sierzant.podsiadlik
28.04.06, 16:47
Pomyślałam sobie dzisiaj, że jedną z miar zadomowienia się w danym miejscu
jest posiadanie ulubionego sklepiku okołodomowego - takiego, do którego się
wejdzie, pogawędzi, a przy okazji dokona niezbędnych zakupów. Są takie punkty,
w których nawet po dwudziestu latach stałego zaglądania człek nie usłyszy
"dzień dobry", a są takie, gdzie po trzech miesiącach jest się zaprzyjaźnionym
ze wszystkimi z drugiej strony kasy fiskalnej.
Na szczycie mojego rankingu jest zdecydowanie kiosk na skrzyżowaniu
Krasińskiego i Stołecznej - a szczególnie pan Tadeusz, z którym prowadzę
absurdalne rozmowy na tematy wszelakie i który mnie znowu dzisiaj ochrzanił,
że nie u niego kupiłam Wyborczą i jeszcze śmiem ją trzymać w ręku i pokazywać!
Uwielbiam też sklep spożywczy tuż obok (drogo, ale za to tudzież można
pogawędzić) i słynny nocny "Alkohole 24", gdzie jakiś czas temu zostałam
przywitana hasłem "Dawno Pani u nas nie było! Jakiś tydzień!". Dawno dawno
temu byłam również miłośniczką kiosku róg Przytyk i Kasprowicza, gdzie pan
kioskarz w odpowiedzi na "Dzień dobry" wręczał mi gazetę i papierosy, a
ponadto w czasie sesji potrafił wyjść z kiosku, dogonić mnie na ulicy i
zapytać, jak tam egzamin. Poza tym miał świetną pamięć do twarzy - poznał
mnie, gdy zajrzałam do niego po pięciu latach ;-)))
A Wy? Macie swoje ulubione miejsca? Czy też takie, gdzie noga Wasza nie
postanie? Zabawmy się w prywatny/forumowy ranking ;-)