Dodaj do ulubionych

"zasługi" Balcerowicza

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.06, 00:20
poczytajcie POmroczni
www.naszawitryna.pl/ksiazki_140.html
Obserwuj wątek
    • Gość: olo Re: "zasługi" Balcerowicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.06, 00:36
      spadaj cieniasie
      • Gość: poczytaj Re: "zasługi" Balcerowicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.06, 01:27
        Geniusz czy pilny uczeń?

        Być może jednak Leszek Balcerowicz nie był aż tak genialny i nie odkrył niczego
        nowego. Może po prostu był pilnym uczniem i zastosował sposoby już gdzie
        indziej sprawdzone? Oto fragmenty artykułu Dariusza Witolda Kulczyńskiego,
        inżyniera kanadyjskiego. Opublikowano go w piśmie Nowy Kurier w Kanadzie, na
        przełomie maja i czerwca 1991, pt.

        Nie szukaj mnie w Argentynie, czyli nasza apokalipsa

        W latach siedemdziesiątych w Argentynie rządziła junta militar. Rządy
        pułkowników były gorąco wspierane przez Stany Zjednoczone, rzekomo z powodów
        politycznych tj. aby nie powtórzył się tam jakiś nowy Allende - marksista. Poza
        kilkudziesięcioma lub kilkuset tysiącami "disaparecidos" (tych, którzy zniknęli
        tj. osób zamordowanych w więzieniach politycznych) z Argentyny zniknęło 25
        miliardów dolarów USA - tyle właśnie wynosił dług Argentyny po
        zakończeniu "rządów pułkowników". Mimo wysiłków Alfonsina, a potem Menema, dług
        Argentyny wzrósł do 40 miliardów na skutek hiperinflacji i niemożności
        spłacenia odsetek. Dlaczego Argentyna, w latach pięćdziesiątych jeden z
        zamożniejszych krajów świata, nie była w stanie spłacić długu? Przede wszystkim
        dlatego, że w latach siedemdziesiątych stanęło mnóstwo fabryk i produkcja
        rodzima została zastąpiona importem. Zbankrutowała fabryka argentyńskiego fiata
        125, bo taniej było sprzedawać fordy i mercedesy. Na wolnym rynku wymiany walut
        w Argentynie, na skutek ogromnej podaży, dolar amerykański osiągnął bardzo
        niska cenę. Było to wynikiem bardzo wysokiego procentu bankowego (rzędu 30-40%
        w skali rocznej) na argentyńskie PESO w bankach argentyńskich. Tak wysoki
        procent uniemożliwiał firmom argentyńskim zaciąganie kredytu inwestycyjnego.
        Wysoki procent bankowy, który miał ograniczyć szalejąca inflację zamiast
        normalnej działalności inwestycyjnej i produkcyjnej pobudził zupełnie inny
        rodzaj aktywności gospodarczej. Całymi wagonami (w przenośni, oczywiście)
        przywożono do Argentyny dolary, wymieniano na PESO, wpłacano do banku, po
        pewnym czasie podejmowano wkład i zarobione odsetki, kupowano dolary i wywożono
        z Argentyny. Był to "wspaniały okres". Rynek argentyński był otwarty
        dla "inwestorów" zza granicy. W warunkach silnej recesji każdy, kto chciał
        założyć firmę w Argentynie, był witany jak przysłowiowy król. Powstało więc
        szereg firm, których jedyna działalnością była spekulacja i jej legalizacja.
        Legalizacja polegała na zwolnieniu zysku bankowego od podatku, który i tak był
        niski, oraz załatwieniu transferu zysku za granicę. Często zysk dolarowy był za
        granica wymieniany na towary, których cena wskutek wysokiej inflacji połączonej
        ze stałą wartością dolara, była w Argentynie kilkakrotnie wyższa. Zysk dolarowy
        również "inwestowano" w Argentynie, kupując za dolary nieruchomości od tych,
        którzy wiedzieli, że jak najbardziej wolnorynkowa cena dolara jest sytuacją
        sztuczną, spowodowaną przejściowo wysokim oprocentowaniem Peso. Ludzie ci
        wiedzieli, że kiedy zacznie się obniżać procent bankowy, aby umożliwić
        zaciąganie normalnych kredytów na cele inwestycyjne przez przedsiębiorstwa, to
        spadnie podaż dolara i jego cena gwałtownie wzrośnie, i wszystko się
        sprawdziło. Kiedy obniżono procent bankowy, Argentyna była
        całkowicie "odciągnięta" z dewiz, nastąpił ogromny skok wartości dolara, co w
        gospodarce tak bardzo uzależnionej od importu spowodowało z kolei
        hiperinflację. 40 miliardów dolarów długu przypomina Argentynie do dziś o
        latach siedemdziesiątych. Peso zastąpiono nową walutą Australem (Austral-
        południowy), lecz inflacja postępuje nadal. Warto zauważyć, że
        powyższy "przypadek Argentyny" wydarzył się w normalnej, niegdyś kwitnącej
        gospodarce kapitalistycznej.

        A w Polsce ...?

        Według Planu Balcerowicza cena dolara wynosi od stycznia 1990 około 10 000 zł.
        Procent bankowy wahał się od 40% do 80% rocznie w różnych okresach. Pytania,
        które chcielibyśmy postawić ministrowi finansów;

        l. Ile złotych wypłaciły polskie banki jako procent od stycznia 1990 do chwili
        obecnej? (Suma ta podzielona przez 10 000 wyznaczy górna granicę ilości
        dolarów, które Polska straciła w tym okresie i która odzwierciedli się w
        postaci wzrostu zadłużenia, wzrostu ceny dolara i wzrostu stopy inflacji po
        zakończeniu utrzymywania wysokiego procentu bankowego).

        2. Jaka będzie stopa opodatkowania zysku bankowego? (Wysoka stopa podatkowa na
        dochód bankowy z procentu mogłaby zapobiec "scenariuszowi argentyńskiemu").

        3. Jaka była kontrola graniczna (Która mogłaby ograniczyć wywóz
        dolarów "wprost" przez prymitywnych "drobnych inwestorów" lub "turystów" z
        Zachodu)? Co miało zapobiec potencjalnemu wywozowi pieniędzy? Kto mógł zarobić
        na wysokim procencie bankowym i niskim kursie dolara?

        Odpowiedź brzmi: absolutnie każdy, w praktyce ten, kto miał pieniądze.
        Najbardziej zaś zarobić mogli ci, którzy wiedzieli, że procent w bankach
        polskich w danym okresie pozostanie wysoki. Gdyby na przykład taki pan Jeffrey
        Sachs nie miał skrupułów, to przyjeżdżając do Polski i inwestując na wysoki
        procent w złotówce, a potem realizując zysk w dolarach mógłby stać się
        milionerem. Ja nie mam podstaw, żeby twierdzić, że ktoś o znanym nazwisku
        zarobił w Polsce na spekulacji walutowej, ale pytania do ministra finansów,
        które podałem powyżej pozwolą ustalić rozmiar ewentualnej straty oraz
        mechanizmy, które takiej stracie miały zapobiec.

        Scenariusz argentyński udoskonalony

        Oczywiście, nie możemy podejrzewać, żeby dr Leszek Balcerowicz, uczony z
        Harvardu, i jego jeszcze bardziej uczony kolega, prof. Jeffrey Sachs nie
        wiedzieli o "scenariuszu argentyńskim"! Oni go tylko nieco udoskonalili, aby
        rabunek Polski był szybszy i bardziej efektywny. Jak pisze p. Kulczyński, w
        Argentynie procent bankowy wahał się od 30 - 40%. W znowelizowanej metodzie
        Balcerowicz - Sachs procent ten podniesiono do 80%, a nawet więcej. Nie wiemy
        też niczego o tym, żeby istniała w Argentynie równie "poręczna" instytucja jak
        FOZZ. Dlatego dopóki nie odkryjemy jakiegoś zagranicznego pierwowzoru FOZZ, to
        będziemy uważali, że jest to oryginalny "polski" wkład do znanych gdzie indziej
        technik zorganizowanego ograbiania bezbronnych społeczeństw i krajów. W wolnym
        polskim parlamencie, przy trzecim już naszym niekomunistycznym rządzie, nie
        toczy się debata nad katastrofalnymi skutkami zastosowania Scenariusza
        argentyńskiego w warunkach polskich. Sprawy, które dla zwykłego przechodnia na
        ulicy są widoczne gołym okiem, jakoś umykają uwadze naszych posłów i senatorów.
        Zadajemy sobie pytanie: Wiedza? Zdają sobie sprawę? Czy też zajęci walką o e
        t o s nie maja o niczym pojęcia? Jako prawdziwi humaniści nie maja głowy do
        rachunków?

        Niech nam nie mówią, że nie wiedzieli

    • Gość: he he he Re: "zasługi" Balcerowicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.06, 01:38
      dokładam
      republika.pl/pieniadz/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka