szerszenie

20.05.02, 23:35
czy ktos zna cos skutecznego na szerszenie.Moja letnia chalupa stoi w lesie i
co roku wlatuja te paskudy do srodka ( z lasu?) przyprawiajac nas o gesia
skorke. Siatki w oknach nie bardzo bo psuja wspanialy widok , moze jakies ziola
wiszace w oknach a ktorych szerszenie nie trawia?
    • jerzy.wozniak Re: szerszenie 21.05.02, 08:15
      Podejrzewam że szerszeniątka mieszkają w Pana chałupie. W lesie gnieżdżą się
      coraz rzadziej z powodu braku odpowiednich miejsc, czyli dużych dziupli.
      Niestety szerszeń jako największa polska osa nie boi się niczego i nie ma
      rzeczy które ją mogą wystraszyć. Dla odważnych zostaje Raid, a dla miłośników
      przyrody ostrożność. Gniazdo szerszenie łatwo zniszczyć wpsikując nocą środek
      typu Raid.
      Ja rodzę w miarę możliwości pozostawić je w spokoju. Jednak w wypadku gdy
      gnieżdżą się w domu należy je usuwać szczególnie gdy mamy małe dzieci.
      Szerszenie w pobliżu gniazda są bowiem agresywne i o nieszczęście nietrudno!
      Pozdrowienia,
      Jerzy Woźniak
    • mjot1 Re: szerszenie 21.05.02, 18:37
      Wyskoczę pewnie jak Filip z konopi! Ale trudno...
      Moim zdaniem należy je „polubić”!
      No może nie tak do końca, ale spróbować zrozumieć i tolerować.
      Już słyszę ten pomruk – zielony dziwak, oszołom itd.
      Jednak jako zwykły „deptacz” mieszkający w krzakach a nie jakiś wielki znawca
      tematu na podstawie własnych z tym owadem doświadczeń i obserwacji spróbuję się
      wybronić...

      Otóż kilka lat temu szerszeni była plaga (przynajmniej w naszych
      okolicach). Zajęły w lesie sporo budek lęgowych. W mojej osadzie założyły trzy
      gniazda dwa na budynku mieszkalnym na obu szczytach od strony strychu i jedno
      na budynku gospodarczym (poprzednio bywało sporadycznie jedno). Cóż blady
      strach padł na nas! Ruch w powietrzu był niesamowity jak w bitwie o Anglię.
      Najgorsze jednak były wieczory i noce, nieustanne pukania do okien i
      natychmiastowy atak do każdego zapalonego światła na zewnątrz. No i te
      niezapowiedziane wizyty przez wentylacje, przewód dymny od kominka i inne
      otwarte chwilowo okna czy drzwi.

      Postanowiłem wypowiedzieć szerszeniowi wojnę! Jak postanowiłem tak uczyniłem.
      Broń stosowałem wszelaką a dostępną.
      Próba wytrucia nocną porą skończyła się niechlubnie. W momencie, gdy byłem już
      w odpowiedniej odległości od gniazda zaświeciłem na chwilkę latarkę by razić
      celnie kopią zakończoną zabójczym tamponem. Wtedy nastąpił gwałtowny atak z
      kilku stron naraz, jednocześnie ruszyły posiłki z sąsiedniego gniazda.
      Salwowałem się błyskawiczną rejteradą ze strychu przy zgaszonej latarce (jak
      tego dokonałem bez szwanku nie wiem do dziś).
      Po zaobserwowaniu ich zachowań wymyśliłem pułapkę genialną w swej prostocie.
      Mianowicie ustawiłem beczkę z wodą i zawiesiłem żarówkę tak by odbijała się w
      wodzie. Owad widząc światło atakował i lądując w wodzie topił się. Mordowałem
      tym sposobem do pięćdziesięciu szerszeni przez noc! Jednak po pewnym czasie
      stwierdziłem, że jakoś ich nie ubywa, wydawało mi się, że ile ich latało tyle
      lata nadal.
      Wtedy stwierdziłem, że wojna nie ma sensu, że należy zakopać topór
      wojenny i jakoś nauczyć się współżyć z sąsiadem! Ogłosiłem odpowiednie
      zalecenia i zostały one przyjęte z wielkimi, co prawda oporami przez Moją
      Zdecydowanie Lepszą Połowę.
      Wierzcie mi z chwilą zakończenia działań wojennych i rozpoczęcia pokojowego
      współżycia okazało się raptem, że:
      Przelot owada nie jest przecież atakiem na nas (nie jesteśmy pępkiem świata).
      Gwałtowny lot ku zapalonej żarówce jest tylko lotem ku światłu a nie morderczym
      lotem kamikadze.
      Stukanie do okien nie jest już tak przerażające i dokuczliwe (nie takie hałasy
      tolerowało się będąc łykiem).
      Nie tolerowaliśmy tylko niespodziewanych wizyt w mieszkaniu. W tym przypadku
      broniliśmy naszego terytorium skutecznie.
      Ani my ani nasze zwierzaki nie byliśmy zaatakowani a tym bardziej ukąszeni
      przez szerszenia od chwili, gdy zaczęliśmy zachowywać się normalnie
      przestaliśmy wykonywać przedziwne ruchy, gesty czy wymachy kończyn.
      Są w tym też i plusy. Wierzcie mi nie ma skuteczniejszej ochrony przed
      niechcianymi intruzami jak zaprzyjaźnione i blisko położone duże gniazdo
      szerszeni.

      Najniższe ukłony!
      Miłośnik wszystkiego...? M.J.
      • fargo Re: szerszenie 22.05.02, 09:04
        Jestem pod wielkim wrażeniem. Jesteście bardzo odważni. Niech moc będzie z
        Wami. fargo.
        • piasia Re: szerszenie 22.05.02, 09:13
          Mjot!!!
          Miej litość! Starsze kobiety mają słabe pęcherze ;) Czytając Twój post wyłam,
          płakałam, i kwiczałam ze śmiechu :))))) Gratuluję podejścia, odwagi i humoru, i
          stosunku do szerszeni.

          W mojej letniej chałupie też szukają miejsca na gniazdo pod deską przy
          drzwiach. Przechodzimy tam na palcach i staramy się nie oddychać ;)
          Gdy siedzieliśmy w kilka osób przy stole pod drzewem, i w zasięgu wzroku
          pojawił się szerszeń, wszyscy zamarli w bezruchu, jakby to był co najmniej
          grzechotnik. Wyjątkiem była gospodyni, która wstała i dobitnym głosem
          powiedziała "Spadaj stąd!". I odleciał. Wrócił po kilkunastu minutach, znów
          usłyszał, żeby spadał, i znów odleciał. Powtórzyło się to kilka razy. Wreszcie
          wyniósł się nieodwołalnie (ach, ta niegościnność). Stąd wniosek, że
          rzeczywiście, można się z szerszeniami jakoś dogadać ;)
          Pozdrawiam!
          Piasia
      • dolby2 Jak zabić szerszenia na śmierć 22.05.02, 09:13
        W moim wypadku było to bardzo proste. Szerszenie ulokowały gniazdo w balach
        słomy, które kiedyś jesienią przywiozłem i do przechowywałem pod tarasem.
        Zaaplikowałem im możliwie najdłuższą inhalację Raid'em. Wylatywały z gniazda
        niczym pociski z ciężkiego karabinu maszynowego... i nigdy nie wracały.
        Propozycja polubienia tych gadów wydaje mi się po prostu niepoważna. Przecież
        to życie na minie! Wie Pan... saperzy ciągle wyciągają z ziemi jakieś
        niemieckie żelastwo i mówią, że to w każdej chwili groziło wybuchem. Ludzie
        wtedy mówią, że widać Pan Bóg miał ich w opiece. Proszę sobie wyobrazić, że
        szerszeń zaplątał się w przewody wentylacyjne i w nocy wylądował w łóżku
        Pańskiego dziecka. A tak na marginesie - człowiek pyta jak szerszenie
        zniszczyć, a nie jak polubić. Ja tu już czytałem że zamiast trawy lepiej mieć
        chwasty, że mech jest taki piękny, a krety mają takie miluśkie futerko. Baja
        bongo! Ostatnio jakaś Cizia czy Kicia wzywała do narodowej żałoby z powodu
        winorośli, którą ktoś musiał zerwać ze ściany przed ocieplaniem budynku. To
        jest albo przejaw syndromu CZN albo nawiedzenia... I jedno i drugie niby
        niegroźne, ale mocno męczące.
        • mjot1 Jak zabić szerszenia na śmierć? 22.05.02, 22:57
          Hmmm... No strasznie Waść „sieriozny”! Nigdy nie przymruża Pan oka?
          Pisząc „polubić” nie miałem na myśli takiego uczucia, jakim darzę np. Moją
          Zdecydowanie Lepszą Połowę, lecz raczej szacunek, próbę doszukania się w tym
          wojowniku także jakichś plusów i zrozumienia, że biedak także chciałby żyć!

          To, co napisałem powyżej to prawda. Żyliśmy faktycznie wśród szerszeni, no i
          popatrz Pan, przeżylim!
          Doświadczenie to spowodowało, że na widok szerszenia nie wpadamy w amok, lecz
          traktujemy go z szacunkiem należnym temu królowi owadów.
          Na szczęście małych dzieci nie mamy, więc może, dlatego dość częste
          odwiedziny „pana szerszenia” nie porażają nas panicznym czy paraliżującym
          strachem, lecz traktujemy je jako rzecz zwykłą, choć oczywiście nie wpadamy z
          tego powodu w jakiś chory zachwyt. Intruz, jeśli jest to możliwe wylatuje oknem
          lub niestety ginie!

          Niech mi Pan wierzy za każdym razem, gdy już zabiję szerszenia na śmierć packą
          (to jest odpowiedź na Pana pytanie) jest mi go szczerze żal!
          Ten dzielny, dostojny, wspaniały i groźny owad po moim „zwycięstwie” staje się
          jakiś dużo mniejszy, kurczy się, maleje i gdy już nie wydaje bojowych dźwięków
          jest przecież taki niegroźny i kruchutki przy mojej „potędze”!
          Może to i dewiacja? Któż z nas jest normalny...?

          Najniższe ukłony! Z wyrazami szacunku!
          Widzący piękno nie tylko w chwastach a nawet w szerszeniu... M.J.
          • mkhj Re: Jak zabić szerszenia na śmierć? 23.05.02, 07:59
            Mjot - tak trzymać!!!
            Gdyby nie tacy jak Pan świat byłby strasznie zracjonalizowany i okropnie smutny.
            A co do szerszenia - w latach 80 i 90, przez wiele lat jeździłam na wypoczynek
            do Sierakowa Wielkopolskiego do przedwojennego ośrodka wyszkolenia
            olimpijskiego. Tam w jednym domku (drewniany typu Finn) od lat przedwojennych
            mieszkały sobie szerszenie i zgodnie z tym co słyszeliśmy od stałych ludzkich
            mieszkańców ani razu nikogo nie zaatakowały. A przecież to ośrodek sportowy i
            co rusz ktoś tam biega i macha rękoma, więc powinny byc choc trochę agresywne.
            A nie były. Latały, buczały i nic. Nikt tez im nie robił nic złego. Moze
            rzeczywiście trzeba je polubić!!!!

            Pozdrawiam mkhj
            • ptasik Re: Jak zabić szerszenia na śmierć? 23.05.02, 17:19
              Witam
              Nasze metody postępowania z szerszeniami i doświadczenia z obcowania tuz obok były bardzo podobne do tego o czym pisał M.J. mkhj. U nas szerszenie i inne mniejsze osy zakładały mieszkanka w murze między cegłami. Dziury w tych cegłach robiły sobie same oczywiście. Ale nie były to ich jedyne mieszkanka. Jak pozaklejaliśmy dziury to szerszenie dalej przylatywały, a zawsze jest ich sporo na kompostowniku.
              Ja ze strachu, nie ukrywam, że się ich boję, po prostu się usuwam i w jakimś sensie czekam na swoja kolej. W domu jest tak jak napisał M.J. Jak się da to jest "wypraszany" przez okno, jak nie...
              Jeszcze nigdy na szczęście nie zrobiły nikomu nic złego.
              Ale głównym celem dorzucenia moich trzech groszy do tego wątku, bo w sprawie nic nowego niewniosłam, jest zawtórowanie mkhj: M.J. Tak trzymaj!!!
              To prawda, dobrze , że są tacy Ludzie
              Dziękuję
              Z wyrazami szacunku dla wszystkich Nienormalnych...?
              Nienormalna Katula


              • mwm Re: Jak zabić szerszenia na śmierć? 23.05.02, 19:04
                Dolby2! Jestem z Toba! Mam po prostu w rodzinie osobe uczulona na jad owadow
                żądlacych i wiem, co to znaczy tracic przytomnosc po uzadleniu. Horror!
                A szerszenie sa szczegolnie agresywne i potrafia atakowac bez powodu.
                W dodatku to najwieksi wrogowie pszczol. A pszczoly sa chyba bardziej
                pozyteczne niz szerszenie, wiec nie widze powodu, aby tak o nie zabiegac!
                • mkhj Re: Jak zabić szerszenia na śmierć? 24.05.02, 07:50
                  Ja jestem uczulona na jad owadów i każde ukąszenie (nawet komara czy meszki)
                  kończy się interwencją medyczna. Ale to nie znaczy, że powinno się zniszczyć
                  wszystko co lata i gryzie. Dla nas jest wstrętne i budzi w nas złe uczucia, ale
                  niestety przyroda tak jest skonstruowana, że każda "nasikoma" ma w niej swoje
                  miejsce. Oczywiście mamy prawo się bronić, jak wszystko w przyrodzie, nawet
                  metodą uśmiercania ale...
                  A co do faktu czy pszczoła jest pozyteczniejsza od szerszenia to zależy z
                  jakiej srony na to patrzeć - z ludzkiej czy przyrody. Dla przyrody każdy (nie
                  obcy na danym terenie gatunek)jest pozyteczny i tego się nie zmieni. I starajmy
                  się nie zapominać, że człowiek stanowi cząstkę tej przyrody, a nie jest jej
                  panem.
                  pozdr mkhj
                • mjot1 Obrona szerszenia... Bezsensowna? 24.05.02, 19:03
                  Miałem już zaprzestać polemiki w „tem temacie”...
                  Ale dowody i argumenty wysunięte przez oskarżycieli wydają mi się na tyle
                  nieprzekonujące bym ja jako „słynny obrońca szerszenia” poddał tyły!

                  - Uczulenie.
                  Czyż z powodu uczulenia wielu osób na pyłek sosny należy raz na zawsze zrobić z
                  sosnami porządek? (na świadka obrona powołuje Panią mkhj)

                  - Agresywność i dręczenie słabszych a pożytecznych.
                  Idąc tropem oskarżenia...
                  Czyż orka nie dręczy i nie morduje biedne foczki i pingwinki?
                  Czyż np. lew nie dręczy i nie morduje tak miłe i piękne antylopki, gazelki i
                  wszystko, co się rusza?
                  Czyż wilk bandyta nie morduje zwierzyny płowej i baranów, które wszak sami
                  zjeść możemy?
                  Czyż w związku z powyższym nie należałoby ich wszystkich raz na zawsze...?
                  W celu oceny tego zarzutu obrona powołuje na rzeczoznawców czynnych uczestników
                  tego forum.

                  Najniższe ukłony!
                  Wikłający się w sprawę nie do wygrania? M.J.
                  • mwm Re: Obrona szerszenia... Bezsensowna? 24.05.02, 19:18
                    Pewnie kazdy pozostanie przy swoim...
                    • mjot1 Re: Obrona szerszenia... Bezsensowna? 24.05.02, 19:53
                      Pewnie tak...
                      Z wyrazami szacunku! M.J.
                      • ptasik Re: Obrona szerszenia... Bezsensowna? 24.05.02, 21:26
                        M.J.
                        Mogę być świadkiem obrony...
                        mkhj
                        pozostaję pod olbrzymim wrażeniem Twojej postawy
                        Pozdrawiam
                        Katula, zawsze pokorna w stosunku do przyrody

                        ...A wczoraj byłam na strychu i naliczyłam z 6 białych kulek pod sklepieniem dachu. To gniazda mniejszych os czy szerszeni?
                        Nieważne, wróciłam po cichutku, żeby nie musieć wiać jak M.J. powiedziałam mężowi, wzruszyliśmy ramionami, bo w lecie w ogóle nie korzystamy ze strychu i poszliśmy do swoich przyjemności ogrodowych - mąż podlewał krzaki, ja coś tam sadziłam, a gniazda są dalej i tak już zostanie do jesieni, aż ich nie wymiotę z podłogi jak pospadają już puste ...

                        • kaktus6 Re szerszenie 25.05.02, 23:11
                          poczatek byl taki niewinny....
                          nie kocham szerszeni, nie ukrywam, ze budza we mnie trwoge, ale nie koniecznie
                          chce je zabijac zdaje sobie sprawe, ze moga zaatakowac wlasnie w sytuacji
                          otwartej wojny.czekam na sugestie czego one nie lubia, slyszalem, ze owady nie
                          przepadaja za zapachem czarnego bzu, pokrzywy czy ktos zauwazyl czy szerszenie
                          omijaja jakas rosline i moznaby sie nia posluzyc jako odstraszaczem.
                          Szerszenie chyba nie maja za wielu znawcow bo bardzo trudno o nich sie czegos
                          dowiedziec.
    • jerzy.wozniak Re: szerszenie 29.05.02, 21:45
      Witam na forum Gazety!
      Cieszy mnie niezmiernie że tak pięknie piszecie o zwierzętach, ale martwi mnie
      to, że nie doceniacie czasem ich szkodliwości czy realnego zagrożenia. Nie
      można pisać o uczuleniu ze strony pyłków sosny i drwić że wytnijmy wszystkie.
      Uczulenie, a tak zwany wstrząs anafilaktyczny czyli prościej uczulenie
      natychmiastowe ma niewiele wspólnego z alergia na pyłek np. sosny czy pokrzywy.
      Co opiszę trochę dalej. Teraz może nieco o głupotach z tak zwanych książek. Nie
      wiem skąd się bierze przekonanie, że za pomocą roślin można odstraszyć wszystko
      od pająka po B-52. To bzdury, są oczywiście zwierzęta, którym zapachy roślinne
      przeszkadzają w postrzeganiu otoczenia i stąd unikają miejsc gdzie jest ich
      dużo. Ale są to nieliczne wyjątki. I nie ma to nic wspólnego ze znawstwem
      szerszeni czy innych os. Bardzo się cieszę że nikt tu nie radził aby powiesić
      majeranek czy kalafior u powały bo to odstraszy te owady, a jedynie pięknie
      popisaliście się swoja wrażliwością na świat który was otacza. Ten świat
      niestety bywa również niebezpieczny – nie znaczy to wcale, aby go ubić czy
      drżeć przed nim ze strachu, a jedynie tyle że należy być roztropnym. Co do
      szerszeni to:
      Nalezą do rodziny błonkówek i ze względu na sposób życia dzielimy je na osy
      samotne i osy o społeczne. Te pierwsze, do których należą niezwykle pożyteczne
      dla biocenoz leśnych owady takie jak szczerklina, osmyk czy grzebacz. Polują na
      różne owady głównie szkodniki lasu i paraliżują je za pomocą żądła. Nie
      wstrzykują jadu, ale niszczą główny pień nerwowy. Ofiara wiec żyje, ale nie
      może się poruszać. Następnie kopia jamkę do której wciągają sparaliżowaną
      ofiarę i składają na niej jedno jajo. Wylegająca się gąsienica ma więc pod
      dostatkiem świeżego mięska na śniadanko, obiad i kolację. Następnie jamka jest
      zakopywana a wszelkie ślady jej obecności dokładnie usuwane.
      Druga grupa to owady budujące niewielki gniazda składające się zazwyczaj z
      kilkuset osobników. Zimują tylko młode samice reszta roju ginie z nadejściem
      zimy. Największą naszą osą społeczną jest szerszeń (Vespa crabro). Samice tego
      gatunku osiągają do 26 do 35 mm długości. Wiosną zapłodniona samica składa jaja
      w gnieździe wykonanym z masy podobnej do masy papierowej. Produkuje ja z
      wiórków drewna wymieszanych z wydzielina specjalnego gruczołu.. Z czerwiowatych
      larw lęgną się robotnice, które rozbudowują gniazdo. W ciągu lata dobrze
      podkarmione larwy przekształcają się w samice, które składają niezapłodnione
      jaja –partenogeneza. Z nich jesienią lęgną się samce pozbawione żądła, które
      zapładniają samice. Samice te zimują w odrętwieniu, a reszta roju ginie.
      Szerszenie kiedyś gnieździły się prawie wyłącznie w dziuplach drzew z dala od
      siedzib ludzkich, ponieważ dziuple wycięliśmy z drzewami obecnie wykorzystują
      każdą szczelinę do założenia gniazda w budynkach, poddaszach, szopkach czy
      nawet w budkach lęgowych ptaków. Żywią się głównie owadami w tym także
      pszczołami i osami. Czasem nadgryzają swymi potężnymi żuwaczkami korę na
      gałęziach brzóz i spijają pożywne soki. W skutek uszkodzeń, na gałęziach
      powstają deformacje, a czasem nawet gałąź zamiera. Największe degustacyjne
      szkody wyrządzają w szkółkach. W sumie jednak są bardzo pożyteczne, gdyż
      niszczą wiele szkodliwych owadów. Jad szerszenia jest niezwykle silny i szybko
      rozchodzi się po organizmie. Często powodując tak zwany wstrząs anafilaktyczny,
      niebezpieczny dla życia. Wstrząs taki nie jest związany z alergią taką jak
      katar sienny i może wystąpić u osób u których nigdy nie występowały reakcje
      uczuleniowe np. ma pyłki roślin. Jest on bowiem swoistą i osobniczą reakcją
      organizmu na jad. Gdy dostanie się on do organizmu tworzą się tak zwane
      przeciwciała reaginowe należące do imunoglobuliny IgG. Poziom tych przeciwciał
      w krwi człowieka wynosi około 100 nanogramów w mililitrze krwi (nanogram = 10
      do minus 9 grama). U osoby ze wstrząsem wzrasta nawet do kilkunastu tysięcy.
      Wiążą się one z błoną komórkową mastocytów i bazofilów gdzie dochodzi do
      wyzwolenia ogromnej ilości aktywnych biologicznie związków chemicznych, tak
      zwanych mediatorów reakcji alergicznej. Na skutek ich działania na układ
      naczyniowy i mięsnie gładkie może dojść do poważnego zagrożenia życia. Tak w
      dużym skrócie wygląda wstrząs anafilaktyczny. Rzecz jasna, czym silniejszy jad
      tym reakcja jest groźniejsza dla życia. Uwaga wstrząs taki nie ma wiele
      wspólnego z normalna reakcja na jad –obrzękiem bólem itp. Występuje on także w
      wypadku działania innych alergenów a także od ukłucia innych owadów np. meszek
      oraz wniknięcia do organizmu niektórych bakterii. Kilka szerszeni zabija konia,
      wiec nie należy ich lekceważyć i być ostrożnym. Nie należy ich również
      bezmyślnie tępić są to bowiem pożyteczne owady. Zapytacie skąd ich tyle? ano
      stąd ze ich właściwie jedynym wrogiem był drapieżny leśny ptak zwany
      pszczołojadem. Przypominający jastrzębia drapieżnik jest już na wykończeniu, co
      zawdzięcza swemu wyglądowi jastrzębia, a jastrząb wiadomo pod lufę garłacza.
      Stąd praktycznie pozbawiony wrogów szerszeń staje się coraz liczniejszy i tylko
      patrzeć ja stanie się szkodnikiem niszcząc także pożyteczne owady na skutek
      braku innego pożywienia.
      Tak to w wielkim skrócie ma się sprawa z szerszeniem.
      Pozdrowienia,
      Jurek
      • kaktus6 Re: szerszenie 03.06.02, 23:07
        dlugo szukalem wiadomosci o szerszeniach - bez skutku i wreszcie moja ciekawosc
        zostala zaspokojona - dzieki.
        Nie sadzilem ze z tego szerszenia taki Nostromo!
    • jerzy.wozniak Re: szerszenie 04.06.02, 08:31
      Może troche was nastraszyłem , ale takie gwałtowne reakcje organizmu nie
      wystepują często. Pisze tak gdyz coraz więcej osób jest na coś uczulona a to
      tym samym zwiększa ryzyko wystąpienia gwałtownej reakcji na jady zwierząt.
      Jurek
      P.S.
      Szerszenie jak każde owady należy chronic gdzie tylko się da a usowac tylko
      wtedy gdy jesteśmy zagrożeni ich natarczywą obecnością.
      • mwm Re: szerszenie 04.06.02, 22:45
        Dobrze, ze wprowadzil Pan tu troche rownowagi... Juz myslalam, ze zycie ludzi
        jest mniej warte niz zycie szerszeni.
        Pozdrawiam - malgosia
        • dolby2 Nie świrować, tylko zabić! 05.06.02, 13:44
          To dobrze, że wypowiedź redaktora Forum staje się beznamiętnym posumowaniem
          obłąkanego bicia piany przez kilka osób, które w jakiś przedziwny sposób
          rezerwują dla siebie prawo do jedynego i słusznego miłowania przyrody. To takie
          swoiste kółko różancowe, wielbicielki kretów, chwastów, nornic, mchu i innego
          dziadostwa tak bardzo niepożądanego w ogrodach czy ogródkach. Ich agresywne
          wypowiedzi mają dla mnie wiele wspólnego z autoreklamą typu "prawdziwy Polak",
          prawdziwy patriota" albo "prawdziwy katolik". Ale do rzeczy: trzeba być
          kompletnym świrem, żeby na pytanie co zrobić z gniazdem szerszeni odpowiedzieć
          inaczej niż "usunąć! koniecznie usunąć, bo będzie nieszczęście, wcześniej czy
          później! Jawi się tylko jedno pytanie JAK? i na to pytanie człowiek szukał
          odpowiedzi. Ja doradzam Raid, ktoś mu może doradzić straż pożarną, wyniesienie
          gniazda pod spódnicą albo zbombardowanie posesji przez B-52. Ale usunąć! A
          paniom z kółka różańcowego życzę upojnej nocy z szerszeniem. Chociaż jednej.
          • antares777 Re: Nie świrować, tylko zabić! 05.06.02, 13:54
            Ja bym polecał dubeltówkę, a jeszcze lepiej dryling.
            I walić salwą z wszystkich rur naraz!

            Powodzenia!

            Stary zgred
          • mjot1 Do mwm i dolby2 05.06.02, 20:41
            Wątek wydawał się być już zakończonym. Aż tu raptem powrócił.
            Długo dumałem czy się jeszcze odezwać... I jak widać pękłem! Wszak to ja chyba
            zostałem wywołany do tablicy?

            Pani Małgosiu!
            Wszyściutko zależne jest przecież od punktu siedzenia.
            Jak Pani sądzi, jakież stwierdzenia padłyby tu gdyby dajmy na to taki szerszeń
            czy inne zwierzątko miało możliwość wypowiedzenia się? A tu o nie właśnie
            chodzi!

            Do Pana dolby2!
            Pisze Pan: „To takie swoiste kółko różancowe, wielbicielki kretów, chwastów,
            nornic, mchu i innego dziadostwa tak bardzo niepożądanego w ogrodach czy
            ogródkach.”
            Jest to pewnie zdanie wspaniałej większości! Ale czy to znaczy, że tej
            pozostałej, znikomej garstce „nie lzia!” zabierać głosu? W moim pojęciu „Forum”
            to miejsce do wyrażenia własnych poglądów i opinii nawet sprzecznych z jedynie
            słusznymi. Jeśli tak nie jest to przeproszę uniżenie i wycofam się chyłkiem i z
            pokorą.
            Pisze Pan „Ich agresywne wypowiedzi mają dla mnie wiele wspólnego z autoreklamą
            typu "prawdziwy Polak", prawdziwy patriota" albo "prawdziwy katolik". Koniec
            cytatu!
            Hmmm... Przez kilkadziesiąt lat marnego mego żywota nikt nie zarzucił mi
            jeszcze agresywności. Pan jesteś pierwszym. Nie bardzo jednak pojmując, w czym
            rzecz proszę o dowody tejże.
            A jak pojmuje Pan określenie „kompletny świr”?

            Przypominam, że kaktus6 napisał: „Moja letnia chałupa stoi w lesie...”
            Fakt ten niesie za sobą bardzo wiele plusów, ale są i minusy! Decydując się na
            mieszkanie w lesie trzeba brać pod uwagę również niedogodności w postaci bardzo
            wielu dziwnych łykowi intruzów!
            A cóż poradzilibyście człowiekowi, który cierpiałby męki z powodu uciążliwego
            całodobowego (prawie) wrzasku ptasząt? Radzilibyście opryski, wytępienie czy
            jednak powrót do miast? Specjalnie użyłem skrajności by przypomnieć, że nic nie
            jest tak prościutkie jak się nam „władcom” wydaje!

            A niech tam... Jeszcze jeden cytacik: „A paniom z kółka różańcowego
            życzę upojnej nocy z szerszeniem. Chociaż jednej”
            Co prawda panią nie jestem jednak Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa i owszem. I
            to Panią przez duże „P”! Otóż razu pewnego rankiem przy ścieleniu łoża z
            pościeli z okrutnym buczeniem wyfrunął szerszeń właśnie! Czy spędził z nami noc
            całą? Tego nie wiem. Czy noc ta upojną była? Pozwoli pan że zmilczę.

            Najniższe ukłony!
            Skrajnościami próbujący wywołać chwilkę zadumy M.J.
            • mwm do pana mjot1 05.06.02, 21:49
              Drogi Panie obronco szerszeni!
              To zaprawde chwalebne i moze Bozia to Panu wynagrodzi, ale ja nie wywolywalam
              pana do tablicy. Nie czuje sie na silach polemizowac z Panem i cala reszta
              zatwardzialych milosnikow szerszeni, golebi, winobluszczu, chwastow itd. Forum
              to miejsce na wymiane pogladow i naprawde nikt nie musi mnie nawracac na milosc
              do stworzen i roslin, ktorych nie mam obowiazku kochac. Napisalam, ze ktos w
              mojej rodzinie jest uczulony na zadlo m.in. szerszeni i jest to bardzo
              niebezpieczne. Po co ryzykowac. Pan Jurek wytlumaczyl, ze nie nalezy lekcewazyc
              realnego zagrozenia, dosc obszernie napisal o szerszeniach. Wydawaloby sie, ze
              sprawa zostala zamknieta. Ale nie. Jak zwykle Pan mjot1 musi zbic pupke - tym
              razem niegrzecznej malgosi i jeszcze bardziej niegrzecznemu dolby2. Za to, ze
              nie kochamy zwierzatek i roslinek, ze nie rozumiemy mowy szerszeni, nie lubimy
              spac pod jedna koldra z zadlacymi, wielkimi osami. Drogi Panie - juz raz
              pisalam w jakims watku Katuli, ze raczej nie jestem zlosliwa i staram sie nie
              dawac sprowokowac. Prosze wiec pisac sobie w powietrze, a moje szanowne imie
              zostawic w spokoju. Nie naleze do Panskiego kolka wzajemnej adoracji przyrody,
              wiec zegnam ozieble - malgosia
    • jerzy.wozniak Re: szerszenie 06.06.02, 06:56
      Witam ponownie!
      Oj widzę, że wam szerszenie udzieliły nieco agresji i walicie jadem, jeśli
      tylko ktoś ma inne zdanie na temat obrony przyrody. Wtrącam, więc moje trzy
      grosze. Szerszeń stanowi realne zagrożenie przypuszczam że 100 razy większe niż
      ukąszenie żmii (lata w dzień i jest o wiele pospolitszy, szczególnie ostatnio).
      Kilka jego ukłuc to w przybliżeniu takie samo zagrozenie dla życia. Dziecko i
      zwierzęta mogą pożegnać się z tym światem już po 2-3. Nie wspominam tu rzecz
      jasna o wstrząsie bo to jakby reakcja extra. Obrona przyrody nie polega na
      nadstawianiu głowy, ale jej używaniu. To, że szerszenie są tak liczne to nasza
      wina i jak zwykle to my powinniśmy się z tym uporać. Człowiek namieszał już w
      przyrodzie wiele razy i musi za to ponosić konsekwencje. Nadmiar szerszeni nie
      jest też obojętny dla biocenoz leśnych, gdyż jak pisałem są to owady drapieżne
      i nie zbierają miodku tylko atakują wszystko co mogą ukatrupić. Teraz mam
      pytanie na które sobie szczerze odpowiedzcie – czy nie zabijacie komarów? A
      przecież to takie same owady jak szerszenie, a może uważacie, że tasiemce i
      glisty są pożyteczne? A jaka jest różnica w pozwoleniu na życie dla nich,
      komarów szerszeni, wilków i innych zwierząt? Zwariowana i kompletnie bzdurnie
      rozumiana ekologia przyczynia się do tego, że większość ludzi traktuje ochronę
      przyrody jako cos śmiesznego, a jej obrońców jak rozhisteryzowane babcie od
      kotów, a nie o to chodzi. Najważniejsze, aby trzymać umiar a podstawę do
      spojrzenia na świat osadzić na stabilnej platformie tolerancji. Wypowiadajcie,
      więc wasze zdanie, uwielbiam je czytać niezależnie od tonu wypowiedzi! Ale nie
      ślijcie sobie połajanek bo to już przerabialiśmy i nie prowadzi to do niczego
      dobrego. Rozumiem że gdzieś w tym sprzeczaniu się lubicie i to tez mi się
      podoba, ale pamiętajcie, że granica pomiędzy żartem, a zranieniem drugiej osoby
      jest tu cienka i bardzo łatwo przejść na druga stronę.
      Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie zarówno tych „zrównoważonych” jak
      i „pałających miłością” .
      Jurek
      • ptasik Do dolby2, Eksperta Jerzego i zainteresowanych 07.06.02, 18:00
        Witam i to niestety nie wszystkich serdecznie

        Mnie też wydawało się, że ten wątek jest juz zakończony, ale czuję się nie tyle wywołana do tablicy co zbulwersowana niektórymi wypowiedziami i robieniem ze mnie i z moich przyjaciół agresywnych debilnych oszołomów.

        Dalej bedę mówić tylko w swoim imieniu.

        Po jakiejś bezsensownej i niczego nie wnoszącej wymianie zdań z mwm obiecałam sobie , że nie dam się więcej wyprowadzić z równowagi i bedę ignorować wypowiedzi, które w pierwszym odruchu powodują, że chce mi sie kląć jak szewcowi.

        Ale jak przeczytałam wypowiedzi zwłaszcza dolby 2, z którego wypowiedzi wynika, że to on właśnie uważa się za jedynie słusznie myślącego o przyrodzie i wszystkim co się z nią wiąże, postanowiłam się odezwać.

        dolby 2 -przeczytałeś uwaznie wszystkie wypowiedzi? Kaktus nie pytał jak zniszczyć szeresznie, co potwierdzają jego późniejsze wypowiedzi a i ekseprt pisał, że tam gdzie się da należy je zostawić w spokoju i usunąć tylko wtedy gdy stanowią zagrożenie.

        Poza tym od paru postów wyzywasz nas od kółka różańcowego, od Cizi, Kizi, bo się lubimy i sobie wzajemnie się wyżalamy, bo wiemy, że się rozumiemy i możemy tu liczyć na dobre słowo (dla niektórych ludzi to najcenniejszy dar - dobre słowo i zrozumienie), bo lubimy mniszki, maki polne, chabry i brzozy, bo ratujemy ropuchy, żaby i krety.
        Apropo kretów oprócz tego, że niszcza trawniki to wyjadaja larwy np. chrabąszczy i tym sposobem pomagaja nas ustrzec przed plagami tych żarłocznych fruwaczy.
        Żaby i ropuchy wyjadają larwy komarów i zjadaja inne owady

        Myślę, że na własnym podwórku każdy z nas ma prawo robić to na co ma ochotę.

        Nigdy nikogo nie zmuszałam, a nawet nie namawiałam do stosowania swoich metod. Ale nie pozwolę też, aby ktoś narzucał mi co mam robić u siebie jeżeli nikomu nie szkodzę i nie jest to sprzeczne z obowiązującym prawem i przyjętymi normami.

        Ale nie tylko na moim własnym podwórku ma mnie prawo denerwować głupota, wandalizm i brak poszanowania dla ludzi i otoczenia, i mam prawo w tej kwestii sie wypowiadać.

        Dlaczego ludzi, którzy myślą i uważają inaczej ciągle obrażasz?

        Do Eksperta Jerzego i zainteresowanych

        Co do komarów to jak siądzie na mnie w celu wyssania ze mnie krwi to zabiję, przecież nie pogłaskam. Ale nie latam po ogrodzie, w którym jest ich mnóstwo i nie urządzam na nie polowania.
        W oknach i w drzwiach wejściowych wieszam moskitery i wtedy juz nie muszę właczać żadnych preparatów zabijających przeróżne owady, nie tylko komary, bo te preparaty śmierdzą a tego nielubię .



        W swoim bycie w przyrodzie od lat kieruję się zasadą równowagi, uważam, że muszę znać swoje miejsce.


        W momencie zagrożenia bezpieczeństwa, zdrowia, czy też życia, zwłaszcza tych, którzy są dla mnie najważniejsi będę się bronić niezależnie od tego jakiej broni będę zmuszona użyć i przeciwko komu, to chyba logiczne.

        Katula
    • janusz13 jest sposób na szerszeniątka,rewelacja!!!! 07.06.02, 21:00
      Jest sposób na szerszenie !!!!
      Czosnek bardzo pomaga,trzeba go rozdrobnic i uciekną tam gdzie pieprz rośnie.
      powodzenia!!!Nie cierpia tego zapachu
      Klos


      kaktus6 napisał(a):

      > czy ktos zna cos skutecznego na szerszenie.Moja letnia chalupa stoi w lesie i
      > co roku wlatuja te paskudy do srodka ( z lasu?) przyprawiajac nas o gesia
      > skorke. Siatki w oknach nie bardzo bo psuja wspanialy widok , moze jakies ziola
      >
      > wiszace w oknach a ktorych szerszenie nie trawia?

      • kaktus6 Re: jest sposób na szerszeniątka,rewelacja!!!! 10.06.02, 15:11
        Dzieki!!!!!
        Lepszy czosnek od szerszenia!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja