Dodaj do ulubionych

2005, czyli co się stanie w gospodarce?

03.01.05, 18:45
Europa raczej konkurencyjna nie bedzie.
Po prostu nie ma takowej woli politycznej, a Europejczycy przyzwyczaili sie
do pewnych wygod i inaczej niz pod grozba pistoletu, ich sie nie pozbeda.
Deficyt w USA pewnie sie nie zmniejszy a dobrych wiesci z Iraku wciaz brak.
Niski poziom dolara ma tez i wplyw na wyzsza cene ropy. A cena ropy na
stopien rozwoju gospodarek...
Pozyjemy, zobaczymy, mam nadzieje, ze mandarynskiego jeszcze sie uczyc nie
bede musial w 2005 roku...
Obserwuj wątek
    • Gość: Kuba Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? IP: *.hwdsb.on.ca / 216.185.69.* 03.01.05, 23:15
      Milton Friedman
      Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Jest adwokatem wolnego rynku i
      przedsiębiorczości. Twórca szkoły monetarnej w ekonomii i gorący przeciwnik
      ingerencji państwa w gospodarkę. Był doradcą prezydentów Richarda Nixona i
      Ronalda Reagana.



      a jak Ameryka
      Wkroczyła w nowy okres rozwoju po krótkiej i płytkiej recesji odziedziczonej po
      administracji poprzedniego prezydenta, demokraty Billa Clintona. Wielka obniżka
      podatków wprowadzona przez prezydenta republikanina George`a W. Busha (wbrew
      opozycji demokratów w Kongresie) i obniżka federalnej stopy procentowej do 1
      proc. (najniższy poziom od 48 lat), wprowadzona przez szefa banku centralnego
      Alana Greenspana, dały w efekcie ponadczteroprocentowy wzrost PKB w roku 2004 i
      dobry start w nowy rok, kiedy - jak się ocenia - PKB wzrośnie o ponad 3,5 proc.
      Jest to wzrost ponaddwukrotnie wyższy niż u liderów Unii Europejskiej (Francja,
      Niemcy), których gospodarka dławiona jest "nowoczesnym" socjalizmem.

      b jak Bush (junior)
      Podjął się zadania dalszej prywatyzacji Ameryki. To nie udało się nawet
      prezydentowi Ronaldowi Reaganowi; gdy chciał sprywatyzować U.S. Postal Service
      (pocztę federalną), nie pozwolili mu na to w Kongresie demokraci. Prezydent
      Bush wystąpił z inicjatywą częściowej prywatyzacji federalnego funduszu
      emerytalnego, z którego korzysta dziś ponad 30 mln osób. Będzie się ona opierać
      na trzech zasadach: osoby, które są na emeryturze, nie stracą ani dolara;
      podatek od płac (z którego powstaje fundusz emerytalny) nie wzrośnie; młodzi
      ludzie będą mogli otworzyć sobie konta oszczędnościowe, na które będą
      przekazywać część płaconego podatku. Pieniądze ulokowane na tych kontach będą
      inwestowane na rynku papierów wartościowych według decyzji właścicieli.
      Dotychczas rząd gospodarował tymi środkami w sposób nieefektywny, często wręcz
      je marnotrawił.

      c jak Chiny
      W ciągu kilku ostatnich lat wyrosły na drugą po Ameryce lokomotywę gospodarki
      światowej. Ich wzrost gospodarczy w 2004 r. przekroczył 9 proc.; przewiduje się
      utrzymanie wysokiego tempa wzrostu w latach następnych. Ten szybki rozwój jest
      jednak obarczony ryzykiem przegrzania i w konsekwencji negatywnymi skutkami dla
      całej gospodarki światowej. Chinom uda się jednak zmniejszyć to ryzyko.

      d jak dolar
      Ocenia się, że w latach 2000-2003 wydrukowano więcej dolarów niż od czasu
      George`a Washingtona (1789 r.) do roku 1980. Większość tych banknotów znalazła
      się za granicą, gdyż w Ameryce płaci się głównie kartami kredytowymi i czekami.
      Dolar słabnie - z korzyścią dla gospodarki amerykańskiej. Eksport z Ameryki
      rośnie, pobudza to wzrost produkcji przemysłowej i usług oraz przyczynia się do
      zmniejszenie bezrobocia.
      Tracą na tym doraźnie Europa i Japonia, dla których rynek amerykański jest
      największym odbiorcą ich wysoko przetworzonych i luksusowych wyrobów.
      Perspektywicznie silna gospodarka amerykańska jest jednak lokomotywą dla Europy
      i Azji. Ameryka bogata i prosperująca jest najlepszym i największym rynkiem
      zbytu na świecie, o czym powinni pamiętać przeciwnicy Ameryki.

      e jak Europa
      Ma i dalej będzie miała poważne problemy. W najbardziej rozwiniętych krajach
      unii wzrost gospodarczy wynosi mniej niż 2 proc. Wygląda na to, że socjalizm
      ciągle góruje tam nad wolnym rynkiem. Na szczęście Europa nie jest już pępkiem
      świata i jej kłopoty nie osłabią zanadto przewidywanej ogólnoświatowej hossy.

      f jak Friedman
      Choć ma ponad 90 lat, ciągle jest aktywny. "Free to Choose: A Personal
      Statement", książka napisana wspólnie z jego żoną Rose, wydana w 1979 r., nadal
      jest tym dla zwolenników kapitalizmu i wolnego rynku, czym "Manifest
      komunistyczny" Karola Marksa i Fryderyka Engelsa (wydany w 1888 r.) dla
      komunistów, socjalistów i im podobnych.

      g jak Greenspan
      Przewodniczący Fed, czyli Rezerwy Federalnej (banku centralnego USA). Alan
      przez
      17 lat nie dopuścił do wysokiej inflacji, głębokiej recesji i krachu na
      giełdzie. Powinien dostać Nagrodę Nobla w ekonomii.

      h jak high-tech
      Wywołało rewolucję porównywalną z pierwszą rewolucją przemysłową. Przyniosło
      wielki wzrost wydajności pracy. W połączeniu z globalizacją zmieniło zależność
      między zatrudnieniem a wzrostem dochodu narodowego i produkcji przemysłowej po
      okresie recesji. Dawniej wyjście z recesji przekładało się bardzo szybko na
      duży wzrost zatrudnienia. Obecnie dzięki high-tech wydajność pracy rośnie
      szybciej niż produkcja przemysłowa. Bezrobocie w USA wynosi dziś 5,4 proc.
      Gdyby utrzymały się relacje ekonomiczne sprzed rewolucji high-tech, bezrobocie
      prawdopodobnie już byłoby niższe i wynosiłoby 4,2-4,5 proc. Wzrost produkcji
      osiągnięto by dzięki wyższemu zatrudnieniu.

      i jak inflacja
      W Stanach Zjednoczonych jest pod kontrolą Alana Greenspana i wynosi teraz około
      3,5 proc. Dzięki jego "kurateli" utrzymuje się na poziomie zdrowym dla
      gospodarki i dla społeczeństwa. Ludzie nie tracą zaufania do dolara. Niska
      inflacja w znacznym stopniu jest wynikiem ciągle wzrastającej wydajności pracy
      w produkcji i usługach. Wiele newralgicznych dla światowej gospodarki państw
      nie ma niestety swoich Greenspanów...

      j jak Japonia
      Podobnie jak Europa nie może wypłynąć na szerokie wody. Mniej niż 1 proc.
      wzrostu w roku 2004 nie wróży wiele dobrego niegdysiejszemu tygrysowi Azji
      (świata też). Ale pod bokiem Japonii ciągle wyrastają nowe tygrysy.

      k jak kryzys
      W 2005 r. (ani w następnych latach) nie wystąpią oznaki kryzysu ekonomicznego
      na świecie. Największym zagrożeniem jest gospodarka Chin. Jej upadek może się
      stać przyczyną kryzysu światowego. Jest to jednak mało prawdopodobne, bo
      znajdzie się wtedy jakieś pogotowie ratunkowe; więc nie kryzys, lecz początek
      ogólnoświatowej hossy (jeśli skutki tsunami nie przerosną najgorszych
      wyobrażeń).

      l jak lekarstwo na stagnację gospodarczą
      To nadal niskie wydatki rządu (ograniczony budżet), wolny rynek i
      przedsiębiorstwa nie spętane pajęczyną przepisów i regulacji rządowych, a także
      niskie podatki oraz niska inflacja. Taka polityka już się sprawdziła; na imię
      ma reaganomika. Prezydent Reagan realizował ją często nawet wbrew opinii
      niektórych jego doradców.

      m jak mila
      Mila równa się 1,6 km, a przeciętny Amerykanin w 2004 r. przejechał samochodem
      ponad 21 000 mil, czyli 33 900 km. Ludzie są mobilni, jest to pozytywna cecha,
      która przynosi sukcesy w pracy i w biznesie. Amerykańska mila, podobnie zresztą
      jak europejski kilometr, ze względu na wzrost cen ropy kosztuje coraz więcej. W
      2005 r. ani mila, ani kilometr nie potanieją.

      n jak natura
      Pozbawiła gospodarkę amerykańską 80 mld USD. Tyle bowiem wynoszą straty
      korporacji wynikające z huraganów, które przewaliły się przez Florydę i
      sąsiednie stany. Optymiści pokazują pozytywną stronę tego, co się stało.
      Odbudowa zniszczeń spowodowała nagłe zmniejszenie bezrobocia w tych rejonach,
      nastąpił boom budowlany, wzrosło zapotrzebowanie na materiały budowlane,
      urządzenia, maszyny, a nawet na sprzęt gospodarstwa domowego. Ogromny zastrzyk
      pieniędzy z pomocy federalnej i z ubezpieczeń pobudził tam gospodarkę.

      o jak opozycja
      W Ameryce to Partia Demokratyczna, a faktycznie lewica wszelkich odcieni.
      Programem opozycji jest odbieranie majątku ludziom bogatym przez wysokie
      podatki i obniżenie podatków "biednym". Nie mówi jednak opozycja, jak gromadzić
      kapitał na odtwarzanie majątku i rozwój, na badania, budowę nowych fabryk.
      Kapitał może tworzyć rząd, państwo, ale wyniki tego widzieliśmy w Związku
      Sowieckim. Polacy widzieli (i odczuli) to bardziej niż my w Ameryce...

      p jak Polska
      W sierpniu 1996 r. Milton (czyli ja) i Rose Friedmanowie na łamach "Wprost"
      radzili Polsce: "Prywatyzujcie, prywatyzujcie, prywatyzujcie. Nikt nie wydaje
      cudzych pieniędzy tak ostrożnie i rozważnie jak własnych". Dziś mogę to tylko
      powtórzyć.

      r jak ropa (naftowa)
      Stanowi około 40 proc. ogólnego zużyci
      • Gość: tryzub Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:30
        Faktycznie, Friedman 'admiratorem wolnego rynku'. Zwłaszcza po tym, jak indagowany w wywiadzie, jako największego ekonomistę XX wieku wymienił JOHNA MAYNARDA KEYNESA. Nic dodać, nic ująć. A może pomieszało mu się w głowie? Zresztą jego syn David określa tatusia jako 'socjaldemokratę'. I ma w tym sporo racji
      • Gość: gosc Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? IP: *.dip.t-dialin.net 04.01.05, 11:24
        Jesli Ameryka ma takie gwiazdy ekonomiczne na swoich uslugach, to czemu jest tam
        tak biednie, brzydko, brudno i smutno...? Mieszkalam, widzialam na wlasne oczy,
        wole Europe i jej "nowoczesny" socjalizm. Gdzie zwykly czlowiek ma szukac
        korzysci z tego geniuszu wolnorynkowego? Na oblepionym guma do zucia chodniku,
        w drodze do malla - sztucznego miasta, w murzynskich dzielnicach? Na dziurawych
        ulicach, ktorymi jezdza aroganccy kierowcy w swoich olbrzymich modnych
        samochodach pozerajacych niesamowite ilosci paliwa? W brudnej poczekalni u
        lekarza, ktory kosztuje majatek, wypelnionej przez zbyt wielu pacjentow nie
        majacych porzadnego ubezpieczenia, czy w szpitalu pelnym biednych dzieci chorych
        na astme, oddychajacych brudnym powietrzem w Newark, Jersey City itp.? Kazdy,
        kto tam mieszkal, wie co znaczy niskie bezrobocie (panienka w mallu pracujaca od
        switu do nocy, klaniajaca sie klientom w pas, zarabiajaca grosze w porownaniu z
        kosztami zycia, bez zadnych benefitow, zadnego job security - to juz jest w
        Ameryce miejsce pracy), wysoka wydajnosc pracy (jakimi kosztami sie ja osiaga,
        jakie panuja stosunki w pracy dzieki temu) itd.itd. Nie bedac komunista,
        socjalista, zwolennikiem wolnego rynku, niewolnikiem zadnego systemu, tylko
        zwyklym czlowiekiem, ktory chce godnie i wygodnie zyc, wole skostniala Europe, w
        ktorej placi sie wiecej podatkow, ale zyje bezpieczniej, wokol jest ladniej,
        ludzie sa lepiej wyksztalceni, mniej aroganccy, bo nie zyja karmieni na co dzien
        idea, ze to oni wlasnie sa pepkiem swiata, czyli Ameryka.
        • Gość: slon Kuba najwyrazniej nie byl w USA IP: *.tanner.de / 212.184.23.* 04.01.05, 12:02
          zgadzam sie z gosciem calym sercem, Kuba najwyrazniej cierpi na propagandis
          delusionajtis, mysle ze lekarze zaleciliby roczny pobyt zamieszkania w USA, i
          dwa lata nie czytania Wprostu

          a - analfabetyzm czasem jest lepszy niz wiara w to co sie czyta
          b - brak dostepu do prawdziwych informacji szkodzi
          c - caly kraj popiera stolice (Waszyngton) - to juz przerabialismy
          d - dolar jest wypierany przez Euro i jego koniec juz widac, bajeczki o jego
          slabosci rzekomo pozadanej przez USA - jest takie okreslenie - robic dobra mine
          do zlej gry, jak sie nie moze czegos zmienic, to sie udaje, ze sie tego chce
          e - europa jest najbardziej rozwinietym regionem tego globu, to jest jasne dla
          kazdego, kto uzywa oczu, a nie ekonomicznych analiz nie uwzgledniajacych stanu
          infrastruktury, jakosci zycia, kosztow spolecznych, itd.

          itd. itd.


          • Gość: Pete Jak bedzie? IP: *.ri.ri.cox.net 04.01.05, 15:21
            Gospodarka swiatowa bedzie szla do przodu. Pozostaje pytanie kto szbciej a kto
            wolniej. Beda tez tacy ktorzy beda sie cofac. Prognozy dla USA na 2004 byly na
            dobre 4 procent wzrostu. Slowo dobre mialo znaczyc wiecej niz 4 %(powiedzmy 4,5 %)
            Trzeba sie cieszyc nawet z tych 4-rech. Gospodarka Japonii osiagnela 1 procent a
            rozwiniete kraje EU dociagaly do 2-ch. Pytanie jest "co hamuje wiekszy rozwoj
            gospodarczy Japonii (gospodarka rozni sie od europejskiej) i Europy?" I jedni i
            drudzy maja potezne mozliwisci. Japonska gospodarka bodajze od 6-ciu lat kulgnie
            sie na zerowym, minusowym lub bliskim zeru rozwoju. Europa nie moze wyjsc z
            zakletych 2-ch procentow. Jezeli hamulcem jest gospodarka chinska to USA powinny
            odczuc to najbardziej. Brak technologii? - alez i Japonia i EU sa w czolowce.
            Niski kurs dolara na pewno przeklada sie na wzrost lub spadek gospodarki nie
            tylko w USA ale i na swiecie. Jednak niski wzrost Japonii i EU byl faktem przed
            spadkiem kursu dolara. USA wyprzedza pozostale gospodarki swoja ekpansywnoscia,
            lapaniem trendow swiatowych i inwestowaniem pieniedzy tam gdzie beda najszybciej
            pomnozone. Prognozy czolowych ekonomistow na swiecie (W tym Japonii i EU)
            opieraja sie na wzroscie w USA - jezeli USA zanotuja wyzszy wzrost to pociagna
            inne gospodarki za soba. Te powiedzonka ekonomistow mowia same za siebie.
            Dzisiaj ekonomie wszystkich krajow sa tak powiazane ze soba ze krach jednego
            pociaga za soba krach drugiego. USA nie moze miec dobrego wzrostu bez dobrze
            pracujacych gospodarek Japonii EU, Kanady, Australi, Chin czy Indii. To powizane
            przeklada sie rowniez w odwrotna strone. Dzisiaj kto lapie w lot jakie trendy
            ida i przystosowuje sie do nich w mig, ten wychodzi na prowadzenie, kto sie z
            tym spoznia pozostaje w tyle.
          • Gość: Bang! Re: Kuba dostrzega to co chce dostrzegac... IP: 129.81.192.* 04.01.05, 17:08
            Kuba widzi to co chce widziec... Zapraszam na tzw. "glebokie
            poludnie" USA - do ludzi mieszkajacych w tzw. "mobile homes",
            do wloczacych sie tamze bosych dzieci, brudnych dzielnic,
            do szkol wypuszczajacych absolwentow na poziomie pol-analfabetow, itd.
            Sam w swojej skrzynce pocztowej regularnie znajduje prosby o pomoc
            dla glodujacych, czy niedozywionych dzieci. Glodujace dzieci?
            W bogatej Hameryce?? To musza byc tylko
            liberalno - komunistyczne bajki panie "Kuba"!
            • Gość: mkopek Re: Kuba dostrzega to co chce dostrzegac... IP: *.ericsson.net 04.01.05, 18:05
              Jezeli ludzie w Ameryce tak gloduja, to skad bierze sie tak duzy odsetek ludzi
              z nadwaga? Moj kolega, kotry pojechal do Ameryki na wakacje nakreslil mi mniej
              wiecej taki jej obraz: wszedzie jezdisz samochodem (trudno spotkac kogokolwiek
              idacego chodnikiem, zreszta na wielu ulicach wogole nie ma chodnikow bo i po
              co?), wszedzie klimatyzacja az latwo sie przeziebic (tzn jedziesz samochodem z
              klima i masz chlodno, wychodzisz z samochodu i idziesz do pracy z parkingu 50 m
              i jestes spocony, wchodzisz spocony do biurowca z klimatyzacja i masz chlodno),
              wszystko kupujesz bez gotowki (karty kredytowe), a wiekszosc przez internet
              (zwolnione z podatku stanowego), kupil tam komputer i monitor LCD przez
              inetrnet i wyjechal na kilka dni, a jak wrocil wszystko lezalo przed domem
              (nikt nie zabral, nikt nie kazal pokwitowac odbioru). Nawet dom mozesz tam
              kupic przez internet i przywioza Ci go prawie gotowego na wielkiej platformie.
              No i kazdy tam chodzi z telefonem komorkowym, a minuta rozmowy kosztuje kilka
              centow (nikt nie uzywa tam SMS'ow bo po co, jak szybciej sie dogadasz a roznica
              w cenie jest dla Amerykanina niezauwazalna). Moze Wy byliscie w jakiejs innej
              Ameryce? Moze Wy tez widzicie to, co chcecie widziec? Moze co innego sie widzi
              jak jedzie sie do prawdziwej pracy, a co innego jak do mycia garow? Tylko ilu
              Amerykanow pracuje przy myciu garow? Kolega ani razu nie wspomnial mi o biedzie
              czy zacofaniu, nie mowiac juz o polanalfabetach. Informatycy z ktorymi pracowal
              swietnie znali sie na swojej robocie i nie bylo tam niedouczonych. Nie pamietam
              gdzie dokldnie byl ten kolega, ale z mapy kojarze, ze w ktoryms z takich
              srodkowo poludniowych stanow.
              • rychu_z_przemysla Re: Kuba dostrzega to co chce dostrzegac... 04.01.05, 18:50
                Gość portalu: mkopek napisał(a)

                Kolega ani razu nie wspomnial mi o biedzie
                >
                > czy zacofaniu, nie mowiac juz o polanalfabetach. Informatycy z ktorymi pracowal
                >
                > swietnie znali sie na swojej robocie i nie bylo tam niedouczonych.



                No wlasnie! Bo to nie byli z pewnoscia w wiekszosci Amerykanie,
                tylko niedawno przybyli do USA imigranci - informatycy z Chin, Indii,
                czy Europy Wschodniej.
                USA nie musza miec super systemu oswiaty, oni kogo im trzeba sobie zaimportuja,
                tak jak importuje sie towar...
                Coz dla nich za problem dac stypendia mlodym, zdolnym?


              • Gość: Bang! Re: rzeczywistosc jest bardziej zlozona... IP: 129.81.192.* 04.01.05, 22:05
                Szanowny internauto "mkopek"!

                Ja wcale nie neguje tego, ze sa rozne obrazy Aameryki (USA)...
                Ja takze widuje codziennie niesamowicie otylych ludzi -
                i bialych, i czarnych. I to jest jedna prawda. A to,
                ze dosyc czesto dostaje listy zawierajace prosby o pomoc
                dla glodujacych, czy niedozywionych dzieci (twierdza, ze
                jest ich blisko sto tysiecy w tym "moim" stanie) to
                jest druga prawda. Jedno nie wyklucza drugiego!

                Tak samo jak istnienie najlepszych na swiecie uniwersytetow
                nie wyklucza istnienia szeregu szkol o zupelnie nedznym
                poziomie.

                P.S. W USA nigdy "garow" nie mylem i... nie myje.
                Powinienem jeszcze dodac, ze mycie "garow" to nie zawsze praca
                dla imigrantow, na tak zwanej amerykanskiej "prowincji"
                takze i Amerykanie od "urodzenia" myja gary.
                Z pewnoscia troche inaczej wyglada to w Nowym Jorku,
                Chicago, czy w los Angeles.
          • Gość: Andrzej Re: Kuba najwyrazniej nie byl w USA IP: *.sympatico.ca 04.01.05, 18:45
            Gdy przeciętny Amerykanin przyjedzie do Polski, nie mówiąc o bogatszych krajach
            to jest bardzo zachwycony. Gdy przecietny Polak pojedzie do Ameryki to jest
            rozczarowany.

            Amerykanie to kraj papierowych fortun, tandety, brudu i dziadostwa, sa tez
            fajne miejsca, ale, w jakim kraju ich niema





          • Gość: jurek majka Re: Kuba najwyrazniej nie byl w USA IP: *.ipt.aol.com 05.01.05, 03:31
            Facet, nie kompromituj sie! To co tu wypisujesz to zupelne brednie. Mieszkam w
            Stanach od kilkunastu lat ale calkowicie zgadzam sie z Kuba. Natomiast to co
            wypisuja gosc, slon(umyslowy) i paru innych "ekonomistow" jest bardzo dalekie
            od obiektywnej prawdy.
    • Gość: Tomasz Malinowski Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 02:03
      Co na to G.S. ?, konia z rzędem temu co przeiwdzi rozwój wypadków...
      ale pewne uprawdopodobnienie sukcesu w określonych obszrach sie rysuje
      na moja czutę: Chiny dadza radę z ochłodzenim gospodarki
      Dolar jescze spadnie,ale można zacząć inwestować ..średnioterminowo
      Euro jeszcze chwilę ok 3,9 , 3,85 i mozan się ulokować na jakiś czas
      .. no do naszych wyborów, potem porównamy wynki ze świata i na konieć 2005
      bedziemy cos więcej wiedzieć. P
      ozdrawiam i udanych inwestycji w 2005 roku. TM
    • Gość: m Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? IP: *.idea.pl 04.01.05, 08:23
      > Niski poziom dolara ma tez i wplyw na wyzsza cene ropy. A cena ropy na
      > stopien rozwoju gospodarek...

      hihi niski poziom dolara ma dobry wpływ na cene ropy - rozliczamy sie w płatpnościach własnie w dolcach - wiec mniej za nia płacimy bo mniej płacimy za dolce
      pomyślunku
    • komentator 2005 czarny scenariusz 04.01.05, 10:13

      Wszyscy tak optymistycznie a co jakis czas tsunami wali, nie?

      A wiec zeby nie bylo totalnego zaskoczenia to na wszelki wypadek
      przypomnijmy czarny scenariusz tsunami:

      Zagrozeniem ekonomii swiatowej sa kolosalne deficyty USA i nawis dolcow
      z ktorego calkiem prawdopodobne jest powstanie lawiny tsunami. Scenariusz
      dolarowego tsunami jest taki: rynek traci apetyt na dolce, kurs spada,
      to powoduje dalsze wycofywanie z dolca, Azjaci skupuja dolce ale to nie
      pomaga. Rynek nie chce zaplaty za surowce w dolcach wiec wybucha dolcowe
      tsunami i wartosc dolca spada kolosalnie wpedzajac swiat w recesje. USA
      staje sie w efekcie normalna ekonomia i musi zarobic realnym eksportem na
      import.

      To tak na wszelki wypadek optymistom....
      • Gość: M. King Hubbert Re: 2005 czarny scenariusz IP: *.238.106.177.Dial1.Providence1.Level3.net 04.01.05, 13:30
        Nie mowiac o mozliwosci osiagniecia szczytu produkcji ropy naftowej (Hubbert's
        Peak) w 2005 roku. Konsekwencja tego wydarzenia bylyby katastrofalne podwyzki
        ceny ropy naftowej w 2006-2007 roku. W 2005 r. ceny ropy zapowiadaja sie raczej
        stabilne, ale wole nie wiedziec, co przyniosa kolejne lata.
        • Gość: M. King Hubbertq Re: 2005 czarny scenariusz IP: *.238.106.177.Dial1.Providence1.Level3.net 04.01.05, 13:37
          Korekta: szczyt produkcji "conventional oil" moze nastapic w 2005 r., podczas
          gdy szczyt "total liquids" ma szanse zostac osiagniety w 2007-2008 r. Niemniej
          jednak szczyt produkcji "conventional oil" moze spowodowac wzrost cen ropy
          (podwyzka kosztow wydobycia, deficyt "light, sweet crude" np. WTI, Brent, Arab
          Light). Miejmy nadzieje ze prognoza Campbell'a nie sprawdzi sie juz teraz.
    • Gość: rił czerwone trzyma się mocno IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:27
      Ropa nie trzęsie gospodarką. Trzęsie nią AKCYZA na paliwa. Ale do tego już socjalistyczne debile za nic w świecie się nie przyznają
    • Gość: robokop Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 13:21
      nic dodać nic ująć, tak jest i będzie.
      • rychu_z_przemysla Re: 2005, czyli co się stanie w gospodarce? 04.01.05, 18:53
        Jak to, co się stanie w gospodarce?

        "Będzie tak samo, tylko bardziej"
        Stanisław Lem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka