Gość: historyk
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
20.02.03, 00:38
Dobrze, że jest
Promocja książki „Historia Białołęki i jej dzień dzisiejszy” odbyła się przed
kilkoma tygodniami pokazuje, jak bardzo ważną rolę pełnią tego typu
publikacje w życiu lokalnej społeczności. Nie jest przypadkiem, że sala w
staromiejskim Klubie Księgarza wypełniona była prawie po brzegi. Nie zabrakło
również interesujących spotkań kuluarowych po zakończeniu części oficjalnej.
Statystycznym potwierdzeniem tego zainteresowania jest fakt, o którym
wspomniał prowadzący spotkanie dyrektor Białołeckiego Ośrodka Kultury, Tomasz
Służewski, iż dwutysięczny nakład tej książki został już praktycznie
rozprowadzony. Kilka słów warto więc poświęcić samej publikacji.
Redaktorem całości jest dr Andrzej Sołtan, znany varsavianista. Książka ma
budowę trójdzielną, pierwszą część stanowią artykuły historyczne Andrzeja
Sołtana, Jana Bergera, Mariana Marka Drozdowskiego, Ryszarda Szołwińskiego i
Janusza Ekesa. Drugą część stanowią szkice, relacje i wspomnienia, tą część
książki czyta się też chyba z największą ciekawością (nic dziwnego – plotki i
ploteczki są zawsze najbardziej interesujące, a historia w jakiejś mierze
opiera się właśnie na plotce). Trzecią część stanowi kalendarium – od
powstania gminy Warszawa Białołęka w 1994 roku aż po dzień dzisiejszy.
Osobiście z największym zaciekawieniem przeczytałem artykuł Andrzeja Sołtana
o najdawniejszych dziejach Białołęki, jako że im dawniejsze dzieje, tym
bardziej mają w sobie coś baśniowego. Dużo informacji rzeczowych zawiera
artykuł Jana Bergera, tym bardziej, że autor dotarł tu do wielu materiałów o
charakterze statystycznym i źródłowym (dane spisowe, księgi hipoteczne i
parafialne). Być może przydałoby się w tym miejscu więcej przypisów i
komentarzy, ostatecznie nie każdy czytelnik musi wiedzieć, co to jest
własność emphiteutyczna, podobnie jak nie każdy umie przeliczyć sobie na
hektary czy metry kwadratowe taką jednostkę powierzchni jak morga czy pręt, a
przecież tego typu publikacja jest przeznaczona z definicji dla masowego
odbiorcy.
Pewien niedosyt budzi artykuł poświęcony dwudziestoleciu międzywojennemu. Z
jednej strony jest to niewątpliwie najtrudniejszy do opisania okres, ponieważ
dzisiejsza dzielnica Białołęka jest tworem administracyjnym, a poszczególne
jej części miały swój własny rozwój, własną dynamikę i własną historię.
Ostatecznie poza linią kolejową trudno znaleźć jakiś wspólny mianownik dla
przemysłowego Żerania, powstających w latach 30 osiedla domków
jednorodzinnych w Białołęce Dworskiej czy handlowo-rzemieślniczego Henrykowa.
Tym niemniej zabrakło moim zdaniem w opisie dwudziestolecia takich spraw jak
działalność Polskiej Macierzy Szkolnej (która odegrała na terenie dzisiejszej
Białołęki bardzo ważną rolę kulturo- i elitotwórczą), wiadomości o życiu
codziennym mieszkańców ziemi białołęckiej. Ciekawe by były na przykład dane
dotyczące sytuacji ekonomicznej mieszkańców poszczególnych osiedli.
Bardzo szczegółowy, jeśli chodzi o historię militarną Białołęki jest artykuł
Ryszarda Szołwińskiego, choć nie pozbawiony kilku błędów rzeczowych (np.
syndykaliści niewiele mieli wspólnego z SN). Autor wiele miejsca poświęca
wydarzeniom militarnym na terenie ziemi białołęckiej oraz działalności
konspiracji niepodległościowej. Duże wrażenie robi zamieszczone i sporządzone
z wielką starannością kalendarium wydarzeń wojennych. Za pewien mankament
tego artykułu można uznać brak informacji o życiu codziennym mieszkańców pod
okupacją (przecież nie wszyscy walczyli i konspirowali). Gwoli
sprawiedliwości trzeba jednak powiedzieć, że informacje o tym znajdują się w
rozbudowanej formie w części wspomnieniowej książki. Sporym brakiem
(wytkniętym już przez recenzenta z „Gazety Wyborczej”) jest brak wzmianek o
obozach pracy dla ludności żydowskiej położonych m.in. na terenie Piekiełka i
Tarchomina, zmuszonych do niewolniczej pracy przy budowie wału wiślanego.
Dziejom powojennym poświęcony jest artykuł Janusza Ekesa, stanowiący krótki
przekrój najważniejszych wydarzeń na terenie części ówczesnej Pragi Północ.
Książka o historii lokalnej pełni siłą rzeczy zawsze rolę upamiętniającą,
toteż dobrze, że autor wspomniał o kilku osobach szczególnie zasłużonych na
tym terenie, takich jak wieloletnia dyrektorka szkoły w Choszczówce Romana
Grzybowska, czy zasłużony nauczyciel i społecznik Wojciech Zawadzki.
Oczywiście, rozwój badań nad historią najnowszą będzie również poszerzał
naszą wiedzę o najnowszych dziejach Białołęki. Jako ciekawostkę mogę tu
podać, że w ostatnio wydanej książce Błażeja Brzostka o robotnikach
warszawskich w czasach stalinowskich znalazły się m.in. takie informacje jak
ta, że w 1952 roku władze partyjne (ówcześnie rządzącej Polską PZPR) bardzo
martwiły się, iż w okresie apogeum walki z Kościołem katolickim i religią na
czele procesji religijnej kroczył m.in. sekretarz rady zakładowej
Tarchomińskich Zakładów Farmaceutycznych, a ołtarze budowali robotnicy –
członkowie partii. Moim zdaniem, choć de gustibus non disputandum est, jest
nadmiernie publicystyczny język tej części pracy.
Prawdziwymi perłami wydobytymi z zapomnienia są niektóre wspomnienia i
szkice. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie kilka szkiców Edwarda Figauzera,
a zwłaszcza ten poświęcony pewnemu budynkowi w Henrykowie. Obecnie budynek
ten stoi nieco zapomniany, opuszczony, w czasach mojego dzieciństwa znajdował
się tam sklep z AGD, a sam budynek, mimo znacznej już wtedy dewastacji zdawał
się być jakiś inny, majestatyczny i tajemniczy. I rzeczywiście, historia
szkoły dla upadłych dziewcząt, prowadzonej w okresie międzywojennym przez
siostry Samarytanki, mogła być z powodzeniem materiałem na kilka scenariuszy
filmowych. Jest tam i historia tragicznej miłości, i wytrwałej pracy
organicznej, dramat wojny, i słynna „Pastorałka” Leona Schillera, którą
uwiecznił w swojej książce Czesław Miłosz. Chyba właśnie tego typu
wspomnienia stanowią istotę historii lokalnej, które nic nie tracąc z
materiału faktograficznego i z prawdy historycznej potrafią przywrócić klimat
minionych już lat. Często zresztą dzięki temu przywracają one lokalnej
społeczności jakieś rzeczy, miejsca i osoby, które – choć dawno zapomniane –
stanowią element dzisiejszej tożsamości.
Krzysztof Madej