Gość: Kagan
IP: *.vic.bigpond.net.au
22.10.02, 13:02
We WPROST raz po raz ukazuja sie artykuly nawolujace do zostawienia
upadajacych przedsiebiorstw przemyslowych samym sobie. Argument jest taki,
ze ratowanie owych miejsc pracy jest tak kosztowne, ze nie ma sensu, i ze
taniej byloby np. wyplacic stoczniwocom Szczecinskim wysokie odszkodowania
("po Mercedesie").
Pozornie wyglada to dosc slusznie, bo po co wyrzucac pieniadze podatnikow na
uratowanie tych kilku tysiecy miejsc pracy w upadajacej stoczni?
Ale przyjrzyjmy sie calej sytuacji. Stocznia sie zamyka, zalozmy ze 5 tys.
stoczniowcow traci prace. Oczywiscie, zmniejszaja sie zaraz obroty sklepow w
osiedlach gdzie mieszkaja stoczniowcy, a wkrotce tez i w sklepach
srodmiejskich. Subiekci traca prace. Z kolei traca prace pracownicy hurtowni,
a pozniej pracownicy dostawcow, az do rolnikow (zywnosc) i gornikow
(nosniki energii) wlacznie. Lekko liczac conajmniej drugie tyle,
czyli ze nie 5, a prawie 10 tys. traci prace.
Ale przeciez stocznia to jedna wielka montownia! Traca wiec prace robotnicy
Cegielskiego i setek innych kooperantow: od hut (blachy) po rzeznie
(skorzane meble do kabin oficerskich). Lekko liczac: stocznia zatrudniajaca
5 tys. pracownikow daje wiec prace conajmniej 20 tys., jak nie wiecej
ludziom. Nalezy wiec dobrze sie zastanowic, zanim sie ja porzuci na
pastwe losu...
Kagan