pct3
21.09.13, 12:06
w nieskończoność można snuć dywagacje o bezsensie wojny "system-pacjenci", o tym kto zaczął, kto nie potrafi przestać.
winni są po obu stronach.
taka oto historyjka: przychodzi pewien pan na dyżur NPL. Przynosi deklaracje wyboru lekarza POZ całej rodziny do POZ który działa w tym samym budynku co NPL. I od początku źle.
Pielęgniarka informuje go że w drodze wyjątku przyjmie deklaracje, choć lege artis nie powinna - to jest NPL, nie POZ, jedność miejsca to nie wszystko, data sobotnia nie może być datą przyjęcia deklaracji do POZ i tak dalej. Pan wykrzykuje, że godziny pracy POZ to nie dla niego bo on wtedy pracuje i nie może (pytanie, po ch.uj jasny składa zatem deklarację do POZ, no ale dobra).
Pan zapytuje z wyjściową i rosnącą irytacją w głosie - kto z lekarzy jest uprawniony do wystawiania recept na leki narkotyczne. Pielęgniarka nieco zdziwiona informuje, że po pierwsze pytanie o lekarzy POZ nie jest pytaniem do dyżurnej pielęgniarki NPL, po drugie -że ona nie ma takich informacji.
Włączam się do rozmowy, bo facet zaczyna być jawnie agresywny.
Mówię, że też jestem tylko lekarzem NPL i nie udzielę informacji o lekarzach POZ mieszczącego się w tym budynku w którym jest NPL, ale CO DO ZASADY każdy lekarz POZ powinien móc wystawić receptę na lek narkotyczny.
Pan na to - że nie każdy, a wie to od lekarza z Centrum Onkologii
A ja na to, że co do zasady każdy, a co realiów to już trzeba rozmawiać z danym lekarzem, no bo - na litość- z kim innym?
A pan na to, że kończy rozmowę ze mną bo nic nie wiem, a on idzie z deklaracjami gdzie indziej i że zadzwoni do dyrektora.
I teraz: kto zaczyna, kto nakręca, kto rozdmuchuje?
Co myśli pacjent?- zapewne - ale ich wyrolowałem, niech teraz drżą ze strachu, szef ich opieprzy i gów.no zobaczą moje deklaracje....
co my myślimy?- a zadzwoń se do dyrektora, potem sobie z panem dyrektorem Krzyśkiem siądziemy i pośmiejemy się z ludzi, a kasa... owszem, kasa jest potrzebna, ale 8 zł miesięcznie za globalne leczenie (i utrzymanie struktury POZ!) za tego pana, czyli gó...ane 100 zł rocznie, to nie jest kasa tylko jałmużna, i sądzę że niejeden lekarz wyjąłby i dał 100 zł żeby tylko takiego pacjenta nie musieć oglądać w gabinecie.
jak jest naprawdę? - ano dokładnie tak że system jest ustawiony tak by pacjentem żonglować i to jest realny dramat. Albo - w przypadku komplikujacego się lub tylko przedłużającego się schorzenia- "odesłać", albo - w razie finansowania prepaidowo-kapitacyjnego jak w POZ - nie płakać po odejściu "problemowego" pacjenta (czy raczej "klienta") bo POZ utrzmuje sie z groszowych jałmużn które tworzą wyłącznie dzięki efektowi skali jakikolwiek budżet, sto razy bardziej opłaca się nie mieć jednego czy dziesięciu pacjentów "problemowych" w sensie obsługowym, niż o nich zabiegać....
Odpowiedzi na pytanie: kto zaczął - prostej nie ma, ale chyba ani lekarze, ani pacjenci, tylko- twórcy systemu.
Kto wojnę podtrzymuje? ano- widać kto.