Gość: Miki
IP: 195.117.7.*
23.03.04, 11:55
Rzeczywiscie w ostatnim czasie w NHL mamy do czynienia z narastaniem takich
sytuacji. Ale to nie zawodnicy są nagle nadmiernie agresywni. Według mnie
wina leży po stronie nierychliwie i niejednokrotnie niesprawiedliwie
reagujących władzach ligi. Przyypadek McSorleya sprzed kilku lat na długo
wybił z głowy zawodnikom podobne akcje (hokeista został wówczas zawieszony za
brutalny atak kijem na rok, miał rownież sprawę w prokuraturze!). Gdy
Bertuzzi zaatakował Moore'a, władze ligi zostały zmuszone do reakcji. A czemu
nie reagowały, gdy Moore kontuzjował kilka dni wcześniej Marcusa Naslunda?!
(Bertuzzi niejako mścił się za kolegę). Bójki i twarda walka były i będą
zawsze nieodłącznym elementem zawodowego hokeja. Ale wszystko musi mieć swoje
granice. Gdy trener Calgary wypuszcza na dwie sekundy na lód
czwórkę "killerów" to nie po to przecież by odwrócic losy meczu, ale by
doprowadzić do "rzezi". Decyzja o zawieszeniu za to Suttera - jak najbardziej
słuszna! Czemu jego losu nie pdozielił głupio uśmiechający się po ataku
Moore'a na Naslundzie Granato z Colorado? Niekonsekwencja jest źródłem
niszczenia piękna NHL...