Dodaj do ulubionych

Gronicki: coraz bardziej możliwe wejście Polski...

16.11.04, 17:15
Dlaczego dopiero teraz mamy Ministra, który wg. mojej opinii jast fachowcem,
który wszystkich "dotychczasowych" ma pod sobą. Panu Gronickiemu ze swojej
strony życzę dalszych sukcesów i jestem Jego wiernym kibicem.
Obserwuj wątek
    • Gość: Karolek Re: Gronicki: coraz bardziej możliwe wejście Pols IP: *.pool.mediaWays.net 16.11.04, 20:17
      Do 2009 jeszcze daleko, pozyjemy - zobaczymy. I tak nasi wszystko spieprza!
      • bonobo44 Re: Gronicki: coraz bardziej możliwe wejście PL 16.11.04, 21:29
        Wlasciwy krok w pozadanym kierunku - tak trzymac 8)
        szkoda tylko, ze dopiero na nastepna olimpiade 8(

        <<Gronicki: Euro w Polsce coraz bliżej

        d, PAP 16-11-2004 , ostatnia aktualizacja 16-11-2004 19:03

        Według ministra finansów Mirosława Gronickiego Polska jest coraz bliższa
        wejścia do strefy euro w 2009 r.

        - Przybliża się cel, jakim jest wejście Polski do strefy euro w 2009 r., choć
        musimy jeszcze trochę powalczyć - powiedział we wtorek Gronicki w Brukseli,
        gdzie uczestniczył w posiedzeniu 25 unijnych ministrów finansów. Polska i inne
        kraje zaproponowały, aby koszty reformy systemów emerytalnych nie obciążały ich
        deficytów budżetowych, kiedy będzie dokonywana ocena, czy kraje te spełniają
        kryteria wejścia do strefy euro (jednym z warunków wprowadzenia euro jest
        deficyt nie przekraczający 3 proc. PKB) - Zapadła decyzja o "specjalnym
        traktowaniu reform emerytalnych" - zapewnił dziennikarzy Gronicki. Podobnie
        wypowiadał się minister finansów Holandii Gerrit Zalm. >>
    • Gość: Leon Brak rzeczowej debaty o euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 21:52
      Brakuje mi rzeczowej debaty o euro. To co jest w mediach i można usłyszeć od
      polityków to jedynie jakieś hasła, albo zawracanie głowy ludziom sprawami
      technicznymi, takimi jak traktowanie aktywów OFE lub licytacja datą wejścia.

      Potem z tej całej papki okazuje się, że większość społeczeństwa mówi nie, bo
      nie wie czego się może spodziewać - vide ostatnie sondaże o paparciu integracji
      ze strefą euro w nowych krajach członkowskich UE.
      Niezorientowanych postraszy jakiś Romek lub Bolek, że stracimy ostoję
      suwerenności - złotego i fala się unosi. Stanowisko wobec euro powinna być
      kluczowym punktem programów gospodarczych partii, bo wejście do strefy euro
      jest ważne na lata, dekady,a może i dłużej. My jednak skupiamy energię na
      tropieniu szpiegów...

      Na marginesie przypomnina mi się prawo Kopernika/Grashama, że gorszy pieniądz
      wypiera lepszy.Jeśli informacje o euro będą takie jak do tej pory, to złoty w
      tej dekadzie raczej nie da się wyprzeć przez euro. Największą stratą będzie
      brak tego co moglibyśmy zyskać dzięki euro.
      • Gość: zysk Re: Brak rzeczowej debaty o euro IP: *.dip.t-dialin.net 16.11.04, 23:27
        zyskac? Zamiast peiprzyc ile mozna zyskac, zastanowmy sie ile mozemy stracic, a
        scisle jak dlug trzeb sie trzymac zlotego, zeby na euro nie zaje...o? To jest
        bardzoi serio pytanie, nikt nie mowis o stratach, jak pozbedziemy sie
        mozliwosci kreowania polityki monetarnej i kursowej, a to oznacza wejscie do
        euro, to jedyny sposob na wygladzanie tempa wzrost w sytuacji zagorzenia
        recesja bedzie polityka fiskalna, a na ta zalozony jest kaganiec traktatu z
        maastricht. Juz dzis jest to spory problem dla niemiec i francji (nie mowie, ze
        brak eskpansji fisklanej jest przyczyna ich klopotow, ale spojrzmy na usa,
        gdize nie ma MT, tam gospodarka odbija sie szybciej, moze w ryzykowny sposob,
        ale szybciej). Czy my to euro przezyjemy bedac w kagancu MT, i tak slabi
        gospodarczo jak obecnie, to jest dobre pytanie. A pytanie o korzysci, czy tez
        raczej odpowiedz na nie to banalna paplanina matolkow wychowanych przez Lesia.
        Argumenty Rysia Petru, ze spadnie ryzyko kursowe sa moze sensowne, ale plecenie
        przez niego, ze spadnie koszt kredytu to bzdura, do tego nie trzeba pozbywac
        sie zlotego (wiec i kontroli nad polityka monetarna), Do tego wystarczy
        zamienic Pana Jego Wszechmogacego Balcera na Leppera (hehe) i zalatwione. Tak
        serio to mniej dogmatyczny prezes plus regulacje zwiekszajace konkurencyjnosc
        na rynku bankowym, zalatwia sprawe w tym wzgledzie.
        • Gość: ix RZECZOWA DEBATA O EURO IP: *.chello.pl 18.11.04, 03:49
          zyskac? Zamiast peiprzyc ile mozna zyskac, zastanowmy sie ile mozemy stracic, a
          scisle jak dlug trzeb sie trzymac zlotego, zeby na euro nie zaje...o? To jest
          bardzoi serio pytanie, nikt nie mowis o stratach, jak pozbedziemy sie
          mozliwosci kreowania polityki monetarnej i kursowej, a to oznacza wejscie do
          euro, to jedyny sposob na wygladzanie tempa wzrost w sytuacji zagorzenia
          recesja bedzie polityka fiskalna, a na ta zalozony jest kaganiec traktatu z
          maastricht.

          Rozumiem ze o stratach piszesz w kontekscie medialnych dywgacji o walce dolara
          z euro i o to Ci tak naprawde chodzi. Slaby dolar to duzy problem dla strefy
          euro ze wzgledu na obnizanie sie oplacalnosci eksportu, jednak to nie dolar
          walczy z euro, a rzad USA z recesja. W dodatku sa jeszcze Chiny i jesli jakies
          waluty walcza to FED i rzad USA dyskontuja powiazanie juana z dolarem. To jest
          odkrzacz dzieki któremu USA moga obnizyc wartosc waluty a nie przeklada sie to
          na sile nabywcza tj nie spada, przynajmniej w statystykach. Teza ze wlasna
          polityka monetarna pozwala na wyjscie z recesji jest tylko czesciowo prawdziwa.
          Polityka monetarna musi byc adekwatna do otoczenia gospodarczego i partnerów
          handlowych. Cel jest jeden: opanowac rynki przylegle. Oznacza to ze aby
          prowadzic taka skuteczna polityke, rzad wraz z NBP powinien wlasnie teraz kiedy
          jeszcze mamy te instrumenty bardzo silnie zdewaluowac zlotego, wzmacniajac
          polskich przedsiebiorców w walce o rynki EU. Jakos nic na to nie wskazuje,
          wcale nie wypuszczamy wiekszej ilosci papierów dluznych i nie obnizamy wartosci
          waluty. Oznaczac to moze dwie rzeczy 1. ze ludzie kreujacy polityke monetarna
          i kursowa nie wiedza gdzie sa w obecnej chwili zapasy mocy wytwórczych, na
          Zachodzie czy w Polsce 2.byc moze NBP i rzad uznaja, ze nie mielibysmy czym
          zrekompensowac spadajacej nieuchronnie w takim wypadku podazy.
          Najprawdopodobniej jednak wszyscy wiedza, ze zapasy mocy pojawily sie w Polsce,
          dzieki temu gielda rosnie a spólki emituja dlug. Najprawdopodobniej NBP uwaza
          ze nie byloby czym zastapic ograniczonej dewaluacja spadajacej podazy, w
          szczególnosci spadku nakladów inwestycyjnych w technologie. Patrze na to troche
          inaczej i wydaje mi sie ze nakladów inwestycyjnych dokonuje sie tym chetniej w
          gospodarke która zaraz bedzie przezywac boom spowodowany wzrostem popytu
          wewnetrznego, co zawsze ma miejsce po jakims czasie od dewaluacji waluty. Wiec
          byc moze strach przed dewaluacja spowodowany jest tym ze ograniczenie podazy
          odbiloby sie negatywnie na gospodarce poprzez ograniczenie popytu
          konsumpcyjnego. Jakkolwiek by nie bylo, trudno mi dostrzec sensownosc naszej
          polityki monetarnej i kursowej. Stad mam glebokie przekonanie ze juz od
          jakiegos czasu nasi ekonomisci tez zauwazyli ten "brak mocy". Jest on spowodowa
          ny przede wszystkim znoszeniem barier handlowych z glównymi partnerami i tym ze
          nasza gospodarka z miesiaca na miesiac staje sie coraz bardziej otwarta tj
          zalezna i poddana w szerszej mierze zasadzie szukania równowagi miedzy podaza a
          popytem, a w mniejszej decydentom, niezaleznie czy Wisle maja po prawej czy po
          lewej rece kiedy siedza za swoimi biurkami po obu stronach ulicy
          Swietokrzyskiej. Tym samym oplacanie instytucji, które efektywnie dzialac juz
          nie moga, bo definitywnie utracily moc, staje sie ekonomicznie nieuzasadnione.
          Realny wplyw na ksztaltowanie swiata i podejmowanie waznych decyzji przenosi
          sie na szczebel instytucji europejskich. To jest taka inflacja wladzy, wszyscy
          juz widza ze wladza polityczna przez 20 lat sie zdewaluowala, a wladza ulegla
          rozproszeniu i zdecentralizowaniu. Problemem jest natomiast to, ze jeszcze nie
          wyksztalcila sie klasa polityczna która nauki zarzadzania duzymi instytucjami
          nauczyla sie w wyniku ryzykowania wlasnymi pieniedzmi i prowadzenia wlasnych
          przedsiebiorstw. Sila rzeczy taka wladza podejmowalaby dzialania rynkowe, a nie
          polityczne. Podobnie rzecz sie ma obecnie z socjalistami europejskimi
          zasilajacymi biznes, prowadzacymi eurogospodarke na manowce tylko z tego
          powodu, ze nie umieja sie poruszac w swiecie zasad ekonomicznego dzialania a
          doskonale operujac danymi ekonomicznymi. Ta róznica powoduje ze to Europa placi
          za swiatowe krachy a dystans miedzy USA a Europa wzrasta.

          Gość portalu: zysk napisał(a):
          Juz dzis jest to spory problem dla niemiec i francji (nie mowie, ze
          brak eskpansji fisklanej jest przyczyna ich klopotow, ale spojrzmy na usa,
          gdize nie ma MT, tam gospodarka odbija sie szybciej, moze w ryzykowny sposob,
          ale szybciej). Czy my to euro przezyjemy bedac w kagancu MT, i tak slabi
          gospodarczo jak obecnie, to jest dobre pytanie.

          Dla Holandii, Francji, Niemiec a ostatnio i Wloch coraz bardziej oczywiste jest
          ze zadluzenie jest OK jesli umie sie je sfinansowac wzrostem efektywnosci,
          obnizeniem kosztów pracy etc. Wzrost emisji dlugu jest reakcja dyskontowania
          wiarygodnosci na która zapracowalo sie w okresie poprzednim. Jednym slowem sam
          fakt wprowadzenia euro i narzucenia kaganca maastricht stal sie dla rynków
          wystarczajacym swiadectwem wiarygodnosci prowadzonej polityki, co przelozylo
          sie na zaufanie do waluty, co z kolei musi doprowadzic do stworzenia mechanizmu
          jednakowej, równej partycypacji w dlugu europejskim. Nie da sie bowiem dluzej
          byc w rozkroku: dzielac kompetencje do kreacji dlugu pomiedzy rzady krajowe a
          EBC. Skoro dlug emitowany jest w proporcji do dochodów budzetowych oznacza to,
          ze taniej i wiecej przyciagna go panstwa duze i bogate, choc niekoniecznie tak
          preznie rozwijajace sie w sensie produkcji towarow i uslug jak pozostale.
          Oznacza to tez, ze koszt pozyskania tego kapitalu jest mniejszy. Zatem wlasnie
          biedniejszym krajom powinno zalezec na silniejszej integracji, i na poszerzeniu
          istniejacych pól wspólpracy. Jesli do tego nie dojdzie to znaczy ze Unia stala
          sie sprawna instytucja dojenia,herezja rozpowszechniana pod sztandarami
          jednosci. Rzeczywistosc niestety wyglada tak, ze partykularyzm wydaje sie
          zwyciezac. Nie oznacza to jednak zdewaluowania sie IDEI. Wrecz odwrotnie, idea
          nadal bedzie sie rozwijac, bo musi, bo taka jest zasada, rozwój polega na
          tworzeniu wiekszych i bardziej spójnych systemów: panstwowych, monetarnych,
          finansowych etc. Oznacza to tylko koniecznosc determinacji i prowadzenia
          skuteczniejszych sposobów osiagania tych celów.
          Nie bardzo wiem kto ma wiec nieprzezyc wprowadzenia Euro? I z jakiego powodu.
          Bezwladnosc naszej polityki finansowej sklania raczej do przypuszczen ze juz
          jestesmy z euro zwiazani, natomiast wszystkie negatywne aspekty jak:
          koniecznosc ksiegowania kursów, zmian walut, opodatkowania róznic kursowych i
          tysiace czasogodzin mozna byloby zagospodarowac bardziej produktywnie i
          ekonomicznie wydajniej. Herbata bowiem robi sie slodka od cukru a nie od tego
          ile czasu bedziemy mieszac roznice kursowe. Mieszajac ta sama lyzeczka, w tym
          samym czasie mozna zamieszac kilka herbat jesli miesza sie wlasciwym koncem tej
          lyzeczki.

          A pytanie o korzysci, czy tez
          raczej odpowiedz na nie to banalna paplanina matolkow wychowanych przez Lesia.
          Argumenty Rysia Petru, ze spadnie ryzyko kursowe sa moze sensowne, ale plecenie
          przez niego, ze spadnie koszt kredytu to bzdura, do tego nie trzeba pozbywac
          sie zlotego

          To co piszesz jest niespójne. Spadek ryzyka kursowego musi sie przelozyc na
          spadek kosztu kredytu z tej prostej przyczyny ze kosztem pieniadza jest
          ubezpieczenie tego ryzyka. Ponadto wiekszemu pozycza sie taniej. Kontrole nad
          polityka kursowa i walutowa warto jest utrzymywac jedynie wtedy kiedy moze ona
          byc efektywna i nie generuje zbednych kosztów. Otóz w obecnej sytuacji nie
          warto, bo kontrola ta jest iluzoryczna.Masz racje piszac ze korzysci nie
          bedzie, bedzie za to odciecie ogona strat generowanych nie tylko przez
          instytucje finansowe jak NBP ale przede wszystkim przez efektywnosc pracy
          ksiegowych. Nie oznacza to ze beda musieli pra
      • Gość: ix Re: Nierzeczowa debata o euro IP: *.chello.pl 18.11.04, 02:04
        Gość portalu: Leon napisał(a):
        1. Brakuje mi rzeczowej debaty o euro
        2.Potem z tej całej papki okazuje się, że większość społeczeństwa mówi nie, bo
        nie wie czego się może spodziewać
        3.wejście do strefy euro
        > jest ważne na lata, dekady,a może i dłużej. My jednak skupiamy energię na
        > tropieniu szpiegów...
        4.prawo Kopernika/Grashama, że gorszy pieniądz
        > wypiera lepszy.Jeśli informacje o euro będą takie jak do tej pory, to złoty w
        > tej dekadzie raczej nie da się wyprzeć przez euro. Największą stratą będzie
        > brak tego co moglibyśmy zyskać dzięki euro.

        Wiec:
        Ad.1 Fajnie ze zaczales debate, szkoda ze merytoryczna czesc ogranicza sie do
        koncówki Twojego postu.
        Ad2 nie jest istotne co mówi spoleczenstwo, pieniadz nie jest demokrata. To
        prawa ekonomii tworza ludzi bogatych, to ludzie bogaci tworza ekonomie, to
        biedni wymyslili demokracje jako odwet na bogatych. Demokracja nie legitymizuje
        bogactwa, to bogactwo stac na znoszenie demokracji.
        Ad3.Trzeba rozrózniac perspektywy: perspektywa dlugoterminowa mówi: tendencja
        swiatowa jest rozszerzanie pola obowiazywania miar, wag, walut, dlatego euro
        jest korzystne. Perspektywa krótkoterminowa mówi: obecnie przystapienie do euro
        byloby korzystne, bo nieprzystapienie nie powoduje zwiekszenia eksportu do
        Stanów; perspektywa srednioterminowa mówi: NIE WIADOMO jakie beda kryteria
        konwergencji, czy pakt stabilizacyjny zostanie utrzymany, czy najwieksi beda
        nadal naduzywac swojej sily w celu zwiekszenia emisji dlugu tylko na swoja
        rzecz, czy tez zostana wprowadzone mechanizmy unifikujace wartosc emitowanego
        dlugu w przeliczeniu na jednego mieszkanca UE, a nie na dochód per capita. Nie
        wiadomo w która strone idzie Europa, póki co stoi w rozkroku, inwestuje w
        przegrzana gospodarke chinska, jak wczesniej w 1997 w Rosyjska, w 1998 w
        Tajska, i w Argentynska. Zadne zwiazanie waluty krajowej z kursem jakiejs
        waluty nie moze przyniesc odpowiednich skutków jesli OBA instrumenty: stopy
        procentowe oraz emisja dlugu sa poddane róznym osrodkom wladzy. Póki co Europa
        nie ma na poziomie europejskim wiarygodnego osrodka kierujacego emisja lub
        wykupem dlugu, ma za to osrodki narodowe, które swojej pozycji bezkarnie
        naduzywaja. Gospodarke Chinska czeka krach i to dopiero bedzie niezly cyrk, bo
        jak zwykle najbardziej umocza inwestorzy europejscy, którzy mysla o ekonomii
        jak malpa o goleniu. Pytanie czy euro gospodarka wydzwignie sie z tego krachu
        jeszcze przed naszym wstapieniem.
        4. Gorszym pieniadzem obecnie jest dolar. Po krachu w Chinach, bedzie nim euro.
        Wtedy wyprze zlotówke. Gorszy pieniadz wypiera lepszy, ale to dlatego USD jest
        waluta swiatowa, i dlatego Euro nie ma na to szans, bo nie tworzy mechanizmu
        europejskiej emisji dlugu. Tworzy sztywne ramy, które w jednych warunkach
        zapobiegaja nadmiernemu zadluzaniu sie przez panstwa, w innych warunkach
        uniemozliwiaja zaciaganie taniego dlugu. Europejski system finansowy jest
        doktrynerski i mimo, ze powodem tego byl brak zdrowego rozsadku w rzadach
        krajowych, przy tak silnych ruchach na scenie globalnej jest ograniczeniem.
        Europejski system finansowy poprzez zostawienie w reku rzadów krajowych
        kompetencji emisji dlugu poprzez nieefektywny jak widac mechanizm maxymalnych
        deficytów budzetowych poglebia jedynie nierównosci europejskie bo koszt
        kapitalu stanowiacego dlug niemiecki jest nizszy niz koszt kapitalu dlugu
        polskiego. Jest to system niedokonczony i marnotrawny,bo druga reka wprowadza
        sie systemy wyrównawcze, doplat bezposrednich i funduszy strukturalnych.
        Wszystko to sprawia ze to Komisji Europejskiej i panstwom osciennym bardziej
        zalezy na przystapieniu do UE, do EMR2, do Schengen, etc. niz glównym
        rozgrywajacym: rzadom wielkich panstw czlonkowskich.
        Europejski system walutowy opiera sie na doktrynie silnego pieniadza, tj
        gospodarka jest silna kiedy silna jest waluta. Wszystkie znaki na niebie i
        ziemi mówia inaczej: waluta moze byc slaba a gospodarka silna jesli sila
        nabywcza slabnacej waluty zostanie zrekompensowana obnizaniem kosztów
        produkcji, zatrudnienia, podatków, wzrostem efektywnosci pracy. Dla slabych
        gospodarek silna waluta jest wiekszym zagrozeniem niz slaba, dowodem tego sa
        wszystkie najwieksze krachy finansów publicznych w ostatnich 10 latach. A
        gospodarka europejska jest slaba, w porównaniu z gospodarkami panstw
        przystepujacych i UK. Nasza gospodarka jest silna, mamy slabe rzady, ale mocne
        intelektualnie zaplecze rzadowe.
    • Gość: Tom Przekonajcie mnie o przewadze korzysci IP: *.54.17.70.tisdip.tiscali.de 16.11.04, 23:10
      Dotychczas przekonany nie jestem. Wprawdzie na makro na uczelni sie obijalem,
      ale wprowadzenie Euro w Niemczech przynioslo bardzo widoczny rezultat, ktorym
      byl wzrost dokladnie wszystkich cen. Nie dotyczy to tylko zaokraglania. W
      bardzo wielu przypadkach cena 1DM zostala zastapiana cena 1E, poniewaz korzysc
      ze zwiekszonych wplywow przewazyla nad zmniejszeniem sprzedazy - ludzie w
      wiekszosci pogodzili sie ze wzrostem cen i go zaakaceptowali. Ale czy Polakow
      na to stac? Z tego co pamietam, to zarobki sa troche nizsze, niz w Niemczech.
      • Gość: konrad Re: Przekonajcie mnie o przewadze korzysci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 23:38
        A jaki jest interes w przekonywaniu Cię? Ale dobrze:
        1 ograniczenie ryzyka walutowego
        2 nie porównuj gospodarek Polski i Niemiec.
        • Gość: Tom Wiecej info IP: *.54.40.82.tisdip.tiscali.de 17.11.04, 23:59
          Wiesz, nie popisales sie, jezeli kojarzysz tylko ryzyko kursowe. Oczywiste sa
          tez na przyklad koszty transakcyjne. A czy moze sie wypowiedziec ktos, kto wie
          na ten temat wiecej??
          Dzieki i pozdrawiam
      • Gość: ix PRZEKONUJ SIE SAM IP: *.chello.pl 18.11.04, 04:04
        Jak rozumiem na uczelni powiedzieli Ci ze silna waluta=silna gospodarka, tak?
        Boze, to straszne jak niewiele na europejskich uczelniach mozna zrozumiec z
        gospodarki. Chlopie jedz do Stanów, nam nie zalezy na Twoim wyksztalceniu, a
        tym bardziej na zadnym przekonywaniu Cie.
        Mam tylko kilka pytan: ile godzin zajmuje liczenie czegos co nie ma sensu, np,
        kursów walut, róznic kursowch i wypelniania PITów i CITów, ile kosztuja
        ubezpieczenia od zmiany kursów walut, kto na tym zarabia i czemu rozklada sie
        to na koszt kredytu czyli odsetki placone od kazdej zlotówki wzietego kredytu
        niezaleznie od tego czy jest to kredyt obrotowy czy hipoteczny?
        Wiesz to ze zes sie na uczelni obijal to widac, nie ma sie czym chwalic,
        ekonomia rodem z magla lub rozmów sasiadek pt Co ile zdrozalo...?
        • Gość: ix Re: PRZEKONUJ SIE SAM IP: *.chello.pl 18.11.04, 04:32
          Albo inaczej:
          wyobraz sobie duza hale
          w niej stoi 10 000 biurek
          i 10 000 komputerów
          i kazdy zaopatrzony w 10 000 Windowsów XP
          które wzbogacaja Gatesa
          i kilkadziesiat tysiecy czasopism branzowych
          z ostatniego roku w których zebrac mozna belkot dotyczacy walut i kursów,
          ograniczania ryzyka etc.
          Za tymi wszystkimi biurkami siedzi 10 000 ksiegowych
          I zlicza róznice kursowe w 100 000 firm
          Siedza tak i licza przez 3 dni w miesiacu,
          Osiem godzin
          Z czego 3 godziny poswiecaja na myslenie o rzeczach przyjemniejszych,
          jeden o zabawie z dzieckiem, drugi o ciurlaniu, trzeci o spadochronach, czwarty
          o zakupie nowego garnituru.
          I jeszcze pomysl o zarówkach nad biurkami
          O koszcie energii elektrycznej
          I o koszcie najmu powierzchni
          A teraz
          POMYSL:
          SKRESLAJAC KILKA PRZEPISÓW WYSYLASZ ICH WSZYSTKICH NA ZIELONA TRAWKE
          czyli kazdego tam gdzie chcialby byc.
          1. spadaja koszty
          2. okazuje sie ze tego wszystkiego juz nie trzeba liczyc a zarabia sie tyle samo
          3. polowa z nich byla wyjatkowo pracowita i zamiast isc na zielona trawke
          zaczela myslec co wynika z tych kretynskich przepisów które sprawialy, ze przez
          ostatnie 10 lat kazdy z 10 000 ludzi poswiecal 3 dni swojego zycia na to zeby
          liczyc cos co z dnia na dzien okazalo sie NIEPOTRZEBNE. Kto im zabral te dni i
          jak niewiele dal im w zamian? I co zrobic, aby nigdy w zyciu nie dac sie tak
          zrobic w oko?
          4.A pod sam koniec pomysl czy warto studiowac ekonomie, czy warto moze sie na
          niej znac.
          5. Masz racje, to byly optymistyczne zalozenia: obijac bedzie sie nie polowa a
          3/4 zajmie im to nie 3 dni a 9, myslec bedzie nie polowa, ale 1 z 10 000. Tak,
          ale ten jeden zostanie nowym Gatesem, nowym Einsteinem albo poswieci sie muzyce
          o której marzyl od poczatku swojego zycia tylko wydawalo mu sie ze rodzice
          mieli racje ze ksiegowosc to jest to.

          6. To by bylo na tyle, ale to przeciez NIEWAZNE.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka