Gość: Buczek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.08.04, 13:44
Za sports pl:
Polska szkoła boksu
Olimpijska klątwa nadal ciąży na polskich bokserach. Nie potrafił jej zdjąć
także Andrzej Rżany, który w pewnym momencie wczorajszego ćwierćfinału w
wadze muszej z Fuadem Asłanowem przestał walczyć, bo myślał, że wygrywa.
Tymczasem miał wtedy dwa punkty straty do przeciwnika. Nikt mu o tym nie
powiedział, więc przegrał. Życiową szansę i olimpijski medal.
Gong kończący walkę. Polscy dziennikarze od minuty krzyczący w kierunku
ringu, że Andrzej przegrywa, chowają twarze w dłoniach. Rżany z radością
podnosi rękę. Cieszy się z medalu. Jeszcze nie wie, iż przegrał go o jeden
punkt. Dowie się za moment w narożniku. Robi się blady, rzuca przekleństwo,
nie wierzy. Azer zwyciężył - 24:23.
Wyniki punktowania amatorskich walk bokserskich znają wszyscy przedstawiciele
mediów. Na bieżąco wyświetlają się one na monitorach. Rezultat docierać nie
powinien tylko do pięściarzy i ich trenerów. Tajemnicą poliszynela jest
jednak fakt, że wszystkie reprezentacje opracowały sobie metody poznawania
tego wyniku. Poprawka. Prawie wszystkie.
- Nie znałem rezultatu. Tak było podczas każdej walki, którą toczyłem -
przyznał 31-letni bokser po środowym pojedynku. - Ja też nie wiedziałem, że
przegrywa. Byłem pewny, że spokojnie prowadzi. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek
z trybun przekazywał nam wynik. Przy ringu panuje wielki tumult - dodał
trener Ludwik Buczyński. - Nie opracowywaliśmy żadnego systemu znaków, bo
jest nas tu za mało. Andrzej Liczik był na trybunach i filmował walkę, ale on
nie mógł nam podpowiedzieć, bo ma zbyt piskliwy głos, nic byśmy nie
usłyszeli - tłumaczył się Buczyński, jakby stawką pojedynku Polaka były mało
ważne punkty ligowe, a nie medal olimpijski.
Tymczasem Rżany zdawał sobie sprawę, że to będzie najważniejsza walka w jego
karierze. Stawką był medal i olimpijskie stypendium równoznaczne z godną
emeryturą. Dlatego Polak długo koncentrował się w ciemnej szatni hali
Peristeri. Hali, która jest kompletnym przeciwieństwem wszystkich innych,
nowoczesnych obiektów igrzysk. Można odnieść wrażenie, że organizatorzy
chcieli podkreślić fakt, że bokserskie legendy wywodzą się z biednych
dzielnic Nowego Jorku czy Filadelfii. Jeśli Ateny mają swoje slumsy, właśnie
tu pojedynkują się olimpijscy pięściarze. Hala wtulona jest w brudne,
obdrapane domy. Dookoła stoją nieużywane od lat, zardzewiałe samochody.
W ostatnich latach zardzewiał też mocno polski boks. Dyscyplina z wielkimi
tradycjami i ogromnym dorobkiem olimpijskim. Tylko nasi lekkoatleci zdobywali
na igrzyskach więcej medali, niż biało-czerwoni pięściarze. Tyle tylko, że do
worka z 43 krążkami (8 złotych, 9 srebrnych i 26 brązowych) bokserzy nie
dorzucali nic od 1992 roku, kiedy to Wojciech Bartnik stanął w Barcelonie na
najniższym stopni podium. I czekać będziemy przynajmniej przez kolejne 4
lata.