Dodaj do ulubionych

Profesjonaliści?.

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 17:42
Napiszcie proszę dlaczego lekarze dorabiają sobie po godzinach w prywatnych
komfortowych klinikach, a w ramach normalnej pracy idą do państwowych
biednych szpitali?. Czyżby z litości dla współobywateli?

No bo nie chce mi się wierzyć, że chodzi tak prozaiczne przyczyny jak;

- łatwość znaleźenia klienta do prywatnej (czytaj płatnej) wizyty w innym
miejscu bez ponoszenia żadnych dodatkowych kosztów, jakie ponoszą zwykli
przedsiębiorcy. Jak pacjent usłyszy, że dobry pan doktor ze szpitala
przyjmuje również "prywatnie" to co on może zrobić by być zdrowym?.
- dostępność do sprzętu szpitalnego za friko. Brak kosztów związanych z
zakupem, konserwacją itd.
- brak zwykłych kosztów działalności typu ZUS, podatki.

To w końcu chcecie wysokich dochodów, dobrych warunków pracy.

Czy obecne protesty przeciw prywatyzacji szpitali to nie jest przypadkiem
konserwowanie mętnego układu ; ordynatorsko-profesorsko-farmaceutycznego?.

Obserwuj wątek
    • Gość: Doki Re: Profesjonaliści?. IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 02.03.05, 18:20
      Moim zdaniem:
      - prywatne kliniki sa jeszcze bardzo efemeryczne. Dzis sa- jutro nie ma. Sam mam
      przyklady wsrod znajomych w Polsce, gdzie duza, swietnie prosperujaca klinika
      podziekowala z dnia na dzien za wspolprace, a dochodzenie swego przed sadem
      pracy trwa lata cale.
      - w lacznosci z powyzszym: ktory z lekarzy pracujacych w prywatnej klinice ma
      sporzadzony porzadny kontrakt, job description, zasady podzialu honorariow itp?
      Wiele z tego to kompletna partyzantka na gebe.
      - praca "na panstwowym" to korzysci socjalne.
    • Gość: GT Re: Profesjonaliści?. IP: 65.90.124.* 02.03.05, 20:32
      > Napiszcie proszę dlaczego lekarze dorabiają sobie po godzinach w prywatnych
      > komfortowych klinikach, a w ramach normalnej pracy idą do państwowych
      > biednych szpitali?. Czyżby z litości dla współobywateli?

      Nie obserwuje osobiscie sie ten system "przeksztalca", ale z doniesien od
      znajomych lekarzy w Polsce przyczyn jest wiele. Chetnie poczytam o innych
      powodach "z pierwszej reki".

      1. Bezplatna reklama - kilkumiesieczna kolejka w przychodni panstwowej swietnie
      wplywa na budowanie praktyki.
      2. Dostep do sprzetu - jak najbardziej, chociaz na ogol jest to ograniczone do
      gornych warstw lekarskich.
      3. Dostep do szkolenia - bedac w klinice latwiej sie "zalapac" na konferencje i
      szkolenia.
      4. Brak dlugoterminowej perspektywy - wyposazenie specjalistycznego gabinetu na
      europejskim poziomie to kwestia kilkuset tysiecy dolarow - kto jest w stanie
      przeprowadzic analize finansowa w sytuacji gdy przepisy zmieniaja sie co dwa
      miesiace.
      5. Prowadzac legalny gabinet placi sie podatki i inne oplaty, wiec to raczej
      powodem nie jest.

      > Czy obecne protesty przeciw prywatyzacji szpitali to nie jest przypadkiem
      > konserwowanie mętnego układu ; ordynatorsko-profesorsko-farmaceutycznego?.

      Nie zupelnie. Tak zwana prywatyzacja, to sposob w jaki politycy unikaja
      odpowiedzialnosci za decyzje. Ustalili prawa, ktore nie daja szans na dochodowa
      sluzbe zdrowia, ale gdy szpital sie "sprywatyzuje" to jego upadek bedzie "wina
      nieudolnej dyrekcji" a nie bezzsensownych praw.
      • Gość: Swan Ganz Re: Profesjonaliści?. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 22:55
        Gość portalu: GT napisał(a):
        > 1. Bezplatna reklama - kilkumiesieczna kolejka w przychodni panstwowej
        swietnie wplywa na budowanie praktyki.

        Czy w związku z tym w interesie lekarzy jest usprawnienie lecznictwa
        publicznego, likwidacja kolejek i innych patologii tego systemu?.
        Przecież nie można oczekiwać, że będą działać przeciw własnym interesom
        ekonomicznym. Prywatyzacja jest be, projekt gwarantowanych usług Religi do kitu
        i cacy jest tylko podwyżka opłat na tzw. społeczną służbę zdrowia. I to w
        sytuacji gdy co roku pojawiają się nowe, doskonałe metody leczenia z jedną
        tylko wadą. Są pioruńsko drogie.

        > 2. Dostep do sprzetu - jak najbardziej, chociaz na ogol jest to ograniczone
        do gornych warstw lekarskich.
        > 3. Dostep do szkolenia - bedac w klinice latwiej sie "zalapac"na konferencje
        i szkolenia.
        Pytanie o uczciwość - taką zwyczajną, ludzką byłoby w tym miejscu chyba bardzo
        naiwnym pytaniem. Załapać się na sponsorowane szkolenia czy konferencje można
        tylko w jeden sposób. Trzeba wygenerować obrót dla firmy. W ten sposób zubaża
        się i tak biedne szpitale przy okazji okradając kolegów i koleżanki z podwyżki
        np; "203". O reszcie społeczeństwa nie wspomnę, bo po co?. Jak chcemy np; kupić
        protezy naczyniowe od konkretnej firmy to napiszmy w warunkach granicznych że
        znacznik widziany w promieniach RTG ma być co 4 mm. Konkurencja ma co 3 lub 5
        mm to jest więc podstawa do odrzucenia oferty jako nie spełniającą warunków. I
        co z tego że cena była dwa razy niższa. Nie spełniała i już. Takie "kwiatki" w
        każdym szpitalu można znaleźć. Uczciwość?, etyka? a co to takiego?.
        Tylko po co próbujecie postawić się ponad resztą społeczeństwa?.

        A przy okazji doktorze Talaga, czy w Stanach firmy też sponsorują lekarzom
        takie atrakcje czy też sami sobie płacą jeśli chcą się rozwijać?.

        > 4. Brak dlugoterminowej perspektywy....
        Warunki takie same jak dla każdego innego przedsiębiorcy. W końcu są w tym
        kraju i pozytywne wzorce osobowe. Nie wszyscy są tu Rywinami, Millerami i
        podobną swołoczą. Dlaczego więc lekarze mieliby mieć inne niż cała reszta
        warunki do działania?. Bezpieczeństwo ekonomiczne czy socjalne to bardzo fajna
        sprawa, ale na to to trzeba sobie zasłużyć. Czy gdziekolwiek poza komuną coś
        takiego istnieje z tytułu " bo się należy " i już?.


        Obawiam się, że się pan doktorze Talaga, nie dowie "z pierwszej " ręki dlaczego
        to lekarze wolą poruszać się w tym bagnie jakim tkwią obecnie niż zmienić
        cokolwiek. Choćby wyjechać. Bo gdyby to zrobili i podali prawdziwe powody to
        złożyli by w ten sposób zawiadomienie o przestępstwie. Nie można wymagać by
        ktokolwiek sam się oskarżał.

        Pozdrawiam.


        • aelithe Re: Profesjonaliści?. 02.03.05, 23:09
          Nikt nie wystąpi o zmianę tego systemu. Benificjenci mają władzę, pozostali
          albo wyjeżdzają, albo dygoczą, aby pacjent znowu nie napisął skargi, bo stracą
          pracę.
          Zmian nikt nie chce. Społeczeństwo- nie chce płacić za leczenie.
          Politycy- nie chcą mówić , że trzeba za leczenie płacić.
          Wierchuszka lekarska - im większy bałag tym bogatsze konta. - zarabia ten kto
          może decydoać o przyjęciu ponadlimitowych chorych
          pokaż mi kogoś , kto chce zmian
          • ugarit Re: Profesjonaliści?. 02.03.05, 23:54
            Proszę bardzo. Religa chce zmian. Chciałby określić co " za darmo ", a za co
            płacic należy dodatkowo.Z innych Twoich postów wnioskuję że masz chyba dużą
            wiedzę o organizacji służby zdrowia ( chociaż nie dostrzegasz korupcji w tym
            systemie :))) ) ale pokaż mi proszę kraj gdzie procedura założenia stentgraftu
            jest w koszyku świadczeń gwarantowanych. Oprócz Religi jest jeszcze paru z
            wierchuszki, którzy nie zgadzają się na obecną rzeczywistość, choć mogliby z
            niej czerpać pełnymi garściami. Znamienne jest to że wszyscy oni ( członkowie
            grupy spiskowej ) praktykowali w USA ( a mówi się że to chamski kraj
            prymitywów ). Mam dość z racji pracy ograniczony obszar działania ( naczyniowcy
            i kardiochirurdzy ) ale uważam, że podobnie myślących jest wielu. Trzeba ich
            tylko jakoś połączyć.
        • Gość: Doki Re: Profesjonaliści?. IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 02.03.05, 23:30
          Gość portalu: Swan Ganz napisał(a):

          > Gość portalu: GT napisał(a):
          > > 1. Bezplatna reklama - kilkumiesieczna kolejka w przychodni panstwowej
          > swietnie wplywa na budowanie praktyki.
          >
          > Czy w związku z tym w interesie lekarzy jest usprawnienie lecznictwa
          > publicznego, likwidacja kolejek i innych patologii tego systemu?.
          > Przecież nie można oczekiwać, że będą działać przeciw własnym interesom
          > ekonomicznym.

          To troche naciagany argument. Co to jest "likwidacja kolejek"? To jest albo
          zwiekszenie podazy, albo ustawienie bariery dla popytu. Zadne z powyzszych nie
          narusza interesow lekarzy. Usprawnienie lecznictwa publicznego BYLOBY w
          interesie wszystkich, gdyby udalo sie stworzyc sprawnie dzialajacy system
          lecznictwa publicznego. Tylko ze to jest bardzo trudne. O ile mi wiadomo,
          rzadkim przykladem takiego sprawnego systemu jest Nowa Zelandia. Tylko ze tamten
          system jest oparty na scislym racjonowaniu uslug. Nie sadze, zeby to bylo do
          spolecznego przyjecia w Polsce, gdzie przeciez "sie nalezy". Najpierw trzeba by
          wykorzenic przekonanie, ze spoleczenstwu cos "sie nalezy", a dopiero potem
          mozemy dyskutowac o publicznym systemie.

          > I to w
          > sytuacji gdy co roku pojawiają się nowe, doskonałe metody leczenia z jedną
          > tylko wadą. Są pioruńsko drogie.

          I z tego powodu niekoniecznie musza byc finansowane ze srodkow publicznych.

          > > 4. Brak dlugoterminowej perspektywy....
          > Warunki takie same jak dla każdego innego przedsiębiorcy.

          Tak, ale w tej branzy cykl inwestycyjny jest bardzo dlugi, jesli w ogole mozna
          mowic o cyklu- praktyke buduje sie przez cale zycie. To w praktyce uniemozliwia
          jakiekolwiek planowanie.

          • iza42 Re: Profesjonaliści?. 04.03.05, 08:48
            Gość portalu: Doki napisał(a):

            Co to jest "likwidacja kolejek"? To jest albo
            > zwiekszenie podazy, albo ustawienie bariery dla popytu. Zadne z powyzszych nie
            > narusza interesow lekarzy. Usprawnienie lecznictwa publicznego BYLOBY w
            > interesie wszystkich, gdyby udalo sie stworzyc sprawnie dzialajacy system
            > lecznictwa publicznego. Tylko ze to jest bardzo trudne. O ile mi wiadomo,
            > rzadkim przykladem takiego sprawnego systemu jest Nowa Zelandia. Tylko ze tamte
            > n
            > system jest oparty na scislym racjonowaniu uslug. Nie sadze, zeby to bylo do
            > spolecznego przyjecia w Polsce, gdzie przeciez "sie nalezy".

            Obawiam sie ,ze mylisz sie jezeli chodzi o Nowa Zelandie - tak sie zlozylo ,ze
            ja tutaj mieszkam i pracuje i moge ci powiedziec ,ze tutaj kolejki na badania
            diagnosczne lub zabiegi operacyjne w sektorze panstwowym sa dlugie i czeka sie
            miesiacami. Pewnych rzeczy - jak przepukliny lub zylaki nie robi sie w ogole
            chyba ,ze zgrazaja zyciu i zdrowiu .
            Wszystkie skierowania i referal letters ida do szpitala i polegaja scislej
            priorytyzacji - czyli jezeli jest cos pilne to bedzie zalatwione w przeciagu np
            2-8 tygodni - zalezy od problemu i kliniki , ktora sie tym zajmuje a jezeli
            mniej pilne - to czekaj tatka latka...
            Dodam ,ze przekupstwa i lapowkarstwa nie ma tutaj w ogole , ludzie narzekaja
            ,ale sie z tym godza ,ze tak jest bo taki jest system i juz.
            Inna sprawa z wypadkami - te podlegaja obowiazkowemu ubezpieczeniu i uslugi za
            nie sa placone z innej puli.
            Oczywiscie jezeli ktos ma ubezpieczenie prywatne to dostanie sie do specjalisty
            i na zabieg szybko i bezproblemowo.
            Dotyczy to tzw elective surgery bo pilne przypadki sa zalatwiane w szpitalu
            panstwowym .
            Srodkami pienieznymi i personelem rzadzi sie tutaj bardzo racjonalnie , troche
            za bardzo jak na moj gust rozbudowana jest tutaj biurokracja , sprawozdania
            ,statystyki itd


            >

            >
            • Gość: Doki jak jest w Nowej Zelandii IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 04.03.05, 11:51
              iza42, dobrze uslyszec glos kogos, kto ma z tym systemem na co dzien do
              czynienia. Nie myle sie jednak, po prostu system oparty na racjonowaniu uslug
              (jak w NZ) MUSI prowadzic do powstawania kolejek.

              Gdy pisalem, ze ten system dobrze dziala, mialem na mysli, ze, jak sama zauwazasz,

              > Dodam ,ze przekupstwa i lapowkarstwa nie ma tutaj w ogole , ludzie narzekaja
              > ,ale sie z tym godza ,ze tak jest bo taki jest system i juz.

              To jest sedno sprawy! System ma szanse powodzenia, jesli spoleczenstwo go
              popiera. Nowozelandczycy maja kulturowo zakodowane, ze albo jestes zdrowy, albo,
              przerysowujac, ale tylko troche, syn wyprowadzi cie za stodole i zastrzeli.

              Czy tzw, przepraszam za wyrazenie, polskie spoleczenstwo jest gotowe na
              racjonowanie ("kartki na doktora")? Jesli tak, to fajnie, mamy wzorce. Jesli
              nie, to sorry, ale jedyne wyjscie to prywatyzowac, prywatyzowac, prywatyzowac...

              PS: podobnie jak w NZ jest w Holandii, ale Holandia to nie wyspa i maja pod
              bokiem Belgie. Tam jest naprawde dobry system opieki zdrowotnej (pro domo sua :-)).
              • iza42 Re: jak jest w Nowej Zelandii 04.03.05, 19:57
                Gość portalu: Doki napisał(a):

                System ma szanse powodzenia, jesli spoleczenstwo go
                > popiera. Nowozelandczycy maja kulturowo zakodowane, ze albo jestes zdrowy, albo
                > ,
                > przerysowujac, ale tylko troche, syn wyprowadzi cie za stodole i zastrzeli.
                >
                Chyba masz troche racji w tym co piszesz - duzo jest tu ludzi, ktorzy okreslani
                sa jako stoical, czyli do doktora chodza tylko w wyjatkowych wypadkach -jezeli
                sa bardzo chorzy i nic nie pomaga. Ja mam chyba skrzywiony poglad bo w pracy
                czesciej spotykam sie z innymi - takimi , ktorzy maja innego typu mentalnosc i
                biegaja do doktora z byle czym( tacy tez sa) . Z drugiej strony mam takich,
                ktorzy z racji chronicznych schorzen powinni przychodzic czesciej a tego nie
                robia. Lekarz pierwszego kontaktu jest odplatny - chociaz panstwo doplaca do
                pewnych grup pacjentow jak dzieci , emeryci, ubodzy itd -i statystycznie
                zalatwia on/ona 90% problemow zdrowotnych spoleczenstwa. Oczywiscie pacjent ma
                prawo do tzw second opinion - ale to na ogol wiaze sie z dlugim czekaniem, chyba
                ,ze chce sobie za to zaplacic prywatnie. Rzadko spotykam sie tutaj z postawami
                roszczeniowymi typu "nalezy mi sie ", chyba ,ze chodzi o tzw swiadczenia
                socjoekonomiczne - jak wniosek o zasilek itd .

                > Czy tzw, przepraszam za wyrazenie, polskie spoleczenstwo jest gotowe na
                > racjonowanie ("kartki na doktora")? Jesli tak, to fajnie, mamy wzorce. Jesli
                > nie, to sorry, ale jedyne wyjscie to prywatyzowac, prywatyzowac, prywatyzowac..
                > .
                Nie jest to takie proste . Spoleczenstwo i lekarzy nalezaloby nauczyc tego ,ze
                specjalista jest od leczenia skomplikownych przypadkow a nie trywialnych
                schorzen. Na tym forum czytalam posty oburzonych pacjentow , ktorych bolalo oko
                , lub ucho i mieli trudnosci z dostaniem sie do specjalisty w srodku nocy! TAke
                rzeczy sa w NZ nie do pomyslenia. Nikomu z bolacym okiem lub uchem nie
                przyszloby sie do glowy wybrac do specjalisty nawet w srodku dnia. Nawet jezeli
                ktos ma prywatne ubezpieczenie to tez musi dostac skierowanie od wlasnego
                lekarza i musi byc to uzasadnione.
                Z drugiej strony - czy lekarze pierwszego kontaktu w Polsce sa przygotowani
                fachowo aby temu podolac? I ile pracy zostaloby wtedy dla specjalistow?
                pozdrawiam z NZ iza
                • aelithe Re: jak jest w Nowej Zelandii 04.03.05, 21:39
                  Iza, to niezupełnie tak. Lekarz specjalista od NFZ dostaje zwykle 20 złotych za
                  poradę. Więc z konieczności musi się zajmować przypadkami jakie powinien
                  załatwić GP. Np. w Poradniach Kradilogicznych 90% to chorzy ze stabilną chorobą
                  wieńcową lub wyrównanym nadciśnieniem tętniczym , przychodzący co miesiąc, a po
                  wprowadzeniu limitów co 3 miesiące, coś musi zrobić rodzinnym, po recepty na
                  enalapril i sorbonit. Cena porady specjalisty prywatnie zwykle wynosi 50
                  złotych. Więc aby cos zarobić to musi się nacharować.
                  Gdyby cena za poradę była chociaz na poziomie 50% średniej europejskiej, to
                  zapewne nikt by nie przyjmował tylu chorych. Poza tym żaden prowider by się nie
                  zgodził na porady bez uzasadnienia.
                  Czasem pieniądze racjonalizuja wydatki.
                  • iza42 Re: jak jest w Nowej Zelandii 04.03.05, 23:29
                    Co za marnotrawstwo, w glowie sie nie miesci. Nawet gdyby podniesli cene o 100%
                    i odeslali te zbedne 90% do GP , kardiolog nie wyzylby z tej reszty, ktora by mu
                    sie zostala.
                    Dla porownania - w u mnie w regionie gdzie jestem: populacja 140 tys , szpital
                    jeden - panstwowy ( duzy ), jeden prywatny ( malutki ), kardiologow trzech ,
                    gastroenterolog jeden, endokrynolog jeden (cukrzycy jest tu bardzo duzo),
                    pewnych specjalistow wogole nie ma na stale -ie nefrolog czy onkolog
                    przyjezdzaja z innych osrodkow, GP jest okolo siedemdziesieciu, moze wiecej ...
                • ugarit Re: jak jest w Nowej Zelandii 05.03.05, 19:55
                  iza42 napisała

                  Nikomu z bolacym okiem lub uchem nie
                  > przyszloby sie do glowy wybrac do specjalisty nawet w srodku dnia. Nawet
                  jezeli
                  > ktos ma prywatne ubezpieczenie to tez musi dostac skierowanie od wlasnego
                  > lekarza i musi byc to uzasadnione.

                  Pani doktor czy Pani żartuje?. Zapalenie ucha to zbyt mało by zechciał zobaczyć
                  mnie laryngolog?. Rozumiem dlaczego nie w środku nocy, ale w trakcie dnia?.

                  No to co robią w takiej sytuacji pani pacjenci?. Sami się diagnozują i kupują
                  antybiotyki w aptekach.
                  Jeśli tak jest - natychmiast przenoszę sie do NZ i otwieram dochodowy biznes.
                  Będę sprzedawał aparaty słuchowe :).
                  • iza42 Re: jak jest w Nowej Zelandii 05.03.05, 20:18
                    ugarit napisał:
                    >
                    > Pani doktor czy Pani żartuje?. Zapalenie ucha to zbyt mało by zechciał zobaczyć
                    >
                    > mnie laryngolog?. Rozumiem dlaczego nie w środku nocy, ale w trakcie dnia?.
                    >
                    > No to co robią w takiej sytuacji pani pacjenci?. Sami się diagnozują i kupują
                    > antybiotyki w aptekach.
                    > Jeśli tak jest - natychmiast przenoszę sie do NZ i otwieram dochodowy biznes.
                    > Będę sprzedawał aparaty słuchowe.
                    Moi pacjenci przychodza w takej sytuacji do mnie prosze pana a nie do
                    larygnologa bo wiedza ,ze ja jak kazdy lekarz tutaj potrafie ucho zbadac i
                    wyleczyc a jezeli cos - co sie rzadko zdarza wymaga konsultacji ze specjalista
                    bede w stanie ich do niego skierowac. Laryngologow tutaj mamy dwoch lub trzech
                    na region i jezeliby kazdy paral sie badaniem bolacych uszu to kto by robil
                    operacje ? Laryngologia to zabiegowa specjalnosc , o czym w Polsce chyba nie
                    kazdy pamieta.
                    Zycze powodzenia z aparatami sluchowymi.
                    • Gość: ugarit Re: jak jest w Nowej Zelandii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 20:40
                      Dziękuję Pani Doktor za wyjaśnienia i życzenia.
                      Może nie jestem zbyt bystry, ale wywnioskowałem, że(mylnie jak się okazało)
                      Nowozelandczycy jak mają problem z uchem, to nie robią nic. Teraz już wiem, że
                      Pani potrafi takie ucho obejrzeć.
                      W każdym razie już nie jadę do Nowej Zelandii. No bo po co?.
            • Gość: g@mdan Re: Profesjonaliści?. IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 05.03.05, 00:56
              >Dodam ,ze przekupstwa i lapowkarstwa nie ma tutaj w ogole.

              Ciekawe dlaczego?
              Może sedno sprawy tkwi w lekarskich honorariach.
              Dobrze wynagradzanego pracownika (lekarza) bardzo trudno jest przekupić.
              Chyba że łapówka jest bardzo wysoka i jest na to ciche przyzwolenie społeczne.
              Jak w Polsce.
              • iza42 Re: Profesjonaliści?. 05.03.05, 19:46
                Gość portalu: g@mdan napisał(a):

                > >Dodam ,ze przekupstwa i lapowkarstwa nie ma tutaj w ogole.
                >
                > Ciekawe dlaczego?
                > Może sedno sprawy tkwi w lekarskich honorariach.
                > Dobrze wynagradzanego pracownika (lekarza) bardzo trudno jest przekupić.
                > Chyba że łapówka jest bardzo wysoka i jest na to ciche przyzwolenie społeczne.
                > Jak w Polsce.

                Nie , tak chyba nie jest -z reguly liste pacjentow do konsultacji ustala ktos
                inny - nie lekarz chociaz pewnie sie musi z lekarzem konsultowac jezeli chodzi i
                tzw pilne przypadki. Nie , taka tutaj jest mentalnosc spolecznstwa, nikomu by
                nie przyszlo do glowy aby przyspieszyc sprawe dajac lapowke, ludzie na ogol sa
                zdyscyplinowani i rozumieja ,ze musza czekac w sprawach mniej pilnych. Z drugiej
                strony wiedza ,ze jezeli bedzie dzialo cos ostrego to zalatwieni beda
                bezzwlocznie bez koniecznosci przekupywania kogokolwiek. Po prostu maja
                zaufanie do sluzby zdrowia i wierza ,ze ten system mimo problemow dziala na ich
                korzysc.
        • Gość: GTelega Re: Profesjonaliści?. IP: 65.90.124.* 03.03.05, 18:57
          > Czy w związku z tym w interesie lekarzy jest usprawnienie lecznictwa
          > publicznego, likwidacja kolejek i innych patologii tego systemu?.

          Pytanie jest jakich lekarzy. Jak najbardziej jest to w moim interesie.
          Przypuszczam, ze jest to w interesie mlodych lekarzy. Ale oczywiscie sa
          lekarze, ktorzy w obecnym systemie czuja sie jak ryba w wodzie i beda walczyc
          w obronie swoich interesow.

          > Prywatyzacja jest be, projekt gwarantowanych usług Religi do kitu
          > i cacy jest tylko podwyżka opłat na tzw. społeczną służbę zdrowia.

          Oczywiscie wyrzucenie wiekszej ilosci pieniedzy na ten sam system niczego nie
          zmieni. Nie wiedze niczego zlego w prywatyzacji, ale nie jest to konieczne o
          ile wprowadzi sie system rynkowy (rowne prawa i dowolnosc wyboru) na poziomie
          ubespieczen, szpitali i lekarzy. Jezeli rynek rzeczywiscie bedzie dzialal to
          nie widze nic specjalnie zdroznego w fakcie, ze niektore szpitale pozostana
          panstwowe.

          Koszyk uslug Religi ma sens, ale jest to tylko niesmialy polsrodek, ktory jest
          krokiem w dobrym kierunku, ale bynajmniej nie doprowadzi nas do celu.

          Kazda propozycja spotka sie z opozycja - nie badzmy naiwni. Nie traktuj jednak
          lekarzy jako monolitu, jest elita ordynatorska, ktora boi sie zmian a ktora
          slychac w telewizji i cicha wiekszosc lekarzy, ktorzy beda popierac reformy o
          ile otworza one szanse normalnej pracy we wlasnym kraju.

          > Uczciwość?, etyka? a co to takiego?.
          > Tylko po co próbujecie postawić się ponad resztą społeczeństwa?.

          Te pytania przestaja miec znaczenie kiedy wydajesz wlasne pieniadze, dlatego
          tak wazny jest normalny rynek. Nie mysle, by lekarze byli lepsi czy gorsi od
          reszty spoleczenstwa (niektorzy maja po prostu wieksze mozliwosci).

          > czy w Stanach firmy też sponsorują lekarzom
          > takie atrakcje czy też sami sobie płacą jeśli chcą się rozwijać?.

          Ciagle jeszcze sie to zdarza, ale zaczyna byc coraz rzadsze bo zarowno firmy
          farmaceutyczne jak i lekarze dochodza do wniosku, ze nie ma to sensu. Wiecej
          traci sie na utracie zaufania pacjentow niz zyskuje na darmowych konferencjach.

          Wiekszosc lekarzy sama oplaca sobie szkolenie, niektorzy maja to oplacone przez
          pracodawce. Jest to zwolnione od podatku.

          > Warunki takie same jak dla każdego innego przedsiębiorcy. W końcu są w tym
          > kraju i pozytywne wzorce osobowe.

          Nie tak zupelnie. Nikt nie kwestionuje tego, ze kazdy hyraulik moze naprawiac
          rury i ze ma takie samo prawo jak jego kolega by brac za to pienadze. W sluzbie
          zdrowia jeszcze nie doszlismy do tak prostych zasad. W sluzbie zdrowia jeszcze
          nie martwimy sie o podatki, reguly sanepidu itp - to sa detale. W sluzbie
          zdrowia samo ISTNIENIE wolnego, rownego dla wszystkich rynku ciagle budzi
          zgroze.
    • Gość: dr nauk med. Re: Profesjonaliści?. IP: *.chello.pl 03.03.05, 07:59
      Spoko, spoko, za chwilę gdy komornik zajmie szpitalny sprzęt ( a następnie
      odsprzeda go za pół ceny lub jeszcze taniej)" prywatnemu ", a ten otworzy
      szpitale z prawdziwego zdarzenia , większość z nas nie będzie niszczyła sobie
      zdrowia szarpiac się na państwowych posadach za 1300 PLN. Będziemy robic to
      samo za sume dziesięciokrotnie wyższą u ludzi , których na to stac.
      W Akademiach Medycznych zostaną ci, którzy będą robić doktoraty i habilitacje
      oraz uczyc studentów. Zaś w szpitalach miejskich zostana lekarskie niedobitki,
      albo tacy, którzy chcą dotrwać do emerytury, albo tacy, którzy niczego nie
      umieja. I to oni właśnie będa leczyć gros społeczeństwa. Wzrośnie kilkakrotnie
      śmiertelność? Wzrośnie, ale to juz nie moja sprawa.
      • Gość: mirex Re: Profesjonaliści?. IP: 66.222.215.* 03.03.05, 09:08
        Gość portalu: dr nauk med. napisał(a):
        >Wzrośnie kilkakrotnie
        >śmiertelność? Wzrośnie, ale to juz nie moja sprawa.

        A ty co? niesmiertelny/a? :)
        • Gość: dr nauk med. Re: Profesjonaliści?. IP: *.chello.pl 03.03.05, 09:57
          Nie, nie nieśmiertelna. Przed laty pewien polityk rzekł, - cytuję, "że rząd
          wyzywi się sam". Dzis parafrazując go powien, że lekarz sam się wyleczy, zaś w
          środowisku jest spora solidarność - dziś ty mnie, jutro ja tobie.
          • Gość: Położnik Re: Profesjonaliści?. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.05, 10:38
            spróbujcie sobie wyobrazić prawego lekarza który ma zasady i ich nie łamię:
            Poradnia praca trzy gocdziny limit czasowy ustalony przez NFZ 15-20
            minut ,mogę przyjąć od 9-12 pacjentów chętnych 22 co zrobić z pozostałymi 10 ?
            dlatego są zpisy w poradni.
            Jak w gabinecie prywatnym zrobić cięcie cesarskie? dlatego pracuje w szpitalu.
            Spróbujcie otworzyć prywatny odział położniczy -powodzenia.Wiem że są takie w
            Krakowie w Białymstoku czytałem o nich podstawą dziełania jest koleżenska
            odpowiedzialna grupa lekarzy.Mam narazie trzech kolegów i trzy położne ,jedną
            lekarkę neonatolog i jednego anestezjologa.To jest za mało ale zobaczymy co
            przyniesie czas.Dlaczego nie możemy wynając sali operacyjnej na godziny w
            szpitalu podobno ma długi a sale stoją puste ? Nie można wynająć też sali
            porodowej dlaczego?Odział własny to duża inwestycja zysk mały.
            Niczym podkreslam niczym nie różnie się w Gabinecie prywatnym od tego mnie w
            Poradni w gabinecie mam tylko więcej czasu i moge podać godzinę przyjęcia nie
            ma tłoku w Poradni jest.NIkogo nie namawiam do wizyt w prywatny gabinecie.
            Mam nadzieję że bede kiedyś pracował w swoim prywatnym oddziale i nie będę
            musiał oglądać tych pokrzywionych ryji z wiecznymi pretensjami,i tych wiecznie
            obrażonych pysków chętnych zamknąć oddział.
            • Gość: GTelega Przyklad z pierwszej reki. IP: 65.90.124.* 03.03.05, 19:01
            • Gość: GTelega Przyklad z pierwszej reki IP: 65.90.124.* 03.03.05, 19:04
              SwanGanz, oto masz wypowiedz z pierwszej reki. Lekarz, ktory chce byc uczciwy i
              chce zmian.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka