batu 16.11.04, 17:15 Dlaczego dopiero teraz mamy Ministra, który wg. mojej opinii jast fachowcem, który wszystkich "dotychczasowych" ma pod sobą. Panu Gronickiemu ze swojej strony życzę dalszych sukcesów i jestem Jego wiernym kibicem. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Karolek Re: Gronicki: coraz bardziej możliwe wejście Pols IP: *.pool.mediaWays.net 16.11.04, 20:17 Do 2009 jeszcze daleko, pozyjemy - zobaczymy. I tak nasi wszystko spieprza! Odpowiedz Link Zgłoś
bonobo44 Re: Gronicki: coraz bardziej możliwe wejście PL 16.11.04, 21:29 Wlasciwy krok w pozadanym kierunku - tak trzymac 8) szkoda tylko, ze dopiero na nastepna olimpiade 8( <<Gronicki: Euro w Polsce coraz bliżej d, PAP 16-11-2004 , ostatnia aktualizacja 16-11-2004 19:03 Według ministra finansów Mirosława Gronickiego Polska jest coraz bliższa wejścia do strefy euro w 2009 r. - Przybliża się cel, jakim jest wejście Polski do strefy euro w 2009 r., choć musimy jeszcze trochę powalczyć - powiedział we wtorek Gronicki w Brukseli, gdzie uczestniczył w posiedzeniu 25 unijnych ministrów finansów. Polska i inne kraje zaproponowały, aby koszty reformy systemów emerytalnych nie obciążały ich deficytów budżetowych, kiedy będzie dokonywana ocena, czy kraje te spełniają kryteria wejścia do strefy euro (jednym z warunków wprowadzenia euro jest deficyt nie przekraczający 3 proc. PKB) - Zapadła decyzja o "specjalnym traktowaniu reform emerytalnych" - zapewnił dziennikarzy Gronicki. Podobnie wypowiadał się minister finansów Holandii Gerrit Zalm. >> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leon Brak rzeczowej debaty o euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 21:52 Brakuje mi rzeczowej debaty o euro. To co jest w mediach i można usłyszeć od polityków to jedynie jakieś hasła, albo zawracanie głowy ludziom sprawami technicznymi, takimi jak traktowanie aktywów OFE lub licytacja datą wejścia. Potem z tej całej papki okazuje się, że większość społeczeństwa mówi nie, bo nie wie czego się może spodziewać - vide ostatnie sondaże o paparciu integracji ze strefą euro w nowych krajach członkowskich UE. Niezorientowanych postraszy jakiś Romek lub Bolek, że stracimy ostoję suwerenności - złotego i fala się unosi. Stanowisko wobec euro powinna być kluczowym punktem programów gospodarczych partii, bo wejście do strefy euro jest ważne na lata, dekady,a może i dłużej. My jednak skupiamy energię na tropieniu szpiegów... Na marginesie przypomnina mi się prawo Kopernika/Grashama, że gorszy pieniądz wypiera lepszy.Jeśli informacje o euro będą takie jak do tej pory, to złoty w tej dekadzie raczej nie da się wyprzeć przez euro. Największą stratą będzie brak tego co moglibyśmy zyskać dzięki euro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zysk Re: Brak rzeczowej debaty o euro IP: *.dip.t-dialin.net 16.11.04, 23:27 zyskac? Zamiast peiprzyc ile mozna zyskac, zastanowmy sie ile mozemy stracic, a scisle jak dlug trzeb sie trzymac zlotego, zeby na euro nie zaje...o? To jest bardzoi serio pytanie, nikt nie mowis o stratach, jak pozbedziemy sie mozliwosci kreowania polityki monetarnej i kursowej, a to oznacza wejscie do euro, to jedyny sposob na wygladzanie tempa wzrost w sytuacji zagorzenia recesja bedzie polityka fiskalna, a na ta zalozony jest kaganiec traktatu z maastricht. Juz dzis jest to spory problem dla niemiec i francji (nie mowie, ze brak eskpansji fisklanej jest przyczyna ich klopotow, ale spojrzmy na usa, gdize nie ma MT, tam gospodarka odbija sie szybciej, moze w ryzykowny sposob, ale szybciej). Czy my to euro przezyjemy bedac w kagancu MT, i tak slabi gospodarczo jak obecnie, to jest dobre pytanie. A pytanie o korzysci, czy tez raczej odpowiedz na nie to banalna paplanina matolkow wychowanych przez Lesia. Argumenty Rysia Petru, ze spadnie ryzyko kursowe sa moze sensowne, ale plecenie przez niego, ze spadnie koszt kredytu to bzdura, do tego nie trzeba pozbywac sie zlotego (wiec i kontroli nad polityka monetarna), Do tego wystarczy zamienic Pana Jego Wszechmogacego Balcera na Leppera (hehe) i zalatwione. Tak serio to mniej dogmatyczny prezes plus regulacje zwiekszajace konkurencyjnosc na rynku bankowym, zalatwia sprawe w tym wzgledzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ix RZECZOWA DEBATA O EURO IP: *.chello.pl 18.11.04, 03:49 zyskac? Zamiast peiprzyc ile mozna zyskac, zastanowmy sie ile mozemy stracic, a scisle jak dlug trzeb sie trzymac zlotego, zeby na euro nie zaje...o? To jest bardzoi serio pytanie, nikt nie mowis o stratach, jak pozbedziemy sie mozliwosci kreowania polityki monetarnej i kursowej, a to oznacza wejscie do euro, to jedyny sposob na wygladzanie tempa wzrost w sytuacji zagorzenia recesja bedzie polityka fiskalna, a na ta zalozony jest kaganiec traktatu z maastricht. Rozumiem ze o stratach piszesz w kontekscie medialnych dywgacji o walce dolara z euro i o to Ci tak naprawde chodzi. Slaby dolar to duzy problem dla strefy euro ze wzgledu na obnizanie sie oplacalnosci eksportu, jednak to nie dolar walczy z euro, a rzad USA z recesja. W dodatku sa jeszcze Chiny i jesli jakies waluty walcza to FED i rzad USA dyskontuja powiazanie juana z dolarem. To jest odkrzacz dzieki któremu USA moga obnizyc wartosc waluty a nie przeklada sie to na sile nabywcza tj nie spada, przynajmniej w statystykach. Teza ze wlasna polityka monetarna pozwala na wyjscie z recesji jest tylko czesciowo prawdziwa. Polityka monetarna musi byc adekwatna do otoczenia gospodarczego i partnerów handlowych. Cel jest jeden: opanowac rynki przylegle. Oznacza to ze aby prowadzic taka skuteczna polityke, rzad wraz z NBP powinien wlasnie teraz kiedy jeszcze mamy te instrumenty bardzo silnie zdewaluowac zlotego, wzmacniajac polskich przedsiebiorców w walce o rynki EU. Jakos nic na to nie wskazuje, wcale nie wypuszczamy wiekszej ilosci papierów dluznych i nie obnizamy wartosci waluty. Oznaczac to moze dwie rzeczy 1. ze ludzie kreujacy polityke monetarna i kursowa nie wiedza gdzie sa w obecnej chwili zapasy mocy wytwórczych, na Zachodzie czy w Polsce 2.byc moze NBP i rzad uznaja, ze nie mielibysmy czym zrekompensowac spadajacej nieuchronnie w takim wypadku podazy. Najprawdopodobniej jednak wszyscy wiedza, ze zapasy mocy pojawily sie w Polsce, dzieki temu gielda rosnie a spólki emituja dlug. Najprawdopodobniej NBP uwaza ze nie byloby czym zastapic ograniczonej dewaluacja spadajacej podazy, w szczególnosci spadku nakladów inwestycyjnych w technologie. Patrze na to troche inaczej i wydaje mi sie ze nakladów inwestycyjnych dokonuje sie tym chetniej w gospodarke która zaraz bedzie przezywac boom spowodowany wzrostem popytu wewnetrznego, co zawsze ma miejsce po jakims czasie od dewaluacji waluty. Wiec byc moze strach przed dewaluacja spowodowany jest tym ze ograniczenie podazy odbiloby sie negatywnie na gospodarce poprzez ograniczenie popytu konsumpcyjnego. Jakkolwiek by nie bylo, trudno mi dostrzec sensownosc naszej polityki monetarnej i kursowej. Stad mam glebokie przekonanie ze juz od jakiegos czasu nasi ekonomisci tez zauwazyli ten "brak mocy". Jest on spowodowa ny przede wszystkim znoszeniem barier handlowych z glównymi partnerami i tym ze nasza gospodarka z miesiaca na miesiac staje sie coraz bardziej otwarta tj zalezna i poddana w szerszej mierze zasadzie szukania równowagi miedzy podaza a popytem, a w mniejszej decydentom, niezaleznie czy Wisle maja po prawej czy po lewej rece kiedy siedza za swoimi biurkami po obu stronach ulicy Swietokrzyskiej. Tym samym oplacanie instytucji, które efektywnie dzialac juz nie moga, bo definitywnie utracily moc, staje sie ekonomicznie nieuzasadnione. Realny wplyw na ksztaltowanie swiata i podejmowanie waznych decyzji przenosi sie na szczebel instytucji europejskich. To jest taka inflacja wladzy, wszyscy juz widza ze wladza polityczna przez 20 lat sie zdewaluowala, a wladza ulegla rozproszeniu i zdecentralizowaniu. Problemem jest natomiast to, ze jeszcze nie wyksztalcila sie klasa polityczna która nauki zarzadzania duzymi instytucjami nauczyla sie w wyniku ryzykowania wlasnymi pieniedzmi i prowadzenia wlasnych przedsiebiorstw. Sila rzeczy taka wladza podejmowalaby dzialania rynkowe, a nie polityczne. Podobnie rzecz sie ma obecnie z socjalistami europejskimi zasilajacymi biznes, prowadzacymi eurogospodarke na manowce tylko z tego powodu, ze nie umieja sie poruszac w swiecie zasad ekonomicznego dzialania a doskonale operujac danymi ekonomicznymi. Ta róznica powoduje ze to Europa placi za swiatowe krachy a dystans miedzy USA a Europa wzrasta. Gość portalu: zysk napisał(a): Juz dzis jest to spory problem dla niemiec i francji (nie mowie, ze brak eskpansji fisklanej jest przyczyna ich klopotow, ale spojrzmy na usa, gdize nie ma MT, tam gospodarka odbija sie szybciej, moze w ryzykowny sposob, ale szybciej). Czy my to euro przezyjemy bedac w kagancu MT, i tak slabi gospodarczo jak obecnie, to jest dobre pytanie. Dla Holandii, Francji, Niemiec a ostatnio i Wloch coraz bardziej oczywiste jest ze zadluzenie jest OK jesli umie sie je sfinansowac wzrostem efektywnosci, obnizeniem kosztów pracy etc. Wzrost emisji dlugu jest reakcja dyskontowania wiarygodnosci na która zapracowalo sie w okresie poprzednim. Jednym slowem sam fakt wprowadzenia euro i narzucenia kaganca maastricht stal sie dla rynków wystarczajacym swiadectwem wiarygodnosci prowadzonej polityki, co przelozylo sie na zaufanie do waluty, co z kolei musi doprowadzic do stworzenia mechanizmu jednakowej, równej partycypacji w dlugu europejskim. Nie da sie bowiem dluzej byc w rozkroku: dzielac kompetencje do kreacji dlugu pomiedzy rzady krajowe a EBC. Skoro dlug emitowany jest w proporcji do dochodów budzetowych oznacza to, ze taniej i wiecej przyciagna go panstwa duze i bogate, choc niekoniecznie tak preznie rozwijajace sie w sensie produkcji towarow i uslug jak pozostale. Oznacza to tez, ze koszt pozyskania tego kapitalu jest mniejszy. Zatem wlasnie biedniejszym krajom powinno zalezec na silniejszej integracji, i na poszerzeniu istniejacych pól wspólpracy. Jesli do tego nie dojdzie to znaczy ze Unia stala sie sprawna instytucja dojenia,herezja rozpowszechniana pod sztandarami jednosci. Rzeczywistosc niestety wyglada tak, ze partykularyzm wydaje sie zwyciezac. Nie oznacza to jednak zdewaluowania sie IDEI. Wrecz odwrotnie, idea nadal bedzie sie rozwijac, bo musi, bo taka jest zasada, rozwój polega na tworzeniu wiekszych i bardziej spójnych systemów: panstwowych, monetarnych, finansowych etc. Oznacza to tylko koniecznosc determinacji i prowadzenia skuteczniejszych sposobów osiagania tych celów. Nie bardzo wiem kto ma wiec nieprzezyc wprowadzenia Euro? I z jakiego powodu. Bezwladnosc naszej polityki finansowej sklania raczej do przypuszczen ze juz jestesmy z euro zwiazani, natomiast wszystkie negatywne aspekty jak: koniecznosc ksiegowania kursów, zmian walut, opodatkowania róznic kursowych i tysiace czasogodzin mozna byloby zagospodarowac bardziej produktywnie i ekonomicznie wydajniej. Herbata bowiem robi sie slodka od cukru a nie od tego ile czasu bedziemy mieszac roznice kursowe. Mieszajac ta sama lyzeczka, w tym samym czasie mozna zamieszac kilka herbat jesli miesza sie wlasciwym koncem tej lyzeczki. A pytanie o korzysci, czy tez raczej odpowiedz na nie to banalna paplanina matolkow wychowanych przez Lesia. Argumenty Rysia Petru, ze spadnie ryzyko kursowe sa moze sensowne, ale plecenie przez niego, ze spadnie koszt kredytu to bzdura, do tego nie trzeba pozbywac sie zlotego To co piszesz jest niespójne. Spadek ryzyka kursowego musi sie przelozyc na spadek kosztu kredytu z tej prostej przyczyny ze kosztem pieniadza jest ubezpieczenie tego ryzyka. Ponadto wiekszemu pozycza sie taniej. Kontrole nad polityka kursowa i walutowa warto jest utrzymywac jedynie wtedy kiedy moze ona byc efektywna i nie generuje zbednych kosztów. Otóz w obecnej sytuacji nie warto, bo kontrola ta jest iluzoryczna.Masz racje piszac ze korzysci nie bedzie, bedzie za to odciecie ogona strat generowanych nie tylko przez instytucje finansowe jak NBP ale przede wszystkim przez efektywnosc pracy ksiegowych. Nie oznacza to ze beda musieli pra Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ix Re: Nierzeczowa debata o euro IP: *.chello.pl 18.11.04, 02:04 Gość portalu: Leon napisał(a): 1. Brakuje mi rzeczowej debaty o euro 2.Potem z tej całej papki okazuje się, że większość społeczeństwa mówi nie, bo nie wie czego się może spodziewać 3.wejście do strefy euro > jest ważne na lata, dekady,a może i dłużej. My jednak skupiamy energię na > tropieniu szpiegów... 4.prawo Kopernika/Grashama, że gorszy pieniądz > wypiera lepszy.Jeśli informacje o euro będą takie jak do tej pory, to złoty w > tej dekadzie raczej nie da się wyprzeć przez euro. Największą stratą będzie > brak tego co moglibyśmy zyskać dzięki euro. Wiec: Ad.1 Fajnie ze zaczales debate, szkoda ze merytoryczna czesc ogranicza sie do koncówki Twojego postu. Ad2 nie jest istotne co mówi spoleczenstwo, pieniadz nie jest demokrata. To prawa ekonomii tworza ludzi bogatych, to ludzie bogaci tworza ekonomie, to biedni wymyslili demokracje jako odwet na bogatych. Demokracja nie legitymizuje bogactwa, to bogactwo stac na znoszenie demokracji. Ad3.Trzeba rozrózniac perspektywy: perspektywa dlugoterminowa mówi: tendencja swiatowa jest rozszerzanie pola obowiazywania miar, wag, walut, dlatego euro jest korzystne. Perspektywa krótkoterminowa mówi: obecnie przystapienie do euro byloby korzystne, bo nieprzystapienie nie powoduje zwiekszenia eksportu do Stanów; perspektywa srednioterminowa mówi: NIE WIADOMO jakie beda kryteria konwergencji, czy pakt stabilizacyjny zostanie utrzymany, czy najwieksi beda nadal naduzywac swojej sily w celu zwiekszenia emisji dlugu tylko na swoja rzecz, czy tez zostana wprowadzone mechanizmy unifikujace wartosc emitowanego dlugu w przeliczeniu na jednego mieszkanca UE, a nie na dochód per capita. Nie wiadomo w która strone idzie Europa, póki co stoi w rozkroku, inwestuje w przegrzana gospodarke chinska, jak wczesniej w 1997 w Rosyjska, w 1998 w Tajska, i w Argentynska. Zadne zwiazanie waluty krajowej z kursem jakiejs waluty nie moze przyniesc odpowiednich skutków jesli OBA instrumenty: stopy procentowe oraz emisja dlugu sa poddane róznym osrodkom wladzy. Póki co Europa nie ma na poziomie europejskim wiarygodnego osrodka kierujacego emisja lub wykupem dlugu, ma za to osrodki narodowe, które swojej pozycji bezkarnie naduzywaja. Gospodarke Chinska czeka krach i to dopiero bedzie niezly cyrk, bo jak zwykle najbardziej umocza inwestorzy europejscy, którzy mysla o ekonomii jak malpa o goleniu. Pytanie czy euro gospodarka wydzwignie sie z tego krachu jeszcze przed naszym wstapieniem. 4. Gorszym pieniadzem obecnie jest dolar. Po krachu w Chinach, bedzie nim euro. Wtedy wyprze zlotówke. Gorszy pieniadz wypiera lepszy, ale to dlatego USD jest waluta swiatowa, i dlatego Euro nie ma na to szans, bo nie tworzy mechanizmu europejskiej emisji dlugu. Tworzy sztywne ramy, które w jednych warunkach zapobiegaja nadmiernemu zadluzaniu sie przez panstwa, w innych warunkach uniemozliwiaja zaciaganie taniego dlugu. Europejski system finansowy jest doktrynerski i mimo, ze powodem tego byl brak zdrowego rozsadku w rzadach krajowych, przy tak silnych ruchach na scenie globalnej jest ograniczeniem. Europejski system finansowy poprzez zostawienie w reku rzadów krajowych kompetencji emisji dlugu poprzez nieefektywny jak widac mechanizm maxymalnych deficytów budzetowych poglebia jedynie nierównosci europejskie bo koszt kapitalu stanowiacego dlug niemiecki jest nizszy niz koszt kapitalu dlugu polskiego. Jest to system niedokonczony i marnotrawny,bo druga reka wprowadza sie systemy wyrównawcze, doplat bezposrednich i funduszy strukturalnych. Wszystko to sprawia ze to Komisji Europejskiej i panstwom osciennym bardziej zalezy na przystapieniu do UE, do EMR2, do Schengen, etc. niz glównym rozgrywajacym: rzadom wielkich panstw czlonkowskich. Europejski system walutowy opiera sie na doktrynie silnego pieniadza, tj gospodarka jest silna kiedy silna jest waluta. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówia inaczej: waluta moze byc slaba a gospodarka silna jesli sila nabywcza slabnacej waluty zostanie zrekompensowana obnizaniem kosztów produkcji, zatrudnienia, podatków, wzrostem efektywnosci pracy. Dla slabych gospodarek silna waluta jest wiekszym zagrozeniem niz slaba, dowodem tego sa wszystkie najwieksze krachy finansów publicznych w ostatnich 10 latach. A gospodarka europejska jest slaba, w porównaniu z gospodarkami panstw przystepujacych i UK. Nasza gospodarka jest silna, mamy slabe rzady, ale mocne intelektualnie zaplecze rzadowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tom Przekonajcie mnie o przewadze korzysci IP: *.54.17.70.tisdip.tiscali.de 16.11.04, 23:10 Dotychczas przekonany nie jestem. Wprawdzie na makro na uczelni sie obijalem, ale wprowadzenie Euro w Niemczech przynioslo bardzo widoczny rezultat, ktorym byl wzrost dokladnie wszystkich cen. Nie dotyczy to tylko zaokraglania. W bardzo wielu przypadkach cena 1DM zostala zastapiana cena 1E, poniewaz korzysc ze zwiekszonych wplywow przewazyla nad zmniejszeniem sprzedazy - ludzie w wiekszosci pogodzili sie ze wzrostem cen i go zaakaceptowali. Ale czy Polakow na to stac? Z tego co pamietam, to zarobki sa troche nizsze, niz w Niemczech. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: konrad Re: Przekonajcie mnie o przewadze korzysci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 23:38 A jaki jest interes w przekonywaniu Cię? Ale dobrze: 1 ograniczenie ryzyka walutowego 2 nie porównuj gospodarek Polski i Niemiec. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tom Wiecej info IP: *.54.40.82.tisdip.tiscali.de 17.11.04, 23:59 Wiesz, nie popisales sie, jezeli kojarzysz tylko ryzyko kursowe. Oczywiste sa tez na przyklad koszty transakcyjne. A czy moze sie wypowiedziec ktos, kto wie na ten temat wiecej?? Dzieki i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ix PRZEKONUJ SIE SAM IP: *.chello.pl 18.11.04, 04:04 Jak rozumiem na uczelni powiedzieli Ci ze silna waluta=silna gospodarka, tak? Boze, to straszne jak niewiele na europejskich uczelniach mozna zrozumiec z gospodarki. Chlopie jedz do Stanów, nam nie zalezy na Twoim wyksztalceniu, a tym bardziej na zadnym przekonywaniu Cie. Mam tylko kilka pytan: ile godzin zajmuje liczenie czegos co nie ma sensu, np, kursów walut, róznic kursowch i wypelniania PITów i CITów, ile kosztuja ubezpieczenia od zmiany kursów walut, kto na tym zarabia i czemu rozklada sie to na koszt kredytu czyli odsetki placone od kazdej zlotówki wzietego kredytu niezaleznie od tego czy jest to kredyt obrotowy czy hipoteczny? Wiesz to ze zes sie na uczelni obijal to widac, nie ma sie czym chwalic, ekonomia rodem z magla lub rozmów sasiadek pt Co ile zdrozalo...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ix Re: PRZEKONUJ SIE SAM IP: *.chello.pl 18.11.04, 04:32 Albo inaczej: wyobraz sobie duza hale w niej stoi 10 000 biurek i 10 000 komputerów i kazdy zaopatrzony w 10 000 Windowsów XP które wzbogacaja Gatesa i kilkadziesiat tysiecy czasopism branzowych z ostatniego roku w których zebrac mozna belkot dotyczacy walut i kursów, ograniczania ryzyka etc. Za tymi wszystkimi biurkami siedzi 10 000 ksiegowych I zlicza róznice kursowe w 100 000 firm Siedza tak i licza przez 3 dni w miesiacu, Osiem godzin Z czego 3 godziny poswiecaja na myslenie o rzeczach przyjemniejszych, jeden o zabawie z dzieckiem, drugi o ciurlaniu, trzeci o spadochronach, czwarty o zakupie nowego garnituru. I jeszcze pomysl o zarówkach nad biurkami O koszcie energii elektrycznej I o koszcie najmu powierzchni A teraz POMYSL: SKRESLAJAC KILKA PRZEPISÓW WYSYLASZ ICH WSZYSTKICH NA ZIELONA TRAWKE czyli kazdego tam gdzie chcialby byc. 1. spadaja koszty 2. okazuje sie ze tego wszystkiego juz nie trzeba liczyc a zarabia sie tyle samo 3. polowa z nich byla wyjatkowo pracowita i zamiast isc na zielona trawke zaczela myslec co wynika z tych kretynskich przepisów które sprawialy, ze przez ostatnie 10 lat kazdy z 10 000 ludzi poswiecal 3 dni swojego zycia na to zeby liczyc cos co z dnia na dzien okazalo sie NIEPOTRZEBNE. Kto im zabral te dni i jak niewiele dal im w zamian? I co zrobic, aby nigdy w zyciu nie dac sie tak zrobic w oko? 4.A pod sam koniec pomysl czy warto studiowac ekonomie, czy warto moze sie na niej znac. 5. Masz racje, to byly optymistyczne zalozenia: obijac bedzie sie nie polowa a 3/4 zajmie im to nie 3 dni a 9, myslec bedzie nie polowa, ale 1 z 10 000. Tak, ale ten jeden zostanie nowym Gatesem, nowym Einsteinem albo poswieci sie muzyce o której marzyl od poczatku swojego zycia tylko wydawalo mu sie ze rodzice mieli racje ze ksiegowosc to jest to. 6. To by bylo na tyle, ale to przeciez NIEWAZNE. Odpowiedz Link Zgłoś