vidi12
16.04.06, 18:06
Czas rozliczyć Prezydenta Warszawy
Czas najwyższy, aby podsumować trzeci rok pobytu prezydenta Kaczyńskiego w
Warszawie. Zapytacie Państwo: po co? Przecież prezydent już swojej funkcji
nie pełni. Bo takie jest prawo. Raz w roku Rada Warszawy ocenia
funkcjonowanie prezydenta za kolejny rok, który upłynął i udziela bądź nie
absolutorium. Dziś jednak mamy rzecz nie bywałą. Prezydent nie przepracował
do końca swojej kadencji, porzucając Warszawę, poszedł w Polskę w
poszukiwaniu lepszej dla siebie pracy. Posada prezydenta kraju była akurat
wolna i dalszy ciąg znamy. Ale, ale nie tak łatwo panie Kaczyński. Trzeba się
teraz rozliczyć przed warszawiakami. I to nie za ostatni rok, ale tak
naprawdę za całą kadencję. Nie chcę być posądzony o złą wolę, więc nie będę
pytał o sprawy oczywiste: ile mostów nowych powstało w czasie kadencji
prezydenta Kaczyńskiego, ile nowoczesnych skrzyżowań wielopoziomowych
wybudowano, ile oddano do użytku, budując od początku do końca, stacji metra,
ile domów komunalnych przekazano mieszkańcom Warszawy, aby rozwiązać trudne
sprawy mieszkaniowe. Nie będę pytał, bo wiem. Zero, czyli nic.
Szkoda, bardzo żałuję, że Platforma Obywatelska w kampanii wyborczej i na
prezydenta kraju, licząc na koalicję z PIS, nie pokazała odważnie mizerii
poczynań Kaczyńskiego w Warszawie - jaki to z niego był gospodarz Stolicy.
Szkoda, bo może wynik wyborczy nie przyniósłby takiego rozczarowania, jakie
obecnie przeżywamy. Owszem jedynym ugrupowaniem, które głośno o tym mówiło
był SLD. Ale, kto wtedy słuchał lewicy. Przecież była uosobieniem wszelkiego
zła i oskarżana o wszystkie polskie grzechy główne. A teraz otwieram gazety,
przecieram oczy i co widzę. "Życie Warszawy" - "Fatalny rok dla
stolicy", "Rzeczpospolita" - "Niewydane miliony". W czasie 3 lat nie wydano
na inwestycje ponad 1,6 miliarda złotych. To więcej niż budżet roczny pół
milionowego miasta. A gdy ostrzegała opozycja, że miasto nie realizuje
budżetu, niektórzy dziennikarze mieli z tego ubaw, bowiem urzędnicy
prezydenta zamiast się publicznie wytłumaczyć, urządzili wielogodzinną
akademię ku czci Kaczyńskiego. Nie, nie prezydenta na tej sesji nie było. W
czasie całej kadencji prezydent pojawił się na sesji Rady Warszawy tylko raz,
na jej początku, kiedy obejmował swój urząd. Nie znam drugiego miasta w
cywilizowanym świecie, gdzie prezydent tak by traktował swoje obowiązki. "Nie
pozwolę aby opozycja biła we mnie jak w bęben", podobno tak się tłumaczył
jako gość na sesji rady dzielnicy Targówek. Być może, gdy był i zmierzył się
z problemami, problemami, o których na sesjach Rady Warszawy często była mowa
skutki jego rządów byłyby dużo lepsze. A tak to bez wątpienia największym
sukcesem prezydenta Kaczyńskiego, ale boję się, że jednym było otwarcie
Muzeum Powstania Warszawskiego i przywrócenie Warszawiakom pamięci o tych
tragicznych wydarzeniach.
Niestety innych sukcesów jak na lekarstwo. Jako gospodarz nie rozwiązał zbyt
wielu problemów miasta. Bezpieczeństwo obywatelom stolicy miał zapewnić na
przykład monitoring wizyjny, ale za jego kadencji nie zainstalowano ani
jednej nowej kamery rejestrującej przestępstwa. Na warszawskie korki uliczne
miał być ogólnomiejski system sterowania ruchem pojazdów. Korki zostały i
powoli systemowo obejmują całą Stolicę, a systemu rozwiązania brak. Inne
trudne decyzje, jak przebieg dróg ekspresowych, zamiast rozmawiać i
tłumaczyć, odkładał na później. Negatywne opinie mieszkańców mogły przecież
zaszkodzić jego wizerunkowi.
Prezydent Kaczyński okres swoich rządów w Warszawie traktował bardziej jak
swoisty poligon przed walką o parlament i prezydenturę. Mówi się, że za
pieniądze podatników przygotowywał kadry dla siebie i dla rządu. A okres
przed wyborami i kampanii wyborczej to już zupełna kompromitacja."Ekipa
rządząca stolicą, zamiast inwestować i polepszać standard życia w mieście,
zajęła się kampanią wyborczą" ("Życie Warszawy" z 7 marca br.) Czy trzeba coś
lepszego za komentarz? A ciąg dalszy? - pyta wierny czytelnik z Bródna (adres
do wiadomości redakcji) A dalszy ciąg dopisze samo życie w czasie jesiennych
wyborów samorządowych. Mogę mieć tylko nadzieję, że warszawiacy nie uwierzą
znów tak łatwo w puste słowa i deklaracje i zapytają: "Czy ma Pan, Panie
Kandydacie o sprawach Warszawy blade pojęcie?"
Dariusz Klimaszewski
Zastępca Przewodniczącego
SLD w Warszawie