Dodaj do ulubionych

Plan dosp. rzadu - belkot ekonomicznych imbecyli

IP: 194.106.125.* 29.01.02, 14:45
Takiej bzdury dawno nie czytalem. Polaczenie programu gospodarczego lansowanego
przez Trybune i Samoobrone. Inwestycje i wydatki panstwa przez przymusowa
alokacje srodkow prywatnych np OFE. Co doprowadzi do katosatrofy? Oczywiscie
nie roznace wydatki rzadu (1% plus inflacja czyli realny wzrost) ale RPP i
stopy procentowe. Brak im odwagi przyznac, ze stopy procentowe maja spadnac nie
po to aby obnizyc koszt kredytu dla przedsiebiorstw, ale koszt finansowania
dlugu publicznego.
Obserwuj wątek
    • cesar01 Re: Plan dosp. rzadu - belkot ekonomicznych imbecyli 29.01.02, 15:50

      alez oczywiscie wszystkie te inwestycje beda strasznie efektywne i efektowne.
      Moze i tak przewyzsza swojego guru sp. tow. Gierka.

      God bless Poland!
    • Gość: druid Re: Plan dosp. rzadu - belkot ekonomicznych imbecyli IP: 212.244.191.* 29.01.02, 16:42
      jakos tak od poczatku reformy systemu emerytalnego to wszystko smierdzialo...

      pomyslalem sobie, ze troche poczekam, zanim zaczne placic ZUS, bo jakos tak
      nauczony doswiadczeniem nie ufam socjalistom (zarowno tym laickim jak i tym
      katolickim) i nniestety wyszlo na moje

      szkoda mi tylko tych, biednych ludzi, ktorzy nie mieli wyboru i musza placic
      ZUS i na OFE
    • Gość: druid Male "conieco" IP: 212.244.191.* 29.01.02, 23:00
      No i mamy nowy rekord (i nie jest to bynajmniej rekord Adama Małysza) - zgodnie
      z opublikowanym za grudzień 2001 r. raportem GUS bezrobocie osiągnęło w Polsce
      17,4 procent. To najwyższy wskaźnik od 1989 r., a więc od roku, który wielu
      Polaków uznaje za symboliczne przejście od dawnego systemu komunistycznego do
      gospodarki wolnorynkowej.


      Nic nie wskazuje, że wzrost bezrobocia miałby się zatrzymać pod rządami SLD.
      Wprost przeciwnie - eksperci oceniają, iż sytuacja na rynku pracy

      JESZCZE BARDZIEJ SIĘ POGORSZY.

      Mówi się o tym, że w niedługim czasie bezrobocie wzrośnie do wysokości 18
      procent, a potem nawet 19 i 20 procent. O skali tego niekorzystnego zjawiska
      świadczy fakt, że dotknęło ono swym zasięgiem także te miejsca w kraju (np.
      Poznań), które do tej pory były omijane przez złą koniunkturę i gdzie odsetek
      ludzi pozostających bez pracy znajdował się na poziomie higienicznym. W ciągu
      ostatniego roku największy wzrost bezrobocia (o 23 procent!) wystąpił w
      tradycyjnie przedsiębiorczej Wielkopolsce. Czy potrzeba wymowniejszego dowodu,
      by stwierdzić, że sytuacja w kraju jest fatalna?

      Bezrobocie nie wzięło się z niczego. Jest żelazną konsekwencją wprowadzania z
      premedytacją przez kolejne ekipy rządzące rozwiązań, które są zabójcze dla
      gospodarki. To ludzie obecnej klasy politycznej - od SLD poprzez PSL i UW aż do
      tzw. centroprawicy z AW"S" pochowanej dziś w PO, PiS czy SKL-RNP są
      odpowiedzialni za to, że 3 mln 100 tys. ludzi pozostaje dziś bez pracy.

      To pod adresem obecnej klasy politycznej należy słać oskarżenia o nałogowe
      wręcz podwyższanie w Polsce podatków - i nie ma znaczenia, czy jest to wynikiem
      realizacji własnych pomysłów, czy też pomysłów Brukseli (warto przypomnieć, że
      bezrobocie w Unii Europejskiej wynosi kilkanaście procent, więc nie jest ona
      dla Polski żadną pożądaną alternatywą; w USA - mimo recesji - bezrobocie wynosi
      kilka procent!).

      To obecna klasa polityczna jest odpowiedzialna za stałe podnoszenie kosztów
      pracy (bajoński ZUS, odprawy i inne świadczenia, np. za 35 dni chorobowego),
      utrzymywanie kodeksu pracy z jego sztywnymi regułami, które - zgodnie z
      oczekiwaniami naiwnych obrońców "świata pracy" - zamiast służyć zatrudnionym,
      są z gruntu antypracownicze i wydatnie przyczyniają się do wzrostu bezrobocia.

      To obecna klasa polityczna nieustannie hołubi związki zawodowe (i te z lewicy,
      np. OPZZ, i te z tzw. prawicy, np. "Solidarność"), których działalność, koniec
      końców, owocuje psuciem rynku pracy oraz utrzymuje rozbudowany, plajtujący
      system socjalnych zabezpieczeń (np. płaca minimalna).

      To obecna klasa polityczna jest odpowiedzialna za wzrost biurokracji, duszenie
      przedsiębiorczości (zwyciężają układy, na które podobno nie ma rady) i marny
      wzrost produktu PKB na poziomie 0,5-1 procent, czy wręcz gospodarczą stagnację.

      Co gorsza - obecna klasa polityczna
      OKŁAMUJE LUDZI,
      twierdząc, że budujemy w Rzeczypospolitej gospodarkę wolnorynkową, podczas gdy
      tak naprawdę naszej gospodarce aplikuje się interwencjonizm i totalnie
      skompromitowane rozwiązania socjalistyczne. Jest to o tyle niebezpieczne, że
      przeciętny Polak kojarzy istnienie "owego" wolnego rynku z rosnącym
      bezrobociem. Automatycznie wyrabia sobie zdanie, że wolny rynek jest czymś
      złym, wrogim, niebezpiecznym, niepożądanym, z czym - być może - należy nawet
      walczyć. Byłby to wielki sukces lewicy, której udałoby się zniszczyć kolejne po
      np. "kapitalizmie" wyrażenie, jakim jest "wolny rynek".

      Do tej pory co miesiąc przybywa w Polsce ok. 30 tys. nowych bezrobotnych. Rząd
      SLD-UP-PSL, podobnie jak dawniej AW"S"-UW, bije oczywiście na alarm i deklaruje
      realizację - któregoś tam już z rzędu od 1989 r. - programu w celu "tworzenia
      nowych miejsc pracy". Ale czerwono na białym widać, że im bardziej kolejny rząd
      angażuje się w "tworzenie nowych miejsc pracy" tym bardziej "starych miejsc
      pracy" ubywa.

      Wśród najnowszych pomysłów na przeciwdziałanie bezrobociu, o jakich przebąkuje
      rząd Millera, znajduje się nowelizacja kodeksu pracy. Ten wysoce

      ANTYPRACOWNICZY DOKUMENT,

      będący chlubą związków zawodowych, owocuje w praktyce tym, że już nie tylko
      małe i średnie, ale również duże przedsiębiorstwa boją się dziś zatrudniać
      ludzi. SLD zapowiada liberalizację kodeksu pracy. Pytanie tylko jak zamierza to
      uczynić, skoro - deklaruje jednocześnie - najpierw muszą się w tej sprawie
      porozumieć pracodawcy i związki zawodowe. Mamy przy tym kolejny dowód, iż prawo
      w Polsce zamiast służyć jednostkom (indywidualnym pracodawcom i indywidualnym
      pracownikom), służy określonym środowiskom, w tym wypadku zrzeszeniom
      pracodawców i związkom zawodowym.

      W sprawie kodeksu pracy murem stoją i "Solidarność", i OPZZ. Na ostatnim
      zjeździe "Solidarności" szara eminencja rządu AW"S" Marian Krzaklewski z dumą
      wymieniał wśród swoich sukcesów udaną obronę kodeksu pracy. Obecny rząd jest po
      części zakładnikiem OPZZ, którego ambicją również będzie udana obrona kodeksu
      pracy. Tym bardziej że teraz to związkowcy z OPZZ czują na sobie oddech
      związkowców z "Solidarności", którzy mogą znacznie swobodniej prezentować się
      jako autentyczni obrońcy "klasy pracowniczej".

      Jeśli nawet uda się przeprowadzić poboczne zmiany, to na pewno nie będzie
      akceptacji odnośnie naruszenia samej istoty sposobu zatrudniania pracownika.
      Mianowicie ani ludzie OPZZ, ani ludzie "Solidarności", ani innych związków
      zawodowych czy partii politycznych nie zgodzą się na rezygnację z zatrudniania
      ludzi w oparciu o umowę o pracę na podstawie kodeksu pracy, na rzecz
      wprowadzenia możliwości zatrudniania w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego.
      Taka zmiana byłaby
      REALNYM DZIAŁANIEM
      na rzecz uczynienia polskiego rynku pracy prawdziwie elastycznym i uwolniłaby
      pracodawców (i w efekcie samych pracowników) od dobijającego ich dzisiaj bagażu
      socjalnych obciążeń. Zmiana byłaby również jednym z najważniejszych
      katalizatorów zmniejszających bezrobocie, mimo że potencjalnie wielu
      pożytecznych idiotów protestowałoby przeciwko wprowadzeniu takiego rozwiązania.

      Jak bowiem dzisiaj bronią się pracodawcy (by przetrwać na rynku i nie
      splajtować) przed "dobrodziejstwami pracowniczego inwentarza", który winduje
      koszty pracy (i prowadzenia działalności gospodarczej) do niebotycznym
      rozmiarów? Ano poniekąd uczą dotychczasowych pracowników tego, ile kosztują
      socjalne "korzyści" narzucane przez kodeks pracy "wrednym" pracodawcom,
      zmuszając ich do zakładania własnych jednoosobowych firm.

      Proszę bardzo, jesteś budowlańcem, kierowcą, dziennikarzem czy sprzątaczką -
      zostań właścicielem, dyrektorem i pracownikiem w jednej osobie swojej własnej,
      jednoosobowej firmy... budowlanej, przewozowej, edytorskiej czy sprzątającej.
      Możesz wówczas świadczyć usługi innym firmom, a nawet zatrudniać u siebie
      pracowników. Z jedną istotną różnicą. Teraz to ty poczujesz na własnej skórze i
      we własnej kieszeni, co znaczy samemu opłacić sobie ZUS i inne świadczenia
      wymagane przez państwo "dla twojego dobra", co znaczy wypłacić sobie
      wynagrodzenie podczas chorobowego i zaległe "trzynastki", co znaczy wypłacić
      sobie odprawę będącą wielokrotnością zarobków z ostatniego miesiąca, co znaczy
      kontakt z urzędniczą biurokracją, co znaczy praca dłuższa niż osiem godzin w
      celu rozbudowy własnej firmy, co znaczy samodzielne uiszczanie podatków.

      Po takiej kuracji wstrząsowej w sposób radykalny zmienia się optyka - nagle
      otwierają się oczy i widać bardzo dokładnie, gdzie leżą realne przyczyny
      rosnącego bezrobocia. Problem w tym, że wciąż jeszcze za mało Polaków owej
      kuracji wstrząsowej zaznało"

      www.nczas.com/?a=show_article&id=202
    • Gość: andrzej Re: Plan dosp. rzadu - belkot ekonomicznych imbecyli IP: 213.241.2.* 30.01.02, 09:44
      Prosze nie obrazac imbecyli
      • Gość: Kwasek Re: Plan dosp. rzadu - belkot ekonomicznych imbecyli IP: 10.0.100.* 30.01.02, 11:06
        Ale jak tym tępym Polaczkom przemówić do rozsądku. Odebrać prawa wyborcze?
    • Gość: zx Błędna strategia rozwoju Polski? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 22:58
      Artykuł z Rzeczypospolitej/

      Koniec świata robotników

      Witold Gadomski 04-01-2002

      Polskie elity odpowiadają na pytania coraz mniej aktualne i znajdują odpowiedzi
      coraz mniej skuteczne. Politycy usiłują doraźnie rozwiązać problemy wbrew
      trendom, które w ciągu najbliższych 30 lat zmienią światową gospodarkę i
      stosunki międzyludzkie - pisze Witold Gadomski

      Wiek XX pożegnaliśmy już przed rokiem, ale wiek XXI tak na dobre jeszcze się
      nie zaczął. Minie jeszcze kilka lat, zanim przyzwyczaimy się, że wyrażenie "w
      ubiegłym wieku" oznacza "w wieku XX", a wiek XXI to nie futurologia, ale szara
      rzeczywistość. I miną kolejne lata, nim dostrzeżemy głębokie zmiany i
      powiemy: "W XX wieku to byłoby nie do pomyślenia".

      Nie ma za to żadnej wątpliwości, że wiek XX był stuleciem wyjątkowym w historii
      naszej cywilizacji. Zmiany, jakie w ciągu stu lat zachodziły, były tak szybkie
      i głębokie, że nieuchronnie prowadziły do zerwania ciągłości
      międzypokoleniowej. Wiedza wyniesiona z domu i przekazywany z pokolenia na
      pokolenie majątek były niezbędnym wyposażeniem młodego człowieka, który
      opuszczał dom, by założyć rodzinę. Zmiany w technice były tak powolne, że z
      pokolenia na pokolenie niezauważalne. To samo dotyczyło rzemiosła, kupiectwa,
      mieszczaństwa. Wiek XX tę sztafetę pokoleniową przerwał. W ostatnich stu latach
      każde pokolenie żyło niemal w zupełnie innym świecie. Nie ma powodu, by sądzić,
      że wiek XXI będzie pod tym względem inny. Nie chodzi bynajmniej tylko o nowe
      wynalazki, które zmienią nasze życie, tak jak w ostatniej dekadzie zmieniły je
      komputer, internet, telefon komórkowy, telewizja satelitarna. Zmieni się nasza
      praca i instytucje, które nas otaczają - łącznie z państwem; zmienią się firmy,
      wykonywane przez nas zawody, sposoby sprzedawania i kupowania towarów. Zmienią
      się także nasze marzenia.

      Polska od 12 lat znajduje się w głównym nurcie rozwoju cywilizacyjnego. Znikły
      bariery odgradzające nas od Zachodu, gdzie w ostatnich dekadach ub. stulecia
      dokonywały się skokowe zmiany w technologii i organizacji gospodarki. Polska
      dokonała dwóch skoków. Pierwszy pozwolił nam znaleźć się w gronie krajów
      wolnych, demokratycznych, chłonących zmiany w dziedzinie techniki, technologii
      i organizacji. Drugiego skoku dokonujemy razem z resztą świata. Dziś Polska
      podąża tą samą drogą, co kraje bogate. Zjawiska, które dziś następują w Ameryce
      i Europie Zachodniej, jutro dotrą do nas. Niektóre z nich budzą nadzieję, inne
      niepokój. Nie unikniemy ani jednych, ani drugich.

      Czy warto się zastanawiać nad tym, jaki będzie przyszły świat? Czemu nie!
      Należy się tylko wystrzegać dwóch pułapek - czystej futurologii, czyli pomysłów
      bardziej literackich niż naukowych, oraz prostej ekstrapolacji dotychczasowych
      trendów. Pomysły futurologów sprzed 20 czy 30 lat budzą dziś uśmiech
      politowania, podobnie jak prognozy PRL-owskich ekonomistów zastanawiających
      się, ile to węgla i stali produkować będziemy w roku 2000.

      Raj utracony

      Paradoksem krajów, które wydobyły się przed 12 laty z komunizmu, jest to, że
      zbiegło się to z bardzo dynamicznymi przemianami następującymi w całym świecie.
      Otwarte jest pytanie, na ile te dwa procesy - demokratyzacji Wschodu i przemian
      techniczno-organizacyjnych Zachodu - są ze sobą powiązane i wzajemnie się
      wzmacniały. Z pewną przesadą można powiedzieć, że jednocześnie załamały się dwa
      systemy gwarantujące jako taką stabilizację - komunizm i zachodnie państwo
      opiekuńcze korzystające z bogactwa wytwarzanego dzięki gospodarce rynkowej i ze
      sprawnej, kontrolowanej demokratycznie administracji państwowej. Walcząc z
      komunizmem, wyobrażaliśmy sobie, że zostanie on zastąpiony przez konkurencyjny
      system - stabilny kapitalizm, którego mechanizmy są znane od stu lat. Było
      bezpiecznie i ubogo, miało być bezpiecznie i bogato. Tymczasem jest bardziej
      bogato, ale wciąż jesteśmy niepewni, w którą stronę zmierzamy. Tradycyjny
      kapitalizm właśnie odchodzi w przeszłość. Na jego miejsce przychodzi coś, czego
      kształtu jeszcze do końca nie znamy i co nazywamy różnie - kapitalizmem
      globalnym, kapitalizmem trzeciej fali lub "pokapitalizmem". Nie jest to
      mieszanina komunizmu i wolnego rynku, niektóre cechy tradycyjnego kapitalizmu
      są teraz raczej wzmacniane niż osłabiane - rynek staje się bardziej
      konkurencyjny, dostęp do niego łatwiejszy (choćby dzięki internetowi), maleje
      wpływ państwa narodowego i tożsamości narodowej w obrocie gospodarczym.

      W pewnym sensie sytuacja przypomina koniec wieku XIX - z brakiem ingerencji
      państwa w gospodarkę, silną konkurencją, ze znacznymi przepływami kapitału
      międzynarodowego. Ale to podobieństwo też jest złudne. Kraje Zachodu obciążone
      są kosztownym bagażem państwa opiekuńczego, które coraz gorzej spełnia funkcje,
      do których się zobowiązało, ale które wciąż cieszy się poparciem znacznej
      części elektoratu.

      Dokąd w tej sytuacji ma zmierzać Polska i inne kraje pokomunistyczne, a także
      kraje zaliczane do grupy rynków wschodzących? Czy naśladować państwa
      opiekuńcze, które właśnie są w przeddzień zmieniania skóry, czy też próbować
      dołączyć do głównego dziś trendu światowego, który najpełniej ujawnia się w
      Stanach Zjednoczonych? To są być może najważniejsze pytania, które powinny
      stawiać elity odpowiedzialne za przyszłość Polski. Tymczasem kolejne rządy
      zajmują się niemal wyłącznie doraźną polityką. Odpowiadają na pytania dnia
      wczorajszego, pytania coraz mniej aktualne i znajdują odpowiedzi nieskuteczne.
      To wynika nie tyle z braku kompetencji i niskich kwalifikacji urzędników, ile z
      horyzontu, który polityków ogranicza. Liczy się dziś, najwyżej jutro, liczą się
      najbliższe wybory i sondaże opinii publicznej. Brakuje refleksji dotyczącej
      kierunku przemian, modelu demokracji i rynku, który się u nas kształtuje. A co
      najważniejsze - politycy usiłują doraźnie rozwiązać problemy wbrew trendom,
      które w ciągu najbliższych 30-40 lat zmienią światową gospodarkę i stosunki
      międzyludzkie. Zachowują się jak niedoświadczony strzelec, który próbuje trafić
      w tarczę, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma przed sobą ruchomy cel.

      Stary mędrzec

      Zgadywanie przyszłości nigdy nie jest oparte na ściśle naukowych podstawach.
      Potrzeba dużej intuicji, by odróżnić w dzisiejszej rzeczywistości zalążki
      zjawisk ważnych, które będą wywierać istotny wpływ na przyszłość. Nie możemy
      jeszcze stwierdzić, czy sztuka ta udała się Peterowi Druckerowi, który przed
      kilkoma tygodniami opublikował w tygodniku "The Economist" esej "Następne
      społeczeństwo". Ale o tezach, które ten guru naukowego zarządzania postawił,
      warto dyskutować.

      Życie 92-letniego Druckera jest najlepszą egzemplifikacją głębokich przemian,
      jakie przyniósł wiek XX. Urodzony w Wiedniu, stolicy monarchii austro-
      węgierskiej, studiował w latach 30. we Frankfurcie i pracował jako dziennikarz
      w niemieckich gazetach w czasach republiki weimarskiej. Wyemigrował do Anglii,
      a potem do Stanów Zjednoczonych jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy.
      Pracował jako konsultant doradzający korporacjom i bankom, a od 1950 roku przez
      22 lata jako profesor zarządzania na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Został uznany
      za guru menedżerów dzięki licznym książkom, w których nie stronił od
      filozoficznych uogólnień i tez dotyczących nowych trendów w gospodarce,
      zarządzaniu, strukturze firm, stosunków między podmiotami zaangażowanymi w
      gospodarkę. Nawet jeśli czasami analizuje stan makroekonomii, zawsze punktem
      wyjścia są zjawiska zachodzące w mikroskali - cele stawiane menedżerom,
      motywacja do pracy pracowników, innowacje techniczne i organizacyjne. Jego
      najbardziej znane książki to: "Koniec człowieka ekonomicznego", "Nowe
      społeczeństwo", "Koncepcja korporacji", "Praktyka zarządzania", "Technologia,
      zarządzanie, społeczeństwo", "Zarządzanie w burzliwych czasach". Drucker
      analizował zjawisko powstania i rozwoju korporacji, stosunki między
      właści

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka