Dodaj do ulubionych

Ile zarabia "interista" w POZ w mazowieckim?

31.08.08, 15:24
Pytam, bo mi tak przyszło do głowy, że chciałabym pracować w POZ po
skończeniu rezydentury z interny.
Obserwuj wątek
    • obs2 Re: Ile zarabia "interista" w POZ w mazowieckim? 31.08.08, 15:43
      ale o co chodzi?
      Bo rozumiem, że interista, to literówka.
      Ale dlaczego w cudzysłowiu?
      Pytasz o internistę, czy o "internistę" - jeśli o to drugie to
      wyjaśnij co rozumiesz przez zastosowanie cudzysłowia?
      A co do zarobków, to pewnie jak w całym kraju. Jak przychodzisz z
      zewnątrz, to 20 zł za godzinę, a jak to POZ Twojego wujka lub
      dobrego kumpla taty, to i 40 zł za godzinę (kosztem pozostałych,
      zarabiających 20 zł).
      Ale raczej nie 60 zł za godzinę, tyle zarabiają tylko rodzinni w
      lubelskim i tylko wg Arona.
      • patylda Przepraszam za literówkę - "internista" 31.08.08, 16:33
        A dokładniej chodzi mi o specjalistę chorób wewnętrznych, zwanego
        potocznie "internistą".
      • mindflayer Cholerny Kraków ;-) 31.08.08, 20:55
        Skąpiradła. U nas za 20 złotych to pracują co lepsze pielęgniarki. Stawki
        lekarskie internisty w państwowym wynoszą 20 zł (miejski szpital) do 30 zł
        (akademicki). W prywatnych przychodniach stawki w trakcie specjalizacji
        zaczynają się od 35 złotych, interniści - ci którzy mi mówią - mają 40-60 zł, co
        prawda te 60 z podspecjalizacją. Poza miastem (>50 km) stawki są różne 30+.
        • m.algorzatka A moze... 31.08.08, 21:33
          ...ta godzinowa stawka nie zalezy od konekcji rodzinnych, ale od tego czy lekarz
          jest "kiepski, sredni, dobry" (tak mi sie to z innym watkiem skojarzylo).
          • maga_luisa Re: A moze... 31.08.08, 21:53
            Nie zależy, tak samo jak to, ile płaci NFZ za opiekę nad jednym pacjentem, nie
            zależy.
            Dobry, zły czy średni lekarz - 8 zł miesięcznie na pacjenta.
          • obs2 Re: A moze... 31.08.08, 23:14
            może. Jak to śpiewał LiRoy? "Chcesz, opowiem ci bajeczkę?"

            Inaczej: to że tak nie jest, widać przy rekrutacji. Owszem, teraz są
            oferty pracy dla lekarzy. Ale te formalne oferty, to są te za -
            dajmy na to - 20 zł. Ofert za 50 zł nie ma, choć ludzie podejmują
            pracę na takich warunkach. Rozumiesz? Nie że komuś się podnosi
            stawkę bo się okazał "dobry". Nie, przychodzi taki i szef go widzi
            pierwszy raz w życiu, ale dostaje 50 zł. I potem ma te 50 zł,
            nieważne, czy jest "dobry" czy "kiepski". A ten z ogłoszenia
            przyjęty ma 20, na analogicznym stanowisku. I potem też ma stale te
            20, nieważne czy jest "dobry", czy "kiepski".
          • ament Re: A moze... 01.09.08, 00:12
            Mnie się wydaje, że zarobki w POZ-ie (i nie tylko) są przede wszystkim zależne od tego czy lekarz jest bardzo, średnio lub mało potrzebny do pracy.
            Jak szefostwo ma przysłowiowy nóż na gardle a zmienników nie widać, to stawka rośnie i to niezależnie stawki kapitacyjnej lub poziomu znajomości z medycznym decydentem.
            Po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) zgodzę się z naszym pseudokrusowym trollem, że w takiej sytuacji warto startować na prowincję, bo tam ławka rezerwowych lekarzy jest krótka, a jak konkurencja jest mniejsza to negocjacje bardziej satysfakcjonujące.
        • obs2 Re: Cholerny Kraków ;-) 31.08.08, 23:09
          ano cholerny.
          Jeździć się już żywcem nie da - kilkanaście remontów w kluczowych
          punktach miasta. No i te finansowe realia. Czytam te różne Polityki
          i Wyborcze w których bez przerwy Żakowski na spółkę z Gadomskim
          mówią jak to się wszystkim niebotycznie poprawia. Myślę sobie "e
          tam, miejskie legendy. E tam, PR taki.". Po czym okazuje się, że
          może i owszem, nie tylko.
          Inaczej. Mam wrażenie że Kraków jest specyficzny, że można tu
          zarabiać jak w Warszawie, ale są liczne obszary pensji typu Ustrzyki.
          Jeszcze niedawno były szpitale gdzie lekarz autentycznie zarabiał
          1200 zł netto, a pielęgniarka 850 zł. Z drugiej strony stawka dla
          podspecjalisty 60 zł o jakiej piszesz uchodzi w Krakowie za niską,
          słyszy się i o ponad 100 zł (oczywiście dla szeregowego lekarza,
          żadnego profesora). Może wynika to z tego, że w Krakowie istniała i
          istnieje potężna tendencja do dzierżenia firm silną ręką szefa, do
          konsolidacji firm i tworzenia dużych holdingów, gdzie znajomi prezia
          mają stawkę 2-3 x większą niż nie znajomi na tych samych
          stanowiskach. Nie powiem gdzie tak było od lat, bo to byłoby
          pomówienie, ale generalnie takie tu są reguły. Tzn. to są ogólne
          reguły, ale żyjąc tu mam wrażenie, że w C.K. Krakowie zachowania
          postrzegane jako proste centusiostwo, to raczej są złożone relacje
          służące "właściwej" redystrybucji dóbr; wszystko w zgodzie z
          lokalnym układem rodów, polityki i z błogosławieństwem kurii.
          Tu ta układowość posunięta jest do granic, pewnie stąd to
          rozwarstwienie. Myślę że jeśli ktoś szuka miejsca gdzie obok siebie
          koegzystują lekarze o w miarę porównywalnych kompetencjach, z
          których jeden zarabia 2, a drugi 20 tysięcy, to Kraków jest dobrym
          miejscem do znalezienia takich przykładów.
          • marcinoit Re: Cholerny Kraków ;-) 01.09.08, 22:43
            obs2 powiedz mi jesli nie tajemnica. co Ty jeszcze robisz w tym Krakowie???
            • aron2004 [...] 02.09.08, 08:30
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • crazy.diamond Może ustalmy coś na początek... 04.09.08, 18:43
        obs2 napisał:



        > A co do zarobków, to pewnie jak w całym kraju. Jak przychodzisz z
        > zewnątrz, to 20 zł za godzinę, a jak to POZ Twojego wujka lub
        > dobrego kumpla taty, to i 40 zł za godzinę (kosztem pozostałych,
        > zarabiających 20 zł).
        > Ale raczej nie 60 zł za godzinę, tyle zarabiają tylko rodzinni w
        > lubelskim i tylko wg Arona.


        Mówimy o zarobkach brutto czy netto?
        I w jakim wymiarze godzinowym? (to też jest istotne)

        I, czy dotyczy to POZ, jak w tytule wątku czy szpitali?


        A w końcu, co to znaczy "przychodzisz z zewnątrz"?
        Czy w ogóle można przyjść "z wewnątrz"?
        • loraphenus Re: Może ustalmy coś na początek... 04.09.08, 18:50
          "przychodzisz z zewnątrz" - to pewnie o firmę zewnętrzną, outsourcing,
          podwykonawcę...
        • obs2 Re: Może ustalmy coś na początek... 05.09.08, 16:58
          > I w jakim wymiarze godzinowym? (to też jest istotne)

          stawka za godzinę to stawka za godzinę.

          > A w końcu, co to znaczy "przychodzisz z zewnątrz"?
          > Czy w ogóle można przyjść "z wewnątrz"?

          Można. Z zewnątrz, tzn. przyjęty bo jest wakat na który nie ma
          chętnych długi czas i trzeba zrobić to co u nas uznawane jest za
          totalną egzotykę w temacie dawania i poszukiwania pracy: dac
          ogłoszenie "zatrudnię". Wiadomo zaś, że tą drogą nie pozyskuje się
          lekarzy do pracy. Najbardziej prestiżowe stanowiska przeznaczone są
          dla rodziny, pozostałe dla znajomych i znajomych znajomych.
          Ogłoszenie o zatrudnieniu oznacza niebotycznie badziewną posadę. I
          to jest "z zewnątrz". Z "wewnątrz" oznacza pozostałe drogi. I
          absolutnie nie musi to oznaczać nepotyzmu. Oznacza często, że ktoś
          jest przyjęty, bo ktoś go polecił, za umiejętności, a nie za
          znajomości.
          Jest i inaczej. Są wakaty - i to kilka. Ale identycznie
          kwalifikowani lekarze przyjmowani na identyczną posadę mogą różnić
          się stawką 2 lub 3 krotnie. Bo jedni są "z zewnątrz", a drudzy "z
          wewnątrz".
          No nie wiem jak to mam tłumaczyć, może trzeba pomieszkać i
          popracować w krk żeby to pojąć.
          Z we
          • crazy.diamond Re: Może ustalmy coś na początek... 05.09.08, 18:23
            obs2 napisał:

            > > I w jakim wymiarze godzinowym? (to też jest istotne)
            >
            > stawka za godzinę to stawka za godzinę.
            >


            OK.
            Tylko czy mówimy o pieniądzach otrzymywanych "do ręki", czyli netto, czy też
            jest stawka brutto, ujęta w wymienionej kwocie w umowie o pracę, ale od której
            trzeba odliczyć różne pochodne?
            • obs2 Re: Może ustalmy coś na początek... 07.09.08, 08:57
              > czy też jest stawka brutto, ujęta w wymienionej kwocie w umowie o
              > pracę, ale od której trzeba odliczyć różne pochodne?

              no brutto, brutto. Przy czym ja mówię raczej o stawkach
              kontraktowych. Generalnie- o jakichś ogromnych różnicach w kwocie z
              umowy o pracę a z kontraktu to ja tylko słyszałem. I nie mówię tylko
              o moich osobistych doświadczeniach, również o doświadczeniach
              innych - opowieści jak to po przejściu z etatu na kontrakt stawka
              rośnie 2 czy 2.5 raza, pozostają opowieściami. Kwota brutto z
              kontraktu jest porównywalna kwotą brutto pracodawcy z czasu umowy o
              pracę. Zyski przejścia na kontrakt są niewielkie: owszem, przez
              pierwsze 2 lata prowadzenia działalności płaci się promocyjną stawkę
              ZUS, całkiem małą (US 100 zł, FP nie płaci się, a zdrowotna to
              przecież w większości część podatku), potem ta stawka jest większa,
              ale mniejsza niż gdyby była płacona od kwoty brutto w umowie o
              pracę. Skutek tego z kolei jest taki, że emerytura od takiej składki
              (US ok. 540 zł obecnie) będzie dramatycznie, dramatycznie niska.
              To zresztą problem wszystkich prowadzących działalność - to
              marudzenie na składkę ZUS. Po pierwsze, NIE WYNOSI ona 800 zł jak
              się próbuje wmawiać, bo ponad 200 zł z tego jest składką zdrowotną,
              której większość odlicza się od podatku- a przecież podatki płacić
              musimy i jest to odrębny temat. Po drugie, składka wchodzi w koszty,
              czyli netto jest o dalsze 19 % mniejsza dla kieszeni przedsiębiorcy.
              Po trzecie, mało który przedsiębiorca ma przychody miesięczne brutto
              poniżej 2 tys zł. A powyżej - płacenie nawet pełnej składki ZUS
              powoduje ze netto ma się więcej pieniędzy niż gdyby tą kwotę
              zarabiało się brutto na umowę o pracę. Po czwarte, przedsiębiorca ma
              zawsze wyższe koszty uzyskania przychodu niż etatowiec (czasami
              szokująco wyższe, wręcz dorównujące przychodowi, ale to się często
              źle kończy w razie kontroli).
              Tak więc działalność na pewno ma plusy, ale mówienie że kontrakt
              oferuje jakieś bajeczne stawki dla lekarzy, to legendy. Tzn. dla
              neurochirurgów, dla anestezjologów itp. są niezłe. Dla lekarzy typu
              internista, rodzinny - są to stawki nikłe.
              W momencie gdy stawka oscyluje w granicach 20-30 zł za godzinę
              brutto, powstaje pytanie, czy są to bardzo wysokie dochody, gdy
              trzeba sobie pieniążki odkładać na wypadek choroby, na
              jakikolwiek "urlop" (piszę w cudzysłowiu, bo kontraktowcy urlopu nie
              mają). W wymiarze etatu są to zarobki rzędu jak widać 4-5 tys
              brutto. Z niewielką różnicą na korzyść jak chodzi o kwotę netto, ale
              to się wyrównuje brakiem miesiąca urlopu.
              Jak widać daleko do postulowanych przez Izby 7.5 tys, daleko do
              Aronowych koncepcji 10 tys, niezwykle daleko do wypowiedzi wysokich
              urzędników o pensjach lekarskich rzędu 13 czy 15 tys. Tak, takie
              pensje są- pojedyczne, w deficytowych specjalizacjach. Nie każdy
              może być ortopedą.



          • aron2004 Re: Może ustalmy coś na początek... 05.09.08, 19:31
            jeżeli faktycznie w Krakowie przyjmuje się lekarzy do pracy "po
            znajomości" to wynika z tego że faktycznie jest tam jeszcze
            bezrobocie wśród lekarzy, co napawa optymizmem.
            • obs2 Re: Może ustalmy coś na początek... 07.09.08, 09:13
              > jeżeli faktycznie w Krakowie przyjmuje się lekarzy do pracy "po
              > znajomości" to wynika z tego że faktycznie jest tam jeszcze
              > bezrobocie wśród lekarzy,

              Nie wynika, Aron.
              Kraków to nie Firlej. Tutaj lekarze różnią się nie tylko dochodami.
              Jest również kwestia prestiżu - owszem, wielu się z tego śmieje, ale
              to jest fakt. Są posady gdzie wakat leży miesiącami, a są miejsca, w
              których wolontariat trzeba sobie wychodzić i mieć poparcie by być
              akceptowanym.
              Bezrobocia nie ma. W mieście z uczelnią medyczną i klinikami,
              jeszcze tak specyficznym jak Kraków, są wakaty po 30 zł za godzinę,
              a obok pracują ludzie po 12 zł za godzinę i cieszą się że pracują -
              bo jest to np. jedna ósma etatu w prestiżowej klinice. Ta jedna ósma
              etatu za 12 zł za godzinę to oczywiście na papierze, ludzie siedzą
              tam cały dzień biorąc pieniądze za 2 godziny dziennie - starczy na
              jabłko z mineralną, źle nie jest! Oczywiście część z nich
              to "odbierze", zostając specjalistą chirurgiem wykształconym np. pod
              Kopernika 40, albo angiologiem czy alergologiem ze Skawińskiej 8.
              Ale musisz przyznać, że droga do tego prowadząca jeszcze parę lat
              temu przez wolontariat trwający często od trzeciego roku studiów do
              końca specjalizacji (albo pod jej koniec- zarobki rzędu 1 tys zł na
              rękę), z dorabianiem po nocach i przeróżnymi chałturami, to nie
              powinna być normalna droga kariery i kształcenia lekarzy.
              Może ostatnio TROCHĘ się to zmieniło. Ale jeszcze 3, 4 lata temu to
              było POWSZECHNE.
              I owe słynne pieprzenie na forach: widział kto biednego lekarza,
              pokażcie fury i chaty....
              MPK i wynajęte mieszkanie (za wynajem często płacili rodzice...).
              Nie mówię że kazdy tak zaczynał, ja tylko tłumaczę Ci Aron co
              znaczy "kariera w Krakowie". Bezrobocia nie ma, ale "chaty i fury"
              to przywilej mniejszości. I "pokaż lekarzu co masz w garażu" -też,
              bo o ile samochody mamy (kto nie ma?) to już garaże - rzadziej.


              • 4tore Re: Może ustalmy coś na początek... 07.09.08, 17:52
                Obs,
                Twoim zdaniem warto czeladnikowac za psi grosz "w klinice" przez
                lata, zeby zdobyc co - wyksztalcenie/wyszkolenie czy prestiz?
                Jakiego rodzaju prestiz mozna zdobyc praktykujac jako wyrobnik lobby
                ordynatorskiego przy pensji nie pozwalajacej na jakiekolwiek
                wyksztalcenie...
                Mialam kolezanke z Krakowa (poznalam juz w Szwablandii) wyjechala do
                Niemiec i jakos wracac nie chce, chociaz narzeka tez i na Szwabow,
                ale ma w Niemczech odpowiednie stanowisko i pensje. Ciekawe, czego,
                poza wrzodami, dochrapalaby sie w Krakowie.
                B. lubie Krakow, ale szczerze mowiac, na tzw. zgnilym Zachodzie nie
                bedzie sie liczylo, czy zrobiles specjalizacje "w klinice" u pana
                ordynariusza czy prymariusza takiego a takiego, tylko ile osob z
                Twojego kraju przyjezdza na zjazdy, ma publikacje, uznane w Europie
                stopnie/specjalizacje.
                Twoje argumenty troche przypominaja:
                a/ niemiecki mit o "Uniausbildung" - specjalizacje na uniwersytetach
                robi sie latami, pracujac jak wyrobnik, wieksze szanse sa w
                prywatnych szpitalach (wcale nie malutkich), przy czym wieksza
                samodzielnosc i pensje tez wyzsze
                b/ rozmowy z moimi rumunskimi wspolpracownicami, przy czym jedna
                miala sie za lepsza, bo studiowala i specjalizowala sie w "samym"
                Bukareszcie w klinice. Ta druga byla o niebo lepszym fachowcem od
                niej, skromniejsza i sympatyczniejsza, byla z Cluja (Cluj - Napoca)-
                miasto male, ale za to osrodek referencyjny i szkoleniowy ESA,
                kontakty z cala Europa i z moich osobistych kontaktow z nimi - b.
                fajni ludzie, sympatyczni i bez tzw. "zadecia.
                Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieje, ze przyszlosc mlodych to nie
                bedzie chalturzenie i nocna robota, ani tez wolontariaty w
                klinikach, tylko ludzie pojda po rozum do glowy i na wlasna reke
                skoncza z nepotyzmem i ograniczaniem mlodym dostepu do miejsc pracy
                i ksztalcenia.
                • obs2 Re: Może ustalmy coś na początek... 07.09.08, 19:43
                  dość wyraźnie zaznaczyłem, że mam do tego mocno dwuznaczny stosunek.
                  Tzn. uganianie się za wolontariatem byle "być na klinice" uważam za
                  dziwne. Ale są kliniki w których poziom jest wysoki.
                  Problem leży też gdzie indziej.
                  Wielu podspecjalizacji nie da się robić gdzie indziej. Po pierwsze -
                  w przypadku podspecjalizacji internistycznych praktycznie w
                  przypadku wszystkich jedyne ośrodki uprawnione do szkoleń to
                  kliniki. I trzeba w nich spędzić znaczącą część okresu
                  specjalizacji. W jakimż to trybie się na ogól odbywa? Ano
                  wolontariatu - a to już jest całkiem niepoważne, bo dotyczy
                  najczęściej ludzi tuż przed albo i po czterdziestce, z II z interny.
                  Np. specjalizacja z gastroenterologii oznacza pobyt w akredytowanym
                  oddziale i poradni przez 18 miesięcy - teoretycznie codziennie w
                  wymiarze etatu!!!!!! Jeżeli to nie oznacza upokarzającego
                  wolontariatu z dorabianiem popołudniami i nocami, to może to
                  oznaczać tylko: etatowego pracownika Kliniki albo kogoś a priori
                  bogatego, który robi to dla hobby. Ile jest takich osób?
                  • 4tore Re: Może ustalmy coś na początek... 07.09.08, 20:13
                    hm, koledze rumunskiemu tez nie udalo sie wykonac zalozonego planu,
                    tzn. wykonac rocznego planu ERCP, poza tym musial sie zajmowac
                    oddzialem, papierami, pomniejszymi czynnosciami (pobieranie krwi,
                    kroplowki), ale przynajmniej pensje mial przyzwoita.
              • aron2004 Re: Może ustalmy coś na początek... 08.09.08, 16:52
                czyli to znaczy że mamy lekarzy z powołaniem którzy wolą jabłko i
                wodę mineralną w Krakowie niż willę, terenówkę i kotlet z piersi
                kurczaka w Hrubieszowie?
                • 4tore Re: Może ustalmy coś na początek... 08.09.08, 17:31
                  Moze inaczej aron, mamy lekarzy popierajacych zdrowy i aktywny styl
                  zycia.
                  Moi koledzy dojezdzaja na rowerach typu szrot (lepsze kradna pod
                  szpitalem).

                  Uprzejmie donosze, iz osoby Twego pokroju, zazdroszczace stanowi
                  lekarskiemu jego rzekomego majatku, znajduja sie tez i w
                  Bundesrepublice (tekst do mojej kolezanki po kupnie wiekszego auta -
                  maja niepelnosprawne dziecko: ihr seid Aerzte, ihr seid reich), jak
                  widac nie jest to specyfika malopolska.
    • borderlineonline Pracujesz za tyle- na ile się zgodzisz. 01.09.08, 10:26
      Taka prawda.
      Dowiedz się jakie stawki mają lekarze zatrudnieni tam, gdzie chcesz
      pracować- i powodzenia.
      • obs2 Re: Pracujesz za tyle- na ile się zgodzisz. 07.09.08, 09:25
        > Pracujesz za tyle- na ile się zgodzisz.

        Tak, brzmi to logicznie, i takie myślenie jest pochwalane jako
        wyznacznik tzw. "dojrzałości".
        Z tym że to nie do końca prawda.
        Wartość pracy jest kwestią względną, umowną i zmienną. Pamiętajmy o
        tym. Są miejsca w których za dolara nie kupisz nic do jedzenia, są
        takie w których żywisz się cały dzień. To samo z pensjami.
        Ceny, pensje, to cyferki. Oczywiście, są zasady które rządzą
        wielkościami cen i dochodów. Jest to globalna gra.
        Ale to mówienie, że pracujesz za tyle, na ile się zgodzisz, to
        troszkę taka liberalna demagogia, z której sami liberałowie się
        wycofują. Ja bym powiedział raczej, że akceptuję pewną kwotę (na
        ogół 98 % ludzi nie ma innego wyjścia, pamiętajmy o tym, nie każdy
        będzie prezesem kwitnącej firmy!!!). Ale się na nią nie "godzę".
        To tak samo, jak by powiedzieć, że godzimy się na cenę chleba czy
        litra paliwa. Może się godzimy, a może nie. Nie mamy wyjścia.
        Nie my tworzymy reguły. My tylko musimy przetrwać jakoś to życie bez
        nadmiernego dyskomfortu. Dlatego pracujemy, dlatego płacimy za chleb.
        Ale do "zgody" tu daleko.
        To raczej tylko akceptacja - z rozsądku.

        • borderlineonline Re: Pracujesz za tyle- na ile się zgodzisz. 07.09.08, 10:35
          Obs-
          widzę, że temat masz przemyślany,
          Twoje słowa również brzmią logicznie- i w pełni się z Tobą zgadzam.
          Moje stwierdzenie- to sloganowy skrót myślowy-
          rozwijam- po zorientowaniu się w wysokości stawek jakie są na rynku-
          zmuszeni do akceptacji rzeczywistości staniemy przed rozmową z
          ewentualnym pracodawcą.
          Większość z młodych lekarzy nie negocjuje stawek,
          i potem "baka" za niższą pensję, niż ich koledzy.
          A co do wyznacznika dojrzałości- "masz w zyciu to, na co się
          godzisz"- no trudno mi się z tym nie zgodzic :-)
          Pozdrawiam w upalną Niedzielę.
        • marcinoit Re: Pracujesz za tyle- na ile się zgodzisz. 07.09.08, 22:10
          coz stoi na przeszkodzie by starc sie osiagnac bardziej akceptowalny poziom zarobkow?? poza tym uwazam ze zarobki same w sobie w wartosciach bezwzglednych nie sa tak wazne jak stosunek kosztow do zyskow.
    • crazy.diamond Re: Ile zarabia "interista" w POZ w mazowieckim? 10.09.08, 11:28
      Może wróćmy do tematu wątku, bo jak dotąd nikt Patyldzie właściwie nie
      odpowiedział, a temat ciekawy.

      Myślę że Patyldzie chodzi o konkretne wysokości zarobków, a nie o wzniosłe
      ogólniki i bujanie w obłokach.

      Ja mogę dać Patyldzie podstawową wskazówkę:

      POZ , niezależnie w jakim województwie, można znieść pod jednym warunkiem, - że
      się jest samemu jego właścicielem (współwłaścicielem, lub przynajmniej
      kierownikiem POZ publicznego(jeszcze są takie gdzieniegdzie))

      Jeśli masz zamiar "nająć się" w czyimś POZ za lekarza wyrobnika (lub inaczej -
      parobka/niewolnika - *niepotrzebne skreślić)to radzę Ci, omijaj taka "posadę"
      szerokim łukiem!..;+)))

      Nie dość, że dostaniesz tam żenujące zarobki w zamian za ciężką harówkę, to na
      dodatek zepsujesz sobie charakter, a niewykluczone, że i stracisz zdrowie i nerwy!
      • obs2 Re: Ile zarabia "interista" w POZ w mazowieckim? 14.09.08, 21:09
        > bo jak dotąd nikt Patyldzie właściwie nie odpowiedział

        przepraszam. Padły konkretne stawki, co prawda nie z mazowieckiego,
        ale zasady finansowania POZ są zbliżone w całym kraju.

        > a nie o wzniosłe ogólniki i bujanie w obłokach.

        gratuluję dobrego samopoczucia wyrażającego się w arbitralności ocen
        i epitetów.

        > Nie dość, że dostaniesz tam żenujące zarobki w zamian za ciężką
        > harówkę, to nadodatek zepsujesz sobie charakter, a niewykluczone,
        > że i stracisz zdrowie i nerwy!

        to akurat prawda.


        • aron2004 Re: Ile zarabia "interista" w POZ w mazowieckim? 15.09.08, 11:49
          to czemu się nie zwolnicie jak wam źle płacą?
          • crazy.diamond Re: Ile zarabia "interista" w POZ w mazowieckim? 15.09.08, 17:47
            aron2004 napisał:

            > to czemu się nie zwolnicie jak wam źle płacą?


            Ja się właśnie zwolniłem.

            Nie czekałem na reformę-mit kolejnych rządów, którym prawdziwa reforma ochrony zdrowia, zaczynająca się od natychmiastowej likwidacji KRUS-u (tak, tak, aron), nawet przez myśl nie przejdzie.

            ZREFORMOWAŁEM SIĘ SAM!
            Od połowy czerwca pracuje wyłacznie prywatnie.

            Teraz i lepiej zarabiam i mam duuużo więcej czasu! ;+)))

            Żałuję tylko jednego, że nie zdecydowałem się na to znacznie wcześniej!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka