Dodaj do ulubionych

Zarobki w Polsce

IP: *.tsl.uu.se 31.08.01, 12:10
Z ciekawosci: Ile miesiecznie powinien w stosunku do
sredniej krajowej zarabiac w PL za 42 godziny pracy w
tygodniu :
- lekarz
- nauczyciel
- nauczyciel alkademicki ze stopniem dr
-
prof
- wojskowy
- policjant
?
Obserwuj wątek
    • Gość: Obcy Re: Zarobki w Polsce IP: *.sorco.no 31.08.01, 12:20
      Gość portalu: Fizyk napisał(a):

      > Z ciekawosci: Ile miesiecznie powinien w stosunku do
      > sredniej krajowej zarabiac w PL za 42 godziny pracy w
      > tygodniu :
      - lekarz 10000
      - nauczyciel 6000
      - nauczyciel alkademicki ze stopniem dr 8000


      - wojskowy 3500
      - policjant 4500
      tak to widze

      • Gość: K Re: Zarobki w Polsce IP: 217.153.35.* 31.08.01, 12:27
        Chyba rzeczywiście jesteś Obcy !
    • Gość: azra Re: Zarobki w Polsce IP: 213.38.92.* 31.08.01, 14:17
      Gość portalu: Fizyk napisał(a):

      > Z ciekawosci: Ile miesiecznie powinien w stosunku do
      > sredniej krajowej zarabiac w PL za 42 godziny pracy w
      > tygodniu :
      > - lekarz
      Jaki lekarz?
      no ale niech bedzie 1,5-5 sr. kr.?
      No ale czy reforma sluzby zdrowia nie powinna doprowadzic do tego, ze zarabia w
      zaleznosci od tego ilu ma pacjentow?

      > - nauczyciel
      Jaki nauczyciel - chyba jest roznica miedzy "panem od wuefu" w podstawowce gdzies
      w glebokiej puszczy a np. nauczycielem jezyka polskiego w czolowym liceum w
      Polsce.
      Ale powiedzmy przedzial 1-2 sr.kr

      > - nauczyciel alkademicki ze stopniem dr
      Hm.. nie wiem.. moze w zaleznosci od uczelni na jakiej pracuje? Lepsze uczelnie
      powinny lepszym pracownikom wiecej placic... ale powiedzmy 1,8-2,5 srednich
      krajowych

      > - prof
      Jak wyzej, ale powiedzmy 2-4 srednie krajowe?

      > - wojskowy
      No tu tez mamy ich wiele.. od tego kaprala do generala..
      Ale powiedzmy sobie tak
      nieoficerowie - 0,8 sr. kr.
      podoficerowie - 1 sr. krajowa
      oficerowie - 1,2-1,5 sr.kr.
      oficerowie wyzsi - 1,5-2,5 sr.kr.
      dowodztwo - 3-5 sr.kr.

      > - policjant
      Rozumiem, ze taki mundurowy z drogowki? bo ja wiem... z 1-1,5 sr. kr.

      Sam nie wiem... tak napisalem, ale jestem podatny na sugestie.
      • Gość: Scypion Re: Na marginesie zarobkow w Polsce IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.08.01, 16:49
        Moze od razu prosze takze przedstawic stawki podatkow, ktore maja wowczas
        obowiazywac.
        • Gość: azra Re: Na marginesie zarobkow w Polsce IP: 213.38.92.* 31.08.01, 16:59
          Gość portalu: Scypion napisał(a):

          > Moze od razu prosze takze przedstawic stawki podatkow, ktore maja wowczas
          > obowiazywac.

          Ja tam jestem za liniowym, 17-19%
          • Gość: Szefunio Re: Na marginesie zarobkow w Polsce IP: *.icpnet.pl 28.10.01, 10:03
            A teraz moje pytanie (audiotele):
            Ile w stosunku do średniej krajowej powinien zarabiać przeciętny Polak:
            a) 0.8 średniej krajowej
            b) 1 średnią krajową
            c) 1.5 średniej krajowej

            Pytanie typu ile kto powinien zarabiać nie mają sensu. Każdy powinien zarabiać
            tyle ile jego "klienci" są gotowi za jego pracę zapłacić.
            Inne podejście do sprawy powoduje, że w jednych branżach pensje są dosyć
            wysokie, a nikt dobrowolnie nie chce tyle płacić (tak jest obecnie w
            górnictwie) a w innych pensje są niskie, mimo że większość społeczeństwa gotowa
            jest płacić więcej (lekarze, nauczyciele).
            • Gość: Fizyk Re: Na marginesie zarobkow w Polsce IP: *.tsl.uu.se 28.10.01, 18:32
              Gość portalu: Szefunio napisał(a):

              > A teraz moje pytanie (audiotele):
              > Ile w stosunku do średniej krajowej powinien zarabiać
              przeciętny Polak:
              > a) 0.8 średniej krajowej
              > b) 1 średnią krajową
              > c) 1.5 średniej krajowej
              >

              Takie pytanie oczywiscie nijak ma sie do postawionego
              przeze mnie
              bo dopuszcza tylko jedna odpowiedz.

              > Pytanie typu ile kto powinien zarabiać nie mają sensu.
              Każdy
              > powinien zarabiać tyle ile jego "klienci" są gotowi za
              jego pracę zapłacić.

              Prostota tej odpowiedzi oslania zasadniczy brak
              zrozumienia sytuacji w Polsce.
              Albo moze wole niezrozumienia.

              1) Oczywiscie "budzetowka" nie jest finansowana na
              zasadach rynkowych,
              inaczej malo kogo stac byloby na nauke w szkole, studia,
              leczenie itp.

              2) W "budzetowce" oczywiscie dzialaja mechanizmy rynkowe
              - w prosty
              sposob. Pracownicy budzetowki przeliczaja swoje pensje na
              zaplate
              za godzine pracy i albo pracuja tyle ile uwazaja za
              sluszne, albo (ci lepsi)
              zmieniaja prace.



              > Inne podejście do sprawy powoduje, że w jednych
              branżach pensje są dosyć
              > wysokie, a nikt dobrowolnie nie chce tyle płacić (tak
              jest obecnie w
              > górnictwie) a w innych pensje są niskie, mimo że
              większość
              > społeczeństwa gotowa jest płacić więcej (lekarze,
              nauczyciele).

              To nie "inne podejscie do sprawy" tylko pokutujaca w
              Polsce mentalnosc
              robotnicza - "etos ciezkiej pracy fizycznej gornika i
              hutnika" itp.

              W Polsce to panstwo wycenia wartosc pracy budzetowki.
              Teoretycznie, wedlug oczekiwan wyborcow/podatnikow.
              Dlatego takie pytanie nalezy zadac wyborcom/podatnikom w
              pakiecie
              z pytaniem komplementarnym - czego oczekuja za swoje
              podatki
              od lekarza, nauczyciela,...
              Zaloze sie, ze wyjdzie, ze oczekuje sie duzo, a chce sie
              placic malo.
              Ot, mentalnosc Kalego.
    • Gość: robas Re: Niech zarabiaja ile moga! IP: *.asapsoftware.com 31.08.01, 17:16
      Uwazam, ze kazdy w Polsce powinien zarabiac tyle ile mu chca zaplacic.
      To byloby najzdrowsze ekonomicznie.
      Niestety socjalizm doprowadzil do rownania zarobkow i recznego sterowania nimi.
      Nie widze powodu aby nauczyciel czy policjant w Pcimiu mial zarabiac tyle samo
      co jego kolega w Szczecinie czy Lublinie.
      Niech placa im ile moga, oraz zaleznie od tego ile ktos jest wart.
      Polskie prawo pracy jest na wskros socjalistyczne i nie promuje jakosci.
      W dodatku ustawy branzowe doprowadzaja do niepotrzebnego egalitaryzmu w skali
      kraju.
      Dobrze byloby to zmienic, naszej socjalistycznej gospodarce przydaloby sie
      wiecej rynkowosci.
      • Gość: azra Re: Niech zarabiaja ile moga! IP: 213.38.92.* 31.08.01, 17:52
        Gość portalu: robas napisał(a):

        > Uwazam, ze kazdy w Polsce powinien zarabiac tyle ile mu chca zaplacic.
        > To byloby najzdrowsze ekonomicznie.
        > Niestety socjalizm doprowadzil do rownania zarobkow i recznego sterowania nimi.
        > Nie widze powodu aby nauczyciel czy policjant w Pcimiu mial zarabiac tyle samo
        > co jego kolega w Szczecinie czy Lublinie.
        > Niech placa im ile moga, oraz zaleznie od tego ile ktos jest wart.
        > Polskie prawo pracy jest na wskros socjalistyczne i nie promuje jakosci.
        > W dodatku ustawy branzowe doprowadzaja do niepotrzebnego egalitaryzmu w skali
        > kraju.
        > Dobrze byloby to zmienic, naszej socjalistycznej gospodarce przydaloby sie
        > wiecej rynkowosci.

        No generalnie masz racje. Tylko zauwaz ze wspomniane zawody nie sa zawodami,
        ktorych place ksztaltuje rynek pracy. Bo zatrudniajacym jest panstwo. A w
        przeciwienstwie do normalnych przedsiebiorstw, dzialalnosc panstwa nie jest
        nastawiona na zysk, i jego dzialalnosci nie ksztaltuje rachunek zyskow i strat.
        Osoby te swiadcza uslugi dosc niemierzalne, np. policjant zapewnia
        bezpieczenstwo. I dla jednego jest ono bardziej warte, dla drugiego mniej -
        normalna rzecz - ale to nie Ty placisz mu w bezposredni sposob - nie podchodzisz
        do niego i nie mowisz - wie pan co, panie dzielnicowy - chce zawrzec z panem
        umowe na ochrone za 15 zlotych miesiecznie... (np.) Wiec ceny musza byc ustalane
        przez panstwo - a panstwo placi tyle ile moze.
        • Gość: robas Re: Niech zarabiaja ile moga! IP: *.asapsoftware.com 31.08.01, 18:27
          Gość portalu: azra napisał(a):

          > Gość portalu: robas napisał(a):
          >
          > > Uwazam, ze kazdy w Polsce powinien zarabiac tyle ile mu chca zaplacic.
          > > To byloby najzdrowsze ekonomicznie.
          > > Niestety socjalizm doprowadzil do rownania zarobkow i recznego sterowania
          > nimi.
          > > Nie widze powodu aby nauczyciel czy policjant w Pcimiu mial zarabiac tyle
          > samo
          > > co jego kolega w Szczecinie czy Lublinie.
          > > Niech placa im ile moga, oraz zaleznie od tego ile ktos jest wart.
          > > Polskie prawo pracy jest na wskros socjalistyczne i nie promuje jakosci.
          > > W dodatku ustawy branzowe doprowadzaja do niepotrzebnego egalitaryzmu w sk
          > ali
          > > kraju.
          > > Dobrze byloby to zmienic, naszej socjalistycznej gospodarce przydaloby sie
          >
          > > wiecej rynkowosci.
          >
          > No generalnie masz racje. Tylko zauwaz ze wspomniane zawody nie sa zawodami,
          > ktorych place ksztaltuje rynek pracy. Bo zatrudniajacym jest panstwo. A w
          > przeciwienstwie do normalnych przedsiebiorstw, dzialalnosc panstwa nie jest
          > nastawiona na zysk, i jego dzialalnosci nie ksztaltuje rachunek zyskow i strat.
          > Osoby te swiadcza uslugi dosc niemierzalne, np. policjant zapewnia
          > bezpieczenstwo. I dla jednego jest ono bardziej warte, dla drugiego mniej -
          > normalna rzecz - ale to nie Ty placisz mu w bezposredni sposob - nie podchodzis
          > z
          > do niego i nie mowisz - wie pan co, panie dzielnicowy - chce zawrzec z panem
          > umowe na ochrone za 15 zlotych miesiecznie... (np.) Wiec ceny musza byc ustalan
          > e
          > przez panstwo - a panstwo placi tyle ile moze.

          Nominalnie to samorzady lokalne placa nauczycielom, w koncu maja one swoje
          budzety. Rynek jak najbardziej powinien to ksztaltowac, lepszym nauczycielom
          powinno sie placic wiecej, wysluga lat czy wyksztalcenie nie powinno byc glownym
          kryterium. Ale samorzady sa niestety zwiazane odgornymi przepisami, ktore kaza
          placic wg. tabeli.
          Policja takze przeciez moze byc zdecentralizowana, na utrzymaniu wladz
          lokalnych. Wtedy taki komendant bardziej by dbal o teren niz o kariere i pchanie
          sie na wyzsze stolki w Warszawie. Trzeba aby wladza centralna przestala dublowac
          lokalna, aby wiekszosc podatkow lokalnych (plus vat) szly do samorzadowych
          budzetow.
          Placic trzeba nie za to ile dla kogos warte jest bezpieczenstwo, tylko wg.
          efektow pracy i stanu budzetu. Powtarzam sie, ale naprawde nie uwazam by
          dzielnicowy w jednym miescie musial zarabiac tyle samo co w innym, jest to bardzo
          antymotywacyjna polityka realnego socjalizmu. W dodatku, jesli jakies miasto
          potrzebuje dodatkowych policjantow powinno miec mozliwosc placenie im wiecej.
          Czemu nie?
          Zdaje sobie sprawe, ze w naszej swiadomosci, to cos nowego, ale na pewno
          dzialaloby to lepiej.
          Niestety, nie ma na gorze "woli politycznej" do prawdziwej decentralizacji.
          • Gość: MACIEJ Re: Niech zarabiaja ile moga! IP: *.proxy.aol.com 01.09.01, 04:53
            Trudno sie z toba nie zgodzic robas-bo w Stanach tak wlasnie jest.
            Policjant,lekarz,nauczyciel itd wszyscy placeni sa przez jednostki terenowe.
            Nauczyciel w NYC zarabia 40,000 doll rocznie,ale w Dakocie 25,000 a Minesocie
            jeszcze mniej.
            To samo z policja i lekarzami.
            Byla w Polsce juz ta pierestrojka czy jeszcze nie,bo nie zauwazylem?
            Roznicowanie zarobkow w zaleznosci od jakosci oraz podazy i popytu to podstawa
            demokracji.
            Ale przeciez wyborcy ida glosowac na czerwonych,czyli chca zrownania.
            • Gość: frijk Re: Niech zarabiaja ile moga! IP: *.dmi.tut.fi 01.09.01, 08:43
              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

              > Trudno sie z toba nie zgodzic robas-bo w Stanach tak wlasnie jest.
              > Policjant,lekarz,nauczyciel itd wszyscy placeni sa przez jednostki terenowe.
              > Nauczyciel w NYC zarabia 40,000 doll rocznie,ale w Dakocie 25,000 a Minesocie
              > jeszcze mniej.
              > To samo z policja i lekarzami.

              Jednak Polska jest co nieco mniejsza. Mozna sie zogdzic ze place powinny byc
              wyzsze tam gdzie sa wyzsze koszty ale duze regionalne zroznicowanie plac w
              sektorze publicznym to nie chyba odpowiednie.

              > Byla w Polsce juz ta pierestrojka czy jeszcze nie,bo nie zauwazylem?
              > Roznicowanie zarobkow w zaleznosci od jakosci oraz podazy i popytu to podstawa
              > demokracji.

              Oj pleciesz komunaly. Sektor prywatny ma place jakie chce. Sektor publiczny
              wszedzie jest co nieco zurzedniczaly. Daje (albo przynajmnej dawal) stabilna
              prace bez duzych dochodow.

              > Ale przeciez wyborcy ida glosowac na czerwonych,czyli chca zrownania.

              Uff, znowu nonsens. Wyborcy maja dosc czarnych czy jakiego tam koloru. A dosc ich
              maja glownie z powodu rozdzwieku miedzy obietnicami oraz bezczelnosci.
              Bezczelnie deklarowac rzady na zasadach moralnosci, uczciwosci i w duchu
              chrzescijanskim a potem zrobic totalna korupcje to daleko przekroczylo parametry
              komuny.
            • Gość: Scypion Re: Niech zarabiaja ile moga - ale moga niewiele IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.09.01, 09:46
              Problem z zarobkami tzw. sfery budzetowej w Polsce jest o tyle trudny do
              rozwiazania, ze generalnie jej zarobki sa stosunkowo bardzo niskie (a jest to
              jak by nie patrzec relatywnie dobrze wyksztalcona grupa zawodowa - nauczyciele
              szkol i akademiccy, lekarze, wymiar sprawiedliwosci itd.). Zroznicowanie nie
              moze sie zatem zaczac od tego, ze np. jezeli przecietna placa w szkole wynosi
              netto ok. 1000 zl to zabierze sie czesci 500 a innym je doda. Pole manewru gdy
              placi sie na granicy minimum egzystencji jest dosc mizerne. Dlatego placa
              aystenta na uczelni wynosi ok. 1700 zl brutto, adiunkta 1950, dr hab. mniej niz
              2300, a profesora 2800. Na wielkie roznicowanie miejsca tu juz po prostu nie ma
              (bo przeciez nikt o zdrowych zmyslach nie zaproponuje obciecia pensji
              asystentowi by dodac profesorowi). Oznacza to na poczatek koniecznosc znacznego
              zwiekszenia nakladow na te sfery by moc istotnie zroznicowac place.
              Jest i drugi znacznie powazniejszy problem - regiony strukturalnie zacofane cos
              co kiedys nazywało sie Polska A i B (a co rowniez wystepuje w innych krajach
              np. Wlochy). Uzaleznienie zarobkow od zamoznosci regionu oznaczaloby juz nie
              tylko petryfikacje tego zacofania ale jego poglebienie (jest oczywiste, ze
              mozliwości zarobkowania w Warszawie, Wrocławiu czy Poznaniu sa inne niz np. na
              tzw. scianie wschodniej). Dokonywalaby sie swoista selekcja negatywna, osoby
              wyksztalcone z incjatywa przenosilyby sie tam gdzie maja wieksze mozliwosci
              awansu zawodowego i finansowego (tak zreszta dzieje sie juz teraz).
              Dlatego moim zdaniem nalezy sie raczej kierowac zasadami proponowanymi przez
              Ordoliberałow w Niemczech po II wojnie - tzn. zasada wyrownywania szans (nie
              moze bowiem byc tak, ze mlody czlowiek z regionu zacofanego jedyna szanse
              rozwoju bedzie mial wowczas gdy przeniesie sie do stolicy). To zas oznacza
              zaangazowanie panstwa w pewne newralgiczne z tego punkt widzenia dziedziny. Do
              nich z pewnoscia nalezy oswiata i opieka zdrowotna.
              • Gość: robas Re: Niech zarabiaja ile moga - ale moga! Tylko nie chca! IP: *.tnt30.chi5.da.uu.net 02.09.01, 22:10
                Gość portalu: Scypion napisał(a):

                > Problem z zarobkami tzw. sfery budzetowej w Polsce jest o tyle trudny do
                > rozwiazania, ze generalnie jej zarobki sa stosunkowo bardzo niskie (a jest to
                > jak by nie patrzec relatywnie dobrze wyksztalcona grupa zawodowa - nauczyciele
                > szkol i akademiccy, lekarze, wymiar sprawiedliwosci itd.). Zroznicowanie nie
                > moze sie zatem zaczac od tego, ze np. jezeli przecietna placa w szkole wynosi
                > netto ok. 1000 zl to zabierze sie czesci 500 a innym je doda. Pole manewru gdy
                > placi sie na granicy minimum egzystencji jest dosc mizerne. Dlatego placa
                > aystenta na uczelni wynosi ok. 1700 zl brutto, adiunkta 1950, dr hab. mniej niz
                >
                > 2300, a profesora 2800. Na wielkie roznicowanie miejsca tu juz po prostu nie ma
                >
                > (bo przeciez nikt o zdrowych zmyslach nie zaproponuje obciecia pensji
                > asystentowi by dodac profesorowi). Oznacza to na poczatek koniecznosc znacznego
                >
                > zwiekszenia nakladow na te sfery by moc istotnie zroznicowac place.
                > Jest i drugi znacznie powazniejszy problem - regiony strukturalnie zacofane cos
                >
                > co kiedys nazywało sie Polska A i B (a co rowniez wystepuje w innych krajach
                > np. Wlochy). Uzaleznienie zarobkow od zamoznosci regionu oznaczaloby juz nie
                > tylko petryfikacje tego zacofania ale jego poglebienie (jest oczywiste, ze
                > mozliwości zarobkowania w Warszawie, Wrocławiu czy Poznaniu sa inne niz np. na
                > tzw. scianie wschodniej). Dokonywalaby sie swoista selekcja negatywna, osoby
                > wyksztalcone z incjatywa przenosilyby sie tam gdzie maja wieksze mozliwosci
                > awansu zawodowego i finansowego (tak zreszta dzieje sie juz teraz).
                > Dlatego moim zdaniem nalezy sie raczej kierowac zasadami proponowanymi przez
                > Ordoliberałow w Niemczech po II wojnie - tzn. zasada wyrownywania szans (nie
                > moze bowiem byc tak, ze mlody czlowiek z regionu zacofanego jedyna szanse
                > rozwoju bedzie mial wowczas gdy przeniesie sie do stolicy). To zas oznacza
                > zaangazowanie panstwa w pewne newralgiczne z tego punkt widzenia dziedziny. Do
                > nich z pewnoscia nalezy oswiata i opieka zdrowotna.

                Oczywiscie, ze zarobki sfery budzetowej sa w Polsce niskie. Ale w Polsce kazdy
                malo zarabia. Budzetowka tutaj nie jest i nie moze byc wyjatkiem. Tym
                dziwniejsze wydaje mi sie uporczywe obstawanie za wynagradzaniem tych grup
                zawodowych wylacznie poprzez budzet centralny.
                Pisalem wczesniej, ze moga rownie dobrze byc oplacane przez samorzady lokalne
                (szkoly w teorii sa, ale praktyka wciaz jest nieco inna), a owe samorzady powinny
                miec mozliwosc zatrzymania wiekszosci wplywow z podatkow (takze tych posrednich)
                dla siebie. Owszem, wymagaloby to zrzeczenia sie czesci wplywow poprzez wladze
                centralne, ale przeciez AWS mowilo duzo o decentralizacji. Pora by byla zrobic
                cos ku temu.
                W dalszym ciagu myslisz tabelami zaszeregowania, otoz o wiele zdrowiej byloby
                calkowicie z nich zrezygnowac. Zostawic to wlascicielowi (czyli samorzadom).
                Rodzaj "punktow za pochodzenie", o ktorych piszesz sa jedynie sposobem na
                rownanie do dolu. Lepiej byle jak, aby tylko bylo. Wybitnie antymotywacyjny
                sposob. Dobrym nie oplaca sie starac, a slabi i tak nie sa niczym zagrozeni.
                Osoby z inicjatywa powinny sie przenosic tam, gdzie sa wieksze mozliwosci, tak
                jest w kazdym normalnym kraju.
                Natomiast zadaniem wladz lokalnych jest te mozliwosci tworzyc. Jesli potrzeba
                nowego szpitala bedzie wieksza niz nowego gimazjum, to nie powinno stanowic
                problemu zaplacenie duzo wiecej personelowi aby chcial przyjsc nawet do
                miescowosci w Polsce B. Duzo tu zalezy od operatywnosci wladz lokalnych. Ludzie
                powinni wiedzec na co ida ich pieniadze. Powinni tez bezposrednio wybierac swoje
                wladze.
                Jesli wszystkim bedziemy placic tyle samo, wg odgornie ustalonych tabel, nie
                pomoze to w zmniejszeniu bezrobocia i motywowaniu pracownikow do wiekszego
                wysilku. Wydajnosc pracy polskich lekarzy czy nauczycieli jest godna
                pozalowania. Wiadomo, ze sa to zawody, ktorych wydajnosc trudniej zmierzyc,
                widac jednak niestety podejscie do pracy i troska o dobro ludzi, dzieki ktorym ci
                ludzie istnieja.
                Mialem okazje porownac szkolnictwo i sluzbe zdrowia w Polsce oraz w kraju z
                gospodarka wolnorynkowa, porownanie wypada bardzo na niekorzysc naszych rodakow.
                Troski o pacjeta lekarze nie przejawiaja w najmniejszym stopniu, jest to
                jednoczescnie jedna z najbardziej zdemoralizowanych grup zawodowych.
                Profesorowie na polskich uczelniach maja swoich studentow za nic, uwazaja siebie
                z "pracownikow naukowych", chociaz ich glownym zadaniem jest przekazywanie
                wiedzy, czyli po prostu praca nauczycielska.
                Jesli nie zmienimy samego systemu placenie, nie zmusimy tych ludzi do zadnego
                wysilku, przy czym kazdy pozostanie niezadowolony, zlorzeczacy na rzad, ktory za
                malo placi.
                Nie wiem jednak, kto ma sie za to wziac. AWS (solidarnosc) czy SLD (OPZZ) sa pod
                olbrzymim wplywem grop pracowniczych bedacych na utrzymaniu budzetu. Oni raczej
                z tej drogi socjalizmu nie zejda. Budzetowka bedzie wolala utrzymac status quo,
                lepiej mniej ale kazdemu - bo to pewne, w dodatku nie trzeba sie starac - po
                prostu mi przysluguje.
                Moze kiedys...ktos...
              • Gość: Biz Re: Niech zarabiaja ile moga - ale moga niewiele IP: 217.97.163.* 04.09.01, 20:58
                Gość portalu: Scypion napisał(a):

                > Problem z zarobkami tzw. sfery budzetowej w Polsce jest o tyle trudny do
                > rozwiazania, ze generalnie jej zarobki sa stosunkowo bardzo niskie...

                W Polsce srednie zarobki sfery publicznej są wyższe niż sfery niepublicznej!!
                Powtarzany z uporem pogląd o niskich zarobkach sfery budzetowej musi irytować nas
                tj. ludzi tworzących dochód narodowy, ktorzy muszą zapłacić budżetówce więcej niz
                pozostawić sobie.
                Prawo Janosika zabierania tym co wytwarzają dochód i oddawania biednej budżetowce
                ma jednak powazny mankament. Intensywne łupienie doprowadziło do sytuacji gdzie
                po prostu jest coraz mniej do złupienia i rozdania.
                Przecież na dłuższą metę nie mozna podzielić więcej niż wyprodukujemy i niestety
                nawet zarobki najlepszych fachowców budżetówki muszą wynikać z efektywności
                naszej gospodarki. A gospodarka jest właśnie duszona podatkami by zaspokoić
                apetyty budzetówki i koło się zamyka.
                • Gość: Scypion Re: kilka slow o tzw. sferze budzetowej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.09.01, 00:17
                  Biz - traktowanie tzw. sfery budzetowej jako swoistego "garba gospodarczego",
                  na ktorego pracuje sfera produkcyjna jest pozostaloscia "czasow minionych",
                  kiedy to na rozwoj gospodarczy, zdaniem owczesnie rzadzacych, wplyw mialy tylko
                  tzw. działy produkcyjne (gornictwo, hutnictwo, rolnictwo itd. -
                  odzwierciedleniem tego byl sposob liczenia dochodu narodowego obowiazujacy w
                  PRL od tzw. dyskusji CUP-owskiej w 1948 r.).
                  Prawda jest odmienna - jest to grupa, ktora ma zasadniczy wplyw na rozwoj
                  gospodarczy (posrednio - bo na niej opiera sie system edukacji i opieki
                  zdrowotnej, i bezposrednio - bo jej dzialnosc ma zasadniczy wplyw na
                  zmniejszenie tzw. ksztow transakcyjnych). Mozna zatem krytykowac sposob
                  funkcjonowania sfery budzetowej - ale trzeba pamietać, ze to nie sa "pasozyty",
                  ktorych trzeba utrzymywac, ale ze spelniane przez nia funkcje maja kluczowy
                  wplyw na perspektywy rozwoju kraju.
                  Ktoś w tej dyskusji przytomnie zwrocil uwage, ze ludzie z tzw. sfery budzetowej
                  (grupy relatywnie dobrze wyksztalconej) sa postawieni w sytuacji niemal pelnego
                  monopolu panstwa, ktore wystepuje jako jedyny pracodawca. I oczywiscie panstwo
                  zarobki ustawia uwzgledniajac sytuacje budzetowa (a nie popyt i podaz) - tzn.
                  moim zdaniem, sztucznie je zanizajac. Rynek nie znosi jednak prozni - adiunkt
                  lub profesor na uczelni zarabia okolo 2000 zl na reke, ale w prywatnej szkole
                  za 45 min wyklad potrafi wziasc 350 zl (a sa i tacy, ktorzy biora zdecydowanie
                  wiecej - norma jest 150 zl), nauczyciel matematyki zarobi 1200 zl w szkole, ale
                  juz za godzine korepetycji rzada i dostaje 100 zl, lekarz w szpitalu zarobi
                  1500 zl, ale juz we wlasnym prywatnym gabinecie wezmie za 15 min wizyte 100 zl.
                  itd.
                  Dlatego przyznam szczerz o los z tzw. sfery budzetowej po urynkowieniu bylbym
                  raczej spokojny (a zdaje sie czyni tak wiekszosc dyskutantow). Problem tak na
                  prawde nie polega bowiem na tym jak zaadaptuja się do komercjalizacji: lekarze,
                  nauczyciele, prawnicy ale jak to zniesie znaczna czesc spoleczenstwa.
                  Przedstawiany w tej dyskusji przez wiekszosc schemat mozaby sprowadzic do
                  nastepujacej sekwencji: diagnoza - jest zle, remedium - rynek, przyczyny
                  zaniechania - glupota rzadzacych, "socjalistyczna mentalnosc" w najlepszym
                  wypdaku brak woli politycznej. Otoz gdyby tak bylo - problem bylby stosunkowo
                  prosty do rozwiazania. Tak jednak nie jest. Pomijam fakt, ze z rynkiem jest
                  troche tak ja z demokracja - tzn. ma wiele wad ale per saldo jest to
                  rzeczywiscie najlepszy instrument rozwoju jaki wymyslono (choc nie idealny -
                  trzeba bowiem pamietac i o tym, ze skutecznośc tego mechanizmu jest rozna w
                  zaleznosci od dziedziny, w ktorej sie go aplikuje - wystepuja bowiem tzw.
                  asymetrie rynkowe - dostrzegal to juz A. Smith, jak rowniez i o tym, ze w 200
                  letnej historii gospodarki kapitalistycznej nigdy i nigdzie nie byla ona w
                  pelni liberalna, jak rowniez i o tym, ze mechanizm ten prowadzi co jakis czas
                  do kryzysow gospodarczych).
                  Dlatego proponuje juz zaniechac pisania o koniecznosci wprowadzenia rynku w
                  tych dziedzinach ale raczej zastanowic sie jak to zrobic i w jakiej skali
                  uwzgledniajac istniejaca sytuacje spoleczno-gospodarcza (pamietajac jednak, ze
                  spoleczenstwo to nie "biala myszka" na ktorej mozna dowolnie eksperymentowac).
                  Mam nieodparte przeswiadczenie, ze wiekszosci dyskutantow sadzi (a moze tak
                  jest w istocie - z czego wypada sie tylko cieszyc), ze rynek wyceni/a ich prace
                  na okolo 15000 tys. miesiecznie (choc znam absolwentow dziennych studiow
                  prawniczych i ekonomicznych, ktorzy po kilka miesiecy szukaja pracy i "lądują"
                  z zarobkami 600 zl miesiecznie - niestety na rynku pracy takze obowiazuje
                  zasada popytu i podazy i powiedzmy sobie szczerze teraz popyt jest maly a podaz
                  duza z wszystkimi tego konsekwencjami). Przy takich zarobkach - 15000 zl
                  (biorac pod uwage, ze moga jeszcze wzrosnac po zmniejszeniu podatkow) byliby z
                  pewnoscia w stanie udziwignac wyslanie swoich np. 2 dzieci przez 15 lat do
                  szkoly placac za to po kilka tysiecy miesiecznie, ze byliby rowniez w stanie
                  udzwignac koszty leczenia. Problem jednak nie w tej waskiej grupie, ktorej sie
                  powiodlo, ale w milionach, ktorzy z roznych wzgledow sobie nie radza. I aby
                  byla pelna jasnosc malo mnie obchodzi 25 letni "byczek", ktory nic nie umie,
                  pije, albo nie chce mu sie pracowac. Obchodzi mnie jednak los dzieci, ktore
                  splodzi - poniewaz (pomijajac, ze one nic nie sa temu winne) brak mechanizmu,
                  ktory pozwoli im sie wyrwac z kregu nedzy (a droga do tego jest edukacja - i tu
                  obawiam sie, ze nic nie zastapi edukacji publicznej i systemu panstwowej opieki
                  zdrowotnej opartej na zasadzie solidaryzmu spolecznego) bedziemy mieli mnozenie
                  pasozytow, ktorych i tak trzeba bedzie wspolnie utrzymywac.
                  Bo niestety nie da sie ich zbyc wzruszeniem ramion. Tak bylo w starozytnym
                  Rzymie (gdzie znaczna czesc dochodu przejadana byla przez tzw. proletariuszy w
                  mysl hasla "chleba i igrzysk")tak jest i teraz. W przeciwnym
                  razie "sproletaryzowana" masa zafunduje nam wszystkim jakas nowa forme
                  totalitaryzmu (jak w Niemczech w 1933 r.). I zamiast "konca historii" w wydaniu
                  Fukuyamy (liberalnej demokracji) zisci sie wizje Baudrillarda, recydywy roznych
                  utopii i totalizmow.
                • Gość: Fizyk Re: Niech zarabiaja ile moga - ale moga niewiele IP: *.tsl.uu.se 05.09.01, 10:24
                  Gość portalu: Biz napisał(a):

                  > Gość portalu: Scypion napisał(a):
                  >
                  > > Problem z zarobkami tzw. sfery budzetowej w Polsce
                  jest o tyle trudny do
                  > > rozwiazania, ze generalnie jej zarobki sa stosunkowo
                  bardzo niskie...
                  >
                  > W Polsce srednie zarobki sfery publicznej są wyższe niż
                  sfery niepublicznej!!

                  Po pierwsze: wyksztalcenie - lepsze w sferze publicznej
                  Po drugie: statystyka moze byc mylaca. W budzetowce sa
                  ludzie niezle
                  zarabiajacy (sedziowie, administracja, niektorzy
                  profesowie) i reszta,
                  ktora zarabia znacznie ponizej sredniej.
                  Po trzecie: szara strefa i bonusy - mozliwe i stosowane w
                  sektorze
                  prywatnym, stosowane w mniejszym stopniu w sektorze
                  publicznym.


                  >ąd o niskich zarobkach sfery budzetowej musi irytować n
                  > as > tj. ludzi tworzących dochód narodowy,

                  Uslugi (edukacja, uslugi medyczne itp.) tez tworza PKB.

                  > ktorzy muszą zapłacić budżetówce więcej niz
                  > pozostawić sobie.

                  W Polsce to jest mniej wiecej fifty-fifty.
                  Moze za duzo. Ale glownym odbiorca Twoich pieniedzy sa
                  jednak
                  emeryci i rencisci. Do tego gornicy i hutnicy. A ta
                  "budzetowka"
                  o ktorej mowie kosztuje Cie raczej tanio. Znacznie mniej
                  niz
                  wyzej wymienieni. Powinno Cie interesowac, zeby w tej
                  czesci lepiej
                  zarabiano, jesli chcesz korzystac z tych uslug panstwa.
                  Nawet jak nie korzystasz, to wazniejsza dla przyszlosci
                  Polski (i zapewne Twojej) jest dobra edukacja niz dobre
                  gornictwo.

                  > Prawo Janosika zabierania tym co wytwarzają dochód i
                  oddawania biednej
                  > budżetowce ma jednak powazny mankament. Intensywne
                  łupienie doprowadziło
                  > do sytuacji gdzie po prostu jest coraz mniej do
                  złupienia i rozdania.

                  No, nie przesadzaj, ze lupia Cie lekarze, nauczyciele,
                  sedziowie
                  i policjanci. Stopien redystrybucji w Polsce jest na
                  zupelnie
                  przyzwoitym poziomie, jesli wliczyc szara strefe, to
                  nawet
                  na niskim. Moze to nie lupienie, a slabosc polskich
                  przedsiebiorcow
                  (niedouczenie, slaba znajomosc jezykow, nieefektywne
                  metody
                  zarzadzania) sa wazniejszym zrodlem klopotow?

                  > Przecież na dłuższą metę nie mozna podzielić więcej niż
                  wyprodukujemy
                  > i niestety nawet zarobki najlepszych fachowców
                  budżetówki muszą wynikać
                  > z efektywności naszej gospodarki.

                  Efektywnosc to jedno a koncepcja rodzialu to drugie.

                  > A gospodarka jest właśnie duszona podatkami by
                  zaspokoić
                  > apetyty budzetówki i koło się zamyka.

                  Raczej glod niz apetyt. Pewnie, zerowe podatki i darmowa
                  edukacja
                  to bylyby swietne warunki dla biznesu.
                  Mozna chyba odwrocic sytuacje i powiedziec, ze w tak
                  biednym kraju
                  jak Polska, biznes tez powinien uczestniczyc w dzieleniu
                  wspolnej
                  biedy. Prawda?
                  Wolalbym dyskutowac o konkretnych problemach i
                  przykladach
                  marnotrawstrwa w budzetowce niz wysluchiwac dosyc
                  ogolnych
                  opinii, ze przykro jest placic podatki.
                  • Gość: Zbigniew Re: Niech zarabiaja ile moga - ale moga niewiele IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.01, 22:21
                    Drogi Fizyku !
                    Przyglądam się Waszej dyskusji i pojąć nie mogę dlaczego tak bardzo bronisz
                    tzw. budżetówki , a szczególnie systemu edukacji.
                    Ja sam studiowałem zarówno w Polsce jak i w Niemczech oraz Austrii i muszę
                    stwierdzić , że polski system edukacji jest odległy o lata świetlne od
                    zachodniego.W Austrii ( studiowałem na Wirtschaftsuniversitaet Wien ) każdy
                    student ma indywidualny tok studiów , sam decyduje na jakie zajęcia u jakich
                    profesorów chodzi ( ważne by zdał wszystkie egzaminy ) oraz za pomocą specjalnych
                    ankiet weryfikuje każdego prowadzącego zajęcia.Oceniane są też wykłady i jeżeli
                    nie cieszą się zainteresowaniem słuchaczy to na miejsce wykładowcy wchodzi ktoś
                    lepszy od niego.Taki dobry wykładowca ma jeszcze oczywiście szanse sprzedać
                    więcej swoich książek i skryptów dodatkowo na tym zarabiając.
                    W Polsce choć są wyjątki stosowany jest system przypisywania studenta do grupy
                    seminaryjnej , a uczący nie są poddawani selekcji rynkowej.
                    Wprowadzenie elementów rynkowych zarówno do systemu edukacji ( np. poprzez
                    obiecywany przez solidaruchów a postulowany już w 1979 roku przez M.Friedmana
                    bon oświatowy ) jak i do służby zdrowia ( obecne kasy chorych są jakimś krokiem
                    w dobrym kierunku ) na pewno tutaj by pomogło.

                    > Uslugi (edukacja, uslugi medyczne itp.) tez tworza PKB.

                    I dlatego obecnie mamy w buzkowej Polsce "wzrost gospodarczy".Wliczono pensje
                    części budżetówki ( np. nauczycieli ) do wartości "usług" świadczonych
                    społeczeństwu i Buzek może się chwalić , że nie ma w Polsce kryzysu , a jest
                    ponad 1% wzrost gospodarczy.

                    > Powinno Cie interesowac, zeby w tej
                    > czesci lepiej
                    > zarabiano, jesli chcesz korzystac z tych uslug panstwa.

                    ??? Tego nie rozumiem. Czy nie lepiej urynkowić choć część budżetówki (
                    oświatę,opiekę medyczną )?
                    Wysokość zarobków w budżetówce nie ma nic ale to nic wspólnego z jakością
                    świadczonych przez nich usług.Chyba wszyscy zdążyli się już o tym przekonać.
                    • Gość: Scypion Re: kilka uwag o polskich uczelniach IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.09.01, 00:06
                      Gość portalu: Zbigniew napisał(a):

                      > Ja sam studiowałem zarówno w Polsce jak i w Niemczech oraz Austrii i muszę
                      > stwierdzić , że polski system edukacji jest odległy o lata świetlne od
                      > zachodniego.W Austrii ( studiowałem na Wirtschaftsuniversitaet Wien ) każdy
                      > student ma indywidualny tok studiów , sam decyduje na jakie zajęcia u jakich
                      > profesorów chodzi ( ważne by zdał wszystkie egzaminy ) oraz za pomocą specjalny
                      > ch
                      > ankiet weryfikuje każdego prowadzącego zajęcia.Oceniane są też wykłady i jeżeli
                      > nie cieszą się zainteresowaniem słuchaczy to na miejsce wykładowcy wchodzi ktoś
                      >
                      > lepszy od niego.Taki dobry wykładowca ma jeszcze oczywiście szanse sprzedać
                      > więcej swoich książek i skryptów dodatkowo na tym zarabiając.

                      Zbigniew z pewnoscia masz racje, ze polskie szkoly wyzsze odbiegaja od standardow
                      zachodnich. Mozna by zapytac dlaczego mioloby byc inaczej skoro we wszystkich
                      dziedzinach odstajemy - edukacja nie moze byc tu wyjatkiem. Nie jest jednak
                      prawda, ze jakoby dziela nas w tej dziedzinie "lata swietlne" - w tym przypadku
                      raczej dystans jest o wiele mniejszy niz w innych sferach (tez mam pewne
                      doswiadczenia z wyzszymi uczelniami w Niemczech i oczywiscie w Polsce). W
                      wiekszosci szkol studenci maja juz dosc znaczne mozliwosci wyboru przedmiotow na
                      ktore chca uczeszczac (ponoc w SGH jest ponad 400 do wyboru w tym np.
                      architektura panstw arabskich - pisze to jednak bez sprawdzenia). Wszystkie
                      szkoly wyzsze pracuja intensywnie nad tzw. systemem punktowym dostosowujacym nasz
                      tryb studiowania do standardow zachodnich. Studenci beda mieli obowiazek
                      uzyskania okreslonej liczby punktow - w dowolnym dla siebie czasie. Umozliwi im
                      to takze studiowanie na roznych uczelniach w kraju i zagranica. I odwrotnie
                      studenci z zagranicy beda mogli (i juz to robia) w oparciu o uzyskane u siebie
                      punkty studiowac w Polsce. System punktowy jest zreszta warunkiem uzyskania
                      akredytacji. Ankietowanie studentow rowniez nie jest nowoscia - niektore szkoly
                      prowadza to od lat. Byłbym oczywiscie nierozsadny twierdzac, ze to co wprowadzono
                      dziala juz w sposob zadawalajcy - zrobiony zostal jednak pierwszy wazny krok.
                      Co do wyboru przedmiotow - to nigdzie nie istnieje pelna swoboda (pomijam jakies
                      szkoly egzotyczne) - jezeli ktos sie decyduje np. studiowac ekonomie to musi sie
                      liczyc, ze bedzie musial zaliczyc okreslona liczbe przedmiotow obowiazkowych (za
                      ktore otrzymuje punkty). Tak sie "pechowo" sklada, ze te przedmioty, ktore
                      wiekszosc studentow (ekonomii) chetnie by ominelo to przedmioty tzw. trudne
                      (matematyka, statystyka, ekonometria, mikroekonomia itd. - choc powiedzmy sobie
                      szczerze czy cos jest "trudne" czy nie decyduje najczesciej zapal do pracy
                      studenta i czasmi wymagania prowadzacego). Z drugiej strony istnieje
                      swoisty "owczy ped" - mody, ktore maja zasadniczy wplyw na wybor kierunku
                      studiow. Pare lat temu wszyscy chcieli studiowac marketing, pozniej bankowosc, a
                      teraz jest wielki bum na stosunki miedzynarodowe (jest naiwnoscia sadzic, ze w
                      wyzszej szkole mozna sie nauczyc przedmiotow zawodowych - do tego potrzeba po
                      prostu praktyki - zmiany zas nastepuja tak szybko, ze wiedza ta ulega stalej
                      dezaktualizacji). Jest zadaniem uczelni zachowac w tym wszystkim "zdrowy
                      rozsadek" i dbac by szkoly akademickie nie zamienily sie w wyzsze szkoly
                      zawodowe. To oznacza przede wszystkim solidne wyksztalcenie ogolne - bo
                      wyksztalcenie specjalistyczne bystra mloda osoba zdobedzie w ciagu kilku tygodni.
                      Dlatego zamiast wprowadzac kolejny przedmiot szczegolowy lepiej dac studentowi
                      solidne podstawy w postaci zajec z metodologi nauki, logiki, matematyki,
                      psychologi, socjologi, historii mysli ekonomicznej czy gospodarczej - umozliwi mu
                      to bowiem rozumienie zjawisk gospodarczych (pisze o uczelniach ekonomicznych ale
                      dotyczy to wszystkich kierunkow).
                      I wreszcie Twoje uwagi dotyczace komercjalizacji tej sfery jako antidotum na
                      wszystkie bolaczki (ma ona swoje niewatpliwie pewne pozytywne strony). Jest
                      jednak i druga strona tego medalu, o ktorej jakos wszyscy chca zapomniec.
                      Prywatyzacja oznacza bowiem koniecznosc placenia za nauke czy opieke zdrowotna -
                      moze bys zatem wyjawil jaka czesc swoich dochodow jestes sklonny przeznaczyc na
                      koszty swojego ksztalcenia czy swoich dzieci. Bon edukacyjny niewiele tu zalatwi -
                      bo jego wartosc wystarczy moze na pokrycie niewielkiej czesci rzeczywistych
                      kosztow. Trzeba zatem wyraznie powiedziec, ze prywatyzacja bedzie oznaczac
                      koniecznosc wlasnej partycypacji w kosztach wlasnego ksztalcenia (tak zreszta
                      robi juz kilkaset tysiecy studentow szkol prywatnych - zbyt czest jednak placa
                      nie za wiedze tylko za mozliwosc uzyskania "papieru").
                      W przeciwnym razie bedziemy powtarzac doswiadczenia z reformy sluzby zdrowia
                      gdzie pieniadz mial isc za pacjentem - tylko nie idzie bo go nie ma. A nie ma go
                      bo przyjeta skladka daje raptem pareset dolarow na glowe - za te pieniadze nie ma
                      nowoczesnej medycyny,i moze to starczyc co najwyzej na podstawowe swiadczenia - a
                      za reszte niestety trzeba doplacic z "wlasnej kieszeni".
                      Ps. Na marginesie male pytanie czy studiujac w Niemczech sam oplacales swoja nauke
                      • Gość: Zbigniew Re: kilka uwag o polskich uczelniach IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.09.01, 12:32
                        Odp. w Niemczech byłem na stypendium , w Austrii płaciłem 4000 szylingów za
                        semestr ( I połowa lat 90.).
                        To co napisałem o wyborze przedmiotów dotyczyło semestru w którym się chce
                        dany przedmiot zaliczać , katedry i profesora na którego zajęcia się chodzi
                        ( wiele zajęć było w piątki i soboty aby studenci mogli pracować w ciągu
                        tygodnia ) natomiast oczywiście nie było dowolności w tym co się ma zdawać aby
                        zaliczyć I lub II etap studiów.( I Studienabschnitt obejmował wiedzę bardziej
                        ogólną , II specjalistyczną ).Oczywiście można się było zameldować na dane
                        zajęcia internetem z drugiej półkuli , a także dowiedzieć o swych ocenach przez
                        komputer podając swój numer immatrykulacyjny i hasło.
                        Profesorowie których zajęcia nie cieszyły się powodzeniem ( można sprawdzić za
                        pomocą ilości chętnych ) , byli źle oceniani przez studentów ( można sprawdzić
                        za pomocą ankiet ) lub nie potrafili właściwie nauczyć przedmiotu ( też łatwe
                        do sprawdzenia ) byli , choć nie zawsze odsuwani od prowadzenia zajęć , co
                        przekładało się dla nich na skutki finansowe.
                        To co napisałeś się oczywiście zgadza.Polskie uczelnie zmieniają się na lepsze
                        i jest to w dużym stopniu wynikiem komercjalizacji uczelni np. rywalizacji o
                        studentów opłacających studia. Co do kadry profesorskiej to był na ten temat
                        artykuł we Wprost z tydzień temu o tytule "profesor zero".
                        Dalej wydaje mi się , że wysokość zarobków w sferze budżetowej nie ma wiele
                        wspólnego z jakością i wydajnością pracy.Jedyną formą należytego oceniania
                        wartości pracy jest rynek i powinny być nią obejmowane coraz szersze sfery.
                        Weźmy na przykład taką kulturę.W Krakowie w lecie nie są czynne opery i operetka
                        podczas gdy na Zachodzie w tym czasie są pełne turystów płacących ogromne
                        pieniądze i dających takim instytucjom zarobić.
                        W Polsce panuje przekonanie , że to nos jest dla tabakiery (społeczeństwo ma
                        utrzymywać budżetówkę) a nie tabakiera dla nosa.
                        I dobrze by było gdyby coś się w tym temacie zmieniło.
            • Gość: Fizyk Re: Niech zarabiaja ile moga! - OK - tylko co z jakoscia? IP: *.tsl.uu.se 03.09.01, 23:00
              Drogi MACIEJU!

              Zblizamy sie do sedna sprawy. W USA ludzie chca placic
              podatki stanowe
              zeby ich stan zorganizowal im system szkolnictwa. W
              Polsce ludzie chca
              placic nauczycielom jak najmniej, bo uwazaja, ze i tak
              ta edukacja
              to pic na wode. To daje degradacje systemu edukacji.
              Takie skutki socjalizu i zacofania.

              W wolnym swiecie, wolny kraj Polska moze zdecydowac, ze
              edukacja
              jest mu niepotrzebna. Na wolnym, swiatowym rynku kraj
              Polska
              zjedzie wtedy do poziomu III swiata. To tak jak z tymi
              slumsami.
              Stad moje pytanie.

              W przypadku lekarzy jest troche inaczej. W Polsce chyba
              z 50%
              kosztow osobowych w sluzbie zdrowia idzie "prywatnie".
              Tak wiec, istnieje rynek uslug medycznych, tyle ze
              czarny.
              Moje wlasciwe pytanie winno brzmiec - ile powinien
              dostawac
              lekarz, zebysmy nie czuli sie zobowiazani dawac mu
              lapowek.

              W przypadku uczelni wyzszych - pytanie brzmi - ile
              trzeba
              dac inteligentnym, wysoko wyksztalconym ludziom, zeby
              zechcieli uczyc dobrze studentow, zamiast ciapac fuchy.
              Niestety, na razie w Polsce tylko panstwo jest w stanie
              udziwgnac ciezar wyzszej edukacji. Kredyty dla
              studentow
              bylyby moze pewnym wyjsciem, ale z pilotazowego
              projektu
              kredytow studenckich widac, ze to nie dzialaloby
              wystarczajaco
              skutecznie.

              W przypadku wojska i policji oczywiscie Rynek tez
              niczego nie zalatwi.
              Pozadrawiam
    • Gość: Z Odpowiedz na to pytanie powinien dac rynek IP: 194.106.125.* 02.09.01, 23:01
      Najpierw nalezy sprywatyzowac i dopuscic do konkurencji- w sluzbie zdrowia,
      edukacji a rynek sam ustali odpowiednia cene. Oczywiscie nie mozna tego zrobic
      z sadownictwem i policja- ale prywatyzacja i konkurencja w ww. dziedzinach
      pozwolilaby na racjonalizacje wydatkow i zwiekszenie efektywnosci- a przez to
      ograniczenie wydatkow z panstwowej kasy i proporcjonalne zwiekszenie pensji w
      dziedzinach dla panstwa fundamentalnych czyli bezpieczenstwa i sadownictwa.
      Panstwo a najlepiej samorzady, powinny jedynie zapewniac selektywne wsparcie
      najbiedniejszym w zaspokojeniu podstawowych potrzeb zdrowotnych i edukacyjnych.
      (Teraz Ci biedni tez placa tylko ze pod stolem). Pytanie jest glupio postawione
      i tkwi gleboko w mysleniu socjalistycznym.
      • Gość: Fizyk Re: Odpowiedz na to pytanie powinien dac rynek IP: *.tsl.uu.se 03.09.01, 09:36
        Pytanie jest dobrze postawione, bo prowokuje bardzo
        ciekawa dyskusje.
        Za to odpowiedz "rynek zdecyduje", w naszych warunkach
        wnosi
        niewiele, bo na razie w ww. sferach istnieje tylko
        czarny rynek
        oraz monopol panstwa.
        Pozdrawiam
        • Gość: azra Re: Odpowiedz na to pytanie powinien dac rynek IP: 213.38.92.* 03.09.01, 10:44
          Tu sie zgodze z Toba, Fizyk. W Polsce jeszcze nie ma rynku na te uslugi i przy
          obecnym sposobie decydowania dlugo jeszcze nie bedzie.
          Przy czym na niektore uslugi (np. policja) rynku sie raczej nie da wyksztalcic
          i ceny beda mniej czy bardziej decydowane administracyjne - czy to przez wladze
          lokalne, czy przez wladze centralne.
      • Gość: Z.. Re: Odpowiedz na to pytanie powinien dac rynek IP: 194.106.125.* 04.09.01, 15:02
        Wyraznie napisalem

        > Najpierw nalezy sprywatyzowac i dopuscic do konkurencji- w sluzbie zdrowia,
        > edukacji a rynek sam ustali odpowiednia cene. Oczywiscie nie mozna tego zrobic
        > z sadownictwem i policja- ale prywatyzacja i konkurencja w ww. dziedzinach
        > pozwolilaby na racjonalizacje wydatkow i zwiekszenie efektywnosci- a przez to
        > ograniczenie wydatkow z panstwowej kasy i proporcjonalne zwiekszenie pensji w
        > dziedzinach dla panstwa fundamentalnych czyli bezpieczenstwa i sadownictwa.

        Zas obecnie rozmowa na temat jakie zarobki nauczyciela, lekarza, sedziego itp nie
        ma sensu, poniewaz przy obecnym ksztalcie budzetu, nie ma mowy o jakichkolwiek
        podwyzkach (bo przeciez kazdy powie, ze ww. grupy powinny zarabiac wiecej niz
        obecnie). Tylko ograniczenie roli panstwa (czyli np. prywatyzacja sluzby zdrowia)
        do jego podstawowych funkcji pozwoli wyzwolic zasoby, ktore zostana lepiej
        zagospodarowane i bede mogly w przyszlosci zostac spozytkowane na podwyzki np.
        dla policji i sedziow- tych dziedzin nie mozna bowiem oddac w prywatne rece. Ze
        nauczyciele czy lekarze i pielegniarki moga i potrafia lepiej zarabiac swiadcza
        prywatne szkoly i przychodnie, ktore dzialaja juz dzisiaj. I rynek ustala dla
        nich odpowiednie wynagrodzenie, ktore jest 3-4 razy wyzsze niz w sektorze
        publicznym. Oczywiscie dobrzy lekarze i nauczyciele zarabiaja :)) A ilu takich
        profesjonalistow jest w sektorze publicznym?
        • Gość: Fizyk Odpowiedz powinien dac rynek - i da, tylko... IP: *.tsl.uu.se 04.09.01, 19:41
          Gość portalu: Z.. napisał(a):

          > Najpierw nalezy sprywatyzowac i dopuscic do
          konkurencji- w sluzbie
          > zdrowia, edukacji a rynek sam ustali odpowiednia
          cene.

          W tej formie to jest chyba (czesciowa) utopia.
          Dlaczego?

          1) Jedna z najistotniejszych zalet publicznej edukacji
          i
          sluzby zdrowia jest ich powszechnosc. Znaczy to tyle,
          ze
          uczyc i leczyc trzeba rowniez w biednych
          miejscowosciach.
          Szczegolnie tam. Tam rynek nie da rady.
          Ale, moze masz jakis pomysl?

          2) Sprywatyzowac nalezycie sluzbe zdrowia moznaby chyba
          tylko poprzez
          prywatne ubezpieczenia. Niestety, pojawia sie wtedy
          problem ludzi
          w podeszlym wieku, ktorych nikt nie ubezpieczy za
          pieniadze, ktore
          maja. Dlatego ich "kapital" winno wykreowac panstwo.
          Mysle, ze to
          mozliwe hipotetycznie (zamiast placic na szpitale -
          panstwo placi
          ubezpieczalniom za staruszkow).
          Problemy:
          - ogromne, kolejne zamieszanie, afery skandale;
          - trudna odpowiedz na pytanie - czy system powinien byc
          w pelni
          solidarystyczny czy lepiej zarabiajacy mogliby
          wykupic
          lepszy pakiet uslug w obecnie publicznych szpitalach,
          ZOZach itp.
          Czyli - latwiej powiedziec niz zrobic.


          > Oczywiscie nie mozna tego zrobic z sadownictwem i
          policja-

          Zastanawiam sie, jaka jest najistotniejsza roznica
          miedzy policja i sadownictwem
          a edukacja i sluzba zdrowia. W krajach cywilizowanych
          (nawet USA) edukacja jest
          czesciowo poza rynkiem. W Europie - opieka zdrowotna
          takoz.

          > ale prywatyzacja i konkurencja w ww. dziedzinach
          > pozwolilaby na racjonalizacje wydatkow i zwiekszenie
          efektywnosci- a przez
          > to ograniczenie wydatkow z panstwowej kasy i
          proporcjonalne zwiekszenie
          > pensji w dziedzinach dla panstwa fundamentalnych
          czyli bezpieczenstwa i
          > sadownictwa

          W zasadzie sie zgadzam, zwlaszcza z potrzeba
          konkurencji.
          Tylko ze mozna oddzielic konkurencje od prywatyzacji.
          Dlaczego nie chcialbym prywatyzacji? Tylko i wylacznie
          dlatego,
          ze powoduje ona zwykle kolosalne zamieszanie, na ktore
          nas
          obenie nie stac. Zupelnie nie widze prywatyzacji
          szkolnictwa
          podstawowego i sredniego.

          >
          > Zas obecnie rozmowa na temat jakie zarobki
          nauczyciela, lekarza, sedziego itp
          > nie ma sensu, poniewaz przy obecnym ksztalcie
          budzetu, nie ma mowy o jakichkolwiek
          > podwyzkach

          Niby racja, tylko, ze to samo mowi sie od 10 lat bez
          przerwy.
          Tylko podklad sie zmienia.


          > (bo przeciez kazdy powie, ze ww. grupy powinny
          zarabiac wiecej niz
          > obecnie).

          Naprawde? Ja mam watpliwosci.


          > Ze nauczyciele czy lekarze i pielegniarki moga i
          potrafia lepiej zarabiac swiadcza
          > prywatne szkoly i przychodnie, ktore dzialaja juz
          dzisiaj.

          Znam problem od podszewki. Prywatne przychodnie w
          oparciu o ordynatorow
          oddzialow publicznych szpitali. Idziesz do przychodni,
          zeby dostac sie na
          oddzial. Szkoly prywatne sa dofinansowywane przez
          panstwo albo
          ucza tylko bardzo szczegolnych rzeczy. Wiekszosc
          nieatrakcyjnych
          i kosztownych zobowiazan w edukacji ponosi panstwo, a
          prywatne
          placowki spijaja smietanke. Nadto, takie placowki
          dzialaja tylko
          i wylacznie w duzych i zamoznych miastach.



          >I rynek ustala dla
          > nich odpowiednie wynagrodzenie, ktore jest 3-4 razy
          wyzsze niz w sektorze
          > publicznym. Oczywiscie dobrzy lekarze i nauczyciele
          zarabiaja :))

          Czy na pewno tylko dobrzy? Ilu dobrych nie zarabia?
          Prawdziwe jest stwierdzenie - niektorzy dobrzy dobrze
          zarabiaja.

          > A ilu takich profesjonalistow jest w sektorze
          publicznym?

          Coraz mniej. I bedzie jeszcze mniej. A ci co zostana,
          beda swiadczyc
          uslugi w proporcji do placy.
          Sprawa jest bardzo prosta - prawo popytu i podazy
          dziala i w budzetowce.
          Podatnicy coraz marniej placa i dostaja coraz gorsza
          jakosc uslug.
          Tak bedzie dalej, cokolwiek bys nie pisal o tym, kto to
          powinien
          zalatwic. Widze 2 realne warianty -
          1) poziom uslug publicznych spadnie tak katastrofalnie,
          ze spontanicznie
          wykreuje sie alternatywny system prywatny. Wada: to
          bedzie w sumie
          drogo kosztowalo i odetnie na pewien czas wiekszosc
          spoleczenstwa od
          uslug na przyzwoitym poziomie
          2) zostanie zbudowany w ramach budzetu system
          umozliwiajacy konkurencje
          i lokalne wymuszanie dobrej jakosci uslug przez
          podatnikow.
          Byloby taniej i z mniejszymi stresami spolecznymi.
          Wlasnie dlatego uwazam, ze nalezaloby zawrzec z
          budzetowka
          transakcje - podwyzki (lub tylko brak ciec) w zamian za
          wdrozenie
          rozwiazania 2. Oczywiscie - budzetowka musialaby sie
          zgodzic na
          obnizenie poziomu bezpieczenstwa i pozwolic na
          skuteczna kontrole
          i konkurencje. Inaczej rynek wymusi rozwiazanie 1, a
          bedzie ono niezbyt
          przyjemne.
    • Gość: Scypion Re: Zarobki w Polsce IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.01, 23:17
      Robas z przykroscia stwierdzam, ze nie bardzo zrozumiałes co pisalem.
      Usilowalem uzmyslowic prosty fakt, ze Polska jesk krajem nierownomiernie
      rozwinietym pod wzgledem gospodarczym tzn. ze sa regiony, ktore po prostu sa
      zacofane (cała tzw. sciana wschodnia, regiony gdzie dominowaly przed 1989 r.
      PGR, regiony strukturalnego bezrobocia np. byle woj. walbrzyskie). Oznacza to,
      ze zamoznosc tych regionow nawet przy najwiekszej decentralizacji dochodow
      samorzadu bedzie bardzo trudna. Gmina w woj. białostockim nigdy nie bedzie
      konkurencyjna dla gminy Centrum w Warszawie. Zroznicowanie jest oczywiscie
      nieuniknione - musi byc jednak w pewnych okreslonych dziedzinach (glownie
      edukacji i opiece zdrowotnej) w jakiejs mierze zrownowazone.
      Nie wiem gdzie ty wyczytales u mnie cos o "punktach za pochodzenie" - o niczym
      takim nie pisalem. Probowalem przedstawic zasade akceptowana nawet przez
      skrajnych liberalow - ze zadaniem panstwa jest staranie o wyrownanie obywatelom
      szans. Po to - by jak mowiła pewna madra brytyjska premier - "dać obywatelowi
      wedke zamiast ryby". To jednak oznacza, ze siedmiolatek z tzw. sciany
      wschodniej musi miec mozliwosc pojscia do szkoly w ktorej bedzie mial dobrego
      nauczyciela informatyki, matematyk, jezykowca itd., ze nalezy mu sie
      porownywalny standard opieki zdrowotnej, ze musi miec dostep do teatru, kina,
      internetu. "Biedny" samorzad nie jest w stanie zatrzymac najlepszych pedagogow
      i zapewnic mlodziezy takiego standardu nauki jak np. samorzad Lubina, na
      ktorego terenie znajduje się zaglebie miedziowe. Pamietajmy rozwniez, ze
      rodzice tych dzieci sa najczesciej nie zamozni. Twoj blad polega na tym, ze
      zakladasz, iz wszystkie samorzady znajduja sie w takiej samej sytuacji
      ekonomicznej i w porownywalny sposob dbac beda o ksztalcenie mlodziezy. Tak
      jednak nie jest. Odpowiedzialnosci państwa za system edukacji nie kwestionuja
      nawet najbardziej ortodoksyjni liberalowie (np. Hayek). Nie oznacza to
      oczywiscie, ze ma byc on np. tylko panstwowy. Im bardziej jest zroznicowany tym
      lepiej - winny funkcjonowac szkoly panstwowe, prywatne, wyznaniowe, spoleczne
      itd.
      Powtarzam raz jeszcze - jezeli nie bedziemy mlodych ludzi ksztalcic na
      porownywalnym poziomie w calym kraju - spetryfikujemy stan strukturalnej nedzy
      (za co predzej czy pozniej zaplacimy wszyscy). Wyksztalcenie jest bowiem
      pierwszym i podstawowym warunkiem osiagniecia sukcesu zawodowego i kazdy
      niezaleznie od miejsca urodzenia ma do niego prawo.
      Twoich uwag dotyczacych pracownikow naukowych i lekarzy nie bede komentowal -
      bo to sa Twoje subiektywne oceny (przestrzegam jednak przed generalizacjami).
      Mam inne zdanie - tak sie bowiem sklada, ze w jednej z tych dziedzin sam
      funkcjonuje (i znam wielu wspanialych aststentow, adiunktow i profesorow
      poswiecajacych sie dydaktyce - obok oczywiscie slabych), w drugiej zas pracuje
      czlonek mojej rodziny (i wiem ze jest spora grupa lekarzy, ktora na wlasny
      koszt ksztalci sie by moc oczywiscie lepiej zarabiac, ale takze lepiej leczyc).
      Poza wszystkim trzeba pamietac, ze wymierzenie wartosci pracy nauczyciela jest
      bardzo trudne. Edukacja bowiem to nie jest towar taki jak inny - tylko proces.
      Efekty pracy nauczyciela poznajemy dopiero po jakims czasie a i wowczas bardzo
      trudno o jednoznaczne kryteria (nauczyciel w renomowanym liceum zawsze bedzie
      mial wieksze osiagniecia - mierzone chocby liczba olimpijczykow, czy osob,
      ktore dostana sie na studia - gwarantuje mu to selekcja mlodziezy) niz
      nauczyciel z prowincjonalnego liceum (ktorego naklad pracy moze byc nawet
      wiekszy niz kolegi z renomowanej szkoly).
    • Gość: JA Re: Zarobki w Polsce IP: 10.129.227.* / *.acn.pl 04.09.01, 22:30
      ILE WYNEGOCJUJĄ Z PRACODAWCĄ
      • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 06.09.01, 06:35
        OK Fizyk-doczekales sie.
        Zeby skrocic wypowiedz:Moje poglady sa b. podobne do tego co napisal robas.
        Scypion-traci myszka,innymi slowy komuna w nim siedzi.
        Nie przesadzaj Fizyk ze:" w wolnym swiecie Polska moze zdecydowac ze edukacja
        jest jej nie potrzebna".
        Polska to TY.I jak TY chcesz dobrej edukacji to tak samo chca twoi sasiedzi i w
        Warszawie nikt decyzji przeciwko TOBIE nie moze podjac.
        Oczywiscie mnie w Polsce nie bylo gdy wprowadzono nowy system administracyjny.
        Jak to mozna zrobic podzial na regiony nie dajac im mozliwosci zbierania
        podatkow na swoim terenie i wydawania ich na swoim terenie?
        To nic innego jak komuna.
        W Stanach sa podatki :federalne,stanowe,lokalne(miejskie).
        I rzad federalny nie widzi wogole podatkow stanowych i lokalnych-innymi slowy
        ma gowno do nich.
        Podatki federalne to :adm federalna,wojsko,social security itd.
        A policja,szpitale ,szkoly,uczelnie-to podatki stanowe i lokalne.
        W Polsce policja wiecej kosztuje niz armia.A co ma wspolnego policjant w
        Koninie z policjantem w Katowicach?
        No wiec idziesz Fizyk np do swojej rady dzielnicowej w Krakowie i wychodzisz z
        propozycja by w jednej ze szkol w twojej dzielnicy stworzyc klasy dla 4-latkow.
        Rada odpowie ze nie maja na to pieniedzy,ale gdyby rodzice zgodzili sie
        zaplacic np 1500 zl rocznie-to szkola udostepni pomieszczenia i zainteresuje
        nauczycieli.Przeciez to nie musza byc zajecia rano-moga byc po poludniu.
        25 dzieci w klasie X 1,500 = 37,500 zl. Nawet gdy nauczyciel zarabia 2,000
        miesiecznie to masz jeszcze na swiatlo i ksiazki.
        Oczywiscie w skali kraju i za darmo tego nie da sie zrobic.
        No wiec kiedy w Polsce nastapi decentralizacja i podatki wojewodzkie zostana
        oddzielone od panstwowych?
        Jak dlugo jeszcze rzad w Warszawie decydowal bedzie o budowie sracza w Pcimiu
        Dolnym?
        • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce - do Scypiona IP: *.proxy.aol.com 06.09.01, 06:52
          Scypion napisal:"Zroznicowanie miedzy ludzmi powinno byc zrownowazone przez
          panstwo".
          I to sa wlasnie te punkty za pochodzenie.
          Scypion napisal:"Zadaniem panstwa jest staranie na wyrownanie ludziom szans".
          To bylo za komuny i sie nie sprawdzilo,to po co do tego wracac?
          Scypion :"Ludziom nalezy sie porownywalny standard opieki zdrowotnej,musi miec
          dostep do kina ,teatru".
          Wielki DEMOKRATA J.F.Kennedy powiedzial:"Nie czekaj na to co panstwo jest w
          stanie zrobic dla ciebie,lecz pokaz to co TY mozesz zrobic dla panstwa".
          Oczwkiwanie na to ze panstwo CI pomoze to nic innego jak wyciaganie pieniedzy
          z kieszeni pracowitych i ambitnych przez mniej pracowitych i rzadko ambitnych.
          • Gość: Scypion Re: Nie warto byc bardziej "papieskim niz sam papiez" IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.09.01, 09:26
            Maciej pardoksalnie wbrew temu co piszesz to nie ja jestem skazony komuna tylko
            ty. Komunistyczny sposob myslenia to bowiem nie tyle co sie mysli ale jak sie
            rozumuje - ortodoksyjnie, ideologicznie bez uwzgledniania warunkow i
            okolicznosci. Tak jak komunisci powtarzali kiedys stale "upanstwowienie,
            upanstwowienie" tak ty teraz niezaleznie od tematu powtarzasz "rynek, rynek".
            Takie swoiste "mantrowanie" do niczego jednak nie prowadzi. Coz czasmi zamiast
            wierzyc, ze znalazlo sie "kamien filozoficzny", ktory daje odpowiedz na
            wszystkie pytania warto siegnac do madrzejszych od nas. Mysle, ze wspolnie za
            autorytet uznamy A. Smitha (ojca liberalizmu), ktory co pewnie Cie zaskoczy do
            zadan panstwa zaliczyl nie tylko obrone, wymiar sprawiedliwosci, ale takze
            rozwijanie instytucji uzytecznosci publicznej w tym glownie oswiaty.
            Ps. Mam nadzieje, ze po Twoim wyjezdzie do USA nigdy nie skorzystales ze
            wsparcia panstwa - i z czystym sumieniem teraz odmawiasz tego innym.
            • Gość: kinga Re: Zarobki w Polsce IP: *.acn.waw.pl 06.09.01, 16:12
              Pracuje w budzetowce i wedlug tabeli mam 1220zl brutto (studia mgr).
              Duzo czy malo ? Co o tym sadzicie ?
              • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 06.09.01, 23:31
                Trafiles Scypion w 10tke -nie korzystalem z pomocy panstwa.
                Ale nikomu jej nie odmawiam.
                Ta pomoc wszedzie istnieje,w Stanach tez-kwestia jest do jakiej wysokosci ta
                pomoc ma byc udzielana?
                Bo jesli damy ludziom wiecej niz oni sa w stanie racjonalnie skonsumowac,to
                mozemy stworzyc taka sytuacje ktora miala miejsce w Stanach ze ludzie palili
                czynszowki w ktorych mieszkali by isc na zapomoge(na panstwowa kase).
                Oczywiscie do roboty tez nie chcieli isc,bo z welfare zylo sie dobrze i na boku
                mozna bylo zarobic.Identycznie jak w Polsce:kuroniowka i robota na czarno np w
                Niemczech.Znam takich.
                No wiec by nie bylo problemow etycznych ze daje sie ludziom za duzo-lepiej dac
                za malo bo nie zabijasz wtedy instynktow samozachowawczych.
                Przede wszystkim w czlowieku powinna byc chec osiagniecia czegos zanim mu
                panstwo cos zagwarantuje.
                Bo jak zabijesz chec ciagu do przodu-to bedziesz mial pokolenie znerwicowanych
                kastratow.
                Zauwaz ze niemal w calej Europie nie ma przyrostu naturalnego-bo jak podsuniesz
                za duze koryto pod nos to po co on ma sie starac o cokolwiek.
                Instynkt samozachowawczy wyksztalcany jest w rywalizacji.
                Zniszczysz rywalizacje-wprowadzajac rownouprawnienie-to juz w nastepnym
                pokoleniu otrzymasz kupe zdezorientowanego motlochu.
                Najlepsi powinni przechodzic z Bialegostoku do Warszawy,by pozniej reszta kraju
                mogla brac przyklad z najlepszych.
                Czym wieksze roznice miedzy ludzmi w kraju tym wiekszy postep.
                Wiec nie bede rywalizowal z azra w ktorym najbogatszym kraju jest najwiecej
                bezdomnych-bo najbogatszy kraj jest tylko jeden.
              • Gość: Biz Re: Zarobki w Polsce IP: 217.97.163.* 09.09.01, 12:29
                Gość portalu: kinga napisał(a):

                > Pracuje w budzetowce i wedlug tabeli mam 1220zl brutto (studia mgr).
                > Duzo czy malo ? Co o tym sadzicie ?

                W mojej miejscowości w ktorej prowadzę firmę zarobki moich pracowników są niższe
                niż pracowników urzedu miasta i gminy(pracownicy księgowosci i administracji).
                Pomimo, że moja firma jest dochodowa i płaci wysokie podatki moja kadra
                menadżerska nie może nawet pomarzyć o płacach takich jakie są w energetyce,
                górnictwie, hutnictwie, PKP, Poczcie Polskiej. W naszym samorządzie miejskim
                pomimo faktu, że jego funkcje są szczatkowe do sytuacji z czasów centralnego
                rozdzielnictwa i centralnego rządzenia gospodarką przez urzędników, liczba
                urzędników wzrosła!
                Jest mi trudno motywować pracowników do lepszej i wydajniejszej pracy mając za
                sąsiada pracodawcę, który wymaga niewiele i płaci jak na warunki polskie i jakość
                wykonywanej pracy za dobrze!

                • Gość: Fizyk Re: Zarobki w Polsce IP: *.tsl.uu.se 09.09.01, 13:28
                  Gość portalu: Biz napisał(a):



                  > Gość portalu: kinga napisał(a):
                  >
                  > > Pracuje w budzetowce i wedlug tabeli mam 1220zl
                  brutto (studia mgr).
                  > > Duzo czy malo ? Co o tym sadzicie ?
                  >
                  > W mojej miejscowości w ktorej prowadzę firmę zarobki
                  moich pracowników
                  > s ą niższe niż pracowników urzedu miasta i
                  gminy(pracownicy księgowosci
                  > i administracji).

                  Mimo wszystko ciekaw jestem Twojej opinii, czy Kinga
                  zarabia duzo czy malo.

                  > Pomimo, że moja firma jest dochodowa i płaci wysokie
                  podatki moja kadra
                  > menadżerska nie może nawet pomarzyć o płacach takich
                  jakie są w
                  >energetyce, górnictwie, hutnictwie, PKP, Poczcie
                  Polskiej.

                  To nie jest budzetowka! A przynajmniej nie powinna byc...
                  Z drugiej strony, jednak kadra menedzerska (gdyby to
                  naprawde
                  byla prawdziwa kadra menedzerska oczywiscie!)
                  energetyki powinna zarabiac lepiej niz kadra menedzerska
                  malej
                  lub sredniej firmy.
                  Problem w tym, ze to nie jest kadra menedzerska, ktora
                  moglaby
                  uzdrowic te sektory, tylko kolezcy bossow partyjnych.
                  Ale to sie ma nijak do nauczycieli.

                  >W naszym samorządzie miejskim
                  > pomimo faktu, że jego funkcje są szczatkowe do sytuacji
                  z czasów >centralnego
                  > rozdzielnictwa i centralnego rządzenia gospodarką przez
                  urzędników, liczba
                  > urzędników wzrosła!
                  > Jest mi trudno motywować pracowników do lepszej i
                  wydajniejszej pracy >mając za sąsiada pracodawcę, który
                  wymaga niewiele i płaci jak na warunki >polskie i jako ść
                  wykonywanej pracy za dobrze!
                  >
                  Tu masz calkowita racje, ale to watek w tej dyskusji
                  poboczny: rozpasane mafie polityczne i samorzadowe.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: Biz Re: Zarobki w Polsce IP: 217.97.163.* 09.09.01, 16:49
                    Gość portalu: Fizyk napisał(a):

                    > Mimo wszystko ciekaw jestem Twojej opinii, czy Kinga
                    > zarabia duzo czy malo.
                    Ja odpowiem pytaniem: czy pracownik firmy prywatnej, zarabiający 1200 zł to dużo
                    czy mało?
                    Sam sposób postawienia pytania(nie ważne co się i jak robi a ważny jest mgr) jest
                    dla mnie postawą roszczeniową tak typową dla budżetówki.
                    Sytuacja na rynku pracy jest taka, że nawet na stanowisko magazyniera przyjmuje
                    się obecnie kandydata z dyplomem wyzszej uczelni.
                    Daję sobie rękę odciąć, że na takim samym stanowisku pracownik firmy prywatnej
                    jest 2 razy wydajniejszy niz w budżetówce a zarabia (patrząc na statystykę
                    srednich zarobków) mniej! Do tego dochoddzi stres związany z zagrożeniem utraty
                    pracy(w budżetówce zatrudnienie dożywotnie), duża część zarobków uzależniona od
                    efektów pracy- premie uznaniowe i motywacyjne, całkowita dyspozycyjność,
                    koniecność ciągłego dokształcania się i mobilności zawodowej itd.
                    Tak- budżetówka za dużo zarabia biorąc pod uwagę jej efektywność. Inna sprawa, że
                    często nie jest to wina samych zainteresowanych i ich lenistwa a raczej złej
                    organizacji pracy i wadliwego systemu.
                    Pozdrawiam.

                    • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 10.09.01, 04:31
                      Scypion napisal:"Mysle ze wspolnie za autorytet uznamy A.Smitha.
                      No wiec nie dokladnie.
                      A.Smith pisal ponad 200 lat temu i byl autorytetem dla ojcow Ameryki:Washingtona
                      Adamsa,Jeffersona itd.
                      Zyjemy w innych czasach Scypion i gdyby A.Smith zyl teraz to by co innego pisal.
                      Kazdy pisze dla wspolczesnych.
                      No wiec jesli chcesz brac przyklad -to bierz ze mnie.
                      Skonczylem studia,pracowalem na bardzo roznych stanowiskach,otworzylem swoj
                      biznes,idzie mnie dobrze-jestem czlowiekiem sukcesu,czego i tobie zycze.
                      Ameryka z poczatku byla budowana w oparciu o teorie A.Smitha,za to Europa jest
                      bardziej opiekuncza,czyli bardziej Keynes.
                      Ale tp jest historia.
                      W latach 1980tych Ameryka byla budowana przez R.Reagana,pozniej przez ojca Busha
                      teraz przez syna Busha i kazdy a nich ma inne podejscie do tej samej ekonomi.
                      No wiec tobie potrzebny jest wzor ,ktory mozesz znalezc wsrod swoich
                      znajomych,rodziny czy kolegow.
                      Nie zapominaj ze pieniadz jest miernikiem wartosci.
                      Szukaj ludzi zdrowych ,silnych ,energicznych ,madrych z wielkim ciagiem do
                      przodu-i to bedzie twoj wzor,nie A.Smith.
                      Wiesz ze kapital na calym swiecie jest i krazy w poszukiwaniu najlepszej
                      mozliwosci zrobienia biznesu.
                      No wiec gdy zaproponujesz temu kapitalowi wysokie podatki i rozbudowana
                      administracje,bo chcesz byc opiekunczy w stosunku do ludzi,to kapital ci
                      podziekuje za wspolprace i pojdzie gdzie indziej.
                      Wtedy bedziesz opiekunczy,ale z duzym bezrobociem-bo nie wiedziec czemu kapital
                      bryknal za granice.
                      W zadnej administracji na swiecie nie ma takiej wydajnosci pracy jak w
                      prywatnym biznesie,no i najwieksze naduzycia ,skandale,lapowki sa w
                      administracji.
                      Jak to sie dzieje ze wykrywalnosc kradziezy samochodow w Warszawie to 2%.
                      Bo urzedy administracyjne za lapowki rejestruja kradzione samochody.
                      Czyli administracja panstwowa spelnia role pasera.
                      Czym mniejsza administracja-tym zdrowsza gospodarka,bo ludzie ucza sie uczciwej
                      pracy w biznesie prywatnym.
                      A biz nie lubi byc okradany.
                      Mozesz oczywiscie wziac przyklad z biz lub Joanny,ale z pewnoscia masz wsrod
                      swoich znajomych ludzi sukcesu,ktorzy nie maja czasu na pisanie ksiazek.
                      Bo gdyby mieli -to nie byly by one gorsze od tych A.Smitha.
                      Pozdr.
                  • Gość: Matematy Re: Zarobki w Polsce IP: *.th.u-psud.fr 10.09.01, 10:02
                    Tak. K brakuje na koncu :)
                    1200 duzo czy malo? To zalezy...

                    W dyskusji o zarobkach i administracji i budzetowce
                    prosze brac pod uwage ze korzysci z tego wszystkiego
                    tez sa wymierne... ot gdzies wyczytalem ze straty
                    przemyslu amerykanskiego spowodowane tym ze
                    pracownicy nie rozumieja instrukcji i polecen
                    wynosza 30 mld/rok... :) moze jednak warto miec lepsze
                    szkoly?

                    To tak jak ze zdrowiem: w skali kraju warto jest
                    pewnie finansowac rozne rzeczy (badania, dzialania
                    prewencyjnie) by miec nieco zdrowszych pracownikow,
                    prawda?
                    Aha, nie moge sobie darowac paru uwag:

                    > Nie zapominaj ze pieniadz jest miernikiem wartosci.
                    No comments... ech smutny bylby swiat gdyby to byla
                    prawda,
                    przyznam ze zal mi ludzi co tak uwazaja...

                    > Szukaj ludzi zdrowych, silnych, energicznych
                    Ciesze sie ze slowo "madrych" tez sie znalazlo, choc na
                    przedostatnim miejscu. Ogolnie hierarchia wartosci
                    "pieniadz, sila, energia, zdrowie" jak ulal pasuje do
                    hierarchii wartosci chlopcow z Pruszkowa... :)
                    > Wiesz ze kapital na calym swiecie jest i krazy w
                    poszukiwaniu
                    > najlepszej mozliwosci zrobienia biznesu.

                    Niekoniecznie cos co jest dobre dla kapitalu jest dobre
                    dla
                    miejsca gdzie ten kapital sie pojawia... Chocby w USA:
                    jakies
                    poltora roku temu byl sliczny artykul w "Time" o
                    praktykach:
                    zachecanie do inwestowania (finansowane z podatkow
                    inwestycje
                    w infrastrukture itp) -> przychodzi kapital zwolniony z
                    podatkow
                    (czasami jeszcze zatrudnia ludzi za pieniadze lokalne
                    czy stanowe),
                    podpisuje sliczne umowy... no i po kilku latach gdy
                    okres
                    zwolnienia mija -> odchodzi. Mozna powiedziec: lokalnie
                    przez

                    kilka lat byla z tego korzyc. W dluzszej perspektywie:
                    nie.

                    A co do zarobkow:

                    Jesli kraj jest biedny to nie stac nas na wysokie
                    pensje:
                    zarowno dla administracji jak i managerow, a jak stac
                    nas
                    na wysokie pensje (wysokie pensje w sektorze prywatnym
                    maja
                    - jak podejrzewam, zwiazek z wysokimi zyskami: co
                    znaczy ze- jak podejrzewam, zwiazek z wysokimi zyskami:
                    co znaczy ze
                    jak na biedny kraj, moze ceny uslug/produktow sa za
                    duze?)

                    Wniosek: jesli manager/biznesmen/dyrektor/posel zarabia
                    10000, nie widze przeszkod by nauczyciel nie mial
                    zarabiac
                    3000, nawet jesli trzeba by wprowadzic wyzsze
                    podatki...
      • Gość: Fizyk Re: Zarobki w Polsce IP: *.tsl.uu.se 13.09.01, 10:59
        Drogi MACIEJU,
        Czytam Cie i czytam i coraz mniej podoba mi sie to co i
        jak mowisz. Wyraznie szukasz zwady, usilujesz niszczyc
        ludzi... Po co? Dobrzy nie przejmuja sie nawet, jak ich
        ktos obrazi.

        Dla mnie interesujaca jest prawdziwa os dyskusji - Ty
        mowisz - i masz racje - o dominujacej obecnie roli
        ekonomicznej, a co za tym idzie - kulturowej - Ameryki
        w swiecie. Mnie sie to nie podoba, o tyle o ile
        identyfikuje sie z Europa. Wolalbym moc powiedziec, ze
        naleze do wiodacego narodu swiata. Z drugiej jednak
        strony, widac ze alternatywa
        dla dominacji USA jest dominacja czegos w rodzaju ZSRR
        lub lokalnych
        gangsterow w rodzaju Saddama i innych morderczych
        wariatow. Tak, USA
        wziela z europejskiej mysli czesc z tego co najlepsze -
        wiare w wolnego czlowieka. Tak, Europa przezywa klopoty
        typowe dla pani niegdys pieknej,
        a teraz podstarzalej. Tu sie niestety wypada zgodzic.

        Natomiast nie zgadzam sie z Toba w wielu innych
        sprawach.
        1) Chiny - obecnie szybko sie rozwijajace.
        Startuja z bardzo niskiego pulapu i eksploatuja
        ektensywne rezerwy
        gospodarki, ktorej w komunizmie po prostu nie bylo.
        Polska tez miala
        przez chwile 7% rozwoju. DO tego dochodzi znany
        talent Chinczykow
        do handlu i ich pracowitosc. Historycznie, Chiny sa
        bogatym krajem i
        teraz trwa przywracanie tego naturalnego stanu.
        Wnioski dla Polski?
        Chyba jednk zadne...

        2) Meksyk -
        a) ma poziom redystrybucji PKB ok. 17%.
        Prawie 2 razy mniej niz USA. Czemu nie jest zatem
        bogatszy od USA?
        Kiedy wpadl w wielki kryzys kilka lat temu, poziom
        redystrybucji byl
        podobny. W 1999 rozwijal sie wolniej od Polski. Obecnie
        nie wiem.
        Mial tez troche wiecej ludzi ponizej progu nedzy niz
        Polska.
        2.5% bezrobocia dotyczy tylko populacji miejskiej.
        Faktyczny poziom
        bezrobocia w PL, zwlaszcza w miastach, jest o wiele
        mnieszy, jesli
        przyjac meksykanskie standardy (brak podatkow, ZUS
        itp.)
        - czyli uwzglednic szara strefe.
        Z tego, co wiem, Meksyk dopedzil Polske w bardzo zlych
        latach
        1976-1990. Sadze, ze wostatniej dekadzie Polska rosla
        szybciej
        nie Meksyk. Wiec to marny dla nas przyklad. Naprawde.

        3.) To nie jest takie proste, ze poziom socjalu to
        glowna zmienna
        sterujaca rozwojem gospodarki. Jest wiele innych -
        rownie istotnych.
        Bogate kraje skandynawskie przez 100 lat przeszly z
        nedzy do pieniedzy
        przy bardzo duzych socjalach, a Meksyk to dalej prawie
        III swiat mimo
        zerowych socjali. Mysle, ze kazde spoleczenstwo ma
        rozny poziom
        socjali, ktory jest dla niego optymalny w sensie
        godzenia
        imperatywu rozwoju z imperatywem bezpieczenstwa.

        4) Europa to jednak wciaz potega. Musi tylko uwolnic
        drzemiace w sobie
        moce. To sie wydarzy w ciagu dekady jak przypuszczam (a
        juz sie dzieje)
        i bedzie zwiazne z odejsciem od pelnego bezpieczestwa
        socjalnego, ale
        niekoniecznie poprzez wierne kopiowanie wzorcow
        amerykanskich.
        To bedzie wyciagniecie esencji ze zrodel potegi USA i
        wzbogacenie
        ich przez oryginalny wklad europejczykow.
        Mysle, ze USA ucza sie takze od Europy i to w wiekszym
        stopniu
        niz chcialbys to przyznac. Dla mnie to zreszta zaleta.

        5) Nie sposob pominac geopolitycznych zrodel potegi
        ekonomicznej USA.
        Europa stracila prymat w swiecie glownie przez 2
        wielkie wojny.

        6) USA prowadzi dosyc piracka polityke wzgledem reszty
        swiata:
        za nauke w USA musisz placic, natomiast USA wysysa
        wyksztalcone
        za wspolne, europejskie pieniadze mozgi do siebie
        (Ty Macieju masz wiekszosc edukacji (ze 16 lat)
        zdobytej w
        Polsce, m.in. oplaconej dlugami gierkowskimi :)).
        Oczywiscie, w wolnym swiecie to oznacza, ze panstwo
        socjalne
        po prostu przegrywa w konkurencji. Gorszy pieniadz
        wypiera lepszy...

        Jest duzo, duzo wiecej. Ale to byc moze, kiedy
        odpiszesz, bedzie
        wtedy latwiej zorganizowac.
        Pozdrawiam
    • Gość: Scypion Re: Do bajkopisarza Macieja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.09.01, 16:27
      Oj Macieju, Macieju - chyba Ci sie w glowie "po przewracało" w tej Ameryce. Ty
      jako moj wzor (i inni zdrowi, silni, energiczni itd.) to niezly dowcip. Nie
      bede sie z Toba licytowal kto wiecej w zyciu osiagnal - bo dla mnie to jest
      argumentacja na poziomie 6 latka, ktory spiera sie czyja babka w piaskownicy
      jest ladniejsza (naprawde nie dostrzegasz smiesznosc argumentow "wyliczanek",
      bo u nas sa wieksze opery, a filmy lepsze, a domy wieksze, a sportowcy wiecej
      zarabiaja itd.).
      Z przykroscia stwierdzam, ze na lekcje historii to Ty w ogole nie chodziles.
      Zdaje sie, ze dla Ciebie historia USA zaczela sie w dniu Twojego przyjazdu do
      USA, w przeciwnym razie nie wypisywalbys takich totalnych bzdur. Jak chodzi o
      scislośc to A. Smith byl Anglikiem i to co pisal dotyczylo tego kraju - Ameryka
      zas w tym czasie byla panstwem protekcyjnym chroniacym swoj rynek przed
      konkurencja tanszych towarow z Europy. Europa przeszla dluga droge od modelu
      wolnokonkurencyjnego do selektywnej ingerencji panstwa - tak samo sie zreszta
      dzialo sie w USA. Moze o tym nie wiesz ale krajem, ktory aplikowal u siebie w
      szerokim zakresie model Keynsa byly wlasnie Stany Zjednoczone - oparty o niego
      byl min. tzw. Nowy Lad Roosvelta.
      Twoj problem polega na tym, ze Ty nie piszesz o rzeczywistych Stanach, tylko o
      jakiejs sztucznej konstrukcji, ktora istnieje tylko w Twojej glowie (poczatkowo
      myslalem, ze tylko chcesz intelektualnie prowokowac - ale Ty zdaje sie wierzysz
      w to co piszesz). Nie dostrzegasz rzeczywistych problemow tego kraju, nie znasz
      jego historii, a zatem nie wiesz, ze w historii wszystko jest zmienne (i w
      zwiazku z tym jeszcze pewnie zostaniesz nie raz przykro zaskoczony).
      Szczegolnym kuriozum jest Twoja opinia o potencjalej jakosci ksiazek, ktorymi
      swiat by zostal zaskoczony gdyby tzw. ludzie biznesu mieli czas je pisac. Musze
      Cie zmartwic wiekszosc i to najwiekszych juz je napisala. A swiat nie padl na
      kolana - bo zawartosc ich jest umiarkowanie odkrywcza. Tak na marginesie
      zyczylbym Ci bys napisal ksiazke na miare dziela A. Smitha (wielkosc tych
      dziel polega na tym, ze nigdy sie nie starzeja). Przeszedlbys do historii i co
      dla Ciebie pewnie wazniejsze zostalbys bardzo, bardzo bogatym czlowiekim.
      Obawiam sie jednak, ze po tym co piszesz na tym forum to daremny trud. Dlatego
      zajmuj sie juz lepiej swoim malym biznesem, bo na pisanie ksiazek to
      rzeczywiscie szkoda Twojego czasu.
      • Gość: robas Re: Do bajkopisarza S. IP: *.asapsoftware.com 10.09.01, 19:12
        Witaj Scypionie,
        Piszac do Macieja o czasach i teoriach minionych potwierdzasz tym jego teze, ze
        maja one glownie wartosc historyczna. Jesli przystaja do obecnych czasow to
        dobrze - jesli nie - to takze nic nie szkodzi. Sam napisales, "ze w historii
        wszystko jest zmienne", co samo w sobie nie jest prawda, bo trudno jest zmienic
        historie (chyba ze chodzi o jej przeinaczanie), ale prawdopodobnie chodzi Ci o
        to, ze przyszlosc moze wygladac roznie. Tym samym, zgadzasz sie z Maciejem, ze
        od historii wazniejsza jest terazniejszosc.
        Zarzucasz nieznajomosc historii kraju, w ktorym miesza - dobrze, ale jakie to
        ma znaczenie w samej dyskusji?
        Maciej uwaza, ze stworzenie warunkow do rozwoju gospodarczego (na przykladzie
        USA, gdzie panstwo stara sie nie przeszkadzac), jest podstawa jego
        osiagniecia. Bywaja lata lepsze i gorsze, ale gospodarka lepiej bedzie sie
        rozwijac, jesli ingerencja panstwa bedzie zminimalizowana.
        Przyklad kraju kapitalistycznego (USA) i socjalistycznego z elementami wolnego
        rynku (Polska) jest tutaj wymowny. Zdaje sobie sprawe, ze dobrobyt nie
        przychodzi nagle, trzeba na niego dlugo pracowac, ale jesli gospodaruje sie
        polska metoda to ow nigdy nie przyjdzie. Mozna sie cieszyc z malych sukcesow,
        ale trzeba miec perspektywy. Tych obecnie brak.
        Kolejne rzady (czy to SLD, czy tez AWS) rozwinely centralne sterowanie i
        chowanie do kieszeni, rozdawnictwo ochlapow roznym grupom spolecznym, po to by
        zamknac gebe lub kupic przychylnosc.
        W takiej sytuacji nie dziwi, ze wielu ludzi na panstwowych stanowiskach zarabia
        lepiej niz na podobnych prywatnych, oni nie musza sie przed nikim rozliczac.
        Zyski czy straty - wszystko jedno. Najwyzej docisnie sie srube tym, ktorzy
        jeszcze podatki placa, badz cos sprzeda komus.
        To jest polityka na bardzo krotka mete.
        W Polsce nie ma woli politycznej aby gospodarke urynkowic. Socjalizm jest
        oficjalna religia (mimo uzywania innych okreslen).
        W USA istnieja tylko 2 firmy panstwowe, reszta to prywatne badz samorzadowe, w
        Polsce partie nigdy nie wyrzekna sie wplywow i zyskow jakie przynosi zajmowanie
        stanowisk w radach nadzorczych, radach samorzadowych itp.
        Polacy chca miec opieke socjalna na poziomie zachodnioeuropejskim, ale Polska
        to biedny kraj, nie stac nas na to.

        Lekarze, policjanci, pielegniarki, zolnierze, nauczyciele nadal beda zarabiac
        malo, bo budzet bedzie mial coraz mniej pieniedzy, zwiazki zawodowe nie
        dopuszcza do redukcji zatrudnienia, a wydajnosc pracy w firmach panstwowych
        pozostanie na poziomie wschodnioeuropejskim. Elity polityczne beda zyskiwac, a
        my bedziemy coraz bardziej zblizac sie do modelu rosyjskiego, oligarchicznego.
        Powinnismy brac przyklad ze Stanow (nawet jesli ten rozwoj nie jest trwaly ani
        staly - ale przewaznie jest to krzywa do gory).
        Rozbudowana administracja, tlumienie przedsiebiorczosci, rabunkowa polityka
        fiskalna nie doprowadza do wzrostu zamoznosci (takze zarobkow) spoleczenstwa.
        • Gość: Scypion Re: Do Robasa IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.09.01, 23:13
          Witaj Robas,
          dawno nie wymienialismy pogladow. To co napisales moze juz byc impulsem do
          pewnej dyskusji. Zaczne oczywiscie od stwierdzenia, ze piszac o "zmiennosci
          historii" mialem na uwadze fakt, ze zaden sytuacja nie jest statyczna, (i ze
          gdyby tak poczytac to wiekszosc wspolczesnych dylematow stawala juz przed
          naszymi przodkami). Nasza terazniejszosc jest efektem procesu historycznego -
          bez jego znajomosci zbyt wielu zbyt czesto chce wywazac "otwarte drzwi". Na
          temat znaczenia historii dla wspolczesnych napisano setki ksiazek, Cycero
          uwazal, ze jest nauczycielka zycia, inni sadza, ze jezeli czegos uczy to tylko
          tego, ze nikogo niczego nauczyc nie moze. Otoz moim zdaniem precyzyjnie "swiat
          bez historii" opisal C. Levi-Strauss w ksiazce "Mysl nieoswojona". Warunkiem
          wyrwania sie z zacofania, rozwoju kazdego kraju jest to co J. Topolski
          nazwał "mysleniem historycznym". Jest ono wstepnym i niezbednym warunkiem
          rozwoju kazdego spoleczenstwa, a im wieksze jego zaawansowanie tym wiekszy i
          szybszy postep (nie bede o tym szerzej pisal - wnikliwie przedstawil to
          wspomniany przeze mnie wybitny historyk J. Topolski w ksiazce "Swiat bez
          historii". Wbrew temu co piszesz terazniejszosc, a nawet wiecej szanse na
          przyszlosc sa pochodna znajomosci przeszlosci. Tak sie sklada, ze kraje ktore
          rozwijaja sie najlepiej - najbardziej rowniez kultywuja swoja tradycje
          historyczna (Amerykanie swoja konstytucje, Anglicy system podzialu wladzy itd).
          Maciej napewno ma jeszcze sporo do nadrobienia na drodze "myslenia
          historycznego" - "zapomnialo" mu sie bowiem przy wymienianiu ostatnich
          prezydentow o Clintonie, bo nie pasowal do jego "wizji" rozwoju gospodarczego
          USA.
          A teraz co do znaczenia państwa w roznych dziedzinach. Problem polega na tym,
          ze Maciej i inni dyskutanci nie polemizuja z wyrazanymi przeze mnie pogladami
          tym forum (dotyczy to takze "interpretacji" opinii Fizyka, Azry, Jasia, Anny)
          tylko z wlasna wizja tych pogladow.
          Na przyklad nigdy i nigdzie nie napisalem, ze jestem za szerokim udzialem
          panstwa w zyciu gospodarczym czy spolecznym - wrecz odwrotnie. Jedyne na co
          zwracalem uwage to fakt, ze w niektorych dziedzinach znaczenie panstwa ma swoje
          uzasadnienie. Gospodarka kapitalistyczna ma juz 200 lat i przeszla w tym czasie
          gleboka ewolucje. Ktos kto sadzi, ze rynek jest instrumentem "bez wad" po
          prostu nie zna historii spolecznej i gospodarczej. We wszystkim co pisalem
          upominalem sie o pewna racjonalnosc rozwiazan, ktora nb. istnieje takze w
          Stanach - a polega na selektywnym odzialywaniu panstwa na gospodarke (szkoda
          bowiem dwa razy wchodzic do tej samej rzeki i popelniac wciaz te same bledy).
          Jednym z glownych zrodel XX w. totalitaryzmow bylo np. zjawisko opisywane przez
          Ropkego "proletaryzacji" spoleczenstw, ktore z kolei wynikalo z naturalnego w
          gospodarce kapitalistycznej procesu monopolizacji gospodarki. Efekt w USA juz
          w 1890 r. wprowadzono ustawami Shermana prawo antymonopolowe (w Europie
          wprowadzone powszechnie dopiero traktatami rzymskimi w 1957 r.) - czy to jest
          ingerencja panstwa w gospodarke czy nie (i czy ma ona Twoim zdaniem
          uzasadnienie ?). Ten wielokrotnie przywolywany Wielki Kryzys Gospodarczy to nie
          tylko zjawisko ekonomiczne, to rowniez wyjasnienie dlaczego Hitler w liberalnej
          republice weimerskiej z gospodarka wolnorynkowa wygral w Niemczech
          demokratyczne wybory. W USA jako program antykryzysowy zastosowano polityke
          oparta o propozycje Keynsa - rozszerzonej ingerencji panstwa (i mimo pokus
          totalitarnych pewnych srodowisk do powstania systemu totalitarnego tam nie
          doszlo).
          A zatem by byla pelna jasnosc i by polemizowac z tym co pisze a nie z tym co
          ktos sadzi - uwazam, ze wolny rynek, mimo ze nie pozbawiony wad, jest
          najlepszym instrumentem rowoju gospodarki. Uwazam jednak, ze sa dziedziny w
          ktorych panstwo winno odgrywac pewna role - dotyczy to zwlaszcza systemu
          edukacji i opieki zdrowotnej (choc w USA np. panstwo finansuje badania
          kosmiczne, ktore sa wielka galezia gospodarki). I nie ma to nic wspolnego z
          przypisywanym mi poparciem "punktow za pochodzenie". Jestem przeciw
          preferowaniu kogos za to, ze jest mezczyzna, kobieta, czarnym, bialym, zoltym,
          kochajacym "po Bozemu", czy inaczej - jezeli stara sie dostac na studia -
          decydowac o tym winna tylko wiedza, to samo dotyczy starania o prace - gdzie
          winny decydowac kwalifikacje. Ale jestem takze przeciw takiemu modelowi, w
          ktorym system bedzie ograniczal mlodziezy z biednych rodzin szanse edukacyjne
          (i to jest zasada powtarzam to po raz kolejny akceptowana i popierana przez
          wszystkich wybitnych myslicieli liberalnych (z wyjatkiem in spe
          Macieja) "zasada wyrownywania szans" - co oznacza, oczywiscie, ze aby z niej
          skorzystac mlody czlowiek musi bardzo ciezko pracowac). Dla mnie jest obojetne
          jak to sie zrobi, moja obawa wynika z faktu, ze wolny rynek tego problemu nie
          rozwiaze (jezeli sadzisz inaczej to napisz jak widzisz rozwiazanie tej kwestii
          przez rynek). Pisalem o tym wczesniej nie bede sie zatem powtarzal, ze per
          saldo wszystkim nam sie to oplaci.
          Istniejace zagrozenia zwiazane z prywatyzacja sfery edukacji i opieki
          zdrowotnej widac wyraznie juz chocby po dotychczasowych doswiadczeniach. Glowny
          problem (to wbrew temu co piszesz o pazernosci partii, ktore dbaja o swoje
          interesy) polega na o ogolnej biedzie spoleczenstwa (czy to sie komus podoba
          czy nie bedaca konsekwencja 50 lat komunizmu). Tak naprawde tylko niewielka
          czesc bylaby w stanie poniesc koszty studiow wyzszych (skad ta wiara, ze po
          prywatyzacji stanie sie ona bardziej dostepna - bedzie dokladnie odwrotnie -
          urynkowienie edukacji bedzie bowiem oznaczalo koniecznosc zwiekszonych
          indywidualnych nakladow - tak jak sie stalo z mieszkaniami, cena energii i czy
          tam jeszcze chcesz). Nawet dla tak bogatego spoleczenstwa jak amerykanskie
          ksztalcenie dzieci jest dla rodzicow jednym z glownych punktow wydatkow (i to
          przy rozbudownym systemie stypendiow na ktore loza zamozniejsi). Poza tym
          chyba zapominasz, ze okolo polowy polskich studentow studiuje obecnie w
          prywatnych wyzszych uczelniach. Oprocz pozytywow tego zjawiska trudno nie
          dostrzec, ze niesie to wiele powaznych zagrozen, z ktorych "kupowanie" dyplomow
          to tylko jeden z symptomow (problemy zaczynaja sie gdy absolwenci ci przychodza
          do tak krytykowanych uczelni panstwowych na magisterskie studia uzupelniajace -
          podczas pierwszego semestru wiecej niz polowa "laduje" na egzaminach
          komisyjnych i "bardzo sie dziwi", co sie stalo bo do tej pory mieli oceny dobre
          i bardzo dobre).
          Jeszcze powazniejsze zagrozenia niesie nie kontrolowana prywatyzacja opieki
          zdrowotnej. Wszedzie jest to jedna z najdrozszych dziedzin zycia spolecznego -
          zlosliwi mowia, ze w bogatych krajach ludzie przez cale zycie pracuja by miec
          na starosc za co sie leczyc (a i tak w USA nie jest ubezpieczonych kilkanascie
          milionow osob). Mam zatem Robas dla Ciebie proste zadanie - napisz prosze jak
          rozwiazac przy komercjalizcji swiadczen zdrowotnych problem kilku milionow
          rencistow i emerytow, ktorzy maja swiadczenia na poziomie minimum egzystencji,
          a takze bezrobotnych i ich dzieci - to jest tak circa z 10 mln osob. Tylko nie
          pisz, ze rozwiazo to rynek albo samorzad - bo przy nakladach 150 dol na glowe
          to jest po prostu utopia.
          Konczac - upominajac sie o uwzglednienie warunkow w jakich znajduje sie nasz
          kraj, nie kwestionuje koniecznosci rozszerzania sektora prywatnego w tych
          dziedzinach. Sadze tylko, ze powinnismy sie kierowac przeslankami
          merytorycznymi a nie ideologicznymi. Nalezy takze pamietac, ze tak naprawde
          profitentami tego procesu beda przede wszystkim lekarze, ktorzy wszedzie na
          swiecie sa jedna z najlepiej zarabiajacych grup zawodowych (to samo dotyczy
          choc w mniejszym zakresie nauczycieli). Dla tego radze Ci juz zaczac zbierac
          pieniadze bo za to wszystko bedziemy placic i to coraz wiecej.
          Pozdrawiam
          • Gość: MACIEJ Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 11.09.01, 08:37
            Popisales sie Scypion niezle.
            "Ty moj wzor to niezly dowcip"
            Oczywiscie ze to byl dowcip,bo przeciez ja wiem ze ty do tego co ja nigdy nie
            dojdziesz nawet jakbys 300 lat zyl.
            Scypion:Nie bede sie z toba licytowal kto wiecej w zyciu osiagnal"
            Dlaczego nie ,ja nie mam nic przeciwko temu.
            Oczywiscie zdaje sobie sprawe z tego ze w biednej Polsce nie masz szans na
            osiagniecie tego co ja w Stanach,czyli licytacja bylaby nie fair.
            Ja juz swoja" babke z piasku" postawilem w Stanach, a jak bede za rok w Polsce
            to chetnie wpadne do Wroclawia i zobacze ta twoja kupke w piaskownicy.
            Scypion:"A.Smith byl Anglikiem i to co pisal dotyczylo tego kraju"
            No wiec A.Smith byl Szkotem Scypion-co wcale nie zmniejsza twojego stopnia z
            historii.
            I za pozno sie urodziles by Washingtonowi,Adamsowi i Jeffersonowi zabronic
            wzorowac sie na A.Smithie.
            Scypion:"Krajem ktory aplikowal w szerokim zakresie Keynesa(Keynsa-wg pisowni
            Scypiona)byly Stany Zjedn.Nowy Lad Roosevelta(Roosvelta-wg pisowni Scypiona)"
            No wiec Roosevelt byl prezydentem od 1933-45 na ponad 200 lat historii Stanow.
            No wiec gdzie jest ten szeroki zakres historyku Scypionie?
            I to wlasnie Roosevelt wprowadzil welfare w Stanach,o czym zapomniales napisac-
            oczywiscie nie obniza to twojego stopnia z ekonomii.
            I dopiero Reagan w Latach 1980tych zaczal zwalczac tego raka(welfare)na zdrowej
            gospodarce amerykanskiej.
            Scypion:"Twoj problem polega na tym ze ty nie piszesz o rzeczywistych Stanach"
            Ja mam biznes tutaj Scypion-w realnej amerykanskiej rzeczywistosci,gdybym byl
            teoretykiem tak jak ty wtedy moglbym byc niedostosowany.
            Twoj problem polega na tym Scypion ,ze ty swojej teorii nie mozesz dopasowac do
            amerykanskiej rzeczywistosci.
            Scypion:"Jeszcze nie raz zostaniesz przykro zaskoczony"
            Nigdy nie bylem i nie bede,bo od zaskakiwania to ja jestem Scypion.
            Scypion:"Dziela nigdy sie nie starzeja"
            Moze po prostu za mlody jestes zeby o tym wiedziec?
            Ile razy ogladales "Przeminelo z wiatrem".
            Jesli ani razu-to OK,bo to sie juz zestarzalo.
            Scypion :"Przeszedlbys do historii i co dla ciebie wazniejsze zostalbys
            b.bogatym"
            Oczywiscie ze przejde do historii-bo moje dzieci przejely po mnie nie tylko
            moje geny,ale i przejma moj majatek.
            Chcialbym cie ostrzec Scypion zebys nie zostal na cale zycie teoretykiem,bo
            przychodzi moment w zyciu doroslego czlowieka ze chcialoby sie byka zlapac za
            rogi i postawic jak najwieksza "babke z piasku w piaskownicy".
            Niektorzy maja na to odwage i ida na calosc ,innym pozostaje do konca zycia
            specjalizowanie sie w teorii.
            Pozdr
            • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce -do Scypiona. IP: *.proxy.aol.com 11.09.01, 09:16
            • Gość: Scypion Re: do Macieja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.09.01, 11:58
              Swiat jest pelen mitomanow i besserwisserow - Twoj zatem przypadek nie jest
              wcale odosobniony. Jezeli poprawia ci samopoczucie wiara, ze nawet za "300 lat"
              nie osiagne Tego co Ty - to nie bede Cie wyprowadzal z bledu. Przeciez to nie
              ja musze sie na codzien meczyc z Twoim przerosnietym ego (choc juz moglbys
              przestac tak histerycznie wszystkich zapewniac o swojej "fortunie" w USA - to
              juz wiem - piszesz o tym w kazdym swoim tekscie, tym bardziej, ze to ciagle
              przypominanie zaczyna brzmiec podejrzanie). Z tym Twoim "zaskakiwaniem"
              potomnosci to przez grzecznosc nie bede tego komentowal. Trzeba byc
              wyrozumialym dla ludzkich "slabosci". To samo dotyczy Twoich uwag o "nie
              starzejacych" sie dzielach - dla Ciebie to oczywiscie "Przeminelo z wiatrem",
              choc ja raczej myslalem o Sofoklesie, Szekspirze, Mozarcie itd. Ich utwory
              pozostaja "zywe" od ponad 2000 lat, inne setek - i pozostana takie na dlugo po
              nas (nie wroze tego 99,99% obecnym produkcja takze i amerykanskich, ktore dzis
              uchodza za sztuke). No coz, kazdy ma takie "dziela" na jakie zasluguje. Do
              Wroclawia mozesz oczywiscie przyjechac to piekne miasto - jak bede mial czas to
              sie nawet mozemy spotkac. Mozesz sie tylko nieco rozczarowac - mlodo sie co
              prawda czuje, ale metrycznie no coz... (a nie bede udawal "mlodego inaczej".
              Co do Twojego "przejscia do historii" - to masz w niej oczywiscie "trwale"
              miejsce - podobnie jak pare miliardow innych rodzicow, ktorzy przekaza swoim
              pociechom geny (chyba, ze geny dziedziczy sie tylko w USA, a w innych krajach
              jest inaczej - o czym jak sadze nie omieszkasz mnie jednak poinformowac).
              A teraz do kwestii merytorycznych:
              1. A. Smith urodzil sie w Szkocji, ktora od 1707 r. byla integralna czesci
              Krolestwa. Spor czy czul sie Anglikiem, Szkotem czy obywatelem Wielkiej Brytani
              jest jalowy (poczucie przynaleznosci do okreslonego narodu jest w wieku XVIII
              jescze dosc kruche). Rownie dobrze mozna dyskutowac czy Kopernik, Szopen,
              Pilsudski byl Niemcem, Francuzem albo Litwinem. Intelektualnie Smith zostal
              uksztaltowany na uniwersytecie w Oxfordzie (zwlaszcza przez angielska szkole
              etyki), ale rowniez przez francuskich encyklopedystow (kilka lat mieszkal we
              Francji). Nie zmienia to oczywiscie faktu, ze Smith piszac swoje glowne dziela -
              "towarzyszy" burzliwemu rozwojowi gospodarczemu glownie angielskiej czesci
              Krolestwa, ktora nazywa sie Rewolucja Przemyslowa.
              2. Wyjasnij moze gdzie Ty u mnie wyczytales, ze ja cokolwiek, kiedykolwiek
              zabranialem W. A. i J., w tym i wzorowac sie na kimkolwiek (takze A.S.) - nie
              polemizuj z tezami, ktore nie wypowiedzialem bo szkoda czasu.
              3. Co do interpretacji - dziejow gospodarczych USA, to ustosunkuje sie tylko do
              okresu powojennego. W wiek XIX w Stanach zakres ingerencji panstwa w sfere
              gospodarki (zwlaszcza przez protekcje celna) byl szerszy niz w krajach
              europejskich zwlaszcza Anglii, ktora nb. jako jedyna od zniesienia ustaw
              zbozowych w 1846 r. moze byc traktowana za panstwo w pelni liberalne (nie bede
              wyjasnial oczywistosci). Co do wieku XX - tak jestes zapatrzony w
              swoja "nieomylnosc", ze nawet nie zauwazyles, ze w kilku zdaniach swojego
              wywodu zdazyles sam sobie zaprzeczyc (to zreszta staly mankament Twojego
              rozumowania, albo przytaczasz nieprawdziwe przeslanki, albo wnioski nie
              wynikaja z tego co napisales wczesniej). Piszesz bowiem, ze Roosevelt byl
              prezydentem w latach 1933-45 i to prawda, przyznajesz takze, ze jego polityka
              oparta byla w znacznej mierze o teorie Keynesa. Traktujesz to przy tym jako
              dowod, na to, ze w historii USA, polityka "welfare" to krotkotrwaly epizod. Juz
              jednak w nastepnym zdaniu deklarujesz, ze dopiero w latach 80. Reagan zaczal
              zwalczac tego "raka na zdrowej gospodarce amerykanskiej". Coz dla kazdego kto
              to czyta wniosek musi byc jeden - "rak" toczyl gospodarke od 1933 do rzadow
              Regana. A zatem pol wieku - jest to zatem krotkotrwaly epizod czy nie.
              Pomijam fakt, ze przedstawiona przez Ciebie interpretacja jest po prostu
              bledna. W okresie powojennym polityka wladz byla plynna, byly etapy wiekszej i
              mniejszj aktywnosci panstwa w gospodarce amerykanskiej. Byl bowiem w latach 60
              np. okres tzw. "Nowej Ekonomiki" proklamowanej przez Kennedyego - bezposrednio
              inspirowanej przez teorie Keynesa, ale byl rowniez okres tzw. eksperymentu
              friedmanowskiego, opartego o model liberalny (nb. zakonczony zreszta niezbyt
              fortunnie bo stagflacja).
              Tak adorowana przez Ciebie reaganomika (oparta o tzw. ekonomie podazy,
              ktorej "ucielesnieniem" jest tzw. krzywa Laffera ), ma swoje korzenie jeszcze
              w prezydenturze Cartera, zmiany zapocztkowal bowiem P. Volker w 1979 r. Przy
              sporych korzysciach jakie przyniosla ona gospodarce amerykanskiej tylko osoba
              zaslepiona moze nie widziec takze jej negatywnych skutkow. Nie bede Cie jednak
              w tej materii "edukowal" bo szkoda czasu - Ty i tak wiesz wszystko najlepiej.
              4. Przyznaje - w jednym przyapdku dales jednak dowod "geniuszu". Poprawiles
              moja pisownie nazwisk. Ty jestes rzeczywiscie bardzo "madry" bo ja o tym
              oczywiscie "nie wiedzialem".
              Pozdrawiam
              • Gość: Scypion Re: do Macieja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.09.01, 19:42
                Macieju,
                wybacz, że tą droga ale mam wielką nadzieje, że w tych tragicznych wydarzeniach
                nie ucierpialeś ani Ty ani nikt z Twoich bliskich. Oby także liczba ofiar była
                najmniejsza z możliwych. Przyjmij jeszcze raz wyrazy glebokiego współczucia.
                • Gość: MACIEJ Re: do Macieja IP: *.proxy.aol.com 13.09.01, 04:41
                  Z niechecia ci Scypion odpisuje ,choc mysle ze to juz ostatni raz.
                  Pierwszy raz do ciebie napisalem,gdy nie chwyciles tego co do ciebie robas
                  napisal-i to tylko po to zeby ci pisanie robasa troche wyjasnic.
                  Oczywiscie robas jest od ciebie 2 pokolenia do przodu i to przy zalozeniu ze
                  twoje dzieci i wnuki bede o niebo madrzejsze od ciebie.
                  Wracajac do A.Smitha,zacytuje ci encyklopedie Brytanike:
                  In 1737Smith entered University of Glasgow,already remarkable as a centre of
                  the Scottish Enlightenment.In 1740 Smith won a scholarship and travelled to
                  Oxford.
                  Compared to STIMULATING atmosphere of Glasgow,Oxford was an educational DESERT.
                  Those years were spent largely in self-education.
                  No wiec po kilku latach na pustyni wrocil do Glasgow.
                  We Francji Smith byl 18 miesiecy a nie jak sugerujesz kilka lat.
                  I nie pojechal sie tam z nikim spotykac lecz :as the tutor of the young duke".
                  A ze sie z kims przy okazji spotkal to byla dla niego sprawa drugorzedna.
                  No wiec slyszales ze dzwonia tylko nie wiedziales w ktorym kosciele.
                  No wiec dzwonilo kolo Edynburga a nie w Londynie.
                  Oczywiscie ludzie tak systematyczni i ukladni jak azra np.przy pierwszej okazji
                  pobytu w UK nie omieszkalby szukac sladow Smitha w Glasgow np.
                  Zrobiles ze Szkota Anglika i jesli tobie to odpowiada to zyj z tym ,ale nie rob
                  ludziom miazgi z mozgu jak komunistyczna propaganda.
                  Ja np. mieszkam w NYC i nie mowie ze Kalifornia to to samo co NY.
                  Przy okazji -dziekuje za troske,nie zostalem zaskoczony przez terrorystow ani
                  nikt z mojej rodziny nie ucierpial.
                  • Gość: MACIEJ Re: do Macieja IP: *.proxy.aol.com 13.09.01, 05:22
                    One of the few instances of interference by the Oxford University with Smith
                    intelectual development was its confiscation of his copy of the philosopher
                    David Hume''s Treatise of Human Nature.
                    Nie wiem czy dobrze pisze cytujac encyklopedie Brytanike po angielsku, bo jak
                    miales Scypion problemy z pisownia Keynes i Roosevelt-to wydaje mnie sie ze
                    angielski znasz raczej ze slyszenia.
                    Ja na 1 roku studiow nie mialem takich problemow bo Keynes i Roosevelt to
                    bardzo popularne nazwiska w podrecznikach ekonomii i wzrokowo powinienes je
                    opanowac nawet nie znajac angielskiego.
                    Wychodzi wszystko na to ze raczej jestes samoukiem.
                    Mam dla ciebie ambitne zadanie Scypion.
                    Przeprowadz sonde opinii publicznej we Wroclawiu: ile osob w ciagu ostatniego
                    roku ogladalo filmy amerykanskie a ile czytalo" niesmiertelne dziela Sofoklesa
                    i Szekspira,ktore przetrwaly "2000 lat".
                    Bo jesli sie okaze ze Sofoklesa i Szekspira nikt ze 100 osob nie czytal w ciagu
                    ostatniego roku tzn ze te dziela dla tych ludzi juz umarly.
                    Ze ty Scypion czytasz te dziela na codzien,jak rowniez A.Smitha w oryginale
                    to ja nie mam watpliwosci.
                    No wiec jest czas by posiedziec przy kominku i ja ze swoim ego moge sobie na to
                    pozwolic,ale jest czas rowniez dla wiekszosci na kierat codzienny i 99,99%
                    Sofoklesa i Szekspira co rok nie czyta.
                    Poza tym ego Scypion jest adekwatne do osiagniec no wiec sie nie dziwie ze nie
                    umial bys z kims takim jak ja na codzien obcowac-bo to dwa inne swiaty.
                    Z terrorystami to jest tak Scypion:najpierw napisales ze ja pisze "totalne
                    bzdury" pozniej ze "w glowie ci sie po przewraca" dalej chwycisz za kamien a
                    sie nie obejrze jak wjedziesz samochodem w moj dom.
                    No wiec ty Scypion rozpocznij polemike z encyklopedia Brytanika na
                    temat "twojego Anglika A.Smitha" a jak juz ich zmeczysz to wyjasnij ludziom
                    dlaczego jestes Scypion.
                    Czyzbys krazyl po forum szukajac Hannibala z zamiarem rozpoczecia albo
                    zakonczenia wojny Punickiej.
                    Bo dla mnie -to ty jestes raczej SZCZYPIOR.
                    Zapomniales podziekowac ze nauczylem cie poprawnej pisowni Keynes i Roosevelt
                    oraz ze A.Smith byl Szkotem.
                    Dlatego nie bede cie wiecej uczyl i nie chce bys bral ze mnie przyklad.
                    • Gość: Scypion Re: do Macieja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.09.01, 19:43
                      Ciesze sie, ze nic Ci sie nie stalo.
                      Z rowna niechecia, ale jednak Ci odpowiem. Aby byc powaznie traktownym - tak
                      tez trzeba traktowac innych. Jezeli nie rozumiesz niestosownosci traktowania
                      innych z wyzszascia tylko dlatego, ze mieszkasz w Stanach (podobnie jak 250 mln
                      innych osob ) - zwlaszcza ludzi, ktorych nie znasz to Twoj problem. Ja nie
                      jestem Twoim totumfackim abym musial tolerowac pouczania - ile to w zyciu
                      osiagnales, i jak powinienem brac z Ciebie przyklad. Gdybym stosowal Twoja
                      logike to winienem na poczatku zadeklarowac, ze partnerem do dyskusji bedziesz
                      dla mnie wowczas jak Twoje publikacje (jezeli je masz) beda cytowane i
                      recenzowane w Stanach tak jest z moimi (jak opublikujesz swoje zeznanie
                      podatkowe z "mitycznym" majatkiem, to ja opublikuje adresy bibliograficzne).
                      Nie wystarczy czytac po angielsku - nalezy jeszcze rozumiec co sie czyta i
                      wyciagac z tego wnioski.
                      Na Uniwersytecie w Glasgow Smith zaczal studia jako 14 letni chlopiec, juz jako
                      17 latek wyjechal do Oksfordu gdzie na tej "pustyni" spedzil 6 lat - kto na
                      niego wywarl glowny wplyw sprawdz sobie sam (dla ulatwienia podam Ci nazwiska
                      Northa, Tuckera, Steuart i Hutcheson itd).
                      We Francji przebywal prawie 3 lata (1764-1767) - dla Ciebie oczywiscie
                      najwazniejsze jest, ze byl wtedy nauczycielem malego chlopca. Jakby to mialo
                      jakiekolwiek znaczenie dla jego biografii intelektualnej, ze uczyl sylabizowac
                      kilkulatka. Przy okazji "przeoczyles", ze podczas tego pobytu poznal osobiscie
                      oraz dziela m.in. Quesnaya i Turgota (dwoch najwybitniejszych francuskich
                      fizjokratow) i cala plejade wybitnych encyklopedystow. Pomijam fakt, ze wlasnie
                      we Francji rozpoczal pisac swoje najwazniejsze dzielo, ktore ukonczyl w 1776 r.
                      Twoje "ambitne" zadanie jest takie samo jak cale Twoje rozumowania - to ja
                      proponuje Tobie sąde w Stanach - ale nie pytaj na jakim filmie byli byli
                      amerykanie - tylko co z niego zapamietali. Odpowiedz, a raczej jej brak, moze
                      pozwoli Ci zrozumiec co staralem Ci sie uzmyslowic.
                      Czy Ty mnie uwazasz za pietruszke, marchweke, rzodkiewke czy szczypior jest mi
                      dokladnie obojetne bo malo mnie obchodzi opinia "hamburgerowego
                      intelektualisty".
                      • Gość: Zbigniew Do MACIEJA i SCYPIONA IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.01, 21:05
                        Szanowni Panowie Macieju i Scypionie ,
                        od jakiegoś czasu poziom Waszych wypowiedzi staje się mało merytoryczny
                        i zaczynają się osobiste "wycieczki" i obrzucanie się błotem , czego tak
                        bardzo nie lubię na wielu "normalnych" listach dyskusyjnych.
                        Proszę dbajcie jako kulturalni ludzie o pewien poziom dyskusji bez uciekania
                        się do inwektyw względem drugiej osoby , gdyż dyskusja między Wami jeżeli
                        jest prowadzona na pewnym poziomie rozwija i innych , co powinniście
                        także mieć na uwadze.
                        A co do Macieja to bogactwo jest względne i można je w każdej chwili stracić
                        nawet bez popełnienia jakiegokolwiek błędu ze swej strony.Ilu to ludzi straciło
                        dorobek całego życia inwestując w akcje dotcomów ? Żadna lokata kapitału nie
                        jest w 100% bezpieczna , a nawet prowadzenie dobrej firmy nie jest gwarancją
                        dobrobytu na zawsze.
                        Najważniejsze , że nic mu się nie stało podczas ostatnich zamachów.
                        • Gość: MACIEJ Re: Do MACIEJA i SCYPIONA IP: *.proxy.aol.com 16.09.01, 07:56
                          OK Zbigniew ,masz i tym razem racje,chociaz duzo bardziej przypadlo mnie do
                          gustu twoich 7 przykazan prowadzenia biznesu w Polsce.
                          • Gość: Zbigniew Re: Do MACIEJA i SCYPIONA IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.01, 19:59
                            Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                            > OK Zbigniew ,masz i tym razem racje,chociaz duzo bardziej przypadlo mnie do
                            > gustu twoich 7 przykazan prowadzenia biznesu w Polsce.

                            Dzień Dobry ,
                            cieszę się , że też jesteś tego zdania , żeby zachować kulturę podczas dyskusji,
                            chociaż czasem na pewno Cię nerwy ponoszą.
                            Co do moich przykazań prowadzenia biznesu w Polsce i Twego stosunku do tych spraw
                            to sądzę , że osiągając sukces w Ameryce i poświęcając swe życie bądź co bądź
                            obcemu krajowi chcesz za wszelką cenę potwierdzenia obranej przez Ciebie drogi.
                            Stąd być może ta "schadenfreude" jak w Polsce coś nawala i szwankuje w
                            przeciwieństwie do Ameryki.
                            Chcę Ci powiedzieć , że w przeciwieństwie do teoretyka Scypiona to Ciebie w
                            jakimś sensie podziwiam. Sam spędziłem 7 lat za granicą i sądzę , że wiem jak
                            jest ciężko się emigrantom przebić. Choćby ze względów językowych. Połowa zawodów
                            przynajmniej na początku jest dla emigrantów zamknięta tylko i wyłącznie ze
                            względów na trudności językowe. Trzeba się starać bardziej niż miejscowi , aby to
                            samo co oni osiągnąć.
                            Co do Polski to masz rację.Ten kraj raczej nie ma przyszłości przed sobą.
                            Nawet jak popuszczą teraz śrubę dla biznesu ( a będą musieli , gdyż inaczej będzie
                            jeszcze większy kryzys niż jest obecnie ) to znając życie za kilka lat znowu
                            wróci to samo co jest teraz - korupcja , dziadostwo i wyzysk człowieka przez
                            państwo.Dokładnie tak samo było na początku lat 90. Zapanowała wolność
                            gospodarcza , podatki były niskie , a przepisy dość proste.Nie było kas
                            fiskalnych , PIT-ów , VAT-ów i kraj ruszył z kopyta do przodu.A potem krok po
                            kroku zaczęło się robić dziadostwo.
                            Ja uważam , że wierząc w Polskę , że będzie tu lepiej straciłem kilka lat
                            swojego życia , które się nie wrócą. Często podróżuję po świecie , a jak tu
                            wracam obojętnie czy samochodem ,samolotem czy pociągiem to prawie zawsze chce mi
                            się żygać widząc dziurawe drogi , śmierdzące wagony i dworce , czy Międzynarodowy
                            Port Lotniczy na Okęciu będący zapyziałym małym lotniskiem , gdzie pozostawienie
                            auta na parkingu kosztuje trzy razy drożej niż w Berlinie.
                            Prowadzenie biznesu w Polsce to koszmar dla przedsiębiorcy przede wszystkim ze
                            względu na tworzone ( jak się ostatnio okazuje często przez studentów na umowę
                            zlecenie ) przepisy przegłosowywane przez pijanych posłów nie wiedzących za czym
                            w danej chwili głosują.
                            Jeżeli kiedykolwiek się zastanawiasz czy dobrze zrobiłeś wyjeżdżając z Polski
                            na stałe to wiedz , że przynajmniej ja sądzę , że miałeś rację.
                            Szkoda tracić życie w tym kraju bez perspektyw.
                            • Gość: Fizyk Re: Do MACIEJA, Biz i Zbigniewa IP: *.dur.ac.uk 19.09.01, 23:56
                              Drodzy Panowie,

                              Zauwazylem, ze przeszliscie gladko na pozycje narzekaczy i defetystow. Z lekka zreszta antypolskie.
                              Nie bede cytowal niektorych wypowiedzi, ale odczytuje czesc z nich jako narzekanie na niezasluzone
                              krzywdy. Biz narzeka na warunki prowadzenia biznesu, choc zdaje sie niezle zarabia.
                              Maciej pokazuje na Meksyk i Chiny, ktore akurat maja wzrost, a zapomina, ze Meksyk mial bardzo
                              powazny kryzys, gdy akurat Polska rosla 7% rcocznie, a sredni zarobek w Chinach to 1/4 tego w Polsce.
                              Zbigniew pobyl na Zachodzie i chcialby, zeby Polska od razu byla na tym poziomie.
                              Tylko, ze my mamy PKB na mieszkanca 3 razy nizszy niz Niemcy i chocbysmy na glowie
                              stawali, to tego zmienic od reki sie nie da. Jaki z tego wniosek? Ano tylko taki, ze biznesy ida obecnie
                              slabo, swiat popada w recesje i szukacie sobie, moi panowie, winnych.

                              Jeszcze najbardziej zgadzam sie z Biz w kwestii koniecznosci poradzenia sobie z polska klasa
                              pasozytnicza - w postaci najrozmaitszych niekompetentnych i skorumpowanych czap urzedniczych.

                              Nie kupuje natomiast na razie swietlanej przyszlosci Chin. Dlaczego?
                              Po pierwsze - rozwijaja sie szybko, bo zaczynaja z bardzo niskiego pulapu i dopiero tworza
                              gospodarke
                              Po drugie - opieraja sie glownie na eksporcie. Jak dlugo 1.2 mld ludzi moze dobrze zyc z eksportu?
                              Po trzecie - nawet slawetny Taiwan ma PKB/glowe niewiele wyzszy niz 1/2 tego dla USA.
                              Latwiej rozwinac Taiwan niz Chiny.
                              Po czwarte - jakby byli tacy dobrzy, to by sie nie dali tak zalatwic
                              Po piate - dlaczego nie mieliby sie zatrzymac na pewnym pulapie rozwoju? Japonia, Korea pokazuja,
                              ze to calkiem mozliwe
                              Ale - zobaczymy.

                              Polska: ja wierze w przyszlosc Polski. Tylko, ze nic za darmo.Musimy odrobic pare zadan i wykorzystac
                              pare szans. Zyjemy na swobodzie dopiero 12 lat. I tak jest niezle! Tylko, ze nie bedzie lepiej, jak
                              sie nie wezmiemy znow w garsc. Sa na to szanse. Nadal mamy perspektywy. Ale wczesniej
                              bedzie pot i lzy, a przede wszystkim trzeba zbudowac madre i uczciwe elity.

                              Zbigniew: znam kilku polskich biznesmenow i widze, ze czesto wola oni ponarzekac, ze wszystkiemu
                              winien rzad itp. zamiast popracowac troche nad jakoscia zarzadzania, produktu, cos wymyslic.

                              MACIEJ: to co Ty robisz, to proba przeniesienia na polski grunt amerykanskich wzorow w postaci
                              prostych kalek. Ja nie mam nic przeciw rozwarstwieniu majatkowemu, jesli odzwierciedla ono
                              zaslugi. Niestety, w warunkach postkomunistycznych budowanie elit finansowych sprowadza
                              sie do tego, ze bezwzgleni i nieuczciwi zabieraja normalnym, pracujacym ludziom.
                              To niszczy poczucie koherencji i utrudnia rozwijanie normalnej gospodarki.
                              Pozdrawiam

                              • Gość: Zbigniew Do Fizyka ( z wątkiem o prof.Geremku). IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.01, 21:15
                                Drogi Fizyku ,

                                W swym poście piszesz , że Polska ma 3 razy niższy dochód narodowy niż Niemcy
                                i nie da się od razu tego zmienić.
                                Co racja to racja , ale czemu dzisiejsi politycy na siłę wtłaczają nas do
                                Europy na co po prostu nas nie stać.
                                I tak dzisiaj rano słuchałem dyskusji między Kalinowskim z PSL , a prof.Geremkiem
                                bądź co bądź jeszcze w ub.roku szefem dyplomacji i jednym z szefów współrządzącej
                                w Polsce partii.Byłem przerażony jego sposobem myślenia.Na stwierdzenie
                                Kalinowskiego , że to dzięki staraniom Geremka zostały zamknięte granice dla
                                drobnych handlarzy z Rosji co pozbawiło Polskę setek tysięcy miejsc pracy Pan
                                Profesor Geremek odparł , że drobny handel przygraniczny to "przecież była
                                patologia którą należało zwalczać".Jak Kalinowski zarzucił Geremkowi , że
                                zaprzepaścił porozumienie z Rosją dotyczące handlu barterowego żywnością w zamian
                                za gaz , Szanowny Pan Profesor odparł , że liczy się sprzedaż za gotówkę a nie
                                jakieś bartery.
                                Panu Profesorowi marzy się w Polsce "Europa i Kultura" przez duże K.
                                To przecież jest jakąś patologią , że robi się zakupy w małych sklepach a nie w
                                hipermarketach , sprowadza z Zachodu używane graty zamiast dobrych i nowych
                                samochodów , że ludzie palą jakieś tanie papierosy zamiast MARLBORO za kilka euro,
                                złotówka jak przystało na europejski pieniądz musi być silna aż do bólu.
                                Do tego nasi kochani rządzący muszą mieć całkiem "europejskie pensje".
                                Jeszcze trochę tej "Europy" a gospodarka padnie.Cieszę się , że wierzysz w
                                przyszłość Polski.Ale to Maciej ma rację.Obecne dążenie za wszelką cenę do Europy
                                odbija się nam na razie czkawką i może być w Polsce tylko gorzej.
                                Piszesz , że polscy biznesmeni powinni popracować trochę nad jakością
                                zarządzania,produktu coś wymyślić.Dokładnie to samo mówił Prof.Geremek twierdząc ,
                                że do UE powinniśmy wejść oferując towary tanie i bardzo dobrej jakości.
                                Tylko , że ten człowiek nie zdaje sobie sprawy , że prawie wszystkie koszty
                                produkcji są u nas wyższe niż np. w Niemczech ( energia,telefony,koszty leasingu,
                                ubezpieczenia,maszyny,koszty bankowe ).Znacznie wyższe są podatki , a ceny
                                wynajmu nieruchomości porównywalne ( handluję też z Holandią i mój kontrahent w
                                Amsterdamie płaci za wynajem ogrzewanej hali 12,00 PLN/m.kw.)
                                W zasadzie tańsza jest tylko robocizna , ale w wyrobach wysokiej jakości nie
                                odgrywa ten czynnik znacznej roli.Aby zaś była jakość potrzebne są inwestycje
                                a skąd brać na nie środki , to napisał już kiedyś Maciej : albo z zysku ( a te są
                                w przypadku polskich firm znacznie opodatkowane ) albo z kredytów ( a te są
                                horrendalnie wysoko oprocentowane).Natomiast z "wymyśleniem czegoś" to podam ci
                                przykład.Jeden z moich znajomych wymyślił udoskonalenie maszyny produkcyjnej.
                                Chciał to opatentować.Ażeby uzyskać patent na USA i UE musiałby wyłożyć 160 000
                                USD.W końcu sprzedał prawa do patentu jednej z amerykańskich firm za 30 000 USD.
                                Obecnie wyjechał do Stanów i w tej firmie pracuje.Tak , że głową muru nie
                                przebijesz , choćbyś bardzo chciał.Trzeba w Polsce powielać tę drogę jaką
                                przeszedł Meksyk , Tajwan itd. , co postuluje Maciej , a nie dążyć do bycia
                                Europą jak chcesz Ty i ludzie pokroju Geremka.

                                Pozdrawiam

                                Zbigniew
                                • Gość: kinga Re: Do Fizyka ( z wątkiem o prof.Geremku). IP: *.acn.waw.pl 20.09.01, 22:23
                                  Zastanawiam sie jakie beda nasze zarobki kiedy juz wejdziemy do tej Unii. Moze
                                  ktos mnie oswieci ? Co sie zmieni - na lepsze lub gorsze w naszej ojczyznie ?
                                  Pozdrawiam
                                  • Gość: Fizyk Samo nic sie nie zrobi IP: *.dur.ac.uk 21.09.01, 01:13
                                    Jesli nie spartaczymy, to za 5 lat bedzie duzo lepiej. Ale przez te 5 bedzie bardzo, bardzo
                                    ciezko. Jesli spartaczymy, to przez 5 lat bedzie dosyc ciezko, a potem przez 5 bardzo, bardzo ciezko.
                                    A potem, jak nie spartaczymy...
                                    Ogolnie - polecalbym zatroszczenie sie o wlasna przyszlosc indywidualnie, a nie czekanie
                                    na reszte z piontki (tak sie mowi w Krakowie).
                                • Gość: Fizyk Pot i lzy IP: *.dur.ac.uk 21.09.01, 01:08
                                  Hej Zbigniew,

                                  Nie wiem, czemu przypisujesz mi rzeczy, ktorych nie pisze i nie mysle. Jesli to, co piszesz
                                  o Geremku jest prawda, to okropnie przykre, bo on jest juz myslami w jakims pieknym
                                  biurze w Brukseli. Maciej ma racje przede wszystkim w jednym - drazni nas pokazujac,
                                  ze inni sa lepsi, chce w nas wyzwolic ciag do przodu. To szalenie zdrowe.
                                  Pokazuje przy tym, jak to robia bogaci. Chwala mu za to, choc w szczegolach sie czesto
                                  z nim nie zgadzam.

                                  Takze uwazam, ze jak sami nie zadbamy o narodowy interes, to Europa za nas tego nie zrobi.
                                  Niemniej, Europa moze nam dac bardzo duzo, jesli bedziemy potrafili brac.
                                  Moja wizja jest taka - po przystapieniu do EU juz wiele nie stracimy poniewaz nasz rynek
                                  jest praktycznie otwarty, a prawo UE juz w duzej czesci wdrozone. Martwie sie glownie o przemysl
                                  spozywczy i farmaceutyczny. Zyskamy troche funduszy pomocowych, ktore podstymuluja
                                  koniunkture. Nastepnie bardziej obrotne i ambitne firmy powinny miec wieksza swobode dzialania
                                  na duzym rynku europejskim. Sadze, ze wielu ludzi popracuje w UE, a potem wroci z know-how
                                  i kapitalem. Przyklad Twojego kolegi mozna odwrocic. Gdyby Polska nalezala do UE
                                  mialby dostep do rynkow i kredytow europejskich. Nastepny plus - bedzie szansa na
                                  rozbicie rozpanoszonych monopoli, ktore dusza polska przedsiebiorczosc
                                  W Polsce nikt ne ma sily ich ruszyc, bo maja poparcie naszych politykow..
                                  Generalnie, uwazam, Polski nie stac na pozostawanie poza UE. Wolalby, zeby UE byla
                                  mniej biurokratyczna. Ale, przyznasz, mozna sobie wyobrazic gorsze sasiedztwo.

                                  Generalnie uwazam, ze do zrobienia w Polsce jest mnostwo. W tym, ze mozna powiedziec,
                                  co trzeba zrobic sa wlasnie zrodla mojego optymizmu. W takiej Rumunii nawet nie wiadomo
                                  od czego zaczac. Na razie jednak Polska placi rachunki za upojna dekade na kredyt,
                                  nadchodzaca swiatowa recesje i koszta dostosowania do UE. Jak teraz nie spartaczymy,
                                  to za 5 lat beda konfitury. Ale, sa niestety duze szanse, ze spartaczymy.
                                  Zeby nie spartaczyc, trzeba dobrze wiedziec czego sie chce i dokad sie idzie.
                                  Chcemy zmodernizowac kraj i wejsc do Europy. Ale to kosztuje. Zaplacilismy juz pol ceny.
                                  Zawracamy, czy placimy reszte?

    • Gość: Cymes Re: Zarobki w Polsce IP: *.N1.srv.t-online.de 22.09.01, 08:18
      Stanowczo za wysokie!Najpierw praca potem przyjemnosc.
      • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 22.09.01, 09:13
        Czesc Fizyk.
        Troche sie czepiasz mnie i Zbigniewa.
        Ani ja ani Zbigniew nie jestesmy narzekaczami.
        Ja mam w Polsce rodzine ,zona z dziecmi jezdzi tam co roku,ja co 2 lata.
        Mnie b zalezy na tym by Polska rozwijala sie szybciej niz Stany czy Chiny,ale
        widze sposob rozwiazywania stosunkowo prostych problemow w Polsce.
        Z tymi samymi problemami w Stanach, Niemczech czy Chinach daja sobie ludzie
        duzo lepiej rade.
        Zeby to zauwazyc to niestety trzeba na kilka lat do tych Niemiec czy Stanow
        pojechac,zyc tam na swoim bez niczyjej pomocy i wtedy mozesz sytuacje w tych
        roznych krajach porownac.
        Bo jesli przyjedziesz na krotkie wakacje-to znasz kraj raczej ze slyszenia-co
        ci zaprzyjaznieni miejscowi powiedza.
        A tym znajomym moze zalezec wlasnie na tym zeby sytuacje przedstawic w czarnych
        kolorach-bo wtedy ty bedziesz sie czul podbudowany psychicznie ze wprawdzie nie
        siedzisz na gorze zlota ale przynajmniej zyjesz wsrod cywilizowanych
        EUropejczykow,a nie jakiegos zrzutu spadochronowego.
        W Niemczech lewica zostala odsunieta od zloba na 10 lat-w Polsce kroluje.
        Dlaczego-bo oni specjalizuja sie w reklamie i wygrywaniu wyborow.
        Np z Hiszpania i Franco ktos ci niezle w mozgu namieszal-bo cud gospodarczy byl
        w Hiszpanii w latach 1960 tych i do polowy 1970 tych.
        Franco zmarl w 1975.
        A jedyne "zaleglosci do odrobienia" po smierci Franco ,to bylo to ze ponownie
        zalegalizowali partie komunistyczna.
        Jesli bedziesz mial pytania to nast razem zacytuje ci encyklopedie Britannice.
        Franco do tej pory jest wiekszym bohaterem narodowym w Hiszpanii niz Pilsudski
        byl kiedykolwiek w Polsce.
        I nie zapominaj ze Pilsudski tez byl dyktatorem.
        • Gość: Fizyk Re: Zarobki w Polsce IP: *.dur.ac.uk 23.09.01, 00:42
          Czesc MACIEJm

          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > Czesc Fizyk. Troche sie czepiasz mnie i Zbigniewa.

          Ano. Za latwo mowicie, ze Polska nie ma przyszlosci. Dla Was to zabawa, a tu chodzi o
          zycie. Owszem, jak sie liznie zycia w zamoznym, cywilizowanym kraju, to Polska wyglada
          raczej nieciekawie. Niektore problemy z zewnatrz wygladaja na proste. Wystarczy troche
          zmienic mentalnosc... Ale - to wlasnie jest strasznie trudne. Nie chodzi tu nawet o przywileje
          socjalne, ktore w Polsce sa raczej skromne. Najbardziej chodzi o to, zeby ludzie nie kradli i nie brali
          lapowek, zeby rozbic sitwy i monopole, zeby rzadzic madrze i odpowiedzialnie, a nie na chybcika
          i byle jak, zeby mlodzi ludzie mieli sznase bez wzgledu na to czy sa w ukladzie, czy nie.
          Zeby niezaplacenie podatku bylo na rowni z kradzieza. Zeby latwiej bylo zrobic zyciowa
          kariere uczciwa praca, a nie oszustwem. Wreszcie, zeby ludzie potrafili sie sami rozwijac,
          nauczyc czego, przystosowac do zmieniajacego swiata.
          Niestety, taka zmiana mentalnosci jest trudna do osiagniecia.
          Dlatego pokladalbym duze nadzieje w porzadnej edukacji. WIdzisz, kupuje Twoje opinie
          o potrzebie decentralizacji, uelastycznienia kodeksu pracy, rowniez uczciwej i madrej
          prywatyzacji wielu uslug publicznych. Tylko, ze wszystko to ktos musi zrobic dobrze, madrze,
          uczciwie. Inaczej bedzie straszliwy chaos przez wiele lat. A jak bedzie chaos, to normalnym ludziom
          bedzie sie zylo bardzo zle. Dlatego wlasnie jak powietrza potrzeba w Polsce edukacji i wytworzenia
          elit - ale niekoniecznie finansowych. Elit kompetencji, rozumu, uczciwosci.
          Na razie bowiem, elity finansowe koncentruja sie glownie na korumpowaniu urzednikow
          panstwowych i wykrzywiania panstwa pod swoje potrzeby. W Ameryce bogaty czlowiek chce
          zainwestowac, cos zbudowac, uczciwie zarobic. W Polsce bogaty chce przede wszystkim wejsc w uklad,
          okopac sie na pozycjach, zakupic jak najwieksza liczbe lokalnych oficjeli na wypadek, gdyby wyszly
          na jaw zrodla jego/jej bogactwa. Dlatego, zrodla problemow Polski sa duzo glebsze niz piszesz.
          Nie znaczy to jednak, ze Polska nie ma przyszlosci.
          Aha, ciecie socjali w Niemczech czy USA to zupelnie co innego niz w Polsce. W Polsce to moze
          zagrazac egzystencji biologicznej niektorych.

          > Ani ja ani Zbigniew nie jestesmy narzekaczami.
          Tak myslalem, dlatego sie zdziwilem.

          > Zeby to zauwazyc to niestety trzeba na kilka lat do tych Niemiec czy Stanow
          > pojechac,zyc tam na swoim bez niczyjej pomocy i wtedy mozesz sytuacje w tych
          > roznych krajach porownac.

          Zgadza sie.Mnie USA sie dosyc (na razie) podobaja, bo wpadam tam od razu na wyzsza polke
          i korzystam z dobrodziejstw bogatego, sprawnego i dosyc otwartego spoleczenstwa.
          Umiem byc pozyteczny i lubie ciezko pracowac, wiec nie mialbym problemow.
          Kto wie, moze kiedys...

          > W Niemczech lewica zostala odsunieta od zloba na 10 lat-
          Nie rozumiem. Od Kilku lat Schroeder..
          A CDU/CSU sa bardziej lewicowe niz SLD.

          > w Polsce kroluje.
          W Polsce naprawde nie ma teraz na kogo glosowac. Na partie panow Olechowskiego z
          Piskorskim, ktorzy zrobili majatek na styku polityki z biznesem i teraz chca innych uczyc
          moralnosci? Na popaprancow z AWS? Dlatego ludzie wybiora niby-lewice, ktora
          przynajmniej daje gwarancje pewnej przewidywalnosci.
          To nie ma nic wspolnego z gospodarka, tylko z rozpaczliwym brakiem kompetentnych elit.


          > Dlaczego-bo oni specjalizuja sie w reklamie i wygrywaniu wyborow.
          NIestety nie. Dlatego, ze inni sa jeszcze gorsi.

          > Np z Hiszpania i Franco ktos ci niezle w mozgu namieszal-bo cud gospodarczy byl
          > w Hiszpanii w latach 1960 tych i do polowy 1970 tych.

          Nie chce dyskutowac o rzeczach, ktore znam raczej slabo. Patrze jednak po owocach -
          porownuje sasiadujace demokracje z Hiszpania i widze, ze Hiszpania
          jest zapozniona, a teraz nadrabia. Cala Europa miala cud gospodarczy w latach
          50,60,70, tylko jedni wiekszy, a inni mniejszy.


          > Franco zmarl w 1975.
          > A jedyne "zaleglosci do odrobienia" po smierci Franco ,to bylo to ze ponownie
          > zalegalizowali partie komunistyczna.
          > Jesli bedziesz mial pytania to nast razem zacytuje ci encyklopedie Britannice.

          OK.Podaj mi skale cudu w czasie urzedowania Franco w Hiszpanii, Niemczech,
          Francji.

          > Franco do tej pory jest wiekszym bohaterem narodowym w Hiszpanii niz Pilsudski
          Nie z powodow gospodarczych, jak sadze.

          > byl kiedykolwiek w Polsce.
          Mozliwe

          > I nie zapominaj ze Pilsudski tez byl dyktatorem.

          I co? Zafundowal nam najlepsza kawalerie swiata...
          Jaruzelski tez byl. Stalin, Mao Tse Tung. Saddam.

          pozdrawiam

          PS. Jak bedziecie kopac te tylki, to lepiej uwazajcie na wlasny.
          • Gość: Zbigniew Re: Zarobki w Polsce IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.01, 22:37
            Cześć Fizyk !
            W odpowiedzi piszesz :
            > Ano. Za latwo mowicie, ze Polska nie ma przyszlosci. Dla Was to zabawa, a tu ch
            > odzi o zycie.
            Też żyję w Polsce i widzę co tu się dzieje.Obserwuję stan rzeczy od 10 lat i widzę
            że po pewnym okresie , gdzie wydawało się , że wracamy do normalności z roku na
            rok jest coraz gorzej zwłaszcza w dziedzinie przepisów.
            Polska została oddana za ( niewielkie ) łapówki obcemu kapitałowi niczym podbity
            kraj kolonialny.Wyobraź sobie , że polski przedsiębiorca buduje fabrykę.Jak ?
            Na kredycie 20-25% ? Wolne żarty.
            Z opodatkowanego zysku amortyzując ją przez 40 lat ?
            A kapitał zagraniczny , korzysta z ulg podatkowych zgodnie z ustawą , a zresztą
            raczej inwestuje w specjalnych strefach ekonomicznych.
            Już w 1990 roku w swej książce SWIETE PSY niejaki Tyminski pisał o konieczności
            równego , a nawet uprzywilejowanego traktowania polskich i zagranicznych
            przedsiębiorców.I co , i nic. Zamiast obniżyć podatki dla wszystkich , Polacy
            płacą podatki hamujące rozwój , a inni korzystają z wszelakiego wsparcia.
            Dlatego twierdzę , że przy obecnej polityce Polska nie ma przyszłości.

            > Zeby niezaplacenie podatku bylo na rowni z kradzieza.

            Chyba mylisz wyłudzenie VAT-u z niezapłaceniem podatku.
            Już nawet Urzędy Pracy nie płacą podatków i ZUS-u tłumacząc się , ze nie dostały
            pieniędzy.Zobacz w dzisiejszej WYBORCZEJ jak ZUS zablokował konta Urzędu Pracy
            w Żywcu.
            Zobacz jak państwo polskie ułatwia życie przedsiębiorstwom np. w dziedzinie
            ściągnięcia należności na drodze sądowej, a potem dopiero pisz o płaceniu
            podatków.Mi np. za dostawy zalegają takie instytucje jak POLICJA,SĄDY,WOJSKO.
            Czy to jest normalny kraj ?

            > Zeby latwiej bylo zrobic zyciowa kariere uczciwa praca, a nie oszustwem.

            Zawsze łatwiej jest zdobyć szmal oszustwem.Chodzi o to aby oszustwo było szybko i
            skutecznie ukarane.

            > Nie znaczy to jednak, ze Polska nie ma przyszlosci.
            > Aha, ciecie socjali w Niemczech czy USA to zupelnie co innego niz w Polsce.
            >W Polsce to moze zagrazac egzystencji biologicznej niektorych.

            Zastanów się co piszesz.Jeżeli zostaną obcięte socjale , a ludzie będą mieli pracę
            i zarabiali pieniądze tj. zostanie uwolniona inicjatywa prywatna , która da pracę
            i możliwość zarobienia podobnie jak w każdym normalnym kraju , to jak to może
            zagrażać egzystencji biologicznej ?

            Piszesz , że :
            > W Polsce naprawde nie ma teraz na kogo glosowac.
            Wielu wybrało Leppera. I to wielu prywatnych przedsiębiorców , którzy jeszcze
            niedawno twierdzili , że popierają Olechowskiego.
            Jeżeli Lepper zamiast blokować drogi zacznie blokować budowy hipermarketów będzie
            mógł liczyć na 20-30% poparcia od zaraz.Należy skończyć z uprzywilejowaniem
            obcych kosztem Polaków , bo to do niczego nie prowadzi.
            Nie wyobrażam sobie by np. w Niemczech kanclerz mógł twierdzić jak to się dzieje
            obecnie w Polsce , że będzie uprzywilejowywał firmy np. francuskie , a na
            niemieckie nałoży dodatkowe obciążenia.

            > Nie chce dyskutowac o rzeczach, ktore znam raczej slabo. Patrze jednak po owoca
            > ch - porownuje sasiadujace demokracje z Hiszpania i widze, ze Hiszpania
            > jest zapozniona, a teraz nadrabia. Cala Europa miala cud gospodarczy w latach
            > 50,60,70, tylko jedni wiekszy, a inni mniejszy.

            W wielu rejonach Hiszpanii poziom życia jest wyższy niż innych krajach UE.
            Kanary i Baleary są strefami bezpodatkowymi ( brak PIT-u ,CIT-u , ceł , niewielki
            4% VAT).Podatki i akcyza w Hiszpanii są niższe niż w UE , a zarobki porównywalne.
            Polacy wyjeżdżający na "saksy" do Hiszpanii zarabiają znacznie lepiej niż w
            Niemczech ( minimum 12 DEM za godzinę ). Sam bywałem kilkukrotnie w Hiszpanii
            i wiem , że jest znacznie lepiej rozwiniętym krajem niż jej sąsiedzi.A jak
            czytałem opisy Hiszpanii z lat 60. i 70. to wiem , że wtedy np. budownictwo
            rozwijało się bardzo szybko , podobnie przemysł a zwłaszcza motoryzacja.


            • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 30.09.01, 06:17
              Fizyk-jak to bylo z Hiszpania.
              No wiec 1936-39 to byla wojna domowa.
              Z jednej strony lewica z komunistami otrzymywala bezposrednie dostawy broni ze
              Zwiazku Radzieckiego.I to nie tylko lekkiej broni ale i ciezkiej i czolgi tez.
              No wiec Franco poprosil o pomoc UK i Francje.
              Ale oba te kraje mu odmowily pomocy.
              Zwrocil sie wtedy do Niemiec i Wloch -i dostal od nich pomoc.
              Pamietasz jak to, w polskiej historii w 1939 roku czekalismy na pomoc UK i
              Francji? Tez zesmy sie nie doczekali.
              Komuna juz zajela Madryt.To nie byly zarty to byla powazna wojna.
              Wtedy Franco przy pomocy niemieckich samolotow zbombardowal Guernice.
              I to byl przelom w wojnie-bo od tego momentu Franco zaczal przewazac.
              W czasie tej wojny 1936-39 ok 1,000,000 ludzi zginelo lub emigrowalo.
              In the 1960s and early 1970s Spain had one of the fastest growing economies in
              Europe.
              To wszystko jest z Britannici.
              Po smierci Franco reaktywowano partie komunistyczna i obalono Falange.
              Piszesz Fizyk ze ludzie glosuja na lewice -bo brak kompetentnych elit.
              No wiec odwrocmy to :kompetentnych elit jest brak bo jest lewica.
              Pisalem juz ze wygonilismy Ruskich ale mentalnosc komunistyczna pozostala.
              I na tej komunistycznej mentalnosci tworzona jest obecna Polska.
              Dlaczego po zlaczeniu Niemiec byli komunisci zostali ustawowo odsunieci od
              wladzy?
              Dlatego ze Niemcy sa madrzejsi od nas i wiedza do czego mentalnosc
              komunistyczna prowadzi.
              Naduzycia ,korupcja,lapowki-oni sie bez tego typu bodzcow ekonomicznych nie
              umieja obyc przy zarzadzaniu gospodarka.
              Maja to we krwi i dlatego komuna na calym swiecie upadla bo jest przeciwna
              zdrowej ,wolnej konkurencji.
              • Gość: MACIEJ Re: Zarobki w Polsce IP: *.proxy.aol.com 30.09.01, 06:53
                Nie obrazaj sie Fizyk na mnie i Zbigniewa,bo my to wszystko lepiej widzimy,bo
                patrzymy z zewnatrz.
                Fizyk:Elity finansowe koncentruja sie na korumpowaniu urzednikow.
                Oczywiscie ze tak,bo oni doszli do majatkow przez korupcje.
                Wlasnosci panstwowej nie mozna sprzedac obcokrajowcowi.
                No wiec obcokrajowiec daje krajanowi w lape,zeby ten kupil dla niego naprzyklad
                browary. Tu patrz Kulczyk&Kulczyk itd.
                W ten sposob krajan jest paserem dla obcego a urzad skarbowy jest pozbawiony
                dochodow.
                Dlatego kasa pusta -bo we lbie pusto.
                Przez nast 18 lat gospodarny Niemiec nie bedzie mogl konkurowac w rolnictwie z
                malogospodarnym Polakiem,bo nie bedzie mogl nabyc polskiej ziemi ornej.
                A przeciez wiesz ze jak jeden gospodarz we wsi jest lepszy od reszty to ta
                reszta go nasladuje.
                Lepper zalatwi zeby konkurencje na wsi wyeliminowac kompletnie.
                Czy wyobrazasz sobie Fizyk ze byla wlasnosc panstwowa na terenie NRD mogla byc
                sprzedana tylko bylym obywatelom NRD.No i by to zostalo zatwierdzone przez
                Bundestag,tak jak zostalo zatwierdzone w Sejmie.
                To przeciez by sie Niemcy wschodnie cofnely o nastepnych 50 lat ,zamiast
                doganiac zachodnie landy.
                Czyli glupota polskiego Sejmu poparta lapowkami "polskich" biznesmenow.
                FIZYK:Zrodla problemow sa glebsze niz piszesz"
                Widzisz Fizyk ja wiem jakie sa problemy stojace przed Polska,tylko WY ich ze
                srodka kraju nie chcecie zauwazyc.
                Gdy poziom gospodarczy i umyslowy Hiszpanow osiagnal srednia Europejska wtedy
                nie ma sie co obawiac ze ludzie beda mieli sklonnosci komunistyczne.
                Bo sklonnosci komunistyczne maja tylko biedni,ktorzy mysla ze nie ma innego
                wyjscia z sytuacji.
                Fizyk:W Polsce naprawde nie ma na kogo glosowac"
                Tu sie bardzo mylisz.
                W wyborach prezydenckich wzial udzial Balcerowicz i Hanka G-W.
                I nie mieli zadnego poparcia.
                Bo gdyby mieli poparcie to oni wlasnie utworzyliby partie na wzor Leppera i
                Olechowskiego.
                Ja tez w Polsce nie mialem poparcia i dlatego pisze do was z za Wielkiej Wody.
                My chetnie przyznajemy sie do M.Sklodowskiej ale to przeciez M.Curie dostala
                Nobla.
                A teraz zacytuje Zbigniewa:
                1-Polska zostala oddana za niewielkie lapowki obcemu kapitalowi.
                Mozna bylo dopuscic obcy kapital do przetargow na rowni z polskim-tak jak w
                Niemczech-i odbylo by sie bez lapowek i przy okazji elity finansowe nie bylyby
                skorumpowane.
                Czy to tak ciezko wziac przyklad zza miedzy?
                No bo teraz nie pozostalo nam nic innego jak wyciagnac reke do Niemcow po
                jalmuzne.
                2-Polacy placa(wysokie)podatki hamujace rozwoj.
                Popatrz na pkt 1 i sam sobie od[powiedz: skad ma byc kasa?
                3-Obciecie socjali prowadzi do wzrostu inicjatywy prywatnej.
                Nie ma wiekszej prawdy niz to stwierdzenie.Ale do tego tez potrzebne jest
                spojrzenie z zewnatrz.
                Wolny rynek Fizyk -to jest wolny przeplyw kapitalu.
                I tego nie ma w Polsce.
                Bo kapital przeplywa miedzy swoimi po uprzedniej lapowce.
                I tak oto komuna ksztaltuje brak kompetentnych elit i skorumpowanych urzednikow.
                Bo jesli mozna cos zrobic za pensje lub za pensje z lapowka,to to drugie daje
                wiekszy dochod przy tych samych podatkach.
                • Gość: *** Re: Zarobki w Polsce IP: 213.25.31.* 29.10.01, 13:14

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka