ani_ja_ni_ty
26.05.06, 16:57
Frapuje mnie określenie "biegła znajomość języka x i/lub y", tak częste zarówno w ogłoszeniach potencjalnych pracodawców jak i szukających pracy. Uważam, że jest ono nadużywane. Biegłość językowa to dla mnie osobiście poziom native'a, ew. absolwenta/studenta ostatnich lat filologii. Wszystko poniżej - tj. poziom np. CAE z angielskiego - to tylko bardzo dobra. DOchodzi jednak do takich absurdów, że poszukując pracy jest się niejako zmuszoną wpisać "angielski - biegła", żeby nie zostać odrzuconą na dzień dobry.
Moim zdaniem pracodawcy powinni określać np. "wymagany poziom - min.CAE" Co o tym sądzicie?