Gość: andrzej
IP: *.chello.pl
23.02.02, 02:36
Problemy polskiej służby zdrowia rozwiążą się
nieprędko. Przyczyną, na którą mało kto zwraca uwagę,
jest kształtowana przez lata spaczona mentalność
polskich pacjentów. Kształtowana przez nich samych,
ale również przez media. Również przez władze, którym
ta mentalność - niezależnie od opcji politycznej
- zawsze była, jest i będzie bardzo na rękę.
Przepraszam Allegrę, że będę ją cytował ponad miarę,
ale niechcący stała się ona wyrazicielem tej
mentalności.
W jednym z wątków Allegra pyta:
"Jaki sposob wynagradzania lekarzy duzymi pieniedzmi
jest Twoim zdaniem uczciwy (...) i jakiego rzedu to
powinny byc sumy, zeby mozna je bylo okreslic mianem
"uczciwe wynagrodzenie"? Na ile potrafisz wycenic
ludzkie zycie i zdrowie?"
Ostatnie pytanie było prowokacją, może nieświadomą,
ale prowokacją. Jeden z internautów dał się
sprowokować i podał cennik amerykański.
Allegra jakby tylko na to czekała:
"Prawdopodobnie czlowiek, ktory stanalby przed
koniecznoscia zaplacenia calym swoim majatkiem za
przyszycie reki dziecku, nie wahalby sie ani chwili..
Tylko czy lekarz ma prawo wykorzystywac noz na gardle,
zeby wydrenowac do samego konca mozliwosci finansowe
pacjenta? Owszem, ma. Najlepszym dowodem jest cennik
dolarowy zacytowany w poscie obok.."
Czyli z jednej strony Allegra sama sobie odpowiada, że
za ludzkie zycie i zdrowie właściwie nie ma ceny. Ale
zaraz w następnym zdaniu z typową dla mentalności
polskiego pacjenta demagogią przedstawia lekarza jako
hienę czyhającą tylko na okazję, żeby obłupić pacjenta
ze skóry. A hieną można się tylko brzydzić. I
bezkarnie mówić, że nie tyle zapłaciło się za bezcenną
usługę, ile zostało się obłupionym ze skóry.
Bo z jednej strony życie i zdrowie to wartości
bezcenne, ale z drugiej strony każdemu się NALEŻĄ.
Dlatego najlepiej byłoby, gdyby lekarze w ogóle nie
żądali zapłaty za swoje usługi. Jakiś czas temu TVN
rozdmuchała sprawę szpitala, który nie chciał wydać
karty zgonu bodajże żonie pacjenta nieubezpieczonego,
ponieważ nie chciała ona pokryć kosztów leczenia.
Kobieta była oburzona, że szpital nie chce wydać karty
zgonu, gdy ona opłaciła już pogrzeb. Proszę zwrócić
uwagę: dla tej żony (dla redaktorów TVN zresztą też)
było oczywiste, że musi ona zapłacić firmie
pogrzebowej. Ale jeszcze bardziej było dla niej
oczywiste, że szpitalowi nic się nie należy.
Czyli lekarze to po prostu durnie, którzy nie
wiedzieli, w co się pakują. Jak ja lubię czytać te
mądrości, że nikt nikogo nie zmuszał do bycia
lekarzem. I tym durniom (lekarzom) nie przyszło do
głowy, że LUDZIOM NIC SIĘ NIE NALEŻY - Z WYJĄTKIEM
ZDROWIA I ŻYCIA. Nawet mieszkanie się nie należy. Nie
nazywamy przecież hienami tych, którzy żądają od nas
horendalnych sum za byle jaką klitkę, wykorzystując
głód mieszkań.
Co więcej: należy nam się tylko od lekarzy W POLSCE.
Ile razy się czyta, że ktoś zbiera na ciężką operację
za granicą, która kosztuje majątek. Niebagatelną część
tych kosztów stanowią honoraria lekarzy. Nikt tego
jednak nie kwestionuje, nie oburza się, nie mówi o
hienach. Jeśli nie uda się zebrać pieniędzy i nastąpi
śmierć, nikt nie obrzuca tamtych lekarzy wdzięcznym
epitetem MORDERCY, którym tak lekko i nad wyraz hojnie
obdarowywani są nasi lekarze.
A jaka jest rola mediów w kształtowaniu tej
mentalności? Jakiś czas temu w GW nieoceniona p.
Cichocka komentując narzekania lekarzy, że zarabiają
mniej niż sekretarka w kasie chorych, zauważyła
przytomnie, że kasa chorych zajmuje się czym innym niż
lekarze, mianowicie pieniędzmi, i dlatego nie powinno
dziwić, że zarobki tam są inne (tzn. większe). Czy,
Szanowny Pacjencie, nie myślisz podobnie? Że byle
dupkowi od liczenia pieniędzy, na dzień dobry, zaraz
po studiach, należy się pensja, o której lekarz, który
w ciągu dwudziestu lat uratował tysiące ludzi, może
tylko pomarzyć? Bo przecież liczenie pieniędzy
to wielka odpowiedzialność. Większa niż
odpowiedzialność lekarza? Jeśli tak, to znaczy, że
pieniądze są jednak ważniejsze niż zdrowie i życie i
nie wymagaj w takim razie, żeby lekarz uważał inaczej.
Tu dygresja - skoro jesteśmy przy kasach chorych.
Allegra oburzyła się, gdy napisałem, że pacjenci
chcieliby się leczyć za darmo. Ładne mi "za darmo"!
Płacimy przecież składkę. Ktoś już odpisał, że składki
pożerają urzędasy w kasach chorych. Resztki ze stołu
przeznaczają na leczenie, a ponieważ resztek jest
mało, ustalają limity. Pacjenta, który płaci składkę,
nie obchodzi, że limit się skończył i dla lekarza jest
on pacjentem, którego trzeba leczyć za darmo.
Zgadnijcie, do kogo pacjent ma pretensje o taką
sytuację? Zagadka chyba nietrudna.
Żelaznym argumentem pacjenta jest bieda i brak
pieniędzy. Co mogę zrobić, jeśli mi na czymś bardzo
zależy, a cena, jakiej żąda sprzedawca, jest za
wysoka? 1) Z żalem rezygnuję. 2) Układam się ze
sprzedawcą - zakłada to jednak istnienie partnerskich
stosunków. 3) Znajduję na sprzedawcę haka, szantażuję
go, wyłudzam towar za darmo, czyli jestem cynicznym
szantażystą i złodziejem. 4) Znajduję na sprzedawcę
haka, szantażuję go, wyłudzam towar za darmo, nazywam
go cynicznym szantażystą i złodziejem, a sobie nie mam
nic do zarzucenia.
Który z tych punktów pasuje do mentalności polskiego
pacjenta - to kolejna zagadka. Oj, trudna tym razem.
Jeszcze raz Allegra:
"Tylko czy lekarz ma prawo wykorzystywac noz na
gardle, zeby wydrenowac do samego konca mozliwosci
finansowe pacjenta?"
"Takie ceny w polskich warunkach doprowadzilby do
radykalnej poprawy stanu zdrowia naszego
spoleczenstwa... po prostu przetrwaliby tylko
najsilniejsi i najzdrowsi (...) w tym szalenstwie jest
metoda... na przyklad na ograniczenie
liczebnosci populacji na swiecie.. Po co leczyc
Murzynow w Afryce, umierajacych na AIDS, ktorych nie
stac na wydanie rocznie 10 tys. dolarow na leki?
przeciez jesli zostawi sie ich samym sobie, to problem
sam sie rozwiaze, nieprawdaz?"
"Hydraulik moze odmowic komus wymiany uszczelki, a
lekarz sklada przysiege, ze bedzie ratowal ludzkie
zycie.." - to właśnie ten hak! - "i nie sadze, zeby
tam bylo dopisane, ze "wylacznie za godziwym
wynagrodzeniem"..."
Piszesz pan jak lekarz, ktoś powie. Nie jestem
lekarzem, nawet w ogóle nie znam się na tym. Ale moja
żona jest. Po wielu latach zapierdalania (przepraszam,
ale nie znajduję lepszego słowa) jak dziki osioł nie
dorobiła się niczego, nawet satysfakcji z dobrze
wykonanej pracy. Bo jak można mieć satysfakcję, gdy
bez przerwy słyszysz tylko jazgot wściekłych psów, gdy
spotykasz się z podejrzliwym, a czasami nawet
nienawistnym spojrzeniem wyleczonego(!) przez ciebie
pacjenta.
P.S. Jeśli ktoś będzie chciał podjąć ten wątek, to
przypominam, że jest on o mentalności pacjentów.
Proszę nie pisać o lekarzach, bo na ten temat pisali
właściwie wszyscy i temat ten mnie już śmiertelnie
nudzi. Zwłaszcza jak czytam u jakiegoś łaskawcy, że
zdarzają się również porządni lekarze.