mindflayer
28.05.07, 16:31
Komunikat dla mediów w sprawie "zerwania" negocjacji przez OZZL oraz innych
wydarzeń, komentarzy i opinii związanych ze strajkiem lekarzy.
W związku z pojawieniem się wielu opinii, komentarzy, stanowisk, wyrażanych
przez przedstawicieli Rządu, przedstawicieli niektórych związków zawodowych i
innych osób, dotyczących "zerwania" przez OZZL negocjacji, Zarząd Krajowy
OZZL i Prezydium Krajowego Komitetu Strajkowego Lekarzy, przedstawia
następujące stanowisko (uporządkowane tematycznie):
STANOWISKO
"Zerwanie" negocjacji przez OZZL.
Przewodniczący ZK OZZL - przed zapowiadanym spotkaniem w dniu 25 maja 2007
roku, zwrócił się z prośbą do Ministra Zdrowia, aby spotkanie miało charakter
rozmów dwustronnych z udziałem stron - uczestników sporu: OZZL, jako
organizatora strajków lekarzy i Ministra Zdrowia, jako reprezentanta Rządu.
Jednocześnie Minister Zdrowia został poinformowany, że OZZL nie weźmie
udziału w rozmowach dotyczących warunków zakończenia strajku, jeśli w
rozmowach będą uczestniczyć inne związki zawodowe. Pomimo tego, na spotkanie
w dniu 25 maja, MZ zaprosiło oprócz OZZL także inne związki zawodowe.
Minister Zdrowia poinformował, że taka była decyzja Premiera RP, który uznał,
iż wymaga tego prawo o "dialogu społecznym".
Przyczyny, które zdecydowały o braku zgody OZZL na negocjowanie warunków
zakończenia strajku lekarzy z udziałem innych związków zawodowych mają
charakter ideowy i praktyczny.
Przyczyna ideowa:
Lekarze w Polsce są - już od przełomu lat 40 i 50-tych ub. wieku - traktowani
przedmiotowo jeśli chodzi o warunki ich zatrudnienia, pracy i wynagradzania.
Po przejęciu władzy przez komunistów, lekarza traktowano jako element wrogi
wobec nowej władzy i nowego ustroju i chciano obniżyć jego rangę i prestiż
społeczny, a przez to zniwelować znaczenie jego głosu w dyskusji dotyczącej
przyszłości Kraju. Zakazano lekarzom w Polsce tworzyć odrębny związek
zawodowy, a izby lekarskie zlikwidowano. Taki stan rzeczy trwał przez lat 40.
Gdy u schyłku komunizmu reaktywowano izby lekarskie, a po jego upadku
pozwolono na tworzenie odrębnego związku zawodowego, lekarze w Polsce mieli
nadzieję, że staną się podmiotem w dyskusji dotyczącej warunków ich pracy i
płacy. Tak się jednak nie stało. Izby lekarskie nie mają prawa negocjowania
warunków wynagradzania lekarzy, a związkowi zawodowemu lekarzy nigdy nie
zezwolono na samodzielność, tworząc pokrętne przepisy. Już w roku 1995, gdy -
na podstawie ówczesnych przepisów o układach zbiorowych pracy - OZZL wystąpił
do rządu z wnioskiem o podpisanie odrębnego dla zawodu lekarza układu
zbiorowego pracy, sprzeciwiły się temu solidarnie inne "wielkie" związki
zawodowe ( OPZZ i Solidarność), zyskując - bezprawne - poparcie rządu ( wtedy
SLD -PSL), co doprowadziło do blokady prac nad układem. Aby zrozumieć
absurdalność tej sytuacji i uprzedmiotowienie lekarzy, wystarczy uzmysłowić
sobie, że układ zbiorowy pracy dla lekarzy chciał wtedy negocjować (m.
innymi) przedstawiciel OPZZ - z zawodu nauczyciel.
Innym sposobem uprzedmiotowienia lekarzy - na poziomie zakładu pracy jest
prawo o tzw. reprezentatywności zakładowej związków zawodowych. Uznaje ono za
reprezentatywne te organizacje związkowe, które skupiają co najmniej 10 %
wszystkich pracowników zakładu pracy, co - z definicji - wyklucza związek
zawodowy lekarzy, gdyż lekarze z reguły stanowią mniej niż 10% pracowników
szpitali. Jeśli związek zawodowy nie ma cechy tzw. reprezentatywności
zakładowej, nie ma prawa weta wobec treści zakładowego układu zbiorowego
pracy. To oznacza prawnie, że związki zawodowe skupiające wszystkich innych
pracowników w szpitalu, mogą bez przeszkód ustalić płace dla lekarzy w
dowolnej wysokości.
OZZL nie zgodzi się na dalsze przedmiotowe traktowanie lekarzy - pracowników.
Nasz sprzeciw wobec uczestnictwa innych związków w negocjacjach dotyczących
warunków zakończenia strajku i płac dla lekarzy był zatem walką o obronę
godności i podmiotowości zawodu lekarza.
Tutaj godzi się przypomnieć, że OZZL nie ubiegał się, ani nie był zapraszany
do wzięcia udziału w negocjacjach kończących strajk pielęgniarek w roku 2000
czy wcześniejsze strajki NSZZ Solidarność (np. strajk głodowy ok. roku 1995).
Warto również pamiętać, że Premier RP, Jarosław Kaczyński nie widział nic
złego, ani nieprawnego w swoich rozmowach wyłącznie z ZNP, bez udziału innych
związków zawodowych, wchodzących w skład Komisji Trójstronnej, w sprawach
dotyczących protestu nauczycieli, organizowanego przez ZNP.
Przyczyna praktyczna:
Wspólne uczestnictwo związków zawodowych w rozmowach dotyczących postulatów
płacowych lekarzy służyła rządzącym do obniżenia "pozycji negocjacyjnej"
lekarzy, poprzez przeciwstawienie ich postulatów postulatom innych grup
zawodowych. Jest to znany i dobrze opisany manewr negocjacyjny. W wyniku
takiego zabiegu, wynegocjowana wysokość podwyżek nie tylko dla lekarzy, ale
dla wszystkich innych zawodów medycznych byłaby mniejsza.
Czy OZZL sprzeciwia się wzrostowi wynagrodzeń innego personelu medycznego.
OZZL uważa, że podwyżki płac powinni otrzymać przedstawiciele wszystkich
zawodów medycznych, zgodnie z postulatami ich związków zawodowych. Jeśli nie
zostało to ujęte w treści żądań, będących podstawą sporów zbiorowych
prowadzonych przez OZZL z pracodawcami, to wynika to li tylko z powodów
prawnych. Związek zawodowy w sporze zbiorowym reprezentuje tylko swoich
członków i ewentualnie tych innych pracowników, którzy go (związek) do tego
upoważnią. Spór zbiorowy, prowadzony przez OZZL z żądaniami dotyczącymi płac
np. pielęgniarek mógłby zostać uznany za nielegalny.
1 mld złotych z NFZ na podwyżki wyłącznie dla lekarzy.
OZZL stoi na stanowisku, że 1 mld złotych nadwyżki w przychodach NFZ powinien
zostać przyznany na podwyżki dla lekarzy od 1 października 2007 roku, a
podwyżki dla innego personelu medycznego powinny być z innego źródła lub
obowiązywać od 01 stycznia 2008r. Taki postulat ma uzasadnienie praktyczne. 1
mld złotych na podwyżki dla lekarzy pozwoli na spełnienie (w przybliżeniu)
postulatów płacowych OZZL i będzie stanowił zobowiązanie podjęte przez
rządzących, że nakłady na opiekę zdrowotną w roku przyszłym istotnie wzrosną -
do 5% PKB, tak aby zrealizować podwyżkę dla lekarzy i dla pozostałego
personelu medycznego. Gdyby dzisiaj z kwoty 1 mld złotych przyznać podwyżkę
dla wszystkich zawodów medycznych, kwota podwyżki byłaby na tyle mała, że nie
zmusiłaby rządzących do istotnego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia w roku
przyszłym.
11 mld złotych na podwyżki rocznie dla wszystkich pracowników.
Nie wiadomo skąd się wzięła kwota 11 mld złotych rocznie na postulowane
podwyżki dla personelu medycznego. Szacunki OZZL przewidują ok. 4mld rocznie
na podwyżki dla lekarzy. Wiceminister Zdrowia pani Wacława Wojtala na
posiedzeniu Senackiej Komisji Zdrowia poświęconej korupcji wspominała, że MZ
ocenia, iż na postulowane podwyżki potrzebna jest kwota 6-8 mld złotych
rocznie. Tutaj trzeba przypomnieć, że liczba osób zatrudnionych w ochronie
zdrowia spada i że część tych osób nie stanowi personelu medycznego, a ich
wynagrodzenia podlegają regulacjom rynkowym (np. personel techniczny,
administracyjny, zarządzający). Zgodnie z informacjami GUS ( Podstawowe dane
z zakresu ochrony zdrowia w 2005r. Warszawa 2006, dostępne na stronie
internetowej GUS) ilość pracowników medycznych wynosi ok. 322 tysiące, z
farmaceutami, zatrudnionymi w aptekach szpitalnych i otwartych.
1 mld złotych na leczenie zamiast na podwyżki.
Prezes NFZ i niektóre inne osoby próbują przeciwstawić sobie tę samą rzecz:
koszty leczenia i płace dla tych, którzy leczą. Trzeba sobie jasno
uświadomić, że nie ma leczenia bez lekarzy, pielęgniarek, położnych,
techników medycznych, diagnostów laboratoryjnych. Leczenie jest usługą,
której najważniejszym element