Dodaj do ulubionych

co mi na wątrobie leży..

22.07.09, 18:16
Rozpoczynam ten wątek, bo mam chandrę i nie mam sobie inaczej jak z tym
poradzić jak 'uszczęśliwić' was tym wątkiem ;)

Zauważyłam wśród swoich znajomych rodaków pewną 'przypadłość'. Otóż po pewnej
fazie stabilizacji w Anglii znów wracamy do punktu, w którym wyznacznikiem
wartości człowieka jest ile osoba zarabia, jaki ma status społeczny, jaki
samochód itp itd. Dzieci znajomych wyliczają ile mają na sobie funtów (w
postaci ciuchów) itp itd.

Nie liczy się jaką pracę wykonujesz, ale ile 'wyciągasz' i jeśli mniej to
jesteś ciężki frajer, że tkwisz w tej pracy. Nie grasz na giełdzie, nie
obracasz papierami wartościowymi = jesteś nieporadny życiowo. A już sztuką
jest zarobić i się nie narobić. Jeśli do pracy podchodzisz ambicjonalnie to
jesteś naiwniak.. już sama usłyszałam od kumpla 'po co się starasz, nikt Ci
medalu za to nie da'. Nie znają pojęcia jak satysfakcja z wykonanej pracy..
jest jedynie satysfakcja z payslip'a

Nie wiem skąd to się bierze, bo jak dla mnie ciuchy, samochody, gadżety to
przedmioty użytkowe i nigdy by mi do głowy nie przyszło kupować coś, żeby móc
'zaszpanować' - a mam coraz większe wrażenie, że wśród moich znajomych zaczał
panować tego rodzaju wyścig. Licytacja i oczywiście komentowanie kto co jak i
po co..

Ja się powoli wycofuję i coraz bardziej mnie to przeraża.. smuci (?) Sama nie
wiem.. Wiem, że nie chcę przebywać w takim towarzystwie.. więc na własne
życzenie funduję sobie 'samotność'.

Tak ogólnie telegraficznym skrótem.. bo to wszystko to temat rzeka.. mętna rzeka.
Obserwuj wątek
    • 7oz Re: co mi na wątrobie leży.. 22.07.09, 19:16
      e-vil napisała:



      > Nie liczy się jaką pracę wykonujesz, ale ile 'wyciągasz' i jeśli
      mniej to
      > jesteś ciężki frajer, że tkwisz w tej pracy.


      Wow, to ja niezła frajerka jestem ;) Ja z tych naiwniaków co tkwią w
      swojej pracy bo ją lubią i dla niej zostawiłam taką, z której "więcej
      się dało wyciągnąć".
      Z jednym się zgadzam, trochę to umniejsza grono znajomych ale czy
      naprawdę Ci na takich znajomościach zależy?
      • e-vil Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 09:51
        Ja nie mam jeszcze swojej wymarzonej pracy.. więc tkwię w takiej, w której można
        'coś wyciągnąć' ale też rewelacji nie ma ;) Gdyby jednak coś się przydarzyło (na
        co liczę wysyłając w świat moje CViki) to rzucam bez zastanowienia.
    • 18_lipcowa1 Re: co mi na wątrobie leży.. 22.07.09, 19:34
      Wiesz ja wysoka cene place za emigracje i nie wyobrazam sobie
      pracowac to tylko i wylacznie dla satysfakcji....
      Moze ludzie ktorych spotykasz tez? A moze zyja na zasadzie - jak
      najwiecej odlozyc i spadac?
      • e-vil Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 09:34
        Ja nie twierdzę, że praca jaką tu wykonujemy jest spełnieniem marzeń.. ale jak
        już coś robię to staram się to robić najlepiej jak potrafię. Jestem świadoma
        tego, że ktoś płaci mi za wykonanie pewnej pracy.. a odnoszę wrażenie, że moim
        znajomym należy się kasa za samo przyjście i spędzenie czasu w robocie.
        Satysfakcję z pracy (jaka by ona nie była) mam wówczas, gdy wszystko jest
        dokończone, zrobione, sprawy załatwione.. po prostu zrobiłam co było do
        zrobienia.. i tyle.

        Nie wiem czym kierują się znajomi, czy chcą odłożyć i spadać.. dziwię się, że
        już dawno tego nie zrobili, bo przecież tak im się tu nie podoba.. wszystko jest
        be, Anglicy głupi itp itd. Tylko tym ludziom nie zależy na poznaniu tego kraju,
        na bliższe relacje z Anglikami. Kiszą się w swoim gronie.. po prostu..
    • mysia-mysia Re: co mi na wątrobie leży.. 22.07.09, 20:59
      widzisz, ja myślę, że jednak pieniądze są w życiu ważne, tak samo jak
      umiejętność ich zdobywania; gdyby mieli ją moi rodzice to pewnie nie musiałabym
      tutaj przyjeżdżać bo w odpowiednim czasie posłaliby mnie na dodatkowe kursy
      językowe (na które zresztą sama chciałam iść), a na studia poszłabym do dużego
      miasta, gdzie można się było wybić a nie na te, co były blisko domu pewnie i
      dzięki temu znalazłabym sensowną pracę w Polsce

      i generalnie szanuję ludzi, którzy mają umiejętność zadbania o siebie
      • e-vil Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 09:42
        Gdyby, gdyby, gdyby.. :)
        Ja myślę, że sukces nie zależy wcale na tym jakie kursy czy uczelnie mamy w
        swoim CV.. Oczywiście to wcale nie jest bez znaczenia, ale trzeba mieć jeszcze w
        sobie jakąś przebojowość, pewność siebie, takie właśnie 'coś', czego ja nie mam
        :P Mam wiedzę, ale nie potrafię siebie zareklamować. Nie wykazuje optymizmu..
        nie mam tego nastawienia 'da się zrobić', zbyt realnie patrzę na wszystko, biorę
        pod uwagę różne czynniki i w ten sposób sprawiam wrażenie osoby, która nie do
        końca się nadaje.

        A co do pracy to szczęście też jest potrzebne ;)

        Ja cenię ludzi przebojowych, ale nie trawię cwaniactwa.
        • mysia-mysia Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 16:06
          no cóż, taki charakter, zresztą wydaje mi się że przebojowość nie jest potrzebna
          w każdym zawodzie; nie wiem co robisz, ale gdybyś była np. księgową to mogłaby
          nawet przeszkadzać
        • trifti Re: co mi na wątrobie leży.. 30.07.09, 14:19
          O, jakbym o sobie czytala heheh ;)
    • formaprzetrwalnikowa Re: co mi na wątrobie leży.. 22.07.09, 22:25
      Droga E-vil
      takich ludzi, niezaleznie od narodowosci, to ja wyczuwam na kilka
      metrow i omijam szerokim lukiem.
      Co i Tobie serdecznie polecam albowiem znacznie ulatwia to zycie.
      Ten gatunek, ideologicznie zupelnie mi obcy, na szczescie nie jest
      jedynym gatunkiem ludzkim zamieszkujacym Ziemie.
      Swiat jest pelen roznych roznosci i dla kazdego ma cos innego.

      z powazaniem
      formap
      (nadal kupujaca buty dopiero jak sie stare zedra na smierc, mimo
      payslipa, ktory juz dawno przerosl satysfakcje z wykonywanej pracy)

      ;-)
      • e-vil Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 09:48
        No ja właśnie nie wyczułam.. i wszystko było świetnie z moimi znajomymi, gdy
        była to faza 'na dorobku'. Gdy już stabilizacja nastała dopiero zaczęła się
        'jazda' ;) Teraz dopiero widzę jak jest i właśnie dlatego może mnie to tak
        boli.. Grono znajomych się bardzo uszczupliło.. nie spotykamy się i nie bawimy
        się tak dobrze jak kiedyś.. No cóż.. bywa..
        • brittany Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 11:35
          Ludzie maja rozne wartosci w zyciu .
          To ze ktos Cie ocenia po ilosci pieniedzy jakie na sobie nosisz to
          jego prywatna ( moim zdaniem )tragedia .
          Moja znajoma zapozyczyla sie na samochod zeby jechac nim na wakacje
          do Polski ,poswiecic ''bogactwem''.I mnie to smieszy i zal mi takich
          ludzi .
          Ale ...czyz niczym innym nie jest nasza dyskuja jak ocenianiem
          ludzi .
          A niech kazdy zyje jak chce .
          • e-vil Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 14:21
            > Ale ...czyz niczym innym nie jest nasza dyskuja jak ocenianiem
            > ludzi .
            > A niech kazdy zyje jak chce .


            Te dwa zdania dały mi do myślenia. Owszem.. ja nikomu niczego nie bronie, nie
            żałuję i jestem pierwsza, która popiera prawo do decydowania o własnym życiu..
            mi generalnie chodzi o fakt jak pusto się nagle robi wokół mnie, bo nie
            'imponuję' lub nie jestem 'potrzebna', bo mam własne zdanie, którego nie
            podzielają znajomi. Wyżaliłam się wirtualnie.. bo tak najłatwiej.. Chandra
            minęła.. dziwne uczucie zostało.. Nic, "coco-jambo i do przodu" jak to mówią :P
            • golfstrom Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 14:59
              No ale wyscig szczurkow nie jest wynalazkiem typowo polskim.

              Ja rowniez podziwiam ludzi, ktorzy potrafia zarabiac pieniadze, a zlaszcza tych,
              ktorzy potrafia spieniezac swoj talent. Ale uwazam za wiesniactwo epatowanie
              payslipami.

              Jesli ktos ma ochote na BMW Z4 i go na nie stac i wrecz fizyczna przyjemnosc
              sprawaia mu prowadzenie tego auta to sama go zaprowadze do salonu. Ale jesli to
              Z4 ma mnie olsnic i oslepic to w najlepszym przypadku mnie rozsmieszy, w
              najgorszym zazenuje.
            • brittany Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 15:02
              mnie sie tez pytano dlaczego nie jezdze BMW ....
              moze dlatego ze mnie samochod wogole nie jest potrzebny ?!
              przyjaciolka sie pyta - moge przyjechac ? na 2 dni tylko , pojade do
              LOndynu poogladamy , ja stawiam .
              przyjaciolka mi oznajmia - przyjade do ciebie na jakis miesiac ,
              angielskiego sie naucze .
              nastal czas przewartosciowywania przyjaciol.
          • yoskaiga Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 22:21
            brittany napisała:

            > Ludzie maja rozne wartosci w zyciu .
            > To ze ktos Cie ocenia po ilosci pieniedzy jakie na sobie nosisz to
            > jego prywatna ( moim zdaniem )tragedia .
            ludzi .

            Brittka jak zawsze -nie ma słów, oplułam ekran :)))
            Nie mamy tutaj polskich przyjaciół, jedynie parę znajomych rodzin z widzenia ,
            które pukają się w czoło na wieść o tym ,ze Młodszego wozimy 40 minut autobusem
            codziennie aby chodził do dobrej szkoły. Po co?
    • moni761 Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 14:34
      Ja tez z tych niedopasowanych :)
      Z mezem smiejemy sie, ze my to tacy wybredni i nikt nam nie pasuje.
      Do jednego stwierdzenia doszlam mieszkajac tu, ze wszyscy Nas lubia
      dopoki nam nie jest za dobrze ( dobro wzgledne, zalezy kto jak
      patrzy). Stracilismy znajomych kiedy pojechalismy na wakacje nie-do-
      Polski; nastepnie ludzie zaczeli dziwnie na nas patrzec kiedy
      dostalam prace w szkole ( chociaz wiedzieli, ze daze do tego).
      Troche bylo nam przykro, zwlaszcza kiedy wydawalo nam sie, ze mamy
      jakichs przyjaciol ( ale duze slowo). W pewnym momencie zrobilo sie
      jakos pusto i nasze zycie towarzyskie ograniczone zostalo bardzo,
      ale mam za to 2-3 osoby, na ktore moge liczyc, bez wzgledu czy jest
      mi dobrze czy zle. Zazdrosc jest chyba glownym powodem roznych
      zachowan ludzkich bez wzgledu na pochodzenie.
      Zajeloby mi duzo czasu wypisywanie roznych idiotycznych sytuacji.
      Nie jestem(smy) uwiklana(i) w zadne dziwne znajomosci i tak nam
      chyba dobrze. Spedzam czas tak jak chce i nikt mi nie marudzi. Mamy
      bardzo waskie grono normalnych( wg nas), podobnych do nas znajomych
      i chociaz spotykamy sie z nimi rzadko, ze wzgledu na odleglosci,
      pozostajemy soba.
      Zgadzam sie z e-vil temat rzeka, metna rzeka. Pozdrawiam, glowa do
      gory, takich jak my jest wiecej.
      Monika.

      p.s. nie moge oprzec sie pokusie przytoczenia przykladu- moi
      niedawno widziani znajomi nie mogli wyjsc z podziwu dlaczego chce
      wrocic do Polski. Dlaczego nie chce sie przemeczyc i pomieszkac z
      8letnia corka w jednym pokoju zamiast wynajmowac dom ( Londyn)? I ze
      na pewno zle cos sprawdzilam z tym tax credit, ze nic nie dostaje.
      Przeciez oni maja wieksze zarobki( ktorych nie wykazuja) i dostaja
      duzo, i mieszkaja w 1 pokoju z 11 letnim synem. I... Brak slow.
      Nastepnym razem chyba powiem, ze ktos musi placic podatki, zeby
      otrzymywac mogl ktos.
    • jaleo Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 16:25
      Osoby z materialistycznym nastawieniem do zycia sa nie tylko wsrod
      Polakow, chociaz musze przyznac, ze mnie, zamieszkala przez
      wiekszosc zycia w UK i obracajaca sie prawie wylacznie w tubylczym
      srodowisku, pewnie zachowania wsrod Polakow szkokuja.

      Na przyklad, nikt z tubylcow mnie nigdy w zyciu nie pytal, ile
      zarabiam, to jest temat zupelnie, ale to zupelnie tabu, nawet wsrod
      bliskiej rodziny i znajomych. Ja np. po kilkunastu latach
      malzenstwa nadal nie mam zielonego pojecia (i nie chce miec), jakie
      dochody maja moi tesciowe, czy szwagrowie. Ile moj wlasny maz
      zarabia, dowiedzialam sie dopiero, kiedy zaczelismy razem mieszkac,
      i trzeba bylo zrobic wspolny budzet. Tak wiec szczeka mi opada,
      kiedy przypadkowo poznani Polacy pytaja "ile zarabiasz" niemalze w
      pierwszym zamienionym zdaniu.

      Kilka lat temu mialam na zbyciu dziecinne lozeczko. Pomyslalam
      sobie, pomge jakiejs polskiej rodzinie, dalam ogloszenie na lokalnym
      polskim forum. Przyjechal jeden facet po to lozeczko, to byl
      pierwszy raz, kiedy go na oczy zobaczylam. Jak wszedl do domu, to
      sie porozgladal troche, i wypalil "co wy macie taka wielka chalupe,
      ale taki kiepski telewizor?" Mnie tak zatkalo, ze az przysiadlam :-
      ))
      • mamiemi Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 20:08
        Oj takich przykladow mozna by mnozyc...
        Nasi pewni znajomi na gwalt kupuja bardziej reprezentatywny samochod (aktualnie
        maja 2), bo w sierpniu do Polski jada...
    • inka323f Re: co mi na wątrobie leży.. 23.07.09, 20:41
      Proste rozwiazanie - znajdz sobie znajomych wsrod osob, ktore mysla podobnie do
      ciebie.
      • e-vil Re: co mi na wątrobie leży.. 24.07.09, 22:36
        Ja bardzo chętnie bym poznała nowych ludzi ;) Ale szukanie znajomych to coś w
        czym nie jestem zbyt dobra. Uważam, że to nic na siłę się nie da zrobić. ;)

        Pozdrawiam was drogie koleżanki. Cieszę się, że znalazłam tutaj zrozumienie
        (zresztą na to liczyłam pisząc ten wątek) ;)



      • mamumilu Re: co mi na wątrobie leży.. 31.07.09, 22:18
        żeby to było takie proste - juz sie kiedys śmiałam do męża, że trzeba by chyba
        jakieś ogłoszenia wywiesić - "szukam znajomych z podobnym podejściem do życia" :)
    • nsc23 Re: co mi na wątrobie leży.. 30.07.09, 22:19
      Jestem w troche innej sytuacji niz Ty, bo nie pracuje, a zyje z kasy rodzicow i
      studiuje, ale podobne podejscie i tak mnie spotkalo. Zrobilam na przyklad
      impreze urodzinowa, kupilam jakies zarcie z Iceland, podalam, wszyscy
      zadowoleni, bo juz po piwie i zakaski im bardzo smakowaly. Kolega wszedl do
      kuchni, zobaczyl pudelka po zarciu w kuble i powiedzial 'o, to wy tylko udajecie
      klase srednia, a kupujecie w Iceland' - no normalnie wymieklam. Kolega nie byl
      Polakiem, wiec troche to pociesza, ze w innych nacjach tez sie zdarzaja buraki -
      poniewaz nie byl to jedyny tekst kolegi i nie mial on zadnego szacunku dla mnie
      to przestal byc naszym kolega w dosc spektakularnym stylu.
      Ogolnie to zrobilam sie wybredna jezeli chodzi o znajomych - dosc juz mam ludzi,
      ktorzy potem obsmaruja za plecami, albo zielenieja z zazdrosci. Z reka na sercu
      moge powiedziec, ze w tym momencie mam tylko jedna bardzo bliska kumpele i jej
      faceta, ktorzy potrafia autentycznie sie cieszyc moim szczesciem i wzajemnie -
      glownie dlatego, ze obie nasze pary sa szczesliwe, spelnione i nie maja sobie
      nawzajem czego zazdroscic.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka