Witam wszystkich...mam poważny mętlik w głowie, muszę się wygadać i posłuchać
mądrych rad

Jak to napisać w dużym skrócie....
na rocznych podyplomowych poznałam faceta (żonaty -żonę zna jakieś 15 lat. z
5lat teraz po ślubie, teraz 3 letnia córka), jakoś nawet za dużo ze sobą nie
rozmawialiśmy ... i na koniec studiów w styczniu była impreza pożegnalna...po
której się całowaliśmy... coś takiego przeżyłam pierwszy raz.... zadzwonił
jakieś dwa, trzy tyg. później. Od tamtej pory bardzo często rozmawialiśmy
przez telefon, pisaliśmy maile(nic zdrożnego, z dużą dawka humoru), ani razu
się nie spotkaliśmy. Po roku jego żona przeczytała te maile, jemu kazała
zerwać ze mną kontakty, do mnie napisała, że rozwaliłam jej małżeństwo. Więc
jej odpisałam, że nas nic nie łączy. Mieliśmy zerwać kontakt ale on nie
chciał. Więc dalej maile, telefony, smsy w nocy. Spotkaliśmy się pierwszy raz
w kwietniu rok temu (ponad rok od pamiętnej imprezy). I od tamtej pory
szaleństwo. W czerwcu rok temu ona przyłapała go jak wieczorem dzwonił w
piwnicy. Nakłamał jej, że dzwonił do jakiejś koleżanki. Kazała mu się
wyprowadzić (mieszkanie jego). Więc się wyprowadził, wtedy się przespaliśmy
pierwszy raz. Pytał czy ma zostawić żonę i córkę. Nie miałam siły. On wrócił
do domu. A my dalej tkwiliśmy tak jak wcześniej. 2 miesiące później żona
przeczytała kolejne maile. Właściwie to tylko jakieś dwa, z których nie
wynikało, ze mamy romans. Wyrzuciła go z domu. Znowu zadzwoniła do mnie, że
jej córka nie ma ojca itp. Powiedziałam jej, że nie mamy romansu (właściwie
nie wiem czemu tak powiedziałam). Parę dni później zadzwoniła do mnie jego
matka (bardzo wierząca, praktykująca), zapytała czy chodzę do kościoła i żebym
przestała spotykać się z jej synem, bo jej synowa jest najlepsza na świecie.
Po tych wszystkich akcjach stwierdziłam, że koniec z tym, niech wraca do żony,
do córki. Wrócił. Twierdził, że dla córki zrobi wszystko, że od samego
początku czuł, że to małżeństwo nie przetrwa, że to taki marazm. Ale ze mną
chciał dalej mieć kontakt. Jakoś więc dalej to trwało. Maile zostały
ograniczone, bo już po nocach nie pisał, smsy nocne też. W październiku ona
się wyprowadziła, bo on jej nie kocha. Z mieszkania firanki pozbierała, kołdry
itd. Wróciła po kilku dniach bo dziecko tęskniło. W listopadzie wróciła z
jakieś imprezy w nocy i zobaczyła w telefonie połączenie ode mnie do niego.
Rano zabrała córkę i pojechała do jego matki. Matka jego zadzwoniła do mnie,
ze jedzie do moich rodziców i ona nie pozwoli na to, żebym była z jej synem.
Jej siostra zawiozła je razem z dzieckiem do moich rodziców. Ja akurat byłam u
rodziców, ale nie zeszłam do nich, wszystko jednak słyszałam. Więc debatowali,
że mamy romans. Moja mama się wkurzyła i zadzwoniła do niego, żeby przyjechał
i zabrał swoją matkę i żonę. Przyjechał, wyszli razem a on później nie
mieszkał 5 tygodni w domu. Wrócił na święta. My uzgodniliśmy, że nie będziemy
się widywać. Po sylwestrze wszystko wróciło do normy. Ona znowu wyprowadziła
się przed świętami wielkanocnymi. Teściowa jego ich jakoś pogodziła i wróciła.
W połowie maja on się wyprowadził, bo ona znowu zaczęła gadki, ze jej nie
kocha, nie przytula itd. Wrócił po dwóch tyg. bo ona chciała a on miał dosyć
mieszkania na walizkach. I teraz najważniejsze.... 3 tyg. temu ona znalazła
jakąś kartę startową w portfelu. Kupił ją kiedyś, żeby do mnie dzwonić. Jak
pytała go co to za karta to jej nie powiedział. Dwa tygodnie temu zrobiłam
test ciążowy. Wyszedł pozytywny. Był zaskoczony ale pytał co zrobimy, ja
głupia powiedziała, że co mamy robić każde z nas ma swoje życie, że dam sobie
radę. Parę dni później miał jechać z nią i dzieckiem nad morze. Przyznał się
jej, ze do mnie dzwonił z tej karty. Ona powiedziała, ze nie pojedzie z nim
nad morze i nie będzie udawała, że jest ok. Pojechała z siostrą. Ja w
międzyczasie zrobiłam test krwi, 4 tydzień. Mimo to pojechał dwa dni później z
chrześniakiem do nich nad morze. Ona nad morzem się rozpłakała, żeby jej nie
opuszczał. Wrócił w środę. Ona przez telefon poprosiła żeby się wyprowadził i
powiedziała mu, ze szkoda, że nie zobaczy jak ich córka idzie do i Komunii
Świętej. Wieczorem przyjechał do mnie. Jeszcze się kochaliśmy. W czwartek
znalazł mieszkanie. Ona wróciła wieczorem i on został w domu. W piątek do
niego zadzwoniłam po pracy, to mnie odrzucał. oddzwonił po paru minutach,
umówiliśmy się za pół godz. I on powiedział, ze powiedział wszystko żonie,że
miał romans, będzie miał dziecko, że wraca do domu i ona przyjęła to
spokojnie. Była w lekkim szoku. Powiedziałam mu, że nagle mogą się jego
marzenia spełnić a on nie chce spróbować. Że chce wrócić do domu , do którego
nie chciał wracać, do żony o której mówił, że jest suk.. . że nagle co żonę
pokochał. Powiedział, że na pewno nie tak jak mnie. Przez rok twierdził, że
jej nie kocha, ze przyzwyczajenie itd. Na odchodne powiedział, że mnie kocha i
żebym uważała na siebie i ze powinnam się cieszyć, bo będę miała dziecko z
kimś kogo kocham. To było tydzień temu w piątek. W nocy spałam dwie godz.
Stres olbrzymi. Poszłam do znajomego lekarza to powiedział, żebym uważała na
siebie bo to wpływa źle na ciąże. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do niego. To
wyskoczył do mnie z tekstem, ze próbuje wyrzuty sumienia w nim wzbudzić. Więc
mu powiedziałam, ze każdy normalny człowiek miałby wyrzuty sumienia
zostawiając kobietę swojego życia w ciąży. Nawet jak nie chce z nią być to
pomógłby jak dla człowieka. Że mój były facet jak się dowiedział to stwierdził
że jest gnojem. To powiedział, że on sobie nie życzy żebym rozmawiała z kimś
na jego temat. To była nasza ostatnia rozmowa. W poniedziałek tylko mu
napisałam smsa, że niech swoim rodzicom mówi kiedy chce (bo najpierw ja miałam
powiedzieć swoim). Nie odpisał. Od tamtej pory zero kontaktu. Minął ponad
tydzień. Tydzień temu napisałam mu maila to nawet na pocztę nie wchodził, bo
znam jego hasła. Nawet na naszej-klasie mnie zablokował , chociaż nie miał
mnie i tak w kontaktach. Cały czas twierdził, że kocha, że tęskni ... nawet to
czułam.... a teraz .... cisza.... tak jakbym dla niego nie istniała....siedzi
sobie w domu, z kochaną żoną, z córką i nie myśli co ja robię, jak wyniki,
nic... Mam ochotę zadzwonić w tyg. zapytać co on zamierza. A jak miałam tylko
test to zapytałam go , czy dziecko będzie miało jego nazwisko to powiedział,
że za wcześnie na takie rozmowy...
"Kurcze, Kotek....Kocham Cię...gdy sobie wyobrażam, że Ciebie nie
ma............. nie potrafię.........po prostu............
Uwielbiam Cię Skarbek...Buziaczki

**" tak wyglądały jego maile. Co
robić....?? Straciłam wiarę w niego jak w człowieka.Uważałam, że to moja druga
połówka. Miłość mi przeszła tydzień temu w sobotę. Całe uczucie jakie było.
Nie mogę tylko się pogodzić z tym, że zachował się tak.