Dodaj do ulubionych

Kasy oszczędnościowo-budowlane są potrzebne

IP: 109.95.150.* 14.05.10, 07:25
"Gdy człowiek ma chwilę czasu, żeby
się dobrze nad tym wszystkim zastanowić, i gdy jest w
odpowiednim nastroju, aż gęba mu się wykrzywia od śmiechu,
kiedy idzie taką podmiejską ulicą i myśli o tych, co przy niej
mieszkają. No bo na dobrą sprawę, czym właściwie jest ta nasza
Ellesmere Road? Więzieniem z dwoma rzędami cel. Szeregiem
„bliźniaków" - izb tortur, w których drżą i kwiczą ze
strachu pożałowania godni faceci, tacy „od pięciu do dziesięciu
funtów tygodniowo"; gnębią ich szefowie, żony wchodzą na
głowy, a dzieci-pijawki wysysają im krew. Słyszy się wiele bzdur
o cierpieniach robotników. Bez przesady. Czy robotnik leżałby
bezsennie, trawiąc czas na rozmyślaniach o tym, co się stanie, gdy
go zwolnią? Owszem, bywa on narażony na fizyczne udręki, lecz
gdy nie pracuje, jest prawdziwie wolnym człowiekiem.
Tymczasem w każdym z tych małych, zdobnych stiukami pudełek
siedzi jakiś nieborak, który nigdy nie jest i nie będzie wolny, chyba
tylko podczas głębokiego snu, kiedy to roi, że wrzucił pryncypała
do studni i zasypuje go workami węgla.
Oczywiście, tłumaczyłem sobie, cały problem z takimi ludźmi
jak my polega na tym, że wszystkim nam błędnie się wydaje, iż
mamy coś do stracenia. Bujda z chrzanem. Zacznijmy od tego, że
dziewięć dziesiątych mieszkańców Ellcsmcre Road myśli, że są
właścicielami swoich domów. Ellcsmcre Road i cały kwartał
skupionych wokół niej budynków należy do potężnego szwindlu,
instytucji zwanej „Majątek Hcsperydy", własności „Towarzystwa
Budowlanego «Radosny Kredyt»". Towarzystwa budowlane to
chyba największa granda dzisiejszych czasów. Zgoda, mój biznes,
czyli asekuracja, również jest oszukaństwem, ale oszukaństwem
uczciwym, w którym gra się w otwarte karty. Natomiast cały
cymes w działalności tych firm polega na wpojeniu ludziom
przekonania, że świadczy się im nie wiadomo jakie
dobrodziejstwo. Walisz ich pałą, a oni całują cię za to po rękach.
Czasami myślę, że siedzibę „Majątku Hcsperydy" powinien
uwiecznić potężny posąg boga towarzystw budowlanych. Byłby to
zaiste osobliwy bóg. Wyobrażam go sobie jako postać dwupłciową.
Od pasa w górę byłby dyrektorem, a w dół - ciężarną kobietą. W
jednej ręce dzierżyłby wielki klucz - oczywiście klucz do domu
pracy przymusowej - a w drugiej... zaraz, zaraz, jak się nazywa ta
rzecz przypominająca kształtem rożek
francuski, z której wysypują się różne prezenty? - aha, róg ob-
fitości. Sypałby się z tego rogu deszcz przenośnych radiood-
biorników, polis asekuracyjnych, sztucznych szczęk, tabletek
aspiryny, prezerwatyw i betonowych walców do ubijania ścieżek
ogrodowych.
Jeśli chodzi o ścisłość, my, zamieszkali przy Ellesmere Road,
nie zostajemy właścicielami naszych domów nawet wtedy, kiedy
zakończymy ich spłacanie. Bo widzicie, nie jest to własność, tylko
dzierżawa. Te domy kosztują pięć i pół tysiąca funtów, spłacać je
trzeba przez szesnaście lat, a gdyby ktoś chciał kupić taki dom za
gotówkę, zapłaciłby tylko około trzech tysięcy ośmiuset funtów.
Oznacza to, że „Radosnemu Kredytowi" przypada zysk w
wysokości tysiąca siedmiuset funtów, nie muszę chyba jednak
dodawać, że firma na tym nie poprzestaje. Kwota trzech tysięcy
ośmiuset funtów zawiera zysk budowniczego, ale „Radosny
Kredyt", występujący w tym wypadku jako przedsiębiorstwo
„Wilson & Bloom", sam stawia te domy, zagarniając ów zysk.
Płaci tylko za budulec, lecz i przy tej okazji zgarnia zysk,
ponieważ (tym razem jako firma „Brookes & Scatterby") sprzedaje
sama sobie cegłę, dachówkę, drzwi, ościeżnice, piasek, cement i
chyba również szkło okienne. Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś mi
powiedział, że pod jakąś inną nazwą sprzedaje sama sobie również
drewno na te drzwi i ościeżnice. Poza tym -było to coś, co
mogliśmy wszyscy przewidzieć, choć aż szczęki nam opadły, gdy
się o tym dowiedzieliśmy - przedsiębiorczość „Radosnego
Kredytu" nie ogranicza się bynajmniej do interesów budowlanych.
Gdy wytyczano Ellesmere Road, zamykały ją otwarte błonia - niby
nic nadzwyczajnego, ale dzieci grywały tam w piłkę - zwane
Łąkami Platta. Wprawdzie oficjalnie nigdzie tego nie napisano,
panowało jednak wśród nas przekonanie, że Łąki Platta pozostaną
nie zabudowane. Lecz przedmieście West Bletchley rozrastało się.
W roku 1928 zbudowano tu wytwórnię marmolady Rothwella, a w 1933 „Anglo-Amerykańskie Zakłady Budowy Rowerów Stalowych". Przybywało
mieszkańców, czynsze szły w górę. Nigdy nie miałem okazji
poznać czy choćby zobaczyć sir Huberta Cruma ani żadnej innej
szychy z „Radosnego Kredytu", lecz oczami wyobraźni widziałem,
jak cieknie im ślinka. No więc nagle przyjechały ekipy budowlane
i na Łąkach Platta zaczęły rosnąć domy. „Hespery-dy" podniosły
gromki wrzask, a okoliczni mieszkańcy powołali komitet
protestacyjny. I co? Guzik pomogło! Prawnicy Cruma w pięć
minut wybili nam z głów protesty, Łąki Platta zabudowano. Jednak
najsubtelniejszy szwindel, za który stary Crum nie na darmo
zasłużył na swój tytuł baroncta, polegał na manipulacji
psychologicznej. Ulegając złudzeniu, jakobyśmy byli
właścicielami naszych domów i mieli, jak to się mówi, „udział
gruntowy", my, nieboracy przynależni do „Hcspcryd" i innych
podobnych spółek, zostaliśmy na zawsze oddanymi niewolnikami
Cruma. Zostaliśmy wszyscy szacownymi właścicielami nie-
ruchomości - my, to znaczy torysi, potakiwacze i wazeliniarze.
Przecież nic zarżniemy kury znoszącej złote jajka! To zaś, że
Bogiem a prawdą żadni z nas właściciele, że spłaciliśmy dopiero
połowę rat za domy, że drżymy ze strachu na myśl, że coś mogłoby
nam się zdarzyć, nim uregulujemy ostatnią ratę, najzwyczajniej w
świecie pogłębia to nasze niewolnictwo. Wszystkich nas kupiono,
na dobitkę za nasze własne pieniądze. I pomyśleć, że każdy z tych
zakichanych gówniarzy, co to wypruwają sobie żyły, żeby spłacić
podwójną wartość domku dla lalek, który nazywa się „Bellc Vue",
czyli „Piękny Widok" (ale widok zasłaniają domy naprzeciw, a
piękna jest w okolicy tyle co brudu za paznokciem).
George Orwell "Brak tchu". Powieść z 1939r.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka