vecka
05.05.04, 15:21
Witam,
jakiś czas temu leżałam w szpitalu i dotstawałam już wtedy bodajże szósty
antybiotyk pod rząd. Poprosiłam lekarza prowadzącego aby mi dał nystatyne
albo flukonazol dodatkowo, bo się bałam zagrzybienia organizmu. Lekarz mówi
mi, że na oddziale nie ma nystatyny i flukonazolu, bo szpital nie ma już w
tym roku pieniędzy na to( był listopad). OK, więc mówie, to niech mi pan
doktor wypisze recepte na to, to ja pójdę sobie do apteki szpitalnej i
wykupie sobie to sama. Lekarz na to: "Niestety nie mogę pani tego wypisać ani
żadnego innego leku, bo jak pani jest w szpitlu , to jest pani pod opieką
szpitala i wszytkie leki może wtedy tylko pani szpital dać. Nie mogę pani
wypisać recepty i się podpisać na niej dopóki jest pani w szpitalu."
Co to za paranoja? Serio tak jest?
To , że szpital nie ma ksay , no to mówi się trudno, no ale nawet za swoje
pieniądze nie można sie już leczyć, jeżeli szpital nie moze mi danego leku
zaserwować? Wiec jak? Mam dostać na oddziale grzybicy układowej? Co to za
jakieś dziwne zasady? Może jakiś lekarz mi napisze, czy tak rzeczywiscie jest
i w jakich sytuacjach może lekarz szpitalny wypisać lek mimo tego, ze pacjent
leży na oddziale?