Dodaj do ulubionych

czy sie nie obrazą

10.03.07, 00:31
Mam pytanie do kolezanek bardziej 'wsiaknietych' w lokalna kulture. Moja corka
chce zaprosic dwie swoje kolezanki z klasy na tydzien do Polski - mieszkalyby
w domou moich rodzicow. Mama sie zgodzila, bo dobra z niej kobieta, ja jednak
nie chcialabym, zeby kolezanki byly obciazeniem dla jej (i mojego ojca)
groszowej emerytury. Chcialam rodzicom tych dziewczynek powiedziec wprost, ze
partycypacja w kosztach utrzymania na miejscu (co na pewno bedzie obejmowalo i
wycieczke do pobliskiego Krakowa i w Jure), w wysokosci ok. 50 funtow bedzie
mile widziana, ale mam watpliwosci, jak to przyjma. Moze nic nie mowic i
czekac, az sami cos zaproponuja? Ja osobiscie wole jasne sytuacje i wolalabym,
zeby mi w takiej sytuacji wyraznie pwoiedziano, ile to bedzie kosztowalo, ale
z tymi Anglikami to nigdy nic nie wiadomo :).
Niemaz mowi, zeby powiedziec wprost.
Obserwuj wątek
    • effata Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 01:42
      Ja z tych "niewsiąkniętych", ale opiszę sytuację, która mi się przytrafiła
      ostatnio. Organizowałam mini przyjęcie dla paru osób, w tym paru Angielek.
      Przyjęcie, to może za duże słowo, no ale trochę się musiałam wysilić.
      Jedna z nich nie mogła przyjść i przysłała mi smsa z przeprosinami i ...
      obiecała, że na pewno prześle przez kogoś pieniądze, by partycypować w kosztach.
      Przyznam, że mnie wcięło, bo po pierwsze to ja zapraszałam je do swojego domu,
      a po drugie ona i tak nie mogła przyjść!
      Także wydaje mi się (był kiedyś taki b.ciekawy wątek na Z dala od Polski o
      partycypowaniu w kosztach podczas wypadów, wyjazdów itp.), że akurat dla
      Anglików takie sytuacje są oczywiste (żeby się dołożyć :))

      No, ale czy bym się tak odważyła wprost (w sytuacji takiej jak twoja,
      owczywiści) poprosić, to ... sama nie wiem.
      --
      Don't guess
      • konstantyn2 Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 18:07
        ktos mnie zaprasza i mam jeszcze zo to placic????????????
        a gdzie polska goscinnosc????????
        • jacinda Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 20:45
          konstantyn2 napisał:

          > ktos mnie zaprasza i mam jeszcze zo to placic????????????

          Zgadzam sie z tym i jeszcze z tym co wczesniej napisal Robak. Jesli mnie nie
          stac to nie zapraszam. Nie rozumiem po co zapraszac jak nie ma sie za co to
          osobe utrzymac. Owszem, milo bedzie jak przyniosa jakis podarunek albo samo
          zaproponuja zeby sie dolozyc. Ale w zyciu bym nie prosila o to!
    • jaleo Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 11:51
      Zabieranie kolegow na wakacje jest tutaj dosc czesto spotykane. Jestem prawie
      pewna, ze rodzice sami zaproponuja dolozenie sie do kosztow.
      Wiele rodzicow robi tez "wymiany", tzn. raz oni zabieraja dziecko raz druga
      rodzina ich dziecko, jak to sa dobrzy znajomi to sie obywa bez liczenia, kto w
      ilo gwiazdkowym hotelu mieszkal i przez ile dni :-) Moj syn tak sie "wozi" z
      kolega juz od kilku lat, w ten sposob oboje maja prawie cale wakacje szkolne
      zorganizowane, bo 2 tyg z nami, 2 tyg z nimi. I dajemy dzieciom tylko
      kieszonkowe. Ale my sie z ta druga rodzina znamy od kilkunastu lat.
    • e-vil Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 12:12
      Ja z moimi znajomymi Anglikami od dawna temat pieniędzy usunęliśmy z listy
      tematów tabu wedle zasady "Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi"
      Jeśli jesteś na tyle z tymi angielkami zaprzyjaźniona, że powierzają Ci swoje
      dzieci, to sprawa pieniędzy nie powinna być drażliwym tematem. Chociaż ja sama
      zapytałabym się ile mam dziecku dać 'kieszonkowego'.
    • aniaheasley Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 13:46
      Probuje sie postawic w sytuacji, kiedy moj syn jedzie do innego kraju z kolega
      ze szkoly do rodziny tego kolegi. Nie wyobrazam sobie, zebym mogla wyslac syna
      bez zadnych pieniedzy dla jego rodzicow. Jezeli to jest na tydzien to chyba
      minimum dalabym £100 rodzicom kolegi, chociaz i to wydaje mi sie troche malo,
      tym bardziej jak sa zaplanowane jakies atrakcje, plus dodatkowe pieniadze na
      wymiane z prosba o danie synowi kieszonkowego w lokalnej walucie. I jeszcze bym
      dodala grzecznosciowe, please tell me if this is enough czy cos takiego. Prawie
      na pewno rodzice kolezanek Twojej corki zrobia cos podobnego.
      • vierablu Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 15:49
        Dzieki za wszystkie rady.
        Pewnie macie racje, ze sami sie zapytaja, ile maja sie dolozyc, czy tez ile
        wynosi co łaska :)
        • robak.rawback Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 16:48
          jesli ja bym wystepowala z propozycja w stylu - czy nie chce twoj syn/dzieci
          pojechac do mnie do kraju czy wogole zapraszac na jakies wyjazdy etc to bym sie
          pozniej nie prosila o kase/ bo jesli mnie nie stac to po prostu nie zapraszam.

          vierablu napisała:

          > Dzieki za wszystkie rady.
          > Pewnie macie racje, ze sami sie zapytaja, ile maja sie dolozyc, czy tez ile
          > wynosi co łaska :)
          >
          • robak.rawback Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 16:57
            dodam jeszcze ze wcale nie wiem jakie tu maja zwyczaje w tym zakresie - ale bym
            sie niewporzadku czula proszac o ponoszenie kosztow utrzymania.

            kieszonkowe dla dziecka to inna sprawa bo o tym decyduja sami rodzice.

            robak.rawback napisała:

            > jesli ja bym wystepowala z propozycja w stylu - czy nie chce twoj syn/dzieci
            > pojechac do mnie do kraju czy wogole zapraszac na jakies wyjazdy etc to bym
            sie
            >
            > pozniej nie prosila o kase/ bo jesli mnie nie stac to po prostu nie zapraszam.
            >
            > vierablu napisała:
            >
            > > Dzieki za wszystkie rady.
            > > Pewnie macie racje, ze sami sie zapytaja, ile maja sie dolozyc, czy tez i
            > le
            > > wynosi co łaska :)
            > >
            >
            >
            • mama5plus Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 17:51
              Zgadzam sie z robakiem.
              Gdybym zapraszala, glupio by mi bylo podpowiadac by sie dolozyli.
              Nie watpie, ze sie doloza ale przy zapraszaniu raczej bym nie brala tego pod
              uwage (na wypadek gdyby jednak sie nie dolozyli :) )
              • steph13 Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 19:43
                Moje dzieci wielokrotnie wyjezdzaly z rodzicami kolezanek do ich wilii w Grecji
                lub Hiszpanii. Ja placilam za przelot, dawalam pozadne kieszonkowe i upominek
                dla rodzicow po powrocie. Wszelkie propozycje dorzucenia sie do kosztow
                utrzymania byly z oburzeniem odrzucane. Podobnie, kiedy my zabralismy cztery
                dziewczynki z nami do Devon, nie bralam od nikogo pieniedzy a rodzice przeslali
                mi olbrzymi bukiet kwiatow w podziekowaniu.
                Na pewno wstydzilabym sie prosic o pieniadze ale zdziwilabym sie bardzo gdyby
                propozycje uczestniczenia w kosztach nie wyszly od rodzicow.
                • aniek133 Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 21:22
                  A moze to zależy od "sfery"? :) Moze biedniejsi, przeciętni ludzie rozumieją,
                  że ktoś niekoniecznie ma nadto pieniędzy na utrzymywanie dzieciaka na wakacjach
                  i sami się dokładają, a bogatsi nie przywiązują takiej wagi do tych paru
                  wydatków więcej? Biorąc pod uwagę rozpuszczenie finansowe dzieci w UK, obawiam
                  się, że polska emerytura może nie starczyć na pokrycie wszystkich kosztów
                  wakacji i w takiej sytuacji porozmawiałabym szczerze z rodzicami, bo skąd oni
                  mają wiedzieć, że u nas może być tak biednie?

                  Tak mi tylko przyszło do głowy.... Rozumiem "podziękowanie", ale co komu
                  przyjdzie z bukietu kwiatów, jeśli ludzie są biedni?
                  • robak.rawback Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 21:41
                    hmm bogatsi to tym bardziej chyba - madonna na przyklad sie wykloca o 10 funtow
                    z lokalnymi wladzami
            • natina0 Re: czy sie nie obrazą 18.03.07, 16:10
              no chyba nie sadzisz ze kilkuletnie dziecko zaproponuje ze zaplaci za siebie za
              bilety,jedzenie tudziez inne atrakcje,jedyne co, to kupi sobie pamiatki albo
              kolejnego loda.ja doskonale rozumiem podejscie i stanowisko autorki-niezręczna
              dosc sytuacja,choc trzeba było sie liczyć ze proponujac wyjazd nie koniecznie
              ten ktos zaproponuje nam partycypowanie kosztów...
    • fanny Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 22:43
      Jak piszesz w pierwszym poscie, Twoja corka chce zaprosic swoje kolezanki do
      Polski, a nie zaproponowac wspolny wypad, w trakcie ktorego zatrzymaja sie u
      jej babci. A ta roznica determinuje podejscie do sprawy. W pierwszym przypadku,
      o pieniadze nie prosilabym w zadnym wypadku, a i przez kogos zaproponowanych
      bym nie przyjela. W drugim to dosc oczywiste powiedziec, ze na utrzymanie w
      Polsce dziewczynki beda potrzebowaly po 50 czy ile tam trzeba funtow.

      f.
      • vierablu Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 00:30
        Fanny, dziekuje za podpowiedz. Masz racje, ze to zalezy od tego, czy zapraszam,
        czy propouje wspolny wyjazd. Pomysle nad odpowiednim doborem slow.
    • mysia-mysia Re: czy sie nie obrazą 10.03.07, 23:13
      Nie wiem, jak z tym obrażaniem się, ale wydaje mi się że dla każdego powinno być
      oczywiste, że Twoi rodzice nie będą fundować cudzym dzieciom wycieczek ani
      kupować im pamiątek czy kolejnych porcji lodów. Ja bym się sama zapytała ile
      należy dzieciom zapewnić pieniążków na taki wypad.
      Natomiast nie wiem, czy by mi przyszło do głowy zapytać czy należy się dołożyć
      do codziennego domowego wyżywienia gdybym nie wiedziała jakie w Polsce są
      emerytury i jak się one mają do kosztów utrzymania. Pewnie raczej wetknęłabym
      dziecku jakiś prezent dla dziadków.
      • vierablu Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 00:27
        No wiec jest tak, ze ani ja, ani rodzice tych dziewczynek, nie jestesmy bogaci.
        W Polsce sprawa pieniedzy w sytuacjach towarzyskich zwykle nie jest poruszana. Z
        zalozenia koszt zwiazany z zaproszeniem obciaza gospodarza, gosc jak chce i ma z
        czego moze chciec sie dolozyc, ale powinno sie odmowic :). Powiedzenie 'zastaw
        sie a postaw sie' pewnie kazda z Was slyszala.
        Z kolei z moich obserwacji tutejszych stosunkow pomiedzy J. i jego przyjaciolmi
        wynika, ze w WB jest (lub bywa) zupelnie inaczej. Nie ma nigdy zadnych
        watpliwosci kto ile i za co placi i nie ma raczej mowy o przyjmnosciach na cudzy
        koszt.
        Nie bardzo wiem, na ile jest to kwestia indywidualna charakteru J. i jego
        przyjaciol, na ile roznica kulturowa, stad moje pytanie.

        Moja przyjaciolka kiedys powiedziala, ze mozna oferowac cos innym o ile przy tym
        nie uszczupla sie swoich zasobow, w sensie nie pogarsza swojej sytuacji. Ja mam
        tendencje do uszczuplania swoich niezbednych zasobow na rzecz innych i szczerze
        mowiac doszlam chyba do momentu, w ktorym to swoje podejscie musze zrewidowac.

        Nie wiem dokladnie, co zrobie. Pewnie dam do zrozumienia, ze nie wyjezdzaja na
        zaproszenie bogatej rodziny i nie odmowie (co zwykle robie) wspoludzialu w
        kosztach. Zobaczymy. Dam znac :)
        • ja_lubie Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 03:51
          a Ja powiem Ci cos na ucho ? z z tymi jak Wy mowicie Angolami , nigdy nie
          mialam problemu jak z Wami Polakami sorry , ale takie mam doswiadczenie zle od
          moich krajanow a dobre od moich angielskich przyjaciol ! chcociaz nigdy nie
          przeliczam znajomosci na pieniszdze ! zadne !!!! a zyje juz tutaj przeszlo 40
          lat ! z tymi : angolami : a wstydze sie czasami za polaczkow ....
          • lol21ndm Re: czy sie nie obrazą 18.03.07, 22:57
            Niestety musze sie z Toba, Ja_lubie, calkowicie zgodzic. Nigdy nie mialam
            klopotow z Anglikami, zas z Polakami niestety tak... i tez mnie drazni to
            Angolowanie. :/
        • jaleo Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 10:01
          Z moich doswiadczen jest tak, ze najpierw sie proponuje rodzicom "zabierajacym"
          dolozenie sie do kosztow, a jak omowia (co bardzo prawdopodobne), to ja bym sie
          czula zobowiazana do "rewanzu" czyli rowniez zabrania ich dziecka na urlop w te
          same wakacje albo w najbizszy half term.

          Jelsli chodzi o "niuanse kulturowe" to warto tez wspomniec o roznicy w hmm jak
          to by okreslic... "droczeniu sie". Ja mam wrazenie, ze w Polsce proponowanie i
          odmawianie to jest taka subtelna gra towarzyska - ktos mowi gosciowi: moze bys
          cos zjadl, on na to: nie dziekuje, nie chce klopotu robic. "No cos ty, zaden
          klopot" "Ale ja naprawde dziekuje" "Ale ja nalegam" "No dobrze". Wydaje mi
          sie, ze w Polsce jest w zlym tonie zgodzenie sie na cos "w pierwszym
          podejsciu". Natomiast tutaj jak komus cos proponujesz, a oni na to, ze "nie,
          dziekuje" to bardzo czesto to jest koniec dyskusji na ten temat. Oczywiscie sa
          wyjatki i wszystko zalezy od wielkosci propozycji.

          Jedna dziewczyna Polka mi kiedys opowiadala, jak to poszla po raz pierwszy z
          wizyta do matki swojego angielskiego chlopaka, ta sie zapytala, czy sie napije
          herbaty, ona na to oczywiscie polskim zwyczajem: alez nie, dziekuje. Po czym o
          herbacie juz wiecej nie uslyszala. I byla bardzo zaskoczona, ze ta matka taka
          niekulturalna :-)))
    • anya.po.prostu Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 14:19
      Ja po kilku własnych doświadczeniach też stwierdzam, że lepiej chyba pewne rzeczy mówić wprost, różnice kulturowe są i nie ma co się czarować, lepiej chyba wiedzieć na czym się stoi niż żeby potem były jakieś niedomówienia i pretensje.
      Pamiętam swoje pierwsze doświadczenia w tej kwestii. Zaprosiłam do siebie znajomych Anglików z innego miasta na kilka dni. Oczywiście polskim zwyczajem ugościłam ich pod własnym dachem, nie wyobrażałam sobie, żeby mieli płacić za jedzenie czy za cokolwiek. Znajoma przywiozła drobny prezent i było bardzo miło.
      Gdy przyszedł czas na rewizytę jakże zdumiona byłam gdy wysłali mi w mailu adresy kilku hoteli w okolicy z rozbrajającą mapką, z którego będzie najbliżej do niej. Dodam, że nie była to kwestia braku warunków. Przenocowanie jednej osoby przez weekend w 3 bedroom house, gdzie tylko ona z mężem.
      Oczywiście rozumiem, że nie każdy może sobie życzyć gości na noc w domu. Ale zirytowało mnie to w kontekście tego, że ona bez żadnych skrupułów nocowała u mnie i jeszcze zachwycała się tą "polską gościnnością" i że jak to miło z mojej strony, że ją przenocowałam bo "szukanie i koszty hotelu w Londynie to nie na jej nerwy".
      Poczułam się trochę jak jakaś frajerka, taken for a ride.

      A wracając do wątku to myślę, że skoro to nie Ty zabierasz dzieciaki do jakiejś willi w Hiszpanii czy Grecji, tylko na Twoich rodzicach emerytach będzie spoczywał ciężar i odpowiedzialność to jednak warto sytuację rozjaśnić.
      Może nie wprost mówiąc o pieniądzach, ale sugerując, że Twoi rodzice ze względu na ograniczone środki finansowe owszem, z chęcią dziewczynki przenocują, nakarmią i co tam jeszcze, ale na wycieczkę do Krakowa dla wszystkich czy inne sprawy to może ich być nie bardzo stać.
      Myślę, że jeśli rodzice tych koleżanek mają odrobinę taktu i wrażliwości to napewno to zrozumieją.
      • jaleo Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 14:27
        anya.po.prostu napisała:

        > różnice kulturowe są i nie ma co się czarować, lepiej chyba wi
        > edzieć na czym się stoi niż żeby potem były jakieś niedomówienia i pretensje.
        > Pamiętam swoje pierwsze doświadczenia w tej kwestii. Zaprosiłam do siebie
        znajo
        > mych Anglików z innego miasta na kilka dni. Oczywiście polskim zwyczajem
        ugości
        > łam ich pod własnym dachem, nie wyobrażałam sobie, żeby mieli płacić za
        jedzeni
        > e czy za cokolwiek. Znajoma przywiozła drobny prezent i było bardzo miło.
        > Gdy przyszedł czas na rewizytę jakże zdumiona byłam gdy wysłali mi w mailu
        adre
        > sy kilku hoteli w okolicy z rozbrajającą mapką, z którego będzie najbliżej do
        n
        > iej. Dodam, że nie była to kwestia braku warunków. Przenocowanie jednej osoby
        p
        > rzez weekend w 3 bedroom house, gdzie tylko ona z mężem.

        Takie postepowanie rowniez wsrod Anglikow jest nietaktem, to nie jest roznica
        kulturowa.
        • eballieu Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 18:02
          Jaleo z tym "dorczeniem" rzeczywiscie tak jest. A przyklad znad stolu jest kula
          trafiona w dziesiatke.
          Nigdy moj maz nie zapomnie, jak jednych z pierwszych polskich gosci ugoscil w
          swoim polskim domu. Byla to wazna okazja, bo Wielkanoc.
          Po zjedzeniu dania glownego i chwili wypoczynku, pogawedce spytal, czy ktos
          zyczy sobie dokladki? Polscy goscie powiedzieli "nie, nie, nie absolutnie
          dziekujemy, pyszne bylo, ale najedlismy sie juz". Maz wiec zaczal sprzatac
          stol, aby przygotowac miejsce na sery.......

          Goscie zrobili oczy wielkie, w tym czasie weszlam do salonu ja, i powiedzialam
          mezowi - a co ty sprzatasz, przeciez oni na pewno jeszcze zjedza. Na co maz mi
          powiedzial - odmowili przed chwila, pytalem. Goscie zaczeli sie smiac. I
          pewnie, ze jeszcze wzieli dokladke, niektorzy nawet dwie;-) W Polsce to nieco
          niegrzeczne powiedziec wprost, "tak, daj mi jeszcze prosze", tak przynajmniej
          poradniki dla obcych pisza;-)

          Gdybym ja zaprosila dzieci znajomych czy szkolnych kompanow dziecka na tydzien
          pobytu, to nie pozwolilabym im sie dolozyc do kosztow zycia. Oczywiscie
          naturalne jest podziekowanie w formie prezentu. Gdybym go nie otrzymala,
          czualbym sie nieco dziwnie. Ale niekoniecznie musialby byc to bukiet kwiatow
          wyslany przez Interflore. Dzieciaki pewnie pisac potrafia, wiec gdyby po fakcie
          pobytu zrobily same album z fajniejszymi zdjeciami -wspomnieniami, to na pewno
          znalazlby w domu wazne miejsce. Upominek od rodzicow tych dzieci - to nei jest
          wedlug mnie koniecznosc, ale uswiadomienie dzieci i przygotowanie ich do
          obdarowania gospodarzy na miejscu to dosc naturalna sprawa. Wyobrazam sobie, ze
          swoje dzieci wzielabym pewnego dnia i obgadala przy kolacji ta kwestie, co by
          chcialy zawiesc dziadkom kolerzanki od Polski z Anglii.
          Oczekiwalabym, ze beda mialy kieszonkowe na zachcianki, pamiatki.
          Ale gdybym juz zaproponowala dzieciom tym wyjscie do typowej karczmy na
          kosztowanie lokalnych specjalow, to pokrylabym koszta.

          Vierablu, ja na Twoim miejscu dolozylabym do budzetu rodzicow, nie mowiac nic
          rodzicom zapraszanych dzieci. Ale oczywiscie powiedzialabym, ze dzieci musza
          miec kieszonkowe i podala przygotowany, wydrukowany przykladowy cennik -
          opracowany przez Ciebie lub przewodnik.
          Pozostaje mi tylko zyczyc Tobie i Twoim dzieciom, ze beda traktowane w podobny
          sposob.
        • anya.po.prostu Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 21:28
          jaleo napisała:

          > Takie postepowanie rowniez wsrod Anglikow jest nietaktem, to nie jest roznica
          > kulturowa.
          >

          Nie napisałam, że jest to różnica kulturowa, tylko coś co mi osobiście się
          przytrafiło w kontekście wizyt i co zrewidowało nieco moje pojęcie o
          gościnności. Oczywiście równie dobrze mogło się to przytrafić tu jak i w
          Polsce.
          Ale abstrahując, uwielbiam ten Twój ton znawcy "zachowań wśród Anglików".
          • ralphos Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 00:47
            Moi znajomi mieli podobną sytuację - gościli przez ponad tydzień w Polsce
            znajomych Szwajcarów metodą "zastaw się a postaw się", pokazali im całą Polskę,
            wszędzie wozili samochodem, żywili, itd. Jak pojechali do Szwajcarii, to
            dostali listę hoteli w okolicy, musieli żywić się sami, nawet nie byli ani razu
            zaproszeni na obiad do domu, tylko spotykali się w restauracji, gdzie każdy
            płacił za siebie.
            No cóż, słowiańska gościnność i po prostu przyzwoitość w Polsce jest normą, w
            krajach zachodnich bywa różnie.
          • jaleo Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 19:37
            anya.po.prostu napisała:

            > > Ale abstrahując, uwielbiam ten Twój ton znawcy "zachowań wśród Anglików".
            >

            No patrz ile przyjemnosci mozna komus zrobic dwoma zdaniami :-)
            • jaleo Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 19:38
              O przepraszam, jednym zdaniem.
    • basiak6 Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 19:30
      Na przestrzeni ostatnich lat pare razy zapraszalismy naszych przyjaciol Anglikow
      na weekendy do Polski, do Krakowa, czy w gory, zawsze czesciowo spedzalismy czas
      u moich rodzicow (maja duzy dom i lubia gosci), nigdy nie bylo mowy o dokladaniu
      sie do jedzenia.
      Oni zawsze przywozili jakis prezent i moim zdaniem to wystarczy. Dzielilismy
      koszty benzyny, wypozyczenia auta etc.
      Jak robimy przyjecia tutaj z dziewczynami zawsze przynosimy jedzenie, nigdy nie
      pieniadze.
      • aniek133 Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 20:53
        Przyjecie to przyjecie, szczególnie bez okazji, ale ja bym nie chciała
        utrzymywać przez 2 tygodnie całej rodziny, chocby to byli moi dobrzy znajomi.
        Ja nawet jak na dwa czy trzy dni jadę do kogoś to ZAWSZE robię jakieś spozywcze
        zakupy, kupuje ciasto, płacę np. za wyjście na pizze - coś w tym stylu. Nie
        wyobrażam sobie przelać na gospodarzy całego kosztu utrzymywania mnie (bosz...a
        kilkanaście dni jest dla mnie nie do pomyślenia!).
        No, ale to może dlatego, że ja jestem w Wielkopolski :))

        Nawet jak idę w gosci, na kawę, często kupuję jakieś ciastka, ciasto albo
        owoce. Może jestem jakaś dziwna? :))
        • basia313 Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 23:15
          NIe jestes dziwna. JA jestem tez z Wielkopolski i podchodze do tego podobnie.
          • eballieu Re: czy sie nie obrazą 11.03.07, 23:46
            Dziewczyny, ale to sa dzieci! Przyjaciele wnuczki czy wnuka.
            Tez jezdzilam do babci z przyjaciolkami i babcia frytki nam smazyla albo zupe
            owocowa robila, ale grosza by z nas dzieci nie sciagnela.
            Gdyby bylo tak, ze babci brakuje lub zyje je sie skromnie, to wtedy rodzice
            moi, poza naszym polem widzenia zaopatrzyliby babcie na pobyt dodatkowych
            gosci.
            • basiak6 Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 09:32
              Otoz to. Ja czesto mam u siebie dzieci znajomych, bo sie np wymieniamy ktora
              odbiera dzieci ze szkoly, etc.
              I na tym to polega, a nie na pieniadzach:( Pierwsze slysze zeby ktos mial brac
              kase za trzymanie dziecka u siebie pare dni na wakacjach. Normalne ze sie da
              prezent, czy kupi jedzenie, etc ale nie pieniadze (chyba ze na wydatki typu
              wyjscia do muzeum, etc). Przynajmniej tu w Hertfordshire tak jest, i cale
              szczescie bo nie wyobrazam sobie liczyc sie z kolezankami na pieniadze ile razy
              ktorej dziecko jadlo u nas lunch w miesiacu i one tez nie. Wymieniamy sie
              przyslugami i tyle.
    • mama5plus Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 12:26
      Probuje sie wczuc w sytuacje... zapraszam kogos, co oznacza,
      ze towarzystwo tej osoby jest mi mile, wiec zapraszam dla wlasnej
      przyjemnosci :)
      I w zw. z tym decyduje sie poniesc koszty tej przyjemnosci
      a korzysci beda niematerialne .:)
      Jesli dana osoba odpowie na to zaproszenie, oznacza to, ze rowniez wizyta
      bedzie dla niej przyjemnoscia i rowniez upatruje w niej jakies niematerialne
      korzysci.
      Poniewaz inicjatywa wychodzi ode mnie, zapraszam ja=czuje sie odpowiedzialna
      za calosc. I zapraszam, jesli bedzie mnie na to stac, niekoniecznie z
      fajerwerkami. Moge nawet z gory uprzedzic goscia, ze bedzie skromnie, ale od
      serca, a, jesli to ktos bliski to nawet nie musze mowic.
      Oczywiscie gosc moze chcec sie dolozyc (jesli uzna, ze gra warta swieczki - w
      znaczeniu niematerialnym, powtarzam, czyli dla niego to tez bedzie przyjemna
      wizyta a nie panszczyzna) ale to juz jego wolna wola.
      Glupio by mi bylo jednak przyjac ten udzial.
      Nastawialabym sie raczej na finansowanie z wlasnej kieszeni.

      Gosc i tak poniesie koszty zwiazane z wygospodarowaniem czasu na wizyte, moze
      dojazdem itd.
      I oczywiscie wniesie bardzo duzo swoja obecnoscia.

      Teraz z drugiej strony - ja jestem zaproszona.
      Jesli inicjatywa wychodzi ewidentnie ze strony
      gospodarza, to, z jednej strony, uznaje, ze wie co robi i nie zaprasza bo musi
      czy gdy jest to klopotem. Z drugiej strony, mysle, ze zaproponowalabym swoj
      udzial w kosztach. Na pewno zabrala jakis upominek dla gospodarza i pozniej cos
      w podziekowaniu. Na pewno miala pieniadze na drobne wydatki (czy dala dziecku
      gdyby ono wyjezdzalo na takie zaproszenie)
      Oczywiscie bylabym gotowana finansowac dodatkowe atrakcje i wyjscia ktore by
      byly organizowane dla mnie i w porozumieniu ze mna. ;)
      Choc w druga strone, czyli jako gospodarz, wolalabym jednak te wyjscia sama
      finansowac jesli to ma byc w ramach zaproszenia.

      Co innego gdy przyjezdzam np do Polski i wizyta jest z mojej inicjatywy a nie
      na zaproszenie konkretnej osoby.
      Jak najbardziej poczuwalam sie do wspoludzialu w zakupach zywnosciowych i tu
      nie bylo dyskusji.

      Teraz sytuacja z kolezankami przerobiona na zimno ;).
      Warto przeanalizowac motywacje tego zaproszenia. Rozumiem, ze sa to szkolne
      kolezanki corki i ich towarzystwo jest dla niej przyjemnoscia. I nie zaprasza
      dlatego, ze kolezanki nie maja co ze soba w wakacje zrobic i sie same
      wprosily. ;)
      W czasie wspolnych wakacji zaciesnia sie wiezy przyjazni(czy maja szanse sie
      zaciesnic), jezykowo corka pewnie tez skorzysta(taki jakby kurs jezykowy na
      zasadzie wymiany), bedzie miala towarzystwo na wakacje - same zalety.:)
      W zamian za to oferuje kolezankom swoje towarzystwo, wyjazd w nowe, ciekawe
      miejsce i ugoszczenie ich tam (jesli moze sobie na to pozwolic).
      Jesli kolezanki uznaja, ze ta oferta jest dla nich atrakcyjna, na pewno ja
      przyjma. Jesli okaze sie wyjatkowo atrakcyjna, prawdopodobnie beda chcialy sie
      w jakis sposob odwdzieczyc. A, czy to bedzie prezent juz po, propozycja
      wspoludzialu w kosztach (choc, powtarzam, po przeanalizowaniu sytuacji z obu
      stron...glupio by mi bylo przyjac jesli to zaproszenie z mojej strony) czy
      prezent w podziekowaniu czy jeszcze cos innego to juz pole do popisu dla ich
      wyobrazni.
      Reasumujac: jesli to jest przyjemnosc dla mnie i stac mnie na dodatkowe
      fajerwerki, zapraszam i zapewniam co trzeba, fajerwerki rowniez. Jesli jest to
      przyjemnosc, ale mnie nie stac (by np babci dolozyc z wlasnej kieszeni)-trudno,
      nie zapraszam. Mozna ew wymyslic cos innego w zamian, mniej kosztownego albo
      gdzie bedzie oczywiste ze koszty do podzialu (np wspolny wypad pod namiot).
      I kazdy za siebie wtedy, po angielsku. ;)
      • jaleo Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 19:36
        Ja tez tak mysle. Ale ze strony czysto praktycznej, bardzo bym sie zdziwila,
        gdyby rodzice tych "zapraszanych" dziewczynek sami nie podjeli tematu
        pieniedzy, zwlaszcza, jesli to jest pierwszy taki wypad tzn. oni wczesniej
        dziekcka Very nigdzie nie zabierali.

        Z mojego doswiadzczenia wiekszosc takich wypadow sie odbywa na zasadzie "tylko
        kieszonkowe", i dzialaja na zasadzie obopolnej, tzn. raz sie zabiera ich
        dziecko, a raz oni nasze.
    • aniek133 Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 21:05

      Rozumiem prawa gościnności, ale weźcie pod uwagę, że gospodarzem nie są rodzice
      dziecka tylko dziadkowie, a poza tym... cóż... Myślę, że wiele z Was być może
      nie rozumie co to znaczy nie mieć pieniędzy i jak bardzo mało niektórzy w
      Polsce mają. Emeryci w szczególności. I dlatego ja obstaję przy partycypowaniu
      w kosztach. Zwłaszcza, że te 50 czy 100 funtów znaczy w UK dużo mniej niż w
      Polsce i to są naprawdę niewielkie pieniądze.

      Viera, koniecznie napisz, jak się to wszystko rozegrało, bo mnie ciekawość
      zżera :)
      • basiak6 Re: czy sie nie obrazą 12.03.07, 21:36
        Aniek, emeryci w UK czesto tez zyja w biedzie szczegolnie jesli sa wylacznie na
        state pension. Tak samo wiele rodzin tutaj ledwo wiaze koniec z koncem, wiec to
        raczej nie jest argument.
        Jesli mnie nie stac na przygotowanie jedzenia dla 2 dzieci i mam polegac na tym
        co dadza ich rodzice, to nie bardzo widze sens zapraszania.
        Partycypowac w kosztach mozna np dajac jakis ladny prezent, dajac kieszonkowe na
        wspolne wypady, itp.

        Ale poza tym nie widze powodu dla ktorego tamci mieliby sie obrazic, warto
        postawic sprawe jasno.
    • izabelski Re: czy sie nie obrazą 18.03.07, 18:03
      wez rowniez pod uwage co te male jedza
      nie wiem w jakim sa wieku, ale polskie jedzenie niekoniecznie im przypadnie do
      gustu

      jesli by sie okazalo, ze im nic nie smakuje, oprocz pizzy i frytek - co wtedy
      zrobi twoja mama?
      w niektorych miejscach w Poslce nie dostaniesz chleba tostowego, wedliny
      polskie moga im nie smakowac, zuty - raczej tez nie

      przemysl wiec, czy na prawde chcesz zorganizowac taka wizyte
      jesli bys ty tam byla - latwiej byloby ci zgadnac, co im zasmakuje
      • izabelski Re: czy sie nie obrazą 18.03.07, 18:06
        chcialam napisac - zupy
        niektore tutejsze dzieci wogole nie lubia ziemniakow purre ...
        jedna pieciolatka u nas w domu posadzona przy obiedzie: fish fingers +
        ziemniaki purre + groszek - zapytala, dlaczego dostaje custard for main
        course :-)
    • vierablu Re: czy sie nie obrazą - update 24.03.07, 00:44
      No wiec po wielu dniach uzgadniania miedzy dziewczynkami, jedna zdecydowala, ze
      nie jedzie, z ojcem drugiej (bo mieszka tylko z ojcem) rozmawialam dzisiaj.
      Ani ja o zadnych pieniadzach nie wspomnialam, bo uznalam, ze brzmialoby to
      jednak dosc nieciekawie (poza tym nie za bardzo umiem rozmawiac o pieniadzach, w
      pracy o podwyzce tez dzis napomknelam mysle stanowczo zbyt oglednie), ani on tez.
      W kazdym razie jada. No chyba ze mama tej kolezanki cos juz jej zaplanowala -
      maja mi dac znac jutro.

      Dziekuje za wszystkie porady. Wychodzi na to, ze ja zawsze tylko strasze, ze
      powaznie porozmawiam o pieniadzach, a potem i tak za wszystko sama place :)
      • fanny Re: czy sie nie obrazą - update 25.03.07, 14:32
        ;)

        f.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka