islamu W Holandii ukazała się w sprzedaży pierwsza na świecie "islamska" wersja telefonu komórkowego, który pięć razy dziennie wzywa do obowiązkowej dla muzułmanów modlitwy. Telefon model "Likone 1800" pokazuje, w jakim kierunku znajduje się święte miasto wyznawców islamu, Mekka, i ma w swojej pamięci pełną oficjalną wersję Koranu po arabsku i po angielsku. Odpowiedz Link
tetys Re: Telefon komórkowy dla wyznawców islamu 23.09.05, 22:04 A ja myślałem że oficjalna wersja Koranu jest tylko po arabsku... Przynajmniej kiedyś na historii ktoś mnie uczył, że kraje arabskie używają arabskiego dlatego, że nie tłumaczy się Koranu... Odpowiedz Link
beduinka Re: Telefon komórkowy dla wyznawców islamu 23.09.05, 23:23 tetys napisał: > A ja myślałem że oficjalna wersja Koranu jest tylko po arabsku... > Przynajmniej kiedyś na historii ktoś mnie uczył, że kraje arabskie używają > arabskiego dlatego, że nie tłumaczy się Koranu... zgadza się Wg muzułmanów Koran jest tylko po arabsku... a w innych językach to nie jest jego tłumaczenie, lecz przełożenie znaczenia Odpowiedz Link
tetys Re: Telefon komórkowy dla wyznawców islamu 23.09.05, 23:33 Dziękuję za opinię fachowca :):):) Odpowiedz Link
beduinka Holenderski imigrant walczy z muzułmańskimi imiona 02.06.07, 19:36 Holenderski imigrant walczy z muzułmańskimi imionami Paweł Szczerkowski 2007-06-02 Marokańscy i tureccy imigranci w Europie są często zmuszani, by nadawać swoim dzieciom muzułmańskie imiona. Jeden z nich postanowił się temu przeciwstawić 34-letni Moussa Aynan nie posiadał się z oburzenia, gdy urzędniczka magistratu w holenderskim Haarlem podsunęła mu listę imion do wyboru. Właśnie urodził mu się syn i przyszedł zarejestrować go w ewidencji ludności. Na liście były tylko imiona arabskie. - Zostałem ostrzeżony, że jeśli nie dam swojemu synowi imienia z listy, będę miał problem z moim rządem - opowiada "Gazecie" Aynan, syn imigrantów marokańskich i radny Haarlem. - Moim rządem! Jestem obywatelem Holandii, a oni uważają, że moim rządem jest rząd marokański! Aynan dowiedział się w urzędzie, że listę sporządziły władze Maroka i rozesłały do wszystkich krajów Europy. Podobnie postąpiła Turcja. Holenderskie magistraty podsuwają listy bez pytania każdemu świeżo upieczonemu rodzicowi, który ma marokańskie lub tureckie pochodzenie. Podobnie jest w Belgii, a władze francuskiej Tuluzy opublikowały listę imion na swojej stronie internetowej. Jeśli ktoś nie nada imienia z listy, nie ma potem szans np. na otrzymanie marokańskiego czy tureckiego paszportu i odwiedzenie krewnych. - W Holandii prawie wszyscy się dostosowują, bo większość tutejszych imigrantów z Maroka ma wciąż podwójne obywatelstwo i rodzinę w ojczyźnie - mówi Aynan. - Nie mam nic przeciwko arabskim imionom, ale każdy powinien mieć prawo wyboru. To jest dyskryminacja, jakim prawem władze chcą mi narzucać imiona dla moich dzieci? Moussa Aynan przyjechał do Holandii razem z rodzicami, gdy miał siedem lat. Mówi, że w szkole nigdy nie spotkał się z dyskryminacją. Sytuacja zmieniła się na początku lat 90., gdy kryzys gospodarczy spowodował upadek tradycyjnych gałęzi przemysłu i wzrost bezrobocia. Wielu Holendrów uznało, że winni są imigranci, których jest za dużo. Dla samego Aynana przełomem był zamach w 2002 r. na Pima Fortuyna, polityka, który zdobył wielką popularność, głosząc antyimigranckie hasła, i miał szansę zostać premierem. - Byłem studentem, gdy tamtego wieczoru zginął Fortuyn [później okazało się, że zabił go działacz praw zwierząt, nie islamski fanatyk]. Siedziałem w barze studenckim. Jakiś chłopak wstał i krzyknął: Zabić wszystkich muzułmanów! - wspomina Aynan. - Czułem strach, uznałem, że mam dwa wyjścia - albo wyjechać z Holandii, albo zostać i coś zrobić. Wtedy postanowiłem zaangażować się w politykę i w końcu zostałem radnym. Gdy radny Moussa Aynan na początku tego roku dowiedział się o listach imion, też postanowił coś zrobić. Poruszył sprawę we władzach Haarlem, a w kwietniu założył stronę internetową, na której prowadził kampanię w sprawie imion. Usłyszał o niej cały kraj, Aynan pojawił się w programach telewizyjnych i zyskał niemałą sławę. To był też początek jego kłopotów. Z całego kraju zaczęły spływać listy i e-maile z wyrazami poparcia, ale więcej było tych z groźbami i wyzwiskami typu "faszysta" i "rasista". - Znalazłem się między młotem a kowadłem, pod obstrzałem grup muzułmańskich, bo walczę z muzułmańskimi imionami, i prawicowych ekstremistów, bo jestem imigrantem - opowiada Aynan, który kilka dni temu zamknął stronę w internecie. Twierdzi, że nie mógł już znieść oszczerstw pod swoim adresem, a jego żona zaczęła się obawiać o bezpieczeństwo rodziny. Ale Aynan nie zamierza się poddawać. Dzięki jego interwencji sprawą zajmie się teraz parlament Holandii, gdzie jest duża szansa na przyjęcie prawa, które ukróci narzucanie imion przez magistraty. Zaczął też zbierać w tej sprawie podpisy, na razie ma ich 300. Zdaniem holenderskiego socjologa Hermana Vuijsje sprawa list z imionami to kolejny przykład, jak bardzo napięte są stosunki między społeczeństwem holenderskim a społecznością muzułmańską. - Holenderskim urzędom wydaje się, że namawiając ludzi do przestrzegania list imion, robią im przysługę, że pokazują, jak bardzo Holandia jest przyjazna imigrantom. Chcą dobrze, ale nie rozumieją, że w ten sposób utrudniają ich integrację ze społeczeństwem - mówi "Gazecie" socjolog. Źródło: Gazeta Wyborcza Odpowiedz Link
beduinka Holandia nie chce kobiet bez twarzy 26.01.08, 19:25 Holandia nie chce kobiet bez twarzy Jacek Pawlicki 2008-01-26, GW Po dwóch latach burzliwych dyskusji rząd holenderski wprowadza częściowy zakaz noszenia muzułmańskiego stroju zasłaniającego twarz Zobacz powiekszenie Fot. JEAN-PIERRE JANS/HOLLANDSE HOOGTE/EKPICTURES Rotterdam,czerwiec 2006 r. Już niedługo holenderskie muzułmanki w takich strojach nie będą mogły chodzić do szkoły ani pracować w instytucjach rządowych ZOBACZ TAKŻE * Muzułmanki coraz częściej noszą chusty (21-12-07, 01:00) * Brytyjczycy chcą, by muzułmanki przestały zakrywać twarze (16-10-06, 01:00) * Niemcy: Zgoda na muzułmańskie chusty (10-07-06, 01:00) * Kto ich kocha, a kto wyrzuca. Imigranci w krajach Unii Europejskiej (15-01-03, 00:00) Koalicyjny gabinet Jana Petera Balkenende ma zatwierdzić nowe prawo w przyszłym tygodniu. Tradycyjnych islamskich strojów - tzw. burek i nikabów - nie będzie można nosić w szkołach. Zakaz będzie obowiązywał też kobiety pracujące w instytucjach rządowych. Władze tłumaczą, że zakaz jest częściowy, ograniczony do instytucji, a więc nie jest pogwałceniem konstytucyjnej zasady wolności wyznawania religii. Burka to specjalna szata zasłaniająca całą kobietę od stóp do głowy z wyjątkiem małego otworu na oczy. W Europie burkami często błędnie nazywa się strój zakrywający szczelnie głowę, czyli nikab. Zwolennicy burek powołują się na zapisy Koranu. W rzeczywistości wiele zależy od interpretacji świętej księgi muzułmanów. Do noszenia burek talibowie zmuszali kobiety w Afganistanie. Sprawa zakazu burek i nikabów zapadła w szczególnym momencie. Holandia obawia się niepokojów społecznych związanych z planowaną publikacją obraźliwego wobec Koranu filmu. Paradoksalnie obie sprawy - zakaz i lęk przed reakcją muzułmanów na film - wiążą się z jedną osobą - Geertem Wildersem. To właśnie ten przywódca populistycznej i antyimigranckiej Partii Wolności zażądał dwa lat temu, by zabronić muzułmankom zakrywania twarzy w miejscach publicznych. Jego propozycję podchwyciła natychmiast ówczesna minister imigracji Rita Verdonk, nazywana "żelazną Ritą" z powodu nieustępliwej polityki wobec imigrantów. Chciała przeforsować zakaz w dużo ostrzejszej formie - kobiety w burkach nie miałyby wstępu do sklepów, pociągów, samolotów, środków komunikacji miejskiej. Musiałyby też odsłaniać twarz na dworcach, w pociągach, na lotniskach, w kinach czy innych budynkach publicznych. Holenderscy muzułmanie protestowali, mówiąc, że rząd najwyraźniej chce sprawdzić, jak daleko może ograniczyć prawa i wolności obywateli. - Władze chcą pokazać, że normalnym Holendrom niedobrze robi się na widok tych "mutantów" - mówił o dyskryminowaniu kobiet w burkach Yassim Hertog ze stowarzyszenia zrzeszającego muzułmańskich uczniów i studentów w Holandii. Przeciwnicy zakazu argumentowali, że choć w Holandii mieszka milion muzułmanów, burki i nikaby nosi ledwie kilkadziesiąt kobiet. I że dla tak małej liczby osób nie warto wprowadzać specjalnego prawa. Rząd zdecydował się na kompromisowe rozwiązanie. - Większość Holendrów popiera ograniczony zakaz - zapewnia Philip van Praag z uniwersytetu w Amsterdamie. Napięcia między muzułmanami a Holendrami nie są czymś nowym w Holandii. Trzy lata temu muzułmański fanatyk zastrzelił, a potem podziurawił nożem na ulicy reżysera Theo van Gogha. W swym filmie "Podporządkowanie" van Gogh chciał zwrócić uwagę - podobnie jak Sooreh Hera - na hipokryzję muzułmanów. Film pokazywał prześladowanie kobiet w islamie, by wywołać społeczną dyskusję. Zamiast dyskusji było morderstwo, a po nim eskalacja napięć między białymi Holendrami a muzułmanami. Spalono nawet kilka meczetów. Holenderski zakaz noszenia burek nie będzie pierwszy w Europie Zachodniej. We Francji i kilku niemieckich landach obowiązuje zakaz noszenia muzułmańskich chust w szkołach. Także francuskie urzędniczki nie mogą nosić chust w pracy. We Włoszech istnieje zakaz zasłania twarzy, co ma zapobiegać aktom terroryzmu. Źródło: Gazeta Wyborcza Odpowiedz Link
beduinka BELGIA 13.11.03, 21:45 Mohamed to najpopularniejsze imię dla syna w Brukseli Mohamed - to imię najczęściej nadają rodzice swym synom w Brukseli - wynika z danych Narodowego Instytutu Statystyki. Najpopularniejsze imię dla dziewczynki w stolicy Belgii to Sara. ŹRÓDŁO: Gazeta Wyborcza 29-08-2003 Odpowiedz Link
beduinka Belgia zamierza zabronić obecności symboli religij 17.01.04, 21:07 Belgia zamierza zabronić obecności symboli religijnych w urzędach, szkołach i szpitalach Czy pielęgniarz muzułmanin może odmówić podania pacjentowi wieprzowego kotleta, a gorliwa chrześcijanka - bojkotować pacjentkę po aborcji? W Belgii miały miejsce tego typu przypadki, dlatego też modna ostatnio na zachodzie Europy krucjata przeciw noszeniu strojów religijnych w miejscu pracy rozpoczęła się w Belgii od... brukselskich szpitali. Do parlamentu federalnego trafi niebawem projekt ustawy zakazującej noszenia i umieszczania symboli religijnych w urzędach i szkołach. Przeciwnicy takiego zakazu argumentują, że jest on bez sensu, ponieważ każda taka placówka może go wprowadzić we własnym zakresie. Już np. w większości francuskojęzycznych szkół katolickich w Walonii (frankofońskiej części Belgii) noszenie muzułmańskich chust jest zakazane. Belgijska droga Eksperci przyznają, że przymiarki do ustawy to początek ofensywy przeciw obnoszeniu się w miejscach publicznych z symbolami religijnymi w rodzaju islamskich chust, wielkich krzyży czy jarmułek. Belgia czerpie wzory od sąsiadów, którzy z chustami już się rozprawili - Francuzów i Niemców. W odróżnieniu od Francji belgijscy muzułmanie, potomkowie imigrantów z Turcji, Maroka czy Pakistanu, mają dużo więcej swobody, a szkoły katolickie w Belgii nie są wyznaniowe, uchodzą za elitarne i kształcą dzieci ludzi bogatych i wpływowych. Z chustą i krzyżem walczyć więc znacznie trudniej. Belgia zmierza więc do całkowitego zakazu drobnymi kroczkami. Na początek więc zabronione będzie noszenie strojów religijnych w szpitalach grupy Iris w Brukseli (m.in. w znanym szpitalu Baron Lambert). Zakaz wejdzie w życie od końca stycznia. - Musieliśmy wprowadzić pewne reguły, gdyż sytuacja stawała się problematyczna - tłumaczy Michel Peeters, szef kilku szpitali należących do grupy Iris. - W pewnych szpitalach pacjenci narzekali na to, że opiekowali się nimi ludzie zbyt agresywnie manifestujący swoją religijność - opowiada Jean- Marie Amand z brukselskiego szpitala Brugmanna. Zdarzało się, że personel próbował nawracać pacjentów na swoją religię, odmawiał wydawania posiłków zawierających niejadalną dla muzułmanów wieprzowinę, dochodziło do sekowania pacjentek po aborcji. Arena kontra Dawael Szpitale będą pierwsze, ale nie ostatnie. 6 stycznia dwoje belgijskich senatorów Anne-Marie Lizin z Partii Socjalistycznej i liberał Alain Destexhe opowiedziało się za zakazem symboli religijnych, takich jak muzułmańskie chusty czy krzyże w szkołach i budynkach administracji publicznej. Spod zakazu miałyby być wyłączone szkoły stricte religijne. Nowe prawo chroniłoby neutralność światopoglądową państwa i... równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Do publicznej debaty w sprawie chust i innych symboli religijnych włączyli się też politycy. Zdaniem liberała, ministra sprawiedliwości i wicepremiera Patricka Dawaela nie powinno się ich nosić również w instytucjach rządowych, takich jak ministerstwa i w sądach. Podobną opinię wygłosił wcześniej szef MSZ Louis Michel. Spośród partii tworzących koalicyjny rząd przeciw zakazowi są socjaliści. Socjalistka, minister ds. integracji socjalnej Maria Arena oskarżyła Dawaela o prowadzenie kampanii wyborczej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Przeciw planom Dawaela zaprotestowało też 15 różnych belgijskich stowarzyszeń i organizacji zrzeszających wyznawców islamu. źródło: gazeta.pl, Jacek Pawlicki 13-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Czy muzułmanin będzie ojcem chrzestnym córeczki be 14.02.04, 22:26 Czy muzułmanin będzie ojcem chrzestnym córeczki belgijskiego księcia? Belgijski książę Laurent zasugerował, że ojcem chrzestnym jego córeczki będzie muzułmanin. Media spekulują, że może to być syn byłego szacha Iranu, lecz szef belgijskiej dyplomacji ostrzega, że to wywołałoby skandal w stosunkach z Iranem. Choć urodzony w 1963 r. Laurent Benoit Baudouin Marie jest 10. w linii do tronu, Belgowie lubią go chyba najbardziej spośród rodziny królewskiej. Głównie za to, że jest najmniej królewski i najbardziej ludzki - ze wszystkimi swymi słabościami. Nie przeszkadza im to, że zdarzało mu się często przekraczać dozwoloną prędkość na autostradzie (kocha szybkie samochody) czy mówić rzeczy, które księciu nie przystają. W młodości był outsiderem bez chorych ambicji, a i dziś nie tęskni do władzy. Teraz polubi go bardzo widoczna w Belgii muzułmańska mniejszość, sfrustrowana ostatnio toczącą się w katolickiej w większości Belgii debatą na temat zakazu noszenia chust islamskich. Byle nie Pahlawi! Córka 40-letniego księcia Laurenta i jego 30-letniej żony księżniczki Clair urodziła się w Brukseli w miniony piątek 6 lutego. Jest pierwszym dzieckiem pary, która stanęła na ślubnym kobiercu w kwietniu zeszłego roku. Na transmitowanej przez telewizję "poporodowej" konferencji prasowej Laurent ogłosił, że ich córka Luiza Zofia Maria może mieć niechrześcijańskiego chrzestnego. Zapytany, kto dostąpi tego zaszczytu, książę odpowiedział: -Może to być mój przyjaciel, który jest muzułmaninem. Dwór króla Belgów Alberta II wstrzymał się od komentarzy. Rolę tę przejęły ochoczo belgijskie media, w większości pozytywnie reagując na plany Laurenta. Francuskojęzyczny dziennik "La Libre Belgique" znalazł duchownego, który pochwalił wybór na ojca chrzestnego niechrześcijanina. - To bardzo mocny gest - ocenił ojciec Gabriel Ringlet. Kropkę nad i postawił rzecznik belgijskiego episkopatu, tłumacząc, że właściwie w ceremonii chrztu ważne jest, aby przynajmniej jedno z rodziców chrzestnych (chrzestną Luizy Zofii będzie siostra księżnej Klary) było chrześcijaninem, który odebrał sakrament chrztu, komunii i bierzmowania. Drugi z chrzestnych może pełnić funkcję... świadka. Muzułmanin mógłby więc stać się świadkiem chrztu, nie martwiąc się o to, że główną rolą chrzestnego jest utwierdzanie chrześniaczki w wierze katolickiej. Dwie inne gazety - flamandzki "Het Laatste Nieuws" i francuskojęzyczny "Vers l'Avenir" - wszczęły własne dziennikarskie śledztwa w sprawie ewentualnego ojca chrzestnego. Obie ogłosiły, że może nim być bliski przyjaciel Laurenta Reza Pahlawi, mieszkający w USA syn b. szacha Iranu Rezy Pahlawiego obalonego w 1979 r. Choć nikt z otoczenia dworu nie potwierdził tych doniesień, szef belgijskiej dyplomacji Louis Michel dał do zrozumienia w miniony wtorek, że rząd na taki wybór się nie zgodzi, gdyż to nadszarpnęłoby stosunki z Iranem. - To byłoby trudne z punktu widzenia naszej dyplomacji, Laurent o tym wie - powiedział Michel. Krótko mówiąc, chrzestnym może być muzułmanin, byle nie syn szacha. Książę jedności Debata w Belgii koncentruje się nie wokół nazwiska przyszłego chrzestnego, ale intencji księcia. Instytucja króla jest w językowo podzielonej na flamandzkojęzyczną Flandrię i francuskojęzyczną Walonię Belgii łącznikiem i gwarantem jedności. Czy politycznie poprawny gest lubianego księcia nie zadziałałby jak symbol pojednania? - Dla muzułmanów tak, ale nie dla nacjonalistów ze skrajnie prawicowego Vlamsbloku - uważają eksperci. "La Libre Belgique" napisał, że wybór muzułmańskiego chrzestnego został bardzo dobrze przyjęty przez organizacje muzułmańskie. - To jest gest, który się liczy, nawet jeśli chrzest pozostanie sprawą prywatną - zwierzył się gazecie muzułmański deputowany do belgijskiego parlamentu Mustafa Ouzekhti. Jego zdaniem to "bardzo ważne świadectwo, szczególnie w dobie islamofobii narastającej na świecie od zamachów 11 września". Według Ouzekhtiego dla muzułmanina nie jest żadnym problemem uczestniczenie w chrześcijańskiej ceremonii, choć zastrzegł, że "islam nie zna instytucji ojca chrzestnego". Choć muzułmanie, których w Belgii jest ok. 400 tys., stanowią niespełna 5 proc. ludności, są dużo "głośniejsi" i bardziej wpływowi niż ich bracia w sąsiedniej Francji. Potomkowie imigrantów ściąganych do pracy w Belgii z Maroka czy Turcji cieszą się tu większą swobodą. Paradoksalnie Belgia jest też ojczyzną nacjonalistycznego i antyimigranckiego Bloku Flamandzkiego, dla którego są wrogiem numer jeden i celem masowych deportacji. źródło: gazeta.pl, Jacek Pawlicki 13-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Koran w odcinkach w belgijskiej prasie 03.03.07, 14:11 Koran w odcinkach w belgijskiej prasie źródło: arabia.pl, KUNA 2007-03-02 Belgijski dziennik „De Standaard” poinformował dzisiaj o zamiarze publikacji w odcinkach Koranu w języku flamandzkim począwszy od najbliższego poniedziałku. Wydrukowanie Koranu pozwoli Belgom na lepsze zrozumienie muzułmańskiej świętej księgi, a co za tym idzie umiejętność rozróżnienia pomiędzy islamem a terroryzmem, poinformował „De Standaard”, główny dziennik we Flandrii. Koran będzie drukowany jako specjalny darmowy dodatek do belgijskiej gazety, w którym znajdą się również informacje na temat muzułmańskiej kultury i sztuki. (tłum. hs) ========================================= a może by tak Koran po polsku w odcinkach w Gazecie Wyborczej? Odpowiedz Link
beduinka Fundusz zdrowia finansuje przywracanie dziewictwa 31.01.08, 09:39 Fundusz zdrowia finansuje przywracanie dziewictwa ulast 2008-01-30, ostatnia aktualizacja 2008-01-30 08:51 PRZEGLĄD PRASY. Muzułmanki w Belgii coraz częściej decydują się na operacyjne przywrócenia dziewictwa. W innym przypadku nie mają szans na małżeństwo. Koszty zabiegu pokrywa Belgijski Fundusz Zdrowia - pisze "Rzeczpospolita". Zobacz powiekszenie Fot. ODD ANDERSEN AFP Przedmałżeński seks nie jest im obcy, ale ich społeczność oczekuje, by były dziewicami Zabieg przywrócenia błony dziewiczej trwa zaledwie pół godziny i kosztuje od 1800 do 2500 euro. Koszty tej operacji refunduje państwo. Nie wiadomo dokładnie, ile kobiet decyduje się na ten krok, bo w statystykach medycznych ten zabieg nie jest odróżniany od rekonstrukcji organów płciowych. Według Belgijskiego Stowarzyszenia Ginekologów (GBS) operacje te stają się coraz popularniejsze. Większość pacjentek to muzułmanki z Maroka, Tunezji czy Turcji, które urodziły się i wychowały w Belgii. Dziewictwo straciły dobrowolnie lub wskutek gwałtu. Boją się reakcji rodziny. Wiedzą, że nie będąc dziewicami, nie mają szans na wyjście za mąż - mówi w rozmowie z "Le Soir" ginekolog zrzeszona w GBS. Kobieta może również poprosić lekarza o "certyfikat dziewictwa", miejscowe szpitale dostarczają ich aż kilkadziesiąt rocznie. Według ekspertów spowodowane jest to rosnącym fundamentalizmem wśród europejskich muzułmanów. - Wiele moich pacjentek jest uwięzionych w pułapce między dwoma światami, Z jednej strony mieszkają w świeckim kraju, więc seks przedmałżeński nie jest im obcy, a z drugiej - w ich społeczności oczekuje się od nich, by pozostały dziewicami - cytuje "Le Soir" jednego z belgijskich ginekologów. Źródło: "Rz", gazeta.pl, 31.01.08 Odpowiedz Link
beduinka GRECJA 13.11.03, 22:19 Ateńczycy spierają się, gdzie w ich mieście powinien stanąć meczet Grecki kościół prawosławny nie chce, by ateński meczet stanął obok lotniska. - Czy pierwszą rzeczą, jaką zobaczą w Grecji zagraniczni goście, musi być muzułmański meczet? - pyta Gdzie powinien stanąć pierwszy w Atenach meczet? - odpowiedź na to pytanie podzieliła mieszkańców miasta. Do dyskusji włączyły się już nie tylko władze i zwykli obywatele, lecz także kościół prawosławny. - Z powodu bliskości lotniska miejscowość Peania jest pierwszym greckim miejscem, które widzą zagraniczni goście. Czy pierwszą rzeczą, jaką zobaczą w Grecji, musi być muzułmański meczet? - mówił w rozmowie z dziennikarzem agencji AFP rzecznik greckiego kościoła prawosławnego ojciec Epifanios. Tłumaczył, że grecki Kościół nie jest przeciwny budowie meczetu w innym miejscu. Dodał jednak, że nie podoba mu się pomysł, by meczetowi towarzyszyło islamskie centrum kultury. - Nie rozumiemy, jaki cel miałoby spełniać takie centrum - stwierdził. Wcześniej prawosławni duchowni sugerowali, że takie centrum mogłoby się stać ośrodkiem politycznej agitacji ekstremistów. Głos kościoła prawosławnego jest jednym z wielu krytykujących projekt budowy meczetu w Atenach. Sprawa ciągnie się od dwóch dziesięcioleci. Po raz pierwszy została podniesiona w latach 80. przez ambasadorów państw muzułmańskich. Wtedy grecki rząd zdecydował, że meczet powstanie. Długo nie podejmowano jednak żadnych kroków. W 2000 r. władze centralne przeznaczyły na budowę duży teren właśnie w Peanii, 20 km na północny wschód od Aten, gdzie znajduje się także lotnisko. Od dawna wiadomo, że budowę sfinansuje rząd Arabii Saudyjskiej. Projekt mocno promuje greckie ministerstwo spraw zagranicznych, które chce, by olimpiada w Atenach w 2004 r. była okazją do pokazania Grecji jako kraju tolerancyjnego i otwartego także na muzułmanów. Grecy wielokrotnie byli krytykowani, m.in. przez Unię Europejską, za nieprzestrzeganie praw mniejszości. Ostatni taki głos odezwał się w środę, gdy w raporcie Parlamentu Europejskiego skrytykowano Grecję właśnie za to, że muzułmanie nie mogą wznosić meczetów ani chować zmarłych na swoich cmentarzach. Plany władz państwowych nie podobają się jednak władzom lokalnym. Rada miejsca Peanii zaproponowała, by meczet powstał lepiej w zachodnich Atenach, robotniczej dzielnicy, gdzie mieszka wielu imigrantów. Podkreślają, że u nich nie ma żadnych muzułmanów. Grecja jest w 97 proc. prawosławna, a w konstytucji zapisano, że prawosławie jest "dominującą religią" w kraju. Ostatnio do kraju przybywa jednak coraz więcej muzułmańskich imigrantów z Albanii i innych krajów bałkańskich, a także z Nigerii, Pakistanu czy Egiptu. Jedyny dotychczas meczet w Grecji stoi na północnym wschodzie kraju, w Tracji, gdzie mieszka 120-tys. mniejszość turecka. ŹRÓDŁO: Gazeta Wyborcza 04-09-2003 Odpowiedz Link
beduinka Grecja wciąż dyskryminuje muzułmanów 04.12.03, 23:12 Grecja wciąż dyskryminuje muzułmanów Modlą się na chybcika w prywatnych mieszkaniach, barakach, domkach. W metropolii naznaczonej wspaniałymi świątyniami pogańskiej przeszłości i prawosławnymi krzyżami współczesnych kościołów nie uświadczy się ani jednego minaretu. Stutysięczna rzesza mieszkających w Atenach muzułmanów nie ma swojej świątyni. Najbliższe meczety są o 800 kilometrów stąd, w Tracji, na tureckiej granicy. Awersja Greków do meczetów jest poniekąd zrozumiała - przywołują one w pamięci wielowiekową turecką okupację, utracony Konstantynopol, straszliwą klęskę wojny z Atatürkiem. Podobne uczucia budziły w Warszawie prawosławne cerkwie po odzyskaniu niepodległości - wielki sobór na placu Saskim został wówczas rozebrany. Ale pozostałe cerkwie ocalały i dziś trudno sobie bez nich wyobrazić Warszawę. Także meczet na drodze do Wilanowa po początkowych trudnościach z lokalizacją wrósł w krajobraz miasta. Ale ateńskiego meczetu jak nie było, tak nie ma, choć Grecja jest niepodległa już prawie 200 lat. Inne państwa bałkańskie mimo podobnych historycznych obciążeń meczetów jednak nie zabraniają budować. A zresztą dlaczego mścić się na muzułmańskich imigrantach z Nigerii za klęski Bizancjum? Póki niemal jedynymi muzułmanami w Atenach byli imigranci, szanse na meczet były żadne. Ale gdy Atenom przyznano prawo organizowania w roku przyszłym igrzysk olimpijskich, sytuacja się zmieniła - muzułmańscy zawodnicy i turyści muszą mieć gdzie się modlić. Postanowiono wybudować meczet pod miastem, w Peanii. Arabia Saudyjska zgodziła się pokryć całość kosztów. A wtedy wybuchła burza: zaprotestował i burmistrz miasteczka, i kościół. Peania jest na drodze z lotniska do Aten i groziło, że meczet będzie pierwszą rzeczą, jaką w Grecji zobaczą turyści. - No i co sobie pomyślą o naszym kraju? - protestowali dostojnicy, zastrzegając, że nie mają nic przeciwko meczetom w ogóle, byle nie tu. Istotnie: widząc meczet w Peanii, turyści mogliby odnieść błędne wrażenie, że Grecja jest krajem religijnej tolerancji. Wygląda na to jednak, że zostanie im to oszczędzone. Nawet jeśli decyzja o budowie meczetu zostanie w końcu podjęta, to jest całkiem możliwe, że do rozpoczęcia igrzysk jego budowa nie zostanie zakończona. Turyści i zawodnicy, podobnie jak imigranci, modlić się więc będą w przypadkowych pomieszczeniach, w tymczasowo zaadaptowanych na izby modlitw hotelowych salach. Religijnie nie będzie to wielkim problemem: w kwestii świątyń islam jest ujmująco pragmatyczny i z taką niewygodą może się pogodzić. Ale cena tej niewygody będzie wysoka. Tysiące muzułmanów raz jeszcze przekonają się, że są w Grecji niemile widzianymi gośćmi, co politycznie nie będzie zresztą dla Grecji zbyt kosztowne - jej konsekwentnie antyizraelska polityka sprawia, że państwa arabskie niezbyt są skłonne do publicznej krytyki Aten. To prawda, gdzie indziej bywa gorzej - w Arabii Saudyjskiej nie tylko nie wolno budować kościołów, ale samo praktykowanie chrześcijaństwa jest przestępstwem. Ale Arabia nie dała światu demokracji. I nie jest członkiem Unii Europejskiej. źródło: gazeta.pl Dawid Warszawski 02-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka WŁOCHY 13.11.03, 22:44 Polityczna burza we Włoszech o krzyże w szkołach Włoski muzułmanin wytoczył batalię przeciw krucyfiksom, które w majestacie prawa były wieszane we włoskich szkołach od czasów Mussoliniego. To na jego wniosek sędzia z L'Aquili nakazał precedensowe usunięcie krzyży ze szkoły w Ofenie. Kościół katolicki i politycy zgodnie zaprotestowali Polityczna burza rozpętała się gdy w sobotę sędzia Mario Montanaro przychylił się do wniosku przewodniczącego Stowarzyszenia Muzułmanów we Włoszech Adela Smitha o usunięcie krucyfiksów ze szkolnego budynku. Uznał tym samym argumenty islamskiego aktywisty, który upierał się, że obecność krzyży w klasach to "narzucanie ogółowi wartości, które nie są wspólne dla wszystkich obywateli". Sędzia Montanaro wyjaśnił, że jest to "przejaw jednoznacznej woli państwa do umieszczenia katolicyzmu w centralnym miejscu w szkołach publicznych, bez śladu najmniejszego uznania dla roli innych religii w rozwoju ludzkości". Szkoła w Ofenie, 25 km od Rzymu, dostała miesiąc na zdjęcie krzyży, ale władze oświatowe nie mają zamiaru zastosować się do tego polecenia. I co więcej, mają poparcie resortu oświaty oraz świata politycznego. W 59-milionowych Włoszech żyje ok. 800 tys. muzułmanów, głównie imigrantów. Sam Adel Smith nie ma najlepszej opinii wśród muzułmańskich duchownych. Agencje informacyjne cytują wypowiedź imama z Mediolanu (gdzie żyje ok. 70 tys. muzułmanów), który nazwał aktywistę "izolowanym prowokatorem". Obraza? Już w niedzielę w atmosferze gorącej polemiki politycznej włoski minister sprawiedliwości Roberto Castelli nakazał wszczęcie specjalnego dochodzenia, które ma sprawdzić, czy kontrowersyjna dla włoskich katolików decyzja sędziego była zgodna z prawem. Zaprotestowało też ministerstwo edukacji, twierdząc, iż podstawa prawna wieszania krzyży w szkołach - ustawa z 1923 roku uchwalona przez jeszcze przez rząd Benito Mussoliniego - nigdy nie została formalnie zniesiona. Również przedstawiciele włoskiego Kościoła katolickiego nie czekali na wynik dochodzenia ministra i wydali swój "wyrok" na orzeczenie sędziego. - Taka decyzja spowoduje rozprzestrzenienie się nietolerancji wobec symboli religijnych - powiedział dziennikowi "La Repubblica" biskup Rino Fisichella. - Jak ktoś może nakazać usunięcie z klas symbolu podstawowych wartości naszego kraju? To orzeczenie obraża większość Włochów - dodał kardynał Ersilo Tonini na łamach "Corriere della Sera". - Nie możemy zgodzić się, by sędzia ot tak sobie kasował tysiące lat historii - powiedział z kolei minister spraw socjalnych Roberto Maroni. Jedynie związek zawodowy nauczycieli ucieszył się z decyzji, uznając to za wygraną w batalii między Kościołem a państwem laickim. Riposta Smitha Adel Smith, wychowany w Egipcie syn Włocha i Egipcjanki, nie pozostał dłużny biskupom. Odpowiedział im w dzienniku "La Repubblica", że "Włochy to nie Watykan". - Nie walczę z krucyfiksami, tylko upominam się o konstytucyjne prawo, by symbole religijne nie były umieszczane w szkole, do której chodzą moje dzieci - dodał. Podpisany w 1984 nowy konkordat między Watykanem a Rzymem stanowi, że we Włoszech nie ma religii państwowej. Wojna Smitha z krucyfiksami zaczęła się dwa lata temu. Jego dwóch synów uczyło się w podstawówce w Ofenie, a ojcu przeszkadzały wiszące tam krucyfiksy. Smith zwrócił się więc do władz szkoły, by usunęły krzyże, gdyż katolicyzm nie jest religią państwową Włoch. Krzyże na krótko zniknęły ze ścian, ale powróciły tam gdy Smith wywiesił w klasie swych dzieci napis "Allah jest wielki". Gdy krucyfiksy wróciły, muzułmanin zażądał, by zawiesić też jedną z sur Koranu. Ponieważ szkoła odmówiła, poszedł do sądu. Włoska prasa przyrównała spór o krzyże do debaty, jaka w kilku europejskich krajach toczy się wokół sprawy noszenia zwyczajowych chust przez muzułmańskie dziewczęta w laickich szkołach. Niedawno francuskie władze nakazały usunięcie dwóch dziewcząt obstających przy chustach. W przypadku Smitha nie chodzi jednak o batalię laickości z religią, tylko o starcie dwóch religii, i to w drażliwym momencie, kiedy Włochy przewodzą Unii Europejskiej i kierują pracami nad konstytucją Unii. Jednym ze spornych punktów debaty konstytucyjnej jest odwołanie się w preambule do dziedzictwa chrześcijańskiego. Co ciekawe, włoski rząd jest przeciwny takim zapisom (stając w obronie laickości i nie chcąc drażnić muzułmańskiej Turcji, która jest kandydatem do UE), ale eksperci sugerują, że batalia o krzyże może przyczynić się do zmiany stanowiska w tej sprawie. ŹRÓDŁA: Gazeta Wyborcza Jacek Pawlicki 27-10-2003 Odpowiedz Link
beduinka Włochy - Chrystusa nie wyrzuca się siłą 13.11.03, 22:47 Chrystusa nie wyrzuca się siłą Gest Adela Smitha jest nikczemnym aktem nietolerancji podkopującym stanowisko ludzi, którzy dążą do pokojowego dialogu - pisze z Włoch Andrea Camilleri. Żeby dobrze zrozumieć, co wydarzyło się ostatnio we Włoszech - czyli usunięcie krzyża ze szkolnej sali - trzeba pamiętać, że istnieje ustawa - pochodząca z 1934 roku, lecz wielokrotnie (również niedawno) nowelizowana - która nakłada obowiązek wywieszania symbolu religijnego w szkołach i sądach. Adel Smith, muzułmanin, którego dzieci uczęszczają do włoskiej szkoły publicznej w miasteczku Ofena (w regionie Abruzzo), skierował sprawę do sądu, wnosząc - w imię wolności wyznania - o usunięcie krzyża z klasy. Sędzia uznał jego racje i zarządził zdjęcie krzyża ze ściany, lecz jego nakaz nie został wyegzekwowany w stosownym terminie. Adel Smith wezwał więc siły porządkowe, które krucyfiks zdjęły i wyniosły. Adel Smith jest osobą dobrze znaną we Włoszech ze swoich skrajnych poglądów, od których najwybitniejsi przedstawiciele włoskiej wspólnoty muzułmańskiej zawsze jednoznacznie się odcinali. Z kolei wyrok sędziego nie jest prawomocny i nie ma zastosowania w innych włoskich szkołach. Więcej - nie ma zastosowania nawet w klasie sąsiadującej przez ścianę z salą lekcyjną, w której uczą się dzieci pana Smitha. Poza tym żaden wyrok czy nakaz nie może stać w sprzeczności z prawem państwowym. Jeśli prawo jest przestarzałe, to owszem, zawsze można je zmienić, lecz taka decyzja należy wyłącznie do parlamentu. Więc jak to jest - dużo hałasu o nic? Nie. Wobec napływu do Włoch coraz to nowych osób spoza Unii Europejskiej będących wyznawcami innych religii z dnia na dzień problem staje się coraz bardziej jątrzący. Lecz sposób, w jaki postawił sprawę pan Smith, jest najgorszy z możliwych. Znamienne zresztą, że w jednomyślnej dezaprobacie dla jego działań ramię w ramię stanęli niewierzący i katolicy. Ponadto do wydarzenia tego doszło w niezwykle delikatnym momencie - w chwili, kiedy Gianfranco Fini, wicepremier i jeden z dwóch (obok Umberto Bossiego) sygnatariuszy ustawy represjonującej przybyszy spoza Unii, zaczyna postulować przyznanie prawa wyborczego zarejestrowanym imigrantom, a jego propozycja natrafia na silny sprzeciw niektórych jego kolegów z rządu. Gest Adela Smitha w oczywisty sposób może skompromitować stanowisko Finiego w oczach prawicy, a nawet doprowadzić do zaostrzenia konfliktu. Kilka kilometrów od Olfeny leży miejscowość, która nazywa się Sant'Eusanio Forconese. Burmistrz tego miasteczka nazwał żądanie Adela Smitha "prowokacją". I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby burmistrz ten nie nazywał się Mahmoud Srour, gdyby nie był z pochodzenia Syryjczykiem i gdyby nie był jedynym wyznawcą Islamu pełniącym we Włoszech funkcję burmistrza. Jestem człowiekiem niewierzącym i muszę wyznać, że uważam cały ten epizod za smutny, wręcz ponury. Gest Adela Smitha jest nikczemnym aktem nietolerancji podkopującym stanowisko ludzi, którzy dążą do pokojowego dialogu, wzajemnego zrozumienia i przyzwoitego współżycia. Chrystusa nie wyrzuca się przy pomocy sędziów, papieru podaniowego i funkcjonariuszy porządku publicznego. To, co się stało, dla jednych jest bolesne, dla innych zaś obraźliwe. Czy to naprawdę było nam w ogóle potrzebne? źródło: Gazeta Wyborcza Andrea Camilleri, przeł. Jarosław Mikołajewski 02-11- 2003 Odpowiedz Link
ogniomistrz A co z chustami islamskich dziewcząt? 14.12.03, 09:01 beduinko czy uważasz że powinny je ściągać w publicznej szkole? Jeżeli muzułmanom nie odpowiadają krzyże to powinni zrezygnować z chust! Nie powinno być tak że muzułmanie mogą manifestować swoją wiarę a inni nie! P.S. beduinko opisz jak taktują muzułmanie chrześcijan w Arabii Sudyjakiej jak są tolerancyjni dla innych wyznań! Odpowiedz Link
beduinka Awantura wokół obrzezania muzułmanek 16.02.04, 20:09 Awantura wokół obrzezania muzułmanek źródło: gazeta.pl, Jacek Pawlicki 16-02-2004 Włoski ginekolog rozpętał gorącą debatę na temat rytualnego obrzezania muzułmańskich dziewczynek, proponując "symboliczny" zabieg - alternatywny wobec krwawego rytuału. Choć sam jest przekonany, że znalazł kompromisowe rozwiązanie pomiędzy tradycją na nowoczesnością, opinie są jednak podzielone. Urodzony w Somalii, a działający od ponad 25 lat we Włoszech doktor Omar Abdulcadir chce, by florencki szpital Careggi, gdzie pracuje, dokonywał zabiegów rytualnego, choć bezbolesnego obrzezania dziewczynek pochodzących z afrykańskich krajów islamskich. Chodzi o młode Somalijki, dziewczynki z Erytrei, Ghany, Burkina Faso czy Wybrzeża Kości Słoniowej mieszkające wraz z rodzicami imigrantami we Włoszech i innych krajach Europy. Alternatywą - jak mówi - jest wysyłanie dziewczynek na zabiegi do Afryki, z których wracają okaleczone i z traumą na całe życie. Albo rytuał w nielegalnych podziemnych klinikach, urągających podstawowym prawom higieny i sztuki lekarskiej. Bez bólu... To właśnie kontakt z pacjentkami po "tradycyjnych" zabiegach, których około pół tysiąca rocznie przychodzi z potwornymi powikłaniami do jego gabinetu, skłonił ginekologa do zaproponowania "alternatywy" dla rytuału. Jego działania napędzają też przykre doświadczenia rodzinne. W jednym z wywiadów prasowych Abdulcadir powiedział, że w młodości widział, jak ten bolesny zabieg przechodziło jego siedem sióstr w Afryce, i nie chce, aby to się powtarzało. A teraz do wieku rytuału dojrzewają jego siostrzenice... Ginekolog zwrócił się w styczniu o pozwolenie na przeprowadzanie takich zabiegów we Florencji do lokalnych władz lekarskich. Chce założyć pierwsze na świecie Centrum Medyczne Zabiegów i Przeciwdziałania Obrzezaniu Kobiet. Zabieg, o jakim mówi, różniłby się od wersji praktykowanej w Afryce czy też w nielegalnych centrach obrzezania we Włoszech. Zamiast wycięcia łechtaczki i - co się zdarza w wersji ortodoksyjnej - prawie całkowitego zaszycia warg sromowych Abdulcadir proponuje nakłucie igłą znieczulonej poprzez zamrożenie łechtaczki. - Mówi, że "symbolicznie można uważać rytuał za dokonany", gdy pojawi się kilka kropel krwi. - Nie ma rany i bólu - tłumaczy lekarz korespondentowi BBC. Wiedzę o granicach akceptacji rytuału przez tradycyjne rodziny imigranckie lekarz czerpie z ankiet, jakie wypełniło dla niego 137 obrzezanych kobiet pochodzących z Afryki, a żyjących we Włoszech i USA. Wynika z nich, że rytuał zawsze wiąże się z ingerencją w genitalia i krwią. Inaczej jego wynik nie jest akceptowany. ...i zrozumienia Dziesięć lokalnych organizacji imigrantów z krajów afrykańskich poparło jego inicjatywę. Ucieszyły się także liczne rodziny imigrantów z Afryki. Działacze praw człowieka i kobiet są oburzeni. - Zgoda na taki proceder utrudni walkę setek tysięcy kobiet mówiących "nie" obrzezaniu. Ten akt symbolizuje przekazanie kobiet pod kontrolę mężczyzn - uważa Cristiana Scoppa, jedna z gorących włoskich przeciwniczek Abdulcadira. - W cywilizowanym świecie nie można tolerować obrzezania dziewczynek w wieku 8-12 lat, przed wydaniem ich za mąż - mówi cytowana przez włoskie media Daniela Colombo, inna przedstawicielka stowarzyszenia walczącego o prawa kobiet z krajów rozwijających się. Włoska polityk Patrizia Paoletti Tangheroni skierowała interpelację do ministra zdrowia, prosząc, by zabronił zabiegów. Przeciwnicy propozycji ginekologa mają też inne argumenty. ich zdaniem zabieg i tak zostanie uznany za niewystarczający przez tradycjonalistów. A z drugiej strony zahamowałby proces odchodzenia od upokarzającego rytuału. W 1990 roku prawie 99 proc. dziewczynek z rodzin somalijskich imigrantów było poddawanych obrzezaniu, dziś odsetek ten wynosi ok. 60 proc. Dyskusja nie toczy się już tylko między organizacjami kobiecymi, społecznością imigrantów a ginekologiem. We włoskim parlamencie znajduje się projekt ustawy zakazujący przeprowadzania we Włoszech zabiegów obrzezania. Podobne zakazy pod karą więzienia obowiązują w Szwecji, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Za, a nawet przeciw Abdulcadir tłumaczy, że byłby szczęśliwy, gdyby straszna tradycja w ogóle zamarła. - Moja propozycja jest jedną z tysiąca, nie jest idealna, ale co mam powiedzieć matkom, które przychodzą do mnie z córkami, wiedząc, że jeśli im nie pomogę, zostaną wysłane na zabieg do Somalii? - pyta dziennikarzy lekarz. Jeszcze w styczniu władze lokalne we Florencji były dość przychylnie nastawione do jego propozycji, ale pod wpływem licznych artykułów w prasie odnoszą się doń z coraz większą niechęcią. Ostateczna decyzja ma zapaść w lutym. Odpowiedz Link
beduinka Głosy ekspertów i lekarzy - za i przeciw obrzezani 16.02.04, 20:11 Głosy ekspertów i lekarzy - za i przeciw obrzezaniu kobiet Manan Vasenwala, kardiolog z Centrum Kardiologicznego w Indiach Propozycja dr. Abdulcadira zasługuje na więcej uwagi. Nie można przecież tolerować wykonywania prymitywnych zabiegów - podejście kompromisowe jest więc sensowne. Nakłuwanie łechtaczki pod znieczuleniem jest bezbolesne. (...) Kłopot w tym, że dokładnie nie wiadomo, czy ten alternatywny zabieg będzie akceptowalny [przez tradycyjne rodziny imigrantów - red.]. Jeśli tak, to powinien być rozpowszechniony. Nadaraja Bathirunathan, emerytowana wykładowca mikrobiologii Uniwersytetu w Chartumie w Sudanie, dziś na emigracji w Manchesterze Obrzezanie kobiet jest jedną z najbardziej okrutnych i złych praktyk religijnych. Modyfikowanie tego obyczaju, by stał się mniej zły - pozostaje wciąż złem, które powinno wywoływać oburzenie i odrazę u tych wszystkich, którzy przysięgali na Hipokratesa. Raha Shojai, ginekolog z uniwersytetu w Marsylii Może zaskakiwać, że kobiece obrzezanie, opisywane jako postępowanie prawdziwie nieludzkie mające doprowadzić do pozbawienia seksualności kobiety, jest często przeprowadzane przez same kobiety. Na przykład w tradycyjnych rodzinach z Afryki rytuał jest nadzorowany i przeprowadzany przez babkę bądź matkę dziewczynki. (...) Choć uznaje się, że kobiece obrzezanie wynika z religii muzułmańskiej, w Koranie nie ma ani słowa na jego temat. Takich praktyk nie ma np. w Iranie. źródło: gazeta.pl, wybrał i tłumaczył jap 16-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Islam przeciwko terrorowi 17.10.04, 13:17 Islam przeciwko terrorowi Z Mario Scialoja, sekretarzem Światowej Ligi Muzułmanów we Włoszech, rozmawia Agnieszka Zakrzewicz Jest Pan Włochem, katolikiem, który przeszedł na islam. Aktualnie we Włoszech jest blisko 10 tys. rodowitych Włochów, którzy, tak jak Pan, wybrali islam. Jak szacują różne źródła - w Itali żyje od 600 tys. do 1 miliona emigrantów wyznania muzułmańskiego. Na przestrzeni kilku ostatnich lat islam stał się drugą (po katolickiej), religią Włoch. Co przekonało pana do tej religii? - Bezpośredni związek człowieka z Bogiem. W islamie nie było tych wszystkich męczenników, świętych, apostołów i przede wszystkim hierarchii eklezjastycznej - to mnie przekonało. Do Boga zwracam się bezpośrednio, bez pośredników... Nie muszę spowiadać się księdzu. Kiedy przekroczyłem Rubikon? Ostateczną decyzję o przyjęciu islamu podjąłem w 1988 roku, w Nowym Jorku. Byłem wtedy ambasadorem Włoch przy ONZ i miałem za sobą już lata spędzone jako ambasador w Arabii Saudyjskiej. Mój dobry przyjaciel, ambasador Iranu, zarzucał mnie wtedy literaturą szyicką - szyitą jednak nie zostałem. Myślę, że duży wpływ na to, że zmieniłem religię, miał fakt iż uczęszczałem do szkoły prowadzonej przez księży katolickich. Muszę przyznać szczerze, że w katolicyzmie denerwuje mnie najbardziej politeistyczny charakter wiary, jaki ta religia przybrała w ostatnim czasie. Armia świętych, którzy zasiadają w raju i do jakich z osobna można zwracać się z prywatną prośbą... Nie ukrywam mojej dezaprobaty dla politeizmu katolickiego kiedy rozmawiam z moimi katolickimi przyjaciółmi, jak kardynał Martino, którego znam od 25 lat. Powtarzam to również mojej żonie, która jest nadal katoliczką. Choć w religii islamskiej nie ma pośredników pomiędzy Bogiem i wiernymi, we Włoszech powstało wiele meczetów, na których czele stanęli mułłowie, których Włosi traktują jak interlokutorów religijnych wspólnoty muzułmańskiej, tak jakby byli księżmi. Czy zgadza się Pan z tą obserwacją? - Nie sądzę, aby we Włoszech byli mułłowie, którzy stali się wybitnymi osobistościami religijnymi i mam nadzieję, że Włosi nie wpadną w pułapkę klerykalizacji islamu. We Francji istnieje już Rada Muzułmanów stworzona przez osoby o światopoglądzie laickim, a nie przez osoby pełniące funkcje religijne. Również we Włoszech minister Pisanu wraca do projektu stworzenia wzorem francuskim Rady Muzułmanów, jaka będzie działać przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, współpracować z państwem i jego instytucjami. Wydaje mi się, że minister Pisanu zrozumiał bardzo dobrze, iż musi szukać interlokutorów wśród muzułmanów laickich. Do udziału w tworzeniu Rady są zaproszone wszystkie osoby dobrej woli, znające dobrze język i kulturę włoską. Wraz z Magdi Allamem (znanym dziennikarzem pochodzenia egipskiego - przyp. red.) oraz 25 innymi przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej we Włoszech podpisał Pan "Manifest muzułmanów włoskich dla życia i przeciwko terroryzmowi". Jak doszło do decyzji o wydaniu tak ważnego dokumentu potępiającego terroryzm i opublikowaniu go na łamach "Corriere della Sera"? Dlaczego nastąpiło to tak późno? - Manifest miał zostać wydany 11 września, w trzecią rocznicę zamachu terrorystycznego na World Trade Center. Przyśpieszyliśmy jego wydanie na 8 września, dzień po porwaniu w Bagdadzie dwóch włoskich zakładniczek z organizacji charytatywnej Most i ich współpracowników irackich. Był to nasz protest przeciwko temu porwaniu. Manifest ukazał się na łamach "Corriere della Sera", gdyż wiedzieliśmy, iż ten dziennik popiera naszą inicjatywę od samego początku i jest na nią otwarty dzięki pośrednictwu Magdi Allama. Manifest spotkał się z pozytywnym przyjęciem ze strony prezydenta Włoch - Carlo Ciampiego i premiera Silvio Berlusconiego. Został on nazwany manifestem muzułmanów umiarkowanych. Mnie termin "muzułmanin umiarkowany" nie podoba się. Islam jest jeden i jest to religia pokoju. Ja nazywam ten manifest "prawdziwym przesłaniem islamu", który przeciwstawia się wszelkim wypaczeniom islamu poprzez wpływy polityczne i radykalizację wiary. Pod naszym manifestem, potępiającym wszelkie formy terroryzmu i integryzmu, mogą się podpisać wszystkie włoskie organizacje islamskie, które przyjmą jego założenia w całości. Na pytanie: dlaczego tak późno? - odpowiem: lepiej późno niż wcale. Sytuacja wreszcie do tego dojrzała. Włoski rząd chce prowadzić dialog z muzułmanami, którzy żyją na terenie Włoch i chcą zintegrować się w ramach struktur tego państwa oraz stworzyć umiarkowany islam europejski. My postawiliśmy w manifeście tylko jeden postulat polityczny - chcemy, by włoski rząd przyspieszył proces naturalizacji emigrantów, gdyż włoskie prawo emigracyjne jest bardziej restrykcyjne niż francuskie czy niemieckie. Katolicy i laicy żyjący w Europie są jednak zaniepokojeni ekspansją islamu. Katolicy boją się islamizacji Europy. Niewierzący obawiają się, że religia islamska będzie zawłaszczać państwo laickie, tak jak robi to religia katolicka - albo jeszcze bardziej. Zwłaszcza ateistom jest trudno uwierzyć w islam laicki. Czy może istnieć religia świecka? - Islam jest religią wolną. Nie ma Watykanu, co dezorientuje katolików i laików przyzwyczajonych do struktur kościelnych oraz hierarchii klerykalnej. W islamie nie ma kleru, są tylko kierunki oraz szkoły myśli religijnej i filozoficznej. Islam nie był też nigdy religią ekspansywną, bo nie ma prozelityzmu czynnego. Nawracanie i szerzenie wiary jest koncepcją i metodą religii katolickiej. Allach nie przykazał muzułmanom, aby nawracali niewiernych... Większym zagrożeniem dla katolików są świadkowie Jehowy, którzy nawracają pukając do drzwi. Świadków Jehowy jest jednak stosunkowo mało, a emigrantów muzułmańskich coraz więcej. Czy rosnące obawy katolików i laików o islamizację Europy są słuszne, czy to zwyczajna ksenofobia? - Nie mogę zaprzeczyć, że gdybym znajdował się po drugiej stronie - na miejscu przedstawicieli hierarchii watykańskiej, byłbym zaniepokojony islamizacją Europy. Ten nowy fenomen nie ma jednak nic wspólnego z religią. Muzułmanie nie podbijają Europy, aby zaprowadzić tu islam. Ich masowy napływ ma przyczyny ekonomiczne i egzystencjalne. Uciekają z krajów biednych, często przed nędzą, głodem i wojną, szukając nadziei na lepsze życie w bogatej Europie. Wpływ na emigrację ma nie Koran, lecz anteny satelitarne znajdujące się dziś nawet w najbardziej zapomnianych przez Allacha zakątkach świata. Kiedy mieszkańcy Afryki widzą w telewizji, jak się żyje we Włoszech, chcą przyjechać tutaj i żyć, jak Włosi. Rozumiem obawy moich przyjaciół katolików, którzy już dziś zdają sobie sprawę z tego, że niektóre miasta Włoch za 50 lat mogą mieć większość mieszkańców wyznania islamskiego - to nie jest jednak inwazja religijna lecz naturalny proces historyczny, jakiemu trudno będzie zapobiec. Jest to emigracja spontaniczna, jakiej nie sposób kontrolować. Islam, który ogniem i mieczem chciało zaprowadzić w Europie imperium otomańskie, został odparty pod Wiedniem. Można było walczyć z nim, bo była to inwazja zbrojna. Do bezbronnych emigrantów wierzących w Allacha nie można przecież strzelać... Kościół katolicki obawiający się o stratę prymatu religijnego w Europie powinien dbać przede wszystkim o to, aby mieć więcej wiernych. Przecież to nie jest wina włoskich muzułmanów, że Włosi przestali chodzić do kościołów... Zresztą tylko 5 proc. muzułmanów włoskich chodzi do meczetów. Ostatnio ukazała się we Włoszech trzecia książka Oriany Fallaci - "Oriana Fallaci rozmawia z Orianą Fallaci". Właśnie w tej książce Fallaci, jak Kasandra, przepowiada Euroarabię i zmierzch cywilizacji zachodniej. Co Pan myśli o bestsellerach słynnej włoskiej dziennikarki, która ma miliony czytelników we Włoszech, w całej Europie oraz w Ameryce i mówi publicznie to, co oni myślą po cichu? - Książki Oriany, którą pozn Odpowiedz Link
beduinka Islam przeciwko terrorowi (2) 17.10.04, 13:18 - Książki Oriany, którą poznałem w Moskwie w 1971 roku, pozostawiam bez komentarza. Drugą książkę, którą wydała "Siłę Rozsądku" skomentowałem podczas programu telewizyjnego "Eskalibur", siedząc pomiędzy reprezentantem Ligi Północnej i Aleksandrą Mussolini. Wytłumaczyłem, że Fallaci przedstawia jednostronną i bardzo powierzchowną wizję świata i historii. Jej książki zawierają wiele głupstw i fałszywych mitów o wyższości cywilizacji zachodniej. Oczywiście książki te zostały stworzone po to, aby stać się światowym bestsellerem w aktualnej sytuacji pełnej napięć cywilizacyjnych i konfliktów. Jak zawsze - gratuluję jej sukcesu. Wydaje się, że Oriana jest tym razem naprawdę chora. Jeszcze dwa lata temu nie wierzyłem w jej choroby, bo ona posługiwała się sprytnie kłamstwem przez całe swoje życie. Znam ją przeszło 30 lat. Poznałem ją, kiedy z Uzbekistanu przyleciała do Moskwy, ciężko chora na wózku inwalidzkim. Pojechałem na lotnisko osobiście, aby przewieź ją do szpitala. Okazało się później, że wcale nie była chora, a tylko chciała zrobić reportaż na temat szpitali komunistycznych w ZSRR. Tak Oriana Fallaci zrobiła karierę. Na szczęście porwanie dwóch pacyfistek włoskich zakończyło się ich uwolnieniem. Czy w przypadku śmierci Simony Pari i Simony Torretty obawiał się Pan represji na muzułmanach we Włoszech? - W Rzymie nie. Na północy Włoch, gdzie duży wpływ ma Liga Północna myślę, że mogłoby dojść do epizodów odwetu. Na szczęście dwie kobiety z organizacji charytatywnej zostały uwolnione. Dziękuję za rozmowę. -------------------------------------------------------------------------------- Mario Scialoja ma za sobą długą karierę dyplomatyczną jako ambasador Włoch w Arabii Saudyjskiej i przy ONZ. W 1988 roku przeszedł na islam. Jest aktualnie Sekretarzem Światowej Ligi Muzułmanów we Włoszech. Stał się promotorem "Manifestu muzułmanów włoskich dla życia i przeciwko terroryzmowi", uznanego za ważny dokument wydany przez przedstawicieli islamu umiarkowanego we Włoszech. źródło: trybuna impuls, nr 6, 16-17.10.2004 Odpowiedz Link
beduinka Niepoprawny politycznie minister 12.06.05, 21:56 Niepoprawny politycznie minister PAP Włoski minister sprawiedliwości Roberto Castelli został oskarżony o podsycanie nastrojów antymuzułmańskich, ponieważ powiedział, że we Włoszech muzułmanki powinny być karane grzywną za paradowanie w zakrywających je szczelnie burkach. Chodzenie z zakrytą twarzą jest przestępstwem, nie wolno tego robić - powiedział dziennikarzom Castelli. Kobiety, które tak robią, powinny być karane grzywną. Niedzielna wypowiedź ministra, członka Ligi Północnej, to kolejny głos oburzenia we Włoszech, które borykają się z rozrastającą się populacją muzułmańskich imigrantów. Przez jednych muzułmańska społeczność jest uważana za błogosławieństwo dla gospodarki, przez innych - za rosnące obciążenie i zagrożenie. Ludność Włoch liczy 57 milionów, w tym - jak się ocenia - milion oficjalnie zarejestrowanych muzułmanów, dzięki czemu islam stał się drugim po katolicyzmie wyznaniem kraju. Jednak według stowarzyszeń opieki socjalnej, liczba wyznawców Mahometa we Włoszech jest daleko wyższa i wciąż rośnie. Tymczasem opozycyjni politycy zażądali już rezygnacji Castellego i innych ministrów z Ligii Północnej, która znana jest z wystąpień przeciwko imigrantom. Opozycja uważa, że wypowiedzi ministra sprawiedliwości sa niedorzeczne, ponieważ na włoskich ulicach rzadko kiedy zauważyć można muzułmankę w burce. W zeszłym miesiącu sędzia z Bergamo przyjął do rozpatrzenia pozew o obrazę islamu przeciwko znanej włoskiej pisarce Orianie Fallaci, złożony przez islamskiego radykała Adela Smitha, lidera Związku Włoskich Muzułmanów. Minister Castelli, nie kryjąc oburzenia z decyzji sędziego z Bergamo, określił tę sytuację jako próbę zdławienia wolności słowa i przekonań. A jak pisze w niedzielę Reuters, powołując się na włoskie agencje ANSA i AGI, Castelli zapowiedział, że Fallaci nie zostanie skazana, ponieważ rząd zmieni przepisy dotyczące zniesławienia. W "Sile rozumu" z 2004 roku Fallaci napisała m.in. że "Europa coraz bardziej staje się prowincją i kolonią islamu". Wymieniła w niej również zbrodnie, jakich islam dopuścił się w ciągu wieków w Europie i zarzuciła mu nową - jak to ujęła - materialną i duchową kolonizację Starego Kontynentu. W trylogii, do której obok "Siły rozumu" należy również "Duma i wściekłość", i która we Włoszech rozeszła się w ponad milionowym nakładzie, Fallaci pisze również o bezkarnym profanowaniu włoskich zabytków przez muzułmańskich imigrantów i ich gwałtownym rozrastaniu się w wielkie rodziny. Agencje przypominają, że Adel Smith wsławił się już próbą podania do sądu papieża Jana Pawła II, dopatrując się obrazy w jego książce "Przekroczyć próg nadziei". Zerwał też krzyż w szpitalnej sali i żądał od dyrekcji szkoły, do której chodzą jego dzieci, usunięcia symboli chrześcijańskich Odpowiedz Link
beduinka Horror z Abu Ghraib na płótnach Fernando Botero 16.06.05, 08:56 Horror z Abu Ghraib na płótnach Fernando Botero Anita Kwestorowska, Rzym 15-06-2005 Jeden z najsłynniejszych współczesnych malarzy protestuje przeciwko wojnie w Iraku. Dzisiaj w Rzymie zostanie pokazana wstrząsająca seria 65 scen torturowania więźniów w wiezieniu Abu Ghraib. Seria obejmuje 23 wielkoformatowe oleje i 42 rysunki. Zainspirowana została ubiegłorocznymi wydarzeniami w bagdadzkim więzieniu Abu Ghraib, w którym Amerykanie torturowali, gwałcili i poniżali irackich jeńców. - Moje prace zrodziły się z gniewu na bezprzykładne okrucieństwo - wyjaśnia Botero. Sceny odtworzone przez artystę, podobnie jak zdjęcia wcześniej publikowane w prasie, przedstawiają nagich lub przebranych w damską bieliznę Irakijczyków z zasłoniętymi oczami lub workami nałożonymi na głowy. Jeden z jeńców ma przymocowane do ciała kable elektryczne, inni są bici kijami, atakowani przez psa, przywiązani do krat czy wieszani na linach za nogi. Są też rozebrane, związane kobiety. Nie zabrakło słynnej piramidy z nagich, zakneblowanych i ułożonych jeden na drugim Irakijczyków oraz sceny oddawania moczu na leżących na ziemi jeńców. Botero precyzyjnie odmalowuje szczegóły horroru. To sztuka dla wytrzymałych. Prace z serii "Abu Ghraib" nie będą wystawione na sprzedaż, zostaną ofiarowane amerykańskim i europejskim muzeom. Wcześniej objadą świat, "by ocalić wspomnienie tej hańby" - zapowiada Botero, powołując się na siłę antywojennego przesłania "Guerniki". Pod koniec roku seria zostanie przeniesiona z Rzymu do Niemiec, a na początku 2006 roku do Stanów Zjednoczonych, gdzie będzie prezentowana w największych i najbardziej prestiżowych muzeach. Fernando Botero (ur. 1932 w Medellin) mieszka i pracuje w Paryżu, Monte Carlo, Pietrasanta i Nowym Jorku. Na rzymskiej wystawie znajdzie się ponad sto dzieł z ostatnich lat, także zabawnych scen obyczajowych i pastiszy arcydzieł dawnych mistrzów, które przyniosły mu światową sławę. Artysta stworzył już wcześniej prace podobne do serii z Abu Ghraib zainspirowane wojną domową w Kolumbii w latach 90. "Fernando Botero. Ostatnie 15 lat", 16 czerwca - 25 września 2005, Palazzo Venezia, Rzym Odpowiedz Link
beduinka Awantura dwie godziny po ślubie 01.07.06, 13:24 Awantura dwie godziny po ślubie Dwie godziny po ślubie para nowożeńców tak pokłóciła się w autobusie komunikacji miejskiej w Bolonii, że musiała interweniować policja. O tej zakończonej na komisariacie bardzo nietypowej "podróży poślubnej" poinformowała w piątek agencja ANSA. O godzinie 12.30 27-letnia Włoszka i starszy od niej o pięć lat Marokańczyk wzięli ślub w miejscowym urzędzie stanu cywilnego. Wkrótce po ceremonii wsiedli do autobusu, w którym zaczęli coraz głośniej i coraz energiczniej dyskutować. Gdy, jak wynika z relacji pozostałych pasażerów, nowożeńcy przystąpili do okładania się pięściami, interweniował kierowca, który zadzwonił na policję. Dopiero funkcjonariusze zdołali rozdzielić awanturujących się małżonków. Wezwali następnie karetkę, by opatrzono zranioną w czasie bójki nogę młodej żony. Krewkim małżonkom postawiono zarzut zakłócenia porządku publicznego. Policja odkryła przy okazji ich spisywania, że Marokańczyk otrzymał w marcu nakaz opuszczenia Włoch, gdyż przebywał w tym kraju nielegalnie. Obecnie jednak po ślubie nakaz ten już go nie dotyczy. zrodlo PAP, ML /01.07.06 00:02 Odpowiedz Link
beduinka DANIA 26.11.03, 08:14 Basen tylko dla muzułmanek Lokalne władze duńskiego miasta Aarhus, w centrum kraju, postanowiły udostępnić w każdą niedzielę miejscowy basen Gellerup wyłącznie muzułmańskim kobietom, które będą mogły się kąpać zgodnie z wymogami islamu Kobiety będą się kąpały w udostępnionych im specjalnych szatach kąpielowych zakrywających całe ciało. Pierwszy duński basen oferujący tego rodzaju usługę znajduje się w dzielnicy zamieszkałej w 90 proc. przez imigrantów, między innymi przez muzułmańskie kobiety, które dotychczas odmawiały chodzenia na basen ze względu na obowiązującą tam koedukacyjność. Władze Aarhus, drugiego co do rozmiarów duńskiego miasta, postanowiły także zaproponować bezrobotnym imigrantom szkolenia, które pozwolą im zostać ratownikami na na basenach w dzielnicach zamieszkałych w większości przez cudzoziemców. Przeciwko tym postanowieniom zaprotestowała jedynie skrajnie prawicowa partia PPD, jedyny parlamentarny sojusznik obecnego, liberalno-konserwatywnego rządu. Członkom partii nie podoba się "pozytywna dyskryminacja" i "wykorzystywanie pieniędzy podatników na zakup zasłon prysznicowych i specjalnych kostiumów dla muzułmanek". Louise Frevert, rzeczniczka partii, która doprowadziła do uchwalenia w Danii jednej z najbardziej restrykcyjnych europejskich ustaw imigracyjnych, oświadczyła, "że nie można traktować odmiennie poszczególnych grup społecznych takich jak muzułmanie, hindusi czy buddyści, ponieważ odbywa się to kosztem pozostałych obywateli". W przeciwieństwie do skrajnie prawicowych polityków, duński związek pływacki oraz stowarzyszenie pracowników basenów wyraziły swoje zadowolenie z podjętej przez władze miasta decyzji. "Dotychczas w naszych klubach pojawiało się niewielu imigrantów. Chcemy mieć wkład w integrację ludności zagranicznej w naszym kraju, także w dziedzinie sportu i dlatego chętnie uwzględnimy istniejące między nami różnice kulturowe", podkreślił prezes związku pływackiego Kaj Aagaard. W liczącej 5,3 miliony mieszkańców Danii żyje obecnie około 5 proc. imigrantów, oraz 3 proc. cudzoziemców z duńskim obywatelstwem. ŹRÓDŁO: AFP 2003-11-2 Odpowiedz Link
beduinka Dania: czy sklep może zakazać pracownicom noszenia 28.12.03, 20:48 Dania: czy sklep może zakazać pracownicom noszenia muzułmańskich chust? Spór o islamskie chusty, podobny do tego, jaki toczy się we Francji, rozgorzał także w Danii. Sklep Dansk Supermarked zwolnił pracownicę, 25-letnią Najlę Ainouz, która przychodziła do pracy w chuście. Kobieta pozwała supermarket do sądu za dyskryminację. W piątek sąd w Kopenhadze orzekł jednak, że nie ma ona racji. Wskazał m.in. na to, że obowiązujący w firmie zakaz dotyczy wszelkich nakryć głowy i że dotyczy tylko tych pracowników, którzy mają kontakt z klientami. - Cała ta debata nie pomoże cudzoziemcom w Danii. Może spowodować, że niektóre firmy będą się obawiały zatrudniania cudzoziemców, by nie robić sobie kłopotów - komentował rzecznik supermarketu. Związkowcy zapowiadają odwołanie do sądu najwyższego. źródło: gazeta.pl, afp, dp 19-12-2003 Odpowiedz Link
beduinka Duński rząd nie chce wpuszczać do Danii radykalnyc 24.02.04, 19:55 Duński rząd nie chce wpuszczać do Danii radykalnych imamów źródło: gazeta.pl, Jacek Pawlicki, AFP 19-02-2004, Pod hasłami walki z wpływami radykalnego islamu rząd Danii zaostrza prawo imigracyjne. Premier Anders Fogh Rasmussen zapewnia, że bez tego nie da się zintegrować imigrantów z krajów muzułmańskich Aby dostać pozwolenie na legalny pobyt w Danii, islamscy duchowni będą musieli przekonać władze, że mają odpowiednie wykształcenie i kwalifikacje zawodowe. I - co ważniejsze - udowodnić, że są samowystarczalni finansowo. Ci, którzy nie spełnią tych wymogów, mogą pożegnać się z perspektywą nauczania w kraju, w którym muzułmanie stanowią już 3 proc. społeczeństwa. W liczącej 5,5 mln ludzi Danii żyje 170 tys. wyznawców islamu; jest on drugą religią w tym luterańskim kraju. Obecnie, aby otrzymać zgodę na osiedlenie się w Danii, wystarczy powiedzieć, że ma się kwalifikacje do udzielania ślubu we własnej religii (co często jest trudno zweryfikować), pod warunkiem że jest ona uznawana w Danii. - Zagraniczni duchowni zbyt łatwo mogli dostać prawo pobytu - tłumaczy premier Rasmussen. Rząd uważa, że zaostrzając prawo, zamknie drogę do radykalizmu. Argumentem za jest przekonanie, że radykałowie, którzy z reguły nie są samowystarczalni finansowo, nawołują do kultywowania tradycji, np. noszenia chust islamskich, obrzezania dziewczynek, czy też wręcz sprzeciwiają się polityce asymilacji i nauce duńskiego. Za kilka tygodni nowe prawo trafi do rąk deputowanych i zapewne zostanie przyjęte. Jest bowiem owocem międzypartyjnych ustaleń z jesieni 2003 r. Pomysłodawcą była populistyczna i ksenofobiczna Duńska Partia Ludowa, od której poparcia zależy pomyślność działań rządu Rasmussena. Ludzie tej partii nie ukrywają, że choć nowe przepisy będą dotyczyły duchownych wszystkich religii, to ich ostrze skierowane jest w muzułmanów. Zielone światło dla zaostrzenia prawa dała zarówno partia premiera, jak i opozycyjni socjaldemokraci. Problem w tym, że rząd chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przy okazji walki z radykalizmem wprowadzić kilka istotnych zmian do prawa imigracyjnego. Jak wynika z przecieków, rozważane jest odebranie praw do pobytu w Danii tym azylantom, którzy wyjadą na wakacje do kraju rodzinnego. Odpowiedz Link
beduinka Czy Mahomet zakazywał kobietom stroić się i malowa 05.03.05, 22:59 Czy Mahomet zakazywał kobietom stroić się i malować Dania wstrząśnięta kazaniem imama Imam Raed Hleihel z duńskiego Aarrhus zaapelował do muzułmańskich mężczyzn, żeby dopilnowali swoich żon, by ubierały się odpowiednio. Strój powinien zakrywać całe ciało, od stóp do głów. Zabronił także używania perfum. Dania jest oburzona. Duchownego skrytykował nawet premier. Imam kazanie wygłosił w największym meczecie Kopenhagi. Według niego muzułmanki, które się stroją i malują, chodzą do fryzjera, nie dostaną się do nieba. - Prorok pozwolił kobietom pokazywać ręce i twarz. Pokazywanie czegokolwiek innego jest zabronione - mówił. Przestrzeganie tych zasad jest niezbędne, ponieważ inaczej kobiety mogą stać się narzędziem diabła. - Kiedy kobieta wychodzi z domu, śledzi ją szatan. Kusi i próbuje skłonić do popełnienia niecnych występków - przemawiał. Imam Hleihel ostrzegł także tych wyznawców islamu, którzy sądzą, że mogą się zasymilować w Europie. - Muzułmanie mogą być zaakceptowani na Zachodzie dopiero wówczas, gdy całkowicie zrezygnują ze swojej wiary - oświadczył. Dlatego - według niego - ważne jest trzymanie się "prawdziwej nauki". Wygłoszone 18 lutego kazanie w całości opublikowała gazeta "Jyllands-Posten". Potępili je m.in. członkowie rządu, z premierem Andersem Foghem Rassmussenem na czele. Duński minister szkolnictwa Bertel Haarder jest wstrząśnięty "średniowiecznym spojrzeniem na kobiety". - Chcę wezwać młode dziewczyny i ich matki, aby przeciwstawiły się takim wstecznym poglądom - powiedział. U Erika Bonnerupa z Ministerstwa Integracji "wypowiedzi imama wywołują zimne dreszcze". Duńska Partia Ludowa zażądała wstrzymania budowy meczetu w Aarrhus. Od treści kazania zdystansowało się sześć tureckich stowarzyszeń z Aarrhus, a Muhhammed Khatib, rektor arabskiej szkoły w Kopenhadze, orzekł, że jego przesłanie godzi w integrację muzułmanów z duńskim społeczeństwem. W 5-milionowej Danii żyje około 200 tysięcy muzułmanów, z czego 15 tysięcy w Aarrhus. Anna Nowacka-Isaksson źródło: rzeczpospolita 03.03.05 Nr 52 Odpowiedz Link
beduinka Kto namaluje najładniejszą świnię 12.11.06, 18:33 Kto namaluje najładniejszą świnię Konkurs odbywa się w Indonezji, nazywa się "Król Danii i świnie". Wzięły w nim udział same dzieci - około 70 przedszkolaków i uczniów indonezyjskich szkół podstawowych i średnich. Ich zadaniem było przedstawienie duńskiej rodziny królewskiej jako świnie. Organizatorzy konkursu w najbardziej muzułmańskim kraju świata nie sprecyzowali tylko, których monarchów dzieci mogą malować. Czy obecną królową Małgorzatę II, czy też np. poprzedniego króla Fryderyka IX, który zmarł w 1971 roku. Praca jest zbiorowa - starsze dzieci rysowały szkice, młodsze je kolorowały. Zwycięzcy otrzymają równowartość 550 dolarów, a ich rysunek zostanie przesłany do Kopenhagi na adres pałacu królewskiego. Konkurs ogłosiła jedna z indonezyjskich rozgłośni radiowych. Jak twierdzi, jest to odpowiedź na karykatury Mahometa, które napoczątku tego roku opublikowała duńska gazeta " Jyllands-Posten". Świnie jako temat prac zostały wybrane celowo, by obrazić Duńczyków. Muzułmanie uważają bowiem, że są one nieczyste, i dlatego nie jedzą wieprzowiny. Po prawie roku od publikacji karykatur Dania wciąż jest celem różnych ataków. Nasiliły się one niedawno, gdy publiczna telewizja pokazała fragment amatorskiego filmu, który muzułmanie uznali za obraźliwy. Widać na nim młodych ludzi, którzy biorą udział w konkursie na karykaturę Mahometa. Nie pomogło potępienie filmu przez premiera Andersa Fogha Rasmussena. W Indonezji na dywanik w Ministerstwie Spraw Zagranicznych został wezwany duński ambasador w tym kraju. Kilka dni temu Egipcjanie opublikowali sondaż, z którego wynika, że Dania, obok Izraela, jest dla nich wrogiem numer 1. Tak uważa ponad 60 procent Egipcjan. Rzeczpospolita 7 listopada 2006 k.z., reuters -------- mi oczywiście takiej zabawy nie popieram Odpowiedz Link
gajasirocco Niesmaczne 12.11.06, 19:34 I dlaczego wćiąga się dzieci w konflikty dorosłych? I to niepotrzebne konflikty????? Odpowiedz Link
mru9 o islamie w Polsce i nie tylko 19.12.03, 13:22 na stronie planetaislam.com znajdziesz duzo informacji o islamie i historii islamu w Polsce. Gdybys mial jakies pytania pisz na forum; postaram sie wyjasnic watpliwosci. Odpowiedz Link
beduinka POLSKA-ABW: polski muzułmanin pod "specjalną opiek 19.12.03, 12:38 Rzeczypospolita 19.12.03 Nr 295 fragment artykułu pt. "Zachowajmy ostrożność" / Anna Marszałek, H.K., E.CZ. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi m.in. śledztwo w sprawie działalności Algierczyka, podejrzanego o międzynarodowy terroryzm. 37-letni Mourad A. z paszportem brytyjskim został zatrzymany na podkrakowskim lotnisku w Balicach 26 września. Przyleciał do Polski rejsowym samolotem z Zurychu. Zatrzymała go, na podstawie międzynarodowego listu gończego, podczas odprawy celnej Straż Graniczna. Od kilku miesięcy na wniosek prokuratora generalnego Republiki Algierii mężczyzny poszukiwał Interpol. Podejrzewany jest o tworzenie i przynależność do organizacji terrorystycznej, działającej poza Algierią. Mourad A. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Trafił jednak do aresztu, gdzie czeka na ekstradycję. - Przy okazji sprawy Algierczyka, ABW trafiła na związanego z nim Polaka, który przez dłuższy czas przebywał jako gastarbeiter w Wielkiej Brytanii - mówi "Rz" oficer ABW. - Człowiek był w skrajnej depresji, zdeterminowany i niebezpieczny. Zmienił wyznanie i jako neofita gotów był dokonać dla ekstremistów nawet zamachu samobójczego. Objęliśmy go specjalną opieką - dodaje. Odpowiedz Link
beduinka "Świat islamu" przygotował kalendarz muzułmański 03.01.04, 00:41 "Świat islamu" przygotował kalendarz muzułmański Podział roku według kalendarza księżycowego, podstawowe zasady islamu, kalendarium wydarzeń muzułmańskich i słowniczek wyrazów wschodnich używanych w języku polskim - takie dane zawiera kalendarz muzułmański, który przygotowała do druku redakcja pisma "Świat islamu". Wydawnictwo ukaże się w nakładzie około tysiąca egzemplarzy jeszcze przed końcem roku. Będzie można je nabywać przede wszystkim w gminach muzułmańskich - poinformował redaktor naczelny "Świata islamu" Józef Konopacki. W kieszonkowym kalendarzu na 2004 rok są zaznaczone godziny codziennych modlitw i wszystkie muzułmańskie święta. Obok kalendarza księżycowego, jest też tradycyjny podział roku według kalendarza gregoriańskiego. źródło: PAP 2003-12-26 Odpowiedz Link
beduinka zapis czatu z Selimem Chazbijewiczem 03.03.04, 22:48 natrafiłam na Onecie na zapis czatu z Selim Chazbijewicz Moderator: Dzisiejsze spotkanie odbywa się w ramach projektu Mosty Tolerancji, organizowanego wspólnie przez Fundacje Kultury Chrześcijańskiej ZNAK, Konsulat Generalny USA w Krakowie i portal Onet.pl. Gość za chwile będzie z nami, pytania możecie zadawać już teraz. Moderator: Witamy serdecznie naszego Gościa, zaczynamy spotkanie. lilianna: Jak żyje się muzułmanom w Polsce? Czy Pana zdaniem Polacy są tolerancyjni wobec innych religii? Groszek: czy kiedykolwiek spotkały Pana w Polsce szykany z powodu Pańskiej wiary? Selim Chazbijewicz: Witam serdecznie. Raczej nie spotkały mnie nieprzyjemności. Muszę stwierdzić, że istnieje w Polsce tolerancja. Nie mogę powiedzieć, że muzułmanom żyje się w Polsce gorzej z powodu wyznawanej religii. Zdarzają się czasami nieporozumienia, ale są one raczej natury towarzyskiej i nie można ich traktować jako szykan czy prześladowania. Przynajmniej tak było dotąd. Kropka: proszę opowiedzieć coś o tradycji tatarskiej. Czy to kultura muzułmańska, a więc Mahomet, ramadan, itd., czy Tatarzy mają swoje własne tradycje, święta. Gdzie można o tym poczytać? Czy jest jakaś powieść o polskich Tatarach? Selim Chazbijewicz: Tatarzy w większości wyznają Islam. Aczkolwiek nie tylko, zdarzają się wśród Tatarów chrześcijanie, albo buddyści lub szamaniści. Poczytać o tym można w wielu książkach naukowych, natomiast nie ma żadnej powieści o polskich Tatarach - przymierzam się do napisania takiej powieści. posthuman: Jak spędza pan święta ? Jakie święta maja Tatarzy ? Selim Chazbijewicz: Tatarzy mają święta związane z tradycją muzułmańską, ale mieszkając w Polsce siłą rzeczy uczestniczą w świętach chrześcijańskich, w mniejszym lub większym stopniu. Ja osobiście święta spędzam na odpoczynku. gustaff: Kim są polscy muzułmanie? To sunnici, szyici? Inny odłam? Selim Chazbijewicz: To są sunnici, szkoły hanafickiej. Lucynka: gdzie żywsza jest tradycja tatarska dzisiaj, na Litwie czy w Polsce? Selim Chazbijewicz: Bardziej na Litwie. Również na Białorusi, gdzie obecnie mieszka najwięcej dawnych Tatarów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krasnal: Ilu Tatarów żyje w Polsce? Selim Chazbijewicz: Około 4 000. Piotrek: Jak Pańska rodzina trafiła z Litwy do Polski? Selim Chazbijewicz: Moja rodzina w okresie międzywojennym również mieszkała w Polsce, tylko, że Polska miała inne granice. I Wilno znajdowało się w granicach Rzeczpospolitej. Ja mieszkam w Gdańsku, a moja rodzina trafiła tam jako repatrianci z kresów, w 1945 roku. Zeus: Dlaczego Związek Tatarów Polskich powstał dopiero w 1992 r? Czy wcześniej nie było żadnych organizacji, skupiających ludność tatarską w Polsce? Selim Chazbijewicz: Związek Tatarów polskich powstał dopiero w 1992 roku, ponieważ przed 1989 ówczesne władze zabraniały nam rejestracji. Mógł działać tylko w ograniczonym zakresie Muzułmański Związek Religijny, który skupiał ludność tatarską. Iza: czym zajmuje się Wspólna Rada Katolików i Muzułmanów? Selim Chazbijewicz: Rada ta zajmuje się przede wszystkim tworzeniem atmosfery dialogu i tolerancji. Chodzi tu o próbę wzajemnego zrozumienia i akceptacji swojej odmienności. A przez to perspektywiczne zapobieżenie możliwym konfliktom. Ponieważ dialog jest jedyną możliwością świata. Staramy się o tym przekonać zarówno stronę muzułmańską, jak i chrześcijańską. adzia: czy Tatarzy przyłączą się do postu i modlitwy o pokój jak apeluje Ojciec Św.-14 grudnia? Selim Chazbijewicz: 14 grudnia akurat trwa jeszcze muzułmański post w okresie ramadanu. A więc Ci którzy przestrzegają postu będą pościć. Postawa i apele Jana Pawła II mają dla nas szczególną wartość, bo są one wezwaniem do wyrzeczenia się agresji, co jak już wspominałem jest jedyną możliwością zarówno dla muzułmanów jak i dla chrześcijan. Inicjatywy papieskie popieramy i uważamy, że w dzisiejszym świecie mają one dużą wartość. dadak: Jak Tatarzy są odbierani przez muzułmanów z państw arabskich.... Czy nie traktują was oni jak "gorszych" braci - dlatego, że żyjecie wśród społeczności katolickiej i całkowicie się zasymilowaliście? Selim Chazbijewicz: Odbierani są różnie. Arabowie próbowali nas nieraz pouczać o tym co jest dobre, a co złe, co przyczyniło się do tego, że wybraliśmy własną drogę rozwoju, jako muzułmanie polscy czy europejscy. Uważamy, że akulturacja z otoczeniem polskim, czy europejskim nie jest niczym złym, a odwrotnie - sądzimy, że świat muzułmański powinien się zeuropeizować, wzorem np. Japonii, co przyczyniłoby się do bardziej bezkonfliktowego jego rozwoju. laco: Powybijane szyby w meczecie w Gdańsku odebrano jako akt wandalizmu, czy jako wystąpienie przeciw muzułmanom? Selim Chazbijewicz: I jedno i drugie. Michal32: Czy Koran nakazuje mieć nakrycie głowy w pomieszczeniach? Pewien mój uczeń muzułmanin siedzi w klasie w czapce i szczerze mówiąc nie bardzo mi się podoba się taka demonstracja. Selim Chazbijewicz: Wg Koranu nie ma żadnych nakazów nakrywania głowy. Ani w pomieszczeniach, ani na zewnątrz, ani podczas modlitwy. Siedzenie ucznia w nakryciu głowy jest wyłącznie jego fantazją. Kasia: O czym piszecie Państwo w kwartalniku Życie Muzułmańskie? Czy to pismo bardziej literackie, czy społeczne? Selim Chazbijewicz: Życie Muzułmańskie już się nie ukazuje - od 1991 roku. Od 1993 roku wydajemy Rocznik Tatarów Polskich, który jest czasopismem naukowym, literackim i społecznym. Od roku 1999 wydajemy również dwumiesięcznik Życie Tatarskie, czasopismo społeczno kulturalne. Kartel:, jakiego Pan jest wyznania? Selim Chazbijewicz: Jestem muzułmaninem. Bolek: czy Tatarzy w Polsce osiedlali się stopniowo po ich najazdach na nasze ziemie? czy zatem nie trwało długo ich asymilacja z Polakami? Przecież przybyli tu jako najeźdźcy. Selim Chazbijewicz: Tatarzy osiedlali się w Wielkim Księstwie Litewski od XV do XVII wieku i przybywali jako emigranci polityczni, na skutek walk wewnętrznych w państwach tatarskich. Osiedlani byli na zasadzie tzw. kozackiej (otrzymywali ziemię w zamian za służbę wojskową w armii polskiej). Tybetan_monk: Co jest priorytetem w wyznaniu muzułmańskim? Selim Chazbijewicz: To zależy od interpretacji. Wg. sufich - miłość, wg. fundamentalistów - dzihad, wg. tradycjonalistów - praca na rzecz własnego zbawienia. Marek3: W Polsce funkcjonuje Stowarzyszenie Braci Muzułmanów, które uchodzi za fundamentalistyczne. Czy rzeczywiście jest ono takie? I czy zna Pan jego reakcje na zamachy z 11 września? Selim Chazbijewicz: Nie utrzymujemy kontaktów ze Stowarzyszeniem Braci Muzułmanów i nie znamy ani jego kierownictwa, a nie jego reakcji. Siwy_2: Na czym bazuje wyznanie Muzułmańskie oprócz Koranu? Selim Chazbijewicz: Na tradycji Proroka Mahometa, która nazywa się Sunną. Są to - czyny, wypowiedzi i zachowania Proroka Mahometa, które powinny służyć za wzór muzułmanom. Aczkolwiek nie ma obowiązku bezwzględnego, ślepego naśladownictwa. dadak: czy przy tak ogromnym zróżnicowaniu kulturowym pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami możliwe jest jakiekolwiek porozumienie ..... podział przebiegający również przez sferę ekonomiczną także jest nie do przeskoczenia - jak Pan myśli co - globalnie - jest większym problemem i przeszkodą w porozumieniu - wyznanie czy ekonomia? Selim Chazbijewicz: Sądzę, że obie rzeczy. Ekonomicznie świat islamu związany jest poprzez ropę naftową z krajów arabskich. Wymiana ekonomiczna jest również blokowana przez ruchy fundamentalistyczne w islamie, które są przeszkodą również dla samych muzułmanów. Świat islamu powinien, o czym już wspominałem, przyjąć drogę rozwoju Japonii, tzn. europejską technologię i cywilizację, przy zachowaniu podstawowych wartości kulturowych wtedy wymiana ekonomiczna stałaby na innym poziomie. ebrat: Czy religia muzułmańska (być może jakiś jej od Odpowiedz Link
beduinka Re: zapis czatu z Selimem Chazbijewiczem 03.03.04, 22:50 ebrat: Czy religia muzułmańska (być może jakiś jej odłam) zezwala na inne traktowanie "niewiernych". Np. czy jest dopuszczalne oszukiwanie, okradanie etc. osób nie będących wyznawcami Mahometa? Czy tez kodeks etyczny tej religii nakazuje traktować wszystkich jednakowo? Selim Chazbijewicz: W żadnym wypadku. W Koranie są wyraźne wskazówki co do tego, że nie muzułmanów należy szanować, przestrzegać umów z nimi zawartych i dotrzymywać słowa. Jak również należy szanować ich zwyczaje religijne. Wszystkie inne interpretacje wskazują na sekciarski charakter, których to sekt w islamie jest mnóstwo i obecnie nie sposób nad nimi zapanować. dadak: jak wygląda w waszej społeczności (muzułmańskiej) stosunek do kobiet?? czy ich pozycja zbliżona jest bardziej do wzorca europejskiego czy muzułmańskiego?? Selim Chazbijewicz:, Jeżeli chodzi o muzułmanów polskich to zdecydowanie polskiego i europejskiego. Wzorzec muzułmański w sensie teoretycznym nie jest restrykcyjny wobec kobiet, natomiast bardzo często jest interpretowany w kategoriach plemiennych obyczajów narodowości stojących na niższym od europejskiego poziomi cywilizacyjnym. Stąd to traktowanie kobiet. marianna: czy to prawda, że wg islamu dzieci należą do ojca, a nie do obojga rodziców? Selim Chazbijewicz: Nieprawda. gustaff: Co oznacza Pańskie imię Selim Chazbijewicz: Moje imię ma formę turecką, ponieważ pisze się przez "e". Natomiat dosłownie w języku arabskim oznacza - zdrowy. Co nie zawsze jest zgodne z prawdą. Kasia: Jakie są najważniejsze ośrodki kulturalne i religijne polskich Tatarów? Selim Chazbijewicz: Gdańsk, Białystok i Warszawa. adzia: Czy odbył Pan już pielgrzymkę do Mekki? Jak ona wygląda? Selim Chazbijewicz: Tak, odbyłem, dwa lata temu. Dla człowieka mieszkającego w Polsce i Europejczyka jest to w kategoriach kulturowych podróż do krainy baśni z 1000 i jednej nocy. Maxim: Czy według pana możliwe jest ucywilizowanie świata islamu? Obserwując np. poglądy talibów czy prawa panujące chociażby w Arabii Saudyjskiej islam jawi się jako matecznik barbarzyństwa. Selim Chazbijewicz: Tak to się odbiera i jest nam z tego powodu wstyd. Ucywilizowanie islamu jest nie tylko możliwe ale i konieczne. Ten ruch społeczny i polityczny zaczął się na początku XX wieku i nazywa się modernizmem. Przykładem tych możliwości jest choćby Turcja. I w tym kierunku powinien dążyć świat muzułmański. Tutaj moderniści muszą stoczyć walkę z fundamentalistami. Aby iść w kierunku globalnej cywilizacji, której nie sposób odrzucić. Marek3: Sposrod wielkich światowych religii ostatnio jedynie islamowi wyraźnie przybywa wyznawców. Czy w Polsce ten trend tez jest zauważalny? Selim Chazbijewicz: W Polsce raczej nie. Zdarzają się osoby, które deklarują chęć przyjęcia islamu, niemniej jednak dajemy im czas do namysłu, ponieważ rozumiem, że jest to religia na tyle różna od polskich realiów, że okresowa fascynacja może być przyczyną poważnych kłopotów i komplikacji osobistych. ebrat: Czy religia muzułmańska ma jakiś wpływ na ekonomie krajów, w których stanowi wyznanie obowiązujące. Czy jakieś zasady religijne ograniczają lub odwrotnie - wspomagają np. wolny rynek? Selim Chazbijewicz: Religia muzułmańska ma wpływ poprzez obyczajowość, która nie jest religijna tylko narodowa lub plemienna, a uważana jest za religijną. Osobiście uważam, że islam nie działa hamująco na wolny rynek, pod warunkiem oczywiście jego interpretacji w duchu liberalnym a nie fundamentalistycznym. ele44: Wracając do głównego tematu czatu chciałbym prosić o Pańskie zdanie na temat celów wojny w Afganistanie. ele44: czy popiera Pan pogląd, że głównym celem wojny w Afganistanie jest przejęcie kontroli przez USA nad tym ważnym geopolitycznie i gospodarczo krajem. Selim Chazbijewicz: Nie znam tych celów. oprócz deklarowanego oficjalnego. Mogą one mieć przyczynę geopolityczną, gospodarczą czy inną. Osobiście sądzę, że najlepszym rozwiązaniem dla Afganistanu byłby powrót króla. Być może tak, to jest powód, ale nie uważam kontroli USA za rzecz straszną. Odwrotnie - być może ona przyniesie wytchnienie biednym Afgańczykom. Muminek_I-szy: Czy nie uważa Pan, że dziennikarze robią zbyt mało by przełamać stereotyp Islam = terroryzm, a czasami wręcz go umacniają? Dla mnie jest to religia ludzi miłujących pokój, o czym mogłem się przekonać będąc w Pakistanie czy Uzbekistanie. Selim Chazbijewicz: Z tym się zgadzam. Dziennikarze nie tylko nie przełamują tego stereotypu, ale wręcz go utrwalają. Maxim: Istnieje pogląd, ze powstanie niepodległego państwa palestyńskiego rozwiązałoby w znacznym stopniu problem konfrontacji Zachodu z Islamem. Co według pana stanowi główna przeszkodę na drodze palestyńskiej niepodległości? Selim Chazbijewicz: Sądzę, że relacje z Izraelem. Duchowy przywódca polskich muzułmanów - Tatarów, dr Jakub Szynkiewicz już w 1932 roku, przebywając w Palestynie stwierdził w wywiadzie dla ówczesnej prasy żydowskiej, że Żydzi bezwzględnie posiadają prawo do własnego państwa na terenie Palestyny. Na tym samym stanowisku stoję ja, jak i inni polscy muzułmanie. Uważam, że ze strony palestyńskiej powinna być gwarancja dla ludności żydowskiej, istnienia państwa Izrael, co być może stanowiłoby przełom w negocjacjach na temat państwa palestyńskiego. Tę gwarancję powinny dać wszystkie ugrupowania palestyńskie, również fundamentalistyczne. Tybetan_monk: jak w procentach można wyszczególnić sufich, fundamentalistów i tradycjonalistów w islamie? Selim Chazbijewicz: Trudno wyszczególnić w procentach. Fundamentalistów nie ma dużo, ale są bardzo głośni i agresywni, najwięcej jest najprawdopodobniej tradycjonalistów. Tybetan_monk: w jaki sposób moderniści mają walczyć z fundamentalistami poprzez następny rozlew krwi? Selim Chazbijewicz: Poprzez próbę przekonania oraz działania polityczne. Unikając oczywiście rozwiązań siłowych. Przede wszystkim szkolnictwo, prasa, media, propaganda oraz przyczynianie się do podwyższenia stopy życiowej w krajach muzułmańskich, czyli działania ekonomiczne. ophiuhus: Czy jest zgodne prawem islamskim wykonywanie kary śmierci? Selim Chazbijewicz: Zależy, kiedy. Prawo muzułmańskie mówi, że np. w wypadku zabójstwa decydentem kary jest rodzina zabitego. Może ona zażądać śmierci, a może też wybaczyć. Moderator: Kończymy, ostatnie pytanie... Groszek: Co potrawa zwana Tatarem ma wspólnego z Tatarami? Selim Chazbijewicz: Nic. Moderator: Bardzo dziękujemy panu Selimowi za udział w spotkaniu, życzymy zdrowia! :) Selim Chazbijewicz: Wzajemnie!:) ------------ Selim Chazbijewicz - biografia Prezes Związku Tatarów Polskich, imam gminy muzułmańskiej w Gdańsku Urodził się 17.11.1955 roku w Gdańsku. Wywodzi się z Tatarów polsko-litewskich. Od II połowy XV wieku rodzina mieszkała w majątku Chazbijewicze pod Wilnem (obecnie Kazbiai) oraz w dawnym powiecie nieświeskim. W roku 1980 Selim Chazbijewicz ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim. W 1991 zrobił doktorat na Wydziale Nauk Społecznych UAM w Poznaniu. Jest autorem pięciu książek poetyckich i trzech eseistycznych na temat kultury i dziejów polskich i litewskich Tatarów. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, w latach 1986-91 redaktor naczelny kwartalnika "Życie Muzułmańskie" - pisma polskich muzułmanów. W roku 1992 założył Związek Tatarów Polskich, od 1999 jest jego prezesem. Od roku 1998 współprzewodniczy Radzie Wspólnej Katolików i Muzułmanów. Jest pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. źródło: onet.pl Odpowiedz Link
beduinka MINARET ŚWIATA (Ryszard Kapuściński) 03.03.04, 23:09 MINARET ŚWIATA Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawiają Wojciech Bonowicz i Łukasz Tischner Kiedy zetknął się Pan po raz pierwszy z islamem? Czy jeszcze w rodzinnym Pińsku? RYSZARD KAPUŚCIŃSKI: W Pińsku raczej nie... Ale było to już rzeczywiście dość dawno - moje doświadczenie spotkania z islamem trwa ponad 40 lat. Zetknąłem się z nim w 1956 roku podczas pierwszej wielkiej podróży, kiedy odwiedziłem Indie, Pakistan i Afganistan. Były to kraje, które w latach 1946-1947 podzielił niesłychanie krwawy konflikt religijny między muzułmanami i wyznawcami hinduizmu. Przyjechałem tam co prawda już kilka lat po zakończeniu zamieszek, ale ślady tego dramatu były wciąż świeże. Od tego czasu niemal bez przerwy stykam się z kulturą muzułmanów, i to niekoniecznie na terenach tradycyjnie kojarzonych z islamem. Rozpocznijmy zatem od szkicowej mapy. Jakie obszary naszej planety zamieszkują dzisiaj muzułmanie? Islam znajduje się obecnie w stanie ogromnej ekspansji, co właściwie wypływa z samej istoty tej religii. Jej dynamizm od samego początku był duży. Obecnie jest to około miliarda ludzi, ale liczba ta gwałtownie wzrasta. Islam zaczął się rozprzestrzeniać najpierw w kierunku Morza Śródziemnego - aż do Półwyspu Iberyjskiego, potem rozwijał się w przeciwną stronę - w głąb Azji. Te dwa kierunki stanowią jakby dwa skrzydła tej religii, która zrodziła się na Półwyspie Arabskim. Pod tym względem nic się nie zmieniło. W naszym stuleciu jednak pojawiły się nowe tendencje. Ostatnio gwałtownie powiększa się liczba muzułmanów w Stanach Zjednoczonych, a także w Kanadzie. Równocześnie poprzez napływ imigrantów islam szybko rozprzestrzenia się i na naszym kontynencie. Przypomnijmy, że od średniowiecza, od czasów rekonkwisty Europa nie gościła tak wielu muzułmanów. Dzisiaj są to emigranci. Bardzo duża grupa Turków zamieszkuje Niemcy, migracja z Afryki Północnej kieruje się przede wszystkim do Francji i do Hiszpanii, do Anglii trafiają emigranci z całego Commonwealthu, trzeba też wspomnieć o Skandynawii, która przyjęła sporą rzeszę uchodźców. Ale islam rozprzestrzenia się nie tylko poprzez migrację. Na jego rozwój wpływa także ogromna dynamika demograficzna ludności muzułmańskiej. O ile w niektórych krajach europejskich odnotowuje się niż demograficzny, o tyle w krajach islamskich można mówić o permanentnym wyżu. Warto więc uwzględniać ten czynnik - procent ludności muzułmańskiej w Europie wzrasta szybciej, niżby wskazywały na to dane o liczbie imigrantów. Trzeci kierunek rozprzestrzeniania się islamu to obecnie Azja Środkowa. Ten nurt jest zapewne najważniejszy. Po upadku ZSRR następuje bowiem bardzo silna ekspansja islamu, który trwał na tamtych terenach, ale teraz, po okresie komunistycznej ateizacji, odzyskał należne mu prawa i środki działania. Czwarty kierunek wpływu to Daleki Wschód, Azja Południowo--Wschodnia (Indonezja, Malezja, Filipiny itd.). W tamtym regionie wzrost liczby wyznawców islamu jest pochodną wysokiego wskaźnika przyrostu naturalnego. Istnieje wreszcie i piąty kierunek rozwoju - Afryka Środkowa i Południowa, przenikanie islamu z Północy w głąb Afryki. Co leży u źródeł współczesnej ekspansji islamu? Jest to w gruncie rzeczy religia biednych, ludów kolorowych. A właśnie ta część ludzkości staje się dziś coraz liczniejsza. Europa się starzeje, w krajach muzułmańskich natomiast ludność jest bardzo młoda, dynamiczna, ale i uboga. Istnieje też inny powód. Islam jest religią bardzo prostą. By być muzułmaninem, trzeba wyznać, że się nim jest, i praktykować pięć filarów wiary, do czego nie potrzeba intelektualnego przygotowania. Dla ludzi prostych, szczególnie w Trzecim Świecie (ale i w wielkich miastach Ameryki Północnej i Europy), bardzo ważne jest poczucie identyfikacji z islamem, bo zaczynają się czuć członkami jakiejś wspólnoty, rodziny. Dobrze wiemy, jak zasadniczą rolę we współczesnym, wielokulturowym i chaotycznym świecie odgrywa poczucie tożsamości. A islam daje to tym ludziom - muezzin budzi ich rano, mają swój meczet (to nie tylko miejsce modlitwy, ale i spotkań z bliskimi), swoje ummy - wspólnoty, i kiedy znajdą się w tarapatach, mają się do kogo zwrócić o pomoc. Islam jest zapewne jedyną spośród wielkich religii świata, która ma wciąż znaczne sukcesy "misyjne". Rzeczywiście. Musimy jednak pamiętać, że w odróżnieniu od religii chrześcijańskich islam nie zna pojęcia misji. On się rozprzestrzenia w inny sposób. Wydaje się, że istnieje wiele odcieni islamu, który zjednuje sobie wyznawców na różnych kontynentach. Islam amerykański, europejski, azjatycki, afrykański znacznie się od siebie różnią. Czy to jest wciąż ten sam islam? Religia Mahometa w Europie będzie poddawana coraz większemu ciśnieniu sekularyzacji. W Ameryce islam staje się przede wszystkim religią ludzi czarnych, żyjących w wielkomiejskich gettach. Odmiennie jest w innych częściach globu. Co ciekawe, islam, w przeciwieństwie do innych religii, skutecznie opiera się procesom sekularyzacyjnym. Właśnie to niepokoi zachodnich politologów i socjologów. Samuel Huntington krytykuje swoich rodaków, którzy mylili "westernizację" z modernizacją. Amerykanie myśleli, że jeżeli da się Coca Colę, telewizor i samochód, to obdarowani staną się podobni do Amerykanów. Tak się jednak nie dzieje - mieszkańcy krajów islamskich przyjmują zachodnią technologię, ale nie przyswajają sobie zachodnich wartości. Potoczna obserwacja potwierdza tę tezę. Wynika to zapewne stąd, że islam, podobnie jak prawosławie, nie doświadczył ani reformacji, ani oświecenia. Jeśli w islamie pojawiał się jakiś prąd modernizacyjny, to jego orędownicy byli wyklinani, wyrzucani poza nawias ummy. Takie wyłączenie jest dla muzułmanina najcięższą karą. Bo jak głosi przysłowie: jeden muzułmanin to jeszcze nie muzułmanin... Wynika to przede wszystkim z doświadczeń życia w ekstremalnych warunkach pustynnych, gdzie jednostka nic nie znaczyła. Europejczyk nie potrafi tego zrozumieć. W zachodniej cywilizacji kładzie się nacisk na indywidualizm. To wolna jednostka staje się najbardziej twórcza, niezależna, może "być sobą". W tradycji islamu jest odwrotnie - dla muzułmanina znaleźć się samemu to znaczy zginąć. Człowiek zdany na samego siebie nie może funkcjonować nie tylko w sensie religijnym, ale i biologicznym. Być w ummie to znaczy być w tym, co stwarza człowieka. Dlatego właśnie jeśli nawet muzułmanin zostanie przeniesiony do Paryża, Londynu, zachowa nadal związki ze swoim meczetem. Jego pierwszym odruchem będzie złożenie datku na budowę meczetu. Tam będzie się potem spotykał z innymi wyznawcami i słuchał religijnych przywódców. Będzie oczywiście przestrzegał najważniejszej dla muzułmanina zasady sali - odbywanej pięć razy dziennie modlitwy. Kiedy obserwuje się, jak o stałej godzinie z tłumu wyodrębnia się grupa muzułmanów, którzy zaczynają się modlić, robi to potężne wrażenie. Jest to jednolity, ustalony od czternastu wieków rytm ruchów ciała i modlitewnych formuł. Poruszający opis gromadzenia się na modlitwę milionowej wspólnoty przedstawił Pan w Szachinszachu. Jest to jeden z najbardziej niesamowitych obrazów, jakie można zobaczyć na świecie. W tym tłumie nikt nie wydaje żadnych komend, poleceń. Oni się zbierają i nagle zaczynają modlić. Może to być wielomilionowe zgromadzenie, ale przebiega to zawsze tak samo. Z tego doświadczenia wypływa silne poczucie jedności i równości. Muzułmanin modli się także w czasie podróży. Jeżeli jedzie pociągiem, to o określonej porze rozkłada swój dywanik i zaczyna się modlić, jeśli leci samolotem robi to samo (niektóre linie lotnicze przygotowują dla muzułmanów specjalne miejsca do modlitwy). Co ciekawe, jeśli się długo żyje wśród muzułmanów, coraz wyraźniej widać, że oni nie zaniedbują swoich praktyk. Bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś wyłamywał się z porządku codziennego celebrowania wi Odpowiedz Link
beduinka Re: MINARET ŚWIATA (Ryszard Kapuściński) 03.03.04, 23:12 Co ciekawe, jeśli się długo żyje wśród muzułmanów, coraz wyraźniej widać, że oni nie zaniedbują swoich praktyk. Bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś wyłamywał się z porządku codziennego celebrowania wiary. A jest to w końcu obowiązek pięciu modlitw dziennie, odbywanych często w bardzo trudnych warunkach. Nawet jeśli ktoś zostanie z tego obowiązku zwolniony (np. ze względu na ciężki stan zdrowia), to będzie się zawsze usprawiedliwiał przed swoją wspólnotą czy innym muzułmaninem. Bardzo charakterystyczna dla islamu jest konsekwencja w przestrzeganiu pięciu naczelnych zasad... Czy pozostaje to w związku z silną więzią wspólnotową? Wszystko jest w pewien sposób wspólnotowe. Bo przecież i dawanie jałmużny jest obowiązkiem wobec wspólnoty, i publiczne wyznanie wiary, i modlitwa, a nawet post. Również pielgrzymka do Mekki - hadżi odbywa się zawsze w grupach. Pielgrzymka jest oczywiście marzeniem każdego muzułmanina. W momencie, kiedy ją odbywa, otrzymuje na całe życie tytuł - hadżi. Będzie z tego bardzo dumny i zawsze będzie podkreślał, że jest hadżi Ibrahim - ten, który odbył pielgrzymkę. Stwarza to pewną hierarchię i odtąd taki hadżi Ibrahim znajduje się już wśród pomazanych, błogosławionych. Islam jest niezwykle spójny, przenika wszelkie obszary życia. Trzeba bowiem pamiętać, że islam to nie tylko wiara, lecz, jak mówią muzułmanie, "wszystko". Jest więc zwłaszcza prawem. Prawo islamskie - szaria - drobiazgowo ustala i określa zasady postępowania muzułmanina, zwłaszcza jego obowiązki wobec Boga, wobec sąsiada (Innego) i wobec samego siebie. A poza tym, jak mówił Chomejni, islam "jest polityką"... Tak. Jest polityką, gospodarką, etyką, filozofią... Nie można nawet powiedzieć o kimś, że przestał wierzyć, bo jeśli przestał wierzyć, to tym samym przestał istnieć. Islam, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa, nie zna zasady: "Co cesarskie, oddajcie cesarzowi, co boskie, Bogu." W świecie islamu państwo i religia są jednością. W tej totalności tkwi specyfika islamu. Wróćmy jednak do kontekstu europejskiego. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że to przede wszystkim sposób przyjęcia emigrantów z krajów islamskich sprawia, że środowiska te mają skłonność do swoistej "gettoizacji", skupiania się wokół przywódców religijnych. Czyli to nie jedynie względy religijne przesądzałyby o takim, a nie innym losie muzułmanów w Europie. Bo przecież wielu z nich ucieka ze swych ojczyzn dlatego, że nie chcą być poddawani presji religii politycznej. Może to zatem Europa, wbrew hasłom o tolerancji i akceptacji odmienności, nie stwarza im odpowiednich warunków do egzystencji. To dobry przykład potwierdzający zasadę, że nawet ten, kto nie chce praktykować jakiejś skrajnej formy islamu i przeniesie się do innej kultury, odkrywa w sobie na powrót muzułmanina. Może on być na przykład przeciwnikiem czadoru (zasłona twarzy kobiety) albo buntować się przeciwko afgańskim talibom, ale to wcale nie znaczy, że kiedy znajdzie się w innej cywilizacji, przestanie być muzułmaninem. Będzie dalej odbywał religijne praktyki, choć będzie to islam w "złagodzonej" formie. Zmiana ta jednak nie dotknie samego rdzenia wiary. Dochodzimy w tym momencie do zasadniczego tematu kulturowej różnicy między islamem a Zachodem. Islam jest religią o siedem wieków młodszą od chrześcijaństwa. Europa wyrasta z tradycji chrześcijaństwa, które przechodzi stałą transformację (reformacja, oświecenie, ekumenizm...). Jest religią, która poszukuje swego miejsca w zmieniających się warunkach historycznych. Islam natomiast pozostaje bardzo stabilny. Wychodzi bowiem - co stanowi istotną różnicę - z tradycji rodziny, plemienia i koncepcji państwa, w którym nie ma podziału na sferę świecką i religijną. Kultury te więc nie przystają do siebie. Na dodatek w różnych etapach swojej historycznej koegzystencji często toczyły ze sobą wojny. W VIII wieku Karol Młot zatrzymał ofensywę islamu w głąb Europy. W XVII wieku z odsieczą wiedeńską nadciągnął Jan III Sobieski. Islam jest zatem taką siłą - polityczną, a czasem militarną - która kontestowała (i często kontestuje) Europę czy cywilizację zachodnią. Europa oczywiście również odnosi się do islamu niechętnie i nierzadko bardzo wrogo. Za sprawą zachodnich mediów dokonała się nawet swoista przemiana w języku. Mówi się "islamista"... Pewna orientalistka zwracała niedawno uwagę w "Tygodniku Powszechnym", że słowo "islamiści" odnosić się powinno wyłącznie do badaczy islamu... Właśnie! Potem mówi się "fundamentalista islamski", a obecnie mówi się "terrorysta islamski". W rezultacie słowo "islam" przestaje funkcjonować samodzielnie, zawsze towarzyszy mu jakiś złowrogi kontekst. Przeciętny człowiek Zachodu, który czerpie swą wiedzę o świecie z telewizji, pamięta jedynie, że muzułmanie to albo fundamentaliści, albo terroryści. On nie ma żadnej obiektywnej wiedzy o cywilizacji islamu. Co więcej, często nie dostrzega różnicy między muzułmanami wywodzącymi się z odmiennych kultur - na przykład z Algierii i z Pakistanu. Nierzadko obejmuje ich wspólną nazwą... Arabów. Tak, tak... Malezyjczycy to też Arabowie... Wszyscy są Arabami... Wciąż pokutuje stereotyp, że islam to kultura arabska. Warto w tym momencie zaznaczyć, że rozpatrujemy islam na różnych poziomach jego konkretyzacji. Jest to więc jedna z tych wielkich planetarnych religii, która przenika bardzo różne kontynenty, kultury, języki i dlatego ma rozmaite odcienie narodowe czy regionalne. Islam w Stanach Zjednoczonych jest praktykowany przede wszystkim przez ludność afroamerykańską zamieszkującą getta, potworne slumsy wielkich metropolii. Ci czarnoskórzy muzułmanie nazywają siebie The Nation of the Islam - narodem islamskim. Tam więc jest to religia biednych, często bezrobotnych mieszkańców wielkich miast. Takie muzułmańskie dzielnice widziałem ostatnio w Detroit. Jest to widok zadziwiający. W dzielnicy jest ponad trzydzieści kościołów, ale wszystkie są zamknięte. Znikła stamtąd Polonia (podobnie jak inni biali mieszkańcy), natomiast ludności islamskiej przybywa. Kolejna grupa amerykańskich muzułmanów to emigranci z Indonezji, Malezji, Filipin itd. Na terenie Europy islam jest bardziej zróżnicowany etnicznie i kulturowo. Mamy więc maghrebijski typ islamu (wywodzący się z Afryki Północnej), o silnych tradycjach walki antykolonialnej. Islam maghrebijski ma bardzo głęboki rys niepodległościowy, wyzwoleńczy i on właśnie odegrał postępową rolę. Ten typ islamu jest bardzo widoczny we Francji. Inny typ islamu występuje w Niemczech. Tam muzułmanie wywodzą się przede wszystkim z Turcji i Bośni. Oni są bardziej, choć też tylko do pewnego stopnia, zsekularyzowani. Bardzo zróżnicowany islam można spotkać na obszarze Bliskiego Wschodu. Przede wszystkim w Afryce Północnej i w całym rejonie Morza Śródziemnego. Występuje tam i bardzo skrajny, uciekający się do terroryzmu, islam Kadafiego, i dość "liberalny", otwarty islam tunezyjski, wreszcie islam obejmujący Afrykę Sahelu i Sahary, Afrykę Wschodnią i Zachodnią, który jest naprawdę tolerancyjny i nie zna pojęcia terroryzmu ani fundamentalizmu. Ten ostatni typ islamu pokrywa się zresztą z obszarem występowania kultury Bantu, która była bardzo pokojowa, oparta na zasadzie współpracy i współdziałania. Jeszcze większe zróżnicowanie występuje w Azji. Są tam więc i ruchy ekstremalne, jak talibowie w Afganistanie czy niektóre odłamy szyizmu w Iraku i w Iranie, i islam bardzo oświecony - na przykład w Malezji, gdzie żyje wielu wybitnych intelektualistów i myślicieli. Trzeba więc pamiętać, że używając słowa islam, ogromnie zubażamy opisywaną rzeczywistość. Jest to zresztą jedna z największych przywar europejskiej mentalności, że mamy skłonność do upraszczania i narzucania własnych kategorii (mieszkaniec Afryki nigdy nie powie o sobie, że jest Afrykańczykiem, tylko że należy na przykład do ludu Aszante Odpowiedz Link
beduinka Re: MINARET ŚWIATA (Ryszard Kapuściński) 03.03.04, 23:14 Trzeba więc pamiętać, że używając słowa islam, ogromnie zubażamy opisywaną rzeczywistość. Jest to zresztą jedna z największych przywar europejskiej mentalności, że mamy skłonność do upraszczania i narzucania własnych kategorii (mieszkaniec Afryki nigdy nie powie o sobie, że jest Afrykańczykiem, tylko że należy na przykład do ludu Aszante...). W ten sposób wytwarzamy sobie nieuchronnie przeciwników. Bo jeśli złączy się Afrykanów czy Afroamerykanów w jedną społeczność, to kształtuje się w nich poczucie siły poprzez zaprzeczenie dotychczasowej, a tworzenie nowej, "szerokiej" tożsamości. Oczywiście, a poza tym oni się czują poniżeni. Jak ktoś będzie podkpiwał z polskiej kultury i twierdził, że Polacy to naród pijaczków i złodziei, to też będziemy się tym czuli dotknięci. Przykładem takiego fałszywego stereotypu jest powszechne przekonanie o upodobaniu muzułmanów do przemocy. Otóż wbrew temu, do czego przekonują nas media, islam jest religią pokojową. To religia równowagi, kontemplacji, cierpliwości. Muzułmanin to przede wszystkim człowiek wiary i pobożności, który nie szuka i nie potrzebuje racjonalnych uzasadnień dla swej wiary. Dlatego zresztą teologiczna dyskusja z nim jest praktycznie niemożliwa. Z drugiej strony jednak średniowieczni arabscy filozofowie, jak Awerroes, utrzymywali, że istnieją dwie prawdy - dostępna człowiekowi prostemu prawda wiary oraz prawda rozumowa, dostępna jedynie wtajemniczonym. I w islamie zatem istniałaby tradycja intelektualnej spekulacji nad prawdami objawionymi. Oczywiście. W Koranie ukryta jest pewna wewnętrzna prawda, a wierny winien kroczyć po ścieżce tej prawdy. Konieczność rozwoju duchowego, poszukiwanie prawdy, która zbliża do Boga, nazywa się tarika. Muzułmanin albo jest już na tej drodze, albo jej dopiero poszukuje. Kryje się w tym zresztą piękna egzystencjalna formuła - muzułmanie wierzą, że w każdej osobie i w każdej rzeczy zawiera się jakaś ukryta tajemnica. Zasada tariki przenika całą tradycję sufizmu, mistyki islamu. W tym sensie możemy więc mówić o dwóch prawdach - dla nieoświeconych i dla wybranych, umysłów wtajemniczonych. Dochodzimy w tym miejscu do kolejnej istotnej różnicy między wyznawcą Allaha i chrześcijaninem. Islam, podobnie jak judaizm i chrześcijaństwo, jest religią Księgi. Wedle muzułmanów jednak Koran został dany bezpośrednio od Boga. Jest to zatem religia objawienia słowa, a nie objawienia Boga-człowieka, i dlatego ten, kto kwestionuje Księgę, kwestionuje istnienie Boga. Ta odmienność tłumaczy, choć nie usprawiedliwia, reakcję muzułmanów na Szatańskie wersety Salmana Rushdiego, który, zdaniem ortodoksów, kpił sobie w tej powieści z Koranu. Muzułmanie przywiązują wielką wagę do nauki, oświaty. Islam przypomina w tym względzie judaizm. Kiedy ostatnio odwiedzałem rejon Sahelu, południa Sahary, to w najbardziej zapadłych wioskach, gdzie życie zamiera wraz z zachodem słońca, a budzi się następnego dnia o brzasku, gdzie nie ma systemu oświaty, dróg... nie ma nic, istnieje tylko jedna instytucja - szkółka koraniczna. Dzieci zbierają się przy ognisku, gdzie wieczorem jest jeszcze trochę światła i ich nauczyciel (ulema) czyta im Koran, na którym uczą się czytać i pisać. Jest to ich jedyne doświadczenie obcowania z książką, jedyna forma oświaty, jaka istnieje na tych niezwykle rozległych terenach świata. Ponieważ do szkółki koranicznej może chodzić każde dziecko, starsze przyprowadzają swoje dwu-, trzyletnie rodzeństwo, którym muszą się opiekować. Dla tej gromady dzieci Koran jest jedynym uniwersytetem. Nawet więc w tak ekstremalnych warunkach, gdzie panuje straszliwa bieda - w tamtych wsiach naprawdę nie ma co jeść - trwa nauka Koranu, który jest dla nich całą wiedzą. Niektóre kraje islamu wszakże są bardzo bogate i to właśnie ku nim kieruje swe apetyty Zachód. Kontakty Zachodu ze światem islamu mają zresztą najczęściej tło ekonomiczne. Oczywiście wielką atrakcją krajów arabskich są największe na świecie złoża ropy naftowej. Wiążą się z tym dwie kwestie. Po pierwsze islam zmienił swe oblicze - pozostał wprawdzie religią ubogich, ale sam stał się bogaty. Bogate kraje arabskie bowiem zaczęły łożyć spore sumy na rozwój wspólnot (budowę meczetów, druk Koranu...) - na rozszerzanie się islamu. Dzięki temu powstaje sporo meczetów i szkółek koranicznych w Afryce, Albanii i Bośni. Widać w tym świadomą politykę muzułmanów, choć, o czym należy pamiętać, ta planetarna religia nie ma żadnego centrum ani kogoś w rodzaju głowy Kościoła - działania te wypływają jedynie z ducha wspólnoty. Po drugie fakt, że w krajach muzułmańskich znajdują się największe zasoby ropy naftowej, jest przyczyną napięcia, jakie istnieje między światem islamu i Zachodem. Jest to napięcie podszyte ogromnym strachem. Jeżeli bowiem spojrzymy na kraje muzułmańskie oczami przywódców Stanów Zjednoczonych - jedynego obecnie światowego mocarstwa - zrozumiemy, skąd biorą się histeryczne reakcje na incydentalne nawet przejawy terroryzmu czy przemocy w krajach islamskich. Otóż Stany Zjednoczone w okresie zimnej wojny, obawiając się, że ZSRR uzyska znaczne wpływy w krajach naftowych, rozpoczęły na Alasce i w Teksasie bardzo kapitałochłonne inwestycje, które miały powiększyć własne zasoby ropy naftowej. W momencie, kiedy skończyła się zimna wojna, Amerykanie uznali, że nic już nie zagraża ich interesom w świecie arabskim, dlatego mogą zrezygnować z tych kosztownych inwestycji i bez przeszkód sprowadzać ropę z Zatoki Perskiej. A przecież to właśnie tanie paliwo napędza amerykańską cywilizację, której sukces oparty jest na samochodzie i ropnym ogrzewaniu mieszkań. Amerykańskie zapasy ropy naftowej tymczasem wynoszą zaledwie niecałe 3% zapasów światowych, a 50% konsumpcji ropy w Stanach Zjednoczonych opiera się na paliwie z importu. Gdyby więc zamknięto "arabski kurek", Stany Zjednoczone byłyby sparaliżowane. Region Zatoki Perskiej pozostaje zatem obszarem żywotnych interesów amerykańskiego mocarstwa i to powoduje, że spokojna dyskusja o islamie jest tam praktycznie niemożliwa. Stan ten pogłębił się ostatnio, od kiedy ujawniono, że konkurencyjne źródło ropy naftowej znajduje się w rejonie Morza Kaspijskiego. Region ten jest o tyle ważny, że to stamtąd popłynie w przyszłości ropa do Japonii i Chin. Tam ścierają się obecnie interesy trzech stron - islamu, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Jest to więc kolejne potencjalne źródło napięcia między islamem a Ameryką. Pewnie dlatego tak duże emocje wzbudziła w Stanach Zjednoczonych wojna w Czeczenii. Oczywiście. Polacy patrzą z politowaniem na Amerykanów i dziwią się, dlaczego popierają oni Rosję. Czyżby Amerykanie byli tacy naiwni? Polacy nie rozumieją najczęściej jednej rzeczy - Stanom Zjednoczonym zależy w tej chwili na utrzymaniu silnej Rosji, bo prawosławna Rosja staje się przedmurzem, które może powstrzymać awans islamu na północ Azji (ta ekspansja przebiegała historycznie wzdłuż Wołgi). Postęp islamu mógłby rozpołowić Rosję na dwie części - europejską i syberyjską. Amerykański socjolog Immanuel Wallerstein uważa, że reakcja świata islamu na konfrontację z Zachodem może przybierać trzy postaci: model Chomejniego - izolację od polityki światowej, model Husajna - zbrojnej konfrontacji, i trzeci model - indywidualny, czyli formę migracji do świata Zachodu. Utrzymuje on, że za 20, 30 lat konfrontacja będzie się rozwijać, ale modele pozostaną trwałe. Myśl amerykańska kładzie zatem nacisk na konfrontacyjność. Wśród politologów i socjologów islamskich dominują głosy bardziej pojednawcze - oni nie mówią na ogół o konfrontacji cywilizacji, lecz o wymianie. Skłaniają się raczej ku tradycji Bronisława Malinowskiego, który uczył, że kontakt jest przede wszystkim wymianą. W obu cywilizacjach bowiem istnieje tyle wartości sprawdzonych przez historię, że w dobie rewolucji komunikacyjnej te dwa światy Odpowiedz Link
beduinka Re: MINARET ŚWIATA (Ryszard Kapuściński) 03.03.04, 23:15 Amerykański socjolog Immanuel Wallerstein uważa, że reakcja świata islamu na konfrontację z Zachodem może przybierać trzy postaci: model Chomejniego - izolację od polityki światowej, model Husajna - zbrojnej konfrontacji, i trzeci model - indywidualny, czyli formę migracji do świata Zachodu. Utrzymuje on, że za 20, 30 lat konfrontacja będzie się rozwijać, ale modele pozostaną trwałe. Myśl amerykańska kładzie zatem nacisk na konfrontacyjność. Wśród politologów i socjologów islamskich dominują głosy bardziej pojednawcze - oni nie mówią na ogół o konfrontacji cywilizacji, lecz o wymianie. Skłaniają się raczej ku tradycji Bronisława Malinowskiego, który uczył, że kontakt jest przede wszystkim wymianą. W obu cywilizacjach bowiem istnieje tyle wartości sprawdzonych przez historię, że w dobie rewolucji komunikacyjnej te dwa światy mogą się wzajemnie ubogacać. Czego może nauczyć się człowiek cywilizacji łacińskiej w zetknięciu ze światem islamu? Bardzo ważna jest postawa, którą przyjmiemy. Trzeba bowiem pamiętać, że nasz stosunek do islamu kształtuje siła potęgi wielkich sieci telewizyjnych. Na ogół więc nie mamy własnego poglądu, własnej wiedzy - korzystamy z pośrednictwa tych kanałów informacji. Ponieważ sieci owe mają za zadanie kształtować nieufność w stosunku do świata muzułmańskiego, nasz punkt widzenia naznaczony jest stronniczością. Dyskutujemy więc zazwyczaj, dysponując jedynie zmanipulowaną porcją informacji, którą daje się nam do wierzenia. Czy tego chcemy, czy nie, musimy pogodzić się z faktem, że żyjemy w świecie wielokulturowym, który będzie się stawał jeszcze bardziej różnorodny. Dzisiaj nie da się już pozostawać w kulturowej izolacji. Naszym zadaniem jest więc znalezienie sobie w tym świecie miejsca, a pierwszą zasadą owego poszukiwania jest zasada tolerancji, uznania, że, jak mówił Bronisław Malinowski, nie ma kultur wyższych i niższych. Zasadzie tolerancji musi towarzyszyć poznawcza ciekawość - musimy zdobyć elementarną wiedzę o kulturze islamu - i życzliwość. Taka postawa nie jest jedynie odruchem dobrego serca, ale od niej zależy sam byt naszej cywilizacji, w tym i naszego kraju. Bo przecież już niedługo i do Polski, która staje się coraz atrakcyjniejsza dla uchodźców, zacznie napływać migracja z krajów muzułmańskich. To są procesy nieodwracalne, gdyż gwałtownie powiększająca się grupa najbiedniejszych musi szukać dla siebie miejsca. Dlatego tak ważne jest, byśmy chcieli poznawać kulturę muzułmanów. Takiej postawy życzliwej ciekawości możemy się uczyć z Sonetów krymskich. Tak. Sonety pozostają pięknym świadectwem urzeczenia kulturą islamu. Co osobiście zawdzięcza Pan kontaktom z kulturą islamu? Jakie jej cechy są Panu najbliższe? Bardzo wiele. Przede wszystkim za sprawą muzułmanów żyję! W różnych sytuacjach wojennych dzięki temu, że szli do walki, udało mi się przeżyć. Generalnie moje doświadczenia kontaktu z muzułmanami było bardzo dobre. Szczególnie w małych społecznościach wiejskich spotykałem ogromnie przyjaznych, spokojnych ludzi. Byli bardzo pobożni, serio traktowali zasady swej wiary, które nakazują szacunek dla drugiego człowieka. Koran bowiem uczy, by nie gardzić nawet innowiercą - w przeszłości, gdy islam był w natarciu, mieszkańcy podbitych krajów nie byli zmuszani do konwersji, wyznawcy innych religii zobowiązani byli jedynie do płacenia podatku. Ludzie, którzy mnie przyjmowali, byli bardzo gościnni i czerpali z tego satysfakcję. Otaczali mnie swoim duchem wspólnoty. Wynika to chyba ze skażenia, o którym Pan wspominał, ale trudno się oprzeć natrętnej myśli, że muzułmanie są jednak podatni na ekstremizmy. Te skandujące tłumy w Iraku czy Iranie nie są jedynie marginesem. I właśnie tego najbardziej boi się Europejczyk. Skłonny jest uwierzyć w ową tolerancję czy pokojowość muzułmanów, lęka się jednak, że wówczas, gdy imamowie nakażą swemu ludowi zabijać, wierni bezkrytycznie się im poddadzą. Jeśli wspomniał Pan o imamach, to trzeba dopowiedzieć, że funkcja ta istnieje jedynie w szyizmie, a szyici stanowią 10 % całej ludności muzułmańskiej. Tylko w szyizmie istnieje religijna struktura czy hierarchia. Tego rodzaju mobilizacja jest rzadka w sunnizmie. Co charakterystyczne jednak, jest to mobilizacja typu defensywnego. Szyici protestują wtedy, gdy czują się poniżeni. Kiedy coś im zagraża, reagują masowo i w tym zbiorowym ruchu są doskonale zorganizowani, bo nauczyli się tego praktykując wspólną modlitwę. Taki tłum rzeczywiście robi potężne wrażenie: ma jeden cel, jedną emocję, ale nie jest to grupa atakująca. W czasie rewolucji irańskiej podziwiałem ich dyscyplinę - podczas milionowych manifestacji w Teheranie nie zniszczono na chodnikach ani jednej trawki, a gdy tłum mijał szpitale, zapadało całkowite milczenie. Tą masą ludzką nikt nie kierował! Przypomnę też inny fakt: chociaż rewolucja Chomejniego była zdecydowanie antyamerykańska, nikomu spośród 55 000 Amerykanów mieszkających wówczas w Iranie włos nie spadł z głowy. Można wspomnieć także o przypadkach przerażających, ale takie incydenty zdarzają się w każdej kulturze i nie da się ich wyeliminować. Przecież na ulicach Nowego Jorku rocznie ginie od kuli 2000 ludzi i nie ma na to rady! Istnieją wreszcie zjawiska ogromnie zafałszowane. Na przykład w Algierii mamy dziś do czynienia z oczywistą wojną domową, do której nie przyznaje się rząd stworzony dzięki przewrotowi wojskowemu. Oficjalnie więc mówi się, że jacyś bandyci zabijają niewinną ludność, ale tak naprawdę nie sposób rozstrzygnąć, kto strzelał czy podrzynał gardła. Niektórzy Algierczycy utrzymują, że robi to reżim militarny po to, by w oczach opinii światowej jeszcze bardziej zohydzić swych przeciwników. To są takie strefy, o których jako doświadczony reporter mogę powiedzieć, że jeśli samemu się czegoś nie stwierdziło, nie zbadało, niczemu nie można dawać wiary. Trzeba więc dużej wnikliwości, by dojść prawdy. Warto o tym pamiętać, słuchając komentarzy na temat polityki światowej. Oczywiście propaganda istnieje także w krajach muzułmańskich. Potęgą jest radio, które jest tanie, lekkie i może być używane tam, gdzie nie ma elektryczności. Muzułmanin jest bardzo dumny, gdy słyszy w swoim odbiorniku, że świat islamu jest potężny, że świat islamu jest światem Boga. Podczas wojny w Zatoce odczytywano w radio specjalne ogłoszenia o śmierci muzułmańskich żołnierzy. Mówiono: "Gratulujemy rodzicom - tu następowało nazwisko - których syn zginął dziś w walce tam i tam!" Dostąpili wielkiego zaszczytu, bo mają syna, który zginął jako mudżahedin. Ci rodzice, jeśli było ich na to stać, rozdawali potem swoim bliskim specjalnie w tym celu wywołane zdjęcia syna- bohatera. Powtarzam jednak - w swojej istocie islam jest religią pokojową. Bardzo dziękujemy za rozmowę. RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, ur. 1932, pisarz, reporter, publicysta. Autor m.in.: Cesarz (1978), Szachinszach (1982), Imperium (1993), Lapidaria (wyd. łączne - 1997). źródło: Miesięcznik ZNAK Odpowiedz Link
beduinka Muzułmanie w Polsce. Ważny jest wygląd 03.03.04, 23:17 Muzułmanie w Polsce. Ważny jest wygląd źródło: gazeta.pl, Smoleński (28-09-01 18:15) Hani jest Palestyńczykiem. Z kilkudniowym zarostem i wąsami wyglądał podejrzanie. Poszedł więc do fryzjera i zgolił zarost. Powiedział do żony: - Teraz wyglądam jak Polak Według policji była to banda wyrostków. Wracali z dyskoteki, może po kilku piwach, więc przeszli przez niski płot i zaczęli rzucać kamieniami - taka chuligańska normalka. Akurat szli ulicą Abrahama, akurat rzucili w okna gdańskiego meczetu. Przypadek - zamiast meczetu mógł to być sklep akwarystyczny albo kiosk, zresztą straty nie są zbyt wielkie. Tylko dlaczego na trawniku wciąż leżą przygotowane zawczasu, starannie ułożone pryzmy betonowego złomu? Więc dla pewności policja postawiła pod świątynią radiowóz. Po cichu policjanci opowiadają, że pewnie wyrostki chciały odreagować to, co zobaczyły w telewizji. Łobuzy też mają serce - mówią nieoficjalnie, choć nie chcą łobuzów rozgrzeszać. Teraz ich szukają, ale bez wielkiej nadziei na sukces, bo społeczeństwo nie chce współpracować, milczy. Nic nowego. Społeczeństwo milczy, gdy szukają sprawców włamań do piwnic. Taki los. Meczet stoi od 1990 r., wybudowany ze składek wiernych, dzięki materialnemu wsparciu niemieckich wspólnot islamskich i pieniądzom z Arabii Saudyjskiej. Był budowany akurat wtedy, gdy w pobliżu stawiano kościół; ta sama betoniarka kręciła się na obu budowach. Co piątek modli się w nim kilkudziesięciu Arabów z Trójmiasta. Co niedziela - polscy Tatarzy. Od ubiegłej niedzieli straszy wybitymi szybami. Kto zastrasza, niech się wstydzi Kilka dni przed zamachem skończył się gdański tydzień kultury muzułmańskiej. Tamara Szabanowicz, po ojcu Tatarka, przewodnicząca gminy muzułmańskiej, była szczęśliwa, bo wszystko pięknie się udało, meczet przy Abrahama odwiedzały tłumy, nie tylko muzułmanów. Właśnie wsadziła do pociągu grupę Tatarów z Krymu (mieszkali w Domu Pojednania przy kościele św. Trójcy), weszła do sklepu papierniczego, gra radio, a tam wiadomości jak z "Wojny światów" Orsona Wellesa. Słucha, nie wierzy, wybiera towar, słucha, płaci, na ulicy bawią się dzieci. - Zaczęłam się bać - opowiada. - O nas, o meczet, o społeczność. Tę noc z szybami wyśniłam, czułam przez skórę, że się wydarzy. 11 września kilka tysięcy ludzi zginęło pod gruzami World Trade Center i waszyngtońskiego Pentagonu. Gdy nad Manhattanem stały jeszcze kłęby dymu zmieszane z betonowo-azbestowym pyłem, oglądałem w BBC World rozmowę z brytyjską muzułmanką, śniadoskórą i w czadorze, lecz jej akcent nie pozostawiał wątpliwości, że urodziła się na Wyspach. Po dziewczynie mówili brodaci mężczyźni, kobiety w kwefach, nastoletni, ciemnoocy chłopcy. Opowiadali o modlitwach za niewinne ofiary, a potem pytali, dlaczego nienawiść spada również na nich. Bali się, nawet dorośli nie potrafili tego ukryć. W ciągu następnych kilku dni w Londynie ostrzelano meczet, inny spalono na przedmieściach Manchesteru. W Arizonie zastrzelono Hindusa, bo wyglądał jak muzułmanin, w całych Stanach FBI prowadzi śledztwa w sprawie 40 aktów antymuzułmańskiej agresji. Prezydent Bush odwiedził Centrum Islamu w Waszyngtonie. Przed kamerami powiedział: "Ci, którym się wydaje, że mogą zastraszać współobywateli, by wyładować swą złość, nie reprezentują tego, co najlepsze w Ameryce, lecz to, co najgorsze w ludzkości, i powinni się wstydzić". Jednak strach amerykańskich muzułmanów nie zniknął. Jego okruchy przyszły do Polski. Jak głupia baba Poniemiecka kamienica we Wrzeszczu, poniemieckie meble, na ścianie krzyż, na stole sernik, ale kawa parzona po arabsku, specjalnie dla gości. W telewizji zapowiedź studia wyborczego. Bogusia i Muhamad, małżeństwo z wieloletnim stażem. Od razu mówi, że urodził się muzułmaninem, nie żałuje tego, ale też nie wybierał, raczej nie chodzi do meczetu. Pyta głośno, czy jest Arabem, bo przecież zanim Syrię podbiły idące z Półwyspu Arabskiego wojska Proroka, mieszkali tam inni ludzie, więc może jego przodkowie pochodzą od tych innych. Nigdy wcześniej o to nie pytał, nigdy tak się przed obcymi nie otwierał. Pochodzi z nadmorskiej Lattaki. Ojciec zginął na budowie, gdy Muhamad był kilkuletnim chłopcem, matka (na zdjęciach kobieta w skromnej chustce) sama wychowała czworo dzieci; dowód, że samotna muzułmańska kobieta umie być zaradna. Ćwierć wieku temu przyjechał do Polski, ale studiów nie skończył. Poznał Bogusię, był nawet ślub kościelny, choć poprzedzony rozmową Bogusi z księdzem, że może lepiej powinna samotnie, za to po katolicku, wychować syna. Kamil (imię wybierali tak, by dobrze brzmiało w Polsce i w Syrii) był chrzczony, potem miał zdecydować, którą wiarę i tradycję wybrać. Jednak gdy Bogusia pojechała na saksy do USA, Muhamad posłał syna na religię, po co mają dziecku dokuczać, że jest inne. Woleli siedzieć w domu, niż chodzić do restauracji, żeby Bogusia nie usłyszała, że puszcza się z Arabem. Ale pewnie by nie usłyszała, bo Muhamad - jak sam mówi - ma dobry wygląd. Nad dobrym wyglądem Muhamad zastanawia się dopiero teraz. - Nie czuję zagrożenia, nie sądzę, by ludzie dziwnie na mnie patrzyli - zapewnia. - Ja naprawdę nie wyglądam na Araba. Lecz koledzy z krajów arabskich boją się. Nawet mój przyjaciel, syryjski chrześcijanin, świadek na ślubie i ojciec chrzestny Kamila. Bo ma zły wygląd. - Gdy w meczecie wybito szyby, bardzo się zdenerwowałam - dopowiada Bogusia. - Ludzie znają nas tyle lat, szanują, ale boję się, że reakcje będą coraz mocniejsze. Słyszałam w radiu, że w Krakowie właściciele zamykają arabskie i tureckie bary, że zmienia się obsługę na Polaków, że coś się stało w łódzkich akademikach, gdzie jest dużo studentów z Bliskiego Wschodu. Ja nie wiem, czy mój mąż naprawdę nie wygląda, nie wiem. - Gadam jak głupia baba - ciągnie Bogusia - ale co mam zrobić, gdy w szkole coś powiedzą Kamilowi, co robić, gdy się zacznie? Uciekać do pierwszej lepszej ambasady? - Przestań - ucina Muhamad. - Kamila wszyscy lubią. Przestań. Słowa gorsze od kamieni Nie wiadomo, jak praprzodek Tamary i Heleny Szabanowicz zjechał do Polski. Mogło być tak, że przybył tu jako polityczny uchodźca, może spiskowiec uciekający przed gniewem chana. A może przywleczono go na arkanie, jak niewolnika zdobytego na wojnie. Wiadomo, że działo się to około XV stulecia, potem rodzinę uszlachcono; na tarczy herbowej mieli poziome i pionowe kreski połączone ze sobą. Będzie pewnie ze czterysta lat jak stracili język, ale miłość do koni została - dziadek Szabanowicz był ułanem, został ranny w kampanii 1920 r. Przed wojną mieszkali tam, gdzie dziś jest Białoruś, kiedy we wrześniu 1939 r. sowieckie wojska zagarnęły kresy. Dziadek, choć zmobilizowany do Armii Czerwonej, uciekł przez granicę, żeby walczyć o Polskę. Do Gdańska przyjechali za Ibrahimem Swajkiewiczem, imamem wileńskim. W latach 50. ojciec musiał nazywać się Benedykt Szabaniewicz, ale już dekadę później wrócił do imienia Bekir i nazwiska Szabanowicz. Modlili się po domach, a Tamara i Helena czuły się inne tylko dlatego, że nie chodziły na religię, więc inne dzieci czasami coś powiedziały. No i kiedy umarła mama, a ksiądz wyciągnął kartotekę i czarno na białym pokazał, że Szabanowiczowie nie przyjmowali świątecznych wizyt po kolędzie, ale dał pozwolenie na pochówek. Z tatarskości zostały im lekko skośne oczy, świadomość pochodzenia i wyznanie; rzecz jeszcze kilka dni temu bardzo intymna, przeżywana w samotności lub w islamskiej wspólnocie. Dziś wyznanie to sztandar. - Zawsze traktowani byliśmy z życzliwością, ludzie byli nas ciekawi, prowadziłam w meczecie otwarte zajęcia o tym, czym jest islam - mówi Helena Szabanowicz, siostra Tamary, przewodnicząca Towarzystwa Kultury Muzułmańskiej. - Teraz jestem rozgoryczona, rozczarowana, nie boję się, ale jest mi smutno, że jesteśmy tak bardzo daleko od siebie. Odpowiedz Link
beduinka Re: Muzułmanie w Polsce. Ważny jest wygląd 03.03.04, 23:18 - Zawsze traktowani byliśmy z życzliwością, ludzie byli nas ciekawi, prowadziłam w meczecie otwarte zajęcia o tym, czym jest islam - mówi Helena Szabanowicz, siostra Tamary, przewodnicząca Towarzystwa Kultury Muzułmańskiej. - Teraz jestem rozgoryczona, rozczarowana, nie boję się, ale jest mi smutno, że jesteśmy tak bardzo daleko od siebie. - Ja nie czuję się zagrożona, ale Arabowie tak - ciągnie. - Co Polacy wiedzą o muzułmanach? Że mają haremy, że po ulicy mężczyzna, jak jakiś cham, idzie przodem, a kobieta drobi za jego plecami. Tymczasem on idzie przodem, żeby torować kobiecie drogę, brać na siebie niebezpieczeństwa. Gdyby nie te szyby w meczecie, nic właściwie by się nie stało. Tylko dzieci Heleny usłyszały w szkole od kolegów: "Coście zrobili, to wszystko przez was". I były słowa Prymasa o obcych i terrorystach, dla Heleny Szabanowicz boleśniejsze niż kamienie ("Do Polski mogą wejść ci, przed którymi bronił nas Jan III Sobieski, a my nie chcemy ani innej kultury, ani terroryzmu".). Przygasły wspomnienia z organizowanych od dwóch lat spotkań ekumenicznych, radość ze współpracy z katolickimi księżmi i ze słów dziewczynki-katoliczki, która po wykładzie w meczecie powiedziała: - Jakie to proste, jakie podobne. Tamara Szabanowicz: - Tak czekaliśmy na słowa katolików, tak czekaliśmy. Helena Szabanowicz: - Słowa Prymasa mogą usprawiedliwiać akty przemocy wobec muzułmanów. Mąż Heleny Hani jest Palestyńczykiem. Oglądał wiadomości z Nowego Jorku i wydzwaniał do Palestyny; za oceanem już sprzątali gruzy, a w rodzinnej wiosce na Zachodnim Brzegu waliły się domy pod gąsienicami izraelskich czołgów. A potem poszedł do fryzjera i zgolił zarost. Powiedział do Heleny: - Teraz wyglądam jak Polak. Hani z kilkudniowym zarostem i wąsami miał zdecydowanie zły wygląd. Hani prowadzi bar z arabskim jedzeniem, ma stoisko z zieleniną. Jeździ na giełdę warzywną, która dla niego jest również giełdą nastrojów. Kilka razy bił się - to było jeszcze przed zamachem - bo nie podobał się handlującym. Teraz słyszy agresywne komentarze i gesty, a jeśli Ameryka uderzy na Afganistan - pewnie będzie gorzej. Niemalże z dnia na dzień sprzed stoiska Haniego zniknęła kolejka. Polacy - myśli Helena - też się boją, bo Arab, muzułmanin to musi być terrorysta. - Słyszałam, jak ktoś, wskazując stoisko szwagra, wykrzykiwał: "Dość rządzenia czarnuchów" - mówi Tamara. - Aż przystanęłam, próbowałam wsłuchać się w rozmowę, zrozumieć motywy. Ale czy bym się wtrąciła, czy starczyłoby mi odwagi? Nie wiem. "Czarnuchy", agresja na giełdzie, uszczypliwe uwagi w szkołach, komentarze Prymasa i niektórych polityków ("Jak to możliwe, żeby na pokład samolotu wpuścić kilku Arabów"?), wreszcie meczet - wszystko układa się w jakiś ponury ciąg. - Czy ktokolwiek pisał w gazetach, jakiego wyznania był Timothy McVeigh? - pyta Helena. Kalendarz Muhamada Muhamad ma swój kalendarz pobytu w Polsce. Najważniejsze są trzy daty. Pierwsza - zamach na Jana Pawła II w 1981 r., gdy chuligani w Łodzi zaatakowali akademik, gdzie mieszkali arabscy studenci. Nie było go tam, zna sprawę z przekazów i pewnie nie bałby się, bo - przypomnijmy - ma dobry wygląd. Druga - pielgrzymka Papieża w 1987 r., kiedy groziła mu deportacja, choć był żonaty i miał dziecko; nie miał ważnego syryjskiego paszportu, więc nie miał wizy, Służba Bezpieczeństwa ostrzega Arabów mieszkających w Gdańsku (wygląd już nie miał znaczenia), że podczas papieskiej wizyty nie wolno im wychodzić z domów; to oczywiste środki, by zapobiec zamachowi. Trzecia - atak na Amerykę. Muhamad krzyczy, gdy Bogusia mówi, że się boi, ale sam nie ma pewności, co będzie. Nie mają pewności jego arabscy przyjaciele. Dlatego wolą nie mówić nic, chcą żyć tak, jakby ich nie było. - Kiedy Polacy zaczęli się bać islamu? - pytam Helenę Szabanowicz. - Nie wiem - odpowiada. - Może gdy w 1992 r. po polsku wydano "Szatańskie wersety". - Nie wiem, choć to książka obrażająca naszą religię. Gdy w 1972 r. terroryści z palestyńskiego Czarnego Września zabili na olimpiadzie w Monachium izraelskich sportowców, nikt tego nie kojarzył z islamem. Tak samo jak wtedy, gdy w 1986 r. na szkocką wioskę Lockerbie spadł amerykański jumbo jet. Jednak gdy książka Salmana Rushdiego, na którego wydał wyrok śmierci sam ajatollah Chomeini, została przełożona na polski, pod przekładem nie podpisał się ani tłumacz (autor japońskiego przekładu został skrytobójczo zamordowany), ani wydawnictwo (kilka zachodnich domów wydawniczych i księgarń wyleciało w powietrze). Rozmawiałem wtedy z księgarzem sprzedającym "Szatańskie wersety". Powiedział, że przestraszył się nie na żarty, gdy przed wystawą, gdzie wyłożył książkę, zobaczył mężczyznę o arabskiej urodzie. Nic się nie stało. Jednak strach przed terrorem stał się realny. Tamara Szabanowicz też nie umie znaleźć momentu, gdy islam i terror zlały się w polskiej świadomości w jedno. Chyba było z tym jak z wezbraną rzeką - nikt nie zauważa, gdy przybiera, ale wszyscy się boją, gdy wylewa. Kiedy patrzy w przeszłość, myśli, że polscy muzułmanie byli może zbyt ufni: - Ufaliśmy sobie i temu, co robimy, ufaliśmy ludziom, którzy nas znają, którzy wiedzą, że islam to nie droga morderców. Nie podejrzewaliśmy, że można tak posłużyć się wartościami islamu, że można czynić takie zło. Jednak czy polska wspólnota muzułmańska mogła zrobić coś więcej dla polskiej świadomości? Nie mogła, są ich raptem trzy, cztery tysiące, w Gdańsku garść tatarskich rodzin, dwie rodziny tureckie, trochę osiadłych Arabów, do meczetu przychodzi kilkadziesiąt osób. - Dla nas to oczywiste, że muzułmanin jest człowiekiem prawym - opowiada Tamara. - Teraz mam udowodnić, że jestem uczciwa, takie - czuję - jest społeczne oczekiwanie. Ale jak mam to udowodnić? I jak mam to zrobić z dnia na dzień? Przegrali własne dusze Fatima jest półkrwi Palestynką, dzieciństwo spędziła w krajach arabskich, teraz studiuje w Polsce. Jej rodzice przyjechali do Polski w latach 90. Ich arabscy znajomi prowadzą restauracje, są lekarzami, inżynierami, biznesmenami. Dziewczyna ma zły wygląd, włosy ukryte pod ciemną chustką wskazują na wyznawaną religię. Kiedyś palestyńskie studentki mieszkające w Warszawie lub Łodzi nie nosiły chust, chłopcy z Organizacji Wyzwolenia Palestyny, z socjalizującej Syrii i Libii nie demonstrowali religijności. Ale zmieniła się i Polska, i islam. Chustka na włosach nikogo już nie dziwi. Fatima ignoruje pytanie o strach, choć ma świadomość, że islamska chustka nie jest dziś bezpiecznym nakryciem głowy. Potępia zamach, ale prosi, by sięgnąć głębiej. - Jest jakiś powód - mówi - dla którego na świecie tak nienawidzą Ameryki. Bo dla Fatimy to rzecz równie ważna jak zwalone wieże World Trade Center. Mieszkający w Polsce Palestyńczyk Mustafa Abdel Ellah powiedział "Naszemu Dziennikowi": "Osobiście wydaje mi się, że za zamachem stoi izraelski Mossad. Mówię tak dlatego, że my, Palestyńczycy, doskonale ich znamy od lat... Po drugie, my doskonale wiemy o akcjach Izraelczyków skierowanych przeciw własnym rodakom". Inny Palestyńczyk Amer Hajatle dodał: "Trzeba zwrócić uwagę, kto na tych zamachach skorzysta. Odpowiedzieć łatwo: jest takie państwo na świecie. Proszę zwrócić uwagę na pierwsze komentarze w Jerozolimie. Oni jakby czekali na ten moment. Dla nich cały zamach był darem losu. Potraktowano nieszczęście innych narodów jako wielką premię... Powstaje też pytanie, co islam na samym zamachu mógłby zyskać? Odpowiedź brzmi: nic. A co Izrael na tej akcji mógłby uzyskać? Odpowiedź brzmi: bardzo dużo". Redakcja nie skontrowała tych opinii żadnym innym głosem. Tamara Szabanowicz wierzy, że są to opinie odosobnione. - Skąd się bierze zdolność tworzenia tak szalonych konstrukcji? - pytam. - Z poczucia krzywdy - odpowiada Tamara. - Krzywda potrafi być tak wielka, że w Odpowiedz Link
beduinka Re: Muzułmanie w Polsce. Ważny jest wygląd 03.03.04, 23:19 - Z poczucia krzywdy - odpowiada Tamara. - Krzywda potrafi być tak wielka, że w nieszczęściu człowiek zatraca siebie. Wiem, że Jaser Arafat potępił zamach, ale patrzyłam na Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu radujących się z zamachu i myślałam, że to ludzie, których nieszczęście przekroczyło próg ludzkiej wytrzymałości. Radujących się nie było dużo. Ale przegrali własne dusze. Kto nie zna litości W gdańskim meczecie dostałem książeczkę ze zbiorem hadis, mądrości proroka Mahometa. Hadisy to druga, po Koranie, wykładnia wiary, podręcznik religii, prawa i etyki. Jest ich kilkaset tysięcy. - Może one pomogą panu nas zrozumieć - powiedziała Tamara Szabanowicz. "Droga do raju prowadzi pod osłoną mieczy". "Kto stanie do walki na ścieżce Boga, ten uczyni lepiej, niżby modlił się przez 60 lat". "Męczennik za wiarę może od Boga oczekiwać siedmiu nagród: już za pierwszą przelaną krew wybaczone mu zostaną wszystkie grzechy, pokazane mu będzie miejsce, jakie czeka na niego w raju, ozdobiony zostanie szatą wiary, jego żonami zostaną 72 czarnookie hurysy, zaoszczędzone mu będzie cierpienie w grobie, chroniony będzie od największego strachu: ognia piekielnego, na głowie będzie nosił koronę dumy, w której jeden rubin znaczy więcej niż cały świat, będzie miał prawo wstawić się u Boga na Sądzie Ostatecznym za 70 swoich krewnych". "Kto wyszykuje wojownika, by walczył w imię Boga, ten sam walczy w imię islamu; kto otacza opieką wojownika, ten sam walczy w imię islamu". Ale Muhamad mówi, że dżihad to walka z samym sobą. I że Prorok powiedział również: "Każda wojna jest zwodnicza". "Niechaj nikt nie stoi bezczynnie, gdy niesprawiedliwie zabija się człowieka. Na każdego, kto widział, że jest to człowiek bezbronny, spadnie przekleństwo. Niechaj nikt z was nie stoi bezczynnie, gdy niesprawiedliwie biją człowieka. Na każdego, kto widział, że jest to człowiek bezbronny, spadnie przekleństwo". "- Czy chcecie, bym wam powiedział, kto z was jest najgorszy? - Powiedz nam, wysłanniku Boga.... - Gorszy jest ten, kto nienawidzi ludzi i kogo ludzie nienawidzą. A chcielibyście wiedzieć, kto jest od nich gorszy? Ten, po kim nie można spodziewać się niczego dobrego, a przed jego złym charakterem nikt nie potrafi się obronić". "Kto nie zna litości dla ludzi, dla tego Bóg również nie zna litości". Tamara Szabanowicz czuje, że zamach połamał dusze polskich muzułmanów. - Boję się, że będą mnie pytać, czy się wstydzę - mówi. - Tak, wstydzę się, tylko czy wstyd to właściwe określenie moich uczuć? Wiem, że współczuję skrzywdzonym. Dla tych, co zabili, mam chyba litość. Ale nie wiem, czy to litość dla nich, czy dla ich rodzin, przyjaciół, nauczycieli. Być odpowiedzialnym za stworzenie takiego monstrum... I dalej: - Bez przerwy myślę o tych, którzy rzucali kamieniami. Odkąd pod meczetem stoi policja, jestem spokojniejsza. Ale jeśli sprawców złapią, jeśli będzie konfrontacja, jeśli poznam, że to ktoś z sąsiedztwa... co wtedy zrobię? Nie myślę o karaniu. Mam wielką potrzebę spotkać się z nimi, porozmawiać. Ale czy oni zechcą? Współpraca Sebastian Łupak Cytowane hadisy pochodzą z książki "Mahomet. Mądrości Proroka". Odpowiedz Link
beduinka Jaki wizerunek muzułmanów przekazują polskie media 20.03.04, 21:05 Jaki wizerunek muzułmanów przekazują polskie media? Polski dziennikarz patrzy na islam Agata Skowron-Nalborczyk Do wydarzeń z 11 września ubiegłego roku islam i muzułmanie byli w polskich mediach tematem incydentalnym: pisano o nich przy okazji inwazji Iraku na Kuwejt w 1990 r. albo gdy talibowie zajęli Kabul w 1996 r. Rzadko był to wizerunek odpowiadający rzeczywistości, częściej zbitki klisz i błędów. Dziś jest inaczej, choć nie zawsze lepiej. Nigdy nie planowałam zająć się takim tematem. Lektura polskiej prasy i oglądanie TV dostarczyły jednak tylu impulsów, że nie mogłam pozostać obojętna. A zgromadzony materiał okazał się tak... interesujący, że na jego podstawie prowadzę dziś wykłady dla studentów arabistyki na temat obrazu muzułmanina i islamu w polskich mediach. Błędy merytoryczne czy brak podstawowej wiedzy są bowiem często tak niebywałe, że czasem zastanawiam się, czy sąsiadujący artykuł o genetyce pisano z podobną znajomością rzeczy. Kobieta muzułmańska Przed 11 września islam trafiał „na łamy” na ogół za sprawą tematu, który zawsze może liczyć na zainteresowanie czytelników, czy raczej czytelniczek. Chodzi o sytuację kobiety w społeczeństwie muzułmańskim, która, co ciekawe, interesuje Europejczyków od początku ich kontaktów z islamem. Już w średniowieczu chrześcijańscy teolodzy zwracali uwagę na rozpustne życie Proroka (tyle żon!) i folgowanie przezeń ludzkim słabościom w celu zdobycia wyznawców, np. przez zgodę na wielożeństwo. No i ten rozpalający zmysły obraz raju z hurysami dla zasłużonych! Mało kto wie, że dla kobiet także przewidziano pięknych młodzieńców, którzy mieli im usługiwać. Szczególnie od wieku XIX i jego romantycznych fascynacji wątki erotyczno- haremowe cieszyły się popularnością w literaturze i malarstwie. Przyczynę zwięźle ujął autor beznadziejnego tekstu o podróży do Iranu w „Życiu” (z 11 września 1997) Edward Pyrek: seks to „taki ciekawy temat”. I jak malarze portretujący odaliskę w haremie mieli pretekst do malowania nagiej kobiety, tak piszący dziś o niedoli muzułmańskiej kobiety mogą przemycić kilka pobudzających zmysły czytelnika obrazków. Przykładem opis potajemnej prywatki w Iranie ze zmysłowymi tańcami i sposobami na zachowanie dziewictwa w nierzetelnym niestety tekście Marcina Mellera („Polityka” z 31 października 1998). Zdaniem autora Iran to kraj hipokrytów, młodzi Irańczycy prowadzą się dobrze tylko na pokaz, organizując narkotykowo-erotyczne przyjęcia. Tylko że taki tryb życia prowadzi jedynie grupa bogatszej młodzieży, a taką znaleźć można wszędzie. Z kolei Beata Pawlak, zajmując się przywróceniem małżeństwa czasowego w Iranie, pisze: „Małżeństwo tymczasowe wymyślili szyici u zarania islamu” („Magazyn GW” z 15 grudnia 1995). Tymczasem u zarania islamu nie było jeszcze szyitów, a ten rodzaj związku praktykowano powszechnie, póki nie został zakazany przez kalifa Omara (634–644) jeszcze przed politycznym sporem, w wyniku którego powstał podział na sunnitów i szyitów. Dużo w tekstach o kobiecie w islamie uogólnień. Podobno w Syrii „mężowie traktują swe żony bez szacunku. Biją je po twarzy, nakazują wykonywanie upokarzających czynności, np. czyszczenie ubikacji po jego w niej bytności” – pisze Ewa Kownacka („Kobieta i życie” z 24 lipca 1999). Mieszkałam w wielu domach syryjskich i nic takiego nie widziałam. Za to byłam świadkiem, jak mąż zmywał naczynia po posiłkach czy przynosił do domu zakupy. Kownacka pisze też, że w Syrii obowiązuje zwyczaj zasłaniania twarzy, co jest nieprawdą, cóż, że często powielaną. Z kolei Joanna Krupa („Kulisy” z 17 maja 2001) utrzymuje, że do śmierci Chomejniego Iranki mogły pokazywać jedynie oczy. Wystarczy obejrzeć zdjęcia z manifestacji w Teheranie za jego życia, by stwierdzić, że to nieprawda. Kobiety irańskie mają obowiązek zasłaniać tylko włosy. Co zabawne, podobne teksty ilustrowane są często zdjęciami kobiet z odsłoniętymi twarzami na ulicy – czy ich autorzy nie zdają sobie sprawy z tego, co widzą? Czy też tam nie byli? Islam winien wszystkiemu? Niezmiennie powtarza się też stwierdzenie, że kobiety w islamie nie mają żadnych praw, a religia zastępuje prawo. Jednak w świecie islamu prawo istnieje i ma swe instytucje, tylko jego źródłem nie są ustawy, lecz słowo Boga. Przepisy prawne odnoszące się do kobiet są czasem niezrozumiałe czy szokujące dla osób z zewnątrz (np. zeznanie jednego mężczyzny mogą podważyć zeznania dopiero dwóch kobiet). Jednak nie wszystkie te normy obowiązują jednakowo w całym świecie islamu. Niektóre kraje, np. Tunezja czy Turcja, przejęły częściowo prawodawstwo europejskie. Często islam traktowany jest niesłusznie jako jednolita całość, bez dostrzegania różnic między konserwatywną Arabią Saudyjską a zlaicyzowaną Syrią lub Tunezją. Powtarzającym się zabiegiem jest używanie zwrotu „w większości krajów muzułmańskich” czy „w świecie islamu”, które poprzedzają omówienie zjawiska charakterystycznego tylko dla jednego kraju. Podobnie poglądy obowiązujące w całym islamie prezentuje się zapatrywania jednego odłamu itd. Często też państwa muzułmańskie postrzegane są wyłącznie przez pryzmat islamu. Zestawienie „Prawa człowieka w krajach islamskich” („TP” z 3 lutego br.) omawia sytuacje w poszczególnych krajach, których jedyną cechą wspólną jest religia wyznawana przez większość mieszkańców. Tak jakby np. to, że w dyktaturze wojskowej, jaką jest Irak, nieprzestrzeganie praw człowieka było związane z islamem! Przecież państwa islamskie nie mają na to wyłączności; weźmy choćby niedawną sytuację w chrześcijańskim Chile czy afrykańskie dyktatury w państwach silnie schrystianizowanych, jak Zimbabwe, którego prezydent jest katolikiem. To islam obarczany jest jednak winą za wszystko, co złe w państwach muzułmańskich. Nie tylko za to, że mężowie biją żony, ale także za to, że młode matki ostro karzą dzieci w Algierii (Monika Słowakiewicz w „Magazynie GW” z 5-6 grudnia 1997). Proszę wczytać się w taką oto notatkę: „Islamski zamach. 9 osób zginęło w niedzielę podczas wybuchu bomby w rzymskokatolickim kościele w Bangladeszu. Nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za zamach” („Życie” z 4 czerwca 2001). Nie wiadomo, ale zamach był „islamski”? Pisać każdy może... Przykłady błędów można wyliczać w nieskończoność: polskiemu Tatarowi „na chrzcie nadano imię Szaban” („Rzeczpospolita” z 3 czerwca 1993), a „azan” (wezwanie do modlitwy) to ceremonia nadania dziecku imienia (Wiadomości KAI z 23 listopada 2000)... Najbardziej jednak oburzają nie błędy, ale brak szacunku dla opisywanych ludzi. Przykładem wspomniany artykuł w „Życiu” o Iranie, w którym Edward Pyrek, popisując się niewiedzą (układ sur w Koranie kojarzy mu się ze stronami wierszy ks. Twardowskiego, a Persepolis to prehistoryczne ruiny) widzi jedynie podarte skarpetki u wychodzącego z meczetu (wszyscy Polacy mają skarpetki bez dziur, czyż nie?) i donosi, że Iran to kraj „frustracji seksualnej” (zresztą wszyscy Azjaci to według niego „sfrustrowani seksualnie mężczyźni”), a homoseksualizm jest na pograniczu z Pakistanem „czymś normalnym, codziennym, bo tradycyjnym”. Jest to obelga, gdyż w islamie homoseksualizm jest poważnym grzechem – co nie znaczy, że nie występuje. Autor tekstu, ponoć wytrawny podróżnik, nie zrozumiał różnicy dystansu w kontakcie ludzi Wschodu ze sobą – dotykanie, głaskanie jest oznaką sympatii i wyraża bliskość, a nie homoseksualne zamiary. Dalsze rady dla Polaków wybierających się do Iranu są żenujące: nie należy pani domu klepać po plecach (polski zwyczaj?), wwozić filmów por Odpowiedz Link
beduinka Re: Jaki wizerunek muzułmanów przekazują polskie 20.03.04, 21:07 Dalsze rady dla Polaków wybierających się do Iranu są żenujące: nie należy pani domu klepać po plecach (polski zwyczaj?), wwozić filmów pornograficznych (ciekawy pogląd na temat zawartości turystycznego plecaka) i jeśli jest się kobietą, uważać, by nie zostać wziętą za seksualną modliszkę, bo Azjaci z chęcią „poddaliby się takiej konsumpcji”. Na list do redakcji ówczesny naczelny „Życia” odpowiedział, że są to opinie autora wysnute z jego „konkretnych obserwacji”, do których ma prawo. Zgoda, autor ma prawo napisać, co mu się podoba. Ale czy redakcja ma prawo drukować „opinie”, oparte na braku wiedzy? Inny przykład pochodzi z „Wprost” (z 22 marca 1998), gdzie w tekście Roberta Stillera można przeczytać zdania świadczące o „wyjątkowym” szacunku dla opisywanych ludzi: „Reszta muzułmaństwa, szczególnie arabskiego, to bierna i obojętna masa, która potrafi włączać się w akcje na zasadzie niszczącego motłochu, lecz z natury w nic się nie angażuje. Ryczą i mogą być niebezpieczni. Ale premedytacji mają w sobie tyle co powódź”. Tekst jest o tym, że kultura arabska nie wniosła nic oryginalnego do światowego dziedzictwa, a jedyne godne uwagi dzieło to „Księga tysiąca i jednej nocy”. Inny przykład, rekordowy jeśli chodzi o ilość błędów, to tekst „Postne obżarstwo. Ramadan, miesiąc pokuty i przebaczenia” („Polityka” z 10 stycznia 1998), gdzie Anna Mariańska twierdzi, że Ali, czwarty kalif prawowierny, był „dysydentem i twórcą szyizmu”, gdy odłam ten ukształtował się dopiero po jego śmierci. Autorka podważa sens ramadanu i nie pała sympatią do muzułmanów. Podobnie jak w wielu innych tekstach opisywani muzułmańscy goście kawiarni nie piją, lecz „chlipią” lub „siorbią”, zaś „wyszminkowane piękności”, czyli lokalne gwiazdy piosenki „zawodzą”. Czasownik ten jest popularny także u innych autorów, którzy używają go wobec muezzina i modlących się wiernych. Katolicy o „islamistach” O islamie można pisać w Polsce wszystko. Listy ze sprostowaniami pozostają często bez odpowiedzi. Tak było w przypadku serii listów w sprawie słowa „islamista”, które w języku polskim znaczy „znawca, badacz islamu”, natomiast np. w angielskim „fundamentalista muzułmański”. Od wojny w Zatoce (1990-91) dziennikarze, wzorując się na anglojęzycznych tekstach, stosują ten wyraz niezgodnie z polskim znaczeniem. Na listy w tej sprawie nie było żadnej odpowiedzi. Zareagował jedynie „TP” – i w tym czasopiśmie „islamista” pojawia się w złym znaczeniu tylko mniej więcej dwa razy do roku. Szczególnie oburzające jest milczenie autorów katolickiego programu „Czasy” po liście protestacyjnym, podpisanym m.in. przez dwoje profesorów i dwóch księży werbistów. Oto jesienią 2000 „Czasy” przedstawiły reportaż z Libanu, którego treść służyła udowodnieniu tezy zawartej w pierwszym zdaniu: „Trwa dramat chrześcijan Bliskiego Wschodu”. Według autorów „prześladowania chrześcijan rozpoczęto w VII w. i trwają do dnia dzisiejszego”. Tymczasem w VII w. zaczęły się wojny muzułmanów z Bizancjum, a najnowsze badania historyczne wykazują, że późniejsze prześladowania chrześcijan były lokalne i krótkotrwałe. Warto też zwrócić uwagę, że władcy muzułmańscy mieli chrześcijańskich poddanych, gdy chrześcijańscy nie mieli poddanych-muzułmanów, bo wyznawców islamu wypędzali, więc nie mieli kogo prześladować. Brak tu miejsca na szczegółowe omówienie błędów w tym reportażu. Powiedzmy tylko, że jako tło relacji z Libanu pokazano... Wielki Meczet Omajjadów w Damaszku. List protestacyjny dotarł do autorów programu, red. Tomasz Królak obiecał odpowiedzieć i do dziś – nic. Reportaż zawierał tak wiele typowych uogólnień (np. „chrześcijanie nie mogą obejmować żadnych stanowisk w rządzie”, gdy słynny Tarik Aziz, wicepremier Iraku, to chrześcijanin) i błędów w odniesieniu do relacji muzułmańsko-chrześcijańskich, że służy mi dziś jako pomoc naukowa w czasie zajęć ze studentami. Tylko gdzieś w duszy tli się żal, że to katolicki magazyn. Oczywiście nie wszystkie materiały w mediach o islamie prezentują taki poziom. Ukazują się teksty fachowców, ale nie tylko. Wyważony i prawdziwy obraz wojen krzyżowych kreślił ks. Jan Kracik („TP” z 18 lipca 1999). Dowodem, że można pisać rzetelnie, są Wojciech Jagielski i Olga Stanisławska z „Gazety Wyborczej”: wykazują się nie tylko wiedzą, ale i wyczuciem atmosfery świata muzułmańskiego, zaś Juliusz Urbanowicz z „Wprost” przed wyjazdem do Iranu kontaktował się ze specjalistami. Bez zarzutu jest ogół tekstów w „Newsweeku”, numery poświęcone islamowi „Znaku” czy „Jednoty”. Rzetelnie przygotowane teksty są też na ogół mniej sensacyjne. Cóż... Kiedy w ramach I Warszawskiego Tygodnia Wielokulturowego (maj 2001) omawiałam błędy w polskich mediach, dziennikarka „Wprost” zapytała: „Czy pani chce, żeby pisać tylko politycznie poprawne artykuły? Przecież takich nikt by nie chciał czytać!”. Po 11 września: lepiej, ale... Zamachy na USA zaowocowały w Polsce taką ilością materiałów na temat islamu, że choć pisali je wszyscy (od indologów po ekonomistów) i choć nie brakowało wpadek, to przynajmniej przyczyniły się do rozpowszechnienia się wiedzy w tej dziedzinie. W wywiadach wypowiadali się specjaliści czy polscy muzułmanie, a tematyka wykraczała poza typową dotąd zbitkę przemocy i erotyki. Paradoksalnym może wydawać się fakt, że mimo dalszego występowania tu i ówdzie stwierdzeń, że islam chce zniszczyć cywilizację zachodnią, a wszyscy muzułmanie są nietolerancyjni wobec chrześcijan, autorzy bardziej trzymają się faktów. I choć na początku dowodzono, że stosowanie przemocy jest integralną częścią islamu, to dziś bardziej podkreśla się jego zróżnicowanie, ukazuje tendencje modernistyczne i konieczność podejmowania dialogu międzyreligijnego. Widać też ton zrozumienia dla sytuacji islamu i społeczeństw muzułmańskich – oraz większego szacunku dla muzułmanów. Choć niewiedza objawia się nadal: w lutowym numerze „Znaku”, poświęconym pismom świętym wielkich religii, w imieniu islamu pisze członek sekty Ahmadijja – to tak, jakby za całe chrześcijaństwo wypowiadał się Świadek Jehowy. Ktoś może zapytać: czy warto zajmować się w Polsce negatywnym i stereotypowym wizerunkiem islamu i jego wyznawców? Otóż nie tylko warto, ale trzeba. Nie tylko dla prawdy. Na zachodzie Europy zrozumienie dla tego problemu jest dziś większe także dlatego, że rośnie tam liczba obywateli- -muzułmanów. Podejmuje się więc poważne prace badawcze i przygląda się podręcznikom szkolnym, gdyż wiele osób kończy zdobywanie wiedzy na szkole – a potem ogranicza się do mediów. Negatywny obraz muzułmanina owocować może tam wrogością do kolegi z klasy czy sąsiada. Autorka jest iranistką i arabistką, doktorem w Zakładzie Islamu Europejskiego Instytutu Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, stypendystką Instytutu Janineum i Fundacji Arabistycznej im. A. Czapkiewicza. źródło: Tygodnik Powszechny Nr 37 (2775), 15 września 2002 www.tygodnik.com.pl/numer/277537/skowron.html Odpowiedz Link
beduinka Badania OBOP-u: MNIEJSZOŚCI WYZNANIOWE 20.03.04, 21:38 Polecam wam raport na temat wiedzy Polaków o mniejszościach wyznaniowych. Oto link: sekty.sluzew.dominikanie.pl/opinie/s1-obop2.html A tutaj kilka informacji z tego raportu dotyczących muzułmanów: - W Polsce, poza katolikami, są także wyznawcy innych religii. Czy zna Pan(i) kogoś, kto jest innego wyznania niż katolickie? a więc jakiegoś muzułmanina zna tylko 3% Polaków - w pytaniach o odczucia względem religii dominuje brak opinii. I tak muzułmanów za: + tolerancyjnych uważa 4%, nietolerancyjnych 20% + wykształconych 2%, niewykształconych 11% + przyjaznych 5%, nieprzyjaznych 13% + podporządkowanych własnym przywódcom 23%, niepodporządkowanych własnym przywódcom 2% + uczciwych 6%, nieuczciwych 7% + stwarzających zagrożenie dla społeczeństwa 10%, niestwarzających zagrożenie dla społeczeństwa 12% + Ulegających przesądom 12%, nieulegających przesądom 4% (Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15 - 17 maja 1999 r. na reprezentatywnej, losowej próbie mieszkańców Polski powyżej 15-tego roku życia. Zrealizowano 1041 wywiadów. Maksymalny błąd statystyczny dla takiej wielkości próby wynosi +/-3,0%) Odpowiedz Link
beduinka Tomasz Miśkiewicz - muftim polskich wyznawców isl 22.03.04, 18:18 Tomasz Miśkiewicz - muftim polskich wyznawców islamu Tomasz Miśkiewicz z Białegostoku został pierwszym po wojnie muftim Muzułmańskiego Związku Religijnego (MZR) w RP, najważniejszej organizacji polskich wyznawców islamu. Mufti jest jednocześnie przewodniczącym Związku. Wyboru dokonał 15. nadzwyczajny kongres MZR w RP, który w sobotę wieczorem zakończył się w Suchowoli (podlaskie). Tomasz Miśkiewicz jest imamem (muzułmańskim duchownym), dotychczas był przewodniczącym Rady Imamów w RP. Na stanowisku przewodniczącego zastąpił Stefana Koryckiego, który kierował Muzułmańskim Związkiem Religijnym w RP od marca 2001 roku, ale zrezygnował ze względu na stan zdrowia. "Reaktywowaliśmy stanowisko muftiego, jako przewodniczącego organizacji. Przysługuje ono jedynie duchownym. Gdyby nie było kandydata spełniającego potrzebne kryteria, przewodniczący nadal byłby przewodniczącym, a nie muftim" - powiedział PAP wiceprzewodniczący Najwyższego Kolegium MZR w RP, Józef Konopacki. Przewodnicząca gminy muzułmańskiej w Bohonikach Mirosława Korycka podkreśliła, że to pierwszy mufti polskich wyznawców islamu od II wojny światowej. Jak wyjaśniła, wcześniej można było go wybrać, ale nie było odpowiednich kandydatów. Głównym powodem zwołania kongresu była konieczność zatwierdzenia projektu nowej ustawy o stosunku państwa do MZR w RP, nowelizującej przedwojenne przepisy z 1936 roku. Kongres zatwierdził projekt umowy z rządem w tej sprawie, co oznacza, że rząd gotowy dokument będzie mógł skierować na parlamentarną ścieżkę legislacyjną. Polscy muzułmanie liczą, że ustawę uchwali jeszcze parlament tej kadencji. Jak powiedział Konopacki, nowa ustawa reguluje wszystkie ważne kwestie społeczności muzułmańskiej w Polsce, m.in. sprawy majątkowe, sprawę dni wolnych od pracy i nauki czy muzułmańskiego duszpasterstwa (imamatu) w Wojsku Polskim. Do tej ustawy dopasowany jest też nowy statut Muzułmańskiego Związku Religijnego, który został w czasie kongresu zatwierdzony. MZR w RP istnieje od osiemdziesięciu lat, liczbę swoich członków ocenia na 5 tys. osób, to przede wszystkim polscy Tatarzy, choć ostatni spis powszechny wykazał ich dużo mniejszą liczebność. Jest organizacją apolityczną, zajmuje się organizowaniem życia religijnego polskich wyznawców islamu, skupionych w gminach muzułmańskich w Białymstoku (gmina białostocko-kruszyniańska), Bohonikach, Warszawie, Gdańsku i Gorzowie Wielkopolskim. W Bohonikach i Kruszynianach są jedyne w Polsce zabytkowe meczety i dwa z czterech zabytkowych mizarów, czyli muzułmańskich cmentarzy. Przedstawiciele związku działają w Radzie Wspólnej Katolików i Muzułmanów, która nie ma swego odpowiednika w Europie. Związek zajmuje się m.in. organizacją lekcji religii dla dzieci wyznawców islamu, prowadzi też działalność wydawniczą. źródło: onet.pl, PAP, JP /2004-03-21 Odpowiedz Link
beduinka Mamy muftiego! 27.03.04, 00:47 Mamy muftiego! Polscy muzułmanie po 60 latach mają swego muftiego. Został nim dotychczasowy imam gminy białostockiej Tomasz Miśkiewicz. Mufti jest autorytetem religijnym u muzułmanów sunnitów, który oprócz pełnienia funkcji duchownego zajmuje się wykładnią prawa koranicznego. Poprzedni mufti - Jakub Sienkiewicz - wyemigrował z Polski pod koniec II wojny światowej. Teraz Miśkiewicza wybrali na tę funkcję członkowie Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP - największej i najstarszej organizacji polskich wyznawców islamu, zrzeszającej pięć tysięcy członków, głównie polskich Tatarów. - Bardzo się cieszymy, że wreszcie mamy muftiego. Dotychczas nie mogliśmy go wybrać, bo brakowało odpowiedniego kandydata - mówi Józef Konopacki z MZR. Najważniejszy muzułmanin w Polsce ma 26 lat, pochodzi z Suchowoli na Podlasiu. Jest polskim Tatarem. Tomasz Miśkiewicz odebrał bardzo staranne wykształcenie koraniczne. Przez ponad dziesięć lat kształcił się za granicą - w Syrii, Sudanie oraz Arabii Saudyjskiej, gdzie ukończył teologię. Mówi płynnie po arabsku. Oprócz funkcji muftiego będzie równocześnie przewodniczącym MZR. W skład związku wchodzi siedem gmin: w Bohonikach i Kruszynianach na Podlasiu, a także w Białymstoku, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Gorzowie. źródło: metro, greg 24-03-2004 Odpowiedz Link
beduinka Półksiężyc nad Wiertniczą 26.04.04, 23:20 Półksiężyc nad Wiertniczą Religię wyznaje się z potrzeby ducha, a nie w akcie solidarności z Arafatem. Po 11 września 2001 roku z ulicy Wiertniczej w Warszawie do dzielnicowej komendy policji zaczęły napływać dziwne doniesienia. Arabskich imigrantów idących na modlitwę do meczetu podejrzewano o związki z fundamentalistycznymi ugrupowaniami islamskimi. - Sąsiedzi podnieśli alarm, że niby Arabowie opanowali dzielnicę - mówi Emir Popławski, przewodniczący warszawskiej gminy muzułmańskiej. Wyznawcy islamu z Warszawy nie łączą swej religii z polityką - to niemuzułmanie mają tendencję do kojarzenia jej z talibami i płonącymi szczątkami World Trade Center. - Podstawową wspólnotą, w której żyją wyznawcy islamu, jest społeczność muzułmańska. W naszych kontaktach rozmowy na tematy polityczne są rzadkością, bo to nie ma znaczenia dla naszego życia religijnego - wyjaśnia Maciej Abdullah Kochanowicz, socjolog i podróżnik, nawrócony w czasie studiów. Nie ma potrzeby walki ze stereotypami, opinia innych go nie interesuje: W swojej religijności odnoszę się tylko do Boga. I do nikogo więcej. Polskich muzułmanów przybywa i wiąże się to nie tylko z napływem imigrantów z krajów arabskich. Niektórzy Polacy wychowani w katolickich rodzinach, wrośnięci w polską kulturę i obyczajowość - wybierają islam. I wtedy zrozumiałem Kiedy nawraca się dorosły człowiek, trudno mówić o nagłym olśnieniu. To raczej stopniowy proces obejmujący zarówno wzrost religijnego zaangażowania, jak i zgłębianie wiedzy na temat islamu. Piotr Ibrahim Kalwas nawrócił się po przeczytaniu Koranu. Swą drogę do islamu opisał w powieści "Salam" łączącej w sobie elementy autobiografii i reportażu z podróży po krajach muzułmańskich. - Zwykle człowiek przyjmujący inną wiarę niż ta, w której się wychował, ma dużo do zarzucenia związanej z nią kulturze. Mnie w krajach islamskich podoba się to, że tam wszystko jest podporządkowane duchowości - mówi pisarz. Długo szukał swojej drogi - był punkiem, pisał scenariusze do "Świata według Kiepskich". Zawsze szedł pod prąd. - Wielu jest ludzi, którzy dawniej byli punkowcami, a potem się nawrócili. Malejonek wybrał chrześcijaństwo, a ja - islam. Poszukiwania muzyczne sprawiły, że zainteresowali się kulturami pozaeuropejskimi, które zdaniem Kalwasa są bardziej nasycone duchowością. - Religijność Zachodu ogranicza się do form - twierdzi. Środowisko laickie jest bardziej otwarte i łatwiej akceptuje wyznawców islamu. Rodzice Mohammeda, studenta egiptologii, który przyjął islam jako szesnastolatek, pozostawili mu wolną rękę w kwestiach religii. - Nie byłem ochrzczony. Kiedy zdecydowałem się przyjąć islam, rodzice mi pogratulowali. W jego przypadku fascynacja islamem była konsekwencją zainteresowania kulturą Egiptu. Dopiero po nawróceniu pojął istotę religii jako takiej: Wtedy zrozumiałem, o co chodzi w chrześcijaństwie. W mniej komfortowej sytuacji jest Jarek wywodzący się z katolickiej, konserwatywnej rodziny. Utrzymuje dobre stosunki z rodzicami, o ile nie rozmawiają o religii. - Oczywiście jestem obecny w domu podczas katolickich świąt, ale ich nie obchodzę - mówi. - To zresztą Koran nakazuje mi kochać i szanować rodziców bez względu na różnice wyznaniowe między nami. Czciciele Słońca obwieszeni granatami Mohammed i jego znajomi przeprowadzili ankietę na temat islamu pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego - od wychodzących z kam-pusu studentów dowiedzieli się m.in., że muzułmanie są czcicielami Słońca i oddają hołd świętemu kamieniowi Kaaba. - Takie błędy zdarzają się nawet w książkach poważnych profesorów. Próbujemy to zmieniać przez odczyty, szkolenia, publikacje - wyjaśnia Mohammed i zapowiada, że w tym roku ruszy w nowej formule pismo "Świat Islamu", dotąd adresowane tylko do Tatarów. Osoby zainteresowane przyjęciem islamu także często posługują się stereotypami. Jarek twierdzi, że niektórzy sugerują się medialnym wizerunkiem muzułmanów i przychodzą do meczetu w przekonaniu, iż spotkają tam obwieszonych granatami terrorystów. - Chrześcijanie szukają wyżycia się w anarchizmie i w innych alternatywnych prądach. Islam traktują jak jeden z nich - twierdzi. Islam przyciąga młodych buntowników, bo kojarzy im się z antyglobalizmem i niechętnym stosunkiem do USA. Obawa przed takimi "nawróceniami" powoduje, że nie wszyscy polscy muzułmanie patrzą z aprobatą na działalność wyznających islam hip- hopowców Włodiego i Eldo. - W tym, co robią, jest więcej serca niż wiedzy, to nie jest działalność pochwalana przez islam jako taki - mówi jeden z moich rozmówców. Mohammed dodaje: Nie tędy droga. W tak delikatnych kwestiach jak religia lepiej nie stosować rozwiązań inwazyjnych. Są wykłady i tak dalej. Działalność raperów pochwala w pełni Piotr Kalwas - wychodząc z założenia, że chłopaki nie szerzą wiedzy o islamie jako religii, ale nawołują do bycia dobrymi ludźmi: W ich muzyce występują tylko delikatne wątki muzułmańskie, ale wzbudzają ciekawość, pokazują coś dobrego. Wątpliwości neofity Każdy, kto chce przyjąć islam, chodzi do meczetu na kursy obejmujące naukę arabskiego i lekturę Koranu. Do niedawna problem stanowiły młode kobiety, które przyjmowały tę religię przed planowanym ślubem z Arabem. Dziś przybywa kobiet nawracających się z własnej woli i niemających w najbliższej perspektywie zamążpójścia. - Zawsze tłumaczyłem - wspomina Emir Popławski opiekujący się nowo nawróconymi - żeby się zastanowiły, bo życie kobiet w krajach muzułmańskich różni się od ich życia tutaj. Niektórzy boją się dyskryminacji, ale polskich muzułmanów ten problem rzadko dotyka, a jeśli już się coś takiego zdarza, na ogół wynika to z niewiedzy, a nie z nienawiści. Bądź co bądź, w Polsce islam nie jest nowością. - W małych miejscowościach, zamieszkanych po części przez Tatarów, islam nie budzi sensacji - mówi Emir Popławski. W Kruszynianach, gdzie jeden z najstarszych w Polsce meczetów sąsiadował z zabytkową cerkwią, w okresie Bożego Narodzenia katolicy, prawosławni i wyznawcy islamu obchodzą potrójne święta wraz z sąsiadami. W wielkiej Warszawie bywa różnie. - Zdarzało się, że ktoś pytał, dlaczego Polak przyjmuje islam. Nawet w środowisku studenckim traktuje się to jak przejaw ekscentryzmu - mówi Maciej Kochanowicz. Nawracający się na islam podporządkowują religii całe życie: godzą się na abstynencję alkoholową, rezygnują ze spożywania wieprzowiny, przyjmują obowiązek modlenia się pięć razy w ciągu dnia. Od żadnej z tych reguł nie ma odwołania. - Głębię wiary odczuwam przez cały czas - przyznaje Piotr Kalwas. - W islamie wszystko jest podporządkowane religii: jedzenie, spanie, ubiór, seks. Przestrzeganie zasad to sprawa indywidualna. Islam nie jest monolitem i w każdym kraju muzułmańskim występują w tym zakresie inne wymagania. Jak mówi Mohammed, w Europie często się o tym zapomina - wiele krzywdzących stereotypów powstaje nie w związku z islamem jako religią, ale właśnie z obyczajami poszczególnych kultur w łonie islamu. - Obok zasad religii istnieje tradycja lokalna - nie islamska, lecz muzułmańska. Są takie społeczności muzułmańskie, które żyją na poziomie europejskiego średniowiecza. To trzeba zmienić. Raj prawie idealny Piotr Kalwas lepiej czuje się w krajach muzułmańskich. Inaczej niż Mohammed, który uważa, że pewnych różnic przeskoczyć się nie da. - Tu czuję się dobrze, choć bliżej mi do muzułmanów z innych krajów niż do polskich katolików. Chciałbym być archeologiem orientalistą, ale nie widzę potrzeby zrywania z Polską. W krajach arabskich nie jest idealnie, bo ludzie wszędzie są tacy sami. Są nierówności społeczne i inne znane nam problemy - twierdzi. Choć mieszkańcy tych krajów są otwarci i życzliwi w stosunku do wyznawców islamu z Europy, a muzułmanie imigranci, którzy przychodzą do warszawskiego meczetu, odnoszą się do swoich polskich współwyzna Odpowiedz Link
beduinka Re: Półksiężyc nad Wiertniczą 26.04.04, 23:29 Raj prawie idealny Piotr Kalwas lepiej czuje się w krajach muzułmańskich. Inaczej niż Mohammed, który uważa, że pewnych różnic przeskoczyć się nie da. - Tu czuję się dobrze, choć bliżej mi do muzułmanów z innych krajów niż do polskich katolików. Chciałbym być archeologiem orientalistą, ale nie widzę potrzeby zrywania z Polską. W krajach arabskich nie jest idealnie, bo ludzie wszędzie są tacy sami. Są nierówności społeczne i inne znane nam problemy - twierdzi. Choć mieszkańcy tych krajów są otwarci i życzliwi w stosunku do wyznawców islamu z Europy, a muzułmanie imigranci, którzy przychodzą do warszawskiego meczetu, odnoszą się do swoich polskich współwyznawców z sympatią, to raczej trzymają się razem. - Czasami przywożą dziwne zwyczaje, niemające związku z religią, i twierdzą, że taki związek istnieje - mówi Jarek. Ale te "dziwne zwyczaje" niektórych wyznawców islamu nie mają nic wspólnego z zagrożeniami, jakich obawiają się Europejczycy. Wbrew temu, co niektórzy sądzą, nie ma u nas radykalnych fundamentalistów. - Właściwie są, ale tacy, którzy chcieliby realizować radykalne idee pokojowymi środkami, a nie tacy, którzy robiliby to przy zastosowaniu przemocy - uważa Mohammed. W naszym kraju działa Polski Związek Studentów Muzułmańskich i Związek Muzułmanów Polskich. Organizacje te wydają czasopisma poświęcone islamowi i sprawom polskiej wspólnoty muzułmańskiej. Wiele inicjatyw związanych z rozpowszechnianiem nauk islamu wychodzi z meczetu na Wiertniczej. To nie jest wbrew pozorom walka o akceptację. - W islamie jest miejsce dla przekazywania innym wiedzy o religii, ale to nie służy przełamywaniu stereotypów - mówi Maciek Kochanowicz. - Jeśli człowiek ma poczucie, że ma coś, co jest piękne, chęć podzielenia się tym jest czymś naturalnym. Karolina Wasielewska, gazeta studencka Odpowiedz Link
beduinka As-Salam - czasopismo o tematyce muzułmańskiej 11.10.04, 22:37 As-Salam - czasopismo o tematyce muzułmańskiej www.tstefan.telprojekt.pl/As-Salam/aktualnosci.html Odpowiedz Link
beduinka Euroislam 20.01.05, 18:55 Euroislam rozmawiał: Dawid Warszawski 16-07-2004 , Gazeta Wyborcza W islamie trzeba oddzielić religię od państwa, tak jak to zrobiło chrześcijaństwo - mówi imam Selim Chazbijewicz Dawid Warszawski: Panie imamie, jesienią zeszłego roku na uroczystości żałobnej w warszawskiej synagodze po zamachu terrorystycznym na synagogę w Stambule odczytano Pański list. Napisał Pan w nim, że społeczność muzułmańską toczy rak terroryzmu i że prosi ona o pomoc w walce z nim. Dlaczego jest to rak? Dlaczego nie mają racji ben Laden i jego duchowni poplecznicy, którzy twierdzą, że to właśnie jest islam? Imam Selim Chazbijewicz: - Mordercy nie mogą mieć racji. Ale część muzułmanów wpadła w pułapkę lęku przed Europą i kompleksu Europy równocześnie. Terroryzm jest zarazem kalką europejskich zachowań, zresztą wszystkie ruchy i ideologie polityczne w islamie zrodzone w wieku XX są takimi kalkami. Element przemocy był jednak w islamie zawsze obecny. Nie wiem, czemu to przypisać. Powiedziałbym: charakterowi narodowemu Arabów, ale nie mam zamiaru obrażać narodu ani kultury, która składa się na kulturę muzułmańską, a więc również w pewnym sensie moją. Mówię w pewnym sensie, bo jestem również, czy może nawet bardziej, przynależny do kultury europejskiej, jestem euromuzułmaninem. Jednak w islamie zawsze były takie skrajności. Poczynając od sekty azrakitów, która już w niecałe sto lat po śmierci proroka Muhammada mordowała wszystkich, którzy nie wyznawali jej poglądów, a zwłaszcza tych muzułmanów, których uznała za niewiernych. Może to kwestia wieku? Islam jest najmłodszym monoteizmem. Ale myślę, że tak naprawdę główną rolę odgrywa tu brak ewolucji doktryny. Azrakici i im podobni byli marginesem, ale w islamie nastšpiło w średniowieczu zatrzymanie naturalnego rozwoju teologicznego. Dlaczego islam bardziej bał się zmiany doktryny niż chrześcijaństwo czy judaizm? - Zwolennicy zmian w islamie przegrali. Judaizm był w sytuacji swoiście komfortowej, bo przez dwa tysiąclecia nie sprawował władzy politycznej. W chrześcijaństwie z kolei dość wcześnie nastąpiło oddzielenie religii od państwa. Natomiast państwa muzułmanów pozostały islamskie, teologia była podstawą polityki, a państwo musiało dbać o własne interesy i przejęło kontrolę nad teologiš. Islam jest religią oraz systemem kulturowym czy cywilizacyjnym, a więc ideowym, ideologia zaś musi podlegać modyfikacjom. Próbowano to zatrzymać sztucznie i stąd jest tak, jakby ktoś chodził w przyciasnym ubraniu. Czyli religijne uzasadnienie terroryzmu w islamie jest anachronizmem? - Po części tak. Ja myślę, choć bywałem za to atakowany, że cywilizacja muzułmańska powinna rozwijać się w zupełnie inny sposób. Tak twierdził krymski Tatar Ismail Gaspriński, wielki reformator, który żył w latach 1856-1914. W latach 80. XIX wieku wydawał czasopismo, które się nazywało "Terdżuman", co w języku tatarskim znaczy tłumacz. Chodziło mu o tłumaczenie jednej kultury na drugą. Pismo miało za zadanie przybliżać narodom Wschodu cywilizację Europy. Z czasem "Terdżuman" stał się najbardziej poczytnym pismem na Bliskim Wschodzie, docierał do Indii, Persji, oczywiście Turcji. Był tam najbardziej opiniotwórczą gazetą. Koncepcja Gasprińskiego znalazła kontynuatorów. Wyrosła z niej cała reforma turecka i przeprowadzona potem przez Atatürka laicyzacja państwa. Ale to zrobiło państwo, nie religia. - To zrobili ludzie wychowani w islamie, którzy chcieli oddzielić religię od państwa. Ich dzieło należy kontynuować: islam powinien mieć swoją głęboką odnowę na wzór chrześcijańskiej. Z tą koncepcją walczą ortodoksi skrajni, nazywani fundamentalistami. Chcą przywrócić państwo muzułmańskie, choć bardzo wielu uczonych wątpi, czy takie państwo kiedykolwiek istniało w takim znaczeniu, jakie dzisiaj mu się nadaje. Ja sam zaś jestem głęboko zafascynowany tymi reformami i ruchem młodotureckim w ogóle. Ale poza Turcją to się nigdzie nie dokonało. Mało tego, ten odłam opinii muzułmańskiej, który najgłośniej słychać dzisiaj, pewnie w Panu upatrywałby odszczepieńca, kapitulanta czy wręcz zdrajcy. Na ile to, co Pan mówi, jest reprezentatywne dla współczesnej opinii islamskiej? - Niewątpliwie "moderniści" muzułmańscy, zwolennicy przemian, okcydentalizacji, są obecnie w mniejszości. A już na pewno są mniej słyszalni. Ich poglądy podziela większość polskich Tatarów. Na świecie niewątpliwie myślą w ten sposób elity tureckie, a sądzę, że również spora część elit irańskich, którym obecny reżim został narzucony. Iran by się bardzo szybko zeuropeizował, gdyby ten reżim pękł. Myślę, że podobny proces zaczął się już w Pakistanie, choć nie jest kontynuowany. Tak samo w Malezji, już nie mówiąc o muzułmanach europejskich. Muzułmanie po prostu nie zdołali wykształcić odpowiednich elit. Kształcili je świadomie muzułmanie rosyjscy, ale zniszczyli je bolszewicy. Powstała tam młoda inteligencja nastawiona nacjonalistycznie i laicko, ale została wymordowana. Muzułmanie w wieku XX niemal nie mieli przyzwoitych przywódców politycznych, Arabowie zaś to w ogóle tragedia pod tym względem. Czy islam bośniacki odegrał tu jakąś rolę? Czy ludobójstwo Bośniaków wpłynęło na obraz Europy w oczach muzułmanów? - Niewątpliwie bośniaccy muzułmanie patrzą dziś na Europę nieufnie. Mam stamtąd krewnych. Nie wybrali azylu w Turcji czy w krajach arabskich, tylko żyją w Danii i tam się naturalizują. Mimo wszystko wybrali kulturę europejską. Upatruję odnowy islamu w europeizacji, okcydentalizacji. Dobrze rozumianej, nie chodzi o hamburgery i coca-colę, tylko o system szkolnictwa, który byłby w stanie wytworzyć całkiem nowe elity intelektualne, pozbawione kompleksu wobec Europy i partnerskie wobec niej - jak Japończycy. Na razie partnerstwa nie ma, trwa walka, nienawiść połączona z kompleksem. Na specyfikę wewnętrzną islamu, o której Pan mówił, nakłada się też trwający już sto lat konflikt polityczny w Izraelu/Palestynie. - Tutaj dopiero młode pokolenie, po obu stronach, ma szanse cokolwiek zrobić. Te narody muszą jakoś koegzystować. Niewątpliwie powinno powstać jakieś państwo palestyńskie, chociaż nie wiem, czy nie byłoby tworem w pewnym sensie sztucznym. Musiałoby żyć z dotacji krajów naftowych, bo żadnych bogactw naturalnych tam nie ma. Arafat przechodził już tyle metamorfoz, że nie wydaje mi się wiarygodnym rozmówcą. Zaczynał w organizacji Braci Muzułmańskich, potem był marksistą, potem znowu się deklarował jako muzułmanin, jeszcze był po drodze socjalistą. Arafat za długo chce rządzić. Kiedyś trzeba oddać władzę młodszym, sprawniejszym, bardziej wykształconym. Niedawno wrócił Pan z Izraela. Jakie wrażenia? - Pozytywne. Jest to po prostu dobrze zorganizowany kraj. Widać dbałość Żydów o ten kraj, ich bezinteresowną doń miłość. Jest tam jednak wszędzie widoczne napięcie. Jak się wchodzi do sklepu, do kawiarni czy na pocztę, wszędzie są bramki, trzeba pokazywać, co się ma w torbie. Atmosfera jest prawie wojenna, ludzie z bronią na ulicach. Zarazem bardzo rzuca się w oczy wzajemne odgrodzenie się obu społeczeństw: w Jerozolimie w dzielnicy żydowskiej nie widać Arabów, a Żydzi z kolei prawie nie wchodzą do dzielnicy arabskiej. Czy zgodziłby się Pan na kompromis w sprawie miejsc świętych? - Myślę, że można by się porozumieć. Trzeba jednak rzeczywiście dobrej woli obu stron, z wykluczeniem ekstremistów. Tymczasem widziałem po stronie żydowskiej złotą menorę przygotowaną do wniesienia do świątyni, która miałaby stanąć na Wzgórzu Świątynnym, gdzie dziś jest meczet al Aksa i Kopuła Skały. Niemniej Abraham i Salomon są również czczeni przez muzułmanów - jako Ibrahim i Sulejman. Muzułmański Związek Religijny w Polsce zajmuje w świecie muzułmańskim dość nietypowe stanowisko w sprawie konfliktu wokół wypowiedzi muftiego Jakuba Szynkiewicza. - W 1932 roku mufti Szynkiewicz był w Jerozo Odpowiedz Link
beduinka 2 Euroislam 20.01.05, 18:56 - W 1932 roku mufti Szynkiewicz był w Jerozolimie na światowym kongresie muzułmańskim. W wywiadzie dla jednej z tamtejszych gazet żydowskich powiedział, że Żydzi mają prawo do stworzenia własnego państwa w Palestynie. Miał bardzo szerokie horyzonty. Jak to zostało przyjęte? - Bardzo niedobrze. Ówczesny przywódca muzułmanów palestyńskich mufti Hadż al Huseini miał do niego pretensje o tę wypowiedź. Ale Tatarzy polscy, polscy muzułmanie nigdy nie byli antyżydowscy. Czy to wpłynęło na stosunek innych muzułmanów do polskich Tatarów? - Być może, choć przed II wojną cały konflikt żydowsko-palestyński nie był tak nagłaśniany, więc i wypowiedź muftiego Szynkiewicza nie stała się wielką sensacją. Po wojnie zaś powstała dla nas zupełnie inna sytuacja, bośmy się stali w Polsce malutką mniejszością, całkowicie odciętą od wpływów i kontaktów. Mufti Szynkiewicz, uciekając przed Armią Czerwoną, wyjechał do Egiptu, a potem do USA, gdzie zmarł. Zapewne z muftim i z Panem nie zgodziłby się w sprawie Izraela/Palestyny ani w żadnej innej poznański imam Ammar, deportowany z Polski. - Wolałbym, żeby mnie w ogóle z nim nie łączyć. My z takimi ludźmi nie mamy nic wspólnego. Dlaczego? - Tak jak Polak katolik różni się od katolika Irlandczyka, Hiszpana, tak polski Tatar różni się w sposób istotny kulturą, tradycją, wychowaniem, wszystkim, od muzułmanina z Jemenu. Wspólna jest podstawa religii, ale ona nie jest tak szeroka, by stawiać tu znak równości. Sposób myślenia tego pana jest mi całkowicie obcy i mam nadzieję, że obcy pozostanie, mimo że podczas modlitwy wykonujemy te same rytualne gesty. On zresztą, wbrew temu, co pisały media, nie był duchownym. W islamie nie ma duchownych. Jest gmina muzułmańska w Poznaniu i on tam prowadził modlitwy, ale równie dobrze mógłby je prowadzić ktoś inny. Nasi imamowie nie przypominają księży, już raczej rabinów. Czytałem wywiad z tym panem w "Dzienniku Bałtyckim" - to było żenujšce. Jego interpretacja islamu to populizm z elementami socjalizmu i dużą dozą totalitaryzmu. Nie chciałbym żyć w państwie, którym rządziliby tacy ludzie. Czy upatrywałby Pan w reakcji władz polskich czy polskiej opinii publicznej na tę sprawę rasizmu, dyskryminacji? - Nie. Ja bym sam go wydalił. Władze polskie zareagowały najlepiej jak mogły, zanim się stało coś złego. Jest zresztš jeszcze paru ludzi w Polsce, których trzeba by potraktować tak samo. To, co Pan mówi, pokazuje specyfikę polskiego islamu, islamu polskich Tatarów. - Polscy Tatarzy to nie jest cały polski islam: sąš jeszcze grupy młodsze, Arabowie, jak pan Ammar, i konwertyci, często szczególnie radykalni. Niewiele mamy z nimi wspólnego. Polscy Tatarzy są grupą etniczną żyjącą na obszarze Rzeczypospolitej już od sześciuset lat. Przywędrowali mniej więcej w drugiej połowie wieku XIV. Turcy osmańscy i Tatarzy krymscy zarzucali polskim Tatarom, że walczą w armii koronnej przeciw swoim pobratymcom. Oni zaś odpowiadali: ani Bóg, ani Prorok nie każe wam napadać na Polaków i Litwinów, i my was zwalczamy jako bandytów, a nie współwyznawców. Dokładnie to samo można by odnieść do czasów współczesnych. Rozmawiamy w Sandomierzu 14 czerwca, na zakończenie zwołanej przez lokalną organizację Ekosan konferencji, w której uczestniczyli polscy muzułmanie, katolicy i Żydzi. Czy możliwa jest kontynuacja takiego dialogu w Polsce i poza Polską? - Sądzę, że będzie wielu przeciwników, ale ten dialog powinien być kontynuowany. Uczmy się na przykładzie ruchu paneuropejskiego. Jeszcze 50 lat temu uważano jego entuzjastów prawie za szaleńców, a dzisiaj mamy zjednoczoną Europę. Mam nadzieję, że tak będzie również z naszym dialogiem. Obecnie uważani za szaleńców, zdrajców czy odszczepieńców, będziemy kiedyś postrzegani jako prekursorzy tego, co wszyscy wówczas uważać będą za normalne: pokojowej koegzystencji, uczenia się od siebie nawzajem. Selim Chazbijewicz Profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim, zrobił doktorat na Wydziale Nauk Społecznych UAM w Poznaniu. Jest autorem książek poetyckich i eseistycznych na temat polskich i litewskich Tatarów. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, w latach 1986-91 redaktor naczelny kwartalnika "Życie Muzułmańskie". Założył Związek Tatarów Polskich, jest jego prezesem. Imam gminy w Gdańsku do 2003 roku. Współprzewodniczy Radzie Wspólnej Katolików i Muzułmanów. rozmawiał: Dawid Warszawski Odpowiedz Link
beduinka Muzułmanie w Polsce: problem czy szansa? 02.04.05, 21:30 Meczet pod (samo)kontrolą Muzułmanie w Polsce: problem czy szansa? Wydalenie w ubiegłym roku Ahmeda Ammara, echa niedawnego zabójstwa holenderskiego reżysera Theo van Gogha, a ostatnio wypowiedź naczelnego muftiego RP Tomasza Miśkiewicza o zagrożeniu, jakie mogą stanowić mieszkający w Polsce muzułmanie pochodzenia arabskiego, budzą niepokój. Tymczasem to właśnie polscy muzułmanie mają szansę zapewnić nam bezpieczeństwo, jakiego nie jest w stanie dać polski wywiad. Paweł Kubicki /2005-02-06 Tygodnik Powszechny Atmosfera wokół społeczności arabsko-muzułmańskiej w Polsce nie jest najlepsza. Szereg artykułów o konwertytach, talk-shows pokazujące islam w niekorzystnym świetle, wreszcie komunikaty ugrupowań terrorystycznych o potencjalnych zamachach w Polsce sprawiły, że ta otwarta dotąd społeczność zaczęła się zamykać. Jak pisał na jednym z internetowych forów Ibrahim Piotr Kalwas, polski konwertyta: “Gdy zobaczyłem ekipę »Polsatu« w meczecie, szybko uciekłem”. Nieufność do dziennikarzy przenosi się także na wszystkich nie-muzułmanów, którzy w opinii wielu muzułmanów zajmują się głównie krytyką islamu, bez podjęcia próby zrozumienia go. Emir Popławski, przewodniczący Gminy Muzułmańskiej w Warszawie, twierdzi: - Zawsze powtarzam, że islam jest religią pokoju. Jednak większość rozmówców woli słuchać o zamachach i walce, a nie o islamie i jego zasadach. Przeciętny Polak, który czyta doniesienia o tym, że muzułmanie dokonali samobójczego zamachu, a z drugiej strony słyszy wypowiedź polskiego muzułmanina, że islam zakazuje samobójstwa, jest skłonny raczej uwierzyć temu, co widzi w telewizorze, niż deklaracji muzułmanina. Nie rozumie, że choć podstawowe zasady islamu są wspólne, to już interpretacja szczegółów może być bardzo zróżnicowana. Ponieważ nie ma instytucji, która mogłaby ostatecznie określić “kanoniczność” pewnych praw, tylko od jednostek i wpływu organizacji zależy, jak będą wyglądały szczegóły wyznawanej wiary i postawa względem społeczeństwa. O ile w krajach arabskich - gdzie tradycja dla danego regionu jest wspólna - nie ma problemu różnej interpretacji, o tyle w takich krajach jak Polska, gdzie stykają się tradycje kulturowe muzułmanów z wielu państw, różnice w interpretacji zasad wiary są bardziej widoczne. Problem dotyczy także konwertytów, którzy w zależności od tego, w jaki sposób dowiedzieli się o islamie i kto ich uczy nowej religii, prezentują inny stosunek do społeczeństwa i do panujących w Polsce reguł życia codziennego. Zakazany owoc Najstarszą organizacją zrzeszającą muzułmanów w Polsce jest Muzułmański Związek Religijny (MZR). Założony w 1925 r. jest wciąż najliczniejszą wspólnotą; zrzesza ok. 4-5 tys. sunnitów szkoły hanafickiej, w większości osób pochodzenia tatarskiego. Na jej czele stoi mufti Tomasz Miśkiewicz, który ukończył wyższe studia z teologii muzułmańskiej w Arabii Saudyjskiej, a z pochodzenia jest Tatarem. Drugą z wielkich organizacji jest Liga Muzułmańska, która jest platformą łączącą Stowarzyszenie Studentów Muzułmańskich w Polsce i Muzułmańskie Stowarzyszenie Kształcenia Kulturalnego. Ten niedawno zarejestrowany związek wyznaniowy jest chyba najaktywniej działającą organizacją muzułmańską. Z mniejszych należy jeszcze wspomnieć o Stowarzyszeniu Jedności Muzułmańskiej i Stowarzyszeniu Braci Muzułmanów. Warto tu dodać, że nagłaśniany ostatnio w mediach konflikt między Ligą Muzułmańską i MZR tak naprawdę nie dotyczył zasad, ale kwestii przewodnictwa nad polskimi muzułmanami. Niestety, na takich nieporozumieniach zyskują jednostki skrajne, lawirujące między jedną a drugą instytucją. Tak właśnie było z Ahmedem Ammarem, który, nieprzyjęty do Ligi Muzułmańskiej, wstąpił do Związku i założył jego oddział w Poznaniu. Legalnie zarejestrowane stowarzyszenia i związki wyznaniowe dążą do pełnej współpracy z państwem polskim i zakładają integrację ze społeczeństwem, przy zachowaniu tożsamości muzułmańskiej. - Obrona państwa polskiego jest obowiązkiem każdej osoby mieszkającej na terenie RP, bez względu na wiarę, pochodzenie lub narodowość - mówi Iwona Alkhalayla, przewodnicząca Ligi Muzułmańskiej. - Jeśli Polska jest bezpieczna, to muzułmanie, stanowiący część społeczeństwa polskiego, też będą bezpieczni. Dlatego uświadamiamy naszemu środowisku te fakty; niejednokrotnie potępialiśmy też akty terroru i zabijanie niewinnych ludzi. Popiera ją Abdulkarim al-Fohaidi, przewodniczący Muzułmańskiego Stowarzyszenia Kształcenia i Kultury. - Nasze organizacje stanowią autorytet religijny dla większości polskich muzułmanów i mają pozytywny wpływ na ich środowisko. W ciągu ostatnich kilku lat można było jednak spotkać przynajmniej kilka ugrupowań, które nie tylko nie nawoływały do dialogu - lansując np. ideę promowania islamu na trasie pielgrzymki Papieża i mówiąc o wadach chrześcijaństwa podczas nabożeństw - ale stanowiły zagrożenie. Tak było choćby w przypadku promowania islamu przez jednego z czeczeńskich liderów za pieniądze z przemytu narkotyków i sprzedaży broni. Podobnie było z drukarnią algierskich bojowników, którą polskie służby zlikwidowały na początku lat 90. w okolicach Warszawy, i kilkoma innymi forpocztami ugrupowań związanych z Czarnym Islamem z USA czy Pakistańczykami z Wielkiej Brytanii. Może się to wydawać dziwne, ale według danych MZR i Ligi Muzułmańskiej po 11 września 2001 r. nastąpiło gwałtowne zwiększenie liczby konwersji na islam. Zakazany owoc lepiej smakuje, a atmosfera wokół islamu przyciągnęła też różnej maści buntowników czy społecznych outsiderów, dla których islam był jeszcze jednym elementem dochodzenia do dojrzałości. Główne muzułmańskie organizacje potraktowały takie osoby prawidłowo: nie przyjmowały ich od razu w swoje szeregi, tylko odsyłały do książek i dawały czas na przemyślenie. Zmniejszyło to może liczbę konwersji, ale pozwoliło odsiać te jednostki, których zmiana wiary była powierzchowna i które w przyszłości mogłyby być manipulowane. Na islam przechodzi bowiem coraz więcej ludzi młodych, często niepełnoletnich. Starają się ich przejąć drobne, sekciarskie organizacje - tym samym wyłączając ich spod wpływu legalnych stowarzyszeń bądź związków wyznaniowych, które stosują samokontrolę i, w sposób dyskretny, ale ustawiczny, są inwigilowane przez służby specjalne. Terrorystów trzeba łapać Dziś polski rząd staje przed dylematem: pozwolić działać organizacjom, a tym samym mieć na nie pewien wpływ, czy też wprowadzić zakazy, powodując ich zejście do podziemia oraz utratę choćby minimalnej kontroli. Niestety przykład Holandii, Francji czy Wielkiej Brytanii pokazuje, że zarówno likwidowanie, jak i zezwolenie na wszystko, nie gwarantują sukcesu. W Polsce brakuje spójnej polityki względem polskich muzułmanów, choć widać kroki w celu nawiązania silniejszych więzi z umiarkowanymi organizacjami. Wydaje się, że wąska społeczność muzułmanów w Polsce może nam bardziej pomóc niż zaszkodzić. Ostatnie wydarzenia w Europie pokazują, że problem asymilacji jest bardziej skomplikowany niż to się do niedawna wydawało. Spokojna Holandia w wyniku jednego wydarzenia stała się krajem, w którym płoną meczety. Kontrola społeczności muzułmańskiej przez służby specjalne jest konieczna i bezdyskusyjna. Jeden z ambasadorów państw arabskich w Warszawie miał ponoć stwierdzić: “U nas służby bezpieczeństwa kontrolują niektóre organizacje muzułmańskie, dlaczego u was nie mają tego robić? W końcu takie mamy czasy, że nie ma się co dziwić, tylko trzeba sobie pomagać i współpracować w łapaniu terrorystów”. Większego problemu nie widzą też same organizacje. - Nie mamy nic do ukrycia, jeżeli chcą nas podsłuchiwać i badać, mają do tego prawo - mówi Iwona Alkhalayla. - Należy jednak odróżnić przemyślaną kontrolę od szykan, których zaczątków byliśmy ś Odpowiedz Link
beduinka c.d. Muzułmanie w Polsce: problem czy szansa? 02.04.05, 21:31 Większego problemu nie widzą też same organizacje. - Nie mamy nic do ukrycia, jeżeli chcą nas podsłuchiwać i badać, mają do tego prawo - mówi Iwona Alkhalayla. - Należy jednak odróżnić przemyślaną kontrolę od szykan, których zaczątków byliśmy świadkami w momentach największego strachu Polaków przed zamachami terrorystycznymi. Tak naprawdę najlepiej, gdy społeczność - jak w “Roku 1984” Orwella - kontroluje się sama. Dlatego tak ważna jest jedność i współpraca między organizacjami muzułmańskimi w Polsce, a także wymiana informacji z polskimi służbami specjalnymi. "Starzy" i "nowi" Atmosfera nagonki i nieufność środowiska muzułmańskiego nie służą ani muzułmanom, ani Polakom innych wyznań. Należy pamiętać, że tak jak Tatarzy są zintegrowani ze społeczeństwem, tak samo spora część nowych muzułmanów, Polaków z dziada pradziada, także nie powinna mieć kłopotów z integracją - etnicznie są tacy sami i poza religią niczym się nie różnią. Jeżeli zaś chodzi o Arabów, to większość z nich mieszka tu już od wielu lat - często od czasu studiów w latach 60., 70. i 80. W Polsce założyli rodziny i jeśli nawet nie oni, to drugie pokolenie muzułmanów - dzieci z małżeństw mieszanych - jest w pełni wtopione w polską kulturę. Trzeba też pamiętać, że przeważająca część muzułmanów w Polsce nie jest aktywna społecznie i nie należy do żadnej organizacji. Mają ugruntowaną opinię na temat islamu i rzadko poszukują kontaktu z autorytetami religijnymi, a tym samym trudno wpaść im w ręce fundamentalistycznych organizacji. Największym zagrożeniem pozostają nowi muzułmanie i przybysze. Dlatego tak ważne jest, by trafiali do sprawnie działających organizacji, takich jak MZR i Liga Muzułmańska, które promują islam otwarty na współpracę, a nie rygorystyczny i niechętny dialogowi. Odpowiedz Link
beduinka Pogranicznicy zaprzeczają, by szykanowali holender 06.06.05, 14:25 Pogranicznicy zaprzeczają, by szykanowali holenderską wycieczkę gazeta.pl; PAP 02-06-2005 Straż Graniczna zaprzecza zarzutom stawianym im przez opiekunów i uczniów z holenderskiej wycieczki, która po odprawie na przejściu granicznym w Ludwigsdorf-Jędrzychowice (Dolnośląskie) poskarżyła się na zbyt długie procedury i potraktowanie uczniów "w sposób dyskryminujący i rasistowski" Do incydentów miało dojść podczas wjazdu i wyjazdu z Polski 24 i 26 maja. Skargę na zachowanie pograniczników przekazano ambasadzie RP w Hadze. Rzeczniczka ambasady Małgorzata Zdzienicka potwierdziła w rozmowie z PAP, że we wtorek do placówki dotarł list opisujący incydent. Nie zdradziła szczegółów, ale sprawę określiła jako "niezwykle przykrą" Dodała, że gdy tylko list trafił do ambasady, został przekazany Komendzie Głównej Straży Granicznej, "by wyjaśnić, do czego na przejściu granicznym rzeczywiście doszło" Jak powiedział PAP rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Aleksander Chećko, sprawa jest wyjaśniana. Dodał, że z dotychczasowych ustaleń wynika, że "relacje holenderskich mediów są przesadzone" Jak poinformował PAP rzecznik prasowy Łużyckiego Oddziału Straży Granicznej Leszek Duczyński, postępowanie wyjaśniające nie potwierdziło zarzutów o "rasistowskim, ksenofobicznym, czy wręcz seksualnym kontekście zachowania funkcjonariuszy ani polskiej, ani niemieckiej straży granicznej". Dodał, że polski strażnik nie rozmawiał z nikim oprócz opiekunki grupy. "Wiele wątpliwości budzi też to, w jakim języku miałby czynić niestosowne uwagi. Strażnik nie mówi ani po niderlandzku, ani angielsku, ani arabsku, tym bardziej turecku, czy filipińsku" ? powiedział Według Duczyńskiego, zgodnie z procedurą, do autokaru weszło dwóch pograniczników: Niemiec i Polak. Pierwszeństwo kontroli przysługiwało niemieckiemu strażnikowi. "Stwierdził on, że wśród pasażerów znajdowały się osoby z innych krajów niż unijne, a wobec nich wymagana jest kontrola paszportowa. Mieli być jej poddani obywatele Maroka, Turcji i Filipin. Niemiecka kontrola wykazała, że jeden Marokańczyk nie ma wizy i jego pobyt w Niemczech jest nielegalny. Został ukarany mandatem" ? powiedział Według pograniczników, kolejne dwie osoby pochodzenia marokańskiego miały ważne wizy, ale nie posiadały ważnych paszportów. Jedna Marokanka legitymowała się paszportem matki, druga nie miała paszportu, ale była wpisana na listę uczestników wycieczki. Niemcy potwierdzili ich tożsamości w Amsterdamie i wystawili zastępcze dokumenty podróży Duczyński mówił, że po tych czynnościach, które trwały mniej więcej od godz. 11 do godz.13, do autokaru wszedł ponownie polski funkcjonariusz. Odebrał od opiekunki grupy paszporty i poinformował, że ich sprawdzenie zajmie ok. 30 minut. "Żeby nie przedłużać czasu odprawy, poprosił kierowcę autobusu, aby ten wykorzystał przerwę na wykupienie opłaty drogowej. O godz. 13.30 zakończyła się polska odprawa graniczna i autokar opuścił przejście" ? dodał rzecznik. Podkreślił, że nieprawdą jest, że podobnym "szykanom" poddano wycieczkę podczas powrotu do Holandii "Chciałbym wyrazić ubolewanie, a wszystkich pokrzywdzonych i czujących się poszkodowanymi - przeprosić. Sprawa będzie ona przedmiotem szerszego omówienia i wyciągnięcia wniosków, aby takie sytuacje już nigdy nie miały miejsca" - dodał Duczyński Sprawa wzbudziła duże zainteresowanie holenderskich mediów. Jeden z zajmujących się nią dziennikarzy, Cees Grimbergen telewizji NCRV powiedział PAP w czwartek, że choć uczestnicy wycieczki nadal utrzymują że w czasie przekraczania granicy doszło ze strony straży granicznej do "zachowań rasistowskich, seksistowskich i dyskryminujących", on byłby ostrożny w wydawaniu takich opinii Jego zdaniem, błędnie zinterpretowano zachowania straży - pobyt autokaru na granicy był dłuższy, gdyż nie wszyscy uczestnicy wycieczki posiadali wymagane polskim prawem dokumenty. Według niego, również pytanie, czy w wycieczce jadą normalne dzieci, które miał zadać jeden ze strażników, mogło wynikać z odmienności kulturowej. "Polska nie jest tak wielokulturowa i bogata etnicznie jak Holandia; pytanie nie musiało mieć podtekstu rasistowskiego" - powiedział Dodał, że w czwartek wieczorem w programie w telewizji holenderskiej spotkają się uczestnicy wycieczki i przedstawiciele polskiej placówki dyplomatycznej w Hadze by porozmawiać m.in. o "granicznym incydencie".(PAP) jur/ ktl/ kot/ dsr/ malk/ itm/ Odpowiedz Link
beduinka Muzułmanie opublikowali zasady życia w Polsce 16.09.05, 12:43 Muzułmanie opublikowali zasady życia w Polsce zrodlo: gazeta.pl, Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska 15-09-2005 , Muzułmanie w Polsce są zwykłymi Polakami, a nie obcym elementem. Dlatego powinni brać udział w budowaniu bezpiecznej Polski - mówiła w czwartek szefowa Ligi Muzułmańskiej Dyskusje nad zebraniem zasad muzułmanina-Polaka, przełamaniem fałszywych stereotypów i pokazaniem jasnego stanowiska islamu wobec współczesności i terroryzmu trwały dwa lata. Ostatecznie powstała 7-stronnicowa Deklaracja Muzułmańska, którą wczoraj przedstawiły trzy organizacje: Liga Muzułmańska w RP, Stowarzyszenie Studentów Muzułmańskich w Polsce i Muzułmańskie Stowarzyszenie Kształcenia i Kultury. - Muzułmanie żyją w Polsce od wieków [Tatarzy - red.], ale wciąż przyjeżdżają też nowi: na studia, do pracy. Jest ich teraz ok. 30 tys. Ich dzieci wiążą się z Polską. Chcemy skorzystać z tego, że polskie prawo sprzyja integracji - mówił Nidal Abu Tabar, imam z Lublina. Deklaracja składa się z dwóch części. Pierwsza to reguły życia muzułmanów: muzułmanin nie powienien popadać w żaden rodzaj ekstremizmu, islam to religia pokoju, dialogu, szanująca deklarację, równość płci, odrzucająca przemoc i terroryzm. Druga część to praktyczne wskazówki dla muzułmanów, jak żyć w Polsce - z zaznaczeniem, że Polska jest ojczyzną, a islam wyznawaną religią. Dlatego deklaracja zaleca, aby muzułmanie "integrowali się ze społeczeństwem", "działali na rzecz ogółu obywateli", mając wolność wyboru światopoglądu czy opcji politycznej. Do rozmów nad kształtem deklaracji nie zaproszono organizacji zszeszającej ok. 5 tys. osób pochodzenia tatarskiego. - W przeciwieństwie do Tatarów, którzy w Polsce mieszkają od wieków, muzułmanom różnych narodowości przyjeżdżających do Polski taka deklaracja jako wskazówka może się przydać. Trochę to jednak dziwne, że nie było z nami konsultacji - mówi mufti Tomasz Miśkiewicz. Iwona Alkhalayla, przewodnicząca Ligi: - Pan Miśkiewicz jeśli przeczyta deklarację i będzie chciał podpisać, to oczywiście zapraszamy. Tak samo innych, którzy identyfikują się z punktami zawartymi w deklaracji. Odpowiedz Link
beduinka Nasze muzułmanki uważają się za wyzwolone 26.11.06, 13:12 Nasze muzułmanki uważają się za wyzwolone Małgorzata Skowrońska 2006-05-05, gazeta.pl Osoby, które przeszły na islam, były rozczarowane dotychczas wyznawanym systemem religijnym. Chodziło im nie o samą wiarę, ale o to, że zasady chrześcijańskie nie znajdowały odzwierciedlania w ich życiu. Rozmowa z Aleksandrą Łojek-Magdziarz * Małgorzata Skowrońska: Co takiego atrakcyjnego jest w islamie, że Polki wychowane w tradycji europejskiej, a więc i chrześcijańskiej, decydują się na zmianę wiary? Aleksandra Łojek-Magdziarz: Islam daje im niezależność, ale też pozwala czuć się bezpiecznie. Muzułmanki mogą pracować. Koran tego nie zabrania. Dzięki obowiązkom ciążącym na mężczyźnie w rodzinie muzułmańskiej kobieta jest zabezpieczona. Utrzymaniem rodziny zajmuje się mężczyzna. Kobieta zarobione przez siebie pieniądze może zatrzymać i wydać na własne potrzeby. Świetny układ. - Też byłoby mi fajnie w takim układzie. W islamie często kobiety skarżą mężów o to, że nie były utrzymywane na przykład przez dwa miesiące. Sąd wtedy żąda od męża rachunków za utrzymanie domu. Jeśli ich nie było, kobieta może starać się o rozwód. Oczywiście, dotyczy to tylko niektórych krajów kregu islamskiego. To, o czym Pani mówi, zaprzecza stereotypowi, że muzułmanki nie są wyzwolone. - Uważają, że są wyzwolone. Prowadziliśmy badania finansowane przez budapeszteński Open Society Institute, dlaczego Polacy przechodzą na islam. Wtedy poznałam kobiety, które zostały muzułmankami. W wywiadach mówiły, że zasłanianie się pozwala im pełnić znacznie więcej funkcji społecznych. Ubrane w tradycyjny strój muzułmanki nie stają się obiektami seksistowskich żartów. Pod tymi chustami kryją się piękne kobiety. Im po prostu odpowiada tradycyjny podział ról między kobietę i mężczyznę, jaki panował do połowy XX wieku w Europie. Bohaterki reportażu bardzo ortodoksyjnie podchodzą do swojej nowej wiary. - To charakterystyczne dla osób, które przeżyły konwersję. Polskie muzułmanki są o wiele bardziej ortodoksyjne niż tzw. średnia. Właściwy jest im taki syndrom neofity, który chce udowodnić, że może być dobrym muzułmaninem. Czym kobiety, które Pani badała, tłumaczyły przejście na islam? - Początkowo zakładaliśmy, że to kwestia mody. Badania jednak tego nie potwierdziły. Osoby, które przeszły na islam, były rozczarowane dotychczas wyznawanym systemem religijnym. Chodziło im nie o wiarę, ale o to, że zasady chrześcijańskie nie znajdowały odzwierciedlania w ich życiu. W domu był nakaz cotygodniowego chodzenia do kościoła, lecz rodzina w ogóle ze sobą nie rozmawiała. Kolejną sprawą jest bunt wobec popkultury i potrzeba wyraźnego podziału na to, co męskie, i na to, co żeńskie. Odnoszę wrażenie, że bohaterki reportażu przeszły pranie mózgu. Zachowują się jak ktoś, kto właśnie odnalazł się w sekcie. - Te dziewczyny miały zawsze dużą potrzebę religijnych doświadczeń. Zmieniły wiarę, bo w katolicyzmie nie znalazły oparcia. Wiele z nich należało przed konwersją do różnych ruchów katolickich i było bardzo zaangażowanych w sprawy Kościoła. Nie odnoszę jednak wrażenia, że znalazły się teraz w sekcie. Są ciepło przyjmowane, otrzymują wsparcie. I to nie tylko duchowe. Gdy jedna z nich miała kłopoty mieszkaniowe, inne natychmiast się skrzyknęły i próbowały jej pomóc. Mają swoje fora internetowe, na których radzą sobie, co zrobić z kłopotliwym mężem. Nie ma jednak mowy o indoktrynacji. Żadna z nich, mimo że jestem im życzliwa, na tyle na ile badacz może być życzliwy, nigdy nie nakłaniała mnie do przejścia na islam. Jaka jest aktywność misyjna muzułmanów? W jaki sposób zdobywają nowych wyznawców? - Nie przejawiają nadmiernej aktywności. Często konwertyci przyznają się, że to sami szukali kontaktu z islamem. Zaczynali od książek na jego temat. Zainteresowanie islamem jest ogromne. Prowadzę zajęcia z ideologii dżihadu i sztuki islamu. Przychodzi na nie bardzo wiele osób. W większości są to dziewczyny. Czy tym świeżo nawróconym dziewczynom nie przeszkadza to, że islam kojarzony jest z międzynarodowym terroryzmem? - Bardzo. Wszędzie gdzie tylko mogą, podkreślają, że nie są terrorystkami i że islam nie jest religią terroru. Ich zdaniem islam został wykorzystany do politycznych celów. W mediach islam przedstawiany jest jako religia łamiąca prawa kobiety i wyznanie samobójców. W tym trudnym kontekście pojawiają się konwertyci. Ilu ich jest? Gminy muzułmańskie nie prowadzą takich statystyk. Najczęściej badacze podają, że miesięcznie 25 Polaków porzuca chrześcijaństwo na rzecz islamu. Czym innym jest jednak bycie muzułmanką w Polsce, a czym innym bycie muzułmanką w krajach arabskich. Nie wierzę, że ten idealny islam, jaki wyznają bohaterki reportażu, pozwalałby im na taką niezależność poza granicami Europy. - Wszystko zależy od kraju. W Kazachstanie, Uzbekistanie, Tunezji lub Sierra Leone muzułmanki robią, co chcą. Ale są też takie kraje, w których sytuacja muzułmanek jest dużo trudniejsza - np. Arabia Saudyjska i Iran. Tamtejsze muzułmanki muszą walczyć o swoje prawa, które, paradoksalnie, często wynikają z Koranu, ale im nie zostały dane. W Arabii Saudyjskiej. dopiero niedawno kobiety otrzymały prawo posiadania dowodu osobistego. W tych krajach z pewnością nasze konwertytki nie miałyby wolności w europejskim rozumieniu. Pojawia się jednak pytanie, czy one chcą tej wolności. Niekoniecznie jest im ona do szczęścia potrzebna. * Aleksandra Łojek-Magdziarz - absolwentka iranistyki UJ. Swoją pracę magisterską poświęciła irańskiemu prawu karnemu. Przetłumaczyła książkę J. Jansena "Podwójna natura fundamentalizmu islamskiego". W Katedrze Porównawczych Badań Cywilizacji UJ prowadzi autorskie kursy "Ideologia dżihadu", "Sztuki islamu". Na socjologii UJ pisze pracę doktorską "Sunnicki dżihad - obrona islamu przed westernizacją i penetracją Zachodu". Odpowiedz Link
beduinka Małżeństwo fałszowało wnioski wizowe dla obcokrajo 04.07.07, 21:43 Piątek, 29 czerwca 2007 Małżeństwo fałszowało wnioski wizowe dla obcokrajowców wp.pl, PAP Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 38-letniemu obywatelowi Egiptu, który wraz ze swoją polską żoną - również oskarżoną - kierował procederem podrabiania wniosków o wydanie wiz dla obcokrajowców pochodzenia arabskiego - poinformowano w zielonogórskiej prokuraturze okręgowej. W toku śledztwa ustalono, że oskarżony obywatel Egiptu nielegalnie dostał się do Polski i mieszkał w Krośnie Odrzańskim (Lubuskie), gdzie poznał 38-letnią kobietę, z którą się ożenił. Wspólnie rozpoczęli przestępczy proceder. Małżeństwo sprowadzało do Polski obcokrajowców, głównie obywateli Egiptu, i umożliwiało im przedostanie się do Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej. REKLAMA Czytaj dalej Proceder polegał na tym, że 38-latek podrabiał wnioski o wydanie wiz tak, by wyglądały one na wnioski sporządzone przez rzekome polskie małżonki cudzoziemców. Kobiety - prawdopodobnie za opłatą - godziły się na to i udostępniały swoje dane. Pochodziły z terenu województw: lubuskiego i dolnośląskiego. Sfałszowane wnioski i akty stanu cywilnego następnie wysyłane były do Ambasady RP w Kairze. Takie dokumenty stanowiły podstawę dla wydania wizy wjazdowej do naszego kraju. Sprawę wykryli funkcjonariusze lubuskiej Straży Granicznej. Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Egipcjaninowi i jego polskiej żonie grozi do 5 lat pozbawienia wolności. (js) Odpowiedz Link
beduinka Arabski szejk odchudza się w Ustroniu 30.05.08, 20:05 Arabski szejk odchudza się w Ustroniu Ewa Furtak 2008-05-29, gazeta wyb. W jednym z beskidzkich domów wczasowych w Ustroniu przebywa Abdullah Fahd, członek rodziny królewskiej z Rijadu O tym, że mają u siebie takiego znamienitego gościa, mieszkańcy Ustronia usłyszeli w czwartek w radiu RMF FM. Wieść błyskawicznie się rozniosła. Ludzie zaczęli się zastanawiać, w którym hotelu szejk się zatrzymał i pierwsze podejrzenia padły na luksusowy pięciogwiazdkowy hotel Belweder. Tyle że tam, jak się okazało, nikt szejka nie widział. - Do jednej z "piramid" przez kilka lat przyjeżdżał mężczyzna w turbanie na głowie. Może to on? - zastanawiał się jeden z ustrońskich masażystów. - Tylko w radiu mówili, że szejk kąpie się w basenie. Hotel, o którym myślałem, basenu nie ma - poprawił się szybko. A może hotel Diament? Kiedyś byle jaki, a teraz pięknie odnowiony, oferujący zabiegi SPA? To także było pudło. Mieszkańcy zaczęli więc przypuszczać, że to chyba jakaś plotka. - Dzwoniłem do koleżanki, która pracuje w recepcji w jednej z "piramid". Jak powiedziałem o szejku, zapytała, ile wypiłem - opowiada Konrad Cieślar, mieszkaniec Ustronia. Jak się wreszcie okazało, szejk, i owszem, zjawił się w Ustroniu, tyle że w niedużym domu wczasowym. Abdullah Fahd będzie się tam odchudzał najprawdopodobniej do początku przyszłego tygodnia. Szejk stosuje dietę dr. Marka Bardadyna, znanego specjalisty od diet i odchudzania. - Moja dieta jest dosyć popularna w krajach arabskich. Nie miałem teraz czasu na wyjazd do Rijadu, więc zaprosiłem pacjenta do Polski. Wybraliśmy Ustroń, bo tutaj jest jeden z ośrodków, który ma licencję na stosowanie mojej diety - tłumaczy dr Bardadyn. W beskidzkich kurortach arabski szejk to na razie sensacja. Tymczasem u sąsiadów, na Zaolziu, w uzdrowisku Darków koło Karwiny, kuracjusze z krajów arabskich to codzienność. Uzdrowisko ma nawet stronę internetową w arabskiej wersji językowej. - Goście z Arabii Saudyjskiej zaczęli przyjeżdżać tu już na początku lat 90. zeszłego wieku. Przyjeżdżają całymi rodzinami. Pisałam o nich wiele razy - opowiada Martyna Radłowska-Obrusnik, dziennikarka z "Głosu Ludu", wydawanej w Czechach gazety Polaków. Źródło: Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała miasta.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,5260069,Arabski_szejk_odchudza_sie_w_Ustroniu.html Odpowiedz Link
beduinka HISZPANIA 17.01.04, 21:22 Imam, który radził, jak bić żony, by nie zostawiać śladów, skazany Mohamed Kamal Mustafa, imam i autor kontrowersyjnej książki - poradnika mówiącego, jak islamscy mężowie mają bić swe nieposłuszne żony, by nie zostawiać śladów, został skazany przez sąd w Barcelonie na 15 miesięcy więzienia Jak podała sieć BBC, Mustafa nie pójdzie jednak za kratki, gdyż hiszpańskie prawo przewiduje, że wyroki poniżej dwóch lat ulegają zawieszeniu. Zapłaci jednak karę w wysokości 2160 euro. W czasie swego procesu imam zawiadujący meczetem w leżącym na południu Hiszpanii mieście Fuengirola bronił się, mówiąc, że interpretował tylko zapisy Koranu. Innego zdania były jednak organizacje kobiece z Hiszpanii i sędzia. Oburzenie organizacji obrony praw kobiet wywołała opublikowana w 2000 roku książka Mustafy "Kobiety w islamie". Znalazł się tam następujący passus dotyczący karania nieposłusznych żon: "Razy powinny być skoncentrowane na rękach i stopach, a wymierzone rózgą cienką i lekką, tak aby na ciele nie pozostały blizny czy też siniaki". Książka, która rozeszła się w 3 tys. egzemplarzy, została usunięta z muzułmańskich ośrodków kulturowych w całej Hiszpanii. źródło: gazeta.pl, jap 14-01-2004 Odpowiedz Link
beduinka Sąd jej nie uwierzył, bo była za dobrze ubrana 26.01.04, 23:25 Sąd jej nie uwierzył, bo była za dobrze ubrana Pewien Marokańczyk został uwolniony od zarzutów znęcania się nad żoną, ponieważ sąd uznał, że kobieta była zbyt dobrze ubrana jak na ofiarę przemocy domowej. Hiszpański sędzia powiedział, że podczas kolejnych rozpraw kobieta miała zawsze inną sukienkę, pierścionki, bransolety i kolczyki, co w ogóle nie pasuje do wizerunku osoby, która miesiącami cierpiała z powodu agresji męża. 22-letnia Marokanka zeznała, że do małżeństwa zmusiła ją rodzina, gdy miała 17 lat. Gdy mąż zaczął ją bić, uciekła od niego i zamieszkała w domu dla samotnych matek. Na dowód pokazała sędziemu wyniki obdukcji lekarskich z tamtego czasu. Ten jednak nie dał im wiary i uznał, że kobieta zbyt dobrze się wyraża i nie wygląda na osobę zastraszaną i maltretowaną. Marokańczyk został więc oczyszczony ze wszelkich zarzutów. Kobiece organizacje w Hiszpanii zapowiedziały apelację wyroku. Przedstawicielka jednej z nich powiedziała, że to kolejny przykład męskiego szowinizmu, który każe niektórym sędziom uważać, że ofiara przemocy domowej powinna być biednie ubrana, głupia i milczeć. źródło: onet.pl 2004-01-25 Odpowiedz Link
beduinka Hiszpania oskarżona o naruszenie marokańskiej stre 09.02.04, 21:51 Hiszpania oskarżona o naruszenie marokańskiej strefy powietrznej O pogwałcenie marokańskiej strefy powietrznej oskarżył Hiszpanię w sobotę rząd w Rabacie. Zdaniem Maroka hiszpańskie odrzutowce wojskowe przeleciały w czwartek 5 lutego nad północno-wschodnią prowincją Nador, zaledwie kilka kilometrów od Melilli - hiszpańskiej enklawy na kontynencie afrykańskim. Madryt tłumaczy, że nielegalny lot odbyły nieuzbrojone samoloty szkoleniowe, zaś zmiana kursu była spowodowana bardzo niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Od czasu poważnego kryzysu sprzed dwóch lat związanego ze statusem niezamieszkałej wysepki Perejil Hiszpania i Maroko dążą do unormowania kontaktów dyplomatycznych. źródło: gazeta.pl, jan 08-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Powrót hiszpańskiego taliba 14.02.04, 21:20 Powrót hiszpańskiego taliba Hiszpanie wysłali w czwartek samolot wojskowy do amerykańskiej bazy Guantanamo na Kubie po "hiszpańskiego taliba" - schwytanego podczas wojny w Afganistanie Hameda Abderrahmana Ahmeda, pochodzącego z hiszpańskiej enklawy Ceuta w północnym Maroku. W Hiszpanii stanie on przed sędzią Baltazarem Garzonem, który oskarżył go o przynależność do organizacji terrorystycznej. Wśród 660 więźniów Guantanamo jest 21 Europejczyków. W ciągu dwóch lat funkcjonowania więzienia Amerykanie przekazali do innych krajów 87 zatrzymanych źródło: gazeta.pl, rps 12-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka NIEMCY 30.01.04, 17:16 Niemiecki front islamski Muzułmańscy ochotnicy z Niemiec walczą dziś z Rosjanami w Czeczenii i Amerykanami w Iraku. Jutro mogą uderzyć w Berlinie, Monachium albo Hamburgu. Gdy po tragicznych atakach na World Trade Center i Pentagon wyszo na jaw, że trzej piloci samobójcy - Mohammed Atta, Marwan al Szehhi i Ziad Dżarrahi - przez długi czas mieszkali jako studenci w Hamburgu, niemieccy politycy pospieszyli z zapewnieniem, że pozostali przy życiu współpracownicy zamachowców zostaną surowo osądzeni. Początkowo wszystko szło dobrze. Marokańczycy Mounir al Motassadeq i Abdelghani Mzoudi, domniemani członkowie terrorystycznej siatki, zostali ujęci i postawieni przed hamburskim sądem. Nie przyznawali się do winy, ale i nie wypierali przyjaźni z Attą. Gdy w lutym ubiegłego roku Motassadeq skazany został w pierwszej instancji na 15 lat więzienia, nic nie zapowiadało sensacji. Wybuchła jednak w grudniu, gdy z braku dowodów z aresztu zwolniony został Mzoudi. Teraz odpowiada z wolnej stopy i czeka na wyrok, który ma zostać ogłoszony 22 stycznia. Niestety, może dojść do kompromitacji prokuratury, która żąda dla Mzoudiego 15 lat więzienia, ale ma słabe argumenty. Mzoudi zaś liczy na uniewinnienie. Zdążył już nawet złożyć wniosek o... azyl polityczny w Niemczech. Twierdzi, że ojczyste Maroko może go wydać Amerykanom. Niezależnie od wyroku proces domniemanych towarzyszy Mohammeda Atty nie zakończy problemu islamistów w Niemczech. Wręcz przeciwnie - walka z nimi dopiero się zaczęła. Policja i służby bezpieczeństwa uważają, że wśród 4,1 mln muzułmańskich imigrantów w RFN działa nadal wiele radykalnych organizacji. Przeciwko tym, które nawołują do terroru, podjęto zdecydowane kroki. O świcie 11 grudnia ponad 5 tys. policjantów ruszyło do akcji. W siedmiu landach rozpoczęła się wielka obława na członków organizacji Państwo Kalifatu. W Wiesbaden, Kolonii, Ingolstadt rekwirowano materiały propagandowe, ulotki i broń. Nie ma wątpliwości: grupa wzywa do wojny z Zachodem i chce obalić demokratyczny rząd Turcji. Państwo Kalifatu to jedno z wielu ugrupowań terrorystycznych, które znalazły w Niemczech bezpieczną przystań. Po zamachach w Nowym Jorku organizacja została zdelegalizowana, ale nie skapitulowała. Prawie dwa tysiące jej członków prowadziło podziemne akcje propagandowe w meczetach. Planowali zamachy na obiekty publiczne. Analitycy służby bezpieczeństwa szacują, że wśród niemieckich muzułmanów jest ok. 30 tys. radykalnych islamistów działających w setkach małych organizacji. A wspólnoty muzułmańskie, które dobrze znają islamskie środowiska i mogłyby pomóc w wyłapywaniu groźnych radykałów, nie są chętne do współpracy z niemiecką policją. Pod specjalny numer telefonu, gdzie można zostawić informacje o terrorystach, nie zadzwonił jeszcze nikt. Muzułmanów do współpracy z władzami zniechęca przekonanie o wrogości części Niemców do imigrantów z Turcji i państw arabskich. Jako potwierdzenie tych nastrojów odbierane są informacje o atakach faszyzujących grup na azylantów i imigrantów. Od ataku na World Trade Center policja wzmocniła środki bezpieczeństwa w pobliżu "wrażliwych" obiektów, takich jak ambasady. Powoli za kratki wędrują też najgroźniejsi terroryści. W Dortmundzie uwięziono Shadiego Mustafę Abdallę, 27-letniego Palestyńczyka z Jordanii, członka islamistycznej organizacji Al Tawahid (Jedność Wierzących). Spędzi on w więzieniu tylko cztery lata, bo zdecydował się współpracować z policją. Ma zeznawać przeciw trzem dawnym kompanom w procesie, który powinien ruszyć wiosną przyszłego roku. Życiorys Abdalli pokazuje, że do terrorystycznych organizacji niekoniecznie trafiają zaślepieni fanatycy. Abdalla żył w Niemczech z zasiłków, trwonionych na alkohol i narkotyki. Zmienił się, gdy nawiązał kontakt z islamską grupą, która nawróciła go na "właściwą drogę". Inni niemieccy rekruci "świętej wojny" są podobni: młodzi, biedni i przeżywają życiowe trudności. Al Tawahid wyłapuje takich ludzi i zachęca do współpracy. Daje pieniądze i funduje wyjazdy za granicę na szkolenia. Być może współpracuje z al-Kaidą, ale nie zostało to udowodnione. W zeszłym roku niemiecka komórka Al Tawahid planowała zamachy na siedzibę gminy żydowskiej w Berlinie oraz na dyskotekę i kawiarnię w Düsseldorfie. Z planów nic nie wyszło, bo - jak przyznała policja - niedoszli zamachowcy byli nieudolni. 28 listopada zatrzymano w Hamburgu 30-letniego Marokańczyka, któremu postawiono zarzut planowania zamachów na amerykańskie wojska stacjonujące w Iraku. Miał on współpracować z islamską grupą działającą we Włoszech. Kilka dni później na dworcu kolejowym w Monachium aresztowano mężczyznę podejrzewanego o przynależność do radykalnej muzułmańskiej organizacji Ansar el Islam, której przypisuje się krwawy zamach na kwaterę ONZ w Bagdadzie. Utworzona krótko przed zamachami z 11 września, zrzesza radykalnych Kurdów pochodzących z północnego Iraku. Jej przywódca, mułła Krekar, znał podobno osobiście lidera al-Kaidy Osamę bin Ladena i ślubował mu prowadzenie na całym świecie "świętej wojny". Od tego czasu grupa rozrosła się. Dziś liczy około tysiąca aktywnych członków, z czego mniej więcej stu przebywa w Niemczech, czekając w uśpieniu na rozkazy. W przeddzień sylwestra to właśnie oni byli sprawcami wielkiego zamieszania. Na wiele godzin opancerzone pojazdy policyjne zablokowały drogi dojazdowe do wojskowego szpitala w Hamburgu. W okolicy zaroiło się od uzbrojonych funkcjonariuszy, legitymowano przechodniów i przeszukiwano ich torby. Powód? Pojawiły się ostrzeżenia - dostarczone ponoć m. in. przez CIA - przed atakami islamskich terrorystów z Ansar el Islam. Zamachowcy-samobójcy chcieli podobno zdetonować umieszczone w samochodach bomby, wybierając za cele hamburski szpital Bundeswehry oraz bazę lotniczą amerykańskiej armii położoną w pobliżu Frankfurtu nad Menem. Wśród zagrożonych obiektów wymieniano również niemieckie elektrownie atomowe. Skończyło się na alarmie, ale według danych zgromadzonych przez wywiad wielu islamistów ciągle czeka na rozkazy. Inni wyjeżdżają za granicę pomagać swoim pobratymcom. Jeszcze kilka lat temu pomagali Czeczenom w walce z Rosjanami. Po powrocie stawali się bohaterami dla współwyznawców. Obecnie nowym poligonem stał się dla nich Irak. Agenci tajnych służb starają się mieć pod kontrolą strumień podążających tam muzułmanów, ale - zgodnie z prawem - nie mogą nikomu zabronić wyjazdu. Nie wiadomo, kto chce tylko odwiedzić rodzinne strony, a kto myśli o przyłączeniu się do "świętej wojny". Albo kto dopiero na miejscu podejmie decyzję. To jednak nie ci, którzy wyjeżdżają, są największym zmartwieniem Niemców. - Na razie rozkaz brzmi: wyruszajcie do Iraku. Ale co zrobi niemiecki muzułmanin, gdy usłyszy rozkaz: zrób coś w Niemczech? - pyta retorycznie minister spraw wewnętrznych Bawarii Günther Beckstein. Beckstein ostrzega, że terroryści są coraz bliżej granic Niemiec. Ostatnio uderzyli na Stambuł. Nie ma pewności, że następny nie będzie Berlin. Niemieckie media przypominają jednak: terroryści nie muszą do nas przyjeżdżać. Mamy ich na miejscu. Ostatnio w jednym z meczetów na południu Niemiec wdowa po poległym w Czeczenii mężu opowiadała, jak dumna jest, że żyła z prawdziwym męczennikiem. Zapowiedziała, że teraz pośle na wojnę syna. Tłum słuchał w milczeniu. Po chwili rozległy się brawa. Filip Gańczak Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 04/04 na stronie 50 Odpowiedz Link
beduinka Zakaz noszenia chust dyskutowany w Niemczech 14.02.04, 21:15 Zakaz noszenia chust dyskutowany w Niemczech Gazeta.pl > Świat > Ostatnio w Niemczech Sobota, 14 lutego 2004 Zakaz noszenia chust dyskutowany w Niemczech ZOBACZ TAKŻE • Francja bez chust i krzyży (10-02-04, 17:18) tobi 11-02-2004, ostatnia aktualizacja 11-02-2004 17:14 Zakaz noszenia muzułmańskich chust przez pracowników państwowych i samorządowych w Hesji zaproponowali rządzący w tym landzie chadecy. W trzech innych niemieckich landach dyskutuje się zasadność zakazu noszenia chust przez nauczycielki podczas prowadzenia lekcji. W Niemczech mieszka 3,5 mln muzułmanów, głównie Turków. źródło: gazeta.pl, tobi 11-02-2004 Odpowiedz Link
beduinka Niemcy wydaliły Libańczyka organizatora szczytu 12.10.04, 21:04 Niemcy wydaliły Libańczyka organizatora szczytu islamistów Niemcy deportowały w sobotę Libańczyka, który jest jednym z organizatorów Pierwszego Arabsko-Islamskiego Kongresu w Europie, zapowiedzianego na początek października w Berlinie. Niemieckie MSW zapewnia, że zrobi wszystko, by nie dopuścić do przeprowadzenia imprezy, gdyż jego zdaniem ma ona służyć propagandzie islamskiego fundamentalizmu i terroryzmu. Według organizatorów kongres ma mobilizować Arabów i muzułmanów do "walki przeciwko hegemonii i okupacji amerykańsko-syjonistycznej". Niemieckie konsulaty mają odmawiać wiz cudzoziemcom, którzy jako cel podróży podadzą udział w kongresie. 42-letniemu Libańczykowi Fadiemu Madi cofnięto wizę pobytową w Berlinie, gdyż niemiecka prokuratura federalna prowadzi przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem członkostwa w "podejrzanych organizacjach". źródło: gazeta.pl, afp, anr 19-09-2004 Odpowiedz Link
beduinka W Berlinie nie będzie zlotu islamistów 12.10.04, 21:05 W Berlinie nie będzie zlotu islamistów Pierwszy Arabsko-Islamski Kongres w Europie zakazany. Władze Berlina zabroniły wczoraj przeprowadzenia tej imprezy, zapowiedzianej na początek października. Na internetowej stronie kongresu wzywano do "oporu przeciwko amerykańsko- syjonistycznemu terrorowi i okupacji". Według władz Berlina można to rozumieć jako poparcie dla samobójczych zamachów terrorystycznych przeciwko USA i Izraelowi, a takiej propagandy państwo nie może tolerować. W sobotę wydalono z Niemiec Libańczyka Fadiego Madi, jednego z organizatorów imprezy. Drugi z organizatorów Gabriel Daher, też z Libanu, oświadczył w niemieckim radiu, że rezygnuje z prac przygotowawczych do imprezy. źródło: gazeta.pl, afp, ap, anr 20-09-2004 Odpowiedz Link
maiysa Turczynki w Niemczech - onet.pl 10.12.04, 22:46 Kolejny nieco tendencyjny artykuł na onecie "Niewolnice Koranu" głównie o życiu Turczynek w Niemczech. Chciaż ma też momenty ciekawsze: "Gdybym pozostała w Turcji – marzy czasami. – Tam ludzie żyją o wiele nowocześniej niż my tu, w Niemczech. Chodzą do dyskotek, wychodzą na dwór. Nie chciała wierzyć własnym oczom, gdy po raz pierwszy zobaczyła na plaży w Alanyi Turczynki w seksownych bikini – przedstawicielki liberalnej średniej i górnej klasy społecznej, które nie opuściły swego kraju." "Tego rodzaju wypaczenia mają niewiele wspólnego z islamem. – Przed kilkoma laty nie szukano uzasadnień w Koranie dla podobnych reguł zachowań – twierdzi badacz islamu Ghadban, jednak jest coraz częstszą praktyką przedstawianie tych reguł jako danych przez Boga: „Kultura patriarchatu wykorzystuje religię, aby trzymać kobiety w posłuszeństwie”. Odpowiedz Link
beduinka Kompromisowy kostium kąpielowy dla małej muzułmank 18.06.05, 20:07 PAP, MFi /2005-06-18 00:06:00 Kompromisowy kostium kąpielowy dla małej muzułmanki Sąd w Hamburgu uznał, że dziewięcioletnia muzułmańska dziewczynka, której rodzice pochodzą z Pakistanu, może i powinna uczęszczać na organizowane przez szkołę lekcje pływania. Z kolei szkoła nie powinna protestować przeciwko noszeniu przez tę uczennicę zakrywającego całe ciało kostiumu kąpielowego. Taki kostium okazał się kompromisowym rozwiązaniem. Wcześniej hamburski sąd uznał rację szkoły, która obstawała przy udziale muzułmańskiej uczennicy w nauce pływania. Rodzice nie posyłali małej na basen, twierdząc, że byłaby tam zmuszana do "grzesznego postępowania". Odpowiedz Link
beduinka Saudyjczyk chce kupić dom Papieża 25.09.05, 13:25 Saudyjczyk chce kupić dom Papieża IAR; 2005-09-24 Wciąż nie został sprzedany dom w Marktl w Bawarii, gdzie w 1927 roku urodził Josef Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI. Właścicielka domu wystawiła go na aukcję, tłumacząc, że jej prywatność zakłócają tłumy turystów. Aukcja zakończyła się miesiąc temu, ale transakcji jeszcze nie sfinalizowano. Właścicielka rodzinnego domu Josefa Ratzingera Claudia Dandl spośród 30 chętnych wybrała sześciu. Prowadzi z nimi rozmowy, bo - jak zapewnia - nie chodzi jej o uzyskanie najwyższej ceny, lecz o to, by dom znalazł się we właściwych rękach. Podkreśla, że ważne jest, jak nowy posiadacz ma zamiar użytkować budynek. Wśród sześciu potencjalnych kupców są szejk z Arabii Saudyjskiej, osoba prywatna ze Stanów Zjednoczonych oraz "szacowna rodzina z Niemiec". Oferują od 2 do 5 milionów euro. Dom pochodzi z 1745 roku. Rzeczniczka właścicielki ocenia, że pertraktacje zakończą się najwcześniej za dwa tygodnie. Odpowiedz Link
beduinka Coraz więcej Niemców przechodzi na islam 16.01.07, 20:13 onet.pl, IAR, MFi /14.01.2007 06:32 Coraz więcej Niemców przechodzi na islam Coraz więcej Niemców przechodzi na islam. Jak podał tygodnik "Der Spiegel" w internetowym wydaniu, od lipca 2004 do czerwca 2005 r. religię muzułmańską przyjęły cztery tysiące obywateli Niemiec. Oznacza to czterokrotny wzrost w porównaniu z okresem poprzednich 12 miesięcy. "Der Spiegel" powołuje się na studium opracowane przez Centrum Islamskie w Soest. Badania sfinansowało federalne ministerstwo spraw wewnętrznych.REKLAMA Czytaj dalej O ile jeszcze przed kilku laty na islam przechodziły głównie kobiety, które wychodziły za mąż za muzułmanów, o tyle w badanym okresie motywacje nowych wyznawców islamu były różne. Salim Abdullah z Centrum Islamskiego podkreśla, że większość z nich podejmuje taką decyzję z własnej woli. Zdaniem berlińskiego imama Mohammeda Herzoga, wiele osób, które przyjmują islam, to chrześcijanie rozczarowani swoim wyznaniem. Natomiast socjolog religii Monika Wohlrab-Sahr wskazuje, że często motywacją jest poszukiwanie nowych przeżyć. "Ludzie chcą się odróżniać, stąd zainteresowanie islamem" - powiedziała tygodnikowi "Der Spiegel" pani socjolog. W Niemczech mieszkają ponad 3 miliony muzułmanów. Odpowiedz Link
beduinka Amerykańska armia urządza casting na Irakijczyków 18.02.07, 19:43 Amerykańska armia urządza casting na Irakijczyków gazeta.pl, Christian Fuchs, Der Spiegel 2007-02-16 Amerykańska armia poszukuje w Niemczech 600 Arabów, którzy zechcieliby odegrać rolę Irakijczyków podczas ćwiczeń wojskowych w tzw. Mini Iraku w sercu Bawarii. Dzięki symulacji warunków panujących w Iraku żołnierze amerykańscy mają nauczyć się obcowania z ludźmi z arabskiego kręgu kulturowego oraz szacunku do miejscowych przywódców. Przedpołudnie na Nestorstraße w Berlinie. Budynek z niebieskiego szkła naprzeciwko stacji kontroli pojazdów. Drogę na drugie piętro wskazują tablice informacyjne z napisem: "Casting/Info Statisten" (casting/spotkanie informacyjne dla statystów). W pustym, pomalowanym na biało pomieszczeniu siedzi 29 mężczyzn i 2 kobiety arabskiego pochodzenia. Z przodu stoi wysoki chudy Niemiec, który monotonnym głosem werbuje muzułmanów zebranych w sali do specjalnej pracy dla amerykańskiej armii. Na samym początku pyta: "Czy mają Państwo coś przeciwko współpracy z Amerykanami?". Niektórzy zainteresowani odpowiadają na to pytanie opuszczając salę. - Mogą Państwo wyjść w każdej chwili - woła nieco bezradnie Niemiec. Armia USA poszukuje obecnie 600 statystów mówiących po arabsku - m. in. poprzez ogłoszenia w berlińskiej bulwarówce "B.Z.", w których zaprasza do udziału w castingu w sprawie pracy. Tego typu spotkania odbywają się obecnie w wielu dużych miastach na terenie Niemiec. W dniach od 20 marca do 11 kwietnia amerykańska armia chce przeprowadzić symulację sytuacji w Iraku i potrzebuje do tego realistycznych warunków. Arabowie mają przez trzy tygodnie bez przerwy mieszkać w Combat Maneuver Training Center (wojskowy ośrodek szkoleniowy) w Hohenfels, położonym w Górnym Palatynacie w samym środku Bawarii, między Norymbergą i Regensburgiem. Fragment filmu "Weltverbesserer auf dem Schlachtfeld" ("Naprawiacz świata na polu bitwy") w reżyserii Teresiny Moscatiello przedstawia sceny, które zostały nakręcone w Hohenfels w 2003 roku podczas ćwiczeń symulujących sytuację w Iraku. Na wojskowym poligonie o powierzchni 16 tys. hektarów znajduje się dziesięć sztucznie założonych wsi, gdzie często odbywały się już takie symulacje. - Statyści mają przez 24 godziny na dobę ogrywać rolę Irakijczyków - mówi mężczyzna przeprowadzający casting w Berlinie. Kobiety muszą nosić na głowach muzułmańskie chusty, mężczyźni turbany. W obrębie poligonu znajduje się meczet, dom publiczny, wiele baraków i obiektów noclegowych dla "cywilów na polu bitwy" ("Civilians on the Battlefield (COB)") - jak w wojskowym żargonie nazywa się statystów. Ich zadaniem będzie udawanie: burmistrza, terrorystów, kobiet w ciąży, handlarzy. Amerykańskie jednostki wojskowe mają wypełniać podczas ćwiczeń określone zadania. Główne zadanie cywilów będzie polegać na nierozumieniu amerykańskich żołnierzy. Mini-Irak w sercu Bawarii W styczniu George Bush ogłosił nową strategię dla Iraku, w myśl której odpowiedzialność za bezpieczeństwo w kraju ma być w coraz większym stopniu przekazywana Irakijczykom. Ponadto Bush chce wysłać do Bagdadu kolejnych 21,5 tys. żołnierzy. Właśnie to ostatnie działanie ma na celu "ponowne przejęcie kontroli nad miastem, także w obliczu wojny domowej" - taką opinię w sprawie wyraża Benjamin Schreer, ekspert z grupy badawczej ds. polityki bezpieczeństwa w Stiftung Wissenschaft und Politik (Fundacja Nauka i Polityka). - Szczególnie trudne będzie przejęcie kontroli nad większymi grupami osób w obcym kulturowo środowisku miejskim. Zamachowcy często strzelają do amerykańskich wojsk z tłumu. Żołnierze będą ćwiczyć ze statystami właśnie na wypadek takich sytuacji. - W jednym ze scenariuszy 150 osób będzie odgrywać masową demonstrację - mówi mężczyzna, który rekrutuje statystów w Berlinie. Ponadto żołnierze mają być szkoleni, jak postępować z Arabami. Zostaną nauczeni zasad współżycia społecznego i szacunku. Przed odbyciem takich ćwiczeń wielu z nich po prostu nie wiedziałoby, jak mają się zachowywać w obcej kulturze. Nic dziwnego - większość amerykańskich żołnierzy w wieku 19-24 lat nigdy przedtem nie opuściła swojej ojczyzny. Klika tygodni po odbyciu szkolenia w obozie w Niemczech mają już walczyć w Iraku. Bernhard Bergbauer w 2003 roku uczestniczył we wcześniejszych ćwiczeniach w Hohenfels, symulujących sytuację w Iraku. W dokumentalnym filmie "Weltverbesserer auf dem Schlachtfeld" mówi o amerykańskich żołnierzach: - Podczas ćwiczeń mogli nauczyć się np. że do szejka nie mówi się: "I don't fucking care who you are!" ("Gówno mnie obchodzi, kim jesteś"), ale że trzeba go traktować z szacunkiem, bo to ważna osobistość, a także tego, że podczas demonstracji po prostu należy zachować spokój - mówi Bergbauer. Czasami jednak Bergbauer wątpi w sens takich szkoleń. - Kiedy słyszymy, że podczas demonstracji w Iraku zastrzelono trzech cywilów, nasuwa się pytanie, czy te ćwiczenia rzeczywiście coś dają - mówi Bergbauer. Dać się zastrzelić za 90 euro Po wstępie wygłoszonym przez prowadzącego rekrutację na berlińskiej Nestorstraße wywiązuje się dyskusja. Pewien Libańczyk chce wiedzieć, w jaki sposób chronieni są odtwórcy ról i czy ze względów bezpieczeństwa do uczestnictwa w szkoleniach zostanie dopuszczona prasa. - Kto nam zagwarantuje udzielenie pomocy w przypadku, gdy Amerykanie popełnią jakiś błąd? - krzyczy. - Co obchodzi Jankesów jakiś zabity Arab! Robi się niespokojnie. - Nie, żadne słowo na temat akcji nie przedostanie się na zewnątrz. Na poligonie nie będzie żadnych mediów -zapewnia niemiecki pracownik- Będą Państwo zatrudnieni w niemieckiej firmie. Obowiązują tu najwyższe środki bezpieczeństwa. Do tej chwili pomieszczenie opuściła już ponad połowa Arabów. Chcieli trafić do filmu, a ta oferta wcale nie wydaje im się kusząca - 21 dni spędzonych wśród granatów dymnych i oślepiających, zamaskowanych jeepów oraz helikopterów Black Hawk, dopóki nie zostanie się na niby zastrzelonym z karabinów na podczerwień. Niektóre symulacje trwają dziesięć godzin, inne całą dobę. Pensja dla wielu nie jest przekonująca. Za dzień pracy statysta otrzymuje 90 euro. Kto wyjedzie przed upływem trzech tygodni, otrzyma jeszcze mniejszą kwotę. Palestyńczyka Mohamada Kaboulito to nie odstrasza. Jest jednym z kandydatów, którzy pozostali. - Będę wykonywać każdą pracę, którą dostanę - mówi asystent kupca. Jest bezrobotny, a musi zapewnić byt swojej rodzinie. 27-letni muzułmanin twierdzi, że do USA ma "normalny stosunek". Najpierw otrzymuje podstawowe informacje na temat pracy, potem musi wypełnić kwestionariusz oceny. Następnie zdaje test z języka niemieckiego i angielskiego. Później, w momencie podpisywania umowy, będzie musiał doręczyć zaświadczenie o niekaralności, wystawione przez policję, kartę ubezpieczenia społecznego, dowód ubezpieczenia zdrowotnego i kartę podatkową. Zbyt duże wymagania, zbyt wiele zastrzeżeń Casting w Berlinie jest organizowany przez firmę b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH, która realizuje publiczne zamówienie armii USA wraz z przedsiębiorstwem Detektei - Service und Sicherheit. b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH milczy na temat szczegółów swojej działalności, gdyż nie chce trafić na czołówki gazet, tak jak firma Optronic GmbH & Co, która organizowała castingi do 2005 roku. Od 1999 roku przedsiębiorstwo działało na zlecenie USA i nie wychodziło na tym źle. Dziennik "Taz" przypuszcza, że właściciel firmy, Hans-Werner Truppel, zwerbował w sumie ponad 3 tys. statystów do odgrywania ról na polu bitwy i otrzymywał za to od amerykańskiego wojska 10 mln euro rocznie. W 2002 roku próbował jednak nielegalnie przewieźć do Korei Północnej 22 tony bezszwowych rur aluminiowych do produkcji uranu nadającego się do tworzenia broni jądrowej. Po ponad rocznym pobycie w tymczasowym areszcie w maju 2004 roku Truppel został skazany na cztery lata pozbawienia wolności za naruszenie przepisów niemieckiej ustawy o obrocie towarowym z zagranicą i próbę Odpowiedz Link
beduinka 2 Amerykańska armia urządza casting na Irakijcz 18.02.07, 19:43 Casting w Berlinie jest organizowany przez firmę b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH, która realizuje publiczne zamówienie armii USA wraz z przedsiębiorstwem Detektei - Service und Sicherheit. b.o.r.k. Dienstleistungen GmbH milczy na temat szczegółów swojej działalności, gdyż nie chce trafić na czołówki gazet, tak jak firma Optronic GmbH & Co, która organizowała castingi do 2005 roku. Od 1999 roku przedsiębiorstwo działało na zlecenie USA i nie wychodziło na tym źle. Dziennik "Taz" przypuszcza, że właściciel firmy, Hans-Werner Truppel, zwerbował w sumie ponad 3 tys. statystów do odgrywania ról na polu bitwy i otrzymywał za to od amerykańskiego wojska 10 mln euro rocznie. W 2002 roku próbował jednak nielegalnie przewieźć do Korei Północnej 22 tony bezszwowych rur aluminiowych do produkcji uranu nadającego się do tworzenia broni jądrowej. Po ponad rocznym pobycie w tymczasowym areszcie w maju 2004 roku Truppel został skazany na cztery lata pozbawienia wolności za naruszenie przepisów niemieckiej ustawy o obrocie towarowym z zagranicą i próbę wsparcia produkcji broni atomowej. W 2005 roku armia rozpisała nowy przetarg na zamówienie publiczne w zakresie organizacji castingów. Wojsko amerykańskie trenuje z muzułmańskimi statystami od 2003 roku. - Znalezienie ich w Niemczech wcale nie jest takie proste - mówi Timothey L. Good odpowiedzialny za proces rekrutacji "cywilów na polu bitwy". Mężczyzna rekrutujący statystów w Berlinie stwierdza również, że nie tylko wymagania stawiane aktorom-amatorom są zbyt wysokie, lecz także zastrzeżenia kandydatów wobec USA są zbyt duże. Dlatego w pustej sali na Nestorstraße pod koniec castingu siedzą już tylko cztery osoby zainteresowane pracą statysty. (C) 2007 Der Spiegel Odpowiedz Link
camel_3d Re: NIEMCY 09.01.08, 10:04 Muzulmanie w Niemczech sa slabo zintergowani, zreszta jak w wiekszosci krajow. Udzial w ciezkich przestepstwach mlodziezy arabskiej i turecjiej wynosci ponad 70%,..a jest och zaledwioe 5% spolecznestwa. pielegnuja swoje tradycje i religie az do chorego poziomu zabijania corek, ktore nie chca nosci chust lub zyc jak uciemiezone muzulmani. To sporadyczne przypadki..ale w roku 2007 bylo ich prawie 60. Zmuszaja swoje dzieci do aranzowanych malzenstw z ludzmi. Czesto te osob to osoby z ich "rodzinnego" kraju, bez wyksztalcenia i znajomosci jezyka. Kobiety sprowadza sie po to zeby rodzily dzieci, siedzialy na socjalu itd. Mezczyzn, bo muzulmanin nie zgodzi si ena slub corki z nie-muzulmaninem. Wiec lepsze leniwy z wlasnego kraju niz pracowity niemiec. ITD.. ale to bardzo ogolnie. Wiele osob (rowniez muzulmanow) odcina sie od tej masowej spolecznosci. zyja i pracuja jak kazdy opbywatel..tylko tych jest w porownaniu z "masowka" malo. Odpowiedz Link
beduinka WIELKA BRYTANIA - Brytyjski muzułmanin w Hamasie 09.03.04, 21:19 Brytyjski muzułmanin w Hamasie Brytyjski muzułmanin przeprowadził jeden z samobójczych zamachów w Tel Awiwie w 2003 r. - wynika z kasety wideo upublicznionej przez palestyński Hamas. To pierwszy przypadek, kiedy Hamas posłużył się cudzoziemcem w walce z Izraelem. Zdaniem obserwatorów świadczy to o umiędzynarodowieniu tej organizacji, która próbuje się włączyć do "ogólnoświatowego starcia islamu z Zachodem". Wlk. Brytania już przed kilkoma miesiącami informowała, że jej obywatele działają w terrorystycznych organizacjach na terenie Izraela i Zachodniego Brzegu. źródło: gazeta.pl, tobi 09-03-2004 Odpowiedz Link
beduinka Matka wybrała mu żonę,bo samNIEmógł się zdecydować 15.02.07, 00:45 onet.pl, wenn /15.02 00:19 Matka wybrała mu żonę, bo sam nie mógł się zdecydować Yusuf Islam poprosił swoją matkę o pomoc w wyborze kandydatki na żonę, ponieważ nie potrafił samodzielnie zdecydować, z kim spędzi resztę życia. Brytyjski artysta, który w 1978 roku pożegnał się z pseudonimem Cat Stevens i przeszedł na islam, zapewnia, że zawarte w 1979 roku małżeństwo z Fauzia Mubarak Ali nie było zaaranżowane przez rodziców, jednak matka rzeczywiście pomogła mu w wyborze żony. -Ludzie uważają, że moje małżeństwo zostało zaaranżowane, ponieważ uczestniczyła w tym moja matka. Prawda jest taka, że brałem pod uwagę dwie kobiety, z którymi się spotykałem. Przedstawiłem obie mojej matce i zapytałem ją o radę, po czym poszedłem za jej wskazówkami. Oczywiście to był również mój wybór, ale pozwoliłem, aby matka miała swój udział w mojej decyzji. Odpowiedz Link
beduinka Brytyjskie zasiłki socjalne dla "haremów" 27.04.07, 10:45 info.onet.pl, WENN, ML /27.04.07 00:16 Brytyjskie zasiłki socjalne dla "haremów" Osiedlający się w Wielkiej Brytanii imigranci, którzy mają kilka żon, mogą pobierać na swoje "haremy" specjalne zasiłki socjalne - chociaż zgodnie z brytyjskim prawem bigamia jest przestępstwem karanym pozbawieniem wolności do lat 7. Zgodnie z zasadami islamu, muzułmanin może mieć nawet cztery żony, pod warunkiem, że będzie w stanie zapewnić każdej z nich godziwe życie. Chociaż w Wielkiej Brytanii bigamia jest nielegalna, imigranci, którzy zawarli związki małżeńskie w kraju, gdzie poligamia jest zgodna z prawem, mogą w pełni korzystać z brytyjskiego systemu świadczeń społecznych. Parlamentarzyści brytyjscy domagają się jak najszybszej zmiany przepisów i usunięcia rozbieżności. Odpowiedz Link
beduinka Islamskie protesty przeciw Salmanowi Rushdiemu 23.06.07, 02:14 Tydzień islamskich protestów przeciw Salmanowi Rushdiemu pit2007-06-23, Uliczne protesty, palenie flag, rezolucje w parlamentach, głosy potępienia ze strony rządów - tak świat islamu zareagował na przyznanie przez królową brytyjską tytuł szlacheckiego pisarzowi Salmanowi Rushdiemu. Choć od uroczystości nadania szlachectwa mignął już tydzień, nie milkną głosy oburzenia. Protestowano na ulicach miast Iranu, Pakistanu, Malezji i Kaszmiru. Wolny od pracy piątek dał okazję to nasilenia demonstracji. Po piątkowej modlitwie islamscy radykałowie wyszli na ulice głównych miast Pakistanu - Karachi, Lahore i Islamabadu. Uczestnicy liczących po kilka tysięcy osób manifestacji palili brytyjskie flagi i kukły przedstawiające Rushdiego Urodzony w Indiach Salman Rushdie naraził się muzułmanom w 1988 r. powieścią pt. "Szatańskie wersety". Zawarte w niej opisy życia proroka Mahometa część muzułmanów uznała za bluźniercze. Rok później duchowy przywódca Iranu ajatollah Chomeini wydał fatwę (klątwę) z wyrokiem śmierci na Rushdiego. W obawie o życie pisarz pozostawał w ukryciu przez dziesięć lat. Napięcie między Londynem i fanatykami islamskimi wzrosło w poniedziałek za sprawą wypowiedzi pakistańskiego ministra ds. religii Mohammeda Ejaz-ul-Haqa. - Jeśli ktoś popełnia zamachy samobójcze w obronie honoru proroka Mahometa, jego krok jest usprawiedliwiony - oświadczył podczas debaty parlamentarnej tuż przed jednogłośnym potępieniem przyznania pisarzowi tytułu szlacheckiego przez brytyjską królową. Słowa ministra spotkały się z potępieniem Londynu. Do protestu przyłączył się MSZ Francji. Rządy Iranu i Pakistanu wezwały w środę brytyjskich ambasadorów, żądając odebrania pisarzowi tytułu szlacheckiego. - Konsekwencje prowokacji, która rozgniewała muzułmanów, będą skierowane w brytyjską królową i rząd - groził irański przedstawiciel ds. kontaktów z Europą Ibrahim Rahimpour. Zapewnienia Brytyjczyków, że Rushdiego uhonorowano za dokonania literackie oraz że rząd brytyjski szanuje Islam, nikogo nie uspokoiły. - Obraźliwy, podejrzany i nieprzemyślany krok brytyjskiego rządu jest oczywistym znakiem islamofobii, która dogłębnie zraniła uczucia 1,5 mld muzułmanów - grzmiał Rahimpour. Wczoraj decyzję królowej potępił premier Pakistanu Shaukat Aziz. To najwyższy rangą polityk pakistański, który przyłączył się do protestów. Choć w 1998 r. irański rząd umiarkowanego prezydenta Mohammada Chatamiego oświadczył, że nie popiera już wyroku śmierci na pisarza, fatwa wciąż obowiązuje. Rok temu podtrzymał ją ajatollah Ali Chamenei. - Rushdie to renegat, którego zabicie znalazłoby w Islamie usprawiedliwienie - powiedział. W czwartek stowarzyszenie pakistańskich kupców obiecało dziesięć milionów rupii, czyli 165 tys. dolarów, za głowę pisarza. Nie przebili Irańskiej Fundacji Męczenników, która rok temu zaoferowała 2,8 mln dolarów. Źródło: Gazeta Wyborcza Odpowiedz Link
beduinka Brytyjka poślubiła syna Osamy bin Ladena 11.07.07, 14:11 ostrzegam: artykulik jest napisany w głupiutki sposób! onet.pl, PAP, JG / 11.07.2007 Brytyjka poślubiła syna Osamy bin Ladena - 51-letnia Brytyjka Jane Felix-Browne została drugą żoną 27-letniego syna Osamy bin Ladena - Omara i ubiega się dla niego o wizę, by mógł odwiedzać Wielką Brytanię - poinformował brytyjski dziennik "Times". - Po prostu poślubiłam mężczyznę, którego spotkałam i w którym się zakochałam, dla mnie to po prostu Omar. Jego serce jest czyste, jest pobożny, spokojny, jest gentlemanem i moim największym przyjacielem - mówi w rozmowie z gazetą Jane Felix-Browne. - Byłoby miło, gdybym mogła jak każda inna mężatka powiedzieć, że to jest mój mąż, tak i tak się nazywa, lecz muszę być realistką. Mam tylko nadzieję, że ludzie nie będą mnie zbyt surowo oceniać. Poślubiłam syna, a nie ojca - dodaje. Jane Felix-Browne wyznaje, że ma świadomość, iż niektórzy ludzie będą wrogo nastawieni do jej małżeństwa. Pani Felix-Browne, która ma za sobą już pięć małżeństw, spotkała Omara we wrześniu w Egipcie. Bajeczny romans zaczął się, gdy młody bin Laden zobaczył Jane, jak jeździła konno niedaleko piramidy Cheopsa. Ślub wzięli w Egipcie i Arabii Saudyjskiej w obrządku islamskim i obecnie czekają na pozwolenie od władz w Rijadzie na legalizację związku. "Times" nie podaje, kiedy doszło do ślubu. Jak twierdzi panna młoda, "Omar jest wobec wszystkich ostrożny. Nieustannie obserwuje ludzi, którzy według niego mogą go śledzić. Nie bez powodu obawia się kamer. Jest synem Osamy. Ale kiedy jesteśmy razem, zapomina o bożym świecie". Pani Felix-Browne przyznaje, że poznała członków rodziny bin Ladena, kiedy mając 16 lat była żoną Saudyjczyka. Jak twierdzi, poznała Osamę bin Ladena w latach 70. na przyjęciu w Londynie. "Times" przypomina, że Omar bin Laden opuścił Arabię Saudyjską, gdy jego ojciec został stamtąd wydalony za ekstremistyczne poglądy. Żyjąc na wygnaniu w Sudanie, a później w Afganistanie, widział jak powstaje i działa Al- Kaida. "Omar nie zrobił niczego złego. Był dzieckiem, kiedy był w Afganistanie" - tłumaczy nowa żona młodego bin Ladena. Dodaje, że Osamę "po raz ostatni widziała w 2000 r., kiedy razem z synem byli w Afganistanie". "Opuścił ojca, gdyż uważał, że nie należy walczyć, czy być w armii. Omar szkolił się na żołnierza i miał tylko 19 lat" - zaznacza. "Powiedział mi, że nie miał kontaktu ze swoim ojcem od dnia, kiedy go opuścił. Tęskni za ojcem. Omar nie wie, czy to jego ojciec był odpowiedzialny za zamachy z 11 września. Nie sądzę byśmy się kiedykolwiek dowiedzieli" - powiedziała Felix-Browne "Timesowi". Jane Felix-Browne, która przybrała islamskie imię Zaina Mohamed, ma trzech synów i pięcioro wnucząt. Omar ma już żonę i dwuletnie dziecko. Do Omara Zaina zwraca się "habibi", czyli "mój kochany". Ma nadzieję, że mąż przyjedzie do Wielkiej Brytanii, ale obawia się, że "może mu się nie spodobać pogoda". Odpowiedz Link
beduinka Brytyjski biskup kontra islam 08.01.08, 09:38 Brytyjski biskup kontra islam mkuz 2008-01-08, GW Śpiew muezina, który zwołuje na modlitwę do meczetu, przeszkadza nam bardziej niż dzwony w kościele - uważa brytyjski biskup Rochester. Na Wyspach rozpętała się religijna awantura Ostry spór o rolę i naturę islamu w Wielkiej Brytanii zaczął się, gdy w niedzielnym wydaniu konserwatywnego "Daily Telegraph" ukazał się tekst anglikańskiego biskupa. Wielebny Michael Nazir-Ali napisał m.in., że na Wyspach trudno jest żyć razem z muzułmanami, niektóre islamskie dzielnice miast to strefy, do których nie można wejść, a młodzież w tych miejscach może być wychowywana w duchu ekstremizmu. Wspomniał też - i to wywołało chyba największy oddźwięk - że społeczności muzułmańskie eskalują swoje żądania, m.in. żądając zezwoleń na zwoływanie do meczetu na modły przez muezina. Takie nawoływanie jest normą w państwach arabskich, ale nie w Europie. W samej Wielkiej Brytanii na 2 tys. meczetów jedynie nieliczne mają taką możliwość. Organizacje islamskie na Wyspach natychmiast oskarżyły biskupa o szerzenie nienawiści religijnej i zażądały jego ustąpienia. - To fałszywy obraz rzeczywistości. Nasze społeczności są znacznie lepiej zintegrowane niż dziesięć lat temu, więc jeśli Kościół anglikański jest odpowiedzialny, powinien podjąć konkretne kroki w sprawie tych opinii - mówił "Daily Telegraph" Ajmal Masoor z Towarzystwa Muzułmańskiego Wielkiej Brytanii. Jednak odwołania biskupa Nazir-Alego zapewne nie będzie. Większość hierarchów Kościoła anglikańskiego jest zdania, że Nazir-Ali powiedział otwarcie o problemie, który z powodu politycznej poprawności jest rzadko dyskutowany. Biskup Blackburn Nicholas Reade stwierdził, że chrześcijanie mogą mieć kłopoty z kultywowaniem swojej wiary w tych regionach Anglii, gdzie społeczności imigranckie są silne. Sam duchowny, który rozpętał ostrą dyskusję, należy do barwnych postaci anglikańskiego Kościoła. To Pakistańczyk wychowany w wierze chrześcijańskiej i pierwszy niebiały hierarcha nominowany na tak wysokie stanowisko w Wielkiej Brytanii. Nazir-Ali znany jest z kontrowersyjnych sądów - to on powiedział m.in., że obowiązkiem małżeństw jest posiadanie dzieci, a bezdzietne pary "tylko sobie dogadzają". Źródło: Gazeta Wyborcza Odpowiedz Link
beduinka Polki na Wyspach przechodzą na islam 18.03.08, 20:39 Polki na Wyspach przechodzą na islam polonia.wp.pl/country,0,kat,0,title,Polki-na-Wyspach-przechodz%B1-na-islam,wid,9765381,wiadomosc.html?ticaid=158dd (głupawy artykulik) Odpowiedz Link
beduinka Europa z chustą na głowie 21.03.04, 00:04 AGATA SKOWRON-NALBORCZYK Europa z chustą na głowie Kiedy myślimy o cywilizacjach chrześcijańskiej (czy szerzej: europejskiej) oraz muzułmańskiej, uważamy, że tradycyjnie były one od siebie oddzielone terytorialnie. Ta pierwsza określona jest geograficznie już przez swoją nazwę, natomiast tę drugą zwykliśmy uważać za właściwą dla obszarów Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu czy dalszych części Azji. Osobność cywilizacji europejskiej wydaje się podkreślana przez fakt, że kształtowała się ona w opozycji właśnie do islamu. Europejska tożsamość, jak udowodnił to Josep Fontana, kształtowała się w zetknięciu z innymi, "niewiernymi" czy "barbarzyńcami". To właśnie obrona własnych wartości przed naporem islamu stanowiła w dużym stopniu podstawy tworzenia się kultury europejskiej. Nie bez przyczyny po raz pierwszy mieszkańcy naszego kontynentu nazwali się Europejczykami w roku 732 - miało to miejsce w kronice opisującej chrześcijan zagrożonych przez ekspansję muzułmańską. W naszej świadomości panuje także przekonanie, że obie te cywilizacje są nie tylko rozdzielone geograficznie, ale też osobne w sensie kulturowym, że ich wartości są sprzeczne, nieprzystające do siebie i, stanowiąc wyłącznie wzajemne zagrożenie, mogą tylko rywalizować o wpływy we współczesnym świecie. Na tym tle niepokojącym faktem może wydawać się rosnąca populacja muzułmanów na terenie Europy, którą szacuje się dziś na około 40 milionów1 (w tym ludność napływową tej religii w Europie Zachodniej i Środkowej na 15 milionów, rodzimą zaś na 25 milionów), co stanowi już mniej więcej 5% ogółu mieszkańców tego kontynentu. Głównie jako niebezpieczna postrzegana jest ludność napływająca z różnych krajów Azji czy Afryki. Powoli jednak zaczyna być traktowana w ten sposób także autochtoniczna ludność muzułmańska, jako również w pewien sposób obca europejskiemu systemowi wartości i podatna na wpływy fundamentalistyczne, płynące z krajów islamu. Sytuacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż to na pierwszy rzut oka wygląda, a traktowanie wspólnot muzułmańskich, tak napływowych, jak i rodzimych, jako potencjalnych źródeł zagrożenia, przynosi nieoczekiwane i niepożądane skutki. Tradycyjna religia europejska? Przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia o podziale terytorialnym pomiędzy światem europejsko-chrześcijańskim a światem islamu jako o czymś stałym i odwiecznym, a przecież z historycznego punktu widzenia nie zawsze tak było. Obecność muzułmanów na terenie kontynentu europejskiego ma bardzo długą historię i sięga początków istnienia islamu. Pierwszy jej etap należy już do przeszłości - chodzi oczywiście o muzułmański okres w historii Hiszpanii (VIII- XV w.) oraz rządy muzułmańskie na Sycylii (IX-XI w.) i w południowych Włoszech (IX-X w.). Mimo że muzułmanie zostali usunięci z tych terenów, wpływy ich kultury rozprzestrzeniły się na całą Europę. Nie miejsce tu na wymienianie poszczególnych aspektów i zasięgu tych wpływów, wystarczy wspomnieć może choćby o omawianych wielokrotnie zasługach Arabów dla filozofii lub medycyny, czy mniej znanych związkach wysławianej przez prowansalskich trubadurów miłości idealnej, niespełnionej, prowadzącej do doskonalenia duchowego - z wcześniejszym, podobnym wzorcem miłości idealnej, występującym w liryce arabskiej, m.in. właśnie andaluzyjskiej. Kiedy muzułmanie wciąż byli obecni na terenie Hiszpanii, mongolskie podboje na wschodzie Europy kładły w XIII w. podstawy dla trwającej do dzisiaj obecności muzułmanów w innej części kontynentu. Potomkowie tych najeźdźców utworzyli bowiem muzułmańskie organizacje państwowe, których pozostałością są liczne skupiska Tatarów i innych tureckojęzycznych grup, rozmieszczone od środkowej Wołgi po Kaukaz i Krym. Wielu z nich zawędrowało jeszcze dalej i potomków ich można spotkać dziś na wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli w Polsce, na Litwie i Białorusi; niektórzy dotarli nawet do Finlandii. Prawie równolegle z wypieraniem muzułmanów z Hiszpanii inni wyznawcy tej religii, Turcy osmańscy, rozpoczynali swą ekspansję od strony Półwyspu Bałkańskiego. Ich podboje i późniejsze panowanie na tych terenach, zakończone w XIX w., są przyczyną obecności populacji muzułmańskich w Grecji, Bułgarii, Rumunii, Albanii czy Bośni. Jest to ludność turecka, która pozostała po wycofaniu się władzy osmańskiej, lub zislamizowana ludność autochtoniczna, jak np. słowiańscy Bośniacy, również słowiańscy Pomacy w Bułgarii i Grecji, czy wreszcie Albańczycy. Jak zatem widać, wbrew temu, co utarło się mniemać, islam był obecny na terenach Europy prawie od początku swoich dziejów, a przez to wartości jego kultury na stałe wpisały się w szeroko pojętą cywilizację europejską i widoczne są do dzisiaj: od obecności w krajobrazie, przez architekturę czy stroje narodowe, po wpływy w literaturze i filozofii. Najbardziej dynamiczna religia w Europie Do połowy XX w. ludność muzułmańska mieszkała głównie na terenie Bałkanów i Rosji, mniejszości zaś tej religii w innych państwach były traktowane jako lokalne zjawiska, dodające kolorytu krajobrazowi. Muzułmanie ci posiadali obywatelstwo w swoich rodzimych krajach i niczym, poza religią lub czasem wyglądem zewnętrznym (jak niektórzy polscy Tatarzy), nie odróżniali się od współobywateli. Mniejszości te były zintegrowane z lokalnymi społecznościami, a reprezentujące ich organizacje były uznawane przez prawo. Dopiero w II połowie XX w. liczne grupy muzułmanów zaczęły się pojawiać w pozostałych częściach Europy, szczególnie na zachodzie. Proces ten, będący jednym ze skutków kolonialnego panowania mocarstw europejskich, rozpoczął się już wcześniej, niemniej znaczące rozmiary przybrał dopiero w wyniku powojennej imigracji, gdy zabrakło rąk do pracy, początkowo przy odbudowie ze zniszczeń wojennych, a potem w szybko rozwijających się gospodarkach państw kapitalistycznych. Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku napływ imigrantów, w tym muzułmanów, przybierał na sile. Przybywali oni jako gastarbeiterzy, ale także jako studenci, czy też poszukujący azylu uciekinierzy polityczni. Pochodzą prawie ze wszystkich krajów muzułmańskich, od Indonezji do Senegalu i choć liczebnie przeważają tu Turcy i Marokańczycy, skład etniczny mniejszości muzułmańskich jest w każdym państwie europejskim różny, w zależności od jego specyfiki (np. położenie geograficzne) i historii. Z powodu takiej, a nie innej kolonialnej przeszłości we Francji przeważają Maghrebijczycy (czyli mieszkańcy północnej Afryki na zachód od Libii), znający od początku język francuski i mający z tego powodu mniejsze problemy z adaptacją; w Wielkiej Brytanii mamy do czynienia ze znaczącą populacją Pakistańczyków, w Austrii - Bośniaków. Islam jest w Europie najbardziej dynamiczną religią. Notuje najwyższy przyrost wyznawców, nie tylko dzięki napływowi imigrantów, ale także dzięki wysokiemu przyrostowi naturalnemu. Jego wyznawcy tworzą drugą co do liczebności wspólnotę religijną nie tylko we Francji, ale także np. w Austrii. Proces migracji z krajów muzułmańskich do Europy nie jest zakończony, w znacznym stopniu ma jednak charakter nielegalny. W związku z sytuacją po wydarzeniach 11 września 2001 roku kraje Unii Europejskiej zaostrzyły swoją politykę, wymierzoną przeciwko nielegalnemu napływowi imigrantów, w tym muzułmanów. Utrzymanie liczby europejskich muzułmanów na stałym poziomie jest jednak niemożliwe, choćby ze względów demograficznych. Mówienie o islamie jako takim, czy o jedności wszystkich europejskich muzułmanów jest niewłaściwe, choć oczywiście religia ta stanowi pewien łączący wyznacznik. Niemniej wyraźnie widać, że poszczególnym grupom trudno przekroczyć dzielące je granice, a nawet zdobyć się na podejmowanie starań w tym kierunku. Szyiccy Irańczycy zazwyczaj trzymają się z daleka od centralnych organizacji Odpowiedz Link
beduinka Re: Europa z chustą na głowie 21.03.04, 00:05 Mówienie o islamie jako takim, czy o jedności wszystkich europejskich muzułmanów jest niewłaściwe, choć oczywiście religia ta stanowi pewien łączący wyznacznik. Niemniej wyraźnie widać, że poszczególnym grupom trudno przekroczyć dzielące je granice, a nawet zdobyć się na podejmowanie starań w tym kierunku. Szyiccy Irańczycy zazwyczaj trzymają się z daleka od centralnych organizacji muzułmańskich, zwykle zdominowanych przez sunnickich Turków czy Arabów, a portugalscy ismailici indyjskiego pochodzenia utrzymują chętniej kontakty z podobnymi grupami w Wielkiej Brytanii, a nawet Brazylii, niż z innymi muzułmanami na terenie Portugalii. Trudno także porównać problemy wracających z wygnania Tatarów Krymskich z kłopotami, z którymi borykają się nieznający języka niemieckiego gastarbeiterzy tureccy w RFN. Nie mówiąc już o dylematach młodych Turków urodzonych w Niemczech, lecz niemogących uzyskać obywatelstwa tego kraju ze względu na prawny związek obywatelstwa z narodowością niemiecką. Zagrożenie dla wartości europejskich? Populacja muzułmańska na terenie Europy stale rośnie, a jej obecność jest coraz bardziej widoczna. Muzułmanie to już nie tylko gastarbeiterzy, samotni mężczyźni, przebywający tymczasowo na obczyźnie. Gdy dołączyły do nich rodziny, w państwach europejskich pojawiło się drugie i trzecie pokolenie muzułmanów o obcych korzeniach. Ci urodzeni w Europie, znający często lepiej język kraju pobytu niż mowę przodków, nie traktują swego zamieszkania tutaj jako przejściowego pobytu. Oni są tu na stałe i wynikiem tego jest ich rosnąca troska o infrastrukturę religijną: o meczety, sale modlitw, szkoły religijne oraz zapewnienie takich warunków prawnych, które pozwoliłyby im na wypełnianie obowiązków religijnych oraz pielęgnowanie kulturowego dziedzictwa. Ponieważ wielu z nich buduje swoją tożsamość, opierając się na religii, powodem gorących dyskusji staje się kwestia, czy tradycyjne wartości islamu dadzą się pogodzić z wartościami zakorzenionymi w cywilizacji europejskiej. Debaty te rozgorzały w wyniku takich wydarzeń, jak rewolucja islamska w Iranie, wojna domowa w Libanie, sprawa "Szatańskich wersetów" Rushdiego, wojna w Zatoce, dyskusje na temat hidżabu (tradycyjnej zasłony dla kobiet) w szkołach, a ostatnio ataki terrorystyczne na USA. Co więcej, pojawia się wiele głosów twierdzących, że religia ta nie tylko może stanowić zagrożenie dla tradycyjnej kultury europejskiej, lecz że jej wartości są zasadniczo niezgodne z zasadami demokracji. Wskazuje się tutaj na brak poszanowania dla praw człowieka, a zwłaszcza na niską pozycję kobiety w społeczeństwie. Islam ma ponoć także zagrażać bezpieczeństwu państwowemu, przez związki mniejszości z ruchami fundamentalistycznymi, uformowanymi na terenie krajów ich pochodzenia. Te wyrażane często lęki są w większości przypadków sztuczne i nie znajdują odbicia w rzeczywistości. Dzieje się tak z wielu powodów. Przede wszystkim sami muzułmanie europejscy wywołali, jak dotychczas, naprawdę mało incydentów, które mogłyby być uzasadnieniem dla tego typu obaw. Najczęściej demonstracje i akty protestu odbywają się w krajach, które nie przyznały islamowi oficjalnego statusu i celem manifestantów jest właśnie uzyskanie tegoż statusu dla własnej religii. Miejscem tego typu akcji jest np. Wielka Brytania. Z kolei w Portugalii muzułmanie, nieposiadający także oficjalnego statusu mniejszości religijnej, starają się osiągnąć swe cele w pokojowy sposób, współpracując nawet ze znajdującymi się w podobnej sytuacji wyznawcami judaizmu. Natomiast bardzo często muzułmanie występują jako ofiary napaści czy prześladowań, jak ma to miejsce np. w Niemczech. W sprawie Rushdiego, która uważana jest za dowód nieprzystawalności islamu do wartości zachodnich, większość organizacji muzułmańskich w Europie odrzuciła orzeczenie Chomeiniego, choć jednocześnie organizacje te potępiły samą książkę. Tylko niewielka grupa ekstremistów, pod żadnym względem niereprezentatywna dla ogółu, poparła fatwę przywódcy rewolucji islamskiej. Takie małe ugrupowania można znaleźć w obrębie każdej religii czy ideologii. Poza tym podnoszona zależność grup imigrantów od politycznych przywódców Bliskiego Wschodu, którym przypisuje się silną muzułmańską inspirację, nie znajduje odbicia w rzeczywistości. Wymieniany często w tym kontekście Saddam Husajn związany jest przecież z sekularystyczną, a nawet antyreligijną ideologią partii Al-Bas. Co ciekawe, przywódca Serbów z Bośni i zbrodniarz wojenny Radovan Karadžić określany jest w tychże samych europejskich mediach po prostu jako nacjonalista, bez żadnych odniesień do religijnego, w tym wypadku chrześcijańskiego podłoża jego ideologii. Omawianie zaś odkrytych ostatnio śladów działalności Al-Kaidy w państwach europejskich odbywa się bez jakiejkolwiek wzmianki, że działalnością tą zajmują się małe grupki ekstremistów, z którymi znacząca większość ludności muzułmańskiej, przybyłej do Europy w celu znalezienia pracy i poprawienia warunków życia, nie ma i nie chce mieć nic wspólnego. Działania grup terrorystycznych, określających się jako muzułmańskie, są bowiem niewygodne dla samych muzułmanów, gdyż podważają podstawy ich i tak niepewnej egzystencji w nowych krajach oraz niosą ze sobą niebezpieczeństwo inwigilacji czy innych niedogodności, w tym kłopotów ze znalezieniem pracy. Działania te dodatkowo przyczyniają się do pogłębiania i tak już negatywnego obrazu wyznawcy islamu, jaki ugruntował się w Europie przez wieki i trwa do dzisiaj, a nawet są powodem postrzegania imigrantów muzułmańskich jako ludzi, tworzących z założenia środowiska kryminogenne. Uprzedzenia oraz odbieranie islamu i jego wyznawców jako wrogów kultury zachodniej nie jest niczym nowym i sięga początków kontaktów muzułmańsko- chrześcijańskich. Pojawiało się ono już w średniowiecznych polemikach teologów chrześcijańskich, a nasileniu ulegało w czasie konfliktów ideologiczno- politycznych, których źródłem były wojny krzyżowe, walki z Turcją osmańską, a później panowanie mocarstw kolonialnych, czy wreszcie obecne antagonizmy na Bliskim Wschodzie. Negatywne wyobrażenia odrodziły się w Europie w dużej mierze w wyniku powstania na jej terenie znaczących skupisk wyznawców islamu, a nasiliły się szczególnie w obliczu zastoju gospodarczego i zagrożenia bezrobociem. Wobec tego ostatniego imigranci stają się konkurencją na rynku pracy. Niechęć do islamu i muzułmanów podsycana jest przez organizacje polityczne o zabarwieniu prawicowo-nacjonalistycznym, jak choćby ugrupowanie Jörga Haidera w Austrii, czy nowe ruchy w Danii lub Holandii, które odkryły, że antymuzułmańska, populistyczna propaganda pomaga im w czasie wyborów. Używanie argumentów przeciw religii pomaga takim środowiskom uniknąć posądzenia o szerzenie nienawiści rasowej, zabronionej przez prawo i karanej. Muzułmanie wobec Europy Powielanie negatywnych stereotypów na temat islamu oraz uogólnianie zagrożenia ze strony niewielkich grup ekstremistów prowadzi do stygmatyzacji muzułmanów w codziennych kontaktach, a przez to często także do wykluczania ich z wielu sfer oficjalnego życia. Ma to niekorzystny wpływ na postawy, jakie muzułmanie, jako imigranci, przyjmują wobec rzeczywistości krajów pobytu. Sprzyja bowiem przyjęciu postawy odrzucenia zastanej kultury w całości, postrzegania jej jako zepsutej i dekadenckiej. Napiętnowanie muzułmanów jako gorszych, podejrzanych członków społeczeństwa i odmawianie im prawa obywatelstwa staje się przyczyną poszukiwania własnej wartości w rodzimej kulturze i tradycji, a co za tym idzie, podejmowania prób życia zgodnie ze wszystkimi zasadami odziedziczonej po przodkach religii2. Zauważalne staje się przy tym nadmierne przywiązanie i przesada w stosowaniu rodzimych wartości, przerysowana surowość w przestrzeganiu zasad wiary, coraz bardziej odległych od tych, któryc Odpowiedz Link
beduinka Re: Europa z chustą na głowie 21.03.04, 00:09 Muzułmanie wobec Europy Powielanie negatywnych stereotypów na temat islamu oraz uogólnianie zagrożenia ze strony niewielkich grup ekstremistów prowadzi do stygmatyzacji muzułmanów w codziennych kontaktach, a przez to często także do wykluczania ich z wielu sfer oficjalnego życia. Ma to niekorzystny wpływ na postawy, jakie muzułmanie, jako imigranci, przyjmują wobec rzeczywistości krajów pobytu. Sprzyja bowiem przyjęciu postawy odrzucenia zastanej kultury w całości, postrzegania jej jako zepsutej i dekadenckiej. Napiętnowanie muzułmanów jako gorszych, podejrzanych członków społeczeństwa i odmawianie im prawa obywatelstwa staje się przyczyną poszukiwania własnej wartości w rodzimej kulturze i tradycji, a co za tym idzie, podejmowania prób życia zgodnie ze wszystkimi zasadami odziedziczonej po przodkach religii2. Zauważalne staje się przy tym nadmierne przywiązanie i przesada w stosowaniu rodzimych wartości, przerysowana surowość w przestrzeganiu zasad wiary, coraz bardziej odległych od tych, których przestrzegali rodzice i dziadkowie. Takie postępowanie pozwala muzułmanom na zachowanie nie tylko własnej wartości, ale także poczucia bezpieczeństwa w obrębie tradycyjnej wspólnoty, gdzie jej członkowie wspierają się nawzajem i służą sobie pomocą3. Najbardziej pożądana z wielu przyczyn postawa budowy tożsamości muzułmańskiej, w zgodzie z europejskimi warunkami społeczno-prawnymi, pojawia się tylko w wyniku pozytywnych doświadczeń życia w poszczególnych państwach. Sprzyja jej oficjalne uznanie islamu przez państwo, przyznanie mu przywilejów, jakimi cieszą się inne wyznania i brak dyskryminacji we wszelkich formach życia społecznego. Dzięki temu muzułmanie, czerpiąc z lokalnej kultury to, co w niej dobre, i łącząc ją z wartościami wyniesionymi z własnej religii, tworzą "islam europejski", nową wartość kulturowo-społeczną, a niekiedy nawet religijną, która stanowi dowód na to, że islam - jako religia uniwersalna - jest sposobem życia, możliwym w każdym kulturalnym i politycznym kontekście. Ów islam europejski, przez akceptację europejskiego rozdziału władzy świeckiej od duchownej, wymaga oczywiście przeinterpretowania doktryny muzułmańskiej w wielu aspektach, co jest wyzwaniem teologicznym i intelektualnym, z którym mierzy się wielu uczonych i myślicieli muzułmanów. Jednym z nich jest Tariq Ramadan, który stara się w swych przemyśleniach i nauczaniu połączyć posłuszeństwo nauce islamu z akceptacją lokalnego świeckiego systemu prawnego i z obywatelskim zaangażowaniem w sprawy miejscowej, europejskiej społeczności. Tożsamość muzułmanina - przez zerwanie z tradycyjną kulturą kraju pochodzenia - staje się uniwersalna, lepiej dopasowana do warunków europejskich, a także wznosi się ponad historie konfliktów między jego kulturą rodzimą a kulturą kraju jego zamieszkania. Idee, propagowane przez Tariqa Ramadana, spotykają się ze szczególną akceptacją muzułmanów urodzonych już w Europie, szukających w religii własnej tożsamości, lecz za bardzo wrośniętych w kulturę europejską, by zaakceptować rodzimy islam etniczny. Nad stworzeniem warunków dla wykształcenia się islamu europejskiego, czyli nad opracowaniem zasad, które mogłyby być podstawą egzystowania muzułmanów w obrębie europejskich systemów prawnych, pracują już zespoły uczonych teologów i prawników, tak z krajów europejskich, jak i z Bliskiego Wschodu. Wyniki ich prac przyjmują formę orzeczeń prawnych, fatw, które publikowane są w czasopismach, wydawanych przez islamskie stowarzyszenia, a także w internecie czy specjalnych opracowaniach książkowych. Stanowią one cenną pomoc i zbiór wskazówek dla tych, którzy chcą być obywatelami państw europejskich - przy zachowaniu swej muzułmańskiej tożsamości i wiary. Dla porządku wypada wspomnieć o innych postawach, przyjmowanych przez muzułmanów. Jedną z nich jest całkowita asymilacja do lokalnej społeczności, prowadząca do odrzucenia wszystkich wyniesionych z domu tradycji i wartości, a przyjęcia na ich miejsce tych zastanych w kraju pobytu. Wiąże się to także z porzuceniem praktykowania islamu w życiu codziennym. Wydaje się, że taka unifikacja nie jest zjawiskiem całkowicie pozytywnym, prowadzić może do buntu następnego pokolenia, lub zagubienia w przypadku spotkania się z dyskryminacją, choćby ze względu na wygląd zewnętrzny. Nie można zapominać o jeszcze jednej tendencji, najmniej może popularnej, ale ważnej. Otóż część muzułmańskich imigrantów traktuje swój pobyt jako wyprawę misyjną, której celem jest nawrócenie jak największej liczby Europejczyków na islam. Wykorzystują oni fakt, że niektórych "starych" mieszkańców Europy upadek wielkich ideologii minionego wieku, rozczarowanie moralne liberalnym kapitalizmem i konsumpcyjnym podejściem do życia prowadzi do konstatacji, że tylko islam może być wyzwoleniem i tylko on może zaofiarować zadowalającą odpowiedź na wszystkie bolączki współczesności. Tendencje te trzeba widzieć w kontekście ideowego pluralizmu, jaki cechuje dzisiejszą rzeczywistość Starego Kontynentu. Nie wydaje się, by skala konwersji na islam w Europie miała odmienić jej kulturowe oblicze. * Coraz liczniejsza obecność muzułmanów w Europie, połączona z wyobrażonymi lub rzeczywistymi możliwościami wpływu islamu na Europejczyków i ich kulturę, prowokuje do postawienia kilku pytań, związanych z potrzebą redefinicji europejsko-chrześcijańskiej tożsamości: Czy współistnienie z wyznawcami innej religii w życiu codziennym będzie dla europejskich chrześcijan zagrożeniem, czy też raczej wyzwaniem do zastanowienia się, czym dla nich jest ich własna religia? Czy w czasach słabnięcia więzi rodzinnych pojawienie się grupy, dla której te więzi są bardzo ważne, stanowi zagrożenie, czy raczej pomoc dla chrześcijan, próbujących ratować tę wartość, jaką jest rodzina?4 Czy muzułmanie, posiadający liczne rodziny, nie będą stanowić impulsu dla powstrzymania spadku liczby urodzeń wśród ludności autochtonicznej? Czy wyznawcy islamu, przyzwyczajeni do postrzegania obecności Boga we wszystkich aspektach życia, nie będą dla chrześcijan, żyjących w zlaicyzowanym społeczeństwie, pomocą i wzorem dla artykułowania swego chrześcijaństwa także w przestrzeni życia publicznego? Wszystkie te pytania sprowadzają się do jednego: czy zatem islam w Europie jest zagrożeniem, czy raczej wyzwaniem - religijnym, intelektualnym i społecznym? Agata Skowron-Nalborczyk źródło: WIĘŹ Nr 3/2003 Odpowiedz Link
messien Re: Europa z chusta na glowie 24.07.04, 19:00 Beduinka staje twardo po jednej stronie. Ja mieszkalem 5 lat we Francji. Dokladnie w Strasbourgu. Znajdowaly sie tam 2 dzielnice prawie w calosci zamieszkale przez ludnosc emigracyjna z krajow arabskich, gdzie regularnie minimum raz w tygodniu byl palony ukradziony samochod. Raz bylem przypadkowo swiadkiem takiego zdarzenia. Policja z obawy przed zamieszkami nie reaguje zbyt ochoczo. straz pozarna zostala obrzucona kamieniami. Jest to protest przeciwko materialistycznemu podejsciu zachodu do zycia. Regularnie z czestotliwoscia ok raz w tygodniu odbywaly sie muzelmanskie manifestacje przeciwko: dyskryminacji muzulmanow, wojnie w Iraku, postawy panstwa Izrael i polityce francuzkiego rzadu. Nie zauwazylem nigdy zadnej dyskryminacji muzelmanow. Czesto jednak to muzulmanie wykorzystuja slabosc i bojazn urzedow i rzadu francuzkiego aby np. uzyskac zasilki, dostac prace, darmowe ubezpieczenie itd. Gdy tego nie uzyskuja oskarzaja urzedy o rasizm i dyskryminacje. Z drugiej strony arabowie francuzcy, zwlaszcza mlode pokolenie nie posiadaja wiekszej wiedzy nt. krajow z ktorych przybyli rodzice, religii, i nie mowia lub mowia bardzo slabo po arabsku. Mlodziez arabska jest kryminogenna, leniwa w poszukiwaniu pracy i generalnie przeciwna spoleczenstwom w ktorym przebywaja. Powrot jednak do krajow z ktorych przybyli jest bardzo trudny lub niemal niemozliwy choc byly i takie pomysly we Francji. Kobieta przez tych chlopakow jest traktowana jako gorszy rodzaj czlowieka, bez szacunku. Chusta na glowie jest tylko wierzcholkiem gory lodowej. Francuzi jednak sa niestety skazani na arabow gdyz nowe pokolenie posiada juz obywatelstwo francuzkie wg prawa francuzkiego sa wiec francuzami. Sytuacja podobna jest wiec troche o blednego kola i zeruja na niej populisci rzedu Le pena. Odpowiedz Link
beduinka Re: ISLAM W EUROPIE 03.05.04, 22:49 już od jakiegoś czasu jest to u nas na forum: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=8946595&a=12252917 Odpowiedz Link
joanna_xx SZWECJA 13.11.04, 19:24 Nowe Szwedki Fredrik Kullberg, ICA Kuriren (tłum. Bożena Lilja), 2004-11-12 21:23:39 Uciskane, bite, zamykane w domach. Nie umiejące czytać i pisać. Zabijane w imię honoru. Oto obraz imigrantek z krajów muzułmańskich w szwedzkich mediach. Ale jest i druga strona medalu. Wiele z tych dziewcząt świetnie sobie w nowym kraju radzi. Lepiej niż ich szwedzcy rówieśnicy. Zapytajcie nauczyciela w jakiejkolwiek szwedzkiej szkole. Córki imigrantów są najlepszymi uczniami w klasie, nawet z takich przedmiotów jak język szwedzki. Są ciche, ambitne i pracowite. Wiele z nich to dzieci wykształconych w Szwecji studentów. Wychowywały się w akadamikach i od małego wiedziały jak ważna jest edukacja. Ich rodzice, mimo ukończonych w Szwecji szkół i dyplomów, prowadzą dziś taksówki albo są na zasiłku dla bezrobotnych. One chcą inaczej. I pewnie im się uda, ponieważ w przeciwieństwie od ich matki czy ojca, rozumieją kod szwedzkiego społeczeństwa. Mówią na ogół w kilku językach. Oprócz szwedzkiego, także w języku matki czy ojca, oraz płynnie po angielsku. Pewnie to ich wystąpienia zastąpią wkrótce nieporadny angielski na wielu konferencjach naukowych. Największym atutem tzw. nowych Szwedek jest nie tyle znajomość kilku kultur, ale ambicje i spryt. Nikt właściwie nie robił do tej pory badań dotyczących fenomenu córek imigrantów. Dopiero przy badaniu co ma wpływ na wybór jedzenia przez młodzież, przeprowadzonych przez instytut „United minds” na zlecenie „Mjölkfrämjandet” (organizacji zajmującej się wspieraniem konsumpcji mleka) okazało się, że dziewczyny te w zasadniczy sposób różnią się od swoich rówieśników. Mają zupełnie inne cele i podejście do swojej przyszłości niż na przykład hip- hopowcy, komputerowcy czy klubowicze. Gdy znajomi przykładowej „Fatimy Svensson” będą w czasie wakacji jeździć po świecie „stopem” i zapiszą się do szkoły klaunów w Amsterdamie, ta młoda nowa Szwedka ma bardziej tradycyjne pomysły. Nastawia się na zdobycie dającego pewność zawodu o wysokim prestiżu. Jej celem jest tytuł naukowy, najchętniej międzynarodowy. Chce być lekarzem, dentystą, farmaceutą, inżynierem. Aż 44 proc. studentow w szwedzkich uczelniach kształcących stomatologów ma etniczne pochodzenie, do tego większość studentów to kobiety. Rekordowy pod tym względem jest wydział dla przyszłych techników dentystycznych. Tam odsetek imigrantów wynosi 57 proc., a kobiety stanowią dominującą większość uczących się. - W ciągu najbliższych 10 lat te dziewczyny przejmą wiele zawodów o wysokim statusie. Będą naszą nową klasą srednią - mówi szefowa „Mjölkfrämjandet” Ingela Stenson. Kolejną różnicą między córkami imigrantów a rdzennymi Szwedkami jest stosunek do rodziny. Te ostatnie chcą żyć przede wszystkim dla siebie i opóźnić posiadanie dzieci, tak dlugo jak to możliwe. Dla córek imigrantów rodzina jest najważniejsza. Jej założenie to warunek szczęśliwego życia. Ale chwileczkę... Czy rodzina imigrancka nie jest dla kobiety prawdziwym piekłem i wiezieniem? – To obraz daleki od prawdy - uważają same kobiety. Rodzina to dla nich dowód kobiecej władzy i siły. Oczywiście, niektóre tradycje cały czas są żywe. Nowe Szwedki, tak jak ich matki, przygotowywują codziennie pracochłonne, tradycyjne dla kraju pochodzenia potrawy i biorą na siebie większość domowych obowiązków. Mimo to udaje im się robić kariery w prestiżowych zawodach. Mało tego, jak wynika z badań są mniej zestresowane niż Szwedki. Odrzucają takie zajęcia jak ćwiczenia w klubie fitness, korzystanie z pomocy domowej, wieczorki z koleżankami przy kuflu piwa. To ostatnie zresztą nigdy ich nie interesowało. W razie kryzysu zawsze pod ręką mają grono przyjaciółek i rodziny. Ta amitna i odnosząca sukcesy imigrantka będzie miała w Szwecji coraz większe znaczenie. Dla polityków, pracodawców, dziennikarzy. Tylko muszą ją najpierw zauważyć. Nic nie jest niemożliwe Jeszcze pięć lat temu Zeinab Hameed nie umiala powiedzieć po szwedzku ani słowa. Dziś jest studentką prestiżowej wyższej szkoły stomatologicznej w Malmö. Wymagnia na tej uczelni są bardzo wysokie, a konkurencja z roku na rok rośnie. W tym roku akademickim na 40 miejsc było 935 chętnych. Jedną z tych, którzy się dostali jest Zainab Hameed. Ma 22 lata i z pochodzenia jest Irakijką. Jest modnie ubrana, a włosy ukryte ma pod chustą. Zainab ma duże plany i wiarę, że wszystko się uda. Po skończeniu szkoły chciałaby otworzyć własną klinikę w Londynie. Jej rodzina miała dość rządów Saddama Hussajna i kilka lat temu przeprowadziła się z Iraku najpierw do Libii, później do Szwecji. Po sześciu miesiącach w Malmö Zainab na tyle dobrze poznała język, że zaczęła uczyć się w szwedzkim gimnazjum. Była dwa lata starsza od reszty klasy i wiedziała, że nie ma czasu do stracenia. Zamiast chodzić, jak inni na basen, Zainab siedziała nad książkami. Po trzech latach zdała maturę. Była jedną z najlepszych w klasie. Zainab nie tylko studiuje, ale także pracuje w weekendy w restauracji. Niedawno była na spotkaniu dawnej klasy z gimnazjum. Okazało się, że tylko ona i inna dziewczyna z Iraku są na studiach. Reszta albo je przerwała, albo nigdy ich nie podjęła. Ktoś pracuje w Burger Kingu, ktoś właśnie wrócił z długiej podróży, reszta odpoczywa. Zainab rozumie ich, ale ona swoje podróże odkłada na później. Teraz jej celem jest zostać dentystą. W jej rodzinie wykształcenie zawsze było najważniejsze. Oboje jej rodzice mają tytuł doktorów biologii. Co dość typowe, żadne z nich nie dostało pracy odpowiadającej ich wykształceniu. Matka została w końcu nauczycielką, ale tylko na pół etatu. Ojciec nadal jest bezrobotny. Czy czują się dyskryminowani? Zainab nie jest tego pewna. Z pewnością znaczenie tu ma ich znajomość szwedzkiego i wiek. Jest przekonana ze granice dzielące tych rdzennych i nowych Szwedów powoli znikają. Osobiście nie spotkała się z dyskryminacją ze względu na pochodzenie. Zainab odważnie patrzy w przyszłość. Dla młodych dentystów pracy w Szwecji jest sporo. Poza tym nastepnego lata zamierza wyjść za mąż. Narzeczony też pochodzi z Iraku i studiuje na informatyce. Zainab zamierza jednocześnie robić kariere i prowadzić życie rodzinne. Oczywiście chce mieć dzieci, ale nie od razu. Może za pięć, sześć lat. Zainab nie będzie mieć wtedy jeszcze 30-tki. Czy będzie mieć na to wszystko siłę? Pod ręką będzie matka i siostry, liczy też na pomoc przyszłego męża. Jest nowoczesny. Naprawdę umie gotować. – Wiem, że będzie ciężko, ale gdy się czegoś bardzo chce, to sie udaje. Nic nie jest niemozliwe - mowi Zainab Hameed. ZRODLO: www.arabia.pl Odpowiedz Link
joanna_xx Re: SZWECJA 13.11.04, 19:29 Jeszcze dodam, ze obraz "uciesnionej" Arabki przekazuje nam w Szwecji prasa typu Aftonbladet, ktorej nawet nie warto czytac, bo coraz bardziej zaczyna przypominac prase brukowa. Kolorowe, przyciagajace okladki, itp. Czego sie nie robi, by zwabic czytelnika. Lepiej czytac stonowane Dagens Nyheter. Ten dziennik tylko raz, jakies 15 lat temu (tak przynajmniej slyszalam) zwolnil kogos za poglady polityczne, kto byl zbyt antyizraelski. Odpowiedz Link
joanna_xx Szwecja- poziom edukacji wsrod Arabow- cd. 13.11.04, 19:41 Dobrze, ze na arabia ukazal sie ten tekst. Ja juz rok temu probowalam to dac do zrozumienia na innym forum niejakiej Annie, ktora pisala: "Pragne tylko dodac, ze fakt analfabetyzmu arabow zamieszkalych w Izraelu (poza terytoriami) nie jest wina izraelskich wladz ale samych arabskich obywateli. Oni nie wykorzystuja tej samej i takiej samej mozliwosci do ksztalcenia jaka maja dzieci izraelskie (czyt. zydowskie). Nie posiadajac tradycji edukacyjnych sami lekcewaza koniecznosc ksztalcenia swoich dzieci, bardziej interesujac sie korzystnym "sprzedaniem" swoich corek rodzinom przyszlych ich mezow. Analogiczna sytuacja istnieje w Szwecji: arabscy ojcowie nie interesuja sie wynikami w nauce swoich dzieci, swoim zonom tez na to nie pozwalaja. Efektem tego jest, ze wiekszosc arabskich dzieci konczac szkole podstawowa nie jest w stanie poprawnie czytac i pisac, nie mowiac juz o matematyce. Te zaniedbane dzieci sukcesywnie tworza roznego rodzaju gangi i w ten sposob kolo sie zamyka." Anna@supernetpower.com, 2003-12-12 17:24 Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Szwecja- poziom edukacji wsrod Arabow- cd. 13.11.04, 19:49 I jeszcze reszta korespondencji z pania Anna: Skad ty kobieto masz takie dane??? Sama mieszkam w Szwecji, znam wielu Arabow i musze cie niestety rozczarowac: wiekszosc sposrod ich dzieci osiaga duzo lepsze wyniki w nauce niz ich szewdzcy rowiesnicy. Wskaz mi swoje zrodlo, z ktorego czerpiesz te falszywe informacje. Niecierpliwie czekam ~Teletubbie1001, 2003-12-14 20:01 W przeciwienstwie do tej babiny teletubbie majacej tyle arabskich przyjaciol, ja nie utrzymuje z nimi kontaktow, nie ma ich w moim otoczeniu. Informacje o skandalicznych wynikach, a raczej ich kompletny brak, w nauce ich dzieci czerpie z prasy szwedzkiej. Podejrzewam, ze teletubbie, nie czyta szwedzkich dziennikow, w przeciwnym wypadku bylaby swiadoma olbrzymich problemow jakie wystepuja w tej etnicznej grupie. Anna@supernetpower.com, 2003-12-16 18:48 Czy pytanie, ktore ci zadalam Anno jest az tak niewygodne? Nie dosyc, ze czekalam na odpowiedz cale dwa dni, to jeszcze nazwalas mnie babina? Boisz sie tego, co mam do powiedzenia i dlatego probujesz mnie zdyskredytowac w oczach innych forumowiczow? Napisalas, iz swoje wiadomosci czerpiesz ze szwedzkich dziennikow. Ktorych? Expressen, Aftonbladet? Jezeli tak, to nie mamy o czym rozmawiac. Jesli zas chodzi o wszelke rewelacje dotyczace edukacji ( i nie tylko) Arabow, jest tu podobnie jak w kwestii nowinek z Polski. Jeden przypadek dorasta do rangi: wszyscy i wszedzie. Ilekroc czytam gazete czy ogladam Tv mam dziwne odczucie, iz kreuje sie w nich obraz straszliwej biedy i zacofania w Polsce. Prawie nigdy nie pokaza kulturalnych, zadbanych ludzi, ktorych przeciez nie brak w naszym kraju, tylko jakies stare bezzebne wiejskie baby, ktore w dodatku jakies 20 lat temu oddaly wlasne dzieci do szwedzkiej adopcji, itp. Trudno sie potem dziwic, iz wielu Szwedow na pytanie czy Polska powinna wejsc do Unii, odpowiada z oburzeniem, iz ten kraj jeszcze przez nastepne 50 lat nie powinien tam sie wcale znalezc. Ponadto cecha szwedzkiego szkolnictwa, w przeciwienstwie do polskiego, jest to, iz wszyscy uczniowie konczac dana klase powinni prezentowac podobny poziom wyksztalcenia. Jezeli delikwent nie zda jednego egzaminu, organizuje sie dla niego kolejny i kolejny, az do skutku. W ciezkich przypadkach mozliwe sa nawet lekcje indywidualne. Zatem przedstawiona przez ciebie teoria ma sie nijak do rzeczywistosci. Poza tym nalezy rozwazyc rowniez taka kwestie: wielu uchodzcow (z krajow arabskich i nie tylko) przyjezdzajacych tu w przeciagu ostatnich 20, 30 lat reprezentowalo z roznych powodow odmienny poziom wyksztalcenia. Tu zastal ich inny jezyk ( i nauczanie w nim), inne przedmioty, pewnie tez roznilo sie wiekiem. Z pewnoscia ludzie ci mieli wiele problemow z dostosowaniem sie do panujacych w tym kraju warunkow. Ale to bylo, jak juz powiedzialam, 20, 30 lat temu. Wskaz mi zatem arabskie dzieci urodzone w Szwecji i majace takie problemy z nauka, jak to opisalas. Podobnie jest ze wspomnianymi przez ciebie arabskimi zonami. Piszesz, ze im mezowie nie pozwalaja sie uczyc. To ciekawe. Wielu bowiem imigrantow (w tym Arabow, Polakow, Latynosow, Somalijczykow, itp.) wybierajac Szwecje na swoj nowy dom liczylo na ow slynny socjal. Jednak jezeli osoba nie udokumentuje, iz regularnie uczeszcza do jakiejs szkoly (chociazby jezyka szwedzkiego), moze zapomniec o zasilku. Nie sadze zatem, by ktokolwiek w tym kraju zrezygnowal z takiej mozliwosci. Wierze, ze istnieja wsrod Arabow czy muzulmanow pewien odsetek mezczyzn, ktorzy nie popieraja edukacji swoich zon i nie interesuja sie wlasnymi dziecmi. Ale nie mniej podobnych osobnikow znajdziesz wsrod innych nacji, w tym takze Szwedow. Dlatego ktos, kto uogolnia tak jak to nie zasluguje nawet na jakikolwiek komentarz. Piszesz, ze w przeciwienstwie do mnie nie masz wsrod przyjaciol Arabow. Szkoda, bo to znaczy, ze tak naprawde nic o nich nie wiesz. Jak zatem mozesz cokolwiek o tej grupie etnicznej, jak sama sie wyrazilas, pisac? Poza tym twoje stanowisko wydaje sie byc typowe dla szwedzkich imigrantow z Polski; na szczescie nie jest to jeszcze regula, przynajmniej wsrod tych Polakow, ktorzy w tym kraju cos osiagneli w uczciwy sposob. Ci' Polacy (mam na mysli ta pierwsza kategorie) , jako ze sami ciesza sie tu chyba najgorsza opinia, probuja za wszelka cene znalezc sobie kozla ofiarnego- w tym przypadku Araba. Znajduje to nawet pewne uzasadnienie w psychologii. Pozostaje mi jeszcze jedna kwestia do omowienia. Rzad szwedzki popelnil pewien zasadniczy blad, ktory teraz pociaga za soba ogromne skutki; mianowicie, sprowadzajac te 20, 30 lat temu liczne rzesze uchodzcow, preferowal ludzi z niskim wyksztalceniem, by mogli oni wykonywac zawody, ktorych zaden Szwed nie ruszy. Zatem Szwecja nie jest reprezentacyjnym krajem. Nie zmienia to jednak faktu, iz udalo sie tu przemycic wielu ludzi swiatlych, w tym rowniez Arabow. W gronie takiej arabskiej inteligencji sie obracam. I gdyby polska inteligencja byla na podobnie wysokim poziomie, nie musielibysmy czytac takich komentarzy jak twoj. Jezeli jeszcze masz ochote napisac cos o szwedzkich Arabach, zerujac na niewiedzy forumowiczow (skoro oni nie znaja szwedzkich realiow), by poprzec swoja ideologie, to sprawdz sobie dane na temat narodowosci wlascicieli takich znanych nie tylko w Szwecji firm, jak: Neptunsat, Sekvencia, Almsat, SWEDX, Scand Vision, SatSystems . 3 z nich zatrudniaja Polki w charakterze sprzataczek; moze jestes jedna z nich, stad twoja frustracja? Chociaz z drugiej strony znane powiedzenie mowi, iz zadna praca nie hanbi', a wlasciciele wspomnianych przeze mnie firm stworzyli tym kobietom miejsca pracy nie z powodu wyrachowania, ale z dobroci serca. Maja bowiem te swiadomosc, ze owe panie zostawily w domu glodne dzieci, o ktore nie trodzczy sie polski rzad. Tu w Szwecji zas nie mialyby mozliwosci pracy skoro nie znaja jezyka. Poza tym sprawdz sobie do kogo naleza takie znane restauracje jak: Beirut Café (ogloszona najlepsza sztokholmska restauracja jakies 2 lata temu), Lebanon Restaurant, Cave du Roi, siec Folket Kebab, czy otwarty ostatnio Balbaak. To tylko niektore z wielu firm, ktorych wlascicieli znamy z mezem osobiscie. Sprawdz sobie ich strony internetowe; dowiedz sie jaki osiagaja roczny dochod brutto, jak wysokie placa podatki, z ktorych rowniez ty zyjesz, ile tworza miejsc pracy . Z powyzszymi pytaniami zglos sie do Skattemydningheten - takie informacje sa w Szwecji jawne. Zadzwon i sprawdz czy to, co napisalam o polskich sprzataczkach , to prawda. Jezeliby szwedzcy Arabowie rzeczywiscie mieli problemy z pisaniem czy matematyka jak to probujesz nam usilnie dac do zrozumienia, to w jaki sposob ich firmy stalyby sie jednymi z wiekszych w calej Skandynawii? W dalszym ciagu czekam zatem na twoja odpowiedz, skad czerpiesz te rewelacje, bym mogla sie do nich odpowiednio ustosunkowac. ~Teletubbie1001, 2003-12-17 09:15 Odpowiedz Link
beduinka w tym wątku: nie tylko Is. lecz i Arabowie w Europ 06.06.05, 14:24 ten wątek nazwałam kiedyś dawno temu islam w Europie ale niech będzie poszerzony także ogólnie o Arabów w Europie w każdym razie nie da się edytować wątków, więc nie mogę tego zmienić ni w tytule ni w początku całości :)) Odpowiedz Link
tetys Zakaz małżeństw pod przymusem 07.10.05, 09:36 Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy zaleciło państwom członkowskim nie aprobowanie małżeństwa zawieranych pod przymusem. Z danych, którymi dysponuje Zgromadzenie, liczba takich przymusowych małżeństw stale rośnie. Problem staje się coraz bardziej zauważalny wraz z napływem imigrantów z krajów muzułmańskich. Ocenia się, że tylko we Francji jest około 70 tysięcy kobiet zagrożonych przymusowym małżeństwem. Większość ślubów jest zawierana w kraju pochodzenia tych kobiet. Często są to osoby nieletnie. Deputowani zaapelowali do parlamentów państw członkowskich o ustanowienie przepisów, które zapobiegną tego typu związkom i umożliwią karanie osób odpowiedzialnych za stosowanie przymusu. Przepisy te powinny też jednoznacznie stwierdzać, że małżeństwo nie może być zawarte przed ukończeniem przez partnerów 18-tu lat. Zgromadzenie zaleca też nie uznawanie małżeństw obywateli europejskich, jeśli zawarto je zagranicą pod przymusem. (www.arabia.pl) Odpowiedz Link
czyngis_chan Nie od dziś wiadomo, że gdy Jewropa wchodzi do 07.12.08, 15:48 tematu praw człowieka, zaczynają brzmieć barbarzyńskie tony. Odpowiedz Link
gajasirocco "ISLAM z oddali"- P.Kuncewicz 23.06.06, 09:31 Po raz pierwszy zetknąłem się z islamem w Dakarze ze 40 lat temu. Naturalnie nie licząc moich krótkich i niedokończonych studiów orientalistycznych, ale to wszak była tylko teoria, chociażuczyłem sięarabskiego właśnie w wersji Koranu. Dawno i nieprawda. W Daharze usłyszałem po raz pierwszy śpiew muezina, a takze przeżyłem prawdziwy wstrząs... więcej w Trybunie 23.06. Odpowiedz Link
gajasirocco "Błg muzułmanki walczą o prawo do noszenia chust" 28.06.06, 16:09 serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3446114.html Odpowiedz Link
survey06 Re: 4 lata więzienia za wycięcie łechtaczki 02.07.06, 07:27 Sąd w Szwecji skazał Somalijczyka na 4 (cztery) lata więzienia, który siłą zmusił swoją 13 letnia córkę do poddania się zabiegowi wycięcia łechtaczki. Ten barbarzyński zwyczaj bardzo rozpowszechniony wśród islamskich emigrantów jest w Szwecji urzędowo zakazany od 1982 roku. www.neww.org.pl/en.php/news/news/1.html?&nw=2574&re=1 Odpowiedz Link
gajasirocco "Oręż ukryty w spodniach"-P.Reszka z Moskwy 04.07.06, 17:51 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/zderzenia_060704/zderzenia_a_8.html Odpowiedz Link
gajasirocco "www.islam"-M.Mughrabi z Londynu Polityka 27 06.07.06, 18:17 www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead10&news_cat_id=12&news_id=184783&layout=1&forum_id=5143&fpage=Threads& page=text Odpowiedz Link
gajasirocco "W hidżabie nawet w lunaparku"-koresp. ze Szwecji 08.07.06, 13:54 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060708/swiat/swiat_a_8.html Odpowiedz Link
joanna_xx Re: "W hidżabie nawet w lunaparku"-koresp. ze Szw 08.07.06, 17:24 To jedna z wielu rzeczy, ktore mi sie podobaja w Szwecji. Tu do prawa podchodzi sie logicznie i przede wszystkim demokratycznie. Jezeli istniejace prawo nie podoba sie badz jest przyczyna przykrosci (rowniez immigrantow, ktorzy maja takie same prawo upominac sie o swoje jak rodowici sZWEDZI) moga oni zwrocic sie do odpowiednich wladz/sluzb, gdzie zwoluja specjalna komisje, ktora ocenia istniejace prawo (czy jest ono nielogiczne badz dyskryminujace pewne grupy spoleczne). Zarowno ja jak i moi znajomi sie wielokrotnie o tym przekonywalismy (w roznych dziedzinach). Pracownica lunaparku w hijabie nie robi nikomu krzywdy wiec czemu nie pozwolic jej go nosic? pozdrawiam Odpowiedz Link
gajasirocco "Zgoda na muzułmańskie chusty"-GW 10.07. 10.07.06, 10:09 serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3472639.html Odpowiedz Link
gajasirocco "Muzułmanki walczą o chusty" Nasz Dziennik 31-08 31.08.06, 07:35 Muzułmanki walczą o chusty Powraca sprawa chust muzułmańskich na bułgarskich uczelniach - informuje wczorajsza prasa sofijska. W Płowdiwie grupa 110 studentek z Turcji, które mają podjąć naukę w Akademii Medycznej, domaga się prawa do noszenia takich chust na zajęciach. Studentki przebywają w Bułgarii na podstawie kontraktu z prywatną firmą turecką i płacą za naukę po 4 tys. euro rocznie. Ten aspekt finansowy sprawia - pisze dziennik "Sega" - że rektor Akademii Georgi Paskalew waha się, jaką decyzję podjąć w tej sprawie. Pytania o prawo do noszenia muzułmańskich chust napłynęły z Turcji także do dwóch innych wyższych uczelni w Płowdiwie. Na Uniwersytecie Płowdiwskim wydano na to zezwolenie, a rektor Uniwersytetu Technicznego kategorycznie zakazał chust. PS, PAP Odpowiedz Link
gajasirocco "Muezin za głośno nawołuje do modlitwy" Bułgaria 15.07.06, 15:36 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060715/swiat/swiat_a_7.html Odpowiedz Link