v.ci
02.01.05, 01:38
Większość firm z udziałem kapitału zagranicznego, kontrolowanych w ciągu
ostatnich kilku lat przez śląski Urząd Kontroli Skarbowej, ponosi stratę -
wynika z raportu, do jakiego dotarła "Rz". Problem ten dotyczy całej Polski.
Firmy z kapitałem zagranicznym działające w Polsce stosują z reguły dwie
metody unikania podatków: manipulując tzw. cenami transferowymi lub zawyżając
koszty działalności firmy. Przerzucają w ten sposób zyski do spółek matek
mających siedzibę za granicą. Dzięki temu nie płacą w Polsce podatków, jakie
powinny zapłacić, gdyby nie stosowały niedozwolonych metod.
Wysokość cen transferowych, stosowanych przy sprzedaży wyrobów (czy
półproduktów np. w hutnictwie), pomiędzy fabrykami w różnych krajach, a
należącymi do jednej firmy zagranicznej, zależy wyłącznie od decyzji
podejmowanych przez zarządy owych firm. Ceny te powinny być ustalane według
znanych zasad (np., że cena transferowa nie powinna być wyższa od najniższej
ceny rynkowej na rynku zewnętrznym). Powinny być, ale często nie są.
Zagraniczne firmy często też zaniżają ceny wyrobów eksportowanych z Polski, a
zawyżają ceny importowanych materiałów i komponentów. Stosują też wygórowane
opłaty za korzystanie z licencji, znaków towarowych, know-how. Polskie
oddziały firm płacą często horrendalne sumy za wątpliwej jakości usługi
marketingowe, analizy i opracowania - czytamy w sprawozdaniu śląskiego UKS.
Szczególną uwagę inspektorów skarbowych zyskują firmy międzynarodowe, których
polskie oddziały notorycznie notują straty, a nie uzasadnia ich aktualna
koniunktura. Podejrzenia też budzą zakłady, które mają wysokie wskaźniki
zadłużenia lub firmy, które wypłacają zarządowi rażąco wysokie wynagrodzenia.
Fikcyjne zakupy
W jednej z polskich spółek ze 100-procentowym udziałem osoby prawnej z
Liechtensteinu kontrolerzy UKS wykazali, że w ciągu trzech lat dokonano
transferu 1,591 mln USD na rzecz zagranicznego udziałowca. W spółce tej
zastosowano dość prymitywną metodę wypłacania dużych kwot, płacąc
kilkakrotnie za te same faktury. Polska spółka płaciła też za import wyrobów,
którego w ogóle nie było. Okazało się także, że nieprawidłowo kompensowano
wzajemne należności i zobowiązania. Z kolei w spółce z udziałem szwedzkim
stwierdzono, że zagraniczny udziałowiec wniósł udziały pieniężne w postaci
weksli o wartości 1,4 mln zł, przy czym zastrzegł, że realizować je można
tylko na pokrycie jego należności. Pieniądze te wróciły do Szwecji jako
zapłata za szkolenia specjalistyczne. Z analizy faktur wynikało, że koszt 1
dnia szkolenia wynosił 5 tys. zł, co zakwestionowali inspektorzy skarbowi.
W spółce z udziałem kapitału austriackiego okazało się, że udziałowcy
zagraniczni, sprawujący także funkcje członków zarządu, wyprowadzali z niej
dochody, ustanawiając sobie wysokie zarobki. W ciągu jednego roku dwaj
członkowie zarządu otrzymali 1,002 mln zł wynagrodzenia netto, przy czym
otrzymali je w gotówce, prosto z kasy spółki.
Spółce matce poniżej kosztów
W spółce z udziałem kapitału niemieckiego i amerykańskiego inspektorzy
ustalili, że zagraniczni udziałowcy zawarli z własną spółką umowę o
doradztwo, usługi menedżerskie i finansowe. Wytransferowali w ten sposób za
granicę 1,367 mln zł. UKS zakwestionował te operacje, naliczył zaległość
podatkową. Zagraniczni udziałowcy odwołali się od decyzji, lecz została
utrzymana przez organ wyższej instancji. Podobny przypadek zdarzył się w
spółce z udziałem włoskiego kapitału, którego udziałowiec przyznał sobie
ponad 2,3 mln zł wynagrodzenia za usługi zarządcze, marketingowe i doradcze.
Spółka nie przedstawiła inspektorom żadnych dowodów na to, że takie usługi
były rzeczywiście świadczone w Polsce czy też we Włoszech.
Hiszpański koncern o światowej renomie w branży sanitarnej, działający w
Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, na sprzedaży swych wyrobów do
hiszpańskiego udziałowca wykazał blisko 885 tys. zł straty, natomiast na
sprzedaży krajowej ponad 935 tys. zł zysku, przy czym 80 proc. sprzedaży
kierowano do hiszpańskiej spółki matki, a tylko 20 proc do odbiorców w
Polsce. Po analizie finansów spółki kontrolerzy skorygowali dane i okazało
się, że zysk spółki powinien wynieść ponad 900 tys. zł. Zarząd nie
kwestionował sprzedaży do spółki matki poniżej kosztów, nie zgadzał się
jedynie z metodą oszacowania zysku. Dalsza kontrola wykazała jednak, że
spółka w Polsce nie prowadziła ksiąg handlowych zgodnie z przyjętymi
zasadami, że jej bilans nie odzwierciedla rzeczywistego stanu spółki, co
dowodzi, zdaniem inspektorów kontroli skarbowej, całkowitej ignorancji w
sprawach rachunkowości.
Transakcje pomiędzy firmami a ich spółkami zależnymi, działającymi w różnych
krajach, stanowią ponad dwie trzecie światowej wymiany handlowej. Sekretariat
OECD, jak i Unia Europejska uznaje transfer zysków i unikanie opodatkowania
za jeden z najistotniejszych problemów służb skarbowych. •
BARBARA CIESZEWSKA